anna_232
20.03.12, 19:20
Oboje z mężem jesteśmy DDA i od niedawna staramy się z tym walczyć, tzn. oboje rozpoczęliśmy terapię indywidualną.
Mam to szczęście w nieszczęściu, że otrzymałam w spadku po dziadkach mieszkanie, w którym jest zameldowana moja matka alkoholiczka. Od 3 lat jesteśmy małżeństwem, razem w sumie od 8, jednak dopiero pod koniec zeszłego roku zaczęłam realnie dostrzegać swój problem i pewnie w głównej mierze przez nieustanne kłótnie z mężem o "matkę pijaczkę" zaczęłam coś z tym problemem robić....
Mama rozpoczęła leczenie na oddziale dziennym. Właściwie została przez nas zmuszona. Poszliśmy na ustępstwo, bo leczenie miała odbyć w ośrodku zamkniętym, przystaliśmy na oddział dzienny. Nie pije, ja jednak wciąż nie mogę uwierzyć, ze tak pozostanie.
Na początkowych sesjach w ośrodku psychoterapii bardzo dużo dowiedziałam się o symptomach, zaczęłam rozumieć swoje zachowania itd. I mimo iż nie do końca jestem zadowolona z terapeuty, to na pewno wiele z tych spotkań wyniosłam i uczę się stawiać siebie na I miejscu.
Mąż, osoba niepełnosprawna, syn alkoholika, osoba z bardzo niskim poczuciem swojej wartości, chory na epilepsję, ataki sporadyczne, o podłożu nerwowym.
I teraz to czego dotyczy mój problem.... Od kilku miesięcy matka męża przejrzała na oczy, że spędziła tyle lat z tyranem, człowiekiem egoistycznym, nie znoszącym sprzeciwu i postanowiła się postawić. Od tamtego czasu się do siebie nie odzywają, żyją osobno.... Teściowa zatruwa nam życie swoimi problemami, nie potrafi mówić o niczym innym. Teść, pewnie wszystko trzyma w sobie, ale wygląda na człowieka zadowolonego i przede wszystkim nie angażuje dzieci w swoje problemy małżeńskie. Mąż ciągle z nią rozmawia, współczuje, radzi i właściwie o niczym innym w domu nie rozmawiamy.. Obstaje za matką, nie widząc przy tym, że między innymi przez nią jego życie wygląda jak wygląda, bo nigdy nie miała odwagi powiedzieć dość i zaprzestać poniżania własnych dzieci, mimo pomocy, którą oferowała jej rodzina. Zaczynam nienawidzić tą kobietę i tłumię wszystko w sobie, bo nie chcę awantury. Rozmawiać z mężem próbowałam i mówi, że rozumie i, że się zgadza, a za chwilę to samo, że mama biedna, że sama z tym wszystkim....
Nie wiem co robić, mąż przez 7 lat nie miał ataku, w zeszłym roku 2 i jestem pewna, że na tle nerwowym, a teraz funduje sobie to wszystko na własne życzenie....
Wiem, że też mu trudno, ale przecież mamy się nauczyć stawiać siebie na I miejscu, a jak zwykle angażujemy się w problemy innych…