izabella_666
11.02.08, 17:42
Szanowni Państwo!
Piszę do Was, ponieważ mam problem, z którym nie potrafię sobie sama
pomóc. Znajomy polecił mi to forum, mówiąc, że natrafię tu na miłych
ludzi, którzy dadzą mi wskazówki jak rozwiązać tą sytuację. Moim
problemem jest wrogość do alkoholu. W dzieciństwie mój ojciec był
nałogowym alkoholikiem, co bardzo mocno przeżyłam. W szkole
podstawowej nie miałam żadnych przyjaciół, byłam przez nich poniżana
i odpychana. Traktowali mnie jak trędowatą. Często mi dogryzali, że
śmierdzę, że jestem przesiąknięta alkoholem i że jestem taka sama
jak mój ojciec. Ojciec pił a my cierpieliśmy.
Ojciec pił kilkanaście lat. Codziennie przychodził do domu pijany i
szukał pretekstu, aby wywołać awanturę, często rzucał się do bicia.
Bardzo bałam się żeby mnie i mojej rodzinie nie zrobił krzywdy-
bardzo modliłam się do Boga, aby ten koszmar wreszcie się skończył.
Za każdym razem, gdy to widziałam przyrzekałam sobie, że rodzinę,
którą uda mi się założyć
w przyszłości będzie rodziną bezalkoholową. Dlatego moim największym
zamarzeniem jest założenie rodziny abstynenckiej.
Gdy miałam 18 lat poznałam chłopaka, który okazał się być
abstynentem. Mój świat przekręcił się do góry nogami, byłam bardzo
szczęśliwa, że moje marzenie nareszcie się spełni, że uda mi się
założyć rodzinę taką, jaką sobie wymarzyłam. Po pewnym czasie (gdy
był pewny, że będę jego) okazało się, że nie jest abstynentem.
Ukrywał to przede mną, bo bał się, że mnie straci. Wszystkie moje
marzenia i plany runęły w gruzach. Bardzo mocno mnie zranił. Od
dłuższego czasu nie chodzimy na żadne imprezy, zabawy czy wesela,
gdyż chłopak uważa, że zabawa bez alkoholu to nie zabawa. On
twierdzi, że nie umie bawić się bez alkoholu. Według niego zabawa
bez alkoholu to nie zabawa, a przecież wcześniej, gdy jeszcze się
maskował potrafił chodzić ze mną na zabawy i bawi się bez alkoholu.
Jestem teraz między młotem, a kowadłem. Nie wiem, co mam dalej
zrobić, gdyż nie potrafię zaakceptować alkoholu, ale też nie chcę
stracić ukochanej osoby. Nie umiem żyć
z alkoholem, ale również nie potrafię żyć bez mojej ukochanej osoby.
Proszę o pomoc lub jakąś radę jak dalej mam postąpić. Zawsze
pragnęłam założyć rodzinę, w której nie będzie alkoholu i zawsze
będę pragnęła taka rodzinę założyć.
Kolejnym problemem jest to, że chłopak mnie oszukuje i okłamuje.
Przy mnie jest abstynentem, zaś za moimi plecami zachowuje się
całkowicie inaczej. Gdy się go zapytam czy coś pił, od razy
odpowiada, że nic nie pił, a ja na sto procent wiem, że to nie
prawda. Chowa piwa przede mną jak przed złodziejem, czy bandytą.
Dlaczego ludzie pijący nie potrafią zrozumieć niepijących? Chłopak
uważa, że moja abstynencja to głupi wymysł, że sobie problem
wymyśliłam czy uroiłam, że to mój kaprys. Często w kłótni dogryza
mi, że jestem nienormalna i powinnam iść się leczyć, a przecież ja
jestem takim samym człowiekiem jak inni tylko, że nie pije alkoholu.
Bardzo proszę pomóżcie mi. Wiem, że nie można kogoś zmusić, a by
stał się abstynentem, ale ja naprawdę nie potrafię żyć z alkoholem,
a nie chcę stracić najdroższej mi osoby. Z Góry dziękuję za
przeczytanie mojego listu i być może rozwiązania problemu. Gorąco
wszystkich pozdrawiam.