lidek_syn_ubeka
30.08.07, 11:29
W Berettyoujfalu na Wegrzech tankujemy,sie nastepna stacja
20km.dalej,juz w Rumunii.Cel wyjazdu to trasa
transfogaraska,starowki Brasovie i Sybinie oraz zamki w
Bran,Poienari i Sinaia.Mamy rozmowki rumunskie,przewodnik Pascala i
mape samochodowa Demartu.Rozmowki swietnie sie sprawdza,w porownaniu
do wegierskiego,oparty na klasycznej lacinie rumunski jest
dziecinnie prosty.Pozniej takze sie okaze,ze znajomosc angielskiego
czy niemieckiego wsrod Rumunow jest o niebo powszechniejsza niz
wsrod Wegrow.Przewodnik Pasacala zawiera uproszczone plany centr
wszystkich wiekszych miast i odda cenne uslugi.Mapa tez sprawdzi sie
swietnie.
Co do pieniedzy,to mamy troche lei zakupionych po 1,26 i euro w
gotowce,ktore bedzimy stopniowo puszczac w kantorach.
Zaraz za przejsciem w Bors jest stacja benzynowa Petroromu czy tez
Rompetrolu.Ide kupic winietke,czyli roviniete.Stacja calkowicie w
stylu zachodnim,natomiast na jej parkingu smieci wysypuja sie z
koszy,a tlum sniadolicych mlodziencow o czyms z dyskutuje z
ozywieniem.Zapewne o legalizacji swoich mercedesow i bmw.Uprzejmy
pracownik stacji z diabelskim usmiechem wskazuje na odlegla o 100m
budke,wokol ktorej pecznieje nabrzmialy tlum.Budka mala,po
przeciwnych stronach 2 okienka i 2 kolejki.Klimat jak z arabskiego
suku.Liczne grono Polakow,Rumunow,Wegrow,kierowcow
autokarow,busow,tirow i aut osobowych.
Wszystkie te pojazdy blokuja droge,wiec do roznojezycznych dyskusji
dochodzi dzwiek klaksonow przeciskajacych sie aut.
Juz po godzinie mamy roviniete.Kosztuje 2 euro,platne w
euro.Sprzedaz na podstawie dowodu rejestracyjnego pojazdu i
dokumentu tozsamosci.Nie ma chyba ona zadnego sprecyzowanego okresu
waznosci,bo wszyscy placa po 2 euro-i ci co jada tranzytem do
Bulgarii,i ci co beda zwiedzac Rumunie.Skadinad uprzejma pani z
okienka nawet nie pyta ilodniowa ma byc rovinieta i wrecza fakture
formatu
A-4.A roviniete nalepia sie w prawym gornym rogu szyby.
No to hajda na Oradee(Nagyvarad)Po obu stronach szosy jakies
upiornie rozpadajace sie zaklady przemyslowe.Jeszcze chwila i juz
jestesmy w centrum.O dziwo,wielkoplytowe bloki sa ladniejsze od
naszych.Ruch samochodowy niesamowity.Temperament kierowcow
tez.Swietnie sprawdzaja sie sekundniki przy swiatlach pokazujace
czas do zmiany.Dzieki nim wszyscy startuja 2 sekundy
wczesniej,trabiac przerazliwie na "spoznialskich".Chcemy zwiedzic
starowke,wiec parkujemy przy komendzie policji i wzdluz rzeki Crisul
(Keresz) idziemy na glowny deptak,czyli Calea Republici.Pierwszy
blizszy kontakt z Rumunia,to kupno hot doga za 4 leu.Rumuni uzywaja
powszechnie skrotu RON,wiec i ja tak dalej bede nazywal ich walute.Z
wielka radoscia odnajdujemy opisane w Pascalu zabytki;Pomnik
Zolnierzy,Cerkiew z Ksiezycem,Kamienice Czarny Orzel i pomnik
Michala Walecznego.Ja z ciekawoscia przygladam sie mijanym
kamienicom.Prawie wszystkie wymagaja remontu.Nie moge sie oprzec
refleksji,ze wszedzie gdzie dorwie sie do wladzy komuna badz
POstkomuna,to kamienice maja liszaje.Ale Rumuni nie
frajerzy,POstkomune chyba popedzili w wyborach i beda miec ladnie.
Deptak sliczny.Prawie wszystkie kamienice odnowione,piekne
elewacje,parasole kawiarn,kolorowe szyldy,bardzo ladnie ubrane
Oradeanki.
Im ktos ma ciemniejsza skore,tym gorsze ubranie.Z ciekawoscia
zagladam na odnowione podworka poznorenesansowych i secesyjnych
kamienic.Architektura typowo habsburska.Widoczne sa elementy orientu
w postaci wiezyczek na dachach co poniektorych.
Szlag mnie trafia,ze towarzysz Hitler sfajczyl mi stolice,bo
warszawska Starowka do tej sie nie umywa.W jednym z kantorow
zamieniamy euro po 3,14 RON i siadamy pod parasolami kawiarni.Nauka
nie idzie w las i na podstawie rozmowek zamawiam po rumunsku kawy i
napoje.Z tipem 15 RON.Wypijamy,spacerujemy troche i wio do Cluz-
Napoca(Kolozsvar)
Wylot z Oradei kiepski.Potem sie droga poprawia.Ogolnie to polskie
drogi nie musza popadac w kompleksy wobec rumunskich.Plaga
rumunskich jest z kolei wylaczanie z powodu remontu jednego pasa i
wachadlowy ruch drugim.Miejscowi szaleja wjezdzajac na czerwonym
swietle.Zreszta na nich nic nie robi wrazenia-ani linie ciagle,ani
zakazy,ani nakazy.Czesto na poboczach stoja biale dacie Logan
policji drogowej(Politia Rurala),ale nie susza.Nas nie zatrzymali
ani razu.Oznakowanie drog wymaga czujnosci.Drogowskazy niby sa,ale
malo widoczne.Ruch bardzo duzy.Nie damy rady w jeden dzien dojechac
do Brasova.W Kluzu zreszta gubimy droge,oczywiscie z powodu braku
drogowskazu,albo przeoczenia go.Ma to te zalete,ze ogladamy
olbrzymia katedre prawoslawna.Po rumunsku sympatycznego przechodnia
nagabuje o wylot na Turde,a on zyczliwie mi tlumaczy.Rozumiem
niewiele(to znaczy nic),ale trafiamy i z ulga opuszczmy zatloczone
miasto.
Na obiadek zatrzymujemy sie w zajezdzie Stejeris.Ciorba de burta
okazuje sie flakami drobiowymi w zalewie jogurtowo-
czosnkowej.Przereklamowana,podobnie jak piwo Ursus.Kawe zas to oni
umieja parzyc,ze ho-ho!Drugie danie,to wybrane na chybil trafil
Straite Hajduculu.Jest to pieczony kawal miecha z warzywami w
srodku.Pycha!!Do tego pieczone ziemniaki,salatka,picie i rachunek-82
RON.Z tym,ze porcje sa tak olbrzymie,ze polowe zostawiamy.Na tablicy
wypisane menu dnia za 15 RON,wiec mozna sie zywic taniej niz my.
Nie meczac sie zbytnio w poszukiwaniu locum,z przewodnika Pascala
bierzemy nr.telefonu do hotelu Transilvania w Alba Julia
(Gyulafehervar),dzwonimy z samochodu i rezerwujemy.
CDN..