Dodaj do ulubionych

jeszcze jedna relacja-Oradea,Brasov,Arad

30.08.07, 11:29
W Berettyoujfalu na Wegrzech tankujemy,sie nastepna stacja
20km.dalej,juz w Rumunii.Cel wyjazdu to trasa
transfogaraska,starowki Brasovie i Sybinie oraz zamki w
Bran,Poienari i Sinaia.Mamy rozmowki rumunskie,przewodnik Pascala i
mape samochodowa Demartu.Rozmowki swietnie sie sprawdza,w porownaniu
do wegierskiego,oparty na klasycznej lacinie rumunski jest
dziecinnie prosty.Pozniej takze sie okaze,ze znajomosc angielskiego
czy niemieckiego wsrod Rumunow jest o niebo powszechniejsza niz
wsrod Wegrow.Przewodnik Pasacala zawiera uproszczone plany centr
wszystkich wiekszych miast i odda cenne uslugi.Mapa tez sprawdzi sie
swietnie.
Co do pieniedzy,to mamy troche lei zakupionych po 1,26 i euro w
gotowce,ktore bedzimy stopniowo puszczac w kantorach.
Zaraz za przejsciem w Bors jest stacja benzynowa Petroromu czy tez
Rompetrolu.Ide kupic winietke,czyli roviniete.Stacja calkowicie w
stylu zachodnim,natomiast na jej parkingu smieci wysypuja sie z
koszy,a tlum sniadolicych mlodziencow o czyms z dyskutuje z
ozywieniem.Zapewne o legalizacji swoich mercedesow i bmw.Uprzejmy
pracownik stacji z diabelskim usmiechem wskazuje na odlegla o 100m
budke,wokol ktorej pecznieje nabrzmialy tlum.Budka mala,po
przeciwnych stronach 2 okienka i 2 kolejki.Klimat jak z arabskiego
suku.Liczne grono Polakow,Rumunow,Wegrow,kierowcow
autokarow,busow,tirow i aut osobowych.
Wszystkie te pojazdy blokuja droge,wiec do roznojezycznych dyskusji
dochodzi dzwiek klaksonow przeciskajacych sie aut.
Juz po godzinie mamy roviniete.Kosztuje 2 euro,platne w
euro.Sprzedaz na podstawie dowodu rejestracyjnego pojazdu i
dokumentu tozsamosci.Nie ma chyba ona zadnego sprecyzowanego okresu
waznosci,bo wszyscy placa po 2 euro-i ci co jada tranzytem do
Bulgarii,i ci co beda zwiedzac Rumunie.Skadinad uprzejma pani z
okienka nawet nie pyta ilodniowa ma byc rovinieta i wrecza fakture
formatu
A-4.A roviniete nalepia sie w prawym gornym rogu szyby.

No to hajda na Oradee(Nagyvarad)Po obu stronach szosy jakies
upiornie rozpadajace sie zaklady przemyslowe.Jeszcze chwila i juz
jestesmy w centrum.O dziwo,wielkoplytowe bloki sa ladniejsze od
naszych.Ruch samochodowy niesamowity.Temperament kierowcow
tez.Swietnie sprawdzaja sie sekundniki przy swiatlach pokazujace
czas do zmiany.Dzieki nim wszyscy startuja 2 sekundy
wczesniej,trabiac przerazliwie na "spoznialskich".Chcemy zwiedzic
starowke,wiec parkujemy przy komendzie policji i wzdluz rzeki Crisul
(Keresz) idziemy na glowny deptak,czyli Calea Republici.Pierwszy
blizszy kontakt z Rumunia,to kupno hot doga za 4 leu.Rumuni uzywaja
powszechnie skrotu RON,wiec i ja tak dalej bede nazywal ich walute.Z
wielka radoscia odnajdujemy opisane w Pascalu zabytki;Pomnik
Zolnierzy,Cerkiew z Ksiezycem,Kamienice Czarny Orzel i pomnik
Michala Walecznego.Ja z ciekawoscia przygladam sie mijanym
kamienicom.Prawie wszystkie wymagaja remontu.Nie moge sie oprzec
refleksji,ze wszedzie gdzie dorwie sie do wladzy komuna badz
POstkomuna,to kamienice maja liszaje.Ale Rumuni nie
frajerzy,POstkomune chyba popedzili w wyborach i beda miec ladnie.
Deptak sliczny.Prawie wszystkie kamienice odnowione,piekne
elewacje,parasole kawiarn,kolorowe szyldy,bardzo ladnie ubrane
Oradeanki.
Im ktos ma ciemniejsza skore,tym gorsze ubranie.Z ciekawoscia
zagladam na odnowione podworka poznorenesansowych i secesyjnych
kamienic.Architektura typowo habsburska.Widoczne sa elementy orientu
w postaci wiezyczek na dachach co poniektorych.
Szlag mnie trafia,ze towarzysz Hitler sfajczyl mi stolice,bo
warszawska Starowka do tej sie nie umywa.W jednym z kantorow
zamieniamy euro po 3,14 RON i siadamy pod parasolami kawiarni.Nauka
nie idzie w las i na podstawie rozmowek zamawiam po rumunsku kawy i
napoje.Z tipem 15 RON.Wypijamy,spacerujemy troche i wio do Cluz-
Napoca(Kolozsvar)
Wylot z Oradei kiepski.Potem sie droga poprawia.Ogolnie to polskie
drogi nie musza popadac w kompleksy wobec rumunskich.Plaga
rumunskich jest z kolei wylaczanie z powodu remontu jednego pasa i
wachadlowy ruch drugim.Miejscowi szaleja wjezdzajac na czerwonym
swietle.Zreszta na nich nic nie robi wrazenia-ani linie ciagle,ani
zakazy,ani nakazy.Czesto na poboczach stoja biale dacie Logan
policji drogowej(Politia Rurala),ale nie susza.Nas nie zatrzymali
ani razu.Oznakowanie drog wymaga czujnosci.Drogowskazy niby sa,ale
malo widoczne.Ruch bardzo duzy.Nie damy rady w jeden dzien dojechac
do Brasova.W Kluzu zreszta gubimy droge,oczywiscie z powodu braku
drogowskazu,albo przeoczenia go.Ma to te zalete,ze ogladamy
olbrzymia katedre prawoslawna.Po rumunsku sympatycznego przechodnia
nagabuje o wylot na Turde,a on zyczliwie mi tlumaczy.Rozumiem
niewiele(to znaczy nic),ale trafiamy i z ulga opuszczmy zatloczone
miasto.
Na obiadek zatrzymujemy sie w zajezdzie Stejeris.Ciorba de burta
okazuje sie flakami drobiowymi w zalewie jogurtowo-
czosnkowej.Przereklamowana,podobnie jak piwo Ursus.Kawe zas to oni
umieja parzyc,ze ho-ho!Drugie danie,to wybrane na chybil trafil
Straite Hajduculu.Jest to pieczony kawal miecha z warzywami w
srodku.Pycha!!Do tego pieczone ziemniaki,salatka,picie i rachunek-82
RON.Z tym,ze porcje sa tak olbrzymie,ze polowe zostawiamy.Na tablicy
wypisane menu dnia za 15 RON,wiec mozna sie zywic taniej niz my.
Nie meczac sie zbytnio w poszukiwaniu locum,z przewodnika Pascala
bierzemy nr.telefonu do hotelu Transilvania w Alba Julia
(Gyulafehervar),dzwonimy z samochodu i rezerwujemy.
CDN..
Obserwuj wątek
    • Gość: viking2579 Re: jeszcze jedna relacja-Oradea,Brasov,Arad IP: *.ang.sth.bostream.se 30.08.07, 22:00
      Hej, ciekawe rzeczy piszesz! Oczywiscie wiele z tego widzialem ale
      fajnie sobie przypomniec. Dziwne, ze winieta staniala. Mam przed
      soba "moja" fakture fiscala (tez A4:)) i tam stoi 3,60 EUR. A to
      bylo rok temu... Moze przeplacilem... :(
      PS I cos mniej przyjemnego: zupelnie niepotrzebne to PO-litykowanie,
      do tego sa inne fora. Bo kamienice maja liszaje rowniez w Grecji i
      we Wloszech. No, chyba ze definicja rzadzacych opiera sie na
      wygladzie kamienic... Troche dystansu i wiecej luzu nam potrzeba!
      • panz Re: jeszcze jedna relacja-Oradea,Brasov,Arad 02.09.07, 08:33
        Czołem.Ja za rovinietę tydzień temu płaciłem 5,7 RON lub 1,8 euro (dowolność waluty, więc płaciłem lejami chociaż kurs 3,167 nie powalał na kolana ;-)), była na okres 7 dni, Pani w okienku miała jeszcze 30-dniowe. Do Oradei jechałem przez przejście drogowo-kolejowe Valea lui Mihai - Nyrábrány, ruch zerowy, brak ciężarówek, żadnych kolejek po winiety (kupuje się je na stacji paliw po prawej stronie ok 1,5km od przejścia). Jak na rumuńskie warunki droga do Oradeji w dobrym stanie, dosyć szybka, ze względu na mały ruch samochodowy.
        • lidek_syn_ubeka czesc2-Alba Julia(Gyulafehervar) 03.09.07, 16:09
          viking
          ad1-cena moze jest zalezna od rocznika samochodu-nasz jest AD 2006
          ad2-swietny przyklad.W Grecji,w wyborach lokalnych po wojnie
          wygrywali glownie komunisci,a w poludniowych rejonach Wloch
          mafia.Czy mafia rozni sie czyms od komuny?
          No,ale my jestesmy w Alba Julia.Hotel Transilvania,choc polozony
          300m.od glownej ulicy miasta i zarazem trasy przelotowej jest trudny
          do odnalezienia.Pewnie dlatego,ze nie jest w ogole
          oswietlony.Jeszcze weselej z dojazdem-ulice dojazdowa koncertowo
          rozgrzebano i kluczymy gdzies oplotkami.Sam budynek to klasyczny
          przyklad socrealizmu w architekturze.Ale bardzo ladnie odnowiony i
          urzadzony.W recepcji mozna rozegrac mecz Ligi Swiatowej w
          siatkowke.Pokoj sliczny,lazienka wylozona terakota i glazura
          naprawde wysokiej klasy.Rozsmiesza nas za to sniadanie;zamowiona
          jajecznica to 2 jajka sadzone na 2 kwadratach szynki o wymiarach
          3#3cm.Figurujace w menu salatka z pomidorow laduje na spodeczku jako
          jeden czerwony pomidor.Cala ta przyjemnosc kosztuje 230 RON.
          Ale nie ma co narzekac,idziem zwiedzac gorujaca nad miastem
          Cytadele Alba Karolina z poczatku XVIII w.po Chr.Bardzo praktyczna
          ta cytadela.Dla dzieci malych zaraz za pierwszym rzedem murow
          obronnych plac zabaw,dla dzieci starszych pub.Swietny widok na
          miasto i okolice z platform widokowych.Wnetrze Cytadeli jest
          zamieszkale i ma niesamowity klimat-drzewa,krzewy,brukowane
          uliczki,stylizowane na renesansowe kamieniczki,brukowane
          ulice ,cisza,spokoj.Gdzieniegdzie przemykaja mieszkancy.Zachwalana
          przez Pascala brama do twierdzy w remoncie.Mijamy pomnik Michala
          Walecznego.Po jednej stronie pieczolowicie odnowiony
          poznorenesansowy palac,w ktorym sie miesci Muzeum Zjednoczenia.Nieco
          bajkowy-kruzganki,balustrady,dziedziniec i turysci z Niemiec.Po
          drugiej-gotycka katedra sw.Michala z XIII i XIV w.po Chr.
          Spatynowana w stosunku do gmachu naprzeciwko.Moze dlatego,ze
          katolicka?W jednej z bocznych naw zmawiam Requiem aeternam...
          nad grobowcem Janosa Hunyadyego herbu Korwin(1388-1456),syna Vajka i
          Erzsebet Morzsinay.Za zwyciestwo pod Belgradem nad bisurmanami w
          1456r.,co na 70 lat oddalilo widmo "wielokulturowosci" i budowy
          meczetow w Europie.
          Po wyjsciu z polmroku katedry pomnik Michala Walecznego staje sie
          w sloncu ironiczny.Tam,w cieniu spi mocarz,regent najwiekszego
          owczesnie krolestwa srodkowej Europy,tu w sloncu stoi lokalne
          ksiazatko,ktore dzieki lasce sultana Turcji dostalo wladze nad
          ksiestwem rzadzonym niegdys przez takiego swira jak Wlad
          Palownik.Ironia podwojna,bo Hunyadi lezy 300km.od granicy panstwa w
          ktorym sprawowal regencje,a Michal Waleczny ma pomniki w
          kraju ,ktory nalezal do Korony Wegierskiej przez 1000lat.
          Tymi refleksjami oraz zakupem 2 butelek wody mineralnej po 2 RON
          sztuka konczymy pobyt w Alba Julia i jedziemy do Sybina(Nagyszeben)
          • szpulkaa Re: czesc2-Alba Julia(Gyulafehervar) 04.09.07, 12:58
            ciekawa, rzeczowa relacja i bardzo interesujące obserwacje :) dobrze weryfikować
            informacje z przewodnika z rzeczywistością. cenne są takie osobiste uwagi i
            wrażenia... o wiele lepiej sie czyta, kiedy oprócz opisu zwiedzonych miejsc i
            zabytków jest coś jeszcze:) dzięki!
            • lidek_syn_ubeka czesc 3-Sibiu(Nagyszeben) 06.09.07, 18:47
              Do uslug,Madame.
              Najsamprzod uwagi ogolne.Rowerzysci w Rumunii powszechnie uzywaja
              kamizelek odblaskowych.Podobnie woznice pojazdow zaprzegowych.Te
              dwie grupy nie stanowia zagrozenia na drogach.O wiele grozniejsi sa
              kierowcy samochodow dacia 1310 jezdzacy czesto bez swiatel i
              niekoniecznie swoim pasem ruchu.Przy drogach czesto i gesto
              sprzedaja bryndze,miod i roznego rodzaju owoce i warzywa.Kupilem
              sloik miodu 0,4l.Kosztowal 10 RON,ale niezbyt dobry.Bryndze cenia 20-
              25 RON za kg.
              Pedzimy do Sibiu.Po drodze koszmarne skrzyzowanie dwoch drog
              miedzynarodowych w srodku miasteczka Sebes.Drogi jednojezdniowe,o
              jednym pasie ruchu w kazda strone,swiatla,no i efekt gotowy-
              korek.Stojac mozna podziwiac rozpadajaca sie chalupe z jednaj strony
              i rozlatujacy sie mur z drugiej.
              Docieramy do Sibiu.Plan centrum z Pascala pokazuje,ze Starowka jest
              na lewo.No to my w prawo,po 200m.jeszcze raz w prawo i parkujemy na
              cichej,wysadzanej drzewami uliczce o nazwie Banatului.Systemu
              platnego parkowania w miastach rumunskich nie rozszyfrowalismy,wiec
              zakladamy,ze parkujemy za darmo.Przejsciem podziemnym przechodzimy
              na druga strone ulicy A.Saguna,ktora jest jednoczesnie trasa
              przelotowa przez miasto i ladujemy na placu budowy.Buduja droge do
              luksusowego hotelu na rogu.Nie wiadomo skad wyjezdzaja
              samochody,szukaja miejsc do parkowania,blokuja sie wzajemnie i
              trabia jak pogryzieni przez osy.
              Na szczescie zaczyna sie deptak.Siadamy pod parasolami pierwszej
              knajpy.Dwie kawy i dwie cole z tipem 2o RON.Knajpa super-
              dlugie,kiszkowate wnetrze,eleganckie i z klimatem jednoczesnie,a na
              koncu czyste toalety.Spod parasoli ogladamy charakterystyczne dla
              Sibiu okna dachowe.Sa to okna malutkich facjatek pod ceramicznymi
              dachowkami.Ksztaltem przypominaja ludzkie oko.Urokliwe sa bardzo.
              Docieramy do rynku,a wlasciwie do dwoch,bo Sibiu ma dwa rynki obok
              siebie.Echh,piekna jest starowka tamtejsza.Wszedzie rowniutki bruk i
              wszystkie kamienice maja eleganckie elewacje.Czesc z nich ma nowe
              ceramiczne dachowki,czesc spatynowane zebem czasu.Wszedzie parasole
              knajpek i zadowolona publika.Domy z okresu renesansu i
              secesji.Renesansowe maja lukowate sklepienia podcieni,gdzie
              spragniony turysta moze sobie kupic butelke coca-coli za 3 RON,badz
              galke lodow za 1,5 RON.Albo postac sobie w cieniu.Roznosza sie
              smakowite zapachy-pizzerie pracuje pelna para.Dookola rynkow stoja
              odnowione z nadzwyczajna pieczolowitoscia
              muzea;Brukenthala,Saskie,Historii Farmacji i Sibiu.Nazwy wyczytalem
              na tabliczkach.My idziemy do Wiezy Ratuszowej.Z dolu wypatrzylismy
              jakis ruch na gorze.Wspinamy sie pokretych,waskich schodach,placimy
              po 1 RON za wstep i dalej drapiemy sie w gore prostymi,debowymi
              schodami.A na szczycie oszklona galeria.Z teleskopem.Widok nawet bez
              teleskopa cudowny. Dachy budynkow,obydwa rynki i zdrowa tkanke
              miejska w postaci calych kwartalow zabudowy.A mnie tow.Hitler cos
              takiego sfajczyl w Warszawie.I juz nie bedzie ladnie jak w Sibiu.
              Bocznymi ulicami opuszczamy starowke kierujac sie w srone murow
              miejskich z basztami.Mury niestety maja 1m.wysokosci i sluza glownie
              miejscowym zulom do konsumpcji spirytualiow.A widok z nich
              jest "piekny".Na ruchliwa ulice.
              Zakrecamy na polnoc i trafiamy do slicznego parku.Park ten wyglada
              tak,jak powinien park wygladac.Czysto,rowno przycieta trawa,zadbane
              drzewa i krzewy,lawki,na nich emeryci i mlode matki z
              wozkami.Sielanka,cisza i spokoj.Kawalek dalej przy parkowych
              szachownicach dzentelmeni ustalaja gambity i obrony
              sycylijskie.Maja w tym dziele sporo kibicow.
              A my opuszczamy ten eden.Gory Fogaraskie wzywaja!!
              • lidek_syn_ubeka zdjecia 10.09.07, 11:52
                pod tym adresem zamiescilem pierwsze zdjecia w Rumunii.Na te chwile
                tylko 4 z Oradei
                fotoforum.gazeta.pl/5,2,lidek_syn_ubeka.html
                • szpulkaa Re: zdjecia 10.09.07, 12:33
                  Fajnie, że ciekawą relacje ubrałeś w ładne zdjęcia :-)
                  Nie zostawiaj ich w swoim folderze, ale zamieść na fotoforum Rumunia:
                  fotoforum.gazeta.pl/71,1,943.html
                  • Gość: gość Re: zdjecia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.07, 13:31
                    OK, tylko daruj sobie kolego, te POlityczne aluzje.
                  • lidek_syn_ubeka Re: zdjecia 11.09.07, 10:11
                    Szpulko,niestety nie moge spelnic Twojej prosby.Obawiam sie bana od
                    avromla za poglady polityczne.Wowczas nawet ja nie obejrze tych
                    zdjec.
                    • city_hopper Re: zdjecia 11.09.07, 10:34
                      > Szpulko,niestety nie moge spelnic Twojej prosby.Obawiam sie bana
                      > od avromla za poglady polityczne.Wowczas nawet ja nie obejrze
                      > tych zdjec.

                      No co Ty, bana dostaje się za naruszenie regulaminu, a nie za nick'a
                      (poza tym FF Rumunia nie ma chyba jeszcze oficjalnie admina). Fotek
                      z galerii nikt Ci też nie skasuje, więc naprawdę warto je umieścić
                      na FF Rumunia, tym bardziej, że nie ma tam na razie nic ani z
                      Oradei, ani z Aradu. Z innych miejsc trochę jest, ale nie za dużo,
                      więc też warto dorzucić. I w ogóle fajne fotki.
                      • szpulkaa Re: zdjecia 11.09.07, 12:43
                        Jest dokładnie tak, jak napisał city_hopper :-)
                        A poza tym avroml nie jest z tych, którzy dają bana za wygląd - na bana trzeba
                        zasłużyć ;-))))
                        • lidek_syn_ubeka szpulkoo,hopperku 11.09.07, 18:28
                          tu nie chodzi o nicka.Juz jakis dwoch plajtformersow mialo do mnie
                          pretensje o polityke.Wnioskuje,ze gdybym napisal,ze liszaje na
                          kamienicach w Oradei zrobil kot Kaczynskiego,a drogi psuja siepacze
                          Ziobry,to wszystko by bylo ok i towarzystwo by rechotalo z radosci.
                          Moze sie zdarzyc,ze nastepnym odszczekam,wywiaze sie dyskusja na
                          tematy nie majace nic wspolnego z Rumunia,zainterweniuje
                          Avroml ,rowniez z jednoznacznymi pogladami politycznymi i jak
                          myslicie,kto kogo zbanuje?
                          Ale,ze prosba milej Kobiety i milego forumowicza jest
                          rozkazem,wiec zrobimy tak;jak dociagne zywy swoja relacje do
                          Varsandu,to wowczas wszystkie zdjecia z Rumunii zamieszcze na
                          fotoforum Rumunia.
                          • lidek_syn_ubeka czesc4-Trasa Transfogaraska 11.09.07, 18:34
                            Trase Transfogaraska ciezko jest opisac.Na jej urok brak slow.Moze
                            pozniej zdjecia przemowia wyrazisciej niz literki.
                            Szczyty Gor Fogaraskich majestatycznie wyrastaja z rowniny.Sa
                            naprawde grozne.My w miejscowosci Avrig robimy zakupy.W zwyklym
                            malym sklepiku.Ja na stoisku miesnym po rumunsku,zona na warzywno-
                            owocowym po angielsku.Oboje sie dogadujemy bez problemow.Moja
                            zdobycza jest najdrozsza na dziale kielbasa po 17 RON za kg.,zona
                            targa kilogram pomidorow,40 dkg.papryki ,pol kilograma winogron i
                            jeden maly jogurt Activia.Za te cuda placi 7 RON.
                            O 14;00 skrecamy z E-68 w trase transfogaraska w miejscowosci
                            Carta.Na skrzyzowaniu jest knajpa,przy ktorej mozna sobie dobrac
                            towarzysza podrozy sposrod autostopowiczow.Poczatkowo wyglada to jak
                            Unter den Linden w Berlinie.Rownina,na niej plasko biegnie
                            szosa,wysadzana wysokimi drzewami.Po 30km.zaczynamy sie ostro
                            wznosic wraz z szosa.Pierwszy niezapomniany widok to bialy jezor po
                            lewej stronie.Lodowiec?Pozniej okaze sie gigantycznym
                            wodospadem.Ciagle w gore,zakrety coraz bardziej ostre i czestsze.Po
                            lewej stronie gora,czasami z golymi skalami,po prawej dolina.W
                            nizszych partiach widok na prawa strone jest mocna utrudniony przez
                            korony swierkow.Wyzej zanikaja drzewa na rzecz krzaczkow.Juz mozna
                            spokojnie zatrzymac sie na licznych platformach i podziwiac
                            widoki.Cale stada miejscowych aut czynia podobnie.Droga jest
                            swietna,rowna i z odznaczonym ciagla linia poboczem.Linie Bojkotuja
                            wszyscy.Wreszcie zanikaja i krzaki,jedyna roslinnoscia staje sie
                            trawa i mech.
                            Widoki,jak mawiaja opisywacze krajobrazu"zapieraja dech w
                            piersiach".Ja cos minimalnie porownywalnego widzialem na
                            Majorce.Wiec i my z opadnietymi z wrazenia szczekami pokonujemy
                            kolejne serpentyny.Co jakis czas zatrzymujemy sie na robienie
                            zdjec.Widok chyba az do Bukowiny.Nie jest zimno mimo 2000m.n.p.
                            Na szczycie trasy tunel,a przed wjazdem don bazar.W repertuarze
                            dominuje goraca kukurydza,bryndza,miod i tandentne pamiatki made in
                            China.Kazdy potencjalny klient tego suku parkuje gdzie mu
                            wygodnie,wiec tworzy sie zator.Piesi spokojnie chodza pomiedzy
                            niknacymi w tunelu z predkoscia 5km/h samochodami.
                            No i jestesmy po drugiej stronie Gor Fogaraskich.Droga o wiele
                            gorsza.Najpierw pustka skal i goloborzy,potem w dol laki,a na nich
                            rozne zwierzatka typu owce i koniki.Na wysokosci 1600m.n.p.juz
                            zaczynaja sie pierwsze obozowiska.Nizej,wsrod drzew setki kolorowych
                            namiotow i samochodow.Wykorzystuja kazdy skrawek ziemi.Dymia
                            ogniska,dzieciaki przebiegaja przez jezdnie,obozowicze czasami stoja
                            spokojnie na srodku szosy w kolejce po wode ze zrodelek.Parkujacy na
                            poboczu nieraz utrudniaja ruch,ale nikt oprocz mnie sie tym nie
                            przejmuje.Jeszcze nizej w paru miejscach woda licznych strumieni
                            podmyla droge.Wolno staczamy sie w kierunku jeziora.
                            Jezioro jest olbrzymie,slicznie polozone wsrod wysokich szczytow
                            gor.Kontemplowanie jego urokow utrudnia to,ze na calej trasie widok
                            ograniczaja olbrzymie i geste swierki.Z kazdej strony otaczaja
                            brzegi.Wszedzie obozowicze szykujacy sobie przy ogniskach
                            obiadek.Widac obozowanie na dziko jest dozwolone i bardzo
                            popularne.No to i my stajemy i zaczynamy piec na patykach nabyta
                            kielbase.Rumuni sa bardzo przyjazni,zapraszaja na pieczone
                            mieso,czestuja herbata.Gadamy sobie mieszanka wszystkich znanych
                            interlokutorom jezykow.
                            Objazd wokol jeziora trwa dlugo i staje sie meczacy.Meczacy
                            dlatego,ze tafle wody widac tylko przez pnie drzew.A tu dusza chce
                            podziwiac.Ale i olbrzymie jezioro sie konczy i niedlugo kolejny cel
                            naszej wizyty w Rumunii-zamek Wlada Tepesa(pierwowzoru Drakuli) w
                            Poienari.Jest to prawdziwy zamek Drakuli w odroznieniu od falszywego
                            w Bran.
                          • Gość: viking2579 Do lidka IP: *.ang.sth.bostream.se 11.09.07, 21:44
                            Lidek,
                            Zaczne od cytatow:
                            "Juz jakis dwoch plajtformersow"
                            Nie wiem co masz na mysli, mozesz to rozwinac??? Do tej pory
                            myslalem, ze o forumowiczach pisze sie wlasnie tak: forumowicze.

                            "Wnioskuje,ze gdybym napisal,ze liszaje na
                            > kamienicach w Oradei zrobil kot Kaczynskiego,a drogi psuja
                            siepacze
                            > Ziobry,to wszystko by bylo ok i towarzystwo by rechotalo z
                            radosci."
                            Otoz nie, bardzo zle wnioskujesz, nie byloby ok i ja na pewno nie
                            rechotalbym z radosci. Mnie chodzilo o polityke w ogole, a nie o
                            jakies konkretne poglady.

                            Jestes smutnym przykladem czlowieka z jednej strony inteligentnego,
                            a z drugiej kompletnie zaslepionego. Powtarzam, nie chodzi o opcje
                            polityczna tylko o brak wyczucia co mozna a co nie. Niestety, mimo
                            fajnego tekstu, wiedzy i zdjec wystawiasz sobie kiepskie swiadectwo
                            i pokazujesz swoj prawdziwy poziom. Na dodatek twierdzisz (w
                            praktyce), ze ja rowniez tak nisko upadlem, ze bede sie smial z kota
                            Kaczynskiego w Oradei... zalosne, zeby nie uzyc mocniejszego
                            okreslenia.

                            Jestem swiadomy tego, ze nic ci nie wytlumacze i nadal bedziesz
                            swoje "wiedzial". Podjalem tylko probe, aby na tym forum trzymac sie
                            tematu a nie zatruwac atmosfere (=nick, w kolko powtarzane glupoty o
                            Michniku, bez zwiazku komentarze polityczne do wrazen z Rumunii
                            itd). Wyluzuj wreszcie to bedzie przyjemniej na tym forum! Tobie tez
                            pewnie bedzie przyjemniej :). Owszem, mam troche inne poglady niz
                            ty, ale nie zamierzam ci (ani nikomu innemu) ich tu wciskac. Gdybym
                            to zrobil, to z gory prosze o zbanowanie!
                            Reasumujac: pisz dalej o Rumunii na tym forum (bo jest ciekawe) ale
                            trzymaj sie lepiej tematu!
                            Powodzenia!
                            • lidek_syn_ubeka czesc5-zamek w Poienari 13.09.07, 18:59
                              wszystkim zawsze gotowym nakazywac co wolno i zakazywac czego nie
                              wolno 4 wersy ksiecia poetow dedykuje:
                              "niech nie opuszcza ciebie twoja siostra pogarda
                              dla szpiclow,katow i tchorzy-oni wygraja
                              pojda na twoj pogrzeb i z ulga rzuca grude
                              a kornik napisze twoj uladzony zyciorys"
                              /Zbigniew Herbert-Przeslanie Pana Cogito/
                              Po minieciu jeziora wydaje sie,ze gory przechodza w rownine.Ale to
                              zludzenie!Dolina zaweza sie przerazajaco,szosa oplata kolejne
                              szczyty wyrastajace ciasno obok siebie ponurymi,nagimi,stromymi
                              bazaltowymi skalami.Zaczyna zachodzic slonce,milknie spiew ptakow i
                              tworzy sie idealny klimat do zwiedzania zamku Drakuli.
                              Najpiekniejszymi widokami na tym odcinku sa przerzucane nad
                              przepasciami wiadukty z przeslami w ksztalcie lukow
                              rzymskich.Cudownie to wyglada po minieciu takiego wiaduktu i
                              ogladanie go z dolu,z perspektywy paru serpentyn szosy ponizej.
                              Mnie od razu przypominaja sie budowle z filmu"Wladca Pierscieni"
                              Sam zamek dosc ciezko zauwazyc z dolu-tylko na jednym ze szczytow
                              widac jakas zrujnowana budowle.Podjazd na trawiasty parking jest
                              oznaczony i pobladzic sie nie da.Postoj bezplatny,obok maly bar
                              serwuje cos dla ciala.
                              Przewodnik Pascala podaje,ze do zamku wiedzie 1460 betonowych
                              schodow w bukowym lesie.Las dosc ponury,a liczenie stopni przydaje
                              sie w orientacji.Pierwszych kilkadziesiat jest w fatalnym
                              stanie,nastepne zas dla przekory w swietnym.Kto ma dobra kondycje
                              moze wspinac sie skrotami.Nam dotarcie do zamku zajelo pol
                              godziny.Tuz przed szczytem jest mala budka,a z niej wynurza sie
                              miejscowy osobnik i sprzedaje nam bileta po 2 RON/osoba.Z cennika -
                              fotografowanie 5 RON,filmowanie 30 RON.No,tu to przegieli.Jest
                              19 ,wiec co prawda nikt na zamku nie egzekwuje oplat,ale moze robia
                              to wczesniej?Kilkadziesiat stopni prowadzi w dol,zamiast w gore,co
                              utrudnia mi liczenie.
                              Zamek to ceglana ruina.Wlasciwie nie da sie nic o nim
                              napisac.Dachu ani kawalka,mury rozpadly sie juz dawno,stolp ledwo
                              zarysowany,jako tako trzyma sie jedna baszta.W 10 min.mozna zajrzec
                              w kazdy zakamarek.Co innego widok z zamku-jest wart kazdych
                              pieniedzy.Gory,lasy,dolina,w dolinie szosa i rzeka kreca sie
                              zakolami.Jest i pensjonat(pensiunea po rumunsku) co umozliwia
                              przyciecie komarka w bliskim sasiedztwie zamkowych duchow.
                              Schodzimy w dol i jedziemy do Bran.Tam czeka na nas kolejne
                              zamczydlo-tym razem falszywy zamek Drakuli,wzniesiony w
                              rzeczywistosci przez krola Wegier Ludwika(Lajosa)I d'Anjou celem
                              oslony poludniowej flanki terytoriow Korony Wegierskiej.
                              • lidek_syn_ubeka czesc6-Bran(Torcsvar) i Sinaia 21.09.07, 14:35
                                Powoli zaczyna sie wieczor,gdy ruszamy z Poienari do Bran
                                (Torcsvar).Gory staja sie lagodniejsze i nizsze.Droga prowadzi na
                                nizine.Szybciutko,jeszcze za szarowki docieramy do Curtea de
                                Arges.Tam gubimy droge wskutek przeoczenia drogowskazu na
                                Campulung,ale szybko naprawiamy te karygodne niedbalstwo.Curtea de
                                Arges to chyba lokalne centrum handlu arbuzami i melonami.Mijamy
                                plac pelen kop tych owocow i potencjalnych kupcow.Jest rowniez ladna
                                pensiunea i stacja benzynowa.
                                Za Campulungiem znow wracamy w gory.Coraz wyzsze i
                                grozniejsze.Szosa zaczyna meandrowac serpentynami znanymi z trasy
                                transfogaraskiej.Na dodatek leje deszcz.Prowadzi sie dosc
                                ciezko.Pelna koncentracja i wywijanie kolek kierownica.Piora
                                wycieraczek pracuja ciezko,majacza fantastyczne ksztalty.Prawie
                                nikogo na szosie.
                                No i wreszcie Bran.Parkujemy na parkingu reklamujacej sie ladnym
                                bilboardem pensiunei.Smieszne,za pierwszym budynkiem nastepny pod
                                gore,za nim taras i jeszcze jeden dom powyzej.Tylko,ze nie ma z kim
                                rozmawiac o pokoju.Drzwi cala masa,mozna koledowac do switu.
                                Ide do nastepnej pensiunei,ale odstrasza mnie stado malolatow z
                                butelkami w dloniach.Pensjonaty sa w kazdym domu,do trzeciego idzie
                                rozdrazniona efektami moich poczynan zona.Wraca szybko i mowi;"tam
                                jest tak,stoja kolejno pod gore jeden za drugim ze 3 domy,ale nie ma
                                z kim rozmawiac".Podjezdzamy do hotelu.W pierwszym nie ma miejsc,w
                                drugim nie ma miejsc,w trzecim nie miejsc,podobnie w czwartym.Mimo
                                cen w okolicy 200-250 RON.Widac w sobotni wieczor wszyscy odczuli
                                potrzebe ogladania zamku.
                                Jedziemy wobec tego sie przespac do Brasova.Jeszcze na samym koncu
                                Branu skuszeni reklama villi(taki lepszy pensjonat z recepcja)
                                zagladamy,ale oczywiscie nie ma nic wolnego.Dziwne nie jest,chca
                                tylko 99 RON za dwojke.
                                Szybko docieramy do przedmiesc Brasova.Po drodze po prawej stronie
                                mijamy slicznie iluminowany zamek w Rasnovie.W pierwszym motelu
                                dostajemy pokoj za 115 RON bez sniadania(ze sniadaniem 135
                                RON).Warunki OK.
                                Rano tankujemy sie na stacji obok motelu.Benzyna bezolowiowa to fara
                                cos tam po rumunsku.Za litr 3,41 RON,placimy karta.Sniadaniem ma byc
                                przezornie zabrana z kraju konserwa turystyczna.
                                Modyfikujemy nasz plan.Najpierw pojedziemy do Sinai do palacu
                                Hohenzolernow,ktorych to boczna linia panowala w Rumunii dopoki
                                komuchy swoim zwyczajem ich nie popedzily.Na poczatku jest
                                fajnie.Jedziemy znow przez Rasnov.Zamek w swietle dziennym wyglada
                                na bardzo zadbany.Droga do przeleczy Predeal ladnie biegnie wsrod
                                gorskich lasow.W powietrzu unosi sie lekka mgla,nawet miejscowi nie
                                szaleja swoimi daciami.Na skrzyzowaniu z E-60 korek potworny.W
                                remoncie mostek i ruch wahadlowo jednym pasem.Juz po 15 min.mijamy
                                skrzyzowanie i w kolejnym korku posuwamy sie do Sinai.W niedzielny
                                poranek widac wszyscy chca sobie poobcowac z pieknem secesji.Przez
                                godzine przejezdzamy 15km.Ladnie jest,szosa w dolinie,czasami obok
                                drogi torem kolejowym przemknie nowoczesny pociag.Chodnikami
                                przechadzaja sie kolorowe tlumy.Chyba sa nawet wyciagi
                                narciarskie,wiec polecam amatorom desek przyjrzenie sie okolicy.Na
                                parkingach,co pare kilometrow hadel bryndza,miodem i chinska tandeta.
                                Z rozpaczy,stojac w korku kupuje kubek z Drakula za 6 RON.
                                Korek staje na dobre, cierpliwosc sie wyczerpala,rezygnujemy z
                                Sinai i zawracamy.Droga powrotna bez zadnych korkow az do Rasnova.Na
                                parkingu zjadamy konserwe turystyczna i juz po raz kolejny widzimy
                                zamek w Rasnovie.Z tym,ze tym razem stojac na koncu korka do Bran.
                                A niech to dunder swisnie!!Miara sie przebrala!Zaracamy do
                                Brasova,rezygnujac calkowicie z pomyslow zwiedzania Sinaii i zamku w
                                Bran.Tym razem obejrzymy je tylko na zdjeciach.Zamek w Rasnovie
                                mijamy po raz kolejny i ostatni.Ze zlosci go nie zwiedzimy nigdy.
                                • lidek_syn_ubeka czesc7-Brasov(Brasso) 26.09.07, 15:58
                                  No i znow jestesmy w Brasovie.Tym razem z fantazja wjezdzamy do
                                  centrum,na bulvar Evoilor,posilkujac sie rzecz jasna planem z
                                  Pascala.Bulwar szeroki jak diabli,ma 2 jezdnie,a kazda po 3
                                  pasy.Czegos takiego jeszcze w Rumunii nie widzialem,ale jestem tu
                                  dopiero 3-ci dzien.Naszym zwyczajem parkujemy w cichej bocznej
                                  uliczce niedaleko Starowki i ruszamy na rynek(Piata Sfatului)
                                  Najsamprzod powala architektura klasycystycznego palacu w ktorym
                                  miesci sie jak pisze Pascal"siedziba wladz Brasova"Wszystkie
                                  elementy elewacji pieczolowicie odnowione,wokol rowno przystrzyzone
                                  trawniki,pielegnowane rabaty z kwiatami i przyciete rowno
                                  krzewy.Mnie sie od razu skojarzylo z San Souci w Poczdamie.
                                  Zaczyna sie ulica Republicii,zamieniona w deptak,ktora prowadzi na
                                  rynek.Pierwszym interesem na niej jest McDonalds.Bierzemy 2 kawy
                                  latte machiatto i 2 ciastka.Kasuja nas na 20 RON i siadamy sobie pod
                                  parasolami.Kilkoro Cyganiatek usiluje zebrac,ale idzie im marnie.Co
                                  ciekawe,przy nastepnych ogrodkach kawiarnianych nie probuja swojego
                                  ulubionego procederu.Deptak, jak deptak we wszystkich znanych mi
                                  miastach rumunskich-urokliwy bardzo.Odnowione kamienice o pieknej
                                  architekturze,ogrodki knajp i pubow,eleganckie witryny
                                  sklepow,odswietnie ubrana publika(niedziela!)
                                  Nam konczy sie gotowka,wiec w kantorze probujemy zamienic euro na
                                  RON.I tu dosc niemila sytuacja-mimo kursow
                                  3,14/3,17RON/euro,wypisanych wielkimi literami,pani za szklem
                                  usiluje wyplacic mi RON-y przeliczone wedlug kursu 2,67 wypisanego
                                  malymi literami ponizej"normalnych "kursow kupna i sprzedazy.Nie
                                  akceptuje tej transakcji i bez klopotow odbieram swoje euro.Co jest?
                                  Kurs niedzielny?Kurs dla frajerow?W innym kantorze 100m.dalej na
                                  wszelki wypadek upewniam sie paszczowo ile RON dostane za 1 Euro i
                                  ile RON za 100 euro i czy jest prowizja.Gentelman za lada cierpliwie
                                  i tlumaczy i robie z nim deal po 3,14 RON/euro.
                                  Juz z gotowka w kieszeni jestesmy na Rynku,czyli Piata
                                  Sfatului.Nad nim goruje wzgorze Tampa z hollywodzkim
                                  napisem "Brasov" i kolejka linowa.My zaczynamy od Czarnego
                                  Kosciola.Chorobcia,warto bylo tluc sie 1600km,zeby zobaczyc to
                                  gigantyczne arcydzielo gotyku.Strzeliste gotyckie katedry wyznaczaly
                                  limes katolicyzmu zarowno na wschodzie jak i poludniu Europy.
                                  Przykre tylko to,ze w calym pietyzmie odrestaurowanego rynku,wokol
                                  kosciola panuje bajzel budowlany.Dziurawy chodnik,jakies
                                  prowizoryczne ploty stojace z 10 lat,kupki gruzu porosnieta trawa i
                                  dolki z woda.Co innego wokol cerkwi Zasniecia N.M.P.,tam wszystko
                                  blyszczy,wlacznie z trawa.Podejrzewalbym spisek,ale wszak GW
                                  poucza,ze spiski istnieja tylko w glowach prawicowych oszolomow i
                                  Waldemara Łysiaka.No ale przy cerkwi Sw.Trojcy znowu mam wrazenie,ze
                                  ktos pomalowal trawe na zielono......
                                  Na Rynku i w jego najblizszych okolicach jest cala masa innych
                                  zabytkow,o ktorych kazdy moze sobie poczytac w Pasacalu lub na
                                  stronie miasta Brasov.Mnie by nie wystarczylo tygodnia,zeby je
                                  wszystkie pozwiedzac.Totez wymienie tylko Biala Wieze,bo troche
                                  goruje nad Starowka,po przeciwnej stronie niz wzgorze Tampa.
                                  Zanurzamy sie w gaszcz waskich, renesansowych uliczek.Maja
                                  niesamowity klimat,ale czesc domow jest nieodnowiona i nie wygladaja
                                  najzdrowiej.Mimo nadgryzienia zebem czasu prezentuja sie jednak
                                  uroczo.Na tych waskich uliczkach pusto-przemknie tylko para lub
                                  grupka turystow z planem miasta lub przewodnikiem w reku.A 100-
                                  200m.dalej,na Rynku kociol.
                                  W jednej z kamienic dziala kawiarenka internetowa.Pierwszy i
                                  jedyny raz na wojazu zagladam do sieci.Godzina kosztuje 4 RON,15
                                  minut 1,5 RON.
                                  Idziemy w kierunku wzgorza Tampa.Mury miejskie prezentuja sie
                                  solidnie.Sa wysokie i zadbane.Baszty zas i dzisiaj moglyby pelnic
                                  funkcje obronna.Tuz za murami juz jest bardzo ladna perspektywa
                                  starowki,nie trzeba sie wspinac wysoko.Na szczyt wjezdza kolejka
                                  linowa,ale my zamiast do kasy po bileta dostajemy nagle ataku
                                  hungarofilii.Odczuwamy brak dzwiecznego jo reggelt o
                                  poranku,bogracsgulyasu,salami Picka,win Tokaju i wod termalnych.To
                                  apogeum naszej peregrynacji po Rumuni.Jakby sie palilo pedzimy do
                                  samochodu.W biegu kupuje na ulicy Fante za 3 RON i wio do Aradu.Tam
                                  zamierzamy utulic do poduszek nasze glowki.
                                  • lidek_syn_ubeka czesc8-Arad(Arad) 04.10.07, 18:15
                                    Z Brasova do Aradu startujemy dokladnie o 14;20.Droga mija
                                    spokojnie.Wymyslilismy sobie trase boczna droga 73A przez Zarnesti
                                    zamiast glowna E-68.Dzieki temu odkrywamy lokalne centrum handlu
                                    cebula i czosnkiem- w kazdej z mijanych wsi handluja tym towarem a
                                    nie winogronami i pomidorami jak gdzie indziej.Jakby ktos chcial
                                    robic jakies geszefty na tym towarze,to w dym w te okolice.Potem
                                    ogladamy sobie grozne jak zwykle Gory Fogaraskie po lewej stronie
                                    szosy,mijamy bez bladzenia Sibiu i grzecznie stajemy w korku w
                                    Sebes.Pozniej zatrzymujemy sie gdzies na firmowej stacji
                                    Petroromu,gdzie w barze za 2 kawy latte i 2 sandwiche kasuja nas na
                                    23 RON.Plastikowe sandwiche,plastikowa kawa,zupelnie jak pomidory w
                                    supermarkecie.Pod Deva dla odmiany stajemy przy cabanii pelnej
                                    kierowcow TIR-ow.Wypijam piwo Ciuc za 3 RON.Jego smak jednak w
                                    pamieci nie pozostanie.Choc chyba jest lepsze od Ursusa.Im blizej do
                                    Aradu tym mniej gorzysto,zachodzi powoli slonce,droga staje sie
                                    coraz lepsza i wreszcie o 22 ciemna noca zdobywamy jego przedmiescia.
                                    Juz w pierwszym hotelu,jeszcze przed miastem pytam o dwojke.Dwojek
                                    wolnych nie ma,ale sa trojki po 270 RON.La revedere i jedziemy
                                    dalej.Drugi hotel-deja vu.Dwojek nie ma,ale jest wolna czworka za
                                    290RON.Rowniez la revedere.Nastepny hote-obled,to samo.Dwojek nie
                                    ma,ale sa trojki i czworki.Co najciekawsze,wokol tych hoteli na
                                    parkingach bylo raczej pusto.Kit wam w wigwam,jak mawialo sie na
                                    podworku i smigamy do centrum.Po prawej stronie towarzyszy nam super
                                    torowisko tramwajowe chyba z poczatku XX wieku,a wagoniki to maja
                                    pewnie po 50 lat.Boze,jakie ladne!
                                    Arad ma zupelnie inny uklad ulic niz poznane przez nas miasta
                                    Rumunii.Nie ma deptaku,a centralna arteria jest Bulwar
                                    Revolutiei.Fajnie go zaprojektowano.Jest szeroki,ma po dwupasmowej
                                    jezdni w kazda strone,pomiedzy jezdniami jest park,a w parku jezdza
                                    tramwaje!Zabudowa wokol z XIX i XX wieku.Wszystko rzesiscie
                                    oswietlone,zupelnie jak w metropoliach zachodu.Jasnoscia iluminacji
                                    bije wszystko wokol Ratusz.Miesci sie w imponujacym bialym
                                    neorenesansowym palacu z wieza.W budynkach przy bulwarze na dole
                                    sporo knajp czynnych mimo prawie 23-ciej na ratuszowym
                                    zegarze.Slychac nawet jezyk polski.A my szukamy locum.Z hotelu
                                    Central Best Western przeplasza nas sam widok(tak na oko sadze,ze
                                    skubneli by tu nas ze 400 RON za noc),a z hotelu Ardealul kasyno,a
                                    przed wejsciem don dziwki.Jakims cudem znajdujemy w prostopadlej do
                                    bulwaru uliczce Hotel Cosmin.Licza tam sobie za dwojke ze sniadaniem
                                    170RON,a co najciekawsze mieli wolne miejsca!!Hotel ow miesci sie w
                                    kamienicy z ktorej wypruto wszystkie bebechy i przreobiono na
                                    atrium.Czyli przezroczysty dach i galeryjki z wejsciami do
                                    pokoi.Pokoje w zwiazku nz tym maja okna do wewnatrz a podstawowym
                                    elementem wyposazenia jest stojacy wiatraczek.Jak dobrze,ze
                                    zabralismy korki do uszu!!Oprocz tej ciekawostki nie ma na co
                                    narzekac,a wiec spimy.Rano sniadanie w przytulnej hotelowej
                                    restauracji,nareszcie takie jak w innych relacjach z Rumunii.Duzo i
                                    smacznie.A samochod stal sobie spokojnie na ulicy.
                                    Ta ulica i sasiednie zabudowane zwyklymi kamienicami z czasow
                                    modernizmu i postmodernizmu.Nie ma tu perelek renesansu i
                                    baroku.Maxymalnie 3 pietrowe,wiekszosc nadgryziona zebem czasu,ale
                                    uroku odmowic im nie mozna.Budowane dla zwyklych ludzi,a nie
                                    extrawaganckich bogaczy.Pomiedzy kamienicami czasami smutno stoja
                                    wcisniete domki jednorodzinne z bramami,patio z winogronami i malymi
                                    ogrodkami.Wszystkie wymagaja remontu.Zaciekawieni ciut miastem
                                    robimy wieksze kolko po Aradzie.Bocznymi uliczkami docieramy do
                                    Piata Pomperilor(plac pompiarzy?)z zabytkowa wieza cisnien.Jak
                                    zrobia kiedys tam punkt widokowy,to zbija mase kasy na
                                    turystach.Posuwajac sie powoli w kierunku Bulwaru Revolutiei
                                    trafiamy na Placu Katedralnym(Piata Catedrala,przed katedra
                                    prawoslawna)na targ.Owocowo-warzywny oczywiscie.Jak to w dzien
                                    targowy,w sasiednich ulicach spory ruch.Przecinamy Bulwar Revolutiei
                                    i mostem na rzece Marusza(rum.Mures,weg.Maros)przechodzimy na drugi
                                    brzeg.Tam kroluje twierdza,niestety opanowana przez wojsko
                                    rumunskie,wiec ze zwiedzania nici.Wracamy na zachodni brzeg i pustym
                                    o tej porze mini bulwarkiem dochodzimy od tylu do
                                    Ratusza.Zaprawdy,powiadam wam,imponujaca to budowla.Bialy palac z
                                    wieza.Naprzeciwko,w bulwarowej kawiarni zamawiamy 2 kawy i 2
                                    cole.Tylko 10 RON.To najtaniej w calej naszej perygrynacji po
                                    Rumunii.Widocznie bliskosc serbskich kawiarn wymusza konkurencyjne
                                    ceny.Obok kawiarni jest kantor(tego dnia placil po 3,14 za euro),a
                                    pod kantorem zbieraja sie cyganskie bandziory.To nie zebracy,nie
                                    zaczepiaja nikogo.Kontakt z nimi polecam tylko zwolennikom multi-
                                    kulti i akcji afirmatywnej.
                                    Wracamy do zostawionego pod Hotelem Cosmin samochodu i
                                    startujemy.Bez zadnych problemow z topografia trafiamy na droge E671
                                    w kierunku Oradei.Zaraz zamiastem zaczyna sie puszta.Plaskosc terenu
                                    az kluje w oczy po tylu gorskich widokach.W miejscowosci Simand
                                    wydajemy wszystkie posiadane RON na winko.Przyzwoite czerwone mozna
                                    kupic juz od 5 RON,a biale Cotnari juz od 7.Sklepy sa 2,obydwa
                                    samoobslugowe.W departamencie alkoholi kroluja jednak kolorowe
                                    szprycery z Niemiec,na spirytusie drzewnym.Brrr!
                                    W Chisinau-Cris skrecamy z trasy E671 na Varsand i po 20 minutach
                                    jestesmy na przejsciu granicznym.Ruch zerowy.Wegierski straznik
                                    graniczny z nudow obejrzal dowod rejestracyjny naszego stalowego
                                    rumaka,a rumunski skorzystal rowniez z tej rozrywki.No i juz
                                    jestesmy na Wegrzech.La revedere Romania,jo napot kivanok
                                    Magyarorszag!
                                    Podsumowanie;bank rozliczyl platnosci karta po 1,2 pln za RON,przy
                                    gotowkowym zakupie po 1,26.Byly w Rumunii piekne widoki,czulismy sie
                                    bezpiecznie,zupelnie jak w Polsce ostatnich 2 lat,Rumuni narod
                                    zyczliwy turystom i przyjazny.Choc nie wyrobiony politycznie-gdy
                                    mowilismy,ze jestesmy z Polski,nikt nie zarzucal nam,ze u nas panuje
                                    faszyzm i totalitaryzm oraz nie przestrzega sie podstawowych praw
                                    mniejszosci seksualnych.Moze za krotko Rumunia nalezy do
                                    eurokolchozu?
                          • city_hopper Re: szpulkoo,hopperku 28.10.07, 20:37
                            Dzięki za zrealizowanie obietnicy. Może masz jeszcze jakieś fotki ?
                            • lidek_syn_ubeka Re: szpulkoo,hopperku 29.10.07, 10:16
                              Czesc
                              Do uslug.
                              Z Rumunii wszystkie przeznaczone do publikacji zamiescilem.Rzecz
                              jasna posiadam sporo takich,ktorych nie zamierzam publikowac.Moge za
                              to zamiescic sporo ze Slowacji i Wegier,z tej samej wyprawy.Ale
                              oczywiscie nie na fotoforum Rumunia:).Nastepne z Rumunii-w przyszlym
                              roku.Zamierzam trafic do Sighisoary,Targu Mures,Huneodary i
                              Timisoary.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka