Dodaj do ulubionych

Irytacje w Jezycjadzie

    • justyna302 Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.06.06, 08:32
      Zirytowała mnie ostatnia scena "Tygrysa i Róży", kiedy to Natalia bez prawa
      jazdy porywa ten samochód, pędzi za Robrojkiem na złamanie karku, łamie
      wszystkie przepisy.. Po jakiego czorta? Każdy inny człowiek na jej miejscu
      zadzwoniłby po prostu do Robrojka i poinformował go, że zostały zamienione
      telefony. Naturalne byłoby, że Robrojek by zaczekał na Natalię, bo przecież nie
      odjechałby do Łodzi bez własnego telefonu. A tu jakieś cyrki, wypadło to
      wszystko efektownie i dramatycznie, ale jakoś tak mnie zirytowała ta głupota
      Natalii.
      • laura-gomez Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.06.06, 09:16
        a mnie sie ta scena podobała, chociaż była kiczowata, jakby żywcem wyjęta z
        amerykańskiej komedii romantycznej. zresztą w "Jeżycjadzie" jest więcej takich
        romantycznych zakończeń.
        • meduza7 Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.06.06, 09:40
          och mnie ta scena też zirytowała bardzo - w ogóle nie pasuje do stylu
          jeżycjady, strasznie jest naciągana.
          • deina_kmf Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.08.06, 15:03
            myślę że ta scena miała na celu zilustrowanie, jak Natalia, dotąd bierna i
            uległa, zdobywa się na czyn rewolucyjny i z rysem szaleństwa.

            Co do irytacji - drażni mnie okrutnie Tygrys organizujący Natalii życie (te
            telefony do Filipa i Tunia); wychowawcza nieudolność Gabrieli; Ignacy Borejko w
            całości, i chyba nie wymieniany tutaj dotąd - Konrad, ponieważ nie cierpię
            wyrażanego w tej formie protekcjonalizmu.
            • baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.08.06, 17:08
              To chyba dobrze, ze ksiazka drazni :-)?
            • ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.10.06, 13:32
              tez nie lubie Kozia :) nie mam pojecia dlaczego, ale jakos nie lubie. nie
              potrafie przebrnac przez "Brulion..", ale w "Dziecku Piatku" jakos mnie drazni.
              nie, zebym mial mu cos konkretnego do zarzucenia, jak na przyklad Ignacowi czy
              paru inym postaciom, ale.. no nie lubie go i juz.
              a przy okazji przypomniala mi sie kolejna moja irytacja: lacina, lacina i
              jeszcze wiecej tej przekletej laciny. otoz mianowicie kiedy u pani Sue Townsend
              Adrian pisze, ze pil "coffee SANS milk AVEC sugar", to francuskie slowka sa
              napisane kursywa i wszyscy wiemy, ze podkreslaja rozmaite male snobizmy i
              pretensjonalnosc Adriana. a jak mam traktowac Ignaca, ktory mowi cos w stylu
              "usiadzcie przy stole, pulleae"? bo gdyby powiedzial "girls", to sam uznalby sie
              za snoba i nie wartego uwagi buraka, natomiast po lacinie to prosze bardzo,
              mozna wtracac. strasznie mnie to smieszy, ale moze dlatego, ze mam swoje
              prywatne ku temu powody, wiazace sie z mowieniem w obcych jezykach wlasnie. tak
              czy inaczej, precz z Ignacowa lacina.
              • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.03.08, 19:13
                Kozia tez nie lubie. Z deczka przemadrzaly i nadety sie mi zdaje.
              • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.03.08, 19:16
                Bo to, co sadzi Ignacy, to sa klasyczne makaronizmy, i nie znajduje
                dla nich usprawiedliwienia.
                • kaliope3 komando sumienia 03.03.08, 21:27
                  świetna nazwa-komando sumienia-przez lata szukałam odpowiedniego określenia na
                  taką moralno-etyczną presję a tu proszę
    • justyna302 Re: Irytacje w Jezycjadzie 14.06.06, 11:50
      Przypomniała mi się moja irytacja! :) pewnie już o tym było ze 100 razy, ale..
      Tyrada Ignacego Borejki wygłoszona do Fryderyka sprawiła że straciłam całą
      sympatię do tego człowieka.
      Pełna zachwytu nad własną elokwencją, kwiecista i wzniosła, a właściwie pełna
      wodolejstwa i ... w ogole nie na temat. Fryderyk próbował wytłumaczyć, że stan
      uświadomienia Róży jest kiepski, a Borejko z braku sensownej odpowiedzi
      przyczepił się do nieszczęsnego słowa "seks", przeinaczając dyskusję w monolog
      pt. "Używanie słowa seks jest prostackie". Nic dziwnego że biedny Fryderyk
      stracił język w gębie, skoro zobaczył że rozmowa zbacza nieco z tematu.
      Ostatecznie dobiło mnie uznanie Ignacego za bezdyskusyjnego zwycięzcę tej
      słownej szermierki. A guzik prawda! Nie jest trudno zostać pokonanym na słowa z
      takiej rangi erudytą, filologiem itd, zwłaszcza kiedy ma się umysł ścisły. No i
      kiedy jest się gościem u starszych państwa i nie wypada wrzasnąć żeby
      rozmawiali z nim normalnie.
      Po wygłoszeniu swej patetycznej i beznadziejnie pustej wg mnie przemowy wszyscy
      byli zachwyceni jak to pan Borejko zmiażdżył Fryderyka. Faktycznie, zmiażdzył,
      ale wyjątkowo nie fair, zagadał na śmierć, zamieszał w głowie, wykręcił kota
      ogonem i dzięki jego umiejętności przemawiania Borejkowie znowu umyli ręce od
      problemu jakim jest seksualność młodego człowieka. I już. Po raz kolejny
      dowiedli że w okresie przedślubnym dozwolone jest dyskutować, czytać Klechdy
      Sezamowe, chodzić do Opery, i o!
      • sara_florencja Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.09.06, 15:39
        Mnie się ten fragment akurat dosyć podobał, ale masz rację. Ignac pominął parę
        istotnych rzeczy jak zwykłe przygotowanie swoich córek i wnuczek do bycia
        matkami. Mozna potępiać antykoncepcję ale na Boga nie znaczy to że można mieć
        spokojnie dzieko przed ślubem. Inna rzecz że Fryderyk też zachował się
        idiotycznie bo wmawiał Borejkom że to tylko i wyłącznie wina Róży, a nie jego.
        To co, Róża jest wiatropylna ? Ojciec dziecka nie mógł pomyśleć o
        zabezpieczeniu jeśli już oskarża o to Różę ? Fryderyk zachował się podle i ode
        mnie dostałby potężnego kopa w tyłek. Zresztą zacznijmy od tego że w ogóle
        prędzej związałabym się z Wiktorem, jako bohaterem bardziej realnym.

        Irytują mnie natomiast te same rzeczy co Was. Czyli scena ze zmywarką podczas
        której się trzęsę ze złości, bezczelność Bernarda ( mimo że uwielbiam jego
        sposób wysławiania się "Istoty kobiecie " :)i uważam jak Dmuchawiec że jest to
        osobnik niezyciowy ale w gruncie rzeczy sympatyczny ), irytuje mnie też scena
        Laury z Wolfim, w zasadzie nie konkretna ale cały ten wątek jest dla mnie mocno
        naciagnięty, nierealny i ja go bardzo nie lubię.

        A tak w ogóle witam na forum :)
      • ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.10.06, 13:25
        zgadzam sie w stu procentach, zreszta gdzies to juz tutaj pisalem. to nie jest
        dyskusja, tylko rozmowa gesi z prosieciem, gdzie Frycek cos probuje powiedziec i
        zarzucic Borejkom, ale nieskladnie mu to idzie, natomiast Ignac zupelnie odwraca
        kota ogonem, lapie Frycka za slowka i ciagnie cala sprawe w zupelnie inna
        strone. a juz twierdzenie, ze "zmiazdzyl" Frycka jest moim zdaniem zupelnie
        nietrafne - to mniej wiecej tak, jakby Frycek probowal grac w pilke nozna i
        biegl na bramke, natomiast Ignac zabral mu pilke, wrzucil za trzy punkty do
        stojacego obok kosza i wolal "wygralem!" :)
    • dominikaaa3 Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.07.06, 20:55
      Mnie zawsze najbardziej denerwuje w języku Trolli jak klasa Józińka jest na
      zastepstwie u Pani Zajączyk.Ta nauczycielka wogole nie zachowuje sie jak
      normalna nauczycielka.Kto teraz mowi np co chwile"kurcze"albo "sorry"?!Przykład
      -Trolla nie gadac,I zdejmi ten kapelusz kurcze! Zawsze mnie to denerwuje.
      Albo pożniej w JT jak Laura opowiada ze ktos tam sie załozył z dyskotece ze
      włozy zarówke do buzi.Ej sorry ale kto na jakiej imprezie by sie zakładał o
      jakoms głupia żarowke kadzy sie tam bawi a nie robi jakies zakłady o żarowke!
      • tennesee Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.08.06, 21:54
        Przykład z życia na to, jak sie czasem zachowują nauczyciele. Z racji pracy
        wykonywanej bez przyjemności zreszta, a li tylko dla mamony, bywam czasem w
        pokojach nauczycielskich, czasem spedzam tam chwile czasu. W pewnej szkole
        sredniej w pokoju nauczycielskim wysłuchałam rozmowe dwóch pedagogów:
        1) o uczestniczce znanego telewizyjnego show, gdzie uczestncy przechodza do
        następnego etapu głosami telewidzów:
        ona bez talentu jest. Tam jest wszystko ustawione, jej ojciec wszystkich przekupił

        2) o podróżach zagranicznych
        Pojechałbym sobie do Londynu albo do Paryża. Ale tam za dużo czarnych jest, a
        oni mnie denerwują
    • agawa79 Biznesmen Robrojek 02.09.06, 18:51
      W "Córce Robrojka" wnerwia mnie reakcja Robrojka na uwagę Belli, że powinien patrzeć wspólnikowi na ręce - na co Robrojek się oburza, że to przecież przyjaciel, jak można go było podejrzewać.
      No przepraszam bardzo, albo się nie robi interesów z przyjaciółmi, albo, jak już się robi, to się myśli przede wszystkim o dziecku, któremu trzeba zapewnić byt, a nie bawi w jakieś sentymenty. Poza tym, co jest niehonorowego w prawnym zabezpieczeniu się przed malwersacjami wspólnika? (Bo rozumiem, że tego właśnie w przypadku Robrojka zabrakło.) Ludzie w małżeństwie intercyzy spisują, zwłaszcza jeśli w grę wchodzą duże pieniądze, i jakoś nie wydaje mi się, żeby się zachowywali "niehonorowo".
      • m_agata Grzesio i Gaba 03.09.06, 12:56
        Grześ jest niewątpliwie dobrym człowiekiem i kocha Gabrysię, ale nie mogę się
        oprzeć wrażeniu że gdyby tylko Pyziak wrócił - Gabrysia rzuciłaby Grzesia i
        uciekała z Pyziakiem.

        i właściwie denerwuje mnie myśl o tym.... :)
        • laura-gomez Re: Grzesio i Gaba 02.10.06, 13:23
          strasznie irytujący byli Ignacy i Ignacy Grzegorz w "Czarnej polewce": to
          śledzenie siostry, odmawianie ręki swych wnuczek (jakim prawem pytam?!).. jak
          we włoskiej, mafijnej rodzinie
          no i dlaczego ta Róża tak narzekała na Fryca w JT i Żabie, skoro kiedy tylko
          wrócił ze Stanów przyjęła go z otwartymi ramionami?
    • suger_mouse to teraz ja... 03.10.06, 17:17
      Do książek Musierowcz mam mało emocjonalne podejście, ale, kiedy czytałam Wasze
      wypowiedzi, przypomniały mi się dwie sceny, które mnie mocno zirytowały:

      - w "Noelce" Grzegorz w wieczór wigilijny bąka pod nosem, że właściwie ma swoje
      plany, zostawia córkę i zasuwa na kolację wigilijną do nowo poznanej pani.
      Obrzydliwe. Obrzydliwe,

      - "Imieniny" - jak Róża pozwoliła się porwać Fryderykowi, mimo że była umówiona
      z Wiktorem. Ja rozumiem, że urok Frycka był nieodparty, ale jest coś takiego jak
      dobre wychowanie, które wymaga, aby dotrzymywać obietnic. Co więcej, nie wpadła
      na to, że Wiktor też miał imieniny i mu je całkiem spieprzyła. Mogła chociaż
      pomyśleć, żeby przedzwonić, zostawić wiadomość - a tu nic, upajając się chwilami
      z nowym adoratorem, ani jednej myśli, że z kimś była umówiona, i dla kogoś było
      to ważne.

      Co sądzicie? :-)
      • baba67 Re: to teraz ja... 03.10.06, 20:12
        Tez tak mysle i tez taka mysl chodzila mi po glowie.
        Niemniej trzeba wziac pod uwage, ze wtedy telefony komorkowe nie byly tak
        powszechne jak teraz. Ani ona ani Frycek nie nie mieli komorki.
        Roza nie zdazyla sie skontaktowac z nikim ze swojej klasy- po prostu nie miala
        czasu. Nawet gdyby przyszli jej do glowy zatelefonowac z dworca to malo
        prawdopodobne ze miala przy sobie nr Lelujkow, zreszta nikogo w domu nie bylo.
    • piotr7777 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.06.07, 12:21
      Przypomniała mi sie z "KK" historia z Natalią i siódemką a konkretnie postawa
      Ignacego, który w tym momencie oblał egzamin z rodzicielstwa.
      • sowca Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.12.07, 00:11
        Strasznie, strasznie, strasznie denerwują mnie 2 rzeczy:
        1) Scena powrotu Natalii z Cypru. Dziewczyna wraca z zagranicy, po
        rocznej nieobecnosci w domu. Wraca rowniez Gabriela - po dwudniowym
        wyjezdzie po Nutrię do Warszawy. I coż robią Mila i Ignacy? "Gaba,
        Gaba! - zakrzyknęła tęsknie babcia". W tym momencie mam ochotę po
        prostu kopnąc Milę w tyłek. Ignacy nieco ratuje sytuację "wzniósł
        okrzyk identyczny w tonacji i natężeniu: Nutria,Nutria!". Ale juz w
        chwile pozniej "Gabrysiu, nie było Cię tak długo. - Tak, całe dwie
        doby! Gabrysiu,dom bez Ciebie ejst okropnie pusty". Ta scena jest
        jedyna w całej ukochanej mojej "jezycjadzie", ktora powoduje u mnie
        mdłości. Na miejscu Natalii odwrocilabym się, wsiadła z powrotem do
        pociągu i wrocila na Cypr, a rodzice niech sie dalej napawają swoją
        naukochańsża, najdrozsza Gabusieńką.
        2) Juz nie konkretna scena, ale watek. Irytuje mnie, ze Pyza
        związała się z Fryderykiem, mając pod nosem Wiktora i Adriana! Był
        taki moment w "Tygrysie i Rózy", a potem w "Kalamburce", zwe
        wydawalo mi sie, ze Adrian ma szanse. Tymczasem lipa, ciąża i Fryca
        nie da się wywalić z życia. Nie macie wrażenia, ze to miało być
        inaczej, ze MM planowala jednak ozenic Adriana z Różą?
        • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.12.07, 00:27
          1/ Mam tak samo. Kiedy to czytam, robi mi się przykro za Natalię.
          Tak samo w momencie, kiedy Ida i Pulpa podczas tego spotkania
          (naprawdę musiały akurat w chwili powrotu Natalii po rocznej
          nieobecności?!) ogłaszają fakt bycia w ciąży, i już nikt na biedną
          Nutrię nie zwraca uwagi, co zresztą jest wspomniane... No
          oczywiście, bo przecież CIĄŻA jest ważniejsza niż wszystko inne :-/

          2) Nie sądzę, że Adrian miał się (w zamyśle Autorki) ożenić z Różą,
          nic na to nie wskazywało. Myślę, że MM nie miała tak naprawdę
          ostatecznego konceptu co do Róży, i stąd te takie rozmyte wątki. Być
          może stało się tak, jak z Nutrią, Robrojkiem i Czesławem Miłoszem ;-
          ) - w pewnym momencie ktoś przekonał MM, że jednak najlepiej będzie,
          jeśli to Róża i Frycek... Na nieszczęście dała się przekonać. Na
          nieszczęście, bo o ile wątek Natalii i Robrojka całkiem nieźle się
          zazębia, o tyle wątek Róży i Frycka nie. Zwłaszcza "nie" wątek
          nieślubnej ciąży i małej Mili.
          • grimma Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.12.07, 10:16
            pewnie w innnych watkach o tym bylo ale mnie za kazdym razem do granic
            mozliwosci irytuje scena powrotu Frycka.
            Roza w zaawansowanej ciazy, z calym tym ciazowym kramem musiala radzic sobie
            sama, czula sie porzucona i kurde jak w balladzie o princessie doni i oarobku
            didku: zjawia sie jak nagle kiedys zniknal, sterany bies ze srebrna na policzku
            nitka - emigrant Didko)
            no zesz..
            a ona go jesli dobrze pamietam ciastem czestuje, i caluje. tylko zaba jakies
            emocje pokazuje
            ja bym dostala ataku furii i kazala sie wynosic
            • lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.12.07, 22:41
              Ignacy Grzegorz
              wkurzaja mnie tez jego rodzice i dziadek-jak mozna spokojnie patrzec na takie
              dziecko,przeciez to nienormalne,ze dziesieciolatek wybiera sobie szlafroczek z
              aksamitnymi wylogami,a poza tym co ze slynnym "chrzanic garniturek teraz
              potrzebne mi beda dzinsy"?Juz Ignas mial znormalniec a tu znowu garniturek.W
              prawdziwym swiecie dziewczynka taka jak Diana smialaby sie z chlopca ubranego
              w upal w garnitur.
              I dlaczego Gabrysia wiecznie ubrana w dzinsy i koszule flanelowa kupowala
              Ignasiowi garniturki i ohydne adidaski i czapke w biedronki?Dlaczego dziedek
              kaze sledzic Laure i wszyscy to toleruja?Poza tym gdyby moj brat(5lat mlodszy)
              zrobil cos takiego mialby ciezkie zycie ze mna.
            • sowca Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.12.07, 18:30
              O tak, o tak. zapomnialam o tym witaniu ciastem Fryderyka! Ta scena
              z kolei doprowadza mnie po prostu do szału. Wszyscy sie wzruszaja,
              patrzac na mlodego boga, ktory łaskawie zechcial wrocic do kobiety,
              ktrej zrobił dziecko i ktora po prostu wczesniej olał! Dlcazego
              kobiety w rodzinie, Roza,ale tez Gaba i Babi, wzruszaja sie i maja
              lezki w oczach, zamiast skorzystac z okazji i przywalić mu w
              rumieńczyki? Niech poczuje jak to super być odrzuconym...
              I jeszcze sceny z tego samego gatunku: "może herbatki?" rzuca Pyza
              do swego niewidzianego od jakiś 20 lat tatusia. Jddynie cięzki szok
              moze usprawiedliwic tak idiotyczny tekst.
              • lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.12.07, 22:10
                w opisie powrotu Fryderyka najbardziej denerwuje mnie to,ze i Gabrysia, i mama
                Borejko zachowuja sie tak jakby od razu wiedzialy ,ze on wroci.I te jego glupie
                tlumaczenia ze nie odbieral telefonow i maili bo byl zajety-przez kilka
                miesiecy?i ze po jednym mailu do Pyzy postanowil odkupic winy czynami zamiast
                napisac drugi i trzeci raz czy zadzwonic?wolalam Wiktora
                • sowca Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.12.07, 22:32
                  Całkowicie się z Tobą zgadzam. A ponadto uważam, ze powrot Fryderyka
                  nie był w gruncie rzeczy jego wspaniałym i szlachetnym gestem - było
                  jego psim obowiązkiem zainteresowanie się dzieckiem. W tym wypadku
                  poniekąd zgadzam się z Ignacem, ktory nie ma Frycka za grosz
                  zaufania (choc zakazy slubu to oczywiscie zaden argument).
                  Ogolnie: Fryderyk Schoppe - największa irytacja Jezycjady.
                  • tygrys2112 Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.12.07, 22:56
                    nie do końca się z Wami zgadzam.
                    że Fryderyk się zachował okropnie, to nie ulega wątpliwości. Ale
                    myślę raczej, że nie było sensu robić mu awantury, jeśli wrócił.
                    Zrozumiał swój błąd, naprawił go. Jako rodzina wyznająca wartości
                    chrześcijańskie Borejkowie powinni byli mu wybaczyć :]. Poza tym
                    pomyślcie o Róży - przez ten cały czas ona go nadal kochała. Miłość
                    nie jest racjonalna. Gdyby Babi i Gabriela napadły na Fryderyka,
                    Róża mogła by zareagować w jakiś szalony sposób - odciąć się od
                    rodziny lub zrobić coś głupiego. Myślę, że one były tegoświadome i
                    dlatego zgodziły się na drugą szansę Fryderyka.
                    • lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 22:20
                      ale tu nie chodzi o to,zeby robic awanture Fryderykowi,tylko o cale to powitanie
                      pt:Super,fajnie, ze jestes, nic sie nie stalo przeciez,od poczatku
                      wiedzialysmy,ze wrocisz.
                      Nic dziwnego,ze jak Pyza rodzila Frycek byl w Warszawie i wrocil 2dni po
                      porodzie-przeciez nic sie nie stalo!w koncu przeciez zobaczyl swoja corke nie ma
                      sie czym przejmowac.
                      • lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 22:28
                        przypomnialam sobie,co mnie bardzo zdenerwowalo w KK:Ignacy,piszac list do Mili
                        do szpitala tlumaczyl jej,ze zainteresowanie Pyziaka Gabriela ma charakter
                        scisle intelektualny,gdyz MIMO ZE JEST ONA DZIEWCZYNA,POSIADA PRZECIEZ UMYSL no
                        i nie wiem czepiac sie tego czy nie?
                        • szprota Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 23:07
                          Czepiać. Szalenie to szowinistyczne.
                          • sowca Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 23:30
                            Tygrysie, Lutecja mądrze napisała i w pełni się z nią zgadzam. To
                            nie chodziło o to,żeby na widok Frycka złapać siekierę i rzucić się
                            na niego z bojowym okrzykiem. Chodzi o to, że cała scena powitania
                            Fryderyka ma taki charakter, jakby Frycek popisał się nie lada
                            bohaterstwem. Wszyscy się wzruszają, Gabrysia ma łzy w oczach, Babi
                            dziękuje Bogu. Nie ma wyjaśnienia sytuacji. Po prostu - wszystko
                            jest cudownie, przyjmujemy niewiernego na łono rodziny. Dzielny
                            Frycek wrócił. Nie ponosi żadnej, absolutnie żadnej
                            odpowiedzialności za to, co zrobił. I Lutecja ma rację - to
                            sprawiło, że pózniej ani pomyślał o tym, że warto by Rózę wspierać
                            chociaż przy porodzie, skoro olewał ją przez cały okres ciąży.
                            Notabene, kolejna irytacja jeżycjadowa. Uch, jak ja nie lubię tego
                            Fryderyka;/
                          • lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.12.07, 00:59
                            nie czepialabym sie gdyby Ignacy napisal:"oprocz tego ze jest ladna dziewczyna,
                            ma tez sprawny umysl i na to zwrocil uwage Pyziak"niby podobnie a jednak inaczej
                        • tygrys2112 Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.12.07, 17:00
                          świnia.
                          • black_steed Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.12.07, 21:20
                            O tak! Szowinista, cholerny! ://
                            Przy pierwszym czytaniu zupełnie nie zwróciłam uwagi na ten fragment
                            (eh.. pewnie za młoda byłam :)). Dopiero potem mi się rzuciło w
                            oczy. I aż mną zatrzęsło :)
                            Te jego słowa można spokojnie dopisać do dłuuugiej listy
                            pt."Dlaczego Ignac jest taki beznadziejny?".
                            • the_dzidka Re: Jeszcze raz prośba 16.12.07, 00:21
                              Cytujcie fragmenty, na które odpowiadacie - pliiz!
          • kaliope3 Re: Irytacje w Jezycjadzie 19.12.07, 00:18
            the_dzidka napisała:

            > 1/ Mam tak samo. Kiedy to czytam, robi mi się przykro za Natalię.
            > Tak samo w momencie, kiedy Ida i Pulpa podczas tego spotkania
            > (naprawdę musiały akurat w chwili powrotu Natalii po rocznej
            > nieobecności?!) ogłaszają fakt bycia w ciąży, i już nikt na biedną
            > Nutrię nie zwraca uwagi, co zresztą jest wspomniane... No
            > oczywiście, bo przecież CIĄŻA jest ważniejsza niż wszystko inne :-/
            >
            > 2) Nie sądzę, że Adrian miał się (w zamyśle Autorki) ożenić z Różą,
            > nic na to nie wskazywało. Myślę, że MM nie miała tak naprawdę
            > ostatecznego konceptu co do Róży, i stąd te takie rozmyte wątki. Być
            > może stało się tak, jak z Nutrią, Robrojkiem i Czesławem Miłoszem ;-
            > ) - w pewnym momencie ktoś przekonał MM, że jednak najlepiej będzie,
            > jeśli to Róża i Frycek... Na nieszczęście dała się przekonać. Na
            > nieszczęście, bo o ile wątek Natalii i Robrojka całkiem nieźle się
            > zazębia, o tyle wątek Róży i Frycka nie. Zwłaszcza "nie" wątek
            > nieślubnej ciąży i małej Mili.
            >
            Coś w tym jest-a propos Frycka-bracia Lelujkowie mimo wszystko są naturalni i w
            miarę autentyczni,od Fryderyka wieje sztucznością i kompletnym
            nieprawdopodobieństwem jeśli chodzi o zachowanie i słowa ( te uwagi na temat
            obsady "ogniem i mieczem" aż skręca jak się czyta...),nie wiem, może już wtedy
            zaczął MM kiełkować pomysł z dramatem w życiu Róży,taka paralela losu matki i
            córki?Tylko że tym razem smutny los porzuconej matki został niejako
            "odczarowany"w postaci powrotu marnotrawnego Fryderyka,MM wiedziała że ani
            Wiktor ani Adrian tak by nie postąpili.
            • blue_sapphire Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.12.07, 10:48
              O jak mnie strrrrrasznie irytuje ten maly stary Ignacy Grzegorz.
              Gdzie się podziały te wszystkie fantastyczne dzieci, ten Bobcio z
              myszą, Mamerciątka z gumami do żucia, Kozio z parówkami, mała Pulpa
              i Natalia, która udawała chłopca. Nawet Pyza i Tygrys były cudownie
              wyraziestymi charakterami (charrrrakterkami;), a IG to tylko
              chodząca papierowa karykatura. Józinek niby lepszy, ale jakos nie
              moge uznać go za prawdziwe "żywe" dziecko. Trolla też jest
              plastikowa i całkowicie jednowymiarowa. No i dlaczego te książki dla
              dojrzewających/dojrzałych kobiet pisane są z perspektywy
              dziesięcioletniego chłopca!!! Czy to Wam nie preszkadza?
              • szprota Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.12.07, 20:43
                blue_sapphire napisała: >No i dlaczego te książki dla dojrzewających/dojrzałych
                kobiet pisane są z perspektywy dziesięcioletniego chłopca!!! Czy to Wam nie
                preszkadza?

                Przeszkadza. Pisałam o tym w komentarzu do artykułu w WO: trudno mnie,
                trzydziestoletniej kobiecie, znaleźć teraz w Jeżycjadzie postać, z którą
                mogłabym się utożsamić. Moją jeżycjadową rówieśniczką jest Aurelia, która
                budziła moją sympatię jako Geniusia, a współczucie przemieszane z irytacją jako
                introwertyczna i ponura Orelka w DP. W Żabie jest już kompletną wycinanką z
                papieru :/ Reszta kobiet, z którymi dorastałam: Gaba, Ida - stała się
                postaciami, rzekłabym, komiksowymi - zwróćcie uwagę, że nawet zgodnie z
                prawidłami komiksu występują prawie zawsze w tych samych szatach (kitelek Idusi,
                kraciasta koszula Gaby). Swoją drogą jeżycjadowy komiks w stylu Marzi byłby
                niezłym pomysłem... Dygresja.
                Dzieci są stare-maleńkie, nastolatki - tu pewnie będę odosobniona w sądzie -
                niesympatyczne: pantoflarz Wolfi, snobka Laura (a taka była urocza jeszcze w
                Tygrysie i Róży!), sztywna jak mahakamski sihill Żaba, bełkoczący omal od rzeczy
                Piotruś. Jedynie Pawełek daje się lubić, ale o nim z kolei wiadomo tyle, co
                podejrzane z perspektywy jego brata albo Hildegardy.
                • lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 30.12.07, 12:41
                  z racji Swiat pzrypominalam sobie Noelke i jakos zirytowal mnie fragment, gdy
                  Mila slyszac,jak Ignacy cytuje Horacego, zastanowila sie,z kim on rozmawia, bo
                  "przeciez nie z ekspedientka" (Ignacy mial dzwonic po sklepach i pytac o buty
                  dla Idy)
                  czy wg Borejkow(a raczej autorki) ekspedientki to same niedouczone i
                  nieinteligentne osoby?a moze jakas bezrobotna filolog klasyczna czy osoba po
                  maturze w klasie humanistycznej akurat znalazla prace,albo nawet(o zgrozo)byla
                  wlascicielem sklepu z obuwiem i w nim sprzedawala?
                  irytuje mnie to patrzenie z gory na innych
                  nie kazdy wyksztalcony i inteligentny czlowiek zna lacine
                  a nawet jak nie jest wyksztalcony i inteligentny to i tak nalezy mu sie szacunek
                  • mankencja Re: Irytacje w Jezycjadzie 30.12.07, 18:36
                    > z racji Swiat pzrypominalam sobie Noelke i jakos zirytowal mnie
                    fragment, gdy
                    > Mila slyszac,jak Ignacy cytuje Horacego, zastanowila sie,z kim on
                    rozmawia, bo
                    > "przeciez nie z ekspedientka" (Ignacy mial dzwonic po sklepach i
                    pytac o buty
                    > dla Idy)
                    > czy wg Borejkow(a raczej autorki) ekspedientki to same niedouczone
                    i
                    > nieinteligentne osoby?a moze jakas bezrobotna filolog klasyczna
                    czy osoba po
                    > maturze w klasie humanistycznej akurat znalazla prace,albo nawet(o
                    zgrozo)byla
                    > wlascicielem sklepu z obuwiem i w nim sprzedawala?
                    > irytuje mnie to patrzenie z gory na innych
                    > nie kazdy wyksztalcony i inteligentny czlowiek zna lacine
                    > a nawet jak nie jest wyksztalcony i inteligentny to i tak nalezy
                    mu sie szacune
                    > k

                    ja mysle, ze chodzi raczej o to, ze rozmawiajac z ekspedientka w
                    konkretnej sprawie, czlowiek nie wdaje sie w dluzsze pogawedki
                    okraszone cytatami, tylko stara sie szybko i rzeczowo sprawe
                    zalatwic. o ile wiec np. bernard moglby zaczac snuc jakies opowiesci
                    i dygresje w ucho kobiety z butami, o tyle ignacy raczej by sie od
                    tego powstrzymal. on tez co prawda lubi sobie pogadac, ale zachowuje
                    jednak pewien umiar
                    • lezbobimbo Re: Irytacje w Jezycjadzie czyli bezmierny Ignac 30.12.07, 22:16
                      mankencja napisała:
                      >ignacy raczej by sie od
                      > tego powstrzymal. on tez co prawda lubi sobie pogadac, ale zachowuje
                      > jednak pewien umiar

                      Ignacy, umiar??!? Dobre, dobre hihihihi :D
                      • mankencja Re: Irytacje w Jezycjadzie czyli bezmierny Ignac 30.12.07, 23:17
                        >
                        > Ignacy, umiar??!? Dobre, dobre hihihihi :D
                        >

                        w porownaniu z bernardem. w rozmowie z ekspedientka umialby sie
                        powstrzymac
                  • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 30.12.07, 23:00
                    > czy wg Borejkow(a raczej autorki) ekspedientki to same niedouczone
                    i nieinteligentne osoby?

                    Nie. Ale gadałabyś z ekspedientką łacińskimi cytatami?
                    • lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 31.12.07, 07:49
                      gdybym miala w zwyczaju rzucac w rozmowie lacinskie cytaty, pewnie by mi sie wyrwalo
                      a Ignacy gada lacinskimi cytatami do wszystkich nie wiedzac czy znaja
                      lacine,wiec czemu nagle ekspedientka jest niegodna takiej rozmowy?
                  • isk.ierka Re: Dziękuję Ci Lutecjo. 16.03.09, 21:35
                    Chciałam bardzo podziękowac Ci za obronę ekspedientek. Ja mimo
                    tytułu magistra filologii polskiej ( z jakaśtam znajomością łaciny),
                    od kilku lat albo pracuję w sklepach albo jestem bezrobotna. W moim
                    mieście panuje bowiem taka korupcja i układziki, że mimo 24 szkół
                    bez pleców nie ma szans nawet na odrobienie stażu. Mimo usilnych
                    starań, mnóstwa kasy wydanej na bilety autobusowe i Pkp ( szukam
                    pracy w całym wojewodztwie ) nikt nie zaproponował mi ani godziny
                    stażu. Moje koleżanki z roku wylądowały podobnie. Lekceważenie dla
                    handlowców i pracowników fizycznych na kartach moich ulubionych
                    ksążek nie tyle wręcz irytuje, co boli. Podobnie jak teorie
                    klientów, że na kasach siędzą tylko niedouczki i matołki po
                    podstawówkach:( Siędzą i magistrzy i to bynajmniej nie z wyboru. MY
                    TAK MUSIMY< A NIE CHCEMY. :( Pewnie MILKA Z IGNACYM ani słowa by do
                    mnie nie powiedzieli uważając mnie za półmózga. Dziękuję Ci więc
                    jeszcze raz w imieniu "szarej masy "wykonywującej według Murejków
                    poniżającą pracę.
                    • ding_yun Re: Dziękuję Ci Lutecjo. 16.03.09, 21:43
                      Ech, właśnie u Borejków jest ten rozdźwięk - z jednej strony Pyzunia chce
                      sprzedawać kuraki w budce z miłości do dziecka, z drugiej strony jest
                      przesłanie, że każdy kto ma gorszą pracę na taką zasłużył, ona odpowiada jego
                      aspiracjom. Każdy mgr znajduje pracę na poziomie, niekoniecznie dobrze płatną,
                      ale ambitną. A o taką najtrudniej. "Dorobić się" można na wiele sposobów - nie
                      mam na myśli nieuczciwych sposobów, tylko tych z "niższej półki". Mieć
                      pasjonującą i satysfakcjonującą pracę nie jest tak łatwo.
                      • wushum Re: Dziękuję Ci Lutecjo. 16.03.09, 22:57
                        Pyzunia może sobie pozwolić na takie idee, bo wiadomo, że do tego nie dojdzie.
                        Ja nie mogę po prostu przetrawić tych tekstów Ignacego o szlachetnym ubóstwie,
                        bo mam wrażenie, że oni nie wiedzą o czym mówią.
                        Pasjonująca i satysfakcjonująca praca, to zazwyczaj coś, co możemy sobie robić
                        na własny koszt i "do szuflady", a znajomi mogący tapetować forsą mieszkanie,
                        poklepią po ramieniu, mówiąc że podziwiają naszą ambicję, twórczość, niezłomność
                        itepe, oraz pocieszać, że kto wie, może po śmierci zostaniemy docenieni. Kiedy
                        myślę o Mili - geniuszu pisarskim na wielką skalę - to nie wiem, czy wpadać pod
                        stół ze śmiechu, czy wybrać się w poszukiwaniu autorki. Chociaż to drugie nie
                        miałoby sensu. Tłumaczenie komuś realiów, które go nie dotyczą, chyba nie ma
                        sensu. Zostanę więc pod stołem, bo jak już nic nie można zrobić, pozostaje śmiech.
                    • the_dzidka Re: Dziękuję Ci Lutecjo. Za pozwoleniem... 16.03.09, 22:37
                      Iskierko, rozumiem Twoją frustrację i współczuję. Przypominam jednak
                      Tobie i innym, że kiedy Ignac Borejko szukał przez telefon butów po
                      sklepach, to był rok 1991, sam początek tzw. transformacji, i
                      wówczas "na kasach" i za ladami sklepów nadal zasiadały panie po
                      zawodówkach handlowych, a nie wykształceni magistrowie bez widoków
                      na pracę. Ci ostatni zaczęli dobijać się o pracę "na kasach"
                      znacznie później!

                      Więc IMHO rozpętanie tutaj afery, że to brzydko sugerować, iż z
                      ekspedientką nie da się porozmawiać o Spinozie (rozpętanie nie przez
                      Ciebie oczywiście, bo temat jest już poruszany od dłuższego czasu)
                      uważam za złośliwe czepialstwo. MM miała rację sugerując, że to
                      raczej nie z ekspedientką Ignac wtedy musiał rozmawiać. Przy całym
                      szacunku dla pań z Emhade. Nie te czasy co teraz.
                      • wushum Re: Dziękuję Ci Lutecjo. Za pozwoleniem... 17.03.09, 00:00
                        Hm. Ja się jeszcze wtrącę i powiem, że z kolei nie pojmuję pogardy dla
                        bliźniego, wszystko jedno, jakie ma wykształcenie.
                        Ale to moja prywatna opinia.
                        • wushum a Isk.ierko 17.03.09, 01:19
                          Tak sobie pomyślałam, może jak już jest marnie, to najlepiej zamachnąć się
                          motyką na słońce - nie wiem, tak sobie kombinuję, że bywają jakieś konkursy
                          literackie, albo może gdzieś w szufladzie zalega Ci jaka własna książka i może
                          warto gdzieś to wysłać? A jak nie zalega, to po prostu ją napisz, a potem wyślij
                          do wydawnictw? Roześlij próbki tekstów do czasopism? Skoro Rowling mogła
                          podźwignąć się ze swojego doliska - bo ponoć została z dziecięciem na ręku i nie
                          miała nic /nawet na ogrzewanie brakowało jej kasy/ - to kto wie? W sumie możliwe
                          jest wszystko.
                          • isk.ierka Re: a Isk.ierko 17.03.09, 15:36
                            Wushum dzięki za radę. Trudno mi wyobrazic sobie siebie jako
                            autorkę, ale ponoc nie święci garnki lepią, a sama bym na to nie
                            wpadła. W ogóle to nie jestem tak bardzo stetryczała zrzędą jak to
                            wczoraj wyszło. Miałam po prostu nie najlepszy dzień i kilku
                            uperdliwych klientów. A tak ogólnie to dosc miła osoba podobno
                            jestem :). Zresztą jak się człowiek trochę wyżali w doborowym
                            towarzystwie to od razu mu lżej na duszy ( i terapeuta go nie
                            oskubie z resztek kasy). Pozdrawiam
                            • nessie-jp Re: a Isk.ierko 17.03.09, 15:58
                              Iskierko, jeszcze jedna podpowiedź
                              • isk.ierka Re: a Isk.ierko 17.03.09, 19:16
                                Dzięki za porady. Spróbuję z nich skorzystac. A jak mi się uda to
                                oczywiście od razu napiszę. Uczcimy to pysznym wirtualnym torcikiem
                                ze słodziutką masą jelitkową:)
                              • ding_yun Re: a Isk.ierko 17.03.09, 19:18
                                A może zaczniesz pracować jako redaktorka MM? :))) Już nieraz wspominałyśmy, że
                                przydałby się jej ktoś uważny, kompetentny i krytycznie nastawiony :)
                        • the_dzidka Re: Dziękuję Ci Lutecjo. Za pozwoleniem... 17.03.09, 07:36
                          > Hm. Ja się jeszcze wtrącę i powiem, że z kolei nie pojmuję pogardy
                          dla
                          > bliźniego, wszystko jedno, jakie ma wykształcenie.

                          Ale jakiej pogardy? Mila Borejko po prostu się zdumiała. Miała do
                          tego pełne prawo, zważywszy, iż swojego czasu NIE spotykało się
                          ekspedientek mających pojęcie o tym, kim był Seneka. A nawet jeśli
                          takie cudo by się zdarzylo, to nie wyobrażam sobie takiej
                          ekspedientki dyskutującej z klientem po łacinie podczas zakupów :)
                          Mila też nie. No nie róbcie z MM aż takiego potwora. Łapiecie za
                          słówka i tyle.
                          • wushum Re: Dziękuję Ci Lutecjo. Za pozwoleniem... 17.03.09, 10:32
                            Mnie bardziej chodzi o całokształt Jeżycjadowy. Li i jedynie.
                • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 30.12.07, 23:04
                  > bełkoczący omal od rzeczy Piotruś

                  Piotruś jest niestety wierną kopią swego ojca - i bełkocze nie "omal
                  od rzeczy", tylko kompletnie od rzeczy.
                  Zarówno Piotruś, jak i Bernard, zasługują na gilotynę - dwa
                  oszałamiające głupy, sztucznie kreowane na oryginały, irytujące do
                  nieprzytomności.
    • abigail83 KOSZMAR 04.01.08, 16:27
      Poczynając od "imienin", Jeżycjada schodzi na przyslowiowe psy.
      Czytam kolejne tomy z rosnaca irytacja, Ignacy Borejko blednie przy
      nieudolności wychowawczej Gabrieli (czy gdy Ignacy Grzegorz,
      przerażony szerszeniami, uciekl do jeziora, ktos sie zainteresowal,
      dokad pobiegl i gdzie jest? notabene jak pozniej wyslal smsa do
      rodzicow, skoro niechybnie zamoczyl telefon;),

      - powrot marnotrawnego Fryderyka (twierdzi, ze wcale nie uciekl i
      nie bylo go tylko 5 mies, zapewne w USA nie ma telefonow ani
      maili "zmienilem adres mailowy", absurd; zeby mogl sie skontaktowac
      choc raz z ciezarna Pyza

      - wszyscy oprocz Borejkow to prymitywy, przyslowiowa glupia pani
      Sznytek i Esmeralda Kopiec

      no i najgorsze - narracja z perspektywy dziecka. Efekt - stare
      malenkie kreatury, przedwczesnie dojrzale, w pewnych momentach MM
      przeholowuje - Ignacy Grzegorz w wieku 1,5 "kreslacy idealne kola",
      a 3-letni - czyta i gada po lacinie.

      KOSZMAR. Do tego pretensjonalny.
      • sowca Re: KOSZMAR 06.01.08, 23:23
        Przypomniała mi się jeszcze jedna irytacja, tym razem z "Nutrii i
        Nerwusa". Otóż nie mogę po prostu zrozumieć, jakim cudem dziecko,
        które zachowało się tak jak Laura (przypominam: była skarbniczką w
        swojej klasie, a zebrane pieniądze wydawała na lody) nie ponosi
        żadnych konsekwencji swojego zachowania? uważam, że to jednak
        poważna sprawa, pomijając już to, że Gaba musiała na pewno z własnej
        kieszeni oddać pieniądze, to jeszcze było to nic innego jak
        oszustwo! Ta sama Gaba, która w "Pulpecji" płacze, gdy córka nie
        chce się przyznać do gfłupiego żartu, jaki zrobiła Idzie, tym razem
        traktuje oszustwo Laury na tyle lekko, że dziewczynka jest pewna,
        że "kara się odwlecze, a więc i uciecze". Kolejny przykład
        nieudolności wychowawczej Gabrieli...Sama nie jesten zwolenniczką
        jakiegoś wyrafinowanego karania, ale chyba jakieś konsekwencje
        Tygrys powinien ponieść.
        • kaliope3 Re: KOSZMAR 10.01.08, 13:23
          No tak, ale jak sam Tygrys nie raz z goryczą wspominał Gabriela zajęta była
          wówczas przede wszystkim swoim najukochańszym synkiem (wunderkind dla reszty
          rodziny).Laura ze swoimi grzechami to było już trochę za dużo dla steranej i
          męczonej skrzepem w nodze matki.Najlepiej było wysłać niegrzeczną córeczkę jak
          najdalej-chociażby pod opieką kogoś tak rozkojarzonego jak Nutria,a co tam...
        • tygrys2112 Re: KOSZMAR 10.01.08, 13:35
          No fakt, w sumie to jest kradzież...
          • lutecja4 jako feministka 18.01.08, 08:15
            przypomnial mi sie jeszcze jeden tekst,ktory mnie denerwowal i to wygloszony w
            ksiazce przez kobiete
            otoz Gabriela "wolala jednak sprawdzonych lekarzy,NAJLEPIEJ PLCI MESKIEJ..."
            pozdrawiam kobiety lekarki
        • the_dzidka A tak nawiasem mówiąc 18.01.08, 14:18
          > Ta sama Gaba, która w "Pulpecji" płacze, gdy córka nie
          > chce się przyznać do gfłupiego żartu, jaki zrobiła Idzie

          Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego z tej białej róży zrobili takie
          wielkie halo. Że taki brzydki głupi dowcip. Na litość boską,
          przecież to nie była zapalona gromnica!
          • kaliope3 Re: A tak nawiasem mówiąc 18.01.08, 23:16
            ha,ha,prawda,zresztą nigdy nie mogłam zrozumieć w jaki sposób niby ta róża
            tkwiła w dłoniach Idy pionowo,bo tak tam jest to opisane. Może to miał być
            zresztą taki niewinny jeszcze początek wątku trudnego charakteru Tygrysa-trochę
            to,przyznam,nieprzekonujące!Mnie w Pulpecji zawsze irytowała jeszcze jedna
            sprawa-nie wiem, być może bardzo się mylę sądząc że w latach 90-tych gdzieś tam
            już bywało dostępne usg dla kobiet w ciąży ( może o tym już pisano),a jeśli
            nawet nie to niewiarygodne wydaje mi się aby w tych samych latach 90-tych lekarz
            prowadzący Kreskę naprawdę nie był w stanie określić że spodziewa się ona
            bliźniaków-tym bardziej że małe zdaje się wcześniakami nie były,za to gabaryty
            miały ok.
            • sowca Re: A tak nawiasem mówiąc 18.01.08, 23:39
              A to akurat jest możliwe. Moja znajoma urodziła bliźniaczki w roku
              1994, a więc mniej więcej w tym samym czasie, co Kreska, i też do
              ostatniej chwili nie wiedziała, że urodzi dwójkę dzieci! I nawet nie
              utyła więcej niż przy pojedynczej ciąży - jak to ujęła "Byłąm w tej
              mnogiej ciąży szczuplejsza niż jestem teraz!" :D Był straszny szok,
              kiedy zamiast jednej dziewczynki urodziły się dwie i na gwałt
              trzeba było kupować drugie łózeczko :D
          • notting_hill Re: A tak nawiasem mówiąc 20.01.08, 20:09
            Mnie natomiast irytuje cały wątek, kiedy Ida z Markiem (po swoim
            ślubie) mają niby to udać się do swojego pokoju na coś w rodzaju
            nocy poslubnej, a dzieci Pyza i Tygrys w jakiś nieświadomie złośliwy
            sposób im to skutecznie uniemożliwiają, przy cichej aprobacie całej
            pozostałej dorosłej cześci rodziny. Bo tak chyba trzeba
            zinterpretować fakt, że nikt z dorosłych nie położył kresu tej
            szopce, którą obie dziewczynki urządziły. Jak dla mnie to cały ten
            wątek jest niesmaczny, bo niby w zewnętrznej warstwie świadczy o
            tym, jakie to obie dziewczynki były niesforne, a jednak zawsze
            miałam wrażenie że tam o coś więcej chodzi.
            • zieleniack Re: Ida i Marek 20.01.08, 21:51
              A mnie natomiast lekko irytuje relacja Idy i Marka w "Noelce"
              i "Pulpecji". wg mnie jest sztuczna. Kiedys na to nie zwracałam
              uwagi. Ale ostatnio przeczytalam i "Noelke" i "Pulpecje", to
              spojrzałam na to okiem babki, która jest w zwiazku na powaznie i
              która planuje slub i eee.. sorry, ale nie wyobrazam sobie popiskiwac
              do swojego faceta glosem zbolałego kurczątka czy zachowywac sie,
              jakbym była w gimnazjum na pierwszej randce, bo Ida czasem taka
              jest, kiedy mówi do Marka-udaje słodką, kryjac swoją ironiczno-
              złośliwą naturę. Rozumiem, gdyby to było przy ich pierwszych
              spotkaniach, bo chciałaby pokazać się z lepszej strony, założyć
              maskę słodkiej panny... Ale przed ślubem? Jakieś to takie mało
              dojrzałe dla mnie. Ja tam wyznaje zasade szczerosci, ze lepiej dac
              sie poznac takim, jakim sie jest, a nie nosic maske, bo przeciez gdy
              ona opadnie, to moga pojawic sie jakies kwasy...

              Nie wiem, czy zwrociliscie na to uwage, dla mnie to niepowazne O_O
              Może to ma być taka karykatura związku czy coś, nie wiem. Ale dla
              mnie to jakies takie... dziwne....
            • sowca Re: A tak nawiasem mówiąc 20.01.08, 21:57
              Oj, zgadzam się z Tobą, ta scena zawsze budzi we mnie współczucie
              dla Idy i pogardę dla Prawdziwego Mężczyzny, jakim był Marek :P
              pozwalać, żeby dwie smarkule psuly noc poślubną! Ida wprawdzie
              zrobiła awanturę Gabrieli, ale to nie przyniosło skutku. Nie wydaje
              mi się jednak, zeby ta scena miała jakiś podtekst - chodzilo chyba
              raczej o pokazanie, że nikt nie miał wpływu na Tygrysa...
              • notting_hill Re: A tak nawiasem mówiąc 21.01.08, 19:53
                Nie wydaje
                > mi się jednak, zeby ta scena miała jakiś podtekst - chodzilo chyba
                > raczej o pokazanie, że nikt nie miał wpływu na Tygrysa...

                Jakoś trudno mi to pojąć, sama mam córkę i nie bardzo potrafię sobie
                wyobrazić, żeby w sprawach naprawdę ważnych nie być w stanie
                okiełznać własnego dziecka! Oni po prostu milcząco na to wyrazili
                zgodę, tak jakby było im to na rękę. Ja w tej scenie wyczuwam
                zakłamanie i unikanie jawnej konfrontacji z czymkolwiek co w jakiś
                sposób ma związek z seksem!
                A dzieci w jakiś magiczny sposób to wyczuwają, nawet nie będąc tego
                świadomymi.
                A Marek, no, z pewnością dla niego to było trudniejsze niż dla
                pozostałych członków rodziny, bo przecież był i swieżo poślubionym
                mężem, i nie był na swoim terenie. "Oczywistą oczywistością" jest,
                że gospodarze tego domu powinni byli wykazać się jakąś elementarną
                wrażliwością i poszanowaniem uczuć innych ludzi, ale jakoś im tego
                zabrakło. Jak zresztą w kilku innych przywołanych już wcześniej
                przykładach.
                • sowca Re: A tak nawiasem mówiąc 21.01.08, 21:53
                  Nie mam córki, więc się w tej kwestii nie wypowiem :)
                  Fakt, że było to strasznie irytujące. I na miejscu Idy chyba bym
                  sobie z tym poradziła, choćbym miała przemocą wyrzucić Pyzę i
                  Tygrysa z pokoju i drzwi zastawić mlecznoróżową szafą.
            • doti.80 Re: A tak nawiasem mówiąc 20.01.08, 22:30
              notting_hill napisała:

              > Mnie natomiast irytuje cały wątek, kiedy Ida z Markiem (po swoim
              > ślubie) mają niby to udać się do swojego pokoju na coś w rodzaju
              > nocy poslubnej, a dzieci Pyza i Tygrys w jakiś nieświadomie
              złośliwy
              > sposób im to skutecznie uniemożliwiają, przy cichej aprobacie
              całej
              > pozostałej dorosłej cześci rodziny. Bo tak chyba trzeba
              > zinterpretować fakt, że nikt z dorosłych nie położył kresu tej
              > szopce, którą obie dziewczynki urządziły. Jak dla mnie to cały ten
              > wątek jest niesmaczny, bo niby w zewnętrznej warstwie świadczy o
              > tym, jakie to obie dziewczynki były niesforne, a jednak zawsze
              > miałam wrażenie że tam o coś więcej chodzi.

              Całkowicie się zgadzam. Czytałam Pulpecję niedawno i przy tej
              okropnej scenie, która mogłby być zabawna, gdzyby nie była tak
              rozbudowana, naszła mnie refleksja, że jedyną osobą, która zachowuje
              się normalnie jest Ida. Co prawda na jej miejscu czułabym się
              speszona mając w perspektywie noc poślubną w domu pełnym rodziny,
              nawet po legalnym, kościelnym ślubie (+wykrochmalona do
              niemożliwości pościel), ale faktem jest, że tylko ona reaguje
              prawidłowo. Gabriela i Ignacy zachowują się po prostu niestosownie,
              a Marek, jak dla mnie, kwalifikuje się do szybkiego rozwodu.
              • ding_yun Re: A tak nawiasem mówiąc 22.01.08, 00:31
                Ech tak tak, urocza noc poślubna, jedna z najbardziej irytujących
                mnie scenek. Swoją drogą ciekawe czy Marek pojawiał się u Idusi w
                domu wcześniej w celach wiadomo jakich i czy mieli oni szansę na
                odrobinę bliskości w tym domu pełnym ludzi, wysoce zresztą
                nietaktownych. Bo jeśli nie dali im spokoju w noc poślubną to w jaki
                inny dzień mogliby się rozkoszować samotnością...
                • doti.80 Re: A tak nawiasem mówiąc 22.01.08, 00:39
                  ding_yun napisała:

                  Swoją drogą ciekawe czy Marek pojawiał się u Idusi w
                  > domu wcześniej w celach wiadomo jakich i czy mieli oni szansę na
                  > odrobinę bliskości w tym domu pełnym ludzi

                  A gdzie tam, to znaczy może się i pojawiał w niecnych zamiarch, ale
                  nie śadzę, żeby mu/im się udało.
                  Czytając Pulpecję pierwszy raz zastanawiałam się złośliwie czy Ida
                  (jedna z moich ulubionych bohaterek)dotrwała do ślubu w wieku lat 28
                  nietkniętą dziewicą. Wyszło mi, że nie. Temperament, charakter, no i
                  była w końcu "lodołamaczką serc". Oczywiście to moja prywatna
                  opinia. Ciekawe czy kiedyś MM poruszy taki temat nie w kontekście
                  nieślubnej ciąży.
                  • lutecja4 Re: A tak nawiasem mówiąc 22.01.08, 09:03
                    a moze to Ida bywala u Marka,w koncu on tez musial gdzies mieszkac,chyba nie
                    mieszkal w szpitalu bedac na wiecznym dyzurze :o)
                    • emusia Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 22:40
                      hmmm teraz sie tak zastanowiłam nad jedną kwestią: gdzie Marek mieszkał przed
                      ślubem? wychodzi mi na to, ze raczej sam miał jakieś mieszkanko - mamusia w
                      Ameryce, studia już miał raczej skończone więc akademiki odpadają... dlaczego w
                      takim razie Idusia nie wprowadziła się do niego tylko Marek przeprowadził się do
                      niewielkiego mieszkania z kupą osób na jedną łazienkę?
                      • kaliope3 Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:04
                        Zdaje się że Ida mówiła coś w tym rodzaju- że ona by nie była w stanie mieszkać
                        z dala od rodziny i że pewnie specjaliści zaraz by jej jakieś freudowskie
                        świństwa wyciągnęli,tylko to faktycznie troszkę do Idusi nie pasuje, charakter
                        ostry i niestabilny, jak o niej ciepło myśli teściowa,do tego zazdrosna i
                        zaborcza, a tu takie roztkliwienie i narażenie na szwank intymności z ukochanym
                        Mareczkiem...
                      • lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:11
                        emusia napisała:
                        > hmmm teraz sie tak zastanowiłam nad jedną kwestią: gdzie Marek >mieszkał przed
                        ślubem? wychodzi mi na to, ze raczej sam miał jakieś >mieszkanko - mamusia w>
                        Ameryce, studia już miał raczej skończone >więc akademiki odpadają... dlaczego
                        w> takim razie Idusia nie >wprowadziła się do niego tylko Marek przeprowadził się do
                        > niewielkiego mieszkania z kupą osób na jedną łazienkę?

                        Ano wlasnie. Bez sensu troche i bardzo niepraktycznie. Idusia nie chciala sie
                        wyprowadzic z cieplego Borejkowskiego statku pelnego serc, a potem miala noc
                        poslubna jaka miala..
                        I najbardziej ze wszystkiego nie pasuje mi ten denerwujacy mnie lek mamy Borejko
                        przed slubem Idy - dziwne fantazmaty o oddawaniu córki jakiemus nieznanemu
                        osobnikowi.. co on, nigdy nie wpadal na herbatke do Idusi, zapoznac sie z Borejkami?
                        Tak jakby to byl rok 1820 i panna mloda po raz pierwszy widziala oblubienca
                        dopiero na kobiercu?
                        A nawet jesliby osobnik nieznany sie okazal takim straszliwcem jak Pyziak, to od
                        czego sa rozwody? Przeciez to wlasnie szansa na lepsze zycie, jesli malzenstwo
                        okazalo sie byc pomylka. Nie wpadlo to mamie Borejko na mysl?
                        • zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 11:17
                          >>>I najbardziej ze wszystkiego nie pasuje mi ten denerwujacy mnie
                          lek mamy Borejko
                          przed slubem Idy - dziwne fantazmaty o oddawaniu córki jakiemus
                          nieznanemu
                          osobnikowi.. co on, nigdy nie wpadal na herbatke do Idusi, zapoznac
                          sie z Borejkami?


                          no wlasnie wychodzi na to, ze raczej nie wpadal albo wpadal bardzo
                          rzadko. Takie wrazenie odnioslam po przeczytaniu "Noelki".
                  • zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 20:21
                    a ja sie z kolei czasem mimowolnie zastanawiam, co by to było, gdyby
                    dziewczynki nie zaszurały za szafą i nowozeńcy nie zorientowali sie,
                    ze cos sie święci... ;P ha ha;P
                • zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 20:26
                  Wydaje mi sie, ze jedyne bliższe momenty (nawet jedynie na
                  przytulenie sie!) mogli miec jedynie poza domem. W "Noelce" Marek
                  przedstawiany jest wobec rodziny jako praktycznie obca osoba, ktora
                  rodzinka tak na prawde dopiero pozna. To mnie dziwi, bo jak to,
                  panna mieszka w domu, slub planuje, a rodzina niewiele wie o tym
                  panu młodym?

                  Poza tym czytając, jak Laura przegląda listy Idy, takze od Marka,
                  wydaje mi sie, ze w tych listach jest jakis taki dystans i
                  niewinność (to ropuszko, serduszko, takie dziecinne to...), że
                  trudno mi sobie wyobrazic Marka i Ide w sytuacji bardziej
                  zaawansowanej niż po prostu pocalunek.... Ale moze sie myle;)
                  • doti.80 Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 21:06
                    Wydaje mi się, że to jest w ogóle temat na osobny wątek-seks w
                    Jeżycjadzie, czy jakoś tak;) Zauważcie, że np. w Idzie Sierpniowej
                    Ida żali się, że gdzie by się człowiek nie obrócił wpdał na Gabę
                    całującą się z Pyziakiem; w KK fragment o tym, że Ida zawsze nosi
                    czystą bielizną odkąd poznała Waldeczka jest po prostu
                    majtersztykiem! Ta pruderia pojawia się w dalszych częściach. Listy
                    faktycznie infantylne, zwłaszcza biorąc pod uwagę wiek i plany
                    piszących.
                    • lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 21:54
                      Pardon, ale zaintrygowalo mie jak wedlug Was powinien brzmiec list milosny
                      mlodziezowy, a jednoczesnie realistyczny w Jezycjadzie?
                      "Ido, dalekomorska plawaczko w lodzi bukowej, daj swych korali, zanim przemina,
                      skosztowac pod jaworem w malinowym chrusniaku" czy moze "Ej mala, o co kaman.
                      Pukniemy sie dzisiaj, bo mam wolna chate, ale bronxy i gumki sama przyniesiesz" ?

                      Przeciez wybrancy Idusi to niekoniecznie zawodowi literaci, biegli w sztuce
                      skubania dziewczat. Szkoda tylko, ze pani MM nie lubi nauk scislych, bo by moze
                      stworzyla nowa kategorie erotyków, pisana przez absztyfikantów: "Idusiu,
                      platynowa baterio mego serca, Twe oczy iskrza jak nieizolowane przewody,
                      wzniecasz ogniki Elma na mym ciele jak cisza przed burza morska na okretach..."

                      Osobiscie bardzo lubie, gdy maly chochlik Tygrysek czyta te ropuszko-serduszko -
                      to jeden z niewielu momentów, kiedy Laura jest przedstawiona sympatycznie :)
                      • ding_yun Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:35
                        A czy te liściki koniecznie musiały być od Marka? Idusia była
                        przecież lodołamaczką serc, mogła mieć wielu adoratorów.

                        A swoją drogą jakoś nie lubię jak mężczyzna okazuje uczucia pisząc
                        takie wierszydła. Chyba jestem marudna :) ale jest wiele pięknych
                        sposobów okazania uczuć, niekoniecznie leciutko grafomańskie wypociny
                        • lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 00:01
                          ding_yun napisała:
                          > A czy te liściki koniecznie musiały być od Marka? Idusia była
                          > przecież lodołamaczką serc, mogła mieć wielu adoratorów.

                          Nikt tu raczej nie wspominal, ze to od Marka? To bylo albo od Slawka albo od
                          Klaudiusza albo jeszcze od kogos - o ile pamietam, maly Tygrysek sam sie dziwi,
                          który to tak glupio pisze ;)

                          > A swoją drogą jakoś nie lubię jak mężczyzna okazuje uczucia pisząc
                          > takie wierszydła. Chyba jestem marudna :) ale jest wiele pięknych
                          > sposobów okazania uczuć, niekoniecznie leciutko grafomańskie >wypociny

                          Owszem, ale gwoli sprawiedliwosci, niektóre kobiety lubia slodkie slówka i
                          liryczne dusery.
                        • lutecja4 Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 00:04
                          listy z ropuszka byly niepodpisane,mysle ze one raczej nie od Marka byly
                          a Marek mogl mieszkac u swojej ciotki a z Ida spotykali sie cichcem na dyzurach
                          nocnych lub tez i dziennych i mieli schadzki w szpitalnym schowku na szczotki :o)
                          choc w sumie Ida nie miala ponoc dyzurow nocnych,ale mogla (w swoim lekarskim
                          fartuchu-dla niepoznaki)odwiedzac lubego i ... i dlatego samodzielne mieszkanie
                          bez rodziny nie bylo im w zasadzie potrzebne
                          • lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 00:53
                            lutecja4 napisała:
                            > listy z ropuszka byly niepodpisane,mysle ze one raczej nie od Marka >byly a
                            Marek mogl mieszkac u swojej ciotki a z Ida spotykali sie >cichcem na dyzurach
                            nocnych lub tez i dziennych i mieli schadzki w >szpitalnym schowku na szczotki :o)
                            > choc w sumie Ida nie miala ponoc dyzurow nocnych,ale mogla (w swoim
                            >lekarskim> fartuchu-dla niepoznaki)odwiedzac lubego i ... i dlatego
                            >samodzielne mieszkanie bez rodziny nie bylo im w zasadzie potrzebne

                            Ach wiec to wszystko tlumaczy - Marek z Idusia to fetyszysci fartuchów, lizolu i
                            jarzeniówek ;)))))
                            Ale okazalo sie jaka kochana rodzinka i dalej sie wymykaja. Dlatego caly czas
                            teraz odsypiaja. Wcale nie maja tylu dyzurów.. Lusia z Józinkiem do babci, a oni
                            chylkiem, do szpitala, juz w biegu tarmoszac fartuchy i stetoskopy, wyciskajac
                            lubiezne pocalunki na wasach pachnacych kawa..
                            • zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 11:21
                              >>>Lusia z Józinkiem do babci, a on
                              > i
                              > chylkiem, do szpitala, juz w biegu tarmoszac fartuchy i
                              stetoskopy, wyciskajac
                              > lubiezne pocalunki na wasach pachnacych kawa..


                              padłam xD
                        • zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 11:19
                          chyba od Marka, bo o ile mnie pamiec nie myli, to Tygrysek mowila,
                          ze to te najnowsze;)
                      • zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 11:16
                        hm nie wiem, w sumie moze ja po prostu nie jestem ogolnie przekonana
                        do tego typu listow, w sensie w ten sposob napisanych-bo brzmia
                        sztucznie;P wole proste szczere slowa, niz uczucia ukryte pod stertą
                        udziwnien... moze dlatego mi cos tu nie pasuje ^^'
                    • ding_yun Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:38
                      O bogowie! Idusia miała wszak wtedy chyba coś koło 14 wiosen... :P
                      • ding_yun Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:39
                        źle mi się wkleił ostatni post. Odnosił się do wzmianki w KK, ze
                        Idusia nosi czystą bieliznę odkąd poznała Klaudiusza
                        • lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:59
                          Waldusia! Waldusia wtedy obsztorcowywala czysta bielizna ;) Klaudiusz, to
                          rzymskie jagniatko, w KK jeszcze nie przychodzil.
                          • lutecja4 denerwuje mnie 31.01.08, 21:08
                            jakos denerwuje mnie podejscie calej rodziny Borejkow do tego,ze Laura pyta o
                            ojca-jest to dla nich dziwne,a normalne jest to,ze Pyza nie pyta i ze nie miala
                            potrzeby, zeby nawet zobaczyc jego zdjecie-przeciez to nienormalne,dzieci chyba
                            zawsze pytaja o drugie z rodzicow,chocby dlatego,ze inne dzieci maja oboje
                  • the_dzidka Re: A tak nawiasem mówiąc 31.01.08, 22:12
                    > Poza tym czytając, jak Laura przegląda listy Idy, takze od Marka

                    Od Marka?
                    A gdzie o tym stało?
                    • ktoszapanemstoi Re: A tak nawiasem mówiąc 09.02.08, 13:17
                      Mnie strasznie irytuje wspomniany już kilka razy wątek Fryderyka.
                      Samotne macierzyństwo Róży zapowiadało się całkiem ciekawie, ale
                      oczywiście... Prawdę mówiąc, po tym, co Fryderyk wygadywał o
                      pułapkach biologicznych i winie Róży, wydaje mi się znacznie
                      bardziej prawdopodobne, że prędzej Pyziak wróciłby do Gaby, niż
                      Frycek do Róży. I, oczywiście, przyjęty z radością... Ja bym go nie
                      wpuściła.
                      • sowca Re: A tak nawiasem mówiąc 09.02.08, 22:19
                        Tak mi się coś wydaje, że wątek powrotu Fryderyka (i Fryderyka jako
                        takiego) irytuje chyba najwięcej osób. Nie jestem sama XD
                        • verte34 Re: A tak nawiasem mówiąc 12.02.08, 22:12
                          O, już dawno chciałam powiedzieć jak strasznie irytuje mnie scena
                          przy stole w "Tygrysie i Róży". Wewnętrzne rozterki i niepokoje
                          Laury uzewnętrzniły się w postaci, o ile dobrze pamiętam, raczej
                          umiarkowanych zaczepek. Nie trzeba byc psychologiem (ani matką Polką
                          Gabą;)żeby zobaczyć, że młodą coś gryzie i_normalnie_porozmawiać_.
                          Nie nasze bohaterki: Gaba zagaduje, Pyza leci na pomoc - pomoc! z
                          jakimś bajdurzeniem o wycieczce... rodzinny koszmarek. Nie cierpię.
                          Wkurza mnie też do białości fascynacja MM krzepką samczością - to
                          opisywanie ze smakiem jak Marek z Józinkiem razem ćwiczą, boksują
                          się, a w końcu idą razem pod prysznic... kojarzy mi się to
                          nieprzyjemnie z obsesjami starszych pań, bardzo subiektywnie
                          zapewne:)
                          • kaliope3 Re: A tak nawiasem mówiąc 12.02.08, 23:45
                            Ha!Roiło mi się dokładnie coś takiego
                            • lutecja4 Re: A tak nawiasem mówiąc 13.02.08, 08:05
                              i to wdzieczne spojrzenie na Pyze ze zagadala na inny temat i mozna bylo udawac
                              ze nic sie nie wydarzylo-przeciez tak nie mozna bylo tego zostawic gdyby
                              ktos-Gabriela czy Gzregorz czy ktokolwiek z doroslych powiedzial chociaz-Lauro
                              porozmawiamy o tym pozniej jak ochloniemy bo teraz nic dobrego z tego nie
                              wyniknie bo sie klocimy czy cos w tym stylu a tu nic-dla mnie ta scena byla co
                              najmniej dziwna
                              to udawanie ze nic sie nie wydarzylo ze teraz juz bedzie dobrze bardzo mnei
                              denerwuje w Jezycjadzie-tak jak scena powrotu Fryderyka-nic sie nie
                              stalo-wrociles,ucieczka Laury do Torunia-nic sie nie stalo-ide spac,ucieczka
                              Laury z Wolfim-nic sie nie stalo-kupujemy kwiaty i jedziemy na slub
    • langolier_maximus Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.02.08, 19:21
      ughhh...Dmuchawiec, Dmuchawiec po stokroc Duchamwiec z Opium w
      rosole.Temat -rzeka jak dla mnie ;->
      Zaczne od zacytowania uroczej rozmowy z Ewa Jedwabinska:
      "-Masz dzieci?
      -Jedno.Aurelie
      -Aurelia, a jak sie zdrabnia to imie?
      -Wcale sie nie zdrabnia"-
      i tu facet dalby spokoj,ale nie on brnie bez sensu dalej
      -To pewnie nazywasz ja Pyza albo Ciapusiem (keee..?o boze co za mile
      zdrobnienia...)
      -Nie skad
      -To...zaraz... jak sie do niej zwracasz?"-doznal szoku a to wyrodna
      matka :-)))
      Jezu drogi, trzymajcie mnie a co cie to facet obchodzi?;-)
      Czy imie musi sie zdrabniac?Bo ak nie to Dmuchawiec sie gubi i
      doznje palpitacji serca?Ten czlowiek sam tworzy nieprzyjemne
      sytuacje prez cala ksiazke.Mozna to wytlumaczyc tylko tym,ze ma
      goraczke i zrobil sie tak malostkowy i dziecinny pod wplywem lekow i
      oslabienia.
      Potem jeszcze byla sytuacja jak Ewa przyszla do szpitala.Festwial
      nietaktu i osadzania z gory blizniego trwa dalej "Jestes tchorz"-
      wypala w pewnym momencie rozmowy do Ewy, o ktorej sam mowil do
      Kreski,ze jest nieszczsliwa,ze trzeba ja zrozumiec.Boze czy ten
      czlowiek zawsze musi byc pompatycznym napuszonym idealista?Jest
      typem meczacego idealisty-meczacego bo uzurpuje sobie notorycznie
      prawo do jednej racji-swojej.Bo jest tylko jedna racja-Dmuchawcowa
      "a nawet jak twoja jest twojsza to Moja jest Mojsza"-cytujac pwien
      film;-))).Dmuchawiec sedzia maluczkich,Dmuchawiec bohater,
      Dmuchawiec sumienie narodu,Dmuchawiec Sprawiedliwy.Jest
      zalosny.grrrr
      Albo jak Gaba przychodzi kiedy Ostatni Sprawiedliwy ;-) mial
      angine.Przynosi wystane w kolejce miecho na rosol, kwiaty a ten do
      niej czy nie ma do niego zalu za swoje nieudane zycie.I mowi cos w
      stylu "po tej klesce"(czyt.wpadce i wyjezdzie Pyziaka.No
      dzieki..panie psorze serdeczne dzieki za mile podsumowanie ;-
      P.Dmuchawiec przedstawiany jako szlachetna Osobowosc ma wielka a
      nieznosna wade-megalomanie.Przypisuje sobie wieksza role w zyciu
      ludzi niz faktycznie ma i jeszcze jest pewien ,ze jego zdanie to
      jakis Absolut ;-).Minimum pokory w tym wieku jest jak nabardziej
      wskazane.
      Poza tym irytuja mnie inne rzeczy w Opium.., ktore schizofrenicznie
      kocham ;-),ale musze juz leciec i sie rozpisalam jak stary grafoman
      wiec..innym razem ;-)))
      • the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.02.08, 19:57
        Jedna tylko uwaga: Słowa o "klęsce" dotyczyły moim zdaniem raczej
        sytuacji politycznej w Polsce. W życiu nie pomyślałabym, ze Dmuchu
        pije do Gaby.
        • langolier_maximus Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.02.08, 21:20
          Mi sie zdaje,ze do Gaby,o czym swiadczy jej odpowiedz:""Nic nie wiem
          o zadnej klesce(...)Ja tylko zaplacilam swoj rachunek za
          doswiadczenie-i juz je nabylam.Juz je mam (...)I mam taka wspaniala,
          taka cudowna coreczke".Rzeczywiscie jego wypowiedz o klesce moze byc
          interpretoana dwojako, bo sytuacja jest jaka jest, ale dluugasna
          odpowiedz Gaby swiadczy, o co mu chodzilo.I pare stron wczesniej:
          "Rowniez przed ta wizyta czul profesor niechec i obawe.Gabrysia juz
          nie studiuje, cale zycie jej sie polamalo, pogmatwalo..co o nim,
          wychowawcy moze myslec jej matka"Bozesztymoj :-)co za
          bufon.Zgorzknialy czarnowidz.

          • onion68 Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.02.08, 21:48
            No tak... odbierając Dance rolę Ofelii też się wielką wrażliwością nie wykazał.
            Ale mnie naprawdę zirytował dopiero w "NN".
            • langolier_maximus Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.03.08, 17:29
              a jaki numer wcial w NN?Bo nie pamietam, nie posiadam ksiazki a
              chetnie sobie przypomne ;-)
              • onion68 Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.03.08, 21:58
                A nie, nic szczególnie spektakularnego, ale mnie jakoś najbardziej zraziło do
                postaci Dmuchawca. Godzina wychowawcza w "Szóstej klepce" czy sugestie podczas
                rozmowy z Ewą to zwykłe nietakty, które w zasadzie chodzą po ludziach...
                Natomiast w NN Dmuchawiec na obawy Gaby co do przyszłości jej dziecka (czy nie
                będzie musiał iść na wojnę, czy nie będzie krzywdzonym lub krzywdzicielem)
                odpowiada, że najgorsze co mogłoby je spotkać, to samozadowolenie przed
                telewizorem. Owszem, wrażliwość jest cenną cechą, ale co po dusznych rozdrapach,
                jeśli nie łączą się one z określoną działalnością zmierzającą do zapobiegania
                złu, aktywnej pomocy ludziom. I w czym samozadowolenie wśród książek (a taki
                sposób życia wiodą bądź co bądź bohaterowie) lepsze tak naprawdę od tego? Tak
                więc ja uznałam tę wypowiedź za nieco kabotyńską. Poza tym jestem matką ;-)
          • czekolada72 Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.02.08, 12:01
            Też potraktowałam uwagę o >klęsce< jako uwagę o tzw zmarnowanym,
            przez Gabę, sobie życiu.
            • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.02.08, 12:06
              Zgadzam się co do Dmuchawca.
              Zawsze mnie coś od niego odpychało.
              Przede wszystkim stawia się nad innymi i rzeczywiście uzurpuje sobie wpływ na
              ich życie i przywilej oceniania.
              Te przykłady (z Ewą, Gabą i Danką) są bardzo dobrą ilustracją, myślę.
              Ciekawe czemu bohaterowie odbierają go zawsze w świetlanych barwach..
              Czy jest tam ktoś kto go nie lubi? (poza Ewą Jedwabińską, która jednak -
              pamiętajmy - chciała go lubić, jako uczennica i jako nauczycielka, jednakże nie
              dało się z powodu braku wzajemności).
              Pozdrawiam
      • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.03.08, 18:04
        Oj, zgadzam sie, zgadzam. Swietnie powiedziane. Mnie tez to
        wszystko - o czym piszesz - denerwuje do granic mozliwosci. W ogole,
        biedna, zagubiona Ewe wszyscy po kolei sztorcuja, ustawiaja do pionu
        i patronizuja. Najpierw Dmuchawiec, potem Mila. Sama nie wiem, kto
        jest bardziej denerwujacy. A wystarczyloby tak malo, troche ciepla,
        zeby rozstrzesiona Ewe ogrzac. Wbrew pozorom, ona nie byla
        psychopatyczna, tylko raczej neurotyczna i naprawde malo brakowalo,
        zeby sie poplakala, rozkleila, wylala swoje zale i zaleczyla rany.
        Ale nie - wszyscy ja musztruja jak jakies cholerne Komando Sumienia.
    • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.02.08, 12:15
      Acha, co do rozmowy Dmuchawca i Ewy o zdrobnieniu imienia Aurelia. Zgadzam się z
      Langolier-Maximus: czemu musiałaby akurat zdrabniać na Pyzę albo Ciapusia???
      Dlaczego nie mogłaby mówić: Aurelia albo Aurelka? Rzeczywiście postawił tezę, że
      jest zimną, wyrodną matką i udowadniał to. Okropny typ!
      • zieleniack Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.02.08, 20:49
        Ta Pyza lub Ciapuś to są okreslenia, których inni jego byli
        uczniowie używają wobec swoich dzieci, przynajmiej ja to tak
        odebralam, no bo Pyza to wiemy, córka Gaby, a Ciapuś to pewnie jakas
        analogiczna postac. To tak tytułem wtrącenia, nie bezposrednio do
        wątku;)
      • langolier_maximus Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.03.08, 17:47
        Wszyscy tam od razu wiedza, ze Ewa jest zla matka, bo pedantycznie
        sie ubiera i jest sztywna (pewnie jeszcze usta maluje sekutnica).

        W Opium jest jeszcze watek,ze Jedwabinska robila jakies testy w
        swojej klasie, w stylu "Co wiem o moich rodzicach"itd.I uczniowie
        absolutnie odmawiaja, robia maly bunt,bo Jedwabska robi z nich
        swinki doswiadczalne,jest denna nauczycielka,nie radzi sobie no
        totalna indolencja (i jeszcze a nuz donosi).A co robil Dmuchawiec w
        6 klepce?Nie dosc, ze zrobil ankiete to jeszcze odczytal dpowiedzi i
        wysmial bo mu nie pasowaly do jego nadetej teorii ludzkosci.Wszystko
        co rbi Dmuchawiec jest super,a jesli to samo Ewa-jest dnem.

        P.S.Takiemu nauczycielowi jak D., jako rogata dusza,z przyjemnoscia
        wlasnie pisalabym teksty w stylu "gdy dorosne chce byc bogata,
        konformisyczna bizneswoman i miec licznych artnerow seksualnych"(a
        co?;->), "jak dorosne zapisze sie do Partii aby dac wyraz poparcia
        wzgledem naszych braci z ZSRR niosacych kaganek socjalizmu przez
        swiat"-co za rozkosz ;-)))- bezcenne.No ale o tym incydencie juz
        bylo wczesniej wiec to tylko moja dygresja.
        • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.03.08, 18:23
          Dobre, dobre! Bravo! Bardzo podobaja mi sie Twoje odpowiedzi
          ankietowe :-D Dmuchawiec oczekiwal, zdaje sie, ze wszyscy beda
          poswiecac zycie dla sztuki ... pardon, Sztuki.

          Ewa nie byla taka zla nauczycielka. Nie miala moze naturalnej
          zdolnosci do komunikowania sie z ludzmi, ale probowala nadrobic
          intelektem - wlasnie poprzez np. ankiety, logiczne porzadkowanie
          rzeczywistosci. Traktowana byla podle przez dokladnie wszystkich. A
          szczerze powiem, typ promowany Dmuchawca i cala Jezycjade
          generalnie - im robie sie starsza - tym mniej mi odpowiada.
          • verte34 Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.03.08, 21:36
            Dmuchawiec, właśnie. Jest w tej postaci coś nieprzyjemnie
            przerysowanego, przy całym moim uznaniu dla MM - "jak mały Jasio
            wyobraża sobie dobrego belfra". Ten fragment, gdzie D. jest
            (odautorsko?) chwalony za to, że przymykał oko gdy uczniowie
            dopisywali sobie w dzienniku plusy woła o pomstę do nieba. Pedagog,
            psiakość.
            • ananke666 Re: Irytacje w Jezycjadzie 22.03.08, 12:21
              A i owszem. Przy tym to denerwujące przekonanie, że wychowawca ma jakiś znaczący wpływ na swoich wychowanków, w liceum zwłaszcza, kiedy ma ich pod kuratelą całe cztery lata. Zadęcie i przekonanie o własnej wielkiej roli w cudzym życiu. To naprawdę byłaby dobra postać, gdyby nie była tak na siłę idealizowana, co kończy się jakby groteskowo gdzieniegdzie.

              A propos nauki, mnie koszmarnie irytuje zagęszczenie olimpijczyków na kilometr kwadratowy. Frycek - olimpijczyk, Elka - dwukrotna, Kozio - dwukrotny, kto tam jeszcze nie pamiętam, ja rozumiem, że w olimpiadach bierze udział wiele osób, ale do licha, tylu wygrywających z jednego miasta? Elka wygrała dwa razy, nie pamiętam jak to było z innymi, ale żeby dostać się bez egzaminów do szkoły, należało chyba dojść do finału, przepraszam jeśli walę głupoty, szkołę skończyłam dawno temu. Tak czy inaczej, sztuczny tłok geniuszków jest i nienaturalny, i po prostu głupi.

              Jako że Wielkanoc za pasem, przypomina mi się kolejna gruba irytacja, mianowicie Uczony-Super-Kulturwalny-Ignac otrząsający się ze wstrętem na prymitywne obyczaje ludów wschodniej Europy w lany poniedziałek. Grrrrrrrrr. W ogóle do spazmów śmiechu doprowadza mnie to wydelikacenie, fajerwerki we wcześniejszych książkach są be, bo prostackie, hałaśliwe itp - nie znam ani jednego, ani jednego człowieka, który nie lubiłby oglądać fajerwerków i nie zachwycałby się grą barwnych świateł na ciemnym niebie, poza tym nie nazwałabym tego prostacką (czy jakoś podobnie) rozrywką, fajerwerki mają długą tradycję; do rechotu doprowadzał mnie komentarz dot. filmu Ogniem i mieczem, nie o błędach obsadowych, tylko o morzu czerwonej farby. Chyba autorka po łebkach czytała Trylogię. Ze wszystkich części ta właśnie jest najbardziej brutalna, trup ściele się gęsto i na widoku, przecież to książka m.in. o wojnie! jak rozumiem, żeby nie urazić subtelnego unerwienia, należy działać jak w starych dramatach, zatrupić za kulisami i tylko powiedzieć, kto padł? A przecież w zdobytej twierdzi Bar Kozacy latali okrwawieni, z ludzkimi flakmi na szyjach, a w innym miejscu zbiorowo byli nabijani na pale! Czytać można, pokazać nie? Jak subtelny taki, to jakim cudem przeczytał np. Słowackiego "Sen srebrny Salomei"? Tam zabita szlachcianka miała cyt. "otworzone żywota świątnice", czyli wyprute flaki, a w brzuch wepchniętego martwego szczeniaka. A zły bohater zostaje subtelnie i krzepiąco spalony żywcem. Ten człowiek zapewne twierdziłby, Danusia z Krzyżaków bała się, bo jej luteńkę rozbili, a nie dlatego, że była ofiarą gwałtów.
              • jaswedrowniczek1 Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.03.08, 02:23
                ach są be, bo prostackie, hałaśliwe itp - nie znam ani jednego, ani
                jednego człowieka, który nie lubiłby oglądać fajerwerków i nie
                zachwycałby się grą barwnych świateł na ciemnym niebie,

                Ja nie lubię fajerwerków....Doprowadzają mnie do szału,gra swiateł
                mnie absolutnie nie zachwyca.Poza tym zawsze podczas pokazów w
                naszym mieście mam na 55 kilo mojego Psa na kolanach,bo panicznie
                się boi,a nie uważam za dobry pomysł faszerowanie go lekami
                uspokajającymi.
                • onion68 Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.03.08, 06:41
                  Ja też, też nie cierpię. Jeśli już jestem na imprezie z fajerwerkami, nawet nie
                  wychodzę na zewnątrz, żeby je wraz z resztą oglądać. Hałas mnie przeraża, a gra
                  kolorów - cóż, pierwsze lepsze dzieło natury ma pod tym względem przewagę nad
                  fajerwerkami.
                  Przy okazji, życzę wszystkim wesołych świąt. Ja prawdziwie (w mojej opinii)
                  świętuję od dzisiaj, bo wczoraj spędziłam długie godziny za stołem, co jest dla
                  mnie bardziej męczące niż poprzedzające przygotowania.
                  • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 09:59
                    Onion, dziękuję za życzenia. :) Ja także życzę Tobie i wszystkim na Forum [w tej
                    świątecznej oktawie, bo Święta trwają jeszcze, przez 8 dni :-) ] zdrowia,
                    radości, pogody ducha i wszystkiego dobrego - także na czas po Świętach!
                    Ja zajrzałam w ostatnich dniach raz i drugi na forum zobaczyć czy pojawił się
                    jakiś wątek świąteczny - nie miałam za bardzo śmiałości go założyć. A teraz
                    zobaczyłam życzenia i dopisuję się.
                    Ja myślę, że i tak o sobie ciepło myślimy, może bardziej Boże Narodzenie niż
                    Wielkanoc skłania do zakładania osobnego wątku, więc na pewno jakoś też, mimo
                    jego braku, łączyliśmy się myślami.
                    A może grono chętnych na kwietniowy zlot zwiększy się i uda nam się spotkać?
                    Pozdrawiam!
                  • ananke666 Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 10:33
                    Zatem połowicznie odszczekuję, miłe panie :) dodam tylko, że pisząc o fajerwerkach bardziej mam na myśli takie profesjonalne pokazy, a nie pukawki z marketów.
    • elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 23.03.08, 19:00
      Może to już było - jeśli tak, to nie strzelajcie, ale wątek rozrósł się do
      gigantycznych rozmiarów. Przypomniała mi się dziś uwaga Patrycji na temat
      Grzegorza przy okazji jego pierwszej wizyty u Borejków - że na pewno nie jest
      związany z żadną kobietą, albowiem widać, że koszulę prasował sobie sam. I gdyby
      to zdanie padło z ust, nie wiem, mamy Borejko, to bym się chyba nawet nie
      zdziwiła. Ale trochę dziwi mnie taki pogląd wyrażany przez przedstawicielkę
      młodego pokolenia - może dlatego, że mój mąż sam sobie prasuje koszule, za
      wyjątkiem stanów wyjątkowych (np. wraca bardzo późno, a nazajutrz ma bardzo
      wcześnie wstać do pracy).

      No, ale może się czepiam i w większości polskich domów prasują żony?...
      • ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.04.08, 11:55
        Elwingo, nie wiem jak w polskich domach, ale pochwale sie, ze po mnie Pulpa
        niczego by nie wywnioskowala :) zazwyczaj pytaja, kto mi prasuje koszule :)))
        no, to sie pochwalilem :)
        a co do meritum, to pewnie tak, Pulpa tak to wlasnie widziala (ze to zona
        prasuje, ewentualnie narzeczona :) badz co badz bylo to jednak pare dobrych lat
        wstecz, no i Pulpa cieleciem byla nastoletnim ;)
    • sir.vimes Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.03.08, 23:05
      A w pokoleniu Patrycji?
      • elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 07:56
        No właśnie. Mnie bliżej do pokolenia Patrycji i uważam za oczywiste, że jeśli
        obie strony pracują, to każda dba o własne ubrania. Nie interesuje mnie w ogóle,
        czy na koszulach mojego męża są "typowo amatorskie zapraski" czy nie. :) W końcu
        jego moje bluzki też nie obchodzą.
        • sir.vimes Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 08:36
          Nie interesuje mnie w ogóle
          > ,
          > czy na koszulach mojego męża są "typowo amatorskie zapraski" czy nie.


          A już tym bardziej na koszulach innych facetów.:)

          • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 13:17
            Ja też jestem za takim zwyczajem, żeby mąż sam sobie prasował koszule, w tym
            sensie, żeby nie było regułą to, że zawsze to robi żona, a on się nie dotyka.
            Owszem, czasem, jak i z innymi zadaniami, fajnie jest jeśli sobie pomogą
            nawzajem, czyli ona mu uprasuje koszulę, on jej na przykład pomoże w jakichś
            innych pracach, które - tak się składa - najczęściej są jej domeną.

            Natomiast co do zwracania uwagi na "amatorskie zapraski", to chyba jest to cecha
            osobnicza. Na przykład pamiętam, że ja jako dziecko nawet zwracałam na to uwagę.
            Pamiętam, że współczułam jednemu nauczycielowi, który mnie uczył w podstawówce,
            że pewnie nie ma żony czy kobiety, bo on przychodził w takim dość ładnym swetrze
            i widać, że go często prał i wyglądał w nim schludnie, ale z tyłu, na plecach
            miał taki odciśnięty ślad od sznurka. No i myślałam sobie, że gdyby miał
            kobietę, to ona by mu na to zwróciła uwagę, widziałaby jak to wygląda z tyłu,
            albo też by mu powiedziała, że powinno się nawet sweter, a nie tylko koszule,
            uprasować (przez wilgotną ściereczkę), bo zapewne on tego nie wiedział albo nie
            zwracał na to uwagi.
            Dodam, że u mnie w domu akurat tak było, że tata i bracia sami sobie prasowali
            rzeczy, a tata nawet był "etatowym prasowaczem" i często przy telewizji prasował
            całą stertę wieczorami. Jednakże miałam takie też przekonanie, że "kobieca ręka"
            jest jednak inna niż męska, że jak kobieta uprasuje, to te wszystkie falbanki i
            inne szczegóły będą wyglądały po prostu ślicznie, a nawet zwykła koszula też
            jakby inaczej. ;)

            Dlatego nie dziwi mnie oko Patrycji.. ;)
            • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 15:13
              He, he, Ginestro :-D

              A moj facet potrafi wyjsc na miasto w niewyprasowanej koszuli, i T-
              shircie nalozonym na nia na wierzch :-) Kiedys poszedl w dwoch
              innych butach (jeden czarny, jeden brazowy). W zyciu bym nie
              zauwazyla :-) Generalnie nie mam oka do detali i sama tez zaliczylam
              wiele wpadek, ze spaniem na swiatecznym obrusie zamiast
              przescieradla wlacznie :-D
              • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 16:56
                :D
                No właśnie, Croyance, to jeszcze jeden dowód na to, że to indywidualna sprawa -
                to oko do detali. :) Przyznam Ci się, że ja niby zwracam uwagę na szczegóły, ale
                dziwna rzecz - sama nie jestem wcale osobą zawsze doskonale ubraną i wyglądającą
                jak spod igiełki i chyba taki wizerunek jest dla mnie niedościgły. A są przecież
                osoby na których wszystko świetnie leży i nawet szalik mają zawiązany niby to
                niedbale, ale z wdziękiem i w ogóle wszystko u nich jest harmonijne i ślicznie
                dobrane. Ja niestety tak nie potrafię. Dlatego swoboda i nie przejmowanie się
                drobiazgami też budzi we mnie duuuużo sympatii i poczucie czegoś swojskiego, bo
                ja też taka jestem w dużej mierze.
                Przykład ubioru Twojego mężczyzny jest naprawdę fajny ;)) - tylko wydaje mi się,
                że tutaj też pewną rolę odgrywa kontekst. W Anglii, z tego co zapamiętałam ze
                swojego pobytu, jest dużo większa swoboda i tolerancja, mniejsze przejmowanie
                się tym co wypada, a co nie, w porównaniu z tym jak sprawy mają się w Polsce.
                Jest tam dużo przestrzeni na to, żeby każdy ubierał się tak jak lubi (też pisała
                o tym trochę Yowah w zeszłym roku, nie wiem kto pamięta, o tych Angielkach, z
                których każda nosiła takie wełniane bolerko kończące się pod biustem nie
                zważając na swe obfite kształty - a więc tak jak lubią i nie przejmują się).
                To też jest fajne na swój sposób. :)
                Jednakże w Polsce jesteśmy chyba ogólnie bardziej krytyczni wobec wyglądu -
                czyjegoś lub swojego...
                To szeroki temat z tym prasowaniem, bo aż chciałoby się wspomnieć o tym, że może
                statystycznie w Anglii częściej prasuje koszule pomoc domowa lub taki specjalny
                serwis prasujący z dostawą do domu, a u nas jednak częściej uprawnione jest
                zastanawianie się (jak widzimy mężczyznę w koszuli) czy sam sobie ją prasował,
                czy może jego kobieta (względnie mama?)..

                A jeszcze szerszy byłby to temat gdyby to porównać z innymi krajami. Pamiętam,
                że we Włoszech (w Rzymie) ludzie na ulicach płci obojga robili na mnie wrażenie
                super starannie ubranych (z uprasowaniem włącznie), zwłaszcza nie mogłam wyjść z
                podziwu jak wspaniale kobiety dobierają sobie dodatki do stroju i jak pięknie
                komponują kolory. :) Wszystko tam naprawdę było na tip top, a jednocześnie
                bardzo jakby "od niechcenia". Zauważyłam, że tam nawet jak ktoś wychodzi do
                sklepu po ziemniaki to w ładnie skomponowanym stroju.. Stąd ta moja wielka
                fascynacja i wrażenie niedościgłości tego ideału: swoboda i staranność razem.
                Ech, może kiedyś mi się to uda osiągnąć. :)
                Pozdrawiam!
                • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 12:26
                  Co prawda, to prawda, Ginestro; moj chlop, jako Angol, nie
                  przywiazuje wagi do wygladu, a i w zyciu nie przyszloby mu do glowy,
                  zebym to ja miala prasowac mu koszule (czasami prasuje, jak juz mi
                  sie zdarzy wyciagnac deske do prasowania - przecietnie dwa razy do
                  roku).
                  Ale, moj chlop generalnie jest nietypowy nawet jak na tutejsze
                  standardy :-D Juz kiedys o tym pisalam, jak mielismy sie kiedys
                  spotkac na miescie, i przyjechal; jedna rekawiczka zielona polarowa,
                  druga czarna skorzana. Kochanie, pytam, cos Ci sie pomylilo? A on
                  mowi; nie, ale nie chcialo mi sie szukac pary, poza tym o co chodzi?
                  Jest mi cieplo, rekawiczki sa dwie, w czym problem?

                  • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 20:42
                    Hej Croyance, wiesz, mi się bardzo podoba taka fajna akceptacja drugiej osoby -
                    że można być naprawdę sobą, nie obawiać się, że ta nasza bliska osoba nas
                    skrytykuje za tego typu rzeczy jak pomieszane rękawiczki czy coś ;)

                    Ja sobie wyobrażam jako coś bardzo zdrowego (a nawet w pewien sposób idealnego)
                    taką postawę jaką masz Ty i Twój mężczyzna (powiem dygresyjnie, że wydaje mi się
                    on bardzo sympatyczny :-) ), czyli taką postawę, w której każda z osób w jakiś
                    taki oczywisty, normalny sposób o siebie dba i ogólnie stara się jak najładniej
                    wyglądać dla siebie oraz dla tej drugiej osoby, ale jednocześnie nie jest cały
                    czas zwarta i gotowa, jest sobą i jeśli ma gorszy nastrój czy ma co innego na
                    głowie w danej chwili czy po prostu akurat tego dnia jej to średnio wychodzi i
                    nie ma ochoty się za bardzo przejmować tym czy wszystko ma do pary i jak należy,
                    czy też jest to jej taka cecha osobnicza, to też jej to wolno i niczego nie
                    traci w oczach tej drugiej osoby.

                    Mój taki osobisty ideał to jest coś takiego, że ktoś po prostu stara się o dobry
                    wygląd - w miarę swoich możliwości, ale __stara się__, dba o siebie, ma zdrowy,
                    życiowy ogląd spraw i wie co kiedy założyć. Jeśli sytuacja wymaga czegoś
                    eleganckiego czy skodyfikowanego, to ta osoba w miarę swoich najlepszych
                    możliwości, a nawet z pewną przyjemnością, te wymogi spełni (wiedząc, że tym
                    strojem bardziej eleganckim okaże innym osobom szacunek przy tej wizycie czy
                    wydarzeniu, coś im z siebie da, choć jednocześnie być może nawet w to nie wnika,
                    tylko wie, że ma się ładnie ubrać i już). A jeśli w danej sytuacji, w danym
                    gronie ludzi będzie mogła ubrać się swobodniej albo odważniej albo tak jak jej
                    dyktuje jej nastrój, to też się nie będzie się wahała, tylko wyrazi siebie w
                    taki sposób jaki lubi.
                    Tylko mam takie zastrzeżenie, że ubiór - czy chcemy czy nie - jest pewnym
                    komunikatem. Człowiek jest takim stworzeniem, które zawsze coś komunikuje. Nawet
                    jeśli odwróci się plecami, zamilknie, ubierze się w sposób niewidoczny, to i tak
                    będzie tym coś komunikować. No i wydaje mi się, że takie pojęcie "jak kto lubi"
                    jest też trochę względne. Mi podoba się jak z ogólnego wyglądu danego człowieka
                    przebija jego zdrowy stosunek do życia, do siebie, do innych. Podoba mi się, jak
                    ta osoba jakoś siebie wyraża, jak z tego ogólnego jej wyglądu widać, że siebie
                    lubi, że ma do siebie i do innych szacunek.
                    W języku włoskim jest taki zwrot będący odpowiednikiem naszego wyrażenia "jak
                    się dana osoba nosi" i brzmi on: "jak się dana osoba proponuje". I to jest chyba
                    trafne, wydaje mi się. Czy chcemy czy nie, widać co dana osoba o sobie myśli i
                    jak siebie samego proponuje otoczeniu.
                    Wydaje mi się, że nawet jeśli ktoś ubiera się bardzo na luzie i nawet czasem
                    nawet w rzeczy trochę "od sasa do lasa" a jest to spójne z jego osobą i przebija
                    z tej osoby (choćby z ogólnego zadbania - czystości, schludności, miłego
                    zapachu) jej godność, poczucie wartości oraz przyjazność do świata, to ogólny
                    efekt jest naprawdę baaardzo fajny. :)

                    Trochę nawiązując do dyskusji powyżej powiem Wam, że w sprawie tych zadbanych
                    ludzi i niezadbanych to naprawdę trudno uchwycić jakąś regułę pokoleniową czy
                    "transportową", jednakże moje wrażenie jest takie, że często jestem po prostu w
                    szoku, że na przykład są mężczyźni wykształceni i skądinąd inteligentni i o
                    jakichś sporych horyzontach, a na przykład nie myją się (!) czy nie mają
                    starannie podciętych włosów czy coś, albo ogólnie ubiorem tworzą jakiś dziwny
                    przekaz, że właściwie budzą współczucie zamiast podziwu czy szczerej sympatii
                    kobiety. W tramwajach i autobusach ___rzeczywiście__ często jest ciężko
                    wytrzymać osobom wrażliwym na zapachy albo średnio wrażliwym nawet. I ja bym się
                    jednak przychylała do tego, że więcej zadbanych mężczyzn jeździ samochodami niż
                    komunikacją miejską, przynajmniej u nas w Warszawie. Takie mam wrażenie, bo jest
                    tu bardzo dużo miejsc pracy, do których trzeba chodzić w garniturze albo po
                    prostu być jakoś super schludnie ubranym, więc te osoby tak są ubrane i pachnące
                    i docierają tam raczej samochodami, bo zarabiają tyle w tych firmach, że je
                    mają. (Ja wiem, że to bardzo uproszczony model świata, który przedstawiam, ale
                    takie jest moje odczucie przynajmniej kiedy rano zaglądam z okien autobusu do
                    tych samochodów jadących obok ;) )

                    Natomiast, dla przeciwwagi powiem, że sporo jest też mężczyzn zadbanych (też i w
                    komunikacji miejskiej takich widuję), z którymi bardzo fajnie i miło się
                    przebywa. Ja na przykład jestem bardo wrażliwa na taki ogólny "look and feel", w
                    którym duże znaczenie ma zapach i bardzo mi się podoba taki delikatny zapach
                    męskich perfum. I on musi koniecznie komponować się z czystością ogólną, bo
                    inaczej to nie ten efekt. No i lubię inne tego typu nieuchwytne detale
                    wskazujące na zadbanie i dobre myślenie o sobie i taką pewną śmiałość mężczyzny.
                    Powiem Wam jeszcze, że kiedyś pracowałam dość długo ze studentami i oni w stu
                    procentach, wydaje mi się teraz, byli właśnie czyści i schludni i fajnie ubrani.
                    Nie było tam takich dziwnych indywiduów, które nie dbają o higienę i dziwnie się
                    ubierają i bierze się to z jakichś spraw w ich psychice.

                    A więc wrażenie mam takie, że w sprawie zadbania trudno chyba wyznaczyć reguły
                    wiekowe czy doszukiwanie się wpływów tradycji czy czegoś, a bardziej jest to
                    indywidualna sprawa...
                    Pozdrawiam!
                    • metwoh Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 22:12
                      Dzięki za zrozumienie. Parę osób powyżej po prostu mnie
                      zdyskwalifikowało. Ale jakoś niektórym nie przeszkadzalo w dyskusji
                      sugerowanie, że mój syn będzie gejem, albo dla odmiany znajdzie
                      sobie dziewczynę po zawodówce.To był wysoki poziom polemiki?
                      Oczywiście, ja lubię Jeżycjadę, inaczej skończyłbym po pierwszej
                      części lekturę. A sugerowanie, że faceci w średnim wieku raczej
                      jeżdżą samochodami, a młodziaki nie jest po prostu statystycznym
                      faktem. Przecież nie pisałem luksusowymi. Ale oczywiście są wyjątki,
                      to również fakt.
                      • mmaupa Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.03.08, 00:41
                        Widze, ze do mnie pijesz, metwoh, wiec sie odzywam. Nie bardzo rozumiem czemu
                        niby sugerowanie ze syn moglby byc gejem mialoby zanizac poziom polemiki. Nie
                        uzywam wulgaryzmow, nie ublizam, pisze spokojnie, po prostu rozwazam rozne
                        ewntualnosci. Nie masz sie o co obrazac.
                    • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.04.08, 22:23
                      Droga Ginestro :-) Twojego posta przeczytalam juz kilka dni temu,
                      ale nie mialam czasu usiasc i porzadnie odpisac. Teraz juz jestem i
                      zabieram sie za zaleglosci :-D

                      Dziekuje za mile slowa :-) Faktycznie, moja relacja jest zdrowa, co
                      paradoksalnie wynika z mojej nerwicy i paranoi. Zawsze wyobrazam
                      sobie najgorsze, wiec wszystko ponizej totalnej apokalipsy uwazam za
                      niewarte stresow. Zawsze, jak wsiadam do metra, mysle, ze to moja
                      ostatnia podroz (w samolocie jeszcze gorzej) - wiec jak ten moj
                      chlop dojedzie bezpiecznie, caly i zdrowy, to niech i ma wianek na
                      glowie :-)

                      Dopoki jestesmy cali, zdrowi, kochamy sie - nic innego nie ma
                      znaczenia, i zadne pierdoly - excuse le mot - nie wytraca mnie ze
                      stanu absolutnego szczescia.

                      Co do chlopa, jest nad wyraz sympatyczny i bardzo, bardzo kochany -
                      i tez podobnie rozumuje, chociaz nie jest znerwicowany, jak ja. Ma
                      kobiete (mnie), ktora go bardzo kocha, ktora jest dobrym czlowiekiem
                      (staram sie) - coz to wiec dla niego, ze mam wlosy nieumyte np. i
                      pryszcza na brodzie? To sa rzeczy, o ktore dbac nalezy, ale na
                      liscie priorytetow jednak nisko.

                      Zgadzam sie z Toba, ze ubior zawsze jest jakims komunikatem
                      (chociazby takim, ze ktos nie zwraca na ubior uwagi :-) I tos a
                      rzeczy wazne i fajne. Ale sa rzeczy wazniejsze, i takie jest moje
                      zalozenie :-) (chociaz, przyznam, ze ubiorem mozna czynic cuda!)

                      • onion68 off 01.04.08, 22:29
                        > Zawsze, jak wsiadam do metra, mysle, ze to moja
                        > ostatnia podroz (w samolocie jeszcze gorzej)

                        O matko, myślałam, że tylko ja? Zawsze, gdy wyjeżdżamy z domu na więcej niż
                        jeden dzień, boję się, że nie wrócę. Boję się także przebywania w dużych
                        budynkach, w których znajduje się jednocześnie wiele osób (galerie handlowe,
                        cha, cha, chociaż rzadko powstrzymuje mnie to przed udaniem się na zakupy, gdy
                        trzeba).
                  • senseeko OT chłop croyance w oparach absurdu ;) 13.10.08, 22:46
                    croyance napisał:

                    > Co prawda, to prawda, Ginestro; moj chlop, jako Angol, nie
                    > przywiazuje wagi do wygladu, a i w zyciu nie przyszloby mu do glowy,
                    > zebym to ja miala prasowac mu koszule (czasami prasuje, jak juz mi
                    > sie zdarzy wyciagnac deske do prasowania - przecietnie dwa razy do
                    > roku).

                    Czytałam ten fragment kilka razy "przelatujac" przez posty i nadrabiajac zaległości i dopiero przed chwilą,
                    czytając to, co powyżej kątem oka,
                    przeczytałam tak, jak jest napisane, tj:
                    moj chlop, jako Angol, nie przywiazuje wagi do wygladu,

                    Przedtem uparcie czytałam:
                    moj chlop, jako Anioł, nie przywiazuje wagi do wygladu,
                    :)))
                    • croyance Re: OT chłop croyance w oparach absurdu ;) 21.10.08, 15:56
                      Aniol :-DDDDDDDD przewrocilam sie :-)))
    • nighthrill Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 09:20
      E tam, kochani:) Skończymy wreszcie z tym rozgraniczeniem, że kobiety prasują
      starannie i spod ich ręki wychodzą same cudeńka:)
      Ja sama, żeby długo nie szukać, nie prasuję w ogóle, ani swoich rzeczy, ani
      faceta. Wszystko jest wyprane i złożone do komody lub powieszone w szafie, i
      tyle. Nie przeszkadzają nam lekkie wygniecenia t-shirtów czy ślady po
      "wiszeniu". Inna sprawa, że ubieramy się bardzo luźno, ja jestem nauczycielką,
      on w pracy nosi uniform (do którego koszulę czasem prasuję, fakt).
      Mam super nowoczesne żelazko - od mamy:) Stoi i czeka na swą kolej, czasem
      pożyczam siostrze, która prasuje szwagrowi fartuch do szpitala. Mam też kulawą
      deskę do prasowania, pod którą trzeba podłożyć książkę, żeby w ogóle zechciała
      stać prosto.
      Nigdy nie rozumiałam chęci prasowania każdej części ubioru, np. skarpetek,
      majtek, dżinsów. I tak się gniotą:)
      Jakoś tak się przyjęło, że to kobiety głównie prasują, fakt. Ale to zajęcie
      wymagające niezłej krzepy - po paru godzinach prasowania odpada ramię i nogi
      wchodzą w tyłek prasującemu:)
      Osobiście staram się dzielić obowiązki domowe i uświadamiać facetowi, że zupa
      się sama nie gotuje i sedes sam nie myje...ale od prasowania szczęśliwie
      trzymamy się daleko:)
      • ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 11:35
        To prawda, nie ma co temu prasowaniu poświęcać aż tyle uwagi ;)
        Dla mnie też jest to dość uciążliwa czynność i od wielu, wielu lat nie zdarzyło
        mi się stać i prasować całej sterty. Prasujemy tylko te rzeczy, które tego
        wymagają i to przed samym założeniem ich na siebie (dżinsy i tiszerty też, może
        mamy twardą wodę i zmiękczacze nie za bardzo pomagają, ale czasem jakieś bluzy
        czy cieńsze bluzeczki sobie odpuszczamy, tudzież pościel).
        Najczęściej prasuję jakiś stosik ubrań wtedy kiedy pakuję je do walizki na
        wyjazd. :)
        Zgadzam się z Nighthrill, że jest to zajęcie męczące fizycznie i dość
        frustrujące. :(
        Niemniej fajnie jest o tym porozmawiać na forum. Ja lubię takie wątki, w których
        mówicie o swoich zwyczajach, pamiętam świetny wątek "gdzie trzymacie książki"
        :))) ukazujący jak różnymi jesteśmy osobowościami.
        No, ale tak czy owak w tym wątku o irytacjach w Jeżycjadzie, trochę nam temat
        miło podryfował. :)
        Pozdrawiam!
        • klaritta Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.06.08, 22:32
          Czytam po raz enty "Dziecko Piątku" i jak zwykle wkurza mnie
          fragment, gdy Gaba leży zemdlona w pokoju Patrycji, która nie może
          jej docucić, już się zbiera do wezwania karetki a Laura i Pyza razem
          z P. Jankowiakiem spokojnie sobie grają w karty i piją kawę (to Pan
          Jankowiak rzecz jasna). W realu nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
        • senseeko OT prasowanie 13.10.08, 22:38
          ginestra napisała:

          > To prawda, nie ma co temu prasowaniu poświęcać aż tyle uwagi ;)
          > Dla mnie też jest to dość uciążliwa czynność i od wielu, wielu lat nie zdarzyło
          > mi się stać i prasować całej sterty. Prasujemy tylko te rzeczy, które tego
          > wymagają i to przed samym założeniem ich na siebie (dżinsy i tiszerty też, może
          > mamy twardą wodę i zmiękczacze nie za bardzo pomagają, ale czasem jakieś bluzy
          > czy cieńsze bluzeczki sobie odpuszczamy, tudzież pościel).

          Ja ostatni raz prasowałam dżinsy x lat temu, jak jeszcze mieszkałam w akademiku i jechałam spotkać się z facetem, ktory bardzo mi się wtedy podobał. Oczywiście utrzymywałam, ze nic podobnego, ale jak dziewczyny zobaczyły, że prasuję dżinsy, to mi uświadomiły ;)))
          I dzięki tym dżinsom zdałam sobie sprawę, ze trochę niebezpiecznie się "zakręcam", bo nie był to facet dla mnie. Innymi słowy dżinsy + żelazko ustrzegły mnie przed zbyt głębokim wejściem w relację, która mogłaby poplątać życie.
          I jak tu nie lubić żelazka? Albo dżinsów?
    • elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 10:46
      Może zamiast "współczuć dzisiejszemu pokoleniu facetów" lepiej byłoby nauczyć
      syna prasować - niekoniecznie w imię równości płci, ale chociażby po to, by
      umiał sobie poradzić w awaryjnej sytuacji? :)

      A szydełkować, cerować i haftować to ja też nie umiem i nigdy nie umiałam.
      • jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 11:36
        elwinga napisała:

        > Może zamiast "współczuć dzisiejszemu pokoleniu facetów" lepiej byłoby nauczyć
        syna prasować


        eno, nie przesadzajmy, najpierw trzeba by sprawdzić, czy umie już korzystać z
        nocniczka i samodzielnie jeść, w końcu są jakieś priorytety w życiu troskliwego
        rodzica:)
    • elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 13:31
      Ja to do pewnego stopnia rozumiem (do pewnego, bo np. nie rozumiem stwierdzenia
      "wygląd faceta, świadczy o kobiecie, wygląd kobiety o mężczyźnie" - uważam, że
      MOJA brudna bluzka świadczy o MNIE, a nie o moim mężu, partnerze, ojcu czy
      bracie - i vice versa), ale nawet przy założeniu, że prasuje mama (której taki
      podział obowiązków odpowiada) i że syn będzie szukał partnerki tylko wśród
      dziewczyn, którym taki podział też będzie odpowiadał - może się przecież zdarzyć
      sytuacja, kiedy będzie musiał tę nieszczęsną koszulę wyprasować sam, np. przed
      ważnym spotkaniem w pracy, a akurat mamy ani partnerki nie będzie w pobliżu. To
      miałam na myśli pisząc o sytuacji awaryjnej i w dalszym ciągu uważam, że jest to
      umiejętność, którą w choćby ograniczonym zakresie warto posiadać.
    • zieleniack Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 14:10
      Odpiszę Ci i prosze, nie obraź się ;) To tak po dobroci i z
      uśmiechem :)

      Wsześniej wspominałeś, że Twój syn ma lat 18. To już samo za siebie
      mówi, ze mama już niedługo mu nie będzie koszul prasowała, bo syn
      pójdzie w świat. Właśnie dlatego wartoby było, aby umiał sam o
      siebie zadbać. Nie musi tego robić w domu, jesli macie taki podział
      obowiązków, że mama prasuje, a on np. lata do sklepu itp. W każdym
      domu jakiś podział jest i dobrze, bo to jest tak, jak mówisz,
      harmonia w rodzinie:) Ale warto, aby umiał, jak już z domu wyjdzie:)
      (żeby później nie był taki Wolfi, co kładzie żelazko na papiery-
      zgroza!). Wspominałeś, że sam nie prasujesz, więc niech nauczy go
      mama. W sumie to żadna filozofia, ale warto wiedziec chociaż to, jak
      się ustawia temperaturę według tych oznaczeń na metkach, kiedy na
      parze i na mokro, a kiedy przez szmatkę, co zrobić, kiedy wewnątrz
      jest kamień i do czego słoży ta okrągła część deski itp. Nie musi od
      razu umieć prasować ślicznie i finezyjnie (bo i nie każda dziewczyna
      umie, ja np. prasuję tak, aby po prostu bylo ładnie, a nie jak
      krowie z gardła, ale moja mama robi to dużo lepiej, jednak ma dużo
      więcej lat dośiadczenia w tej kwestii;D), ale aby umieć sobie
      poradzić. To tak, jak ojcowie powinni uczyć córki wbijać gwoździe,
      zmieniać żarówki, trzepać dywany i odsuwać meble (umiem, nauczyłam
      się w domu). Bo raz, że nie jest powiedziane, że jak wyjdzie z domu,
      to od razu z drugą połówką, która bedzie za nas takie rzeczy robić.
      A nawet jeśli, to nie zawsze owa druga połowa musi te rzeczy umieć
      (nie każdy umie wszystko i nie jest to objaw ani feminizmu, ani
      szowinizmu, tylko doświadczeń wyniesionych z domu) albo może zdarzyć
      się, że któres z dwojga wyjedzie lub nie daj Boże odejdzie. I co
      wtedy? wtedy trzeba umieć sobie radzić :)

      Pozdrawiam!!!:)
      • verdana Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 15:25
        Moge tylko współczuć facetowi, ktorego nauczono, ze najwieksza
        zaleta kobiety jest umiejetność dbania o wlasnego faceta. To idealne
        kwalifikacje na służącą, nie na żonę. Obawiam sie, ze w
        dzisiejszych, chrych czasach syn skonczy jako stary kawaler z kotem,
        ew. jako mąż dziewczyny pozbawionych wszelkich innych ambicji, ktora
        bedzie wyzywala się w praniu, prasowaniu, gotowaniu, ale nie będzie
        znia o czym pogadać. Nie mówiac już o tym, ze caly ciężar
        finansowego utrzymania domu spadnie najprawdopodobniej na syna,
        albowiem pracujące na niezlych posadach kobiety żadko mają czase
        jeszcze obslugiwać faceta? Zreszta po co, skoro moga sobie znaleźć
        mężczyzne, ktory umie sam o siebie zadbać, a nie niedorajdę?
        Bo Twoj syn jest po prostu niedorajda, ktora nie potrafi najproszych
        rzeczy, a nie "prawdziwym facetem".
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 15:41
          verdana napisała:

          > Obawiam sie, ze w dzisiejszych, chorych czasach syn skonczy jako stary kawaler
          z kotem


          nonono, od kotów ręce precz! poza tym to szlachetne zwierzę wymaga wysoko
          kwalifikowanego opiekuna, a nie fajtłapy, która nawet kocyka uprasować nie umie:(
    • verdana Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 16:56
      1. Widze, ze już wyznaczyłeś swojemu synowi przyszłość, wybrałeś
      żonę.
      2. Obawiam się, ze czekaja Cie ciężkie czasy. Na 90% będziesz
      niezadowolonym z wyboru syna facetem. Bo nie sadze, aby zadowalała
      Cię dziewczyna po zawodowce, a tylko taka spełni Twe wymagania -
      tzn. będzie patrzyla w syna jak w obraz (precz z wyzwolonymi!),
      bedzie zarabiała, ale nie awansowała, nie zrobi zadnej kariery, i w
      dodatku będzie stanowila zgrany zespół z Twoim wyksztalconym synem.
      3. Masz do wyboru - albo syn ozeni się z dziewczyną bez ambicji i
      bedzie nieszczęśliwy. Albo ożeni się z koleżanką ze studiów i wtedy -
      twoim zdaniem bedzie facetem, ktory poniósł porazke. A jak żona
      awansuje, to uznasz syna za nieudacznika? Bo byle kobieta nie
      powinna dorastać do piet prawidziwemu facetowi???
      4. Twój syn zostanie zabity smiechem, jak poprosi w akademiku o
      uprasowanie koszuli w zamian za wbicie gwoździa. Gwóźć dziewczyny
      sobie same wbija, drinka kupia, a syn pójdzie na wyklady w
      nieuprasowanej koszukli (i dobrze, tak chodzi 80% studentów - tzn.
      oprocz prawa).
      5. Rodzicow, ktorzy tak dokladnie wskazują dziecku, jaki powinien
      być jego współmałżonek i dalsza droga życiowa nazywamy toksycznymi.
      • jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 17:01
        verdana napisała:

        > 4. Twój syn zostanie zabity smiechem, jak poprosi w akademiku o
        > uprasowanie koszuli w zamian za wbicie gwoździa. Gwóźć dziewczyny
        > sobie same wbija, drinka kupia


        emmm, verdana, pisałyśmy równolegle:) tylko ja chciałam być taka wincy uprzejma
        i zachować kobiecą subtelność:))
        • ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.04.08, 21:23
          > tylko ja chciałam być taka wincy uprzejma
          > i zachować kobiecą subtelność:))

          zara, zara, chwileczkie, pani kerowniczko - to jest to rownouprawnienie czy jego
          nie ma? co za subtelnosc, sie pytam? :) prosze sie tu nie wywyzszac PCIOWO :P
          • jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.04.08, 21:32
            ready4freddy napisał:

            > zara, zara, chwileczkie, pani kerowniczko - to jest to rownouprawnienie czy
            jego nie ma? co za subtelnosc, sie pytam? :) prosze sie tu nie wywyzszac PCIOWO :P



            za ból, za krew, za lata łez - już zemsty nadszedł czas!

            podpisano: lewicowa szmata par eksellans, to jest pani feministka:)
    • jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 16:58
      a mnie co innego intryguje - mam wrażenie, że gdzieś pisałeś, że jesteś
      nauczycielem historii? jeśli tak, to zdumiewa mnie, że ktoś wykonujący tego
      rodzaju zawód może do tego stopnia nie przykładać wagi do znaczenia pojęć, tak
      beztrosko rzucać wytartymi do bólu stereotypami na temat tego, czym jest
      feminizm, i traktować je jako argumenty w dyskusji.


      feministka to nie jest 'kobieta-która-nie-chce-prasować-ubrań-mężowi' ani też
      nie jest jej marzeniem li i jedynie samodzielne utrzymywanie rodziny w
      charakterze traktorzystki - kto jak kto, ale historyk powinien się z grubsza
      orientować, skąd wziął się ten ruch społeczny, jakie były i są jego cele, i że
      'wyzwolone żony' (od prasowania?) nie stanowią jego awangardy, bo w ogóle nie o
      to w nim chodzi.


      a umiejętności twego syna zweryfikuje życie, o czym zresztą pisała verdana. na
      pewno będzie miał sporo trudności, bo - że odwołam się do podanego przez ciebie
      przykładu - trudno mu będzie dziś znaleźć dziewczynę, która zechce prasować mu
      ciuchy w zamian za wbicie gwoździa czy postawienie drinka, to żaden interes.
      prędzej umówią się na stawkę w pieniądzu (od godziny czy koszuli), no ale tak to
      już jest z wymianą usług.
      • mmaupa Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 11:39
        Ja sie tylko boje co to bedzie jesli syn metwoh sie okaze homoseksulista,
        wyprowadzi sie do chlopaka i OBAJ beda chodzili w pogniecionych koszulach (bo z
        definicji jako mezczyzni nie maja prawa umiec porzadnie prasowac). To dopero
        bedzie dramat, zwlaszcza jesli obaj beda na stanowisku kierowniczo-koszulowym a
        kolezanek/sasiadek w poblizu niet.
    • sir.vimes Niezadbani???? 27.03.08, 11:36
      I tylko mogę współczuć dzisiejszemu pokoleniu facetów.
      > Może dlatego są tacy niezadbani.

      Dżinsów prasować nie trzeba, fakt.


      A o ile przyjemniej stanąć w tramwaju obok współczesnego, niewyprasowanego ale
      umytego, wypachnionego, nakremowanego i uczesanego chłopaka niż obok
      niewspółczesnego pana, któremu wprawdzie zona uprasowała koszule ale z włosów
      sypie mu się łupież a z ciała bucha odór potu - bo cóż, tego już żona nie zrobi,
      musiałby sam...
    • croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 12:31
      Widzisz, metwoh, ja wychodze z dosc niemodnego zalozenia, ze
      czlowiek nie musi byc super zadbany. Nie przepadam za takim
      kompletnym picem (w sensie odpicowania):-)
    • onion68 Re: Niezadbani???? 27.03.08, 16:37
      > pewnie tacy bywają. Ci zadbani nie jeżdżą tramwajami.

      Nie. Nie wierzę, że to widzę.
      • ananke666 Re: Niezadbani???? 27.03.08, 19:07
        > Nie. Nie wierzę, że to widzę.

        Ja też. Co więcej, takie stwierdzenie dyskwalifikuje autora jako partnera do rozmowy.
        • the_dzidka Re: Niezadbani???? 27.03.08, 19:36
          Ja się nie dziwię, że lubi Jeżycjadę :-/
      • zieleniack Re: Niezadbani???? 27.03.08, 20:20
        ja tez nie O_O
    • mmaupa Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 17:35
      No pewno ze widzialam. Widac ich ojcowie tez sie kiedys przeliczyli w
      oczekiwaniach co do przyszlej synowej.

      A tak na serio: prasowanie to pewna umiejetnosc. Ja zawsze wychodze z zalozenia
      ze lepiej jakas umiejetnosc posiadac niz jej nie posiadac. Tym bardziej ze do
      nabycia umiejetnosci prasowania nie potrzeba az takiego nakladu pracy, a i
      korzysci sa bardzo wymierne (w odroznieniu np. od umiejetnosci poslugiwania sie
      jezykiem Bahasa = duzy naklad pracy i dosc male korzysci jesli sie mieszka w
      Polsce). Wiec czemu chlopaka nie nauczyc?
    • ananke666 Kalamburkowe karakuły 27.03.08, 22:06
      Nie wiem jak Was, ale mnie nieprzyjemnie uderzył opis Moniki fiokującej się na ślub Nutrii. Mianowicie narzuciła ona na siebie karakuły.
      W ogóle nie przepadam za futrami, łagodnie mówiąc, mimo, żem mięsojad w skórzanych butach; a karakuły mają w tej niechęci czołowe miejsce. Ze względu na sposób pozyskiwania tego futra, wyjątkowo wredny. Że też MM nie mogła ubrać babiszona w coś innego...
      • metwoh Re: Kalamburkowe karakuły 27.03.08, 22:16
        Mimo, że nie jestem podobno partnerem do dyskusji, to jednak
        pamiętam, że wtedy były po prostu modne czarne karakuły. W Polsce na
        ogół sztuczne. Ale nosiły je raczej nobliwe starsze panie. A MM
        opisuje przecież z kronikarską dokładnością. I za to ją lubię.
        • uccello ??? 28.03.08, 00:29
          >Ja się nie dziwię, że lubi Jeżycjadę :-/
          • ready4freddy Re: ??? 02.04.08, 21:28
            zaraz tam wnioski. dzidce chodzilo, jak mniemam, o to, ze poglady wyrazane przez
            obywatela historyka wspolgraja z pogladami Ignaca, przeto powinien sie
            (historyk, nie Ignac, choc on tez, jak sie zastanowic) dobrze odnalezc w
            jezycjadowych realiach :)
        • ananke666 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 13:20
          Wiesz Metwoh, ja nie przepadam za zbyt osobistymi wycieczkami i zwykle nie biorę w tym udziału. Mogę najwyżej zdziwić się, że wyrośniętemu osiemnastolatkowi prasuje mama, a jeszcze bardziej zdziwić się, że dojrzały mężczyzna mógłby myśleć, jakoby w prośbie o uprasowanie koszuli, wystosowanej do koleżanki (czyli osoby niejako obcej) nie było niczego dziwnego. Mniejsza o to. Jednakże wysoce nieprzyjemne jest patrzenie na ludzi przez pryzmat mamony, a tak odczytałam tekst "Ale zgoda, w tramwaju, czy autobusie starsi goście
          pewnie tacy bywają. Ci zadbani nie jeżdżą tramwajami." - czyli posiadanie fury = higiena i kultura osobista. Nie posiadam fury, jeżdżę tramwajem, wnoszę zatem, żem brudas, podobnie jak ta część znajomych i rodziny w rozmaitym wieku, która komunikacją miejską się przemieszcza. Do akceptowalnego poziomu wznoszę się zatem tylko wtedy, kiedy wsiadam do samochodu mojego faceta.
          Wracając do karakuł, to ja też pamiętam na paniusiach te futra, podobnie jak noszone swego czasu lisy z łapami, mordą i ogonem. Z tym, że Monika w owym czasie od niedawna mieszkała w kraju i odżegnywała się od polskiej mody, usiłowała czuć się "elegancko i światowo" m.in. z pomocą fryzjerki po praktyce w Paryżu i wody Givenchy, nie ma też wzmianki, że owe karakuły były sztuczne. Eleganckie czy eleganckie zaledwie w swym mniemaniu paniusie mogą nosić różne rzeczy, czemu akurat te nieszczęsne karakuły... mnie sposób pozyskiwania tego futra kością w gardle stoi, zwłaszcza wobec deklarowanej wrażliwości i humanitaryzmu autorki.
          • verdana Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 13:27
            A ja mam wrazenie, ze humanitaryzm w ogóle nie dotyczy zwierzat
            Zwierzat w Jezycjadzie brak.
            • onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 17:05
              Zgadza się. A jeśli pojawiają się gdzie indziej (we "Frywolitkach", w "Na
              gwiazdkę"), to w tradycyjnym, przedwojennym podejściu do tematu - mianowicie,
              ich rolą jest bycie poddanymi człowiekowi, naturalne jest, że ich życie jest
              poświęcone jego wygodzie lub przyjemności.
              • mmaupa Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 18:06
                Niestety, macie racje. Humanizm wobec jezycjadowych zwierzat zostal zamurowany
                zywcem wraz z myszem Bobcia.
                • kaliope3 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 18:25
                  To smutna prawda,zawsze miałam do pani MM pretensje za tego "wstrętnego małego
                  psa"z Opium...czemu wstrętny?Może nie był piękny ale od razu tak z grubej rury?
                • onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 19:52
                  Yy, właśnie sobie przypomniałam o Lucyferze...
                  • kaliope3 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 22:10
                    Tak,był Lucyfer-jedyny chyba zwierzak potraktowany dość łagodnie-do tego wydaje
                    mi się,że był on bardziej pretekstem do całego wątku Ida-Lisieccy i kontekstu
                    wychowawczego.Odświeżam sobie właśnie całą Jeżycjadę,jestem przy Kwiecie i
                    nazachwycać się nie mogę każdym dialogiem i narracją,już to prawie znam na
                    pamięć ale w tym jednym punkcie rzeczywiście nie znajduję pocieszenia-MM
                    zdecydowanie woli ludzi od zwierząt,a ja często odwrotnie.
                    • onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 22:48
                      Może jednak niezupełnie tylko pretekstem - z wątku Idy i Lisieckich wynika
                      przecież przede wszystkim, że krzywdzenie kogokolwiek czy (no, dobrze)
                      czegokolwiek mniejszego i słabszego jest złem i podłością.
                      W "Idzie" podoba mi się jeszcze diagnoza źródeł zła - może nie odkrywcza, ale
                      jakżeż prawdziwa (zaniedbania, brak komunikacji, głupota, koncentrowanie się na
                      wizerunku, a nie treści życia rodzinnego).
                      Tylko tak mi się wydaje (i były już chyba takie głosy na forum), że niezbyt
                      szczęśliwie Ida dobrała Lisieckim tę lekturę umoralniającą - rozumiem, że małych
                      chłopców trzeba skusić jakimiś wątkami przygodowymi (tu chyba Tomki Szklarskiego
                      byłyby właściwe, a nawet Samochodziki Nienackiego). "Robin Hood" jednak zawiera
                      jakąś pochwałę bezprawia i przemocy, skierowaną co prawda przeciwko tym "złym".
                      Ale zło jednak można dostrzec wszędzie i w każdym, jeśli się bardzo chce coś
                      usprawiedliwić. Mamy nawet na to niechlubne przykłady w naszej historii.
          • senseeko Re: Kalamburkowe karakuły 13.10.08, 14:40
            ananke666 napisała:

            Nie ma też wzmianki, że owe karakuły były sztuczne. Eleganckie cz
            > y eleganckie zaledwie w swym mniemaniu paniusie mogą nosić różne rzeczy, czemu
            > akurat te nieszczęsne karakuły... mnie sposób pozyskiwania tego futra kością w
            > gardle stoi, zwłaszcza wobec deklarowanej wrażliwości i humanitaryzmu autorki.

            Ale przecież nie autorka nosi karakuły, tylko Monika! Która w sumie, całościowo rzecz biorąc, jawi się jako postać dość drobnomieszczańska i w sumie nie do końca sympatyczna. Zatem karakuły pasują, a że to fikcja literacka, to w tym akurat wypadku jagnięta nie ucierpiały. ;)
            Moja babcia, kiedy byłam bardzo mała, też nosiła karakuły, chyba szare, nie czarne, nie wiem czy były prawdziwe czy sztuczne, ale były wtedy do tego stopnia modne, że opowiadało się o wycinaniu karakułów żyletkami kiedy ludzie gnietli się w pociągu czy tramwaju. Człowiek wysiada a zamiast pleców ma wielką dziurę.
            To znaczy w płaszczu, nie w ciele ;)
            Więc parcie na karakuły było ogromne, faceci tez nosili, zwykle różne szychy partyjne. Jak przez mgłę pamiętam takie obrazy facetów w karakułach.
            Babcia szychą nie była, nie mam pojęcia jaką drogą te karakuły (a konkretnie skromny kołnierzyk karakułowy przy płaszczu) do niej trafiły, ale bardzo o nie dbała i bardzo je lubiła. Przeszywała z płaszcza na płaszcz. Zdaje się, że ktoś będąc w Bułgarii na wycieczce kupił dla niej takowe. Nie wykluczam, że był to ciężko zaoszczędzony prezent od córki a mojej mamy, bo była kiedyś w Bułgarii na jakimś studenckim obozie. Nie pamiętam tych czasów stąd nie wiem skad karakuły i nigdy mnie to nie interesowało, ale pamiętam, że te karakuły były dla babci bardzo ważne i nie rozumiałam dlaczego, bo mnie się nie podobały. Wyglądały jak trwała ondulacja, nie to co np. królicze futerko, albo przechodni kożuszek, który szył jeszcze mój dziadek a w którym chodziły chyba 3 pokolenia dzieci. Uwielbiałam go.
            Dlaczego o tym piszę - podejrzewam, że szał na karakuły był i poza PRLem i mógł się Monice jakoś kojarzyć z prestiżem, a że w owym czasie jak napisał metwoch, były modne, a zarazem bardzo drobnomieszczańskie to ubranie w nie Monikę było jak najbardziej na miejscu.
            (Chociaż ja - szczerze mówiąc - zupełnie nie pamiętam kiedy ona te karakuły nosiła)
            • ananke666 Re: Kalamburkowe karakuły 13.10.08, 16:29
              > Zatem karakuły pasują, a że to fikcja literacka, to w tym akur
              > at wypadku jagnięta nie ucierpiały. ;)

              Równie dobrze można oberżnąć komuś łeb tępym nożem, bo to fikcja literacka i żadna szyja nie ucierpi. Albo założyć wieczorowe boa z kruczych piór, choć kruk pod ochroną jest. Jednego rusza to, drugiego tamto, a mnie akurat wprowadzenie karakułowego futra jako zwyczajnej acz eleganckiej części garderoby. Mimo, żem mięsojad, to jestem przeciwniczką futer (wyjątek - królik, bo królicze mięso się je!), a już na pierwszych miejscach foczego i karakułowego. Światową damę można było ubrać w kaszmirowy płaszcz od projektanta, ceną przebiłby karakuły, że o elegancji nie wspomnę.
              Dla mnie wprowadzenie tego futra, bez słowa komentarza, cienia dezaprobaty, oznacza zgodę autora na sposób jego pozyskiwania, akceptację takiego stanu rzeczy. Który, jak nadmieniłam, kołkiem mi w gardle stoi.
    • sir.vimes Re: Niezadbani???? 28.03.08, 21:28
      Dlatego zakładam, ze jeżeli komuś daleko do pralki i proszku to może mu byc
      równie daleko do wanny i kremu...
    • sir.vimes Re: Niezadbani???? 28.03.08, 21:32
      "Ci zadbani nie jeżdżą tramwajami."

      Doprawdy? Bo, jak sugerujesz, im bogatszy męzczyzna tym lepiej pachnie? Niestety
      nie.

      Bo jeśli już mowa o panach, którzy nie jeżdżą tramwajami - cóż, można ich
      spotkać gdzie indziej - np.postać koło nich w kosciele by poczuć te same
      rozkoszne "zapachy" spod wyprasowanych przez żonkę koszul.

    • jottka Re: Kalamburkowe karakuły 29.03.08, 15:39
      metwoh napisał:

      > jestem nauczycielem


      no to drogie koleżanki - i mam nadzieję, że mnie dobrze zrozumiecie, jak kobiety
      - strach się bać
      • onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 29.03.08, 16:00
        Nihil novi, niestety
        • verdana Re: Kalamburkowe karakuły 29.03.08, 16:50
          Odwołuję wszystko to, co napisałam dotychczas o stosunku MM do
          nauczycieli.
          Chylę czoła przed trafną diagnozą tego stanu.
          • onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 29.03.08, 18:43
            No, nie generalizujmy. Pewne przykre zjawiska mają miejsce wśród nauczycieli w
            polskich szkołach, ale nie tylko one. Akurat na przykład mojej córce trafiła się
            wspaniała wychowawczyni, germanistka z pasją. Wreszcie. Córka ma 17 lat.
            A jednak mnie obraz stworzony przez MM nie przekonuje, a wręcz irytuje (wracamy
            do meritum - irytacji) - bo jest pozbawiony jakiejkolwiek subtelności.
            • verdana Re: Kalamburkowe karakuły 30.03.08, 22:40
              Ja sama bylam wiele lat nauczycielką:))) Nie w pelnym wymiarze, ale
              zawsze - nawet częściowo jestem dalej.
              Jeden z nauczycieli mojej corki odkrył w niej talent, jakiego ani
              ja, ani ona w życiu nie podejrzewałysmy. Tyle, ze uciekł ze szkoły
              po wprowadzeniu nowej matury z polskiego, w ramach protestu przeciw
              sprowadzaniu literatury do rozwiązywania kretyńskich testów.
              Mnie irytują nauczyciele w Jezycjadzie - albo pattologiczni idioci,
              albo patologiczni sadysci, albo - co najgorsze - teoretycznie
              dobrzy, a bez cienia wyczucia, dyskrecji i znajomosci psychiki
              mlodziezy (Dmuchawiec).
              Ale jak sobie pomysle, ze może pani MM miała pecha i spotykala
              takich nauczycieli, jak czcigodny przedmowca - to zaczynam po prostu
              pewne rzeczy rozumieć. Rozumieć znaczy wybaczyć.
              • metwoh Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 08:50
                Znowu atak ad personam. Bo do argumentów oczywistych nikt się nie
                odniósł do tej pory. Czyżby urazy szkolne? A w Jeżycjadzie idiotkami
                są raczej nauczycielki, a nie nauczyciele. Było coś złego o Hajduku
                czy Dambie? A Dmuchawiec to po prostu postać pomnikowa. A młodzież
                licealna ceni sobie u nauczyciela po pierwsze wiedzę, a po drugie
                postępowanie zgodne z tym, co się głosi oraz odwagę głoszenia
                poglądów, nawet wbrew większości. Ja osobiście jestem spokojny o
                swój wizerunek, wpisy w naszej klasie od absolwentów są na to
                dowodem. I to raczej nie jest wazelina, bo jaki ma sens po 15 latach
                podlizywanie się. Ale rozumiem, że dla niektórych, to nauczyciel
                powinien zastępoiwać rodzica i wszystko zauważyć, nawet to, co
                mamusi umknęło. Tylko, że u 350 uczniów to chyba niemożliwe i zawsze
                się znajdzie jakaś Jedwabińska, która będzie miała poczucie krzywdy.
                Ale z tego wszystkiego, to najbardziej boli moje oponentki, że po
                prostu większość facetów tak funkcjonuje -oprana, odprasowana i
                wykarmiona przez swoje kobiety. Które nie robią tego zmuszane
                przemocą, ale po prostu, bo tak trzeba, bo taki jest świat. Ktoś mi
                wcześniej zarzucał, że jako historyk powienienem wiedzieć, czym jest
                feminizm. Więc jako historyk powiem, że nie jest to to samo, co ruch
                emancypantek, czy sufrażystek (akurat je wyśmiał jeszcze Prus), ale
                ruch, który stawia sobie zmianę kultury. A ja po prostu bronię tej
                starej, dobrej patriarchalnej kultury. A co najlepsze, zgadza się z
                taką postawą większość kobiet, które wiedzą, że feminizm po prostu
                szkodzi kobietom. Zmusza do pracy zawodowej (czy można realiuzować
                swoje ambicje zawodowe jako sprzątaczka albo kasjerka w
                supermarkecie?), żąda, by kobiety pracowały dłużej o 5 lat i nawet
                na siłowniemodę wprowadza. Właściwe miejsce dla kobiety- siłownia.
                No cyba, że to ściema, a tak naprawdę chodzi o obecność tych
                wypasionych, łysych karków, którzy tam pakują. Oczywiście oni nie
                mają problemów z prasowaniem, bo dresu się nie prasuje. Nie wiem, bo
                sam nie posiadam takiego wdzianka jak dres. Tylko skoro jednak cały
                czas jesteście podobno fankami MM, to z czego to wynika. Może jest
                jednak żal za tymi wyszydzanymi, tradycyjnymi, rodzinnymi
                wartościami. Bo chyba nie macie wątpliwości, że MM to feministek
                raczej chyba na pewno nie lubi (scena w pociągu w Nutrii i Nerwusie)
                • sir.vimes Kogo boli 01.04.08, 09:25
                  "Ale z tego wszystkiego, to najbardziej boli moje oponentki, że po
                  prostu większość facetów tak funkcjonuje -oprana, odprasowana i
                  wykarmiona przez swoje kobiety. Które nie robią tego zmuszane
                  przemocą, ale po prostu, bo tak trzeba, bo taki jest świat. "

                  To chyba najbardziej boli mężczyzn, tych, którzy nie daja rady sami zadbać nawet
                  o t by przyzoicie wyglądać.

                  U Prachetta była kiedyś tak wypowiedź na ten temat. Że matki nie lubią jak
                  mężczyźni sami sobie radzą bo coś takiego mogłoby się przyjąć.

                  Zabawne jest , ze niektórzy mężczyźni chętnie wchodzą w rolę wiecznie zależnego
                  od żelazka mamusi/żonki/koleżanki dzieciucha. i nawet w podeszłym wieku nie
                  próbują być dorośli.

                  Ja jestem za wyzwoleniem mężczyzn i nie mam nic przeciwko temu by wyemancypowali
                  się na tyle by potrafić wyjść z domu bez kontroli kobiet. Dziwię sie, że Ty jako
                  mężczyzna - nie jesteś.


                • the_dzidka Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 09:32
                  "Ale z tego wszystkiego, to najbardziej boli moje oponentki, że po
                  prostu większość facetów tak funkcjonuje -oprana, odprasowana i
                  wykarmiona przez swoje kobiety. Które nie robią tego zmuszane
                  przemocą, ale po prostu, bo tak trzeba, bo taki jest świat."

                  Boże, jakie to szczęście, że ja nie należę do twojego świata!
                  I serdeczne wyrazy współczucia dla twojej Żony - nie za to, że ma
                  takiego męża, ale za to, że nie ma pojecia, że istnieją też światy
                  inne.
                  • metwoh Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 11:54
                    Ma pojęcie. Tylko, że woli nasz świat
                • onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 10:24
                  Mam mało czasu, bo zamiast spełniać swe posłannictwo wśród kupy szmat jestem w
                  pracy (i dobrze mi z tym), ale krótko odniosę się.
                  Co mnie przyciąga do Jeżycjady? To, że większość bohaterów (przynajmniej we
                  wcześniejszych tomach) to ludzie myślący, poszukujący, zawsze gotowi zrewidować
                  swoje poglądy (np. Gaba w sprawie młodych poligrafów, Aniela w sprawie swojej
                  klasy) i gotowi na zrozumienie drugiego człowieka(np. Ida robaczywej Pauliny).
                  Mniej więcej takiej postawy oczekuję od nauczycieli (osób, którym społeczeństwo
                  powierzyło uczenie i wychowywanie w pewnym zakresie młodego pokolenia), a nie
                  uprzedzeń i wypatrywania wszędzie a to pedałów, a to przebrzydłych feministek, a
                  to strasznej Unii Europejskiej.
                  A oto kilka przykładów, jak rodzina Borejków realizowała jedynie słuszny według
                  Ciebie, tradycyjny model życia rodzinnego:
                  - KK, Nowy Rok - oprócz morszczuka, którego trudno uznać za materiał do
                  świątecznej potrawy, brak jakichkolwiek produktów jadalnych w domu (co
                  przygotowałaby Mila, gdyby nie zachorowała?);
                  - chyba dwa dni potem - ciotce Feli kuchnia borejkowska przypomina stajnię
                  Augiasza - no nie wierzę, że ten stan powstał w tak krótkim czasie po chorobie Mili.
                  Myślę, że parę przykładów by się jeszcze znalazło.
                  • metwoh Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 15:48
                    Wyobraź sobie, że moja ukochana żona też pracuje -oczywiście nie w
                    prasowalni. A odnośnie uprzedzeń- rozumiem, że nie jesteś broń Boże
                    do nikogo uprzedzona. Nawet do byłych wicepremierów?
                    Akurat ja przynajmniej szczerze i otwarcie odrzucam pewne postawy-
                    nie ludzi. Do pedziów nic nie mam, oczywiście jeżeli nie prosi mnie
                    do tańca. Nawet jednego homosia byłem wychowawcą i jakoś chyba mnie
                    źle nie wspomina. Jedyny kwas miałem z nim kiedyś na lekcji wosu,
                    gdy wyraziłem się, co sądzę na temat ówczesnego kandydata na
                    prezydenta, czyli Kwasa. Niedawno przyznał mi mailem, że miałem
                    rację, a ja jemu, że Lechu byłby niewiele lepszy.
                    Do Unii nic nie mam. Wkurzają mnie raczej niektórzy entuzjaści w
                    Polsce, którzy niczym komuchy wobec Moskwy są po prostu nadgorliwi.
                    Oczywiście coś takiego jak Klub Europejski w szkole pozostawiam
                    starszemu koledze -kiedyś był szefem Towarzystwa Przyjaźni Polsko
                    Radzieckiej. I tylko kolor flagi dla niego się zmienił.
                    A feministki - no nie wiem, czy są przebrzydłe. Ale Pięknej wśród
                    nich nigdy nie widziałem. Ale żeby zaraz przebrzydłe, to chyba aż za
                    mocno napisałaś. Zresztą nie wiem, bo akurat żadnej na żywo nie
                    widziałem.
                    W KK ten obraz nędzy i rozpaczy- to obraz gdy rodzina zostaje
                    dotknięta nieszczęściem. W ogóle chyba łatwo sobie wyobrazić los
                    wielodzietnej rodziny z ojcem pracującym w bibliotece. Stąd ten
                    chleb z dżemem. Bo morszuk, w Nowy Rok- przecież to żadne święto,
                    raczej odpoczynek po Sylwku. A może to do wątku o wpadkach autorki.
                    Pozdrawiam i bez urazy
                    • kaliope3 Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 16:13
                      Mój Boże-i Ty jesteś historykiem? Człowiekiem wykształconym,z wieloletnim stażem
                      naukowym? Nie chciałabym aby moja córkę uczył ktoś,kto oprócz kuriozalnych
                      poglądów posługuje sie tak prymitywnym,żeby nie powiedzieć rynsztokowym
                      językiem.Zgodnie ze swoja wizja świata chciałbyś zapewne uchodzić również za
                      dżentelmena?
                    • tennesee Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 17:05
                      metwoh napisał:
                      chyba Bo morszuk, w Nowy Rok- przecież to żadne święto,
                      > raczej odpoczynek po Sylwku.

                      święto kościelne- Matki Bożej Rodzicielki. Ustawowo wolne li i
                      jedynie na podstawie ustawy o stosunku Polskiej Reczypospolitej
                      Ludowej do Kościoła Katolickiego z maja 1989 (obowiązująca)
                    • ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 20:43
                      >"jedyny kwas miałem z nim kiedyś na lekcji wosu,
                      >gdy wyraziłem się, co sądzę na temat ówczesnego kandydata na
                      >prezydenta, czyli Kwasa.

                      a ja myslalem, ze szkola jest neutralna swiatopoglodowo i nawet w ustawach to
                      zapisano, panie nauczycielu historii i WOSu. za cos takiego powinno sie
                      wylatywac na kopach ze szkoly, obojetnie, czy chodzi o rzadzacych, czy opozycje.
                • tennesee Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 16:59
                  metwoh napisał:

                  A w Jeżycjadzie idiotkami
                  > są raczej nauczycielki, a nie nauczyciele. Było coś złego o
                  Hajduku
                  > czy Dambie?

                  A Pieróg?

                  > Ale z tego wszystkiego, to najbardziej boli moje oponentki, że po
                  > prostu większość facetów tak funkcjonuje -oprana, odprasowana i
                  > wykarmiona przez swoje kobiety. Które nie robią tego zmuszane
                  > przemocą, ale po prostu, bo tak trzeba, bo taki jest świat.

                  Nie wiem co świat ma do tego. Człowiek niezależnie od płci z natury
                  swej ma dwie łapki, zatem każdy może sobe wyprać, wyprasować i
                  ugotować.

                  feminizm po prostu
                  > szkodzi kobietom. Zmusza do pracy zawodowej (czy można realiuzować
                  > swoje ambicje zawodowe jako sprzątaczka albo kasjerka w
                  > supermarkecie?)

                  He? zapomniałeś dodać: prawniczka, lekarka, pisarka, dziennikarka,
                  architekta, naukowiec, tłumaczka, specjalistka od PR (tu zdecydowana
                  większość to kobiety), psycholożka, polityk, specjalistka ds
                  finansów etc- to taki krótki przegląd moich koleżanek.

                  Z ciekawości zapytam- czy Twoje uczennice wybierają się na studia?
                  Bardzo je od tego pomysłu odwodzisz?
                  • sir.vimes Kasjer i sprzątacz 01.04.08, 17:26
                    czy można realiuzować
                    > swoje ambicje zawodowe jako sprzątaczka albo kasjerka w
                    > supermarkecie?

                    ciekawi mnie czy według Twojego uroczego przedmówcy można realizować swoje
                    ambicje jako kasjer lub sprzątacz.

                  • jottka ekhm:) 01.04.08, 18:26
                    tennesee, naukowiec - jak pisał profesor steinhaus - to ten, kto takie słowo
                    wymyślił:) istnieje lepsze określenie zawodu, a mianowicie uczony lub uczona,
                    która to forma żeńska tworzy nam się bez problemów.


                    co do reszty - maile kolegi należy raczej traktować jako ilustrację jego lęków i
                    frustracji i w związku z tym zaprzestać dyskusji, bo rzecz robi się nadto
                    osobista, ale jeśli jest rzeczywiście nauczycielem historii, to bardzo przykre.
                    w skrócie - myli własne myślenie życzeniowe z empirią, posługuje się kilkoma
                    topornymi chwytami retorycznymi w miejsce argumentów (trudno dyskutować choćby o
                    feminizmie, jeśli rozmówca cięgiem rzuca repliką o traktorzystce na sterydach,
                    bo tu już wkraczamy w dziedzinę prywatnych obsesji), rozumienie historii
                    wykazuje na poziomie podręcznika do podstawówki, chociaż tu chyba przesadziłam,
                    jak spojrzę na zaprezentowany tok argumentacji:

                    - kiedyś wszyscy byli rolnikami poza grupami, które nie były, a potem pojawiła
                    się specjalizacja zawodowa, co dowodzi, że kobiety nie powinny czyścić filtra w
                    pralce, a za to prasować koszule.


                    um. tego:)))
                    • anutek115 Re: ekhm:) 01.04.08, 19:33
                      Jottko, Metwoh jest nauczycielem historii z tych, którzy portret rodziny
                      Sobieskich podpisałby "Jan III Sobieski z synem" (podobno autentyczny podpis pod
                      zdjęciem w jednym z podreczników do historii, cytuje za "Polityką").
                      Metwoh, ja jestem kobietą wyzwoloną. Mój mąż nie przypomina z wyglądu kloszarda
                      i nie ma cech cierpiętnika, który się lubi umartwiać przy takim potworze, jakim
                      "kobieta wyzwolona" musi, rzecz to oczywista, być. Rozwodu nie planujemy.
                    • kaliope3 Re: ekhm:) 01.04.08, 20:06
                      "kiedyś wszyscy byli rolnikami poza grupami, które nie były, a potem pojawiła
                      się specjalizacja zawodowa, co dowodzi, że kobiety nie powinny czyścić filtra w
                      pralce, a za to prasować koszule".

                      W sedno trafione
                      • nighthrill Re: ekhm:) 01.04.08, 20:39
                        Zniesmaczona jestem podejściem, jakie prezentuje kolega historyk, ale - niestety
                        - wielu mężczyzn myśli tak samo. A nawet jeśli "nie mają nic przeciwko
                        samorealizacji kobiet", to wystarczy poskrobać paznokciem i gorszące poglądy na
                        jaw wychodzą - w dyskusjach, w żartach nawet, czy też pseudożartach o kobietach.
                        I takie podejście dzieli też część kobiet.
                        Cholera.

                        Ja tam sobie nie wyobrażam bycia z kimś, kto neguje moje poglądy, moje chęci,
                        marzenia i ambicje, kto widzi mnie w jednej roli i najchętniej trzymałby mnie
                        bosą, w ciąży i przykutą łańcuchem do kuchennego zlewu. Na szczęście mój facet
                        potrafi nieść wraz ze mną transparent na manifie, i nie jest przez to mniej
                        mężczyzną.
                        Świat się zmienia, choć u nas powoli.
                • ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 20:38
                  >Zmusza do pracy zawodowej (czy można realiuzować
                  >swoje ambicje zawodowe jako sprzątaczka albo kasjerka w
                  >supermarkecie?), żąda, by kobiety pracowały dłużej o 5 lat i nawet
                  >na siłowniemodę wprowadza. Właściwe miejsce dla kobiety- siłownia.
                  >No cyba, że to ściema, a tak naprawdę chodzi o obecność tych
                  >wypasionych, łysych karków, którzy tam pakują. Oczywiście oni nie
                  >mają problemów z prasowaniem, bo dresu się nie prasuje. Nie wiem, >bo sam nie
                  posiadam takiego wdzianka jak dres.


                  stary, powiem ci jedno: doceniam dobry humor i jesli pisales to z mysla o
                  rozbawieniu publiki, to John Cleese powinien sie od ciebie uczyc :) a jesli
                  pisales serio.. mniejsza z tym, turlam sie ze smiechu po podlodze tak czy siak :)
                • ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 21:19
                  >A Dmuchawiec to po prostu postać pomnikowa.

                  no, pomnik jak sie patrzy. tylko go troche golebie obs..marowaly, w gazetce
                  zakladowej. pol watku mamy o tym pomniku ze slomy, oczko mu sie odlepilo.
                  ankieter, w dziaslo szarpany :)
                  • jottka Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 21:21
                    no akurat tu nie rozumiem, czego sie czepiasz - jak spojrzę na niniejszy wątek,
                    to faktycznie widzę, że to miś, to jest tego, dmuchawiec, na miarę naszych czasów:)
                    • lutecja4 Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 22:34
                      wrocilam z krotkich wakacji weszlam na forum i nie wierze wlasnym oczom to
                      straszne ze osoba o takich pogladach uczy dzieci/mlodziez
                      nie chodzi mi o podzial rol w jego rodzinie-jesli obojgu to pasuje niech sobie
                      tak zyja
                      "A feministki - no nie wiem, czy są przebrzydłe. Ale Pięknej wśród
                      nich nigdy nie widziałem. Ale żeby zaraz przebrzydłe, to chyba aż za
                      mocno napisałaś. Zresztą nie wiem, bo akurat żadnej na żywo nie
                      widziałem."
                      jak nie widziales to skad wiesz ze nie ma Pieknych?
                      a jako nauczyciel i to historyk moglbys wysilic sie chociaz na tyle zby
                      przyswoic sobie definicje FEMINISTKI
                      jestem ladna(choc uroda to kwestia gustu),chodze w szpilkach,uwielbiam
                      gotowac,szczegolnie dla swojego mezczyzny,lubie o niego dbac i jestem
                      feministka,tak jak wiekszosc moich ladnych bardziej czy mniej kolezanek
                      wcale nie uwazam,ze feminizm=haslo "kobiety na traktory",wymagam od
                      mezczyzn,zeby przepuszczali mnie w drzwiach,pomagali nosic ciezkie rzeczy itp a
                      jednoczesnie sama czyszcze filtr w swojej pralce
                      jesli ktos utozsamia feminizm z babochlopami to mu nawet nie wspolczuje,tylko
                      stwierdzam,ze szkoda czasu na dyskusje
                      i te teksty o tym,ze przed wojna pracowali tylko mezczyzni i spokojnie
                      utrzymywali liczne rodziny,a potem kobiety poszly do pracy i pensje spadly-juz
                      sama nie wiem-smiac sie czy plakac?
                      • ananke666 Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 22:56
                        Lutecjo, feminizm jest źle postrzegany i ośmieszany przez same kobiety. Mnóstwo jest takich, które deklarują "nie jestem feministką!" - a jak przepytać damę, rychło się okazuje, że nie chce być od kogoś finansowo zależna, że kierunku studiów nie wzięła z sufitu, lubi swój zawód i nie chce, żeby jej stanowisko było gorzej opłacane, ale jak jej powiedzieć, że wpisuje się w umiarkowany feminizm, to protestuje, że nie, absolutnie... bo feministka nie cierpi mężczyzn, chce być od nich lepsza, posadzić baby na traktowy i wysłać do kopalni, i w ogóle to lesbijka albo babochłop, sfrustrowany, bo niewy... tego... niedopieszczony... i gadaj z taką :/
                    • ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 23:01
                      kiedy sie wcale nie czepiam, wlasnie sie zgadzam, ze to dmuchawiec odpowiadajacy
                      naszym zywotnym potrzebom, i niech sobie zgnije na jesieni, zeby mozna bylo
                      zrobic protokol zniszczenia :)
                      • ananke666 Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 23:20
                        Swoją drogą, wątek wygląda, jakby zajadła dyskusja dotyczyła karakuł :p
                        • idomeneo Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 02:29
                          witam serdecznie - to mój debiut na tym forum, które bardzo lubię i podczytuję
                          już od dawna, no a dziś naprawdę nie wydzierżyłam...

                          moje poprzedniczki i poprzednicy powiedzieli tu wiele celnych rzeczy na temat
                          feminizmu. Od siebie chciałam tylko dodać, że coś, co zawsze mnie uderzało, to
                          olbrzymia hipokryzja zwolenników "starego, dobrego patriarchalizmu" co do
                          doceniania zajęć i ról tradycyjnie postrzeganych jako kobiece. Byłam kiedyś na
                          konferencji w dość międzynarodowym towarzystwie i rozmowa podczas przerwy na
                          lunch zeszła właśnie na kwestie równouprawnienia. Jeden z kolegów, Grek,
                          przedstawiał w dyskusji poglądy mniej więcej takie jak metwoh, podnosząc między
                          innymi, że tradycyjna rola kobiety - strażniczki domowego ogniska w
                          społeczeństwach patriarchalnych jest otoczona wysokim społecznym prestiżem i
                          szacunkiem. Na co mój inny kolega, socjolog, wybuchnął szczerym śmiechem i
                          poprosił o wskazanie w takim razie pięciu przykładów kobiet, które przeszły do
                          historii dzięki byciu przykładnymi żonami i matkami.

                          Okazjonalne gesty w stylu całowania paniom rączek nie zmieniają faktu, że w
                          tradycyjnym społeczeństwie zajmowanie się domem nie jest, oględnie mówiąc,
                          fachem szczególnie prestiżowym. I akurat sporą zasługa feminizmu jest zwrócenie
                          uwagi także i na to. Oraz na to, o czym wspomniała ding_yun - że decyzja o
                          przyjęciu takiego właśnie modelu życia powinna wynikać ze świadomego wyboru, a
                          nie z jego braku.

                          Mam też wrażenie, że syn metwoha ma duże szanse mieć już w niedalekiej
                          przyszłości zwyczajnie ciężkie życie. Próbuję sobie wyobrazić dzisiejszą
                          dziewczynę, do której przychodzi kolega z propozycją, żeby wyprasować mu koszulę
                          w zamian za drinka. Nawet jeśli koleżanka się nie obrazi, to ani chybi zabije go
                          śmiechem. O byciu z kimś w stałym związku nawet nie wspomnę.
                          • ginestra Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 20:56
                            Witajcie,
                            przeczytałam ostatnio przybyłe wpisy. Widzę, że rozwinęła się ciekawa dyskusja i
                            ja w swoich własnych poglądach muszę przyznać, że z wieloma postami zgadzam się
                            w różnych procentach, różne rzeczy mi się naświetlają dzięki tej dyskusji, tylko
                            trochę jestem skonsternowana takim faktem, że dosyć szybko wiele osób uznało
                            Metwoha za rodzaj trolla, którego nie należy karmić, a ja myślę, że to trochę za
                            szybko i może niezbyt fortunnie. Były na tym forum przypadki trollowania (nie
                            wiem czy pamiętacie taką osobę, dawno to było, o nicku Zdzicha_tramwajara, ale
                            były też chyba i inne) i pamiętam, że taka osoba zachowywała się inaczej - nie
                            szukała płaszczyzny porozumienia mimo kontrowersyjności swoich poglądów, nie
                            próbowała na różne sposoby rozładować sytuacji, złagodzić ostrości swoich
                            wypowiedzi czy też posługiwać się zwrotami nacechowanymi przyjaznością ("bez
                            urazy", "mam nadzieję..") oraz dzielić się swoim światem - że ma żonę, dzieci,
                            opowiadać jak sobie radzą, w każdym poście więcej, żeby jakoś ten wizerunek może
                            poprawić itp.(jak to cały czas robił Metwoh). Prawdziwy troll nie szuka jakiejś
                            symetrycznej relacji tylko nie obchodzą go inni, on chce tylko rozwalić
                            dyskusję, wyładować swoje frustracje, obrazić innych itp. No, ale zależy czy
                            ktoś z Was poczuł się naprawdę bardzo urażony słowami Metwoha, na tyle, zeby to
                            godziło w tę osobę, a nie było po prostu wyrazem jakichś poglądów, które w
                            świecie są, no bo są różne poglądy, każdy jakieś ma i w sumie na forum dzielimy
                            się nimi. Może ktoś z Was naprawdę poczuł się źle, to oczywiście ocenę
                            "trollości" można mieć własną. To zahacza też o kulturę dyskusji, czy tu jakaś
                            granica została przekroczona czy nie.

                            Moim zdaniem, być może, w tym wątku Metwoh momentami trochę przesadził ze
                            słownictwem ("pedzie" i jakimś może tupetem), poza tym z takimi bardzo
                            radykalnymi, generalizującymi stwierdzeniami nie da się za wiele już zrobić,
                            żeby je złagodzić, skoro już padły, ale przynajmniej próbował. Podejmował dialog
                            (fakt, że i jemu się dostało nieźle po uszach i też dość obraźliwie, choć
                            przyznaję, że wtórnie), ale mi przynajmniej pozostał obraz takiej jednak chęci
                            Metwoha rozmawiania ze współforumowiczami, pobycia w tej umownej borejkowskiej
                            kuchni, w której jesteśmy. (Czyli jest "i to i to").
                            Forum to ważna sprawa, miło jest mieć gdzie zajrzeć i podyskutować, wiedzieć, że
                            można. Mi to wyglądało na takie zachowanie jednak towarzyskie, choć jakby z
                            gracją słonia w składzie porcelany (w mojej intencji ten zwrot ma ewokować
                            jednak pozytywne skojarzenia).
                            To może by tak zrobić nowy początek, hm? :)

                            Jeśli chodzi o moje poglądy na ten temat, to jest tak: pod wieloma względami
                            pasuję na feministkę, a pod innymi nie. Ja sama nie określiłabym się jako
                            feministka, bo obawiam się, że w tym pojęciu mieści się także szereg poglądów,
                            pod którymi nie mogłabym się podpisać (np. żądanie prawa do decydowania kobiet o
                            aborcji, co dużo medialnych kobiet nazywających się feministkami głosi i nie
                            wiem czy nazywając siebie feministką musiałabym te poglądy przyjąć).

                            Ja mam takie kilka wyczuleń i one determinują moje spojrzenie na wszystkie sprawy.
                            Po pierwsze jestem wyczulona na to, że ktoś stawia się nad kimś innym . Często
                            ktoś taki uważa, że ma do tego prawo. Otóż jeśli mężczyźni stawiają się nad
                            kobietami uważając je za kogoś, kogo na przykład można lekceważyć albo ustawić w
                            określonej roli i tam ma tkwić albo pozbawiać go niezbywalnych praw jakie ma
                            osoba ludzka, to jestem temu przeciwna. Tak samo jestem przeciwna jeśli kobiety
                            stawiają się nad mężczyznami i ich źle traktują. Obraz w historii (przepraszam,
                            mówię to z ogólnego wrażenia, a nie z rozległej wiedzy historycznej) jest taki,
                            że częstsze w niej było i jest to pierwsze. I oczywiście jestem przeciwna różnym
                            nierównościom w traktowaniu na przykład kobiet i mężczyzn na podobnych
                            stanowiskach, w zarobkach i w innych przywilejach kiedy to ma miejsce. Również
                            jestem przeciwna wszelkim przejawom przemocy, szantażu emocjonalnego, wymuszaniu
                            posłuszeństwa tym, że jeśli kobieta nie będzie ulegać, to ukochany mąż odejdzie
                            do innej itp., stawianiu kobiety w sytuacji, że ona __ma__ wykonywać pewne
                            prace, bo to jej psi obowiązek czy coś, że __ma__ obsługiwać mężczyznę. Moim
                            zdaniem powinno się widzieć w sobie nawzajem człowieka, traktować się z
                            szacunkiem i zwłaszcza w związku powinno być założenie, że jesteśmy takimi
                            samymi ludźmi - żadne nie powinno uciekać się do rządzenia kimś drugim (ja znam
                            też przypadki, w których w związku to kobieta manipuluje mężczyzną nazywając to
                            tak, że trzeba go sobie umieć wychować, że faceta trzeba trzymać krótko itp. - i
                            to też jest w mojej ocenie uwłaczające ludzkiej godności).

                            Jeśli chodzi o to stawianie się nad kimś, to jeszcze powiem, że chociaż nie chcę
                            absolutnie wywoływać tu kolejnego podwątku o aborcji - zresztą temat ten ma to
                            do siebie, że nikt nikogo nie przekona, moim zdaniem. Jedni uważają tak, inni
                            tak i chyba nie da się spotkać wpół drogi, więc może nie warto o nim tu mówić,
                            ale jak uważacie. Moim zdaniem to "stawianie się nad kimś" w tym wypadku polega
                            na tym, że nie powinno się postulować jako rozwiązania czyjegoś problemu
                            odebrania życia komuś drugiemu. (Nie mówię tu o przypadku np. obrony koniecznej,
                            tylko właśnie o aborcji). Wiem, że i ja mogę być w takiej sytuacji kiedyś, ale
                            mam głębokie poczucie, że niestety jeśli karty będą tak rozdane, że będę na
                            przykład musiała pomyśleć czy będę żyć ja czy dziecko, to po prostu, mimo woli
                            życia, będę musiała powiedzieć, że tu moja władza i mój wybór nie sięga.
                            Ale to tak dygresyjnie mówię, bo wydaje mi się, że w Polsce właśnie medialny
                            wymiar feminizmu mieści w sobie też tę aborcję. Proszę powiedzcie mi, czy tak
                            jest, czy nie.

                            Druga rzecz, na którą jestem wyczulona, to język. W psychologii (zwłaszcza na
                            takich zajęciach dla dzieci się o tym mówi) istnieje pojęcie "języka żyrafy" i
                            "języka szakala". Żyrafa jest zwierzęciem, które jest spokojne, niekonfliktowe
                            (w świecie zwierząt żyrafa ostrzega zwierzęta przed niebezpieczeństwem - nie
                            dlatego, że się stawia nad nimi, że się mieni ich wieszczem, ale dlatego, że jak
                            coś widzi, to to powie, a nie zatrzyma dla siebie, jest koleżeńska, empatyczna).
                            Obraz szakala mniej więcej każdy ma przed oczami, nie wiem dlaczego akurat
                            szakala przyjęto dla tej ilustracji, ale pewnie dlatego, że jest dość zajadły,
                            nie taki czysty drapieżnik jak lew czy inne kotowate. No i każdą rzecz w
                            dyskusji można powiedzieć tym pierwszym językiem albo tym drugim.
                            Może to przypadek, ale wiele tekstów wygłaszanych przez różne osoby medialne,
                            które określały siebie jako feministki w mowie i w piśmie wygłaszanych było
                            językiem szakala i to mnie niestety BARDZO zraziło. Ja już tak mam, że takich
                            osób unikam. Oczywiście i "obrońcy życia" też potrafią takim językiem mówić i
                            ich też unikam. Ale - jak wspomniałam kiedyś - teksty Kingi Dunin, czy
                            niektórych posłanek mówiących o sobie "feministka" w tym właśnie są języku i to
                            mnie dystansuje.
                            Uwielbiam natomiast kobiecość i wiem, że tu jest może płaszczyzna porozumienia
                            kobiet. Jeśli kobietę cieszy, że się ładnie ubierze, założy szpilki czy usmaży
                            mężczyźnie naleśniki, to super. Jeśli woli być ubrana sportowo i nie gotować, to
                            widocznie jej kobiecość akurat wyraża się inaczej. Moim zdaniem ważna jest
                            spójność, dobre czucie się ze sobą, zgoda na kobiecość i poszanowanie jej przez
                            innych, tego jak się ona wyraża u tej konkretnej kobiety. Żeby mogły ją wyrażać
                            i nie być przez to źle traktowane.

                            I jeszcze małe PS. Maryja z Nazaretu, wg. mnie, jednak przeszła do historii,
                            jest postacią historyczną. Nie tylko dlatego, że była matką Jezusa - w jej
                            historii jest wiele autonomicznych decyzji i jej własnych cech. Ale fakt, nie
                            przeszła do historii dlatego, że była dobrą żoną i matką, choć była. Wiele
                            dobrych żon i matek przeszło niezauważonych przez historię, to prawda, ale
                            pewnie jakieś są, co to do tej historii przeszły dlat
                            • ginestra Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 20:58
                              CD.... pewnie jakieś były, które do historii przeszły, dlatego, że były dobrymi
                              matkami i żonami. Może ktoś znajdzie jednak takie przykłady..
                              Pozdrawiam!

                              Przepraszam, na podglądzie zmieścił się cały post, a po wysłaniu ucięło. Będę
                              już starała się pisać krócej.
                              Pozdrawiam Was raz jeszcze!
                              • ginestra Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 21:28
                                Przepraszam Was, ale jeszcze muszę coś dodać to tego pierwszego postu.

                                Otóż w tym przykładzie, którym się posłużyłam nt. aborcji ("gdybym ja miała
                                wybierać czy mam żyć ja czy dziecko, to uważałabym, że sam los nie pozostawił mi
                                władzy dokonania takiego wyboru - pomiędzy jednym życiem a drugim"), to
                                chciałabym powiedzieć, że tak mówię oczywiście z pozycji człowieka, który takiej
                                sytuacji nie przeżył, a daje tylko wyraz swoim poglądom na daną sprawę i ma
                                nadzieję, że w chwili próby byłby tym poglądom wierny. Jeśli dla kogoś z Was to
                                zabrzmiało jak nonszalancja, to bardzo przepraszam. Wiem, że ktoś, kto
                                rzeczywiście w takiej sytuacji jest lub ktoś z jego bliskich, może się poczuć z
                                tym źle, że to tak może zostało lekko napisane. W istocie rozumiem, że "tyle
                                wiemy o sobie ile nas sprawdzono" cytując Annę Kamieńską i daleka jestem od
                                przedstawiania siebie jako kogoś, dla którego taka sytuacja to pestka i od
                                umniejszania tragedii innych.
                                Chciałam po prostu dać wyraz temu jakie mam osobiście poglądy, ponieważ każdy
                                jakieś ma.
                                W moim odczuciu feminizm w Polsce (jako nurt - polityczny?) stawia sprawę w ten
                                sposób, że "wybór należy do kobiety" (czy tak?) i chciałam po prostu tę
                                płaszczyznę pokazać jako nie do pogodzenia z moim poglądem na tę sprawę.
                                Pozdrawiam!
                                • alitzja tyle wiemy o sobie... 03.04.08, 22:15
                                  >> "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono" cytując Annę Kamieńską

                                  Ja przepraszam, że tak nie na temat, ale to Wisława Szymborska i
                                  jej "Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej". Moje polonistyczne oko
                                  nie wytrzymało, wybaczta;-)
                                  • ginestra Re: tyle wiemy o sobie... 03.04.08, 22:19
                                    Przepraszam za pomyłkę cytatu. Ja mam ten cytat wpisany w pamięć od szkoły
                                    podstawowej i byłam przekonana, że to z opowiadania Anny Kamieńskiej "Tu zaszła
                                    zmiana". :(
                                    O mojej pamięci do cytatów było już trochę mowy na forum i wszelkie korekty
                                    przyjmuję ze skruchą i wdzięcznością, jako oświecenie w mojej niewiedzy.
                                    Raz, wydaje mi się, wybroniłam się wprawdzie w sprawie Długiego deszczowego
                                    tygodnia, jeśli ktoś pamięta... :-)
                                    Ale ogólnie kilka razy pudło.
                                    Pozdrawiam serdecznie!
                                    • verdana Re: tyle wiemy o sobie... 03.04.08, 22:44
                                      "Tu zaszła zmiana..." to opowiadania Marii Dąbrowskiej...
                                      • ginestra Re: tyle wiemy o sobie... 03.04.08, 23:07
                                        Verdano! Dzięki i oblewam się rumieńcem :)))))
                                        A jednocześnie wyznaję, że BARDZO podziwiam koleżanki Forumowiczki za ich
                                        oczytanie i szybką reakcję. :D
                                        Jestem zapewne dziwnym przypadkiem, bo jestem pewna, że uczyłam się z zapałem i
                                        przyjemnością, zwłaszcza literatury, przez osiem lat podstawówki miałam
                                        świadectwo z czerwonym paskiem, a na maturze miałam same piątki, również z
                                        polskiego. :D

                                        Od tego czasu minęło wiele lat (ale u wielu Forumowiczek przecież też...), a
                                        więc sama nie wiem jak to się dzieje, że teraz umysł mi te wszystkie cytaty
                                        miesza jak chce. Może to oznaki wczesnego starzenia się? O_O
                                        Ale na pewno braku czasu na wracanie do tych tekstów sprzed lat... :(

                                        Z drugiej strony mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że nie pamiętanie źródła
                                        cytatu w ferworze dyskusji jest jakoś wybaczalne... ;)
                                        Pozdrawiam!
                                        • verdana Re: tyle wiemy o sobie... 04.04.08, 21:58
                                          Bo uczyłas się z zapałem, podczas gdy kolezanka Verdana zamiast się
                                          uczyć i odrabiac lekcje czytała pod ławką, albo wkladała literaturę
                                          w podręcznik. Fakt, miała tróje w liceum od gory do dolu, ale
                                          zdobyla solidne wykształcenie pozaszkolne:-)))
                                          I teraz to procentuje.
                                          • kaliope3 Re: tyle wiemy o sobie... 04.04.08, 23:14
                                            Verdano,ja tez niby podczytywałam pod ławką,niby wciąż nie te lektury czytywałam
                                            co trzeba ale cóż...Chylę czoła i cieszę się że w tak wyśmienitym towarzystwie
                                            mogę czasem wystąpić.Wasza wiedza i pamięć jest dla mnie druzgocąca
                              • lutecja4 Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 21:40
                                Ginestra napisala-Jeśli chodzi o moje poglądy na ten temat, to jest tak: pod
                                wieloma względami
                                pasuję na feministkę, a pod innymi nie. Ja sama nie określiłabym się jako
                                feministka, bo obawiam się, że w tym pojęciu mieści się także szereg poglądów,
                                pod którymi nie mogłabym się podpisać (np. żądanie prawa do decydowania kobiet o
                                aborcji, co dużo medialnych kobiet nazywających się feministkami głosi i nie
                                wiem czy nazywając siebie feministką musiałabym te poglądy przyjąć-jak juz
                                napisalam PRAWO to nie OBOWIAZEK i nawet jesli prawo zostanie zmienione to
                                przeciez nikt nilogo nie zmusi do aborcji
                                ale nie chcialabym sie wdawac tu w dyskusje na ten temat
                                a wracajac do Maryji z Nazaretu-to przeciez jej decyzja o urodzeniu Jezusa jest
                                dosc odwazna i samodzielna,mozna powiedziec ze zachowanie jej
                                byloFEMINISTYCZE-dobrze ze Jozef jej nie rzucil, w koncu w tamtych czasach wzial
                                sobie panne w ciazy i zaakceptowal sytuacje
                                • ginestra Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 22:56
                                  No właśnie, ja się trochę niezręcznie czuję poruszając w ogóle temat aborcji,
                                  jednakże jest to temat dość mocno powiązany z feminizmem w Polsce i tylko
                                  dlatego o tym wspomniałam. Kluczową sprawą jest to, czy człowiek może w ogóle
                                  mieć takie prawo, żeby decydować o czyimś życiu albo śmierci, zwłaszcza o życiu
                                  lub śmierci kogoś, kto nic złego nikomu nie zrobił. Jeśli kobiety są czasem
                                  traktowane w sposób nie-ludzki, to jest to złe i dobre jest chcieć to zmieniać i
                                  dobrze robią feministki i wszyscy, którzy wspierają to, żeby nie było takiego
                                  faktu, że jakimś osobom odmawia się praw ludzkich. Jednakże nie powinno się,
                                  według mnie, iść za daleko i nadawać komuś praw "nad-ludzkich".

                                  Wiem, że najlepiej by było nigdy nie musieć wybierać i nigdy nie być w żadnej
                                  dramatycznej sytuacji. Tak się składa, że poprzez fakt, że zachodzą w ciążę
                                  kobiety, a nie mężczyźni, one to właśnie przed tego typu dylematami niekiedy
                                  stają. Może i jest to niesprawiedliwe, że dlaczego one, a nie mężczyźni,
                                  dlaczego to w ich ciele właśnie żyje odrębny człowiek i dlaczego one są za życie
                                  tego człowieka bardziej odpowiedzialne niż ktokolwiek i to one mają przeżywać
                                  ewentualne dylematy jeśli ciąża im w jakikolwiek sposób komplikuje ich bieg
                                  życia. I nie ma do kogo zaadresować tej skargi, że życie wymaga przede wszystkim
                                  od kobiet udźwignięcia tej właśnie specyficznej sytuacji, a od mężczyzn nie (lub
                                  na pewno nie w takim wymiarze). Może i nie jest to sprawiedliwe, ale moim
                                  zdaniem na świecie wcale nie ma sprawiedliwości, tak dla zasady. Tak już jest,
                                  że na przykład ktoś się rodzi chory czy niepełnosprawny, a inny zdrowy, jeden
                                  żyje długo a inny krótko, jeden się urodził tam gdzie jest wojna, a inny nie
                                  itp. Tak akurat jest, że kobiety rodzą dzieci. A więc na pewno kobietom jest
                                  trudniej i być może chciałyby mieć takie prawo w państwie, które by im te trudne
                                  dylematy, jakie mogą mieć w związku z tym, ułatwiło.
                                  Jednakże, wiadomo, każdy sam sobie odpowiada czy takie prawo powinno być czy
                                  nie, niezależnie od tego, że często kobiety przed tymi dylematami stają w sposób
                                  nie zawiniony przez siebie, w wręcz spowodowany przez krzywdę ze strony mężczyzn.
                                  To jest trudne, ale życie jako takie jest przecież trudne.

                                  Trzymajcie się, już trochę dam Wam odetchnąć na jakiś czas.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka