Dodaj do ulubionych

Helmut Oracabessa

24.02.07, 16:03
Sprawdziłam i nie znalazłam osobnego wątku o nim.
Czy tylko ja mam wrażenie,ze to jest postać niedopracowana?
Owszem sympatyczny ale taki po łebkach opisany.Wiem,ze nie jest głownym
bohaterem ale nie mógł być taki bardziej "doszlifowany"?
Niektóre momenty mi tak zgrzytają.Cżęść już opisałam w wątku o przedziwnych
zachowaniach to moze nie będę się powtarzać i skupię się na innych kwestiach.

Wiele razy się zastanawiałam jaki jest właściwie ojczysty język Helmuta?
Angielski? Niemiecki?
A skąd imię Helmut? Wiem,dla zrobienia wrażenia na klasie Trolli ale można to
chyba było jakoś uzasadnić.Rodzice się chcieli zasymilować? A moze ma mamę
Niemkę? W takim jednak razie to juz by nie był Murzyn tylko Mulat a jego synek
nie wyglądałby na obrazku w CP jak Murzynek Bambo.

I nie ma żadnej wzmianki o tym,zeby pan Oracabessa uczył dzieci swojego
ojczystego języka.Taki z niego patriota polski?
jedno zdanie można było o tym napomknąć.
co sądzicie?
Obserwuj wątek
    • jottka Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:24
      mętnie go pamiętam - gdzieś kiedyś padła opinia, że on jest taką jakby bardziej
      kosmopolityczną wersją bernarda, no możliwe. trochę robi wrażenie przybysza z
      innej planety, którego misją jest cywilizacja dzikoludów:)

      a co do imienia - on chyba pochodzi z berlina? może być z pary mieszanej albo
      zamieszkałej w dojczlandzie, aczkolwiek helmut raczej nie jest przesadnie
      współczesnym imieniem, chyba że mm sie z niemcami tylko helmut schmidt kojarzy:)

      no i dlaczego on ma uczyć dzieci polskiego? w parach mieszanych najlepszą metodą
      na wychowanie w pełni dwujęzycznych dzieci jest zwracanie się do nich przez
      każde z rodziców wyłącznie we własnym języku, od polskiego jest małżonka i
      podwórko:) chyba że coś było o jego szczególnym uczuciu do nowej ojczyzny, ale
      słabo trolle pamiętam
      • sevilay Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:32
        jottka napisała:

        >
        >
        >
        >
        > no i dlaczego on ma uczyć dzieci polskiego? w parach mieszanych najlepszą metod
        > ą
        > na wychowanie w pełni dwujęzycznych dzieci jest zwracanie się do nich przez
        > każde z rodziców wyłącznie we własnym języku, od polskiego jest małżonka i
        > podwórko:) chyba że coś było o jego szczególnym uczuciu do nowej ojczyzny, ale
        > słabo trolle pamiętam

        O to mi chodzi,ze on własnie nie uczy dzieci swojego języka.Jak jest w parach
        mieszanych to ja dobrze wiem bo w takim związku jestem. I stąd moje zdziwienie-
        gdyby je uczył np. angielskiego czy niemieckiego to tylko by na tym skorzystały
        w późniejszym życiu. W JT on się do dzieci zwraca wyłacznie po polsku, mój mąż
        mówi zawsze do dzieci w swoim po to własnie,zeby się nauczyły. Wtręty w obcych
        językach już były i to wielokrotnie w róznych tomach a tu nic.
        • lezbobimbo Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:40
          sevilay napisała:
          >W JT on się do dzieci zwraca wyłacznie po polsku, mój mąż
          >mówi zawsze do dzieci w swoim po to własnie,zeby się nauczyły.

          A do tego mówi on polskim lamanym, wiec czy te dzieci tak znowu skorzystaja?
          I gdziez potem pojada z takim narzeczem za pazucha? Chyba tylko politykami beda
          mogly w Polsce zostac ;P
          • sevilay Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:48
            lezbobimbo napisała:

            > sevilay napisała:
            > >W JT on się do dzieci zwraca wyłacznie po polsku, mój mąż
            > >mówi zawsze do dzieci w swoim po to własnie,zeby się nauczyły.
            >
            > A do tego mówi on polskim lamanym, wiec czy te dzieci tak znowu skorzystaja?
            > I gdziez potem pojada z takim narzeczem za pazucha? Chyba tylko politykami beda
            > mogly w Polsce zostac ;P

            o, to ,to.O to własnie mi chodziło.Lepiej chyba,żeby w takim razie mówił w swoim
            bo tak to czasem nie będą umiały ani dobrze po polsku ani po helmutowemu.
            Dlatego ja zawsze do dzieci mówię tylko po polsku bo po turecku mówię nawet
            gorzej niż Helmut po naszemu. Nie chce im robić wody z mózgu.
            o, to ,to. O to właśnie mi chodziło
            • lezbobimbo Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 17:10
              sevilay napisała:
              > > A do tego mówi on polskim lamanym, wiec czy te dzieci tak znowu skorzysta
              > ja?> > I gdziez potem pojada z takim narzeczem za pazucha? Chyba tylko
              >politykami beda> > mogly w Polsce zostac ;P
              > o, to ,to.O to własnie mi chodziło.Lepiej chyba,żeby w takim razie mówił w
              >swoim> bo tak to czasem nie będą umiały ani dobrze po polsku ani po >helmutowemu.

              Mam wrazenie, ze pani MM wprowadzila szalona rodzinke cudaków do Jezycjady dla
              wielkiej hecy i komizmu, ale nie zastanawiala sie glebiej, co to znaczy byc
              cudzoziemcem ani nie zrobila badan terenowych, pytajac malzenstw mieszanych o
              rózne frapujace szczególy.
              Tylko ze.. ten komizm tak na sile - mi sie osobiscie nieco przykro robi, ze
              taki stereotyp Murzyna w Polsce z tego wyszedl - co to kali mówic bardzo
              smiesznie - buuuu!

              > Dlatego ja zawsze do dzieci mówię tylko po polsku bo po turecku mówię nawet
              > gorzej niż Helmut po naszemu. Nie chce im robić wody z mózgu.

              To bardzo dobrze i madrze, beda dzieci umialy dwa jezyki od malego, co jest
              nieocenione wrecz :)
              I pewnie güzel bardzo sa :)
              • sevilay Re: Helmut Oracabessa 25.02.07, 14:17
                lezbobimbo napisała:

                >
                > Mam wrazenie, ze pani MM wprowadzila szalona rodzinke cudaków do Jezycjady dla
                > wielkiej hecy i komizmu, ale nie zastanawiala sie glebiej, co to znaczy byc
                > cudzoziemcem ani nie zrobila badan terenowych, pytajac malzenstw mieszanych o
                > rózne frapujace szczególy.
                > Tylko ze.. ten komizm tak na sile - mi sie osobiscie nieco przykro robi, ze
                > taki stereotyp Murzyna w Polsce z tego wyszedl - co to kali mówic bardzo
                > smiesznie - buuuu!
                >
                > >
                O właśnie o to mi chodziło.Tylko wczoraj tego nie sprecyzowałam, zamierzałam to
                zrobić dzisiaj ale mnie uprzedziłaś.
                Jak się zabiera za taki delikatny temat to bierze się za to
                odpowiedzialność.Pomysł jest bardzo dobry tylko nie dopracowany przez MM bo tak
                leci po łebkach.
                Ja odniosłam wrażenia,ze postać Helmuta była potrzebna do sceny w szkole a
                reszta doklejona tak na siłę i nie do końca przemyślana.

                Zauważcie,ze nawet problem tolerancji nie jest tam do końca przemyślany np.:
                Ignac dochodzi do wniosku,ze łączy go z Oracabessą wspólnota poglądów- czy to
                znaczy,ze jakby go nie łączyła to dalej by go uważał za podejrzane indywiuum? A
                rozumiem,że ci ludzie z korka pod Gnieznem co Helmutowi czynili delikatnie
                mówiąc afronty to tylko dlatego,ze nie zdążyli z nim podyskutować o M.L.Kingu i
                symboliźmie cyfry 3?
                Przepraszam,ze tak się czepiam tego Helmuta ale kilka razy się zastanawiałam po
                lekturze JT jak MM by opisała mojego męża i moją rodzinę.No efekt humorystyczny
                byłby mocno ograniczony-mój m. mówi bardzo dobrze po polsku i ubiera się też
                przeciętnie ale zostaje jeszcze pewne pole do popisu
        • jottka Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:42
          sevilay napisała:


          > W JT on się do dzieci zwraca wyłacznie po polsku


          to może przy obcych dla niepoznaki? albo z uprzejmości dla niegramotnego
          otoczenia?:) nie pamiętam tego tomu, przyłapał go ktoś na prywatnej rozmowie po
          pl z dzieckiem?
          • lezbobimbo Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:53
            jottka napisała:
            >nie pamiętam tego tomu, przyłapał go ktoś na prywatnej rozmowie po
            >pl z dzieckiem?

            Cos tam bylo, ze na stronie ktos go obserwowal, jak zlapal Walentego i bawil sie
            z nim, podnoszac go do twarzy i mówiac "mój mój mój mój" na co synek odpowiadal
            tym samym. Reszta utonela w mej niepamieci.
    • lezbobimbo Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:24
      sevilay napisała:
      > Wiele razy się zastanawiałam jaki jest właściwie ojczysty język Helmuta?
      > Angielski? Niemiecki?
      > A skąd imię Helmut? Wiem,dla zrobienia wrażenia na klasie Trolli ale można to
      > chyba było jakoś uzasadnić.Rodzice się chcieli zasymilować? A moze ma mamę
      > Niemkę? W takim jednak razie to juz by nie był Murzyn tylko Mulat

      Móglby byc przez niemieckich rodziców zaadoptowany skads. Wtedy móglby i byc
      absolutnie murzynski z wygladu, miec niemieckie imie a nazwisko jeszcze trzecie,
      zaleznie od tego, kto go zaadoptowal. N.p. tata Hiszpan Ocarabessa zyjacy w
      Monachium z zona Austriaczka, z która zaadoptowal dwoje malców powiedzmy z
      Karaibów, którym dali srogie imiona na czesc przodków nowej mamy. Brzmi to moze
      dziwnie, ale nie takie rzeczy sie zdarzaja.
      Którzy to potem malcy dorosli, wyjechali do pieknego kraju polskiego ;P i
      postanowili produkowac muzyke ze wzgledu na slynny w calym swiecie przemysl
      fonograficzny ;)
      A potem sie spokrewnili z polska rodzina Trolli po czym Helmut tak pokochal
      polski jezyk, ze nazwal dzieci wedle klasycznej literatury... i tu juz mózg mi
      zaczal nieco lasowac ze wzgledu na ilosc pieknych nazwisk i imion ;P

      >a jego synek
      > nie wyglądałby na obrazku w CP jak Murzynek Bambo.

      Czy jego synek i córeczka maja mamusie polskiego bladawca? To mozliwe, ze dzieci
      mialyby jasniejszo-brazowa skóre, ale rysy moga nadal miec dosc murzynskie (mam
      nadzieje, ze nie obrazilam tu nikogo).
      Rysunkami natomiast nie musimy sie tak sugerowac, nie sa to wizerunki ejdetyczne ;)
      • sevilay Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:42
        wiesz,widziałam wiele dzieci z mieszanych związków i jeżeli jedno z rodzicó
        było czarnoskóre a drugie białe to przeważnie dzieci miały jaśniejszy odcień skóry.
        a na ile dobrze zapamiętałam wykłady z antropologii kulturowej (które mialą co
        prawda dawno i tylko przez rok)to Walenty na obrazku w CP wygląda na typowego
        mieszkańca środkowej,względnie południowej Afryki.A jednocześnie jak typowe
        wyobrażenie Murzynka Bambo, taki jeszcze z XIX wieku -poczciwy dzikusek i to mi
        się nie trochę nie podoba.
        • lezbobimbo Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:51
          sevilay napisała:

          > wiesz,widziałam wiele dzieci z mieszanych związków i jeżeli jedno z rodzicó
          > było czarnoskóre a drugie białe to przeważnie dzieci miały jaśniejszy odcień
          sk> óry.

          Przewaznie tak, i tez to przyznalam. Ale budowe czaszki moglyby miec nadal po
          ojcu. Zreszta tak tylko gdybam, bo reguly na 100% nie ma.

          >Walenty na obrazku w CP wygląda na typowego
          > mieszkańca środkowej,względnie południowej Afryki.A jednocześnie jak typowe
          > wyobrażenie Murzynka Bambo, taki jeszcze z XIX wieku -poczciwy dzikusek i to
          >mi> się nie trochę nie podoba.

          Zaprawde, powtórze Ci - nie sugeruj sie rysunkami pani MM! One nie oddaja
          rzeczywistosci. Jakby tu delikatnie rzec, autorce lepiej wychodzi pisanie niz
          rysowanie, mimo ze jest po ASP i szkoda, ze jednak na polonistyke nie poszla,
          skoro i tak ksiazki zaczela pisac, jak to przepowiadali jej w liceum.


          • sevilay Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 16:58
            sorry ale ja mam na tym tle lekkiego szmergla.Jak wyświetlali drugą wersję w
            "pustyni i w puszczy" to ja normalnie dostawałam prawie wścieklizny bo Murzyni
            byli nie tacy jak trzeba-powinni być Masajowie jak w pierwszej wersji a byli
            jacyś Zulusi.Nikomu innemu to nie przeszkadzała tylko mi. Dla mnie to było tak
            jakby Skandynawom kazali grać Włochów a dla innych Murzyn to Murzyn bez
            róznicy,ważne ,ze czarny.
            • lezbobimbo Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 17:15
              sevilay napisała:
              > sorry ale ja mam na tym tle lekkiego szmergla.

              Doceniam :) Tez mnie to interesuje, chociaz jestem zaledwie dyletantem i na oko
              rozrózniam glównie Zachodnia Afryke od Wschodniej oraz Somalijczyków.
              Zaprawde, pani MM przydalby sie caly sztab specjalistów przy pisaniu ksiazek
              (n.p. z tego forum ;) zwlaszcza gdy porusza sie po tematach grzaskich i
              nieznanych wprzódy.
              • hybrid822 Re: Helmut Oracabessa 24.02.07, 17:26
                ha, mam podobnie jak Wy, odkąd po lekturze Wilbura Smitha i Kapuścińskiego
                zaczęłam się interesować Afryką:)

                Wydaje mi się, ze jako dzieci słowiańsko jasnowłosej mamy Oracabessiatka
                powinny jednak mieć ciut mniej negroidalną urode, ale specem od genetyki nie
                jestem, więc nie będę sie wykłócać.
                I jakkolwiek niektóre dywagacje w tym watku brzmią sensownie i dość
                prawdopodobnie, tez jestem zdania ze Autorka mogłaby temat troche rozwinąć, bo
                np. kwestia imienia Helmuta istotnie sprawia wrażenie elementu czysto
                humorystycznego, wymyslonego pod pretekstem świetnej swoją drogą sceny w szkole.
            • croyance Re: Helmut Oracabessa 12.11.07, 13:24
              Ja do tej pory nie rozumiem, dlaczego we "Wspomnieniach gejszy'
              grala Chinka :-O
      • ready4freddy Re: Helmut Oracabessa 25.02.07, 12:45
        Oracabessa to raczej nie po Hiszpanie, tylko podkreslenie, ze jest z Jamajki: www.seejamaicacheaply.com/oracabessa_jamaica.html
    • ciotka_paszczaka Re: Helmut Oracabessa 25.02.07, 00:22
      Witajcie,

      ja zrozumialam z opisu w J.Trolli (domyslilam sie?!) ze Helmut byl jakos tam
      adoptowany w tych Niemczech, i czestokroc rodzice zmieniaja dzieciom imie, zeby
      sie mniej wyroznialo.
      To, ze skutek jest dokladnie odwrotny, od zamierzonego to juz inna historia. W
      szkole mojej coreczki jest dwoje mulatow -rodzenstwo. Zdecydowanie jasniejsi od
      tatusia (z Kenii); a ciemniejsi od mamusi - Walijki.

      Moje dzieci sa chyba potwierdzeniem tezy o ....rozjasnieniu (???!): pierwsze
      blondaski (po mamusi); w czarnowlosej i niebieskookiej rodzinie tatusia !

      Co do jezyka, to chyba nie trzeba daleko szukac, wszak brat MM -St.Baranczak;
      jest od lat w USA, i ma dzieci. To kto jak kto, ale wlasnie ona powinna cos nt.
      dwujezycznego wychowania wiedziec. Moj maz na przyklad b. zaluje, ze nie uczono
      ich Irlandzkiego, ba nie uczono nawet jego Mamy; a Ojca tylko na samym poczatku
      szkoly podstawowej.
      Moje dzieci sa dwu-a mam nadzieje, ze beda i trzy- jezyczne! Dokladnie w sposob
      przez was opisany, kazde z rodzicow mowi-do dzieci- swoim jezykiem, a w domu,
      mowi sie obydwoma.

      Wiec ten Helmut mowiacy po TYLKO "polsku"...jakos blado wypada.

      Ale moze...on nie zna niemieckiego?? A moze juz zdazyl zapomniec - NAJPEWNIEJ
      JUZ OD RAZU, po pol roku w Polsce?? Bo ja takie "okazy" spotakalam w naturze!
      • ida19851 Re: Helmut Oracabessa 25.02.07, 10:59
        Helmut mówi ciągle po polsku, bo chce sie tego języka dobrze nauczyć!
        • sevilay Re: Helmut Oracabessa 25.02.07, 14:22
          ida19851 napisała:

          > Helmut mówi ciągle po polsku, bo chce sie tego języka dobrze nauczyć!


          To nie jest warunek konieczny.Helmut nie siedzi tylko w czterech ścianach domu
          ale też wychodzi do ludzi,prawda?
          Idąc za takim rozumowaniem to siostra i szwagier mojego męża (oboje narodowości
          tureckiej) mieszkajacy w Berlinie powinni w domu,między sobą i do dzieci mówić
          po niemiecku? A brat męża i jego żona po holendersku bo mieszkają w Holandii?
          • ida19851 Re: Helmut Oracabessa 25.02.07, 14:56
            nie wiadomo, jakim językiem posługuje się Helmut, gdy jest w domu tylko z zoną
            i dziecmi
            nie wiadomo tez, czy Walenty i Jagienka sa dwujęzyczni, czy nie. nigdzie nie
            pisze, że nie sa, więc moga być
            • sevilay Re: Helmut Oracabessa 25.02.07, 15:09
              ida19851 napisała:

              > nie wiadomo, jakim językiem posługuje się Helmut, gdy jest w domu tylko z zoną
              > i dziecmi
              > nie wiadomo tez, czy Walenty i Jagienka sa dwujęzyczni, czy nie. nigdzie nie
              > pisze, że nie sa, więc moga być

              Ktoś już tu przytaczał tą scenę gdy Helmut łapie synka i mówi:"moj,mój,mój". A
              poza tym słusznie zauważyłaś,że nie wiadomo czy dzieci są dwujęzyczne czy
              nie.Coś by szkodziło gdyby to zostało określone?
              w trakcie przymusowego postoju na drodze do Gniezna Józinek wyraża podziw dla
              Helmuta,który zna dwa języki i uczy się trzeciego a nie ma ani słowa o tym by
              jego dzieci władały inną mową niż polską.Jakby mówiły to chyba podziwiałby i
              Walentego np: że młodszy od niego a biegle mówi po angielsku.
    • cathy1976 Re: Helmut Oracabessa 07.03.07, 21:10
      Mnie sie pan Oracabessa wydaje najbardziej seksownym mężczyzną w całej
      Jeżycjadzie;
      I najfajniejszym.
      I najbardziej podobnym do mojego męża;-)

      Może dlatego, że MM nie specjalnie się o nim rozpisała i nie zdołała mi go
      obrzydzić tak jak całej reszty postaci męskich.

      Przynejmniej ma jakieś INTERESUJĄCE zainteresowania ;-) i zajmuje się swoimi
      dziecmi!
      • kormoran7 Re: Helmut Oracabessa 18.03.07, 14:25
        Po kilku latach przerwy z Jeżycjadą postanowiłem przeczytać to co już znałem
        od dziecka i to czego nigdy nie czytałem czyli Języka i Żaby. Doszedłem do
        wniosku że z tomu Język Trolli płyną same smutne przesłania: W Polsce nic
        dobrego się nie dzieje , ulice są dziurawe, rząd do niczego, ludzie nie mają
        pracy itd. Człowiek czytając to ma wrażenie że już nic wesołego nie może się
        zdarzyć w tym kraju. I o to pojawia się postać Pana Oracabessa. Człowieka
        wesołego, poczciwego i troszkę zagubionego w Polsce. Ale może to zagubienie
        jego właśnie powoduje że na chwile zapominamy o otaczającej nas szarości i
        uśmiechamy się czytając jak nieskładnie mówi, jak próbuje zaprzyjaźnić się z
        Ignacym . Myślę właśnie że po to został on stworzony przez autorkę. Pokazuje że
        żeby nie zwariować trzeba posiadać zdolność do robienia jakiś szalonych rzeczy,
        śpiewać i radować się na przekór przeciwnościom losu. Choć z drugiej jednak
        strony troszkę sztuczne wydaje mi się wprowadzenie tak z znienacka takich
        cudaków. Nie mam jakoś radości czytając tyle zagranicznych imion. Raził mnie
        już Fryderyk a teraz ciągle czytając Helmut, Franz robi mi się troszkę smutno
        bo to chyba znaczy że Pani MM zachłysnęła się tym co idzie z zachodu a już nie
        widzi ile mamy pięknych polskich imion.
        • sevilay Re: do Kormoran7 19.03.07, 15:18
          Wiesz Kormoran w niektórych punktach się z Tobą zgadzam a w niektótych nie :).
          Ja też jak przeczytałam JT to dodzłam do wniosku,że płyną z niej same smutne
          przesłania.Wręcz po tej lekturze o mało nie wpadłam w depresję i odniosłam
          wrażenie,że i MM pisała ją w jakimś napadzie chandry.Tylko,ze czasy opisane w
          OwR były 10 razy gorsze a nie było tam takiego pesymizmu.
          W końcu bez przesady,kiedy w Polsce było dobrze? Chyba ostatnio za Piastów i
          Jagiellonów (to też sprawa dyskusyjna)a ludzie jakoś żyją,prawda? Co mieli robić
          przyzwyczaili się ;).

          Poza tym nie bedę się z Tobą spierać, bo JT to jedyna pozycja Jeżycjady,ktorą
          przeczytałam tylko raz,ale czy możesz mi wyjaśnić na jakiej podstawie dochodzisz
          do wniosku,że Helmut się czuje w Polsce zagubiony? Bo może mi ta sprawa
          umknęła.Ale w końcu on sobie ten kraj wybrał,mógł razem z rodziną mieszkać w
          Berlinie,gdzie poznał swoją żonę.Z jakichś powodów jednak wybrał Polskę a też
          nie ma wzmianki dlaczego.
          Trochę mam odczucie,że Helmut jest jednak za bardzo cudaczny i taki jakiś
          sterotypowy.

          I ostatnia sprawa, tylko proszę nie odbierz tego jako złośliwość ani atak na
          Ciebie bo nie to jest moją intencją,Co to znaczy polskie imiona? Wiem,co masz na
          myśli-imiona tradycyjnie używane w Polsce od wieków.I wiesz oczywiście,że
          wiekszość jest pochodzenia greckiego,łacińskiego,hebrajskiego,niemieckiego.A
          imion słowiańskich zbyt wiele się nie zachowało.Wyobraższ sobie Jeżycjadę z
          samymi słowiańskimi imionami? Np:zamiast Mila-Miłochna,Laura- Dziadumiła,
          Ignacy-Nierób itd.
          I proszę,nie obrażaj się na mnie,wiem,ze takie jest powszechne myślenie.Jak moja
          siostra była w ciązy to koleżanka jej proponowała,żeby jak będzie córeczka to
          dała jej na imię Anna bo "to takie ładne polskie imię" (imię jest hebrajskie ale
          nie przeczę,że ładne).
          Akurat w tym przypadku uważam,ze MM po prostu obserwuje otoczenie,pełno jest
          przecież wokół nas Brajanków,Kewinów,Dżesik,Nicolek.Obcokrajowców też coraz
          więcej-moje własne dzieci mieszkające w powiatowym mieście mają arabskie i
          tureckie imiona i nawet ludzie się zbytnio nie dziwią.


          • verdana Re: do Kormoran7 19.03.07, 16:23
            Za Piastów byl rozpad dzielnicowy, wojny i morderstwa. Oraz wyłupywanie oczu
            przeciwnikom politycznym. Nie polecam.
            Co do pana Orabessy to mam stale skojarzenia z rasistowskim dowcipem, gdy dwie
            osoby patrza na trzecią, czarna "O, małpa! O , mówi!". Wolałabym, aby osoba
            innego koloru skory przedstawiona była w książce badź co bądź dla młodziezy w
            sposób zwykly - bez podkreslania innosci, błędow jezykowych oraz wyższości
            moralnej nad przeciętnymi białymi obywatelami.
            • sevilay Re: do Kormoran7 19.03.07, 17:26
              verdana napisała:

              > Za Piastów byl rozpad dzielnicowy, wojny i morderstwa. Oraz wyłupywanie oczu
              > przeciwnikom politycznym. Nie polecam.
              > Co do pana Orabessy to mam stale skojarzenia z rasistowskim dowcipem, gdy dwie
              > osoby patrza na trzecią, czarna "O, małpa! O , mówi!". Wolałabym, aby osoba
              > innego koloru skory przedstawiona była w książce badź co bądź dla młodziezy w
              > sposób zwykly - bez podkreslania innosci, błędow jezykowych oraz wyższości
              > moralnej nad przeciętnymi białymi obywatelami.

              Wiem co było za Piastów dlatego tak napisałam:) Za Jagiellonow taz nie było za
              różowo ale to nie forum historyczne więc nie będę drążyć tego tematu.
              Z resztą Twojej wypowiedzi zgadzam się w 100%.
              • kormoran7 Re: do Kormoran7 19.03.07, 22:15
                No właśnie. Kiedyś można było rzec że Pani MM pisząc Opium w czasach nie
                wesołych dla Polaków potrafiła wyciągnąć z otaczającego świata jakieś wesołe
                zdarzenia. Czytając opium nie czuło się ze jest źle i szaro. Bo ta książka
                dawała radość. Można powiedzieć ze pełniła ona rolę taka sama jak dla ludzi
                podczas okupacji książki Sienkiewicza. A teraz nawet już mam dziwne wrażenie ze
                MM skapciała i zgorzchniała i nic ja już nie cieszy. Powszechne jest bowiem
                krytykanctwo tego co się dzieje w tym kraju ale czy autorka sama musi ulegać
                tego krytykanctwu. Pokazała że w PRL można było żyć wesoło a jak przyszło do
                demokracji i dobrobytu to pokazuje ze jest źle i nic dobrego się nie dzieje .
                Troszkę to wszystko nielogicznie bo powinno być odwrotnie ale może Pani MM
                musiała w końcu z siebie wydobyć jakieś żale i uwagi.
                Może użyłem, niefortunnego sformułowania zagubiony zbyt wcześnie . Bardziej
                chodziło mi że jakoś nie radzi sobie z normalnymi prostymi sytuacjami jak
                rozmowa z nauczycielka, próbuje na siłę pokazać że zna idiomy choć wie że nikt
                od niego tego nie wymaga i że się ośmiesza ale to w sumie miało chyba
                podkreślić jego zabawność. Doczytam do końca książkę to może znajdę jeszcze
                jakieś argumenty na moja tezę
                • sevilay Re: do Kormoran7 20.03.07, 11:28
                  kormoran,cieszę się,ze odpisałeś.
                  Widzisz,teraz sie z Tobą zgadzam.JT to jakaś taka dziwna książka-jak ją czytałam
                  to czulam się rozczarowana,tak jakbym się zawiodła na najlepszym
                  przyjacielu.Miałam wrażenie,ze widzę dwie kumoszki przed sklepem narzekające na
                  ciężkie czasy.Nawiasem mowiąc to do kiedy pamietam ludzie narzekaja na cieżkie
                  czasy i mój dziadek mi mówił,że on też to pamięta od wczesnego
                  dzieciństwa.Kiedys moj dziadek nie wytrzymał na zebraniu Rady Miejskiej i
                  powiedział:"Ludzie przestańcie wreszcie narzekać i weźcie sie do roboty".I to
                  samo powinna powiedziec MM tylko innymi słowami.Mnie zawsze uczono w domu tego
                  co Fela powiedziala do Mili- "staraj sie aby to co od Ciebie zależy było dobre".
                  A na to co nie zależy i tak nie mamy wpływu to po co się frustrować?
                  Czy od tego,ze MM napisała JT ludziom przybędzie pracy,pieniędzy,zdrowia?
                  Prędzej czytelnicy popadna w depresję.


                  Co do Helmuta tez się z tobą zgadzam,tylko nie wiem czy bym to nazwała
                  zagubieniem.Chyba jakaś inna nazwa bedzie tu bardziej adekwatna.
                  Ale chyba już widzisz o co mi z panem Oracabessą chodzi?
                  Jak juz mogłes sobie wcześniej przeczytać ja też mam męża cudzoziemca i nie
                  chciałabym,żeby ludzi myśląc "obcokrajowiec" mieli na myśli jakiego cudaka co
                  się nie umie poprawnie wysłowić,prostej sprawy załatwić i w ogole dziwak.
                  Raczej bym wolała żeby myśleli"człowiek jak każdy inny" (jak to kiedyś
                  powiedział do mojego męża nasz sąsiad:"Turek jesteś ale spoko z Ciebie ziom":)).
                  Bo ten Helmut jest ZBYT udziwniony i taki stworzony tylko dla hecy.
                  A juz ten pomysł z idiomami to jest dla mnie nie do przyjęcia i tylko go jeszcze
                  bardziej ośmiesza.
                  Podobnie mnie wkurza to wywalanie na niego gałów-jakby ludzie w akademickim
                  miescie pierwszy raz na oczy Murzyna widzieli.
          • ciotka_paszczaka Re: sevilay 20.03.07, 21:17
            >Jak moja siostra była w ciązy to koleżanka jej proponowała,żeby jak będzie
            córeczka to
            > dała jej na imię Anna bo "to takie ładne polskie imię" (imię jest hebrajskie ale
            > nie przeczę,że ładne).

            Taak...Imie jest ladne (samochwala....), i wiele nacji sie do niego "przyznaje"!!!

            Znam to z autopsji: Jak przedstawiam siebie (lub coreczke, imienniczke) czesto
            slysze, o jakie ma Pani/ma corka >>piekne staro-angielskie imie<< -dokladnie
            takimi slowami bywamy czesto witane. Wersja "nowo-angielska" to Anne. Na moje
            niesmiale uwagi,ze nie jest ani angielskie, ani staro angielskie, a wlasnie
            hebrajskie -wszyscy szeroko otwieraja oczy.

            Jessica / Brian, to oczywiscie tutejsza >>norma<<; ale jest sporo osob
            nadajacym dzieciom Walijskie imiona, ktore Anglikow rozsmieszaja, a mowimy tu o
            dwu nacjach poslugujacych sie wspolnym (??!) jezykiem.

            Coz, co kraj to obyczaj -ale te obyczaje sa jakby zbiezne!
            Mieszkalam b.dlugo na polnocy Anglii, a tam nieomal jak w naszym watku o
            imionach dzieci Kopcow, im bardziej prymitywna rodzina, tym bardziej
            "udziwnione" imie.
            Zgadzam sie tez, z tym, ze Helmut zwracajacy na siebie uwage-samym wygladem-
            jakos nie brzmi prawdziwie. Nawet za moich zamierzchlych czasow studenckich,
            mnostwo bylo w Polsce murzynow, i nikt wlasciwie nie zwracal na nich uwagi.

            Podobnie bylo z Arabami -chociaz oni studiowali wlasciwie glownie na
            politechnice, wiec jakby byli mniej "widoczni" na uniwersytecie, czy w
            miasteczku akademickim. A w miescie, po prostu byli; i tyle.

            Moze MM opisuje czasy SWOJEJ mlodosci? Swoista retrospekcja? Moze wtedy wszyscy
            byli biali? JT nie zrobil na mnie jakiegos dobrego wrazenia, powiem
            wiecej...ucieszylam sie, ze skonczylam czytac, i nigdy do niego nie wrocilam.

            Pozdrawiam,
            Anna
            • ginestra Re: sevilay 20.03.07, 21:31
              Witam,
              ja tylko chciałam dodać o imieniu (Anna), również moim :)
              Tak, jest hebrajskie, ale jest również - jak zauważacie - bardzo międzynarodowe. :)
              Jeśli chodzi o takie wspomnienie z Anglii, to ja kiedyś mieszkałam w Londynie, w
              takiej typowej żydowskiej dzielnicy (ślicznej zresztą i bardzo ciekawej).
              Poznałam też tam żydowskie rodziny, takie naprawdę ortodoksyjne, posługujące się
              na co dzień piśmiennictwem hebrajskim (dzieci uczyły się go w szkołach choć
              ogólnie mówiły po angielsku, podobnie jak dorośli). No i tam były dziewczynki o
              ślicznych hebrajskich imionach, ale te "Anny" to miały raczej na imię "Hannah" i
              to "H" było słychać. Tak więc pewnie Anglicy są zdziwieni, kiedy się im mówi, że
              Anna przez "A" jest hebrajskim imieniem.
              Moje imię wszyscy Anglicy i Żydzi wymawiali "Ana".
              Pozdrawiam serdecznie!

              PS. Zgadzam się co do Języka Trolli - ja też nie chciałam jak dotąd wracać do
              tej książki - jakieś pozostawiła we mnie dziwne uczucie, takie rozdrażnienie,
              chociaż miała mieć, zauważcie, optymistyczny przekaz, że ten łagodny język,
              którym posługiwała się Trolla był takim "językiem dobra", który trafia do serca
              każdego itp..
              • ciotka_paszczaka Re: sevilay 20.03.07, 21:55
                > Moje imię wszyscy Anglicy i Żydzi wymawiali "Ana".
                Moje tez! Ale ja ich szkole!!! NB. Imie Ana istnieje,to portugalska odmiana
                Anny, i ja taka "ANE" znam! Byla narzeczona, a potem zona przyjaciela mojego
                meza; wiec bylo wyjatkowo zabawne, jak gdzies razem szlysmy, i przedstawialysmy
                sie: Ana i Anna.
                Nie znam niestety nikogo z zydowskimi korzeniami, nie moge wiec nic odpowiedziec
                o wymowie Hannah; z pewnoscia masz racje! Ale np. imie Rebecca jest tu
                b.popularne np. w kosciolach ewangelickich; podobnie z Sara/Sarah, David,Samuel,
                Jacob, etc. Moj maz, potrafi nawet, z b. duzym prawdopodobienstwem powiedziec,
                czy ktos jest katolikiem, czy protestantem (w Irlandii Pln.) tylko na podstawie
                imienia!
                To dopiero sztuka, prawda?
                ;-)
                • verdana Re: sevilay 20.03.07, 22:07
                  Zgłasza sie osoba z zydowskimi korzeniami.
                  Anna to wśrod polskich Żydow Hana. Tak wymawiana.
                  • elwinga Re: sevilay 20.03.07, 23:32

                    > Zgłasza sie osoba z zydowskimi korzeniami.
                    > Anna to wśrod polskich Żydow Hana. Tak wymawiana.

                    Primo, nie tylko wśród polskich, bo imię brzmi tak samo w wymowie
                    aszkenazyjskiej, jak i sefardyjskiej. Secundo, sugeruję formę zapisu "Chana",
                    nie "Hana", bo jednak z reguły ci, co trochę znają właściwe języki, transkrybują
                    literę chet jako "ch". Ch i h to dwie różne zgłoski, tak dla Aszkenazyjczyków,
                    jak i Sefardyjczyków.
                    • ginestra Re: sevilay 21.03.07, 16:26
                      Elwingo, jak ciekawie rozwinął się temat i jakie ciekawe informacje podałaś.
                      Pozdrawiam wszystkie przedpiśczynie w tym wątku, zwłaszcza moje imienniczki :)

                      Ja wspominam bardzo miło obcowanie z tymi żydowskimi rodzinami i ich imiona.
                      Pamiętam jeszcze imię Hava (Chava?) (pewnie to nasza Ewa?). Była tam też
                      dziewczynka Hava-Rifka, na którą mówiono właśnie zawsze tymi dwoma imionami,
                      nigdy jednym.

                      A co do imienia Hanna (w polskim, ogólnym "obiegu"), to mi się ono bardzo
                      podoba, wszystkie Hanie które znam są bardzo pogodne i żywe i to odczucie
                      sympatyczności kojarzy mi się trwale z tym imieniem. Znam nawet jedną Hannę
                      Marię, która tak się właśnie podpisuje. To dosyć oryginalne, bo najczęściej
                      jeśli imię jest razem z "Marią" to jest to Anna Maria.

                      Anna i Hanna pochodzą od tego samego imienia. Może to "H" właśnie jest jakimś
                      echem hebrajskiego?
                      Pozdrawiam wszystkich!
                • mankencja Re: sevilay 20.03.07, 23:03
                  > Moje tez! Ale ja ich szkole!!! NB. Imie Ana istnieje,to portugalska odmiana
                  > Anny,

                  nie tylko portugalska, także hiszpańska
                  • ready4freddy Re: sevilay 27.03.07, 00:29
                    jak najbardziej hiszpanska rowniez, znam jedna taka Ane hiszpanska :)
    • sevilay Re: Tak,macie rację! 22.03.07, 13:43
      zgadzam się,ze ludzie moga nie kojarzyć imienia Chana czy Hannah z Anną ale
      chyba powinni słyszeć choćby o tym,że używane jest w niemal każdym kraju świata.
      Mi też się imię Anna bardzo podoba,ma tyle pięknych zdrobnień-
      Ania,Anusia,Aneczka,Anulka.Aż szkoda,że jest takie popularne.

      Mam pytanie do Elwingi: czy to ch trzeba wymawiać z takim przydechem? Bo coś mi
      sie tak kojarzy ale nie jestem pewna.Z podobnych brzmieniowo imion to jeszcze mi
      się podoba Chaja (albo Haja nie wiem jak to trzeba poprawnie zapisać).

      O mojej siostrze chciałam jeszcze tylko dodać,że ta jej koleżanka była
      zdziwiona,że chce dać dziecku takie dziwne i wymyślne imię jak...Urszula. I
      obraziła się jak moja siostra wybuchnęła śmiechem i powiedziała,że imię Urszula
      jest tak samo "polskie" jak Anna.

      Z tymi czasami młodości MM to moze też i racja, chociaż ona przecież mieszkała
      na Jeżycach czyli całkiem niedaleko od Akademii Medycznej,gdzie czarnoskórych
      studentów jest całkiem sporo.
      Poza tym moja mama,ktora jest mlodsza od MM o 11 lat (mama się urodziła
      28.06.1956 roku) jakoś się na widok Murzynów nie dziwiła.Raz się tylko wgapiała
      w Murzyna-jak się rodziła moja siostra i poród odbierał bardzo przystojny młody
      lekarz Kenijczyk.Matula nam opowiedała,że się nie mogła skupić na parciu taka
      była nim zachwycona (faktycznie,facet mieszka w naszym mieście do dzisiaj i
      chociaż już jest po pięćdziesiątce to dalej jest niezły)
      • sevilay Re: Tak,macie rację! 22.03.07, 14:18
        Musiałam przerwać swoje wywody bo przyszedł mój synuś i poprosił:"Mama ,tu, na
        tej kartce napisz mi kota"(tzn.narysuj) bo chciał rysować a nie pamiętał dobrze
        jak kot wygląda.

        No,ale wracając do tematu-Czy 11 lat to tak dużo,ze moją mamę widok Murzyna nie
        dziwił i podczas studiów w Poznaniu nie wytrzeszczała oczu na ich widok?
        Poza tym chyba MM chodzi czasem po ulicach.Nie wspominając już o tym,ze jej brat
        mieszka w USA.Trochę to spojrzenie na Helmuta jest archaiczne.

        Pozdrawiam wszystkich na forum, w tym Anny i dziewczyny o innych imionach też
        oraz nielicznych tu ale miłych panów.
      • elwinga Re: Tak,macie rację! 22.03.07, 18:28

        >
        > Mam pytanie do Elwingi: czy to ch trzeba wymawiać z takim przydechem? Bo coś m
        > i
        > sie tak kojarzy ale nie jestem pewna.Z podobnych brzmieniowo imion to jeszcze m
        > i
        > się podoba Chaja (albo Haja nie wiem jak to trzeba poprawnie zapisać).


        Tak, to "ch" w Chanie i Chai jest gardłowe.

        • ginestra Re: Tak,macie rację! 22.03.07, 19:29
          Sevilay,
          jak miło opisałaś przeżycia swojej mamy! Wyobrażam sobie tego przystojnego
          doktora o egzotycznej urodzie :)

          Ja też myślę, że to trochę dziwne ze strony pani MM, że Helmut opisany jest tak
          sensacyjnie, podobnie jak potem mały Walenty.

          Fajny ten Twój synek uczący się rysować :))
          Pozdrawiam!
          • sevilay Re: Tak,macie rację! 22.03.07, 20:34
            Dzięki Ginestro.
            Ja równiez pozdrawiam :))
        • sevilay Re: Tak,macie rację! 22.03.07, 20:33
          Elwingo,czyli dobrze pamiętałam.
          w sprawie hebrajskich imion to chciałam jeszcze tylko dodać,że jak sie uczyłam
          na egzamin z "historii Bliskiego Wschodu w Starożytności" to zachwycałam sie
          imionami krolów Izraela.Szczegolnie mi się podobało Jehu i Omri.No,jescze Atalia
          (królowa Judy) ale mniej bo to zła kobieta była :)
          • elwinga Re: Tak,macie rację! 22.03.07, 20:52
            Uczyłaś się może z "Historii Izraela" Brighta? :)

            A Atalia wredna była, to fakt.
            • sevilay Re: do Elwinga 22.03.07, 21:01
              Tak,dokladnie z tego się uczyłam.Teraz bardzo żałuję,że to była pierwsza
              ksiązka ,z którą poleciałam po egzaminie do antykwariatu.Ale wtedy juz nie
              mogłam na nią patrzeć tak mnie nasz profesorek umęczył. To tak jak z paleniem
              zeszytów po maturze:)).
              ale dla relaksu po tych stresach poszłam z małym kuzynem na..."Mojżesz,książę
              Egiptu" :))
              • poliglo Re: do Elwinga 25.03.07, 04:16
                Witam:) Ja bym tak surowo nie oceniała Pani MM. Faktem jest, że pisze dla
                młodzieży, a nie dla wyrobionych intelektualnie i doświadczonych życiowo
                dorosłych. Może jestem dziwna, ale mnie Język Trolli wydał się książką bardzo
                pozytywną, dającą nadzieję. Trolla chora na raka, daje z siebie wiele dla
                innych, ma świetną, nietuzinkową i liberalnie nastawioną rodzinkę, pełną
                akceptacji dla innych. Cóż, jest to z założenia lekka beletrystyka, w której
                przemycane są jako ornamenty i dodatki również elementy kultury wyższej. Sama
                widzę w tych książkach dużo uproszczeń i schematów, ale gdyby wszystkie wątki
                książki były poprzedzone rzeczowymi i realistycznymi opisami pochodzenia i
                dziejów bohaterów, nawet tych drugo- i trzecioplanowych, pewnie całosc
                straciłaby na lekkości, stając się przysadzistą i nudnawą tasiemcową epopeją.
                Myślę, że z takimi sagami powieściowymi dzieje się tak, jak z telenowelami
                telewizyjnymi. Po trzystu odcinkach trudno już wymyślić coś nietuzinkowego i
                tchnącego świeżością, a zarazem realistycznego. Zresztą, wraz z najstarszymi
                bohaterami książek starzeje się też MM, nie można o tym zapomnieć, ma 62 lata.
                MM jakiś czas temu przebąkiwała w mediach, że kończy z Jeżycjadą. Gdyby to wtedy
                zrobiła (chyba po wydaniu Kalamburki) pewnie uniknęłaby takiej krytyki.
                Wspominalibyśmy te powieści z łezką w oku i narzekalibyśmy, że już nie pisze,
                nie chce nam powiedzieć "co było dalej". Jednak na tę wiadomość wielu jej
                miłośników zareagowało gorącymi prośbami o dalszy ciąg. Myślę, że MM tym, ze
                pisze dalej Jeżycjadę zaszkodziła sobie. Bo ciągle pisze, więc można bezlitośnie
                wytykać niezgodnosci, wytykać, że mieszkania są z gumy itd. (Co notabene
                oczywiście też juz jakiś czas temu zauważyłam i wątek o tym na TYM forum jest
                świetny). Pamiętajmy, że to są książki dla nastolatków, dla których od
                skrupulatnego i realistycznego opisu świata rzeczowego, ważniejszy jest z
                pewnosią świat wartości, o którym pisze autorka. W tych książkach ważniejsza
                jest przyjazna atmosfera, pokazanie jak rodzą się uczucia między młodymi
                bohaterami. Boję się, że takie dzielenie włosa na czworo i podglądanie przez
                mikroskop wszelkich niedociągnięć tych powieści, może zniechęcić do czytania
                powieści MM ich właściwych odbiorców, czyli 13-17 latków. A tacy przecież też
                odwiedzają to forum. Ja 14 lat temu zupełnie nie wnikałam w takie detale,
                chłonęłam klimat i ciepło tych książek. Wtedy zresztą ilośc wątków i bohaterów
                była jeszcze do ogarnięcia, teraz wymyka się to spod kontroli.
                Zgadzam się jednak, że kolejne tomy są coraz bardziej komercyjne, cena niestety
                też jest wg mnie zbyt wysoka, jak na książeczkę, którą się czyta jeden wieczór i
                po balu. MM wyrobiła sobie niezłą markę i odcina kupony. Ale nigdy nie zmienię
                zdania, że bardzo wiele pozytywnego wniosła do mojego młodzieńczego życia. I
                jestem jej wdzięczna dozgonnie.
                • sevilay Re: Helmut Oracabessa 26.03.07, 17:41
                  Droga poliglo, czy przeczytałaś wszystkie posty w tym wątku? Tam nie tylkoja
                  ale i inni tłumaczyli już o co chodzi.
                  Odpiszę Ci po kolei:
                  JT,niby ma optymistyczna wymowę ale taką doklejoną na siłę.Skoro Trolla
                  wszystkich traktuje z szacunkiem i przemawia językiem dobra to czemu takim to
                  właśnie językiem nie wytłumaczyła pani Zajęczyk dlaczego nie chce zdjąć
                  kapelusza.Nie musiała tego robić przy całej klasie,mogła podejśc na przerwie i
                  na osobnosci wszystko powiedzieć.Ale nie,ona woli jakieś demonstracje uciśnionych.

                  Lekka beletrystyka to dla mnie wybacz, ale romanse, a nie powieści MM,tym
                  bardziej,ze część z nich znajduje sie na liście lektur.
                  Co nie zmienia faktu,ze ostatnio Jeżycjada stała się właśnie telenowelą w
                  odcinkach( i nie jest to tylko moje zdanie).
                  Jeżeli MM zdecydowała się na fabułe osadzoną w konretnych realiach,konkretnym
                  miejscu a nawet czasie to niestety ale trzeba dbać o ten realizm a nie odchodzić
                  w kierunku fantasy.
                  To co teraz napiszę tez już wyzej wypowiedziałam: skoro się opisuje trudną
                  sprawę to trzeba to zrobić dobrze albo wcale.Nie powielać schematów.
                  Kiedyś koleżanka ze studiów mi powiedziała: "jak mozna brać takiego Murzyna
                  poważnie.Przecież on jest jak dziecko,nawet mówi tak po dziecinnemu".

                  Nie odnosisz wrażenia,ze Helmut to też takie duże dziecko? czy jest mozliwość,ze
                  u iluś tam osób utrwali się obraz Murzyna,poczciwego błazna,dziwaka?Murzynek
                  Bambo-"masz tu koraliczki,ciesz się","łahaha,ale śmiesznie mówisz! Ubaw".
                  Własnie dlatego,ze to ksiązki dla nastolatków obraz Helmuta powinien być trochę
                  inny,bo to dzisiejsi nastolatkowie będą mieszkać w sąsiedztwie cudzoziemców( w
                  większym stopniu niz np.pokolenie naszych rodziców).I co będą tak jak w
                  Jeżycjadzie zamierać na widok Murzyna,Wietnamczyka,Araba?

                  I nie martw się o czytelników to,ze się gdzieś wynajduje błedy wcale nie
                  zniechęca do czytania.Słyszałaś zapewne o krytyce Sienkiewicza? A mimo to
                  Trylogię czytano.Z własnego doswiadczenia wiem,że wpadki nie zniechęcają do
                  czytania.Tym bardziej,że pewnie większości z nich nie zauważają bo brak im
                  tzw.życiowego doświadczenia.Moja mama np.:już BB uważała za gorszą pozycję a ja
                  dopiero TiR.BO ja miałam wtedy tylko naście lat a mama nieco więcej :)

                  Pozdrawiam cię Poglio serdecznie i co do ostatniego zdania zgadzam się z Tobą w
                  100%.
                  • tygrys2112 Re: Helmut Oracabessa 26.03.07, 17:52
                    co do Języka Trolli odniosłam wrażenie (być może mylne), że jest to niejako
                    cicha odpowiedź autorki na wojnę w Iraku. Trolla reprezentuje i próbuje
                    rozpowszechnić postawę dialogu zamiast walki. To czy takie nastawienie zawsze
                    jest możliwe, to już inna sprawa.
                    • sevilay Re: Helmut Oracabessa 26.03.07, 18:01
                      tygrys2112 napisała:

                      > co do Języka Trolli odniosłam wrażenie (być może mylne), że jest to niejako
                      > cicha odpowiedź autorki na wojnę w Iraku. Trolla reprezentuje i próbuje
                      > rozpowszechnić postawę dialogu zamiast walki. To czy takie nastawienie zawsze
                      > jest możliwe, to już inna sprawa.

                      no proszę ile różnych wniosków mozna wysnuć z jednej książki.Każdy ją może
                      zrozumieć na swój sposób.Dlatego dalej będę się trzymać swojego zdania,ze autor
                      musi uważać co pisze,bo jeden tem znajdzie sprzeciw wobeć przemocy a inny
                      zapamięta tylko tyle,że "Murzyn śmiesznie gada".Wszystko zalezy od odbiorcy.
                      • deina_kmf Re: Helmut Oracabessa 26.03.07, 18:52
                        pamiętam swoje pierwsze refleksje po lekturze Języka Trolli - sprowadzające się
                        generalnie do tego; że założenie całkiem słuszne; z realizacją gorzej. Odniosłam
                        wrażenie; że za pośrednictwem Trolli pani Musierowicz chciała dokonać czegoś na
                        kształt rozwinięcia eksperymentów grupy ESD i Zasady Szwungszajby. Taki pomysł
                        zachowania wiary; że dobro wyzwoli dobro; i próba bycia szczęśliwym mimo
                        wszystko; z jednoczesną świadomością; że można się spotkać z odrzuceniem; złem i
                        oszustwem; że ten okruch dobra nie jest gwarantowany. Czyli coś bardziej
                        świadomego i dojrzalszego niż grupa ESD. Warto próbować dla samej próby.
                        Tylko że na samej pani Musierowicz zdają się ciążyć rozczarowanie i zmęczenie; i
                        wynikająca z nich gorycz; która czyni jej przekaz mało wiarygodnym. Nie potrafi
                        już z takim przekonaniem budować czegoś; co może było zbyt idealne i słodkie;
                        ale pokrzepiało i dawało nadzieję. Tak jakby straciła przekonanie co do swoich
                        bohaterów. Próbuje ich trochę dostosować; uwspółcześnić; by wilk był syty i owca
                        cała. Próbuje pokazać ich ewolucję; nieuniknioną wobec zmian w realiach życia;
                        ale bez przekonania; że ta ewolucja jest czymś właściwym i pożądanym w universum
                        Borejków. Oni nie powinni się zmieniać; a muszą. Rola Helmuta w tym wszystkim to
                        chyba próba wprowadzenia na scenę postaci; dla której Polska jest czymś; z braku
                        lepszego słowa; nowym. W sensie że przyjeżdza; wchodzi w nową rzeczywistość; i
                        to; z czym się styka; podoba mu się. Nie jest niczym obciążony; żadnymi demonami
                        (i aniołami) przeszłości; i potrafi się odnaleźć w rzeczywistości; na którą
                        wszyscy inni tylko narzekają. Ból w tym; że ten zamierzony ładunek optymizmu
                        jest ujęty w ramy takie więcej schematyczne i stereotypowe. Czyli kolejne dobre
                        założenie; które padło w realizacji. Helmut jest zachwycony bogactwem i pięknem
                        polskiego języka; dzięki niemu mamy zatem przekaz "spójrzcie ile piękna; o
                        którym na co dzień zapominamy". Bardzo słuszny. Tyle że realizacja sprowadza się
                        do tego; jak słusznie napisała Sevilay; że "Murzyn śmiesznie gada". Im dłużej
                        saga trwa; tym bardziej trzeba uważać i nie zakładać z góry; że proste
                        uniwersalizmy obronią się same za każdym razem; zaś stereotyp jest poręcznym
                        nośnikiem; który nikomu nie zaszkodzi. Przykładowo: świadome macierzyństwo i
                        odpowiedzialność dominują w naszych forumowych dyskusjach na temat Pyzy i
                        Fryderyka; nie przyjmujemy już teorii o "potędze zwycięskiej miłości" z
                        dobrodziejstwem inwentarza - że niby tyle się liczy; reszta to fabularne tło;
                        którego jedyną funkcją jest doprowadzenie do określonej konkluzji (tryumfalne
                        zapełnienie pustki w ramionach Pyzy). Nie da rady. Proste recepty przestają się
                        sprawdzać. Tak to widzę.
    • sevilay podnoszę dla Agisek 08.11.07, 19:33

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka