Już za chwilę.
Wyśmiewany, wyszydzany - zmięty gożdzik, rajstopy i inne atrakcje w zakładzie
pracy . I koniecznie pokwitować, że obywatelka otrzymała

- młodsi tego nie
pamietają, ale ja - tak.
W domach też bywało satyrycznie, jak u Mleczki - panowie po męskiej wódce,
do domu wędrowali znowu z tym goździkiem - trochę sfatygowanym i po
przejściach.To była klasyka za komuny....
Mnie kojarzy się ten dzień pozytywnie - nawet i te "atrakcje" w zakładzie
pracy, w którym większość stanowiły kobiety. Panowie pacjenci byli wyjątkowo
mili w tym dniu

i nie zgłaszali codziennych (często słusznych pretensji do
zasad działania państwowej służby zdrowia.
W domu, Mąż i syn wręczający kwiaty mnie i córce(nawet jak miała 3
lata),oddelegowanie na fotel od prac domowych - day, ać ja pobrusam, a ty
pociwoj

- zastosowane w praktyce.
Ogólnie biorąc, pomimo wszystko - wrażenie że jest to świąteczny dzień.
Teraz też wiem, że dostanę kwiatek od męża, a syn zadzwoni do mnie i do córki
z życzeniami. Miło jest słyszeć miłe słowa, od osób kochanych
A jakie są wasze wspomnienia i odbiór tego dnia w dzisiejszych czasach? Ma on
sens, czy nie? A może jego miejsce zajmuja dzisiaj Walentynki - nie adresowane
wyłącznie do pań = demokratyczne ?