omeri 22.08.05, 21:25 Moi Mili, jak wiecie - odpapierzam się i pozbywam starych książek (fachowych) i czeka mnie jeszcze ciężka orka przedprzeprowadzkowa. Proszę napiszcie co robicie,zeby tak nie obrastać czy zarastać? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
warum Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 22.08.05, 22:17 Nic nie doradze jak juz sie zatykam, to czegos sie pozbywam, ale z wielkim bolem. Niedawno czytalam ,ze trzeba zaczac 3 tygodnie wczesniej przygotowania do przeprowadzki,a w procesie pakowania samoistnie sie robi "czystke"...Zmiana mieszkania, radykalna zmaina wystroju, nowy image, to nowe zycie. Wiec albo wziac to co sie zmiesci pod pache /i ma wymiar absolutnie sercowy/, albo olac sentymenty i zdac sie na "porzadkowych" A makulature ? tzn literature? Poza zawodowa zostawic tylko te najladniejsze) Lepiej posadzic wiecej kwiatkow,zeby bylo czym oddychac. Odpowiedz Link
gaja_1 Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 23.08.05, 00:09 Dwa razy się przeprowadzałam i zawsze ciągnęłam cały majdan za sobą, jeśli chodzi o ksiązki i inne papierzyska. W piwnicy zamiast weków stoją kartony z tym wszystkim Natomiast ciuchów, butów i torebek pozbywam się bez większych problemów Gdybym tego nie robiła to moja połowina opływałaby pewnie w złocie, bo jak coś jeszcze dobre to nie potrzebne następne i całe ćwiećwiecze chodziłabym w jednym ciuchu Odpowiedz Link
maryna04 Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 23.08.05, 15:14 Temat "obrastania" przewija sie ciagle. Scieraja sie w naszych naturach dwa nurty - racjonalny - trzeba wyrzucic i irracjonalno - sentymentalny - nie moge. Mysle, ze problem wyrzucania "szmat" dotarl juz do najuobozszych czesci swiata. Teraz nigdzie nie brakuje odziezy, nawet w krajach Afryki zawsze mozna isc do misji, czy innej organizacji charytatywnej i wziasc sobie nowy - stary podkoszulek, czy klapki. Bogatsi, bogaci odnosza, czasami sami wysylaja to co juz sami nie uzywaja i czuja sie dobrzy. Podobnie z ksiazkami, zawsze mozna dostarczyc do biblioteki, co ambitniejsi nawet organizuja wysylke w ubogie w literature miejsca. Dalej dokumenty, w koncu odwaznie wyrzucamy rachunki za gaz z poczatku lat 90-tych, kiedy to ostatni raz wyrzucilismy poprzednie. Ciagle ukladamy w teczce swiadectwa z podstawowki, czasem juz nie swoje tylko dzieci, ilosc dziel artystycznych z przedszkola juz sie naogol wyczerpala. Co jakis czas wystawiamy stara kanape, ukladamy na murku w stosik buty...... I co? I dalej ciasno, Omeri - przed Toba chwila prawdy. To co po selekcji spakowalas, bedziesz i tak dlugo trzymala w pudlach, nim rozpakujesz, bo nigdy nie bedziesz miala potrzeby tych rzeczy uzyc. Przyjechalam do Ameryki z dwoma walizkami na glowe, pozniej jeszcze troche doszlo z Polski. I co? szkoda gadac. Kilka dni temu bylam u mlodego malzenstwa z Polski. Trzy lata temu przyjechali z dwoma plecakami. A teraz, cos tam dostali, cos tam kupili, cos znalezli, cos im podrzucono z Polski i wszystkiego trzy razy za duzo jest. Towary i dokumenty rozrosly sie niemozebnie, jest to zagadnienie i ekonomiczne ( jesli nie bedziemy kupowac - to nie bedziemy napedzac gospodarki, jesli nie bedzie coraz wiecej drukow - bo komputer swoja droga, ale na wszelki wypadek trzeba miec na papierze- to straca prace urzednicy nizszego szczebla) i socjologiczne (nawet najbardziej zatwardziali przeciwnicy konsumpcji nie kupuja nowych butow, wtedy, kiedy im sie stare rozlecialy), rowniez z zakresu kultury (nie mamy sumienia wyrzucac ksiazek, do ktorych nie tylko my nie zajrzymy, ale nie zajrzy tez juz nikt inny). Potem powstaje cala nowa bardzo powazna galaz naukowa i gospodarki - likwidacja smieci, ich odzyskiwanie... Kazdy ma takie chwile frustracji, Omeri, nie czuj sie winna, bierz co chcesz, inne wyrzucaj oczywiscie, mozesz wyrzucic juz rozpakowujac, a co, niepotrzebne rzeczy nie moga sie przewiezc? Dwa razy w zyciu wyrzucilam cos niepotrzebnie - raz 100 lat temu 50 centow w bonach i w tym roku szorty, w ktorych chodze tutejszym zwyczajem w upaly po domu. Brak centow jakos wyrownalam w budzecie domowym, a jedne szorty przesunelam z wycieczkowych na podomowe. Odpowiedz Link
aszar.kari Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 23.08.05, 15:55 Dlatego nie ma to jak przeprowadzka W ciagu ostatnich 20+ lat przeprowadzalismy sie rodzinnie 11 razy w tym kilka razy w te i nazad przez kontynent - to najlepsza nauka rozwaznego kupowania rzeczy i zachowywania wylacznie tego, co naprawde warte targania tysiace kilometrow. Mam teraz sasiadow od ponad 60 lat mieszkajacych w tym samym domu - to, co jest w Ich garazu i basemencie postrzegam jako "muzeum osobliwosci" - nawet jesli jest tam cokolwiek wartego trzymania, to trudno zgadnac co by to moglo byc Przy czym calosc przypomina juz forma wybitnie artystyczna instalacje. Przyjdzie pewnie dzien, gdy moi sasiedzi albo odejda z tego swiata, albo beda musieli zamieszkac w domu z opieka, Ich dzieci wezma sie pewnie wtedy za to dzielo sztuki jakim jest juz teraz kolekcja rzeczy niepotrzebnych acz super waznych Ja jestem za wyrzucaniem, moj maz zreszta tez. Tak naprawde do zycia potrzebuje wylacznie niektorych ludzi kolo siebie, szczoteczke do zebow i kawalek koca - na reszte zawsze mozna poczekac. Aszar Odpowiedz Link
maryna04 Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 23.08.05, 17:56 Opowiadala mi znajoma o bardzo bogatej rodzinie amerykanskiej. Pani domu co sezon porzadkowala szafy, czesc rzeczy braly dwie mniej majetne siostry, reszta do zydowskiej organizacji charytatywnej, ktora podjezdzala i zabierala. W to miejsce pani kupowala sobie, dzieciom po dwie, trzy pary nowych spodni i troche "topow". Po dwa lepsze zestawy i szafy puste.Ale to chyba wyjatek. Odpowiedz Link
wedrowiec2 Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 23.08.05, 19:01 Mam za sobą kilka(naście) przeprowadzek. Dokonuję czystki, a potem znów obrastam w niepotrzebne rzeczy. Ostatnio nawet niezbyt dużo wyrzuciłam, ale zaczynam byc mistrzynią w pakowaniu się Może warto przejrzeć zakamarki i nie tylko, postawić pod oknem mieszkania wielki kontener-śmietnik i sporo wyrzucić? Odpowiedz Link
mammaja Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 23.08.05, 19:24 W lipcu wyrzucilam stosy papierow, ktore jeszcze pare lat temu wydawaly sie bardzo wazne.Moj glowny problem to rzeczy "odziedziczone" po likwidacji mieszkan osob bliskich. Jakis wewnetrzny hamulec nie pozwala mi wyrzucac.Co moge to pale. Ostatnio powiedziano mi ze jeden ze szpitali warszawskich przyjmuje ksiazki. To by bylo "szlachetne rozwiazanie" w stosunu do bibliteki osoby bliskiej, dla ktorej te ksiazki byly wazne... Odpowiedz Link
omeri Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 23.08.05, 20:32 Dzięki za podtrzymanie na duchu , przede wszystkim nie tylko ja jestem chomikiem, ale też i chomikiem balaganiarzem i nad tym musze popracować ) Odpowiedz Link
maryna04 Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 04.11.05, 19:08 odnalazlam ten ciagle aktualny watek, bo w zwiazku z przesunieciem tapczanu zdecydowalam sie po kilku latach wyrzucic zalegajace w duzej szparze miedzy nim a sciana: sklejone przed wielu laty przez syna modele Columbii i Concorda, przytaskane przez wnuka urzadzenie do suszenia scian, dwie zmiekczone czasem pilki, torbe, w ktorej miescil sie klub samotnych skarpet, wor klockow lego, ktorych nikt nigdy przeciez juz nie zlozy.....Po co ja to trzymalam, skad to sie bierze w czlowieku, ze tak trudno wyrzucic? Uffff... Odpowiedz Link
mammaja Re: "obrastanie w papiery i dobra doczesne" 04.11.05, 20:55 Dzisiaj znalazlam w skrzynce kolejna zapowiedz o poniedzialkowej zbiorce odziezy i butow. Odziezy pozbywam sie regularnie, ale jaka frajda pozbyc sie butow, ktore "calkiem dobre sa" ale jakos nie chodzi sie w nich od lat.... Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Zasada jednego roku 08.11.05, 03:12 Po kilkunastu latach na emigracji tez obroslabym materialnie tak ze moj dom bylby pojemnosci dwoch naladowanych po dach tirow gdyby nie "zasada jednego roku". Zasada jest prosta: czego nie potrzebowalas przez rok, nie bedziesz potrzebowac w przyszlosci. Wyjatkami sa pamiatki rodzinne i zdjecia rentgenowskie/wyniki badan. Reszty mozna sie pozbyc bez zalu - no bo skoro nie potrzebowalas tych rzecz przez rok, to tak jakby tego nie bylo! Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie ><(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><(((º> Odpowiedz Link
mantra1 Re: Zasada jednego roku 08.11.05, 15:14 Stosuje identyczna zasade, tylko u mnie "karencja" trwa 2 lata. Niestety, wpojenie tejze zasady wspoldomownikowi graniczy z cudem. "Omnia mea mecum porto" - to jego dewiza, w zwiazku z czym najchetniej nie wyrzucalby nic. Przeprowadzil sie do mnie nawet z "Instrukcja obslugi samochodu trabant" z lat '70 ) Ale coz, ten typ tak ma, mowi sie trudno (nie bez walki) i kocha sie dalej) Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Zasada jednego roku 08.11.05, 22:43 Mantro, nalezy wyrzucac po cichu - zeby nie zauwazyl. Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie ><(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><(((º> Odpowiedz Link
nokata Re: Zasada jednego roku 08.11.05, 23:25 luiza-w-ogrodzie napisała: > Mantro, nalezy wyrzucac po cichu - zeby nie zauwazyl. Dzieki, Luizo "Lubie" Cie coraz bardziej. Wlasnie doswiadczylam ostatnio praktycznej implementacji proponowanej przez Ciebie procedury. Gazety i pisma sa odkladane u nas na na jedna kupke. Sa w niej i moje czasopisma. Przy odchudzaniu kupki uslyszalam pytanie "A czy <Pismo> tez wywalic" "Nie, bo potrzebne mi jest" Po czym kiedy mialam wyniesc juz przygotowana sterte do smietnika cos mnie tknelo i zrobilam przeglad paczki. Oczywiscie dwa numery <Pisma> byly chytrze pochowane w roznych miejscach kupki. O mojej radosci z tego faktu nie wspomne. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Zasada jednego roku 09.11.05, 00:02 Nokata, Ty spryciulku ;oD Pozdrawiam, mimo dzielacej nas roznicy w kwestii porzadkowej Luiza-w-Ogrodzie ><(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><(((º> Odpowiedz Link