Dodaj do ulubionych

O wychowaniu.

08.01.06, 17:03
Chcac byc "okurant")) z aktualnosciami w Polsce opisze to co opisano w
ostatniej Polityce w temacie jak w tytule. Jest to wywiad ze slynnym
amerykanskim psychologiem z Harvardu Stevenem Pinkerem. (Uprzejmie wyjasniam,
ze chociaz on slynny, dotychczas jego nazwiska nie znalam, wiec nie
frustrujcie sie, jesli wy tez nie). Poglady kontrowersyjne, zwlaszcza na
wspolczesna Polske, ale przeciez nie trzeba sie z nimi zgadzac. Cytuje:
" Tabula rasa , czyli poglad, ze czlowiek rodzi sie jako niezapisana karta,
ktora dopiero srodowisko, czyli rodzice, szkola wypelniaja trescia jest
niespojny(......), musi istniec wrodzony mechanizm, ktory decyduje jak ten
proces przebiega. Wezmy np malego kota i ludzkie dziecko, wychowujacych sie w
tym samym domu, a wiec majacych identyczne srodowisko(......) prawidlowe
pytanie wiec brzmi nie, czy potrafimy sie uczyc, tylko w jaki sposob
biologicznie wrodzone mechanizmy pozwalaja nam na uczenie sie rozmaitych
umiejetnosci.....
"Zgadzam sie z Harris, ze rola rodzicow w rozwoju osobowosci dziecka oraz
jego socjalizacji jest mocna przeceniana. Wiele efektow, ktore byly
powszechnie przypisywane wplywowi ojca i matki, okazalo sie byc dzielem genow
albo rezulatem dzialania kultury. Dwoje dzieci dorastajacych w tej samej
rodzinie powinno byc bardziej podobnych do siebie niz dzieci wychowujace sie
w roznych rodzinach. A wcale tak nie jest. Z kolei bliznieta jednojajowe,
rozdzielone po urodzeniu wykazuje zaskakujaco duzo podobienstw.
(...)o tym kim stana sie nasze dzieci w bardzo duzym stopniu decyduja geny i
grupa rowiesnicza, a takze pewne losowe zdarzenia. Wplyw rodzicow jest
natomiast bardzo maly.
Redaktorka: trudno w to uwierzyc. Pinker: "Najlepiej to widac na rodzinach
emigrantow. Dzieci stykaja sie z kultura rowiesnikow i ta wybieraja, a nie
odmienna rodzicow."
I na pocieszenie mowi: "Rodzice maja wielka wladze nad dziecmi i moga wplywac
na ich poczucie szczescia. Miedzy rodzicami i dziecmi powstaje wiez
emocjonalna, Jaka ona bedzie zalezy w duzym stopniou od rodzicow. Dlatego
patrzmy na dzieci nie jak na modeline, ale jak na partnerow, z ktorymi
jestesmy zwiazani emocjonalnie.
A oto poglady polskiego pedagoga Stanislawa Slawinskiego, ktory
najprawdopodobniej bedzie szefem projektowanego Instytu Wychowawczego (czy
jakas taka w przyblizeniu nazwa), ktory ma zapewnic odpowiednia kadre do
wychowania dzieci i mlodziezy polskiej, z jego ksiazki "Wychowanie w
posluszenstwie". Cytuje za GW: "przymus w wychowaniu mozna porownac do
borowania zebow, zawsze to niezbyt przyjemne, czasami bardzo boli, ale dla
pacjenta niezbedne" i dalej "Kary fizyczne jak popularny klaps, potrzasniecie
dzieckiem, dotkliwe pociagniecie np za reke, przykry uscisk czy tzw. lanie,
jesli nie da sie uniknac musza byc wykonywane ze zwroceniem szczegolnej
uwagi na niebezpieczenstwo urazow."
Te dwa spojrzenia na role wychowawcza rodzicow dziela lata swietlne. Wspolny
jest tylko poglad, ze rodzice maja wielka wladze nad dziecmi. Zreszta rowniez
na sposob leczenia zebow autor ma poglady, ktore juz nie egzystuja w
rozwinietych krajach. W Ameryce "najstarsi gorale nie wiedza", ze borowanie
boli - przeciez to robi sie pod znieczuleniem. A dzieci przed takim bolem
ochrania sie sie tym bardziej!!!!
Na moje oko, (Alfredko, widzisz, uzywam jednego))cytat z dziela przeszlego
nauczyciela kadr przypomina instrukcje, w sprawie tortur w Gwantanamo (Chyba
nieco inaczej sie pisze) dot. domniemanych lub prawdziwych terrorystow,
stosowane w obronie ludzkosci (tez znak zapytania i wszyscy sa temu
przeciwni). Kto stanie w obronie polskich dzieci, ktore jednak ludzkosci nie
zagrazaja, nawet jak sa nieposluszne, rozkapryszone, czasami nieszczesliwe.
Obserwuj wątek
    • warum Re: O wychowaniu. 08.01.06, 17:57
      Na mnie hasla typu: "instytut" , "przymus", "metoda" - wychowania - dzialaja
      jak plachta na byka/ choc blizej mi do laciatejsmile/. I kazdy kto cokolwiek
      takiego lansuje zaraz wzbudza we mnie...odruch nieufnosci i ostroznosci. A to
      dlatego,ze zaden fanatyzm czy radykalizm nie spowodowal nic pozytywnego w
      dziejach ludzkosci . A co do "wladzy" rodzicielskiej...to tez okreslenie dla
      tych ,co " wiedza lepiej", we wlasnym przekonaniu i najchetniej by zmuszali
      innych do poddanstwa, bo nie potrafia inaczej byc autorytetem .
      • mammaja Re: O wychowaniu. 08.01.06, 22:58
        Nie martw sie Maryno, obok masz wypowiedz pani bylej minister Dzierzgowskiej.
        Tez przeczytaj. A pan Sławinski jest zlosliwie cytowany.Jego ksiazka "O
        wychowaniu nastolatka" bardzo mi w swoim czasie pomogla. I pedagodzy nie zaczna
        bic dzieci, bo nie wolno smile A w domach - bywa roznie. Natomiast przeciez caly
        czas naglasnia sie sprawy przemocy w rodzinie.Moze ciagla za malo, ale
        dwadziescia lat temu nie mowilo sie wcale. Ostatnio opowiadono mi o chlopcu,
        ktory zadzwonil do taty ze kolega go uderzyl (bili sie obaj), tata natychmiast
        przyjechal do szkoly z dwoma gorylami, ktorzy sforsowali ochroniarzy i chcial
        dokonac samosadu. Na szczescie dyrektorce szkoly udalo sie odeprzec ten napad.
        Rodzice bywaja okropni, nauczyciele bezradni, zwlaszcza w szkolach zawodowych.
        Trzeba o tym mowic i przeciwdzialac, czy bedzie zajmowal sie pan X czy pan Y.
        Akurat Slawinski ma czworo doskonale wychowanych dzieci, ktorych zapewniam cie
        nie bil.
        • maryna04 Re: O wychowaniu. 09.01.06, 05:42
          Niestety, jednak martwie sie, ze czlowiek o takich pogladach moze byc
          nauczycielem przyszlych kadr. Za to co sie mowi, a tym bardziej pisze bierze sie
          odpowiedzialnosc, wiec na litosc nie pisz, ze GW cytuje go zlosliwie. Napisal
          te zdania o stosowaniu kar cielesnych, ktore jednak nie powinny pozostawiac
          urazow ciala, czy tez nie. Wychodzi na to, ze jednak napisal. A to, ze swoja
          czworke dzieci wychowal bez bicia, ale zaleca innym tym bardziej przedstawia go
          w najgorszym swietle. Albo nie chce zdradzic tych metod, albo uwaza, ze jego
          dzieci byly lepsze od szarej masy, ktora nalezy prac. Ta wyliczanka "chwytow"
          jakie nalezy stosowac swobec dzieci jest wstretna i niech reka boska broni
          dzieci od takich wychowawcow. Z tego, ze pani z czasow rzadu Buzka ma inne
          zdanie na temat powolywania Instytutu, ale nie mowi nic o biciu dzieci, nie
          wynika nic dla aktualnych planow dot. wychowywania mlodych Polakow. Zreszta ja
          jestem za glupia zeby wypowiadac sie, czy taki instytut powinien byc, ale
          jestem wystarczajaco madra, zeby oburzyc sie na aprobowanie przemocy wobec dzieci
          Wiem, ze mam na polski gust wypaczone spojrzenie, ale jak slysze o tym
          patriotyzmie, postawie obywatelskiej, poswieceniu i rozmnazaniu sie dla kraju
          itp podobnych komunalach to kiszki mi sie wywracaja. To jest jak uczenie dzieci,
          ze maja mamusie i tatusia kochac. A przeciez tego nie mozna nauczyc, to jest lub
          tego nie ma. Niestety, musze podac amerykanski przyklad. Tu dzieci wychowuje sie
          nie na pelnych poswiecenia patriotow, ale przede wszystkim tak, zeby umialy byc
          szczesliwe. Bo prawo do szczescia jest zapisane w Konstytucji. Ktory z polskich
          przywodcow powiedzial, ze mamy prawo do szczescia. I te amerykanskie dzieci
          wychowywane bez pogrozek, bicia, wtracania sie panstwa we wszystko, instytutow
          odp. za patriotyzm wyrastaja w swej ogolnej masie na patriotow,
          zdyscyplinowanych i bardzo czesto pelnych poswiecenia obywateli, ktorzy sami
          biora odpowiedzialnosc za siebie. I akurat po tym zdaniu nie dopisze, jak
          czesto robie w innych wypadkach, ze to ja tak uwazam. Tak jest.
          Nie do konca sledzilam, ale cos ostatnio bylo, ze ustawowy zakaz stosowania kar
          cielesnych wobec dzieci jednak padl w sejmie, czyzbym sie mylila. A poglady
          Marka Jurka, to tez tylko poglady, a on w swojej patriotycznej rodzinie dzieci
          nie bijal?
          Zastanawia mnie jak p. Slawinski radzi stosowac przemoc wobec dzieci: na zimno,
          czy tez w zlosci, czy tez na slodko: chodz tu Jasiu, mamusia wykreci ci raczke,
          bo znow nie posprzatales. Zapewne niewiele jest rodzicow, ktorzy w zlosci,
          bezsilnosci i braku cierpliwosci nie naruszyli nietykalnosci cielesnej dziecka,
          ale to zalecac? Tak mi przyszlo do glowy, ze jesli nietykalnosc cielesna jest
          zagwarantowana prawem, to dlaczego nie dotyczy to niepelnoletnich?
          • mammaja Re: O wychowaniu. 09.01.06, 17:14
            Maryno, nistety pisanie w internecie jest czasami pozbawione sensu. Przeciez
            nie mam zadnej innej argumentacji, poza wlasnymi doswiadczeniami. Nie chce mi
            sie prowadzic akademickich dyskusji, o osobie ktora ja dobrze znam i cenie, a de
            facto
            cytatami prasowymi.Gdyby usiasc twarza w twarz i pogadac - moze moglabym cie do
            czegos przekonac.A tak - nie czuje sie na silach. Jest to jeszzce najlepszy
            dowod jak mozna komus przyprawic gombrowiczowska gebe. Z tych wszystkich
            wymienionych "kar cielesnych" naprawde radzono nam "mocne przytrzymanie za
            ramie" - co dziala uspokajaco na rozbrykanego podopiecznego, nie bedac
            rownoczesnie agresja.
            Cala praktyka wieloletnia Slawinskiego jako szkolacego, jego swietnie
            sformulowane budowanie programow - realizacja celu poprzez srodki - wychowywanie
            do odpowiedzialnosci - nic to, bo przylepiono mu inna latke. Totez poddaje sie i
            juz nie bede wypowiadac sie w tym temacie.Zycze szczescia wszytkim amerykanskim
            dzieciom,niestety mimo zapisu konstytucyjnego nie wszyscy sa szczesliwi. W koncu
            mam w rodzinie juz trzecie pokolenie Amerykanow, roznie to bywa, mimo
            najlepszych szkol. Pozdrawiam serdecznie!
            • popaye Re: eeeh... 09.01.06, 19:57
              Na wychowaniu dzieci sie nie znam!
              Moje dziecko wychowalo sie "samo" (chyba!), i jak widze, mimo "nieudacznego"
              (pedagogicznie) ojca i matki - mocno "na luzie" w zasadach i rygorach
              wychowawczych - jakos sie udalo! - huraaa ... ????.

              Nie demonizujemy my przypadkiem problemu?.
              Prawie 100% rodzicow, czyli tacy jak my, nie posiada zadnej naukowej bazy
              w tym zakresie i zawodowych doswiadczen pedagogicznych a.... najczesciej sie im
              UDAJE doprowadzic do doroslosci dzieci bez specjalnych skomplikowan.
              Chyba dlatego iz sami sa NORMALNI i nie daja sie zwariowac.

              Wszyscy moi znajomi majacy dorosle dzieci nie wychowali narkomanow, dewiatow,
              psycholi i patologicznych spolecznie typow - mimo braku przygotowania
              pedagogicznego.
              Jedyna para zawodowych pedagogow ktora znam, jest ... bezdzietna.
              Chyba - dzieki Opatrznosci! - jak wynika z moich lektur wypocin "specow od
              wychowania" smile)
              pozdr.
              pE
              • mammaja Re: eeeh... 09.01.06, 21:07
                Calkowicie zgadzam sie z przedpisca! Wzrost jest dany! Ogrodnik tez pielegnuje
                rosline - ale jej rozwoj wlasciwy dzieje sie bez jego udzialu. Najwazniejsze -
                nie szkodzic!~Ale co innego rodzice, a co innego grupa osob, ktorej oni te
                dzieci powierzaja. Jednak musi byc przygotowana ! (a mialam juz nie pisac,
                przepraszam, zapomnialasmile
                • ewelina10 Re: eeeh... 09.01.06, 21:45
                  Mammajko trafnie ujęłaś z tym ogrodnikiem smile
                  Nie mam teraz czasu ale dzieci to szczególny temat i mogłabym pisać na ten
                  temat bez końca. Moje dzieci już dawno są dorosłe, ale jeszcze nie czuję, że
                  przecięłam przysłowiową "pępowinę" Młodsze dziecię wyprowadza mi się w przyszły
                  weekend. Wiem, wiem, wiem - tak być musi i chyba dłużej już nie moglibyśmy tak
                  razem we wspólnym gnieździe się razem mościć. Ale jakaś gula mi rośnie w gardle
                  kiedy patrzę na te ściany w jego pokojach, które robią się coraz bardziej puste.
                  • jan.kran Re: eeeh... 09.01.06, 22:27
                    Dobrze Cię rozumiem Ewelino i ściskamsmile)))
                    K.
                  • gaja_1 Re: eeeh... 10.01.06, 00:12
                    Ewelino, jak liczysz, że w przyszły weekend odetniesz pepowinę to sie mylisz.
                    Moje dziecię już drugi miesiąc się wyprowadza i końca nie widaćsmile
                    Codziennie wynajduje inny powód, żeby nie zamknąć za sobą drzwismile
                    Są momenty kiedy tracę cierpliwość,
                    ale gryzę się w jęzor, żeby czegoś nie chlapnaćsmile
                    Ileż czasu można w bałaganie żyć?
                    Mam dość kartonów, pakowania, przeglądania szaf, o co uszczuplić zasoby matczynesmile
                    Jedynie łazienka się ostała nie naruszonasmile
                    Pomagając jej w tym myszkowaniu
                    cały czas zastanawiam się nad jedną sprawą.
                    Byłam wredną matką
                    a ona zamiast zwinąć się w jeden dzień i uciec gdzie pieprz rośnie
                    i chociaż na podłodze, ale z daleka odemnie zacząć żyć
                    ma trudności z opuszczeniem gniazda.
                    Wychodzi, że pomimo moich wad, nie było aż tak źlesmile)
                    • maryna04 Re: eeeh... 10.01.06, 05:30
                      Doroslosc dzieci zaskakuje rodzicow, tez to przezylam.
                      Prosze mi nie przypisywac demonizowania intencji w rozpoczetym watku. Jak
                      napisalam nie wiem, czy instytut jest potrzebny itd...., a takze , ze raza mnie
                      mnie wzniosle hasla w tak zwyczajnej sprawie jak dorastanie w normalnym domu.
                      Nic jednak nie zmieni mojego zdania, ze czlowiek, ktory w poradniku
                      wychowawczym (czy jaki to byl gatunek ksiazki) propaguje przemoc cielesna wobec
                      dziecka w rodzinie nie nadaje sie do wychowywania kadr. Niewazne, ze wiekszosc
                      z nas kiedys tam podnioslo, czy podnosilo reke na dziecko. Zapewne kazdy
                      widzial na ulicy matke stosujaca metody S. Slawinskiego wobec dziecka. W
                      najlepszym razie zenujaca scena, a czasami przykra.
                      Gaju, mysle, ze nie tylko bylam, ale i jestem matka z bardzo wieloma wadami.
                      Despotyczna, histeryczna, niezbyt wylewna w uczuciach - chociazby, co nie
                      przeszkadza, ze kochamy sie ogromnie, w trudnych chwilach jestesmy nawzajem
                      najwieksza podpora. I to jest wlasnie to w relacjach w zwyczajnych, dobrych
                      rodzinach. A jak mnie lechce, jesli slysze od kogos z towarzystwa syna: zeby
                      pani wiedziala, jak L. (moj syn) pania kocha, bo z corka wiadomo, jestesmy jak
                      stare dobre malzenstwo, chociaz meza jej nie brakuje.
                    • ewelina10 Re: eeeh... 10.01.06, 17:57
                      gaja_1 napisała: > Moje dziecię już drugi miesiąc się wyprowadza i końca nie
                      widaćsmile
                      hy hy hy dokładnie tak będzie smile No bo kto uczniom co tydzień da korki z
                      angielskiego, czy też - kto z Cher popływa, wybiega, poaportuje aż psica
                      będzie ziała ze zmęczenia ... kto za uchem podrapie, przytuli do serducha ...
                      Na działce też wypada od czasu do czasu przespać się nockę smile))
                      • onkwe po lapach... 10.01.06, 19:20
                        Niestety, nie znalazlAm nigdzie danych statystycznych, ktore by wskazaly na
                        niepokojacy wzrost stosowania przemocy i kar cielesnych przez nauczycieli wobec
                        uczniow w Polsce od roku 1991 – a wiec od czasu ukazania sie ksiazki pana wice
                        Slawinskiego, ksiazki, ktorej cytaty nagle zaczely krazyc w mediach, po 15
                        latach smetnego lezakowania na polkach ksiegarni i bibliotek
                        pedagogicznych.Moze za slabo googlowalAM?
                        Cholera wie, moze rzeczywiscie, od 1991 nastapil, dzieki "blogoslawienstwu"
                        szacownego pedagoga,(gugle-gugle " stopień naukowy doktora uzyskał na Wydziale
                        Filozofii Chrześcijańskiej" ), nagly "wysyp" wykrecania konczyn naszym polskim
                        biednym pociechom, tudziez szarpania za uszy, walenia linijka po
                        palcach? ....A my, o zgrozo, tkwilismy w blogiej nieswiadomosci !?
                        Przypuszczam, ze po 15 latach gremialnego stosowania kar cielesnych w
                        szkolnictwie i w podstawowych jednostkach spolecznych, rzeczywiscie mogla
                        wyrosnac w kraju nad Wisla nieposluszna, kaprysna, czasem nieszczesliwa
                        mlodziez. Gdzie im tam do ogolnie szczesliwych, patriotycznych,
                        zdyscyplinowanych, pelnych poswiecenia mlodych obywateli amerykanskich,
                        wychowanych w idealnym ( no moze prawie idealnym, bo jednak od czasu do czasu
                        sluchy chodza, co tam jednak bija Murzynow wink systemie. Systemie bez podzialow
                        na szkoly publiczne i prywatne ( czyt. na te z filmu "Coach Carter" i na te z
                        filmu "Legally Blond" ), na te z imponujacymi voucheram czy obywajace sie bez
                        nich, w systemie nie faworyzujacym zadnych grup spolecznych, nie stosujacym
                        ukrytych oficjalnie, ale widocznych golym okiem podzialow opartych na sytuacji
                        materialnej, lokalizacji placowki wychowaczej, czy na sprawiedliwym rozlozeniu
                        podatkow, dotacji i przydzialow na rozwoj szkolnictwa i na specjalne programy.

                        Co by tu jeszcze, skoro juz wlazlAM i dorwalAM sie klawiatury? Aha. W zwiazku z
                        tworzeniem i obsadzaniem nowego tworu naukowo-badawczego, jakim ma byc
                        wspomniany Instyut zaczela sie normalna przepychanka i wyciaganie brudow
                        pozwalajacych zdyskredytowac potencjalnego kandydata. I jest to
                        absolutnie ‘poprawna’ akcja oraz chwyty stosowane w polityce ( i nie tylko) w
                        szerokim tego slowa pojeciu, w roznych okolicznosciach, aparatach panstwowych,
                        na roznych szczeblach i ukladach , jak swiat swiatem. "Dobro dziateczek" jest
                        tu jedynie pretekstem w przepychance do koryta.
                        Nie, nie jestem zwolenniczka "wartosci chrzescijanskich" , ktore od lat usiluje
                        wcielic w zycie w szkolach i rodzinach wspomniany pan pedagog. Nie jestem
                        rowniez za tym, by stanal on na czele grupy naukowcow i pedagogow kierujacych
                        pracami nowego instytutu. Wystarczylo bowiem to, co poczytalam o jego dorobku i
                        metodach pracy 'w terenie' w zaszlosci i o obecnych jego 'osiagach'.. Nie
                        przecze tyz, co w kontaktach personalnych moze on jawic sie jako bardzo mily,
                        porzadny i pelen oddania sprawie czlowiek. Tyle, ze to nie nobilituje, by
                        powierzyc mu nadzor nad caloksztaltem kreowania wzorow wychowawczych w
                        spoleczenstwie.

                        Czy mam prawo wyglaszac opinie i sady na temat edukacji i metod wychowawczych
                        oraz na temat 'produktu koncowego'? Nie wiem, moze nie. Moze fakt posiadania w
                        najblizszej rodzinie i wsrod przyjaciol w Polsce pedagogow, fakt zapoznania
                        sie namacalnie i naocznie z edukacja i wychowywaniem przyszlych pokolen w
                        czterech roznych krajach i systemach ( po tej i po tamtej stronie sadzawki) nie
                        uprawnia mnie do zabierania glosu. Coz, ryzyko wielkie, bo oberwac mi sie moze
                        wirtualnie po lbie za...zlosliwosc, brak luzu ..i co tam jeszcze bylo ? wink))

                        Dobra, starczy tego dobrego. Koniec przerwy. Lecem do klasy, walnac w pale
                        jakiegos krnabrnego bachora ( oczywiscie tak, aby nie zostawic sladow )...wink

                        buzka wsiem wink)
                        • maryna04 Re: po lapach... 10.01.06, 20:20
                          Juz trzeci raz pisze, ze nie watpie, ze wiekszosc z nas kiedys wykrecilo
                          dziecku raczke niezaleznie od propagowania tego dopiero od 91 roku przez
                          doswiadczonego pedagoga.
                          Chodzi mi jednak o to, ze takich metod nie moze propagowac pedagog autorytet.
                          Swiat sie zmienia, kiedys wieszanie ludzi bylo wspanialym widowiskiem, teraz
                          jestesmy naogol przeciwni karze smierci, albo chociaz jestesmy w rozterce, a
                          juz na pewno nie polecimy na ten spektakl. Tak samo z czasem przyjmie sie i w
                          Polsce, ze nietykalnosc cielesna nie dotyczy tylko ludzi powyzej 18 roku.
                          Chyba pojdzie to z oporami, bo wielu nie jest do tego przekonanych. Dowodem
                          tego m. in. byla dyskusja na jednym z forum wlasnie na temat bicia. Ludzie z
                          dostepem do internetu, czyli ucywilizowani, w wiekszosci panowie byli jak
                          najbardziej za biciem.
                          Onkwe, nie zartuj, wiesz dobrze jaka przemoc ujmuje sie w statystykach, z tego
                          chyba nie trzeba zartowac.
                          Wiec znow wyjasniam: mnie nie chodzilo o efekty wychowawcze uzywania reki lub
                          nieuzywania i jak duzy bol moze byc zadany i czy dziecko z wykreconym w
                          mlodosci uchem jest bardziej muzykalne od tego, ktopremu nie wykrecano, tylko
                          o szacunek i poszanowanie godnosci czlowieka, ktorym jest tez male dziecko.
                          Przykro mi, ze nikt nie zauwazyl tego sedna. Trzeba mi nauczyc sie pisac
                          zwiezle i jasniej.
                          Co do reszty - kazdy niech zostanie przy swoim. Nie czytalam oczywiscie
                          ksiazki, ale z poczatku Twojej wypowiedzi Onkwe wynika, ze metody te autor
                          zalecal nauczycielom? Ciekawe.
                          • onkwe Re: po lapach... 10.01.06, 21:02
                            Czuje sie troche jak pojazd poruszajacy sie po wielopasmowej autostradzie...
                            Obok mnie mkna inne maszyny, roznych marek i kolorow. Do kolizji nie dochodzi,
                            kazdy z nas bowiem sunie po wlasnym pasie, z inna predkoscia, wsluchany w
                            prace wlasnego silnika.. wink)

                            -------------------------
                            A teraz z serii "poczytaj mi Onkwe" ..wink

                            (..)Rodzice i wychowanie
                            Formowanie się człowieka następuje w określonej rzeczywistości, stwarzanej
                            przez osoby, z którymi się spotykamy. W okresie dzieciństwa kluczową rolę w tym
                            procesie odgrywają rodzice. Dla małego dziecka stanowią niemal cały świat. W
                            miarę upływu czasu kręg osób, z którym dziecko wchodzi w kontakt, zwiększa się,
                            jednakże rola rodziców długo jeszcze pozostaje pierwszoplanowa. Oddziaływanie
                            rodziców ma tym większą siłę, że dziecko nie tylko widzi, ale także odczuwa
                            efekty postępowania rodziców, nie tyko przygląda się sytuacjom w rodzinie, ale
                            także musi w nich żyć. I dlatego właśnie w kręgu rodziny dziecko najwcześniej
                            doświadcza społecznego wymiaru postawy człowieka.

                            Oddziaływanie rodziców na proces formowania się postawy życiowej dziecka trzeba
                            analizować zwracają uwagę na kilka różnych faktów.

                            Po pierwsze, rodzice są pierwszym i przez wiele lat najważniejszymi wzorami do
                            naśladowania.

                            Po drugie, rodzice są mniej lub bardziej świadomymi autorami i wykonawcami
                            programu wychowania swoich dzieci.

                            Po trzecie, rodzice stwarzają określone warunki życiowe i powiązania
                            środowiskowe, z których wyrasta dziecko.

                            Mądrość ludowa uczy, że "niedaleko pada jabłko od jabłoni". Powstaje pytanie:
                            jak to się dzieje, ze dziecko upodabnia się do rodziców? Wiemy, że geny
                            pozwalają dziedziczyć predyspozycje do rozwoju pewnych cech fizycznych i
                            psychicznych. Ale w ostatecznym ukształtowaniu tych cech zasadniczą rolę
                            odgrywają również warunki, w jakich dokonuje się wzrastanie dziecka. Natomiast
                            wyposażenie kulturowe nie jest zapisane w kodzie genetycznym, dlatego
                            podobieństwa w sposobie postępowania oraz hierarchii wartości nie da się do
                            końca wyjaśnić przez genetykę.

                            Wydaje się, że podobieństwo to jest w pewnej mierze rezultatem uczenia się
                            naśladowanie. Dziecko ma ograniczoną możliwość śledzenia tego, co dzieje się w
                            świadomości rodziców, natomiast doskonale może rejestrować ich zachowanie.
                            Widzi więc, że w pewnych sytuacjach zawsze postępuje się tak a tak, stąd dana
                            reakcja staje się dla niego "oczywista". Tych "oczywistych" zachowań jest w
                            dziecięcej wizji świata więcej niż się na ogół przypuszcza. Nawet spadek
                            autorytetu rodziców, który przychodzi w wieku dojrzewania, tylko w niewielkim
                            stopniu coś zmienia.

                            Oddziaływania rodziców nie można jednak sprowadzać wyłącznie do funkcji
                            nieświadomie naśladowanego wzorca pewnych stereotypów zachowania. W wielu
                            rodzinach oddziaływanie rodziców polega także na tym, że dziecko świadomie
                            akceptuje postawę rodziców i uważa ją za wzór godny naśladowania. Tradycyjnie
                            sądzi się, że rodzice powinni być przykładem dla swoich dzieci i tę tradycję na
                            pewno warto pielęgnować. Jeżeli tak, to oczywiste jest, że rodzice pragnący
                            kształtować prawidłową postawę swoich dzieci muszą koncentrować uwagę nie tylko
                            na nich i na metodach postępowania wychowawczego, ale także na sobie.
                            Przypomnienie tej prawdy może nam dodać sił do utrzymywania ładu w swoim życiu.
                            Nawiasem mówiąc, rzadko się dostrzega istnienie i zasięg tego rodzaju
                            dodatniego wpływu dziecka na rodziców. Panuje dość powszechna zgodność, że
                            jedynie rodzice mogą stworzyć dziecku optymalne warunki rozwoju, mniej osób
                            zdaje sobie sprawę, że - odwracając sytuację - również dziecko jest rodzicom w
                            pewien sposób niezbędne. Pojawienie się dziecka stawia bowiem człowieka w
                            zupełnie nowej perspektywie rozwojowej. Dziecko daje rodzicom nowe poczucie
                            sensu życia. Dobrze wyraża to powiedzenie: "Mam dla kogo żyć", którym niejeden
                            raz człowiek mobilizuje się w chwilach kryzysu. Konieczność sprostania
                            rodzicielskim obowiązkom jest źródłem siły, która pozwala osiągać rzeczy
                            przekraczające nasze "normalne" możliwości. Dziecko dostarcza ogromnego
                            bogactwa przeżyć emocjonalnych, jest przyczyną radości i zmartwień, bez których
                            nasze życie uczuciowe byłoby znacznie uboższe.

                            Szczególnie godna podkreślenia jest rola, jaką dziecko może odegrać w życiu
                            religijnym rodziców. Zauważmy, że kiedy minie okres młodzieńczego zapału,
                            człowiek w sprawach religijnych zaczyna powoli "spoczywać na laurach". Niemal
                            niepostrzeżenie kurczą się i rutynizują praktyki religijne, którym poświęca się
                            coraz mniej czasu i uwagi. Nie bardzo wiadomo, kiedy przestajemy dociekać
                            istoty rzeczy i zaczynamy zadowalać się biernym uczestnictwem w utrwalonych
                            wiekową tradycją zbiorowych formach kultu religijnego. Jak się wydaje, to
                            zjawisko "usychania" wiary występuje na tyle powszechnie, że można je uznać za
                            pewną prawidłowość. Jego skrajną postacią jest utrata bezpośredniego kontaktu z
                            Kościołem i postawa tzw. wierzących nie praktykujących. I oto w pewnym momencie
                            życia stajemy przed problemem, jak wychowywać swoje dziecko pod względem
                            religijnym? Zwróćmy uwagę, że w tym pytaniu kryje się wezwanie do ponownego
                            rozstrzygnięcia o sobie samym wobec tajemnicy Boga. Wielu z nas nie znalazło
                            dość sił, żeby zapobiec usychaniu swojej wiary, chociaż nigdy jej nie
                            odrzuciło. Kiedy więc dziecko stawia ponownie przed nami dylemat wiary, okazuje
                            się, że niektórzy nagle, po wielu latach, klękają razem z synem czy córką do
                            wieczornej modlitwy. Tak czasem zaczyna się proces odnowy religijnej, znaczony
                            etapami edukacji religijnej naszego dziecka. Wspólna nauka katechizmu,
                            udzielanie wyjaśnień dotyczących religii i religijnego spojrzenia na
                            rzeczywistość, wszystko to zmusza do ponownego wnikania w tajemnicę Bożej
                            obecności. Dlatego wydaje się, że udziałem każdego, kto podjął trud
                            wprowadzenia swojego dziecka w prawdy wiary, staje się w mniejszym lub większym
                            stopniu osobiste dojrzewanie religijne. Uświadomienie sobie tych spraw mogłoby
                            przynieść wiele dobrego. Pozwoliłoby bowiem inaczej spojrzeć na proces
                            wychowania w rodzinie, dostrzec w nim nowe możliwości, co w konsekwencji może
                            doprowadzić do lepszych efektów w pracy nad kształtowaniem w nas wszystkich
                            chrześcijańskiej postawy wobec świata.

                            Wracając do wniosków, które wynikają, z faktu, że rodzice stanowią dla dziecka
                            podstawowy wzorzec postępowania, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno
                            zagadnienie. Można przyjąć za pewne, że wiele osób, chcąc dać "dobry przykład",
                            gra przed dziećmi jakąś rolę. Wbrew rzeczywistości usiłuje prezentować dzieciom
                            jakąś wydumaną doskonałość. Tego rodzaju próby, nawet jeśli podejmuje się je w
                            dobrej wierze, są skazane na niepowodzenie. Sztuczność demonstracji prędzej czy
                            później musi bowiem wyjść na jaw, stawiając rodziców w bardzo niekorzystnym
                            położeniu. Wydaje się, że aby właściwie spełniać rolę wzoru, konieczna jest
                            pewna otwartość rodziców wobec dzieci. Należy - oczywiście w sposób wyważony -
                            wprowadzić dziecko w istotę wielu własnych wątpliwości i trudności. Szczególnie
                            dotyczyć to powinno spraw, w których dziecko musi jakoś uczestniczyć. Wolno
                            przypuszczać, że niejeden raz taka wymiana myśli dzięki świeżości dziecięcego
                            spojrzenia może odsłonić nową drogę wyjścia z trudnej sytuacji. Otwartość
                            rodziców stwarza dziecku możliwość dostrzegania tego, co nie zawsze jest
                            widoczne z zewnątrz, czy problemu wyborów moralnych i ich oceny. Jak tego
                            rodzaju postawa może rzutować na więź między rodzicami i dziećmi, nie trzeba
                            chyba specjalnie podkreślać.

                            Stanisław Sławiński

                            z książki "Wychowywać do posłuszeństwa",

                            -----------

                            Zwrociliscie uwage na ten fragment dotyczacy religii? No wlasnie. Nie mam do
                            Pana dr. S. wiecej pytan.

                            • alfredka1 Re: trochę na temat a trochę nie.. 10.01.06, 21:56
                              Czytam, rozważam i jako były pedagog nie mam stuprocentowej pewności kto i
                              kiedy ma rację jeżeli chodzi o wychowywanie dzieci. Po łapach, po pupie,
                              potrząsnąć, szturchnąć, a może tylko odsunąć dziecko psychicznie na jakiś
                              czas /jest to jedna z najbardziej paskudnych psych. kar/... Kara jest potrzebna
                              ale jak ukarać by było "sprawiedliwie' do wielkości wykroczenia a jednocześnie
                              nie upokarzające. I możnaby tak dyskutować, rozważać długo i
                              wszyscy /prawie/mielibyśmy rację. Wielka szkoda, że nie możemy spytać małego
                              człowieczka jak ON odbiera takie czy inne metody wychowawcze. Można tylko
                              zapytać siebie czy inna dorosłą osobę jak odbierala/przeżywala kary fizyczne
                              ale i stąd nie wypłynie jedna prawdziwa sprawiedliwa metoda wychowywania i
                              karania lub w ogóle nie karania .
                              Dzisiaj przeczytałam w naszej miejscowej gazecie o dziecku które sie powiesiło
                              miasta.gazeta.pl/szczecin/1,34939,3106875.html i tak mi się smutno
                              zrobilo. Przepraszam że tyle napisalam, bo nieskładne toto i jakies takie nie
                              oddające tego co powiedzieć chciałam, ale jak się ma 40+++ to.... dobrze, że
                              jeszcze składania liter nie zapomnialam. Pozdrawiam
                              /jest jeszcze poważna sprawa przeżywania przez rodzica każde ukaranie dziecka,
                              ale tutaj przydałby się psychoanalityk/
                              • maryna04 Re: calkiem nie na temat 11.01.06, 02:26
                                Alfredko, nie kokietuj, ze pioro, skladnia i cos tam jeszcze juz nie te. Sama
                                dobrze wiesz, ze te, te, te. Twoje przemyslenia "w temacie" pofesjonalne i
                                wywazone.
                                A chodzi o to, ze masz dola, mozna podejrzewac z jakiego wzgledu. Dol minie,
                                do nastepnego,a z okiem bedzie lepiej. Spytam sie idiotycznie i niedyskretnie,
                                (sorry) ale nie po to, zebys dawala odpowiedz, tylko jako pomysl. Nie mozesz
                                uzywac jednego oka? Ja tak robie od kilku lat do jazdy samochodem, obecnie
                                coraz czesciej ogladania tv. Palnelam glupote, ale w dobrej intencji.
                                • alfredka1 Re: calkiem nie na temat 11.01.06, 10:34
                                  moge, moge i używam /zuzywam/, ono biedactwo juz okrutnie zmeczone, jako ze
                                  to -8 dioptrii /do czytania -5/. Dziekuje za mile slowa.Dolu nie ma, przyszedl
                                  walec i .... smile))
                                  • josarna Re: calkiem nie na temat 18.01.06, 17:38
                                    Alfredko - tak z "innej beczki" - ja mam takie samo oko (-8/-5). Czy coś mi w
                                    związku z tym grozi? Tak chciałabym w starszym wieku dobrze widzieć!

                                    Co do metod wychowawczych, to najchętniej zaprosiłabym wszystkich pedagogów na
                                    wakacje do mojej pracownicy, matki ośmiorga dzieci. Gdy patrzę jak wychowuje
                                    swoje pociechy to robi mi się wstyd. Jest po prostu genialna! Co jest
                                    najbardziej istotne w jej metodach? Chyba SZACUNEK dla każdego dziecka, dla
                                    jego spraw i traktowanie jak partnera - na tyle, na ile to możliwe. Oczekuje
                                    też od dziecka odpowiedzialności; stawia wymagania na miarę jego dorosłości,
                                    ale gdy trzeba to "skacze w ogień" za każdym. Nie lituje się, gdy chłopak musi
                                    wstawać o g. 4.30 by dojechać do szkoły, ale wstaje z nim i robi kanapki. Latem
                                    dzieci pracują, ale na studniówkę, komputer wyjazd z klasą też musi wystarczyć.
                                    Mama jest dla nich oparciem, przyjaciółką.
                                    • alfredka1 Re: calkiem nie na temat 18.01.06, 20:22
                                      Josarno, nic Ci nie grozi, usuwaj najszybciej jak tylko znajdziesz troche
                                      czasu. Moje kłopoty wynikły z przebytych stanów zapalnych nerwu ocznego,
                                      porobiły się zrosty i pani "operatorka"nie mogła dokładnie wygrzebać resztek
                                      starej soczewki. Trzeba było czekać aż się samo wchłonie i prawie się
                                      wchłonęło.Wokól znajomi po wymianie soczewki już po paru dniach widzieli jako
                                      te sokoły.Wyobraż sobie, że to co już widzę operowanym okiem przeszło
                                      najśmielsze oczekiwania, tego nie da się opisać,to trzeba zobaczyćsmile
                                      Kończę "wtręt" okulistyczno optyczny, wszyscy mogą wracać do tematu
                                      wychowawczegosmile))
                                      • josarna Re: calkiem nie na temat 18.01.06, 20:36
                                        Dziękuję. Czyżbym miała usunąć wadę wzroku, czy wymienić soczewkę? smile
                                        • alfredka1 Re: calkiem nie na temat 18.01.06, 22:23
                                          nie usuwaj krotkwzroczności, to nie jest takie proste /klinika Korwita w
                                          Poznaniu je przeprowadzała, teraz nie wiem/. Zbadaj oczy "w kierunku zaćmy".
                                          może jej nie masz lub jeszcze nie masz.Ja powinnam była wymienić soczewki już
                                          bardzo dawno ale trafiałam na paskudnych okulistów, którzy na moje
                                          stwierdzenie, że niewyrażnie widzę, w okularach/ odpowiadali"alez prosze pani,
                                          w pewnym wieku tak bywa".Teraz czeka mnie wymiana soczewki w drugim oku i
                                          dopiero będzie pięknie, mam nadzieję że nie będzie takich kłopotów jak przy
                                          pierwszym oku /jak to dobrze że nie stuoczni my/
                                        • alfredka1 Re: calkiem nie na temat 18.01.06, 22:27
                                          Jo, soczewki dostosowują do budowy gałki ocznej i dlatego nie potrzeba nosić
                                          okularów ale ja się z nimi nie rozstanę, wprawię piękne szkiełka lub plastiki i
                                          będę jak zawsze "alfredka w okularach".Teraz już mam wymienione na " 0 " na
                                          prawe oko.Pozdrawiam
                                          • josarna Re: calkiem nie na temat 18.01.06, 23:14
                                            Dziękuję za rady. Poczytam coś na ten temat. Tu nie wypada rozwijać, bo ma być
                                            o wychowaniu. smile
    • warum Re: O wychowaniu. ....cd 18.01.06, 21:33

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka