maryna04
08.01.06, 17:03
Chcac byc "okurant")) z aktualnosciami w Polsce opisze to co opisano w
ostatniej Polityce w temacie jak w tytule. Jest to wywiad ze slynnym
amerykanskim psychologiem z Harvardu Stevenem Pinkerem. (Uprzejmie wyjasniam,
ze chociaz on slynny, dotychczas jego nazwiska nie znalam, wiec nie
frustrujcie sie, jesli wy tez nie). Poglady kontrowersyjne, zwlaszcza na
wspolczesna Polske, ale przeciez nie trzeba sie z nimi zgadzac. Cytuje:
" Tabula rasa , czyli poglad, ze czlowiek rodzi sie jako niezapisana karta,
ktora dopiero srodowisko, czyli rodzice, szkola wypelniaja trescia jest
niespojny(......), musi istniec wrodzony mechanizm, ktory decyduje jak ten
proces przebiega. Wezmy np malego kota i ludzkie dziecko, wychowujacych sie w
tym samym domu, a wiec majacych identyczne srodowisko(......) prawidlowe
pytanie wiec brzmi nie, czy potrafimy sie uczyc, tylko w jaki sposob
biologicznie wrodzone mechanizmy pozwalaja nam na uczenie sie rozmaitych
umiejetnosci.....
"Zgadzam sie z Harris, ze rola rodzicow w rozwoju osobowosci dziecka oraz
jego socjalizacji jest mocna przeceniana. Wiele efektow, ktore byly
powszechnie przypisywane wplywowi ojca i matki, okazalo sie byc dzielem genow
albo rezulatem dzialania kultury. Dwoje dzieci dorastajacych w tej samej
rodzinie powinno byc bardziej podobnych do siebie niz dzieci wychowujace sie
w roznych rodzinach. A wcale tak nie jest. Z kolei bliznieta jednojajowe,
rozdzielone po urodzeniu wykazuje zaskakujaco duzo podobienstw.
(...)o tym kim stana sie nasze dzieci w bardzo duzym stopniu decyduja geny i
grupa rowiesnicza, a takze pewne losowe zdarzenia. Wplyw rodzicow jest
natomiast bardzo maly.
Redaktorka: trudno w to uwierzyc. Pinker: "Najlepiej to widac na rodzinach
emigrantow. Dzieci stykaja sie z kultura rowiesnikow i ta wybieraja, a nie
odmienna rodzicow."
I na pocieszenie mowi: "Rodzice maja wielka wladze nad dziecmi i moga wplywac
na ich poczucie szczescia. Miedzy rodzicami i dziecmi powstaje wiez
emocjonalna, Jaka ona bedzie zalezy w duzym stopniou od rodzicow. Dlatego
patrzmy na dzieci nie jak na modeline, ale jak na partnerow, z ktorymi
jestesmy zwiazani emocjonalnie.
A oto poglady polskiego pedagoga Stanislawa Slawinskiego, ktory
najprawdopodobniej bedzie szefem projektowanego Instytu Wychowawczego (czy
jakas taka w przyblizeniu nazwa), ktory ma zapewnic odpowiednia kadre do
wychowania dzieci i mlodziezy polskiej, z jego ksiazki "Wychowanie w
posluszenstwie". Cytuje za GW: "przymus w wychowaniu mozna porownac do
borowania zebow, zawsze to niezbyt przyjemne, czasami bardzo boli, ale dla
pacjenta niezbedne" i dalej "Kary fizyczne jak popularny klaps, potrzasniecie
dzieckiem, dotkliwe pociagniecie np za reke, przykry uscisk czy tzw. lanie,
jesli nie da sie uniknac musza byc wykonywane ze zwroceniem szczegolnej
uwagi na niebezpieczenstwo urazow."
Te dwa spojrzenia na role wychowawcza rodzicow dziela lata swietlne. Wspolny
jest tylko poglad, ze rodzice maja wielka wladze nad dziecmi. Zreszta rowniez
na sposob leczenia zebow autor ma poglady, ktore juz nie egzystuja w
rozwinietych krajach. W Ameryce "najstarsi gorale nie wiedza", ze borowanie
boli - przeciez to robi sie pod znieczuleniem. A dzieci przed takim bolem
ochrania sie sie tym bardziej!!!!
Na moje oko, (Alfredko, widzisz, uzywam jednego))cytat z dziela przeszlego
nauczyciela kadr przypomina instrukcje, w sprawie tortur w Gwantanamo (Chyba
nieco inaczej sie pisze) dot. domniemanych lub prawdziwych terrorystow,
stosowane w obronie ludzkosci (tez znak zapytania i wszyscy sa temu
przeciwni). Kto stanie w obronie polskich dzieci, ktore jednak ludzkosci nie
zagrazaja, nawet jak sa nieposluszne, rozkapryszone, czasami nieszczesliwe.