Dodaj do ulubionych

Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal

05.02.06, 23:16
Zwazywszy, ze w obciachowym watku coponiektorych (zam.) ogarnela nagla wena
tfurcza, proponuje kontynuowac nasza powiesc w osobnym kajecie, zostawiajac
tamten jego przeznaczeniu smile)
Zbieram wiec do qpy to, co zostalo do tej pory popelnione :
Re: Ale obciach!
40latek 05.02.06, 21:13 + odpowiedz

- Nu, poruczniku - rzekł kapitan MO Dworski do podwładnego - dostanie pan
pierwszą sprawę w życiu. Samodzielną, odpowiedzialną i prostą jak dwa metry
sznurka w kieszeni. W okolicy rynku, spod włazu do miejskich ścieków dobiegają
dziwne dźwięki...
- Rozkaz - rzekł porucznik, wsiadł do służbowej Warszawy i pomknął co koń
wyskoczy na miejsce tajemniczego zdarzenia...

-----> może ktoś dopisze ciąg dalszy. Możliwe, że uda nam się napisać PRL-owski
kryminał. Nie zapomnijcie o Frani i saturatorach... smile
--------
Re: Ale obciach!
wedrowiec2 05.02.06, 21:25 + odpowiedz

Samochód objechał dookoła miejski rynek. Dźwięk syreny oderwał młodą kobietę od
wpatrywania się w saturator. Radiowóz, pomyśłala, na syrenie. To było bardziej
pociągające niż rozmyślania nad wyborem soku. Z zapatrzenia wyrwał ja głos
saturatorowej - to bez jakiego soku ma być? Bez malinowego czy bez wiśniowego?
----------------------------
40latek 05.02.06, 21:55 + odpowiedz

Machnęła ze zniecierpliwieniem ręką. "Co ona mi tu o soku?" - pomyślała,
wpatrując sie w zgrabną sylwetkę auta, zatrzymującego się tuż obok. Warszawa
pisnęła cieniutko oponami, pryknęła dyskretnie z rury wydechowej i z jej
otwartych drzwi, z gracją na bruk rynku wydobył się porucznik MO w ślicznie
wyprasowanym mundurze, wypastowanej raportówce i z groźnie spoglądającym z
kabury pistoletem marki TT...
------------
wedrowiec2 05.02.06, 22:20 + odpowiedz

Rozejrzał się. Ostre spojrzenie omiotło stojącą grupkę wyrostów i zatrzymało
się trochę dłużej na kobietach. Wzrok zmiękł, spojrzenie zrobiło sie ciepłe, i
dziwne uczucie ciepła rozlało się w okolicach serca. Szybko przywołał się do
porządku. Był na służbie. Kobiety potem, teraz rycząca pokrywa!
Kierowca, chłopak pochodzący z sąsiedniego miasteczka, znał każdy kamień na
rynku, każdy właz do podziemi.
--------------
mantra1 05.02.06, 22:38 + odpowiedz

Przytrzymując jedną ręką czapke, a drugą połę munduru nachylił się nad włazem,
uważnie nasłuchując. Nagle ciszę ryneczku zakłócił dźwięk przypominający tętent
stada koni. Zza rogu ulicy, kolebiąc się na boki wylonił się samochód ciężarowy
marki STAR, a w ślad za nim, wykręcając sobie kostki i obcasy na sanacyjnym
bruku, przepychając sie łokciami podążał wrzeszczący tłum.
To do pobliskiego salonu AGD przywieziono towar...
--------------
40latek 05.02.06, 23:04 + odpowiedz

"Sytuacja się komplikuje" - pomyślał odkrywczo. Nie dość na tym, że JEGO właz
znalazł się na drodze tej karawany, to i jeszcze kątem niebieskiego, szczerego
słowiańskiego oka zauważył w niedalekiej bramie tajemniczy odblask. Juz po
chwili wiedział. To aparat fotograficzny marki Zorka. Kto trzymał ten aparat,
dlaczego właśnie tutaj i teraz? Oto pytania, które rzuciły się na niego jak
stado pluskiew w wynajmowanym przez niego pokoju...

c.d.n.
Obserwuj wątek
    • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 05.02.06, 23:23
      Ponieważ dalsze nasłuchiwanie w tym gwarze pozbawione było sensu, a jedyny na
      komendzie stetoskop został skradziony z magazynu przez nieznanych sprawców,
      porucznik postanowił zbliżyć sie do bramy, starając się jak najmniej zwracać na
      siebie uwagę. Udając zainteresowanie pralkami marki "Frania" i lodówkami marki
      "Foka" wypakowywanymi z ciężarówki, przedzierając się przez coraz gęstniejący
      tłum, powoli podążał w kierunku podejrzanych odblasków...
      • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 05.02.06, 23:34
        Ludzie nie zwracali na niego uwagi. Poczuł sie lekko urażny w swej dumie
        funkcjonariusza na służbie, ale zdawał sobie sprawę, że zamieszanie spowodowane
        pralkami jest mu na rękę. Bez większych kłopotów, lekko tylko poszturchiwany
        dotarł do krawężnika. Odblask w bramie zniknął. Wprawdzie chmury przysłoniły
        słońce, uniemozliwiając promieniom odbijanie sie od soczewek, ale pamietał
        tamten błysk. ON był od flesza. Katem oka zauważył wychodzącego z bramy
        reportera miejscowej gazety. Odwzajemnił ukłon i spostrzegł, ze sprzęt
        fotograficzny jest starannie spakowany.
        - witam władzę, rejestrujemy zadowolenie społeczeństwa z dostaw towaru,
        powiedział dziennikarz
        - słusznie, słusznie, rzekł funkcjonariusz
        Nie dał się nabrać. Wiedział, że fotograf kogos kryje. Nie mógł tak szybko
        schować sprzetu. Kogo on kryje? zastanawiając się zanuzył się w ciemności bramy.
        • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 05.02.06, 23:46
          Zanurzył sią, ale natychmiast się wynurzył. Nawet jeżeli sprawa nie była jasna,
          szybko się wyjaśni. Zaprosi się tego inteligencika na komende a on juz tam
          wyspiewa, ze pracuje dla imperialistów i robił zdjęcia najnowszej myśli
          technicznej socjalistycznej ojczyzny. Tymczasem do roboty było co innego...
          spojrzał na rozdygotany tłum, wpółotwarte wejście do ścieku i dziewczynę z woda
          z saturatora w kształtnej dłoni.... "Co robić? - pomyślał.
          • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 05.02.06, 23:58
            Jego wzrok ponownie zatrzymał sie na dziewczynie, omiatajac, jak sluzbową
            latarką kazdy szczegoł jej aparycji: od blod wlosow utapirowanych w modny kok,
            oslonietych nylonową chusteczką w kolorze bzu, zalotnie zawiązaną pod ksztaltym
            podbródkiem, poprzez ortalionowy płaszczyk, ciasno opinajacy wąską talię, aż po
            kształtne nogi obute w eleganckie szpilki, nie pochodzące z pewnością z
            miejscowego Pedetu.
            - Ma pieniądze - pomyślał z niesmakiem - ciekawe skąd? ...
            • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 01:51
              A ona... Ona patrzyła na niego tak jakoś obiecująco.. I szczerzyła śliczniutkie
              - jak ryż Uncle Ben's - uzębienie. Aż mu się zakręciło w głowie od tych myśli,
              co by mogło się stać, gdyby nie te imperialistyczne buty na kształtnych
              stópkach, gdyby nie te zadbane paznokcie, gdyby nie.... ten mundur...
              Podszedł do niej służbowym krokiem. Zasalutował z gracją i się przedstawił: -
              Porucznik Rączy, Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej...
              Bedzie pani świadkiem, że tamtem Obywatel - wskazał ręką oddalającego się
              dziennikarza - wychodził z tej bramy.
              Wskazał bramę.
              A potem lekko nim zachwiało, bo ona wyciągnęła do niego dłoń i się przedstawiła
              czystym i jasnym tembrem głosu: - Pańska. Barbara Pańska...
              Wziął się w swoją byłą chłopską garść i powiedział: - Ale to później. Teraz
              popilnuje pani tego włazu. Ja muszę zapewnić obywateli, że dla wszystkich
              wystarczy a jeżli nie starczy, to z powodu suszy w Gabonie. Przecież musimy
              pomagać Gabończykom...
              • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 12:13
                Nie mogla odmowic dzielnemu Porucznikowi.
                Jej dotychczasowe doswiadczenia z Wladza Ludowa nie byly zbyt zachecajace.
                Calymi nocami wylewala lzy rozpaczy nad faktem iz jej pochodzenie spoleczne
                nie bylo w obecnych czasach dobrze widziane.
                W ankiecie personalnej ktora zlozyla w pracy wpisala "chlopskie" ale
                tow.Kierownik Wydzialu Personalnego niedawno wezwal ja na niemila rozmowe
                z ktorej wynikalo iz On dobrze wie, ze jej tatus hr.Apolinary Panski
                byl "chlop" ale... na 3500 ha majatku z ktorego po rozparcelowaniu utworzono
                trzy PGR-y i jedna Rolnicza Spoldzielnie Produkcyjna.
                Jej pensja ml.referentki w zadnym przypadku nie wystarczala jej na nic wiecej
                niz na oplacenie komornego w jednopokojowym mieszkanku (z ciemna kuchnia!)
                i 1-na wizyte w miesiacu u osiedlowego fryzjera w Osiedlowej Spoldzielni
                Uslugowej.
                Z tej finansowej mizery byla zmuszona ubierac sie w przysylane jej w paczkach
                przez Ciotke, od niepamietnych czasow mieszkajaca w Londynie, buty, sukienki,
                plaszcze i dodatki.
                Nie jej przeciez to wina iz Ciocia nie dawala sobie w zaden sposob wytlumaczyc
                (listownie) iz wyroby firm Gucci, Chanel i More & More nie naleza do standartu
                ubiorow przecietnej mlodej kobiety w jej wieku w realiach PRL-u.

                Wiedziala dobrze iz spozywanie pochodzacego z Gabonu (?) ryzu w zgrabnych
                opakowaniach z nadrukiem Uncle Ben's® Parboiled-Reis przysylanego jej rowniez
                przez ukochana Ciocie, powoduje niespotykana biel jej uzebienia, choc nie
                szkodza im (zebom) rowniez jej czeste prywatne wizyty u stomatologa ktore oplaca
                sprytnie utykanymi przez Ciocie w 1/2 kg opakowaniach z ryzem, banknotami o
                nominale 20$.
                Na dentyste, kosmetyczke i wizyty u manicurzystki - jak sobie zyczy Ciocia!.

                Slyszala juz o niezwyklej inteligencji oficerow Milicji Obywatelskiej.
                Czytala o sukcesach por.Zbika, ponoc ucznia samego kpt.Kloss-a.
                Przerazil ja fakt iz osobiscie i tak niespodziewanie zetknela z innym oficerem
                operacyjnym Ludowej Milicji Obywatelskiej por.Raczym.
                Skad On wiedzial o tym ryzu od Ciotki?,- bo inaczej dlaczego wspomnial by
                o Gabonie i pladze suszy doskwierajacej wyzyskiwanym zapewne przez
                imperialistyczna firme Uncle Ben's rolnikom - producentom ryzu?.
                Stala nieruchomo, jak trafiona piorunem, pilnujac kanalowego dekla .....

                • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 13:11
                  Myśli malowały w jej rozedrganym mózgu coraz to nowe obrazy: małe, głodne
                  Murzyniątka w Gabonie przysłonniło nagłe wspomnienie tych szczerosłowiańskich
                  oczu. Bujna wyobraźnia tworzyła widoki przytulnej łazienki ze świeżo odmalowaną
                  lamperią i stojącą w rogu wymarzoną pralką Franią, aż nagle wybiegla dalej, do
                  malego pokoiku z tapczanem higienicznym schludnie przykrytym cepeliowska narzutą
                  i parą męskich wsuwek, ustawionych równo na utkanym ze szmatek chodniku.
                  -Nie, nie, nie! - tupnęła nogą obutą w imperialistyczną szpilkę, omal jej nie
                  lamiac na kocim lbie. Machnęła torebką, by odpędzic od siebie te natrętne myśli.
                  W tym momencie z torebki wysunął się niewielki przedmiot i z cichym pluskiem
                  wpadł do otwartego włazu kanału...
                  ---
                  ☺☺
                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 14:14
                    W tym czasie Rączy, doprawdy nic nie wiedząc o dalszym swoim życiu budowanym w
                    myślach Pańskiej, zbliżał się z towarzyszącym mu funkcjonariuszem do
                    rozgorączkowanego tłumu. Szedł wyprostowany w pełnym dostojeństwie pełnionej
                    przez siebie służby i w splendorze reprezentowanej przez siebie władzy.
                    Wiedział, że robi wrażenie i aby tę wiedzę skonfrontować z rzeczywistością,
                    obejrzał się w kierunku Barbary, chcąc sprawdzić, czy ona widzi to wszystko, co
                    on czuje.
                    Nie widziała...
                    Jak zahipnotyzowana wpatrywała się we właz kanałowy. Pomyślał, że z takim
                    zaangażowaniem mogłaby chyba zostać OZ*. Trochę jego miłość własna doznała na
                    tym polu uszczerbku, bo niby dlaczego ona tam a nie tu patrzy? Nic to jednak -
                    trza wrócić do rzeczywistości i obywatelom szarpiącym klamkę spóldzielni
                    wytłumaczyć, że dobrem nas wszystkich jest elektryczność w każdym domu i
                    zaszczytny obowiązek pracy dla socjalistycznej ojczyzny. A przejściowe problemy
                    to nieszczęścia w Gabonie i tłusta morda churchillowskiego kapitalizmu.
                    Przepchał się przez tłum pod same drzwi, oparł się o nie plecami, podniósł do
                    górę rękę, że niby będzie teraz mówił, ale nagły zwrot akcji nie pozwolił mu
                    wypowiedzieć ani słowa.
                    Usłyszał krzyk i spojrzał w kierunku Pańskiej... Widział jak wpatrywała się
                    gdzieś pod nogi. Ale gdzie tego dokładnie nie widział. Mógł się tylko domyślać,
                    że patrzyła na wejście do kanału, widok bowiem przesłaniali mu obywatele.
                    ________________
                    *osoba zaufana, w nomenklaturze milicyjno-policyjnej, jakiś tam typ agentury
                    wśród ludności cywilnej
                    • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 14:49
                      Barbara stała tam wciąż jak kamienny posąg, nerwowo zaciskając swe białe zęby na
                      wypielęgnowanych paznokciach, pociagniętych perłowym lakierem Max Factor numer
                      03, pochodzącym z ostatniej paczki od ciotki. Tam, w ciemnym kanale, wraz z
                      małym notesem w półciennej okładce w widolkiem Kremla zniknęła właśnie jej
                      przyszłość i szansa na odcięcie się raz na zawsze od niechlubnych i niesłusznych
                      rodzinnych korzeni.
                      Tyle starań, tyle wyrzeczeń, długie miesiące, podczas których odmawiała sobie
                      nie tylko ulubionej oranżady w proszku, ale nawet codziennej "Trybuny Ludu", czy
                      kolorowych tygodników, jak "Walka Młodych" i "Zarzewie" po to tylko, by zdobyć
                      nazwisko i adres przekupnego referenta w Urzędzie Stanu Cywilnego, który za
                      niemałą łapówką miał uwolnić ją raz na zawsze od przeklętego nazwiska rodowego i
                      zmienić je na takie, które otworzyć miało przed nią świetlaną przyszłość.
                      Pańszczyźniana. Barbara Pańszczyźniana! Ileż to razy ćwiczyła swoj nowy podpis
                      na kawalkach gazety, w którą w Centrali Rybnej pakowano wędzone śledzie, ileż
                      razy przed lustrem przedstawiała sie sobie sama wymarzonym
                      nazwiskiem...nazwiskiem bez obciązającej je, obszarniczej przeszłości.
                      Teraz ta przeszłość miała nadal stanowić jej teraźniejszość. Przyszłość utonęła
                      w otmętach ścieków...
                      • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 16:35
                        ..........

                        Tymczasem w kanale, pod nieszczesna pokrywa dwoch, jasnowlosych harcerzy,
                        ze zdziwieniem przegladalo notes w plociennej okladce z widokiem Kremla.
                        ktory niespodziewanie spadl im doslownie "na glowy"

                        Jarek, co to moze oznaczac?
                        Co Leszku?

                        Siedzimy juz tutaj ze 2-ie godziny.
                        Rezyser Batory ktory aparatem fotograficznym mial zaprotokolowac miejscowe
                        lokation's - chyba zapomnial o nas?

                        Eeee... co Ty?, napewno nie zapomnial!
                        Pamietasz jak dzisiaj rano opowiadal nam iz ma nowy pomysl na scene
                        zagarniecia do worka ksiezyca?
                        Mamy siedziec w kanale - az do nocy, i jak niczego nie spodziewajacy sie
                        ksiezyc przesunie sie niziutko nad ulica, otwieramy szybko wlaz i... cap go do
                        wora!.

                        No co Ty Jarku - ja czytalem Makuszynskiego i o kanalach z pokrywami nie bylo
                        tam mowy!.
                        He.... moze i nie, ale zobacz co trzymasz w reku! - to napewno brudnopis nowej
                        wersji scenariusza!
                        Zobacz kto jest autorem: Barbara Panszczyzniana - stoi jak wol na pierwszej
                        stronie!
                        Moze masz racje Bracie!, dla niepoznaki notes jest ozdobiony widokiem Kremla
                        by zmylic konkurencje z Mosfilmu!

                        Wow! - nawet Marszalek Pilsudski by tego nie wymyslil!
                        Chyba, ze J.Kurski, ale On dopiero rozpoczal kariere w przedszkolnych
                        sredniakach!

                        Jarek - podziwiam ciebie!
                        Z takim pomyslunkiem napewno zostaniesz prezesem jakiejs partii.
                        No co Ty? , nie widze siebie w zadnej!
                        Ani w PZPR, ZSL-u ani w SD sad
                        Wszystko one niezgodne z prawem i sprawiedliwoscia!

                        Ja - to bym chetnie zostal krolem!
                        z zapartym tchem przeczytalem Krola Maciusia I-szego.

                        Eeee tam ... krolem -krwiopijca, - tez mnie cos!
                        Jak ja zostane prezesem to Ty bedziesz... Prezydentem!.

                        Nie zartuj Jarku - jako Prezydent i twoj brat musial bym Ci meldowac wykonanie
                        kazdego postawionego przez Ciebie zadania.
                        Jak by to wygladalo?
                        Mamusia nieraz sie smiala jak Gomulka jezdzil z "meldunkami" do Chruszczowa

                        Eeeeh.. Mamusia, gdyby wiedziala iz p.Batory zamknie nas na kilka godzin w tym
                        smierdzacym kanale ze sciekami, napewno nie napisala by nam zwolnienia ze
                        Szkoly!.

                        Mamusia ?
                        Co ty Leszku - sam napisalem nam usprawiedliwienie, w razie wpadki tak pokrece
                        i namatam iz nikt sie nie zorientuje, poza Toba naturalnie, wszak my bracia
                        blizniacy,- rozumiemy sie bez slow! .....
                        • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 17:26
                          - Ej, chłopcy, chłopcy - mówił do nich Rączy, gdy zdecydowali się juz wreszcie
                          wyjść z kanału. Najpierw po ojcowsku wytargał ich za uszy, potem polecił
                          wystawic harcerską czujkę przed sklepem a na koniec zaprosił ich na lody
                          gałkowe. Śmietankowe, umieszczone między dwoma wafelkami.
                          W miedzyczasie uspokoił kolejkowiczow pogadanką o wyższości naszych pralek nad
                          ich pralkami (No wiecie, obywatele, prawił do bab z rozdziawionymi gębami -
                          nasze pralki są lepsze nawet, gdy ich nie ma), potem uspokoił panne Barbarę
                          (pogadanka o utrzymywaniu ciszy i spokoju). Pańska uspokoiła się szybko, tym
                          bardziej że odzyskała cenny notatnik.
                          Na koniec porucznik wrócił do harcerzy i poszedł z nimi na wzmiankowane lody.
                          Wszak miał jeszcze z nimi do pogadania na różne tematy.
                          - Co robiliście w kanale? - zapytał tego jednego.
                          - Mamy zagrać w filmie - odpowiedział ten drugi.
                          Spojrzał na nich podejrzliwie. "Kanał" będą kręcić gdzie indziej" - pomyślał.
                          Ale tymczasem postanowił zostawić tę sprawę na później, bowiem usłyszał klakson
                          służbowej warszawy i przypomniał sobie, że kierowca musi kończyć pracę, bowiem
                          ucieknie mu ostatni PKS do domu.
                          - Chłopcy - uczcie się dobrze i rośnijcie. Pijcie mleko, bo dzień bez szklanki
                          mleka to dzień stracony, i zwracajcie uwagę na staruszki przechodzace przez
                          jezdnie. Te staruszki to czesto hrabiny sanacyjne i nie warto się z nimi cackać.
                          Zasalutował dziarsko i wytargawszy ich za czupryny wsiadł do warszawy, która też
                          i zaraż zarżała, pisnęła leciutko oponami i lekko pryknąwszy z rury wydechowej
                          potoczyła się ku kolejnemu odcinkowi...
                          • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 19:00
                            Coby opowieść nabrała cech realizmu, ośmielam się Sz. P. odesłać za tym
                            odnośnikiem w szarą dal... voila!

                            polskaludowa.com/dzwiek/dzwiek_programy_RTV.htm
                          • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 19:51
                            Szczęśliwy ten kierowca. Porozwozi ludzi, umyje samochód i do domu, zamyślił
                            się Rączy...
                            A ty siedź człowieku, myśl, pisz raport za raportem. Nic z prywatnego życiasad
                            Obraz Barbary przysłaniał mu klawiaturę maszyny do pisania. O l i v e t t i,
                            przeczytał. Zdał sobie sprawę, że pierwszy raz zwrócił uwagę na nazwę maszyny.
                            Obcą nazwę! Zrozumiał, że nie jest w stanie napisać raportu. Różne myśli
                            chodziły mu po głowie, ale nie potrafił zrozumieć dlaczego akurat dziś
                            przeczytał nazwę maszyny. Przebłyski wspomnień jak letnie błyskawice przemykały
                            przez jego mózg, ale nie zatrzymywały sie na dłużej. Na krócej też nie.
                            Zrezygnował z dalszego przesiadywania przy biurku. Zdecydował się na spacer.
                            Może znów spotka chłopców z włazu. Dzieci są spostrzegawcze. Lubią mówić.
                            • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 20:22
                              Na wertepach podjazdu Komendy por.Raczy przebudzil sie z krotkiej drzemki.
                              Co sie ze mna dzieje?
                              Ja - snie! , w bialy dzien?
                              maszyna Olivetti? juz mnie sie myla socjalistyczne realia z amerykanskimi
                              serialami Kojak i Colombo
                              - tfuj!sad
                              Cos jest nie tak ze mna, gdybym jeszcze o tej.... Panskiej vel Panszczyznianej
                              - hmmmm "warta grzechu" - to jeszcze rozumiem....
                              Poprosze w prywatnej rozmowie z tow. Komendantem o skierowanie na badania do
                              Szczecina.
                              Ponoc tam jakas zdolna licealistka ma zamiar w przyszlosci pisac rozprawe
                              naukowa o zbawiennym wplywie na umysl (i nie tylko!) spozywania ...pomidorow!
                              To jest to!
                              Lato juz niedlugo a i zima tow. bulgarscy podrzuca do Konsumow jakas dostawe
                              szklarniowych!

                              Wchodzac po schodkach do Komendy por.Raczy ukladal sobie tresc "protokolu z
                              wyjasnienia sprawy " ktory bedzie musial wystukac na sluzbowej maszynie do
                              pisania - jedynej do dyspozycji kadry oficerow operacyjnych - dumy miejscowej
                              Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej.

                              Do maszyny, prod. NRD "Olimpia" stala juz kolejka jego kolegow-milicjantow.
                              Raczy byl zly. - znow bedzie trwalo wiecznosc! sad
                              Nalezal do elitarnej grupy milicjantow w wojewodztwie, ktorzy w uznaniu
                              ich swietnych wynikow operacyjnej dzialalnosci w akcji "wrog nie spi"
                              - zbieranie podczas pochodow pierwszomajowych, rozrzucanych ukradkiem anty-
                              radzieckich i pelnych syjonistycznych tresci ulotek drukowanych na
                              spirytusowych powielaczach z podzegania monachijskiej RWE
                              - zostal skierowany na kurs pisania na maszynie zorganizowany przez
                              Wydzial Prewencji Woj.Komendy MO.
                              Zdal go z ocena celujaca! - umial pisac 2-ma a (na trzezwo) nawet 4-ma palcami
                              czym zadziwil nawet sekretarke Komendanta KP MO, ktorej mimo 20 lat ofiarnej
                              pracy na stanowisku, tak biegla umiejetnosc byla obca sad.

                              Jego Koledzy, stara gwardia z czasow UB, dokumentacje pisana miala
                              w "powazaniu" , wspominajac iz w czasach najwiekszych sukcesow ludowej Milicji
                              raport napisany kalasznikowem (w terenie) byl wazniejszy od sladow kopiowego
                              olowka w wyswiechtanym notatniku.
                              Dzisiaj, niestety, nie dosc iz trzeba palcem (jednym!) wystukac
                              codziennie "raport" to jeszcze hmmm..... zeby jakas lajza podpowiedziala gdzie
                              jest na klawiaturze ... litera "s" ?.
                              W nerwach szuka sie od godziny, jak juz czlowiek wyczerpany skutecznym
                              poszukiwaniem znaku "§" sad

                              Przed wieczorem nie dopcham sie do maszyny, pomyslal Raczy i zaklepawszy
                              kolejke - udal sie do bufetu Konsumow by spozyc przynalezny jemu (jako
                              oficerowi operacyjnemu) posilek regeneracyjny z "wkladka miesna".

                              Wow! - dzis parowki! , nie jest zle i na pohybel wrogiej propagandzie gloszacej
                              iz wszystkie mieso z naszej Ojczyzny wywozone jest do Rosji!
                              Wredna propaganda rodem z RWE pomyslal Raczy - chichoczac z uciechy
                              iz jego koledze z warszawskiej Komendy Stolecznej - A.Czechowiczowi udalo sie
                              rozpracowac ta wraza radiostacje.
                              Co tam RWE - On "rozpracowal" CIA - amerykanska agencje wrazych dzialan i
                              antypolskiej propagandy - jak mowil na uroczystej akademii z tej okazji
                              tow.minister Spraw Wewnetrznycgh.

                              W takich jak Czechowicz i.. zapewne w tych dwoch harcerzach-nygusach
                              jest przyszlosc naszej socjalistycznej Ojczyzny! - z przyjemnoscia przypomnial
                              sobie jasnowlosych blizniakow - gdy umorusani wyszli z kanalu!.
                              Z tym tytulem filmu - pewnie klamali bo przeciez "Kanal" nakrecil juz niejaki
                              Wajda - ale, hmmm... sprytne chlopaki , nawet jego, starego lisa, zaskoczyli
                              zmyslona na predce historyjka o.... ksiezycu lapanym w worek! smile)

                              Beda z nich ludzie w przyszlosci! - pomyslal krojac tepym nozem opakowana w
                              gruby flak cieplawa parowke.
                              Dobre!
                              I pomyslec iz ci klamcy z RWE rozpuscili wsrod glupich ludzi plotke iz parowki
                              robi sie teraz w Polsce z miesa nutrii z dodatkiem pulpy oceanicznego z kryl-a.
                              Eeeh - wraza propaganda sad ....

                              Po tak obfitym obiadku zaczely dreczyc go watpliwosci.
                              A... moze ten mily smak parowek to sen, a rzeczywistosc to ta z Olivetti
                              i i zamiarem udania sie na spacer....

                              Powiedzmy: oficjalnie "kontrola rewiru" - poszukajmy tych dzieciakow i moze
                              spotkam przypadkiem ta blondyne-Panska?
                              ......

                              • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 06.02.06, 22:15
                                Barbara Pańska lekko zamglonym i zawiedzonym wzrokiem odprowadziła odjeżdzający
                                radiowóz. Czuła się nieswojo, całe to spotkanie było tak niespodziewane, tak
                                energetyzujące, tak niepokojne emocjonalnie i wymęczające fizycznie... I znowu
                                jakieś ciepło rozlało jej się wokół serca. ale poczuła również cieplo w innym
                                miejscu ciała i już już miała zamiar porozmyślać o tym miejscu, gdy usłyszała
                                tupot nóg i zanim się spostrzegła jakiś chłopiec uderzył w nią z całym impetem
                                ucieczki przed prześladowcami.
                                Szybko się za nią schował a ona spojrzała na jego prześladowców i ze zdziwieniem
                                rozpoznała w goniących umorusanych chłopców z kanału.
                                - Bolek, Bolek - czekaj dostaniemy cię - krzyczeli.
                                - Ale to ja was prędzej dostanę - odkrzykiwał się Bolek. - Niech no tylko
                                zakwitną jabłonie i wróci z poprawczaka mój brat Lolek (ksywa Mietek)
                                Widząc, że Bolek znalazł obrońcę, bliźniacy plunęli na wykrzywiony chodnik i
                                odeszli jakimś takim kaczym chodem nie wiadomo gdzie.
                                Barbara, pogłaskała Bolka po głowie i stukając szpilkami poszła na pocztę.
                                Ledwie się na niej znalazła, ledwie pokazała kwitek, ze ma odebrać paczkę a już
                                znowu usłyszała syrenę radiowozu i pisk opon zatrzymującego się gwałtownie auta.
                                Odwróciła się w kierunku drzwi i... zamarła.
                                W drzwiach stał, rozglądając się uważnie por. Rączy.
                                • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 07.02.06, 12:07
                                  Rączy dostrzegl Barbare, jednak wycwiczony przez lata sluzby mozg
                                  funkcjonariusza nawykowo wykonal najpierw wszystkie czynnosci, do ktorych zostal
                                  przeszkolony, rejestrujac po kolei wszystkie postacie zgromadzone w malej salce
                                  Urzedu Pocztowego, a nastepnie wylapujac sens rozmowy prowadzonej podniesionym
                                  glosem w otwartej kabinie telefonicznej przez odwroconego tylem mezczyzne.
                                  - Nie ma tasmy? Co znaczy nie ma? Dla Wajdy jest, dla Petelskich jest a i
                                  Passendorfer tez ostatnio dostal! To poproscie towarzyszy z Mosflimu, albo z
                                  Barrandova...Tak, prosze pani. Mowi sie!!! Prosze nie rozlaczac!- Ruszcie sie
                                  towarzysze w tej centrali, bo blizniacy musza wracac do zajec szkolnych!
                                  Tak...to wybitnie utalentowani mlodzi obywatele. Czeka ich wielka
                                  kariera....Mowi sie do jasnej cholery!!!
                                  Dokonawszy rutynowej inspekcji wzrokowo-sluchowej porucznik mogl wreszcie skupic
                                  wszystkie swoje zmysly na mlodej kobiecie, ktora jakby probujac sie wtopic w
                                  tlum udawala, ze z zainteresowaniem oglada wystawiona w pocztowej gablocie
                                  najnowsza serie radzieckich znaczkow ze sputnikami. Jednak to nie znaczki z
                                  nadrukiem CCCP przykuly uwage Raczego, a calkiem inne. Na sporej paczce, ktora
                                  tak bardzo starala sie ukryc Barbara milicyjne oko Raczego dostrzeglo trzy
                                  niewielkie kwadraciki z portretem kobiety w koronie...
                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 07.02.06, 13:11
                                    Eh... jakże on marzył, chłopięciem będąc, o takich znaczkach. A i teraz włączyła
                                    mu się opcja pożądania, tym bardziej mocna, że spotęgowana uczuciem (tak,
                                    uczuciem... Już to wiedział...), którym darzył posiadaczkę owych znaczków. Chęć
                                    posiadania, tak niegodna funkcjonariusza MO, na chwilę opętała Rączego. Migiem
                                    jednak opanował się, wyłączył wszystkie instynkty nie związane ze sprawą, i
                                    pozostał z jednym tylko na placu boju - psem łowczym.
                                    Zanim się tu znalazł, wyszedł na spacer - poszperał nieco w parku, z
                                    przyzwyczajenia podnosząc kamienie i macając pod szczeblami ławek w poszukiwaniu
                                    szpiegowskich skrzynek kontaktowych. W końcu usiadł na jednej z tych ławek i tam
                                    dopadł go pager w postaci szeregowego, który poinformował, że natychmiast Rączy
                                    ma się skontaktować z kapitanem. I tak się stało - na ławce w parku ostała się
                                    po nim jeno lekko nadgryziona bułka wrocławska i niedopita maślanka w litrowej
                                    butelce, obiad porucznika.
                                    - Nu - rzekł kapitan - dobrześćie i szybko rozwiązali sprawę z kanałem.... Mam
                                    dla was nowe zadanie. Nadszedł meldunek, że na poczcie zniknął worek pełen
                                    pieniędzy. Nie wiadomo jeszcze ile ich tam było, ale może nawet chodzić o 1
                                    milion złotych. Idźcie i wracajcie z workiem albo na worku. Obojętne, macie
                                    znaleźć ten milion.
                                    - Tak jest - zasalutował i się udał tam, gdzie go nogi sterowane mózgiem
                                    poniosły. I to właśnie sprowadziło go na pocztę, gdzie się dowiedział od siebie
                                    samego, że jest zakochanym, to po pierwsze, i ze nadal chciałby mieć takie
                                    znaczki, to po drugie...
                                    A miliona nadal brakowało...
                                    • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 07.02.06, 18:49
                                      Milion, milion... tylko te pieniądze ludziom w głowie. Po co to? Bez nich
                                      byłoby lepiej. Kraść nie było czego. Ludzie byliby uczciwszy. stolarz za chleb
                                      zrobiłby stół piekarzowi, a ja w zamian za owoce mógłbym popilnować ogrodów.
                                      Rozmyślania egzystencjalne przerwał tubalny głos Naczelnika. Witamy władzunię,
                                      witamy. Worka coś nie widać, słabo pracujecie, trzeba wzmocnić starania, bo jak
                                      nie to wiecie..., żartował na swój sposób Naczelnik.
                                      Rączy, nie tolerujący kpin z Władzy, przybrał marsową minę, rozłożył na stoliku
                                      papier, wyjął kopiowy ołówek i rozpoczął przesłuchanie. Codziennie trzy worki
                                      były w obrocie. Jeden wyjeżdżał z pieniędzmi z miasta, drugi przyjeżdżał,
                                      trzeci .. Tu naczelnik zawahał się, ale szybko zawołał - jest w praniu!
                                      Milicjant wiedział, że został okłamany, ale nie chcąc zmylić przeciwnika
                                      zakończył przesłuchanie. Wychodząc przeszedł do głównej sali, ale ujrzawszy
                                      Pańską przystanął przy gablocie ze znaczkami. Już chciał zagadać do swej
                                      wybranki, gdy nagle coś przykuło jego uwagę. W pocztowym oknie przemieszczał
                                      się kosz pełen czerwonych, dojrzałych pomidorów. Wyglądało, jakby wisiał w
                                      powietrzu. Nie ze mną te numery, pomyślał, nie ma magii! Miał rację. Kosz w
                                      pomidorami umieszczony był na głowie dziewczynki w okularkach w rucianej
                                      oprawie, której włosy były tak jasne, ze prawie przezroczyste. Poczuł ulgę tym
                                      większą, że przypmniały mu sie bajki o duchach i niewidocznych ludziach
                                      opowiadane przez babcię.
                                      • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 07.02.06, 20:04
                                        Pomidory?,
                                        W koszu na glowie dziewczynki?
                                        na...wiosne?
                                        nielegalny przemyt z... Bulgarii?
                                        Sprawa wydala sie Raczemu mocno zagadkowa, a ze zaginiecie pocztowego worka,
                                        w ktorym moglo sie zmiescic nawet milion zlotych, zostala szybko wyjasniona
                                        z Naczelnikiem Urzedu Pocztowego, postanowil wyjasnic i ta.

                                        Szybkim krokiem doganial jasnowlosa dziewczynke, podejrzanie lekko, wrecz
                                        tanecznym krokiem i w podskokach poruszajacej sie po nierownych plytkach
                                        trotuaru.

                                        Zanim dogonil dziewczynke Raczy, ktory jak wiekszosc oficerow Milicji
                                        Obywatelskiej , tzw. Zachod czyli zycie i obyczaje mieszkancow Krajow
                                        kapitalistycznych znal wylacznie z migawek I-szego programu TV
                                        i zajec Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu Komunizmu (tzw.Komsolki) -
                                        na wyklady ktorego pilnie uczeszczal w sobotnie, wolne od sluzby popoludnia,
                                        zaczal sie zastanawiac czy to wogole mozliwe....

                                        Mozliwe jest, czy to wymysl wrazej propagandy (RWE - brrrr...), ze istnieja na
                                        Swiecie miasta w ktorych sa chodniki gdzie wszystkie plytki sa ... rowne
                                        i kazda z nich pasuje do innej, ulozone sa wszystkie poziomo i poruszanie sie
                                        po nich nie grozi uzytkownikom polamaniem obcasow lub wybiciem wszystkich
                                        zebow?.

                                        Chyba nie! - wszystko klamstwo, wszak byl juz w Moskwie oraz w Bulgarii
                                        i na wlasne oczy widzial iz to nie jest mozliwe!
                                        Nastepne oszukanstwo wrazej propagandy! sad(

                                        Nie wyobrazal sobie rowniez jak to mozliwe iz ponoc w Afryce gdzie temperatura
                                        ciagle przekracza 30-40°C istnieja asfaltowe drogi i autostrady!.

                                        Jasna cholera, jak Oni to robia ?.
                                        Toz u nas, wystarczy kilka dni slonecznej pogody a wszystkie skrzyzowania,
                                        nawet w Stolicy, pokryte sa wertepami asfaltu stawiajacego powazne zadanie
                                        dla zawieszenia nie tylko ich sluzbowego radiowozu Warszawa ale nawet tak
                                        wspanialego auta jak Wolga tow.Komendata z wojewodztwa?.

                                        Zadal kiedys to pytanie na zajeciach WUML-u i biedny wykladowca z KC cos tam
                                        niewyraznie tlumaczyl o "drobnych" roznicach pomiedzy smola pogazowa -
                                        odpadowym produktem rafinacji ropy naftowej ktora polscy drogowcy dziarsko
                                        zalewaja nierownosci naszych drog i skrzyzowan, a asfaltem ktory stosowany jest
                                        w Afryce i na calym niesprawiedliwie spolecznie rzadzonym Zachodzie.

                                        Zgodnie z wola wykladowcy, zarowno Raczy jak inni sluchacze tego wykladu
                                        zrozumieli iz asfalt = niesprawiedliwosc spoleczna oraz wyzysk robotnika
                                        i chlopa, a smola pogazowa i krzywe plytki trotuarowe to internacjonalizm,
                                        powszechna sprawiedliwosc i rownosc spoleczna!.

                                        "Watpiwosci", jesli je mial, ogarnialy go na krotko, tylko tak dlugo jak
                                        trwaly podskoki Warszawy na wertepach wszystkich skrzyzowan w nieczesto
                                        odwiedzanej przeciez Warszawie.

                                        W miedzyczasie zrownal sie z dziewczynka z koszem pomidorow na glowie.
                                        Rozesmiane dziecko o imieniu Ania (byla szczesliwa z powodu tego imienia bo
                                        zaczytywala sie w przygodach Ani z Zielonego Wzgorza)
                                        - szybko wyjasnila przedstawicielowi Ludowej Wladzy, ze ten kosz z pomidorami
                                        to... lipa!
                                        Pomidory "jak zywe" sa wykonane z plasteliny na zajeciach szkolnego Kolka
                                        Plastycznego a koszyk ... to wlasciwie kapelusz - rekwizyt przedstawienia Kolka
                                        Teatralnego z zajec ktorego wraca wlasnie wesola Ania.

                                        Zapraszamy pana porucznika na przedstawienie rzeklo rezolutne dziecko.
                                        Tematem bedzie wyzysk dzieci w uciemiezonym Gabonie.
                                        Ja gram corke wyzyskiwanego gabonskiego chlopa-ogrodnika ktora w formie
                                        drakonskiego podatku musi codziennie miejscowemu kapitaliscie zanosic koszyk
                                        pieknych piomidorow.
                                        W Gabonie, kobiety i dziewczeta nosza ciezary na glowie! - stad taki rekwizyt u
                                        mnie, a niose go do domu, bo babcia obiecala uszyc dla mnie pasujaca
                                        do niego szate z perkalu.
                                        Premiera juz za tydzien i p.Dyrektor Szkoly napewno wyslala juz zaproszenia do
                                        Komendy MO - prosze nie zapomniec!.

                                        Mile dziecko, pomyslal por.Raczy i jak doswiadczylem dzisiaj wzrasta nam
                                        potezne pokolenie aktorow i propagatorow fantastyki, bo przypomnialo mu sie
                                        dzisiejsze doswiadczenie z para blizniakow ..........


                                        • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 08.02.06, 00:16
                                          Tymczasem, całkiem spodziewanie dla tej pory roku, na miasteczko zaczął opadać
                                          zmrok. Bedąc dobrym obywatelem i wzorowym milicjantem, Rączy odprowadził
                                          dziewczynkę pod schody nowego bloku wielorodzinnego.
                                          Na razie był jedyny, ale stanie tu ich więcej, z zsypami na śmieci, windami,
                                          przestronnymi mieszkaniami, z których jedno będzie jego. W SM ma numer 4963, a
                                          więc juz za kilkanascie lat będzie miał to wymarzone M-2 z balkonem, piwnicą i
                                          wnęką kuchenną. Nie żeby narzekał na służbowe mieszkanie, ale co swoje to jednak
                                          swoje.
                                          Idąc w kierunku rynku minął wlokącą się i turkotającą drewnianymi kołami po
                                          bruku furmankę. Furmanka nie miała świateł, woźnica drzemał a koń ciągnął. W
                                          momencie, gdy Rączy szedł obok niego, koń zaczął się wypróżniać. I wtedy,
                                          patrząc na te parujące, żółte kule wyskakujące spod ogona, czując ich zapach,
                                          porucznik wspomniał swe młodzieńcze chwile.
                                          - Eh... - westchnął. I zamiarował wzdychać jeszcze więcej, gdy nagle przypomniał
                                          sobie, że miał ciężki dzień i że GS, PSS Społem oraz inne placówki
                                          uspołecznionego handlu już są nieczynne i wobec tego on, porucznik Rączy, nie
                                          będzie jadł dziś kolacji. Cóż było robić... Najlepszym wyjściem jest wejście...
                                          A właśnie stał przed nim. Buchał zza niego gwar ludzkich głosów a nad nim
                                          pysznił się świeży napis: BAR SMAKOSZ.
                                          Porucznik pchnął drzwi i zanurzył się w kłęby tytoniowego dymu i opary alkoholu.
                                          • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 08.02.06, 17:13
                                            Natychmiast znalazla sie przy nim przysadzista, nieogolona kelnerka w fartuchu,
                                            noszacym slady barszczu ukrainskiego i pomidorowej z makaronem. Napierajac nań
                                            dyskretnie obfitym biustem sprytnie wymanewrowala Rączego do stolika w kacie sali.
                                            Sprawnym ruchem upierscienionych palcow z odpryskami buraczkowej emalii na
                                            paznokciach przewrocila zszarzaly obrus na druga strone i ustawiwszy fajansowy
                                            wazokik dokladnie na srodku stolu, poprawila twiace w nim dwa przywiedle mlecze.
                                            - Co podac do setuchny? - zaszczebiotala, blyskajac zalotnie zlotym zebem.
                                            - Zdanego alkoholu, obywatelko - odparl Rączy, krzywiac twarz z niesmakiem.
                                            Bigos, porcje chleba i oranzade poprosze.
                                            Kelnerka oddalila sie, puszczajac "perskie oko" do grupy mezczyzn w kufajkach i
                                            beretach z antenkami, raczacych sie czysta czerwona kapslowana pod piwko przy
                                            sasiednim stoliku.
                                            - I to jest polska klasa robotnicza - westchnal ciezko porucznik. - a budowa
                                            osiedla mieszkaniowego ciagnie sie juz osmy rok i konca nie widac.
                                            Pograzony w tym smutnych rozwazaniach omal nie zauwazylby powodu naglego
                                            ozywienia przy barze i niektorych stolikach. Z zamyslenia wyrwaly go dopiero tu
                                            i owdzie padaja ce gwizdy i okrzyki "te, lala, chono do nas!", "ale duuuupa!".
                                            Wzrok Rączego, przedarlszy sie przez gesta zawiesine dymu zatrzymal sie w koncu
                                            na drzwiach spoldzielczego lokalu gastronomicznego.
                                            Ocierajac jedna reka, uzbrojona w barystowa chusteczke krwawiacy nos i lzy
                                            kapiace z oczu, w drugiej zas dzierzac blyszczacy but typu szpilka z odlamanym
                                            obcasem, stala w nich Barbara Pańska...
                                            • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 08.02.06, 18:16
                                              Ułożyć rannego w bezpiecznej pozycji! Udrożnić drogi oddechowe! Zatamować
                                              krwawienia! Uszami duszy usłyszał rozkazy zapamiętane w czasie służby
                                              wojskowej. W tym momencie, pierwszy raz w życiu krytycznie o nich pomyślał. Jak
                                              taką piękną kobietę położyć na podłodze mytej dwa razy w roku? Krwawienia
                                              ustępowało samo, a drogi były drożne. A może nie? Pewnie pańska nie da sobie
                                              sprawdzić.
                                              Pozostawało zainteresowanie samym zdarzeniem. Podszedł i zdecydowanym głosem
                                              zapytał:
                                              Obywatelko, proszę opisać okoliczności upadku.
                                              Pańska, trzęsąc się i zanosząc histerycznym łkaniem próbowała cos z siebie
                                              wydusić, wskazując ręką z czółenkiem w stronę parku graniczącego z rynkiem.
                                              Ttam, tttam coś było. TO chciało zabrać mi paczkę, ale przewróciłam się.
                                              Zdjęłam jeden pantofel i zaczęłam uderzać TO obcasem. Takie piękne były te
                                              buty, takie piękne.
                                              Obywatelko, nasi rzemieślnicy sa pod stałą kontrolą odpowiednich organów,
                                              pracują dobrze, but naprawią!
                                              Gdzie obywatelka ma wspomnianą paczkę?
                                              Pańska zmieszała się. Widać było, że temat jest dla niej zbyt trudny, ale końcu
                                              wydukała, że paczkę odrzuciła w krzaki. Nie wspomniała, że jakiś cień
                                              towarzyszł jej aż do gospody.
                                              • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 08.02.06, 19:06
                                                Por.Raczy wyciagnal z raportowki formularz " Protokol Zajscia", wpisal date
                                                miejsce zajcia , okolicznosci i przystapil do spisywania danych personalnych
                                                poszkodowanej:

                                                Pani Nazwisko?
                                                - Barbara Pa...nska,-
                                                Urodzona?
                                                - 8 lutego 195...... (Raczy nie bardzo zrozumial w gwarze panujacym w knajpie
                                                dokladnej daty)
                                                Miejsce pracy, stanowisko
                                                - ml.refererent w Wydz Finansowym Powiatowej Rady Narodowej ...
                                                zamieszkala...

                                                Niespodziewanie ze znajdujacego sie za bufetem kantorka wyszedl nieswiadomy
                                                zajscia kierownik Baru Smakosz p.Kwiatkowski.
                                                Ogarnal wzrokiem zadymiona i duszna sale jego gastronomicznego przybytku
                                                i ... zamarl w przestrachu....
                                                Jezus-Maryja..... Policja i Wydzial Finansowy!! - znal Panska ze sluzbowych
                                                wizyt z w Wydz.Finansowym z okazji skladania miesiecznych sprawozdan z obrotow
                                                w Barze, - tylko tego mnie jeszcze brakowalo! sad(

                                                Kierownik Kwiatkowski juz od dawna nie mial dobrego humoru.
                                                Ostatnie rodzinne spotkanie przy wodce z jego szwagrem, - kierownikiem
                                                miejscowego Skladu Materialow Budowlanych uswiadomilo mu na jak
                                                cienkiej nici wisialo jego prywatne "socjalistyczne szczescie".
                                                Szwagier mial klopoty, od kilku tygodni interesowala sie nim Prokuratura
                                                Powiatowa w ktorej podczas kolejnych wizyt nijak nie mogl sie wytlumaczyc jak z
                                                pensji miesiecznej w wysokosci 2.500 zl mogl do tej pory niezle zyc z rodzina,
                                                wyjezdzac co roku na wczasy do Rumunii, kupic na gieldzie nowego Fiata 125p
                                                1500 i rozpoczac budowe sporego jednorodzinnego domu.
                                                Szwagier coprawda przedstawial w Prokuraturze niezbite dowody w postaci
                                                pisemnej umowy zakupu samochodu z ktorej niezbicie wynikalo iz sprzedajacy
                                                oddaje auto za... darmo i do tego zobowiazuje sie pokryc wszelkie zwiazane z
                                                zakupem koszty i podatki a dom to buduje jego sparalizowana tesciowa-rencistka
                                                utrzymijaca sie z legalnej 500 zlotowej renty ZUS-owskiej.
                                                Jego pobyty na budowie byly kierowane odruchem serca by wyreczyc mamusie
                                                i przypilnowac Jej interesow. Tym bardziej iz w rewanzu obiecala jemu skromne
                                                pomieszczenie dla Niego i jego rodziny w powstajacym domu.

                                                Kwiatkowski byl przerazony.
                                                K.... przez Gienka (szwagier) doszli i do mnie sad
                                                Zarabiam przeciez mniej niz szwagier a dom juz skonczony choc papiery tez na
                                                mamusie (mowilem idiocie iz renta matki tego nie wytrzyma!) a kretynka - zona
                                                za zadne skarby swiata nie daje sobie wytlumaczyc iz paradowanie co niedziela
                                                do kosciola w futrze z norek ktore jej kupilem w chwili slabosci i
                                                wymachiwanie na targu lapa upierscieniona radziecka bizuteria (co palec -
                                                wielki pierscionek + dwie obraczki) z czerwonego zlota szczescia nam nie
                                                przyniesie sad

                                                Pan Kierownik - wycofal sie niepostrzezenie, idac tylem, do kantorka z ktorego
                                                zabral dwie skrzynki pelne butelek z czerwona etykieta Wodka Czysta Wyborowa
                                                ktora "nie zdazyl" jeszcze ujac w fakturze stanu magazynowego Baru Smakosz i
                                                wlozyl je do stojacego na podworku baru bagaznika Moskwicza.
                                                Dzieki Opatrznosci auto bylo zarejestrowane oficjalnie na 94-letnia babcie
                                                kierownika, slepa i glucha jak pien - czyli tak iz zadne wrzaski i czynnosci
                                                prokuratorskie nie byly w stanie zmusic Jej do niczego innego jak powtarzanie
                                                tekstu: " Zdrowas Maryjo, laski pelna, Pan z Toba, blogoslawiona Ty miedzy
                                                niewiastami....."
                                                • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 08.02.06, 20:05
                                                  Myłiłby się jednak ten, który w swej ślepocie pomyśleć mógłby, że przed Milicją
                                                  Obywatelską się cokolwiek ukryje. Znanym już nam kątem oka, porucznik
                                                  zakonotował w pamięci wielce podejrzane zachowanie kierownika a także nagłe
                                                  wysuszenie się kranu z piwem i zniknięcie butelek wódki z półek. Od tej chwili
                                                  można było kupić tylko śledzie, ogórki, bigos, herbatniki harcerskie i sporty.
                                                  No i oczywiście czerwoną oranżadę i słoną wodę sodową.
                                                  To wszystko i jeszcze więcej zarejestrował w mózgu, jak jaki ZK-140T - porucznik
                                                  Rączy.
                                                  To jednak była sprawa rozwojowa i nie należało się spieszyć. "Jak człowiek się
                                                  spieszy, diabeł się cieszy" - wpadła mu znienacka nie wiedzić skąd myśl rodem z
                                                  ciemnogrodu. Bo jakźe to - czy może istnieć diabeł, skoro Boga nie ma? Otóż to
                                                  właśnie, skoro nie ma tego, którego niema, to kto czuwa nad ofiarami przemocy i
                                                  innych nieprawości? Milicja Obywatelska ma się rozumieć.
                                                  I gdy ta konkluzja dotarła do niego, spojrzał tak jakoś cieplej (jeszcze
                                                  cieplej) na Barbarę (tak tak, mimo zewnętrznej sztywności w stosunkach, w środku
                                                  była juz dla niego Barbarą), uśmiechnął się od ucha do ucha (dzięki genom i
                                                  oświacie medycznej utrzymywał swe zęby w nieskazitelnym stanie)i powiedział: -
                                                  Obywatelko, teraz udamy się na miejsce zdarzenia.... I złapiemy przestępcę -
                                                  dodał, by podtrzymać ją na duchu. Na razie jednak musiał ją podtrzymywać czysto
                                                  fizycznie, bo połamane obcasy , przeżycia, itp. - skłonily ją do tego, że
                                                  bezceremonialnie wepchała się ze swoim ramieniem pod jego ramię i w tej pozycji,
                                                  znanej gminowi pod nazwą "pod pachę" udali się na miejsce przestępstwa.
                                                  Obojgu było z tym bardzo przyjemnie i jakby kto z boku na nich spojrzał,
                                                  musiałby powiedzieć standardowe - ależ oni do siebie pasują, ależ to dobrana para.
                                                  Szli w milczeniu, tylko ukradkiem czasami rzucając na siebie spojrzeniami.
                                                  20 stopień zasilania wyłączył większość lamp na ulicy a i w większości mieszkań
                                                  jedynym oświetleniem były świeczki.
                                                  "Ot, kapitaliści - pomyślał porucznik. - To przez nich musimy sprzedawać tonę
                                                  węgla, tak niezbędnego naszej ojczyźnie, w cenie kilograma cytryn. Zeby chociaż
                                                  dzieci w Gabonie miały z tego pożytek, ale tam gorąco jak cholera. Powinniśmy
                                                  sprzedawać im nasze pluszowe misie i landrynki...."
                                                  - Jesteśmy na miejscu - usłyszał jej cudowny głos.
                                                  Khmmm... khmmm... - odchrząknął słuzbowo i polecił jej zostać na miejscu. Sam
                                                  poszedł w krzaki szukać przestępcy, ale ten, jak to przestępca, pewnie gdzieś
                                                  uciekł, a na dodatek (wbrew temu, co piszą w mądrych książkach) nie wrócił na
                                                  miejsce przestępstwa. Ale porucznik pamiętający słowa Pańskiej coś jednak z
                                                  krzaków wyniósł.
                                                  Była to paczka z trzema prześlicznymi znaczkami, na których widniał profil
                                                  Elżbiety II królowej Anglii i jeszcze tam czegoś, spadkobierczyni
                                                  zdegenerowanych czasów, gdy ludem rządziły jednostki, nie zaś tych wspaniałych,
                                                  gdy lud rządzi jednostkami.
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 08.02.06, 22:54
                                                    Panska zmieszala sie mocno.
                                                    Wiedzaiala co jest w paczce.
                                                    Jej zawartosc byla avizowana w liscie przez Ciotke i jak wiele poprzednich byla
                                                    wypelniona poszukiwanymi na polskim rynku drobnym ale cennym asortymentem
                                                    zapelniajacym lady prywatnych komisow.
                                                    Handlowy zmysl Ciotki ktora w posagu (przed Wojna) otrzymala od rodzicow spory
                                                    pakiet akcji gieldowych Domu Handlowego B-cia Jablkowscy & Ska, przekonal Basie
                                                    iz z towaru (wklady dlugopisow, nozyki do golenia, tanie w Wielkiej Brytanii
                                                    kosmetyki, pasta do zebow i zapalniczki) ktory kosztowal w zakupie rownowartosc
                                                    50 US $ bedzie miala, po sprzedazy w komisie, na czysto 8-10 tys. zl, "fortune"
                                                    w porownaniu z pensja mlodszej referentki.
                                                    Za paczke zaplacila juz clo - prawie cala Jej pensje, ale nie bardzo sie Jej
                                                    usmiechalo dzielic sie z Porucznikiem przegladaniem jej zawartosci sad

                                                    Chcac odwocic uwage Raczego od paczki, zwrocila sie do Niego z najpiekniejszym
                                                    i zniewalajacym usmiechem na jaki ja bylo stac:
                                                    Panie poruczniku: mam wielka prosbe...
                                                    - Tak? - odpowiedzial Raczy...
                                                    Wie Pan... przy panskiej pomocy, jakos doszlam do tego miejsca ale.....
                                                    - Tak???
                                                    Moze... bylby Pan taki mily i oberwal obcas u drugiego z moich butow?
                                                    Ja probowalam, ale nie mam tyle sily! sad
                                                    Umozliwi mnie to jako-takie samodzielne poruszanie i zwolni Pana z dalszych
                                                    klopotow zwiazanych z moja osoba.
                                                    Tu niedaleko jest postoj taksowek i jakos ... dam sobie rade.
                                                    Zdecydowanym ruchem siegnela po paczke ktora zdumiony i zaskoczony porucznik,
                                                    wiele nie myslac wypuscil z rak by sprawic zadosc prosbie Barbary i...
                                                    urwac obcas ... szpilki.
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 09.02.06, 00:04
                                                    Dla niego to było jak bułka z makiem oderwać ten obcas. I kiedy był tak
                                                    nachylony przy jej nodze, gdy widział te naprężone łydki, to mu coś tak
                                                    zaskwierczało w środku, zadymiło i zahukało.
                                                    Ale szybko się opanował. Już się unosił, gdy orlim wzrokiem swym dojrzał coś na
                                                    chodniku. Podszedł bliżej i zobaczył coś interesujacego. Siegnął po pincetę i
                                                    woreczek do którego schował dowód rzeczowy.
                                                    Tak, już wiedział, jak to się odbyło.
                                                    I nagle jeszcze jedna ewentualność przyszła mu do głowy. Podszedł do Pańskiej i
                                                    rzucił jej sucho:- Prosze tu pozostac do mojego powrotu - a sam poszedl
                                                    powtornie w krzaki. Był dobrze wyszkolonym oficerem milicji i wiedział conależy
                                                    do jego obowiązkow. Przepatrzył więc raz jeszcze dokładnie krzaki.
                                                    Przestępcy w nich nie było.
                                                    "A wiec, skoro przestępca nie wrócił na miejsce zbrodni, oznacza, ze nie jest
                                                    przestępcą"? - zastanowił się porucznik. Ale juz za chwilę wiedział, ze
                                                    przestępca na pewno wrócił, ale gdy zobaczył, że nikogo nie ma, poszedł sobie.
                                                    Rączy podszedł do Pańskiej i powiedział: - Skoro go tu nie ma, tzn., że jest
                                                    gdzieś indziej. Nie puszczę pani samej.
                                                    Odpowiedziała mu ciepłym usmiechem, ale nagły cień spadł na jej oblicze, jak
                                                    spada smog na miasto Meksyk.
                                                    "Co się stało"? - pomyślał.
                                                    A stało się to, ze cień, prześladujący ją do Baru Zacisze, powrócił. Zauważyła
                                                    go i zatrwożyła się.
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal (Errata) 09.02.06, 00:11
                                                    Errata to poprzedneigo odcinka
                                                    jest: Baru Zacisze
                                                    winno być : Baru Smakosz
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 09.02.06, 09:06
                                                    Uwagi Raczego nie uszlo zmieszanie Panskiej.
                                                    Rozejrzal sie wokolo i katem oka dostrzegl dlugi cien olbrzymich rozmiarow
                                                    psa - niemieckiego doga, ktory jak jego literacki wzorzec "The Hound of the
                                                    Baskervilles" z powiesci kryminalnej Artura Conan Doyle'a tak przerazl Panska.

                                                    Po miasteczku wloczyly sie watahy pol-zdziczalych bezpanskich psow, ale ten byl
                                                    szczegolny.
                                                    Nie byl bezpanski.
                                                    Byl swietnie utrzymany, zadbany, w kagancu i... mial znanego Raczemu
                                                    wlasciciela.
                                                    Pies nalezal do mieszkajacego w poblizu w ladnym, przedwojennym jeszcze domku-
                                                    willi Sekretarza propagandy Powiatowego Komitetu PZPR.

                                                    Sekretarz nie pochodzil z miasteczka.
                                                    Przyjechal tutaj z uczelnianym nakazem pracy, ledwie po studiach, jako
                                                    nauczyciel.
                                                    Ozenil sie z corka miejscowego lekarza dr.Burego ktora prawie rownoczesnie
                                                    z przyszlym Sekretarzem KP PZPR, powrocila do miasteczka po ukonczeniu studiow
                                                    medycznych, by rozpoczac pierwsza w zyciu prace w miejscowym Szpitalu ktorego
                                                    Ordynatorem byl jej ojciec.
                                                    Mlodzi poznali sie, pozenili i z czasem wspinali sie coraz wyzej po szczeblach
                                                    zawodowej, inteligenckiej kariery typowej dla tych czasow.
                                                    On,- z zacieciem spolecznikowskim popartym doswiadczeniem aktywnego dzialacza
                                                    ZSP w czasie studiow, szybko przeszedl ze Szkoly do zawodowego aparatu
                                                    partyjnego by z czasem zostac Sekretarzem propagandy w miejscowym KP PZPR.
                                                    Ona, - po latach praktyki pod okiem ojca, zrobila specjalizacje i z czasem
                                                    przejela zawodowe jego obowiazki w miejscowym Szpitalu.

                                                    Nie mieli dzieci, ale... mieli psa! smile
                                                    I to jakiego.
                                                    Pies swoim wygladem i wielkoscia wzbudzal sensacje w prowincjonalnym miasteczku
                                                    gdzie psow nie brakowalo, nawet takich bezpanskich.
                                                    Wiekszosc z nich, a raczej wszystkie, to byly mniej lub bardziej pomieszane
                                                    rasowo kundle: mniejsze, wieksze ale zadne ... olbrzymy smile
                                                    Pies Sekretarza sie wyroznial, swoim wygladem wzbudzal postrach i poczatkowo
                                                    byl powodem wielu skarg przestraszonych przypadkowym spotkaniem z nim
                                                    mieszkancow Miasteczka.
                                                    Komendant Powiatowej Komendy rozmawial z tow.Sekretarzem na temat tego psa.
                                                    Nie mozna powiedziec iz go "wezwal" na romowe - co to to nie smile)
                                                    Udal sie po prostu z "wizyta" do tow.Sekretarza i napomknal w rozmowie o
                                                    sprawie.
                                                    Tow.Sekretarz uspokoil Komendanta.
                                                    Stwierdzil iz rozumie jego problem, ale zapewnia Go iz to bardzo spokojna rasa
                                                    psow, prawie nigdy nie szczekajaca i nie agresywna w stosunku do ludzi.
                                                    Sekretarz i jego malzonka mieli sporo zajec wykraczajacych poza normalny
                                                    8-mio godzinny tryb pracy a pies ktory z racji postury i kondycji wymagal wiele
                                                    ruchu - wyrywal sie zatrudnionej w domu malzenstwa sekretarz/lekarz gosposi -
                                                    do ogrodu, gdzie znudzony ograniczona przestrzenia po prostu przeskakiwal
                                                    wysoka ogrodzeniowa siatke kiedy i jak...chcial smile.

                                                    Byl zawsze w kagancu, odkad do sekretarza doszly skargi gosposi na zachowanie
                                                    jego "pupila".
                                                    Tow. Sekretarz rozumial iz nie kazdy mieszkaniec Miasteczka musi podzielac jego
                                                    milosc do niecodziennej i rzadko spotykanej rasy psow.

                                                    Buszujac po krzakach miejskiego parku dog Sekretarza nie tyle zaatakowal
                                                    przechodzaca chodnikiem ulicy przylegajacej do parku Panska ile powodowal nim
                                                    tryb zabawowy - typowy dla mlodych psow i.. zapach kielbasy w kanapce
                                                    na II-gie sniadanie Panskiej o ktorej zapakowanej w podrecznej torebce - Panska
                                                    na smierc zapomniala ale pies ja wyczul smile)

                                                    Przerazona takim wielkim CZYMS co ja znienacka "zaatakowalo" (raczej walnelo
                                                    swoim poteznym cielskiem) - Panska zaczela bronic sie, walac gdzie popadnie
                                                    sciagnietym z nogi butem i w szoku, wyrzucajac niesiona z Poczty paczke w
                                                    krzaki smile).
                                                    Paczka, w zadnym przypadku nie inetesowala wielgasnego doga.
                                                    Zapach nozykow do golenia, zapalniczek i wkladow do dlugopisow byl jemu
                                                    obojetny, ale kielbasa w kanapce Panskiej - nie! smile)

                                                  • alfredka1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 09.02.06, 19:13
                                                    Rączy nieśmiało, oblewając sie po cichutku obfitym potem, ujął Pańską za
                                                    łokieć. Zadrżała, lekko się zachwiała i nieśmiało skłoniła główkę w stronę
                                                    daszka na za dużej czapce Rączego.Blyskawice myśli krzyżowały się w jej
                                                    kształtnej główce, powstał mętlik bo to i "mój ci będzie mój" do "a cóż ciotka
                                                    na to i co z paczkami". Nie zaplątała się jednak w tych słodko przerażających
                                                    widokach na przyszłośc gdyż cień pojawił się znowu, tym razem przed nimi . I
                                                    stali tak znieruchomieni, zastygli w słodkości zbliżenia łokcia i dłoni mocnej,
                                                    chłopskiej, gorącej..
                                                  • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 10.02.06, 00:24
                                                    Przerazliwy charkot wydobyl sie z gardla zwierzecia, gdy na sztywnych lapach
                                                    zaczela sie zblizac w kierunku rownie sztywnej ze strachu pary. Nozdrza
                                                    rozdymaly sie jak chrapy zgonionego, rasowego konia, warga uniosla sie
                                                    niebezpiecznie odslaniajac przerazajace kly. Barbara wbila swe wymanicurowane
                                                    Maxem Factorem paznokcie w gesta tkanine munduru porucznika, wstrzymujac oddech.
                                                    Nagle zwierze przysiadlo na zadzie, polozylo uszy po sobie i podczolgawszy sie
                                                    jeszcze blizej zaczelo...prosic, weszac intensywnie w strone torebki Pańskiej.
                                                    - Co pani tam ma? - zapytal Rączy, wypusciwszy z ulga cale wstrzymywane
                                                    dotychczas powietrze z pluc.
                                                    - Nic szczegolnego - wyszeptala Barbara nie puszczajac jego ramienia - chyba,
                                                    ze...o Boze!...przepraszam. Calkiem zapomnialam o kanapce z kielbasa, ktora
                                                    nosze tam od rana. Ale to przeciez niemozliwe, zeby kielbasa zakupiona w sklepie
                                                    MHD zaczela sie rozkladac po paru godzinach w takiej temperaturze!
                                                    - Absolutnie niemozliwe - potwierdzil Raczy - prosze wyjac te kanapke, podac ja
                                                    mnie i spokojnie zaczac sie wycofywac z miejsca zajscia.
                                                    Barbara wykonala wszystko zgodnie z rozkazem. Pies z radosnym skomleniem rzucil
                                                    sie na podsunieta mu przez porucznika paczuszke i pozarl ja wraz z papierem
                                                    sniadaniowym.
                                                    - Jaki on dzielny - pomyslala - prawdziwy bohater.
                                                    Tymczasem bestia, nie wiedziec, czy z wdziecznosci, czy w nadziei na kolejny
                                                    smaczny kasek nagle skoczyla na dzielnego funkcjonariusza, opierajac mu przednie
                                                    lapy na ramionach i probujac polizac go swym wielkim jezorem po twarzy. Bylo to
                                                    tak nieoczekiwane, ze mezczyzna zachwial sie niebezpiecznie, wykonal krok do
                                                    tylu i z glosnym pluskiem wyladowal w ogromnej kaluzy. Wystraszony pies
                                                    przebiegl po nim i zniknal w krzakach.
                                                    Zbeszczeszczony mundur przedstawial obraz nedzy i rozpaczy. Milicyjna czapka
                                                    dryfowala spokojnie po blotnistym rozlewisku...
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL-owski kryminal 10.02.06, 09:43
                                                    To wydarzenie było tak niespodziewanie komiczne, że Pańska wybuchła perlistym
                                                    śmiechem, w kórym nade wszystko wyładowała napięcie ostatnich godzin, ale i też
                                                    okazała oszołomionemu porucznikowi, ze nieobce jest jej poczucie wyrafinowanego
                                                    humoru.
                                                    On sam nie bardzo miał do śmiechu, bo i mundur zbeszczeszczony przez wysoko
                                                    postawioną bestię, i przy niskich temperaturach, co tu dużo mówić, zrobiło mu
                                                    się jakoś tak nieprzyjemnie zimno.
                                                    Wszelakoż postanowił, zrobić dobrą minę do złej gry i przyłączył się do Barbary
                                                    odwzajemniając jej uśmiech.
                                                    "Tak nie moge dać mu odejść" - pomyślała i natychmiast wprowadziła swój zamiar w
                                                    życie. Gdy się tylko wygramolił z kałuży zrobiła mu replay "pod pachę" i nie
                                                    znoszącym sprzeciwu krokiem poprowadziła na postój taxi, gdzie wynudzeni
                                                    kierowcy grali lekko przechodzonymi kartami w oczko.
                                                    Na widok Pańskiej jeden z nich przerwał grę i usłużnie otworzył przed nią
                                                    skrzypiące drzwi wartburga.
                                                    Już po chwili mknęli (z dozwoloną prędkością) ulicami miasta. Prędki jakoś tak
                                                    apatycznie czy hipnotycznie wpatrywał się w psiaka kiwającego głową na przedniej
                                                    szybie auta i zadawał sobie pytanie, co on tu robi, oraz udzielał nie do końca
                                                    związanej z tematem odpowiedzi, że dzisiaj miał ciężki dzień.
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal (errata) 10.02.06, 10:00
                                                    Oczywiście nasz bohater nie nazywa się Prędki lecz Rączy. Chyba jest za wcześnie
                                                    rano na używanie mózgu.
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 10.02.06, 10:56
                                                    Po kilku minutach podjechali pod dom w ktorym mieszkala Panska.

                                                    Taksowkarz z fasonem przyhamowal tuz za stojacym przed wejsciem do posesji
                                                    najpiekniejszym samochodem ze wszystkich zarejestrowanych w miasteczku -
                                                    czerwonym "cudem" m-ki SIMCA.
                                                    Jednoczesnie z wychodzaca z taksowki Panska otworzyly sie drzwi sim-ki
                                                    i jej wlasciciel - Andrzej Wolski sprezystym krokiem zblizyl sie by pomoc
                                                    Barbarze przy wysiadaniu, - utrudnionym faktem iz buty w ktore byly odziane jej
                                                    nogi pozbawione byly obcasow.
                                                    Gdzie ty tak dlugo bylas? - z troska w glosie zapytal sie Andrzej.
                                                    Czekam na Ciebie juz od conajmniej godziny!.

                                                    Andrzej Wolski - syn miejscowego rzemieslnika , wlasciciela prywatnej
                                                    firmy "Wyrob artykulow z tworzyw sztucznych" , miejscowego krezusa
                                                    i w powszechnej opinii najbogatszego mieszkanca Miasteczka.
                                                    Andrzej, odkad ukonczyl miejscowe Liceum i dwuletnim pobycie w Warszawie jako
                                                    student Politechniki (uczyc mu sie specjalnie nie chcialo, a czas spedzany na
                                                    zajeciach i Wykladach uwazal za "stracony") i zalatwieniu sobie tylko znanymi
                                                    sposobami dozywotniego odroczenia grozacej mu sluzby wojskowej, powrocil do
                                                    miasteczka i przy (finansowej) pomocy ojca zalozyl firme "Mechanika
                                                    Pojazdowa" - cieszacy sie duzym wzieciem warsztat naprawy samochodow.

                                                    Byl miejscowym playboy-em i nie bylo tajemnica iz znal "najblizej jak mozna"
                                                    wiekszosc, jak nie wszystkie , co bardziej atrakcyjne dziewczyny w miasteczku.
                                                    Czesc z jego "kolezanek" uwazala sie za jego aktualne narzeczone a On sam nie
                                                    byl pozbawiony praktycznego rozsadku by wyprowadzac je z takiego przekonania.

                                                    Basia Panska miala w jego zyciu uczuciowym pozycje szczegolna.
                                                    Byla najmilej widziana przez Andrzeja rodzicow ew.kandydatka na przyszla zone
                                                    i synowa bo znali jej niezyjacych juz rodzicow, ktorych trudno byloby zaliczyc
                                                    do miejscowego "lumpenproletariatu" - nawet po Wojnie, gdy posiadlosci rodziny
                                                    Panskich, z dnia na dzien zostaly upanstwowione i rozparcelowane.

                                                    Basia byla ladna i b.zgrabna dziewczyna a Andrzej sam, nie wyobrazal sobie by w
                                                    przypadku koniecznosci (tfuj!...) ew. ozenku, mogl sie zwiazac z inna niz Ona
                                                    z grona licznych jego wielbicielek-kandydatek smile
                                                    Nie bez znaczenia byl rowniez fakt iz Basia Panska pracowala w Wydziale
                                                    Finansowym a takie znajomosci nigdy nie mogly zaszkodzic przedstawicielom
                                                    owczesnej prywatnej inicjatywy, wrecz odwrotnie.

                                                    Czekal na Barbare bo... ona sama zadzwonila do niego z pracy iz
                                                    odbierze dzisiaj paczke z przesylka od Ciotki, ktorej zawartosc Andrzej (jak
                                                    zawsze) podrzuci swoim znajomym - wlascicielom/ajentom Komisow w Warszawie do
                                                    ktorej kilka razy w tygodniu wypadal swoim wzbudzajacym powszechna zazdrosc
                                                    autem m-ki SIMCA.
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 10.02.06, 11:28
                                                    Z odjezdzajacej taksowki, po dluzszej chwili spowodowanej wydawaniem reszty
                                                    naleznosci za przejazd 50-ciogroszowkami z banknotu 20-to zlotowego (rachunek
                                                    byl w wys. 6,50 zl) wygramolil sie rowniez umazany w blocie od stop do glowy
                                                    uwienczonej wymokla w kaluzy czapka - por. Raczy.

                                                    Barbara nie mogla powstrzymac wybuchu mimowolnego glosnego smiechu.
                                                    Kontrast pomiedzy wysportowana sylwetka Andrzeja ubranego w oryginalne jeansy
                                                    Levis, granatowa koszulke polo i czerwony sweter Lacoste, pachnacego
                                                    kosmetykami serii Old Spice amerykanskiej f-my Bolton&CO
                                                    i... wygladajacegego jak "obraz nedzy i rozpaczy" jej dzisiejszego adoratora w
                                                    mundurze byl zbyt komiczny by mogla powstrzymac mimowolna reakcje.

                                                    Andrzej, ktoremu przygody Barbary w dniu dzisiejszym byly zupelnie nieznane
                                                    widzac Barbare stojaca w pokracznej pozycji ubrana w jakis "dziwny" rodzaj
                                                    butow, potezna dziura w rajstopach na Jej lydce i w "takim" towarzystwie
                                                    ktorego on napewno by unikal - conajmniej sie zdziwil.
                                                    Zdawal sobie sprawe iz sytuacja wczesniej czy pozniej sioe wyjasni, wiec
                                                    jako dobrze wychowany i obyty w Swiecie mlody czlowiek, sklonil glowa w
                                                    kierunku Raczego i powiedzial ......
                                                    Dobry Wieczor smile))
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 10.02.06, 13:11
                                                    - Dzień dobry - odpowiedział. A pomyślal: "Już gdzieś go widziałem".
                                                    Wolski podszedł do porucznika z wyciągniętą dłonią, ten zaś - powodowany
                                                    zawodową ciekawością - zarejestrował, że dłoń jest duża, na jednym palcu pyszni
                                                    się złoty sygnet i...
                                                    I w tym momencie z niebieskich firmamentów spadł na porucznika Prędkiego grom,
                                                    jak w Nowej Hucie spada na surówkę ogromy młot, by kuć zelazo póki gorące.
                                                    Dowód.... dowód... przecież podjął z miejsca przestępstwa dowód... Przez chwilę
                                                    zapomniał o nim, ale teraz, uwolniony od ciepła tulącej się do niego Barbary,
                                                    odzyskał jasny umysł.
                                                    Tak, w kieszeni szynela, na chwilę zapomniany, spoczywał dowód rzeczowy pod
                                                    postacią obgryzionego paznokcia.
                                                    Paznokcie Wolskiego też były obgryzione...
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 10.02.06, 13:25
                                                    fakt iz zadbane, krotko obciete paznokcie u zawsze czystych i (jak na
                                                    mezczyzne) wypielegnowanych dloni Andrzeja nie miescil sie w glowie Raczego.

                                                    Obgryzanie brudnawych paznokci bylo jedynym znanym praktycznie Raczemu i jego
                                                    kolegom-milicjantom sposobem pielegnacji dloni.
                                                    Uczyli sie tego w Szkole Milicyjnej gdzie kontrole stanu mundurow i higieny
                                                    osobistej kursantow, przyszlych oficerow Milicji, byly codziennym standartem
                                                    porannych apeli-zbiorek przed codzienna dawka teorii czyniaca z podejrzanego
                                                    cywila - odzianego w mundur oficera Ludowej Milicji Obywatelskiej.
                                                  • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 10.02.06, 21:54
                                                    Jakze jednak wydobyc material dowodowy z kieszeni, kiedy jego wlasne rece i
                                                    paznokcie na skutek upadku w kaluze byly szare od zastygnietego blota?
                                                    - No coz - pomyslal - skoro Panska jest juz bezpieczna ze swoim, pozal sie Boze,
                                                    znajomym pozegnam sie i wroce do domu. Tylko jak w takim stanie isc przez
                                                    miasto? przeciez to niegodne funkcjonariusza i znacznie moze oslabic szacunek do
                                                    wladzy ludowej wsrod ludnosci. Taksowka, ktora przywiozla ich pod dom Barbary
                                                    juz dawno odjechala, a ulice peryferyjnego osiedla wydawaly sie byc calkiem
                                                    wyludnione.
                                                    - Dobranoc pani - rzekl, celowo pomijajac w tym pozegnaniu Wolskiego, ktorego
                                                    cala postac od poczatku napawala go gleboka odraza, wzbudzajac szereg podejrzen.
                                                    Jako wuszkolony funkcjonariusz juz na pierwszy rzut oka potrafil odroznic ziarno
                                                    od plew.
                                                    - Dostanie pani w stosownym czasie wezwanie do komendy powiatowej na
                                                    przesluchanie w charakterze swiadka. Prosze sie stawic.
                                                    - Alez poruczniku! Jakze to tak? Nie moze pan wracac w takim stanie! Zapraszam
                                                    na gore do siebie i sprobujemy cos z tym zrobic. Wlasnie niedawno dostalam...
                                                    Panska w pore ugryzla sie w jezyk. Nie chciala zrazic do siebie
                                                    przedstawiciela wladzy, informujac go, ze w jednej z ostatnich paczek od
                                                    zagranicznej ciotki znalazl sie rewelacyjny srodek na plamy produkcji
                                                    amerykanskiej "Astonish".
                                                    Moment wahania porucznika wystarczyl, by Andrzej Wolski szybko pozegnal sie z
                                                    Barbara i rzuciwszy jej krotkie "no to sie zdzwonimy", niedbale zasalutowal
                                                    Raczemu jednym palcem do golej glowy, po czym wsiadl do swej Simki i z piskiem
                                                    opon zaglebil sie w ciemnosci uliczki.
                                                    Porucznik stal, nerwowo przestepujac z nogi na noge, nie mogac dojsc do ladu z
                                                    wlasnymi myslami i probujac oddzielic te sluzbowe od calkiem prywatnych...
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 10.02.06, 23:08
                                                    Lecz znow sprawe w swoje rece przejela Panska.
                                                    Zdecydowanym ruchem wziela porucznika pod ramie i zaprowadzila go do swojego
                                                    mieszkanka mna pieterku.
                                                    Raczy poczul sie jak sztubak.
                                                    Przyzwyczajony do odwrotnej sytuacji gdy on ubrany w mundur wydawal polecenia a
                                                    cywilom nie wypadalo nic innego jak je wykonac.
                                                    Wiedzial, ze wyglada okropnie, jest wymazany blotem a jego czapka upodobnila
                                                    sie do podlogowej szmaty ale to dalej byl mundur oficera Milicji Obywatelskiej
                                                    i jak dlugo go nie zdejmie .......

                                                    Jego wahania i troske przerwalo wejscie do mieszkania Barbary.
                                                    Przyzwyczajony do kszarowych warunkow i urzadzenia niby wlasnego ale sluzbowego
                                                    przeciez mieszkania wyposazonego w sprzety otrzymane z magazynu
                                                    Kwatermistrzostwa Komendy Wojewodzkiej MO, Raczy oniemial.
                                                    Mial niby wszystko, zgodnie z Regulaminem Wyposazenia Mieszkan Sluzbowych
                                                    wydanego przez MSW i bywal nawet kilkakrotnie w mieszkaniach swoich kolezanek
                                                    jak on oficerow MO ale te pomieszczenia byly zawsze takie same a jedyna ozdoba
                                                    ich scian byly wykonane na maszynie i oprawione w drewniane ramki: "Spisy
                                                    Inwentaryzacyjne Wyposazenia Lokalu", zawsze podobnej tresci:
                                                    - Szafa - 1 szt,
                                                    - lozko - 1 szt,
                                                    - stol - 1 szt,
                                                    - krzesla drewniane - 2 szt,-
                                                    - miednica emaliowana - 1 szt,-
                                                    - .........
                                                    itd, itp.

                                                    Mieszkanko Barbary bylo inne.
                                                    Lsnilo czystoscia i wyposazone bylo w standardowy komplet Wyszkowskiej Fabryki
                                                    Meli z pieknym regalem i ciemnoniebieskiego koloru fotelami z z drewnianymi
                                                    podlokietnikami.
                                                    Wszedzie staly zielone i kwitnace kwiaty a sciany przyozdobione byly
                                                    cepeliowskimi wycinankami i reprodukcjami grafiki ktora mozna bylo zakupic w
                                                    miejscowym Klubie Ruchu.

                                                    Panska szybko postawila na dwupalnikowej kuchence gazowej czajnik wody na
                                                    herbate i rzucila do Raczego: niech pan sciaga ten mundur!
                                                    Widzac zmieszanie porucznika, wyciagnela z regalowej szafki olbrzymiej
                                                    wielkosci kapielowe przescieradlo.
                                                    Miala piekny, jednokolorowy zestaw mieciutkich i puszystych recznikow
                                                    kapielowych - prezent od Ciotki i powod zazdrosci wszystkich jej kolezanek
                                                    bo takie zestawy byly nie do nabycia nawet w Pewex-sie.
                                                    Sklepy, nawet w Warszawie dysponowaly w tym asortymencie niesamowitym pskudztwem
                                                    - wszystko szaro-bure choc w niesamowitych zestawach kolorystycznych
                                                    przywolujacych bol zebow.
                                                    Panska i jej kolezanki zastanawialy sie czy nie jest mozliwe wyprodukowanie
                                                    recznikow typu frote ale... w odpowiedniej wielkosci i jednobarwnych w
                                                    kolorystyce jaka pasuje kazdemu do kolorow scian i mebli w lazience.
                                                    Gdyby miala odrobine pojecia o technologii produkcji takich cudow w uwczesnych
                                                    lodzkich tkalniach (i farbiarniach) - wiedziala by ze to... niemozliwe smile))

                                                    Zanim sie Raczy zorientowal, siedzial juz w habrowego koloru fotelu z filizanka
                                                    parujacej herbaty pismem BURDA w reku, opakowany w pachnace przescieradlo
                                                    kapielowe a Barbara zniknela w lazience z jego umorusanym mundurem.

                                                    Po nie dluzej niz kilkudziesieciu minutach Panska wyszla z lazienki ale
                                                    ubrana juz w jasniutenko rozowy plaszcz kapielowy (identyczny jak recznik-
                                                    przescieradlo w ktore obleczony byl Raczy).
                                                    Mundur oczyscilam i spralam plamy jak moglam, teraz schnie.
                                                    Mysle iz TY rowniez masz ochote sie odswiezyc?

                                                    Raczy rzucil sie w strone lazienki nie odnotowujac nawet w swiadomosci formy TY
                                                    ktorej uzyla Barbara.

                                                    Za pomoca mydla Palmolive ktore znalazl na lazienkowej mydelniczce i cieknacej
                                                    (slabo) wody z recznego prysznica, stojac w wannie o wymiarach 60 x 100 cm
                                                    dzielny porucznik zmazal z siebie slady blota i kurzu osiadlego na nim podczas
                                                    calego dnia ciezkiej sluzby.

                                                    Wysuszyl sie otrzymanym od Barbary przescieradlem i opuscil lazienke
                                                    Ale.... Panskiej nie bylo!

                                                    Oczy Raczego porazone swiatlem neonowym oswietlajacym lazienke powoli
                                                    przyzwyczajaly sie do panujacego w reszcie mieszkania polmroku, gdy przez
                                                    uchylone drzwi z przedpokoju ujrzal zapalona na nocnym stoliku zapalona lampke,
                                                    stojaca obok niej butelke Sovietskoje Szampanskoje i ubrana w przezroczysty
                                                    peniuar, lezaca na olbrzymim tapczanie z materacem higienicznym - Panska.
                                                    smile)))))
                                                  • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 11.02.06, 10:33
                                                    Zobaczył stopy obute w aksamitne pantofelki z różowymi pomponami, potem okryte
                                                    przezroczystym peniuarem nogi, biodra, a za nimi nienaturalnie skręcony tułów.
                                                    Niezważając na opadający ręcznik kąpielowy skoczył jak raczy jeleń. Głowa
                                                    Barbary była odchylona do tyłu, a oczy wpatrywały sie w sufit. Oficer
                                                    uzmysłowił sobie tragizm sytuacji. Mundur mokry, on prawie nagi, a ofiara, tak
                                                    ofiara, wymagała natychmiastowej pomocy. Sprawdził puls - był regularny. Oddech
                                                    też. Usiłował nadać ciału Barbary naturalna pozycję, gdy usłyszał jej głos.
                                                    Znów przedobrzyłamsad Ćwicząc jogę chciałam przybrać odpowiednia asanę, ale
                                                    skurcz obolałych mięśni uniemożliwił mi to. Zrezygnowany Rączy poczuł potworne
                                                    zmęczenie. Chciał znów być w swoim spartańskim pokoju. Położyć się na metalowym
                                                    łóżku i zasnąć zapominając o minionym dniu. Wiele już widział w życiu, ale
                                                    nawet lata doświadczeń i ciężka nauka w szkole milicyjnej nie przygotowały go
                                                    na tak zdecydowane zmiany sytuacji. Joga, pomyślał, chcę do domu.
                                                    Obywatelko, jutrom o 10-00 proszę zgłosić się do dyżurnego komisariatu!
                                                    Wszedł z mieszkania, z bloku, odetchnął świeżym powietrzem, popatrzył na
                                                    wschodzący księżyc. Jego światło spowodowało, ze COŚ przemykającego między
                                                    krzakami na osiedlowym skwerku rzuciło dziwny cień.
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 11.02.06, 11:42
                                                    Odwrócił się w kierunku budynku, z którego przed chwilą wyszedł.
                                                    "Wrócę tu jeszcze" - przyrzekł sobie solennie, odwrócił się na pięcie i noga za
                                                    noga zaczął się przemieszczać w kierunku domowych pieleszy, gdzie czekały na
                                                    niego - tapczan z wyleżaną dziurą na środku i wygłodzone pluskwy.
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 11.02.06, 12:29
                                                    Zaszokowana takim obrotem sprawy Barbara wstala ze sprezystego materaca
                                                    higienicznego, domknela polotwarte drzwi wejsciowe jej mieszkanka, ktore w
                                                    takim pospiechu opuscil Raczy, zabezpieczajac je przekreceniem pokretla zasuwy
                                                    zamka typu YALE.

                                                    Zebrala rzucony przez Raczego na fotel mokrawy recznik kapielowy, wytarla
                                                    zachlapana woda posadzke lazienki i wyszorowala wanne w ktorej oblucji
                                                    dokonywal dzielny porucznik.
                                                    Ale mnie sie amant trafil smile))
                                                    Usmiechnela sie sama analizujac komizm zaistnialej sytuacji.

                                                    Szczegolna radosc sprawilo jej wspomnienie Raczego "zaczytanego"
                                                    w tesci miesiecznika BURDA ze szczegolowymi opisami mody i kosmetykow
                                                    damskich.
                                                    Przynajmniej sie mlotek "dowiedzial" co w zyciu jest naprawde wazne - hi, hi,
                                                    hi....

                                                    Widok nieotwartej butelki soc-szampana, stojacych obok niej smutno dwoch
                                                    pustych kieliszkow i lezacej na blacie toaletki paczki od Ciotki podsunal jej
                                                    rozwiazanie mogace uratowac nieciekawie zapowiadajacy sie wieczor.

                                                    Siegnela po sluchawke stojacego w przedpokoju telefonu i wykrecila znany jej na
                                                    pamiec numer.
                                                    - Andrzej? - no co z Toba?
                                                    czekam na twoj telefon conajmniej od godziny a ty... - zapomniales o mnie?

                                                    - Basia? - odpowiedzial zdumiony Andrzej Wolski ktory po spotkaniu Barbary
                                                    i Raczego pod domem Panskiej wrocil do domu zastanawiajac sie jak teraz,
                                                    czyli z ktora z aktualnych narzeczonych spedzic reszte wieczoru i... noc.
                                                    Nie bylo takie zupelnie proste bo wiekszosc z nich nie dysponowala telefonami
                                                    i mieszkala wspolnie z rodzicami ktorych opinia o moralnosci i prowadzeniu
                                                    sie mlodego Wolskiego byla mocno "krytyczna".

                                                    - myslalem iz towarzyszy tobie ten .... gliniarz , z wyczuwalna nutka wyrzutu
                                                    zakomunikowal Panskiej Andrzej.

                                                    - zartujesz chyba! - umyl rece, doprowadzil troche do porzadku swoje ubranie
                                                    i... poszedl sobie.
                                                    Zreszta bardzo dobrze, ja - ten wieczor od dawna planowalam z toba i.....
                                                    znajac mnie od tak dawna, - co tobie za mysli po glowie chodza?
                                                    Ja i jakis milicjant? - chyba sam w to nie wierzysz?

                                                    - OK - odpowiedzial Wolski, wstaw wode na kawe, za 10 min. bede u Ciebie
                                                    bo.. troche mnie glupio, zawiadomilem juz wczesniej moich znajomych w Waszawie,
                                                    ze dostarcze im dzisiaj towar z twojej paczki.
                                                    Pomysla, ze sobie z nich zarty robie ....
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 11.02.06, 12:32
                                                    "Socjalizm - tak, wypaczenia - nie" - odczytał machinalnie haslo z transparentu.
                                                    "Repertuar Kina Bałtyk 16-23 Długie łodzie wikingów prod. amer. dozwolone od lat
                                                    14" - sciagnal wzrokiem komunikat ze slupa ogloszeniowego.
                                                    Na chwile zatrzymal sie przy slupie. Obszedl go dookola, ale sposrod roznych
                                                    komunikatow, postrzepionych, smetnie zwisajacych resztek papieru nic go nie
                                                    zainteresowalo. Ani skup królików, ani ogloszenie poboru, ani cyrk, w ktorym
                                                    baba z wasami wrozy z trocin, ani nawet przyjazd Jerzego Połomskeigo do Domu
                                                    Kultury.
                                                    Porucznik Rączy musiał spojrzeć prawdzie w oczy. Ogarnęła go jakaś melancholia,
                                                    niechęć do spraw codziennych a prozaicznych. Postawił sobie nawet diagnozę -
                                                    jestem zakochany. "Jestem zakochany.... " - powtorzyl w myslach. I tak bylo. Byl
                                                    zakochany.
                                                    Ale na razie stoi przed slupem a gdzies z szarosci nadchodzacej nocy - przy 20
                                                    stopniu zasilania - uslyszal szybkie kroki. Nie ulegalo wątpliwośc - to byly
                                                    kroki kobiety.
                                                    "Ona" - pomyslal.
                                                    Ale gdy sie odwrocil zobaczył obywatelke Janinę Chęcińską, pseudo Chętna, znaną
                                                    w miasteczku - i jedyną tutejszą kobiete lekkich obyczjow. Znal ja z czasow gdy
                                                    zdobywal doswiadczenie w obyczajowce.
                                                    Byla jeszcze niczego sobie trzydziestoparolatka, zadbaną, jednakże w tym akurat
                                                    momencie wyglądało, ze przed chwila opuscila libację, bo gdy wczepila sie w
                                                    jego ramie poczul duzo alkoholu z jej ust.
                                                    Panie wladzo - powiedziala. - Jest pan ladnych chlopem a ja samotna. Wstapi pan
                                                    na herbate...? Mam cytryne - dodała.
                                                    Pański spojrzał na przed chwilą opuszczony budynek, spojrzał na Janinę Chęcińską
                                                    i poczuł, ze niestety odmówić nie może. Oczywiście za przyjęciem zaproszenia
                                                    przemawiały względy czysto służbowe. Tacy ludzie mają dużo uzytecznych
                                                    informacji...
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 11.02.06, 15:26
                                                    Porucznik wyswobodził się z niejakim trudem z wiszącej już na nim obywatelki,
                                                    powiedział: - Idziemy - i ruszył przed siebie. Znanym nam już kątem oka zauwazył
                                                    czerwona simcę, podjeżdżającą pod budynek. Westchnął sobie cichutko a
                                                    boleściwie. Zaklął w duchu a pod nosem wymruczał niecenzuralne słowo.
                                                    Barbara obserwowała go jak odchodzi z tą Chętną. Wiedziała że to taki typ
                                                    człowieka, wiedziała to... Ale...
                                                    Opuściła zasłonkę i całkiem nie w humorze poszła otwierać drzwi, bo odezwał się
                                                    przy nich spiew świarszcza, przebój ostatnich lat na rynku dzwonkow dodrzwiowych....
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 11.02.06, 20:07
                                                    ..................

                                                    Por. Raczy nie potrzebowal budzika.
                                                    Juz w mlodosci spedzonej w koszarowych warunkach Szkoly Oficerskiej MO
                                                    przyzwyczajony byl do rezimu wstawania o 5,45.
                                                    Niewazne o ktorej poszedl spac i ile alkoholu wypil poprzedniego wieczoru czy
                                                    nocy.
                                                    Nie roznil sie w tym niczym od tysiecy innych nosicieli mundurow milicji
                                                    i wojska.

                                                    W ciemnosci obcego mu mieszkania tylko bol glowy od wypitej slodkiej wodki o
                                                    smaku zgnilej cytryny, zaduch zapuszczonego, zagrzybialego mieszkania i obca
                                                    jemu w tym momencie choc....ponetna, tylna czesc damskiego korpusu, wypieta w
                                                    jego kierunku a nalezaca do spoczywajacej obok niego na niewygodnej wersalce
                                                    pieknosci o nieokreslonym kolorze wlosow i rysach twarzy - nie kojarzyla mu sie
                                                    z ... niczym.

                                                    Jedno wiedzial napewno! - jest godz.: 5,45

                                                    Swiadomosc faktow i okolicznosci wracala powoli.
                                                    O k....rcze!, - jak trafiony gromem przypomnial sobie wszystko!
                                                    Zmiety, wilgotny i niemilosiernie wyszargany mundur lezal na brudnej podlodze
                                                    obok wersalki.
                                                    Dzieki Opatrznosci jego pistolet w kaburze, przytroczony do pasa lezal pod
                                                    marynarka munduru.

                                                    Odslonil okno zasuniete szarobura "firanka" i promienie bladego switu wpadly do
                                                    wewnatrz zapuszczonego mieszkania brzez brudne i chyba nigdy nie myte szyby.

                                                    Na trzonie kuchennym tego jednoizbowego mieszkania rozpoznal wielki aluminiowy
                                                    czajnik, na szczescie wypelniony zimna woda i wylal sobie na glowe polowe jego
                                                    zawartosci nad stojacym w rogu pomieszczenia wiadrem zastepujacym zlew.
                                                    Swiadomosc odzyskal juz zupelnie!.
                                                    Rozgladajac sie dookola w poszukiwaniu czegos w co moglby wytrzec mokre od tych
                                                    zabiegow pielegnacyjnych wlosy, podniesiony glosem zwrocil sie do dalej spiacej
                                                    wspoltowarzyszki nocnego szalenstwa:

                                                    Lala - wstawaj i zrob jakiejs kawy do ... cholery.
                                                    - daj spokoj, leb mnie peka i... czemu sie nie polozysz obok mnie - SKARBIE?

                                                    O Boze! - westchnal Raczy, szybko sie ubierajac i zadowolony iz nikt z
                                                    mieszkancow domu w ktorym spedzil ta szampanska noc nie zauwazyl jego wyjscia z
                                                    kamiennicy.
                                                    Szybkim krokiem udal sie w kierunku swojego sluzbowego mieszkania by
                                                    jako-tako doprowadzic sie do stanu normalnego: zmienic mundur, ogolic sie
                                                    i wypic cos goracego, najlepiej mocnej kawy ktora, mial nadzieje do konca
                                                    postawi go na nogi.

                                                    Spieszyl sie bo juz od kilku dni wiedzial iz ma sie udac o godz. 9°° wraz ze
                                                    swoim szefem kpt.Dworskim na specjalna narade w Prokuraturze Powiatowej, a
                                                    przedtem musi jeszcze uzupelnic dokumentacje i raporty z wczorajszego dnia
                                                    - czego, jak bylo mu wiadome, nie zdolal uczynic poprzedniego popoludnia.

                                                    W Komendzie byl kilka minut po 7°°.
                                                    Rutynowo wystukal i wypelnil (tym razem nawet 4-ma palcami) formularze
                                                    i raporty, a kopie z wzmianka iz o 10°° ma sie zameldowac w sprawie zajscia
                                                    obok Baru SMAKOSZ niejaka Barbara Panska - polozyl na biurku Oficera Dyzurnego.

                                                    U kpt.Dworskiego zameldowal sie punktualnie i obydwaj opuscili Komende udajac
                                                    sie sluzbowym radiowozem do pobliskiej Prokuratury.

                                                    Tam juz wrzalo.
                                                    Wszyscy Prokuratorzy, Sekretarz propagandy KP i Przewodniczacy Powiatowej Rady
                                                    Narodowej - zajeli miejsca w prezydium zebrania, a obok nich zasiadl
                                                    kpt. Dworski.
                                                    Reszta uczestnikow, kilku funkcjonariuszy z Wydz. Przestepstw Gospodarczych,
                                                    Kier. Wydzialu Finansowego i instruktorzy KP PZPR oraz pracownicy Prokuratury,
                                                    wraz z Raczym pelnili role sluchaczy.

                                                    Towarzysze, - zagail Sekretarz propagandy KP PZPR.
                                                    Jak wam wiadomo z Radia i dziennikow TVP, w zeszlym tygodniu obradowalo Biuro
                                                    Polityczne KCPZPR na temat: "Rozwoj sektora prywatnej wytworczosci
                                                    i Rzemiosla".
                                                    Podjeto stosowne uchwaly w celu stworzenia najdogodniejszych warunkow
                                                    i perspektyw dla rzemiosla w naszej socjalistycznej Ojczyznie.
                                                    Wczoraj dostalismy materialy wykonawcze dla naszego szczebla powiatowego
                                                    i od dzis rozpoczynamy akcje "Podatek Wyrownawczy" nazywany w potocznym
                                                    jezyku "domiarem podatkowym"

                                                    Utworzymy zespoly w skladzie: prac. Prokuratury, ref.Wydz.Finansowego
                                                    i przedstawiciel MO" - kontrolujace Zaklady Rzemieslnicze i Uslugowe na naszym
                                                    terenie w celu zbadania nieprawidlowosci ksiegowych i magazynowych w tychze
                                                    jednostkach i rozeznania w innych nieprawidlowosciach u naszej "drobnej
                                                    wytworczosci" na podstawie ktorych wyliczymy nalezne Skarbowi Panstwa
                                                    wyrownania podatkowe.

                                                    Narada trwala jeszcze kilkadziesiat minut a z wreczonej Raczemu
                                                    powielaczowej odbitki "Wykazu Zespolow Kontrolnych" wynikalo iz zostal on
                                                    przydzielony wraz z... Panska i jednym z Prokuratorow do kontroli najwiekszego
                                                    Zakladu Rzemieslniczego w miasteczku ktorego wlascicielem byl Ob.Zdzislaw
                                                    Wolski - ojciec Andrzeja smile)

                                                  • popaye Re: Ale obciach! - bedzie dluuuugie :) 11.02.06, 23:22
                                                    Zdzislaw Wolski - wysoki, przystojny, zawsze elegancki i usmiechniety
                                                    szpakowaty 60-cio latek, wcale nie zdziwil sie kolejna kontrola odpowiednich
                                                    Organow w jego firmie: "Wyrob artykulow z tworzyw sztucznych" .

                                                    Kontrole to byla codziennosc dla wlascicieli i ajentow wszelkich zakladow
                                                    wytworczych, sklepow, piekarni, cukierni czy nawet jednoosobowych
                                                    rzemieslniczych punktow "uslugowych" w PRL-u.
                                                    Jak nie SANEPiD, to pracownicy Cechu, jak nie Straz Pozarna to Milicja,
                                                    jak nie ci to inni a... kontrolerzy Wydzialu Finansowego to byli
                                                    prawie "czlonkami rodziny" smile) .

                                                    Zdrowie, ktore od pewnego czasu zaczelo mu szwankowac to byl dla niego problem.
                                                    Kontrola - he, he ,- dla niego to byla codziennosc odkad prowadzil
                                                    jakiekolwiek interesy na wlasny rachunek a trwalo to juz.. dziesieciolecia.

                                                    Zaczynal jeszcze zanim sie na dobre skonczyla Wojna, a i podczas Okupacji
                                                    swietnie sobie dawal rade zajmujac sie dochodowym handlem na tzw. "czarmyn
                                                    rynku".
                                                    Mial wrodzony zmysl do interesow i talent organizacyjny wyssany chyba z mlekiem
                                                    matki.
                                                    Pochodzil z niezamoznej rodziny, ale dobrze sobie radzacej.
                                                    Jego Ojciec byl w okresie miedzywojennym maszynista na kolei pracownikiem PKP
                                                    i przez to zaliczal sie do elity robotniczej.
                                                    Relatywnie dobrze zarabial, cale zycie mial pewne nawet w czasach kryzysu
                                                    miejsce pracy, stac go bylo by z pensji wybudowac maly domek i utrzymywac
                                                    rodzine.
                                                    Przez to iz Zdzislaw byl jedynakiem, rodzicow stac bylo by go ksztalcic az do
                                                    matury co bylo ewenementem w calej rodzinie, kluczem do spolecznego awansu
                                                    bo w warunkach przedwojennej Polski czekala go zapewne kariera urzednicza.

                                                    Kariere zawodowa rozpoczal zglaszajac sie zaraz po maturze na stanowisko
                                                    asystenta-praktykanta w majatku ziemskim oddalonym o dobre 150 km. od
                                                    rodzinnego miasta - o poszukiwaniu ktorego dowiedzial sie czytajac przypadkowo
                                                    ogloszenia w pismie Ziemianstwo Polskie.
                                                    Dla niego to byl job-marzenie!
                                                    Mieszkanie sluzbowe w zabudowaniach administracji Gospodarstwa, praktycznie
                                                    pelne utrzymanie i pensja.. 100 zl (przedwojennych!).
                                                    Zarobki jak poczatkujacego nauczyciela i prawie tak wysokie jak jego ojca.
                                                    A mial wtedy 19 lat! smile)

                                                    Wlascicielem majatku do ktorego nalezalo gospodarstwo byl hr.Euzebiusz Panski,
                                                    ojciec Apolinarego i dziadek Barbary smile)

                                                    Wolski, przez dlugie miesiace nawet nie widzial na oczy hrabiego.
                                                    Niejednokrotnie i przelotnie widywal tylko jego syna Apolonarego niewiele
                                                    starszego od Zdzislawa, wpadajacego bryczka na rozmowe do Zarzadcy.
                                                    W majatku mlody Wolski dal sie poznac z jak najlepszej strony.
                                                    Leniwy i niezbyt przykladajacy sie do obowiazkow Zarzadca dziekowal Bogu iz los
                                                    zeslal mu takiego Asystenta.
                                                    Nie bylo sprawy ktorej by nie zalatwil i szybko przejal od swego szefa
                                                    wiekszosc upierdliwych i formalnych sprawozdan i rozliczen oraz zalatwianie
                                                    spraw w Urzedach najblizszego powiatowego miasteczka.

                                                    Kariera Zdzislawa ukladala sie jak po masle, gdyby nie .... strzala Amora ktora
                                                    zostal niespodziewanie trafiony.

                                                    Podczas jakiejs uroczystosci w glownej siedzibie-dworze Panskich, chyba
                                                    dorocznych dozynek poznal "najpiekniejsza dziewczyne Swiata" - corke hrabiego,
                                                    mlodsza siostre Apolinarego i ciotke nienarodzonej jeszcze Barbary. smile
                                                    Pech dla niego iz rowniez Ona, mlodsza od Zdzislawa o rok - Maria
                                                    od tego dnia utopila serce w glebi ciemnych jego oczu. smile)

                                                    Nie, nie bylo zadnego mezaliansu smile
                                                    Brat i rodzice Marii, zorientowawszy sie co w trawie piszczy, szybciutko
                                                    doprowadzili do slubu Marii z dalekim kuzynem, prawnikiem, ktory w Warszawie
                                                    prowadzil przedstawicielstwo jakiejs angielskiej Firmy Bankowo-Ubezpieczeniowej
                                                    i Maria wyjechala z Nim do Wielkiej Brytanii natychmiast jak jej malzonek
                                                    otrzymal propozycje zajecia w londynskiej Centrali.
                                                    Podczas dzialan wojennych jej maz zaginal a Ona prowadzila zycie dobrze
                                                    zabezpieczonej wdowy z wysoka renta po malzonku.

                                                    Zdzislaw byl zbyt cennym nabytkiem dla chlebodawcy, by go zwalniac, wiec
                                                    pracowal w majatku hrabiego, prawie az do Wojny, z wybuchem ktorej wlasciciel
                                                    zmarl a majatek odziedziczyl Apolinary.
                                                    Zadra w sercu Zdzislawa nie dawala mu spokoju, nie widzial mozliwosci dalszej
                                                    pracy dla Apolinarego bo wiedzial iz wlasnie jemu "zawdzieczal" taki a nie inny
                                                    koniec jego romansu.
                                                    Powolany do wojska podczas mobilizacji w 1939, po zakonczeniu kampanii
                                                    wrzesniowej juz nie wrocil do uprzedniej pracy a... krecil sie wlasciwie po
                                                    wiekszosci wiekszych miast, zawsze za interesem i doskonale sobie dajac rade.
                                                    Podczas okupacji ozenil sie z zupelnie przypadkowa dziewczyna.
                                                    Rodzice jej mieli restauracje a Zdzislaw szybciutko przejal interes, otwierajac
                                                    (na podstawionych wspolnikow) nastepne dwie.
                                                    Byl to wspanialy okres dla interesow - Niemcy uciekali, Rosjanie przychodzili
                                                    i... tracilo sie z dnia na dzien tysiace, by za tydzien zarobic ich dziesiatki
                                                    w markach, rublach, zlotych i ... dolarach.

                                                    W niespokojnych czasach tuz.powojennych Zdzislaw przenosil sie z miasta do
                                                    miasta by, zupelnym przypadkiem osiasc w miasteczku niedaleko polozonym od
                                                    Stolicy, gdzie rowniez calkowitym przypadkiem zamieszkiwal "upanstwowiony i
                                                    rozparcelowany" w Reformie Rolnej Apolinary Panski.

                                                    Role sie troche odwocily, bo hrabia nie mial doslownie NIC (poza corka -
                                                    niemowleciem), a Wolski mial 2-je dzieci starszego Andrzejka i rowiesnice
                                                    Barbary - Lene.

                                                    Wolski mial jesze "kase" - dokladnie nie wiedzial nawet ile, poumieszczana w
                                                    roznych mniej lub bardziej legalnych interesach, rozrzuconych po Kraju, plus
                                                    spora sumke w dosc "twardych" walutach do natychmiastowej dyspozycji -
                                                    zakopana w ogrodowym "Banku Ziemskim" smile)

                                                    Postanowil sie ustatkowac, wybudowac dom, zalozyc jakas nie za duza firme, bez
                                                    szalenstw - tak by z dochodow wystarczalo mu na utrzymanie na wysokim poziomie,
                                                    w porownaniu z przecietna, - jego i rodziny.

                                                    Tak trafil na przerob tworzyw sztucznych - absolutna nowosc w Polsce w latach
                                                    piecdziesiatych, ale zajecie doskonale nadajace sie jako baza interesow do
                                                    utrzymania rodziny.
                                                    Robil "wszystko" co wchlanial nienasycony rynek Panstwa za "kurtyna"
                                                    (technologiczna i polityczna".
                                                    Jak inni kopiowal bezkarnie i oficjalnie wzory wszelkich przedmiotow
                                                    galanteryjnych pojawiajacych sie w centrach "mody", od wloskich okularow
                                                    przeciwslonecznych po mydelniczki, grzebienie do wlosow, czy... sztuczne
                                                    kwiatki smile.
                                                    Mial dobry gust i wiekszosci swoich wyrobow, za zadne skarby nie umiescil by u
                                                    siebie w domu, zreszta po co?
                                                    Jego bylo stac na ORGINALY, po cholere mu bylo otaczac sie marnymi podrobkami
                                                    jak to robili jego nienasyceni klienci smile).

                                                    Kiedys, w kilka lat po zasiedzeniu na stale w miasteczku, Wolski dostal list
                                                    z... Anglii.
                                                    Pisala do niego jego mlodziencza milosc - Maria z prosba, by w razie potrzeby
                                                    wspomogl jej brata.
                                                    Wiedziala z korespondencji od niego iz jej byly oblubieniec jest jego
                                                    miasteczkowym sasiadem i powodzi mu sie swietnie, w odroznieniu od jej
                                                    brata ktory jest totalnie zagubiony w socjalistycznych realich i zyje
                                                    praktycznie
                                                    z tego co mu siostra przysyla, nie umiejac znalesc sobie zadnego pozytecznego
                                                    zajecia.
                                                    Wronski, z sentymentu do Marii odwiedzil Panskiego by w krotkiej rozmowie
                                                    dowiedziec sie iz tamten "nic od niego nie potrzebuje" i najlepiej by go w
                                                    d.....
                                                    pocalowal, zgodnie z hierachia spoleczna narzucona przez Boga i w przedwojennej
                                                    jeszcze Polsce powszechnie praktykowana.

                                                    Wronski usmial sie w duchu, ale zgodnie z prosba Marii nie spuszczal rodziny
                                                    Panskich "z oka", az do ich smierci w wypadku autobusowym.
                                                    Barbara nawet nie wiedziala iz ma w nim extra "aniola stroza" ktory swoimi
                                                    znajomosciami (wspartymi lapowka) sprawil iz dostala kwaterunkowa kawalerke
                                                    i posade w Radzie Narodowej, zaraz po ukonczeniu Technikum Ekonomicznego.

                                                    Jego wlasne dzieci "ustawil" tak jak podpowiadal jemu super-zmysl czlowieka
                                                    odpornego na wszelkie przeciwnosci losu.
                                                    Andrzej, sprawial mu troski, ale... on panowal nad tym.
                                                    Lene - natychmiast,
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - bedzie dluuuugie :) 11.02.06, 23:26
                                                    gdy skonczyla 10-ta klase i zaczela podkochiwac sie w klasowych rowiesnikach, w
                                                    trosce o jej (i swoja) przyszlosc zabral na wycieczke do Paryza.
                                                    Wszystko co w zyciu robil, mialo jakis cel.
                                                    Corka od najmlodszych lat uczyla sie francuskiego, byla zafascynowana kultura
                                                    zabojadow i... marzyla o karierze malarki.
                                                    Chodzila do Liceum Plastycznego gdy tata zaproponowal jej wypad wakacyjny do
                                                    Paryza.
                                                    Wtedy, do Francji jezdzilo niewiele osob a juz napewno zadna z jej kolezanek
                                                    czy kolegow z Liceum,- zachwycona zgodzila sie natychmiast!.
                                                    Zdzislaw, zorientowawszy sie iz ona NAPRAWDE umie porozumiewac sie po francusku
                                                    i daje sobie swietnie rade, odwiedzil wraz z nia swego b.wspolnika
                                                    od "interesow" z czasu okupacji ktory przytomnie uciekl przez tzw. zielona
                                                    granice
                                                    w koncu lat czterdziestych, osiadl na stale pod Paryzem, i ozeniony z Francuzka
                                                    obrastal w tluszczyk spokojnego pracownika w Warsztacie nalezacym do krewnych
                                                    jego zony.
                                                    Mial dwie corki i... niesplacone dlugi w stos. do Zdzislawa smile

                                                    Zdzislaw dal mu lakoma propozycje : "nic nie jestes mnie dluzny" ale.....
                                                    Zostawie u Ciebie corke, zalatwimy wszelkie formalnosci by uznano ja tutaj jako
                                                    uchodzca zza "zelaznej kurtyny", pojdzie tutaj do Szkoly i do matury bedzie
                                                    mieszkac u Was i bedziesz sie nia opiekowal jak wlasna corka.
                                                    O jej utrzymanie sie nie martw, koszty pokryje.
                                                    Jak zechcial tak sie stalo.
                                                    Za ten "numer" Zdzislaw na lata stracil mozliwosc uzyskania paszportu do KK.
                                                    Dla "zartu" sie od czasu, do czasu o niego ubiegal, ale nie zalezalo mu
                                                    specjalnie i nic nie czynil (a mogl!) gdy dostawal kolejne odmowy z Biura
                                                    Paszportow MSW na Kruczej smile
                                                    To co mieli obywatele Europy on tez mial w domu, po cholere mu bylo jezdzic?.
                                                    Tym bardziej iz corka, po 5-ciu latach pobytu we Francji uzyskala paszport
                                                    konsularny z ktorym zawsze mogla przyjechac do Polski - do tatusia smile)

                                                    W miedzyczasie, jak przewidywal Wronski, zakochala sie w jakims Francuzie
                                                    i wyszla tam zamaz ambicje "artystyczne" odkladajac na przyszlosc - wychowujac
                                                    swojego pierworodnego synka.

                                                    Czesto odwiedzala ja mamusia - zona Zdzislawa i nieraz brat - Andrzej, sam
                                                    Wronski - nie!.
                                                    Po cholere? on nie umial sie dogadac ze swoim zieciem rodowitym Francuzem
                                                    a corcia i tak byla jego najukochanszym dzieckiem i... nie mial watpliwosci kto
                                                    w jej zyciu mialby wiecej do powiedzenia : maz i jego rodzina czy on- tatus smile)

                                                    Zdzislaw, musial by sie inaczej nazywac, gdyby nie doprowadzil sprawy do samego
                                                    konca.
                                                    Gdy Lena osiagnela pelnoletnosc - aktem darowizny, przepisal absolutnie caly
                                                    majatek nieruchomy ktory posiadal (dom, dzialke z domem i warsztatem i dwa
                                                    mieszkania w Warszawie o ktorych nawet nie wiedzieli jego syn i zona, oraz
                                                    dacze na Mazurach ), na corke Lene - dwoch obywatelstw, bez mozliwosci
                                                    praktycznej jurysdykcji przez polskie prawo smile)

                                                    Sporzadzil z Lena umowe wynajmu na dom w ktorym mieszkal z rodzina
                                                    i... "wplacal" jej na konto drakonski czynsz-komorne w dewizach, korzystajac
                                                    z tego iz ma kontrakt eksportowy na produkcje zabawek z tworzyw sztucznych
                                                    do ... Jugoslawii smile))
                                                    Naturalnie, jedyna upowazniona prez wlascicielke osoba do dyspozycji srodkami
                                                    na tym koncie byl sam... Zdzislaw smile)

                                                    I wlasnie do Zdzislawa Wolskiego przyszedl m/in. por, Wolski - duma miejscowej
                                                    KP MO na... kontrole.
                                                    Z Wolskich, to jak dotychczas (na nieszczescie dla niego) poznal , i to slabo
                                                    wylacznie Andrzeja smile
                                                    - "kontrolujcie panstwo co chcecie"! - stwierdzil Wolski na powitanie
                                                    szan.Komisji - cale biuro, magazyn, dokumentacja itp - stoja do Waszej
                                                    dyspozycji!.

                                                    Ja.... hmmmm... pozwola Panstwo iz pojde do domu na... obiad smile))
                                                  • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 11.02.06, 23:29
                                                    Barbara, po raz kolejny tego wieczoru przebrala sie, poprawila makijaz i
                                                    starannie natapirowala swoje blond wlosy, delikatnie tylko rozjasnione
                                                    perhydrolem w okolicach grzywki przez osiedlowa fryzjerke, ktora dlugo musiala
                                                    namawiac ja do tej operacji, zapewniajac, ze dzieki niej bedzie juz prawie
                                                    idealnym sobowtorem Bardotki. Zbyt wyzywajacy dla spotkania, ktore z zalozenia
                                                    mialo byc spotkaniem w interesach peniuar zamienila na obcisle spodnie-rybaczki,
                                                    wloskie klapki i nylonowa bluzke, ktorej rogi zawiazala w talii. Spryskawszy sie
                                                    "Soir de Paris" ruszyla do drzwi, gdy tyko uslyszala trzasniecie drzwi samochodu
                                                    Andrzeja. Jej przytulne mieszkanko wypelnialy dzwieki piosenki zespolu
                                                    "Sieriedina dorogi", plynace z adapteru Bambino, na ktorym obracala sie
                                                    pocztowka dzwiekowa Krugozora.
                                                    - Czesc mala - rzucil Wolski skladajac niemal rownoczesnie niedbaly, acz pelen
                                                    lobuzerskiego wdzieku pocalunek na jej dloni i na policzku - amant sam sie zmyl,
                                                    czy swoim slodkim paluszkiem pokazalas mu drzwi?
                                                    - Ach daj spokoj, nie ma o czym mowic. Kawy? herbaty? - odparla, nie patrzac mu
                                                    w oczy.
                                                    - Ciebie, moja slodka - zazartowal Andrzej. - Wygladasz tak apetycznie, ze
                                                    moglbym cie schrupac.
                                                    Jednak widzac jej zmarszczone brwi szybko dodal:
                                                    - No dobra, najpierw interes, a potem przyjemnosc. Wypije cokolwiek, byle z
                                                    twoich raczek.
                                                    - To otworz szampana, a ja nareszcie zajrze do tej paczki, bo nawet nie wiem,
                                                    czym tym razem uszczesliwila mnie cioteczka. Po dzisiejszym zwariowanym dniu nie
                                                    ma jak dobre Sovietskoje Igristoje.
                                                    - Mam nadzieje, ze tym razem nie przyslala juz tego szamponu o zapachu
                                                    pomaranczy. Wladzio z komisu w Warszawie mial kilka reklamacji i sie wsciekl.
                                                    Frajerzy to kupuja, a jak poczuja ten naturalny zapach, do zludzenia
                                                    przypominajacy prawdziwe pomarancze nie moga sie oprzec, zeby nie polizac. No i
                                                    zaczynaja sie pienic. Doslownie i w przenosni.
                                                    - Hahaha - zasmiala sie perliscie Barbara. Jak mozna byc takim idiota! Ale coz,
                                                    spoleczenstwo spragnione jest cytrusow, chociaz ostatnio w Dzienniku mowili, ze
                                                    juz jakis statek kubanski stoi na redzie w Gdyni, wiec moze nie beda musieli pic
                                                    szamponu.
                                                    - Daj sobie spokoj z kubanskimi pomaranczami, malenka - Wolski przysunal sie do
                                                    Barbary, przykrywajac dlonia jej kragle kolano. - Nastepnym razem przyniose ci
                                                    soczek Dodoni. To lepsze niz te fidelowskie trociny, sama zobaczysz. A teraz
                                                    zajrzyjmy, co tez tu mamy.
                                                    I dwie glowy - jedna jasna, a druga ciemna pochylily sie nad otwartym kartonem...
                                                  • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 12.02.06, 14:18
                                                    Jak szybko pochyliły sie, tak szybko odskoczyły. W paczce była głowa. Cała, bez
                                                    śladu uszkodzeń. Damska, z makijażem i ufryzowanymi włosami. Brwi depilowane,
                                                    trwała ondulacja i ruda barwa na włosach. Dół szyi owinięty celofanem. Paczka
                                                    poruszona przez Barbarę przewróciła sie, a głowa potoczyła sie po podłodze.
                                                    Celofan odpadł a przerażonej parze ukazały sie druciki z podłączoną bateryjką.
                                                    Głowa tocząc się zaczęła ruszać ustami, z których wydobywał się śpiew
                                                    C'est si bon,
                                                    De partir n'im porte ou,
                                                    Bras desus bras dessous,
                                                    En chantant des chansons,

                                                    Barbara wydukała przez zaciśnięte gardło: stryjek Pawła z Warszawy zamawiał
                                                    pozytywkęsad
                                                    Dźwięki coraz wolniej wydobywały się z głowy

                                                    Ce'st si boooon,
                                                    De se dir' desmoots douuuux,
                                                    Des petite rien du touuuuut,
                                                    Mais qui en dissent louuuuu

                                                    Głowa zamilkła. Andrzej poczuł sie mężczyzną. Podniósł głowę, owinął ją w
                                                    bibułkę i włożył do szafy. Pomału, trzęsącymi się rękami wyjął resztę
                                                    zawartości paczki. Wszystkie towary wyglądały jak zawsze. kolorowe pudełka były
                                                    kolorowe, a perfumy pachniały swoim zapachem.
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 12.02.06, 15:08
                                                    - A więc do dzieła - rzekł Wolski.
                                                    Pańska spojrzała nań i dla wyjaśnienia sytuacji chciala wiedziec: - Do jakiego
                                                    dziela?
                                                    Nie odpowiedzial jej. Objal ja ramieniem, poprowadzil do higienicznego loza,
                                                    delikatnie zmusil do polozenia sie na plecach. Sam usiadł na skraju tapczana,
                                                    pochwycil delikatnie jej za dlon i rzekl:
                                                    - Jutro bedziesz miala duzo pracy w zwiazku z kontrola u mojego ojca. Przaspij
                                                    sie, jestes zmeczona.
                                                    Spojrzala z wdziecznoscia i niemal natychmiast zamknela oczy i lagodnym miarowym
                                                    oddechem dala mu znac, ze juz nie bedzie rozmawiala.
                                                    A on zapakowal caly majdan do simki i ruszyl do stolicy na bazar.
                                                    Jechal jechal jechal i ani mu przez jakis czas do glowy nie przyszlo, ze za nim
                                                    jedzie inne auto. Ale po kilkunastu kilometrach sie zorientowal. "Policja -
                                                    pomyslal. - Chyba zaczynaja nam sie dobierac do skory".
                                                    Zatrzymal auto, zeby zobaczyc reakcje sledzacych. Drugie auto zwolnilo i ku
                                                    zaskoczeniu Wolskigo zatrzymalo sie. Zgasly swaitla i wtedy je rozpoznal.
                                                    Nie to nie byla policja. Z usmiechem na twarzy wyszedl z simki.
                                                    - Czesc, co ty tu robisz? - zapytal z tym samym usmiechem.
                                                    I z takim usmiechem, oraz dwoma kulami w piersi znaleziono go posrod
                                                    porozrzucanych kremow nivea, puszek z mielonka turystyczna i innych dobr
                                                    pochodzenia krajowego i zagranicznego. Lezal niedaleko drogi i przybyla ekipa
                                                    wiedziala, ze zginal nie z powodów materialnych.
                                                    Ale dlaczego w takim razie? - zastanawiali sie policjanci, zastanawiajac sie,
                                                    dlaczego zabojca zostawil simke, towary i woreczek ze zlotem i brylantami,
                                                    ukryty pod siedzeniem samochodu.
                                                  • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 12.02.06, 17:00
                                                    Motyw kryminalny odpadał. Należało zbadać inne wersje począwszy od porzuconej
                                                    kochanki, przez zazdrosnego o kobietę mężczyznę, aż po zemstę konkurencji.
                                                    Dokładna rewizja samochodu wykryła w bagażniku kilka szpuli sznura do
                                                    snopowiązałek i kilkadziesiąt metrów zwykłego, papierowego sznurka. Handlowanie
                                                    sznurem do snopowiązałek przez ofiarę nie zdziwiło nikogo z ekipy śledczej.
                                                    Obecność papierowego sznurka pozostawał kolejnym problemem do wyjaśnienia.
                                                    Wiadomość o zabójstwie wywołała zaciekawienie mieszkańców. Wywiadowcy milicyjni
                                                    wyłapywali co ciekawsze wypowiedzi. Usłyszeli o zemście zza grobu kochanki
                                                    pradziadka, o mafii sycylijskiej, z którą nie rozliczył sie za towar przesyłany
                                                    w paczkach, ale usłyszeli też o wieczornych spacerach Barbary i Rączego.
                                                    Nazajutrz Rączy z Barbarą nie mogli kontynuować inspekcji. Ona była
                                                    przesłuchiwana w jednym pokoju komendy na okoliczność utrzymywania związków
                                                    intymnych z denatem, a on opisywał wieczór w gospodzie i wizytę u Barbary. Z
                                                    rumieńcem na twarzy przedstawił swoje alibi - Chęcińską. Najbliższy patrol
                                                    pojechał do prostytutki. Nikt nie otwierał drzwi. Przyjechali technicy z
                                                    wytrychami i dostali się do ponurego wnętrza. Właścicielka była obecna tylko
                                                    ciałem. Dusza dawno z niej uleciała. Przypadkiem obecny z technikami lekarz
                                                    stwierdził zgon. Śmierć zadano ciężkim, ostrym narzędziem, uderzając w czaszkę.
                                                    milicjanci z zaciekawieniem przyglądali się obnażonym półkulom mózgowym. Nikt z
                                                    nich nie widział dotąd tak ubogiego uzwojenia. Mózg był prawie gładki.
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 12.02.06, 19:23
                                                    Nastepnego dnia, ciezko zapadl na zdrowiu por.Raczy.
                                                    Wezwany do niego lekarz dr.Kwiatkowski natychmiast zapisal mu siedem opakowan
                                                    bioseptolu do szybkiego zazycia w/g dawki: garsc pigulek co godzine.
                                                    Kwiatkowski, ktory dorabial miedzy dyzurami w Przychodni Rejonowej, Szpitalu
                                                    i Pogotowiu Ratunkowym jako doradca weterynaryjny w farmie kurzej podmiejskiej
                                                    Rolniczej Spoldzielni Produkcyjnej, rozpounal chorobe od razu.
                                                    To byla grypa!
                                                    Ale nie taka zwyczajna, jak coroczne epidemie.
                                                    To byla grypa ptasia! smile)

                                                    Zapisana przez dr.Kwiatkowskiego dawka antybityku okazala sie zbyt mala lub
                                                    dozowanie zbyt skromne bo w kilka godzin pozniej Raczy - zmarl sad
                                                    Nastepnego dnia, podobny los spotkal Barbare Panska, a wiekszosc bohaterow
                                                    tego dziela wyladowala w stanie ciezkim na oddziale internistycznym miejscowego
                                                    Szpitala.
                                                    Dr.Kwiatkowski, z podziwu godnym poswieceniem, walczy o ich zycie!.

                                                    Przeprowadzone w szpitalnym prosektoruim sekcje zwlok dotychczasowych
                                                    smiertelnych ofiar, rowniez zastrzelonego Andrzeja Wolskiego, wykazaly te same
                                                    skutki smiertelnej choroby: mozgi ofiar byly "prawie gladkie" sad

                                                    Komitet Centralny PZPR podjal uchwale w ktorej oskarzyl Rzad USA i mahlojki
                                                    amerykanskich imperialistow ktorzy, podobnie jak juz bylo w przeszlosci ze
                                                    stonka ziemniaczana, do exportowanych do Polski komponentow pasz dla drobiu
                                                    dodawali zawirusowane mikroelementy z laboratoriow CIA.

                                                    Ponadto zwrocono sie do wszystkich czlonkow i kandydatow Partii oraz reszty
                                                    spoleczenstwa z apelem: "uprawiajcie safe sex".
                                                    Nastepne Posiedzenie Biura Politycznego KC postanowiono poswiecic rozwojowi
                                                    polskiego przemyslu gumowego!.

                                                    Jedynie uczennica Ania i dwoch mlodocianych bohaterow filmu w ktorym lapali
                                                    ksiezyc do worka nie ponioslo zadnych zdrowotnych skutkow bezposrednich
                                                    kontaktow z "gladkomozgowymi" bohaterami tej opowiesci.

                                                    Wytlumaczenie tego faktu jest logiczne: wszyscy troje, przez cale zycie
                                                    spozywali nieprzecietne ilosci .. pomidorow.

                                                    Jakie byly dalsze losy Ani - nie wiadomo.

                                                    Co do blizniakow, tylko nieliczni przedstawiciele pozniejszej opozycji anty-
                                                    ustrojowej pamietaja jeszcze dr.Kwiatkowskiego ktory przy kazdej okazji
                                                    twierdzil: " hmmm..... wiem pomidory pomagaja, ale tylko do pewnego czasu!.
                                                    Czym wiecej czasu mija od zetkniecia sie z ogniskiem choroby i pacjenci coraz
                                                    starsi, nie pomoze NIC!, postepujaca gladkomozgowosc jest nie do zatrzymania!"

                                                    Przed kilku dniami, w redakcji Gazety Wyborczej omawiano przypadkowo uslyszana
                                                    przez jednego z redaktorow Gazety rozmowe dwoch znanych politykow w korytarzach
                                                    Palacu przy Krakowskim Przedmiesciu, ktorej niestety nie nagral:
                                                    "... Jarek, znales ty niejakiego dr.Kwiatkowskiego?
                                                    - nie Leszku, ale znam ... dr. Relige

                                                    ..........
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 12.02.06, 19:57
                                                    Doktor Kwiatkowski westchnąl, wstał z metalowego krzesełka, zwrocił się w
                                                    kierunku okna. Wiosny jeszcze nie bylo, ale wszsytko wskazywalo na to, ze jak co
                                                    roku sie pojawi. rachityczne slonce iskrzylo sie na sniegu, pacjenci maszerowali
                                                    karnie po wybiegu a on...
                                                    A on miał ciezki orzech do zgryzienia. Oprocz innych obowiazkoww, byl rowniez na
                                                    1/8 etatu doktorem od czubkow. I jeden ztych egzeplarzy wlasnie siedzial przed
                                                    nim. Nikt to inny nie byl jak ojciec zamordowanego niedawno Andrzeja Wolskeigo.
                                                    Opowiedziana przez niego historia miala w sobie wszelkie elementy paranoji, bo i
                                                    deformowanie rzeczywistosci i wybieganie z fantasmagorycznymi przepowiedniami w
                                                    przyszlosc.
                                                    Ciezki przypadek.
                                                    Doktor kwiatkowski przepisał Wolskiemu seniorowi siedem opakowan biseptolu i
                                                    wezwal pielegniarzy.
                                                    A potem poprosil do gabinetu por. Prędkiego.
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal (errata) 12.02.06, 21:14
                                                    Oczywiscie (i jak zwykle) Rączy nie zaś Prędki
                                                  • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal (errata) 12.02.06, 21:34
                                                    Stary Wolski, mimo pozornej utraty zmysłów mówił nadspodziewanie logicznie. Nie
                                                    była to logika wariata, na tym doktor Kwiatkowski znał sie bardzo dobrze.
                                                    Słuchając jego wywodów czuł się, jakby Pytię przed soba widział. Zdolności
                                                    Wolskich przechodziły z pokolenia na pokolenie, ale nie wlinii prostej, a
                                                    ruchem konika szachowego, nie z ojca na syna, a z ojca na wnuka brata ojca.
                                                    Jedno pokolenie zawsze było normalne. Zdzisław cieszył się, ze jego syn nie
                                                    będzie jasnowidzem, ale zdawał sobie sprawę, że przekleństwo to dotknie wnuka
                                                    jego brata. Tak, brata. Mimo że był jedynakiem miał brata. Starszego brata, z
                                                    którym łączył go wspólny ojciec. Brat mieszkał we Francji, ale nikt prócz
                                                    Zdzisława o nim nie wiedział. Teraz, gdy syn zginął zdzisławowi pozostało
                                                    przekazanie informacji do Francji. I o zmarłym Andrzeju, i o nadprzyrodzonych
                                                    zdolnościach, które moga ujawnic sie lada chwila.
                                                    Tymczasem doktor Kwiatkowski zabrał sie do przesłuchania Rączego. Powinien byc
                                                    to wywiad lekarski, ale wygladało jak przesłuchanie.
                                                  • popaye Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal (errata) 12.02.06, 21:48
                                                    dr.Kwiatkowski mial powody by w ten sposob rozmawiac z Raczym.
                                                    W kieszeni jego fartucha spoczywala depesza ktora przed ca. godzina dostarczyl
                                                    mu pocztowy poslaniec.
                                                    Jej tresc wstrzasnela starym dr.Kwiatkowskim, praktykujacym od dziesiecioleci:

                                                    Szanowny Kolego dr.Kwiatkowski-stop-srodowisko lekarkie jest wstrzasniete
                                                    panskimi zawodowymi osiagnieciami-stop-podobno wskrzesil Pan trupa-stop-
                                                    kompletuje zespol do uzdrowienia naszej Sluzby Zdrowia-stop-
                                                    i wzwiazku z panskim osiagnieciem powoluje Pana do do jego skladu-stop
                                                    Religa-stop-minister.
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 12.02.06, 22:12
                                                    Kwiatkowski wiedzial...
                                                    Wiedzial co sie stalo. Telegram w jego dloni mowil sam za siebie, idac w
                                                    polityke, gubi sie zmysly. I Kwiatkowski wiedzial, ze jego szef, religa,
                                                    niedlugo stanie sie pacjentem Kwaitkowskiego. Totez nie bardzo sie doktor
                                                    przejal trescia telegramu, bardziej mu na sercu zalegl los pacjentow pod takim
                                                    dowodztwem.
                                                    Ale i to dla steranego walkami z chorobskiem to takim do siakim nie bylo
                                                    najgorsze...
                                                    Najgorszy byl drugi telegram a raczej list gonczy.
                                                    Kwiatkowski pokazal go Raczemu. - Zna go pan? - zapytał.
                                                    Rączy pokręcił głową, że nie. Kwiatkowski tez nie znal osobnika z listu. Z
                                                    tresci jednak wynikalo, ze jest szczegolnie niebezpiecznym.
                                                    Kazdy, kto go zobaczy ma obowiazek itp. pierdoly, a skoro tak, to i my ten
                                                    obowiazek mamy...
                                                    www.math.pitt.edu/~bard/bardware/popeye/popeye1.gif
                                                    - gdybyscie SZ.P. spotkali lub zobaczyli albo przeczytali, prosimy o kontakt.
                                                  • nokata Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 12.02.06, 22:50
                                                    W tym momencie nawiazalo sie miedzy nimi cos w rodzaju sjuszu pomiedzy
                                                    proletariackimi organami scigania, a inteligencja w czwartym pokoleniu,
                                                    uosobaina przez starego doktora. Z chmury czarnych mysli wytracilo ich dopiero
                                                    dopiero wiele mowiace skrzypniecie drzwi gabinetu. Na fali ekskusywnych perfum
                                                    "Byc moze" firmy Lechia Poznan do pomieszczenia wplynal najpierw obfity biust, a
                                                    po jakims czasie pozostalosc pielegniarki Mieczyslawy Kiszki. Jej status
                                                    zawodowy dyskretnie podkreslal szeroki czarny pasek na noszonym na modle
                                                    molojecka wykrochmalonym czepku. Porucznik Raczy glosno przelknal gromadzaca sie
                                                    w wyschnietym nagle gardle sline i zawezwal swa matke nadaremno: "O matko!"
                                                    Mieczyslawa Kiszka byla nad wyraz dobrze wyksztalcona sila robocza, pelnila
                                                    bowiem w swej zawodowej karierze funcje siostry niejednokrotnie przelozonej.
                                                    To wlasnie za jej przyczyna socjalistyczni chirurdzy okolicznych szpitali
                                                    powiatowych i miejsko-gminnych wykonywali 150% normy. Viagre zostanie
                                                    wynaleziona dopiero, kiedy siostra Mieczyslawa przejdzie w stan wiecznego spoczynku.
                                                    - A ja skads znam te postac - rzekla pielegniarka, przewieszajac swe atrybuty
                                                    przez ramie nagle porozowialego na twarzy doktora Kwiatkowskiego, wbijajac wzrok
                                                    wwizerunek zamieszczony w liscie gonczym.
                                                    Na widok takiego wzroku siostry Kiszki niejednokrotnie pustoszaly cale oddzialy
                                                    szpitalne...
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 13.02.06, 02:47
                                                    Oszołominy zjawiskowością Mieczysławy, pogrążony wzrokiem w rozkosznym dekolcie
                                                    wykrochmalonego słuzbowego fartucha, zamroczony dyskretą barwą zapachową "Być
                                                    może", por. Rączy na chwilę zapomniał o ostatnich wydarzeniach... Ale tylko na
                                                    moment, bo oto znowu przed oczyma stanęły mu chwile, gdy się dowiedział, ze
                                                    pośród różnych dóbr okalających nieboszczyka Wolskiego znaleziono woreczek z
                                                    obgryzioneym paznokciem, nie mowiac o zwlokach Chetnej i odciskach palcow
                                                    porozsiewanych po calym jej mieszkaniu a nalezacych do niego
                                                    Nie znaleziono narzedzia zbrodni, ale byl pewien, ze trzymal to narzedzie - taka
                                                    jest logika tych zdarzen.
                                                    Porucznik zlozyl glowe na stoliku i cichutko załkał.
                                                    Doktor strzepnal z siebie siostre i wyrwawszy sie z odretwienia znaczaco na nia
                                                    spojrzal...
                                                  • alfredka1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 13.02.06, 11:15
                                                    To znaczące spojrzenie mówiło tak wiele... i to że nie jest mu obojętna iże
                                                    stan Rączego nie odbiega od normy przebywających tu pacjentów. Ale pod tym
                                                    znaczącym spojrzeniem kryło się coś więcej. To zdjęcie!! to niemożliwe! jak
                                                    można słać listy gończe za wytwornym,nieskazitelnie ubranym panen, którego
                                                    spotykali z Mieczysławą nad miejscowym stawikiem. Pan ów karmił z zapałem
                                                    łabędzie dwa, które nigdy nie były brzydkimi kaczątkami. Dzielił się z nimi
                                                    chlebem a czasami resztkami bułki, którą każdego pierwszego, po wypłacie
                                                    kupował. Nie za często jednak bo pobory urzędnicze były niewielkie ale pan
                                                    serce miał dobre i od ust sobie odejmował by dzielić się z potrzebującymi.
                                                    Trzeba go ostrzec, natychmiast. A może zapewnić mu schronienie w mojej
                                                    lecznicy? Nie! nigdy. I tak stał w rozterce z półotwartymi usty i myślał.
                                                  • nokata Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 13.02.06, 14:11
                                                    Myslal, a niepokoj szedl przed nim, a niepewnosc kasala go w piety.
                                                    Atmosfera w gabinecie byla gesta jak asfalt na ulicy latem.
                                                    Coraz czarniejsze mysli przejezdzaly przez jego szara substancje.
                                                    Szybciej niz expres Brygady Pracy Socjalistycznej,
                                                    ciagajacy sklad pullmanow klasy 2a-social na trasie Limanowka-Siemianowka.
                                                    Jak pomarancze kubanskie przez sklep przed swietami,
                                                    tak prelecialy przez jego zrozpaczone jestestwo obrazy ze szkolen.
                                                    Wprawdzie szkolenia byly bezplatne, a nawet ze szkolen przywiozl
                                                    plyty Rolling Stonesow, Chicago, Franka Zappe i Pink Floydow,
                                                    ale za to kosztowaly go caly urlop w Bari.
                                                    No i niepewnosc, czy ktos nie dowie sie.
                                                    Wprawdzie po powrocie napisal stosowne oswiadczenie, ale nigdy nic nie wiadomo.
                                                    I nagle blysk, jak magnezji u fotografa w wiadomym Urzedzie Bezstresowym
                                                    (w skrocie UB).
                                                    To byly wszyte w jego podswiadomosc sSlowa instruktora,
                                                    ktore musial ciagle powtarzac
                                                    i o kazdej porze dnia i nocy recytowac:
                                                    <<Pilnuje parnera, zone niech bierze cholera.>>
                                                    Socjotechniki zaowocowaly.
                                                    Zerknal na pograzonego w niemocy i letargu Raczego.
                                                    "No, ten to deer nie jest, mam go z glowy na kilka godzin" pomyslal uspokojony.
                                                    - Nurse Kishca, ide do wydzialu zdrowia Komitetu Powiatowego!
                                                    I niech ten kapus mi sie tu nie peta po gabinecie.
                                                    Prosze wezwac obsluge, niech to-to zabiora na intensywna terapie.
                                                    Aha, niech tez mi okadza gabinet"
                                                    Dlugie spojrzenie, dlugie jak wystana rolka papieru toaletowego w sklepie
                                                    z przyborami szkolnymi, rzucone z doza omdlenia spod rzes krytych imperialistyczno-syjonistycznym tuszem "Helene Rubinstein".
                                                    Powiedzialo mu wszystko. Jako biegly w sztuce pozyskiwania informacji
                                                    ulepszonej jeszcze przez lata praktyki w zawodzie wyczytal to,
                                                    czego mezczyzna oczekuje od kobiety.
                                                    "Be carefull, wiem gdzie idziesz.
                                                    Bede z toba duchem i wonia mej nienasyconej kobiecosci"
                                                    Sprawna obsluga (delegacja sluzbowa bywalcow hali Gwardii) blyskawicznie
                                                    i o dziwo dyskretnie zutylizowala gabinet.
                                                    Porwal oryginalny trench burberry (dar cioci Milady "Panskiej")
                                                    i wybiegl na ulice (bo i gdzie mial wybiegac...)
                                                    Poszedl do parku, wspominajac kiedy bawil sie nad stawikiem Mieci stanikiem.
                                                    Juz wtedy zrozumial powod jej czestych wizyt w spadochroniarni.
                                                    Bil sie z myslami, az przejezdzajaca obok Warszawa
                                                    z tak milym oku napisem "MO" zwolnila,
                                                    nie wiedzac kto jej robi konkurencje w wytwarzaniu halasu.
                                                    No i skad ma oczekiwac pomocy?
                                                    Jedyny partner, Milady, czyli Panska nie przekaze juz meldunku....
                                                    Ze zlosci kopnal najblizszy kamien.
                                                    Przygotowany byl na bol.
                                                    O dziwo, "kamien odskoczyl kilka metrow pod krzak, i tam rozpolowil sie.
                                                    Bolu ani sladu.
                                                    Zaitrygowany tym co mu jego najdluzszy w grupie szkolnej nos podpowiedzial,
                                                    (stad mial pseudonim Marabut) podszedl i ze zdumieniem nie mniejszym
                                                    niz po referacie tow. Chruszczowa na XX zjezdzie bratniej partii zobaczyl,
                                                    ze z "kamienia" wysypal sie...
                                                  • 40latek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 13.02.06, 14:49
                                                    Kamienie...
                                                    Kwiatkowski zastanowił się chwilę... Tak,kamienie odegraly duza role w naszym
                                                    zyciu, epoka kamienia lupanego, kamienne tablice mojzeszowe, kamien z damietty,
                                                    toczace sie kamienie, Sharon Kamień.
                                                    Doktor podszedl ostroznie do niebywalego zjawiska, pochylił się i - poprawiajac
                                                    okulary - wdal sie w wypatrywanie szczegolow.
                                                    Gdy sie wyprostowal, trzymal w reku kawalek papieru, na ktorym ktos nagryzmolil
                                                    jakies dziwne znaczki a nad nimi i pod nimi takie slowa:
                                                    Kamienie, kamienie, kamienie wokolo mnie
                                                    gdzie spojrze - kamienie....
                                                  • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 13.02.06, 15:37
                                                    Trzeba bedzie to potraktowac mlekiem, moze czesc jest zapisana atramentem
                                                    sympatycznym - pomyslal doktor ocknawszy sie ze zdumienia. Jednak teraz
                                                    najwazniejsza rzecza jest kontakt z Milady i odswiezenie pamieci siostry Mietki.
                                                    Gdziez ona mogla widziec tego faceta z listu gonczego? Cholera, i ja gdzies go
                                                    juz widzialem. Trzeba bedzie jej zaaplikowac glupiego Jasia, moze cos sobie
                                                    przypomni.
                                                    Kwiatkowski nie mogl sie pozbyc tej mysli i wciaz do niej powracal, jak pacjent
                                                    z zaniedbanym uzebieniem, nie objety opieka stomatologiczna w miejscowym ZOZ-ie,
                                                    ktory nie moze sie powstrzymac, by bez przerwy nie dotykac jezykiem bolacego zeba.
                                                    Raz jeszcze przesunal butem rozlupana atrape kamienia i omal nie przeoczyl
                                                    malego pakunku, ktory wypadl z niego wraz z tajemnicza kartka i spoczywal w
                                                    niesprzatnietych przez sluzby oczyszczania miasta resztkach zeszloroznego sniegu.
                                                    Schowal paczuszke do kieszeni i wzruszywszy zgrabnie skrojonymi ramionami
                                                    angielskiego trencha ruszyl na spotkanie przeznaczenia, podspiewujac piosenke
                                                    Breakoutow, ktora nagle sie do niego porzyczepila:

                                                    "Kamienie kamienie kamienie wokoło mnie
                                                    Twa ręka do wczoraj łagodna a dziś
                                                    Jak kamień dziś dla mnie jest
                                                    Szukam twego ciepła lecz jak kamień dla mnie jest

                                                    Kamienie kamienie kamienie wokoło mnie
                                                    Twe serce do wczoraj tak czułe a dziś
                                                    Jak kamień dziś dla mnie jest
                                                    Szukam twego serca lecz jak kamień dla mnie jest

                                                    Kamienie kamienie kamienie wokoło mnie
                                                    Gdzie pójdę gdzie spojrzę kamienie tam wkrąg
                                                    Kamieniem dziś dla mnie jest...
                                                  • nokata Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 13.02.06, 17:02
                                                    Im dluzej spiewal, tym bardziej czul sie jak w szpilkach siostry Mieczyslawy.
                                                    W pewnym momencie olsnilo go, jak flash strzelony przez Jumping Jacka i juz po
                                                    chwili znal haslo-klucz: "Jabluszko, jabluszko, jabluszko pelne snow..."
                                                    Jabluszko to przeciez Apple, a Apple to Beatlesi, a Beatlesi to "Taste of
                                                    Honey". O, jakze byl wdzieczny swojemu z pozoru oschlemu sprawiajacemu wrazenie
                                                    zwyrodnialca Instruktorowi!
                                                    Ucho ludzkie nie wypowie, usta nie zobacza, oko nie uslyszy, ile kartonow
                                                    wloskiego proszku Dash, zakupionego za twarda walute w Bari na piazza Bona
                                                    Sforza zuzyl do prania codziennie przepacanych koszulek. Jednak Il Barbuto
                                                    dobrze dawal mu w kosc i dlatego niezrozumiala dla niego byla chwila slabosci
                                                    zwyrodnialego instruktora, gdy na pozegnanie dal mu butelke z z grappa na
                                                    miodzie, dolaczajac dziwnie brzmiace slowa:
                                                    "A taste of honey - twoja ostatnia deska ratunku"
                                                    Wszystko to przebieglo mu przed oczami w ciagu kilku sekund, ktore zajelo mu
                                                    dojscie do pewnego niekrepujacego lokalu mieszkalnego na II pietrze w oficynie,
                                                    ktorego wlasciciel nie figurowal na liscie lokatorow.
                                                    Jednym plynym ruchem otowrzyl drzwi, zdjal plaszcz, oproznil pecherz i lodowke z
                                                    piwa. Oczywiscie byl to jego ulubiony, zparzeszly , proletariacki "Jasny pelny
                                                    full light".
                                                    Przechodzac kolo lustra w przedpokoju zobaczyl swoje prawdziwe oblicze:
                                                    sprezysty krok, wyprostowana sylwetka i zimne jak stal dwoch skrytobojczych
                                                    sztyletow godzacych w mloda demokracje szaroniebieskie oczy.
                                                    Chwila przy lustrze i oto w miejsce siwowlosego mezczyzny pojawil sie osobnik o
                                                    wlosach jak skrzydla niemieckiej gapy, i tryskajacej z kazdego pora przerazajaca
                                                    energia sniadej karnacji o dziwnie ormianskich rysach.
                                                    Wyciagnal z barku zalakowana butelke miodowej grappy o przenikliwym chemicznym
                                                    zapachu, zwilzyl nia wacik i przetarl znaleziony w parku papier.
                                                    Po czym wystudiowanym ruchem, ronsonowska zapalniczka zapalil Chesterfielda.
                                                    Na papierze z wolna zaczely pojawiac sie litery i znaki...
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 14.02.06, 13:40
                                                    Pomieszczenie bylo nie za duze. Wiekszosc okien byla zaslonieta, wiec panowal w
                                                    nim polmrok. Czuc bylo w powietrzu zapach giewontow bez filtra. Niczym
                                                    nieskrepowany dym o tym zapachu rozpychal sie po pomnieszczeniu, by znalezc
                                                    ujscie w lekko odemknietym oknie.
                                                    Wyposazenie bylo bardzo skromne:
                                                    Pod jedna sciana stal solidny sejf z zamkiem zegarowym: Na sejfie wyraznie mozna
                                                    bylo zobaczyc tabliczke: TEN SEJF W .... (data zamazana)ZOSTAŁ ROZPRUTY PRZEZ
                                                    KWINTO.
                                                    Nizej byla druga tabliczka: TEMU SEJFOWI NIE DAŁ RADY OLSEN Z CAŁĄ SWOJĄ BANDĄ.
                                                    W pomiesczeniu bylo jeszcze biurko, krzeslo na nim, czloweik na krzesle a za
                                                    czlowiekiem na scianie jakas tajemnicza reka wypisala MANE TEKEL FARES...
                                                    Wróć to tempo...
                                                    Prawda jest taka, ze za człowiekiem, na ścianie, wisialy trzy portrety.
                                                    Jednak z powodu panujacego polmroku nie zawsze jest widzac, kto na nich
                                                    figuruje. Stoja tam jeszcze jakies szafki i na podlodze dywan oraz dodatkowe
                                                    krzesla.
                                                    Ot i wszsytko.
                                                    Na biurko stoi butelka bulgarskiego koniaku, w popielniczce uczynionej z
                                                    podstawaki do szklanki smetnie dopala sie giewont, ze szklanki smutno zwisa
                                                    smycz od herbaty ekspresowej a reka rytmicznie krecac lyzeczka wykonuje
                                                    bezmyslna melodie.
                                                    Na biurku lezą jeszcze zdjecia przesuwane druga reka to tam to siam. z gory na
                                                    dol, w pionie, poziomie, po przekatnej, jedno kladzione do drugiego czy na drugie.
                                                    Jednym slowem rownie bezmyslna robota jak krecenie lyzeczka w szklance.
                                                    Rece, pomieszczenie (zwane dalej gabinetem)i cala reszta tej siermieznosci
                                                    naleza do komendanta powiatowego MO.
                                                    Wiele rzeczy sie zdarzylo przez ostatnie dni. Bardzo wiele. A te zdjecia tez sie
                                                    zdarzyly. Znaleziono je na miejscu zbrodni przy trupie mlodego Wolskiego a
                                                    przedstawialy porucznika Prędkiego schylajacego się nad wlazem kanalowym oraz
                                                    niejaka - tu komendant spojrzal na odwrot zdjecia - Pańską.
                                                    Kapitan Dworski nic z tego nie rozumial. No moze oprocz tego, ze lezace zdjecia
                                                    wywolano z... mikrofilmu.
                                                    Centrala, gdy sie o tym dowiedziala, zakomunikowala ze przysle swego czlowieka i
                                                    komendant zastanawial sie kto to bedzie.
                                                    Napisal na kartce:
                                                    1.Janek (H. Kloss) - stary znajomy... - na glebokich tylach wroga
                                                    ideologicznego tropi odradzajaca sie hedre faszyzmu, germanizmu i innych takich
                                                    (skreslony)
                                                    2. Por. Zbik - tez znajomy. Ostatnio widzieli sie w Bulgarii. Żbik tropil
                                                    zlodziei jakiegos diademu czy zapalniczki. Chyba go niema... (???)
                                                    3. Pies Cywil - zestarzal sie i juz nie ma takiego nosa (skreslony)
                                                    4. Sherlock Holmes - podobno nie zyje, ale podobno te plotki sa nieprawdzie (???)
                                                    5. Por. Borewicz - podobno szykuje sie na jakas liste (???)
                                                    6. Pan Samochodzik - ...
                                                    I w tym momencie komendant odłożył ołowek, bo mu sie przypomnialo, w zwiazku z
                                                    kukulka, ktora zakwakala z zegara, ze za 15 minut do miasteczka przyjedzie
                                                    delegacja z bratniego Gabonu. Razem z ministrem i oficjelami...
                                                    Khhmmm.... - chrzaknal obie, przechyli kiliszek z koniakiem, popil expresowka,
                                                    odpalil giewonta i ruszyl do drzwi.
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 14.02.06, 14:19
                                                    Otworzyl drzwi a za drzwiami...
                                                    Komendant kupil trzy dni temu Telewizor m-ki Tosca (na talon) i pierwszym filmem
                                                    jakim obejrzal (hmmm... niech bedzie ze obejrzal, jezeli cos tam zobaczyl przez
                                                    te pasy, fadingi, przepraszamy za usterki i za chwile dalszy ciag programu) byl
                                                    Kojak.
                                                    I za drzwiami stal ... Kojak.
                                                    Komendant zamknal oczy w przekonaniu, ze jak je otworzy, zjawy nie bedzie.
                                                    Rzeczywiscie - otworzylo oczy, ale zjawa byla.
                                                    - How are you*?- zapytal Kojak.
                                                    - I'm fine - odpowiedzial z rozpedu, ale po chwili przypomnial sobie ze nie zna
                                                    angielskiego i stal z rozdziawiona geba nie wiedzac co sie do niego mowi.

                                                    ______________________
                                                    *nie znam jezykow, wiec moze moje angielskie slowa takie sobie sa. wybaczcie.
                                                  • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 14.02.06, 15:52
                                                    Nie rozumiał tym bardziej, ze dobiegał go damski głos mówiący po polsku.
                                                    Wprawdzie z obcym akcentem, ale po polsku! Kojak wszedł do pokoju. Za nim, w
                                                    lekkim pokłonie, wsunęła się niewielka osóbka. Kimono przepasane pasem w biało-
                                                    czerwone pasy mówiło samo za siebie. To była Japonka, przedstawicielka komendy
                                                    w Tokio, której zadaniem było krzewienie na gruncie polskim szlachetnej sztuki
                                                    samoobrony. Dzięki starej znajomości z policjantem Stanleyem White ( z domu
                                                    Białym) udało jej się zaprosić do współpracy w wyjaśnianiu trudnych zagadek
                                                    Kojaka.
                                                    Komendant poczuł ulgę. Już wiedział, że nie jest sam. Obecność dalekowschodniej
                                                    przedstawicielki państwa, z którym nie byliśmy nigdy w stanie wojny tuszowała
                                                    mankamenty współpracy z imperialistycznym policjantem.
                                                  • nokata Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 14.02.06, 16:59
                                                    Sytuacja byla kiepska, ale nie beznadziejna. Staroslowianskim zwyczajem kapitan
                                                    Dworski odpracowal z Kojakiem socjalistycznego "misia" zakonczywszy ceremonie
                                                    powitania, zgodnie z nowa swiecka tradycja "karpikiem" typu "Glebokie gardlo".
                                                    I w tym momencie w glowie komendanta zagraly wszystkie srebrne dzwony, bowiem z
                                                    ust obsciskiwanego goscia swym nieomylnym milicyjno-obywatelskim, proletariackim
                                                    nosem o barwie sztandaru zaprzyjaznionego mocarstwa wyczul nie dajacy sie z
                                                    niczym prownac aromat robionej na utleniaczu do rakiet przeciwlotniczych klasy
                                                    Volhov nalewki propolisowej. Tak go zatkalo, ze nawet zapominal przepalic
                                                    giewontem po tej dawce trunku w postaci lotnej.
                                                    - Po pierwszym nie zagryzam - z galanteria mruknal Dworski.
                                                    W tym momencie skosnooka pieknosc, ktorej nogi konczyly sie w okolicy kosci
                                                    gnykowej zaszwargotala cos w jezyku blizej nieznanym, aczkolwiek z dziwnie
                                                    znajomym akcentem, z czego kapitan byl w stanie wylowic tylko jedno slowo:
                                                    toaleta. Dworski dworsko dworujac sobie z wlasnej nieznajomosci jezykow obcych
                                                    wskazal jej drzwi do ubikacji damskiej. Urodziwa Azjatka, drobiac ze scisnietymi
                                                    posladkami i kolanami, bijac usmiechniete poklony tylem wycofala sie do miejsca
                                                    czasowej dyslokacji, popularnie zwanego na komendzie "poligonem artyleryjskim".
                                                    W tym momencie pomieszczenie wypelnil tubalny glos bezwlosego mezczyzny:
                                                    - Nu, towariszcz to my poszutili drug z drugom, a tiepier razrieszitie
                                                    predstawitsja. Leonid Iljicz ....
                                                    - My uze poknakomilis dwa goda nazad, towarzyszu Rassputin - odparl wcale nie
                                                    zaskoczony komendant.
                                                    - O kurde, a kiedy? - zdziwil sie, odruchowo przechodzac na polski.
                                                    - Kiedy? A Kwietniewo pamietacie? Spotkalismy sie tam, kiedy byliscie na
                                                    zasluzonym wypoczynku z tym zuchem , waszym siostrzencem Wolodia Alganovem!
                                                    Tarcza ksiezyca w pelni nie dorownywala swymi gabarytami zadnemu z oczu
                                                    zdumionego Rassputina.
                                                    - Zapalniczka nawalil...oj przepraszam, w Polsce sze mowi "nawalila" odezwal sie
                                                    nagle obok nich spiewny kobiecy glos.
                                                    - I jeszcze nie raz nawali - mruknal do siebie Dworski
                                                    Zgodnie z manierami nabytymi Miedzynarodowej Wyzszej Szkole Stosunkow
                                                    Miedzynarodowych (Moskwa-Lubianka), Leonid Iljicz Rasputin, podal kobiecie ogien
                                                    ze swej zapalniczki, wykonanej z luski pocisku do haubicy 157 mm, przedstawiajac
                                                    ja jednoczesnie Dworskiemu:
                                                    - Nadporucznik Galina Takasuka, nasz kontakt w Tokio - kapitan Dworski - spioch.
                                                    A mnie oboje juz znacie...
                                                    -

                                                    -
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 14.02.06, 17:45
                                                    Niby wszystko bylo OK (tak sobie myslal komendant machinalnie przechodzac na
                                                    angielski), ale jednak nie wszystko mu sie zgadzalo. Coś tu śmierdziało
                                                    wytrawnemu milicyjnemu nosowi.
                                                    Słyszał kiedyś, że dawno dawno temu w moskwie pojawił się szatan ze swoimi
                                                    szatnskimi slugami. Wsrod nich byla kobieta-kot, a przeciez wszsyscy wiedza, ze
                                                    w Japoni conajmniej jedna Kobieta-Kot sie pojawila tez. Komendant az sie wzdrygnal.
                                                    Moze to ta sama oszukancza ekipa, Szatan tam ponoc podawal sie za rozne osoby,
                                                    ale przede wszystki wystepowal jako iluzjonista urywajacy glowy i zamieniajacy
                                                    etykiety od wody sodowej na pieniadze.
                                                    Komendant przeprosil na chwile gosci, polecil podac im kawe czy herbate i swieze
                                                    ptysie a sam udal sie do BARDZO waznego telefonu.
                                                    Nic nie musial wykrecac, po podniesieniu sluchawki uslyszal glos tow.
                                                    Pulkownika: - Pulkownik, slucham?
                                                    Opowiedzial o swoich podejrzeniach, ale glos z drugiej strony mu wyjasnil, ze
                                                    przybyly tow. Kojak jest uciekinierem z Grecji. Ten oddany sprawie pracownik
                                                    kominternu uciekal przed rezimem czarnych pulkownikow i z niechecia przyjal
                                                    partyjny obowiazek udania sie do matecznika Wielkiego Szatana (tu sie zapalila
                                                    komendantowi swieczka czy moze raczej ogarek w glowie) i pracy w tych trudnych
                                                    wrunkach.
                                                    - No dobrze, tow. Pułkowniku - rzekl do sluchawki. - Ale on mi tu co iinnego o
                                                    sobie mowi.
                                                    - Kapitanie - uslyszal z drugiej strony. - Nie badzcie idiota. Przeciez to
                                                    szpieg.... ma wiele twarzy...
                                                    Uspokojony komendant odlozyl sluchawke i pomyslal, ze przeciez oficjalna wizyta
                                                    z zaprzyjaznionego Gabonu chyba juz gdzies sie peta po okolicy i przywitac ja trza.
                                                  • nokata Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 14.02.06, 19:21
                                                    Komendant uspokoil sie i odprezyl. Klocki zaczynaly pasowac.
                                                    Gleboko, az po same cery w skarpetkach przywiezionych z Batumi,
                                                    zaciagnal sie proletariackim sportem (jeszcze bez filtra - giewonty zostaly
                                                    na biurku przy Kojaku).
                                                    Wyraz zadowolenia, mierzony w gwaltownie opadajacym IQ odbil sie
                                                    na dotychczas szarej jak ziemia osadnikow w kibucach twarzy.
                                                    "Pulkowniku, dales dupy jak Ryza Manka w szalecie
                                                    na dworcu w Psichkiszkach" pomyslal z satysfakcja.
                                                    To, co dotychczas nie dawalo mi spokoju, cmiac jak pryszcz na przyrodzonym miejscu do siedzenia, teraz rozlalo sie w szeroka Wolga pod Stalingradem.
                                                    Juz przypomnial sobie kto byl na tym nalozonym na zdjecie Raczego nad kanalem
                                                    zdjeciu. Blad wywiadowcy okazal sie zbawienny w skutkach.
                                                    Raz ze zacial sie aparat "mini", a po drugie leniowi nie chcialo sie
                                                    zalozyc nowego filmu do aparatu.
                                                    Oszczednosc nakazana przez Kierowniocza Sile Narodu byla madroscia tego narodu.
                                                    TO zdjecie.
                                                    Przypomnial sobie sprawe afery z polowy lat szescdziesiatych w pewnych
                                                    Zakladach Azotowych, gdzie szpieg, nejaki Perkoz dostal bodaj 25 lat.
                                                    Wlasnie wyszedl na przepustke i rzecz jasna dostal "opiekuna z ramienia".
                                                    Wlasnie technika "fleje". Doskonale pamietal raport sprzed dwoch miesiecy.
                                                    Kopia trafila do niego, bo to jego rewir.
                                                    Skazany Perkoz i pulkownik. Dotychczas nie zwrocil na to uwagi.
                                                    Potraktowal to na zasadzie "zona cezara jest poza wszelkimi podejrzeniami".
                                                    Tyle ze pulkownik Pasternak znalazl sie w niewlasciwym miejscu, w niewlasciwym czasie i bardzo niewlasciwym towarzystwie.
                                                    Zadzwonil telefon.To sierzant informowal, ze delegacja z Gabonu
                                                    spozni sie ok 30 minut.
                                                    "No to jeszcze chwilka dla przyszlego pulkownika Dworkiego, param-param-param"
                                                    zaspiewal beztrosko.
                                                    Zadzwonily tajne klucze do tajnego, jeszcze po-gestapowskiego sejfu
                                                    dumnie prezentujacego napis Thyssen Werke na przedzie.
                                                    Kilka obrotow tarczami, ruch klamki, szczek rygli, i z gornej skrytki
                                                    mozna wziac akta Perkoza.
                                                    Z szuflady wyskoczyla niemal sama, jak na zamowienie lupa z raczka 15x
                                                    firmy Carl Zeiss Jena produkowana w nadzwyczaj bratnim panstwie niemieckim.
                                                    Tak. To jest to co Tygryski lubia najbardziej.
                                                    Dotychczas nie zwrocil uwagi na drobny drobiazg.
                                                    Na zdjeciu 23/315/SKN/71/Tajne-spec.znaczenia Perkoz pozornie wital sie z
                                                    Pasternakiem. Pozornie jedynie, bowiem lupa z raczka powiedziala wszystko: przekazywali sobie "cos".
                                                    "No to zobaczymy, Pasternak, jak teraz bedziecie spiewali, i kto komu powie
                                                    < Nie badzcie idiota>".
                                                    Nie musial patrzec na liste kontaktow.
                                                    Jego kumpel, nr 5 na liscie kumpli, wieczny porucznik Borewicz,
                                                    (ten od piegow w damskich stanikach)
                                                    mial kumpla, Chlopulskiego - antyterroryste,
                                                    a ten z kolei mial kumpla majora (podobno) o adekwatnym nazwisku Slizgaty.
                                                    Dosc czesto widywano tego ostatniego wychodzacego z pewnego niezbyt
                                                    urokliwego gmachu przy placu imienia Feliksa Edmundowicza.
                                                    Palac Kladkowskich... No lepiej nie mozna bylo.
                                                    Lancuszek sw Antoniego zadzialal.
                                                    Juz po 20 minutach byl umowiony ze Slizgatym w komendzie. Szostym zmyslem wiedziony wrzucil teczke z akami Perkoza do raportowki sierzant Plaskiej,
                                                    akurat wychodzacej na patrol. Wroci dopiero rano. Akta bezpieczne.
                                                    Znowu sierzant zadzwonil. Za 25 minut w komendzie wojewodzkiej.
                                                    Tyle ze nie byl to jego podwladny. Ale rozkaz to rozkaz.
                                                    Przekazal Kojaka i Takasuke sierzant Zylastej z zadaniem zalatwienia WSZELKICH
                                                    potrzeb gosci, umowil sie z nimi na wieczor w Restauracji "Przodownik"
                                                    hotelu "Robotniczy", wsiadl w sluzbowego Fiata 125p
                                                    (montowanego z wloskich czesci) i smrodu po nim nie pozostalo.
                                                    Bo i fasolki po bretonsku nie jadal
                                                    Zajechal jeszcze do szpitala. Raczy odzyskal juz przytomnosc,
                                                    ale tak byl slaby ze nie byl w stanie nic konkretnego mowic.
                                                    Prosil tylko o ulubione "Czar Hawany" cygaretki zwijane na zapoconych udach
                                                    towarzyszek kubanskich. Chcac nie chcac Dworski wrocil do komendy.
                                                    Mial jeszcze 17 minut czasu. A Raczego lubil. Mlody, ambitny i
                                                    kolezenski oficer. No, moze nie najbystrzejszy, ale checi dobre i zlote serce.
                                                    Z fasonem godnym znanego kierowcy rajdowego Jegoslawa Estra zawinal przed wejsciem, wpadl do pokoju i tak zostal. Sejf byl rozpruty i pusty...
                                                    "Pasternak, to masz juz cieplo" beznamietnie stwierdzil Dworski.
                                                    po chwili wyszedl z komendy.
                                                    Zagadkowemu jak pakt stabilizacyjny s;wyrazowi twarzy towarzyszyla natretna,
                                                    falszywie wygwizdywana melodia: "Blue Spanish Eyes".
                                                    Dla tych, ktorzy ja uslyszeli, byla to ostatnia slyszana w zyciu piosenka.
                                                  • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 14.02.06, 22:23
                                                    Tymczasem Barbara Panska z malowniczo po nieprzespanej nocy podkrazonymi oczami
                                                    siedziala w swym przytulnym mieszkanku, nerwowo popijajac swiezo ukrecona kawe
                                                    Marago i raz za razem oblizujac palec, maczany w jej ulubionej oranzadzie w
                                                    proszku na sucho. Jej zgrabna noga, starannie obciagneta ponczocha typu helanco
                                                    wystukiwala na podlodze niespokojny rytm.
                                                    Wiedziala, ze wraz ze smiercia Andrzeja Wolskiego po raz kolejny dopadla ja
                                                    przeszlosc, tak przeszlosc, od ktorej tak bardzo pragnela sie odciac. jej
                                                    swietlana przyszlosc odsunela sie natomiast gdzies hen, daleko za horyzont, wraz
                                                    z ekwiwalentem za powierzony jej niedoszlemu narzeczonemu towar, ktory
                                                    oczywiscie zostal skonfiskowany przez sluzby z pionu kryminalnego na miejscu
                                                    przestepstwa.
                                                    Juz widziala oczami duszy funkcjonariuszki Płaską i Żylastą paradujące w
                                                    stanikach Triumpha z fiszbinami i regulowanymi ramiaczkami, golace nogi nozykami
                                                    marki Gilette i zlewajace mundury meska woda toaletowa Yardleya (damskich perfum
                                                    tym razem w paczce nie bylo).
                                                    I jeszcze ten pogrzeb i stypa, podczas ktorej bedzie musiala stawic czola
                                                    staremu Wolskiemu i calej jego rodzinie, by za pare dni stawic sie u niego cala
                                                    jako element zespolu kontrolnego d/s podatkow wyrownawczych.
                                                    - Chyba nie mam innego wyjscia, jak ponowne nawiazanie kontaktu z kontaktem o
                                                    pseudonimie "Alax", doktorem Żorżem Kwiatkowskim - pomyslala Barbara i
                                                    wyciagnela reke po sluchawke. Jej palec zatrzymal sie jednak w pol obrotu tarczy
                                                    na dzwiek gwaltownego dzwonienia do drzwi. Podeszla do nich ostroznie i z
                                                    wahaniem odsunela zasuwe. Na wycieraczce slanial sie blady jak atrament
                                                    sympatyczny porucznik Rączy.
                                                    Jej rozowe piersi ze zdumienia wystrychnely niedopiety szlafroczek i ukazaly sie
                                                    oczom zebranego...
                                                  • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 14.02.06, 22:39
                                                    Rączy nie był przygotowany na tak serdeczne przyjęcie. Marzył wprawdzie o
                                                    łóżku, ale w myślach było to puste, szerokie, miękkie łóżko z czystą pościelą.
                                                    Coraz bardziej słabnąc oparł się na Barbarze, a ta nie mając już możliwości
                                                    poprawienia szlafroczka wzięła go w objęcia. Rączy nie miał siły przekroczyć
                                                    progu, ale tupot dobiegający z klatki schodowej wyzwolił w Barbarze nadludzkie
                                                    siły - nabrała powietrza, podrzuciła sprawnym ruchem Rączego do góry,
                                                    przerzuciła przez próg, i zatrzasnęła drzwi. Pora była najwyższa, schodami
                                                    przmiaszczali się z prędkością chmury burzowej jej wrogowie. Mało powiedziane
                                                    wrogowie; to byli jej najwięksi wrogowie. Sąsiadka z mężem! Mieszkali
                                                    bezpośrednio nad nią. Dzięki temu mogli obserwować ją z góry. Sąsiad, zapalony
                                                    wielbiciel programów Słodowego skonstruował specjalny anty-peryskop i bez
                                                    opuszczania swego mieszkania widział i analizował życie Barbary. Zawartość
                                                    paczek zawsze go intrygowała. Niestety Barbara często zaciągała zasłony
                                                    niemożłiwiając obserwację. Zmysł techniczny sąsiada i na znalazł radę - wzdłuż
                                                    mieszczelnych rur centralnego ogrzewania poprowadził rurkę, przez którą miał
                                                    wprawdzie zawężone, ale jednak jakieś pole widzenia. Zastanawiał się nad
                                                    opłaszczeniem od środka rurki materiałem odbijającym światło. Mógłby wtedy
                                                    wodzić wzrokiem po całym mieszkaniu. Sąsiadka, była nauczycielka muzyki, której
                                                    nadmiernie wyczulony słuch uniemożliwił pracę w szkole nie musiała używać zbyt
                                                    skomplikowanych urządzeń, by śledzić Barbarę. Wystarczyło, by położyła się na
                                                    podłodze i przyłożyła ucho do podłogi. Słyszała nawet tykanie barbarowego
                                                    budzika!
                                                  • nokata Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 15.02.06, 23:26
                                                    Barbara zamiotla rzesami podloge, nie tylko u siebie, ale i dwa pietra nizej.
                                                    Po czym jak gaz musztardowy plynac dwa cale nad powierzchnia mowoczesnej
                                                    wykladziny PCV (kolor post-sniadaniowy) zakomunikowala szeptem glebszym niz
                                                    Amanda Lear:
                                                    - Ide przypudrowac nosek. No jakby mnie nie bylo, to robie peln makijaz...
                                                    "Czyli mam ok 20 minut czasu." blyskotliwie stwierdzil porucznik.
                                                    Z westchnieniem wymniatajacym resztki igliwia
                                                    z pierwszej powojennej chonki z katow, wyciagnal z aktowki (do dzisiaj nikt nie wie skad ta aktowka znalazla sie u Raczego, ale Prawdy ukryc sie nie da)
                                                    kilka meldunkow ze zdarzen jakich ideowo nieprawomyslny element byl przyczyna.

                                                    "Mężczyzna ten włożył rękę pod kołdrę i usiłował pocałować pokrzywdzoną.
                                                    W trakcie doprowadzania do radiowozu wyjął członka i na oczach licznie
                                                    zgromadzonych pracowników i gosci hotelowych w pomieszczeniach służbowych
                                                    hotelu robotniczego oddał z niego nikomu niepotrzebny mocz.
                                                    Poszkodowana stwierdziła, ze oskarżony
                                                    rżnął na niej ubranie. Sukienki nie porżnął gdyż zdążyła się rozebrać.
                                                    On dotykał ją na wersalce w połowie odcinka pomiędzy kolanami a brzuchem."

                                                    "No kto to pisal... aaaa Płaska... no nazwisko czasami swiadczy o wlascicielu"

                                                    "W czasie jazdy patrolowej sierżant Żylasta zauważyła dwóch mężczyzn
                                                    bijących się na jezdni i trzeciego leżącego obok.
                                                    Po dluzszych oględzinach okazalo sie ze trzeci mężczyzna
                                                    występuje w charakterze denata. Niespiesznie udal się na śmietnik
                                                    sciągnął najpierw okrycie dolno-spodnie, a następnie dolno-wierzchnie,
                                                    i z nonszalancko na twarzy zrobił stołek.
                                                    Ta sprawa wydała się więc podejrzana.
                                                    Wobec powyższego, że żaden z nich nie był w stanie nietrzeźwym
                                                    nie było podstawy żeby kogoś zatrzymać.
                                                    Zglosila sie do mnie kobieta w wieku nieznanym.
                                                    Dane personalne ustaliłam jej na podstawie ustnej.
                                                    W/wym. stwierdziła, że została pobita przez 3 n/n meżczyzn,
                                                    z których jeden nazywa się Gulka Andrzej, a drugi Gustaw Jelen.
                                                    Na miejscu zdarzenia przed blokiem był już ten trzeci.
                                                    Miał członka wyjętego, którego emitował za kioskiem w dłoni.
                                                    Osobnik mimo mojego upomnienia zachowywał się agresywnie.
                                                    Wodec powyższego uderzyła go kilka razy pałką służbową, więc do radiowozu wsiadł chętnie. Osobnika przekazała oficerowi dyzurnemu do dalszego działania"

                                                    "A to kto? no tak, Zylasta. Ciekawe kiedy napisze, ze <obserwowany pstrykał niecelnie ejakulatem>"

                                                    Czytajac te wykwity milicyjnego intelektu niespodziewanie zalala go
                                                    kolejna fala niespotykanej w jego wieku slabosci wywolanej ostatnimi
                                                    przejsciami. Slodko obsunal sie w niebyt pieszczot Morfeusza, czyli proletariacko zapadl w drzemke. Byl to, jak sie pozniej okazalo, sen gleboki,
                                                    ale i uzdrawiajacy.
                                                    Gleboki na tyle, ze nie przerwala go nawet spuszana woda z gornopluka
                                                    o imperialistycznej nazwie "Niagara". Nie slyszal tez, kiedy dolnopluk opuscil dotychczasowe mocowanie do sciany kolkami fi-14 i padajac zawadzil o rure centralnego ogrzewania. Calkowicie przerazona dalszym rozwojem wypadkow
                                                    Barbara "Milady" Panska spostrzegla ze z otworu przy suficie wysuwa sie
                                                    mieszkaniec planety UFO o ksztalcie dziarsko upasionego tasiemca
                                                    nieuzbrojonego, jakiego pamietala z wizyt w gabinecie doktora Kwiatkowskiego.
                                                    Mial on tam w formalinie najrozniejsze preparaty.
                                                    Pozniej technicy z CBS stwierdzic mieli ze to zaawansowana technologia optyczna
                                                    wykradziona z laboratoriow CIA.
                                                    Rozhisteryzowana Barbara, odziana jedynie we wlasna (nie)winnosc wpadla do
                                                    pokoju.
                                                    Budzenie Raczego nie przebieglo planowo.
                                                    Raczy dalej spal.
                                                    "Antos Migdal nie wracal..."
                                                  • wedrowiec2 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 18.02.06, 19:42
                                                    Dwie pary rąk wyrywały sobie wizjer. Każde z czterech oczu chciało dokładniej
                                                    obejrzeć wnętrze basinej łazienki, a także samą właścicielkę zajmująca się
                                                    potrząsaniem Rączego. Szarpanina w łazience na górze trwała i nasilała się z
                                                    każdą chwilą. Dopiero, gdy poczuli, że naruszona od dołu podłoga zaczyna się
                                                    uginać zadziałali po bratersku. Sprawnymi ruchami poszerzyli otwór w zrobionej
                                                    z wapna wymieszanego z popiołami hutniczego posadzce. Z barbarowego sufitu
                                                    wysunęły się najpierw dwie jednakowe głowy, a po nich, z lekkim hukiem
                                                    spadających bloczków piaskowo-glinianych całe korpusy. Bliźniacy zawsze spadali
                                                    na cztery łapy, więc i tym razem wykonali w powietrzu piruety i chwyciwszy się
                                                    suszarki wpadli do wanny. Piana, pozostała po kąpieli wyciszyła plusk. Woda
                                                    spłynęła jak to po kaczkach. Bracia wsunęli się do przedpokoju. Widok jaki
                                                    przed nimi się roztaczał był godny pozazdroszczenia. Ciągle goława Barbara
                                                    szarpała Rączym, który coraz bardziej pogrążał się w uzdrawiający sen. Jeden z
                                                    braci chwycił leżący na stoliku fotoaparat i zrobił nim zdjęcie pary. W tym
                                                    czasie drugi zajrzał do szaf, zarejestrował obecność obcych urządzeń
                                                    elektrycznych, najnowszego wydania Kodeksu Karnego, paczki z gumą do żucia oraz
                                                    kilkunastu metrów papierowego sznurka.
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 21.02.06, 16:50
                                                    Barbara, całkowicie, wytrącona z równowagi ostatnimi doświadczeniami, a wiedziona jakimś instynktem, siódmym albo i ósmym zmysłem oraz przeczuciem, zerknela znienacka za siebie, ale nikogo tam juz nie było. "Przywidzialo mi sie" - pomyslala i wrocila do zajecia zasadniczego czyli budzenia wtulonego w jej niekompletnie ubrane cialo porucznika.
                                                    Tymczasaem mlodziency, przeskakujac po dwa stopnie, zbiegli ze schodow i znalezli sie na szarawym dworzu, gdzie dumnie minela ich limuzyna marki czajka.
                                                    Toczyla sie wolno a z jej okien ciekawie wygladala ciemnoskora twarz, ktora usmiechem od ucha do ucha dala znac blizniakom, ze nie jest diablem, bo takoz sie im chyba wydawalo, bowiem staneli jak slupy solne.
                                                    Czajka sunela wolno, dyplomatycznie i majestatycznie a za nia raczo poruszalo sie kilka wielbladow, slon, krokodyl w klatce, woz pelen poludniowych owocow i kilkadziesiat czarnoskorych, zawinietych w burnusy i inne egzotyczne stroje postaci plci roznych.
                                                    Mimo ciekawosci, chlopcy, gdy juz dretwota z nich zeszla, pedem udali sie do miejscowego mistrza fotografii. Trza bylo przeciez wywolac zdjecia zrobione skapo odzianej Panskiej...
                                                    Natomiast wzmiankowana, tulaca do siebie Predkiego, nie miala mu za zle, ze przez omotujacy go sen, wsunal w jej dekolt dlon. Nawet mile jej sie to wydalo i przez chwile pomyslala, zeby zmienic pozycje na lezaca, znaczy polozyc sie tak obok niego, niewinnie, bez zamiarow, jedynie z powodow wiekszej wygody.
                                                    I co pomyslala, tak i zrobila. Lezac obok porucznika wtulila sie w niego, bowiem 20 stopien zasilania wyziebil mieszkanie, i bylo jej bardzo cieplo a potem goraco a potem...
                                                    A potem w drzwiach stanal doktor Kwiatkowski i rzekl bez ogrodek:- Szanowna Pani, ten Pan jeszcze przez chwile nalezy do mnie.
                                                    Nastepnie bez ceregieli podszedl do tapczanu, zarzucil sobie Prędkiego na ramie i zniknal rownie niespodzinie jak sie pojawil. Panska, wstrzasnieta ale nie zmieszana, zakryla swe wdzieki przed sasiadami i wziela sie za mycie podlogi, bo blizniaki naniosly nieco pylu z lazienki a i doktor naniosl wiosennego blota posniegowego.
                                                  • mantra1 Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 22.02.06, 13:30
                                                    Doktor Kwiatkowski sprawnie uformowal nieprzytomne cialo Raczego na przednim
                                                    siedzeniu na ksztalt nie wzbudzajacego podejrzen pasazera, cicho domknal drzwi
                                                    swej zakupionej na asygnate Skody 1000 M(alych)B(ledow), po czym dwoma susami
                                                    pokonujac schody znalazl sie z powrotem na wycieraczce pod drzwiami Barbary.
                                                    Zadzwonil, lecz odpowiedzial mu tylko warkot odkurzacza. Nacisnal wiec klamke i
                                                    podobnie jak poprzednio wszedl bez pukania. W przedpokoju omal nie potknal sie o
                                                    warczacy odkurzacz, jednak na drugim koncu rury nie znalazl Barbary. Zajrzal do
                                                    kuchni, rzucil okiem przez uchylone drzwi lazienki, lecz im bardziej rozgladal
                                                    sie po wszystkich zakamarkach, tym bardziej Barbary tam nie bylo. Nie bylo jej
                                                    rowniez w pokoju, co sprawdzil przekopujac posciel, niedbale rozrzucona na
                                                    tapczanie higienicznym, a nawet zagladajac do jego skrzyni. Jedyny slad w
                                                    postaci czarnego kabla wijacego sie po podlodze prowadzil na balkon. Rozsunal z
                                                    impetem zaslony... w skrzynce na kwiaty, jak wielka, rozowa orchidea kwitla
                                                    Milady, trzymajac w nieruchomej dloni sluchawke telefoniczna, z ktorej dobywaly
                                                    sie jakies dziwne trzaski. Wyraz jej twarzy nacechowany byl tak glebokim
                                                    oslupieniem, ze doktorowi Kwiatkowskiemu odruchowo przyszlo na mysl zdjecie
                                                    pacjenta dotknietego katatonia, jakie widzial z ktoryms z podrecznikow
                                                    psychiatrii...
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 25.02.06, 01:10
                                                    Chyba nic bardziej człowieka nie dziwi niż własne zdziwienie - cóż więc musiało dziać się w biednej czaszce por. Raczego, gdy znienacka obudził się w skodzie w towarzystwie słoniowej trąby?
                                                    Regulaminowo ostrzyżona fryzura stanęła dęba a porucznik jakoś tak machinalnie coś przekręcił, coś przerzucił, coś nacisnął i skręcił... Do całości trza dodać pisk opon i trąbienie z sygnału.
                                                    Ba! Ale żeby to kto się spodziewał, to może i by się wszystko zakonczyło na incydencie, jakie to sie ciagle zdarzaja roznym funkcjonariuszom w zwiazku z autami. Ale tu - niestety - limuzyna na drodze, krokodyle w klatce i jego Ekscelencja Ambasador Gabonu w otoczeniu eunuchów, haremu, strusiów i złotych rybek.
                                                    Bęc i buch. Piski i krzyki, czarnoskóre służby specjalne zeskakują z drzew, wyłażą z kanałów, zdejmują siatki maskujące i dalejże odstrzeliwać terrorystę. I byłoby źle z por. Rączym, gdyby nie problem natury finansowej.
                                                    Otóż Jego Wysokość, marksizujący Król Gabonu Andre Speed (któryśtam), wydał wszsytkie pieniądze na budowę pałaców kultury, fabryk kineskopów i intensywna hodowlę reniferów. Cały węgiel z PRL-u zużył na wędzenie makreli i uwędził jej tyle, ze ceny spadły na łeb i szyję, żeby nie powiedzieć z górki na pazurki.
                                                    W takim stanie rzeczy jego służby specjalne miały bron ale bez nabojow.
                                                    Dzicy jednak, chyba przewidując podobną możliwość, znienacka i skądkolwiek powyciągali dobrze wyostrzone maczety, dzidy, tomahaki i bumerangi i to już byłby ostateczny koniec przygód Rączego gdyby nie piersi...
                                                    Piersi dzielnych milicjantek stanęły w obronie porucznika. Stanęły przed nim murem i własną wyżej wzmiankowaną funkcjonariuszki zatrzymały napor napastnikow.
                                                    Spojrzal na nie z wdziecznoscia (sila rzeczy na tylne partie ich ciala) a potem uslyszal znajomy krzyk, wiec sie zwrocil w jego kierunku i zobaczyl plynaca w powietrzu Panską.
                                                    I tak patrzyli na siebie w tym krotkim momencie. On zrozumial, ze jezeli sie natychmiast nie ruszy, bedzie zle.
                                                    I sie nie ruszyl. Tak czy siak bylo za daleko.
                                                    A ona frunela z zamarlym juz okrzykiem w plucach i zblizala sie do chodnika....
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 25.02.06, 01:52
                                                    "Brakuje jeszcze do kompletu niebieskiej krowy" - pomyslal porucznik, gdy to nagle ni z gruszki, ni z pietruszki zaobaczyl niebieska krowe lewitujaca sobie a muzom nad ulica im. Feliksa Dzierżynskiego. A potem nie wiedziec skad pojawil sie latajacy spodek i lekko pogwizdujac i puszczajac oko do porucznika wyszedl z niego tanecznym krokiem zielony ludek i dosiadl krowy...
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 25.02.06, 11:54
                                                    I tak sobie frunelo to kosmiczno-chlopskie zjawisko w rytm dudniących licho wie skad filharmonicznych dzwiekow jakiegos Szostakowicza albo i kogo innego. A potem zniknelo za zakretem.
                                                    Swiat porucznika zamienil sie w plaster szklanego miodu. Ze zdziwieniem patrzyl na ten fragmentaryczny swiat a gdy przechylil glowe czesc tego swiata oderwala sie i spadla na chodnik. Ale za tym popsutym swiatem byl inny, taki sam swiat. Rączy zlapal sie za glowe ale to nic nie pomoglo - Panska wisiala w powietrzu, zatrzymana nie wiadomo jakimi silami a jemu w lewym gornym rogu jego postrzegania ukazal sie cieklokrystaliczny zegar i zaczal odmierzac czas z gory do dolu. Znaczy - nie przybywalo go lecz ubywalo...
                                                    I wtedy zza szklanych puzzli swiata, rozbijajac te misterna konstrukcje wylonil sie Komendant Powiatowy MO i tak oto rzecze do porucznika: - Mamy zgloszenie, ze dwoch mlodocianych przestepcow chce ukrasc mienie ludu pracujacego miast i wsi, czyli ksiezyc. Macie sie tam natychmiast udac i nie dopuscic do tego zaboru mienia, bo cos mi sie wydaje, ze oni nie skoncza na tym i beda chcieli ukrasc nam PRL a potem III RP a pozniej sam... - tu komendant sie rozejrzal podejrzliwie - ... Bog wie co jeszcze - dodal. I zamienil sie w pomaranczowe drzewko.
                                                    Natomiast niezwykle odpowiedzialny za swoj odcinek pracy w socjalistycznej ojczyznie porucznik zasalutowal i krokiem do przodu rozpoczal swa droge w kierunku wykonania polecenia. Ale to byl jego ostatni krok.
                                                    Runal na cos co wiosna jest trawnikiem a zima mieszanka sniegu, zezlorocznych lisci i psich odchodow...
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 27.02.06, 00:05
                                                    Panska w tym czasie wpadla w zaspe pod ktora lezaly liscie zlozone zeszlej jesieni przez sluzby oczyszczania miasta.
                                                    Nieco jednak w szoku, wstala pospiesznie, przygladzila fryzure, obciagnela ponczochy, zeby bron boze szew nie uciekal na boki, i podbiegla do mamrotajacego cos porucznika.
                                                    Oczywiscie porucznik byl nafaszerowany narkotykami, jakimis tam morfinami czy innymi i stad jego widzenie swiata, przy czym nalezy zauwazyc, ze skode i limuzyne rozbil i niebezpieczenstwo utraty zycia od zatrutych strzal nie nalezalo do wyimaginowanych. Oraz, ze nie minelo...
                                                  • 3gatunek Re: Ale obciach! - piszemy PRL kryminal 27.02.06, 21:25
                                                    Major Strapiony należał do tych funkconariuszy, co to zawdzieczali swe stopnie nie wojennym zaslugom lecz szczerej chęci zostania oficerem MO. Oczywiscie nazwisko jego było pseudonimem operacyjnym, bo MO do którego należał nazywało się SB, ale nikt za bardzo o tym nie wiedzial.
                                                    Sam Strapiony czasami zapominal, ze to biurko przy ktorym pracuje tak naprawde nie jest jego prawdziwym biurkiem. Ale to mu nie szkodzilo w niczym. Był młody, przystojny, szarmancki (na modle socjalistyczna oczywiscie) i mial powodzenie nie tylko u funkcjonariuszek. Smial sie w kulak, gdy widzial Borewicza z nowa panienka, ktora dla niego byla juz historia. Poza tym Strapiony poznal swiat i zostawil za soba w tym swiecie kilka kontaktow, ktore owocowaly tym czy owym.
                                                    Mial dobra opinie u przelozonych, bywal w KC i wszyscy wrozyli mu swietlana przyszlosc.
                                                    Na przyklad jutro ma byc na balu wsrod towarzyszy genaralow i nawet I sekretarz ma tam byc.
                                                    Coż więc robi major Strapiony w czarnej wołdze? - pyta sam siebie major, przygladajac sie szarawej i ohydnej architekturze stolicy (to jego prywatna opinia, bo bywal w swiecie i swoje widzial).
                                                    Kierowca prowadzacy pewna reka pojazd, spojrzal w lusterko i tez znal odpowiedz na nie zadane pytanie: major trzymal w garsci papierzyska i mietolil je jakos tak bez sensu. Wlasciwie znal je na pamiec, ale jeszcze raz:
                                                    "Do tow. Obywatela Majora Strapionego w Warszawie
                                                    Wąchock Leśny... blalbala data...
                                                    Pracownik operacyjny Milczący...

                                                    RAPORT

                                                    Donosze i informuje, ze Wąchock Lesny stal sie w ostatnich dniach terenem dziwnych wypadkow. Przede wszystkim spiesze poinformowac, ze ludnosc miejscowa zaczela wierzyc, ze wsrod niej przebywaja przyszli prezydenci PRL, skoro wiadomo, ze ostatni prezydent obumarl nas jakos tak w 53 roku.
                                                    Te zabobony doprowadzily do zwiekszonej procentowo wiary w Boga u ciemnej, nieodpowiedzialnej klasowo ludnosci. Poza tym dalo sie zauwazyc intensywniejsze dzialania obcych sluzb i dwa trupy, ktore maczaly palce w tych wydarzeniach..."

                                                    Taaaaa - pomyslal major. nie chcialo mu sie juz wiecej czytac o tych saturatorach, kanalach, domach wariatow, handlarzach czarnego rynku i murzynach oraz tajnych agentach.
                                                    Po pierwszej lekturze (wczoraj)polecil komendantowi Dworskiemu aresztowac wszystkich wymienionych w raporcie, przy czym płk. Pasternaka aresztował sam osobiście z satysfakcja w Grand Hotelu, gdzie ten w towarzystwie półświatka wydawał niechybnie srebrniki zarobione u amerykanów.
                                                    "Trzeba bedzie awansowac Milczacego" - pomyslal. I tak sobie myslac z piskiem opon zatrzymal sie przed komenda powiatowa, gdzie na schodach powital go Dworski i calkiem juz wyzdrowialy porucznik Rączy.
                                                    - No to do dzieła - rzucił fachowo Strapiony i cala trojka wchłoneła się w czerwonoceglany budynek komendy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka