Zwazywszy, ze w obciachowym watku coponiektorych (zam.) ogarnela nagla wena
tfurcza, proponuje kontynuowac nasza powiesc w osobnym kajecie, zostawiajac
tamten jego przeznaczeniu

)
Zbieram wiec do qpy to, co zostalo do tej pory popelnione :
Re: Ale obciach!
40latek 05.02.06, 21:13 + odpowiedz
- Nu, poruczniku - rzekł kapitan MO Dworski do podwładnego - dostanie pan
pierwszą sprawę w życiu. Samodzielną, odpowiedzialną i prostą jak dwa metry
sznurka w kieszeni. W okolicy rynku, spod włazu do miejskich ścieków dobiegają
dziwne dźwięki...
- Rozkaz - rzekł porucznik, wsiadł do służbowej Warszawy i pomknął co koń
wyskoczy na miejsce tajemniczego zdarzenia...
-----> może ktoś dopisze ciąg dalszy. Możliwe, że uda nam się napisać PRL-owski
kryminał. Nie zapomnijcie o Frani i saturatorach...

--------
Re: Ale obciach!
wedrowiec2 05.02.06, 21:25 + odpowiedz
Samochód objechał dookoła miejski rynek. Dźwięk syreny oderwał młodą kobietę od
wpatrywania się w saturator. Radiowóz, pomyśłala, na syrenie. To było bardziej
pociągające niż rozmyślania nad wyborem soku. Z zapatrzenia wyrwał ja głos
saturatorowej - to bez jakiego soku ma być? Bez malinowego czy bez wiśniowego?
----------------------------
40latek 05.02.06, 21:55 + odpowiedz
Machnęła ze zniecierpliwieniem ręką. "Co ona mi tu o soku?" - pomyślała,
wpatrując sie w zgrabną sylwetkę auta, zatrzymującego się tuż obok. Warszawa
pisnęła cieniutko oponami, pryknęła dyskretnie z rury wydechowej i z jej
otwartych drzwi, z gracją na bruk rynku wydobył się porucznik MO w ślicznie
wyprasowanym mundurze, wypastowanej raportówce i z groźnie spoglądającym z
kabury pistoletem marki TT...
------------
wedrowiec2 05.02.06, 22:20 + odpowiedz
Rozejrzał się. Ostre spojrzenie omiotło stojącą grupkę wyrostów i zatrzymało
się trochę dłużej na kobietach. Wzrok zmiękł, spojrzenie zrobiło sie ciepłe, i
dziwne uczucie ciepła rozlało się w okolicach serca. Szybko przywołał się do
porządku. Był na służbie. Kobiety potem, teraz rycząca pokrywa!
Kierowca, chłopak pochodzący z sąsiedniego miasteczka, znał każdy kamień na
rynku, każdy właz do podziemi.
--------------
mantra1 05.02.06, 22:38 + odpowiedz
Przytrzymując jedną ręką czapke, a drugą połę munduru nachylił się nad włazem,
uważnie nasłuchując. Nagle ciszę ryneczku zakłócił dźwięk przypominający tętent
stada koni. Zza rogu ulicy, kolebiąc się na boki wylonił się samochód ciężarowy
marki STAR, a w ślad za nim, wykręcając sobie kostki i obcasy na sanacyjnym
bruku, przepychając sie łokciami podążał wrzeszczący tłum.
To do pobliskiego salonu AGD przywieziono towar...
--------------
40latek 05.02.06, 23:04 + odpowiedz
"Sytuacja się komplikuje" - pomyślał odkrywczo. Nie dość na tym, że JEGO właz
znalazł się na drodze tej karawany, to i jeszcze kątem niebieskiego, szczerego
słowiańskiego oka zauważył w niedalekiej bramie tajemniczy odblask. Juz po
chwili wiedział. To aparat fotograficzny marki Zorka. Kto trzymał ten aparat,
dlaczego właśnie tutaj i teraz? Oto pytania, które rzuciły się na niego jak
stado pluskiew w wynajmowanym przez niego pokoju...
c.d.n.