reinadelafiesta
12.10.18, 10:31
Czytam: Szelągowska nie zaprosiła matki na ślub. " Dlaczego niby miała mnie zapraszać?"
Przyjmuję tłumaczenie Grocholi, że córka chciała mieć cichy ślub, a jakby zaprosiła mamę, to i teściów, jak oni to i rodzeństwo itd. I z cichego ślubu robi się spore wydarzenie. Fajnie, że matka nie robi z tego problemu, mam nadzieję że rodzice pana młodego też. Ich ślub, ich sprawa, ale... zastanowiło mnie to "niby." Bo ono daje taki wydźwięk tej wypowiedzi, że zapraszanie rodziców na ślub nie jest kwestią oczywistą. Czy rodzice mają prawo oczekiwać, że zostaną zaproszeni na ślub? Wszak czasem na zaproszeniach pełnią wręcz rolę gospodarzy ( młodzi wraz z rodzicami zapraszają).
Znam parę, która na ślub corki nie została zaproszona. No i właśnie NIBY mówią o tym lekko, że dla córki to była tylko formalność, podpisanie dokumentu, ale - szczególnie u matki- słychać żal w głosie, że na ślubie własnego dziecka nie była.
To co z tym "niby"? Jak uważacie?