Polytykal Fykszon Part Fajf- Uysy Platz

09.08.10, 19:11
Polytykal Fykszon by K.A.Piąha

Andy Odleżyna miał coś wspólnego z bohaterami tanich, szpiegowskich
historyjek, B- klasowych filmideł z nieodłącznym „łu- bu- du”,
podsłuchami czy snajperami na dachach i drzewach. Utożsamiał się z
serialowymi vypamy* tak bardzo, że sam czuł się vypem* w
wyimaginowanym, kluchowatym serialu pt. „Namiętność z Rudym
Kopciuszkiem”. Pierwszym przejawem zakorzenienia w serialowym duchu
stały się zakupy kosztownych limuzyn, którymi Andy przemierzał swoją
pipidówę z zawrotną prędkością. Czasami zdawało mu się, że
przekracza prędkość dźwięku czy wręcz światła. Po zmroku często
przed maską widział kompletną ciemność, co oznaczało według
Pełnomocnika ds. Klaki i Wazeliny, że światło zostało przez limuzynę
Odleżyny wyprzedzone! Niestety, zgryźliwi malkontenci twierdzili, że
ciemności przed maską winne są niesprawne, krzywe latarnie zdobiące
bezużytecznie pobocza wiecznie dziurawych i rozgrzebanych dróg.
Drugą obsesją Odleżyny stały się podsłuchy. Ileż to razy widział na
filmach, jak to agenci tajnych służb zamykają się w kiblach niczym
wytrawni geje i rozmawiają przy szumie wody puszczanej z kranu, co
jak wiemy skutecznie uniemożliwia podsłuchiwanie. Sam zakupił
odpowiednie, ciurkające urządzenie, które ustawione w holu smarkało
wodą po miedzianych listkach. Gulgot wody i rzężenie silniczka
sprawiało, że na korytarzu Andy czuł się bezpiecznie i mógł donośnie
huknąć „Kurwa, ja pie...!!”, wiedząc, że żaden wróg tego nie
nagra. Problemem pozostał gabinet, ale tu rozwiązanie podsunęła
usłużna Lola Duża- Klocka. Za służbową kasiorę nabyła zestaw
muzyczny z wielgachnymi kolumnami, który wydawał na przemian donośne
umpa- umpa, rodem z lokalnej emanacji volksmusik i świszcząco-
świdrujące dźwięki zakomponowane przez klasyków. Spowity dymem Andy-
prawdziwy Tajnos Agentos snuł finansowe plany i gadał, nie słysząc
gościa siedzącego na krześle obok. Wszystkie rozmowy w tych
warunkach kończyły się nieśmiertelnym „A właściwie czym do mnie,
ku..., przyszedłeś?” Skoro rozmowa nie była możliwa, to
podsłuchiwanie również. Największym problemem pozostały, niestety,
okna. Odleżyna napatrzył się w telewizorze na snajperów walących do
tajnos agentos z dachów i drzew, gdy ci drudzy przechadzali się z
papierochami po przepastnych gabinetach. Wystarczyło, że delikwent
zbliżył się do okna i cichutkie „dup” kończyło filmowy wątek. Andy
panicznie bał się okien, kazał je okleić pancerną folią i zakazał
otwierania. Lola Duża- Klocka zakupiła odpowiednio wydajną klimę,
która chłodziła upojonego sukcesem Odleżynę. Ten jednak dalej
zżerany był przez niepokój. Co rusz widział strzelców na drzewach,
zarastających gęsto plac przed oknami. Po kolejnych sukcesach,
zdawało mu się, że widzi komandosów przebranych za ptaki,
zrzucających bomby na jego limuzynę. Plask! Plask! Srrrruuuu!-
słyszał Odleżyna odgłosy z pola boju. I chociaż kierowca zawsze
twierdził, że mu się zdawało, to…. na wyglancowanym lakierze
pozostawały dziwne wżery. Kiedyś nawet tajny agent przebrany za
ptaka użył broni biologicznej i trafił małą dawką białawej papki w
najdroższy szaket Odleżyny marki Huygo Klotz. W rękawie powstała
potężna, wypalona dziura. Tego było już za wiele. Wezwany do
gabinetu Mateusz Kosztowny- architekt wizualizator usłyszał
koncepcję Andiego- „Kurwa, żesz, ja pie..., ciul!”. Kosztowny
wiedział, że nadszedł czas przebudowy placu. Mateusz święcie wierzył
w historię o komandosach przebranych za ptaki, co to z drzew
zrzucają białawą papkę. W końcu usłyszał to od szefa a i on sam był
posiadaczem ogromnej i urodziwej niczym tramwajowy wagon limuzyny.
Jakiś czas temu odkrył dziwne wżery w lakierze. Tak, przygotuję
makietkę- wydukał usłużnie.
Po niedługim czasie Andy mógł nasładzać się stosowną
wizualizacją. Kosztowny zadbał, aby Odleżyna mógł dokończyć dzieła
własnoręcznie. Andy z wyrazem triumfu na twarzy skreślał grubym
flamastrem ostatnie, zaznaczone na rysunku drzewa. Na środku placu
umieszczono gigantyczną, ciurlającą hektolitrami wody fontannę.
Kosztowny opisywał ją barwnie, nadużywając słów „Wielgi wytrysk”.
Andy widział oczyma wyobraźni gigantyczny, łysy, kamienny
plac. „Kurwa ja pie...”- huknął z uznaniem. Słysząc warkot
mechanicznych pił wyjrzał przez okno gabinetu i wreszcie poczuł się
w pełni bezpiecznie. „Kurwa…”- zamruczał zapadając w
drzemkę…..

Wszelkie podobieństwo osób i sytuacji występujących w tekście do
rzeczywistych jest absolutnie przypadkowe.

Pełna wersja