Dodaj do ulubionych

Borelioza na 75%

    • baska192 Re: I tak minął rok... 19.12.07, 20:45
      Nataszkam moje gratulacje.Wielka robote odwalilas.Teraz mozesz sie
      juz tylko cieszyc.Jaka to ulga,co???Bardzo prosze wyjasnij mi co
      znaczy zbadac sobie limfocyty.Czy jest to jakies specjalne badanie
      czy chodzi o morfologie z rozmazem.Ja wiem ,ze to pytanie jest
      troche naiwne ale mam dola ,mysle gorzej i chcialabym abys
      napisala.Serdecznie Cie pozdrawiam i troszeczke zazdroszcze.
      • da_reczka Re: I tak minął rok... 20.12.07, 05:34
        Nat, tak sobie myslę, że pamietam jak trafiłaś na to forum, jak się
        cieszyłaś, że znalazłaś co Cię gnębi, potem wymyslono Ci różne inne
        choroby i zostawiłaś temat boreliozy. Pojawiłaś się znów, żeby
        znaleźć boreliozę u siebie, syna i mamy. Długą drogę przeszłaś, ale
        się udało! Trzymam kciuki za końcówkę leczenia i żeby w końcu
        wszystko Ci przeszło smile
        • nataszkam Re: I tak minął rok... 21.12.07, 15:07
          Da_reczko- moja droga chyba nie różni sie niczym niezwykłym od wielu
          historii na tym forum smile Niestety, to tylko obrazuje, jak mała jest
          wiedza o boreliozie wśród lekarzy sad Nawet gdybym w jakiś sposób
          wtedy otrzymała pozytywnego PCRa, czyli 2,5 roku temu, to i tak nie
          miałabym szans na otrzymanie właściwego leczenia- chyba popadłabym w
          depresję. Fakt, że pozwoliłoby mi to uniknąć skutków niektórych
          świadomych moich decyzji, które podjęłam po uznaniu mnie za zdrową.
          Co do boreliozy u mojej mamy, to jest sprawa bardzo dyskusyjna-
          niema żadnych pozytywnych testów na Bb, choć odpowiedź na leczenie
          jest. Może przyjdzie czas na zrobienie jej PCRa teraz, na abaxach?
          Pomyślę o tym.

          Dziękuję Ci za zyczenia i życzę Ci, aby koncówka Twojego leczenia
          tez była już bliziutko smile
      • nataszkam Re: I tak minął rok... 21.12.07, 15:01
        Basiu, wklejam z mojego posta o limfocytach:
        "Subpopulacje limfocytów wykonują najprawdopodobniej wszystkie
        ośrodki, gdzie dokonuje się przeszczepów- takie info otrzymałam od
        osoby wykonujacej mi to badanie. Także Strickerowe CD57,bo to ponoc
        tylko kwestia doboru odczynników, ale akurat w to nie wierzyłabym
        tak do konca. w każdym razie warto zbadac u siebie limfocyty,
        zwłaszcza, jeśli leczenie nie idzie- limfopenia może wynikać z
        zakażenia np. bartonellą, bo ona w taki sposób działa na układ
        immunologiczny".
        Nie jest to badanie typu morfologia, niestety.

        Ulga? W stosunku do syna- jak najbardziej tak. W stosunku do mnie...
        hm..... wolałabym mieć pozytywnego PCRa, ale przynajmniej sprawnie
        funkcjonujący mózg... No ale jak widać- nie można mieć chyba
        wszystkiego sad
    • nataszkam 365 dni... 09.01.08, 18:12
      Tyle czasu własnie mija dzisiaj od momentu, kiedy wystartowałam z
      leczeniem syna...

      Tuz przed Bożym Narodzeniem zakonczyliśmy pierwszą kurację na robale-
      zero reakcji. Ze względu na brak objawów i negatywny PCR, a
      podejrzenie bartonelli, syn został na rifampicynie; do tego rolicyn.
      Na nowym zestawie pojawiły się bóle głowy. Podczas drugiego
      podejścia do wytrucia robali, dodatkowo doszły bóle kości, takie
      punktowe. A do tego osłabienie. Syn opuścił nawet z tego powodu
      lekcje WF i swoje ulubione zajęcia SKSu.... Chyba zamówię kolejny
      zestaw z Poznania...

      Ja biorę ten sam zestaw, co Bartek. Też pobolewa mnie trochę głowa.
      Poza tym- nic się nie zmieniło. Zupełna stagnacja- do czasu
      zazulowej próby z ACC600.Kilka godzin od pierwszej dawki miałam
      nasilenie objawów, łącznie ze znacznym skokiem ciśnienia. Po 2
      dniach na tym siarkowodorze przerwałam próbę, aby wykluczyć
      przypadek. W tym czasie osłabienie wzrosło, mózg przestał się mnie
      słuchać, a wzrok zupełnie osłabł. Potem wszystko wróciło do starej,
      znanej mi z ostatnich miesięcy, normy... Wczoraj ponowiłam próbę- na
      razie spokój, nic się nie dzieje...
      Z ostatnich wyników- dokładam kolejne tabletki do mojego codziennego
      lekospisu. Mam spadek hematokrytu i hemoglobiny, no i hypochromię-
      mam niedokrwistość z powodu niedoborów żelaza. Pierwszy raz od
      rozpoczęcia leczenia. Tak się to musiało skończyć, bo na
      rifampicynie ja po prostu straciłam apetyt i - tak czuję- możliwość
      przyswajania tego, co połykam na siłę...
      • mysza323 Re: 365 dni... 13.01.08, 18:24
        A powiedz komuś spoza naszego grona, że przez rok braliście antybiotyki i nadal
        żyjecie!!! Taka np. Pani M rok temu wypisała mi na miesiąc doxy i nie chciała
        więcej, bo bała się, że się zatruję!!!. Ciekawe co by powiedziała, wiedząc, że
        od 16 tygodni łykam 3 g. Życzę wam szybkiego zakończenia terapii i dalszego
        życia w zdrowiu!!!smile
    • borelka46 Re: 365 dni... 14.01.08, 00:37
      Nataszkam, dopiero teraz przeczytalam wieksza czesc twojego watku,
      zatkalo mnie. Jestem w srednim stanie po 10 miesiecznym leczeniu
      ktore przerwalam, oslabienie nie dalo mi sie juz podniesc,zaczely
      znikac miesnie reszty dokonala depresja na biotraxonie.Oczywiscie
      wracam do terapii - ale pytanie, bo nie do konca orientuje sie w
      prawach forum,czy moge wykorzystac czesc twoich wypowiedzi jako
      wydruk dla mojego neurologa i pani psycholog? bo dla nich mimo moich
      zmian w mozgu i zmianom w przewodzeniu nic mi nie jest tylko musze
      zrobic psychoterapie. Mam juz dla nich pare rzeczy np. ostatni
      artykul z Bialegostoku i artykuldr.Galeziowskiej dostepnosc
      diagnostyki wopinii chorych..Pozdrawiam i wierze ze w waszym domu
      juz tylko samo zdrowie , za czym i ja tesknie.
      • nataszkam Re: 365 dni... 22.01.08, 18:41
        borelko, nie sądzę, aby anonimowe wypowiedzi mogły zrobic pozytywne
        wrażenie dla Twoim lekarzu (nasi forumowi ich nie potrzebują tongue_out).
        Pamietam,kiedy poszłam do swojego "lekarza od cytomegalii" z
        wydrukiem materiałów dla lekarzy, ale także kilku wypowiedzi
        forumowych nt. leczenia- usłyszałam, że takiego leczenia się nie
        stiosuje, bo nie jest ono potrzebne, no i oczywiście- wykańcza
        organizm.
        Jeśli masz lekarza, który jest autentycznie zainteresowany boreliozą
        i jej leczeniem (choćby tylko po to, aby wiedział, co się z Tobą
        dzieje- niekoniecznie od razu sam musi zacząć leczyć), to wystarczą
        materiały własnie dla lekarzy- do reszty dojdzie sam. A jeśli zna
        angielski, to na pewno zainteresują go prace Fallona czy innych
        autorów- o objawach psychicznych w boreliozie i wynikach SPECT
        choćby. To samo dotyczy psychologa.Niestety, wielka szkoda, że w
        Polsce tak naprawdę to nikt z psychiatrów nie zajmuje się boreliozą
        i w ogóle chorobami odkleszczowymi. Miałby co robić w swojej
        specjalizacji...
        A jeśli mimo to masz ochotę mnie cytowac, to ja nie mam nic
        przeciwko smile
    • nataszkam Moja rocznica... 12.02.08, 18:09
      Rok temu miałam pierwszy wlew z biotraxonu i tym samym zaczęłam
      leczenie boreliozy...

      Szybko ten czas minął, nawet zbyt szybko.

      Nie byłam rok na abaxach- zabrakło 1 dnia. Od wczoraj jestem bez
      abax i tak zostanie, ile będzie trzeba.

      Ostatnie 2,5 tygodnia byłam na doxy, duomox, rulid i tini w pulsie.
      Nie było żadnej reakcji- ani na plus, ani na minus. Ponieważ od
      września nic się nie zmieniło na lepsze, w zasadzie trudno było się
      doszukac herxa, więc postanowiłam zaprzestać leczenia. Rok temu
      podjęłam taką decyzję, że czekam rok własnie na efekty i zastanowię
      się, co dalej. Moja decyzja wynika też z 3 spraw- 2 ujemne PCRy
      (czekam na wynik trzeciego), słabe objawy jak na boreliozę i..
      kiepsko funkcjonująca immunologia. Z kilku opracowań czy wypowiedzi
      znawców problematyki boreliozy zza Oceanu wynika, że obok
      przemęczenia, niestosowania się do zaleceń lekarza, przewlekłego
      stresu i- własnie osłabionej odporności- raczej trudno oczekiwać
      dobrego rezultatu w leczeniu. Stosowałam się do zaleceń lekarza, ale
      pozostałe sytuacje niestety, mają u mnie miejsce.
      Od początku grudnia nosiłam się z zamiarem zakończenia kuracji, ale
      chciałam jeszcze coś uzyskać poprzez przedłużenie terapii- na
      Lymenecie twierdzą, że jeśli po 2-3 latach leczenia nie ma efektów,
      to trzeba zacząć się martwić... Nie dałam rady. Brak poprawy coraz
      bardziej mi ciążył. Dodatkowo nasiliły się problemy ze snem, które
      rozpoczęły się we wrześniu- od grudnia sypiałam fatalnie, a ostatnie
      tygodnie- po 2-3 godziny na dobę. Nie wiem, czy najpierw przyszło
      pogorszenie objawów, czy bezsennoś- nie pamiętam. Wiem tylko, że
      makrolidy i stres mogły też zrobic swoje.
      Marzenie ostatnich tygodni- przespać kilka nocy i dni z rzędu,
      odpocząć od wszystkiego, problemów codziennych itp. Byłam tak
      zdesperowana, że polazłam znowu do psychiatry- poleconej mi lekarki.
      Mój problem był chyba zbyt błahy, bo... pani upierała się przy
      psychoterapii. Trzeba przepracować dzieciństwo, relacje z
      rodzicami,mężem i tp... Świetnie. Bo moje nieprawidłowe wyniki EEG,
      kapilaroskopii i wynik badania neuropsychologicznego(ocena funkcji
      poznawczych) zapewne żródło mają własnie w tych relacjach!!! Jestem
      zbyt wymagająca od siebie... Aby wytłumaczyć, na czym polega mój
      problem z pamięcią, podałam przykład- bardzo chce nauczyć się
      włoskiego, ale nie jestem w stanie zapamiętać składni, wyrazów etc.
      Na tym polega mój problem- na niemożności zapamiętywania
      szczegółowego, bo pamiętam, o czym i z kim rozmawiałam, ale nie mogę
      zapamiętac KONKRETÓW, np. PIN kodu. I to bez względu na ilość
      powtórzeń czy przeznaczonego czasu... Zbyt wymagająca! Poza tym,
      przecież mimo problemów, które zgłaszałam, ja normalnie funkcjonuje-
      chodzę do pracy, zajmuję się domem... Tia, problem byłby wtedy,
      gdybym już tego nie robiła. Ciekawe, co wtedy by mi zaproponowała??
      Owszem, chodze do pracy, bo nikt mnie w tym nie zastąpi. W domu
      robie tylko to, co jest konieczne. Wkładam przy tym w to tak wiele
      wysiłku, jakbym pracowała jako górnik dołowy... Powinnam nauczyć się
      cieszyć i być szczęśliwą! Bez względu na to, że wstaje co rano z
      wielkim trudem, obolała, że mam pustkę w głowie, pamięć dziurawą ,
      koncentrację taką, że trudno zrozumieć kilkuwyrazowe przeczytane czy
      zasłyszane zdanie... To ja pytam- z czego mam się cieszyć?? A, mam
      powody! Jeszcze z pracy mnie nie wylali, jeszcze dziecko nie robi mi
      wyrzutów, jeszcze mąż nie wystawia walizek. Noo, naprawdę powinnam
      to docenić! Pani była bardzo zdziwiona, kiedy mówiłam, ze chcę
      normalniej spać, choćby po to, aby może poprawić swoje limfocyty,
      których ciągle mi brakuje, a inne metody nie działają. Nie słyszała,
      żeby sen wpływał na odpornośc człowieka...
      Dzięki pewnej osobie, trafiłam do neurologa, specjalizującego się w
      leczeniu otępień. Na razie czeka mnie rezonans, a potem najpewniej
      SPECT. Zrobiłam też kapilaroskopię- wynik nieprawidłowy, ale na
      szczęście nie jest to obraz tocznia. Podejrzewano zespół
      antyfosfolipidowy (objawy, przebieg ciąż, petocje), ale przeciwciał
      na szczęście nie mam. Kapilaroskopia ocenia mikrokrążenie- u mnie
      nie jest ono prawidłowe, mam zbyt rzadkie i rozszerzone pętle, mają
      one nieprawidłowe kształty. Zapewne to samo mogę więc mieć w
      mózgu....
      Neuropsycholożka, która wykona mi ponownie ocenę funkcji poznawczych
      radzi poczekac na wyniki badań, bo leki, które mogłyby wywołac sen,
      mają to do siebie, że pogarszają pamięć...I radzi znaleźć
      psychiatrę, który zna się na boreliozie i który w związku z tym nie
      zaszkodzi. Znacie może takiego?

      Objawy, które mi pozostały i się nie zmieniają od września: znaczne
      osóabienie pamięci świeżej, zaburzenia koncentracji uwagi, pustka w
      głowie i przewlekłe zmęczenie. Ostatnio niemal codziennie dokucza mi
      głowa i suche, podrażnione oczy, ale wiązałabym to raczej z
      bezsennością.

      Oczekuję teraz na wyniki PCRa w kierunku Bb, c.albicans i
      uniwersalnej identyfikacji bakterii. Dodatkowo pojawił się trop
      mononukleozy- wyszły mi wysokie przeciwciała- wyższe, niż 2,5 roku
      temu. Ten wirus lubi limfocyty B, a ja mam ich stały niedobór-
      podobnie jak w ogóle wszystkich limfocytów. No i może powodowac
      własnie objawy przewlekłego zmęczenia.

      Syn zakończył leczenie kilka dni wcześniej, do Poznania poszła krew
      na podobne badania. Podejrzewam, że objawy, które miewał osoatnio,
      moga mieć związek z grzybkiem. W naszym codziennym menu zamiast
      abaxów, pojawił się flucofast, no i nystatyna; reszta wspomagaczy i
      dieta bez zmian.

      Zamierzam podbudować trochę swój organizm, porobić konieczne
      badania, najprawdopodobniej powtórzę badanie subpopulacji
      limfocytów, aby zobaczyć, w którą stronę poszły zmiany. Być może mam
      jakąś przewlekła, może nieznaną jeszcze, infekcję bakteryjną, która
      blokuje mi wyzdrowienie. W każdym razie limfopenię miałam od
      poczatku choroby, więc nie można jej wiązać z antybiotykami. Wrócę
      do leczenia, jeśli objawy się pogorszą lub poprawi się Tosho na
      chinolonach.
      Myślę, że za niepowodzenie terapii u mnie odpowiada w głównej mierze
      stres- moja choroba, brak rozpoznania przez lata,potem choroba syna,
      nasze leczenie- to były problemy, które dźwigałam sama, na własnych
      barkach. Zabrakło mi po prostu Bagnowskiej...

      Życzę wytrwałości i osiągnięcia celu tym wszytskim, którzy się
      leczą. Od czasu do czasu bedę tu zerkać- z forum się nie rozstaję smile
      Dziękuję wszystkim, którzy tutaj i na priv wspierali mnie w tej
      nierównej walce.
      • franiolek1 Re: Moja rocznica... 12.02.08, 18:50
        Nat
        Czytam i czytam i wszystko rozumiem....mam dokladnie te sama wersje
        choroby. Tez podejrzewam jakas nieznana infekcje, ktora blokuje
        proces zdrowienia.
        Bardzo korci mnie, by przerwac leczenie i zobaczyc jak bedzie.
        Narazie tego nie zrobie, bo mam jeszcze w perspektywie leczenie,
        ktorego nie probowalam. Pewnie polecze sie jeszcze troche....
        Nat swietnie rozumiem i mam wielka nadzieje, ze bedzie dobrze. Na
        cpnhelp jest wiele osob, ktore po przeleczeniu sie antybolami
        pozostaja bez leczenia, biorac pulsy antybiotykow, regularnie, kilka
        razy w ciagu roku.
        Mozliwosc powrotu do leczenia zawsze istnieje.
        Nat, nie oddalaj sie za bardzo od forum. Tutaj sa ludzie, ktorzy
        potrzebuja Twojego doswiadczenia, Twojej wiedzy. Ja napewno
        potrzebuje Twojej pomocy.
        Trzymam kciuki, pisz regularnie jak sie czujesz. Pa Joasia
        • welwiczia1 Re: Moja rocznica... 12.02.08, 19:24
          Nataszkam! Rezygnacja z abx to trudna decyzja. Ja tez zrezygnowalam po roku
          leczenia, ktore bardzo pogorszylo moj stan.
          Od pazdziernika jestem bez abx i moje samopoczucie najczesciej bez zmian lub
          gorzej niz w trakcie leczenia.
          Moje najgorsze objawy w tej chwili to:
          - maksymalne zmeczenie i zadyszka
          - ciagla tachykardia - ucisza ja tylko propanolol
          - bole miesni, niemoznosc np kucania lub trzymania rak w powietrzu
          - fale goraca - bez potow
          - pustka w glowie i dziwne uczucie jakby napiecia i przygnebienia, zaburzona
          percepcja
          - dretwienia
          Jest tego jeszcze sporo, nie bede sie rozpisywac smile
          Tez nie wiem co we mnie siedzi. Przez pierwsze 7 miesiecy leczenia mialam
          miazdzace herxy, ale i calkowity brak poprawy

          Ja mam swoja teorie ze to ciagle borelioza i jestem w grupie tych 20%
          nieszczesnikow, na ktorych leczenie nie dziala (chociaz to tez paradoks - byly
          herxy, ale brak poprawy)

          Z koinfekcji udalo mi sie tylko wylapac Cpn.

          Nat czy to kojarzysz badanie polegajace na mierzeniu przeplywu krwi w tetnicach
          szyjnych? Robili mi takie badanie jak lezalam w szpitalu, ale w tamtym okresie
          mialam potezne herxy i malo co pamietam, wlasciwie nawet nie bylam w stanie
          spytac co to za badanie i po co. Wiem tylko ze wyszly mi tam nieprawidlowosci -
          krew plynela bardzo szybko smile - co zwalono na stres. Nie mam tych wynikow i
          raczej z pewnych wzgledow nie bede miala. Moze Ty wiesz jak nazywa sie to
          badanie? Tylko nie pytaj mnie o szczegoly, bo bylam wtedy strasznie sfazowana i
          niewiele pamietam.

          Sciskam i trzymaj sie!!!

      • nataszkam PRZERWA w leczeniu, a nie jego koniec 19.02.08, 11:03

        To nie jest tak, że ja zakończyłam leczenie! Ja je przerwałam. Piszę
        to dlatego, że otrzymałam kilka maili od osób, które były zaskoczone
        moją decyzją, bo ja przecież byłam zwolenniczką długich terapii. Bo
        tak jest nadal! Na podstawie tego, co można znaleźć w publikacjach
        wiem, że nie ma innej opcji. Ta bakteria jest zbyt sprytna, a przy
        tym bardzo mało zbadana, aby wierzyć, że krótka, bezbolesna terapia
        przyniesie efekt. Ale do tego każdy powinien dojść sam- czytać,
        dyskutować i wyciągac wnioski, aby potem nie mieć do nikogo
        pretensji, że „Tak na forum pisali, więc tak zrobiłam jak kazali”.

        Lata obecności bakterii w organizmie nie są bez znaczenia- jeśli
        choroba jest aktywna (jak u mnie), to zniszczenia zawsze będą. I to
        one w pewnym momencie także mogą wpływać na długośc terapii i jej
        efekt końcowy. Plus do tego koinfekcje, których przecież do końca
        nie znamy.
        Z róznych powodów niektórzy nie podejmują leczenia- ot, choćby z
        powodów finansowych. Tak samo jest z przerwaniem terapii. Jak
        pisałam- ja przerwałam swoją, bo czuję, że na razie nie dam rady z
        tego wyjść; same abaxy tego nie zrobią. Pisałam o fatalnym stanie
        moich limfocytów- muszę się nimi zająć. To samo z niedoborem wit,D3.
        Poza tym powinnam pozałatwiać swoje sprawy osobiste, wyprowadzić je
        na prostą, bo stresy z nimi związane nie pozostają na pewno obojętne
        na mój stan obecny, a wręcz przeciwnie- pewnie odgrywają kluczową
        rolę. Chciałam to zrobić po wyleczeniu; jednak to jest chyba tak, że
        aby ruszyć z leczeniem w dobrym kierunku, to muszę je najpierw
        rozwiązać. To z kolei wymaga zdrowia, siły, a tego nie mam...
        Dodatkowo teraz doszedł stres związany z kontynuacją choroby u syna.
        I koło się zamyka... Chciałam tylko jeszcze wspomnieć, że nie żałuję
        decyzji o przerwaniu leczenia- w takim stanie, w jakim byłam jeszcze
        kilkanaście dni temu, chyba nie potrafiłabym racjonalnie mysleć, nie
        dałabym rady udźwignąć powrotu choroby u syna. Potrzebuję czasu,
        postępów w leczeniu u niego, polepszenia moich wyników, aby mysleć o
        powrocie do terapii. Syn nie wie, że nie biorę abaxów- on jest zbyt
        mocno związany emocjonalnie ze mną, za bardzo boi się o moje
        zdrowie, aby mu to mówić. Oczywiście- jeśli moje objawy się nasilą,
        do leczenia powrócę od razu, bez zbędnego oczekiwania.

        Joasiu, ja też miałam/mam jeszcze rózne możliwości do wykorzystania
        w leczeniu- ot, choćby erytromycyna Tosha czy dłuższy biotraxon. Ale
        zostawiam je sobie na czas, kiedy uzyskanie lepszych efektów
        leczenia będzie bardziej prawdopodobne.

        DXiu, ja naprawdę nie chce już niczego odkrywać. Chciałabym się
        zająć tym, czym inni w moim wieku smile

        Welwiczio, chyba należymy do tego samego gatunku boreliozowiczów smile
        Mam nadzieję, że jednak któregoś razu uda nam się zblizyć do pełni
        zdrowia smile A to badanie, to Doppler naczyń domózgowych (ocena do
        wejścia ich do czaszki- potem na zwykłym aparacie nie widac tętnic
        mózgowych). Też to miałam, również z oceną dużych naczyń mózgowych-
        bez zmian na szczęscie.

        Michał, własnie brak poprawy w najbardziej dokuczliwych dla mnie
        objawach, ta stagnacja, no i brak herxów spowodowały u mnie doła
        giganta, a razem z innymi sprawami wpłynęło na podjętą decyzję.
        Masz rację- koinfekcje mamy- to jest bardziej niż pewne. Tylko nie
        wiadomo jakie, no i jak to leczyć...

        Reni, myslę, że jednak najtrudniejsze jest przede mną, a nie poza
        mną. Mam rok doświadczenia, ale co mi z nich? Rok temu była
        nadzieja, a z nią dzisiaj u mnie baaaardzo krucho.

        Zaz, ja CHCIAŁABYm się nauczyć włoskiego- ten język baardzo mi sie
        podoba po prostusmile Ale nawet najbardziej włoski Włoch nie dałby
        rady moim opornym neuronom i połączeniom między nimi smile Żadna
        motywacja by tu nie pomogła sad Potrzebuję mojej starej pamięci i
        tyle.

        Bagnowska- no widzisz, jaki ten los jest- ja mam finanse na
        leczenie, ale nic mi po nich na razie. Śledzę zawsze Twój watek i
        trzymam kciuki. Wierzę, że Twój mąż dojdzie do takiego stanu
        zdrowia, że nie będziecie potrzebować już pieniązków na jego
        poprawę, tylko na przyjemności dla Was obojga smile

        Likorku, no to mamy współną rzecz- wynik rezonansu smile Mój też jest
        OK, chociaz mam jakąś torbiel zapalną w dole szczękowym- jak nic,
        pewnie muszę się rozstać z moją jedyną ósemką sad Moje pismo jest
        rozchwiane i zmienne od poczatku choroby. Są okresy w pracy, kiedy
        muszę podpisać kilkaset dokumentów. Do tego musze się podpisać
        jednakowo, bo ma to byc zgodne z wzorem podpisu sad( Choćbym nie
        wiem, jak się starała i skupiała, to nie wychodzi tak samo sad( A
        kiedyś jedną ręką popijałam kawkę, drugą mazgroliłam podpisy, a w
        międzyczasie rozmawiałam z koleżankami... Ech, to były czasy...

        Wszystkim Wam dziękuję za ciepłe słowa. Fajnie, że jesteście.
    • michal056 Re: Moja rocznica... 12.02.08, 22:26
      Nataszkam.Myślę że podjełaś słuszna decyzje.Jak nie ma poprawy czas odpocząć.Szkoda tylko że nie udało Ci się dojść do lepszej formy.Myślę że wszyscy mamy koinfekcje i żle ją leczymy.Rifampicyna wg. mnie sie nie sprawdz,a tylko tym wszyscy leczą Bartonelle .Ja kończe 16 mc abx i w zasadzie od pół roku też stoje w miejsu.Na szczęście nie mam bóli i z głową też nie najgorzej. Trzymaj się.Zyczę Ci dużo zdrowia.
      • reni5553 Re: Moja rocznica... 12.02.08, 22:51
        Nat-trzymam kciuki, bardzo mocno trzymam kciuki.
        Będzie dobrze.
        Musi być dobrze bo inaczej to byłaby złośliwość losu już chyba.
        Zakończenie leczenia jest zawsze trudną decyzją.
        Ty już masz to za sobą.
        Wszystko co najtrudniejsze już za Tobą.
        Teraz już może być tylko lepiej.
    • tokis A propos postu Nataszkam: 12.02.08, 22:34
      Dokładnie tak to sie nazywa, usg tętnic szyjnych. Miałem to robione
      z powodu podejrzenia tzw. krótkotwałych niedokrwien mózgu.
      Natomiast co co postu Nataszkam gdzie pisze o innych byc może
      niewkrytych patogenach: Otóż mi badanie pcr uniwersalnej sekwencji
      czy coś tam wykryło DNA jakiejś niby-riteksji (coxiella cheraxi)
      która tez jest przenoszona przez kleszcze!
      Ja takie wrazenie o którym piszesz (utraty funkcji poznawczych),np.
      niemoznosci nauczenia sie nowego języka mam od wielu (5-8 lat i to
      jest bez związku z moim zakażeniam kleszczowym w czerwcu 2007.
      Nauczę sie jakiegoś wyrażenia - za jakis czas juz nie pamietam. Z
      pamięcią - okropnie, wydaje mi się że gozrej z roku na rok. Nie
      potrafie np. opowiedzieć obejrzanego filmu. Wszystko musze
      zapisywać. Dawniej pisałem duzo (jeszcze na maszynie), teazr (o
      właśnie!) pisze tak, przestawiam nagminnie litery. Moje ręczne pismo
      wygląda jak jakiegos paralityka, jak próbuję pisac szybko to
      wychodza nieczytelne bazgroły. Zmienił mi się charakter, stałem sie
      wybuchowy, nie lubię ludzi, imprez, rozmów towarzyskich. Dużo myślę
      o smierci.
      Miałem robione RMI głowy i EEG i nis szczególnego nie wykazało, a
      myslałem na 100% ze to poczatki alzheimera albo jakies priony
      kreuzfelda - jakoba.
      Muszę jeszcze zrobic to badanie o którym wspominasz funcji
      poznawczych.
      To tyle.
      • likorek Re: A propos postu Nataszkam: 13.02.08, 12:11
        tokis napisał:

        > > Nauczę sie jakiegoś wyrażenia - za jakis czas juz nie pamietam.
        Z
        > pamięcią - okropnie, wydaje mi się że gozrej z roku na rok. Nie
        > potrafie np. opowiedzieć obejrzanego filmu. Wszystko musze
        > zapisywać. Dawniej pisałem duzo (jeszcze na maszynie), teazr (o
        > właśnie!) pisze tak, przestawiam nagminnie litery. Moje ręczne
        pismo
        > wygląda jak jakiegos paralityka, jak próbuję pisac szybko to
        > wychodza nieczytelne bazgroły. Zmienił mi się charakter, stałem
        sie
        > wybuchowy, nie lubię ludzi, imprez, rozmów towarzyskich. Dużo
        myślę
        > o smierci.
        > Miałem robione RMI głowy i EEG i nis szczególnego nie wykazało, a
        > myslałem na 100% ze to poczatki alzheimera albo jakies priony
        > kreuzfelda - jakoba.
        > Muszę jeszcze zrobic to badanie o którym wspominasz funcji
        > poznawczych.
        > To tyle.
        Tokis, może pocieszy cię fakt, że miałam dokładnie takie same objawy
        jeżeli chodzi o pisanie - bazgroły i przestawianie liter. W miarę
        leczenia wszystko całkowicie przeszło - już nie jestem dyslektykiem
        i pismo ręczne też wróciło do czytelności.
        • bagnowska Re: A propos postu Nataszkam: 13.02.08, 12:39
          Grzegorz ma też pismo rozchwiane. Od początku leczenia bywają dni, kiedy pismo
          (ręka) wraca do normy, ale ogólnie problemy są jeszcze spore z koordynacją,
          sprawnością ręki. Pozdr - basia
    • zazule Do Nat 13.02.08, 07:03
      Nat pisz prosze regularnie co u Ciebie słychać. Ja od prawie 2 lat
      nie jestem w stanie zapmietac 3 cyfrowego wew jaki mam do pokoju w
      pracy. Jak mi sie wydawało ze juz umiem to podalam kurierowi, nieco
      inny smile)
      Mysle ze pamiec moge miec juz do konca zycia taka sobie, ale za to
      zauwazyłam, ze zaczynam lepij mylśleć logicznie i mam wiecej
      inicjatywy w działaniu.

      Po co Ty sie uczysz wloskiego? Najlepiej poznaj jakiegos milego
      wlocha i w 2 godziny opanujesz podstawy.

      pozdr
      z
      • bagnowska Re: Do Nat 13.02.08, 09:11
        Nataszko Kochana! Dziękuję za Twoje mądre, ciepłe wsparcie! Bez Ciebie, bez Was nie byłabym tą Bagnowską, którą odbieracie na forum.Ale i ja mam chwile totalnych zwątpień. Teraz u Grzesia jest stgnacja z tendencją do pogorszeń no i nie wiem, co dalej wywmyśli Nasza Dr Beata. Oczywiście, zastosujemy się z całym zaufaniem do jej zaleceń, ale Ona też jest niestety ograniczona naszymi problemami finansowymi no i kółko się zamyka... U nas istnieje coraz większe prawdopodobieństwo, że będziemy musieli przerwać kurację ze względu na kasę sad(( I to boli najbardziej! Nie mogę podjąć lepiej płatnej pracy, bo to sie wiąże z większym zaangażowaniem czasowym , więcej niż 8,9 godzin dziennie, a Grzegorz wymaga mojej opieki i tak jest bardzo dzielny...Widzisz, Kochana, mamy dylematy wszyscy, my tak naprawdę też nie wiemy, czy tak obciążające leczenie odniesie w konsekwencji skutek... Nataszko, odpocznij, nabierz dystansu i sił i podejmij leczenie jeszcze raz wzmocniona tymi badaniami, które masz jeszcze wykonać.Nie rezygnuj! Jeśli nam pozwoli sytuacja materialna (zapełni się konto Grzesia w Fundacji), to myślę, że dopiero po 3 latach podejmiemy decyzję o ewentualnej zmianie diagnozy, powrocie do sm...? Nie wiem... Mocno Cię ściskam, nie opuszczaj nas - Basia
    • likorek Re: Do Nat 13.02.08, 11:06
      Nat, koniecznie dziel się z nami swoimi spostrzeżeniami bez abaxów,
      każdy ma zwątpienia i zastanawia się jak długo to ciągnąć.To bardzo
      trudna decyzja. Też mam problemy z pamięcią i myślę, że nie byłabym
      w stanie nauczyć się włoskiego. Natomiast wczoraj robiłam rezonas
      głowy. Wynik - śliczny, żadnych znamion świadczących o problemach z
      koncentracją czy pamięcią. Ukrwienie też bdb. Brak jakichkolwiek
      zmian. Tam tych naszych braków nie widać, chociaż to bardzo
      nowoczesne urządzenie ten rezonans. Trzymam kciuki.
    • nataszkam Niestety, nie skończyliśmy leczenia... 15.02.08, 21:47
      Własnie odebrałam mailowo wynik PCRa na Bb syna- pozytywny sad((
      • nataszkam PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 11:20


        9.01 tak pisałam:

        "Tuz przed Bożym Narodzeniem zakonczyliśmy pierwszą kurację na
        robale-
        zero reakcji"

        Syn miał wtedy jeszcze leczenie na Bb: cedax, rulid i metro dołożone
        na 3 dni przed PCRem, no i Rif na bart...

        "Ze względu na brak objawów i negatywny PCR, a
        podejrzenie bartonelli, syn został na rifampicynie; do tego rolicyn.
        Na nowym zestawie pojawiły się bóle głowy"

        Na rif nie miewał bólów głowy, więc to nie ona była ich powodem.
        Latem był na rulidzie i też ich nie było...


        "Podczas drugiego
        podejścia do wytrucia robali, dodatkowo doszły bóle kości, takie
        punktowe. A do tego osłabienie. Syn opuścił nawet z tego powodu
        lekcje WF i swoje ulubione zajęcia SKSu.... "

        Podczas tego trucia syn nie miał już pokrycia na wszystkie formy
        bakterii Bb- jeśli miał robale,a w nich bakterie Bb, to w tym
        momencie doszło do rozsiewu choroby...


        "Chyba zamówię kolejny
        zestaw z Poznania..."

        Jak rzekłam, tak zrobiłam, mimo, że część osób uznała mnie za
        histeryczkę, która w dziecko chce wlewać chemię bez końca...

        Krew wysłałam dopiero miesiąc póżniej- w tzw. międzyczasie syn mial
        ferie i całe 2 tygodnie był poza moim zasięgiem, a monsz- jak to
        chop, zupełnie nie zwracał uwagi na to, jak się czuje syn. Z relacji
        syna wynikało, że był lekko osłabiony, miewał bóle głowy, kości, ale
        w tym czasie był lekko przeziebiony (??) i jeździł na nartach, więc
        to wszystko mogło mieć ze sobą związek... Po powrocie z ferii syn
        miewał bóle głowy, ale takie krótkotrwałe, jakieś niewielkie
        punktowe bóle kości, ból pod kolanem, w okolicach kostki (ale z
        kolei codziennie w szkole grają w nogę, więc to było jakieś
        wytłumaczenie)... Pięć dni przed pobraniem PCRa brał Zamur, tini i
        rulid. Na tym zakończyłam leczenie u syna w nadziei, że ten trzeci
        PCR to tylko formalność... Syn bał się zaprzestania leczenia, mówił,
        że on czuje, że ma jeszcze boreliozę, że mu się nie biega tak
        dobrze, jak wcześniej... A ja bałam się, że to może grzybki, a nie
        żadna borelioza. Miejsce abaxów zajął flukonazol- na nim pojawiły
        się szybko bóle głowy, osłabienie, bóle kości trochę się nasiliły,
        jakieś nudności... Ani chybi- działania niepożądane leku...Tylko, że
        po 5 dniach na abaxach borelkowych, mógł być to przecież herx. Albo
        po prostu- objaw samej choroby sad Syn powtarzał, że to na pewno
        borelioza sad( Fluko brał 5 dni i postanowiłam zamienić to na olejek
        z oregano do czasu otrzymania z Poznania wyniku PCR na c.
        albicans... Dokładnie tydzień po zaprzestaniu abaxów, dostał
        zapalenia ucha i niestety, mamy powrót do antybiotyków sad Jest to
        azitrox.
        Zrobiłam rachunek sumienia i objawy wcale nie są grzybowe. Zresztą,
        syn naprawdę przestrzegał dietki, łykał probiotyki, czasami też
        nystatynę. No i ten wynik z PCRa na Bb sad((
        Może wynik grudniowego PCRa (negatywny) wynikał z tego, że w tym
        dniu bakterii (ich trupów) nie było we krwi? A może nawrót choroby
        wywołało leczenie na pasożyty, bez pokrycia abaxowego? Na pewno tego
        nikt nie dojdzie. W każdym razie syn wraca do leczenia. Odczuł
        wyraźnie ulge po tym, kiedy rozmawiałam z nim na temat wyniku i ew.
        dalszego leczenia... On jednak wiedział, że ma bb, a tylko ja
        starałam się tego nie zauważyć- ze strachu o niego, ale pewnie i
        moje przemęczenie też tu namieszało.
        Plany: poczekam na wynik PCRa na c. albicans i jeśli bedzie
        negatywny, to najpewniej przejdzie na biotraxon (te bóle głowy!),
        choć pierwsza jego reakcja- "to już wolę debecylinę!". Na razie
        bierze azitrox. Mam zgodę syna na to, że będę mu ten biotraxon
        podawała sama- łącznie z wkłuciami (wczesniej mogłam tylko
        podłączać; nie dał mi się kłuć, a przełamał się dopiero na ostatni
        PCR do Poznania). Żyły na fatalne, na pewno nie będzie wenflonów.
        Ale syn zaproponował na to sposób- będzie kłuty po wieczornej
        kąpieli- wtedy mu zyły ładnie widać.
        Aha, do tego leczenie p/ pasożytnicze ponownie.
        Oczywiście- to są moje propozycje; ostatnie zdanie ma przeciez
        lekarz.


        Jeśli mój wynik będzie pozytywny, to raczej nie podejme leczenia-
        chyba, że dojdzie do pogorszenia. Najpierw chcę zająć się moimi
        limfocytami, no i niedoborami wit. D3. Nawet w FAQ są info o tym, że
        bez wyprowadzenia na prostą tych spraw nie uda sie odzyskać
        zdrowia...

        Dwa miesiące temu z testu CD57 syna wynikało, że leczenie idzie w
        dobrym kierunku, ale jeszcze troche zostało. Ilość komórek to 114, a
        to dobrze rokuje. Ok. 200 to jest cel. Może za kilkanaście dni
        ponowię ten test- zobaczę, jak się zmienił w stosunku do pierwszego
        wyniku.Sobie przy okazji też zrobię.

        Jeśli u syna nie doszło do rozsiewu choroby podczas trucia robali,
        to może to oznaczać, że rif nie dała sobie rady z BLO (bartonella
        dodatnia)...i to ta bakteria blokuje leczenie boreliozy...

        Wnioski na dzisiaj:
        1. Uważniej słuchać syna- po tylu miesiącach leczenia zna swój
        organizm lepiej, niż ja i wie, na co zwracać uwagę
        2. Nie sugerować się pojedynczym negatywnym wynikiem PCRa (co
        pisałam tutaj wielokrotnie- a sama co zrobiłam?)
        3. Podczas całego leczenia, a zwłaszcza podczas dożylnego, trzymac
        grzyby w ryzach, biorąc nystatyne, ale i flukonazol -to wniosek z
        ostatnich grzybic na forum, chociaż mam nadzieję, że dieta jednak ma
        znaczenie i u syna nie będzie c. albicans we krwi, bo wtedy od
        mojego załamania byłby tylko krok...
        4. Wierzyć, że zbliżające się wakacje będą już bez abax...
        5. Boreliozę leczy sie długo.

        Niestety, kolejne urodziny syna będa bez torta sad( I nasze
        łasuchowanie w MacDonaldzie znowu się oddala sad(
        • nataszkam Zapomniałam .........: 16.02.08, 11:32

          Zapomniałam o drętwieniach u syna sad Tzn. z opisu wynika, że to mogą
          być drętwienia rąk. Po powrocie z ferii, podczas układania się do
          snu, syn twierdzi czasami, że jakoś nie może sobie miejsca znaleźć
          na ręce, bo robią mu się jakies ciężkie ...Nie jest to codzienne,
          ale się zdarza. Jednorazowo skarżył sie też na dziwne skurcze w
          okolicy łokcia- jakby mu robaczki pod skóra przez chwilkę chodziły.
          • hopekk Re: Zapomniałam .........: 16.02.08, 12:31
            Jestem niemal pewny ze we krwi synka nie bedzie grzyba smile Mysle, ze to nie jest jego problem. Raczej inne robale.
            Tak sie zastanawiam czy skoro nie mozna wytepic do konca bb (teoria np lekarza Piotra z forum - wsumie zgadzam sie znia) podobnie jak gruzlicym to czy nie warto gdy bedzie wysokie cd57, naprawde dobre samopoczucie, bez objawow jak juz wczesniej synek mial, zajac sie odpornoscia, zdrowym zyciem i moc pozwolic uchwycic chorobe w ryzach systemowi immunologicznemu? Nie otwierac juz wtedy cyst i starac sie zyc bez wielkich przeciazen, stresow czy przykrych przezyc a wszystko bedzie dobrze.
        • reni5553 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 13:22
          "Po powrocie z ferii syn
          > miewał bóle głowy, ale takie krótkotrwałe, jakieś niewielkie
          > punktowe bóle kości, ból pod kolanem, w okolicach kostki"

          Nat, nie wiem, może to coś wyjaśni. Ja cały czas w zasadzie mam
          takie objawy jak piszesz-punktowe bóle kości, stawów, czasem głowy
          (z tym, że głowy już zdecydowanie mniej) i dziwne "robaczki" w
          jednym miejscu *u mnie w okolicach kregoslupa* jedno takie miejsce
          mam od czasu do czasu czuje dziwne dretwienia.

          to tak na marginesie pisze bo moze to zaden zwiazek.
          • mile13 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 13:34
            Nat tak mi przykro z powodu Bartka ,miałam nadzieję ,że ma to
            wszystko juz za soba.Aż boję sie w poniedziałek zadzwonić po swoje
            wyniki.Pozdrawiam serdecznie.
            • franiolek1 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 14:18
              Nat, mnie tez jest baaardzo przykro, czytajac wiadomosci od Ciebie.
              Ja nie jestem zdania, ze gdy sa obajwy typu dretwienia rak, bole
              glowy czy kostek i mrowki to mozna odstawic antybiotyki i liczyc na
              wzmocniony uklad odpornosciowy. To jest ryzyk fizyk, a nuz sie
              uda...tak nie mozna z dzieckiem.
              Ja mysle, ze trzeba odkrecic pewna rzecz na tym forum. Coraz wiecej
              osob przerywa leczenie, bo dostaje negatywne wyniki PCRa z Poznania.
              PCR z Poznania jest napewno najlepszym badaniem jakie istnieje w tej
              chwili na polskim rynku, ale nie jest o badanie, ktore dawaloby 100%
              dobrych wynikow. Mysle ze nawet nie 70%. PCRy rt dokladnie na tym
              samym sprzecie sa robione rowniez w labach w Stanach i nie wniosly
              one przewrotu w leczeniu boreliozy. Nikt nie proponuje wsrod llmd
              monitorowania leczenia pcrem. Mysle, ze pozytywny wynik nalezy uznac
              za prawdziwy, ale do negatywnego trzeba podejsc bez zaufania. Takie
              jest moje zdanie.
              Jezeli znasz mechanizm obronny tej bakterii i jej styl zycia, to
              latwo zrozumiec, ze pcr jest badaniem z jednej kropli krwi. A kretki
              boreliozy, bardzo szybko chowaja sie w miejsca slabo dostepne,
              moduluja produkcje fibryny, ktora uszczelnia naczynia, lubia miejsca
              jak zeby, szramy i mozg, gdzie trudno je wylapac. By je wylapac
              PCRem trzeba miec sporo fartu, szczegolnie bedac na antybiotykach,
              badz po leczeniu.
              Mysle, ze sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niz wyniki
              pozytywne lub negatywne z PCRa, chociaz dobrze wiem, jak bardzo by
              sie chcialo w te wyniki wierzyc, gdy sa negatywne.
              Jest tez inna sprawa, to wspolinfekcje. Mozemy byc nadal chorzy, nie
              majac kretkow we krwi....
              Mysle Nat, ze moze te pasozyty sa jakas odpowiedzia na watpliwosci i
              pytania. Ja musialam przedluzyc leczenie syna wlasnie po
              flubendazolu. Ewidentnie objawy po nim wrocily. Pediatra powiedzial,
              ze teraz juz zawsze trzeba podawac antybiotyk Franiowi jezeli
              bedziemy go leczyc na robale.
              Nat, ne placz, ne denerwuj sie, Bartek ma sie coraz lepiej i bedzie
              napewno dobrze. To silny mlody organizm, w dodatku z silna
              motywacja, bo pilka czeka smile
              Mysle, ze mozesz pozwolic na odchyl w diecie z okazji urodzin. Idz z
              dzieckiem do McDonalda jezeli mu to frajde sprawia i zjedzcie tort.
              Urodziny sa raz w roku, mozna zrobic odchyl, podaj potem podwojna
              dawke probiotykow na noc. Bartek jest dzielny i ma tylko 12 lat.
              Nat, mocno Cie sciskam, caluje, bedzie dobrze, napewno Joasia
              • hopekk Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 14:57
                "Ja nie jestem zdania, ze gdy sa obajwy typu dretwienia rak, bole
                glowy czy kostek i mrowki to mozna odstawic antybiotyki i liczyc na
                wzmocniony uklad odpornosciowy. To jest ryzyk fizyk, a nuz sie
                uda...tak nie mozna z dzieckiem." - a kto jest takiego zdania ? Bo ja w swoim poscie na pewno nie.
                • franiolek1 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 15:02
                  A to w takim razie zle zrozumialam, sorry.
                  • reni5553 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 16:13
                    Joasia ma rację, Nat. pozostała Wam końcóweczka leczenia, utarcie
                    nosa chorobie.
                    Jak widać o wyleczeniu decyduje przede wszystkim definitywne
                    ustąpienie objawów. PCR ma nas tylko w tym upewnić.
                    a szkoda, chciałoby się mieć takie badania, które dają pewność.

                    Trzymam za Was wszystkich chorych kciuki, będzie dobrze, musi być
                    dobrze.
              • zazule Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 17.02.08, 00:24
                Myśle ze jest jeszcz jedna rzecz do odkrecenia, tzn czas leczenia.
                Jest jaks magiczna bariera roku, ze po roku to juz powinnno byc
                całkiem dobrze jak nie jest to przychodzi zniechecenie i złamanie.

                Tymaczasem wiesci z lymenetu sa takie ze czesto trzeba sie leczyc
                około 3 lat. Wiesci z forum cpnhelp (czyli forum o chalmydi) ze 2-4
                lata to standart. Jak ktos sie wyleczyl z cpn po roku to nalezy
                uwazac to za wyjatek a nie regułe.

                pozdr
                zaz





              • spinka7 Negatywny PCR rt nie jest wyrocznia 17.02.08, 22:07
                Witam
                W pelni sie zgadzam z Franiolkiem. Pozytywny PCR z krwi jest przypadkiem, nie
                regula. Wyjdzie dodatni, gdy w pobranej probce bedzie fragment borrelii, a to
                nieczesto sie zdarza. Wielu LLMD na ten temat pisalo. Poniewaz rzeczywiscie
                wielu forumowiczow zaczelo uzalezniac kontynuacje leczenia od wyniku PCR z
                Poznania i przerywac leczenie po negatywnym wyniku, sadze, ze nalezy stworzyc
                nowy watek na ten temat, aby ostrzec ludzi przed pochopna decyzja.
                Pozdrawiam
                spinka

                • nataszkam Prostuję o PCRze 18.02.08, 10:01

                  Moja decyzja o zakończeniu leczenia u Bartka nie była podjęta tylko
                  i wyłącznie na podstawie PCRa!!!
                  Jeśli ma ktoś ochotę, proszę o doczytanie wyżej- mój syn był
                  bezobjawowy w zasadzie od końca sierpnia. Wg kryteriów ILADS można
                  było u niego zakończyć leczenie boreliozy pod koniec listopada! Było
                  przedłużone (nadal bezobjawowy był) do połowy grudnia, bo w
                  październiku było kilka kopii DNA w PCRze (jednak formalnie wynik
                  był negatywny). Jeszcze wtedy, w październiku, nie wiedziałam tego,
                  co teraz wiem (bo widziałam naocznie)- że bakteria po paru
                  tygodniach leczenia potrafi znikac z krwi na całe tygodnie, by
                  ponownie pojawić się na kilka, kilkanaście dni i że jest
                  prawdopodobieństwo, że tak jest do końca leczenia- okresy pojawiania
                  się bakterii są coraz bardziej oddalone od siebie.

                  Teraz zdecydowałam się na zakończenie leczenia, bo nie kojarzyłam
                  objawów syna z boreliozą!! Ja jej nie chciałam widzieć, nie chciałam
                  panikować. Byłam pewnie tez zbyt zmęczona. To był prawie rok
                  leczenia, w zasadzie bez przerw, więc uznałam, że te objawy to
                  pewnie grzybek... Moim błędem było trucie robali bez osłony
                  abaxowej. Pierwsze podejście do trucia też było bez sensu, bo za
                  póxno je zrobiłam- abaxy na bb dostawał jeszcze tylko jakies 5 dni
                  po ostatniej tabletce Vermoxu...Być może dlatego po kilku dniach na
                  rif i rulidzie pojawiły się u syna bóle głowy...
                  Zmyliło mnie jeszcze to, że na poczatku lutego, kiedy była u nas
                  piękna, wiosenna pogoda, syn biegał na dworze i czuł się bardzo
                  dobrze. Jednak już wcześniej, no i póxniej, czyli teraz, jego
                  wytrzymałość znacznie się zmniejszyła, jest bardziej bez siły. No i
                  do tego te bóle kości i głowy... I jeszcze bolał go kark... Przez 2
                  dni masowałam mu tę okolicę, wcierałam maści- myśleliśmy, że go
                  wiatr przewiał. Przestało boleć po azitroxie, który dostał z powodu
                  zapalenia ucha...

                  Wracając do PCRa- nadal twierdzę, że jest użyteczny- ot, choćby
                  pozytywny wynik z października u syna... Ale nadal też twierdzę, ze
                  nie ma sensu go wykonywac, jeśli nie ma ustabilizowanej sytuacji z
                  objawami, w połączeniu z długim leczeniem. Bez sensu jest wg mnie
                  wykonywanie badania po 4-5 miesiącach leczenia, nawet, jeśli objawy
                  zanikły w całości.A już całkowitym bezsensem jest twierdzenie, że
                  neuroborelioze/ boreliozę da sie szybko wyleczyć. Moje dziecko było
                  leczone zestawami abax na Bb przez 11,5 miesiąca- i nie dało się
                  tego wyeliminować do końca. No i sprawa ewentualnych pasożytów- wg
                  mnie najprawdopodobniej jednak odgrywała tu znacząca rolę... Może
                  ktoś skorzysta z moich doświadczeń...
                  • ewa475 Re: Prostuję o PCRze 18.02.08, 10:23
                    Nataszko,potwierdzasz moje przemyślenia co do PCRa,dlatego tak bardzo
                    dopominałam się o jeśli to byłoby możliwe tego Cd57,gdyby on rzeczywiście miałby
                    być pomocny w monitorowaniu.Rozumiem,że twój syn ma bliski 200,czyli naprawdę
                    jest na końcówce i to jest naprawdę dobra wiadomość.Doleczy się po tych
                    paskudnych robalach i pójdzie do przodu.
                    Ja herxuję mocno na Malarone,tak samo mniej więcej jak na Tinidazolu,więc też
                    jakby zabijam.
                    Widać,że każdemu z nas przyda się kuracja na robaki,ale tak naprawdę nie ma jej
                    kiedy zrobić jak się dodatkowo leczy te wszystkie koinfekcje jednocześnie.A
                    wiem,że to jest znowu jakaś okropna chemia,od tych wszystkich cudowności to już
                    wolę poczciwe antybiotyki.
                    Bądź dobrej myśli,Nataszkosmileto ta zaraza jest okropna,a nie Twoja najlepsza w
                    danej chwili decyzja.Ale ja też to mam co do swoich córek.
                    Ściskam serdecznie,trzymajcie się,Ewa.
                  • franiolek1 Re: Prostuję o PCRze 18.02.08, 13:07
                    Nat przemyslenia o PCRze wpisalam w Twoim watku, ale nie odnosily
                    sie o ne dokladnie do sytuacji Bartka; Wiem, ze przerwanie leczenia
                    bylo przemyslane, a PCR negatywny jedynie potwierdzil slusznosc
                    decyzji. Zrobilabym prawdopodobnie to samo.
                    Leczenie dzieci jest bardzo skomplikowane i delikatne. Na barach
                    matki spoczywa olbrzymia odpowiedzialnosc, ja sie z tym straszne
                    szarpalam. Tak jak Ty podalam srodki na robale, nie wliczajac
                    mozliwosci re-infekcji. Dopiero gdy Franek poczul sie zle, to
                    skojarzylam wszsytkie fakty.
                    Nat, nie zamartwiaj sie, w tej pierunskiej chorobie robimy co
                    mozemy, zeby ratowac zdrowie. A zadanie mamy naprawde trudne!
                    Mocno Cie caluje i przesylam pelno odwagi i sily, by to wszsytko
                    udzwignac; Joasia
      • eva-79 Re: Niestety, nie skończyliśmy leczenia... 16.02.08, 19:46
        Ta wiadomosc bardzo mnie zasmuciła...Pamietam jak czytałam o tym jak
        Twój syn zastanawiał sie nad tym, czy sw.Mikołaj ma wpływ na
        leczenie...-łzy same mi leciały, potem czytałam o ujemnych PCRach i
        koncu leczenia-płakałam ze szczescia, myslałam ze dzielny chłopak ma
        to juz za soba, a tu masz...Wierze jednak,ze to przez ten brak abx
        podczas trucia pasozytów i niebawem bedzie całkowity koniec z
        borelioza.Bede trzymac kciuki.Ewa
      • nataszkam Re: Niestety, nie skończyliśmy leczenia... 19.02.08, 11:57

        Reni, syn takie objawy miał na samym poczatku choroby i potem
        jeszcze przez kilka miesięcy leczenia. One teraz też występują
        okresowo i nie sa w zasadzie zbyt silne. Najczęściej i najbardziej
        boli go obecnie dół podkolanowy, i raz jeden skarżył się na ból
        barku...Robaczki były tylko jeden, jedyny raz. Na szczęscie bóle
        głowy nie sa takie, jak na poczatku choroby- trwają kilka godzin,
        nie wymagają nawet podania leku p/ bólowego.

        Mile, sam wynik nie ma większej wartości- ważny jest z objawami. mam
        nadzieję, ze u Ciebie będzie on wynikał z braku objawów i że
        zapomnisz już na dobre o tych składnikach każdego posiłku, które są
        przeznaczone głównie dla chorych na Bb smile

        Joasiu, masz rację z tym PCRem- do negatywnego podchodzić z rezerwą.
        Co do USA- o ile się nie mylę, tam nie mają techniki real Time PCR
        na boreliozę. A zwykły PCR wymaga kilkuset kopii (a nie 5 jak RT ),
        a to podczas leczenia w zasadzie bardzo rzadko się zdarza. mam
        nadzieję, że o użyteczności tej techniki będzie się można przekonac
        za kilka, kilkanaście miesięcy. Ten mój post o PCRze to nie był do
        Ciebie, tylko do spinki smile
        Te robale to mi się będą śnic po nocach chyba do końca życia...
        Wiesz, ja zupełnie zapomniałam o tych owsikach u Twojego synka-
        przypomniałam sobie dopiero podbijając wczoraj Twój watek na temat
        pasożytów sad Pamiętałam tylko o historii Mile, alejak widać-
        jestemoporna na czyjeś doświadczenia sad Jak ta choroba jest
        podstępna! Przecież ja tych objawów nie kojarzyłam z nią!!! A
        przecież tak samo zaczęła się ona i u mnie, i u syna!!! Jeśli po
        takich doświadczeniach miałam problemy z podejrzeniem jej
        reaktywacji, to co mają powiedzieć ci rodzice, którzy w ogóle nie
        wiedzą o boreliozie?? To jest straszne! Przecież takie dzieciaczki
        nie mają szans na normalny rozwój, dzieciństwo i zycie... Tort i
        MacDonald to sa opcje full wypas na zakończenie leczenia- to jest
        pomysł Bartka. On jest bardziej w tych sprawach stanowczy i
        konsekwentny, niż ja... Bo od czasu do czasu i tak bywamy w
        MacDonaldzie czy PizzaHut, ale plany na „pałaszowanie polecznicze”
        obejmują kilka pozycji, łącznie z potrójnymi frytkami smile Co do jego
        wieku- przed nim dopiero jedenaste urodziny smile A na razie startujemy
        z biotraxonem i dodatkami. No i od drugiego tygodnia trucie robali.
        Chyba się zagalopowałam, ze zdążymy do wakacji. Wszak to nie
        listopad, a luty mamy ...

        Zazi, ten rok leczenia- to mam nadzieję, że nie do mnie piszesz,
        cio? Wiem, że boreliozę leczy się długo. Ja na razie spasowałam. Ale
        kiedy wrócę do kontynuacji, to nie będę się już spieszyć ani
        zakładać. tak przynajmniej widzę to dzisiaj. Mnie zeżarły stresy.
        Organizm dużo zniesie, ale jednak nie wszystko.

        Bombadil- robiłam tylko jakościowy. Zresztą, nie wiem, czy teraz
        chciałabym wiedzieć, ile tych kopii tam było. Duzo czy mało- i tak
        nie odzwierciedlałoby to ani zaawansowania zakażenia, ani nie miało
        wpływu na okres dalszego leczenia. Liczba kopii nie opada wraz z
        leczeniem, ale ciagle skacze, więc w zasadzie to tylko kwestia
        przypadku, czy się akurat trafi na zbocze czy wzniesienie, albo
        dołek.

        Hopkku smile No daj spokój z tym zyciem bezstresowym smile Przecież to
        utopia! Przed nim choćby okres dojrzewania, pierwsze poważniejsze
        zakochania, klasówki, egzaminy, sytuacje społeczne w szkole etc.-
        dla nas to może nie sa powody do stresu, ale dla takich dzieciaków-
        na pewno tak. Wiadomo, że po wyleczeniu będę dbać nadal o zdrowie,
        jego odporność, ale nawet, gdybym go zamknęła w szklanej kuli, to na
        stresy i tak będzie narazony- takie sa uroki zycia. Chodzi tylko o
        to, aby sam nie pakował sie w takie sytuacje, no i żeby umial sobie
        poradzic podczas stresu... Na razie ze wszystkimi problemami biega
        do mnie, i to jest kłopot, bo niby OK- ma poczucie bezpieczeństwa,
        wie, że zawsze może na mnie liczyć, ale z drugiej strony- ja nie
        mogę być dla niego osobą, która rozwiąże wszystkie jego problemy-
        musi się uczyć radzić sobie samemu, na miarę jego mozliwości. Jest
        to trudne dla mnie i na razie nie bardzo mi się udaje odcinać powoli
        tę łączącą nas pepowinę smile Tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z
        tego, że w sytuacji choroby dziecka tylko krok do
        nadopiekuńczości... Ale się staram smile

        Ewo, nie wiem, jak jest z testem CD57.. Jest za mało badań na jego
        temat, sami LLMD zza Oceanu mają o nim rozbieżne opinie. No i
        problem taki, czy u nas jest on wykonywany prawidłowo. Myslę, że
        warto jednak robić go w formie, jak to robi pani w CZD- sa tam różne
        subpopulacje rozbite, a już te wyniki dużo dają. W Lublinie
        niestety, tego testu nie robią sad Sa ośrodki, gdzie dokonuja
        przeszczepów, ale laby mają zakupione odczynniki tylko pod konkretne
        potrzeby. Zresztą, tu chyba bardziej chodzi o zainteresowanie się
        osoby, która mogłaby pomóc, niz o same mozliwości. Dlatego pod tym
        względem wybieram Warszawę- nie dośc, że pani jest przemiła, duzo
        tłumaczy, to w dodatku nie robi tego z łaską, a wręcz przeciwnie.
        Syn mial wartość 114 (czy 116), była to połowa grudnia.
        Najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu powtórzę badanie.

        Evo, mój syn to naprawdę dzielny chłopak i wierzę, że przed nami
        tylko końcówka leczenia. Mikołaj nie pomógł nam w tym roku, ale kto
        wie, co się wydarzy w ciągu tych kilku kolejnych miesięcy. Ufam, że
        Opatrzność czuwa nad nami i będzie nam dane zakończyć to leczenie z
        powodzeniem. On wiedział, że jest jeszcze chory- tylko ja go nie
        słuchałam. Zresztą, przypuszczałam, że to może bardziej ze strachu o
        to, aby nie być w moim stanie. Przecież on mnie pamieta od prawie
        zawsze chorą, mało sprawną fizycznie, wiecznie zmęczoną po
        najmniejszym spacerze... Dopiero kiedy sam zachorował, zrozumial,
        dlaczego tak się slimaczę w górach czy zostawiłam rower w spokoju na
        te kilka lat. A kiedy zaczął czuć się zdrowo, biegał i szalał,
        zobaczył różnicę i nie chce tego stracić.

        Postaram się na bieżąco informowac o przebiegu dalszegoleczenia. No
        i o wynikach PCRa na c. albicans i uniwersalnej metody identyfikacji
        bakterii, z tym, że we krwi jest na pewno Bb, więc ta ostatnia
        metoda może nie dać odpowiedzi.

        Pozdrawiam wszystkich i zyczę więcej zdrowia z każdym dniem,
        zbliżającym nas do wiosny.
    • nataszkam Re-start 27.03.08, 20:56

      20.02 syn wrócił do leczenia. Miał być biotrakson, ale z powodu
      trudności w zdobyciu leku i narastających objawów boreliozy u syna,
      przez 5 dni brał cedax. Od 25 lutego bierze już biotrakson z
      azitroxem i tini zamiennie. Konczymy piaty tydzien na tym zestawie.
      PCR na candidę albicans negatywny- u mnie i syna. W uniwersalnej
      metodzie identyfikacji bakterii wyszły nam gronkowce.
      Po tygodniu na biotraksonie zrobiłam mu pierwsze badania- krew OK,
      próby wątrobowe idealne:
      - ALT 25 (1-55)
      - AST 27 (5-34)


      Dokładnie ósmego dnia na biotraksonie, syna dopadł herx- z temp.
      prawie 38 st., osłabieniem, spadkiem ciśnienia (95/55), tachykardią
      (120-140/min), bólem głowy, totalnym rozbiciem i rozchwianiem
      emocjonalnym. Bałam się bardzo o niego i myśli o SORze nie były mi
      obce. Na szczęście stan się ustabilizował i nastepnego dnia było już
      lepiej, choć osłabienie utzrymywało się jeszcze przez kilka dni i
      syn nie był w szkole. W tym czasie zaobserwowałam u niego także
      problemy z koncentracją uwagi, myśleniem, rozumieniem- prawie jak na
      poczatku choroby.

      Dwa tygodnie później znowu zrobiłam badania. Bylo to tydzień przed
      świętami i ... załamałam się:
      - ALT 121
      - AST 61

      Krew i mocz OK.

      Poza nami było 3 tyg. leczenia i znaczna poprawa- zdecydowanie mniej
      bolała go głowa i nie dokuczały tak bóle kości. Utrzymywało się
      nadal osłabienie, ale nie takie, jak zaraz po herxie... Święta
      stanęły pod znakiem zapytania- czy nie trzeba modyfikować leczenia,
      zmieniac abaxów...Zgodnie z sugestią lekarza, leczenie dalej
      kontynuowaliśmy, a po 6 dniach od tego feralnego wyniku, znowu
      zrobiłam kontrolne. I na Wielkanoc wyjechaliśmy uspokojeni smile

      - ALT 59
      - AST 42

      smile

      Na dzisiaj zostały lekkie, okresowe pobolewania głowy i mniejsza
      wydolnośc fizyczna, niż np. w grudniu. Wstępnie mamy zaplanowane
      leczenie tym zestawem łącznie przez 6 tygodni. Czyli przed nami
      jeszcze przynajmniej 10 dni wlewów. I oby żyły wytrzymały!

      Oprócz abaxów syn bierze nystatyne 3 x 1, probiotyki, wit.E 3 x 100,
      hepatil, essentiale forte i cholamid 3 x 1, no i multiwitaminę oraz
      beta glukan. Dzień przed herxem dostał Pyrantelum na ewentualne
      pasozyty.

      Syn ma apetyt, odzyskał humor i wszystko wygląda nieźle. Wydaje mi
      się, że nie jesteśmy w punkcie wyjścia, ale jednak na dobrej drodze
      do zdrowia. Boję się bardzo grzybka u niego- to już 15-ty miesiąc
      leczenia sad( Z dietą nie ma problemów- sam bardziej jej pilnuje, niż
      ja. Nawet przy stole wielkanocnym, na ktorym były kawałki pysznego
      sernika, pani Walewskiej i rurki z kremem- nie wymiękł. Co prawda
      spróbował jeden kawałeczek sernika i 2 rurki (w tym jedna bez
      kremu tongue_out ), ale od razu wziął dodatkowe tabletki nystatyny i
      później-probiotyki. Jest naprawde wytrwały i az mnie to czasami
      zadziwia.
      Martwi mnie wynik bartonelli z Lublina- miał pozytywny sad Może lada
      dzień dowiemy się, co wyszło w PCRze w Poznaniu...

      Co u mnie....
      W ostatnim dniu abaxów zrobiłam badania kontrolne- ASpat i Alat
      całkiem w normie, nawet limfocyty były w normie, choć całkiem nisko.
      Po 5 tygodniach bez abaxów spadły mi znowu- mimo, że zamiast abaxów
      w zasadzie zestaw leków pozostał ten sam ( z beta glukanem).Jednym
      słowem- coś mnie gryzie sad
      Przez 2 tyg. po przerwaniu leczenia brałam flukonazol, a potem
      kolejne 2 tyg. olekej z oregano. Nic nadzwyczajnego się nie działo,
      żadnych herxów grzybowych nie było.
      W pierwiastkowej analizie włosa wyszły mi nadmiary wapnia i magnezu,
      a niedobór sodu, co przy niedoborach wit. D3 mogło sugerowac
      problemy z przytarczycami i tarczycą. Fosfor, wapń i parathormon w
      normie,nieco ponad normę- fosfataza alkaliczna. Czekam na wyniki
      wit. D3 i B12.

      Po ok. 2 tyg. przerwy od abax moje dolegliwości zaczęły się nasilac
      i stopniowo pojawiac stare sprawy- bóle karku, szyi i głowy, bóle
      barku, znacznie zwiększyło się osłabienie i zmeczenie, mam różne
      ciśnienie krwi- od zbyt niskiego do za wysokiego. Do tego
      kontynuacja, a wręcz nasilenie bezsenności i kołatania serca. Mój
      neurolog za punkt honoru postawił sobie zadanie, aby mnie uśpić na
      kilka nocy i zobaczyć, jak będe się wtedy czuła. Niestety, lista
      jego pomysłow zbliża się ku koncowi, choć ostatnio przepisał mi
      Dormicum i ... działa całe 5-5,5 godz.! Ale to taki lek, że po paru
      dniach trzeba o nim zapomnieć. Ostatnio zadziałała nawet połówka
      Stilnoxu. Ale w samopoczucuiu nic się nie zmieniło.

      W mojej ocenie obecnie jest gorzej, niż tuz po przerwaniu leczenia.
      Dlatego chciałam wrócić do leczenia. Po długich dyskusjach z
      lekarzem, stanęło na tym, że trzeba wypróbować biotrakson-przez
      wiele tygodni. Niestety, po kilkunastu próbach wkłucia mi się w
      żyły,pielęgniarki poddały się, a ja zostałam z mega dołem. Po prostu-
      nie mam zył sad
      Czekam teraz cierpliwie na wyniki PCRa na bartonellę z Poznania.
      Albo chinolon, albo cedax...
    • eva-79 Re: Re-start 29.03.08, 16:10
      Nataszkam mam pytanie w zwiazku z tym powrotem objawów u Twojego
      synka, czy sadzisz, ze to leczenie pasozytów jest winne czy
      skłaniasz sie ku jakims innym wyjasnieniom? Pytam, bo mam problem z
      moim tata, który własciwie zakonczył leczenie po drugim ujemnym PCR
      i braku reakcji od dawna, jednakze na koniec zaczał leczyc grzyba i
      jednoczesnie wziął vermox i zaczał sie ból głowy,taki codzienny,
      inny niz w trakcie leczenia, wprawdzie dr raczej stawia na grzyba,
      jednak mnie to martwi, bo nie chciałabym aby te pół roku leczenia
      poszło na marne.(drugi raz go chyba nie przekonam do leczenia)
      • nataszkam Re: Re-start 29.03.08, 17:36

        Eva, sądzę, że leczenie było za krótkie, a vermox tylko przyspieszył
        sprawę. Syn był na leczeniu "boreliozowym" do Bożego Narodzenia; pod
        koniec października miał pozytywnego PCRa; na początku listopada
        kilka dni czegoś, co mogło świadczyć o aktywnej infekcji, ale
        podciągnęłam to pod lekkie przeziebienie. Takie "przeziębienie" miał
        też miesiąc i dwa miesiące później...

        Od połowy wrzesnia (do połowy lutego) syn był na rifampicynie;
        myślę,że ten abax mógł niekorzystnie wpływac na poziom innych abaxów
        we krwi, co z kolei przełożyć sie mogło na ich skuteczność w
        zabijaniu krętków. Może dlatego był powrót tych lekkich, mało
        wyraxnych objawów, które zakwalifikowałam jako przeziebienie...

        Wszystko to jest trudne i nie ma tu nic pewnego- to sa tylko moje
        przemyślenia "na dzisiaj".

        Otwarta wciąż pozostaje klwestia ewentualnej bartonelli u syna...

        Po przerwaniu abaxów brałam 2 tyg. flukonazolu na ewentualne grzyby-
        głowa też mnie bolała, ale pyralgina dawała radę. Ból głowy to jeden
        z częstszych objawów ubocznych przy tym specyfiku. Po zakończeniu
        tej kuracji głowa zaczęła mnie boleć inaczej- codzienny, tępy ból,
        który nie reagował na pyralginę. Dokładnie tak, jak podczas
        nieleczonej choroby. To głównie ten objaw, wraz z bardzo silnym
        bólem karku i stawu barkowego, zadecydował o moim powrocie do
        leczenia. Wytrzymałam miesiąc w takim stanie, ale więcej nie dałam
        rady.

        eva-79 napisała:

        nie chciałabym aby te pół roku leczenia
        > poszło na marne

        To był leczony rumień? Jesli tak, to pewnie podejrzenie, że to
        rozwój choroby, jest mało prawdopodobne.

        >cryingdrugi raz go chyba nie przekonam do leczenia)

        Podjęcie ponowne leczenia to była sprawa trudna dla mnie o tyle, że
        miałam za sobą już rok doświadczeń- gdyby były rezultaty, a dopiero
        po jakimś czasie powrót choroby, miałabym więcej siły i motywacji do
        ponownego leczenia.
        Niestety, czasami choroba tak dopiecze, że mimo
        wcześniejszego "Nigdy w życiu", zmienia się zdanie.
        Oby Twój tato nie musiał podejmować ponownie takiej decyzji, bo ona
        zawsze jest trudna.

        Czy Twój tato miał objawy grzybicy? Ja ich nie miałam, podczas
        leczenia stosowałam dietę, ale wiadomo, ze do przerostu candidy w
        jelitach raczej dochodzi mimo podejmowanych wysiłków, więc wolałam
        rozprawić się z ewentualnymi nieproszonymi gośćmi. Dietę zreszta
        stosowałam nawet po zaprzestaniu leczenia, a wielkanocny sernik
        zagryzłam nystatyną smile Nie ciągnie mnie do słodkiego smile
        • eva-79 Re: Re-start 29.03.08, 23:23
          Nie to nie było leczenie rumienia, jednak u taty po 2miesiecznym
          leczeniu minely prawie wszystkie objawy i potem juz nic sie nie
          zmieniało, pozostał mu jakis dyskomfort w drobnych kosciach dłoni i
          kolanach, ból głowy minął lub pojawiał sie sporadycznie, tata
          pracuje jak szalony, mało sypia, ogólnie słabo dba o siebie, stąd
          tez przyczyny bólu głowy moznaby sie doszukiwac gdzie indziej, ale
          jednak nie wiem. Jesli chodzi o grzyba to od jakiegos czasu
          swedziała go skóra na całym ciele, potem pojawiła sie tez podskórna
          wysypka i to jakby mineło po fluconazolu,z dieta bywało róznie stad
          moje podejrzenie o grzyba(szczerze mówiac chciałabym zeby to był
          gdzyb a nie bb)
    • stachenka Re: Re-start 30.03.08, 00:32
      nataszkam napisała:
      > stachenka napisała:
      > > Nat, pani pupowa-nr-2 mówi, że dobrze widoczne żyły mają
      > mężczyźni, którzy
      > > ciężko pracują, więc jak tylko zrobi się cieplej musimy umówić się
      > na kopanie
      > > rowów i po kłopocie wink
      >
      > Tia, jasne, tylko o ile mi wiadomo, to ja nie jestem mężczyzną big_grin

      Taaaa... leniwa hipochondryczka ;P
      Nie o to chodzi, że trzeba być mężczyzną, tylko że kobiety nie pracują (znaczy
      się pupowa-nr-2 też - to akurat prawda - ona nie pracuje, tylko robi łachę).

      > Jeśli będę Cię nadzorowac przy tej robocie, to nie ma sprawy- nie
      > nadaję się do żadnych prac fizycznych, ale może sprawdzę się w roli
      > nadzorcy? tongue_out Może od tego też mi się poprawi w kwestii żył :p

      Ja sobie wcale nie przypominam, żebym kiedy była zdolna do prac fizycznych.
      Chociaż... jak miałam kilka latek... chodziłam po polu za babcią i skręcałam
      powrózki big_grin

      Szkoda, że nie możesz "dać w żyłę" sad Dobrze, że Biotrakson nie jest do naszego
      leczenia konieczny.
    • nataszkam Wyniki z Poznania :((( 31.03.08, 11:35


      u mnie (krew z grudnia):
      bartonella pozytywna
      ch. trachomatis negatywna

      U syna (krew z lutego- po 5 miesiącach na rifampicynie):
      bartonella- pozytywna
      chlamydia- pozytywna sad((((((((((((((((((((((((((
      • reni5553 Re: Wyniki z Poznania :((( 31.03.08, 14:56
        5 m-cy rimf i nadal wynik dodatni....
        nie brzmi to optymistycznie
        może trupy bart. w tej krwi pływały...?

        choć to niewielkie pocieszenie - trzymaj się Nat-wiesz przynajmniej
        co Was gryzie od środka.
        • nataszkam Re: Wyniki z Poznania :((( 31.03.08, 21:12


          Reni.. Jakie trupy? Po tylu miesiącach na rifampicynie? I z tak
          szybkim powrotem objawów po zaprzestaniu leczenia boreliozy? I z
          takimi objawami, jak ja i moja mama?

          Nooo, jak nic- mamy chorobę przekazywaną dziedzicznie uncertain/ Wiotkie
          zastawki z niedomykalnością, tachykardia, problemy z ciśnieniem i
          snem, przewlekłe zmęczenie, problemy z pamięcią etc... I to aż 3
          pokolenia!

          To i tak dużo, że wiemy, na czym stoimy. Przecież gdyby takie
          badania wykonywano rok temu, to ileż byśmy skorzystali.... Tylko, że
          dla syna to za bardzo pomysłów do leczenia nie ma sad Na razie i tak
          pociągnie leczenie na boreliozę, inaczej poszłoby na zmarnowanie
          całe 6 tygodni biotraksonu. Potem zastanowimy się z lekarzem
          odnośnie bartonelli.

          Problem z tą chlamydią jest taki, że może być to stara sprawa- syn
          trenował pływanie, przerwał z powodu ogromnego zmęczenia tydzień
          przed otrzymaniem pierwszego pozytywnego Western Blota; miesiąc
          póxniej zaczęliśmy leczenie i tuz przed nim wyszły mu problemy
          urologiczne, z którymi boryka się do dziś. Posiewy wychodza jałowe,
          bez zmian w analizie ogólnej. Ma uczucie zatkania cewki moczowej,
          trudno mu opróznić pęcherz do końca, a do tego okresowe bóle w
          okolicach jąder sad(( Był urologicznie badany, z cystografią i oprócz
          trudności z zacewnikowaniem, nic niepokojącego nie wyszło....Być
          może to przerost błony sluzowej w cewce moczowej sad Planowana była
          cystoskopia, ale w znieczuleniu ogólnym, a tej nie zrobię ani
          podczas leczenia, ani tuz po niej ...

          Jest szansa, że to bakterie ze stycznia br.r.- był wtedy na feriach
          i szalał na basenach. Tyle tylko, że wtedy od razu zadziałałby rulid
          czy rif, na których był, więc infekcja nie powinna się rozwinąć i
          nie powinno nic wyjść w PCRze sad(( Zrobię mu wymazy, będę je
          powtarzać kilkakrotnie, jesli nic nie wyjdzie.
          Sport to zdrowie, jak słowo daję uncertain/

          Franiu, to wyszła chlamydia trachomatis sad((

          Mykoplazmy też mu wyjdą- jak nic. Kasłal od końca września do końca
          stycznia- taki własnie kaszel mykoplazmowy to był sad(( W styczniu
          wyszły mu mykoplazmy w IgG, rok temu były ujemne. Mam jednak
          nadzieję, że udało się pokonac chociaz to dziadostwo....

          Boże, co jeszcze?
    • nataszkam Re: Wyniki z Poznania :((( 08.04.08, 13:15

      Dziękuję za zainteresowanie.

      Syn zakończył 6 tygodni z biotraksonem, azitro i tini; teraz zamiast
      biotraksonu ma Cedax- reszta bez zmian. Ogólnie nie jest źle, jest
      znaczna poprawa w stosunku do okresu z przerwy w leczeniu. Bardzo
      rzadko mówi o bólach głowy czy kości, z osłabienie fizycznym jest
      bardzo różnie- w zalezności od dnia; generalnie sporo biega, rusza
      się, szaleje z piłką. Ale mówi, że to jeszcze nie to, co było w
      grudniu...Z mysleniem jest OK- żadnych problemów smile

      Żyły utrzymały się do końca w super stanie- żadna z nich ani razu
      nie pękła przy zakładaniu wkłucia, nie miala reakcji zapalnych.
      Dzięks, Mirelko, za podpowiedź z heparynką smileSprawdziła się na
      100% smile

      W domu zostało mi jeszcze całe "osprzętowanie", które zakupiłam z
      myślą o moim leczeniu dożylnym. Tak się zastanawiam, czy nie odnieść
      tego do hospicjum...Z drugiej strony- tak jest, że to, co akurat
      mam, zazwyczaj się nie przydaje. Mam nadzieję, że więcej już nie
      będzie konieczności, aby go zużyć...

      Tematu bartonelli u syna na razie nie ruszam- może azitro zadziała?
      A to dlatego, że nie ma dużego pola manewru- została ew.
      erytromycyna, bo na baktrim źle reagował... Wymazów też na razie nie
      robiłam- też to zostawiam na trochę póxniej. Może trzeba będzie tak
      pokierować leczeniem, aby wyszedł z boreliozy i wytrzymał do
      momentu, kiedy będzie mógł resztę wytępić chinolonami...

      Ja jestem na Baktrimie i rulidzie- zestaw startowy na bartonellę. Po
      nim miałam znaczną poprawę. Nie wiem, jak to jest z obumieraniem
      bakterii bartonellowych, bo noca bardzo bolą mnie stopy, no i
      mięśnie nóg- jakby poobijane były.W ciągu dnia to zanika. Wcześniej
      miałam bardzo niewielkie te objawy- pojawiły się w grudniu, mniej
      więcej miesiąc po tym, kiedy zaczęłam rifampicynę. Pozostałe objawy
      bez zmian.

      Mam wit.D w normie - 21,2; w grudniu było 7,9 (norma od 11). Badanie
      wykonałam po 6 tygodniach od zaprzestania stosowania wit.D3.
      Poziom homocysteiny ponad normę; wit.B12 do tej pory zawsze była w
      normie i to wcale nie nisko...
    • nataszkam Fatalne skutki pomyłki... 13.04.08, 18:36

      Ja jestem na baktrimie z rulidem, a syn na cedaxie, azitro i tini.

      Niestety, dzisiaj przy śniadaniu pomyliłam nasze pudełeczka na leki
      i syn dostał baktrim... Zauważyłam pomyłkę za późno, aby prowokować
      wymioty sad W lipcu na baktrimie syn dostał uczulenia sad

      Niestety, tym razem też się to powtórzyło sad Ból głowy, osłabienie,
      bóle kości, pleców, podwyższona temperatura (37,7), wysypka na
      ciele... Leży, biedak, bez życia, z zimnym okładem żelowym na głowę :
      ( Mieliśmy dzisiaj spacerowac po Kazimierzu, ale się nie udało sad((
      Nici z wycieczki sad
      • nataszkam Re: Fatalne skutki pomyłki... 14.04.08, 19:35

        Temperatura wzrosła do 38,8 i w zasadzie nie zareagowała na
        pyralginę sad Trzymała do prawie trzeciej nad ranem i opadła dopiero
        po powtórzeniu pyralginy sad Syn spał do południa, wstał bardzo,
        bardzo osłabiony, głowa bolała nadal, a do tego ból nogi sad Teraz
        wygląda na to, że powoli dochodzi do siebie i pewnie jutro wróci do
        szkoły...
        To moja taka druga wpadka z lekami w ciągu miesiąca sad Pierwsza to
        mój Bimanol, który jakims cudem włożyłam do pudełeczka syna...

        Jestem bardzo, bardzo zmęczona i naprawdę muszę iść na zwolnienie...
        Na urlop nie mam szans sad((
    • nataszkam Jakby tu hm... nie zapeszyć? 28.05.08, 09:42

      Kilka tygodni temu była 3. rocznica założenia tego wątku... Imprezy
      nie było, szampana też.

      Uzupełniam go dla siebie i potomnych, a może przy okazji i inni
      skorzystają smile

      Syn kończy 17. miesiąc leczenia. Chyba powoli staje się weteranem
      tego forum sad Od wznowienia leczenia w lutym, po 2 tygodniach
      pzrerwy: poza nim 6 tygodni biotraksonu i 9 tygodni na cedaxie (do
      tego azitro i tini w pulsie). Od paru tygodni jest prawie
      bezobjawowy. Jednak tym razem PRAWIE robi dla mnie różnicę. To, co
      mu zostało, to: bardzo rzadko lekkie bóle glowy i jeszcze rzadziej
      punktowe bóle kości i mięśni, no i to, co utrzymuje się bez zmian od
      stycznia- mniejsza wytrzymałość na wysiłek fizyczny. Syn lata za
      piłką, jeździ na rolkach, ale mówi, że to nie to, co było w
      listopadzie/ grudniu ub.r... A ja syna postanowiłam słuchać smile W
      końcu zapewne wolałby pojeść lodów, niż łykać abaxy.
      Apetyt mu dopisuje i zjada ogromne ilości jedzonka smile

      W tzw. międzyczasie podłapał jakiegoś wirusa- lekkie przeziębienie,
      ale przeszło szybko i nawet nie wymagało to leżenia w łóżku czy
      rezygnacji z zajęć w szkole. Jedynie pokasływał i trochę posmarkał smile

      Wyniki badań kontrolnych są... idealne. Po miesiącu na zestawie z
      cedaxem (pierwsza wartość)i aktualnie- po 9 tyg. na tym zestawie, po
      14 dniowym pulsie tini (2 x 1)- druga wartość:

      WBC 4,85 (4,5-13,5) 4,76
      RBC 5.02 (4,2-5,6) 5.09
      PLT 289 (140-420) 301

      ALT 24 (1-55) 22
      AST 26 (5-34) 26


      No i pozostają dylematy... Przy takich wynikach chyba zasugeruję
      lekarzowi włączenie leków na robale- jak robi to lekarz Franiolka.
      Pewnie cedax i tini zostanie, zmieni się być może makrolid
      (klarytromycyna). Leczenie nie obejmuje w zasadzie bartonelli i ctr,
      bo nie bardzo jest co mu na to dać... Czas pokaże.

      Co u mnie...
      Kończę 16.miesiąc na abaxach, ale w tym było 6 tygodni pauzy.

      Od ostatniego wpisu:
      - byłam miesiąc na L4 (musiałam odpocząć, a o urlopie mogłam tylko
      pomarzyć...)

      - w akcie desperacji, z godziny na godzinę, zdecydowałam się na
      wizytę u całkiem przypadkowego psychiatry-neurologa (zadecydowało
      to, ze miał akurat wolny termin), bo problemy ze snem stały się już
      nie do zniesienia. Kolejny lekarz, którzy orzekł, że to nie
      depresja, nerwica, hipochondria czy co tam jeszcze wymyślają
      niektórzy lekarze swoim "natrętnym" pacjentom smile Uznał, że te objawy
      mogą u mnie wynikac jak najbardziej z zajęcia naczyń mózgowych przez
      proces zapalny- sam; nic nie sugerowałam smile Lekarz starej daty, więc
      zaproponował sprawdzony, stary lek na dobry sen i... biorę go po 1/2
      tableteczki i czasami sypiam prawie jak niemowlaczek smile Budzę się
      wypoczęta i gotowa do akcji smile Aha, lekarz zapytał, czy leczę się u
      pani doktor z Krakowa smile

      - zaczynam właśnie ósmy tydzień na baktrimie forte (2 x 2 tabl.) i
      rolicynie (2 x 150, a miało być 2 x 300)- do tego mial być pulsik
      tini, ale...wątroba nie chce do tego dopuścić sad

      Pierwszy tydzień brałam połowę tej dawki baktrimu, potem- j.w. Przez
      pierwsze prawie 3 tygodnie zwątpiłam- pojawiły się potworne bóle
      mięśni nóg i stóp, a do tego spadek formy fizycznej, nie mówić o
      tym, co działo się w mózgu- dziura ozonowa po prostu. Bóle były
      praktycznie przez całą dobę i bardzo dokuczały w nocy zwłaszcza.
      Bolał mnie lewy bark (stara dolegliwość, znana mi okresowo od
      początku choroby i leczenia). Po tym czasie powoli bóle łagodniały,
      teraz są niewielkie. Fizycznie jest całkiem, całkiem, no
      a "możliwości umysłowe" chyba też trochę do przodu smile Nie wiem, co
      pomogło, ale chyba wszystko razem (L4, sen i leki na bart).

      Moje wyniki:
      Po 3 tygodniach na zestawie (pierwsza wartość) i aktualne (druga
      wartość):

      WBC 4,49 (4-10) 5,6
      RBC 4,3 (3,8-5,2) 4,04

      PLT 318 (130-400) 356

      ALT 45 (10-35) 61
      AST 28 (0-34) 40

      A moje "kochane" limfocyty, których tak mi zawsze brakowało?
      1,24 (1,2-4,1); teraz 1,42 smile

      Zazwyczaj były nieco niżej, niż 1... Beta glukan zamieniłam na
      biostyminę- może to ma jakiś związek?

      Z powodu buntu wątroby nie biorę roxy tyle, ile powinnam i nie
      brałam jeszcze pulsu tini...W zeszłym roku, na takim docelowym
      zestawie, musiałam przerwać na kilka dni leczenie; teraz bardzo nie
      chcę tego robić, bo widzę efekty smile

      Zdaję sobie sprawę, że chinolony i tak mnie nie ominą, ale poczekam
      pewnie do jesieni, aby je brać razem z doxy. Ten zestaw raczej nie
      leczy, a powstrzymuje rozwój choroby- przynajmniej tak mi się wydaje
      w świetle tego, co można poczytać w różnych opracowaniach.
      Na razie nie planuję powtórek badań w Poznaniu smile

      W tzw. międzyczasie mnie też dopadły hm,... dwa dziwne przeziębienia-
      wieczorem kładłam się "prawie zdrowa", a z rana wstać nie mogłam.
      Zupełnie bez sił byłam, a moja temperatura oscylowała nawet w
      okolicach 37 stopni smile Przechodziło po 2 dniach. Bolało gardło
      trochę, więc to żaden herx chyba nie był.

      I na koniec- chyba "normalnieję", bo... bardzo czekałam na słońce! A
      ja nie znosiłam go przecież smile Niestety, strasznie marznę; w nocy
      śpię pod ciepłą kołderką plus gruby koc na nią, a i tak marznę sad
      Może to starość już się odzywa i czas na kołdrę puchową tongue_out


      Pozdrawiam smile
      • geodeta_31 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 28.05.08, 10:11
        No ładnie bardzo to napisałaś.
        Szczerze mówiąc to śmiało można z tego pewnie zrobić bez
        jakichkolwiek korekt czy zmian, konspekt dla studentów medycyny smile))
        No ale brawo. Ja nigdy nie miałem takiego polotu. Gratuluję dobrego
        samopoczucia i dobrych wyników.
        M.
        • nataszkam Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 28.05.08, 18:00

          Łomatko, Geodeta zaszczycił mnie swym wpisem w moim wątku!
          Świat się chyba kończy tongue_out

          PS Kpij sobie, kpij tongue_out
    • ewa475 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 19:00
      Nataszkosmile przeczytałam Twój post ważny po raz drugi,widzę że raz było mi za
      mało.Doczytałam się lekkiego optymizmu i..dobre i to,nie zapeszam!
      Ja tylko chciałam w kwestii marznięcia.Nawet teraz kiedy już zrobiło się
      naprawdę ciepło mam w łóżku pod prześcieradłem elektryczny pledzik. Włączam na
      trójeczkę i wchodzę do ciepłego łóżeczka wymrożona zbyt długim siedzeniem przy
      komputerze.Polecam Nataszkosmile
      Pozdrawiam,Ewa.
      • franiolek1 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 19:30
        Ja polecam babciny termafor - wypelniam toto goraca woda i grzeje
        lozko smile
        A to marzniecie, to nie problem tarczycy?
        • nataszkam Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 19:37

          Wiesz co, Fran, to mi ewidentnie wygląda na tarczycę (wraz z
          pozostałymi objawami), ale przy idealnych wszystkich wynikach
          (łącznie z przeciwciałami, a TSH zawsze poniżej 2), to nawet mowy
          nie ma o tym, że jakiś lekarz zechce spróbowac poeksperymentować na
          mnie sad
          Ewo, ten pledzik to muszę poważnie przemyśleć tongue_out Bo to rozwiązanie
          chyba najlepsze by było smile Termofor grzeje tylko przez określony
          czas, a ja nawet po gorącej kąpieli marznę już po kilkunastu
          minutach sad
          Moja babcia (ma 88 lat) podpowiedziała mi, że śpi w specjalnych,
          wełnianych bamboszach. Kurczę, czyżbym już wchodziła w ten wiek???
          • geodeta_31 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 21:40
            nataszkam napisała:
            > Ewo, ten pledzik to muszę poważnie przemyśleć tongue_out Bo to rozwiązanie
            > chyba najlepsze by było smile Termofor grzeje tylko przez określony
            > czas, a ja nawet po gorącej kąpieli marznę już po kilkunastu
            > minutach sad

            A może zamiast się do męża odwracać tyłem, raz w końcu zmienisz
            kierunek? I tarczyca wyzdrowieje...
            Darz Bór. Geo.
            • anyx27 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 21:45
              Marcinku, alez sie usmialam wink)))
              Ale fakt, polecam smile)))
            • nataszkam MISZCZU... 30.05.08, 13:30

              geodeta_31 napisał:
              > A może zamiast się do męża odwracać tyłem, raz w końcu zmienisz
              > kierunek? I tarczyca wyzdrowieje...


              Bardzo dziękuję za szybką i trafną diagnozę oraz wytyczoną drogę
              leczenia smile
              Jak mniemam, rada Twa wynika z autopsji, a więc jeśli zmiana
              kierunku pomaga na tarczycę, to- jak mniemam- pomaga też na
              boreliozę,tak?? Czy to się zgadza z Twoimi doświadczeniami w
              boreliozie? tongue_out
              Bo to ponoć działa zawsze i wszędzie i na głowę bije MO tongue_out
    • ooo7 Re: Borelioza na 75% 31.05.08, 08:19
      Nataszko wydaje mi sie że właśnie Ty pisałas w jednym z wątków, że w
      celu zabezpieczenia przed kleszczami posypujecie czymś ogród- czy
      mozesz popowiedziec o jaką substancję chodziło? Przepraszam że
      zaśmiecam Twój wątek ale wiem, ze na pewno tu zaglądasz. Wczoraj
      pies przyniósł 3 kleszcze z ogrodu -boję się.
      • dx771 Re: Borelioza na 75% 31.05.08, 09:16

        Są pewnie takie wyjścia:

        1. Opryskiwać co jakiś czas insektycydami zwalczającymi pajęczaki w uprawach
        sadowniczych, ogrodniczych lub roślinach ozdobnych (szukaj w sklepach
        ogrodniczych/rolniczych) /AMBUSZ 25 EC ?/

        W tym artykule coś jest o pajęczakach:

        www.farmer.pl/produkcja-roslinna/rosliny-ozdobne/zagrozenia_roslin_ogrodowych,62d0558ecec6de4aabb0.html
        2. Kosić ogród kosiarką z koszem i trawę wywalać poza posesję

        3. Zlikwidować miejsca zakrzaczone, zacienione, utrzymywać trawnik nisko przycięty.

        Tu coś było o tych sprawach:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26140&w=60585333
        Może coś to da........
    • nataszkam Był sobie tydzień na tini... 17.06.08, 22:58

      W planach miał byc puls dwutygodniowy, a skończyło sie na 8 dniach
      i... podesłaniu do Poznania krwi na bartonelle i boreliozę...
      Aby podołać tini, zmniejszyłam baktrim forte do 2 x 1 tabl. Już
      drugiego dnia bardzo znacznie pogorszyło sie moje samopoczucie-
      osłabione i bolesne mięśnie, ból lewego barku, głowy... Odlot
      zupełny. Wytrzymałam tydzień, a ta reakcja skłoniła mnie do badań
      poznańskich. Do tej pory tini na mnie nie działa, a tu taki klops...


      Po tym tygodniowym pulsie i zmniejszonym baktrimie z rox, zrobiłam
      też Aspat i ALat- wszystko wróciło do normy- i to środek normy!
      Chyba więc baktrim forte daje tu najbardziej czadu.
      Poprawa zaczęła się po 2 dniach od zakończenia tini i nie jest źle smile

      Syn nadal na starym zestawie cedaxowo- azitroxowym i z pulsikami
      tiniowymi. Ostatnie dni były u niego gorsze-mniej siły, jakieś
      pobolewania pod kolanem, stopa dokuczała, głowa też. Ale generalnie
      mamy zastój. Co wcale nie znaczy, że jest źle smile

      Może w tym tygodniu powinny być wyniki- jestem ich bardzo ciekawa smile

      0007, zupełnie nie wiem, co to za syfek stosuje moj tato na trawę
      przed domciem sad
    • nataszkam Powrót córki marnotrawnej... 20.06.08, 17:10

      ... do leczenia boreliozy.

      Akt oskarżenia przygotowany; dowody bardzo mocne:
      - reakcja na tini
      - objawy boreliozowate (hm..?)
      - rt PCR w Poznaniu- 400 kopii DNA tej cholery...

      Wyrok zapadnie zapewne w przyszłym tygodniu, kiedy pogadam z moim
      doktorem. A ile lat dostanę, to już czas pokaże.

      Wyniku na bartonellę jeszcze nie otrzymałam. Zdziwiona byłabym
      bardzo, gdyby był negatywny.

      U syna wszystko po staremu.

      Zapowiadają się poje... , hm... herxowo- biotraksonowe wakacje...

      Ciekawi mnie wpływ baktrimu i rulidu na bartonellę (wyraźne
      pogorszenie przez pierwsze ponad 2 tyg. na zestawie (jakby herx??),
      ale pozytywny PCR po ponad 2 miesiącach na zestawie (co jest
      dziwne). Fakt, że po tinidazolu...
      Albo zadziałał cały zestaw na bart i Bb (stąd polepszenie), albo
      tylko poddusił bartonellę (stąd polepszenie, ale i reakcja na tini,
      bo się borelioza panoszyła)...

      W każdym razie cieszę się z wyniku, bo gdyby był negatywny, bo nadal
      wahałabym się, czy gryzie mnie tylko bartonella. Chociaz przy takim
      leczeniu to byłby cud, gdybym pozbyła sie boreliozy, czego byłam i
      tak świadoma...
      Małe podsumowanie dotychczasowych wyników PCRa na Bb:

      - styczeń 2007- pozytywny, potwierdzenie boreliozy; od lutego
      leczenie
      - połowa października, grudnia 2007 i lutego 2008, podczas leczenia-
      negatywne

      - teraz, po prawie pół roku nieleczenia boreliozy (chyba)- pozytywny

      Objawy jak były, tak są, chociaz wiele ustąpiło.

      Prawie 11 miesięcy leczenia boreliozy, ta cholera nadal we mnie
      żyje.
      Ku chwale wszystkim, którzy nam wmawiają, że wystarczy kilka dni
      azitro czy 2 tygodnie doxy! Wrrrr!!!

      W przyszłym tygodniu umawiam się na wizytę u "dr" M.- wspólnej
      znajomej mojej, myszy i stachenki, choć terminy pewnie na koniec
      tego roku będą. Ciekawe, czy znowu zleci ELISĘ tongue_out
    • nataszkam Re: Powrót córki marnotrawnej... 21.06.08, 21:49

      Ooo, to ja z tą panią "dr" nie miałam przyjemności big_grin
      Nie wiem czemu wzięłam Cię za ofiarę Mowej tongue_out


      Wątróbka? Dziękuję, na razie się nie buntuje smile

      A motywacji nie mam do zwiększania dawek, bo ten zestaw nie był
      skierowany na boreliozę smile Motywację mam do tego, aby przestać
      udawać i zacząć sie wreszcie leczyć porządnie,póki mogę sobie na
      herxy pozwolić smile
      Mój dochtor miał jednak rację, kiedy kazał wracac do leczenia jak
      najszybciej po przerwaniu, i to do dożylnego na dodatek... Oj, co ON
      ze mną ma sad
    • nataszkam Poszerzam zwierzyniec... 09.07.08, 21:30

      W ciągu 3 ostatnich tygodni otrzymałam 3 wyniki z Poznania:

      * borelioza- 400 kopii DNA
      * bartonella- NEGATYWNY (ale stopy bolą nadal, no i nadal mam
      tachykardię, więc trudno ten wynik traktować serio...)
      * i dzisiejszy wynik- Mykoplasma pneumoniae- POZYTYWNY...


      Wynik z boreliozy zupełnie mnie nie zaskoczył, ten z bartonelli-
      trochę tak, ale ten z mykoplazm, to mnie powalił z nóg... A to
      dlatego, że po pierwsze nawet nie wiedziałam, że go otrzymam, a po
      drugie- że gdzieś tam myslałam sobie jednak naiwnie, że limit już
      wyczerpałam i nic nowego się nie ujawni. W styczniu robiłam
      serologię na myko - oczywiście ujemne obie klasy. Robiłam też CPN i
      tu IgG mam dodatnie (plus rekacja na ACC600)- co równa się aktywnej
      infekcji sad Jeszcze tylko brakuje mi do kompletu potwierdzenia, że
      mam nadal aktywną ehrlichię (wyszła w IMW)...

      Chyba przyjdzie mi się pogodzić z panią Doxy i zaprzyjaźnic z nią na
      wiele miesięcy sad Nie rozpaczam co prawda, za bardzo nad tą
      mykoplazmą, bo trudno przy mojej limfopenii wymagac, aby organizm
      radził sobie z nią, czy choćby wirusami (daję głowę, że EBV i CMV
      też szaleją we mnie), ale jednak jest to dodatkowe obciążenie dla
      mojego układu odpornościowego sad

      Jestem trzeci tydzień na Cedaxie, do tego azitro co 2 dni i drugi
      tydzień pulsu tiniowego. Recepta na biotrakson czeka co prawda, ale
      na port się nie zdecydowałam- strachulec ze mnie zbyt wielki. Poza
      tym- obce ciało, jakaś rurka w moim ciele- nooo, to trudno byłoby mi
      zaakceptować (tu podziwiam syna za 6 tygodni z venflonem w łapce).

      Po 2 tygodniach moje wyniki badań kontrolnych sa wręcz idealne (no
      prawie). A zrobiłam generalny przegląd organizmu na początku powrotu
      do leczenia Bb i jej towarzystwa.
      WBC 5,24 (4-10,5)- Biostymina co 2. dni chyba lepsza od Beta
      Glukanu smile

      Wskaźniki czerwonokrwinkowe (RBC, HGB, HTC)- baaardzo zadowalające,
      jednak jest pewne ALE- makrocystosis i poziom ferrytyny: 16 ng/ml
      (10-291)... Rok temu wskaźniki były OK, ale poziom transferyny
      przekroczony- ponad normę. Od grudnia poleciały mi wyniki w kierunku
      anemii (z niedoboru żelaza) i od tamtego czasu codziennie biorę
      Biofer Folic- w dawkach większych, niż zalecane. Morfologia się
      poprawiła dopiero teraz, no ale ferrytyna jednak nadal bardzo nisko :
      ( Coś kiedys tu czytałam o żelazie, które chyba lubią chlamydie...
      Szkoda, że Zaz wyjechana, bo może by to potwierdziła.

      Elektrolity, magnez, w górnej granicy normy; bilirubina, kreatynina,
      frakcje cholesterolu też bardzo OK (za wyjątkiem HDL- zdecydowanie
      ponad normę). Alat, Aspat OK. No po prostu wyniki super zdrowego
      człowieka!


      W związku z tym, że wątroba się nie buntuje, dokładam do pieca i
      azitro biorę już codziennie- ma być głównie na bart, no i ma więcej
      dostać się do mózgu- po Bb. Może myko tez nie pozostaną na to
      obojetne?

      Tym razem pogorszenie po tini przyszło z kilkudniowym opóźnieniem -
      nie było łatwo. Bóle głowy, zawroty, zupełny spadek formy fizycznej,
      ale i psychicznej, plątanie się języka, bóle mięśni nóg, trochę dał
      znac o sobie lewy bark... Teraz trochę odpuściło. Okres tiniowy
      nałożył się jednak na hm.. próby korzystania z uroków życia nocnego,
      więc ostatecznie nie wiem, czy to pogorszenie to wynik tini, czy
      może niedosypiania tongue_out

      Syn nadal jest na starym zestawie. Przed prawie miesięcznym wyjazdem
      na pierwszą część wakacji, też zrobiłam mu trochę rozszerzone
      badania- kreatynina, bilirubina, lipidogram - wszystko OK (choć
      podwyższone HDL). Morfologia bez zarzutu, analiza moczu również. Ze
      względu na małe otumanienie, zrobiłam mu też hormony tarczycowe- też
      w porządku. Wg jego oceny czuje się na 4+; od czasu do czasu
      pojawiają się niewielkie bóle głowy, no i niestety, wytrzymałościowo
      nie jest to forma z grudnia sad Moczy się teraz i nurkuje w
      Adriatyku, więc nie mogę ocenić, jak funkcjonuje "umysłowo". Tuż po
      rozpoczęciu wakacji nie było za wesoło- przegrał prawie wszystkie
      partyjki szachów z dziadkiem sad Szachy to taki barometr jego
      mozliwości - od momentu zachorowania aż przez kilka miesięcy
      leczenia odrzucił je zupełnie. Wcześniej (i potem) przegrywał mniej
      więcej połowę partyjek; ostatnio doszło do tego, że nie wygrywał
      żadnej, a dziadkowi zbijał tylko 1-2 pionki sad(( Był zupełnie
      rozkojarzony i miał problemy z mysleniem sad(( Dziadek był w szoku sad
      A rok szkolny zakończył naprawdę przyzwoicie- średnia 4,6...
      Po powrocie najprawdopodobniej będzie trochę zmodyfikowane leczenie-
      aby poddusić bartonellę.

      No i tak to u nas wygląda sad

      kkkkk4- od momentu wznowienia leczenia przeszliśmy pod skrzydła
      miejscowego dochtora smile

      Stachenka- pójdę do niej, aby nie figurować na liście cudowanie
      przez nią ozdrowionych tongue_out Tylko problem taki, ze to nie będzie
      wcześniej, niż we wrześniu, bo w sierpniu ma urlop, a zapisy na
      wrzesień będą dopiero na początku sierpnia.

      Ech... Trochę podłamana jestem...
      • stachenka Re: Poszerzam zwierzyniec...wydłużam krasnobród ;) 10.07.08, 01:33
        Qrde, nat. Już się uspokoiłam, ze moje niedokrwistości to była sprawka babesii,
        a ty mnie chlamydią straszysz.
        Gdzie w Lublinie można zrobić porządny test na tą zarazę i czy jest w ogóle sens
        robić go w trakcie leczenia?
        I pewnie jeszcze mi napiszesz, żebym wynegocjowaławink ATseTse.

        Oświecisz mnie, jakie problemy mogą wyniknąć z założenia portu? Łapię doła na
        myśl o przychodni i wenflonach.
        1 korek, 2 tygodnie, zabłocona cerata i zaschnięta krew... sad uncertain
        Eh... jak powiedział pewien dureń: "życie to bardzo prosta czynność" <puk puk w
        czachę>

        > Stachenka- pójdę do niej, aby nie figurować na liście cudowanie
        > przez nią ozdrowionych tongue_out
        Aaa... zapomniałam, że byłaś chora smile
        • anyx27 Re: Poszerzam zwierzyniec...wydłużam krasnobród ; 10.07.08, 01:43
          Stachna, ty nawet nie mysl o tym porcie czasami! ja tam sie na tym
          nie znam, ale jak pomysle, to mnie skreca. wrrrr!!! a ta w ogole, to
          co, ty znow w zyle bedziesz sobie dawac?
          looknij prosze na moj wpis odnosnie Julki w moim watku. co o tym
          sądzisz?
          • stachenka Re: Poszerzam zwierzyniec...wydłużam krasnobród ; 10.07.08, 01:49
            A na myśl o korku zakładanym na wenflon przez 2 tygodnie, utytłanym zaschniętą
            krwią i odkładanym na czas wlewu na przedpotopową ceratę, gdzie ludzie kladą
            nogi (myją ją raz na kilka dni albo rzadziej) to Cię nie skręca?

            > looknij prosze na moj wpis odnosnie Julki w moim watku. co o tym
            > sądzisz?
            Sądzę, że nie wiem, co o tym sądzić.
            • anyx27 Re: Poszerzam zwierzyniec...wydłużam krasnobród ; 10.07.08, 01:52
              jasne, ze mnie skreca, ale jakos mniej wink
              poza tym, z tego, co na dzien dzisejszy udalo mi sie zalatwic, to
              bede miec kroplowki w domu smile mam nadzieje, ze sie nic nie zmieni w
              tej kwestii. a ty wracasz do biotraxonu?
      • reni5553 Re: Poszerzam zwierzyniec... 10.07.08, 08:57
        Nat-w Poznaniu robią też DNA Mykoplasm ?
      • leser57 Re: Poszerzam zwierzyniec... 10.07.08, 09:52
        nataszkam napisała:

        > frakcje cholesterolu też bardzo OK (za wyjątkiem HDL- zdecydowanie
        > ponad normę). Alat, Aspat OK. No po prostu wyniki super zdrowego
        > człowieka!
        >

        HDL nie może być ponad normę. Jak masz wysoki, to się ciesz.
        HDL, to cholesterol z adresem na wątrobę, czyli ściągany z naczyń obwodowych do
        wątroby. Być może zmniejsza Ci się miażdżyca, oczyszczają naczynia.
        Pozdrawiam
        Leszek
        • nataszkam Ad zwierzyńca 10.07.08, 20:35

          Reniu, byłam zaskoczona, kiedy otzrymałam wynik, więc nic w tej
          kwestii nie wiem. Ale skoro już go otrzymałam, to badanie pewnie
          bedzie lada dzień dostepne...

          DXiu, no dzięki za to bogate wnętrze, ale nawet przez mysl mi nie
          przeszło (ach, ta borelioza tongue_out), że masz na mysli (wink) TAKIE
          wnętrze tongue_out Z chęcią się podzielę, chociaz może raczej nie z Tobą wink

          Stachenko, Ty weź coś na uspokojenie smile)) To żelazo to ewidentna
          sprawka babesji może być. Nie napisałam, że o mało co nie wyszłam z
          ostatniej wizyty z receptą na Malarone w ręku smile Coś mi się wydaje,
          że byłaś u naszego dochtora jakoś kilka dni wczesniej, bo od progu
          powitał mnie tym malarone. Pewnie mamy identyczne objawy (nooo, ja
          nie mętna jestem tongue_out), więc skoro Tobie powychodziły babesje, to ja
          tez mogę je mieć. Z problemem Malarone mam się przespac do kolejnej
          wizyty; póki co chyba wypróbuję artemisię...Ciekawi mnie reakcja
          naszego dochtora na moje wyniki z myko smile Jejku, mam nadzieję, że
          nie zwątpi w medycynę smile

          A dlaczego nie port? Bo się boję zatorów, skrzepów, zakażeń itd. No
          i to uwiązanie, ograniczenie, coś obcego w moim ciele...O nieee, to
          nie moje klimaty smile
          Jeśli zdecydujesz się na coś dożylnego, to sama będziesz sobie go
          podawać- w sterylnych warunkach, skoro nie odpowiadają Ci te
          horrory, o których piszesz smile Udzielę instruktazu, a do pielęgniarki
          (lub Lublinkowa) podjeżdżać będziesz co kilkanaście dni na zmiane
          venflonu smile)) Dxy przyznają zapewne, że to nic trudnego, no nie?

          Badań na myko nie rób w Lublinie, bo to bez sensu smile Może tym razem
          dochtor zasugeruje się moim przypadkiem u Ciebie i dobierze
          leczenie, jak trzeba smile


          leser57 napisał:
          >Być może zmniejsza Ci się miażdżyca, oczyszczają naczynia.

          smile)) czyli musiałabym ją miec big_grin

          Takie wyniki mam od ponad 10 lat, kiedy pierwszy raz robiłam to
          badanie smile)) Mój syn ma 11 lat i tez już mu się zmniejsza
          miażdżyca big_grin Rok temu miał tez wysoki.
          • reni5553 Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 20:39
            nat, bart. masz ujemną już w DNA
            ale zakładasz, że ją jeszcze masz ?
            tak ?
            • nataszkam Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 20:54

              Trudno inaczaej zakładać- objawy pozostały przecież sad Jeśli po
              chinolonach u bombadila wyszła pozytywnie (po wcześniejszym
              negatywnym), to cud musiałby być, abym ją pokonała baktrimem...
              Schaller uważa, że azitro 500 codziennie jest dobrym pomysłem na tę
              zmorę. Poczekamy, zobaczymy. W każdym razie dzisiaj miałam zupełny
              odlot po 3 dniach na tej dawce...
              • reni5553 Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 20:57
                Przypomnij mi - bombadil miał wcześniejsze DNA ujemne ? a potem
                pozytywne ? to wszystko w Poznaniu (czy wcześniejsze w Lublinie?)?
                nurtuje mnie ten temat bo czy można upewnić się, że bart. jest
                wyleczona sugerując się wynikami na DNA....? zakładając, że
                występujące nadal objawy mogą być od innych koinfekcji nawet ....
                • reni5553 Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 21:26
                  Bombandil napisał :
                  "* prawie 2 miesiące temu - negatywne wyniki na Bart z CB DNA, ale
                  lekarz kazał powtórzyć
                  * wyniki kolejnego (3.) badania z CB DNA - bartonell dodatnia
                  * jestem w kropce - blisko 9 miesięcy (3,5 mcy rif, 2 cipro, prawie
                  3 tavanic) leczenia bart a wyniki wciąż dodatnie
                  * ponieważ bardziej rozbolały mnie ścięgna - zszedłem na 50% (tj.
                  250 mg) Tavanicu"

                  musiałam przeoczyć ten wpis, ale już mam odpowiedź
                  no to jestem w kropce.....
                  bo miałam nadzieję, że choć na DNA można się jakoś opierać.
                  • nataszkam Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 21:47

                    No więc dokładnie o to chodzi sad
                    Chociaz Burrascano pisze o tym, że niby PCRem da się monitorować
                    leczenie bartonelli ...
                • bombadil.tom Re: Ad zwierzyńca - gościnnie wyniki bombadila 11.07.08, 17:29
                  Witaj Reni (i Gospodyni wątku teżwink ),
                  Moje wyniki w skrócie:
                  * Bb - 4 x ELISA dodatnia w obu klasach przed, w trakcie i po
                  leczeniu na Wolskiej (jesień/zima 2006), styczeń 2008 - dodatni PCR
                  RT (200 kopii), marzec 2008 - wątpliwie dodatni Western Blot w IgM
                  (!) - byłem na pulsie tini
                  * Bart - ujemna z PZH (lato 2007), dodatnia z IMW (jesień 2007),
                  dodatnia CB DNA (jesień 2007), ujemna z UW (zmima/wiosna 2008)
                  ujemna z CB DNA (kwiecień 2008), dodatnia z CB DNA (czerwiec 2008),
                  dodatnia z IMW (czerwiec 2008)
                  * Yersinia - - wątpliwa w O.8 z PZH (lato 2007), wysoko-dodatnia z
                  IMW (czerwiec 2008),
                  * Babs - dodatnia z AM Szczecin (jesień 2007), ujemna z UW
                  (zima/wiosna 2008), CB DNA (kwiecień 2008), IMW (czerwiec 2008)
                  * Chalmydia - ujemna z PZH, IMW i CB DNA

                  pozdrawiam urocze Panie i innych gości!
                  • nataszkam Re: Ad zwierzyńca - gościnnie wyniki bombadila 11.07.08, 20:36

                    Też witam wink

                    Soochaj, czyli w zasadzie to masz z Poznania 3 pozytywne PCRy na
                    bart, a z UW był negatywny?? Jeśli tak, to mnie nie dziwi ten
                    negatywny, bo to zwykły PCR był...Tzn. i tak dziwi, bo Ty przeciez
                    po ostrym leczeniu bartonelli jesteś... Ale kiszka sad No to ja
                    żadnych szans nie mam, abym się tego pozbyła sad Tzn. gdzieś tam
                    sobie coś tłumaczę (naiwnie), że pierwszy PCR (pozytywny) był
                    robiony po 2 miesiącach na rif, którą jednak potem kontynuowałam
                    tylko przez miesiąc, więc może akurat mi się udało... A to
                    pogorszenie na baktrimie z rulidem to może jednak w Bb uderzało?
                    Hm.. Cuda, wianki z tymi cholerstwami...
                    Co do babesji- UW pomijam tongue_out, a może nie masz ani divergens, ani
                    microti...
                    • reni5553 Re: Ad zwierzyńca - gościnnie wyniki bombadila 12.07.08, 00:10
                      Witajcie
                      Nat-bombaldil miał 3 testy DNA w Poznaniu na bart. w tym pierwszy
                      dodatni, drugi ujemny, trzeci dodatni-tak mi wychodzi z tego co pisze
                      Poza tym dodatnie miał w Lublinie, minusy na PZH i UW.
          • leser57 Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 21:02
            nataszkam napisała:


            >
            > leser57 napisał:
            > >Być może zmniejsza Ci się miażdżyca, oczyszczają naczynia.
            >
            > smile)) czyli musiałabym ją miec big_grin

            Może masz. Już u 18-letnich amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w Korei
            znajdowano miażdżycę w tętnicach.
            Wysoki HDL świadczy o tym, że dużo cholesterolu wraca do wątroby, jak dużo nie
            podałaś.
            Pozdrawiam
            Leszek
            • nataszkam Re: Ad zwierzyńca 11.07.08, 21:59

              Stachenka, daj sobie na razie na wstrzymanie z cpn smile Nie ma co
              robić serologii i zastanawiac się, czy to aktywna choroba,
              czy "slad" po niej smile

              leser57 napisał:

              > Może masz. Już u 18-letnich amerykańskich żołnierzy, którzy
              zginęli w Korei
              > znajdowano miażdżycę w tętnicach.
              > Wysoki HDL świadczy o tym, że dużo cholesterolu wraca do wątroby,
              jak dużo nie
              > podałaś.

              Niski HDL to ryzyko choroby niedokrwiennej serca, a my z synem mamy
              wysoki.
              Jak wysoki?
              U mnie: 100 (norma 40-60)

              A do tego LDL 84 (60-130), Triglicerydy 64 (n. 30-170)
              smile
              U syna HDL 88 (n. 35-60)
              LDL 70 (n. <135), triglicerydy 61 (n. 40-149)
              smile

              Podwyższone HDL jest albo podczas leczenia niektórymi lekami
              obniżającymi lipidy (nie bierzemy :p), albo... przy regularnej,
              sporej aktywności fizycznej (syn to tak, ale ja? ;-P)

              Wg mnie w cholesterolach najwięcej jednak znaczenie mają genetyczne
              uwarunkowania.


              Badania robione w dwóch różnych labach, u syna uwzględniono wiek smile
          • nataszkam Zawias boli :( 11.07.08, 22:07

            Zapomniałam dodać z nowości, że od kilku dni baaardzo pobolewa mnie
            lewy staw skroniowo- zuchwowy sad O ile pamietam, to ktoś tu na forum
            zapuszczał linka do badań, gdzie wskazywano, że ból tego miejsca
            mozna powiązać z obecnością Bb... Syn też się na to skarżył, ale
            bardziej wskazywał na ucho. Boli przy gryzieniu, szerokim otwieraniu
            dzioba, przy innych czynnościach też crying Nawet spać trudniej sad I
            śmianie się też boli sad

            Sensacje po azitro jakby trochę przycichły- głowa nie boli, mniejsze
            zmęczenie, niż kilka dni temu. Tylko znowu sen mi się popsuł... A
            ostatnie tygodnie były bez tableteczek nawet smile
            • welwiczia1 Re: Zawias boli :( 11.07.08, 22:34
              Nataszkam! Nie moge teraz tego odnalezc ale pisalas jakis czas temu ze Twoja
              mama dlugo brala/bierze rifampicyne w dawce 300 mg i ze to leczenie u niej
              przynioslo dobre efekty.
              Ja od miesiaca bralam rife 300 mg i doxy 400, do tego ACC.
              Teraz, po traumie slonecznej biore: rife 300 mg i roxy 300 oraz ACC 1200 mg.
              Strasznie mnie trzepalo i na poprzednim i na obecnym zestawie. Narazie nie czuje
              sie na silach zwiekszyc dawki i wlaczyc tini, nie mowiac juz o Xorimaxie.
              No i tak sie zastanawiam czy takie leczenie ma w ogole sens? Czy jest sens brac
              tak male dawki. Moze lepiej juz w ogole sie nie leczyc?
              Ze mna jest tak zle ze wiem, ze moze trwac jeszcze dlugo zanim cos dodam lub
              zwieksze dawki sad
              • nataszkam Re: Zawias boli :( 11.07.08, 22:42

                Wiesz, przy CPN (u mamy reakcja na ACC600 była wyraźna), to jest
                sens, bo herxy są okropne i nie dało rady inaczej. Przez kilka
                tygodni mama brała rif z doxy, ale lekarz musiał zmodyfikować
                leczenie, bo ta doxy mamie nie pasowała zupełnie (okres na niej mama
                wspomina najgorzej- odechciewało się życia ponoć). Myślę, że na tym
                zestawie mama pobędzie jeszcze wiele miesięcy- cpn (i podejrzewamy
                tez myko) tego wymaga; chociaz za jakiś czas zapewne trzeba bedzie
                zobaczyć, co sie dzieje po dodaniu rif- ale to raczej nieprędko
                nastąpi.
                Moja mama ma 57 lat, sporo problemów z sercem, sporo patogenów, więc
                na pewno nie jest i nie bedzie leczona agresywnie. Może i u Ciebie
                musi być podobnie (tzn. poza wiekiem oczywiście smile)
              • dx771 welwiczia1 napisała: 11.07.08, 23:13
                ...Narazie nie czuje sie na silach zwiekszyc dawki i wlaczyc tini, nie mowiac juz o Xorimaxie....

                Z tego co pamiętam to Zazule na swoje CPN bierze 300 mg roxy i 1200 ACC/dobę więc nie musisz chyba zwiększać dawki Xorimaxie i ACC.
                • welwiczia1 Re: welwiczia1 napisała: 11.07.08, 23:23
                  DX! Przy BB i CPN mam zapisane 600 mg roxy, 600 rifampicyny, Xorimax 1000 mg i
                  do tego tini.

                  Niestety ciagle ciagne tylko 300 Rif i teraz 300 roxy, no i ledwo dycham.

                  Nataszkam - ja sie czuje jakbym miala co najmniej 200 lat, a teraz z tymi
                  poparzeniami to juz w ogole smierdze trupem.
                  • dx771 Re: welwiczia1 napisała: 11.07.08, 23:57
                    Xorimax 1000 mg - chyba 600?

                    Bierzesz porządny zestaw na CPN aby na bb był też dobry to oprócz tini
                    potrzebny by był pewnie jeszcze antybiotyk bakteriobójczy, więc moim zdaniem
                    lekarz na razie skupił się głównie na CPN aby cię "odkoinfekcjować". Tak sobie
                    tylko myśle.
                    • stachenka Re: welwiczia1 napisała: 12.07.08, 00:40
                      Xorimax to to samo co Zamur. Od początku leczenia (z przerwą na biotrakson)
                      biorę 1000mg.

                      Raz zamieniłam sobie Zamur na Xorimax, bo tańszy i od razu stwierdziłam, ze
                      więcej tego nie zrobię. Ten jego smak, uuuh... uncertain
    • osiulek Re: w sprawie syna 12.07.08, 14:33
      witaj natasza
      w nocy przeczytalam wreszcie twój watek,prawie dokładnie bo dużo tego.będe ci
      bardzo kibicowała i twojemu dzielnemu synkowi.przyznaje bez bicia że podłamałam
      sie tym wszystkim-nie wiem co sobie do tej pory wyobrazałam ?czytałam forum
      wyrywkowo i nie zdawałam sobie do końca sprawy jak to wszystko wygląda,a to jest
      b.długie i zmudne leczenie.czuje sie od wczoraj tak podle,bo w ogóle nie radze
      sobie z emocjami.syn wczoraj po dwóch dniach tini poczuł sie zle -mdłości ,serce
      mu wali jeszcze mocniej niz zwykle,płakał a ja razem z nim.nie mam pojęcia jak
      dam rade.podziwiam twój hart ducha i może to mi bedzie pociechą.a w ogóle mam
      wiele pytań stricte medycznych:skad ty wiesz kiedy robić te wszystkie badania i
      co badać?czy to lekarz potem mówi?no i jak mam pomóc dziecku jak będzie bardzo
      cierpiało?czy daje sie jakies leki p/bólowe?co z tym sercem-wyczytałam że u
      twojego synka to też problem?przeprzszam że do twoich problemów dorzucam ci moje
      smęcenie,ale jakoś tak zupełnie sie rozkleilam...aga
      • nataszkam Re: w sprawie syna 12.07.08, 22:47

        cześć, Aga smile
        Przykro mi, że zdołował Cię mój watek sad
        Gdy go zakładałam, nie wiedziałam, co mi jest, ani że za/choruje mój
        syn i mama. Nie było wtedy też lekarzy, którzy leczyliby boreliozę
        inaczej, niz standardowo.
        Kiedy otrzymałam wyniki potwierdzające chorobę u syna, wątków o
        leczeniu dzieci za wiele nie było. Postanowiłam opisywać w nim całe
        leczenie- dla siebie, aby nie zapomnieć; dla innych- może
        skorzystają? No i głównie z tego powodu, że mam nadzieję na
        dopisanie do niego happyendu- przynajmniej do historii syna...

        Mnie z leczeniem syna było "łatwiej"- sama chorowałam, więc nie
        musiałam się wahac, czy to już, czy jeszcze zaczekać z leczeniem.
        Bałam się okropnie herxów, powikłań itp. Z perspektywy twierdzę, że
        ruszając z leczeniem nie miałam pojęcia, co mnie czeka tak naprawdę,
        ile po drodze bedzie watpliwości, problemów i sama sobie się dziwię,
        że to przetrwałam. Były takie miesiące, kiedy czułam się fatalnie,
        że w zasadzie przy zyciu trzymało mnie tylko jedno- wyleczyć
        dziecko. A ze mną niech się dzieje, co chce. Myślę, że na takie
        problemy typu choroba u dziecka- wydobywamy z siebie pokłady
        energii, których nie ma na codzień i o ktorych istnieniu nie mozna
        się przekonac w innych sytuacjach.

        Warto mieć plan ogólny i jego się trzymać, aby nie oszaleć z tym
        wszystkim, ale też warto wiedzieć, że plan musi być elastyczny i
        czasami tzreba go zmieniać. Najgorsza w tym wszystkim jest
        niepewność- czy można już zakończyć leczenie, czy dany lek nie
        będzie miał nasilonych działań niepożądanych, czy nie będzie
        uczulenia, czy wytrzyma watroba etc. A nikt na te pytania nie
        odpowie.

        Boreliozę leczy się długo i z róznymi problemami. A to dziecko
        przecież- nie można wyciąć tego czasu z zyciorysu, przeczekać, az
        choroba minie i wrócić dopiero wtedy do jego wychowania.
        Najtrudniejsze dla mnie sa 2 sprawy- zrobić wszystko, aby dziecko
        miało normalne dzieciństwo i abym nie była nadopiekuńcza, o co w
        chorobie bardzo łatwo, a skutki będą opłakane- na całe życie. Nie
        wiem, czy mi się to udaje- dowiem się pewnie za pare lat, kiedy syn
        bardziej dorosnie i spojrzy na to z innej perspektywy.

        Z normalnością kojarzy mi sie m.in. tryb zycia jak u rówieśników.
        Przy pamiętaniu o kolejności i godzinach łykania kolejnych leków,
        czy ograniczeniach w diecie, aktywności fizycznej- sprawa trudna,
        ale chyba zalezy od nastawienia samego dziecka i rodziców,no i od
        jego stanu wyjściowego przed leczeniem. Mój syn akurat nie należał
        nigdy do marudów, choroba ścięła go z nóg, zaczął przynosić gorsze
        stopnie, więc nie było sprzeciwu wobec leczenia i organiczeń podczas
        niego. Zresztą- miał matkę, która chorowała już czas jakiś, więc
        mógł się przekonac naocznie, do czego nieleczona choroba może
        doprowadzić.

        Podczas całego leczenia bywają sytuacje trudne, choćby ból brzucha
        po azitroxie, nudności po doxy, venflon w łapce (i stąd zero gry w
        nożną), kolejne pobrania krwi, urodziny kolegi z tortem w roli
        głównej czy choćby wycieczka całodniowa szkolna. Myślę, że w tym
        wszystkim najwazniejsze jest wzajemne zaufanie i przekonanie dziecka
        o tym, że zawsze może na mnie liczyć (co może jednak być uciązliwe i
        niepedagogiczne,jeśli zwalnia np. z samodzielności przy
        rozwiązywaniu każdej, nawet najbardziej błahej sprawysmile. Dziecku
        trzeba towarzyszyć, a nie zostawiac go z problemami,które mogą się
        nam, dorosłym wydawać smieszne.
        W przypadku mojego dziecka, leczenie przyniosło poprawę dopiero po
        paru miesiącach. Był to w sumie powolny proces, ale poprawa jest i
        to jest chyba najlepsza motywacja dla mnie, dla syna, aby trwac w
        leczeniu.
        Nie wiem, czy postanowiłas już, co z informowaniem znajomych o
        chorobie swojego dziecka. Jeśli moge coś zasugerowac, to raczej
        zachowajcie to dla najbliższych. Dzieci potrafią byc bardzo okrutne
        w tym wieku. Mój od września rozpocznie trzeci rok szkolny na
        lekach, które bierze także w szkole- do tej pory leki bierze
        ukradkiem, aby nikt tego nie widział. Nikt w klasie nie wie, że syn
        choruje- także rodzice. Wie jedynie wychowawca, nauczyciel w-f i
        pielęgniarka szkolna. Było trudniej, kiedy przez 1,5 miesiąca
        chodził z venflonem i z tego powodu nie mógł ćwiczyć na w-f (mimo,
        że fizycznie było OK).

        Mój syn w zasadzie nie wyróznia sie spośród rówieśników-biega za
        piłką, zakochuje się w kolejnej dziewczynie, jeździ na wycieczki,
        bije się z chłopakami etc. i mam nadzieję, że dzieciństwo nie bedzie
        mu się kojarzyło tylko z leczeniem boreliozy. Na pewno leczenie
        wpłynęło na kształtowanie odpowiedzialności u syna- sam pilnuje
        diety, picia odpowiedniej ilości wody w ciągu dnia czy leków w
        szkole itp.

        Wszystko na poczatku jest trudne- choćby sama dieta. Dziecko rośnie,
        więc wymaga pełnowartościowych posiłków, a z drugiej strony pewne
        ograniczenia (chocby słodycze). Musisz na pewno pilnować, aby
        posiłki nie były monotonne i aby syn Ci nie chudł. Z czasem wszystko
        się wyklaruje, ale to wymaga naprawdę sporo wysiłku i zaangażowania
        od każdej ze stron.

        Co do serca- tak, syn miał bardzo duże problemy z tachykardią- były
        noce, kiedy nie mógł zasnąc, bo serce mu sie tłukło. Minęło po paru
        miesiącach leczenia; teraz odzywa się to już bardzo, bardzo rzadko-
        może raz na kilka tygodni. Uspokoiło się tętno i cisnienie. Przy
        takich historiach otzrymywał 5 kropli Dihydroergotaminy lub
        milocardu- na łyżeczkę wody i trzymał w ustach. Poprawa była bardzo
        szybka- zasypiał w ciągu kilku minut. Jeśli mogę coś doradzić, to
        przy problemach z sercem podpowiadam ECHO serca. U syna wyszły
        niewielkie zmiany.

        Syn dostawał kilka razy APAP- przy bólach głowy. Zwłaszcza na
        początku leczenia skarzył sie na bóle głowy. Teraz bardzo, bardzo
        rzadko i raczej nie potzrebuje nic przeciwbólowego.

        Skąd wiem o badaniach? Hm... Ja jestem troche z branzy, więc mi
        czasami łatwiej. Nie jest to wiedza, której zdobyć nie możesz- ale
        tzreba na to sporo wysiłku, czasu i zaangazowania. Zdecydowanie
        lepiej, jesli masz lekarza prowadzącego i/ lub rodzinnego/pediatrę,
        który wszystkiego dopilnuje. Ja robię zazwyczaj co 3-4 tygodnie
        zestawik standardowy (morfologia z rozmazem, ASPAT, ALAT i bad.
        ogólne moczu), a co kilka miesięcy poszerzam o inne, które wydają
        sie przydatne (np. kreatynina, elektrolity, czy tak, jak tym razem-
        hormony tarczycowe).

        Niedawno spotkałam znajomego, wychodzącego z księgarni. Stanęło na
        ostatnio przeczytanych ksiązkach. Hm.. Ostatnio to czytałam
        Immunologię Jakóbisiaka, a nieco wczesniej- Endokrynologię
        Greenspena...Może to i zboczenie, ale interesuje mnie to, co siedzi -
        i działa- w człowieku smile Z takich zainteresowań wiem m.in., że
        funcji tarczycy nie da sie ocenić przy pomocy tylko TSH, i że
        ferrytyna jest lepszym badaniem, niż poziom żelaza we krwi.

        Aga, nie możesz płakac przy dziecku, bo ono musi miec w Tobie
        oparcie. Wiem, że to trudne, ale jeśli pokażesz dziecku, ze jest źle
        (bo płaczesz), to ono straci nadzieję. Mnie się serce rozrywało na
        kawałki, kiedy pielęgniarki zakładały mu venflona czy pobierały
        krew. Byłam z nim wtedy zawsze, trzymałam za ręke- zgodnie z jego
        zyczeniem, i zaciskałam zęby, żeby nie płakać. Teraz sama go kłuję,
        co ponoć skutkuje traumą, że ukochana osoba robi mu krzywdę smile Ale
        sam to wybrał, więc chyba taka zła nie jestem smile))

        Aga, przed Wami naprawdę trudny czas, ale powiem Ci tylko, że warto.
        Poczytaj jeszcze wątek Agaty- ona ma trójkę chorych dzieciaczków sad
        Leczenie jednej z córek nie idzie tak dobrze, jak u mojego syna sad

        Pozdrawiam



        ----------
        Borelioza-Stowarzyszenie Chorych
        Borelioza-co musisz wiedzieć...
        "Jeśli nie będziesz mieć czasu, aby coś zrobić dobrze, będziesz
        musiał znaleźć czas, aby zrobić to jeszcze raz..."
        • agata2723 Re: w sprawie syna 12.07.08, 23:45
          Natka,u nas wcale nie jest tak źle.
          Teraz nie bierzemy abaxów. Łykamy leki na grzybicę(ziołowe). Chcemy
          jeszcze spróbować kurację Vernicadisem, ale mam problemy z zakupem
          tego specyfiku. Musiałam odstawić abaxy u Ani, przez tydzień miała
          biegunkę i wymioty. Kasia czasami czuje się świetnie, czasami
          fatalnie. Ja byłam u ortopedy i niestety na rtg kręgosłupa wyszły
          zmiany po odczynowym zapaleniu stawów, najprawdopodobniej
          spowodowanym boreliozą. Czeka mnie rehabilitacja.
          Myślę,że wrócimy do leczenia, ale jeszcze nie teraz. Chcę zrobić
          Kasi badania,żeby sprawdzić, czy reakcja na tetracykliny na pewno
          jest herxem, a nie uczuleniem. Musimy sprawdzić jeszcze chlamydie i
          mykoplazmy.
          Całuję serdecznie. Agata
    • nataszkam Czary mary z PCRami :-) 05.08.08, 00:05

      Po 5 miesiącach na azitroxie, syn przeszedł na klarytromycyne; do
      tego dalej cedax i tini w pulsach. Po powrocie z Chorwacji wyjechał
      na dalszą część wakacji- tym razem na wieś. Czuje się na 5 lub 5+ (w
      skali szkolnej), biega całymi dniami za piłką, pływa w zalewie i
      chyba borelioza odpuszcza. W szachach znowu połowa partyjek jest
      jegosmile Bardzo rzadko skarży się na bóle głowy, czasami jakas szpila
      w kości się odezwie...
      Dzisiaj otrzymałam jego wyniki PCR z Poznania-mykoplazma
      negatywna!!! A tak się bałam, że on ją też może mieć. Czekam jeszcze
      na wynik z bartonelli, chociaż w zasadzie nic on chyba nie powie (no
      bo czymże tę bakterię miał zwalczyć??); chlamydii trachomatis nie
      sprawdzam- i tak już nie ma dla niego na razie żadnego leku na nią sad

      W lipcu był bez cholamidu, a brał heparegen i esseliv; bez zmiany
      zestawu abaxowego próby wątrobowe sięgnęły 60, więc powracamy do
      cholamidu.

      Poniżej zebrałam wyniki rt PCR z CB DNA, które mu robiłam do tej
      pory:
      styczeń 2007 pozytywny (przed rozpoczęciem leczenia)

      październik 2007 pojedyncze kopie- mniej niż 5

      grudzień 2007- negatywny (po nim kończymy leczenie Bb, kontynuujemy
      leczenie bart)

      luty 2008 - pozytywny 350 kopii DNA (po ok. 2 miesiącach na rif i
      rulidzie); powrót objawów kilka tygodni wczesniej; wznawiamy pełne
      leczenie boreliozy:

      19.05.08 84 dzień wznowionego leczenia - negatywny

      27.05.08 92 dzień POZYTYWNY- 750 kopii DNA

      3.06.08 99 dzień POZYTYWNY- 50 kopii DNA

      10.06.08 106 dzień negatywny

      30.06.08 126 dzień negatywny

      24.07.08 150 dzień negatywny

      W okresie przed i po piku DNA, syn był jakiś "mało rozgarniety",
      miał problemy ze zrozumieniem np. co to jest pole, a co obwód
      prostokąta; dostał nawet raz jedynkę z tego powodu.M.in. z tego
      powodu sprawdzałam mu tarczycę. Na szczęscie po kilkunastu dniach to
      otumanienie przeszło i bez problemu przyniósł z tego materiału
      piątkę.

      Dane te tylko potwierdzają, że pojedynczy, przypadkowy wynik
      negatywny podczas leczenia boreliozy, nie ma żadnego znaczenia-
      wystarczyło, abym w odstępach miesięcznych, a nie tygodniowych,
      zrobiła drugiegi PCRa po wznowieniu leczenia, a wyniki miałby
      negatywne. Po powrocie z wakacji powracam do cotygodniowych pobrań
      krwi- mam nadzieję, że jego dyżurna żyła wytrzyma te zabiegi...

      Wniosek drugi- bakterii boreliozy nie da się wybić nawet 3
      miesięcznym, porządnym leczeniem (pomijam tu fakt wczesniejszej
      rocznej terapii)...Ciekawe, co na to powiedzieliby szanowni
      zakaźnicy od Rekomendacji...

      Co u mnie- zamiast cedaxu przeszłam na Zamur- skoro mam mykoplazmy,
      to leczenie pójdzie w lata, więc jeszcze zdążę z lepszymi lekami.
      Tini w pulsach,no i dalej azitrox 500 codziennie- jednak odstawiłam
      ten lek zupełnie w tygodniu przed Zjazdem,bo... nie dałabym rady
      przyjechać. I tak byłam w kiepskiej formie- na tych porządnych
      dawkach azitroxu odlot miałam zupełny- mózg przestawał mnie sie
      słuchać, skurcze w nim chodziły, jakby tasiemiec po nim wędrował, a
      do tego moje uda- jakby je ktoś obił i zamroził sad(( Brainfog
      całkowity, osłabienie zupełnie sad No i bolące stopy z nocy sad((
      Słowem- niezły zestaw rozrywkowy uncertain/

      Pasowałoby na dniach sprawdzić, jak moja wątroba przyjmuje codzienną
      dostawę azitroxu, ale już oczyma wyobraźni widzę igłę nr 11 w mojej
      kolejnej, pękającej,biednej żyle, co skutecznie odwodzi mnie od tego
      pomysłu...

      Na koniec trochę optymizmu-mam nadzieję, że nie zapeszę smile Parę
      tygodni temu, dosłownie z dnia na dzień, przestały mi wypadac włosy,
      które leciały mi w ilościach ogromnych od czasu po pierwszej ciąży-
      groźba peruki znacznie się oddaliła :0) Może to jednak żelazo robi
      swoje?

      Pozdrawiam wszystkich, z którymi mogłam się (znowu) spotkać na
      Zjeździe smilei już z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie smile

      PS, Zapisałam się do "kochanej" zakaźniczki M.- termin
      najbliższy, czyli 30 września smile Ciekawi mnie, do kogo mnie odeśle
      z pozytywnym PCRem na mykoplazmy tongue_out No i oczywiście- z pozytywnym
      wynikiem z boreliozy tongue_out
    • zazule Zadanie domowe dla Nataszy 06.08.08, 17:29
      forum.chlamydioza.pl/viewtopic.php?p=1227#1227
      big_grinbig_grinbig_grin:
      • nataszkam Re: Zadanie domowe dla Nataszy 06.08.08, 17:39

        Zazi, ja się nie wyrabiam z tym, co miałam do tej pory, a Ty mi tu
        kolejne żyjątka podsyłasz tongue_out

        Wykrakałaś mi z tą rifampicyną, że te zjazdy to herxy od myko/ cpn :-
        P
        • zazule Re: Zadanie domowe dla Nataszy 06.08.08, 18:01
          Natasz Ty sie znasz na tych wszystkich diagnostycznych rzeczach.
          Zaobcz co myslisz moim zdanim jak by nie było drogo to było by warto
          ale to Ty muisz sie porozglądac.

          Ja mam duzy zmysł obserwacyjny i odrazu widze co kto mabig_grin
          No dobra z pasjansa mi wyszłobig_grin
          • nataszkam Re: Zadanie domowe dla Nataszy 06.08.08, 20:10

            Tia, uśmiałam się,jak norka po przeczytaniu pierwszego zdaniabig_grin

            Zazi, nie znam się na tym kompletnie. Ja podejrzenia co do cpn u
            siebie mam (serologia w IgG, no ale to wiadomo...), ale
            najwazniejsza była reakcja na ACC600 sad(( Jeśli Poznań bedzie robił
            CPN, to pewnie tez wyjdzie mi pozytywny sad((
            W sumie mam już myko, więc leczenie i tak obejmie cpn...

            Ale w wolnej chwili doczytam smile

            PS A pasjansy to stawiasz też na okolicznośc ozdrowienia? tongue_out

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka