baska192 Re: I tak minął rok... 19.12.07, 20:45 Nataszkam moje gratulacje.Wielka robote odwalilas.Teraz mozesz sie juz tylko cieszyc.Jaka to ulga,co???Bardzo prosze wyjasnij mi co znaczy zbadac sobie limfocyty.Czy jest to jakies specjalne badanie czy chodzi o morfologie z rozmazem.Ja wiem ,ze to pytanie jest troche naiwne ale mam dola ,mysle gorzej i chcialabym abys napisala.Serdecznie Cie pozdrawiam i troszeczke zazdroszcze. Odpowiedz Link
da_reczka Re: I tak minął rok... 20.12.07, 05:34 Nat, tak sobie myslę, że pamietam jak trafiłaś na to forum, jak się cieszyłaś, że znalazłaś co Cię gnębi, potem wymyslono Ci różne inne choroby i zostawiłaś temat boreliozy. Pojawiłaś się znów, żeby znaleźć boreliozę u siebie, syna i mamy. Długą drogę przeszłaś, ale się udało! Trzymam kciuki za końcówkę leczenia i żeby w końcu wszystko Ci przeszło Odpowiedz Link
nataszkam Re: I tak minął rok... 21.12.07, 15:07 Da_reczko- moja droga chyba nie różni sie niczym niezwykłym od wielu historii na tym forum Niestety, to tylko obrazuje, jak mała jest wiedza o boreliozie wśród lekarzy Nawet gdybym w jakiś sposób wtedy otrzymała pozytywnego PCRa, czyli 2,5 roku temu, to i tak nie miałabym szans na otrzymanie właściwego leczenia- chyba popadłabym w depresję. Fakt, że pozwoliłoby mi to uniknąć skutków niektórych świadomych moich decyzji, które podjęłam po uznaniu mnie za zdrową. Co do boreliozy u mojej mamy, to jest sprawa bardzo dyskusyjna- niema żadnych pozytywnych testów na Bb, choć odpowiedź na leczenie jest. Może przyjdzie czas na zrobienie jej PCRa teraz, na abaxach? Pomyślę o tym. Dziękuję Ci za zyczenia i życzę Ci, aby koncówka Twojego leczenia tez była już bliziutko Odpowiedz Link
nataszkam Re: I tak minął rok... 21.12.07, 15:01 Basiu, wklejam z mojego posta o limfocytach: "Subpopulacje limfocytów wykonują najprawdopodobniej wszystkie ośrodki, gdzie dokonuje się przeszczepów- takie info otrzymałam od osoby wykonujacej mi to badanie. Także Strickerowe CD57,bo to ponoc tylko kwestia doboru odczynników, ale akurat w to nie wierzyłabym tak do konca. w każdym razie warto zbadac u siebie limfocyty, zwłaszcza, jeśli leczenie nie idzie- limfopenia może wynikać z zakażenia np. bartonellą, bo ona w taki sposób działa na układ immunologiczny". Nie jest to badanie typu morfologia, niestety. Ulga? W stosunku do syna- jak najbardziej tak. W stosunku do mnie... hm..... wolałabym mieć pozytywnego PCRa, ale przynajmniej sprawnie funkcjonujący mózg... No ale jak widać- nie można mieć chyba wszystkiego Odpowiedz Link
nataszkam 365 dni... 09.01.08, 18:12 Tyle czasu własnie mija dzisiaj od momentu, kiedy wystartowałam z leczeniem syna... Tuz przed Bożym Narodzeniem zakonczyliśmy pierwszą kurację na robale- zero reakcji. Ze względu na brak objawów i negatywny PCR, a podejrzenie bartonelli, syn został na rifampicynie; do tego rolicyn. Na nowym zestawie pojawiły się bóle głowy. Podczas drugiego podejścia do wytrucia robali, dodatkowo doszły bóle kości, takie punktowe. A do tego osłabienie. Syn opuścił nawet z tego powodu lekcje WF i swoje ulubione zajęcia SKSu.... Chyba zamówię kolejny zestaw z Poznania... Ja biorę ten sam zestaw, co Bartek. Też pobolewa mnie trochę głowa. Poza tym- nic się nie zmieniło. Zupełna stagnacja- do czasu zazulowej próby z ACC600.Kilka godzin od pierwszej dawki miałam nasilenie objawów, łącznie ze znacznym skokiem ciśnienia. Po 2 dniach na tym siarkowodorze przerwałam próbę, aby wykluczyć przypadek. W tym czasie osłabienie wzrosło, mózg przestał się mnie słuchać, a wzrok zupełnie osłabł. Potem wszystko wróciło do starej, znanej mi z ostatnich miesięcy, normy... Wczoraj ponowiłam próbę- na razie spokój, nic się nie dzieje... Z ostatnich wyników- dokładam kolejne tabletki do mojego codziennego lekospisu. Mam spadek hematokrytu i hemoglobiny, no i hypochromię- mam niedokrwistość z powodu niedoborów żelaza. Pierwszy raz od rozpoczęcia leczenia. Tak się to musiało skończyć, bo na rifampicynie ja po prostu straciłam apetyt i - tak czuję- możliwość przyswajania tego, co połykam na siłę... Odpowiedz Link
mysza323 Re: 365 dni... 13.01.08, 18:24 A powiedz komuś spoza naszego grona, że przez rok braliście antybiotyki i nadal żyjecie!!! Taka np. Pani M rok temu wypisała mi na miesiąc doxy i nie chciała więcej, bo bała się, że się zatruję!!!. Ciekawe co by powiedziała, wiedząc, że od 16 tygodni łykam 3 g. Życzę wam szybkiego zakończenia terapii i dalszego życia w zdrowiu!!! Odpowiedz Link
borelka46 Re: 365 dni... 14.01.08, 00:37 Nataszkam, dopiero teraz przeczytalam wieksza czesc twojego watku, zatkalo mnie. Jestem w srednim stanie po 10 miesiecznym leczeniu ktore przerwalam, oslabienie nie dalo mi sie juz podniesc,zaczely znikac miesnie reszty dokonala depresja na biotraxonie.Oczywiscie wracam do terapii - ale pytanie, bo nie do konca orientuje sie w prawach forum,czy moge wykorzystac czesc twoich wypowiedzi jako wydruk dla mojego neurologa i pani psycholog? bo dla nich mimo moich zmian w mozgu i zmianom w przewodzeniu nic mi nie jest tylko musze zrobic psychoterapie. Mam juz dla nich pare rzeczy np. ostatni artykul z Bialegostoku i artykuldr.Galeziowskiej dostepnosc diagnostyki wopinii chorych..Pozdrawiam i wierze ze w waszym domu juz tylko samo zdrowie , za czym i ja tesknie. Odpowiedz Link
nataszkam Re: 365 dni... 22.01.08, 18:41 borelko, nie sądzę, aby anonimowe wypowiedzi mogły zrobic pozytywne wrażenie dla Twoim lekarzu (nasi forumowi ich nie potrzebują ). Pamietam,kiedy poszłam do swojego "lekarza od cytomegalii" z wydrukiem materiałów dla lekarzy, ale także kilku wypowiedzi forumowych nt. leczenia- usłyszałam, że takiego leczenia się nie stiosuje, bo nie jest ono potrzebne, no i oczywiście- wykańcza organizm. Jeśli masz lekarza, który jest autentycznie zainteresowany boreliozą i jej leczeniem (choćby tylko po to, aby wiedział, co się z Tobą dzieje- niekoniecznie od razu sam musi zacząć leczyć), to wystarczą materiały własnie dla lekarzy- do reszty dojdzie sam. A jeśli zna angielski, to na pewno zainteresują go prace Fallona czy innych autorów- o objawach psychicznych w boreliozie i wynikach SPECT choćby. To samo dotyczy psychologa.Niestety, wielka szkoda, że w Polsce tak naprawdę to nikt z psychiatrów nie zajmuje się boreliozą i w ogóle chorobami odkleszczowymi. Miałby co robić w swojej specjalizacji... A jeśli mimo to masz ochotę mnie cytowac, to ja nie mam nic przeciwko Odpowiedz Link
nataszkam Moja rocznica... 12.02.08, 18:09 Rok temu miałam pierwszy wlew z biotraxonu i tym samym zaczęłam leczenie boreliozy... Szybko ten czas minął, nawet zbyt szybko. Nie byłam rok na abaxach- zabrakło 1 dnia. Od wczoraj jestem bez abax i tak zostanie, ile będzie trzeba. Ostatnie 2,5 tygodnia byłam na doxy, duomox, rulid i tini w pulsie. Nie było żadnej reakcji- ani na plus, ani na minus. Ponieważ od września nic się nie zmieniło na lepsze, w zasadzie trudno było się doszukac herxa, więc postanowiłam zaprzestać leczenia. Rok temu podjęłam taką decyzję, że czekam rok własnie na efekty i zastanowię się, co dalej. Moja decyzja wynika też z 3 spraw- 2 ujemne PCRy (czekam na wynik trzeciego), słabe objawy jak na boreliozę i.. kiepsko funkcjonująca immunologia. Z kilku opracowań czy wypowiedzi znawców problematyki boreliozy zza Oceanu wynika, że obok przemęczenia, niestosowania się do zaleceń lekarza, przewlekłego stresu i- własnie osłabionej odporności- raczej trudno oczekiwać dobrego rezultatu w leczeniu. Stosowałam się do zaleceń lekarza, ale pozostałe sytuacje niestety, mają u mnie miejsce. Od początku grudnia nosiłam się z zamiarem zakończenia kuracji, ale chciałam jeszcze coś uzyskać poprzez przedłużenie terapii- na Lymenecie twierdzą, że jeśli po 2-3 latach leczenia nie ma efektów, to trzeba zacząć się martwić... Nie dałam rady. Brak poprawy coraz bardziej mi ciążył. Dodatkowo nasiliły się problemy ze snem, które rozpoczęły się we wrześniu- od grudnia sypiałam fatalnie, a ostatnie tygodnie- po 2-3 godziny na dobę. Nie wiem, czy najpierw przyszło pogorszenie objawów, czy bezsennoś- nie pamiętam. Wiem tylko, że makrolidy i stres mogły też zrobic swoje. Marzenie ostatnich tygodni- przespać kilka nocy i dni z rzędu, odpocząć od wszystkiego, problemów codziennych itp. Byłam tak zdesperowana, że polazłam znowu do psychiatry- poleconej mi lekarki. Mój problem był chyba zbyt błahy, bo... pani upierała się przy psychoterapii. Trzeba przepracować dzieciństwo, relacje z rodzicami,mężem i tp... Świetnie. Bo moje nieprawidłowe wyniki EEG, kapilaroskopii i wynik badania neuropsychologicznego(ocena funkcji poznawczych) zapewne żródło mają własnie w tych relacjach!!! Jestem zbyt wymagająca od siebie... Aby wytłumaczyć, na czym polega mój problem z pamięcią, podałam przykład- bardzo chce nauczyć się włoskiego, ale nie jestem w stanie zapamiętać składni, wyrazów etc. Na tym polega mój problem- na niemożności zapamiętywania szczegółowego, bo pamiętam, o czym i z kim rozmawiałam, ale nie mogę zapamiętac KONKRETÓW, np. PIN kodu. I to bez względu na ilość powtórzeń czy przeznaczonego czasu... Zbyt wymagająca! Poza tym, przecież mimo problemów, które zgłaszałam, ja normalnie funkcjonuje- chodzę do pracy, zajmuję się domem... Tia, problem byłby wtedy, gdybym już tego nie robiła. Ciekawe, co wtedy by mi zaproponowała?? Owszem, chodze do pracy, bo nikt mnie w tym nie zastąpi. W domu robie tylko to, co jest konieczne. Wkładam przy tym w to tak wiele wysiłku, jakbym pracowała jako górnik dołowy... Powinnam nauczyć się cieszyć i być szczęśliwą! Bez względu na to, że wstaje co rano z wielkim trudem, obolała, że mam pustkę w głowie, pamięć dziurawą , koncentrację taką, że trudno zrozumieć kilkuwyrazowe przeczytane czy zasłyszane zdanie... To ja pytam- z czego mam się cieszyć?? A, mam powody! Jeszcze z pracy mnie nie wylali, jeszcze dziecko nie robi mi wyrzutów, jeszcze mąż nie wystawia walizek. Noo, naprawdę powinnam to docenić! Pani była bardzo zdziwiona, kiedy mówiłam, ze chcę normalniej spać, choćby po to, aby może poprawić swoje limfocyty, których ciągle mi brakuje, a inne metody nie działają. Nie słyszała, żeby sen wpływał na odpornośc człowieka... Dzięki pewnej osobie, trafiłam do neurologa, specjalizującego się w leczeniu otępień. Na razie czeka mnie rezonans, a potem najpewniej SPECT. Zrobiłam też kapilaroskopię- wynik nieprawidłowy, ale na szczęście nie jest to obraz tocznia. Podejrzewano zespół antyfosfolipidowy (objawy, przebieg ciąż, petocje), ale przeciwciał na szczęście nie mam. Kapilaroskopia ocenia mikrokrążenie- u mnie nie jest ono prawidłowe, mam zbyt rzadkie i rozszerzone pętle, mają one nieprawidłowe kształty. Zapewne to samo mogę więc mieć w mózgu.... Neuropsycholożka, która wykona mi ponownie ocenę funkcji poznawczych radzi poczekac na wyniki badań, bo leki, które mogłyby wywołac sen, mają to do siebie, że pogarszają pamięć...I radzi znaleźć psychiatrę, który zna się na boreliozie i który w związku z tym nie zaszkodzi. Znacie może takiego? Objawy, które mi pozostały i się nie zmieniają od września: znaczne osóabienie pamięci świeżej, zaburzenia koncentracji uwagi, pustka w głowie i przewlekłe zmęczenie. Ostatnio niemal codziennie dokucza mi głowa i suche, podrażnione oczy, ale wiązałabym to raczej z bezsennością. Oczekuję teraz na wyniki PCRa w kierunku Bb, c.albicans i uniwersalnej identyfikacji bakterii. Dodatkowo pojawił się trop mononukleozy- wyszły mi wysokie przeciwciała- wyższe, niż 2,5 roku temu. Ten wirus lubi limfocyty B, a ja mam ich stały niedobór- podobnie jak w ogóle wszystkich limfocytów. No i może powodowac własnie objawy przewlekłego zmęczenia. Syn zakończył leczenie kilka dni wcześniej, do Poznania poszła krew na podobne badania. Podejrzewam, że objawy, które miewał osoatnio, moga mieć związek z grzybkiem. W naszym codziennym menu zamiast abaxów, pojawił się flucofast, no i nystatyna; reszta wspomagaczy i dieta bez zmian. Zamierzam podbudować trochę swój organizm, porobić konieczne badania, najprawdopodobniej powtórzę badanie subpopulacji limfocytów, aby zobaczyć, w którą stronę poszły zmiany. Być może mam jakąś przewlekła, może nieznaną jeszcze, infekcję bakteryjną, która blokuje mi wyzdrowienie. W każdym razie limfopenię miałam od poczatku choroby, więc nie można jej wiązać z antybiotykami. Wrócę do leczenia, jeśli objawy się pogorszą lub poprawi się Tosho na chinolonach. Myślę, że za niepowodzenie terapii u mnie odpowiada w głównej mierze stres- moja choroba, brak rozpoznania przez lata,potem choroba syna, nasze leczenie- to były problemy, które dźwigałam sama, na własnych barkach. Zabrakło mi po prostu Bagnowskiej... Życzę wytrwałości i osiągnięcia celu tym wszytskim, którzy się leczą. Od czasu do czasu bedę tu zerkać- z forum się nie rozstaję Dziękuję wszystkim, którzy tutaj i na priv wspierali mnie w tej nierównej walce. Odpowiedz Link
franiolek1 Re: Moja rocznica... 12.02.08, 18:50 Nat Czytam i czytam i wszystko rozumiem....mam dokladnie te sama wersje choroby. Tez podejrzewam jakas nieznana infekcje, ktora blokuje proces zdrowienia. Bardzo korci mnie, by przerwac leczenie i zobaczyc jak bedzie. Narazie tego nie zrobie, bo mam jeszcze w perspektywie leczenie, ktorego nie probowalam. Pewnie polecze sie jeszcze troche.... Nat swietnie rozumiem i mam wielka nadzieje, ze bedzie dobrze. Na cpnhelp jest wiele osob, ktore po przeleczeniu sie antybolami pozostaja bez leczenia, biorac pulsy antybiotykow, regularnie, kilka razy w ciagu roku. Mozliwosc powrotu do leczenia zawsze istnieje. Nat, nie oddalaj sie za bardzo od forum. Tutaj sa ludzie, ktorzy potrzebuja Twojego doswiadczenia, Twojej wiedzy. Ja napewno potrzebuje Twojej pomocy. Trzymam kciuki, pisz regularnie jak sie czujesz. Pa Joasia Odpowiedz Link
welwiczia1 Re: Moja rocznica... 12.02.08, 19:24 Nataszkam! Rezygnacja z abx to trudna decyzja. Ja tez zrezygnowalam po roku leczenia, ktore bardzo pogorszylo moj stan. Od pazdziernika jestem bez abx i moje samopoczucie najczesciej bez zmian lub gorzej niz w trakcie leczenia. Moje najgorsze objawy w tej chwili to: - maksymalne zmeczenie i zadyszka - ciagla tachykardia - ucisza ja tylko propanolol - bole miesni, niemoznosc np kucania lub trzymania rak w powietrzu - fale goraca - bez potow - pustka w glowie i dziwne uczucie jakby napiecia i przygnebienia, zaburzona percepcja - dretwienia Jest tego jeszcze sporo, nie bede sie rozpisywac Tez nie wiem co we mnie siedzi. Przez pierwsze 7 miesiecy leczenia mialam miazdzace herxy, ale i calkowity brak poprawy Ja mam swoja teorie ze to ciagle borelioza i jestem w grupie tych 20% nieszczesnikow, na ktorych leczenie nie dziala (chociaz to tez paradoks - byly herxy, ale brak poprawy) Z koinfekcji udalo mi sie tylko wylapac Cpn. Nat czy to kojarzysz badanie polegajace na mierzeniu przeplywu krwi w tetnicach szyjnych? Robili mi takie badanie jak lezalam w szpitalu, ale w tamtym okresie mialam potezne herxy i malo co pamietam, wlasciwie nawet nie bylam w stanie spytac co to za badanie i po co. Wiem tylko ze wyszly mi tam nieprawidlowosci - krew plynela bardzo szybko - co zwalono na stres. Nie mam tych wynikow i raczej z pewnych wzgledow nie bede miala. Moze Ty wiesz jak nazywa sie to badanie? Tylko nie pytaj mnie o szczegoly, bo bylam wtedy strasznie sfazowana i niewiele pamietam. Sciskam i trzymaj sie!!! Odpowiedz Link
nataszkam PRZERWA w leczeniu, a nie jego koniec 19.02.08, 11:03 To nie jest tak, że ja zakończyłam leczenie! Ja je przerwałam. Piszę to dlatego, że otrzymałam kilka maili od osób, które były zaskoczone moją decyzją, bo ja przecież byłam zwolenniczką długich terapii. Bo tak jest nadal! Na podstawie tego, co można znaleźć w publikacjach wiem, że nie ma innej opcji. Ta bakteria jest zbyt sprytna, a przy tym bardzo mało zbadana, aby wierzyć, że krótka, bezbolesna terapia przyniesie efekt. Ale do tego każdy powinien dojść sam- czytać, dyskutować i wyciągac wnioski, aby potem nie mieć do nikogo pretensji, że „Tak na forum pisali, więc tak zrobiłam jak kazali”. Lata obecności bakterii w organizmie nie są bez znaczenia- jeśli choroba jest aktywna (jak u mnie), to zniszczenia zawsze będą. I to one w pewnym momencie także mogą wpływać na długośc terapii i jej efekt końcowy. Plus do tego koinfekcje, których przecież do końca nie znamy. Z róznych powodów niektórzy nie podejmują leczenia- ot, choćby z powodów finansowych. Tak samo jest z przerwaniem terapii. Jak pisałam- ja przerwałam swoją, bo czuję, że na razie nie dam rady z tego wyjść; same abaxy tego nie zrobią. Pisałam o fatalnym stanie moich limfocytów- muszę się nimi zająć. To samo z niedoborem wit,D3. Poza tym powinnam pozałatwiać swoje sprawy osobiste, wyprowadzić je na prostą, bo stresy z nimi związane nie pozostają na pewno obojętne na mój stan obecny, a wręcz przeciwnie- pewnie odgrywają kluczową rolę. Chciałam to zrobić po wyleczeniu; jednak to jest chyba tak, że aby ruszyć z leczeniem w dobrym kierunku, to muszę je najpierw rozwiązać. To z kolei wymaga zdrowia, siły, a tego nie mam... Dodatkowo teraz doszedł stres związany z kontynuacją choroby u syna. I koło się zamyka... Chciałam tylko jeszcze wspomnieć, że nie żałuję decyzji o przerwaniu leczenia- w takim stanie, w jakim byłam jeszcze kilkanaście dni temu, chyba nie potrafiłabym racjonalnie mysleć, nie dałabym rady udźwignąć powrotu choroby u syna. Potrzebuję czasu, postępów w leczeniu u niego, polepszenia moich wyników, aby mysleć o powrocie do terapii. Syn nie wie, że nie biorę abaxów- on jest zbyt mocno związany emocjonalnie ze mną, za bardzo boi się o moje zdrowie, aby mu to mówić. Oczywiście- jeśli moje objawy się nasilą, do leczenia powrócę od razu, bez zbędnego oczekiwania. Joasiu, ja też miałam/mam jeszcze rózne możliwości do wykorzystania w leczeniu- ot, choćby erytromycyna Tosha czy dłuższy biotraxon. Ale zostawiam je sobie na czas, kiedy uzyskanie lepszych efektów leczenia będzie bardziej prawdopodobne. DXiu, ja naprawdę nie chce już niczego odkrywać. Chciałabym się zająć tym, czym inni w moim wieku Welwiczio, chyba należymy do tego samego gatunku boreliozowiczów Mam nadzieję, że jednak któregoś razu uda nam się zblizyć do pełni zdrowia A to badanie, to Doppler naczyń domózgowych (ocena do wejścia ich do czaszki- potem na zwykłym aparacie nie widac tętnic mózgowych). Też to miałam, również z oceną dużych naczyń mózgowych- bez zmian na szczęscie. Michał, własnie brak poprawy w najbardziej dokuczliwych dla mnie objawach, ta stagnacja, no i brak herxów spowodowały u mnie doła giganta, a razem z innymi sprawami wpłynęło na podjętą decyzję. Masz rację- koinfekcje mamy- to jest bardziej niż pewne. Tylko nie wiadomo jakie, no i jak to leczyć... Reni, myslę, że jednak najtrudniejsze jest przede mną, a nie poza mną. Mam rok doświadczenia, ale co mi z nich? Rok temu była nadzieja, a z nią dzisiaj u mnie baaaardzo krucho. Zaz, ja CHCIAŁABYm się nauczyć włoskiego- ten język baardzo mi sie podoba po prostu Ale nawet najbardziej włoski Włoch nie dałby rady moim opornym neuronom i połączeniom między nimi Żadna motywacja by tu nie pomogła Potrzebuję mojej starej pamięci i tyle. Bagnowska- no widzisz, jaki ten los jest- ja mam finanse na leczenie, ale nic mi po nich na razie. Śledzę zawsze Twój watek i trzymam kciuki. Wierzę, że Twój mąż dojdzie do takiego stanu zdrowia, że nie będziecie potrzebować już pieniązków na jego poprawę, tylko na przyjemności dla Was obojga Likorku, no to mamy współną rzecz- wynik rezonansu Mój też jest OK, chociaz mam jakąś torbiel zapalną w dole szczękowym- jak nic, pewnie muszę się rozstać z moją jedyną ósemką Moje pismo jest rozchwiane i zmienne od poczatku choroby. Są okresy w pracy, kiedy muszę podpisać kilkaset dokumentów. Do tego musze się podpisać jednakowo, bo ma to byc zgodne z wzorem podpisu ( Choćbym nie wiem, jak się starała i skupiała, to nie wychodzi tak samo ( A kiedyś jedną ręką popijałam kawkę, drugą mazgroliłam podpisy, a w międzyczasie rozmawiałam z koleżankami... Ech, to były czasy... Wszystkim Wam dziękuję za ciepłe słowa. Fajnie, że jesteście. Odpowiedz Link
michal056 Re: Moja rocznica... 12.02.08, 22:26 Nataszkam.Myślę że podjełaś słuszna decyzje.Jak nie ma poprawy czas odpocząć.Szkoda tylko że nie udało Ci się dojść do lepszej formy.Myślę że wszyscy mamy koinfekcje i żle ją leczymy.Rifampicyna wg. mnie sie nie sprawdz,a tylko tym wszyscy leczą Bartonelle .Ja kończe 16 mc abx i w zasadzie od pół roku też stoje w miejsu.Na szczęście nie mam bóli i z głową też nie najgorzej. Trzymaj się.Zyczę Ci dużo zdrowia. Odpowiedz Link
reni5553 Re: Moja rocznica... 12.02.08, 22:51 Nat-trzymam kciuki, bardzo mocno trzymam kciuki. Będzie dobrze. Musi być dobrze bo inaczej to byłaby złośliwość losu już chyba. Zakończenie leczenia jest zawsze trudną decyzją. Ty już masz to za sobą. Wszystko co najtrudniejsze już za Tobą. Teraz już może być tylko lepiej. Odpowiedz Link
tokis A propos postu Nataszkam: 12.02.08, 22:34 Dokładnie tak to sie nazywa, usg tętnic szyjnych. Miałem to robione z powodu podejrzenia tzw. krótkotwałych niedokrwien mózgu. Natomiast co co postu Nataszkam gdzie pisze o innych byc może niewkrytych patogenach: Otóż mi badanie pcr uniwersalnej sekwencji czy coś tam wykryło DNA jakiejś niby-riteksji (coxiella cheraxi) która tez jest przenoszona przez kleszcze! Ja takie wrazenie o którym piszesz (utraty funkcji poznawczych),np. niemoznosci nauczenia sie nowego języka mam od wielu (5-8 lat i to jest bez związku z moim zakażeniam kleszczowym w czerwcu 2007. Nauczę sie jakiegoś wyrażenia - za jakis czas juz nie pamietam. Z pamięcią - okropnie, wydaje mi się że gozrej z roku na rok. Nie potrafie np. opowiedzieć obejrzanego filmu. Wszystko musze zapisywać. Dawniej pisałem duzo (jeszcze na maszynie), teazr (o właśnie!) pisze tak, przestawiam nagminnie litery. Moje ręczne pismo wygląda jak jakiegos paralityka, jak próbuję pisac szybko to wychodza nieczytelne bazgroły. Zmienił mi się charakter, stałem sie wybuchowy, nie lubię ludzi, imprez, rozmów towarzyskich. Dużo myślę o smierci. Miałem robione RMI głowy i EEG i nis szczególnego nie wykazało, a myslałem na 100% ze to poczatki alzheimera albo jakies priony kreuzfelda - jakoba. Muszę jeszcze zrobic to badanie o którym wspominasz funcji poznawczych. To tyle. Odpowiedz Link
likorek Re: A propos postu Nataszkam: 13.02.08, 12:11 tokis napisał: > > Nauczę sie jakiegoś wyrażenia - za jakis czas juz nie pamietam. Z > pamięcią - okropnie, wydaje mi się że gozrej z roku na rok. Nie > potrafie np. opowiedzieć obejrzanego filmu. Wszystko musze > zapisywać. Dawniej pisałem duzo (jeszcze na maszynie), teazr (o > właśnie!) pisze tak, przestawiam nagminnie litery. Moje ręczne pismo > wygląda jak jakiegos paralityka, jak próbuję pisac szybko to > wychodza nieczytelne bazgroły. Zmienił mi się charakter, stałem sie > wybuchowy, nie lubię ludzi, imprez, rozmów towarzyskich. Dużo myślę > o smierci. > Miałem robione RMI głowy i EEG i nis szczególnego nie wykazało, a > myslałem na 100% ze to poczatki alzheimera albo jakies priony > kreuzfelda - jakoba. > Muszę jeszcze zrobic to badanie o którym wspominasz funcji > poznawczych. > To tyle. Tokis, może pocieszy cię fakt, że miałam dokładnie takie same objawy jeżeli chodzi o pisanie - bazgroły i przestawianie liter. W miarę leczenia wszystko całkowicie przeszło - już nie jestem dyslektykiem i pismo ręczne też wróciło do czytelności. Odpowiedz Link
bagnowska Re: A propos postu Nataszkam: 13.02.08, 12:39 Grzegorz ma też pismo rozchwiane. Od początku leczenia bywają dni, kiedy pismo (ręka) wraca do normy, ale ogólnie problemy są jeszcze spore z koordynacją, sprawnością ręki. Pozdr - basia Odpowiedz Link
zazule Do Nat 13.02.08, 07:03 Nat pisz prosze regularnie co u Ciebie słychać. Ja od prawie 2 lat nie jestem w stanie zapmietac 3 cyfrowego wew jaki mam do pokoju w pracy. Jak mi sie wydawało ze juz umiem to podalam kurierowi, nieco inny ) Mysle ze pamiec moge miec juz do konca zycia taka sobie, ale za to zauwazyłam, ze zaczynam lepij mylśleć logicznie i mam wiecej inicjatywy w działaniu. Po co Ty sie uczysz wloskiego? Najlepiej poznaj jakiegos milego wlocha i w 2 godziny opanujesz podstawy. pozdr z Odpowiedz Link
bagnowska Re: Do Nat 13.02.08, 09:11 Nataszko Kochana! Dziękuję za Twoje mądre, ciepłe wsparcie! Bez Ciebie, bez Was nie byłabym tą Bagnowską, którą odbieracie na forum.Ale i ja mam chwile totalnych zwątpień. Teraz u Grzesia jest stgnacja z tendencją do pogorszeń no i nie wiem, co dalej wywmyśli Nasza Dr Beata. Oczywiście, zastosujemy się z całym zaufaniem do jej zaleceń, ale Ona też jest niestety ograniczona naszymi problemami finansowymi no i kółko się zamyka... U nas istnieje coraz większe prawdopodobieństwo, że będziemy musieli przerwać kurację ze względu na kasę (( I to boli najbardziej! Nie mogę podjąć lepiej płatnej pracy, bo to sie wiąże z większym zaangażowaniem czasowym , więcej niż 8,9 godzin dziennie, a Grzegorz wymaga mojej opieki i tak jest bardzo dzielny...Widzisz, Kochana, mamy dylematy wszyscy, my tak naprawdę też nie wiemy, czy tak obciążające leczenie odniesie w konsekwencji skutek... Nataszko, odpocznij, nabierz dystansu i sił i podejmij leczenie jeszcze raz wzmocniona tymi badaniami, które masz jeszcze wykonać.Nie rezygnuj! Jeśli nam pozwoli sytuacja materialna (zapełni się konto Grzesia w Fundacji), to myślę, że dopiero po 3 latach podejmiemy decyzję o ewentualnej zmianie diagnozy, powrocie do sm...? Nie wiem... Mocno Cię ściskam, nie opuszczaj nas - Basia Odpowiedz Link
likorek Re: Do Nat 13.02.08, 11:06 Nat, koniecznie dziel się z nami swoimi spostrzeżeniami bez abaxów, każdy ma zwątpienia i zastanawia się jak długo to ciągnąć.To bardzo trudna decyzja. Też mam problemy z pamięcią i myślę, że nie byłabym w stanie nauczyć się włoskiego. Natomiast wczoraj robiłam rezonas głowy. Wynik - śliczny, żadnych znamion świadczących o problemach z koncentracją czy pamięcią. Ukrwienie też bdb. Brak jakichkolwiek zmian. Tam tych naszych braków nie widać, chociaż to bardzo nowoczesne urządzenie ten rezonans. Trzymam kciuki. Odpowiedz Link
nataszkam Niestety, nie skończyliśmy leczenia... 15.02.08, 21:47 Własnie odebrałam mailowo wynik PCRa na Bb syna- pozytywny (( Odpowiedz Link
nataszkam PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 11:20 9.01 tak pisałam: "Tuz przed Bożym Narodzeniem zakonczyliśmy pierwszą kurację na robale- zero reakcji" Syn miał wtedy jeszcze leczenie na Bb: cedax, rulid i metro dołożone na 3 dni przed PCRem, no i Rif na bart... "Ze względu na brak objawów i negatywny PCR, a podejrzenie bartonelli, syn został na rifampicynie; do tego rolicyn. Na nowym zestawie pojawiły się bóle głowy" Na rif nie miewał bólów głowy, więc to nie ona była ich powodem. Latem był na rulidzie i też ich nie było... "Podczas drugiego podejścia do wytrucia robali, dodatkowo doszły bóle kości, takie punktowe. A do tego osłabienie. Syn opuścił nawet z tego powodu lekcje WF i swoje ulubione zajęcia SKSu.... " Podczas tego trucia syn nie miał już pokrycia na wszystkie formy bakterii Bb- jeśli miał robale,a w nich bakterie Bb, to w tym momencie doszło do rozsiewu choroby... "Chyba zamówię kolejny zestaw z Poznania..." Jak rzekłam, tak zrobiłam, mimo, że część osób uznała mnie za histeryczkę, która w dziecko chce wlewać chemię bez końca... Krew wysłałam dopiero miesiąc póżniej- w tzw. międzyczasie syn mial ferie i całe 2 tygodnie był poza moim zasięgiem, a monsz- jak to chop, zupełnie nie zwracał uwagi na to, jak się czuje syn. Z relacji syna wynikało, że był lekko osłabiony, miewał bóle głowy, kości, ale w tym czasie był lekko przeziebiony (??) i jeździł na nartach, więc to wszystko mogło mieć ze sobą związek... Po powrocie z ferii syn miewał bóle głowy, ale takie krótkotrwałe, jakieś niewielkie punktowe bóle kości, ból pod kolanem, w okolicach kostki (ale z kolei codziennie w szkole grają w nogę, więc to było jakieś wytłumaczenie)... Pięć dni przed pobraniem PCRa brał Zamur, tini i rulid. Na tym zakończyłam leczenie u syna w nadziei, że ten trzeci PCR to tylko formalność... Syn bał się zaprzestania leczenia, mówił, że on czuje, że ma jeszcze boreliozę, że mu się nie biega tak dobrze, jak wcześniej... A ja bałam się, że to może grzybki, a nie żadna borelioza. Miejsce abaxów zajął flukonazol- na nim pojawiły się szybko bóle głowy, osłabienie, bóle kości trochę się nasiliły, jakieś nudności... Ani chybi- działania niepożądane leku...Tylko, że po 5 dniach na abaxach borelkowych, mógł być to przecież herx. Albo po prostu- objaw samej choroby Syn powtarzał, że to na pewno borelioza ( Fluko brał 5 dni i postanowiłam zamienić to na olejek z oregano do czasu otrzymania z Poznania wyniku PCR na c. albicans... Dokładnie tydzień po zaprzestaniu abaxów, dostał zapalenia ucha i niestety, mamy powrót do antybiotyków Jest to azitrox. Zrobiłam rachunek sumienia i objawy wcale nie są grzybowe. Zresztą, syn naprawdę przestrzegał dietki, łykał probiotyki, czasami też nystatynę. No i ten wynik z PCRa na Bb (( Może wynik grudniowego PCRa (negatywny) wynikał z tego, że w tym dniu bakterii (ich trupów) nie było we krwi? A może nawrót choroby wywołało leczenie na pasożyty, bez pokrycia abaxowego? Na pewno tego nikt nie dojdzie. W każdym razie syn wraca do leczenia. Odczuł wyraźnie ulge po tym, kiedy rozmawiałam z nim na temat wyniku i ew. dalszego leczenia... On jednak wiedział, że ma bb, a tylko ja starałam się tego nie zauważyć- ze strachu o niego, ale pewnie i moje przemęczenie też tu namieszało. Plany: poczekam na wynik PCRa na c. albicans i jeśli bedzie negatywny, to najpewniej przejdzie na biotraxon (te bóle głowy!), choć pierwsza jego reakcja- "to już wolę debecylinę!". Na razie bierze azitrox. Mam zgodę syna na to, że będę mu ten biotraxon podawała sama- łącznie z wkłuciami (wczesniej mogłam tylko podłączać; nie dał mi się kłuć, a przełamał się dopiero na ostatni PCR do Poznania). Żyły na fatalne, na pewno nie będzie wenflonów. Ale syn zaproponował na to sposób- będzie kłuty po wieczornej kąpieli- wtedy mu zyły ładnie widać. Aha, do tego leczenie p/ pasożytnicze ponownie. Oczywiście- to są moje propozycje; ostatnie zdanie ma przeciez lekarz. Jeśli mój wynik będzie pozytywny, to raczej nie podejme leczenia- chyba, że dojdzie do pogorszenia. Najpierw chcę zająć się moimi limfocytami, no i niedoborami wit. D3. Nawet w FAQ są info o tym, że bez wyprowadzenia na prostą tych spraw nie uda sie odzyskać zdrowia... Dwa miesiące temu z testu CD57 syna wynikało, że leczenie idzie w dobrym kierunku, ale jeszcze troche zostało. Ilość komórek to 114, a to dobrze rokuje. Ok. 200 to jest cel. Może za kilkanaście dni ponowię ten test- zobaczę, jak się zmienił w stosunku do pierwszego wyniku.Sobie przy okazji też zrobię. Jeśli u syna nie doszło do rozsiewu choroby podczas trucia robali, to może to oznaczać, że rif nie dała sobie rady z BLO (bartonella dodatnia)...i to ta bakteria blokuje leczenie boreliozy... Wnioski na dzisiaj: 1. Uważniej słuchać syna- po tylu miesiącach leczenia zna swój organizm lepiej, niż ja i wie, na co zwracać uwagę 2. Nie sugerować się pojedynczym negatywnym wynikiem PCRa (co pisałam tutaj wielokrotnie- a sama co zrobiłam?) 3. Podczas całego leczenia, a zwłaszcza podczas dożylnego, trzymac grzyby w ryzach, biorąc nystatyne, ale i flukonazol -to wniosek z ostatnich grzybic na forum, chociaż mam nadzieję, że dieta jednak ma znaczenie i u syna nie będzie c. albicans we krwi, bo wtedy od mojego załamania byłby tylko krok... 4. Wierzyć, że zbliżające się wakacje będą już bez abax... 5. Boreliozę leczy sie długo. Niestety, kolejne urodziny syna będa bez torta ( I nasze łasuchowanie w MacDonaldzie znowu się oddala ( Odpowiedz Link
nataszkam Zapomniałam .........: 16.02.08, 11:32 Zapomniałam o drętwieniach u syna Tzn. z opisu wynika, że to mogą być drętwienia rąk. Po powrocie z ferii, podczas układania się do snu, syn twierdzi czasami, że jakoś nie może sobie miejsca znaleźć na ręce, bo robią mu się jakies ciężkie ...Nie jest to codzienne, ale się zdarza. Jednorazowo skarżył sie też na dziwne skurcze w okolicy łokcia- jakby mu robaczki pod skóra przez chwilkę chodziły. Odpowiedz Link
hopekk Re: Zapomniałam .........: 16.02.08, 12:31 Jestem niemal pewny ze we krwi synka nie bedzie grzyba Mysle, ze to nie jest jego problem. Raczej inne robale. Tak sie zastanawiam czy skoro nie mozna wytepic do konca bb (teoria np lekarza Piotra z forum - wsumie zgadzam sie znia) podobnie jak gruzlicym to czy nie warto gdy bedzie wysokie cd57, naprawde dobre samopoczucie, bez objawow jak juz wczesniej synek mial, zajac sie odpornoscia, zdrowym zyciem i moc pozwolic uchwycic chorobe w ryzach systemowi immunologicznemu? Nie otwierac juz wtedy cyst i starac sie zyc bez wielkich przeciazen, stresow czy przykrych przezyc a wszystko bedzie dobrze. Odpowiedz Link
reni5553 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 13:22 "Po powrocie z ferii syn > miewał bóle głowy, ale takie krótkotrwałe, jakieś niewielkie > punktowe bóle kości, ból pod kolanem, w okolicach kostki" Nat, nie wiem, może to coś wyjaśni. Ja cały czas w zasadzie mam takie objawy jak piszesz-punktowe bóle kości, stawów, czasem głowy (z tym, że głowy już zdecydowanie mniej) i dziwne "robaczki" w jednym miejscu *u mnie w okolicach kregoslupa* jedno takie miejsce mam od czasu do czasu czuje dziwne dretwienia. to tak na marginesie pisze bo moze to zaden zwiazek. Odpowiedz Link
mile13 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 13:34 Nat tak mi przykro z powodu Bartka ,miałam nadzieję ,że ma to wszystko juz za soba.Aż boję sie w poniedziałek zadzwonić po swoje wyniki.Pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link
franiolek1 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 14:18 Nat, mnie tez jest baaardzo przykro, czytajac wiadomosci od Ciebie. Ja nie jestem zdania, ze gdy sa obajwy typu dretwienia rak, bole glowy czy kostek i mrowki to mozna odstawic antybiotyki i liczyc na wzmocniony uklad odpornosciowy. To jest ryzyk fizyk, a nuz sie uda...tak nie mozna z dzieckiem. Ja mysle, ze trzeba odkrecic pewna rzecz na tym forum. Coraz wiecej osob przerywa leczenie, bo dostaje negatywne wyniki PCRa z Poznania. PCR z Poznania jest napewno najlepszym badaniem jakie istnieje w tej chwili na polskim rynku, ale nie jest o badanie, ktore dawaloby 100% dobrych wynikow. Mysle ze nawet nie 70%. PCRy rt dokladnie na tym samym sprzecie sa robione rowniez w labach w Stanach i nie wniosly one przewrotu w leczeniu boreliozy. Nikt nie proponuje wsrod llmd monitorowania leczenia pcrem. Mysle, ze pozytywny wynik nalezy uznac za prawdziwy, ale do negatywnego trzeba podejsc bez zaufania. Takie jest moje zdanie. Jezeli znasz mechanizm obronny tej bakterii i jej styl zycia, to latwo zrozumiec, ze pcr jest badaniem z jednej kropli krwi. A kretki boreliozy, bardzo szybko chowaja sie w miejsca slabo dostepne, moduluja produkcje fibryny, ktora uszczelnia naczynia, lubia miejsca jak zeby, szramy i mozg, gdzie trudno je wylapac. By je wylapac PCRem trzeba miec sporo fartu, szczegolnie bedac na antybiotykach, badz po leczeniu. Mysle, ze sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niz wyniki pozytywne lub negatywne z PCRa, chociaz dobrze wiem, jak bardzo by sie chcialo w te wyniki wierzyc, gdy sa negatywne. Jest tez inna sprawa, to wspolinfekcje. Mozemy byc nadal chorzy, nie majac kretkow we krwi.... Mysle Nat, ze moze te pasozyty sa jakas odpowiedzia na watpliwosci i pytania. Ja musialam przedluzyc leczenie syna wlasnie po flubendazolu. Ewidentnie objawy po nim wrocily. Pediatra powiedzial, ze teraz juz zawsze trzeba podawac antybiotyk Franiowi jezeli bedziemy go leczyc na robale. Nat, ne placz, ne denerwuj sie, Bartek ma sie coraz lepiej i bedzie napewno dobrze. To silny mlody organizm, w dodatku z silna motywacja, bo pilka czeka Mysle, ze mozesz pozwolic na odchyl w diecie z okazji urodzin. Idz z dzieckiem do McDonalda jezeli mu to frajde sprawia i zjedzcie tort. Urodziny sa raz w roku, mozna zrobic odchyl, podaj potem podwojna dawke probiotykow na noc. Bartek jest dzielny i ma tylko 12 lat. Nat, mocno Cie sciskam, caluje, bedzie dobrze, napewno Joasia Odpowiedz Link
hopekk Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 14:57 "Ja nie jestem zdania, ze gdy sa obajwy typu dretwienia rak, bole glowy czy kostek i mrowki to mozna odstawic antybiotyki i liczyc na wzmocniony uklad odpornosciowy. To jest ryzyk fizyk, a nuz sie uda...tak nie mozna z dzieckiem." - a kto jest takiego zdania ? Bo ja w swoim poscie na pewno nie. Odpowiedz Link
franiolek1 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 15:02 A to w takim razie zle zrozumialam, sorry. Odpowiedz Link
reni5553 Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 16.02.08, 16:13 Joasia ma rację, Nat. pozostała Wam końcóweczka leczenia, utarcie nosa chorobie. Jak widać o wyleczeniu decyduje przede wszystkim definitywne ustąpienie objawów. PCR ma nas tylko w tym upewnić. a szkoda, chciałoby się mieć takie badania, które dają pewność. Trzymam za Was wszystkich chorych kciuki, będzie dobrze, musi być dobrze. Odpowiedz Link
zazule Re: PCR + objawy...CD57 chyba się nie myli... 17.02.08, 00:24 Myśle ze jest jeszcz jedna rzecz do odkrecenia, tzn czas leczenia. Jest jaks magiczna bariera roku, ze po roku to juz powinnno byc całkiem dobrze jak nie jest to przychodzi zniechecenie i złamanie. Tymaczasem wiesci z lymenetu sa takie ze czesto trzeba sie leczyc około 3 lat. Wiesci z forum cpnhelp (czyli forum o chalmydi) ze 2-4 lata to standart. Jak ktos sie wyleczyl z cpn po roku to nalezy uwazac to za wyjatek a nie regułe. pozdr zaz Odpowiedz Link
spinka7 Negatywny PCR rt nie jest wyrocznia 17.02.08, 22:07 Witam W pelni sie zgadzam z Franiolkiem. Pozytywny PCR z krwi jest przypadkiem, nie regula. Wyjdzie dodatni, gdy w pobranej probce bedzie fragment borrelii, a to nieczesto sie zdarza. Wielu LLMD na ten temat pisalo. Poniewaz rzeczywiscie wielu forumowiczow zaczelo uzalezniac kontynuacje leczenia od wyniku PCR z Poznania i przerywac leczenie po negatywnym wyniku, sadze, ze nalezy stworzyc nowy watek na ten temat, aby ostrzec ludzi przed pochopna decyzja. Pozdrawiam spinka Odpowiedz Link
nataszkam Prostuję o PCRze 18.02.08, 10:01 Moja decyzja o zakończeniu leczenia u Bartka nie była podjęta tylko i wyłącznie na podstawie PCRa!!! Jeśli ma ktoś ochotę, proszę o doczytanie wyżej- mój syn był bezobjawowy w zasadzie od końca sierpnia. Wg kryteriów ILADS można było u niego zakończyć leczenie boreliozy pod koniec listopada! Było przedłużone (nadal bezobjawowy był) do połowy grudnia, bo w październiku było kilka kopii DNA w PCRze (jednak formalnie wynik był negatywny). Jeszcze wtedy, w październiku, nie wiedziałam tego, co teraz wiem (bo widziałam naocznie)- że bakteria po paru tygodniach leczenia potrafi znikac z krwi na całe tygodnie, by ponownie pojawić się na kilka, kilkanaście dni i że jest prawdopodobieństwo, że tak jest do końca leczenia- okresy pojawiania się bakterii są coraz bardziej oddalone od siebie. Teraz zdecydowałam się na zakończenie leczenia, bo nie kojarzyłam objawów syna z boreliozą!! Ja jej nie chciałam widzieć, nie chciałam panikować. Byłam pewnie tez zbyt zmęczona. To był prawie rok leczenia, w zasadzie bez przerw, więc uznałam, że te objawy to pewnie grzybek... Moim błędem było trucie robali bez osłony abaxowej. Pierwsze podejście do trucia też było bez sensu, bo za póxno je zrobiłam- abaxy na bb dostawał jeszcze tylko jakies 5 dni po ostatniej tabletce Vermoxu...Być może dlatego po kilku dniach na rif i rulidzie pojawiły się u syna bóle głowy... Zmyliło mnie jeszcze to, że na poczatku lutego, kiedy była u nas piękna, wiosenna pogoda, syn biegał na dworze i czuł się bardzo dobrze. Jednak już wcześniej, no i póxniej, czyli teraz, jego wytrzymałość znacznie się zmniejszyła, jest bardziej bez siły. No i do tego te bóle kości i głowy... I jeszcze bolał go kark... Przez 2 dni masowałam mu tę okolicę, wcierałam maści- myśleliśmy, że go wiatr przewiał. Przestało boleć po azitroxie, który dostał z powodu zapalenia ucha... Wracając do PCRa- nadal twierdzę, że jest użyteczny- ot, choćby pozytywny wynik z października u syna... Ale nadal też twierdzę, ze nie ma sensu go wykonywac, jeśli nie ma ustabilizowanej sytuacji z objawami, w połączeniu z długim leczeniem. Bez sensu jest wg mnie wykonywanie badania po 4-5 miesiącach leczenia, nawet, jeśli objawy zanikły w całości.A już całkowitym bezsensem jest twierdzenie, że neuroborelioze/ boreliozę da sie szybko wyleczyć. Moje dziecko było leczone zestawami abax na Bb przez 11,5 miesiąca- i nie dało się tego wyeliminować do końca. No i sprawa ewentualnych pasożytów- wg mnie najprawdopodobniej jednak odgrywała tu znacząca rolę... Może ktoś skorzysta z moich doświadczeń... Odpowiedz Link
ewa475 Re: Prostuję o PCRze 18.02.08, 10:23 Nataszko,potwierdzasz moje przemyślenia co do PCRa,dlatego tak bardzo dopominałam się o jeśli to byłoby możliwe tego Cd57,gdyby on rzeczywiście miałby być pomocny w monitorowaniu.Rozumiem,że twój syn ma bliski 200,czyli naprawdę jest na końcówce i to jest naprawdę dobra wiadomość.Doleczy się po tych paskudnych robalach i pójdzie do przodu. Ja herxuję mocno na Malarone,tak samo mniej więcej jak na Tinidazolu,więc też jakby zabijam. Widać,że każdemu z nas przyda się kuracja na robaki,ale tak naprawdę nie ma jej kiedy zrobić jak się dodatkowo leczy te wszystkie koinfekcje jednocześnie.A wiem,że to jest znowu jakaś okropna chemia,od tych wszystkich cudowności to już wolę poczciwe antybiotyki. Bądź dobrej myśli,Nataszkoto ta zaraza jest okropna,a nie Twoja najlepsza w danej chwili decyzja.Ale ja też to mam co do swoich córek. Ściskam serdecznie,trzymajcie się,Ewa. Odpowiedz Link
franiolek1 Re: Prostuję o PCRze 18.02.08, 13:07 Nat przemyslenia o PCRze wpisalam w Twoim watku, ale nie odnosily sie o ne dokladnie do sytuacji Bartka; Wiem, ze przerwanie leczenia bylo przemyslane, a PCR negatywny jedynie potwierdzil slusznosc decyzji. Zrobilabym prawdopodobnie to samo. Leczenie dzieci jest bardzo skomplikowane i delikatne. Na barach matki spoczywa olbrzymia odpowiedzialnosc, ja sie z tym straszne szarpalam. Tak jak Ty podalam srodki na robale, nie wliczajac mozliwosci re-infekcji. Dopiero gdy Franek poczul sie zle, to skojarzylam wszsytkie fakty. Nat, nie zamartwiaj sie, w tej pierunskiej chorobie robimy co mozemy, zeby ratowac zdrowie. A zadanie mamy naprawde trudne! Mocno Cie caluje i przesylam pelno odwagi i sily, by to wszsytko udzwignac; Joasia Odpowiedz Link
eva-79 Re: Niestety, nie skończyliśmy leczenia... 16.02.08, 19:46 Ta wiadomosc bardzo mnie zasmuciła...Pamietam jak czytałam o tym jak Twój syn zastanawiał sie nad tym, czy sw.Mikołaj ma wpływ na leczenie...-łzy same mi leciały, potem czytałam o ujemnych PCRach i koncu leczenia-płakałam ze szczescia, myslałam ze dzielny chłopak ma to juz za soba, a tu masz...Wierze jednak,ze to przez ten brak abx podczas trucia pasozytów i niebawem bedzie całkowity koniec z borelioza.Bede trzymac kciuki.Ewa Odpowiedz Link
nataszkam Re: Niestety, nie skończyliśmy leczenia... 19.02.08, 11:57 Reni, syn takie objawy miał na samym poczatku choroby i potem jeszcze przez kilka miesięcy leczenia. One teraz też występują okresowo i nie sa w zasadzie zbyt silne. Najczęściej i najbardziej boli go obecnie dół podkolanowy, i raz jeden skarżył się na ból barku...Robaczki były tylko jeden, jedyny raz. Na szczęscie bóle głowy nie sa takie, jak na poczatku choroby- trwają kilka godzin, nie wymagają nawet podania leku p/ bólowego. Mile, sam wynik nie ma większej wartości- ważny jest z objawami. mam nadzieję, ze u Ciebie będzie on wynikał z braku objawów i że zapomnisz już na dobre o tych składnikach każdego posiłku, które są przeznaczone głównie dla chorych na Bb Joasiu, masz rację z tym PCRem- do negatywnego podchodzić z rezerwą. Co do USA- o ile się nie mylę, tam nie mają techniki real Time PCR na boreliozę. A zwykły PCR wymaga kilkuset kopii (a nie 5 jak RT ), a to podczas leczenia w zasadzie bardzo rzadko się zdarza. mam nadzieję, że o użyteczności tej techniki będzie się można przekonac za kilka, kilkanaście miesięcy. Ten mój post o PCRze to nie był do Ciebie, tylko do spinki Te robale to mi się będą śnic po nocach chyba do końca życia... Wiesz, ja zupełnie zapomniałam o tych owsikach u Twojego synka- przypomniałam sobie dopiero podbijając wczoraj Twój watek na temat pasożytów Pamiętałam tylko o historii Mile, alejak widać- jestemoporna na czyjeś doświadczenia Jak ta choroba jest podstępna! Przecież ja tych objawów nie kojarzyłam z nią!!! A przecież tak samo zaczęła się ona i u mnie, i u syna!!! Jeśli po takich doświadczeniach miałam problemy z podejrzeniem jej reaktywacji, to co mają powiedzieć ci rodzice, którzy w ogóle nie wiedzą o boreliozie?? To jest straszne! Przecież takie dzieciaczki nie mają szans na normalny rozwój, dzieciństwo i zycie... Tort i MacDonald to sa opcje full wypas na zakończenie leczenia- to jest pomysł Bartka. On jest bardziej w tych sprawach stanowczy i konsekwentny, niż ja... Bo od czasu do czasu i tak bywamy w MacDonaldzie czy PizzaHut, ale plany na „pałaszowanie polecznicze” obejmują kilka pozycji, łącznie z potrójnymi frytkami Co do jego wieku- przed nim dopiero jedenaste urodziny A na razie startujemy z biotraxonem i dodatkami. No i od drugiego tygodnia trucie robali. Chyba się zagalopowałam, ze zdążymy do wakacji. Wszak to nie listopad, a luty mamy ... Zazi, ten rok leczenia- to mam nadzieję, że nie do mnie piszesz, cio? Wiem, że boreliozę leczy się długo. Ja na razie spasowałam. Ale kiedy wrócę do kontynuacji, to nie będę się już spieszyć ani zakładać. tak przynajmniej widzę to dzisiaj. Mnie zeżarły stresy. Organizm dużo zniesie, ale jednak nie wszystko. Bombadil- robiłam tylko jakościowy. Zresztą, nie wiem, czy teraz chciałabym wiedzieć, ile tych kopii tam było. Duzo czy mało- i tak nie odzwierciedlałoby to ani zaawansowania zakażenia, ani nie miało wpływu na okres dalszego leczenia. Liczba kopii nie opada wraz z leczeniem, ale ciagle skacze, więc w zasadzie to tylko kwestia przypadku, czy się akurat trafi na zbocze czy wzniesienie, albo dołek. Hopkku No daj spokój z tym zyciem bezstresowym Przecież to utopia! Przed nim choćby okres dojrzewania, pierwsze poważniejsze zakochania, klasówki, egzaminy, sytuacje społeczne w szkole etc.- dla nas to może nie sa powody do stresu, ale dla takich dzieciaków- na pewno tak. Wiadomo, że po wyleczeniu będę dbać nadal o zdrowie, jego odporność, ale nawet, gdybym go zamknęła w szklanej kuli, to na stresy i tak będzie narazony- takie sa uroki zycia. Chodzi tylko o to, aby sam nie pakował sie w takie sytuacje, no i żeby umial sobie poradzic podczas stresu... Na razie ze wszystkimi problemami biega do mnie, i to jest kłopot, bo niby OK- ma poczucie bezpieczeństwa, wie, że zawsze może na mnie liczyć, ale z drugiej strony- ja nie mogę być dla niego osobą, która rozwiąże wszystkie jego problemy- musi się uczyć radzić sobie samemu, na miarę jego mozliwości. Jest to trudne dla mnie i na razie nie bardzo mi się udaje odcinać powoli tę łączącą nas pepowinę Tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z tego, że w sytuacji choroby dziecka tylko krok do nadopiekuńczości... Ale się staram Ewo, nie wiem, jak jest z testem CD57.. Jest za mało badań na jego temat, sami LLMD zza Oceanu mają o nim rozbieżne opinie. No i problem taki, czy u nas jest on wykonywany prawidłowo. Myslę, że warto jednak robić go w formie, jak to robi pani w CZD- sa tam różne subpopulacje rozbite, a już te wyniki dużo dają. W Lublinie niestety, tego testu nie robią Sa ośrodki, gdzie dokonuja przeszczepów, ale laby mają zakupione odczynniki tylko pod konkretne potrzeby. Zresztą, tu chyba bardziej chodzi o zainteresowanie się osoby, która mogłaby pomóc, niz o same mozliwości. Dlatego pod tym względem wybieram Warszawę- nie dośc, że pani jest przemiła, duzo tłumaczy, to w dodatku nie robi tego z łaską, a wręcz przeciwnie. Syn mial wartość 114 (czy 116), była to połowa grudnia. Najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu powtórzę badanie. Evo, mój syn to naprawdę dzielny chłopak i wierzę, że przed nami tylko końcówka leczenia. Mikołaj nie pomógł nam w tym roku, ale kto wie, co się wydarzy w ciągu tych kilku kolejnych miesięcy. Ufam, że Opatrzność czuwa nad nami i będzie nam dane zakończyć to leczenie z powodzeniem. On wiedział, że jest jeszcze chory- tylko ja go nie słuchałam. Zresztą, przypuszczałam, że to może bardziej ze strachu o to, aby nie być w moim stanie. Przecież on mnie pamieta od prawie zawsze chorą, mało sprawną fizycznie, wiecznie zmęczoną po najmniejszym spacerze... Dopiero kiedy sam zachorował, zrozumial, dlaczego tak się slimaczę w górach czy zostawiłam rower w spokoju na te kilka lat. A kiedy zaczął czuć się zdrowo, biegał i szalał, zobaczył różnicę i nie chce tego stracić. Postaram się na bieżąco informowac o przebiegu dalszegoleczenia. No i o wynikach PCRa na c. albicans i uniwersalnej metody identyfikacji bakterii, z tym, że we krwi jest na pewno Bb, więc ta ostatnia metoda może nie dać odpowiedzi. Pozdrawiam wszystkich i zyczę więcej zdrowia z każdym dniem, zbliżającym nas do wiosny. Odpowiedz Link
nataszkam Re-start 27.03.08, 20:56 20.02 syn wrócił do leczenia. Miał być biotrakson, ale z powodu trudności w zdobyciu leku i narastających objawów boreliozy u syna, przez 5 dni brał cedax. Od 25 lutego bierze już biotrakson z azitroxem i tini zamiennie. Konczymy piaty tydzien na tym zestawie. PCR na candidę albicans negatywny- u mnie i syna. W uniwersalnej metodzie identyfikacji bakterii wyszły nam gronkowce. Po tygodniu na biotraksonie zrobiłam mu pierwsze badania- krew OK, próby wątrobowe idealne: - ALT 25 (1-55) - AST 27 (5-34) Dokładnie ósmego dnia na biotraksonie, syna dopadł herx- z temp. prawie 38 st., osłabieniem, spadkiem ciśnienia (95/55), tachykardią (120-140/min), bólem głowy, totalnym rozbiciem i rozchwianiem emocjonalnym. Bałam się bardzo o niego i myśli o SORze nie były mi obce. Na szczęście stan się ustabilizował i nastepnego dnia było już lepiej, choć osłabienie utzrymywało się jeszcze przez kilka dni i syn nie był w szkole. W tym czasie zaobserwowałam u niego także problemy z koncentracją uwagi, myśleniem, rozumieniem- prawie jak na poczatku choroby. Dwa tygodnie później znowu zrobiłam badania. Bylo to tydzień przed świętami i ... załamałam się: - ALT 121 - AST 61 Krew i mocz OK. Poza nami było 3 tyg. leczenia i znaczna poprawa- zdecydowanie mniej bolała go głowa i nie dokuczały tak bóle kości. Utrzymywało się nadal osłabienie, ale nie takie, jak zaraz po herxie... Święta stanęły pod znakiem zapytania- czy nie trzeba modyfikować leczenia, zmieniac abaxów...Zgodnie z sugestią lekarza, leczenie dalej kontynuowaliśmy, a po 6 dniach od tego feralnego wyniku, znowu zrobiłam kontrolne. I na Wielkanoc wyjechaliśmy uspokojeni - ALT 59 - AST 42 Na dzisiaj zostały lekkie, okresowe pobolewania głowy i mniejsza wydolnośc fizyczna, niż np. w grudniu. Wstępnie mamy zaplanowane leczenie tym zestawem łącznie przez 6 tygodni. Czyli przed nami jeszcze przynajmniej 10 dni wlewów. I oby żyły wytrzymały! Oprócz abaxów syn bierze nystatyne 3 x 1, probiotyki, wit.E 3 x 100, hepatil, essentiale forte i cholamid 3 x 1, no i multiwitaminę oraz beta glukan. Dzień przed herxem dostał Pyrantelum na ewentualne pasozyty. Syn ma apetyt, odzyskał humor i wszystko wygląda nieźle. Wydaje mi się, że nie jesteśmy w punkcie wyjścia, ale jednak na dobrej drodze do zdrowia. Boję się bardzo grzybka u niego- to już 15-ty miesiąc leczenia ( Z dietą nie ma problemów- sam bardziej jej pilnuje, niż ja. Nawet przy stole wielkanocnym, na ktorym były kawałki pysznego sernika, pani Walewskiej i rurki z kremem- nie wymiękł. Co prawda spróbował jeden kawałeczek sernika i 2 rurki (w tym jedna bez kremu ), ale od razu wziął dodatkowe tabletki nystatyny i później-probiotyki. Jest naprawde wytrwały i az mnie to czasami zadziwia. Martwi mnie wynik bartonelli z Lublina- miał pozytywny Może lada dzień dowiemy się, co wyszło w PCRze w Poznaniu... Co u mnie.... W ostatnim dniu abaxów zrobiłam badania kontrolne- ASpat i Alat całkiem w normie, nawet limfocyty były w normie, choć całkiem nisko. Po 5 tygodniach bez abaxów spadły mi znowu- mimo, że zamiast abaxów w zasadzie zestaw leków pozostał ten sam ( z beta glukanem).Jednym słowem- coś mnie gryzie Przez 2 tyg. po przerwaniu leczenia brałam flukonazol, a potem kolejne 2 tyg. olekej z oregano. Nic nadzwyczajnego się nie działo, żadnych herxów grzybowych nie było. W pierwiastkowej analizie włosa wyszły mi nadmiary wapnia i magnezu, a niedobór sodu, co przy niedoborach wit. D3 mogło sugerowac problemy z przytarczycami i tarczycą. Fosfor, wapń i parathormon w normie,nieco ponad normę- fosfataza alkaliczna. Czekam na wyniki wit. D3 i B12. Po ok. 2 tyg. przerwy od abax moje dolegliwości zaczęły się nasilac i stopniowo pojawiac stare sprawy- bóle karku, szyi i głowy, bóle barku, znacznie zwiększyło się osłabienie i zmeczenie, mam różne ciśnienie krwi- od zbyt niskiego do za wysokiego. Do tego kontynuacja, a wręcz nasilenie bezsenności i kołatania serca. Mój neurolog za punkt honoru postawił sobie zadanie, aby mnie uśpić na kilka nocy i zobaczyć, jak będe się wtedy czuła. Niestety, lista jego pomysłow zbliża się ku koncowi, choć ostatnio przepisał mi Dormicum i ... działa całe 5-5,5 godz.! Ale to taki lek, że po paru dniach trzeba o nim zapomnieć. Ostatnio zadziałała nawet połówka Stilnoxu. Ale w samopoczucuiu nic się nie zmieniło. W mojej ocenie obecnie jest gorzej, niż tuz po przerwaniu leczenia. Dlatego chciałam wrócić do leczenia. Po długich dyskusjach z lekarzem, stanęło na tym, że trzeba wypróbować biotrakson-przez wiele tygodni. Niestety, po kilkunastu próbach wkłucia mi się w żyły,pielęgniarki poddały się, a ja zostałam z mega dołem. Po prostu- nie mam zył Czekam teraz cierpliwie na wyniki PCRa na bartonellę z Poznania. Albo chinolon, albo cedax... Odpowiedz Link
eva-79 Re: Re-start 29.03.08, 16:10 Nataszkam mam pytanie w zwiazku z tym powrotem objawów u Twojego synka, czy sadzisz, ze to leczenie pasozytów jest winne czy skłaniasz sie ku jakims innym wyjasnieniom? Pytam, bo mam problem z moim tata, który własciwie zakonczył leczenie po drugim ujemnym PCR i braku reakcji od dawna, jednakze na koniec zaczał leczyc grzyba i jednoczesnie wziął vermox i zaczał sie ból głowy,taki codzienny, inny niz w trakcie leczenia, wprawdzie dr raczej stawia na grzyba, jednak mnie to martwi, bo nie chciałabym aby te pół roku leczenia poszło na marne.(drugi raz go chyba nie przekonam do leczenia) Odpowiedz Link
nataszkam Re: Re-start 29.03.08, 17:36 Eva, sądzę, że leczenie było za krótkie, a vermox tylko przyspieszył sprawę. Syn był na leczeniu "boreliozowym" do Bożego Narodzenia; pod koniec października miał pozytywnego PCRa; na początku listopada kilka dni czegoś, co mogło świadczyć o aktywnej infekcji, ale podciągnęłam to pod lekkie przeziebienie. Takie "przeziębienie" miał też miesiąc i dwa miesiące później... Od połowy wrzesnia (do połowy lutego) syn był na rifampicynie; myślę,że ten abax mógł niekorzystnie wpływac na poziom innych abaxów we krwi, co z kolei przełożyć sie mogło na ich skuteczność w zabijaniu krętków. Może dlatego był powrót tych lekkich, mało wyraxnych objawów, które zakwalifikowałam jako przeziebienie... Wszystko to jest trudne i nie ma tu nic pewnego- to sa tylko moje przemyślenia "na dzisiaj". Otwarta wciąż pozostaje klwestia ewentualnej bartonelli u syna... Po przerwaniu abaxów brałam 2 tyg. flukonazolu na ewentualne grzyby- głowa też mnie bolała, ale pyralgina dawała radę. Ból głowy to jeden z częstszych objawów ubocznych przy tym specyfiku. Po zakończeniu tej kuracji głowa zaczęła mnie boleć inaczej- codzienny, tępy ból, który nie reagował na pyralginę. Dokładnie tak, jak podczas nieleczonej choroby. To głównie ten objaw, wraz z bardzo silnym bólem karku i stawu barkowego, zadecydował o moim powrocie do leczenia. Wytrzymałam miesiąc w takim stanie, ale więcej nie dałam rady. eva-79 napisała: nie chciałabym aby te pół roku leczenia > poszło na marne To był leczony rumień? Jesli tak, to pewnie podejrzenie, że to rozwój choroby, jest mało prawdopodobne. >drugi raz go chyba nie przekonam do leczenia) Podjęcie ponowne leczenia to była sprawa trudna dla mnie o tyle, że miałam za sobą już rok doświadczeń- gdyby były rezultaty, a dopiero po jakimś czasie powrót choroby, miałabym więcej siły i motywacji do ponownego leczenia. Niestety, czasami choroba tak dopiecze, że mimo wcześniejszego "Nigdy w życiu", zmienia się zdanie. Oby Twój tato nie musiał podejmować ponownie takiej decyzji, bo ona zawsze jest trudna. Czy Twój tato miał objawy grzybicy? Ja ich nie miałam, podczas leczenia stosowałam dietę, ale wiadomo, ze do przerostu candidy w jelitach raczej dochodzi mimo podejmowanych wysiłków, więc wolałam rozprawić się z ewentualnymi nieproszonymi gośćmi. Dietę zreszta stosowałam nawet po zaprzestaniu leczenia, a wielkanocny sernik zagryzłam nystatyną Nie ciągnie mnie do słodkiego Odpowiedz Link
eva-79 Re: Re-start 29.03.08, 23:23 Nie to nie było leczenie rumienia, jednak u taty po 2miesiecznym leczeniu minely prawie wszystkie objawy i potem juz nic sie nie zmieniało, pozostał mu jakis dyskomfort w drobnych kosciach dłoni i kolanach, ból głowy minął lub pojawiał sie sporadycznie, tata pracuje jak szalony, mało sypia, ogólnie słabo dba o siebie, stąd tez przyczyny bólu głowy moznaby sie doszukiwac gdzie indziej, ale jednak nie wiem. Jesli chodzi o grzyba to od jakiegos czasu swedziała go skóra na całym ciele, potem pojawiła sie tez podskórna wysypka i to jakby mineło po fluconazolu,z dieta bywało róznie stad moje podejrzenie o grzyba(szczerze mówiac chciałabym zeby to był gdzyb a nie bb) Odpowiedz Link
stachenka Re: Re-start 30.03.08, 00:32 nataszkam napisała: > stachenka napisała: > > Nat, pani pupowa-nr-2 mówi, że dobrze widoczne żyły mają > mężczyźni, którzy > > ciężko pracują, więc jak tylko zrobi się cieplej musimy umówić się > na kopanie > > rowów i po kłopocie > > Tia, jasne, tylko o ile mi wiadomo, to ja nie jestem mężczyzną Taaaa... leniwa hipochondryczka ;P Nie o to chodzi, że trzeba być mężczyzną, tylko że kobiety nie pracują (znaczy się pupowa-nr-2 też - to akurat prawda - ona nie pracuje, tylko robi łachę). > Jeśli będę Cię nadzorowac przy tej robocie, to nie ma sprawy- nie > nadaję się do żadnych prac fizycznych, ale może sprawdzę się w roli > nadzorcy? Może od tego też mi się poprawi w kwestii żył :p Ja sobie wcale nie przypominam, żebym kiedy była zdolna do prac fizycznych. Chociaż... jak miałam kilka latek... chodziłam po polu za babcią i skręcałam powrózki Szkoda, że nie możesz "dać w żyłę" Dobrze, że Biotrakson nie jest do naszego leczenia konieczny. Odpowiedz Link
nataszkam Wyniki z Poznania :((( 31.03.08, 11:35 u mnie (krew z grudnia): bartonella pozytywna ch. trachomatis negatywna U syna (krew z lutego- po 5 miesiącach na rifampicynie): bartonella- pozytywna chlamydia- pozytywna (((((((((((((((((((((((((( Odpowiedz Link
reni5553 Re: Wyniki z Poznania :((( 31.03.08, 14:56 5 m-cy rimf i nadal wynik dodatni.... nie brzmi to optymistycznie może trupy bart. w tej krwi pływały...? choć to niewielkie pocieszenie - trzymaj się Nat-wiesz przynajmniej co Was gryzie od środka. Odpowiedz Link
nataszkam Re: Wyniki z Poznania :((( 31.03.08, 21:12 Reni.. Jakie trupy? Po tylu miesiącach na rifampicynie? I z tak szybkim powrotem objawów po zaprzestaniu leczenia boreliozy? I z takimi objawami, jak ja i moja mama? Nooo, jak nic- mamy chorobę przekazywaną dziedzicznie / Wiotkie zastawki z niedomykalnością, tachykardia, problemy z ciśnieniem i snem, przewlekłe zmęczenie, problemy z pamięcią etc... I to aż 3 pokolenia! To i tak dużo, że wiemy, na czym stoimy. Przecież gdyby takie badania wykonywano rok temu, to ileż byśmy skorzystali.... Tylko, że dla syna to za bardzo pomysłów do leczenia nie ma Na razie i tak pociągnie leczenie na boreliozę, inaczej poszłoby na zmarnowanie całe 6 tygodni biotraksonu. Potem zastanowimy się z lekarzem odnośnie bartonelli. Problem z tą chlamydią jest taki, że może być to stara sprawa- syn trenował pływanie, przerwał z powodu ogromnego zmęczenia tydzień przed otrzymaniem pierwszego pozytywnego Western Blota; miesiąc póxniej zaczęliśmy leczenie i tuz przed nim wyszły mu problemy urologiczne, z którymi boryka się do dziś. Posiewy wychodza jałowe, bez zmian w analizie ogólnej. Ma uczucie zatkania cewki moczowej, trudno mu opróznić pęcherz do końca, a do tego okresowe bóle w okolicach jąder (( Był urologicznie badany, z cystografią i oprócz trudności z zacewnikowaniem, nic niepokojącego nie wyszło....Być może to przerost błony sluzowej w cewce moczowej Planowana była cystoskopia, ale w znieczuleniu ogólnym, a tej nie zrobię ani podczas leczenia, ani tuz po niej ... Jest szansa, że to bakterie ze stycznia br.r.- był wtedy na feriach i szalał na basenach. Tyle tylko, że wtedy od razu zadziałałby rulid czy rif, na których był, więc infekcja nie powinna się rozwinąć i nie powinno nic wyjść w PCRze (( Zrobię mu wymazy, będę je powtarzać kilkakrotnie, jesli nic nie wyjdzie. Sport to zdrowie, jak słowo daję / Franiu, to wyszła chlamydia trachomatis (( Mykoplazmy też mu wyjdą- jak nic. Kasłal od końca września do końca stycznia- taki własnie kaszel mykoplazmowy to był (( W styczniu wyszły mu mykoplazmy w IgG, rok temu były ujemne. Mam jednak nadzieję, że udało się pokonac chociaz to dziadostwo.... Boże, co jeszcze? Odpowiedz Link
nataszkam Re: Wyniki z Poznania :((( 08.04.08, 13:15 Dziękuję za zainteresowanie. Syn zakończył 6 tygodni z biotraksonem, azitro i tini; teraz zamiast biotraksonu ma Cedax- reszta bez zmian. Ogólnie nie jest źle, jest znaczna poprawa w stosunku do okresu z przerwy w leczeniu. Bardzo rzadko mówi o bólach głowy czy kości, z osłabienie fizycznym jest bardzo różnie- w zalezności od dnia; generalnie sporo biega, rusza się, szaleje z piłką. Ale mówi, że to jeszcze nie to, co było w grudniu...Z mysleniem jest OK- żadnych problemów Żyły utrzymały się do końca w super stanie- żadna z nich ani razu nie pękła przy zakładaniu wkłucia, nie miala reakcji zapalnych. Dzięks, Mirelko, za podpowiedź z heparynką Sprawdziła się na 100% W domu zostało mi jeszcze całe "osprzętowanie", które zakupiłam z myślą o moim leczeniu dożylnym. Tak się zastanawiam, czy nie odnieść tego do hospicjum...Z drugiej strony- tak jest, że to, co akurat mam, zazwyczaj się nie przydaje. Mam nadzieję, że więcej już nie będzie konieczności, aby go zużyć... Tematu bartonelli u syna na razie nie ruszam- może azitro zadziała? A to dlatego, że nie ma dużego pola manewru- została ew. erytromycyna, bo na baktrim źle reagował... Wymazów też na razie nie robiłam- też to zostawiam na trochę póxniej. Może trzeba będzie tak pokierować leczeniem, aby wyszedł z boreliozy i wytrzymał do momentu, kiedy będzie mógł resztę wytępić chinolonami... Ja jestem na Baktrimie i rulidzie- zestaw startowy na bartonellę. Po nim miałam znaczną poprawę. Nie wiem, jak to jest z obumieraniem bakterii bartonellowych, bo noca bardzo bolą mnie stopy, no i mięśnie nóg- jakby poobijane były.W ciągu dnia to zanika. Wcześniej miałam bardzo niewielkie te objawy- pojawiły się w grudniu, mniej więcej miesiąc po tym, kiedy zaczęłam rifampicynę. Pozostałe objawy bez zmian. Mam wit.D w normie - 21,2; w grudniu było 7,9 (norma od 11). Badanie wykonałam po 6 tygodniach od zaprzestania stosowania wit.D3. Poziom homocysteiny ponad normę; wit.B12 do tej pory zawsze była w normie i to wcale nie nisko... Odpowiedz Link
nataszkam Fatalne skutki pomyłki... 13.04.08, 18:36 Ja jestem na baktrimie z rulidem, a syn na cedaxie, azitro i tini. Niestety, dzisiaj przy śniadaniu pomyliłam nasze pudełeczka na leki i syn dostał baktrim... Zauważyłam pomyłkę za późno, aby prowokować wymioty W lipcu na baktrimie syn dostał uczulenia Niestety, tym razem też się to powtórzyło Ból głowy, osłabienie, bóle kości, pleców, podwyższona temperatura (37,7), wysypka na ciele... Leży, biedak, bez życia, z zimnym okładem żelowym na głowę : ( Mieliśmy dzisiaj spacerowac po Kazimierzu, ale się nie udało (( Nici z wycieczki Odpowiedz Link
nataszkam Re: Fatalne skutki pomyłki... 14.04.08, 19:35 Temperatura wzrosła do 38,8 i w zasadzie nie zareagowała na pyralginę Trzymała do prawie trzeciej nad ranem i opadła dopiero po powtórzeniu pyralginy Syn spał do południa, wstał bardzo, bardzo osłabiony, głowa bolała nadal, a do tego ból nogi Teraz wygląda na to, że powoli dochodzi do siebie i pewnie jutro wróci do szkoły... To moja taka druga wpadka z lekami w ciągu miesiąca Pierwsza to mój Bimanol, który jakims cudem włożyłam do pudełeczka syna... Jestem bardzo, bardzo zmęczona i naprawdę muszę iść na zwolnienie... Na urlop nie mam szans (( Odpowiedz Link
nataszkam Jakby tu hm... nie zapeszyć? 28.05.08, 09:42 Kilka tygodni temu była 3. rocznica założenia tego wątku... Imprezy nie było, szampana też. Uzupełniam go dla siebie i potomnych, a może przy okazji i inni skorzystają Syn kończy 17. miesiąc leczenia. Chyba powoli staje się weteranem tego forum Od wznowienia leczenia w lutym, po 2 tygodniach pzrerwy: poza nim 6 tygodni biotraksonu i 9 tygodni na cedaxie (do tego azitro i tini w pulsie). Od paru tygodni jest prawie bezobjawowy. Jednak tym razem PRAWIE robi dla mnie różnicę. To, co mu zostało, to: bardzo rzadko lekkie bóle glowy i jeszcze rzadziej punktowe bóle kości i mięśni, no i to, co utrzymuje się bez zmian od stycznia- mniejsza wytrzymałość na wysiłek fizyczny. Syn lata za piłką, jeździ na rolkach, ale mówi, że to nie to, co było w listopadzie/ grudniu ub.r... A ja syna postanowiłam słuchać W końcu zapewne wolałby pojeść lodów, niż łykać abaxy. Apetyt mu dopisuje i zjada ogromne ilości jedzonka W tzw. międzyczasie podłapał jakiegoś wirusa- lekkie przeziębienie, ale przeszło szybko i nawet nie wymagało to leżenia w łóżku czy rezygnacji z zajęć w szkole. Jedynie pokasływał i trochę posmarkał Wyniki badań kontrolnych są... idealne. Po miesiącu na zestawie z cedaxem (pierwsza wartość)i aktualnie- po 9 tyg. na tym zestawie, po 14 dniowym pulsie tini (2 x 1)- druga wartość: WBC 4,85 (4,5-13,5) 4,76 RBC 5.02 (4,2-5,6) 5.09 PLT 289 (140-420) 301 ALT 24 (1-55) 22 AST 26 (5-34) 26 No i pozostają dylematy... Przy takich wynikach chyba zasugeruję lekarzowi włączenie leków na robale- jak robi to lekarz Franiolka. Pewnie cedax i tini zostanie, zmieni się być może makrolid (klarytromycyna). Leczenie nie obejmuje w zasadzie bartonelli i ctr, bo nie bardzo jest co mu na to dać... Czas pokaże. Co u mnie... Kończę 16.miesiąc na abaxach, ale w tym było 6 tygodni pauzy. Od ostatniego wpisu: - byłam miesiąc na L4 (musiałam odpocząć, a o urlopie mogłam tylko pomarzyć...) - w akcie desperacji, z godziny na godzinę, zdecydowałam się na wizytę u całkiem przypadkowego psychiatry-neurologa (zadecydowało to, ze miał akurat wolny termin), bo problemy ze snem stały się już nie do zniesienia. Kolejny lekarz, którzy orzekł, że to nie depresja, nerwica, hipochondria czy co tam jeszcze wymyślają niektórzy lekarze swoim "natrętnym" pacjentom Uznał, że te objawy mogą u mnie wynikac jak najbardziej z zajęcia naczyń mózgowych przez proces zapalny- sam; nic nie sugerowałam Lekarz starej daty, więc zaproponował sprawdzony, stary lek na dobry sen i... biorę go po 1/2 tableteczki i czasami sypiam prawie jak niemowlaczek Budzę się wypoczęta i gotowa do akcji Aha, lekarz zapytał, czy leczę się u pani doktor z Krakowa - zaczynam właśnie ósmy tydzień na baktrimie forte (2 x 2 tabl.) i rolicynie (2 x 150, a miało być 2 x 300)- do tego mial być pulsik tini, ale...wątroba nie chce do tego dopuścić Pierwszy tydzień brałam połowę tej dawki baktrimu, potem- j.w. Przez pierwsze prawie 3 tygodnie zwątpiłam- pojawiły się potworne bóle mięśni nóg i stóp, a do tego spadek formy fizycznej, nie mówić o tym, co działo się w mózgu- dziura ozonowa po prostu. Bóle były praktycznie przez całą dobę i bardzo dokuczały w nocy zwłaszcza. Bolał mnie lewy bark (stara dolegliwość, znana mi okresowo od początku choroby i leczenia). Po tym czasie powoli bóle łagodniały, teraz są niewielkie. Fizycznie jest całkiem, całkiem, no a "możliwości umysłowe" chyba też trochę do przodu Nie wiem, co pomogło, ale chyba wszystko razem (L4, sen i leki na bart). Moje wyniki: Po 3 tygodniach na zestawie (pierwsza wartość) i aktualne (druga wartość): WBC 4,49 (4-10) 5,6 RBC 4,3 (3,8-5,2) 4,04 PLT 318 (130-400) 356 ALT 45 (10-35) 61 AST 28 (0-34) 40 A moje "kochane" limfocyty, których tak mi zawsze brakowało? 1,24 (1,2-4,1); teraz 1,42 Zazwyczaj były nieco niżej, niż 1... Beta glukan zamieniłam na biostyminę- może to ma jakiś związek? Z powodu buntu wątroby nie biorę roxy tyle, ile powinnam i nie brałam jeszcze pulsu tini...W zeszłym roku, na takim docelowym zestawie, musiałam przerwać na kilka dni leczenie; teraz bardzo nie chcę tego robić, bo widzę efekty Zdaję sobie sprawę, że chinolony i tak mnie nie ominą, ale poczekam pewnie do jesieni, aby je brać razem z doxy. Ten zestaw raczej nie leczy, a powstrzymuje rozwój choroby- przynajmniej tak mi się wydaje w świetle tego, co można poczytać w różnych opracowaniach. Na razie nie planuję powtórek badań w Poznaniu W tzw. międzyczasie mnie też dopadły hm,... dwa dziwne przeziębienia- wieczorem kładłam się "prawie zdrowa", a z rana wstać nie mogłam. Zupełnie bez sił byłam, a moja temperatura oscylowała nawet w okolicach 37 stopni Przechodziło po 2 dniach. Bolało gardło trochę, więc to żaden herx chyba nie był. I na koniec- chyba "normalnieję", bo... bardzo czekałam na słońce! A ja nie znosiłam go przecież Niestety, strasznie marznę; w nocy śpię pod ciepłą kołderką plus gruby koc na nią, a i tak marznę Może to starość już się odzywa i czas na kołdrę puchową Pozdrawiam Odpowiedz Link
geodeta_31 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 28.05.08, 10:11 No ładnie bardzo to napisałaś. Szczerze mówiąc to śmiało można z tego pewnie zrobić bez jakichkolwiek korekt czy zmian, konspekt dla studentów medycyny )) No ale brawo. Ja nigdy nie miałem takiego polotu. Gratuluję dobrego samopoczucia i dobrych wyników. M. Odpowiedz Link
nataszkam Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 28.05.08, 18:00 Łomatko, Geodeta zaszczycił mnie swym wpisem w moim wątku! Świat się chyba kończy PS Kpij sobie, kpij Odpowiedz Link
ewa475 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 19:00 Nataszko przeczytałam Twój post ważny po raz drugi,widzę że raz było mi za mało.Doczytałam się lekkiego optymizmu i..dobre i to,nie zapeszam! Ja tylko chciałam w kwestii marznięcia.Nawet teraz kiedy już zrobiło się naprawdę ciepło mam w łóżku pod prześcieradłem elektryczny pledzik. Włączam na trójeczkę i wchodzę do ciepłego łóżeczka wymrożona zbyt długim siedzeniem przy komputerze.Polecam Nataszko Pozdrawiam,Ewa. Odpowiedz Link
franiolek1 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 19:30 Ja polecam babciny termafor - wypelniam toto goraca woda i grzeje lozko A to marzniecie, to nie problem tarczycy? Odpowiedz Link
nataszkam Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 19:37 Wiesz co, Fran, to mi ewidentnie wygląda na tarczycę (wraz z pozostałymi objawami), ale przy idealnych wszystkich wynikach (łącznie z przeciwciałami, a TSH zawsze poniżej 2), to nawet mowy nie ma o tym, że jakiś lekarz zechce spróbowac poeksperymentować na mnie Ewo, ten pledzik to muszę poważnie przemyśleć Bo to rozwiązanie chyba najlepsze by było Termofor grzeje tylko przez określony czas, a ja nawet po gorącej kąpieli marznę już po kilkunastu minutach Moja babcia (ma 88 lat) podpowiedziała mi, że śpi w specjalnych, wełnianych bamboszach. Kurczę, czyżbym już wchodziła w ten wiek??? Odpowiedz Link
geodeta_31 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 21:40 nataszkam napisała: > Ewo, ten pledzik to muszę poważnie przemyśleć Bo to rozwiązanie > chyba najlepsze by było Termofor grzeje tylko przez określony > czas, a ja nawet po gorącej kąpieli marznę już po kilkunastu > minutach A może zamiast się do męża odwracać tyłem, raz w końcu zmienisz kierunek? I tarczyca wyzdrowieje... Darz Bór. Geo. Odpowiedz Link
anyx27 Re: Jakby tu hm... nie zapeszyć? 29.05.08, 21:45 Marcinku, alez sie usmialam ))) Ale fakt, polecam ))) Odpowiedz Link
nataszkam MISZCZU... 30.05.08, 13:30 geodeta_31 napisał: > A może zamiast się do męża odwracać tyłem, raz w końcu zmienisz > kierunek? I tarczyca wyzdrowieje... Bardzo dziękuję za szybką i trafną diagnozę oraz wytyczoną drogę leczenia Jak mniemam, rada Twa wynika z autopsji, a więc jeśli zmiana kierunku pomaga na tarczycę, to- jak mniemam- pomaga też na boreliozę,tak?? Czy to się zgadza z Twoimi doświadczeniami w boreliozie? Bo to ponoć działa zawsze i wszędzie i na głowę bije MO Odpowiedz Link
ooo7 Re: Borelioza na 75% 31.05.08, 08:19 Nataszko wydaje mi sie że właśnie Ty pisałas w jednym z wątków, że w celu zabezpieczenia przed kleszczami posypujecie czymś ogród- czy mozesz popowiedziec o jaką substancję chodziło? Przepraszam że zaśmiecam Twój wątek ale wiem, ze na pewno tu zaglądasz. Wczoraj pies przyniósł 3 kleszcze z ogrodu -boję się. Odpowiedz Link
dx771 Re: Borelioza na 75% 31.05.08, 09:16 Są pewnie takie wyjścia: 1. Opryskiwać co jakiś czas insektycydami zwalczającymi pajęczaki w uprawach sadowniczych, ogrodniczych lub roślinach ozdobnych (szukaj w sklepach ogrodniczych/rolniczych) /AMBUSZ 25 EC ?/ W tym artykule coś jest o pajęczakach: www.farmer.pl/produkcja-roslinna/rosliny-ozdobne/zagrozenia_roslin_ogrodowych,62d0558ecec6de4aabb0.html 2. Kosić ogród kosiarką z koszem i trawę wywalać poza posesję 3. Zlikwidować miejsca zakrzaczone, zacienione, utrzymywać trawnik nisko przycięty. Tu coś było o tych sprawach: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=26140&w=60585333 Może coś to da........ Odpowiedz Link
nataszkam Był sobie tydzień na tini... 17.06.08, 22:58 W planach miał byc puls dwutygodniowy, a skończyło sie na 8 dniach i... podesłaniu do Poznania krwi na bartonelle i boreliozę... Aby podołać tini, zmniejszyłam baktrim forte do 2 x 1 tabl. Już drugiego dnia bardzo znacznie pogorszyło sie moje samopoczucie- osłabione i bolesne mięśnie, ból lewego barku, głowy... Odlot zupełny. Wytrzymałam tydzień, a ta reakcja skłoniła mnie do badań poznańskich. Do tej pory tini na mnie nie działa, a tu taki klops... Po tym tygodniowym pulsie i zmniejszonym baktrimie z rox, zrobiłam też Aspat i ALat- wszystko wróciło do normy- i to środek normy! Chyba więc baktrim forte daje tu najbardziej czadu. Poprawa zaczęła się po 2 dniach od zakończenia tini i nie jest źle Syn nadal na starym zestawie cedaxowo- azitroxowym i z pulsikami tiniowymi. Ostatnie dni były u niego gorsze-mniej siły, jakieś pobolewania pod kolanem, stopa dokuczała, głowa też. Ale generalnie mamy zastój. Co wcale nie znaczy, że jest źle Może w tym tygodniu powinny być wyniki- jestem ich bardzo ciekawa 0007, zupełnie nie wiem, co to za syfek stosuje moj tato na trawę przed domciem Odpowiedz Link
nataszkam Powrót córki marnotrawnej... 20.06.08, 17:10 ... do leczenia boreliozy. Akt oskarżenia przygotowany; dowody bardzo mocne: - reakcja na tini - objawy boreliozowate (hm..?) - rt PCR w Poznaniu- 400 kopii DNA tej cholery... Wyrok zapadnie zapewne w przyszłym tygodniu, kiedy pogadam z moim doktorem. A ile lat dostanę, to już czas pokaże. Wyniku na bartonellę jeszcze nie otrzymałam. Zdziwiona byłabym bardzo, gdyby był negatywny. U syna wszystko po staremu. Zapowiadają się poje... , hm... herxowo- biotraksonowe wakacje... Ciekawi mnie wpływ baktrimu i rulidu na bartonellę (wyraźne pogorszenie przez pierwsze ponad 2 tyg. na zestawie (jakby herx??), ale pozytywny PCR po ponad 2 miesiącach na zestawie (co jest dziwne). Fakt, że po tinidazolu... Albo zadziałał cały zestaw na bart i Bb (stąd polepszenie), albo tylko poddusił bartonellę (stąd polepszenie, ale i reakcja na tini, bo się borelioza panoszyła)... W każdym razie cieszę się z wyniku, bo gdyby był negatywny, bo nadal wahałabym się, czy gryzie mnie tylko bartonella. Chociaz przy takim leczeniu to byłby cud, gdybym pozbyła sie boreliozy, czego byłam i tak świadoma... Małe podsumowanie dotychczasowych wyników PCRa na Bb: - styczeń 2007- pozytywny, potwierdzenie boreliozy; od lutego leczenie - połowa października, grudnia 2007 i lutego 2008, podczas leczenia- negatywne - teraz, po prawie pół roku nieleczenia boreliozy (chyba)- pozytywny Objawy jak były, tak są, chociaz wiele ustąpiło. Prawie 11 miesięcy leczenia boreliozy, ta cholera nadal we mnie żyje. Ku chwale wszystkim, którzy nam wmawiają, że wystarczy kilka dni azitro czy 2 tygodnie doxy! Wrrrr!!! W przyszłym tygodniu umawiam się na wizytę u "dr" M.- wspólnej znajomej mojej, myszy i stachenki, choć terminy pewnie na koniec tego roku będą. Ciekawe, czy znowu zleci ELISĘ Odpowiedz Link
nataszkam Re: Powrót córki marnotrawnej... 21.06.08, 21:49 Ooo, to ja z tą panią "dr" nie miałam przyjemności Nie wiem czemu wzięłam Cię za ofiarę Mowej Wątróbka? Dziękuję, na razie się nie buntuje A motywacji nie mam do zwiększania dawek, bo ten zestaw nie był skierowany na boreliozę Motywację mam do tego, aby przestać udawać i zacząć sie wreszcie leczyć porządnie,póki mogę sobie na herxy pozwolić Mój dochtor miał jednak rację, kiedy kazał wracac do leczenia jak najszybciej po przerwaniu, i to do dożylnego na dodatek... Oj, co ON ze mną ma Odpowiedz Link
nataszkam Poszerzam zwierzyniec... 09.07.08, 21:30 W ciągu 3 ostatnich tygodni otrzymałam 3 wyniki z Poznania: * borelioza- 400 kopii DNA * bartonella- NEGATYWNY (ale stopy bolą nadal, no i nadal mam tachykardię, więc trudno ten wynik traktować serio...) * i dzisiejszy wynik- Mykoplasma pneumoniae- POZYTYWNY... Wynik z boreliozy zupełnie mnie nie zaskoczył, ten z bartonelli- trochę tak, ale ten z mykoplazm, to mnie powalił z nóg... A to dlatego, że po pierwsze nawet nie wiedziałam, że go otrzymam, a po drugie- że gdzieś tam myslałam sobie jednak naiwnie, że limit już wyczerpałam i nic nowego się nie ujawni. W styczniu robiłam serologię na myko - oczywiście ujemne obie klasy. Robiłam też CPN i tu IgG mam dodatnie (plus rekacja na ACC600)- co równa się aktywnej infekcji Jeszcze tylko brakuje mi do kompletu potwierdzenia, że mam nadal aktywną ehrlichię (wyszła w IMW)... Chyba przyjdzie mi się pogodzić z panią Doxy i zaprzyjaźnic z nią na wiele miesięcy Nie rozpaczam co prawda, za bardzo nad tą mykoplazmą, bo trudno przy mojej limfopenii wymagac, aby organizm radził sobie z nią, czy choćby wirusami (daję głowę, że EBV i CMV też szaleją we mnie), ale jednak jest to dodatkowe obciążenie dla mojego układu odpornościowego Jestem trzeci tydzień na Cedaxie, do tego azitro co 2 dni i drugi tydzień pulsu tiniowego. Recepta na biotrakson czeka co prawda, ale na port się nie zdecydowałam- strachulec ze mnie zbyt wielki. Poza tym- obce ciało, jakaś rurka w moim ciele- nooo, to trudno byłoby mi zaakceptować (tu podziwiam syna za 6 tygodni z venflonem w łapce). Po 2 tygodniach moje wyniki badań kontrolnych sa wręcz idealne (no prawie). A zrobiłam generalny przegląd organizmu na początku powrotu do leczenia Bb i jej towarzystwa. WBC 5,24 (4-10,5)- Biostymina co 2. dni chyba lepsza od Beta Glukanu Wskaźniki czerwonokrwinkowe (RBC, HGB, HTC)- baaardzo zadowalające, jednak jest pewne ALE- makrocystosis i poziom ferrytyny: 16 ng/ml (10-291)... Rok temu wskaźniki były OK, ale poziom transferyny przekroczony- ponad normę. Od grudnia poleciały mi wyniki w kierunku anemii (z niedoboru żelaza) i od tamtego czasu codziennie biorę Biofer Folic- w dawkach większych, niż zalecane. Morfologia się poprawiła dopiero teraz, no ale ferrytyna jednak nadal bardzo nisko : ( Coś kiedys tu czytałam o żelazie, które chyba lubią chlamydie... Szkoda, że Zaz wyjechana, bo może by to potwierdziła. Elektrolity, magnez, w górnej granicy normy; bilirubina, kreatynina, frakcje cholesterolu też bardzo OK (za wyjątkiem HDL- zdecydowanie ponad normę). Alat, Aspat OK. No po prostu wyniki super zdrowego człowieka! W związku z tym, że wątroba się nie buntuje, dokładam do pieca i azitro biorę już codziennie- ma być głównie na bart, no i ma więcej dostać się do mózgu- po Bb. Może myko tez nie pozostaną na to obojetne? Tym razem pogorszenie po tini przyszło z kilkudniowym opóźnieniem - nie było łatwo. Bóle głowy, zawroty, zupełny spadek formy fizycznej, ale i psychicznej, plątanie się języka, bóle mięśni nóg, trochę dał znac o sobie lewy bark... Teraz trochę odpuściło. Okres tiniowy nałożył się jednak na hm.. próby korzystania z uroków życia nocnego, więc ostatecznie nie wiem, czy to pogorszenie to wynik tini, czy może niedosypiania Syn nadal jest na starym zestawie. Przed prawie miesięcznym wyjazdem na pierwszą część wakacji, też zrobiłam mu trochę rozszerzone badania- kreatynina, bilirubina, lipidogram - wszystko OK (choć podwyższone HDL). Morfologia bez zarzutu, analiza moczu również. Ze względu na małe otumanienie, zrobiłam mu też hormony tarczycowe- też w porządku. Wg jego oceny czuje się na 4+; od czasu do czasu pojawiają się niewielkie bóle głowy, no i niestety, wytrzymałościowo nie jest to forma z grudnia Moczy się teraz i nurkuje w Adriatyku, więc nie mogę ocenić, jak funkcjonuje "umysłowo". Tuż po rozpoczęciu wakacji nie było za wesoło- przegrał prawie wszystkie partyjki szachów z dziadkiem Szachy to taki barometr jego mozliwości - od momentu zachorowania aż przez kilka miesięcy leczenia odrzucił je zupełnie. Wcześniej (i potem) przegrywał mniej więcej połowę partyjek; ostatnio doszło do tego, że nie wygrywał żadnej, a dziadkowi zbijał tylko 1-2 pionki (( Był zupełnie rozkojarzony i miał problemy z mysleniem (( Dziadek był w szoku A rok szkolny zakończył naprawdę przyzwoicie- średnia 4,6... Po powrocie najprawdopodobniej będzie trochę zmodyfikowane leczenie- aby poddusić bartonellę. No i tak to u nas wygląda kkkkk4- od momentu wznowienia leczenia przeszliśmy pod skrzydła miejscowego dochtora Stachenka- pójdę do niej, aby nie figurować na liście cudowanie przez nią ozdrowionych Tylko problem taki, ze to nie będzie wcześniej, niż we wrześniu, bo w sierpniu ma urlop, a zapisy na wrzesień będą dopiero na początku sierpnia. Ech... Trochę podłamana jestem... Odpowiedz Link
stachenka Re: Poszerzam zwierzyniec...wydłużam krasnobród ;) 10.07.08, 01:33 Qrde, nat. Już się uspokoiłam, ze moje niedokrwistości to była sprawka babesii, a ty mnie chlamydią straszysz. Gdzie w Lublinie można zrobić porządny test na tą zarazę i czy jest w ogóle sens robić go w trakcie leczenia? I pewnie jeszcze mi napiszesz, żebym wynegocjowała ATseTse. Oświecisz mnie, jakie problemy mogą wyniknąć z założenia portu? Łapię doła na myśl o przychodni i wenflonach. 1 korek, 2 tygodnie, zabłocona cerata i zaschnięta krew... Eh... jak powiedział pewien dureń: "życie to bardzo prosta czynność" <puk puk w czachę> > Stachenka- pójdę do niej, aby nie figurować na liście cudowanie > przez nią ozdrowionych Aaa... zapomniałam, że byłaś chora Odpowiedz Link
anyx27 Re: Poszerzam zwierzyniec...wydłużam krasnobród ; 10.07.08, 01:43 Stachna, ty nawet nie mysl o tym porcie czasami! ja tam sie na tym nie znam, ale jak pomysle, to mnie skreca. wrrrr!!! a ta w ogole, to co, ty znow w zyle bedziesz sobie dawac? looknij prosze na moj wpis odnosnie Julki w moim watku. co o tym sądzisz? Odpowiedz Link
stachenka Re: Poszerzam zwierzyniec...wydłużam krasnobród ; 10.07.08, 01:49 A na myśl o korku zakładanym na wenflon przez 2 tygodnie, utytłanym zaschniętą krwią i odkładanym na czas wlewu na przedpotopową ceratę, gdzie ludzie kladą nogi (myją ją raz na kilka dni albo rzadziej) to Cię nie skręca? > looknij prosze na moj wpis odnosnie Julki w moim watku. co o tym > sądzisz? Sądzę, że nie wiem, co o tym sądzić. Odpowiedz Link
anyx27 Re: Poszerzam zwierzyniec...wydłużam krasnobród ; 10.07.08, 01:52 jasne, ze mnie skreca, ale jakos mniej poza tym, z tego, co na dzien dzisejszy udalo mi sie zalatwic, to bede miec kroplowki w domu mam nadzieje, ze sie nic nie zmieni w tej kwestii. a ty wracasz do biotraxonu? Odpowiedz Link
reni5553 Re: Poszerzam zwierzyniec... 10.07.08, 08:57 Nat-w Poznaniu robią też DNA Mykoplasm ? Odpowiedz Link
leser57 Re: Poszerzam zwierzyniec... 10.07.08, 09:52 nataszkam napisała: > frakcje cholesterolu też bardzo OK (za wyjątkiem HDL- zdecydowanie > ponad normę). Alat, Aspat OK. No po prostu wyniki super zdrowego > człowieka! > HDL nie może być ponad normę. Jak masz wysoki, to się ciesz. HDL, to cholesterol z adresem na wątrobę, czyli ściągany z naczyń obwodowych do wątroby. Być może zmniejsza Ci się miażdżyca, oczyszczają naczynia. Pozdrawiam Leszek Odpowiedz Link
nataszkam Ad zwierzyńca 10.07.08, 20:35 Reniu, byłam zaskoczona, kiedy otzrymałam wynik, więc nic w tej kwestii nie wiem. Ale skoro już go otrzymałam, to badanie pewnie bedzie lada dzień dostepne... DXiu, no dzięki za to bogate wnętrze, ale nawet przez mysl mi nie przeszło (ach, ta borelioza ), że masz na mysli () TAKIE wnętrze Z chęcią się podzielę, chociaz może raczej nie z Tobą Stachenko, Ty weź coś na uspokojenie )) To żelazo to ewidentna sprawka babesji może być. Nie napisałam, że o mało co nie wyszłam z ostatniej wizyty z receptą na Malarone w ręku Coś mi się wydaje, że byłaś u naszego dochtora jakoś kilka dni wczesniej, bo od progu powitał mnie tym malarone. Pewnie mamy identyczne objawy (nooo, ja nie mętna jestem ), więc skoro Tobie powychodziły babesje, to ja tez mogę je mieć. Z problemem Malarone mam się przespac do kolejnej wizyty; póki co chyba wypróbuję artemisię...Ciekawi mnie reakcja naszego dochtora na moje wyniki z myko Jejku, mam nadzieję, że nie zwątpi w medycynę A dlaczego nie port? Bo się boję zatorów, skrzepów, zakażeń itd. No i to uwiązanie, ograniczenie, coś obcego w moim ciele...O nieee, to nie moje klimaty Jeśli zdecydujesz się na coś dożylnego, to sama będziesz sobie go podawać- w sterylnych warunkach, skoro nie odpowiadają Ci te horrory, o których piszesz Udzielę instruktazu, a do pielęgniarki (lub Lublinkowa) podjeżdżać będziesz co kilkanaście dni na zmiane venflonu )) Dxy przyznają zapewne, że to nic trudnego, no nie? Badań na myko nie rób w Lublinie, bo to bez sensu Może tym razem dochtor zasugeruje się moim przypadkiem u Ciebie i dobierze leczenie, jak trzeba leser57 napisał: >Być może zmniejsza Ci się miażdżyca, oczyszczają naczynia. )) czyli musiałabym ją miec Takie wyniki mam od ponad 10 lat, kiedy pierwszy raz robiłam to badanie )) Mój syn ma 11 lat i tez już mu się zmniejsza miażdżyca Rok temu miał tez wysoki. Odpowiedz Link
reni5553 Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 20:39 nat, bart. masz ujemną już w DNA ale zakładasz, że ją jeszcze masz ? tak ? Odpowiedz Link
nataszkam Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 20:54 Trudno inaczaej zakładać- objawy pozostały przecież Jeśli po chinolonach u bombadila wyszła pozytywnie (po wcześniejszym negatywnym), to cud musiałby być, abym ją pokonała baktrimem... Schaller uważa, że azitro 500 codziennie jest dobrym pomysłem na tę zmorę. Poczekamy, zobaczymy. W każdym razie dzisiaj miałam zupełny odlot po 3 dniach na tej dawce... Odpowiedz Link
reni5553 Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 20:57 Przypomnij mi - bombadil miał wcześniejsze DNA ujemne ? a potem pozytywne ? to wszystko w Poznaniu (czy wcześniejsze w Lublinie?)? nurtuje mnie ten temat bo czy można upewnić się, że bart. jest wyleczona sugerując się wynikami na DNA....? zakładając, że występujące nadal objawy mogą być od innych koinfekcji nawet .... Odpowiedz Link
reni5553 Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 21:26 Bombandil napisał : "* prawie 2 miesiące temu - negatywne wyniki na Bart z CB DNA, ale lekarz kazał powtórzyć * wyniki kolejnego (3.) badania z CB DNA - bartonell dodatnia * jestem w kropce - blisko 9 miesięcy (3,5 mcy rif, 2 cipro, prawie 3 tavanic) leczenia bart a wyniki wciąż dodatnie * ponieważ bardziej rozbolały mnie ścięgna - zszedłem na 50% (tj. 250 mg) Tavanicu" musiałam przeoczyć ten wpis, ale już mam odpowiedź no to jestem w kropce..... bo miałam nadzieję, że choć na DNA można się jakoś opierać. Odpowiedz Link
nataszkam Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 21:47 No więc dokładnie o to chodzi Chociaz Burrascano pisze o tym, że niby PCRem da się monitorować leczenie bartonelli ... Odpowiedz Link
bombadil.tom Re: Ad zwierzyńca - gościnnie wyniki bombadila 11.07.08, 17:29 Witaj Reni (i Gospodyni wątku też ), Moje wyniki w skrócie: * Bb - 4 x ELISA dodatnia w obu klasach przed, w trakcie i po leczeniu na Wolskiej (jesień/zima 2006), styczeń 2008 - dodatni PCR RT (200 kopii), marzec 2008 - wątpliwie dodatni Western Blot w IgM (!) - byłem na pulsie tini * Bart - ujemna z PZH (lato 2007), dodatnia z IMW (jesień 2007), dodatnia CB DNA (jesień 2007), ujemna z UW (zmima/wiosna 2008) ujemna z CB DNA (kwiecień 2008), dodatnia z CB DNA (czerwiec 2008), dodatnia z IMW (czerwiec 2008) * Yersinia - - wątpliwa w O.8 z PZH (lato 2007), wysoko-dodatnia z IMW (czerwiec 2008), * Babs - dodatnia z AM Szczecin (jesień 2007), ujemna z UW (zima/wiosna 2008), CB DNA (kwiecień 2008), IMW (czerwiec 2008) * Chalmydia - ujemna z PZH, IMW i CB DNA pozdrawiam urocze Panie i innych gości! Odpowiedz Link
nataszkam Re: Ad zwierzyńca - gościnnie wyniki bombadila 11.07.08, 20:36 Też witam Soochaj, czyli w zasadzie to masz z Poznania 3 pozytywne PCRy na bart, a z UW był negatywny?? Jeśli tak, to mnie nie dziwi ten negatywny, bo to zwykły PCR był...Tzn. i tak dziwi, bo Ty przeciez po ostrym leczeniu bartonelli jesteś... Ale kiszka No to ja żadnych szans nie mam, abym się tego pozbyła Tzn. gdzieś tam sobie coś tłumaczę (naiwnie), że pierwszy PCR (pozytywny) był robiony po 2 miesiącach na rif, którą jednak potem kontynuowałam tylko przez miesiąc, więc może akurat mi się udało... A to pogorszenie na baktrimie z rulidem to może jednak w Bb uderzało? Hm.. Cuda, wianki z tymi cholerstwami... Co do babesji- UW pomijam , a może nie masz ani divergens, ani microti... Odpowiedz Link
reni5553 Re: Ad zwierzyńca - gościnnie wyniki bombadila 12.07.08, 00:10 Witajcie Nat-bombaldil miał 3 testy DNA w Poznaniu na bart. w tym pierwszy dodatni, drugi ujemny, trzeci dodatni-tak mi wychodzi z tego co pisze Poza tym dodatnie miał w Lublinie, minusy na PZH i UW. Odpowiedz Link
leser57 Re: Ad zwierzyńca 10.07.08, 21:02 nataszkam napisała: > > leser57 napisał: > >Być może zmniejsza Ci się miażdżyca, oczyszczają naczynia. > > )) czyli musiałabym ją miec Może masz. Już u 18-letnich amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w Korei znajdowano miażdżycę w tętnicach. Wysoki HDL świadczy o tym, że dużo cholesterolu wraca do wątroby, jak dużo nie podałaś. Pozdrawiam Leszek Odpowiedz Link
nataszkam Re: Ad zwierzyńca 11.07.08, 21:59 Stachenka, daj sobie na razie na wstrzymanie z cpn Nie ma co robić serologii i zastanawiac się, czy to aktywna choroba, czy "slad" po niej leser57 napisał: > Może masz. Już u 18-letnich amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w Korei > znajdowano miażdżycę w tętnicach. > Wysoki HDL świadczy o tym, że dużo cholesterolu wraca do wątroby, jak dużo nie > podałaś. Niski HDL to ryzyko choroby niedokrwiennej serca, a my z synem mamy wysoki. Jak wysoki? U mnie: 100 (norma 40-60) A do tego LDL 84 (60-130), Triglicerydy 64 (n. 30-170) U syna HDL 88 (n. 35-60) LDL 70 (n. <135), triglicerydy 61 (n. 40-149) Podwyższone HDL jest albo podczas leczenia niektórymi lekami obniżającymi lipidy (nie bierzemy :p), albo... przy regularnej, sporej aktywności fizycznej (syn to tak, ale ja? ;-P) Wg mnie w cholesterolach najwięcej jednak znaczenie mają genetyczne uwarunkowania. Badania robione w dwóch różnych labach, u syna uwzględniono wiek Odpowiedz Link
nataszkam Zawias boli :( 11.07.08, 22:07 Zapomniałam dodać z nowości, że od kilku dni baaardzo pobolewa mnie lewy staw skroniowo- zuchwowy O ile pamietam, to ktoś tu na forum zapuszczał linka do badań, gdzie wskazywano, że ból tego miejsca mozna powiązać z obecnością Bb... Syn też się na to skarżył, ale bardziej wskazywał na ucho. Boli przy gryzieniu, szerokim otwieraniu dzioba, przy innych czynnościach też Nawet spać trudniej I śmianie się też boli Sensacje po azitro jakby trochę przycichły- głowa nie boli, mniejsze zmęczenie, niż kilka dni temu. Tylko znowu sen mi się popsuł... A ostatnie tygodnie były bez tableteczek nawet Odpowiedz Link
welwiczia1 Re: Zawias boli :( 11.07.08, 22:34 Nataszkam! Nie moge teraz tego odnalezc ale pisalas jakis czas temu ze Twoja mama dlugo brala/bierze rifampicyne w dawce 300 mg i ze to leczenie u niej przynioslo dobre efekty. Ja od miesiaca bralam rife 300 mg i doxy 400, do tego ACC. Teraz, po traumie slonecznej biore: rife 300 mg i roxy 300 oraz ACC 1200 mg. Strasznie mnie trzepalo i na poprzednim i na obecnym zestawie. Narazie nie czuje sie na silach zwiekszyc dawki i wlaczyc tini, nie mowiac juz o Xorimaxie. No i tak sie zastanawiam czy takie leczenie ma w ogole sens? Czy jest sens brac tak male dawki. Moze lepiej juz w ogole sie nie leczyc? Ze mna jest tak zle ze wiem, ze moze trwac jeszcze dlugo zanim cos dodam lub zwieksze dawki Odpowiedz Link
nataszkam Re: Zawias boli :( 11.07.08, 22:42 Wiesz, przy CPN (u mamy reakcja na ACC600 była wyraźna), to jest sens, bo herxy są okropne i nie dało rady inaczej. Przez kilka tygodni mama brała rif z doxy, ale lekarz musiał zmodyfikować leczenie, bo ta doxy mamie nie pasowała zupełnie (okres na niej mama wspomina najgorzej- odechciewało się życia ponoć). Myślę, że na tym zestawie mama pobędzie jeszcze wiele miesięcy- cpn (i podejrzewamy tez myko) tego wymaga; chociaz za jakiś czas zapewne trzeba bedzie zobaczyć, co sie dzieje po dodaniu rif- ale to raczej nieprędko nastąpi. Moja mama ma 57 lat, sporo problemów z sercem, sporo patogenów, więc na pewno nie jest i nie bedzie leczona agresywnie. Może i u Ciebie musi być podobnie (tzn. poza wiekiem oczywiście ) Odpowiedz Link
dx771 welwiczia1 napisała: 11.07.08, 23:13 ...Narazie nie czuje sie na silach zwiekszyc dawki i wlaczyc tini, nie mowiac juz o Xorimaxie.... Z tego co pamiętam to Zazule na swoje CPN bierze 300 mg roxy i 1200 ACC/dobę więc nie musisz chyba zwiększać dawki Xorimaxie i ACC. Odpowiedz Link
welwiczia1 Re: welwiczia1 napisała: 11.07.08, 23:23 DX! Przy BB i CPN mam zapisane 600 mg roxy, 600 rifampicyny, Xorimax 1000 mg i do tego tini. Niestety ciagle ciagne tylko 300 Rif i teraz 300 roxy, no i ledwo dycham. Nataszkam - ja sie czuje jakbym miala co najmniej 200 lat, a teraz z tymi poparzeniami to juz w ogole smierdze trupem. Odpowiedz Link
dx771 Re: welwiczia1 napisała: 11.07.08, 23:57 Xorimax 1000 mg - chyba 600? Bierzesz porządny zestaw na CPN aby na bb był też dobry to oprócz tini potrzebny by był pewnie jeszcze antybiotyk bakteriobójczy, więc moim zdaniem lekarz na razie skupił się głównie na CPN aby cię "odkoinfekcjować". Tak sobie tylko myśle. Odpowiedz Link
stachenka Re: welwiczia1 napisała: 12.07.08, 00:40 Xorimax to to samo co Zamur. Od początku leczenia (z przerwą na biotrakson) biorę 1000mg. Raz zamieniłam sobie Zamur na Xorimax, bo tańszy i od razu stwierdziłam, ze więcej tego nie zrobię. Ten jego smak, uuuh... Odpowiedz Link
osiulek Re: w sprawie syna 12.07.08, 14:33 witaj natasza w nocy przeczytalam wreszcie twój watek,prawie dokładnie bo dużo tego.będe ci bardzo kibicowała i twojemu dzielnemu synkowi.przyznaje bez bicia że podłamałam sie tym wszystkim-nie wiem co sobie do tej pory wyobrazałam ?czytałam forum wyrywkowo i nie zdawałam sobie do końca sprawy jak to wszystko wygląda,a to jest b.długie i zmudne leczenie.czuje sie od wczoraj tak podle,bo w ogóle nie radze sobie z emocjami.syn wczoraj po dwóch dniach tini poczuł sie zle -mdłości ,serce mu wali jeszcze mocniej niz zwykle,płakał a ja razem z nim.nie mam pojęcia jak dam rade.podziwiam twój hart ducha i może to mi bedzie pociechą.a w ogóle mam wiele pytań stricte medycznych:skad ty wiesz kiedy robić te wszystkie badania i co badać?czy to lekarz potem mówi?no i jak mam pomóc dziecku jak będzie bardzo cierpiało?czy daje sie jakies leki p/bólowe?co z tym sercem-wyczytałam że u twojego synka to też problem?przeprzszam że do twoich problemów dorzucam ci moje smęcenie,ale jakoś tak zupełnie sie rozkleilam...aga Odpowiedz Link
nataszkam Re: w sprawie syna 12.07.08, 22:47 cześć, Aga Przykro mi, że zdołował Cię mój watek Gdy go zakładałam, nie wiedziałam, co mi jest, ani że za/choruje mój syn i mama. Nie było wtedy też lekarzy, którzy leczyliby boreliozę inaczej, niz standardowo. Kiedy otrzymałam wyniki potwierdzające chorobę u syna, wątków o leczeniu dzieci za wiele nie było. Postanowiłam opisywać w nim całe leczenie- dla siebie, aby nie zapomnieć; dla innych- może skorzystają? No i głównie z tego powodu, że mam nadzieję na dopisanie do niego happyendu- przynajmniej do historii syna... Mnie z leczeniem syna było "łatwiej"- sama chorowałam, więc nie musiałam się wahac, czy to już, czy jeszcze zaczekać z leczeniem. Bałam się okropnie herxów, powikłań itp. Z perspektywy twierdzę, że ruszając z leczeniem nie miałam pojęcia, co mnie czeka tak naprawdę, ile po drodze bedzie watpliwości, problemów i sama sobie się dziwię, że to przetrwałam. Były takie miesiące, kiedy czułam się fatalnie, że w zasadzie przy zyciu trzymało mnie tylko jedno- wyleczyć dziecko. A ze mną niech się dzieje, co chce. Myślę, że na takie problemy typu choroba u dziecka- wydobywamy z siebie pokłady energii, których nie ma na codzień i o ktorych istnieniu nie mozna się przekonac w innych sytuacjach. Warto mieć plan ogólny i jego się trzymać, aby nie oszaleć z tym wszystkim, ale też warto wiedzieć, że plan musi być elastyczny i czasami tzreba go zmieniać. Najgorsza w tym wszystkim jest niepewność- czy można już zakończyć leczenie, czy dany lek nie będzie miał nasilonych działań niepożądanych, czy nie będzie uczulenia, czy wytrzyma watroba etc. A nikt na te pytania nie odpowie. Boreliozę leczy się długo i z róznymi problemami. A to dziecko przecież- nie można wyciąć tego czasu z zyciorysu, przeczekać, az choroba minie i wrócić dopiero wtedy do jego wychowania. Najtrudniejsze dla mnie sa 2 sprawy- zrobić wszystko, aby dziecko miało normalne dzieciństwo i abym nie była nadopiekuńcza, o co w chorobie bardzo łatwo, a skutki będą opłakane- na całe życie. Nie wiem, czy mi się to udaje- dowiem się pewnie za pare lat, kiedy syn bardziej dorosnie i spojrzy na to z innej perspektywy. Z normalnością kojarzy mi sie m.in. tryb zycia jak u rówieśników. Przy pamiętaniu o kolejności i godzinach łykania kolejnych leków, czy ograniczeniach w diecie, aktywności fizycznej- sprawa trudna, ale chyba zalezy od nastawienia samego dziecka i rodziców,no i od jego stanu wyjściowego przed leczeniem. Mój syn akurat nie należał nigdy do marudów, choroba ścięła go z nóg, zaczął przynosić gorsze stopnie, więc nie było sprzeciwu wobec leczenia i organiczeń podczas niego. Zresztą- miał matkę, która chorowała już czas jakiś, więc mógł się przekonac naocznie, do czego nieleczona choroba może doprowadzić. Podczas całego leczenia bywają sytuacje trudne, choćby ból brzucha po azitroxie, nudności po doxy, venflon w łapce (i stąd zero gry w nożną), kolejne pobrania krwi, urodziny kolegi z tortem w roli głównej czy choćby wycieczka całodniowa szkolna. Myślę, że w tym wszystkim najwazniejsze jest wzajemne zaufanie i przekonanie dziecka o tym, że zawsze może na mnie liczyć (co może jednak być uciązliwe i niepedagogiczne,jeśli zwalnia np. z samodzielności przy rozwiązywaniu każdej, nawet najbardziej błahej sprawy. Dziecku trzeba towarzyszyć, a nie zostawiac go z problemami,które mogą się nam, dorosłym wydawać smieszne. W przypadku mojego dziecka, leczenie przyniosło poprawę dopiero po paru miesiącach. Był to w sumie powolny proces, ale poprawa jest i to jest chyba najlepsza motywacja dla mnie, dla syna, aby trwac w leczeniu. Nie wiem, czy postanowiłas już, co z informowaniem znajomych o chorobie swojego dziecka. Jeśli moge coś zasugerowac, to raczej zachowajcie to dla najbliższych. Dzieci potrafią byc bardzo okrutne w tym wieku. Mój od września rozpocznie trzeci rok szkolny na lekach, które bierze także w szkole- do tej pory leki bierze ukradkiem, aby nikt tego nie widział. Nikt w klasie nie wie, że syn choruje- także rodzice. Wie jedynie wychowawca, nauczyciel w-f i pielęgniarka szkolna. Było trudniej, kiedy przez 1,5 miesiąca chodził z venflonem i z tego powodu nie mógł ćwiczyć na w-f (mimo, że fizycznie było OK). Mój syn w zasadzie nie wyróznia sie spośród rówieśników-biega za piłką, zakochuje się w kolejnej dziewczynie, jeździ na wycieczki, bije się z chłopakami etc. i mam nadzieję, że dzieciństwo nie bedzie mu się kojarzyło tylko z leczeniem boreliozy. Na pewno leczenie wpłynęło na kształtowanie odpowiedzialności u syna- sam pilnuje diety, picia odpowiedniej ilości wody w ciągu dnia czy leków w szkole itp. Wszystko na poczatku jest trudne- choćby sama dieta. Dziecko rośnie, więc wymaga pełnowartościowych posiłków, a z drugiej strony pewne ograniczenia (chocby słodycze). Musisz na pewno pilnować, aby posiłki nie były monotonne i aby syn Ci nie chudł. Z czasem wszystko się wyklaruje, ale to wymaga naprawdę sporo wysiłku i zaangażowania od każdej ze stron. Co do serca- tak, syn miał bardzo duże problemy z tachykardią- były noce, kiedy nie mógł zasnąc, bo serce mu sie tłukło. Minęło po paru miesiącach leczenia; teraz odzywa się to już bardzo, bardzo rzadko- może raz na kilka tygodni. Uspokoiło się tętno i cisnienie. Przy takich historiach otzrymywał 5 kropli Dihydroergotaminy lub milocardu- na łyżeczkę wody i trzymał w ustach. Poprawa była bardzo szybka- zasypiał w ciągu kilku minut. Jeśli mogę coś doradzić, to przy problemach z sercem podpowiadam ECHO serca. U syna wyszły niewielkie zmiany. Syn dostawał kilka razy APAP- przy bólach głowy. Zwłaszcza na początku leczenia skarzył sie na bóle głowy. Teraz bardzo, bardzo rzadko i raczej nie potzrebuje nic przeciwbólowego. Skąd wiem o badaniach? Hm... Ja jestem troche z branzy, więc mi czasami łatwiej. Nie jest to wiedza, której zdobyć nie możesz- ale tzreba na to sporo wysiłku, czasu i zaangazowania. Zdecydowanie lepiej, jesli masz lekarza prowadzącego i/ lub rodzinnego/pediatrę, który wszystkiego dopilnuje. Ja robię zazwyczaj co 3-4 tygodnie zestawik standardowy (morfologia z rozmazem, ASPAT, ALAT i bad. ogólne moczu), a co kilka miesięcy poszerzam o inne, które wydają sie przydatne (np. kreatynina, elektrolity, czy tak, jak tym razem- hormony tarczycowe). Niedawno spotkałam znajomego, wychodzącego z księgarni. Stanęło na ostatnio przeczytanych ksiązkach. Hm.. Ostatnio to czytałam Immunologię Jakóbisiaka, a nieco wczesniej- Endokrynologię Greenspena...Może to i zboczenie, ale interesuje mnie to, co siedzi - i działa- w człowieku Z takich zainteresowań wiem m.in., że funcji tarczycy nie da sie ocenić przy pomocy tylko TSH, i że ferrytyna jest lepszym badaniem, niż poziom żelaza we krwi. Aga, nie możesz płakac przy dziecku, bo ono musi miec w Tobie oparcie. Wiem, że to trudne, ale jeśli pokażesz dziecku, ze jest źle (bo płaczesz), to ono straci nadzieję. Mnie się serce rozrywało na kawałki, kiedy pielęgniarki zakładały mu venflona czy pobierały krew. Byłam z nim wtedy zawsze, trzymałam za ręke- zgodnie z jego zyczeniem, i zaciskałam zęby, żeby nie płakać. Teraz sama go kłuję, co ponoć skutkuje traumą, że ukochana osoba robi mu krzywdę Ale sam to wybrał, więc chyba taka zła nie jestem )) Aga, przed Wami naprawdę trudny czas, ale powiem Ci tylko, że warto. Poczytaj jeszcze wątek Agaty- ona ma trójkę chorych dzieciaczków Leczenie jednej z córek nie idzie tak dobrze, jak u mojego syna Pozdrawiam ---------- Borelioza-Stowarzyszenie Chorych Borelioza-co musisz wiedzieć... "Jeśli nie będziesz mieć czasu, aby coś zrobić dobrze, będziesz musiał znaleźć czas, aby zrobić to jeszcze raz..." Odpowiedz Link
agata2723 Re: w sprawie syna 12.07.08, 23:45 Natka,u nas wcale nie jest tak źle. Teraz nie bierzemy abaxów. Łykamy leki na grzybicę(ziołowe). Chcemy jeszcze spróbować kurację Vernicadisem, ale mam problemy z zakupem tego specyfiku. Musiałam odstawić abaxy u Ani, przez tydzień miała biegunkę i wymioty. Kasia czasami czuje się świetnie, czasami fatalnie. Ja byłam u ortopedy i niestety na rtg kręgosłupa wyszły zmiany po odczynowym zapaleniu stawów, najprawdopodobniej spowodowanym boreliozą. Czeka mnie rehabilitacja. Myślę,że wrócimy do leczenia, ale jeszcze nie teraz. Chcę zrobić Kasi badania,żeby sprawdzić, czy reakcja na tetracykliny na pewno jest herxem, a nie uczuleniem. Musimy sprawdzić jeszcze chlamydie i mykoplazmy. Całuję serdecznie. Agata Odpowiedz Link
nataszkam Czary mary z PCRami :-) 05.08.08, 00:05 Po 5 miesiącach na azitroxie, syn przeszedł na klarytromycyne; do tego dalej cedax i tini w pulsach. Po powrocie z Chorwacji wyjechał na dalszą część wakacji- tym razem na wieś. Czuje się na 5 lub 5+ (w skali szkolnej), biega całymi dniami za piłką, pływa w zalewie i chyba borelioza odpuszcza. W szachach znowu połowa partyjek jest jego Bardzo rzadko skarży się na bóle głowy, czasami jakas szpila w kości się odezwie... Dzisiaj otrzymałam jego wyniki PCR z Poznania-mykoplazma negatywna!!! A tak się bałam, że on ją też może mieć. Czekam jeszcze na wynik z bartonelli, chociaż w zasadzie nic on chyba nie powie (no bo czymże tę bakterię miał zwalczyć??); chlamydii trachomatis nie sprawdzam- i tak już nie ma dla niego na razie żadnego leku na nią W lipcu był bez cholamidu, a brał heparegen i esseliv; bez zmiany zestawu abaxowego próby wątrobowe sięgnęły 60, więc powracamy do cholamidu. Poniżej zebrałam wyniki rt PCR z CB DNA, które mu robiłam do tej pory: styczeń 2007 pozytywny (przed rozpoczęciem leczenia) październik 2007 pojedyncze kopie- mniej niż 5 grudzień 2007- negatywny (po nim kończymy leczenie Bb, kontynuujemy leczenie bart) luty 2008 - pozytywny 350 kopii DNA (po ok. 2 miesiącach na rif i rulidzie); powrót objawów kilka tygodni wczesniej; wznawiamy pełne leczenie boreliozy: 19.05.08 84 dzień wznowionego leczenia - negatywny 27.05.08 92 dzień POZYTYWNY- 750 kopii DNA 3.06.08 99 dzień POZYTYWNY- 50 kopii DNA 10.06.08 106 dzień negatywny 30.06.08 126 dzień negatywny 24.07.08 150 dzień negatywny W okresie przed i po piku DNA, syn był jakiś "mało rozgarniety", miał problemy ze zrozumieniem np. co to jest pole, a co obwód prostokąta; dostał nawet raz jedynkę z tego powodu.M.in. z tego powodu sprawdzałam mu tarczycę. Na szczęscie po kilkunastu dniach to otumanienie przeszło i bez problemu przyniósł z tego materiału piątkę. Dane te tylko potwierdzają, że pojedynczy, przypadkowy wynik negatywny podczas leczenia boreliozy, nie ma żadnego znaczenia- wystarczyło, abym w odstępach miesięcznych, a nie tygodniowych, zrobiła drugiegi PCRa po wznowieniu leczenia, a wyniki miałby negatywne. Po powrocie z wakacji powracam do cotygodniowych pobrań krwi- mam nadzieję, że jego dyżurna żyła wytrzyma te zabiegi... Wniosek drugi- bakterii boreliozy nie da się wybić nawet 3 miesięcznym, porządnym leczeniem (pomijam tu fakt wczesniejszej rocznej terapii)...Ciekawe, co na to powiedzieliby szanowni zakaźnicy od Rekomendacji... Co u mnie- zamiast cedaxu przeszłam na Zamur- skoro mam mykoplazmy, to leczenie pójdzie w lata, więc jeszcze zdążę z lepszymi lekami. Tini w pulsach,no i dalej azitrox 500 codziennie- jednak odstawiłam ten lek zupełnie w tygodniu przed Zjazdem,bo... nie dałabym rady przyjechać. I tak byłam w kiepskiej formie- na tych porządnych dawkach azitroxu odlot miałam zupełny- mózg przestawał mnie sie słuchać, skurcze w nim chodziły, jakby tasiemiec po nim wędrował, a do tego moje uda- jakby je ktoś obił i zamroził (( Brainfog całkowity, osłabienie zupełnie No i bolące stopy z nocy (( Słowem- niezły zestaw rozrywkowy / Pasowałoby na dniach sprawdzić, jak moja wątroba przyjmuje codzienną dostawę azitroxu, ale już oczyma wyobraźni widzę igłę nr 11 w mojej kolejnej, pękającej,biednej żyle, co skutecznie odwodzi mnie od tego pomysłu... Na koniec trochę optymizmu-mam nadzieję, że nie zapeszę Parę tygodni temu, dosłownie z dnia na dzień, przestały mi wypadac włosy, które leciały mi w ilościach ogromnych od czasu po pierwszej ciąży- groźba peruki znacznie się oddaliła :0) Może to jednak żelazo robi swoje? Pozdrawiam wszystkich, z którymi mogłam się (znowu) spotkać na Zjeździe i już z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie PS, Zapisałam się do "kochanej" zakaźniczki M.- termin najbliższy, czyli 30 września Ciekawi mnie, do kogo mnie odeśle z pozytywnym PCRem na mykoplazmy No i oczywiście- z pozytywnym wynikiem z boreliozy Odpowiedz Link
zazule Zadanie domowe dla Nataszy 06.08.08, 17:29 forum.chlamydioza.pl/viewtopic.php?p=1227#1227 : Odpowiedz Link
nataszkam Re: Zadanie domowe dla Nataszy 06.08.08, 17:39 Zazi, ja się nie wyrabiam z tym, co miałam do tej pory, a Ty mi tu kolejne żyjątka podsyłasz Wykrakałaś mi z tą rifampicyną, że te zjazdy to herxy od myko/ cpn :- P Odpowiedz Link
zazule Re: Zadanie domowe dla Nataszy 06.08.08, 18:01 Natasz Ty sie znasz na tych wszystkich diagnostycznych rzeczach. Zaobcz co myslisz moim zdanim jak by nie było drogo to było by warto ale to Ty muisz sie porozglądac. Ja mam duzy zmysł obserwacyjny i odrazu widze co kto ma No dobra z pasjansa mi wyszło Odpowiedz Link
nataszkam Re: Zadanie domowe dla Nataszy 06.08.08, 20:10 Tia, uśmiałam się,jak norka po przeczytaniu pierwszego zdania Zazi, nie znam się na tym kompletnie. Ja podejrzenia co do cpn u siebie mam (serologia w IgG, no ale to wiadomo...), ale najwazniejsza była reakcja na ACC600 (( Jeśli Poznań bedzie robił CPN, to pewnie tez wyjdzie mi pozytywny (( W sumie mam już myko, więc leczenie i tak obejmie cpn... Ale w wolnej chwili doczytam PS A pasjansy to stawiasz też na okolicznośc ozdrowienia? Odpowiedz Link