nowy0071
12.01.07, 19:01
Ciężki dziś miałem dzień. Teraz siedzę w fotelu i odpoczywam. Czuję jak
spływa na mnie weekendowa beztroska, jak powoli spadają obroty w które
musiałem się wbić, aby sprostać całodziennym wyzwaniom. A jednocześnie
zaczyna dopadać mnie niepokój – jak fale przypływu, z początku nieśmiało,
lecz z każdą chwilą mocniej, wdziera się pytanie o sens mojego istnienia.
I już nie cieszę się z dwudniowej wolności. Cóż mi po niej, jeśli nie
potrafię z niej skorzystać. Ehh.. znów ogarnęła mnie podstępna i zdradliwa
nostalgia... za beztroską młodością .. za niewyczerpaną energią .. za
szalonymi pomysłami, które realizowałem z równie szaloną konsekwencją ... .
Chęci. Niech opuszczą mnie chęci, których nie potrafię realizować. Niech
opuszczą mnie chęci, a z nimi może i odejdzie stres bezsilności ..
Tyle chciałbym zrobić, zmienić, osiągnąć, tyle chciałbym ... i zabija mnie
myśl, .że nie zrobię nic... Chęci... Odejdźcie, bo ja odejdę z wami
.
Nie można cofnąć czasu, ale można żyć przeszłością. Tylko że równa się to
samotności. Nie potrafię również żyć przyszłością – jak żyć czymś czego się
nie widzi? Pozostaje teraźniejszość. Odejdźcie CHĘCI... bez was łatwiej żyć
chwilą.. z wami trudno, cieszyć się .... z wami nie znajdę dla siebie miejsca
w czasie. A ja nie chcę odchodzić.
Chcę żyć. Nie... to nawet nie tak..
Borelioza 2005.