e-woj1
16.12.08, 10:35
Borelioza to temat, który pojawił się niespodziewanie i życiu mojej
rodziny. Mój mąż pracuje w Norwegii. Prawie 4 miesiące temu "złapał"
kleszcza. Kleszcz siedział ok. 24 godz. w skórze pod pachą. Bez
większego problemu mąż usunął go ze skóry. POzostało małe zgrubienie
wokół ugryzienia, które przez jakiś czas powodowało dośc silne
swędzenie. Potem na jakiś czas zapomniał o tym, by ok. miesiąc temu
zauważyć rumień. Dopiero gdy dwa dni temu przyjechał do domu
zrobiłam wokół tego "alarm". Zapoznałam się wczoraj z informacjami
na forum. Wyczytałam, że rumień = borelioza. Zawsze? Jestem
załamana. Informacje, które wyczytałam bardzo mnie przygnębiły. Mam
poczucie jakby borelioza to był wyrok śmierci. Nie znalazłam żadnej
pocieszającej informacji dla nas. Czy naprawdę nie ma szans wygrać z
tą chorobą? Tak naprawdę nie wiem jak pokierować leczeniem mojego
męża. Badania nie mają sensu bo jest rumień, który przesądza sprawę,
strach pójść do "jakiegokolwiek" lekarza, żeby nie zastosował
nieprawidłowe dawkowanie leków... Jesteśmy z okolic Wrocławia. Czy
ktoś mógłby poradzić, jak postąpić i do kogo się zgłosić na tym
terenie lub ewentualnie w innym mieście? Wiem, że nie można zwlekać
z podjęciem leczenia ale boję się też podjęcia błędnej decyzji.
Prosimy o radę.