bambii
28.02.06, 10:26
Właśnie dotarłem (przez przypadek) do analizy dot. budowy hipermarketów w
Wałbrzychu. Analiza została wykonana na podstawie oficjalnej analizy
przeprowadzonej na potzeby UM w Wałbrzychu przez firmę Jones Lang La Salle w
2002 r. Ciekawy materiał warto sie z nim zapoznać (fragment):
"1. RYNEK PRACY
Zwolnienia zamiast przyjęć
Zarówno z badań w krajach zachodnich, jak i analiz przeprowadzonych w Polsce
wynika, że budowa hipermarketów powoduje stopniowy upadek i zubożenie
ekonomiczne małych sklepów, dostawców (w tym rolników, rzemieślników etc.),
hurtowników.
We Francji na 1 osobę zatrudnioną w hipermarketach przypadają 3-4 zwolnienia w
handlu.
We Włoszech ten stosunek wynosi 1:7-8, licząc miejsca w handlu i usługach. W
naszym kraju średnio przyjmuje się, że 1 zatrudniony w hipermarkecie to 4-8
tracących pracę w handlu i 1-2 osoby w usługach1), natomiast według danych
Zrzeszenia Prywatnego Handlu i Usług w Wałbrzychu od chwili powstania
pierwszych hiepermarketów w Wałbrzychu do roku 2001 w wałbrzyskim handlu
straciło pracę 2200 osób.
Podczas spotkań z Radą i Zarządem Miasta oraz autorkami prognozy oponenci
inwestycji usłyszeli, że: "ich dane nie są merytoryczne lecz ideologiczne". A
na pytanie czy radni lub autorzy prognozy posiadają wyniki badań lub analizy,
które wskazywałyby, że funkcjonowanie hipermaketów nie powoduje zwiększenia
bezrobocia, pytani nie odpowiedzieli.
Fikcyjny rynek pracy
W myśl analizy ...nowe obiekty przyciągną znaczną uwagę publiczną i będą
elementem promocji miasta (...) otwarcie zachęci innych inwestorów, co wpłynie
na wzrost poziomu zatrudnienia...2) Jak wynika z doświadczeń notowanych w
innych miastach (Zielona Góra, Łódź, Kielce, Gdańsk) hipermarkety ściągają
tylko jeden rodzaj inwestorów - ponadnarodowe korporacje typu McDonalds, KFC,
Pizza Hut (dwa ostatnie to PEPSICO) itp., które podobnie jak hipermarkety
dokonują drenażu finansów publicznych i dają zatrudnienie dla niewielkiej
liczny osób i to w fatalnych warunkach (co wynika z materiałów pokontrolnych
NIK-u, PIP-u). Prowadzi to do tzw. macdonaldyzacji rynku pracy, czyli
obniżenia jakości usług pracowniczych przy zaniżonych stawkach wynagrodzeń.
Na tej samej stronie czytamy: ...inwestycja w nieruchomość podwyższy
atrakcyjność okolicy i spowoduje wzrost cen okolicznych gruntów...
Z kolei według danych z innych miast3) wynika jasno, że po wybudowaniu
hipermarketów ceny gruntów, a tym samym wpływów do kasy gminy - spadają. Z
kolei z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii koszt powstania jednego
miejsca pracy w drobnym handlu jest pięciokrotnie mniejszy niż takie samo
miejsce pracy w hipermarkecie4).
Podatki i płatności
Analiza firmy Jones... widzi także zyski dla gminy w obszarach, które
pozbawione są jakichkolwiek zysków. Nadal na str. 14 czytamy:
... gmina skorzystałaby również na wnoszonych przez inwestorów podatkach od gruntu
Argument taki wydaje się przezabawny każdemu, kto nawet pobieżnie zna tematykę
hipermarketów, ponieważ o tym, jak tego typu firmy unikają płacenia podatków,
można przeczytać już nie tylko w niezależnych opracowaniach, ale także w
oficjalnych zestawieniach, programach telewizyjnych czy "Newsweeku"5).
Także pracownicy zatrudniani w hipermarketach na 7/8 etatu nie odprowadzają do
budżetu państwa żadnych pieniędzy w ramach podatku dochodowego, jeśli ich
wynagrodzenie brutto sięga do 655 zł miesięcznie6).
Gmina może liczyć jedynie na wpływ z podatku gruntowego od nieruchomości.
Rocznie byłaby to kwota około 500 tys. zł. Dla porównania można dodać, że
stworzenie jednego nowego miejsca pracy w lokalnej Specjalnej Strefie
Ekonomicznej kosztuje minimum 100 tys. zł. Owszem nie ma oficjalnych danych na
temat strat państwa wskutek niepłacenia podatków dochodowych i od osób
fizycznych - przez istniejące hipermarkety, lecz w przeliczeniu tego na
pojedynczy hipermarket kwota ta z pewnością przerasta potencjalny wpływ z
podatku od nieruchomości.
Twórcy prognozy nie zadali sobie trudu, by zweryfikować informacje dotyczące
stosunków płatniczych hipermarketów z lokalnymi dostawcami i producentami
towarów. Według niej:
... 80-90% asortymentu obiektu stanowią towary polskie, sklepy są więc rynkiem
zbytu dla wielu krajowych zakładów i przedsiębiorstw (...) wpłynie to na
korzyści rodzimych producentów wynikłych ze współpracy z nowoczesnymi
obiektami handlowymi, w tym:
* pewność zapłaty za dostarczony towar
* możliwość sprzedaży dużych partii towaru
* szansa sprzedaży dla sieci
* możliwość stosowania nowych form promocji
* stabilność zbytu towaru
* doskonalenie umiejętności handlowych...
W hipermarketach istotnie 80-90% towarów znajduje się w opakowaniach
sugerujących polskie pochodzenie towaru. Niemniej szereg towarów pochodzi z
bezcłowego importu - w Polsce towary te ulegają jedynie konfekcjonowaniu.
W wyniku uchwalenia 11.12.2001 kolejnej dostawy tego typu bezcłowych towarów
do Polski tylko w bieżącym roku dotarł zalew importowanego mięsa, zbóż (w tym
modyfikowanych genetycznie pasz) i soków. Jak się ocenia przyniosło to straty
dla kraju rzędu 3-4 miliardów złotych7).
Więcej niż połowa towarów w hipermarketach to produkty koncernów zachodnich
usytuowanych w naszym kraju. Tym samym produktów ściśle związanych z
producentami rodzimymi czy lokalnymi jest mało znacząca mniejszość, podobnie
wygląda sytuacja w innych krajach zachodnich8).
Korzyści jakie rzekomo mają czerpać rodzimi dostawcy z handlu z hipermarketami
są zgoła iluzoryczne. Ta część raportu wskazuje zdecydowanie na to, że był on
przygotowywany bez uwzględnienia opinii polskich dostawców, wśród których
panuje jednoznaczna opinia twierdząca, że hipermarkety rugują polskich
handlowców z rodzimego rynku, poprzez stosowanie dyktatu płatniczego wobec
swoich dostawców. Polega to na wymuszaniu na przedsiębiorstwach absurdalnie
długich terminów płatności za towary, których to terminów nie jest w stanie
przetrwać żaden rodzimy zakład.
Z pewnością nie ma to nic wspólnego z ... pewnością zapłaty za dostarczony
towar..., czy ...stabilnością zbytu towaru...
Z kolei gdy czyta się o: ...możliwości stosowania nowych form promocji... to
przychodzi na myśl powszechne w hipermarketach wymuszanie na dostawcach
zaniżonych cen pierwszej partii towaru (z czego robi się tzw. promocje). Tego
typu zasady "współpracy" z lokalnymi dostawcami i producentami znane są nie
tylko za sprawą relacji rodzimych dostawców, lecz także kontroli NIK-u z
ubiegłego roku.
Ponadto jeśli chodzi o dostawców hipermarkety preferują wielkich producentów,
zarówno w branży spożywczej czy rolniczej. "
reszta tutaj :
www.zb.eco.pl/zb/180/hiper.htm