Gość: amigo
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.11.05, 21:14
Zwykle narzekam na "moje" biuro maklerskie. A to system się żółwi, a to
rzucają schody jak z podpisem żony na papierach, a to w momentach gdy
najczęściej składam pilne zlecenia (czyli przed zamknięciem)mam kłopoty z
akceptacją kluczy (teraz wiem, że to bardziej neostrada). Nawet narzekam na
mało dla mnie wygodny sposób określania limitów, o braku zaawansowanych
zleceń maklerskich jak w bossie nie wspomnę.
Dziś jednak, po raz kolejny odkryłem(?) za co płacę im pieniądze i dlaczego
nie zmieniam banku od 91 roku - choć jest dość drogi...
Oto dlaczego ich dzisiaj chwalę (nie zastanawiałem się jak dotąd nad pracą
maklerów, Jeśli się mylę co do sposobu pracy maklerów i wyciągnąłęm mylne
wnioski to proszę mnie sprostować):
Na wstępie napomnę że 70% zleceń składam w nocy przed sesją. Nie jestem
jednosesyjny więc nie stanowi to dla mnie istotnej wady.
Wczoraj wieczorem złożyłem dość otwarte zlecenie (szeroki margines limitu)
sprzedaży kontraktu. Makler urzędnik - odwaliłby robotę wklepując wprost do
systemu zlecenie i miałby ze mną spokój. Ten Makler Makler jednak odczekał na
odpowiedni moment i sprzedał prawie po maksymalnym kursie dnia. Faktem jest
że długo nie czekał... ale na wykresie sprzedał w pierwszym momencie gdy kurs
zaczął ewidentnie spadać po otwarciu.
Mógł jednak przychodząc do pracy rano przygotować sobie zlecenia do wklepania
i wyłączyć mózg i pracować jak większość bankowców których znam...
Jedno takie doświadczenie na przestrzeni ostatniego czasu (zdarzały sie
wcześniej ale nie zwracałem na nie takiej uwagi - znaczenia nabiera dopiero
przy lewarowanych zleceniach) nie czyni wiosny ale warto pochwalić publicznie.
Dzięki temu mój kontrakt dał mi dzisiaj zarobek pozwalający na wyjście ze
strefy ryzyka wejściowego pierwszej sesji(zająłęm pozycję po najlepszym ,
prawie, kursie dnia.)
jeśli macie uwagi lub swoje opinie, proszę o komentarz.
pozdro