Gość: sikor
IP: proxy / *.koszalin.sdi.tpnet.pl
10.01.03, 02:11
Fuks, duży lub mały, każdemu w życiu się przydażył. Niedawno przypomniał mi
się jeden z moich. Małe wprowadzenie: wczene lata 80-te, wakacje, samotny
autostop, schronisko młodzieżowe, duża sala, nikogo, -ale do czasu. Pod
wieczór dołączył jakiś podróżnik - niestety. Był to cholernie zarozumiały,
upierdliwy i chamowaty osobnik. Zbliża się pora snu, ja już prawie zasypiam,
on coś tam jeszcze gmera, poczym kładzie się spać i mówi, że trzeba zgasić
światło. Myślałem, że mnie szlag trafi, mówie-takiego wała, no i ciskam
trampkiem w kierunku pstryczka od światła. W amerykańskim filmie ta scena
pokazana była by w zwolnionym tempie - mój trampek po około 4 metrowym locie
ZGASIŁ ŚWIATŁO . Nie wiem kto był w większym szoku, ten palant czy ja, ale
chyba on, bo do końca wspólnego pobytu, nie odezwał się ani słowem. Po tym
wielokrotnie próbowałem powtórzyć ten wyczyn - bez skutku. Jestem ciekaw
innych fajnych fuksów