aniechto.only
12.04.22, 15:44
"To był kompletny chaos. Gdy kule przelatywały nad naszymi głowami,
ludzie
biegali we wszystkich kierunkach. Nie wiedzieliśmy, czy mamy się cofać, czy iść do przodu. Wpadłem na drut kolczasty i moja noga krwawiła. Gdy upadałem, ludzie przechodzili po mnie."
„Strażnicy nie traktowali nas jak ludzi. Nawet nie jak zwierzęta. Sprawiali, że czuliśmy się bezwartościowi, jak insekty. Niektórzy z nich wydawali się dumni, że porównaliśmy go do Guantanamo. Kiedy wchodziłeś, mówili: »Witamy w Guantanamo«”
„Przez większość dni budziły nas odgłosy czołgów i helikopterów, a następnie strzały i eksplozje. Czasami trwało to cały dzień. Perspektywa, że nie masz dokąd pójść, nie masz żadnych zajęć, które mogłyby cię od tego wszystkiego oderwać, ani miejsca na choćby krótką chwilę wytchnienia, jest nie do zniesienia."
Nie, to nie jest opis wojny w Ukrainie. To się dzieje teraz w Polsce.
Z pierwszego raportu Amnesty International o uchodźcach z granicy polsko-białoruskiej:
...urągających wszelkich standardom warunkach w ośrodkach detencyjnych, do których trafiają osoby, którym udało się uniknąć pushbacku. Badacze wyliczają: przeludnienie (w Wędrzynie ponad 20 mężczyzn w pokoju 8-metrowym), bliskość poligonu (odgłos helikopterów i czołgów, drut, strzały i eksplozje), brak wody, urządzeń sanitarnych i higienicznych (były tak brudne, że osadzeni nie byli w stanie z nich korzystać), brak prywatności, bardzo ograniczony dostęp do opieki medycznej, pomocy psychologicznej i prawnej, odcięcie od świata zewnętrznego („więźniom” zabrano telefony), brak informacji, co dalej.
To są tortury. Inaczej nie da się tego nazwać. Państwo polskie stosuje tortury:
„Władze próbowały siłą wydalić Yezdę, 30-letnią Kurdyjkę, wraz z mężem i trójką małych dzieci. Po otrzymaniu informacji, że rodzina zostanie odesłana do Iraku, Yezda wpadła w panikę, krzyczała i błagała strażników, by ich nie zabierali. Groziła, że odbierze sobie życie. »Wiedziałam, że nie mogę wrócić do Iraku i byłam gotowa umrzeć w Polsce. Kiedy tak płakałam, dwóch strażników skrępowało mnie i mojego męża, związało nam ręce za plecami, a lekarz dał nam zastrzyk, który sprawił, że byliśmy bardzo słabi i senni. Nie byłam w pełni świadoma, ale słyszałam płacz i krzyki moich dzieci, które były z nami w pokoju«”.
oko.press/witamy-w-guantanamo-pierwszy-raport-o-uchodzcach-z-granicy-polsko-bialoruskiej-amnesty-international/