Gość: Mysteric
IP: *.houston-11rh16rt.tx.dial-access.att.net
18.05.02, 02:29
Bóg na stosie
70 lat temu ogłoszono w ZSRR pięciolatkę ateistyczną
15 maja 1932 r. Stalin ogłosił plan partyjnej i państwowej polityki
religijnej. Zgodnie z nim „do dnia 1 maja 1937 r. na całym terytorium ZSRR nie
powinien pozostać ani jeden dom modlitewny i samo pojęcie Boga winno zostać
przekreślone jako przeżytek średniowiecza, jako instrument ucisku mas
pracowniczych”.
GRZEGORZ PRZEBINDA
Na pytanie Fiodora Dostojewskiego: czy wszystko wolno, gdy Boga nie ma – Rosja
w swej dwudziestowiecznej historii odpowiadała na ogół twierdząco. Już jej
religijni myśliciele drugiej połowy XIX w. – Piotr Czaadajew, Władimir
Sołowjow – przestrzegali współziomków przed rzeczywistością bez Stwórcy.
Przewidywali, iż może stać się ona nieludzka. Ich obawy w pełni potwierdzili w
pierwszej połowie XX w. bolszewicy i staliniści.
U schyłku stulecia wojujących bolszewickich ateistów zastąpili wszelako
prawosławni nacjonał-bolszewicy, którzy mówią: Bóg jest rosyjski, toteż
wszystko wolno. Pośród nich gwiazdą pierwszej wielkości jest Aleksander Dugin.
Jako autor „Podstaw geopolityki” chce on przyłączyć do Wielkiej Eurazjatyckiej
Rosji wszystko to, co ongiś należało do ZSRR. Jego ideał to Trzeci Rzym –
Trzeci Reich – Trzecia Międzynarodówka, które mają zniszczyć zwolenników
otwartego społeczeństwa Karla Poppera. W pracy „Templariusze proletariatu”
erudyta Dugin proponuje potworny zarys etyki szczegółowej, w której centrum,
dosłownie, błyszczy ostrze topora Raskolnikowa. Przykazanie „nie zabijaj” nie
jest, według Dugina, chrześcijańskie, nowotestamentowe, lecz żydowskie,
starotestamentowe. Trzeba je tedy odrzucić i wprowadzić przykazanie
eurazjatyckie: „Nie «nie zabijaj»”... To wcale nie płaski żart, lecz dokładny
cytat z „Templariuszy proletariatu” Aleksandra Dugina, wydanych w Moskwie w
1997 r. przez wydawnictwo Arktogieja.
Przestroga Dostojewskiego
Po rewolucji październikowej pokolenie religijnych filozofów Rosji – Mikołaj
Bierdiajew, Siergiej Bułgakow, Siemion Frank – znalazło się na przymusowej
emigracji. Z rozpaczą ogłosili urbi et orbi, że opuścili oto kraj, gdzie
zadekretowano państwowe bezbożnictwo, na dodatek antyhumanistyczne. W Kraju Rad
wszystko było wolno i wszystko było dobre, jak to już ongiś zapowiedział
w „Biesach” Kiriłłow w rozmowie ze Stawroginem: „A jeśli ktoś umrze z głodu –
pyta Stawrogin – jeśli skrzywdzi i zhańbi dziewczynkę, czy także będzie
dobrze? – Dobrze – odpowiada Kiriłłow. – I jeśli ktoś roztrzaska głowę za
dziecko – także dobrze. I jeśli nie roztrzaska – dobrze. Wszystko jest dobrze,
wszystko. Temu jest dobrze, kto wie, że wszystko jest dobrze” (tł. Tadeusza
Zagórskiego i Zbigniewa Podgórca). Dobre jest więc wszystko, co służy dobru
rewolucji.
Osoby głoszące podobne poglądy nie pozostawały w Rosji wyłącznie bohaterami
powieści. W ten sposób postępowali również ludzie z krwi i kości, ideolodzy i
praktycy o konkretnych imionach i nazwiskach – przecież Dostojewski był
realistą, nie lękającym się ukazywania najbardziej mrocznych aspektów
rzeczywistości. Przesadą byłoby twierdzić, że w jego powieściach, przede
wszystkim w „Zbrodni i karze” oraz w „Biesach”, odnajdujemy przewidujący i
dokładny opis tego wszystkiego, co potem spotkało Europę w nieludzkim,
szczególnie w jego pierwszej połowie, XX stuleciu. Czy jednak byłaby to
przesada duża? Przecież obie książki opisują przedwstępnie, to prawda, ale za
to z jakim jasnowidztwem dzieje narodów w XX w. w Europie od Oświęcimia po
Kołymę i Magadan. Dostojewski opisał kres marzeń człowieka o kryształowym
pałacu przyszłości oraz przewidział – a jakże! – leninizm i stalinizm w akcji.
Lenin przeciwko bozi
Oto co pisał Lenin w połowie listopada 1913 r. w liście do Maksyma
Gorkiego: „...każda idea religijna, każda idea o każdym bozi, nawet każdy flirt
z bozią jest niewymowną ohydą, którą ze szczególną tolerancją (a często nawet
życzliwością) przyjmuje demokratyczna burżuazja – właśnie dlatego jest to ohyda
najbardziej niebezpieczna, zaraza najbardziej nikczemna”. Dodawał: „«Ludowe»
wyobrażenie o bozi i boskości jest ludową tępotą”.
Korzenie tej rozbrajającej postawy wobec „bozi” tkwiły naturalnie w równie
szczerym co wulgarnym empiryzmie XVIII w. i w prostolinijnym engelsizmie
następnego stulecia: „Trzeba będzie obecnie zapewne pójść za radą, jakiej
udzielił niegdyś Engels niemieckim socjalistom: tłumaczyć i masowo
rozpowszechniać francuską literaturę ateistyczną, literaturę okresu Oświecenia
XVIII w.” (Lenin, „Socjalizm a religia”, 1905).
Lenin podpisywał się także pod tezą Marksa o religii jako opium dla ludu i był
gorącym orędownikiem poglądu, iż „ludzie szukają drogi do nieba z tej prostej
przyczyny, że zboczyli ze szlaku na ziemi”. Wszelako przestrzegał bolszewików
przed okazywaniem otwartej wrogości wobec „przeżytków religijnych”. Apelował,
aby nie „wdawać się w awanturnicze wojny polityczne z religią”. Mogłoby to
bowiem obrazić uczucia zwykłych ludzi w Rosji, którzy są potencjalnie
sprzymierzeńcami bolszewików: „Trzeba walczyć za pomocą uświadamiania. (...)
Najgłębszym źródłem przesądów religijnych jest nędza i ciemnota; z tym właśnie
złem powinniśmy walczyć”.
Czad religii
W wyniku rewolucji październikowej państwo zostało oddzielone od Cerkwi, a w
konstytucji gwarantowano obywatelom zarówno swobodę sprawowania kultu
religijnego jak i swobodę antyreligijnej propagandy. Jak wyglądała ta pierwsza
wolność, wszyscy wiemy, druga zaś swoboda umiała rzeczywiście przejawić się w
działaniu. Jeszcze VIII Zjazd RKP(b) w 1919 r. przestrzegał nazbyt gorliwych
bolszewików przed obrażaniem religijnych uczuć mas pracujących. Oczywiście nie
słuchano tego w powszechnym antyreligijnym amoku. W latach 1922–1941 wydawano
gazetę „Bezbożnik”, a w 1926–1941 – pismo „Antirieligioznik”. Był
jeszcze „Ateista” i „Wojujący ateista”. W 1925 r. powstał Związek Wojujących
Bezbożników ZSRR. Tylko w 1929 r. wydano 34 mln ulotek antyreligijnych.
Oficjalnym guru tego ruchu był Jemielian Jarosławski, długoletni
redaktor „Bezbożnika” i „Antirieligioznika”. W okresie 1922–1929 kierował on
Tajną („nie obrażać uczuć”!) Komisją Antyreligijną przy KC. Był też autorem
kilku engelsowskich w duchu, a więc jakże prostackich, książek wykorzystywanych
w ZSRR do 1941 r. w procesie ateizacji. W Polsce czas na ich publikację
nadszedł dopiero w okresie późnogomułkowskim. Dzięki wydawnictwu Książka i
Wiedza oraz wysiłkowi translatorskiemu Konstantego Judina czytelnik mógł się w
1964 r. zapoznać z pracą Jarosławskiego „Bogowie są śmiertelni”
(1923): „Książka ta winna pomóc szerokim masom ludzi pracujących, a szczególnie
młodzieży, w przezwyciężeniu czadu religii”.
Krew naszych braci
Podczas gdy „nieuświadomiony lud” był, mimo wszystko, cierpliwie edukowany, to
inteligencję prawosławną albo natychmiast wyrzucono z granic Rosji Radzieckiej,
albo też planowo i z zimną krwią wymordowano. Poczynając od 1918 r. Cerkiew w
Rosji zaczyna przeżywać swój okres gehenny, najtragiczniejszy w
ponaddziewięćsetletnich dziejach. Losy tysięcy męczenników prawosławnych – ale
także katolickich, pod tym względem w ZSRR panowała równość absolutna – do
dzisiaj nie są jeszcze w pełni opisane. Nikt nigdy nie prześladował chrześcijan
bardziej niźli władza bolszewicka – w jej obliczu nawet cesarz Neron mógłby się
wyd