frau_blada
24.02.06, 17:08
Między tronem a ołtarzem
Stanisław Michalkiewicz
Okazuje się, że wszystko zależy od etapu. Kiedy w początkach lat 90. trzeba było
ugruntować zaprojektowany przy "okrągłym stole" porządek dziobania również w
sferze rządu dusz, żydowska gazeta dla Polaków, czyli "Gazeta Wyborcza", a za
nią, jak za panią matką, cały Salon, niczym kapitolińskie gęsi podniosły
klangor, ostrzegając przed "państwem wyznaniowym" i "ajatollahami". Na tym
etapie obowiązywał pogląd o konieczności przyjaznego rozdziału państwa i
Kościoła, według modelu wypracowanego przez Wielki Wschód Francji 100 lat temu.
Dzięki aktywności tajnych współpracowników (chodzi oczywiście o tajnych
współpracowników "Gazety Wyborczej", bo innych przecież nie ma), uplasowanych na
strategicznych pozycjach w "Kościele instytucjonalnym", zdezorientowani biskupi
całkowicie utracili inicjatywę i odtąd już tylko bojaźliwie akomodują się do
wytycznych wydawanych przez grupę "starszych braci" trzymającą władzę nad życiem
duchowym polskich tubylców. W myśl tych wytycznych, w konstytucji z 1997 roku
przeforsowana została zasada rozdziału Kościoła od państwa, co zostało
poprzedzone preambułą opatrzoną inwokacją w duchu pobożności neutralnej
światopoglądowo: "Panie Boże, jeśli jesteś, zbaw duszę moją, jeśli ją mam".
Wiecej tu:
www.nczas.com/?a=show_article&id=2986
Trzeba przyznac, ze Michalkiewicz ma wysotrzony zmysl obserwacyjny i wreszcie
nazywa rzeczy po imieniu.
:)