Gość: Anna Żydówka
IP: *.nanarb01.mi.comcast.net
24.12.02, 18:43
tygodnikforum.onet.pl/1107034,0,4285,924,artykul.html
Świat potrzebuje nowego proroka, który zjednoczyłby zwaśnione religie. Żydzi,
chrześcijanie i muzułmanie uważają Abrahama za swojego ojca. Ten jednak już
nie wystarcza, by pokonać pokłady uprzedzeń, nienawiści i fałszywych
wyobrażeń.
DAVID VAN BIEMA
30.09.2002
Z patriarchą Abrahamem jako symbolem wielokulturowości po raz pierwszy bliżej
zetknąłem się pewnego słonecznego, czerwcowego dnia, jadąc taksówką na drugi
koniec Nowego Jorku, by umówić się na obrzezanie mego synka. Żydzi praktykują
ten zwyczaj od tysięcy lat - odkąd Bóg (jak uczy Tora), zawarłszy historyczne
przymierze z Abrahamem, postanowił: "I będzie przymierze moje na ciele
waszym".
Z samochodowego odtwarzacza płynęła jakaś arabska piosenka, z żywym,
wpadającym w ucho podkładem sekcji dętej. Spytałem, kto to gra. Taksówkarz
odpowiedział, że pewien zespół z Maroka. A czy chcę wiedzieć, o czym jest ta
piosenka? Oczywiście. To apel ludu arabskiego do Izraela. Refren brzmi: "Mamy
wspólnego ojca. Dlaczego tak nas traktujecie"? - A któż jest tym ojcem? -
spytałem. - Ibrahim - padła odpowiedź. - Piosenka nazywa się "Izmael i
Izaak" - to jego synowie.
Abraham zmienił świat
Mamy wspólnego ojca. Dlaczego tak nas traktujecie? Co wynika z tego urywka
tekstu? Po pierwsze zaświadcza on, że postać szanowana przez żydów i
chrześcijan jest ważna także w świecie muzułmańskim, co sugeruje, że między
islamem a Zachodem istnieje związek, który większości Amerykanów wydałby się
pewnie zaskakujący. Po drugie stwierdza, że mimo tych rodzinnych związków
wciąż nie ma pokoju między synami proroka.