Zasmarkane bułki

14.01.10, 19:11
Z cyklu opowieści supermarketowe.
Byłam dziś w Carrefourze zrobić zakupy.Idę na dział pieczywo,po
bułki.Leżą one w takim wielkim plastikowym przezroczystym
pojemniku,zamykanym.Aby sięgnąć bułkę,trzeba założyć plastikową
rękawiczkę i otworzyć małą klapkę,na wierzchu pojemnika.Zresztą
wszyscy wiecie o co chodzi.I tu moim oczom ukazał się następujący
widok.Mamusia z dwójką dzieciaczków tak ok.4-7 lat,też kupowała
pieczywo,tymczasem jej dzieci,bawiły się w nurkowanie rękami w
bułkach.Prawie leżały w tym pojemniku,dodam,że z nosa im ciekło,więc
co chwila sobie te nosy rękami wycierały a potem łapska w bułki i
przewalały to pieczywo.Mamusia oczywiście nie reagująca.Ja miałam
wielką ochotę kupić kilka szt.bułeczek,ale po tym co zobaczyłam
odechciało mi się.Grzecznie zwróciłam tej mamie uwagę na to co robią
jej dzieci.Owa pani na mnie się rozdarła z oburzeniem wołając,że to
PRZECIEŻ TYLKO DZIECI.Ja jej na to że skoro ma takie podejśćie to w
takim razie niech zapłaci za te wszystkie bułki które jej dzieci
osmarkanymi rękami dotykały.Ale mamcia kompletnie się nie
przejmowała.W końcu przyszła pani obsługująca to stanowisko,spytała
mi się co tu się wydarzyło,więc jej powiedziałam.W tym czasie mamcia
dzieci wraz z dziećmi szybko się ulotniła.
Ten epizod dał mi do myślenia ile to pewnie razy kupiłam zasmarkane
bułki,przelizane jabłka itp.bo przecież dla niektórych, dzieci to
święte krowy...
    • nioma Re: Zasmarkane bułki 14.01.10, 20:03
      Stoje w kolejce w sklepie, za mna mamusia z dzieckiem. Dziecko ma chyba tik
      nerwowy bo macha noga i regularnie mnie stuka. Zwracam uwage. Nic. Zwracam uwage
      drugi raz, mamusia do mnie z ryjem, ze przeciez to tylko dziecko. Grzecznie
      odpowiadam: droga pani, jak pani dziecko jeszcze raz mnie stuknie to przysiegam,
      ze sprzedam mu takiego kopa, ze nozki polamie.
      I o dziwo przestal mnie bachor stukac.
      Wkurzaja mnie strasznie: latajace bachory po sklepach i drace ryje, tykajace
      wszystko i wszystkich, na ogol maja brudne lapska i zostawiaja slady. W sklepach
      powinny wisiec kartki ZAKAZ WPROWADZANIA DZIECI.
      I zeby nie bylo: mam dziecko, ale nie uwazam, zeby bylo pepkiem swiata i zeby
      cokolwiek mnie upowaznialo zeby innym zatruwac zycie tylko dlatego, ze mam dziecko.
    • kanna Re: Zasmarkane bułki 14.01.10, 20:45
      Mnie najbardziej złości karminie dzieci w sklepie... częśc rodziców
      nabija na kase te puste butelki i papierki po batonach, ale częśc -
      jak sadze - nie. Nie moze dziecko poczekac, aż zaplacą?
      ja wogole staram się NIE zabierac dzieci do sklepu - choc czasem - z
      musu pójda ze mna. Ale spokojnie wytrzymuja bez jedzenia, grzebania
      w bułkach i latania wokół pólek.
      • anmanika Re: Zasmarkane bułki 15.01.10, 13:13
        No co ty, przecież to świętość i tradycja narodowa. Spacerek do supermarketu z
        całą rodziną po niedzielnej mszy.
        Też usilnie starałam się nie brac młodej do sklepu bo to była udręka dla niej i
        dla mnie. teraz jest w gimnazjum a jak w dalszym ciągu jej nie biorę. Dodaję, że
        jestem samą mamą i było to niezłe wyzwanie logistyczne by jej nie brac na zakupy
        ale da się jak się chce.
        Nie rozumiem tych rodziców którzy wloką swoje dzieci na zakupy.
        • zettrzy Re: Zasmarkane bułki 18.01.10, 14:19
          ja tez nie, bo pamietam jak sie czulam kiedy mialam te 5-6-7-8 lat i
          musialam tuptac za OSOBA KUPUJACA... zakupy z dziecmi to koszmar dla
          dzieci, o czym wielu rodzicow w ogole nie chce wiedziec
        • kkokos Re: Zasmarkane bułki 19.01.10, 20:38
          anmanika napisała:

          teraz jest w gimnazjum a jak w dalszym ciągu jej nie biorę. Dodaję, ż
          > e
          > jestem samą mamą i było to niezłe wyzwanie logistyczne by jej nie brac na zakup
          > y
          > ale da się jak się chce.

          powiedz, że żartujesz

          powiedz, że 13-14-15-letnia pannica nie jest obsługiwana przez samomamę, a
          pannica nawet nie wie, ile czasu zakupy zajmują, ile kosztują, ile ważą siaty. a
          potem się będziesz dziwić, co ona taka niezaradna.

          staram się nie robić zakupów bez mojego gimnazjalisty. jak ma się nauczyć, co
          warto kupować a co nie? i niby dlaczego ja mam sama wszystko dźwigać? sama
          schylać się 600 razy do wózka wykładając zakupy przy kasie? zakupy są dla nas
          dwojga, więc wkład pracy musi być dwojga.
          • zettrzy Re: Zasmarkane bułki 20.01.10, 17:58
            > powiedz, że 13-14-15-letnia pannica nie jest obsługiwana przez
            samomamę, a pannica nawet nie wie, ile czasu zakupy zajmują, ile
            kosztują, ile ważą siaty.
            > a potem się będziesz dziwić, co ona taka niezaradna.

            to zaradnosc rowna sie tachaniu siat z marketu? lol

            gimnazjalista nie uczy sie co warto kupowac przez obserwacje zakupow
            matki, bo jego wlasne wybory moga byc inne...

            co innego zatrudnianie gimnazjalisty do pchania wozka - i tu sie
            zgodze ze nastolatek moze byc uzyteczny przy zakupach; ale czy
            paroletnie dziecko moze pchac wozek? bo przeciez tutaj mowa o
            rozwydrzonych przedszkolakach, a nie gimnazjalistach
            • kkokos Re: Zasmarkane bułki 20.01.10, 21:10
              zettrzy napisała:

              ale czy
              > paroletnie dziecko moze pchac wozek? bo przeciez tutaj mowa o
              > rozwydrzonych przedszkolakach, a nie gimnazjalistach
              >

              nie przeczytałaś dokładnie ani mojego postu, ani postu dziewczyny, na który
              odpowiadałam. owszem, była mowa o gimnazjalistce, której matka na zakupy nie
              zabiera. i dobrze wiesz, o co mi chodziło z zaradnością, nie udawaj głupszej
              niż jesteś.

              tak, gimnazjalista uczy się podczas wspólnych zakupów właściwych wyborów. nie
              chodzi o "chipsy cebulowe czy paprykowe?", bo rzeczywiście jego wybory mogą być
              inne niż rodziców. ale uczy się sprawdzać daty przydatności, porównywać skład
              podobnych produktów, pojemność i cenę, uczy się zauważać różnicę między
              produktami mniej lub bardziej sztucznymi, jak wybierać sałatę lodową, a jak kiwi.

              i żeby nie było - oczywiście nie mam złudzeń, że jak sam robi dla własnej
              przyjemności, to wybiera rzeczy zdrowsze, a nie smaczniejsze lub tańsze w
              brzydszych opakowaniach zamiast droższe, ale reklamowane. oczywiście, że nie.
              ale przynajmniej będzie miał pojęcie, choćby mgliste, czym można się przy
              zakupach kierować - a nigdy nie wiadomo, kiedy to mu się przyda, być może
              szybciej, niż się wydaje.
              • zettrzy Re: Zasmarkane bułki 21.01.10, 16:46
                przeczytalam oba posty - ta kobieta, z ktora sie nie zgadzasz,
                bardzo slusznie uwaza ze zakupy zywnosciowe to nie zajecie dla
                dzieci; ty natomiast uwazasz ze dzieckiem, pod warunkiem ze jest juz
                fizycznie do tego zdolne, mozna sie podczas zakupow posluzyc; jak to
                drugie sie ma do tematu - ktorego najwyrazniej nie przeczytalas - bo
                temat to MALE dzieci brudzace zywnosc - jakos nie lapie

                w zakresie udawania glupszej niz jestes, to zaradnosci nie uczy sie
                studiujac porownawczo ceny na sloikach; ale oczywiscie samo pojecie
                zaradnosci znaczy rozne rzeczy dla roznych ludzi, jeden uwaza ze
                jest zaradny bo np. zalozyl firme, inny jest zaradny jak nie pomyli
                bochenka chleba z farba olejna

                co potwierdza teze tej matki, ktora nie musi ciagac ze soba dzieci
                do marketu - zle praktyki rodzicielskie biora sie z braku zaradnosci
                • kkokos Re: Zasmarkane bułki 21.01.10, 22:15
                  jednak głupiaś lub pełna złej woli. nie każdy post w tym wątku dotyczy małych
                  dzieci, ale widać to dla ciebie za trudne.

                  >>>>>>>>>>>teraz jest w gimnazjum a jak w dalszym ciągu jej nie biorę. Dodaję, że
                  jestem samą mamą i było to niezłe wyzwanie logistyczne by jej nie brac na zakupy
                  ale da się jak się chce. (koniec cytatu).

                  moim zdaniem dotyczy on gimnazjalistki oraz samotnej matki, która nawet
                  gimnazjalistki na zakupy nie bierze, tak jak kiedyś nie brała małego dziecka. bo
                  nawet teraz logistycznie jest jej łatwiej bez gimnazjalistki. ale oczywiście być
                  może nie rozumiem słowa gimanzjalistka - czyżby ona była małym dzieckiem? jeśli
                  tak, to uprzejmie przepraszam, zakupy rzeczywiście nie są dla niej.

                  tak, 13-15-latka niezabierana na zakupy będzie niezaradna, bo nie będzie umiała
                  ich zrobić. nie robi, nie umie. proste.

                  i tak, gimnazjalista powinien być ciągany na zakupy i wykorzystywany do nich
                  również fizycznie. uważam to za wychowawczo bardzo słuszne. ty nie? hoduj
                  pasożyta, powodzenia. twój pasożyt, twój problem smile




                  • zettrzy Re: Zasmarkane bułki 27.01.10, 15:05
                    > jednak głupiaś lub pełna złej woli.

                    gratuluje poziomu dyskusji - nie ma to jak zelzenie interlokutora!
                    gdzie sie nauczylas tak zaradnie operowac argumentami? na zakupach w
                    markecie? tongue_out

                    > i tak, gimnazjalista powinien być ciągany na zakupy i
                    wykorzystywany do nich
                    > również fizycznie. uważam to za wychowawczo bardzo słuszne.

                    wychowywanie fizycznie bardzo sluszne produkuje osoby fizycznie
                    zaradne - bardzo sluszne podejscie, bo za kopanie rowow mozna sie
                    wziac od razu, a do zawodu np. dentysty trzeba sie jednak
                    przygotowac, co kosztuje

                    ty nie? hoduj
                    > pasożyta, powodzenia. twój pasożyt, twój problem smile

                    chyba rzeczywiscie "głupiaś lub pełna złej woli", bo nigdzie nie
                    napisalam nic o hodowaniu niczego (chociaz lubie hodowac egzotyczne
                    rosliny tongue_out ); ale jesli wydaje ci sie ze jestem matka
                    jakiegos "pasozyta" to sie stuknij w byc moze zaradny ale pusty leb:
                    ja nie mam dzieci!
                    tongue_out
    • nuova Re: Zasmarkane bułki 15.01.10, 07:45
      Miałam podobną sytuację w Carrefourze: kilka dni temu poszłam tam po kajzerki.
      Są 2 szuflady na kajzerki. Jedna była lekko wypełniona a do drugiej pani miała
      zaraz nasypac świeżo upieczonych. Idąc do szuflady zahaczyła o tę pełną,
      szuflada spadła na podłogę, wysypało się z niej kilkanaście kajzerek. Przy
      stoisku zrobił się już mały tłumik, bo wszyscy chętni czekali na kajzerki, choć
      to nie jedyne pieczywo na tym stoisku. Stała tam para młodych ludzi, i jka
      zobaczyli co sie stało, poszli stamtąd. Przedemną stała jedna pani. Obie nie
      zrezygnowałyśmy z zakupu. Ja pilnie śledziłam to, co pracownica sklepu zrobi z
      bułkami. W końcu pracownica pozbierała walające się po podłodze bułki, wrzuciła
      większość z nich do szuflady z kt. wypadły, szufladę z tymi bułkami wstawiła na
      miejsce,a potem nasypała świeżych do drugiej szuflady.
      Smacznego...
    • laurah Re: Zasmarkane bułki 19.01.10, 19:53
      Z pewnością, na półkach sklepowych jest wiele takich produktów "skażonych" przez
      rozwydrzone dzieciaki.
      Ale gdybyśmy wszyscy myśleli o tym, co z towarem wyprawia personel na zapleczu...
      • martaformat A eleganckie damulki... 22.01.10, 11:04
        wbijające pazury w paprykę, pomidory(zawsze zwracam uwagę delikwentkom);
        odkręcające kremy, odżywki...
        Albo kupujemy w mniejszych sklepach, albo resocjalizujemy niekulturalnych klientów.
        A moimi ulubionymi kupującymi są nałogowi degustatorzy: ostatnio nawet mandarynekwink.
        Reasumując: sama mam dziecko, zabierałam je na zakupy, ale uniknęliśmy
        zasmarkiwania i dotykania czegokolwiek. Wiadomo, że z dzieckiem nie idzie się
        medytować i oglądać, a robić szybkie zakupy.
Pełna wersja