Dodaj do ulubionych

kawiarnia domova

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.08.02, 00:32
Czy ktos z Was byl w kawiarni Domova (ul. Myslowicka)?
Jakie wrazenia?
Ja bylam. Odczucia mieszane.
Ciesze sie, ze wreszcie powstaje jakas kawiarnia na Zoliborzu.
Chociaz omlet, ktory tam jadlam byl sredni (chyba zbyt surowy i malo slodki).
Kelnerki troszke sie gubily we wszystkim.
Ogolnie jednak jestem pozytywnie nastawiona. Mila, rzeczywiscie domova :)
atmosfera. Licze na jakies wydarzenia - wystawy, koncerty itd.
Pozdrawiam wlascicieli.

t
Obserwuj wątek
    • Gość: suprajs Re: kawiarnia domova IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 29.08.02, 19:02
      w poprzednim wpisie wytłumaczyłem jak tam dojść bez adresu , atu adres dzięki !
      Pasta była chłodna i mała ale i tak fajnie !
    • roody102 Re: kawiarnia domova 17.05.03, 14:29
      Wreszcie się szarpnąłem i napisałem recenzję Domovej.

      Galeria Domova na ulicy Mysłowickiej 2a założona czas jakiś temu przez Marka
      Baumana, któren tworzył był takie miejsca jak Nova i Supernova i ze wszystkich
      tych interesów prędzej czy później jakimś sposobem wypadał. Barwna to postać,
      właściciel galerii na Wilczej zajmujący się ratowaniem mebli ze śmietników,
      remontowaniem ich, nadawaniem im modnego zgrzebnego wyglądu i sprzedawaniem ich
      potem za bezcen, w takimż stylu urządzał wszystkie te miejsca, które potem
      porzucał był, bo zda się, do interesów głowy to on nie ma. Takoż było ponoć i z
      Domovą, urządzoną z pomocą mebli znalezionych w kilka nocy na warszawskich
      śmietnikach i szybko (i skutecznie) odratowanych z agonii. Dziś pan Marek już
      nie ma, jak mi się zdaje, z Domovą wiele wspólnego, niemniej widać w niej jego
      wkład.

      Galeria mieści się na cichej, żoliborskiej uliczce, tak w pół drogi między
      Wilsoniakiem a ulicą Potocką, czyli w okolicy, gdziem chodził do szkoły
      podstawowej i gdziem się, jakby to patetycznie nie brzmiało,
      wychowywał. „Uliczki” – tak mówiliśmy na tą okolicę, a naprzeciwko Domovej
      mieszkał mój kolega z ławki. Zresztą jak ostatnio tam poszedłem na herbatę z
      przyjaciółką to po wyjściu spotkałem chyba z 5 znajomych osób. To też dla mnie
      jest atut tego miejsca – nie tylko jego bliskość (od domu) ale też, może przede
      wszystkim nawet, jego swojskość. Dotrzeć do Domovej, od Mickiewicza, można
      ulicą Bohomolca, Mysłowicka to druga w lewo a Galeria to pierwsza brama po
      prawej. Biała. Z domofonem. To ważne – trzeba zadzwonić i poczekać aż ktoś po
      nas wyjdzie i otworzy. To chyba nie wynika z ostrożności, tylko z technicznego
      ograniczenia, jakie stanowi domofon, niemniej przydaje miejscu pewnej
      tajemniczości, reakcje na którą, z pewną przyjemnością, obserwuję za każdym
      razem, gdy kogoś pierwszy raz tam zabieram.

      Sama knajpka jest w garażu. Ale jak to jest zaaranżowany garaż! Wchodzimy do
      ciepłego wnętrza, oświetlonego słabymi lampami, po lewej stolik, gdzie
      przesiadują zazwyczaj kelnerzy, jacyś ich znajomi, właściciele, po prawej
      gustowny bar, gdzie można przysiąść, pogadać, zamówić. A dalej na wprost dwie
      salki. Pierwsza, większa, kilka stolików (tych ze śmietników), wysokie
      drewniane krzesła. Pod jedną ścianą miękka ława z poduszkami, pod drugą stare
      pianino (nie pamiętam, żeby wydawało dźwięki) i akwarium. Druga salka, za tą
      pierwszą, oznaczona nad drzwiami nieco kiczowatą lampą w kształcie czerwonego
      serca mieści dwa stoliki, w sam raz na bardziej intymne posiedzenia.

      W karcie znajdziemy trochę jedzenia. Początkowo w menu miał dominować czosnek w
      różnych postaciach, dziś to się już trochę pozmieniało. Można zamówić obiad za
      złotych 30, rybę za 20 i sałatki w okolicy 10. Jest wybór herbaty w cenie 10pln
      za całkiem spory dzbanek, kawa w kilku postaciach, wino w wyborze całkiem
      przyjemnym i piwo po 5pln. Cenowo jest to lokal zdecydowanie przychylny
      człowiekowi.

      Trzeba jednak zastrzec z góry, żeby zaskoczenia nie było, że do menu Domovej
      klient musi mieć dystans. Niektórym się to strasznie nie podoba, ale nazwa
      zobowiązuje – w Domovej jest trochę jak w domu – nie zawsze wszystko jest,
      wręcz przeciwnie, najczęściej gdy bierzemy się do gotowania, to okazuje się, że
      nie ma już w szafce torebki z przyprawą, choć w sklepie byliśmy pewni, że jest
      jeszcze dużo. Albo zapomnieliśmy akurat kupić podstawowego składnika. Albo
      wyszedł. Albo... Menu Domovej jest mocno umowne, ale to co w poważnej
      restauracji byłoby katastrofą, w domu przecież trzeba wybaczyć. I tak to trochę
      działa – trzeba popytać obsługi co jest a czego nie ma i dojść wespół do
      jakiegoś kompromisu. Katastrofa jest, jak nie ma kucharza, ale i wtedy można
      się poratować pysznym domovym ciastem. I z takim nastawieniem trzeba tam
      chodzić, żeby się nie zawieść. Jeśli ktoś pójdzie tam, zasiądzie sobie w
      kąciku, to puszczą mu dobrą muzykę, niespiesznie (co ja mówię, rekordowo długo
      będzie to trwało) podadzą herbatę i ciacho. Nie można tam raczej wpaść na
      chwilę, o nie. Domova hołduje idei slow-food co dla mnie jest akurat atutem
      tego miejsca ogromnym – czasem wdeptuję tu posiedzieć, pogadać, a czasem
      zwolnić po za szybkim dniu, wyciszyć się przed wieczorną nauką czy pracą.

      O to, żebym tu posiedział dłuższą chwilę zadba niespieszna obsługa. Cóż jednak
      z tego, że nie ma dziś kaktusowej herbaty, skoro powiedzą mi to z uśmiechem i
      wespół obrócimy to w żart a ja napiję się jaśminowej. Też nie ma? To earl greya
      poproszę i ciastko. W kibelku wisi karteczka z pytaniem „czy przychodzisz do
      pracy bo musisz czy dlatego, że chcesz?” – oni wyraźnie chcą, nie muszą. Po
      prostu tu pracują, spędzają czas, witają stałych klientów i umiejętnie (muzyką
      na przykład) odstraszają szwendający się w okolicy czasem element sportowy.
      Osiągnęli z nim równowagę – nie zagląda on tu raczej, co czyni z Domovej tym
      bardziej przytulny i przyjazny azyl. Bardzo lubię to miejsce nie wbrew a
      właśnie za jego domovą, niezobowiązującą atmosferę.

      Nazwa „Galeria” jest chyba troszkę na wyrost. Wiszą tam na ścianie jakieś
      obrazki, czasem się zmieniają, ale, powiedzmy sobie szczerze, wydarzenia
      artystyczne na skalę Warszawy to to nie są.

      Ah! Nie można jeszcze zapomnieć o zwierzętach. O wielkich psach niezgrabnie
      potrącających meble i rudym kocie włażącym bezczelnie na stół lub na kolana.
      Jak w domu!

      Roody
      _______
      ... nie martw sie chuopaku, dostaniesz dziauke w iraku...
      PVEK.blog.pl/
      • garma Re: kawiarnia domova 17.05.03, 15:55
        Roody napisał;
        "Wiszą tam na ścianie jakieś obrazki, czasem się zmieniają, ale, powiedzmy
        sobie szczerze, wydarzenia artystyczne na skalę Warszawy to to nie są."

        to może na skalę Żoliborza ?
        • roody102 Re: kawiarnia domova 18.05.03, 00:53
          Na skalę ulicy Mysłowickiej, mówiąc szczerze :-)

          A swoją drogą, szwendałem się ostatnio pijany nie tylko powietrzem po Żoliborzu
          i na ulicy Śmiałej odkryłem teatr i galerię! Był ktoś kiedyś tam i widział co
          się tam odbywa? I nie mam na myśli galerii Wahl, o nie - powtórzę, na Śmiałej,
          w jednym miejscu, teatr (!) i galeria.
          • garma Re: kawiarnia domova 18.05.03, 13:06
            Nic o tym teatrze nie słyszałam. A w którym to miejscu na Śmiałej ?
            • roody102 Re: kawiarnia domova 18.05.03, 20:21
              On się nazywa od nazwiska właścicielki, ale nie pamiętam go.
              Na śmiałej, pomiędzy Aleją Wojska a Mierosłwaskiego.
              • kajak75 Re: kawiarnia domova 20.05.03, 12:47
                galeria i teatr Bogny lewtak - Baczynskiej. Widzialam ja kiedys gdzies na
                miescie. Dla wybitnych koneserów.
                • garma Re: kawiarnia domova 22.05.03, 18:05
                  Roody napisał:
                  "Z domofonem. To ważne – trzeba zadzwonić i poczekać aż ktoś po nas wyjdzie
                  i otworzy."

                  Sprawdziłam - Domowa jest na Mysłowickiej. Drzwi do niej były na oścież otwarte
                  i nie trzeba było dwzonić. Całkiem miłe miejsce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka