Dodaj do ulubionych

remont = paranoja

21.07.06, 23:42
Witajcie
Centrum Żoliborza...
wymiana okien = pozwolenie konserwatora zabytków, 3 miesiące; wyburzenie
ściany, wymiana instalacji elektrycznej, postawienie WC 30 cm obok obecnego
miejsca = pozwolenie na budowę. Trąci paranoją. Wokoło widzę masę robotników i
pytam: Czy każdy kto robi remont, buja się z papierami tak jak my...
Pozdrawiam
Aga
Obserwuj wątek
    • Gość: juri666 Re: remont = paranoja IP: *.devs.futuro.pl 23.07.06, 12:46
      nie, raczej nie. tymbardziej, ze jezeli nowo wstawione okna beda mialy
      zachowany ksztalt poprzednich, to chyba nie jest potrzebne zezwolenie.
    • Gość: uwzetka Re: remont = paranoja IP: *.chello.pl 23.07.06, 14:52
      o wszystkim co piszesz stanowi ustawa Prawo budowlane. Jeśli budynek wpisany
      jest do rejestru zabytków, musisz mieć decyzję od konserwatora. Inaczej
      narazisz się na nieprzyjemności ;) Co do reszty prac raczej zgłoszenie do wydz.
      architektury o zamiarze rozpoczęcia prac. Aga - naprawdę lepiej mieć odp.
      dokumenty, zawsze znajdzie się "ktoś" usłużny, a kary za samowolę są znaczne.
      Pozdrawiam
      • Gość: juri666 Re: remont = paranoja IP: *.devs.futuro.pl 23.07.06, 17:58
        rzecz w tym, ze budynek nie musi byc wpisany w rejestr zabytkow. stary zoliborz
        znajduje sie pod opieka konserwatora, natomiast budynki zabytkami nie sa. nie
        mozna zmieniac ogolnego wygladu, sa duze klopoty z wycinka drzew (nawet tych
        zagrazajacych zyciu lub mieniu), natomiast do prac remontowych typu wymiana
        okien pozwolonie nia sa chyba potrzebne. oczywiscie, wszystko to co pisze
        bedzie nieaktualne, o ile ten konkretny budynek jest wpisany do rejestru... ale
        w to watpie.
        • Gość: wonsik Re: remont = paranoja IP: *.acn.waw.pl 23.07.06, 18:29
          Nie do końca. Rok temu wymieniałem okna (dlatego się nie podpiszę :-)). Budynek nie jest zabytkiem,
          ale jest w tzw. "strefie chronionej", więc zgoda konserwatora zabytków jest niezbędna do każdego
          remontu czy naprawy, która wpływa na wygląd zewnętrzny budynku.

          Chciałem wymienić kompletnie rozeschłe, przedwojenne okna na nowe. W tym celu zamówiłem
          dokładne repliki (tyle, że z plastiku, aż takim krezusem, żeby robić drewniane, niestety, nie jestem) i
          zaopatrzony w rysunki techniczne udałem się do urzędu dzielnicy.

          W urzędzie dowiedziałem się, że oni tak naprawdę tylko podpisują papiery, a decyzję wydaje Pan
          Konserwator urzędujący na Foksal w godzinach tak dobranych, żeby nikt aktywny zawodowo nie miał
          najmniejszych szans na widzenie. Do tego należy dostarczyć zgodę wpólnoty mieszkaniowej na
          dokonanie wymiany, najlepiej wydanej przez zarząd (tak, ten, który zbiera się raz do roku na walnym).

          To bym jeszcze przebolał, bo jestem z natury legalistą, a i do pewnej świadomości architektonicznej się
          poczuwam. Gorzej, że poległem na drugim pytaniu: czy zachowuję kolor poprzednich okien. Jak idiota
          odpowiedziałem dumnie, że nie, bo poprzedni właściciel pociągnął je jakąś brązową farbą olejną,
          zapewne w nadziei na wzmocnienie w ten sposób konstrukcji. A ja przywracam poprzedni kolor biały,
          który z resztą występuje na wszystkich pozostałych oknach budynku.

          W tym momencie usłyszałem, że zmiana musi być zaopiniowana przez specjalną komisję, a ta pojawi
          się u mnie w przeciągu 2-3 miesięcy ("normalny" czas oczekiwania na opinię Pana Konserwatora to ok.
          30 dni). Pod pretekstem sprawdzenia czegoś w kalendarzyku oddaliłem się "po angielsku".

          Epilog: administrator bydunku, zapytany o zgodę wspólnoty, spojrzał na mnie dziwnie i powiedział: rób
          pan swoje. Więc zrobiłem, bo była połowa października i trochę mi wiatr za bardzo po mieszkaniu
          hulał, do tego kończył się ostatni rok ulgi remontowej, umówienie ekipy nie było takie proste... Na
          wszelki wypadek zrobiłem zdjęcia starych okien, jak się ktoś przyczepi, będę sugerował zagrożenie
          życia.

          Biorąc pod uwagę, co sąsiedzi mają powstawiane w okna i drzwi, nikt się za bardzo nie przejmuje
          pozwoleniami. Trochę szkoda, bo dużo osób nieco przesadza z upiększaniem, ale z drugiej strony - po
          tym co zobaczyłem, rozumiem ich.

          Co do prac wewnętrznych: w zasadzie co w środku, to robisz na własną rękę i bez pytania o
          pozwolenie. Chyba, że sam lokal ma wartość zabytkową/historyczną, i np. jeśli jest malusi pokoik dla
          służby, to nie możesz go samowolnie powiększyć ani połączyć z innym, bo to zmienia historyczny
          charakter lokalu. Tu wszystko zależy od konkrentego budynku, czasem nawet od lokalu.

          Nie potrzebujesz zgody na wymiany instalacji elektrycznych/wodnych, sanitariatów, ujęć wody. Jest to
          dobry pretekst do wyburzenia lub przesunięcia ściany. Poważnie.

          Moim zdaniem - poznaj najpierw sąsiadów. Pogadaj z nimi, jeśli będą w porządku, to luz. A jeśli nie...
          Mi trafiła się raz franca, która złożyła donos, że robię nielegalny remont i po nocach przesuwam ściany
          (skuwałem tylko płytki i kładłem nowe, w dodatku w dzień). Zwyczajnie przeszkadzał jej hałas (mimo,
          że uprzedzałem, przepraszałem...). Jak sąsiedzi nie podłożą świni, to nikt się nie przyczepi. Zwłaszcza,
          że ulgi remontowe się skończyły, nie musisz mieć na wszystko faktury i możesz powiedzieć, że tak już
          było...

          Smutne, ale czasami inaczej się nie da.
          • sierzant.podsiadlik Re: remont = paranoja 24.07.06, 00:23
            Bo to już tak jest, że przepisy nawet i są w porządku, a machina biurokratyczna
            robi swoje i człowieka do szału doprowadza. Z drugiej strony jednak
            nieprzestrzeganie tychże przepisów powoduje samowolki o jakich nam się nie śniło
            - dzisiaj na ten przykład zobaczyłam na III kolonii WSM, jak ktoś sobie fundnął
            nowe okna - owszem, framugi są białe, ale okna są poprzedzielane złotymi
            paskami...
            • Gość: wonsik Re: remont = paranoja IP: *.acn.waw.pl 24.07.06, 01:07
              No co Ty, złote szprosy są ładne... Od razu widać, że w domu się przelewa :-)

              Nie każdy ma warunki, żeby wystawić sobie np. basztę.
              • sierzant.podsiadlik Re: remont = paranoja 24.07.06, 01:48
                Baszta! to jest myśl! Chyba jutro w ramach lekkich prac domowych przerobię sobie
                barierkę balkonu na krenelaż :)))
            • Gość: juri666 Re: remont = paranoja IP: *.devs.futuro.pl 24.07.06, 11:59
              ha! moi sasiedzi tak zrobili... ale nie w wsm:> "cza pokazac co sie ma":P
              • jota.40 Re: remont = paranoja 24.07.06, 13:13
                Z jednej strony - zasady są słuszne (pomijam tu liczbę wymaganych zaświadczeń,
                czasem idiotyczną). Gorzej, że dotykają głównie tych praworządnych
                nieszczęśników, jak kolega Wonsik. Legalistów. A ci - to często idzie w parze -
                mają także szacunek dla stylu, architektury, detalu etc. Reszta - pozbawiona
                elementarnego wyczucia stylu - rąbie samowolki, byle jak i nie pytając nikogo o
                pozwolenie...
                U mnie, na Sadach (starych) kwitnie proceder zabudowywania loggii. Wygląda to
                koszmarnie, na domiar złego, każdy bierze inną firmę i przeprowadza tę zabudowę
                w innym stylu! Sąsiad na przeciwko walnął sobie śliczne, francuskie okna, z
                licznymi szprosikami, w jasnym dębie ;)))..
      • laminja Re: remont = paranoja 27.07.06, 15:28
        remont to (wg ustawy) przywrócenie stanu pierwotnego, jeśli więc prace mają to
        na celu wystarczy zgłoszenie. Trzeba wypełnić dokumenty z gminy i odczekac 30
        dni. Jeśli nie będzie uwag można robić. Natomiast np. wyburzanie ścianek
        działowych wymaga pozwolenia na budowę. To oznacza pełny projekt
        architektoniczny przebudowy (oprawiony w 4 egzamplarzach ;)), który trzeba
        złożyć do gminy. Po otrzymaniu zgody, tydzień przed rozpoczęciem prac trzeba
        złożyć dokumenty kierownika budowy :D. Właśnie to wszystko załatwiam, więc
        jestem na bieżąco :) Muszę zatrudnić kierownika, który będzie prowadziła księgę
        budowy do wyburzenia 3 ścianek działowych :))) Ale za to pan w UG, który się
        tym zajmuje jest szalenie miły i pomocny - chyba tylko dzięki temu jakośmi
      • laminja Re: remont = paranoja 27.07.06, 15:32
        remont to (wg ustawy) przywrócenie stanu pierwotnego, jeśli więc prace mają to
        na celu wystarczy zgłoszenie. Trzeba wypełnić dokumenty z gminy i odczekac 30
        dni. Jeśli nie będzie uwag można robić. Natomiast np. wyburzanie ścianek
        działowych wymaga pozwolenia na budowę. To oznacza pełny projekt
        architektoniczny przebudowy (oprawiony w 4 egzamplarzach ;)), który trzeba
        złożyć do gminy. Po otrzymaniu zgody, tydzień przed rozpoczęciem prac trzeba
        złożyć dokumenty kierownika budowy :D. Właśnie to wszystko załatwiam, więc
        jestem na bieżąco :) Muszę zatrudnić kierownika, który będzie prowadziła księgę
        budowy do wyburzenia 3 ścianek działowych :))) Ale za to pan w UG, który się
        tym zajmuje jest szalenie miły i pomocny - chyba tylko dzięki temu jakośmi
        idzie to załatwianie, choć koszty remontu zwrosły o ponad 1000zł (projekt
        architekta, ekspertyza konstruktora i kierownik budowy).
    • laminja Re: remont = paranoja 27.07.06, 15:40
      ja się wnioskuję o pozwolenie na budowę, żeby wyburzyć 3 scianki działowe :)
      Będę musiała nawet zatrudnić kierownika budowy :D. Zgłosiłam też inne prace
      (zgłoszenie 30 dni przed remontem - jesli nie będzie odpowiedzi można
      zaczynać). Wyminę instalacji elektrycznej i podłóg umieściłam w zgłoszeniu.
      Tylko na wyburzenie muszę składac wniosek o pozwolenie na budowę. Ale za to
      pan w gminie, który się zajmuje pozwoleniami jest bardzo miły :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka