Dodaj do ulubionych

Opium globalizacji

04.03.05, 17:52

Z Przemysławem Wielgoszem, autorem książki „Opium globalizacji”, rozmawia
Magdalena Kaszulanis

Nie miał Pan obaw przed użyciem w tytule książki pojęcia globalizacja, które
dzisiaj funkcjonuje jako słowo-gadżet?
– W tytule dodałem opium, co razem tworzy pewną konstrukcję, która opisuje
znarkotyzowanie publiczności i zasłanianie rzeczywistych problemów.

Media pokazują globalizację jako coś pozytywnego, coś co łączy.
– Globalizacja w formie rozpowszechnianej przez media głównego nurtu,
przedstawia kompletnie wypaczony obraz tego, co się rzeczywiście dzieje na
świecie. Interpretuje się np. zachodzące na świecie procesy jako wyraz
wewnętrznej logiki systemu ekonomicznego, który na drodze „normalnego
rozwoju”, musi wejść w fazę nazwaną globalizacją. Tymczasem prawda jest taka,
że globalizacja jest ekspansją pewnego modelu ekonomicznego zwanego
neoliberalizmem, przyjętego w końcu lat 70. XX wieku w światowych centrach
kapitalizmu (w USA Reagana i Wielkiej Brytanii Thatcher), a następnie
narzucanego reszcie świata. Mówiąc najkrócej, model ów sprowadza się do
dominacji sektora finansowego, prywatyzacji sektora publicznego, koncentracji
kapitału, nacisku na obniżanie kosztów pracy, deregulacji handlu i stosunków
pracy. Oczywiście powodzenie strategii neoliberalnej jest możliwe tylko pod
warunkiem złamania oporu pracowników, a w skali międzynarodowej –
podporządkowania krajów Trzeciego Świata. Tak naprawdę zatem, przyczyną
globalizacji nie jest jakaś autonomiczna logika ekonomiczna, ale niekorzystne
dla pracowników układy sił społecznych, czyli zachwianie stosunków między
pracą a kapitałem na korzyść tego ostatniego.

Antyglobaliści i alterglobaliści prezentowani są w mediach jako ludzie
niepoważni, bo protestują przeciwko czemuś, z czego sami korzystają. Zarzuca
się alterglobalistom, że używają telefonów komórkowych, Internetu czy
korzystają z możliwości przemieszczania się po świecie. Tymczasem w swojej
książce twierdzi Pan że to mit, że globalizacja nie ma wiele wspólnego z
postępem technologicznym.
– Utożsamianie globalizacji z postępem technologicznym, komputeryzacją,
informatyzacją, z telefonami komórkowymi to oczywista bzdura. Nowe
technologie jedynie współwystępują z globalizacją. Ani jej nie spowodowały,
ani nie są jej konsekwencją, można powiedzieć, że są obok niej. Neoliberalny
kapitalizm posługuje się nimi dla wzmagania wyzysku pracowników, ale to
wyzysk a nie technologia jest tu przyczyną. Jest jeszcze jedna bzdura
związana ze słowem globalizacja – przekonanie, że prowadzi ona do
zjednoczenia ludzkości w jakiejś pokojowej, globalnej wiosce. Tymczasem
dzięki globalizacji świat nie stał się ani bezpieczniejszy, ani bardziej
zjednoczony. Nie powstała żadna globalna wioska, czy globalna demokracja. Nic
takiego się nie dzieje. Co więcej nierówności społeczne stale się zwiększają,
a udział krajów Trzeciego Świata w rynku światowym zmniejszył się od lat 60.
o połowę. Organizacje takie jak WTO czy MFW, reprezentujące interesy
wielkiego kapitału z USA, trąbią o liberalizacji handlu, ale w rzeczywistości
zmuszają do likwidacji barier celnych jedynie kraje Trzeciego Świata, gdy
tymczasem bogata Północ tego nie robi. Od 20 lat na świecie trwa proces,
który do istniejących wcześniej podziałów dodaje nowe. Świat nigdy nie był
tak podzielony, jak dziś, przepaść między bogatymi a biednymi nigdy nie była
tak wielka, jak teraz. W rzeczywistości to właśnie alterglobaliści są
zwolennikami zjednoczenia świata, obalenia granic, uniwersalizacji praw
człowieka i zasypania przepaści między centrami i peryferiami globalnego
systemu.

Wielu Polaków wciąż uważa, że ich globalizacja nie dotyczy.
– Po obaleniu Muru Berlińskiego Polska znalazła się w zasięgu oddziaływania
neoliberalnego modelu gospodarczego. W odróżnieniu od wielu krajów na
Zachodzie, które po roku 1945 zbudowały porządek społeczny oparty na
kompromisie pomiędzy pracą a kapitałem, w Polsce od razu przeskoczyliśmy do
budowy czegoś, co dzisiaj próbuje się narzucić także społeczeństwom
zachodnim. Neoliberalizm, który tam zagraża społeczeństwom dobrobytu u nas
stanowi fundament restauracji kapitalizmu. Z tego powodu Polska powraca dziś
na pozycję bliskiej peryferii systemu kapitalistycznego. Powraca, bo zawsze –
czyli od wieku XVI – taka była nasza pozycja w systemie.

Jesteśmy bardziej amerykańscy od Amerykanów?
– Tak, bo to z czym mamy dzisiaj do czynienia w Polsce, jest zaimportowanym
modelem amerykańskim. Nie realizujemy go wyłącznie pod naciskiem Stanów
Zjednoczonych. Ten model odpowiada też wielkiemu kapitałowi finansowemu Unii
Europejskiej. Reżim ekonomiczny, który jest wdrażany w Polsce od 1989 roku,
opiera się na dominacji kapitału finansowego i inwestycjach zagranicznych
(przede wszystkim finansowych), a społecznie na interesach burżuazji
finansowej. Neoliberalną restrukturyzację polskiej gospodarki można porównać
do tego, co się dzieje w Brazylii czy innych krajach Trzeciego Świata. Prawie
wszystkie problemy jakie dotykają te państwa występują też u nas, choć
rozwarstwienia społeczne nie są w Polsce jeszcze tak duże. Polska zbliża się
jednak wyraźnie do standardów społecznych właściwych Ameryce Łacińskiej.
Coraz więcej ekonomistów i socjologów mówi o latynizacji polskiego
społeczeństwa. Zresztą nie tylko polskiego, bo wszystkich społeczeństw Europy
Wschodniej.

Jakie są tego skutki?
– Rosnące rozwarstwienia społeczne, zamrożenie realnych płac – dziś płace w
Polsce są na poziomie Brazylii!. Poza tym atak na zdobycze świata pracy,
prywatyzacja usług publicznych. Gospodarka znalazła się pod kontrolą
kapitałów zagranicznych. Towarzyszą temu zjawiska takie jak wzrost poczucia
niepewności i zagrożenia, brak zaufania do instytucji demokratycznych,
rozkwit przestępczości i korupcji na wszystkich szczeblach władzy, narastanie
przemocy w stosunkach międzyludzkich i międzyklasowych.

Większość ekonomistów i mediów przekonuje, że jesteśmy gospodarczym tygrysem
Europy.
– W Polsce zapanowała mitologia wolnego rynku, którego przecież na świecie
nie ma. Model ekonomiczny, jaki jest u nas wdrażany zagraża demokracji. Nędza
zagraża wolności, jej reprodukowanie powoduje regres instytucji
demokratycznych. Większość grup, które są ofiarami neoliberalnej
globalizacji, jest pogrążona w apatii politycznej. Dotyczy to przede
wszystkim robotników. W Polsce 6 mln ludzi żyjących na granicy minimum
biologicznego, nie będzie głosować na kogokolwiek w nadchodzących wyborach.
Żadna partia nimi się nie interesuje, nawet lewicowa. To są ludzie
poza „rynkiem” politycznym. Ta grupa będzie się stale zwiększać. Tymczasem
tego rodzaju problemy niemal nie istnieją w polskim dyskursie publicznym.
Wydaje się, że przyczyna tej ślepoty leży w hegemonii ideologicznej
sprawowanej przez neoliberalną prawicę. Kontroluje ona język debat
publicznych. Język rynkowego fundamentalizmu jest jedynym, w którym media i
politycy (także lewicowi) opisują procesy społeczne w Polsce. Efekt jest
taki, że nikt nie próbuje nawet podważyć poglądu, że mniejsze podatki będą
lepsze dla gospodarki. To jest bardzo kontrowersyjna teza, która w latach 70.
w Europie Zachodniej wykluczałaby człowieka z towarzystwa, a u nas
sprzedawana jest jako coś oczywistego. Tak jest też z cięciami w sferze
socjalnej, liberalizacją kodeksu pracy, czy prywatyzacją. W kontekście
historycznym twierdzenia, że prywatyzacja i liberalizacja to podstawa
gospodarczych sukcesów są totalnymi absurdami, ponieważ cała infrastruktura
cywilizacyjna społeczeństw zachodnich powstała dzięki aktywności państw i
inwestycjom publicznym.

Kapitalizm powstał wbrew państwom czy dzięki nim?
– Powstał dzięki takim państwom jak Wielka Brytania czy Francja. Jego
historia jest nierozer
Obserwuj wątek
    • v.ci Opium globalizacji c.d. 04.03.05, 17:56
      – Powstał dzięki takim państwom jak Wielka Brytania czy Francja. Jego historia
      jest nierozerwalnie związana z historią nowoczesnych państw i wsparciem
      udzielanym przez nie pewnej klasie społecznej trzymającej w rękach kapitał.

      Mówiąc o globalizmie mamy wrażenie, że jest to proces stosunkowo świeży, który
      ma kilkanaście lat. Pan przekonuje, że początki globalizmu sięgają Komuny
      Paryskiej.
      – Nawet znacznie wcześniej. Kapitalizm zawsze był systemem globalnym. Od czasów
      swych narodzin w XV wieku, jego istotną cechą była ekspansja. Europa od tego
      wieku dokonuje militarnego podboju reszty świata, a później narzuca ekonomiczne
      reguły, które nazywa się rynkiem. Za ekspansją kapitalizmu idzie brutalna siła
      wojskowa i siła wielonarodowych korporacji. Tak dzieje się od czasów Kompanii
      Wschodnioindyjskiej, która w XVIII wieku była czymś w rodzaju dzisiejszego
      Hulliburtona. Jak słusznie zauważył felietonista „New York Timesa”, Thomas
      Friedman, nie byłoby siły McDonald'sa, gdyby nie siła McDonella Douglasa i jego
      samolotów bojowych. To jest nierozerwalny związek. Tezy, że globalizacja jest
      rozkwitem wolnego rynku obalającego wszystkie granice, który wymyka się
      wszelkiej kontroli, są nieprawdziwe. Jest zupełnie odwrotnie. Mamy do czynienia
      ze wzmożoną kontrolą pewnego segmentu rynku światowego nad całą resztą. Jak
      szczerze wyznał Henry Kissinger „globalizacja to tylko inna nazwa dominacji
      USA”. Co więcej po 1989 roku obserwujemy postępującą militaryzację ładu
      światowego przez jego amerykańskiego hegemona. Rośnie liczba konfliktów
      zbrojnych z udziałem Stanów Zjednoczonych. Mieliśmy interwencje w Panamie,
      Zatoce, na Haiti, w Somalii, Jugosławii, Kosowie, dziś mamy wojny w
      Afganistanie i Iraku, a już słyszymy pogróżki pod adresem Syrii i Iranu.
      Oczywiście w 500-letniej historii kapitalizmu było kilka fal globalizacji.
      Najbliższa nam czasowo i najbardziej podobna strukturalnie miała miejsce na
      przełomie XIX i XX wieku. Pod względem gospodarczym koniec wieku XIX to wzrost
      udziału giełdy i spadek znaczenia produkcji imperium brytyjskiego – ówczesnego
      lidera systemu światowego. Także dzisiaj jednym z wyznaczników neoliberalnej
      polityki jest przenoszenie akcentu z produkcji przemysłowej na rynek finansowy.
      Kilkanaście lat po Komunie Paryskiej w świecie kapitalistycznym doszło do
      przyspieszenia kolonizacji Afryki, Azji i wzrostu rywalizacji imperiów, czego
      efektem był wybuch I wojny Światowej. Dzisiaj mamy do czynienia z wojną
      przeciwko terroryzmowi. Jest to wojna prewencyjna, czyli taka, której ofiarą
      może byś każdy. Nie wiadomo dokładnie z kim ona jest prowadzona i na jakiej
      zasadzie dobiera się ofiary.

      Świat się zmienił po 11 września 2001 roku?
      – W żadnym razie. W dzień zamachów w krajach Trzeciego Świata umarło z głodu
      ponad 20 tys. dzieci. Tak dzieje się codziennie od wielu lat i 11 września nic
      tu nie zmienił. Także wojny Busha juniora nie wprowadzają jakiejś nowej
      jakości, bo jak już wspominałem militaryzacja ładu światowego rozwija się od
      początku lat 90.

      Nie ma żadnej nadziei w globalizacji?
      – Neoliberalny kapitalizm jest zaprzeczeniem jakichkolwiek nadziei. Pokazuje to
      dobitnie dotychczasowa historia. Globalizacja neoliberalna stanowi reakcję na
      długotrwały kryzysu światowej gospodarki, który zaczął się pod koniec lat 60.
      XX wieku. W latach 60. gospodarka światowa rozwijała się w tempie 6 – 7 proc.
      rocznie. Od końca lat 60. już tylko w tempie 2 – 3 proc. rocznie. Ten kryzys
      ciągle trwa. To jest też główna przyczyna dla której sięgnięto po model
      finansowy, który pozwala na zwiększenie zysków. Jeżeli jednak zwiększa się
      zyski przy ograniczonej stopie wzrostu gospodarczego, to znaczy, że nie
      pochodzą one z akumulowania bogactwa, tylko z redystrybucji bogactw, czyli
      przesunięcia pieniędzy, które szły na usługi publiczne i płace do kieszeni
      zarządów wielkich firm finansowych. Taka praktyka to zaledwie zarządzanie
      kryzysem a nie wychodzenie z niego. Neoliberalizm nie daje nadziei zarówno w
      Trzecim, jak i w pierwszym świecie. W USA płace dla 80 proc. zatrudnionych są
      zamrożone i realnie spadają. Przepaść pomiędzy najbogatszymi a najbiedniejszymi
      stale rośnie. Pogłębia się nie tylko podział na coraz bogatsze centrum i coraz
      biedniejsze peryferie systemu. W USA, dzisiaj, menadżer zarabia 531 razy więcej
      niż robotnik. W latach 60. zarabiał ponad 40 razy więcej. To obrazuje istotę
      modelu neoliberalnego. Pieniądze, które szły na masę płacową, powszechne
      ubezpieczenia i publiczne usługi przechwytywane są teraz przez zarządy i
      akcjonariuszy wielkich korporacji. Problemem jest również to, że ten model nie
      radzi sobie z bezrobociem. Miejsca pracy, które się dzisiaj tworzy są wyzute z
      wszelkich treści społecznych. Jeżeli ktoś miał pracę na Zachodzie w latach 60.
      czy 70., to zarabiał tyle, że mógł co roku wymieniać telewizor czy lodówkę.
      Pracować znaczyło nie byś biednym. Dzisiaj już tak nie jest. Można mieć pracę i
      być biedakiem. W Niemczech, w ramach Agendy 2010 realizuje się pomysł zmuszania
      bezrobotnych do podejmowania pracy za poniżej 400 euro miesięcznie, bo powyżej
      tej kwoty pracodawcy są zmuszeni odprowadzać podatki i ubezpieczać pracownika.
      W USA jest podobnie. Tam parę milionów osób pracuje kilkanaście godzin dziennie
      po to, by otrzymać talony na darmowe obiady. Naomi Klein opisuje mechanizm
      uelastycznienia stosunków pracy, który prowadzi do zatrudniania w niepełnym
      wymiarze godzinowym. Oznacza to, że zatrudnia się nie na 40 godzin, ale na 39
      godzin. Ta jedna godzina różnicy jest dla pracodawców kluczowa, bo pracownik
      zatrudniony na 39 godzin w tygodniu nie ma już żadnych praw. Tak pracuje
      mnóstwo ludzi. W USA niemal 40 proc., a w Europie 30 proc. wszystkich
      zatrudnionych, stanowią pracownicy nieregularni. Zarabiają mniej o 20 – 30
      proc. od zatrudnionych na normalne umowy o pracę. W Trzecim Świecie ponad 70
      proc. pracujących jest zatrudniona na zasadach elastycznych. Pojawienie się
      wielomilionowych rzesz pracujących biedaków to zupełnie nowe wyzwanie
      społeczne, z którym nie radzą sobie gremia w rodzaju G-7 czy Davos. Bez
      przesady można za Samirem Aminem powiedzieć, że to nowa kwestia robotnicza.

      Mieszkam w dzielnicy, w której obok szarych bloków wyrosło kolorowe osiedle,
      odgrodzone od reszty wysokim murem. Codziennie widzę, jak dwudziestoparoletni
      chłopcy, synowie robotników dawnej Huty Warszawa, stoją pod sklepem i
      obserwują, jak otwiera się brama tego osiedla, z której wyjeżdżają drogie
      samochody. Oni nie mają pracy, perspektyw. Czy może dojść do groźnego w
      skutkach wybuchu frustracji?
      – Strumienie redystrybucji odwracają się i coraz więcej ludzi znajduje się w
      gorszej sytuacji, natomiast do kieszeni elit napływają coraz większe zyski. To
      odbija się nawet w strukturze urbanistycznej miast. Widać to szczególnie w USA,
      ale nawet u nas pojawiły się zamknięte osiedla dla elit. W takich mieszka w
      Stanach 30 mln ludzi. To są grupy niezainteresowane funkcjonowaniem demokracji.
      Mają wszystko prywatne – szkoły, opiekę medyczną, ochronę. Żyją w enklawie i na
      razie nikt im nie zagroził. Jednak rozpad społeczeństw, na coraz większą rzeszę
      biedaków i coraz mniejszą grupę bogatych, musi mieć jakieś skutki społeczne.
      Było to widać w Argentynie kilka lat temu. To może nastąpić również w Polsce.
      Aby temu zapobiec, trzeba odejść od modelu neoliberalnego

      Co to da?
      – Byłoby to korzystne nie tylko dla tych, którzy dzisiaj najbardziej cierpią,
      ale także dla samych dysponujących i zarządzających kapitałem. Ci ostatni
      zyskaliby większe poczucie bezpieczeństwa. Nie musieliby się bać, że jeżeli
      przypadkowo staną swoim luksusowym samochodem na drodze, to ktoś może ich nawet
      zabić. Tak jest w krajach Trzeciego Świata.

      Problem w tym, że w społeczeństwie kapitalistycznym władza opiera się na chęci
    • Gość: Pol Re: Opium globalizacji IP: *.ct.gemini.ntplx.com 04.03.05, 19:22
      Kapitalizm powstal w Ameryce. To on dal szanse kazdemu zatrzymac owoce swojej
      pracy i sie wzbogacic. To dzieki niemu powstala srednia klasa. ktora obecnie
      sie niszczy w USA(Swiecie). Elita, ktora w przeszlpsci powstala z tej klasy
      obecnie chce miec wyloncznos na wszystko. W ten sposob zabespieczyc sobie
      wieczna wladze(feudaliz lub faszyzm, to dla nich ulubiona forma rzadow). W
      Europie uwaza sie ze ten Amerykanski kapitelizm byl nie katrolowana forma. Otuz
      byl do lat 80-ch bardzo scisle katrolowanym. Jak tylko jedna fabryka
      produkowala samoloty, to musiala sie przepolowic aby byla konkurecja. W danym
      obszaze nadawania audycji radiowych czy TV jedna kompania nie mogla miec wiecej
      stacji jak 3. Aby informacja miala szamse sie przedostac. Tak bylo z wszystkimi
      galeziami gospodarki tutaj. Ale jak bankiera udalo sie dostac katrole nad USA,
      to te wszyskie zabespieczenia zostaly zniwelowane i z republiki USA zrobiono
      demokracjie USA. Zlikwidowano oplaty celne i w ich zamian wprowadzono podatki
      od zarobkow. Czyli kazdy niewolnik na swiecie moze sprzedac swoj produkt w
      Ameryce. Niewolnik, bo to najczesciej niewolnik pracuje za centy w wiezieniach
      chinskich. Ale media nigdy nie widza nic zlego w komunizmie chnsilim czy
      stalinoskim(milony zamordowanych). Za to zawsze widza cos zlego w kapitalizmie,
      ktory jest najsprawiedliwszym systemem(jednak nie dla bankierow), bo daje
      pracowitym szanse na zycie i zmusza nierobow do wegetacji. I najwazniejsze,
      pozwala czlowiekowi byc SAMOWYSTARCZALNYM, czyli nie dajacym sie katrolowac
      przez rozne zasilki itd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka