Dodaj do ulubionych

Biała magia...Fikcja

01.05.10, 19:31
To była ciemnowłosa, niebieskooka nastolatka. . .
Weszła do klasy z panią Walczak i jej wzrok momentalnie padł na mnie...
Czy to zdarzenie już wtedy zapowiadało lawinę koszmarnych sytuacji...Jeśli wierzyć
przeznaczeniu, zapewne tak było. Zatem jasno stwierdzam,że owe poniedziałkowe
wydarzenie miało wpływ na całe moje życie.
Miała na imię Kaśka, tak zwyczajnie- prozaicznie Katarzyna Miśkiewicz.Wcześniej mieszkała z
rodzicami we Wrocławiu ale odkąd jej ojciec zmienił pracę ich miejsce zamieszkania również
uległo zmianie. Kaśka sprawiała dość szokujące wrażenie. W moim gimnazjum nikt nigdy
nie ubierał się TAK- wyzywająco, niezwykle arogancko. Po cichu mówiło się,że wygląda
dość dojrzale-może zbyt dojrzale jak na gimnazjalistkę. Po kilku dniach, dzięki
wszechstronnej wiedzy koleżanki,której matka jest szkolną sekretarką, wyszło na jaw,że
Kaśka ma 18 lat.
Co osiemnastolatka robi w trzeciej klasie gimnazjum?!
Zwykle siadała sama, zazwyczaj w pierwszej wolnej ławce...Nie szukała towarzystwa,
patrzyła na wszystkich z góry i to zachowanie przyprawiało moją klasową elitkę o dreszcz,
zazdrość, chęć "dokopania" nowej.
Dzień zapowiadał sie dość pochmurny, więc wychodząc z domu zabrałam ze sobą zieloną,
nieprzemakalną kurtkę i w pośpiechu włożyłam stare, wytarte trampki. Idąc ulicą
Jesionową zobaczyłam stojącą pod bramą starej, stylowej kamienicy. Była taka
zwyczajna. Miała na sobie zwyczajne jeansy, szary płaszcz, trampki... a ciemne włosy,
które zazwyczaj spływały kosmykami po ramionach były ścisło związane w gruby koński
ogon z tyłu głowy. Stałam tam jak wryta...Przeszło tydzień krytykowałam ją w myślach
za wystające tu i ówdzie partie golizny spowite jedynie skrawkiem cukierkowej barwy
materiału...Czyżby wamp przeszedł metamorfozę i stał się sierotką Marysią?
W natłoku myśli nie spostrzegłam,że doszłam do miejsca kaźni- Gimnazjum nr 111.
Westchnęłam z ubolewaniem rozżalona swoim losem po czym weszłam do środka.
Regulamin nakazywał zostawienie okrycia wierzchniego w szkolnej szatni, do której
rozsądni nie wchodzili ze względu na dość hardkorowy klimat i obawę utraty wszelkich dóbr
nie wyłączając życia...Ja nigdy do rozsądnych nie należałam, a moja wizualność i stoicki
spokój pozwalały pełnić rolę myszy w podziemiach szkolnych -spowitych mroczną aurą.
Jak zawsze, jak co rano zostawiłam kurtkę nie mając pewności,że zastanę ją w ty miejscu
po lekcjach. Zatrzaskując za sobą metalową kratę, zobaczyłam ponownie. Stała
opatra plecami o ścianę, nie była sama...
Obserwuj wątek
    • playtime Re: zero 02.05.10, 12:53
      zero krytyki, zero odzewu...
      Tak jak myślałam, za dłuuugie...
      Nie chce się kotom czytać...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka