Dodaj do ulubionych

Ania nauczycielka

18.05.09, 09:56
Przeglądałam sobie drugą część Ani i zastanawiam się jaką nauczycielką była Ania.
Ania nie jest nauczycielka idealną- co prawda do pracy podchodzi z dużym
zapałem i idealizmem, ale życie weryfikuje pewne zachowania
+Rozmawia z dziećmi, zadaję wypracowania " z życia wzięte"
+Stara się jak może by wszystko ułagodzić rozmowami
0 Nieszczęsny epizod z linijką- nie pochwalam, ale rozumiem, takie były wtedy
metody
-Puszczenie dzieci do domu w obliczu nadciągającej burzy- jaki był tego cel? A
gdyby któreś nie posłuchało i zamiast czekać na poczcie (niby bezpieczniejsza
niż szkoła?) poszło do domu, zaskoczone przez gradobicie?
Usprawiedliwić może ją brak doświadczania i młody wiek- trudno nawet wtedy
wymigać od 16latki by była świetnym pedagogiem.
IMHO Ania rozwija się zawodowo i w Summerside całkiem nieźle sobie radzi- choć
tu szkoła schodzi nieco na drugi plan.
Obserwuj wątek
    • aga.andro Re: Ania nauczycielka 18.05.09, 10:09
      Nauczycielstwo jest ogólnie w cyklu o Ani raczej przystankiem na drodze,
      akceptowalnym sposobem zarabiania pieniędzy przez młodą pannę, zanim nie
      ustatkuje się ona przy boku mężczyzny.
      Ania z radością porzuca to zajęcie - chyba woli się uczyć niż nauczać ;)
    • supervixen Re: Ania nauczycielka 18.05.09, 11:30
      A propos historii z burzą, przypomina mi to podobną sytuację z
      Dzieci z Bullerbyn:) Tam też nauczycielka puściła dzieci, tu akurat
      te mieszkające daleko, żeby zdążyły do domu przed śnieżycą. Jak
      wiemy, nie zdążyły i musiały zajść do wrednego szewca:) Zarówno w
      Ani, jak i w Dzieciach jest to potraktowane jako coś normalnego, ani
      Montgomery, ani Lindgren nie dają nam w żaden sposób do zrozumienia,
      że Ania albo tamta nauczycielka popełniły jakiś błąd.

      Zastanawiam się w związku z tym, czy przypadkiem surowa ocena Ani
      nie będzie tu też przykładem stosowania dzisiejszych kryteriów do
      innej mentalności (inne podejście do dzieci, a i pewnie te dzieci,
      chowane w innych warunków, były inne niż te dzisiejsze). No a poza
      tym, ta burza była naprawdę niespodziewanie gwałtowana, Ania raczej
      nie mogła się spodziewać, że sytuacja będzie aż taka groźna.
      • jadwiga1350 Re: Ania nauczycielka 20.05.09, 15:00
        No a co Ania i ta nauczycielka w Dzieciach z Bullerbyn miały zrobić?
        Siedzieć w szkole, może całą noc i czekać aż burza czy śnieżyca
        ustaną? Kto mógł przewidzieć ile taka śniezyca potrwa?
        Może odprowadzać każde z dzieci po kolei do domu?
        I cóż się stało że dzieci trafiły do szewca? Nie miał najmilszego
        charakteru, ale przecież nie był żadnym łajdakiem czy pedofilem.
        To nie czasy jak teraz, kiedy szkolny bus przywiezie dziecko do domu.
        • kooreczka Re: Ania nauczycielka 20.05.09, 19:55
          Nie mam przy sobie "Dzieci" ale o ile pamiętam nauczycielka chciała je zatrzymać
          u siebie, ale dzieci chciały iść, żeby rodzice się nie martwili(nie było
          telefonu). Ja bym jednak na siłę zatrzymała:)
          • jhbsk Re: Ania nauczycielka 21.05.09, 08:57
            Spróbuj zatrzymać taką szóstkę, jak się już uprą :-)
    • jadwiga1350 Re: Ania nauczycielka 22.05.09, 10:21
      > -Puszczenie dzieci do domu w obliczu nadciągającej burzy- jaki był
      tego cel? A
      > gdyby któreś nie posłuchało i zamiast czekać na poczcie (niby
      bezpieczniejsza
      > niż szkoła?) poszło do domu, zaskoczone przez gradobicie?


      Chyba jednak poczta była bezpieczniejsza niż szkoła.Na poczcie
      prawdopodobnie znajdował się telegraf, więc i łatwiej pomoc można
      było wezwać. A w szkole gdyby coś złego się stało, to co sama Ania
      mogła by zrobić?
      • kooreczka Re: Ania nauczycielka 22.05.09, 12:21
        Gilbert przeżył z dziećmi w szkole, zresztą nie była ona chyba a z tak daleka od
        innych zabudowań, żeby trzeba było po pomoc telegrafować. Tak przynajmniej
        byłyby w jednym zadaszonym miejscu zamiast rozbiegać się po wsi.
        • jadwiga1350 Re: Ania nauczycielka 24.05.09, 19:50
          kooreczka napisała:

          > Gilbert przeżył z dziećmi w szkole, zresztą nie była ona chyba a z
          tak daleka o
          > d
          > innych zabudowań, żeby trzeba było po pomoc telegrafować

          Chodziło mi o prawdziwe nieszczęscie. Ot,kogoś poraził piorun. Wtedy
          prawdopodobnie telegraficznie wzywano by fachową pomoc.
          Albo uderzenie pioruna spowodowałoby pożar. W takiej sytuacji poczta
          rzeczywiście wydaje się bezpieczniejszym miejscem niż szkoła. Poczta
          na której były dorosłe osoby, niż szkoła z szesnastolatką i
          przerażonymi dzieciakami.
    • spinelli Re: Ania nauczycielka 23.05.09, 21:27
      Malutkie drewniane budynki szkolne czesto znajdowaly sie poza wsia. Chociazby
      dlatego, ze sluzyly nie jednej ale czasem trzem miejscowosciom, tym samym
      wybierano miejsce, zeby wszystkim bylo w miare blisko. Poczta zas najczesciej
      znadowala sie w samej wsi.
      Farmy rozrzucone byly w duzych odleglosciach od siebie. Nie wiem jaka mogla byc
      motywacja Ani, moze strach, ze taki osobniony budynek bardziej narazony byl na
      razenie piorunem?

      Co zas do traktowania dzieci w tamtych czasach to warto pamietac, ze dzieci
      oddawano do adopcji przypadkowym ludziom, ktorzy czesto brali je sobie na
      nieoplacanych niewolnikow. Maryla i Mateusz prosza znajoma, zeby wziela dla nich
      chlopca z przytulku. W rezultacie Ania, ktora trafia do nich przes pomylke omal
      nie laduje u okropnej pani Blewett, ktorej "Mateusz nie oddalby nawet psa".

      Spinelli
      • baba_jaga_z_plasteliny Re: Ania nauczycielka 24.06.09, 17:53
        Być może w Avonlea poczta była po prostu solidniejszym budynkiem niż
        szkoła. Na przykład murowanym, w przeciwieństwie do szkoły.

        Teraz każdy dom ma piorunochron i rzadko buduje się z drewna (to
        akurat - przynajmniej w Polsce) i łatwo zapomnieć, że burza może być
        całkiem realnym zagrożeniem.
      • the_dzidka Re: Ania nauczycielka 17.11.20, 11:59
        spinelli napisała:

        > Malutkie drewniane budynki szkolne czesto znajdowaly sie poza wsia. Chociazby
        > dlatego, ze sluzyly nie jednej ale czasem trzem miejscowosciom, tym samym
        > wybierano miejsce, zeby wszystkim bylo w miare blisko. Poczta zas najczesciej
        > znadowala sie w samej wsi.
        > Farmy rozrzucone byly w duzych odleglosciach od siebie. Nie wiem jaka mogla byc
        > motywacja Ani, moze strach, ze taki osobniony budynek bardziej narazony byl na
        > razenie piorunem?

        Ale Ania nie _kazała_ dzieciom lecieć na pocztę. To już kazał im napotkany po drodze pan Bell (? chyba pan Bell): "ci, co mieszkają w pobliżu mnie, niech włażą na wóz, a reszta niech pędzi na pocztę i przeczeka burzę", jakoś tak to było.

        Fajnie jest wyciągać wątek po dziesięciu latach :)
    • fenyloalanina5 Re: Ania nauczycielka 10.06.10, 11:00
      odświeżam wątek
    • marutax Re: Ania nauczycielka 19.11.20, 19:35
      kooreczka napisała:


      > -Puszczenie dzieci do domu w obliczu nadciągającej burzy- jaki był tego cel? A
      > gdyby któreś nie posłuchało i zamiast czekać na poczcie (niby bezpieczniejsza
      > niż szkoła?) poszło do domu, zaskoczone przez gradobicie?

      Cały dzień było duszno i zapowiadało się na burzę, ale nikt nie spodziewał się takiego kataklizmu. O czwartej (czyli już pod koniec szkolnego dnia) zaczęło grzmieć i Ania zwolniła dzieci, żeby miały szansę wrócić do domu przed burzą. Pewnie zakładała zwykłą wiosenną ulewę, która nie byłaby zagrożeniem nawet gdyby złapała kogoś w drodze. Dopiero po wyjściu ze szkoły okazało się, że nadchodzi coś potężnego. Wtedy zjawił się pan Bell, który zabrał część dzieci wozem, a reszcie poradził pocztę. Nie wiadomo, czy gdyby nie przejeżdżał Ania nie kazałaby dzieciom wracać do szkoły. Właściwie wyszło na dobre, biorąc pod uwagę, że burza (huragan?) wybijała szyby i łamała drzewa, a grad leżał jeszcze następnego dnia (w maju!).
    • ewciatreciak Re: Ania nauczycielka 02.12.20, 14:56
      Ja jak tak sobie poczytałam trochę o historycznych uwarunkowaniach dzieci w tamtym czasie, to przyjmując cały cykl Ani za prawdziwy, to nasza Marcheweczka miałaby ogromne szczęście - prawie jak wygraną w totolotka. Ile prawdziwych tragedii się rozegrało gdy takiego dzieciaczka wrzucali do niesprawdzonego domu - straszne
      • marutax Re: Ania nauczycielka 02.12.20, 16:41
        ewciatreciak napisała:

        > Ja jak tak sobie poczytałam trochę o historycznych uwarunkowaniach dzieci w tam
        > tym czasie, to przyjmując cały cykl Ani za prawdziwy, to nasza Marcheweczka mia
        > łaby ogromne szczęście - prawie jak wygraną w totolotka. Ile prawdziwych traged
        > ii się rozegrało gdy takiego dzieciaczka wrzucali do niesprawdzonego domu - str
        > aszne

        To szczęście to właśnie literacki zabieg, dzięki któremu społeczeństwo akceptowało historie pisane przez Montgomery.Takie "dzieciom jest źle, ale kończy się dobrze, więc nie musimy mieć wyrzutów sumienia".
        Motyw nieszczęśliwych, maltretowanych fizycznie i psychicznie dzieci Montgomery wykorzystywała wielokrotnie. I choć prawie zawsze zakończenie było szczęśliwe, to warto zauważyć, że pisarka ukazywała nie tylko okrucieństwo jednostek, ale i obojętność społeczeństwa, w tym postaci teoretycznie pozytywnych. Najwyraźniej chyba widać to w "Dzbanie ciotki Becky", gdzie osierocony Brian Dark ma okropne życie, a cały wielki, częściowo zamożny klan kompletnie to olewa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka