pct3
19.03.10, 19:58
znowu w różnych miejscach - tym razem zaskakująco neutralne, bez apriorycznego
walenia po lekarzach - informacje o dysonansie poznawczym w szacunkach
zarobków lekarzy, tych z ministerstwa (nieśmiertelne 11 tys zł brutto
miesięcznie), i z raportu, w którym wreszcie pojawia się zamiast średniej -
mediana:
Według raportu "Wynagrodzenia w służbie zdrowia w 2009 roku" będącego
częścią ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przygotowanego przez Sedlak & Sedlak,
w 2009 roku mediana miesięcznych płac brutto wyniosła w ochronie zdrowia 2800
PLN i była o 44% niższa niż w sektorze technologii informatycznych (IT).
Gorzej zarabiało się tylko w nauce i szkolnictwie oraz kulturze i sztuce.
Z raportu wynika, że lekarz bez specjalizacji pracujący na jednym etacie
zarabiał średnio 3,6 tys. brutto, lekarz z pierwszym stopniem specjalizacji -
4,1 tys. zł, z drugim - 5,5 tys. zł.
To są dane, które dokładnie korespondują z moją wiedzą o lekarskim statusie
majątkowym, a jest to wiedza którą doprawdy mam skąd czerpać. Wiedza ta,
zgodna z danymi z badań, w sposób jasny daje dowód iż nie ma tu miejsca na
wille i luksusowe samochody. Jest miejsce - przy dużej ilości pracy - na
mieszkanie, słaby samochód i skromne zagraniczne wakacje.
Ciekawe, czy kolejny zapowiadany strajk lekarzy wniesie jako jeden z
postulatów zapisanie w ustawie pensję minimalną specjalisty na np. 6000 zł -
takie minimum spokojnie może się przełożyć na medianę 11 tys. Argument za
takim działaniem jest jeden. I nie chodzi tu o precedensowe wyróżnienie jednej
grupy zawodowej jakimś wiążącym zapisem dotyczącym zarobków. Chodzi właśnie o
storpedowanie dysonansu poznawczego. Skoro wg danych ministerstwa, zarobki są
znacznie wyższe niż podają to lekarze, to przecież ustawowe zapisanie
wysokości zarobków wg danych ministerstwa nie będzie nikogo nic kosztować!
A jeśli nagle okaże się że z powodu takiego zapisu brakuje milionów,
przynajmniej skończy się dysonans poznawczy.