19.03.10, 19:58
znowu w różnych miejscach - tym razem zaskakująco neutralne, bez apriorycznego
walenia po lekarzach - informacje o dysonansie poznawczym w szacunkach
zarobków lekarzy, tych z ministerstwa (nieśmiertelne 11 tys zł brutto
miesięcznie), i z raportu, w którym wreszcie pojawia się zamiast średniej -
mediana:

Według raportu "Wynagrodzenia w służbie zdrowia w 2009 roku" będącego
częścią ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przygotowanego przez Sedlak & Sedlak,

w 2009 roku mediana miesięcznych płac brutto wyniosła w ochronie zdrowia 2800
PLN i była o 44% niższa niż w sektorze technologii informatycznych (IT).
Gorzej zarabiało się tylko w nauce i szkolnictwie oraz kulturze i sztuce.

Z raportu wynika, że lekarz bez specjalizacji pracujący na jednym etacie
zarabiał średnio 3,6 tys. brutto, lekarz z pierwszym stopniem specjalizacji -
4,1 tys. zł, z drugim - 5,5 tys. zł.


To są dane, które dokładnie korespondują z moją wiedzą o lekarskim statusie
majątkowym, a jest to wiedza którą doprawdy mam skąd czerpać. Wiedza ta,
zgodna z danymi z badań, w sposób jasny daje dowód iż nie ma tu miejsca na
wille i luksusowe samochody. Jest miejsce - przy dużej ilości pracy - na
mieszkanie, słaby samochód i skromne zagraniczne wakacje.

Ciekawe, czy kolejny zapowiadany strajk lekarzy wniesie jako jeden z
postulatów zapisanie w ustawie pensję minimalną specjalisty na np. 6000 zł -
takie minimum spokojnie może się przełożyć na medianę 11 tys. Argument za
takim działaniem jest jeden. I nie chodzi tu o precedensowe wyróżnienie jednej
grupy zawodowej jakimś wiążącym zapisem dotyczącym zarobków. Chodzi właśnie o
storpedowanie dysonansu poznawczego. Skoro wg danych ministerstwa, zarobki są
znacznie wyższe niż podają to lekarze, to przecież ustawowe zapisanie
wysokości zarobków wg danych ministerstwa nie będzie nikogo nic kosztować!
A jeśli nagle okaże się że z powodu takiego zapisu brakuje milionów,
przynajmniej skończy się dysonans poznawczy.

Obserwuj wątek
    • st.lucas Re: znowu 19.03.10, 20:49
      pct3 napisał:

      > (...) w 2009 roku mediana miesięcznych płac brutto wyniosła w
      ochronie zdrowia 2800
      > PLN i była o 44% niższa niż w sektorze technologii informatycznych
      (IT).
      > Gorzej zarabiało się tylko w nauce i szkolnictwie oraz kulturze i
      sztuce.

      To jest Polska wlasnie!
      Ochrona zdrowia, oswiata i kultura - najgorzej wynagradzane...

      Wniosek?: Widocznie najmniej spolecznie dla Polakow wartosciowe.

      > Ciekawe, czy kolejny zapowiadany strajk lekarzy wniesie jako jeden
      z
      > postulatów zapisanie w ustawie pensję minimalną specjalisty na np.
      6000 zł -
      > takie minimum spokojnie może się przełożyć na medianę 11 tys.
      Argument za
      > takim działaniem jest jeden. I nie chodzi tu o precedensowe
      wyróżnienie jednej
      > grupy zawodowej jakimś wiążącym zapisem dotyczącym zarobków.
      Chodzi właśnie o
      > storpedowanie dysonansu poznawczego. Skoro wg danych ministerstwa,
      zarobki są
      > znacznie wyższe niż podają to lekarze, to przecież ustawowe
      zapisanie
      > wysokości zarobków wg danych ministerstwa nie będzie nikogo nic
      kosztować!
      > A jeśli nagle okaże się że z powodu takiego zapisu brakuje
      milionów,
      > przynajmniej skończy się dysonans poznawczy.

      Taka jest mysl przewodnia kol. Bukiela: Skoro rzad twierdzi, ze
      lekarze tyle zarabiaja, to niech ten "fakt" potwierdzi ustawowo...!

      Popieram pomysl.
      Trzeba go tylko podczas srajku odpowiednio naglosnic.
      • claratrueba Re: znowu 20.03.10, 10:15
        o jest Polska wlasnie!
        Ochrona zdrowia, oswiata i kultura - najgorzej wynagradzane...

        Wniosek?: Widocznie najmniej spolecznie dla Polakow wartosciowe.

        No, niestety. Gdyby porównać procentowe wydatki państwa i większości polskich
        rodzin na te cele pewnie wyszłoby podobnie. A zatem kolejne rządy kierują się
        zasadą "vox populi- vox dei" co przecież jest kwintesencja demokracji. Ludzie
        nie chcą by z ich podatków i składek (o ile je płacą) "ynteligenci" dostali
        dużo. Szczególnie kosztem utrzymywania "biednych" czy z wyboru, czy faktycznie
        dotkniętych przez los. No i nieodmiennie górników.A świetna opieka medyczna i
        oświata ma być i już (zawsze można odwołać się do lektur szkolnych "Ludzie
        bezdomni", "Siłaczka" oczekując postaw, które są nam osobiście obce).
        Jesteśmy narodem najgorzej wykształconym w Europie. Dlatego jesteśmy
        najbiedniejsi, a najbiedniejsi bo najgorzej wykształceni i tak ad mortem
        usrandum. Z obu tych faktów wynika nędza SZ- takie zależności są wszędzie. I
        żaden rząd od upadku komuny nie ma odwagi tego zmienić. Bo tu trzeba kozackiej
        odwagi. Spektakularnej podwyżki uposażeń "budżetówki" by dać motywacje do
        kształcenia i by selekcja kształcących nie była selekcją negatywną. Zdobyła się
        na taką rewolucje Finlandia i w ciągu 20 lat ze skansenu i zadupia zmieniła się
        w najbardziej innowacyjną gospodarkę Europy i społeczeństwo o doskonałym
        zdrowiu. Co do kultury to ja ten kraj znam głównie od strony Apocalyptiki i
        viking rocka, ale literatura kwitnie też. A do niedawna jedyne osiągnięcia tego
        kraju to były w biathlonie (sami go wymyślili) i skokach narciarskich. Takie to
        i my mamy.
        Tymczasem w Polsce oddaliśmy szkoły samorządom. SZ utkwiła w formalinie. Kultura
        może i sobie radzi, tylko dla kogo? Jeśli w moim 140 tys. mieście na premierę
        "Różyczki" przychodzi osób 9 tzn. 5 oprócz mnie, mojego męża, mojego syna i jego
        dziewczyny, to naprawdę sztuka dla sztuki. A film świetny- polecam.
        Codziennie otwieram parę gazet i jakiś tygodnik. Po odrzuceniu pierdół zostaje
        niewiele. Gospodarka- finanse, finanse- gospodarka. Super. Tylko kto ma tę
        gospodarkę robić, finansów przysparzać- ciemni i chorzy?
        Najlepszą, moim zdaniem wizję- całkowitego wolnego rynku w edukacji i SZ pomijam
        jako nierealną.
        • casio69 Re: znowu 20.03.10, 10:51
          > Ochrona zdrowia, oswiata i kultura - najgorzej wynagradzane...
          >
          > Wniosek?: Widocznie najmniej spolecznie dla Polakow wartosciowe.

          Odniosę się tylko do, moim zdaniem kluczowej, części Twojego, jak zwykle bardzo ciekawego postu.

          Pozorny problem, jak dzielić sprawiedliwie dobra, w sytuacji wzajemnie sprzecznych wartości, został dawno rozwiązany.

          Opisuje to przypowiastka o królu Salomonie.

          Mówiąc w skrócie, dobra pozornie niepodzielne, z punktu widzenia decyzji zewnętrznych, stają się takimi po upodmiotowieniu właścicieli dóbr.

          Demokracja nie polega na podążaniu przez władcę w decyzjach za sprzecznymi często głosami ludu lecz na nadaniu ludowi uprawnień decyzji o własnym losie.

          W kwestii finansowania np takich wartości jak edukacja, zdrowie czy emerytury, rolą państwa demokratycznego nie jest dzielić cudze pieniądze lecz stworzyć warunki, aby ludzie sami opowiedzieli się za tym, co jest dla nich ważne, poprzez podział ich własnych środków.

          W SZ należy dać ludziom wybór, w jaki sposób i na ile chcą zapewnić sobie standard wyniku zdrowotnego - poprzez rezygnację z przymusowych składek, na rzecz wolnego rynku usług i ubezpieczeń.

          Rolą Państwa jest zapewnienie realizacji zdrowotnych celów strategicznych (jako zadania dla każdego ubezpieczyciela).

          Rolą Państwa jest także pokazanie alternatywy podmiotowego wyboru - chcesz mieć komfort, płać za ubezpieczenie dodatkowe (na wolnym rynku), nie chcesz płacić - dostaniesz w ramach podatku dochodowego bardzo minimalne minimum od Państwa, które zapewnia standard humanitarny ale nie obywatelski czy cywilizacyjny.

          Dokładnie taką alternatywę stworzył matkom walczącym populistycznie o dziecko rzeczony Salomon - i ratując w imieniu matek dziecko przeszedł do historii, z której mądre społeczeństwa dawno, już dawno wnioski wyciągnęły.

          Przed nami, jak się zdaje, kolejne 3000 lat rozważań, o co chodzi w tej demokracji.
          • claratrueba znowu sie zgadzam 20.03.10, 12:17
            absolutnie. Tylko, że takie państwo liberalne, "nocnego stróża" czy laissez
            faire- różnie je zwą, dawno nie istnieje. I nie zaistnieje bez jakiegoś
            kataklizmu, wywracającego Stary i Nowy Świat całkowicie.

            Pod wszystkimi Twoimi tezami mogłabym się podpisać. I jakieś 5-8% Polaków. Oto
            nasza "siła przebicia". W sam raz na nasze konwentykle. Nie na politykę. Bo
            pragnienie wolności to zjawisko nieliczne, powszechna jest "ucieczka od
            wolności". Nie tylko w Polsce idea "państwa-matki karmiącej" zyskuje poklask
            większości. Z wielką ochotą rezygnują ze swego liberalizmu i etosu "self made
            man" nawet USA- dotychczasowa opoka. Fareed Zakaria i jego "Future of Freedom.
            Illiberal Democracy" nie pozostawiają złudzeń.
            Dla wprowadzenia zmian, które Ty postulujesz, a ja popieram potrzebna byłaby
            chyba dyktatura w stylu Pinocheta (to jedyny znany mi przykład wykorzenienia
            socjalizmu). Wcale mi się takie rozwiązanie nie podoba. W demokracji, która
            zmiecie każdy prawdziwie liberalny rząd (o ile w ogóle doszłoby do jego
            powstanie, w co nie wierzę) w przedterminowych wyborach lub po 4 latach- jest to
            nierealne. Vide- reforma emerytalna, z której wyszedł karzeł i to garbaty za
            sprawą zaniechania dalszych działań.
            • casio69 Re: znowu sie zgadzam 20.03.10, 12:58
              Ja wiem, że się zgadzamy co do pryncypiów.
              To konieczne, dla kreatywnej (a nie tylko perswazyjnej) dyskusji.
              Na szczęście (dla dyskusji), wnioski wyciągamy już inne.

              Po pierwsze - Ty, trafnie opisując rzeczywistość "postliberalną", przyjmujesz, że jest objawem trendu. Ja uważam, że to błąd Fukujamy - ekstrapolacja objawów sytuacyjnych na trend. Kryzys (czegokolwiek) nie jest dobrym punktem pomiaru dalszej drogi, tak jak istnienie warszawskich dziur w asfalcie nie wskazuje na podróż do wnętrza ziemi w okolicach Krakowa (chyba, że jedziemy odwiedzić obsa :).
              Kryzys ujawnia np. konieczne punkty podparcia a nie destynację krzywej.

              Po drugie - wydaje się, że doświadczamy czasem znanego "błędu atrybucji", to znaczy przypisujemy pewnym cechom trwałe znaczenie, jakie mają one tylko w pewnych okolicznościach. Np kryzys demokracji czy liberalizmu w społeczeństwach postliberalnych to zupełnie coś innego niż lęk przed wolnością społeczeństw posttotalitarnych. Innymi słowy - zanim zaczniemy doskonalić liberalizm "a la polonaise" wprowadźmy go w ogóle, do ch.olery!
              Mylimy objawy braku wolności z kosztami wolności!
              To akurat dotyczy ściśle SZ. Zbudujmy w ogóle jakiś z zasady cywilizowany system SZ a potem adaptujmy do potrzeb. Inaczej, to tak, jakby nie myć się, bo na mydle już paru się pośliznęło.

              Po trzecie - różni nas kwestia postawy. Jak rozumiem, Ty (w poście na który odpowiadam) sugerujesz, że rzeczywistość społeczna wyznacza strategie działania. Ludzie nie lubią wolności - więc tylko dyktatura może ją narzucić. Ja uważam inaczej. Nie wolność jest celem działania polityka (czy w ogóle stratega) lecz jej umiłowanie. Innymi słowy, zadaniem jest aby ludzie polubili wolność jako korzystną wartość a nie aby polubili jej nieswoiste skutki (choćby narzucone).

              Wreszcie - interpretacja rzeczywistości. W skrócie - nie jest mim zdaniem prawdą, ale wygodną wymówką, że "my" wolności nie lubimy. Wprowadź jakiś zakaz a przekonasz się jak my, Polacy go pokonamy :)
              Cała rzecz w tym, że np. promocja reformy SZ nie może być głoszeniem "zmian, reform, restrukturyzacji czy prywatyzacji" bo tego każdy się boi. Chodzi o to, że to obecny system zagraża ludziom i ich poczuciu bezpieczeństwa a nie jego zmiana i wolność. Jeśli tak postawisz sprawę, zmiana stanie się konieczna w opinii społecznej. I tak jest - wystarczyła inflacja 1280% i jej skutki a reformy Balcerowicza de facto przeszły społecznie (pomimo zwyczajowych biadań).
              Dla przykładu: pytanie - "czy chcesz prywatyzacji i reform SZ" jest badawczo głupie - bo odpowiedź, przy naszej negatywnej percepcji tych skądinąd pożytecznych pojęć, też jest głupio oczywista. Takie pytania to po prostu manipulacja, stąd nie opisuje rzeczywistości ale po prostu ją wypacza.
              Zmiana musi uwalniać od palącego problemu i przynosić dotykalne korzyści a wtedy jest pożądana społecznie.
              Tak projektowana zmiana jest przez nasze społeczeństwo mocno społecznie popierana (o czym świadczy wiele faktów i badań społecznych).

              Dlatego uważam, że dyskusje i działania na rzecz zmiany tego systemu nie muszą być tylko biciem 8% piany... ;))

              Pozdrawiam.
              • pct3 Re: znowu sie zgadzam 20.03.10, 14:17
                Kryzys (czegokolwiek) nie jest dobrym punktem pomiaru dalszej
                drogi, tak jak istnienie warszawskich dziur w asfalcie nie wskazuje
                na podróż do wnętrza ziemi w okolicach Krakowa (chyba, że jedziemy
                odwiedzić obsa :)


                warszawskie dziury w asfalcie z którymi krakowskimi zestawiasz,
                wykazując brak powiązania skutkowo - przyczynowego?
                a) ze Smoczą Jamą (na co stawiam)
                b) krakowskimi dziurami w asfalcie
                c) Krakowem jako takim jako "dziurą" w sensie stołeczności,
                centralności, aglomeracyjności, miejskości, otwartości, tolerancji,
                ogólnie - poziomu ? ;-)

                Kryzys ujawnia np. konieczne punkty podparcia a nie destynację
                krzywej.


                czy cokolwiek w ogóle ujawnia destynację krzywej gdy mówimy o
                zjawiskach socjologicznych albo makroekonomicznych? I to w skali
                globalnej?


                Zbudujmy w ogóle jakiś z zasady cywilizowany system SZ a potem
                adaptujmy do potrzeb


                Żądanie słuszne. Z ciekawości poznawczej: który - konkretnie -
                publiczny system ochrony zdrowia uważasz za cywilizowany z zasady?
                Kanada? Francja? Szwecja? Inny?
                • pct3 Re: znowu sie zgadzam 21.03.10, 16:16
                  czy odważysz kiedyś się odpowiedzieć na konkretne pytanie?
                  To nie boli. I zasłona przybytku też się nie rozedrze.
              • st.lucas do oprawienia w ramki: 20.03.10, 14:24
                casio69 napisał:

                > Mylimy objawy braku wolności z kosztami wolności!

                A co do politycznego celu "pragnienia wolnosci" - TAK!!!
                Przyjrzyjmy sie sytuacji ograniczenia wolnosci przez zakaz wydany
                przez Stworce pierwszym ludziom: "A z tego drzewa spozywac owocu
                nie bedziecie!"
                Zakaz pozostawial wolnosc wyboru, prowokowal nawet do jego zlamania.
                Siegniecie po owoc wiadomosci dobrego i zlego, czyli siegniecie po
                prawo stanowienia samemu, co jest dobre a co zle, kusilo i bez
                podszeptow Weza...

                Celem politykow powinno byc wiec, podobnie jak jest celem Pana Boga,
                umozliwienie rozwoju osobowego jednostek, ZWLASZCZA w aspekcie
                dojrzewania do wolnosci.
                • claratrueba "wolność od" i "wolność do" 20.03.10, 20:33
                  dzięki za "słowo na niedzielę".
                  Celem politykow powinno byc wiec, podobnie jak jest celem Pana Boga,
                  > umozliwienie rozwoju osobowego jednostek, ZWLASZCZA w aspekcie
                  > dojrzewania do wolnosci.
                  Bez "Pana Boga" to przewodnia idea anarchizmu- popieram (ale jakiegokolwiek
                  praktycznego działania politycznego nie obserwuję od dawna).
                  A ponieważ z prostej rozmowy o kasie zrobiła nam się dysputa
                  politologiczno-socjologiczna z elementami teologii, proponuję konkret.
                  1. czy mamy w Polsce partię skłonną zaproponować wolny rynek ubezpieczeniowy?
                  2. czy partia postulująca go ma szanse na bezwzględna większość w parlamencie
                  (ryzyko przedterminowych wyborów)i swojego prezydenta (ryzyko veta)?
                  3. czy jest szansa dokonać rewolucji liberalnej wbrew woli społeczeństwa?
                  Pinocheta pomijamy z braku kandydata.
                  4.czy jest szansa na takie przedstawienie syt. by zyskać przyzwolenie społ.(
                  poparcie to już by był luksus)?

                  Moje odp. pkt. 1,2,3- nie. Pkt. 4- raczej nie, co nie ma większego znaczenia za
                  względu na poprzednie odpowiedzi.
                  Nasze zgodne poglądy są słuszne. Mamy rację. Ale w polityce nie racja się liczy
                  a większość (lub karabiny- pomijamy z braku kandydata na Pinocheta).

                  Co do naszego mitycznego "umiłowania wolności". Kochamy, a jakże "wolność od" -
                  od zakazów, ograniczeń i odpowiedzialności. Mamy "twórcze podejście do
                  przepisów" (tu przyznaję nie jestem inna w odniesieniu do przepisów Kodeksu
                  Drogowego dział "dopuszczalna prędkość"). Nie kochamy "wolności do" - do
                  dokonywania wyborów i ponoszenia ich konsekwencji, do kierowania własnym losem.
                  Spuścizna historyczna- brak ruchów liberalnych, anarchistycznych inne niż
                  terrorystyczne, zbyt krótka niepodległość, zbyt długi komunizm - zniszczenie
                  środowisk wyznaczających standardy , zbyt silny katolicyzm a wersji
                  obrzędowo-infantylnej. To wszystko skutkuje umysłową ciasnotą.

                  • st.lucas Re: "wolność od" i "wolność do" 20.03.10, 21:26
                    claratrueba napisała:

                    > dzięki za "słowo na niedzielę".

                    No tak jakos wyszlo...

                    > Celem politykow powinno byc wiec, podobnie jak jest celem Pana
                    Boga,
                    > > umozliwienie rozwoju osobowego jednostek, ZWLASZCZA w aspekcie
                    > > dojrzewania do wolnosci.

                    Tak. Dlatego, ze jak slusznie napisal casio, demokracja polega na
                    przekazaniu wolnosci ludziom - a zatem musi polegac na OBYWATELACH.
                    Obywatele musza miec odpowiednia jakosc.
                    To ciekawa sprawa! O funkcjonowaniu demokratycznego panstwa decyduje
                    nie tylko jakosc jego struktur, ale i jakosc obywateli.
                    A zatem dobra wladza bedzie sprzyjac dojrzalosci obywatelskiej.

                    > Bez "Pana Boga" to przewodnia idea anarchizmu- popieram (ale
                    jakiegokolwiek
                    > praktycznego działania politycznego nie obserwuję od dawna).
                    > A ponieważ z prostej rozmowy o kasie zrobiła nam się dysputa
                    > politologiczno-socjologiczna z elementami teologii, proponuję
                    konkret.
                    > 1. czy mamy w Polsce partię skłonną zaproponować wolny rynek
                    ubezpieczeniowy?

                    Mamy UPR i Platforme Korwina-Mikke... czyli nie mamy nic.
                    Mamy tez Platforme Obywatelska, ktora w sprzyjajacych warunkach -
                    pelnia wladzy - na pewno dazylaby w tym kierunku.
                    Pytanie: Jak bardzo by dazyla?...

                    > 2. czy partia postulująca go ma szanse na bezwzględna większość w
                    parlamencie
                    > (ryzyko przedterminowych wyborów)i swojego prezydenta (ryzyko
                    veta)?

                    Jezt - Keine Chanse!

                    > 3. czy jest szansa dokonać rewolucji liberalnej wbrew woli
                    społeczeństwa?

                    Historia czyni rozne niespodzianki. I tylko dlatego nie mowie: nie.
                    Na przyklad: Czy moherki glosujace swego czasu na Akcje
                    Wyborcza "Solidarnosc" spodziewaly sie po niej kursu na reformy?

                    > Pinocheta pomijamy z braku kandydata.

                    Jesli moglbym zaproponowac moja skromna osobe...

                    > 4.czy jest szansa na takie przedstawienie syt. by zyskać
                    przyzwolenie społ.(
                    > poparcie to już by był luksus)?

                    Jest. Socjotechnika i przemiany cywilizacyjne czynia cuda.

                    > Moje odp. pkt. 1,2,3- nie. Pkt. 4- raczej nie, co nie ma większego
                    znaczenia za
                    > względu na poprzednie odpowiedzi.

                    Pesymistka!

                    > Nasze zgodne poglądy są słuszne. Mamy rację. Ale w polityce nie
                    racja się liczy
                    > a większość (lub karabiny- pomijamy z braku kandydata na
                    Pinocheta).

                    Dlugofalowo liczy sie tylko racja, a karabiny nie maja znaczenia.
                    Przypomina mi sie oslawione pytanie Josefa Wisarionowicza:
                    "A ilez to dywizji ma papiez?" ...ZSRR nie ma, Kosciol jest.

                    > Co do naszego mitycznego "umiłowania wolności". Kochamy, a
                    jakże "wolność od" -
                    > od zakazów, ograniczeń i odpowiedzialności. Mamy "twórcze
                    podejście do
                    > przepisów" (tu przyznaję nie jestem inna w odniesieniu do
                    przepisów Kodeksu
                    > Drogowego dział "dopuszczalna prędkość"). Nie kochamy "wolności
                    do" - do
                    > dokonywania wyborów i ponoszenia ich konsekwencji, do kierowania
                    własnym losem.

                    Fakt, ale tempora mutantur et nos mutamur in iliis.

                    > Spuścizna historyczna- brak ruchów liberalnych, anarchistycznych
                    inne niż
                    > terrorystyczne, zbyt krótka niepodległość, zbyt długi komunizm -
                    zniszczenie
                    > środowisk wyznaczających standardy , zbyt silny katolicyzm a wersji
                    > obrzędowo-infantylnej. To wszystko skutkuje umysłową ciasnotą.

                    Galopujaca inflacja i puste polki sklepowe wyleczyly kiedys Polakow
                    z wiary, ze socjalizm to dobry ustroj.
                    Niewydolnosc systemu ochrony zdrowia i emerytalno-rentowego dokoncza
                    niezawodnie kuracji.
                    • claratrueba Re: "wolność od" i "wolność do" 21.03.10, 07:54
                      Istotnie, st. lucasie, jestem pesymistką w kwestiach politycznych i społecznych.
                      Wielką- ale nie będę Cię straszyć kasandrycznymi wizjami przy dniu świętym.
                      Mój pesymizm to optymizm, który uległ ewolucji przez ostatnich kilkanaście lat.
                      Czynniki: 1. spsienie klasy politycznej 2. debilizacja mediów 3. obniżenie
                      jakości kształcenia 4. O. Rydzyk

                      A zatem dobra wladza bedzie sprzyjac dojrzalosci obywatelskiej.
                      Tak, jest taki czynnik. Ale podstawą dojrzałości jest wiedza, a przynajmniej
                      pewien stopień wyćwiczenia umysłu. Przy takiej edukacji jaką mamy, przy takich
                      mediach- zapomnij. Przypomnij sobie pierwsze władze państw afrykańskich po
                      dekolonializacji- dyplomy Oxfordu, Harvarda, programy inne niż "ustawić
                      wszystkich ze swojej rodziny i mieć kasę" i kula w łeb (to najłaskawsza wersja).
                      Popatrz na Afrykę dzisiaj.To oczywiście skrajny przykład.
                      Platforma jest dość miła, nie staje tyłem do Merkel i umie słuchawki założyć i
                      garnitur równo zapiąć. Merytorycznie jest słaba lub nie lubi mądrze gadać. Tu
                      nie wiem jak jest naprawdę w przyp. "góry" bo jak jest w przyp. lokalnych
                      działaczy- to wiem, niestety. Mądre gadanie może po prostu nie być w modzie. To
                      jest możliwe- widz jak ma słuchać konkretów to raczej przełączy na "B jak
                      bzdury" a jak się p. premier buja z górnikami w rytm śląskich piosenek ludowych
                      to sobie popatrzy jak się fajnie buja. Ale dlaczego nie ma tych konkretów w
                      tygodnikach? Dlaczego programy publicystyczne to albo analizy dziennikarskie
                      albo komentarze polityków do spraw sensacyjnych a mało istotnych?
                      Konkludując, to nie jest formacja, ani żadna inna, która mogłaby sprzyjać
                      dojrzałości obywatelskiej. Kiepskie pocieszenie, że to światowe zjawisko.
                      W możliwość, że gdzieś tam po cichu, by nie przestraszyć wyborców politycy knują
                      by dokonać przemian- nie bardzo wierzę. Choć nie wykluczam. Problem w tym, że
                      politycy już odkryli, że bezczynność popłaca, a nie działania- sondaże zawsze
                      idą w dół, gdy jest jakakolwiek zmiana status quo.
                      Galopujaca inflacja i puste polki sklepowe wyleczyly kiedys Polakow
                      > z wiary, ze socjalizm to dobry ustroj.
                      > Niewydolnosc systemu ochrony zdrowia i emerytalno-rentowego dokoncza
                      > niezawodnie kuracji.
                      Jasne, tylko puste półki to rzeczywistość ponad 50 lat. A wiara w socjalizm- to
                      nie takie proste. Polacy nie chcieli socjalizmu takiego w jakim żyli, ale nie
                      chcieli też kapitalizmu (i wielu nadal nie chce, co gorsza, wielu młodych ludzi
                      uważa, że "państwo powinno.."). Ideałem byłby socjalizm+ duża kasa.
                      Niewydolność syst. SZ i Ubezpieczeń nie jest tak widowiskowa jak brak papieru
                      toaletowego i mięso na kartki. Ba, taki syst. wielu osobom odpowiada- procentuje
                      trening z komuny- tu się coś załatwi, tam się zachachmęci. I pójdzie na rentę w
                      wieku, któregośmy już dożyli (+ praca na czarno).
                      Historia czyni rozne niespodzianki. I tylko dlatego nie mowie: nie.
                      > Na przyklad: Czy moherki glosujace swego czasu na Akcje
                      > Wyborcza "Solidarnosc" spodziewaly sie po niej kursu na reformy?
                      Wtedy głosowało sie na zmianę czegoś co było nieznośne. Nie bardzo wiedząc, co
                      ta zmiana ma oznaczać. Rok później moherki zagłosowały na Stana Tymińskliego.
                      Słoneczko wyszło, to trochę b. optymistycznie będzie.
                      Poziom życia Polaków systematycznie rośnie, choć różne jest tempo w różnych
                      grupach. "Komunistyczne warunki" w placówkach SZ staną się dokuczliwe dla coraz
                      większej liczby ludzi.Optymistyczny scenariusz: prywatyzacja placówek i oddanie
                      zarządzania nimi w ręce menadżerów nie lekarzy (sorry, ale lekarz na zarządzaniu
                      może się znać tak samo jak menadżer na medycynie) niewydolność finansowa wymusza
                      pobieranie opłat od pacjentów (musi być to możliwe prawnie) wchodzą firmy
                      ubezpieczeniowe gotowe pokryć te opłaty, wprowadza się odliczenia składek do
                      firm ubezpieczeniowych od składki ZUS (tu trochę można wykorzystać doświadczenia
                      z OFE ale trochę i po usunięciu błędów, które tam popełniono), na koniec ze
                      składki ZUS zostaje niewielki procent do dyspozycji "państwowej' (właściwie nie
                      wiem po co, ale państwo nie zrezygnuje całkowicie ze swojej władzy nad SZ).
                      Nadal nie rozwiązuje to problemu KRUS.
                      • casio69 Re: "wolność od" i "wolność do" 21.03.10, 11:02
                        Raz jeszcze się ogólnie zgadzam z Twoim oglądem rzeczywistości społecznej.
                        I raz jeszcze - właśnie dlatego - podkreślam, że to społeczne "status quo" jest nie do ruszenia (w kwestii zmiany w SZ) bez zaangażowania lekarzy.

                        Ale, jak tu mnóstwo razy pisałem, to "spsienie" i ustawka w ciepłym bajorku - to przede wszystkim dotyczy lekarzy właśnie.
                        I to oni , pierwsi, są hamulcowymi zmian, przy totalnej obłudzie biadań nad swym losem ofiary systemu i krwiożerczych pacjentów.
                        Ja tu sobie na forum testuję reakcje społeczne - i jak widać - wnioski powyżej.

                        Nie ma co udawać 'elity' czy 'wykształciuchów', jak się jest z własnego wyboru stabloidyzowaną masą gonioną (i goniącą) za grosze i aspirującą do stabilizacji 'a la Gomułka'.
                        Bez akcji nie ma reakcji - diagnoza o bierności społecznej nie jest dla mnie wnioskiem środowiskowym do podporządkowania się jej, ale właśnie do działania na rzecz zmian.

                        Prawdę niestety lud prosty głosi - lekarzom jest za dobrze!
                        Naturalnie, w porównaniu do ich bieżących nieelitarnych i nieinteligenckich bynajmniej ambicji.

                        Kwintesencją jest pewien forumowicz, zupełnie jak w Mrożku ganiający po forum ze swoim paskiem wypłaty i krzyczący "wybili, panie, wybili". A chciałby żeby mu za dyplom dali z urzędu na godną willę. I wielu innym - dają, ale pacjenci pod stołem.

                        I tam też mieści się, w małym skurczonym woreczku, godność, ambicje i poziom naszego zawodu obecnie.
                        • st.lucas Re: "wolność od" i "wolność do" 21.03.10, 12:45
                          casio69 napisał:

                          > (...)Ale, jak tu mnóstwo razy pisałem, to "spsienie" i ustawka w
                          ciepłym bajorku - t
                          > o przede wszystkim dotyczy lekarzy właśnie.
                          > I to oni , pierwsi, są hamulcowymi zmian, przy totalnej obłudzie
                          biadań nad swym losem ofiary systemu i krwiożerczych pacjentów.
                          > Ja tu sobie na forum testuję reakcje społeczne - i jak widać -
                          wnioski powyżej.

                          Nie moge przystac na twierdzenie, ze glownymi hamulcowymi reform w
                          S.Z. sa lekarze. Tymi glownymi hamulcowymi sa wyborcy - przede
                          wszystkim wyborcy nie-lekarze.
                          Mozna wielkiej czesci z nas zarzucic biernosc, ale nie hamowanie.
                          Wiem, ze sa i hamulcowi, ale to zdecydowana mniejszosc.
                          Dowodem jest masowy udzial w strajkach.

                          > Nie ma co udawać 'elity' czy 'wykształciuchów', jak się jest z
                          własnego wyboru
                          > stabloidyzowaną masą gonioną (i goniącą) za grosze i aspirującą do
                          stabilizacji 'a la Gomułka'.

                          No dobrze, ale co ma zrobic ktorys z kolegow, majacy na utrzymaniu
                          rodzine i kredyty do zaplacenia. Rzucic prace?

                          > Bez akcji nie ma reakcji - diagnoza o bierności społecznej nie
                          jest dla mnie wnioskiem środowiskowym do podporządkowania się jej,
                          > ale właśnie do działania na rzecz zmian.

                          Tyle uzysku, ile nacisku; zgadza sie. Zawsze to powtarzam.
                          I oceniajac retrospektywnie: postepuje konsolidacja naszego
                          srodowiska. Lobby ordynatorsko-profesorskie (choc nie cale) rozumie
                          juz, ze jedziemy na jednym wozku. Nie od razu Krakow zbudowano.
                          Chociaz i ja takze denerwuje sie powolnoscia przemian lekarskiej
                          mentalnosci.

                          Sczegolnie wkurza mnie minimalizm i sotero-socjalizm.
                          • casio69 Re: "wolność od" i "wolność do" 21.03.10, 15:05
                            Tak właśnie lubię się różnić - bez złośliwości i zacietrzewienia, tak, jak teraz Ty piszesz.

                            > Nie moge przystac na twierdzenie, ze glownymi hamulcowymi reform w
                            > S.Z. sa lekarze. Tymi glownymi hamulcowymi sa wyborcy - przede
                            > wszystkim wyborcy nie-lekarze.
                            > Mozna wielkiej czesci z nas zarzucic biernosc, ale nie hamowanie.
                            > Wiem, ze sa i hamulcowi, ale to zdecydowana mniejszosc.
                            > Dowodem jest masowy udzial w strajkach.

                            Niestety - są tymi hamulcowymi. Wyborcy tylko bardzo pośrednio mają orientację, jaką SZ wybierają, głosując. Kto, jak nie lekarze, może być wiarygodnym przewodnikiem wyborcy, wskazującym poprzez swój brak zgody na ten system, że i pacjenci i lekarze - jako obywatele, mają wspólny interes w zmianie?
                            A tak - na razie wyborcy chcą zmiany: lekarzy w oskarżonych a priori. I to jest dla 'wadzy' i systemu wygodne.
                            Lekarze uczestnicząc bez protestu (jakie strajki? - o podwyżkę?) w tym systemie, legitymizują go i tracą społeczną wiarygodność.

                            > No dobrze, ale co ma zrobic ktorys z kolegow, majacy na utrzymaniu
                            > rodzine i kredyty do zaplacenia. Rzucic prace?

                            Jak na bezkompromisowego krytyka systemu, wykazujesz zadziwiający pragmatyzm... ;) A co Ty zrobiłeś na ten przykład?
                            Jeśli ktoś chce zarabiać na chlebek z godnością lekarza, musi ten system kontestować. Jeśli nie widzi innego wyjścia - no to właśnie o to chodzi, aby takie wyjście, rozbijając system, stworzyć!
                            Tylko - do tego trzeba wziąć za swą godność odpowiedzialność, a nie oczekiwać 'godnej' płacy za niegodne uwikłania.
                            Nb. pytanie "co robić" zadawał już Lenin a odpowiedzieli mu strajkujący robotnicy w Gdańsku w '70 i '80r. Mieli znacznie więcej do stracenia niż etacik za 3600.

                            > I oceniajac retrospektywnie: postepuje konsolidacja naszego
                            > srodowiska.

                            To byłaby bardzo dobra wiadomość - gdybyś tylko zechciał coś o tym więcej? Jak dotąd widać konsolidację przeciw chlebodawcom-pacjentom i konsolidację ukierunkowania donosików pro domo sua - obecnie już do prasy i cbś a nie jak kiedyś - do komitetu dzielnicowego.
                            Nie mówiąc o kwitnącej konsolidacji we wzajemnym blokowaniu i zarabianiu na dostępie do rozwoju zawodowego.

                            Jak to wie każdy dorosły - w pieczarkarni pachnące kwiatki nie rosną. A pieczarki na łące - i owszem.
                            Taka jest różnica między zasiedlaniem kesonu a wolnym zawodem lekarza na wolnym rynku.
                            • pct3 Re: "wolność od" i "wolność do" 21.03.10, 16:15
                              Jak to wie każdy dorosły - w pieczarkarni pachnące kwiatki nie rosną. A pieczarki na łące - i owszem.
                              Taka jest różnica między zasiedlaniem kesonu a wolnym zawodem lekarza na wolnym
                              rynku.


                              Jeśli taka jest różnica i kolejność w porównaniu jest prawidłowa, to właśnie napisałeś, że keson jest bardziej wydajny. A wolny rynek ma ładniejsze poczekalnie. Co dokładnie zgadza się z rzeczywistością.

                              Co do - wspomnianego w poprzednim poście - forumowicza jak z Mrożka, zachodzę w głowę kimże on jest. Miałbym, znając Ciebie, 2 typy, ale oba nie pasują do podanych później szczegółów (jeden - nie ma paska z wypłaty choć sygnalizuje wielość dochodów, i nie chce godnej willi, drugi - chce godnej willi, ale nie lata po forum z paskiem wypłaty). Ciekawe, może chodzi o kogoś trzeciego?
                            • st.lucas Re: "wolność od" i "wolność do" 21.03.10, 17:33
                              casio69 napisał:

                              > Tak właśnie lubię się różnić - bez złośliwości i zacietrzewienia,
                              tak, jak teraz Ty piszesz.

                              I vice versa.

                              > > Nie moge przystac na twierdzenie, ze glownymi hamulcowymi reform
                              w S.Z. sa lekarze. (...)
                              > > Dowodem jest masowy udzial w strajkach.
                              >
                              > Niestety - są tymi hamulcowymi. Wyborcy tylko bardzo pośrednio
                              mają orientację,
                              > jaką SZ wybierają, głosując. Kto, jak nie lekarze, może być
                              wiarygodnym przewo
                              > dnikiem wyborcy, wskazującym poprzez swój brak zgody na ten
                              system, że i pacjen
                              > ci i lekarze - jako obywatele, mają wspólny interes w zmianie?
                              > A tak - na razie wyborcy chcą zmiany: lekarzy w oskarżonych a
                              priori. I to jest dla 'wadzy' i systemu wygodne.
                              > Lekarze uczestnicząc bez protestu (jakie strajki? - o podwyżkę?) w
                              tym systemie, legitymizują go i tracą społeczną wiarygodność.

                              Pamietam, ze podczas ostatnich strajkow eksponowano sprawe
                              zwiekszenia nie tylko lekarskich zarobkow, ale w ogole finansowania
                              opieki medycznej w Polsce itd. Oczywiscie medialnie przebija sie
                              tylko pierwsza sprawa...
                              Co do wyborcow: sondaze sa jednoznaczne - oni nie zycza sobie
                              prywatyzacji S.Z. i politycy MUSZA to brac pod uwage.
                              Nawet ci politycy, ktorzy dobrze wiedza, ze tylko rynek uzdrawia i
                              chca prywatyzacji S.Z., MUSZA to jakos brac pod uwage.

                              > > No dobrze, ale co ma zrobic ktorys z kolegow, majacy na
                              utrzymaniu
                              > > rodzine i kredyty do zaplacenia. Rzucic prace?
                              >
                              > Jak na bezkompromisowego krytyka systemu, wykazujesz zadziwiający
                              pragmatyzm... ;)

                              Bo ja zawsze staram sie zwalczac grzech, a nie grzesznika... ;)

                              > A co Ty zrobiłeś na ten przykład?

                              Emigracja nie jest dla wszystkich, to oczywiste z wielu powodow.
                              Takze przemiana w lekarza-businessmana w Polsce nie jest dla
                              wszystkich; nie wszyscy sie nadaja.
                              Czy wyobrazasz sobie dr Garlickiego jako takiego automenagera?

                              A, wracajac do emigracji: Kiedys w dyskusji z marcinoitem doszlismy
                              do wniosku, ze nie jestesmy zwyciescami systemu. Ucieklismy z pola
                              walki. Coprawda ta ucieczka godzi w system w Polsce, ale wspiera
                              go za granica - NIESTETY !

                              > Jeśli ktoś chce zarabiać na chlebek z godnością lekarza, musi ten
                              system kontes
                              > tować. Jeśli nie widzi innego wyjścia - no to właśnie o to chodzi,
                              aby takie wyjście, rozbijając system, stworzyć!
                              > Tylko - do tego trzeba wziąć za swą godność odpowiedzialność, a
                              nie oczekiwać 'godnej' płacy za niegodne uwikłania.
                              > Nb. pytanie "co robić" zadawał już Lenin a odpowiedzieli mu
                              strajkujący robotnicy w Gdańsku w '70 i '80r. Mieli znacznie więcej
                              do stracenia niż etacik za 3600.

                              Co do poczucia godnosci - pelna zgoda!: Srodowisko cierpi na jego
                              brak, na owo "spsienie".
                              Nie wiem jednak, czy przyklad "Stoczni 1980" jest adekwatny.
                              Pomijajac fakt, ze tysiace robotnikow, ktorzy zrezygnowali ze
                              strajku zatrzymala pewna zwariowana suwnicowa (i dlatego tylko
                              strajk w koncu doszedl do skutku), nalezy zauwazyc, ze latwosc
                              zorganizowania akcji strajkowej w zakladzie skupiajacym tysiace
                              ludzi - jest tysiace razy wieksza!

                              Zawsze mozna wpol napelniona szklanke traktowac jako w polowie
                              pusta, albo w polowie pelna. Nie chce grzeszyc nadmiernym optymizmem,
                              ale wziawszy pod uwage punkt startowy: 1989 - srodowisko lekarskie w
                              Polsce zmienilo sie in gremio ogromnie na plus.
                              (W ocenie medialnej i spolecznej - oczywiscie ogromnie na minus.)

                              > > I oceniajac retrospektywnie: postepuje konsolidacja naszego
                              > > srodowiska.
                              >
                              > To byłaby bardzo dobra wiadomość - gdybyś tylko zechciał coś o tym
                              więcej? Jak dotąd widać konsolidację przeciw chlebodawcom-pacjentom
                              i konsolidację ukierunkowania donosików pro domo sua - obecnie już
                              do prasy i cbś a nie jak kiedyś - do komitetu dzielnicowego.
                              > Nie mówiąc o kwitnącej konsolidacji we wzajemnym blokowaniu i
                              zarabianiu na dostępie do rozwoju zawodowego.

                              To zabrzmi dla niektorych jak herezja, ale ...ja rozumiem to
                              blokowanie. Ja nawet jestem za nim, O ILE ma ono charakter
                              sprawiedliwego konkursu. Im mniej lekarzy w Polsce, tym lepiej dla
                              lekarzy. Im mniej specjalistow, tym lepiej dla specjalistow...
                              Keson to dla mnie przede wszystkim dyrektorzy szpitali -
                              szczurodoktorzy, a nie profesorowie.

                              Jezeli w Polsce, w przeciwienstwie do Francji, nie ma obiektywnego,
                              sprawiedliwego konkursu, to coz sie dziwic, ze popiera sie swoich?
                              Po ludzku biorac, nie sposob sie oprzec takim naciskom.
                              Czy profesor-wujek moze odmowic siostrzenicy?...

                              (Znowu ta nienawisc grzechu, ale nie grzesznikow.
                              Grzech struktutralny nie jest jednak wina lekarzy.)

                              > Jak to wie każdy dorosły - w pieczarkarni pachnące kwiatki nie
                              rosną. A pieczarki na łące - i owszem.
                              > Taka jest różnica między zasiedlaniem kesonu a wolnym zawodem
                              lekarza na wolnym rynku.

                              Tak, jestesmy odarci z pieniedzy i godnosci.
                              • casio69 Re: "wolność od" i "wolność do" 22.03.10, 10:45
                                > Pamietam, ze podczas ostatnich strajkow eksponowano sprawe
                                > zwiekszenia nie tylko lekarskich zarobkow, ale w ogole finansowania
                                > opieki medycznej w Polsce itd. Oczywiscie medialnie przebija sie
                                > tylko pierwsza sprawa...


                                Sam podsumowałeś, o co chodziło tak naprawdę. Wola nadaje siłę przebicia.

                                > Co do wyborcow: sondaze sa jednoznaczne - oni nie zycza sobie
                                > prywatyzacji S.Z.

                                Już o tym pisałem. Jeśli byśmy zrobili sondaż, pytając czy chcesz dostać 10%
                                podwyżki w zamian za rezygnację z tytułu "lekarz" na rzecz 'konował' - to co byś
                                odpowiedział?
                                Jeśli pytasz nie o żle kojarzoną prywatyzację (i nie to jest istotą potrzebnej
                                zmiany systemu) ale o 'poparcie dla usprawnienia dostępności i jakości usług' -
                                masz 78% poparcia. Są takie badania społeczne (np diagnoza 2009) i inne,
                                cytowałem. To nie są gupie sondaże ale dogłębne badania postaw społecznych.

                                > > A co Ty zrobiłeś na ten przykład?

                                To samo, w eksporcie wewnętrznym ;)
                                Chciałem tylko zwrócić Ci uwagę, że jest inne, lepsze wyjście i to zawsze będzie
                                opcja dla najodważniejszych/najbardziej zdeterminowanych. Ale jest - i wyjście z
                                kesonu nie oznacza (oj nie!) zagłady ekonomicznej rodziny... :)
                                A poziom determinacji wyjścia jest pochodną (nie)zadowolenia z systemu, w jakim
                                się tkwi, z własnej przecież woli.
                                Zadowoleni nie wychodzą i dla nich każde inne wyjście będzie za trudne/za
                                mało atrakcyjne.
                                Wiem coś o tym, pomagając wyjść innym (co zwykle ujawnia wysoki poziom
                                zadowolenia rzekomych ofiar z systemu).

                                > Pomijajac fakt, ze tysiace robotnikow, ktorzy zrezygnowali ze
                                > strajku zatrzymala pewna zwariowana suwnicowa

                                Tak samo zwariowany był Einstein, który powiedział, że zmiana zaczyna się od
                                tych, którzy nie wiedzą, że jest niemożliwa. Dowiódł tego inny - nasz noblista z
                                wąsem.

                                > To zabrzmi dla niektorych jak herezja, ale ...ja rozumiem to
                                > blokowanie. Ja nawet jestem za nim, O ILE ma ono charakter
                                > sprawiedliwego konkursu.

                                Chyba zdajesz sobie sprawę że w tym systemie nie jest to nigdy konkurs ofert ale
                                kopert? Inaczej nie byłoby o czym pisać, selekcja jakości jest oczywistością.

                                >Im mniej specjalistow, tym lepiej dla specjalistow...

                                Do pewnego stopnia.
                                Znałem kiedyś jedynego specjalistę w województwie, mającego wypracowany monopol
                                ustawowy na pewne leczenie, zręcznie to wykorzystującego materialnie. Gdyby było
                                2-3, opływaliby w dostatki. Pacjentów - na 3 lata z góry.
                                Ale...jego koledzy zwietrzyli zapach łatwej kasy i... doprowadzili do
                                upowszechnienia jego uprawnień dla wszystkich. Został na lodzie i musiał się
                                przekwalifikować. Pacjentów, których zaczęli masowo leczyć ignoranci - odpłynęli
                                do sąsiedniego województwa.
                                Wszystko ma swoje granice a owce goli się z włosia a nie ze skóry.

                                I na koniec - 'szklanka pusta czy pełna' nabiera znaczenia tylko dla
                                spragnionych. Jak się chce godności i autorytetu to warto w szklance dostrzegać,
                                że brakuje więcej, niż się chce - a nie niż się ma.

                • snajper55 Re: do oprawienia w ramki: 20.03.10, 22:09
                  st.lucas napisał:

                  > Celem politykow powinno byc wiec, podobnie jak jest celem Pana Boga,
                  > umozliwienie rozwoju osobowego jednostek, ZWLASZCZA w aspekcie
                  > dojrzewania do wolnosci.

                  Nie. Celem polityków jest (i powinno być) utrzymanie się przy władzy. Tylko
                  dlatego starają się oni być pożyteczni dla innych.

                  Gdy Adam z Ewą postanowili zjeść jabłko, konsekwencje ponieśli oni.
                  Gdy Kowalski postanowi się nie ubezpieczać, konsekwencje mogę ponieść ja lub
                  moje dziecko.

                  S.
                  • st.lucas Re: do oprawienia w ramki: 21.03.10, 12:32
                    snajper55 napisał:

                    > > Celem politykow powinno byc wiec, podobnie jak jest celem Pana
                    Boga,
                    > > umozliwienie rozwoju osobowego jednostek, ZWLASZCZA w aspekcie
                    > > dojrzewania do wolnosci.
                    >
                    > Nie. Celem polityków jest (i powinno być) utrzymanie się przy
                    władzy. Tylko
                    > dlatego starają się oni być pożyteczni dla innych.

                    Mysle, ze splycasz. Jestem tego absolutnie pewien.
                    Oczywiscie bywaja rozni politycy, tak jak sa rozni ludzie.
                    No i oczywiscie podtsawowym problem w polityce jest to,
                    ze aby zrealizowac sluszne cele, trzeba utrzymac sie przy wladzy...

                    Niemniej jednak twierdzenie, ze celem politykow jest wladza dla
                    wladzy, jest dla czesci z nich na pewno niesprawiedliwe.
                    Wielu politykow naprawde chce dobra publicznego.

                    > Gdy Adam z Ewą postanowili zjeść jabłko, konsekwencje ponieśli oni.
                    > Gdy Kowalski postanowi się nie ubezpieczać, konsekwencje mogę
                    ponieść ja lub moje dziecko.

                    A ten ciagle o chorobach zakaznych...
                    • snajper55 Re: do oprawienia w ramki: 21.03.10, 12:48
                      st.lucas napisał:

                      > Mysle, ze splycasz. Jestem tego absolutnie pewien.
                      > Oczywiscie bywaja rozni politycy, tak jak sa rozni ludzie.
                      > No i oczywiscie podtsawowym problem w polityce jest to,
                      > ze aby zrealizowac sluszne cele, trzeba utrzymac sie przy wladzy...
                      >
                      > Niemniej jednak twierdzenie, ze celem politykow jest wladza dla
                      > wladzy, jest dla czesci z nich na pewno niesprawiedliwe.
                      > Wielu politykow naprawde chce dobra publicznego.

                      Samo chcenie dobra publicznego to jeszcze mało. Polityk może uważać, że władza
                      klasy robotniczej będzie dobra dla obywateli. Albo wojna z sąsiadami o
                      przestrzeń życiową. Możliwość niewybrania jest hamulcem dla takich polityków.
                      (Dlatego tacy politycy, jeśli mogą, likwidują demokrację zanim zaczną swe plany
                      uszczęśliwiania społeczeństwa realizować)

                      S.
                      • st.lucas Re: do oprawienia w ramki: 21.03.10, 17:46
                        snajper55 napisał:

                        > (...)Polityk może uważać, że władza
                        > klasy robotniczej będzie dobra dla obywateli. Albo wojna z
                        sąsiadami o przestrzeń życiową. Możliwość niewybrania jest hamulcem
                        dla takich polityków.
                        > (Dlatego tacy politycy, jeśli mogą, likwidują demokrację zanim
                        zaczną swe plany
                        > uszczęśliwiania społeczeństwa realizować)

                        Sek w tym, ze Hitler doszedl do wladzy legalnie droga wyborow,
                        a Tadeusz Mazowiecki przegral nie tylko z Walesa, ale i z
                        Tyminskim... Demokracja oznacza rowniez zle wybory, wybory bledne,
                        szkodliwe; panowanie (legalne!) populizmu.

                        Dlatego - wracajac do tematu poruszonego w tym watku przez cassio -
                        tak ogromne znaczenie w demokracji ma JAKOSC obywateli,
                        ich dojrzalosc do wolnosci.

                        Wladza uczciwa dazy nie tylko, jak kazda wladza, do swego dalszego
                        trwania, ale i do rzeczywistego dobra obywateli.
                        Podstawowy dylemat sprowadza sie do tego, ze uczciwe reformowanie i
                        mowienie prawdy na ogol dla wladzy nie poplaca...
                        • snajper55 Re: do oprawienia w ramki: 21.03.10, 18:15
                          st.lucas napisał:

                          > Sek w tym, ze Hitler doszedl do wladzy legalnie droga wyborow,

                          Nie mówię o dojściu do władzy, tylko o utrzymaniu się przy władzy. Czy Hitler
                          lub Stalin utrzymali się przy władzy dzięki demokratycznym wyborom ?

                          > a Tadeusz Mazowiecki przegral nie tylko z Walesa, ale i z
                          > Tyminskim... Demokracja oznacza rowniez zle wybory, wybory bledne,
                          > szkodliwe; panowanie (legalne!) populizmu.

                          No i co z tego ? Jedynie demokracja daje możliwość odsunięcia od władzy
                          nieudolnych rządzących.

                          > Dlatego - wracajac do tematu poruszonego w tym watku przez cassio -
                          > tak ogromne znaczenie w demokracji ma JAKOSC obywateli,
                          > ich dojrzalosc do wolnosci.
                          >
                          > Wladza uczciwa dazy nie tylko, jak kazda wladza, do swego dalszego
                          > trwania, ale i do rzeczywistego dobra obywateli.

                          To, że władza dąży do zachowania władzy jest w demokracji gwarancją, że będzie
                          robić dobrze społeczeństwu a nie na przykład sobie.

                          Porównując do służby zdrowia: lekarze powinni pracować dla pieniędzy, a nie dla
                          idei.

                          Tak jak politycy.

                          S.
                          • st.lucas Re: do oprawienia w ramki: 21.03.10, 19:13
                            snajper55 napisał:

                            > Nie mówię o dojściu do władzy, tylko o utrzymaniu się przy władzy.
                            Czy Hitler
                            > lub Stalin utrzymali się przy władzy dzięki demokratycznym
                            wyborom ?

                            Rozumiem ze Putin/Miedwiediew sa wedle takiej klasyfikacji wzorami
                            dobrze rzadzacych demokratow... hmmm...

                            Lukaszenka tez, i bez falszerstw wyborczych, wygrywa regularnie
                            wybory, bo - dobrze rzadzi! No, Snajper...

                            > > a Tadeusz Mazowiecki przegral nie tylko z Walesa, ale i z
                            > > Tyminskim... Demokracja oznacza rowniez zle wybory, wybory
                            bledne,szkodliwe; panowanie (legalne!) populizmu.
                            >
                            > No i co z tego ? Jedynie demokracja daje możliwość odsunięcia od
                            władzy nieudolnych rządzących.

                            Jedynie demokracja? Hmmm... A ja myslalem, ze Caucesku zostal
                            obalony inaczej niz w wyborach.
                            Widze, ze zabrales sie za kreatywna historie.

                            > > Dlatego - wracajac do tematu poruszonego w tym watku przez
                            cassio -
                            > > tak ogromne znaczenie w demokracji ma JAKOSC obywateli,
                            > > ich dojrzalosc do wolnosci.
                            > >
                            > > Wladza uczciwa dazy nie tylko, jak kazda wladza, do swego
                            dalszego
                            > > trwania, ale i do rzeczywistego dobra obywateli.
                            >
                            > To, że władza dąży do zachowania władzy jest w demokracji
                            gwarancją, że będzie
                            > robić dobrze społeczeństwu a nie na przykład sobie.
                            >
                            > Porównując do służby zdrowia: lekarze powinni pracować dla
                            pieniędzy, a nie dla idei.
                            >
                            > Tak jak politycy.

                            Prawda i nieprawda.
                            Usilujesz w sztuczny sposob amputowac jedna z najistotniejszych cech
                            czlowieczenstwa: bezinteresowne pasjonowanie sie czyms.

                            W dodatku twierdzenie o tym, ze politycy powinni zarabiac
                            na polityce stoi w oczywistej sprzecznosci z prawem wymierzonym
                            w prawdziwa korupcje.

                            Tzw. interes polityczny - przetrwanie u wladzy - wynika z pasji
                            b e z i n t e r e s o w n e j wiekszosci politykow.
                            W bardziej od Polski cywilizowanych krajach np. w USA wlasnie
                            zrobienie kariery i PIENIEDZY poza polityka, umozliwia start na
                            arenie politycznej. Jestem bardzo za takim modelem.

                            Co do lekarzy, oczywiscie ze wykonujemy zawod dla pieniedzy -
                            ale nie tylko dla pieniedzy!!!
                            Doceniam Twoj wielokrotnie reprezentowany na tym forum zmysl logiki
                            i rozsadku w podejsciu do zagadnienia wynagradzania lekarzy.
                            Jak wiesz, sam jestem goracym oredownikiem wzrostu lekarskich
                            wynagrodzen.
                            NIGDY jednak nie redukuje sprawy tylko do pieniedzy.

                            Dobry zawodowiec musi lubiec to co robi. Gdy lubi, to umie.
                            Pelna satysfakcja to satysfakcja i zawodowa, i finansowa.

                            Polityka to jednak cos innego.
                            • snajper55 Re: do oprawienia w ramki: 21.03.10, 21:45
                              st.lucas napisał:

                              > snajper55 napisał:
                              >
                              > > Nie mówię o dojściu do władzy, tylko o utrzymaniu się przy władzy.
                              > Czy Hitler
                              > > lub Stalin utrzymali się przy władzy dzięki demokratycznym
                              > wyborom ?

                              A czy na Białorusi lub w Rosji wybory są demokratyczne ?

                              > Rozumiem ze Putin/Miedwiediew sa wedle takiej klasyfikacji wzorami
                              > dobrze rzadzacych demokratow... hmmm...
                              >
                              > Lukaszenka tez, i bez falszerstw wyborczych, wygrywa regularnie
                              > wybory, bo - dobrze rzadzi! No, Snajper...

                              Ponawiam pytanie, czy te wybory, które wygrywa są demokratyczne ? Czy na
                              białorusi mamy demokrację ? W PRL: też mieliśmy wybory, które za każdym razem
                              wygrywała PZPR. Czy to dowód, że demokracja jest zła ?

                              > Jedynie demokracja? Hmmm... A ja myslalem, ze Caucesku zostal
                              > obalony inaczej niz w wyborach.
                              > Widze, ze zabrales sie za kreatywna historie.

                              Tak, jedynie demokracja pozwala społeczeństwu odebrać władzę nieudolnym
                              rządzącym bez rozlewu krwi.

                              > Prawda i nieprawda.
                              > Usilujesz w sztuczny sposob amputowac jedna z najistotniejszych cech
                              > czlowieczenstwa: bezinteresowne pasjonowanie sie czyms.

                              A niech się pasjonują. Tylko dzięki demokracji nieudacznik zostanie popozbawiony
                              władzy, choćby nie wiem jak się sprawowaniem władzy nie pasjonował. Bo
                              pasjonowanie się czymś nie oznacza jeszcze, że to coś dobrze się robi.

                              > W dodatku twierdzenie o tym, ze politycy powinni zarabiac
                              > na polityce stoi w oczywistej sprzecznosci z prawem wymierzonym
                              > w prawdziwa korupcje.

                              Nie, nie stoi. Czy lekarze nie powinni zarabiać na leczeniu ?

                              > Tzw. interes polityczny - przetrwanie u wladzy - wynika z pasji
                              > b e z i n t e r e s o w n e j wiekszosci politykow.

                              Podaj źródło tych danych.

                              > W bardziej od Polski cywilizowanych krajach np. w USA wlasnie
                              > zrobienie kariery i PIENIEDZY poza polityka, umozliwia start na
                              > arenie politycznej. Jestem bardzo za takim modelem.

                              No popatrz, pasjonowanie się nie wystarcza ? Trzeba kasy na kampanie ?

                              > Polityka to jednak cos innego.

                              Polityka to taki sam zawód jak każdy inny.

                              S.
                              • st.lucas Re: do oprawienia w ramki: 21.03.10, 22:58
                                snajper55 napisał:

                                > st.lucas napisał:
                                >
                                > > snajper55 napisał:

                                > A czy na Białorusi lub w Rosji wybory są demokratyczne ?

                                Wedle Twoich kryteriow - tak.

                                > > Rozumiem ze Putin/Miedwiediew sa wedle takiej klasyfikacji
                                wzorami
                                > > dobrze rzadzacych demokratow... hmmm...
                                > >
                                > > Lukaszenka tez, i bez falszerstw wyborczych, wygrywa regularnie
                                > > wybory, bo - dobrze rzadzi! No, Snajper...
                                >
                                > Ponawiam pytanie, czy te wybory, które wygrywa są demokratyczne ?
                                Czy na
                                > białorusi mamy demokrację ? W PRL: też mieliśmy wybory, które za
                                każdym razem
                                > wygrywała PZPR. Czy to dowód, że demokracja jest zła ?

                                Chyba mnie nie zrozumiales. Chodzi mi o to, ze Rosjanie naprawde
                                kochaja Putina i go wybietraja. tam nie ma masowych falszerstw
                                wyborczych. W tym sensie demokracja jest. Jets wedle woli ludu -
                                a wiec Twoja definicja demokracji dziala.
                                Bialorus to oczywiscie rezim. Nie dalbym sobie jednak obciac glowy,
                                czy odjawszy sprawe lamiacego prawa czlowieka tepienia opozycji,
                                Lukaszenka nie jest podobnie jak Putin najpopularniejszym dla
                                Bialorusinow Bialorisinem.

                                > > Jedynie demokracja? Hmmm... A ja myslalem, ze Caucesku zostal
                                > > obalony inaczej niz w wyborach.
                                > > Widze, ze zabrales sie za kreatywna historie.
                                >
                                > Tak, jedynie demokracja pozwala społeczeństwu odebrać władzę
                                nieudolnym rządzącym bez rozlewu krwi.

                                No teraz sie zgodze.

                                > > Prawda i nieprawda.
                                > > Usilujesz w sztuczny sposob amputowac jedna z najistotniejszych
                                cech
                                > > czlowieczenstwa: bezinteresowne pasjonowanie sie czyms.
                                >
                                > A niech się pasjonują. Tylko dzięki demokracji nieudacznik
                                zostanie popozbawiony
                                > władzy, choćby nie wiem jak się sprawowaniem władzy nie
                                pasjonował. Bo
                                > pasjonowanie się czymś nie oznacza jeszcze, że to coś dobrze się
                                robi.

                                Ale brak pasjonowania sie tym, co sie robi gwarantuje slaba jakosc
                                tego co sie robi, nieprawdaz?

                                > > W dodatku twierdzenie o tym, ze politycy powinni zarabiac
                                > > na polityce stoi w oczywistej sprzecznosci z prawem wymierzonym
                                > > w prawdziwa korupcje.

                                > Nie, nie stoi. Czy lekarze nie powinni zarabiać na leczeniu ?

                                W dziwny sposob nie zauwazasz roznic pomiedzy zawodami.
                                Naturalnie, ze nawet sedzia moze i powinien zyc z sedziowania.
                                Tyle tylko, ze mnie niechodzi nawet o te oslawione diety poselskie,
                                tylko o zarabianie na polityce "pozadietowo".

                                > > Tzw. interes polityczny - przetrwanie u wladzy - wynika z pasji
                                > > b e z i n t e r e s o w n e j wiekszosci politykow.
                                >
                                > Podaj źródło tych danych.

                                Najpierw moze ty podeprzyj swoje twierdzenie zrodlami;
                                chcialbym sie wreszcie dowiedziec jak to "dla zarobkow"
                                "pracowal" w polityce niejaki Jozef Pilsudski, albo Ronald Raegan.

                                > > W bardziej od Polski cywilizowanych krajach np. w USA wlasnie
                                > > zrobienie kariery i PIENIEDZY poza polityka, umozliwia start na
                                > > arenie politycznej. Jestem bardzo za takim modelem.
                                >
                                > No popatrz, pasjonowanie się nie wystarcza ? Trzeba kasy na
                                kampanie ?

                                To oczywiste! Ale mniej oczywiste, a za to o wiele wazniejsze,
                                jest to, ze do polityki w takim modelu ida ludzie z osiagnieciami.
                                Tacy, ktorzy juz cos w zyciu osiagneli, ktorzy potrafia.
                                A nie Doorny, kaczki i inni popaprancy.

                                > > Polityka to jednak cos innego.
                                >
                                > Polityka to taki sam zawód jak każdy inny.

                                Nie ma zawodu "takiego samego jak kazdy inny".
                                Kazdy ma swoja specyfike, chociaz sa i podobienstwa.
                                Nie ma co nienaturalnie niwelowac roznic,
                                ani nie dostrzegac podobienstw.
                                • snajper55 Re: do oprawienia w ramki: 22.03.10, 00:31
                                  st.lucas napisał:

                                  > > A czy na Białorusi lub w Rosji wybory są demokratyczne ?
                                  >
                                  > Wedle Twoich kryteriow - tak.

                                  Jakiech moich kryteriów ? Nie zauważyłem abym podawał jakiekolwiek kryteria
                                  demokracji.

                                  > Chyba mnie nie zrozumiales. Chodzi mi o to, ze Rosjanie naprawde
                                  > kochaja Putina i go wybietraja. tam nie ma masowych falszerstw
                                  > wyborczych. W tym sensie demokracja jest. Jets wedle woli ludu -
                                  > a wiec Twoja definicja demokracji dziala.
                                  > Bialorus to oczywiscie rezim. Nie dalbym sobie jednak obciac glowy,
                                  > czy odjawszy sprawe lamiacego prawa czlowieka tepienia opozycji,
                                  > Lukaszenka nie jest podobnie jak Putin najpopularniejszym dla
                                  > Bialorusinow Bialorisinem.

                                  Stalina też kochali. A mieli wybór ? Mieli opozycję, która miałaby szansę
                                  przedstawić konkurencyjną ofertę ? Mówiąc w skrócie - mieli demokrację ?

                                  > > Tak, jedynie demokracja pozwala społeczeństwu odebrać władzę
                                  > nieudolnym rządzącym bez rozlewu krwi.
                                  >
                                  > No teraz sie zgodze.

                                  Na krwawe odsunięcie rządzących "pozwala" każdy ustrój, dlatego tego rodzaju
                                  rozwiązanie po prostu się pomija.

                                  > Ale brak pasjonowania sie tym, co sie robi gwarantuje slaba jakosc
                                  > tego co sie robi, nieprawdaz?

                                  Ależ nie. Odpowiednie wynagrodzenie u każdego spokojnie zastępuje pasję.
                                  Natomiast nie można pasji w kimś wywołać. Dlatego pracuje się dla pieniędzy, a
                                  nie z powodu pasji. Bo iluż jest pasjonatów ?

                                  > W dziwny sposob nie zauwazasz roznic pomiedzy zawodami.
                                  > Naturalnie, ze nawet sedzia moze i powinien zyc z sedziowania.
                                  > Tyle tylko, ze mnie niechodzi nawet o te oslawione diety poselskie,
                                  > tylko o zarabianie na polityce "pozadietowo".

                                  A ja o łapówkach nie piszę.

                                  > > > Tzw. interes polityczny - przetrwanie u wladzy - wynika z pasji
                                  > > > b e z i n t e r e s o w n e j wiekszosci politykow.
                                  > >
                                  > > Podaj źródło tych danych.
                                  >
                                  > Najpierw moze ty podeprzyj swoje twierdzenie zrodlami;
                                  > chcialbym sie wreszcie dowiedziec jak to "dla zarobkow"
                                  > "pracowal" w polityce niejaki Jozef Pilsudski, albo Ronald Raegan.

                                  Jak tylko podasz mi źródło swoich danych.

                                  > To oczywiste! Ale mniej oczywiste, a za to o wiele wazniejsze,
                                  > jest to, ze do polityki w takim modelu ida ludzie z osiagnieciami.
                                  > Tacy, ktorzy juz cos w zyciu osiagneli, ktorzy potrafia.
                                  > A nie Doorny, kaczki i inni popaprancy.

                                  Niprawda. Jakie osiągnięcia ma ten, który odziedziczył fortunę a teraz kupuje za
                                  nią poparcie wyborców ? Jakie osiągnięcia ma taki Arnold Schwarzenegger
                                  uprawniające go do sięgania po władzę ?

                                  > Nie ma zawodu "takiego samego jak kazdy inny".
                                  > Kazdy ma swoja specyfike, chociaz sa i podobienstwa.
                                  > Nie ma co nienaturalnie niwelowac roznic,
                                  > ani nie dostrzegac podobienstw.

                                  OK. Zawód polityk nie wyróżnia się wśród innych zawodów. Może być ?

                                  S.
                                  • claratrueba nieco zbiorczo 22.03.10, 09:26
                                    1. Przyznaję absolutną rację casio- bez pasji do zawodu nigdy nie będzie sie go
                                    wykonywać naprawdę dobrze. Co najwyżej przeciętnie i bez zadawania sobie trudu,
                                    by być w nim wybitnym. Pieniądze są tu istotne jako miara sukcesu tak jak medal
                                    dla sportowca (o ile zdobyty dzięki wysiłkowi własnemu a nie osiągnięć w
                                    zastrzykach). Brak relacji "jestem dobry (wybitny)" a "dobrze zarabiam (czy mam
                                    medale)" zniechęca ogólnie (jak ucznia, który dostaje 3 czy zapracował na pałę
                                    czy szóstkę bo pracy i tak nikt nie sprawdza)lub powoduje "fuchy", które
                                    uniemożliwiają trud dążenia do bycia wybitnym. Nie ma zastosowania do artystów-
                                    talent determinuje.
                                    2. Wybory polityczne to już dawno nie są wybory jedynie "programu". To są
                                    wybory mitu. Oczywiście "program" ma znaczenie dla najświatlejszych, którzy
                                    jednocześnie są świadomi przeszkód w jego realizowaniu (istnienie opozycji,
                                    zastanego porządku itd). Rosjanie głosuja nie tylko na Putina- sprawcę
                                    niesamowitej rewolucji gospodarczej (polecam podróż do Rosji by sie przekonać).
                                    Ale na faceta jakim chcieliby być (KGB jest atutem, nie przeszkodą- w Rosji to
                                    nie jest odbierane jako udział w organizacji zbrodniczej a czymś w rodzaju SEALS
                                    czy SAS) Kobiety- bo nie pije, i ma klasę (i to coś, co nas kręci).
                                    Schwarcenegger to uosobienie mitu Europejczyka, który w USA zdobył kasę sławę i
                                    siostrzenicę JFK (już wiemy skąd poparcie polityczne?). Tymiński niestety- też
                                    był "wujkiem z Hameryki"- choc nie tylko. A Łukaszenka jest po prostu tak
                                    wszechobecny jak krem Nivea- i równie popularny, choć jak i ten krem- nic
                                    dobrego nie robi. Podobnie W. Churchill został wybrany przez najdojrzalszą
                                    demokrację świata jako wojak- zabijaka- większe znaczenia miała sława mistrza
                                    armii w polo i efektowna ucieczka z burskiego więzienia niż jego wcześniejsze
                                    osiągnięcia polityczne- nędzne. Ale Anglicy uznali,że tylko ktoś taki stawi
                                    czoła "that bugger Hitler" (a jak Hitlera zabrakło- wybrali dupka).
                                    3. Co do "oporu betonu" i jednocześnie konsolidacji "w kwestii kasy" per
                                    analogia do protestów robotniczych. Proszę uwzględnic, że nie jestem częścią
                                    środowiska. W przeciwieństwie do robotników, lekarze maja świadomość, że
                                    rewolucja może wielu z nich pozbawić tego, w czymś jakoś sobie radzą. Kiepska
                                    płaca za "państwowe"+ niekiepska za "niepaństwowe". Perspektywę nawet b. dobrej
                                    płacy przysłania perspektywa konieczności zasłużenia na nią. Co gorsza- ta płaca
                                    może być pochodną czynników, na które sam lekarz nie ma bezpośredniego wpływu-
                                    dobrych lub złych wyników placówki, które zależeć mogą od zarządzania nie
                                    efektywności leczenia. Podobnie bierne, czy niechętne zmianom jest środowisko
                                    nauczycielskie (i podobnie skonsolidowane w kwestii kasy). Bo wyniki szkoły to
                                    niekoniecznie wyniki nauczyciela fizyki.
                                    • casio69 Re: nieco zbiorczo 22.03.10, 09:41
                                      bez pasji do zawodu nigdy nie będzie sie go
                                      > wykonywać naprawdę dobrze


                                      Pasja do zawodu to po prostu pochodna systemu selekcji, kształcenia i warunków jakie tworzy motywacyjny system pracy.
                                      Mniej to zależy od "powołania" (które naiwnym 'Judymem' ma zastąpić profesjonalistę) a bardziej od w/w konstrukcji.
                                      Oczywiście taki system działa tylko w otoczeniu konkurencyjnym.

                                      lekarze maja świadomość, że
                                      > rewolucja może wielu z nich pozbawić tego, w czymś jakoś sobie radzą..Perspektywę nawet b. dobrej
                                      > płacy przysłania perspektywa konieczności zasłużenia na nią


                                      Naturalnie. To w czym sobie radzą, czyli wycisk pacjentom, przymilanie się systemowi, rżnięcie ofiary i krojenie płótna pod stołem jest możliwe (jako zasada a nie aberracja) tylko w monopolu przymusowych ubezpieczeń.
                                      Jest nieprzydatne na wolnym rynku usług i ubezpieczeń zdrowotnych -dlatego go nie mamy i mieć nie będziemy.
                                      Oczywiście, nie wszyscy "szatani są w tym czynni", niektórzy się wyrwali a większość stanowi bierny (ale wynagradzany za to) "another brick in te wall" systemu :))
                                      • pct3 Re: nieco zbiorczo 22.03.10, 09:47
                                        Naturalnie. To w czym sobie radzą, czyli:

                                        wycisk pacjentom,

                                        aberracja, a nie zasada. Owszem, znam lekarzy którzy pomiatają
                                        pacjentem, ale to są jednostki na setki.

                                        przymilanie się systemowi,

                                        nie znasz przykładów aktywnej kontestacji idącej z kesonu?

                                        rżnięcie ofiary

                                        kiedy rżnięcie, wtedy rżnięcie. Kiedy bycie, wtedy bycie.


                                        i krojenie płótna pod stołem

                                        znowu zanikającą aberrację traktujesz jak zasadę.
                                        • casio69 noże do wymiany 22.03.10, 11:06
                                          > aberracja, a nie zasada. Owszem, znam lekarzy którzy pomiatają
                                          > pacjentem, ale to są jednostki na setki.

                                          O tym czy to aberracja czy zasada decyduje nie ilość przypadków ale reakcja
                                          systemu. Aberracje zdrowy system wycina a zasady - chroni.
                                          Co spotkało ze strony środowiska tych, których znasz? Potępienie czy
                                          zaszczyty?Czy znasz lekarzy którzy takich lekarzy nie znają?
                                          (Nie)tylko na tym forum jest ich (sądząc po postach - czy znowu mam cytować np
                                          te Twoje?) 99%.

                                          > nie znasz przykładów aktywnej kontestacji idącej z kesonu?

                                          To jak to jest - wyjątek potwierdza (jak piszesz wyżej) czy (jak piszesz tu)
                                          przeczy regule?

                                          > kiedy rżnięcie, wtedy rżnięcie. Kiedy bycie, wtedy bycie.

                                          A kiedy wycie wtedy wycie. Auuu! Właśnie o to chodzi, że rżnięcie ofiary
                                          następuje tylko, gdy to wygodne, ponieważ prawdą jest "nie bycie". Nie można być
                                          jednocześnie beneficjentem i ofiarą - bilans ujemny skutkuje wyjściem z gry. Na
                                          tym to właśnie polega.

                                          > znowu zanikającą aberrację traktujesz jak zasadę.

                                          Co niby tu "zanika" i co przeczy temu, że to zasada?

                                          Obs, pogadaj sobie lepiej z lorkiem albo jakimś innym niskoprocentowym
                                          praktykantem z bierhali.
                                          Mnie tępienie tak ostro rżnących g. w zaciętą płytę nudzi i nie rozwija.
                                          • pct3 Re: noże do wymiany 22.03.10, 11:16
                                            Nie)tylko na tym forum jest ich (sądząc po postach - czy znowu
                                            mam cytować np te Twoje?) 99%.


                                            Bardzo, bardzo proszę. Wystarczy link, nie musisz trudzić się
                                            cytowaniem. Jeden link do mojej wypowiedzi w której pomiatam
                                            pacjentem.

                                            Nie można być jednocześnie beneficjentem i ofiarą

                                            prawda. Ale czy nie można być ani beneficjentem, ani ofiarą?
                                            Widzę że jesteś całkowicie poddany retoryce gry, rachunku zysków i
                                            strat, przymusowi bilansowania.
                                            Ja nie czuję się beneficjentem. Ofiarą tak - choć wielokrotnie
                                            dawałem wyraz braku skrajności moich odczuć. Ja moją pracę traktuję
                                            jak...pracę. Ma swoje minusy, liczne, te które są ewidentnie nie
                                            zawionione przeze mnie i które krzywdzą mnie (i pacjentów) powodują
                                            poczucie bycia ofiarą. Ale nie stanowią wystarczającej motywacji do
                                            rezygnacji z pracy - w której jednak, w mojej skromnej ocenie,
                                            pomagam ludziom.
                                            • casio69 Re: noże do wymiany 22.03.10, 11:30
                                              Ale nie stanowią wystarczającej motywacji do
                                              > rezygnacji
                                              z pracy - w której jednak, w mojej skromnej ocenie,
                                              > pomagam ludziom.

                                              To właśnie jest ten bilans dodatni
                                              Aby pomagać ludziom i czuć się dobrze nie trzeba wcale rezygnować z pracy czy zawodu, co w (samo)manipulatywny (jak zwykle) sposób sugerujesz.
                                              Głoszenie nowiny o braku wyjścia jest podstawą istnienia każdego totalitaryzmu i jego akolitów przedstawiających się jako ofiary.

                                              Nie muszę podawać linków, (mam piękny zestaw tekstów w których traktujesz obelżywie i pacjentów i rozmówców) - wystarczy że to zrobiłem już kilkanaście razy.

                                              Zapierasz się w żywe oczy - taka Twoja natura obronna, a mnie nudzi wyjaśnianie wielbłądom w czym różnią się od gazeli za którą chcą uchodzić.
                                              • pct3 Re: noże do wymiany 22.03.10, 11:37
                                                Nie muszę podawać linków, (mam piękny zestaw tekstów w których
                                                traktujesz obelżywie i pacjentów i rozmówców) - wystarczy że to
                                                zrobiłem już kilkanaście razy


                                                Kilkanaście razy, to przesada.
                                                Owszem, kiedyś tam coś cytowałeś, ale to nie było podanie tekstów
                                                obelżywie traktujących. To było podanie, owszem, moich tekstów, z
                                                TWOIM komentarzem, że są obelżywe i że pomiatają.
                                                Jest jak najbardziej otwartym zagadnieniem, czy Twoją ocenę tych
                                                wypowiedzi ktokolwiek inny we wszechświecie podziela.
                                                • casio69 przepierka 22.03.10, 12:24
                                                  > Jest jak najbardziej otwartym zagadnieniem, czy Twoją ocenę tych
                                                  > wypowiedzi ktokolwiek inny we wszechświecie podziela.

                                                  Naturalnie, wypieranie, wypieranie.
                                                  Aż sumienie się wypierze.
                                                  Albo tutejszy kandydat na demokratycznie wybranego Pinocheta - wytnie, jak
                                                  zwykle (jeśli inni poprą to, o napisałem a co obala jego tezy).
                                                  I to jest właśnie wszechświat w którym żyjcie, gdzie uczciwość i przyzwoitość
                                                  jest zawsze kwestią otwartą, zależnie od wiatru który wieje.
                                                  Serdecznie współczuję i żegnam.
                                    • aelithe Re: nieco zbiorczo 23.03.10, 08:52
                                      claro nie zgodzę się z tobą
                                      mój mistrz mawiał, że lekarze dzielą się na artystów i rzemieślników;
                                      wybacz ale solidny rzemieślnik wykonuje lepszą pracę niż wypalony artysta
                                      ogień wymaga podsycania - wybacz ale posiadanie patologicznego szefa, pacjentów niezadowolonych z każdej sytuacji i do tego niskiego wynagrodzenia prowadzą do zespołu wypalenia zawodowego.
                                      Parę lat temu widziałem pracę przygotowaną przez zespół jednej klinik, który wprost wykazał zależność stopnia wypalenia zawodowego od osobowości szefa. Był skrajnie wysoki w jednostkach z patologicznymi szefowymi. Oczywiście ze względu na przygotowanie w takiej klinice nie mogło być to umieszczone we wnioskach; ale wnioski same się nasuwały.
                                      Więc co do powołania pozwolę sobie zacytować z duchów polskich ducha bojowego.
                                      Gdzie brzęczy złoto tam i duch bojowy.
                                  • st.lucas Re: do oprawienia w ramki: 22.03.10, 19:07
                                    snajper55 napisał:

                                    > > > A czy na Białorusi lub w Rosji wybory są demokratyczne ?
                                    > >
                                    > > Wedle Twoich kryteriow - tak.
                                    >
                                    > Jakiech moich kryteriów ? Nie zauważyłem abym podawał jakiekolwiek > kryteria
                                    demokracji.

                                    Kiedys w dyskusji o ochlokracji uparcie twierdziles, ze wypelnienie procedur
                                    demokratycznych to demokracja.
                                    W Rosji procedury sa wypelniane...

                                    > > (...)jak Putin najpopularniejszym dla
                                    > > Bialorusinow Bialorusinem.
                                    >
                                    > Stalina też kochali. A mieli wybór ? Mieli opozycję, która miałaby szansę
                                    > przedstawić konkurencyjną ofertę ? Mówiąc w skrócie - mieli demokrację ?

                                    No wlasnie w Rosji wybor maja!

                                    > Odpowiednie wynagrodzenie u każdego spokojnie zastępuje pasję.

                                    Nie to, zebym nie docenial sily pieniadza, ale sa pewne zajecia, ktorych pewni
                                    ludzie wykonywac za zadne wynagrodzenie nie beda.
                                    Np. Czy ktos z lekiem wysokosci bedzie kominiarzem?
                                    Albo ktos z hemofobia - lekarzem?

                                    > Natomiast nie można pasji w kimś wywołać. Dlatego pracuje się dla pieniędzy, a
                                    nie z powodu pasji. Bo iluż jest pasjonatów ?

                                    Fakt. Ale najlepiej pracuja prawdziwi pasjonaci...

                                    > > > > Tzw. interes polityczny - przetrwanie u wladzy - wynika z pas
                                    > ji b e z i n t e r e s o w n e j wiekszosci politykow.
                                    > > >
                                    > > > Podaj źródło tych danych.
                                    > >
                                    > > Najpierw moze ty podeprzyj swoje twierdzenie zrodlami;
                                    > > chcialbym sie wreszcie dowiedziec jak to "dla zarobkow"
                                    > > "pracowal" w polityce niejaki Jozef Pilsudski, albo Ronald
                                    > Raegan.

                                    > Jak tylko podasz mi źródło swoich danych.

                                    Historia powszechna.
                                    Myslisz, ze Pilsudski jak go pedzono w katordze na Sybir, to mial
                                    w tym wykalkulowany zarobek?...
                                    Daj spokoj.

                                    > Nieprawda. Jakie osiągnięcia ma ten, który odziedziczył fortunę a teraz kupuje
                                    za nią poparcie wyborców ? Jakie osiągnięcia ma taki Arnold Schwarzenegger
                                    uprawniające go do sięgania po władzę ?

                                    Alez ma! Byl nikomu nieznanym austriackim chlopakiem, a zostal - wlasnym
                                    wysilkiem - mistrzem kulturystyki, a potem gwiazda filmowa.
                                    Typowa amerykanska kariera, american dream.
                                    Tacy ludzie cos soba reprezentuja, sa cos warci.

                                    > > Nie ma zawodu "takiego samego jak kazdy inny".
                                    > > Kazdy ma swoja specyfike, chociaz sa i podobienstwa.
                                    > > Nie ma co nienaturalnie niwelowac roznic,
                                    > > ani nie dostrzegac podobienstw.
                                    >
                                    > OK. Zawód polityk nie wyróżnia się wśród innych zawodów. Może być ?

                                    W pewien sposob sie wyroznia, w pewien nie.
                                    Powiedzialbym, ze jest to jedno z bardziej wyrozniajacych sie zajec.
    • nunia01 Re: znowu 20.03.10, 22:19
      > w 2009 roku mediana miesięcznych płac brutto wyniosła w ochronie zdrowia 2800

      Mały dysonansik w zgodne poklepywanie się po pleckach - 'w ochronie zdrowia', a
      nie 'wynagrodzeń lekarzy' - czyli w medianie uwzględnia się również
      wynagrodzenia pielęgniarek i salowych. Mam rację?

      Z drugiej strony wiem ile zarabia mój lekarz na etacie. I doskonale go rozumiem,
      że właśnie zmienia pracę. Ale jednocześnie oznacza to tylko, że są placówki,
      które są skłonne za specjalistę zapłacić dużo więcej.

      Co do podwyżek w 'budżetówce'. Trzeba to zrobić mądrze. W chwili obecnej, przy
      silnej selekcji negatywnej wynagrodzimy tych, którzy zwyczajnie boją się odejść
      - niekoniecznie najlepszych.
      • pct3 Re: znowu 21.03.10, 05:44
        Mały dysonansik w zgodne poklepywanie się po pleckach

        uważna lektura pokazałaby, że podane są poniżej mediany lekarskich zarobków. I że są 2 razy niższe od danych podawanych przez ministerstwo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka