pct3
29.01.11, 10:51
forum.gazeta.pl/forum/w,72,121468656,,Pacjentka_zniknela_Rodzina_dlugo_nic_nie_wiedz_.html?v=2
Wyjątkowo, zastanawiająco dojrzałe komentarze pod artykułem (przynajmniej do chwili założenia wątku przeze mnie).
A komentarz autorki artykułu żałosny. Zwłaszcza to:
Najbardziej bulwersuje mnie właśnie to, że ten szpital nie poczuwa się do odpowiedzialności za swoich pacjentów. Co więcej, on ją na chorych przerzuca. Sami sobie winni, bo chcieli się tu leczyć. Taka służba zdrowia. Tyle że służby, troski o chorego człowieka w tym w ogóle nie ma.
1. do jakiej odpowiedzialności za jakich pacjentów? Pacjentka - jak rozumiem - nie ubezwłasnowolniona i zakwalifikowana jako niezagrażająca przez swe czyny bezpośrednio swojemu życiu, nie wymagająca - co na pewno wynika z dokumentacji medycznej - hospitalizacji w oddziale zamkniętym - opuszcza szpital. Jaką odpowiedzialnością szpital móglby się wykazać? Polami minowymi przed wejściem? Zasiekami z drutów kolczastych? Klamką od drzwi pod prądem? Mam niejasne wrażenie, że wtedy też były by pretensje.
2. Jaka, do cholery, "służba"? Odźwierny w liberii? Nie przypuszczam. Więc o co chodzi?
Problem opuszczania szpitali przez pacjentów jest stary i złożony. Zwłaszcza na internach gdzie są pacjenci starsi, z demencją, równocześnie często chodzący i to sprawnie, a jednocześnie tacy, których stan umysłowy może budzić obawy o ich zdolność do pełnego decydowania o sobie - jest zatem argument do oskarżania lekarza dyżurnego opiekującego się 60 chorymi ludźmi jeszcze i o to, że "nie dopilnował" że 80 letnia dementywna pacjentka opuściła szpital. To jednak jest przypadek trudniejszy. W przypadku opisywanym w artykule - doprawdy nie wiadomo o co chodzi.