barbibarbi
13.02.11, 11:53
W ciągu 2 lat byłam u lekarza 2 razy, i 2 razy u tej samej lekarki, ponieważ akurat do niej nigdy nie ma kolejek i łatwo się dostać (ciekawe czemu?).
wizyta nr 1
poszłam po skierowanie do endokrynologa, zadałam też ogólne pytanie, czy w ostatnich czasach wiele kobiet ma problemy z tarczycą, usłyszałam: "ja statystyk nie prowadzę"
No ręce i nogi mi opadły.
wizyta nr 2
poszłam ze skręconą nogą, kuśtykając. Pani doktor zażądała dowodu ubezpieczenia, mimo że pokazywałam już w rejestracji. Prowadzę własną działalność, więc pokazałam jej wydruk bankowy ostatniej wpłaty do ZUS.
Ona nawet tego nie wzięła do ręki, tylko luknęła z ukosa na papiery i mówi: "a co mi tu pani przyniosła!? to nie jest żaden dowód, proszę iść i wyjaśnić to w recepcji"
I tu k.r.w.a mać coś we mnie pękło,
to ja mam lecieć ze skręconą nogą, bo babiszon ma jakieś nieuzasadnione obiekcje?!
to ja płacąc haracz co miesiąc mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem?
to co ona sobie wyobraziła, że ja przyniosę poświadczenie notarialne że zapłaciłam, a może cyrograf z ZUS podpisany krwią?
No szlag, szlag, szlag!!!
Objechałam babona z góry na dół, zachowałam się skandalicznie, krzyczałam, bluzgałam. Babie szczena zjeżdżała coraz niżej...........w końcu zajęczała "proszę nie podnosić głosu"
i wypisała drżącą łapką skierowanie do chirurga.
Capnęłam skierowanie i bez słowa wystrzeliłam na z gabinetu siarczyście trzaskając drzwiami.
Mieliście kiedyś takie "puszczenie nerwów"?
Mnie zdarzyło się to pierwszy raz, chociaż wcześniej bywałam w wielu podobnych sytuacjach złośliwa i nieustępliwa, ale takie coś nigdy. Myślę, że to jest tak jak z pierwszym uderzeniem, jak raz się zdarzy to już trudno będzie powstrzymać. Może zostanę osiedlową pieniaczką?
Ale to i tak chyba lepiej niż życiową ofiarą!