dla chorego to nie te warunki

21.03.11, 07:39
Dziś spotkała mnie przyjemność stania w kolejce do lekarza w przychodni w Zielonce.
To zakrawa na brak wyobrażni. Tłum pacjentów w oczekiwaniu na numerek do lekarza a następnie drugim rzutem stanie w kolejce pod drzwiami gabinetu. Czy nie ma menedzerów w służbie zdrowia na dobrą organizację a tak miało być znakomicie telefoiniczne zapisywanie, komputery do wspomagania, etecera. A ja widzę że długopis i kartoteka długo jeszcze pozostanie atrybutem naszej służby zdrowia
    • barabara6 a kogo to obchodzi? 28.03.11, 11:22
      A kogo to obchodzi?
      NFZ? - ma to w dupie. Jak największa ilość porad jak najmniejszym kosztem - oto cel urzędnika
      Właściciel poradni? - ma to w dupie. Kłebiący się tłum oznacza, że poradni jest za mało. Jak ci nie pasuje - idź do innej
      Lekarz? - ma to w dupie. Nie płacą mu za leczenie, ale za wypełninie papierków. Juz dawno zamienił sie w biurwokratę
      Pacjent? - ma to w dupie. Co 4 lata głosuje na te same partie. Młodzi, entuzjastyczni, z pomysłami - są odsiewani (Sikorski - Komorowski). Rządzi nami gertiatria
      • mama.rozy Re: a kogo to obchodzi? 28.03.11, 19:23
        mam te same odczucia...
        ponad dwa lata temu zawitałam do Centrum Onkologii w Warszawie jako pacjentka.jechałam na cito jako konsultacja z innego szpitala.i co?zabrakło jednej pieczątki kogoś tam.czekaliśmy na potwierdzenie papierów faksem ponad 2 godziny,gdzie ja sie dusiłam na wózku...
        potem jeździłam tam rok,chemia,naświetlania.młody człowiek jeszcze sobie poradzi,wykłóci się.ale ci starsi,zagubieni w molochu,bez informacji i dobrego słowa.reklamowanych wolontariuszy jak na lekarstwo.sama nieraz prowadziąłm staruszków i nie-staruszków do właściwego korytarza,gabinetu.
        masakra.
        i co?i nic.
        ja przeżyłam...
      • gamdan Re: a kogo to obchodzi? 28.03.11, 23:29
        > Lekarz? - ma to w dupie.
        > Pacjent? - ma to w dupie.

        Nieprawda.
        Pacjent chciałby, ale układ jest taki, że "jakby nie stanął zawsze doopa z tyłu". Jakie mechanizmy tzw. demokracji zapewnią korzystne przemiany w systemie opieki zdrowotnej? Która opcja polityczna zdobędzie się na szczerość i powie: za te pieniądze to będziecie mieli tę mizerię, a jak chcecie mieć lepiej to musicie zapłacić?

        Lekarz ma to w dupie? Nieprawda.
        Są tacy co mają, zapewne. Ale to mniejszość.
        Lekarz generalnie też chciałby, ale układ jest podobny. Lekarzowi zależy, ale od początku pracy zawodowej jest bombardowany paradoksami systemu.
        I musi się przystosować, bo inaczej zwariuje lub zrejteruje.

        Mnie płacą za leczenie.
        Boli mnie, że nie płacą za dobre wyniki leczenia, stosowanie nowoczesnych metod, za moje szkolenia, za zdane egzaminy, specjalizacje, kursy itp. Nie oczekują ode mnie poświęcenia, cierpliwości, nieomylności.
        Płacą za czas, gotowość, bezsenność. Oczekują zadość uczynienia biurokracji i braku skarg.

        Jakość opieki zdrowotnej jest zależna od poziomu rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa.
        • claratrueba Re: a kogo to obchodzi? 29.03.11, 11:09
          >>Jakość opieki zdrowotnej jest zależna od poziomu rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa. <<
          Absolutnie racja, gamdanie.
          Ale "cywilizacja" to również robienie swojej roboty, zarządzanie powierzoną sobie placówką (to nie jest przymusowa posada), poczucie odpowiedzialności za te placówkę (za pacjentów też by się przydało, ale to już pewnie czysty idealizm) a nie czekanie aż władza zrobi porządek w przychodni w Zielonce- to jest mentalność dyrektora PGR-u.
          Ponieważ żadna ustawa zdrowotna nie zabrania mieć komputerów, nie zabrania zapisywać pacjentów telefonicznie, w mojej przychodni są komputery i telefony. Kolejek nie ma, choć oczekiwanie na specjalistę jest długie lub w ogóle jakiego nie ma. Bo na braki lekarzy-specjalistów to zarządzający placówka wpływu nie ma ale na to, by nie przypominała mięsnego za komuny- ma. Takie samo ma finansowanie z nfz jak i te przychodnie, gdzie świt wita zdesperowanych, chorych ludzi. Tam widać kierownik nie wstydzi sie swojego nieudacznictwa, które zawsze można zwalić na głupotę ludzi, którzy nie głosują na tych, których na karcie do głosowania nie ma.

          • gamdan Re: mentalność dyrektora PGR-u. 29.03.11, 19:03
            > Bo na braki lekarzy-specjalistów to zarządzający placówką wpływu nie ma.

            I to jest właśnie mentalność dyrektora PGR-u.
            Szef placówki powinien mieć taki wpływ. I ma. Każdego specjalistę ściągnie, bo może skusić go odpowiednią kasą.
            Czy ma taka kasę? Powinien mieć i ma. Tylko pakuje ją w inne sfery działalności. On dokładnie wyliczył co mu się bardziej opłaca. I jeśli w przychodni nie ma np. ftyzjatry to znaczy, że nie opłaca się mieć ftyzjatry.
            Kogo obchodzi los tych kilku kaszlących biedaków?

            Żadna ustawa nie zabrania być zdrowym i bogatym. A jednak tych chorych i biednych jest coraz więcej.
            Tak samo żadna ustawa nie zabrania być mądrym. A jednak głupców...
            • claratrueba Re: mentalność dyrektora PGR-u. 30.03.11, 09:47
              Szef placówki powinien mieć taki wpływ. I ma. Każdego specjalistę ściągnie, bo
              > może skusić go odpowiednią kasą.

              Być może tak to wygląda z perspektywy wielkiego miasta. Ale tych nie jest w Polsce zbyt wiele, a w takich niewielkich czy średnich jak moje, po prostu fizycznie lekarzy brakuje, szczególnie specjalistów. I jakoś próby skuszenia "odpowiednia kasą" jak dotąd spełzają na niczym. Na ogłoszenie szpitala (dawnego wojewódzkiego) o pracy dla kilkunastu specjalistów w tym pulmonologa z ofertą zarobków 10-15 tys zł nie odpowiedział NIKT. A przychodnia w dzielnicy, która obsługuje ok. 5 tys. ludzi ani nie da takiej kasy, ani nie zapewni odp. ilości pacjentów. Przyjmują tu "specjaliści wędrowni"- pracujący 1 dzień w tyg. w naszej przychodni, w pozostałe w innych miejscach.
              A hematologa mamy jednego- na 130 tys. mieszkańców.
              Po w Polsce prostu liczbę lekarzy w stos. do liczby mieszkańców mamy niską, liczbę specjalistów- tragicznie niską. Tu dane:
              www.trendy-rynekzdrowia.pl/pliki/prezentacja_grazyna_wegrzyn_1.pdf
              Jak jeszcze weźmiesz pod uwagę fakt, że większość specjalistów wybiera wielkie ośrodki, bardziej atrakcyjne z powodów "pozapłacowych", obraz dostępności lekarza na prowincji jest dość ponury.
            • w_przedpokoju Re: mentalność dyrektora PGR-u. 30.03.11, 15:55
              gamdan napisał:

              > > Bo na braki lekarzy-specjalistów to zarządzający placówką wpływu nie ma.
              >
              > I to jest właśnie mentalność dyrektora PGR-u.
              > Szef placówki powinien mieć taki wpływ. I ma. Każdego specjalistę ściągnie, bo
              > może skusić go odpowiednią kasą.

              Tylko po co? Polska nie jest ogromnym krajem, w ktorym odlegosci miedzy osrodkami medycznymi sa astronomiczne. Poradnia specjalistyczna wymaga nie tylko wysokiej klasy lekarzy specjalistow, ale takze, czesto, kosztownego sprzetu. Jest zupelnie niepotrzebne, zeby w malych osrodkach, oddalonych od osrodkow akademickich o 50 - 100 km zatrudniac kosztownych w ksztalceniu specjalistow; tak jak niepotrzebne jest utrzymywanie nocnych i swiatecznych punktow pomocy lekarskiej, bez zaplecza diagnostycznego i lozek pozwalajacych zatrzymac pacjenta na obserwacji. Nikt mnie jeszcze tu nie przekonal, ze nie mam racji.
              • loraphenus Re: mentalność dyrektora PGR-u. 30.03.11, 16:37
                w_przedpokoju napisała:
                > acji. Nikt mnie jeszcze tu nie przekonal, ze nie mam racji.

                bo masz rację.

                To co pisze claratr. o wynagrodzeniach specjalistów to pewnie stawki brutto. Jak policzymy obciążenia fiskalne- to niewiele zostanie. Ponadto- duze miasta oferuja chociazby przyzwoite szkoły językowe, teatr, mozliwości komunikacji- jak wygląda perspektywa rozwoju na prowincji - wiadomo nie od dzis. Jak uważasz claratrueba'o ?

                A co do braku koniecznosci istnienia 128 rzedowego CT i 7 T MR w 10.000 mieście i całodobowej neuroradiologii to masz rację i nikt o zdrowych zmysłach nie będzie cię przekonywał, że racji nie masz. Bo racje masz.
                • w_przedpokoju Re: mentalność dyrektora PGR-u. 30.03.11, 17:06
                  loraphenus napisał:

                  > bo masz rację.

                  Slodki jestes.

                • practicant Re: mentalność dyrektora PGR-u. 30.03.11, 17:46
                  loraphenus napisał:

                  > To co pisze claratr. o wynagrodzeniach specjalistów to pewnie stawki brutto.

                  To mnie zawsze bawi:)Tak jak kiedyś jeden z dyrektorów proponował 20k pln.Tylko,zapomniało mu się przy dziennikarzach dodac,ze 20k brutto za kontrakt na 25 dyzurow miesiecznie.
                • claratrueba Re: mentalność dyrektora PGR-u. 31.03.11, 10:04
                  o co pisze claratr. o wynagrodzeniach specjalistów to pewnie stawki brutto. Ja
                  > k policzymy obciążenia fiskalne- to niewiele zostanie. Ponadto- duze miasta ofe
                  > ruja chociazby przyzwoite szkoły językowe, teatr, mozliwości komunikacji- jak w
                  > ygląda perspektywa rozwoju na prowincji - wiadomo nie od dzis. Jak uważasz clar
                  > atrueba'o ?

                  Loraphenusie, jeśli odebrałeś mój wpis jako potępienie lekarzy, że nie chcą pracować na prowincji to grubo się mylisz. Całkowicie ich rozumiem, takie miasta jak moje dają bardzo niewielkie możliwości rozwoju zawodowego o rozrywce i ofercie oświatowej nie wspominając. Oczywiście, z perspektywy pacjenta lub potencjalnego pacjenta najlepiej byłoby mieć specjalistę u siebie a nie 130 km dalej, diagnostykę na miejscu (nie jest z tym źle u nas- ambicje dyrektorskie "usprzętowienia" szpitala skutkują niezłym dostępem do sprzętu gorzej z jego wykorzystaniem- sam się nie obsłuży ani sprzęt ani pacjent).
                  Po prostu nie zgodziłam sie z twierdzeniem gamdana cyt":Każdego specjalistę ściągnie, bo
                  > może skusić go odpowiednią kasą. " Bo nie można. I byłoby to często nieuzasadnione.
                  Natomiast to "niewiele zostanie z 15 tys. brutto" to, bez urazy, albo sposób by obronić się przed nagonką typu "ile to lekarze zarabiają!!!" albo inne pojmowanie słowa "niewiele", no ew. nieumiejętność posłużenia się kalkulatorem zarobków (dostępny w googlu) tudzież skorzystania z pomocy biur rachunkowych (dostępnych dość powszechnie) -co uważam za mało prawdopodobne. Zostanie ok.10 500. Przy uwzględnieniu jedynie zryczałtowanych kosztów uzyskania przychodu, kwoty wolnej od podatku bez odliczenia np. na dziecko.

                  • gamdan Re: mentalność dyrektora PGR-u. 01.04.11, 00:07
                    claratrueba napisała:
                    > Po prostu nie zgodziłam sie z twierdzeniem gamdana cyt":Każdego specjalistę ści
                    > ągnie, bo może skusić go odpowiednią kasą. " Bo nie można.

                    Mylisz się. Można.
                    Sformułowanie odpowiednia kasa ma tu nadrzędne znaczenie.

                    > I byłoby to często nieuzasadnione.

                    Tutaj zgoda.
                    Światły obywatel rozumie, że czegoś nie ma, bo istnienie tego czegoś jest nieuzasadnione.
                    Ale z nie mogę zgodzić się na takie mieszanie pojęć: uzasadnione i opłacalne lub nieuzasadnione i nieopłacalne.
                    Np. wyposażenie przychodni w odpowiednią ilość komputerów. A może kasa zamiast zostać przeznaczona na zatrudnienie potrzebnego specjalisty, poszła na zakup komputerów?
                    Lekarz-niewdzięcznik nie zarobił, ale dostawca komputerów potrafi się zrewanżować.
                    • claratrueba Re: mentalność dyrektora PGR-u. 01.04.11, 06:15
                      Porownanie kosztów zatrudnienia lekarza z kosztem JEDNORAZOWYM zakupu 2 komputerów o bardzo skromnym "składzie"- podst. karta graficzna, brak dźwiękowej, brak modemu, mała pamięć bo plików graf. i muzycznych nie będzie- to mniej więcej tak jakby powiedzieć, że ktoś nie kupił samochodu bo wydał na skarpetki.
                      Ponadto komputer się amortyzuje.
                      Ponadto nie trzeba kupowac nowego- dziesiątki instytucji pozbywają sie zamortyzowanego sprzętu za ok. 10% ceny nowego (tak zakupiła komputery ta przychodnia). Zysk "takiego dostawcy" to te 2-3 stówy i oszczędność na opłacie za śmieci.
                      • loraphenus hardware to jedno 01.04.11, 06:57
                        claratrueba'0o, monopolista nfz wymaga w Polandzie określonego software.

                        napisanego przez jednego dostawcę i muszą się wykonawcy dostosować. No, tzn. nie muszą, mogą spadać na drzewo.
                  • loraphenus znaczenie słowa niewiele. 01.04.11, 03:12
                    Pieniądz eto tylko jeden z czynników decyzyjnych. Nie wiem czy rozumiesz o czym chcę mówić, w związku z wynagrodzeniem, diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.

                    Otóż - nie ważne ile zostaje z 16 tysięcy brutto -to czy 10500 czy więcej nie ma znaczenia. Szczegóły.

                    te 16 tysiecy brutto to umowa na kontrakcie. Czyli- odpadają niezwykle istotne sprawy - trzeba samemu się ubezpieczyć - problem sensownej polisy OC to już problem tego, co umowę podpisze, nie ma się komfortu odpowiadania do wysokości 3 pensji, choć pewnie powiesz mi jako prawnik, że mimo stosunku pracy ktoś może pewnie szukać możliwości puszczenia z torbami i etatowca. Urlop -choroba - to problem kontraktowca.

                    Widzisz, znam miejsce gdzie dyrektor oferuje 30.000 brutto i nikt się nie zgłasza. Bo - to kontrakt - czyli samozatrudnienie. Specjalista miał na owym kontrakcie naginać prawo i pracować licząc na szczeście - miał jednocześnie pracować na OIOM i znieczulać do planowych operacji. No i dyrektor nie znalazł żadnego jelenia. bo choć niektórzy to skrajni ryzykanci, tak w tym przypadku nikt na talerzyku prokuratorskim kłaść się nie chciał.

                    I można zawsze napisać, że niektórym się nie tylko w głowach ale i w doopach poprzewracało, bo nie chcą za 30.000 złotych pracować. Działa to na wyobraźnię wszystkich etatowców zarabiających 2000zł.

                    Te pieniądze o których piszesz to rzecz niewarta wstania z łóżka. bo...

                    jaki jest stan infrastruktury w Polsce?! Jakie perspektywy ? Co z kosztami życia? I nie mam tu na myśli tego, że w moich okolicach kilogram cukru kosztuje maksymalnie 0,65 Euro a kilogram mąki 0,29 Euro. Bo koszty życia w Niemczech od jakiegoś czasu są niższe od kosztów życia w pod-szczecińskim miasteczku. Nawet kalkulując koszty usług, nie mówiąc o kosztach nieruchomości, które w Polsce są nieracjonalnie wysokie.

                    I taki specjalista pracujący w moim szpitalu przez 40 h tygodniowo, mający 30 minut samochodem do jednego z większych lotnisk Europy, a jeszcze mniej do Teatru, Opery, Muzeów,- zarabia o wiele wiecej, wydając mniej niż w Polsce, nie gnuśniejąc w małomiasteczkowym towarzystwie. A jak mu się chce kontraktu to też popracuje jako honorararzt za 21-26 tysięcy miesięcznie brutto. Euro brutto, oczywiście. Wtedy pracuje jak w Polsce- sam się ubezpiecza, sam ryzykuje, sam sternikiem i okrętem i samemu martwi się o ubezpieczenia.

                    Czy warta gra świeczki ?

                    A młody, nieopierzony - i na dodatek niespecjalista - po 40 h pracy tygodniowo ( pracy na umowie o pracę !)zarabia bez wysiłku, w zupełnie innych realiach - 2700 Euro netto, a wiec tyle co specjalista na kontrakcie w małomiasteczkowym otoczeniu.

                    Ma zapłacone przez pracodawcę mieszkanie, nie interesuje go umowa najmu. Gdyby miał dziecko to pracodawca bezpłatne przedszkole zapewnia.

                    Da się! Bez kontraktów, bez upodlenia, bez małomiasteczkowych realiów. I taniej niż w Polsce. Ciekawe dlaczego.
                    • claratrueba Re: znaczenie słowa niewiele. 01.04.11, 09:19
                      Zgoda, że kontrakt nie jest tak korzystny jak umowa o pracę, która zapewnia (przesadną moim zdaniem) ochronę pracownika. Tylko, że nie ze względów finansowych. Więc jeśli to "niewiele mu zostanie" oznacza "niewiele mu zostaje ochrony Kodeksu Pracy"- to zgoda. Niewiele kasy w stos. brutto- netto, to niezgoda (nawet przy wysokiej polisie OC- jest kosztem więc obniża podstawę opodatkowania).
                      To, że ludzie nie chcą podpisywać umów na stos. duże wynagrodzenia przy jednoczesnym wielkim ryzyku nie jest dla mnie żadnym "przewracanie w d.." tylko zwykłym rozsądkiem. A raczej- niezwykłym, bo znacznie częściej widok "sumy wynagrodzenia" z jakiejś umowy powoduje ślepotę na jej treść.
                      Problem w tym, że owe "kontrakty" nie są alternatywą dla normalnej umowy o pracę z personelem medycznym a alternatywą dla zamknięcia oddziału/placówki. Wybór takiej formy zatrudnienia nie jest kierowany intencją obejścia praw pracowniczych a dyrektyw unijnych czasu pracy. Własciwie to nawet nie ma co mówić o wyborze, raczej o konieczności.
                      Natomiast "wątek emigracyjny" jest tak oczywista oczywistością, że nawet nie warto go ciągnąć. A rozważanie dlaczego kraje o wiele zamożniejsze, o wielokrotnie większych budżetach w ogóle i budżetach na opiekę zdrowotną mogą zapewnić lepsze warunki- to może i ciekawe ale przygnębiające.
                      • gamdan Re: znaczenie słowa niewiele. 01.04.11, 22:34
                        claratrueba napisała:
                        > Problem w tym, że owe "kontrakty" nie są alternatywą dla normalnej umowy o pra
                        > cę z personelem medycznym a alternatywą dla zamknięcia oddziału/placówki.

                        Tu reprezentujesz opinię typową dla "managementu" polskiej opieki zdrowotnej. Ci ludzie uważają, że w obecnej mizerii finansowej, lepiej będzie, gdy w placówce wprowadzą radykalny program oszczędnościowy niż gdyby placówkę zlikwidować. I wychodzi na to, że w placówce jest niedobór personelu niezadowolonego ze swoich niskich zarobków, jest niedobór sprzętu medycznego, jest bałagan organizacyjny, jest brudno, ale... jest OK, bo placówka istnieje i "działa". Bardziej liczy się statystyka niż faktyczna opieka zdrowotna.


                        > Wybór takiej formy zatrudnienia nie jest kierowany intencją obejścia praw pracownicz
                        > ych a dyrektyw unijnych czasu pracy.

                        Jak by tego nie tłumaczyć, to jest to perfidne łamanie prawa. Cel uświęca środki?
                        Czy może nie mam racji?

                        > Własciwie to nawet nie ma co mówić o wyborze, raczej o konieczności.

                        Nie. To jest jednak wybór. Może nadszedł czas, aby skończyć z wałęsowskim "nie chcem, ale muszem".
                      • practicant Nie. 02.04.11, 12:23
                        Nie zgadzam się!!!!Nie zgadzam się z żadnym punktem!!!
                        Ale powoli:

                        claratrueba napisała:

                        > Zgoda, że kontrakt nie jest tak korzystny jak umowa o pracę, która zapewnia (pr
                        > zesadną moim zdaniem) ochronę pracownika. Tylko, że nie ze względów finansowych
                        > . Więc jeśli to "niewiele mu zostanie" oznacza "niewiele mu zostaje ochrony Kod
                        > eksu Pracy"- to zgoda

                        Teraz jestem zły.Serio.Bo to,co wypisujesz brzmi tak,jakby lekarze na etatach mieli niewiadomo jak wielki "socjal" względem reszty polskiego spoleczenstwa.Otoz nie-nie maja.Maja dokladnie taki sam "socjal",jak pani na kasie w biedronce,czy pan sedzia w okregowym.Jedyna roznica polega,ze tym,ze ci dwoje pierwsi nie maja po 50ce 4ch lat zaleglego urlopu.


                        > Niewiele kasy w stos. brutto- netto, to niezgoda (nawet
                        > przy wysokiej polisie OC- jest kosztem więc obniża podstawę opodatkowania).

                        Jasne.Z tych 16k pln /na litosc boska,w pierwszym miesiacu pracy w niemczech mialem wyzsza pensje.../ moze zostac...16k pln.Jak sie nie bedzie placic zusu,ubezpieczen,etc.Tyle,ze jezeli ma sie choc odrobine oleju w glowie i zaplaci sie rzeczy powszechnie uwazane za "standart" to nagle zostaje polowa tej kwoty.Druga rzecz-juz pisalem,znajomy ma na kontrakcie w dobrej specjalizacji 10k pln.I cztery popoludnia w miesiacu wolne /reszta,dzien i noc w pracy/.To naprawde takie kokosy...?Prawnicy rozumiem pracuja jeszcze wiecej,za znacznie nizsze pensje...?Wybacz-nie trawie patrzenia na gola sume brutto bez zastanowienia "a za co to".

                        >A raczej- niezwykłym, bo znacznie częściej widok "sumy wynagrodze
                        > nia" z jakiejś umowy powoduje ślepotę na jej treść.

                        Coz,jezeli wg umowy teoretycznie juz po miesiacu pracy mozesz dostac rachunek z sadu na pol miliona euro albo wyrok skazujacy na kilka lat w czterech scianach-to moim zdaniem rozwazanie w ogole takiej opcji jest glupota.

                        > Problem w tym, że owe "kontrakty" nie są alternatywą dla normalnej umowy o pra
                        > cę z personelem medycznym a alternatywą dla zamknięcia oddziału/placówki. Wybór
                        > takiej formy zatrudnienia nie jest kierowany intencją obejścia praw pracownicz
                        > ych a dyrektyw unijnych czasu pracy. Własciwie to nawet nie ma co mówić o wybor
                        > ze, raczej o konieczności.

                        Jest alternatywa.Placic tyle,co w cywilizowanych krajach-to znajda sie chetni do pracy i nie bedzie trzeba naginac prawa.Aaaa,zapomnialem,przeciez polska to biedny kraj.Lekarze nie moga zarabiac nawet polowy tego,co w niemczech,bo gdyz przykladowo ogolnie pojeci inzynierowie zarabiaja lepiej jak w niemczech,a polskie koszty zycia przekroczyly juz ceny niemieckie.To czysta hipokryzja,droga Claro,a o czym juz dawno pisalem-to polskim pacjentom poprzewracalo sie w glowkach.Placac mniej niz 200 euro /i to tylko czesc spoleczenstwa/ wszyscy maja to,co w niemczech jest za prawie 1000euro-a jeszcze narzekaja.Ot,dyskretna roznica.


                        > Natomiast "wątek emigracyjny" jest tak oczywista oczywistością, że nawet nie wa
                        > rto go ciągnąć. A rozważanie dlaczego kraje o wiele zamożniejsze, o wielokrotni
                        > e większych budżetach w ogóle i budżetach na opiekę zdrowotną mogą zapewnić lep
                        > sze warunki- to może i ciekawe ale przygnębiające.

                        ...WYMOWKI!!!!!W Polsce ceny zycia sa obecnie czesto drozsze niz w niemczech,ceny nieruchomosci-wyzsze,ceny aut-wyzsze,zarobki pozamedyczne-porownywalne,czesto wyzsze.A jak przychodzi temat zarobkow lekarskich,to "polska to biedny kraj","pokaz lekarzu co masz w garazu" /dziwne,ze do d... nie zagladaja,tam tez mozna lapowke przeciez schowac:]/-pier...nie kotka za pomoca mlotka.Chcesz dowodow?Prosze bardzo:w Polsce nie bylem w stanie utrzymac wyplaty duzej,jak do 10go /czyt.bez rodzicow zdechlbym z glodu/,tutaj pod koniec miesiaca mam jeszcze 3/4 wyplaty nieruszone na koncie.Inny przyklad-rozmowy mojego ojca ze znajomymi niemcami /glownie inzynierzy w porownywalnym do jego wieku/:"eee,gdybym ja zarabial tyle,co Twoj syn,bylbym szczesliwy".Mam mowic dalej...?

                        Podsumowujac:teraz w Polsce jest zle jezeli chodzi o dostepnosc lekarzy,a za kilka lat bedzie tragedia-bo za wszelka cene probuje sie udowodnic,ze "nieee,no lekarzy to mamy wrecz za duzo no i przede wszystkim sa taaaaaak dobrze oplacani...".Wszystko super.Tylko bawi mnie to,ze jak nadejdzie za te kilka lat tragedia-to bedzie:"no ale to przez zlych lekarzy,bo wyjechali...".Dam sobie reke uciac,ze zaden nie zada pytania:"ale dlaczego wyjechali?".Jak juz mowilem-hipokryzja.I skur...two.

                        Ps.16k pln brutto to 4k euro brutto.Zarobki specjalistow zaczynaja sie od czterokrotnosci tej kwoty.Zaznaczam-ZACZYNAJA SIE.Za ETAT,a nie jakies kontrakty.Tak wiec,porownujac wyrownanie zarobkow innych zawodow po obu stronach granicy,nie rozumiem szczerze mowiac zachwytu nad magiczna kwota 4k euro brutto dla specjalisty.
Pełna wersja