kozica111
19.01.12, 12:48
nawet nie wiem kto winien...
Planuje ciążę, drugą...przy pierwszej nie robiłam badań na przeciwciała różyczki, sądziłam że mam bo 'ponoć' chorowałam....ale..
w moim niedalekim otoczeniu pojawiły się przypadki zachorowań osób dorosłych i dzieci i jakoś straciłam spokój.Stwierdziłam ze pójdę i zrobię przeciwciała.No i zrobiłam.I jajco, nie mam wymaganego bezpiecznego poziomu przeciwciał ,muszę /chce/ się doszczepić.
Obdzwoniłam okoliczne przychodnie, rejonowe i prywatne i tu zonk.Pierwszy szok że nie ma czegoś takiego jak szczepionka na różyczkę - jest tylko skojarzona potrójna MMR, czyli chcąc nie chcąc muszę walnąć sobie w żyłę dodatkowo odrę i świnkę, mniam.
No dobra, mówi się trudno, walne /bez sensu/ ...ale nie nie walne bo w przychodniach maja tylko "dawki" dla dzieci /sprawdziłam że dawka jest identyczna/. Po wielu bojach i kilku telefonach dowiedziałam się gdzie mi łaskawie są w stanie wykonać szczepienie, w sanepidzie.
Po co ta cała kampania, straszenie uszkodzeniami płodu, poronieniami skoro nie ma sensownej polityki szczepień?