Dodaj do ulubionych

" Ludzie i Ludziska " !!!

09.01.03, 22:28
www.superexpress.pl/iso/Dzisiaj/Wiadomosci/Kraj/kraj_2.shtml
"Teraz walę głową w mur

Za wytknięcie błędu koledze po fachu, lekarz jest szykanowany przez
środowisko medyczne
Krajowy konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych, prof. Andrzej Gładysz,
wydał sprzeczną z wiedzą medyczną opinię, by bronić lekarza oskarżonego o
błąd w sztuce. Konsultant wojewódzki w tej samej dziedzinie, prof. Jan
Kuydowicz, publicznie wytknął mu mijanie się z prawdą. Ten pierwszy dalej
pełni swoją funkcję. Drugi stracił posadę. Komisja etyki zastanawia się, czy
nie trzeba go jeszcze inaczej ukarać.


- Wielu gratuluje mi odwagi: wystąpiłem przeciw korporacji. Ale drugi raz bym
tego nie zrobił - mówi prof. Jan Kuydowicz. - Nie, żebym postąpił źle. Ale od
5 lat walę głową w mur - bez skutku.
Za skarżenie na kolegów Jan Kuydowicz już raz stanął też przed komisją etyki
zawodowej przy Izbie Lekarskiej w Łodzi. Było lato 2002 r. 15 lekarzy z
naukowymi tytułami przeprowadziło przesłuchanie: "Co panem powodowało?", "Ma
pan świadomość, że Kodeks Etyki Lekarskiej nie pozwala publicznie krytykować
kolegów?". I tak 2 godziny. Teraz stanie przed komisją po raz drugi.

- Badamy, czy Kuydowicz nie niszczy prestiżu zawodu m.in. przez wypowiedzi w
prasie - tłumaczy przewodniczący komisji etyki, prof. Janusz Wasiak.

Dwa-trzy lata

Kuydowicz: wykładowca, lat 60, żona też lekarz, 2 córki. Spory dorobek
naukowy i kilka własnych pozycji w biblioteczce. Lekarz idealny. Tylko w
kwestii donosów - recydywista.

Ten pierwszy raz był efektem wzburzenia. Był rok 1997, na komisji rentowej na
oddziale Kuydowicza zjawił się Stanisław Szczupak. Kuydowicz: - Wątroba
zniszczona tak bardzo, jak to się zdarza po 20 latach u chorych, którzy się
nie leczyli. Zrobiliśmy rutynowe badania krwi. Okazało się, że to żółtaczka
typu C. Wstrząsnęła mną ta sprawa, aż się popłakałem. Ten człowiek, gdy do
mnie trafił, miał przed sobą 2-3 lata życia! Jego stan był w dużej
mierze "zasługą" błędnego leczenia.

Szczupak miał wtedy 35 lat. Był w Łodzi motorniczym. Honorowy krwiodawca,
ojciec rodziny. Na początku lat 90. zaczął słabnąć. Gdy do senności dołączyło
żółte zabarwienie skóry, poszedł do lekarza. Dr D. położył go w szpitalu.
Potem (doszedł do wniosku, że wątroba pacjenta postanowiła
popełnić "samobójstwo") leczył sterydami - i tak przez 5 lat. Nie było
poprawy.

Szczupak: - Zbigniew D. zaczął mówić o mnie: "zagadka medycyny", a w końcu
straszyć rakiem. Na szczęście trafiłem do Kuydowicza.

Linia obrony

2 stycznia 1998 r. ciągle wzburzony Kuydowicz napisał do Prokuratury
Rejonowej w Łodzi: lekarz Zbigniew D. leczył pacjenta bez rozpoznania choroby
i bez przeprowadzenia podstawowych badań. Na końcu dopisał: "dodatkowo
zawiadamiam o świadomym fałszowaniu przez doktora D. dokumentacji medycznej".

Doktor D. i prof. Kuydowicz pracują w Akademii Medycznej, na dwóch różnych
oddziałach. Gdy poszła fama, że profesor wykrył niezdiagnozowaną przez lata
żółtaczkę, w karcie pacjenta znalazła się tajemnicza notka ze wsteczną datą.

Prof. Kuydowicz: - To było grubymi nićmi szyte. Przekonany, że mam do
czynienia z oczywistą sprawą, czekałem na rozwój wypadków w prokuraturze.

Ale latem 1999 r. sprawę umorzono.

"Jest problem z opinią. Nie ma lekarza, który miałby ją wydać" - usłyszał
Szczupak. Zaniósł więc do prokuratury listę biegłych. Zespół ze Szczecina z
opinią uwinął się szybko. Podobnie biegły z Krakowa (wszyscy uznali zgodnie,
że błąd był). Lekarz z Warszawy oględnie mówił o lekarskim zaniedbaniu. Tylko
prof. Gładysz (opinię pisał przez 2 lata!) stwierdził co innego - brak
rozpoznania choroby nie wpłynął na proces leczenia. I kilka podobnych tez.

Drogi Andrzeju!

Zdrowie Stanisława Szczupaka pod opieką Kuydowicza zaczęło sie poprawiać.
Zastosowano interferon, silny lek antywirusowy. Przez rok, po trzy zastrzyki
w tygodniu.

Kuydowicz: - Było jasne, że w grę wchodzi tylko interferon. I tylko dwie
możliwości: albo będzie dobrze, albo całkiem źle. Podle się czułem, gdy
dawałem pacjentowi do podpisania oświadczenie: "szpital nie ponosi
odpowiedzialności za skutki leczenia", a ten oszukany chory znów musiał
służbie zdrowia zaufać.

Latem 2000 r. Szczupak zaczynał drugą z rzędu roczną kurację interferonem, a
prokuratura ignorując pozostałe opinie, na podstawie tej prof. Gładysza,
umorzyła dochodzenie.

Prof. Kuydowicz: - Pacjent pokazał mi wszystkie opinie, w tym - prof.
Gładysza. A tam same kłamstwa!

Kuydowicz napisał do Gładysza: "Drogi Andrzeju, jestem zdziwiony, że wydałeś
taką, a nie inną opinię. Proszę wyjaśnij mi...". List pozostał bez
odpowiedzi. Kolejne pisma powędrowały więc prosto do Ministerstwa
Sprawiedliwości (wiosna 2001) i prokuratury (wiosna 2002). Oficjalna skarga
na opieszałość łódzkiej prokuratury i komentarz do opinii Gładysza. Na
przykład: Gładysz pisze, że w latach 1993-1995 nie było jeszcze możliwe w
Polsce leczenie interferonem. A w swojej publikacji sam zamieścił opis
leczenia chorych tam lekiem od 1992 roku w Łodzi. Albo: "Takie leczenie
(sterydami - red.) na przełomie lat 80.-90. było jeszcze stosowane - pisze
Gładysz. I komentarz Kuydowicza: od 15 lat leki te są zabronione w leczeniu
wirusowych zapaleń wątroby. I lista podręczników medycznych... I jeszcze:
Gładysz pisze, że wczesne wykrycie przyczyny choroby i niezastosowanie
właściwego leczenia nie miało dla pacjenta większego znaczenia!

- Napisałem w życiu setki opinii. Rzetelnych - powiedział nam Gładysz. - Ta
także jest opinią rzetelną. I nic do tego prasie.

Opinie po połowie

Skargę opisała "Rzeczpospolita". Pod presją prasy prokuratura wszczęła na
powrót postępowanie w sprawie błędu lekarskiego Zbigniewa D. i skierowała
sprawę do sądu. Dziś zaczyna się rozprawa.

Sprawę ewentualnego kłamstwa prof. Gładysza - umorzono. Z powodu
niestwierdzenia przestępstwa.

Za to Kuydowicza z początkiem 2002 roku odwołano ze stanowiska wojewódzkiego
konsultanta w dziedzinie chorób zakaźnych. Minister zdrowia napisał: "nie
zaopiniowałem pozytywnie pańskiej kandydatury po zasięgnięciu opinii
krajowego konsultanta". Czyli Gładysza. Przyszło też kolejne wezwanie przed
komisję etyki. Tak zdecydował mgr Januariusz Kowalczyk, łódzki rzecznik
odpowiedzialności zawodowej.

Ten sam rzecznik sprawą błędu lekarza Zbigniewa D. nie zajął sie wcale. Bo
oficjalnie nikt mu błędu nie zgłosił.

- Owszem, w niektórych sprawach podjmujemy postępowanie z urzędu, np. gdy
chodziło o pijanych w pracy lekarzy - mówi. - Ale w tej sprawie nie.

HISTORIE BŁĘDÓW W SZTUCE LEKARSKIEJ PRZYGOTOWUJEMY WSPÓLNIE Z TVN

Martyna Mistarz "
Obserwuj wątek
    • mooniek53 Błędy lekarzy 03.11.14, 19:05
      Wykryto u mnie HCV w 2006r z aktywnym procesem włóknienia. W tym samym roku rozpoczęto leczenie Pegintron+Rybawiryna. Leczenie przerwano z powodu braku odpowiedzi. Będąc pod stałą opieką na oddziale zakaźnym regularnie miałem wykonywane badania USG , RTG oraz MR. Po jednym z takich badań zdiagnozowano ognisko guza w wątrobie. W kolejnych badaniach guz ten powiększał się. Lekarz prowadzący przez cały ten czas nie podjął próby zdiagnozowania charakteru tej zmiany co pozwoliłoby na podjęcie leczenia. Brakiem odpowiednich działań ze strony lekarzy znalazłem się prawdopodobnie w sytuacji bez wyjścia. Czasu lekarze zostawili mi niewiele .........
      • bearara Re: Błędy lekarzy 20.11.14, 15:46
        Takie sytuacje nie powinny miec miejsca! Dlaczego lekarz nie zareagowal odrazu???? Moja znajoma została zarażona HCV w szpitalu podczas ciecia cesarskiego kilka lat temu. Dopiero niedawno znalazla sily i odpowiednich ludzi, by walczyc o odszkodowanie. Zglosila sie do ludzi z wokandy medyczno-prawnej i teraz sprawa jest w toku. Moze tez zdecydujesz sie na walke o odszkodowanie dla siebie i bliskich? Moze dzieki temu ten lekarz juz nigdy wiecej nikogo tak nie potraktuje!!!!
    • 0.9_procent Re: " Ludzie i Ludziska " !!! 04.11.14, 19:03
      Cóż. Przepychanki między profesorami nie są niczym nowym i nie dotyczą wyłącznie medycyny.
      Kiedyś jeden ze studentów politechniki na koniec egzaminu na którym poszło mu wyjątkowo dobrze usłyszał:
      - Pięknie proszę pana, z czego się pan tak dobrze przygotował.
      - Z podręcznika profesora X
      - COOO ?!?! Tego idioty ??? Niech się pan wynosi !!!

      Proponowałbym się jednak oprzeć na bardziej wiarygodnym źródle niż naczelny tabiolod tego kraju. Całkiem niedawno ukazała się książka "Wyznania hieny" będąca "spowiedzią" byłego redaktora jednego z brukowców. Sprowadza się do jednego - sensacja za każdą cenę. Jeśli jakiegoś faktu nie ma to trzeba go stworzyć.

      --
      Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na post - skasuj go.
      • doctor_evil Re: " Ludzie i Ludziska " !!! 05.11.14, 00:06
        To nie są przepychanki między profesorami jak usiłujesz nam to wmówić. Wszyscy wiedzą o co chodzi.
        cytuję:
        "Krajowy konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych, prof. Andrzej Gładysz,
        wydał sprzeczną z wiedzą medyczną opinię, by bronić lekarza oskarżonego o
        błąd w sztuce. Konsultant wojewódzki w tej samej dziedzinie, prof. Jan
        Kuydowicz, publicznie wytknął mu mijanie się z prawdą."

        Poczytaj na ten temat - www.prometeusze.pl/lakierowanie_zla.php
        • 0.9_procent Re: " Ludzie i Ludziska " !!! 05.11.14, 13:41
          Odniosłem się do tego co napisał i przytoczył 'radca'.
          Więc po kolei co do samego tekstu:

          Kuydowicz: wykładowca, lat 60, żona też lekarz, 2 córki. Spory dorobek naukowy i kilka własnych pozycji w biblioteczce. Lekarz idealny.
          Lekarz idealny ? W Polsce? W kraju gdzie słowo konował jest synonimem lekarza? - pisałem o tym już na forum.
          Poza tym jakież to cechy robią z profesora Kuydowicza lekarza idealnego? Spory dorobek naukowy i kilka własnych pozycji w biblioteczce? Bo chyba nie to, że jest żonaty i ma dwie córki. Mam rozumieć, że prof Gładysz nie ma żadnego dorobku i własnych publikacji? Bez jaj.

          Wstrząsnęła mną ta sprawa, aż się popłakałem.
          Już rozumiem. Lekarz idealny bo się popłakał, całkiem jak lekarze z Leśnej Góry. Ja bardzo przepraszam, ale lekarze mają w czasie swojej praktyki z tyloma wstrząsającymi przypadkami, tyloma ludzkimi nieszczęściami, że siłą rzeczy nie płaczą jak lekarze w Leśnej Górze. Dla mnie takie zdanie jest najwyżej tanim chwytem pod publiczkę. Ale - jak widać - skutecznym.

          Potem (doszedł do wniosku, że wątroba pacjenta postanowiła popełnić "samobójstwo") leczył sterydami.
          Bardzo przepraszam, możesz mi wytłumaczyć co to znaczy wątroba pacjenta postanowiła popełnić "samobójstwo"?

          Zbigniew D. zaczął (...) straszyć rakiem.
          Co takiego?
          A, przepraszam. W kraju w którym poinformowanie pacjenta o możliwych powikłaniach jest kwitowane tytułem prasowym "Możesz umrzeć - zgadzasz się?" powiedzenie choćby słowa o raku jest "straszeniem" - już rozumiem.

          lekarz Zbigniew D. leczył pacjenta bez rozpoznania choroby i bez przeprowadzenia podstawowych badań.
          Zaraz, zaraz. Przecież wcześniej było Dr D. położył go w szpitalu.
          Mam rozumieć, że facet leżał w szpitalu i nie miał przeprowadzonych żadnych, nawet podstawowych badań?

          profesor wykrył niezdiagnozowaną przez lata żółtaczkę
          No akurat żółtaczka to nic innego jak zażółcenie powłok - skóry, śluzówek białkówek. I nie musi mieć nic wspólnego z wirusowym zapaleniem wątroby. Do tego żeby stwierdzić, że ktoś jest żółty potrzebne są jakieś badania? Niby jakie?

          czekałem na rozwój wypadków w prokuraturze.
          Ale latem 1999 r. sprawę umorzono.
          "Jest problem z opinią. Nie ma lekarza, który miałby ją wydać"

          Przepraszam, to że prokurator jest skończoną ofermą i nie potrafi powołać biegłego to też jest wina prof. Gładysza?

          Podle się czułem, gdy dawałem pacjentowi do podpisania oświadczenie: "szpital nie ponosi
          odpowiedzialności za skutki leczenia"

          Tu akurat prof. Kuydowicza rozumiem. Też bym się czuł podle, gdybym dawał pacjentowi do podpisania takie brednie. "szpital nie ponosi odpowiedzialności za skutki leczenia" (zwracam uwagę że tekst jest w cudzysłowiu) jest stwierdzeniem, które z definicji nie ma mocy prawnej. Takim tekstem można sobie wytrzeć d. buty. "Radca" cytujący tekst tego nie wie?
          Pacjenta informuje się o możliwych powikłaniach, o tym, że lek jest stosowany poza standardami, ale "szpital nie ponosi odpowiedzialności za skutki leczenia"??? Bez jaj.

          Takie leczenie (sterydami - red.) na przełomie lat 80.-90. było jeszcze stosowane - pisze Gładysz. I komentarz Kuydowicza: od 15 lat leki te są zabronione
          Od 15 lat licząc od kiedy? Możesz mi to poukładać chronologicznie? Bo wirusa zapalenia wątroby typu C odkryto w 1989r.

          Kuydowicza z początkiem 2002 roku odwołano ze stanowiska wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie chorób zakaźnych. Minister zdrowia napisał: "nie zaopiniowałem pozytywnie pańskiej kandydatury po zasięgnięciu opinii krajowego konsultanta". Czyli Gładysza.
          Czyli nie "Za wytknięcie błędu koledze po fachu, lekarz jest szykanowany przez
          środowisko medyczne"
          tylko został odwołany po zasięgnięciu opinii krajowego konsultanta. To nie są przepychanki między profesorami ? A to, że - było nie było - podwładny krytykujący przełożonego traci stanowisko nie jest niczym nowym i to nie tylko w medycynie.

          Mnie tam zwisa kto ma rację w tym sporze i nie zamierzam bronić żadnej ze stron. Nie znam ani prof. Kuydowicza ani prof. Gładysza, nie zajmuję się leczeniem WZW typu c ani żadnego innego typu, nie znam żadnej opinii napisanej w tej sprawie. Moje zastrzeżenia dotyczą tylko tego, czy przytoczony tekst w którym roi się od nieścisłości może być uważany za na tyle wiarygodny by na jego podstawie prowadzić dyskusję. Jak widać na podanym przykładzie może - wystarczy, żeby pisano o lekarzu, cała reszta jest nieistotna.


          --
          Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na post - skasuj go.
    • mariner4 To ma swoja nazwę. 21.11.14, 13:25
      To jest Omerta.
      pl.wikipedia.org/wiki/Omert%C3%A0
      Mafijna solidarność.
      M.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka