anestezjolog2
06.07.06, 09:02
Oboje z mężem jesteśmy lekarzami - ja anestezjologiem, mąż chirurgiem. W
samochodzie mamy zwykłą apteczkę- z gazikiami, plastrami, rękawiczkami itp.
Taką, jaką można skompletować z lekarskiej pensji.
Przypadek nr 1
Jedziemy samochodem, na chodniku tłum ludzi. Zatrzymujemy się. Pacjent ok. 60
lat, siny, bez kontaktu, wymiotuje, jednak nie jest po alkoholu. Po
chwili "siada" krążeniowo. Podejmujemy masaż serca, ale z powodów oczysistych
nie oddychamy. Liczymy, że ilość tlenu zawartego we krwi wystarczy do
przyjazdu karetki ( i intubacji) i pacjent nie straci głowy. Karetka
przyjeżdża po 20 -25 minutach. Pacjent żyje, lekarz w karetce intubuje, ale
przypuszczam, że będzie już bez głowy. Długiego życia mu nie wróżę.
Przypadek 2
Jedziemy samochodem. Tłumek itd. Zatrzymujemy się. Wypadek. 3 osoby ranne, w
tym 2 dość ciężko. Wygląda na uszkodzony kręgosłup, złamanie nogi. Druga
osoba ma uraz głowy i ból sugerujący silny złamanie kości ramiennej. Trzecia
jest potłuczona a kierowca w szoku. Wiemy co mamy robić, ale mając do
dyspozycji apteczkę, o której wspomnialam, możemy jedynie markować pomoc i
zacząc masować, gdy któryś z rannych się zatrzyma. Bezradnie patrzę jak
dziewczyma zaczyna wchodzić we wstrząs bólowy. Karetka przyjeżdża po 20
minutach, lekarz pogotowia zajmuje się najciężej poszkodowaną, no, ale mamy
już sprzęt i możemy pomóc pozostałym.
W tej sytuacji zainteresowałam się możliwością rozszerzenia apteczki
samochodowej dla lekarzy.
Pytanie pierwsze do policjantów z drogówki.
Miły sierżant pochwalił mnie za obywatelską postawę i ......zaproponował
kradzież sprzętu ze szpitala. Hmm......złodziejem nie jestem - odpada.
Udałam się do sklepu medycznego. Cóż ceny okazały się zaporowe. Nie na
lekarską kieszeń.
Nie daję za wygraną PCK - jest agenda do sprawa ratownictwa. Przy telefonie
facet proponuje mi za 60 złotych kupno apteczki o wyposażeniu zbliżonym do
tego, które wożę w samochodzie i informuje, że lekarz nie jest od udzielania
pomocy. Ciekawe.
Jestem uparta - telefon do Ministerstwa Zdrowia. Pytam o możliwość
wypożyczenia czy leasingu- oczywiście po podpisaniu umowy. Urzędnik jest
wyraźnie znudzony. W końcu proponuje, abym poinformowała o swoim
pomyśle ...kancelarię MZ.
Może agenda pozarządowa? Telefonuję do Biura Jurka Owsiaka. On wie jak ważna
jest pierwsza pomoc i czym są "złote minuty". Miła pani odsyła mnie z
kwitkiem, może kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości.
W samochodzie mam to co mam czyli nic, co byłoby SKUTECZNE, aby w sytacji,
gdy znajdę się na miejscu wypadku przed pogotowiem uratować komuś życie.
W Polsce mamy jeszcze ok. 100 000 lekarzy. Przyjmijmy, że 10% podpisałoby
umowę i zostało wyposażonych w sprzęt do udzielania pierwszej pomocy ( nie
mówię o defibrylatorach, ale laryngoskop, ambu, zestawy w wkłucia, płyny,
zestaw przeciwwstrząsowy itd), wiele osób udałoby się uratować, wielu
zmniejszyć cierpienie.
Ale po co? Lepiej zajmować się tematami zastępczymi, ględzić , a pacjent
niech poczeka. Pogotowie wreszcie przeciśnie się przez zatłoczone ulice. Są
dwie możliwości - chory /ranny dotrwa lub umrze.