barabara6 03.04.03, 11:20 odmówic przyjecia pacjenta, np wtedy, gdy ten pacjent był tu 2 dni temu i np był bardzo chamski?? I czy może odmówić przyjęcia pijanego? (w poradni) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Doki jak najbardziej IP: *.9-200-80.adsl.skynet.be 03.04.03, 12:35 barabara6 napisał: > odmówic przyjecia pacjenta, np wtedy, gdy ten pacjent > był tu 2 dni temu i np był bardzo chamski?? Lekarz moze odmowic przyjecia kazdego pacjenta i pacjent nie musi byc chamski, wystarczy jak np. lekarzowi sie nie chce. Wyjatki od tej zasady to: 1. sytuacje nagle. Nie mozna odmowic pomocy w stanie zagrozenia zycia, lub gdy opoznienie pomocy spowoduje znaczne pogorszenie stanu zdrowia pacjenta. 2. gdy lekarz jest pracownikiem najemnym i ma w umowie o prace, ze musi przyjmowac wszystkich jak leci. Jednak lekarz, ktory zgodzil sie na takie warunki pracy, sam jest sobie winien. > I czy może odmówić przyjęcia pijanego? (w poradni) Tak, oczywiscie. Przyjmowanie pijanego nie ma sensu. Czlowiek pijany ma ograniczona zdolnosc rozpoznawania swoich czynow, informacje uzyskane od niego sa mniej wiarygodne, ma tez uposledzona pamiec i moze po prostu nie zapamietac zalecen. Odpowiedz Link Zgłoś
dr_margot Re: jak najbardziej 05.04.03, 21:13 Gość portalu: Doki napisał(a): > barabara6 napisał: > > > odmówic przyjecia pacjenta, np wtedy, gdy ten pacjent > > był tu 2 dni temu i np był bardzo chamski?? > > Lekarz moze odmowic przyjecia kazdego pacjenta i pacjent > nie musi byc chamski, wystarczy jak np. lekarzowi sie nie > chce. hmmmm....dziwna zasada... I wydaje mi sie ze "hodowanie" lekarzy leniuchow to glowna przyczyna beznadziejnego stanu polskiej sluzby zdrowia. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: jak najbardziej 06.04.03, 09:51 W odróżnieniu od przemówcy twierdzę że lekarz "nie może" (piszę w cudzysłowie bo chodzi o zasadę a nie o praktykę bo jak ktoś bardzo nie chce to nie ma siły...) odmówić przyjęcia pacjenta "bo mu się nie chce" - jeśli tylko jest "w pracy", tzn. gdy oferuje swoją usługę i to bez względu na jej formę (prywatna, "państwowa" itp) jeśli pacjent ma tytuł do uzyskania porady (zapłacił, ma stosowne ubezpieczenie). Nawet jeśli nie wywodzić tego obowiązku z zasad etyki to jest to ogólna zasada obowiązująca we wszystkich przypadkach oferowania swojej pracy. Jednak lekarz nie tylko może ale POWINIEN odmowić leczenia (zakładając że nie jest to stan zagrożenia życia ) osoby pijanej oraz osoby z którą jest w konflikcie (ww chamskie zachowanie) - nie naraża się dzięki temu na zarzuty złego leczenia i roszczenia wobec siebie a pacjenta uwalnia od dylematów czy przypadkiem lekarz "z zemsty" nie postępuje wobec niego nieprawidłowo. Relacja pacjent - lekarz jest jednak oparta na (choćby bardzo powierzchownym) zaufaniu a ww sytuacje niszczą je całkowicie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: jak najbardziej IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 07.04.03, 10:33 slav_ napisał: > W odróżnieniu od przemówcy twierdzę że lekarz "nie może" > (piszę w cudzysłowie bo chodzi o zasadę a nie o praktykę > bo jak ktoś bardzo nie chce to nie ma siły...) odmówić > przyjęcia pacjenta "bo mu się nie chce" - jeśli tylko > jest "w pracy", tzn. gdy oferuje swoją usługę i to bez > względu na jej formę (prywatna, "państwowa" itp) jeśli > pacjent ma tytuł do uzyskania porady (zapłacił, ma > stosowne ubezpieczenie). Nawet jeśli nie wywodzić tego > obowiązku z zasad etyki to jest to ogólna zasada > obowiązująca we wszystkich przypadkach oferowania swojej > pracy. Lekarz jak najbardziej MOZE odmowic przyjecia w godzinach otwarcia praktyki, ale musi sie liczyc z konsekwencjami. Jesli pacjent przyjdzie w godzinach otwarcia praktyki i nie zostanie przyjety nie dlatego, ze jest kolejka, tylko dlatego, ze nie i juz, to lekarz w oczach pacjenta niewiele jest wart i pacjent do niego nie wroci. Wolne zawody sa wlasnie takie: wolne. Oznacza to m.in swobode w organizowaniu sobie rytmu pracy. Jesli lekarz pracuje na panstwowej posadce, to bedzie mial do czynienia z przelozonym za niedopelnienie obowiazkow wynikajacych z umowy o prace, ale praca na panstwowym to nie jest to. Odpowiedz Link Zgłoś
slav_ Re: jak najbardziej 08.04.03, 23:24 Mimo wszystko pozwolę sobie na odmienne zdanie. Nie poczuwam sie do prawa dzielenia pacjentów na tych których chce mi się i tych których nie chce mi się przyjmować. I nie sądzę by takie prawo nam dano, bez względu na sposób i miejsce pracy. Bo któż wtedy przyjął by tych "nieprzyjemnych", "trudnych","niekomunikatywnych" itp. Wieszając tabliczkę "przyjmuję od -do" biorę obowiązek przyjęcia każdego kto się zgłosi. Może się oczywiści zdarzyc że pacjent trafił pod zły adres lub że nie mogę mu pomóc ale mogę to stwierdzić dopiero PO przyjęciu go. Uważam że inne postępowanie jest nieetyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
lekarzyna zaklad slav, ze jestes lekarzem w Polsce 12.04.03, 05:17 (jezeli jestes lekarzem) vide moj post powyzej. Drugi punkt dla mnie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: jak najbardziej IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 12.04.03, 06:38 slav_ napisał: > Mimo wszystko pozwolę sobie na odmienne zdanie. Mysle, ze roznica bardziej tkwi w semantyce niz w odmiennym pogladzie, ale przeanalizujmy. Nie > poczuwam sie do prawa dzielenia pacjentów na tych których > chce mi się i tych których nie chce mi się przyjmować. A ja tak! To moje prawo: prawo swobodnego wyboru pacjenta i mam je zagwarantowane w ustawie o prawach pacjenta (tak!). Oczywiscie, nie chodzi o dzielenie pacjentow ad hoc, to nieprofesjonalne. Ale jesli np przychodzi po raz pierwszy nowy pacjent, a ja go nie chce, to nie przyjme, albo np zablokuje go cena. > I > nie sądzę by takie prawo nam dano, bez względu na sposób i miejsce pracy. Patrz wyzej. Mam takie prawo, ale korzystac z niego przy byle okazji wyglada nieprofesjonalnie. "Przymus" przyjmowania pacjentow jest wewnetrzny (wyplywa z mojej postawy jako przedstawiciela wolnego zawodu), nie zewnetrzny (obowiazek nalozony przez ustawodawce, pracodawce itp). Bo któż wtedy przyjął by tych > "nieprzyjemnych", "trudnych","niekomunikatywnych" itp. To juz ich problem. Moga przyjac bardziej akceptowalne formy zachowania, bedzie im latwiej zyc. W praktyce, odmowilem przyjecia pacjenta tylko raz, za uwagi odnosnie mojej narodowosci. Uwazam, ze postapilem slusznie. > Wieszając tabliczkę "przyjmuję od -do" biorę obowiązek > przyjęcia każdego kto się zgłosi. "Obowiazek" to zle slowo, bo obowiazek mozna wyegzekwowac. Jesli nie przyjme pacjenta, to kto mi co zrobi? Do sadu mnie podadza? No, chyba, ze co innego stoi w umowie o prace. Jednak moja praktyka ucierpi przez takie zachowanie, wiec lepiej jednak przyjmowac kazdego. Widzisz roznice? Dla mnie to fundamentalne: nikt mi przyjec nie narzuca, to ja sam je sobie narzucam. To podstawa wolnego zawodu. Może się oczywiści > zdarzyc że pacjent trafił pod zły adres lub że nie mogę > mu pomóc ale mogę to stwierdzić dopiero PO przyjęciu go. > Uważam że inne postępowanie jest nieetyczne. Jesli nie chodzi o przypadek nagly, nie ma niczego nieetycznego w przyjeciu pacjenta. Rownie nieetyczne jest przyjac pacjenta, skasowac go, a potem powiedziec, ze akurat ja nic nie moge zrobic. Poza tym przyjecie pacjenta skutkuje powstaniem umowy pacjent- lekarz. Sam fakt przyjecia pacjenta to juz przyjecie na siebie pewnych obowiazkow. Musze miec prawo odmowy bycia strona w umowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lekmedka Re: jak najbardziej IP: *.dip0.t-ipconnect.de 12.04.03, 22:14 doki, a nie sadzisz, ze mozliwosc nie przyjecia pacjenta bez podania powodu- moze prowadzic do dyskryminacji, np narodowosciowej? (bo oczywiscie- gdy pacjent zachowuje sie agresywnie- to jest to przypadek szczegolny, ktory trzeba traktowac indywidualnie, takie zachowanie moze w koncu byc nawet objawem choroby) np w danym miescie wszscy lekarze "przypadkowo" nie maja ochoty przyjmowac cyganow/czarnych/polakow- kogo tam chcesz? pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: jak najbardziej IP: *.5-200-80.adsl.skynet.be 13.04.03, 08:37 Gość portalu: lekmedka napisał(a): > doki, a nie sadzisz, ze mozliwosc nie przyjecia pacjenta bez podania powodu- > moze prowadzic do dyskryminacji, np narodowosciowej? No i co z tego, ze prowadzi? Polityczna poprawnosc to bzdura. Nie mozna mowic o dyskryminacji ze wzgledu na cokolwiek w relacji pacjent- lekarz. Wizyta u lekarza to nie prawa obywatelskie. W dziedzinie tych praw to masz slusznosc, trzeba stac na strazy rownego traktowania. Ale moja relacja z pacjentem jest o wiele bardziej prywatna. Jezeli np nie lubie tej czy tamtej grupy, to nic tego nie zmieni. Lepiej, zebym nie przyjal takiego pacjenta, niz pogarszal moj kontakt z nim przez jakies osobiste anse. Np uwazam, ze poglady Swiadkow Jehowy na transfuzje sa, no jak to rzec, zeby nikogo nie obrazic... wiecie, o co chodzi. Jednak szanuje ich poglady, dlatego zalatwiam to tak, ze rozmawiamy o planie operacji, a jezeli nie mozemy dojsc do porozumienia, prosze kolege, zeby znieczulal. Ja tez mam sumienie, ktore moze dawac konflikty. > np w danym miescie wszscy lekarze "przypadkowo" nie maja ochoty przyjmowac > cyganow/czarnych/polakow- kogo tam chcesz? Pacjenci szybko dowiaduja sie gdzie jest lekarz, ktory ich przyjmie. Wolnorynkowa konkurencja powoduje, ze zawsze znajdzie sie ktos, kto sie nimi zajmie. Odpowiedz Link Zgłoś
lekarzyna Re: jak najbardziej 12.04.03, 05:15 widzisz Dr_Margot, tu masz zademonstrowana roznice miedzy lekarzem zachodnim i polskim. Na zachodzie jest on zalatanym czlowieczkiem rznacym i pilujacym zeby zarobic dolara albo dwa. Lata po poczekalni, ofukuje pacjento: tu nie siadac! Tamto nie ruszac! Zestressowany do granic obledu. A w Polsce? Nie wiem jak teraz ale dawniej to lekarz mogl sobie pozwolic na leczenie/myslenie o lelczeniu chociazby z nudow. Nie musial ganiac jak zwierze za kazdym dolarem. Teraz to sie zmienilo ale przeciez az tak szybko swiat sie nie zmienia. Na szczescie. Osobiscie wolalbym wybrac lekarza z Polski w Polsce raczej niz z (...) -wstawic odpowiedni kraj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: iskra Re: a czy lekarz może IP: *.trzepak.pl 08.04.03, 11:57 Sama mialam podobny problem w 'tłusty czwartek':pacjent nieprzyjemnie śmierdział alkoholem ale na sugestię przełożenia wizyty na inny dzień zaprotestował bo "miał przecież wyznaczony termin tego dnia i czuje sie dobrze". Wizyta wymagała siedzenia na fotelu stom dość długo a finał był taki że pacjenta zemdliło i bylo to krępujące dla obydwu stron. Odpowiedz Link Zgłoś
lekarzyna Re: a czy lekarz może 12.04.03, 05:18 Trzeba bylo wyrzucic dziada z pokoju. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dentystka Re: a czy lekarz może IP: *.bielsko.dialog.net.pl 12.04.03, 21:46 akurat splawic goscia "po spozyciu" to dla stomatologa stosunkowo prosta i oczywista sprawa (oswiadczam,ze z taka "premedykacja" nie przyjmuje, wyznaczam termin wizyty, gdy wytrzezwieje). Natomiast, tak z ciekawosci, Doki, czy odmowilbys przyjecia i leczenia pacjenta niepelnosprawnego umyslowo, "bo ci sie nie podoba"? Spychoterapia jest tu, niestety, czesto praktykowana... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: a czy lekarz może IP: *.5-200-80.adsl.skynet.be 12.04.03, 21:54 Gość portalu: dentystka napisał(a): > Natomiast, tak z ciekawosci, Doki, > czy odmowilbys przyjecia i leczenia pacjenta niepelnosprawnego umyslowo, "bo > ci sie nie podoba"? Spychoterapia > jest tu, niestety, czesto praktykowana... To zalezy. Na ogol pacjent "niepelnosprawny umyslowo", jak to okreslasz, przychodzi umowiony przez lekarza prowadzacego i jest zapowiedziany jako taki, wiec z gory wiadomo o co chodzi i wtedy nie widze problemu: albo umawiam sie z kolega, ze biore pacjenta, albo nie. Tu nie ma zaskoczenia. Nie o takim pacjencie rozmawiamy. Wrocmy do poczatku tego watku. Przychodzi pacjent, zachowuje sie po chamsku, wiec nie mam ochoty na kontynuowanie znajomosci. To nie zawsze jest spychoterapia. Na takich pacjentach trzeba sie znac, trzeba tez moc im poswiecic wiecej czasu i wysilku. Nie wszyscy na to ida. Co w tym dziwnego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dentystka Re: a czy lekarz może IP: *.bielsko.dialog.net.pl 12.04.03, 22:53 Gość portalu: Doki napisał(a): > > > To zalezy. Na ogol pacjent "niepelnosprawny umyslowo", jak to okreslasz, przych > odzi umowiony przez lekarza prowadzacego i jest zapowiedziany jako taki, wiec z > gory wiadomo o co chodzi i wtedy nie widze problemu: albo umawiam sie z kolega > , ze biore pacjenta, albo nie. Tu nie ma zaskoczenia Realia pracy Twoje i moje sa, niestety, rozne (z tego, co kojarze, jestes anestezjologiem), pracujesz w szpitalu, jako specjalista. Moja praca z zalozenia jest ambulatoryjna. Do Ciebie trafiaja pacjenci ze skierowaniem (mniejsza o formalnosci). ja funkcjonuje jako lekarz "pierwszego kontaktu" ,bez skierowan. U mnie na wizyte umawia sie pacjent osobiscie, a nie jego lekarz. Moze byc element zaskoczenia (dopoki pacjent nie siadzie na fotelu, nie wiem, z kim mam do czynienia). Wrocmy do poczatku tego watku. Przychodzi pacjent, zachowuje sie po ch > amsku, wiec nie mam ochoty na kontynuowanie znajomosci. Tu akurat jestesmy zgodni. W takiej sytuacji nie ma mowy o wzajemnym zaufaniu jako warunku powodzenia leczenia. To nie zawsze jest spychoterapia. Na takich pacjentach trzeba sie znac, trzeba > tez moc im poswiecic wiecej czasu i wysilku. Nie wszyscy na to ida. Co w tym dz > iwnego? Kazdy z nas wolalby miec pacjentow z duza kasa i malymi problemami. Tylko ci z mala kasa i duzymi problemami tez, niestety, choruja. I, niestety, czesto sa odsylani od Annasza do Kajfasza. W przypadku mojej dzialki czesto od drzwi sa odsylani na zabieg w znieczuleniu ogolnym, bez wnikania, czy mozna zabieg przeprowadzic w normalnych warunkach ambulatoryjnych.A najczesciej mozna!. Niestety, mozliwosc przeprowadzenia zabiegu stomatologicznego w znieczuleniu ogolnym w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (PUZ) jest tylko potencjalna i zadeklarowana na papierze: gabinetow kasy chorych ( ooops! sorki!NFZ) kontraktuja malo, wiec taki chory ma do wyboru: 1.jechac 80-100 km do odpowiedniego gabinetu, a potem organizowac we wlasnym zakresie (i na swoj koszt) transport pacjenta do domu po zabiegu (wiadomo, w jakim stanie jest czlowiek po takim zabiegu); 2. zaplacic kilkaset zlotych za zabieg "prywatny", z pominieciem PUZ w poblizu miejsca zamieszkania. 3.czasem czekac na wspomniany zabieg w ramach PUZ poltora roku (bez przesady, autentyczne). Dla mnie jest to przyklad dyskryminacji ze wzgledu na stan zdrowia. Odpowiedz Link Zgłoś
lekarzyna Re: a czy lekarz może 13.04.03, 04:51 W zamierzchlych czasach gdy chodzilem do lekarzy to: 1. Zapytalem pana doktora ile jednostek emanuje jego maszyna ktora wygladala jak z Auschwitz. O, nieduzo. Ile? Asystenka wie. Ile? Nie wiedziala. za kilka miesiecy w gazetach opisali ze ten stan nie ma przepisow na rentgeny i... i sprzedali im nowe maszyny. te stary mialy dawki konskie. 2. Ta sama rozmowa u udekorowanego laurkami dentysty. Jakis przewodniczacy stanowych przedstawicielstw. Zapytalem go jak czyste sa jego narzedzia? Bardzo czyste. Czy moge zobaczyc jak to czysci i kto? Nie. A kiedy lustro bylo czyszczone. Wczoraj. O, a tu ten syf na obwodzie? Wrzask. A ile rentgen ma rentgenow? Wrzask. Czy jestem paronoikiem? Nie, ale to nie znaczy ze mnie nie chca dorwac... A dlaczego panie doktorze po czyszczeniu dziasel mam kurevski bol dziasel, i zaraz jakies zapalenie sie przyplatuje??? To jest niemozliwe. Nie mowie ze wszyscy lekarze to gnoje, mowie ze tych dwoch lekarzy to kopletne gnoje. W USA, zeby nie bylo niedomowien. Ile godzin maja w programie w Polsce lekarze in spe na temat zywienia? W USA - dwie. 15 lat temu widzialem ortepede w RFN. Boze, co za fachman! Fajny, przystojny, otworzyl wlasnie praktyke. Potem kasy pobcinaly zyski i jak go ostatnio widzialem to byl dziadek i to bardzo nieciekawy. Wiecie co? Jak ja mialbym tak wygladac po 15 latach, to ja pieprze taki zawod i takie pieniadze. Primum non nocere, nie? To primum to ja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: a czy lekarz może IP: *.5-200-80.adsl.skynet.be 13.04.03, 09:32 Gość portalu: dentystka napisał(a): > Realia pracy Twoje i moje sa, niestety, rozne (z tego, co kojarze, jestes anes > tezjologiem), pracujesz w > szpitalu, jako specjalista. Moja praca z zalozenia jest ambulatoryjna. Do Cieb > ie trafiaja pacjenci ze > skierowaniem (mniejsza o formalnosci). ja funkcjonuje jako lekarz "pierwszego k > ontaktu" ,bez skierowan. Widzisz, a ja to widze dokladnie odwrotnie. Tylko pierwszy kontakt z Twoim pacjentem to niewiadoma, potem masz juz znanego pacjenta, a oni swojego stalego, znanego lekarza. U mnie zdecydowana wiekszosc, prawie wszystkie wrecz, to pierwsze kontakty, w dodatku przelotne. Pacjentow na intensywnej, ktorzy pojawiaja sie regularnie (np COPD czy niewydolnosc serca) to pamietam, ale ci na bloku operacyjnym- tylko jesli sami mi przypomna, albo znajde w historii choroby wlasne wpisy. > U mnie na wizyte umawia sie pacjent osobiscie, a nie jego lekarz. Moze byc elem > ent zaskoczenia (dopoki > pacjent nie siadzie na fotelu, nie wiem, z kim mam do czynienia). Do mnie pacjent w ogole sie nie umawia. To jest dopiero element zaskoczenia. <ciach> >> To nie zawsze jest spychoterapia. Na takich pacjentach trzeba sie znac, trzeba > > tez moc im poswiecic wiecej czasu i wysilku. Nie wszyscy na to ida. Co w t > ym dz > > iwnego? > Tylko ci z mala kasa i duzymi > problemami tez, niestety, choruja. Z powyzszego nie wynika, ze to Ty osobiscie musisz sie nimi zajmowac, choc oczywiscie jest to chwalebne. Nastepnie opisujesz problemy z zabiegami w znieczuleniu ogolnym. Nie ze wszystkim sie zgadzam, przede wszystkim chodzi mi o to, ze z faktu, ze jakis zabieg MOZNA (tj. da sie) zrobic bez ogolnego, nie wynika jeszcze, ze NALEZY go tak wykonac. Akurat zabiegi stomatologiczne w znieczuleniu miejscowym sa dosc niesympatyczne, co by nie robic. Ludzie o niskiej odpornosci psychicznej, np uposledzeni umyslowo, byc moze lepiej ze wybieraja znieczulenie ogolne (lub wybiera sie za nich). (NB: tylko przez pewien czas lubilem zabiegi stomatologiczne. Stomatolozka, ktora sie mna opiekowala, moglaby z powodzeniem byc Miss Polonia. Do dzisiaj pamietam te niesamowite oczy nad maska :-))) >(wiadomo, w jakim stanie jest czl > owiek po takim zabiegu) Wiadomo. W normalnym. 2-3 godziny po zabiegu pacjent czuje sie zupelnie normalnie, chociaz odradzamy prowadzenie samochodu czy podejmowanie zyciowych decyzji jeszcze przez 24 godziny. Nie rozumiem skad to przekonanie, ze po narkozie jest sie ciezko chorym. > Dla mnie jest to przyklad dyskryminacji ze wzgledu na stan zdrowia. Nie, to przejaw chamstwa systemu (w odroznieniu od chamstwa pacjentow, o ktorym jest ten watek). Slowa "dyskryminacja" uzywa sie ostatnio chetnie jako slowa-jokera, ktore przebija kazde inne (tak samo jest np ze slowem "antysemityzm"). Skoro cos dyskryminuje, to jest be. A ja w tym kontekscie bylbym ostrozny. To choroba dyskryminuje, nie system. System nie robi po prostu nic, zeby dyskryminacje zniwelowac. Mozemy sie spierac, czy w danych okolicznosciach jest to "sluszne", czy nie. Odpowiedz Link Zgłoś
lekarzyna Re: a czy lekarz może 13.04.03, 12:11 slowo 'joker' - dobre, musze to zapamietac.... pelno takich slow w dzisiejszych politycznie poprawnych czasach... rasizm (tak ale przeciwko bialym), rownouprawnienie kobiet (ale dyskryminacja mezczyzn), kobieta jest slaba (ale w sadzie ma wszystkie prawa tak jakby pila brudzia z sedzia chociaz go na oczy nie widziala), byc pedalem to brzmi dumnie (nie, nie brzmi to dumnie - to jest dewiacja jakich malo), masturbacja jest 'be' (niby dlaczego?), picie piwa jest zdrowe (od kiedy), picie alkoholu pomaga na krazenie (tak? No to chlusniem.), samochod na pozyczke jest ok (tak? To moze lepiej od razu wziac dwa to nam dadza package deal), jedzenie aspartamu jest dobre i zadne badania nie wykazuja ze cos jest z tym nie tak, zywienie sobie a leczenie sobie (przeciez to jasne), miec dziecko w kratke to zaden wstd, miec dziecko bez ojca i rodziny to jest naprawde nic dziwnego i tak ma byc, idiota nie jest idota tylko 'szczegolnym'. System chamski? Pacjent jest ostatnim chamem i jak sie z takim dogadac? Kupil kanape, dom i samochod na raty a ze zdrowie sie popsulo po drodze (dziwne - dlaczego?) to przeciez wina lekarzy i systemu! Pacjenci z jakims dziwnym uporem maniakow uwazaja ze lekarz ma za zadanie zwrocic (dac jak nie bylo?) zdrowie ktore sami przechlali, zniszczyli przez bledna alokacje wlasnych funduszy). Lekarz ma dac a jak nie da to jest zly lekarz. Do tego najlepiej teraz, hey, po to wynaleziono przeciez kortizon. Lekarze sa wytworem systemu w jakim zyja (odkrywcze, nie?). Nie ogladalem lekarza na oczy (nie, zeby mi ich brakowalo) od dobrych kilku lat i oby jak najdluzej. Martwie sie ze tylko wypadek spowoduje ze bede ich musial zobaczyc. Zauwazylem ze pomiedzy zywieniem a cwiczeniem fizycznym jest duza zaleznoc. Nawet stare dolegliwosci zdrowotne ustepuja, takie co do ktorych lekarze odpisali na straty (bo jest np zaciemnienie). Ludzki organizm ma zdolnosc samonaprawy bo przeciez medycna wspolczesna nie ma wszystkich odpowiedzi i dlugo ich nie bedzie miala ale wiadomo ze organizm ma zdolnosc sameonaprawy wiec dlaczego z tego nie skorzystac? Dlaczego? Bo wtedy mogloby sie okazac ze potrzebujemy lekarza to podciecia paznokci. U nog, na przyklad. A swoja droga, to ciezko byc lekarzem jak przywioza mu pacjenta ktory nie zmienial majtek od trzech dni a do tego ma jaks obfita ciote. Bo jest na przyklad 'szczegolny'. Jak tu nie pic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dentystka Re: a czy lekarz może IP: *.bielsko.dialog.net.pl 17.04.03, 00:42 Gość portalu: Doki napisał(a): > > > Nastepnie opisujesz problemy z zabiegami w znieczuleniu > ogolnym. Nie ze wszystkim sie zgadzam, przede wszystkim > chodzi mi o to, ze z faktu, ze jakis zabieg MOZNA (tj. da > sie) zrobic bez ogolnego, nie wynika jeszcze, ze NALEZY > go tak wykonac. Akurat zabiegi stomatologiczne w > znieczuleniu miejscowym sa dosc niesympatyczne, co by nie > robic. Ludzie o niskiej odpornosci psychicznej, np > uposledzeni umyslowo, byc moze lepiej ze wybieraja > znieczulenie ogolne (lub wybiera sie za nich) Sam przeciez nie raz podkreslales, ze ryzyko powiklan zabiegu w znieczuleniu ogolnym jest wieksze niz zabiegu w znieczuleniu miejscowym. W tym przypadku samo znieczulenie niesie za soba wieksze ryzyko niz zasadniczy zabieg. Dlatego wydaje mi sie zasadne zawsze sprobowac "po dobroci", a jesli sie nie uda wspolpraca z pacjentem - wtedy jak najbardziej - znieczulenie ogolne. Mam sporo pacjentow z zakladu dla osob uposledzonych umyslowo - i naprawde sporadycznie zdarza mi ich odsylac na zabiegi w znieczuleniu ogolnym. Fakt, czasem zabieg, ktory normalnie przeprowadzam w czasie jednej wizyty, zajmuje mi 3-4, bo pacjent sobie wymysli np. jakis napad padaczkowy.... > > >(wiadomo, w jakim stanie jest czl > > owiek po takim zabiegu) > > Wiadomo. W normalnym. 2-3 godziny po zabiegu pacjent > czuje sie zupelnie normalnie, chociaz odradzamy > prowadzenie samochodu czy podejmowanie zyciowych decyzji > jeszcze przez 24 godziny. Nie rozumiem skad to > przekonanie, ze po narkozie jest sie ciezko chorym. > Nie mowie, ze pacjent po zabiegu w znieczuleniu ogolnym jest ciezko chory, ale wystarczajaco "sniety", zeby byl problem z powrotem np. pociagiem 100 kilometrow. Konieczny jest samochod, zeby bezpiecznie i spokojnie dowiezc takiego czlowieczka do domu. A to kolejne kilkaset zlotych (dla rodziny nie posiadajacej swojego samochodu: sporo ich w mojej okolicy). W malo ktorym gabinecie wykonujacym zabiegi stomatologiczne w Polsce sa przyzwoite warunki do obserwacji pacjenta przez 2-3 godziny po zabiegu. Zwykle, niestety, jest to krzeselko ustawione w poczekalni. Dobrze, jak sie zdarzy kozetka. > > Dla mnie jest to przyklad dyskryminacji ze wzgledu na > stan zdrowia. > > Nie, to przejaw chamstwa systemu (w odroznieniu od > chamstwa pacjentow, o ktorym jest ten watek). Slowa > "dyskryminacja" uzywa sie ostatnio chetnie jako > slowa-jokera, ktore przebija kazde inne (tak samo jest np > ze slowem "antysemityzm"). Skoro cos dyskryminuje, to > jest be. A ja w tym kontekscie bylbym ostrozny. To > choroba dyskryminuje, nie system. System nie robi po > prostu nic, zeby dyskryminacje zniwelowac. Mozemy sie > spierac, czy w danych okolicznosciach jest to "sluszne", > czy nie. No no,. elokwentny jestes. Trudno z Toba dyskutowac... Pewna moja bardzo bliska krewna, osoba poruszajaca sie na wozku ( tetraplegik) ma, oglednie mowiac, utrudniony, dostep do leczenia stomatologicznego (a mieszka na zgnilym Zachodzie, zadna zasciankowa Polska), bo.. niemal wszystkie gabinety stomatologiczne sa na pietrze, gdzie sie nie mozna dostac. I nie ma zadnej mozliwosci wyboru lekarza, musi isc do jedynego gabinetu w miescie, ktory jest na parterze. Czy jej sie lekarz podoba, czy nie. I ta osoba naprawde czuje sie dyskryminowana. Jest sytuacja w Polsce, w ktorej MUSISZ przyjac pacjenta, chociazby najbardziej chamskiego: jesli pracuje sie w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (puz), masz psi obowiazek przyjac kazdego pacjenta, ktory sobie zechce do Twojego gabinetu przyjsc. Nie mozna mu dac zaporowej ceny, nie mozesz go odeslac do wszystkich diablow, bo Cie taki dupek szantazuje rzecznikiem praw pacjentow. Nie raz mialam ochote osobiscie wykrecic nr telefonu do kasy chorych i sluchawke wreczyc takiemu pacjentowi do reki, zeby sie poskarzyl. Ale to on bedzie mial racje, a Ty, mimo uczucia upokorzenia, musisz go przyjac. To znaczy - Ty nie musisz, a ja tak. Gdzie tu wolny zawod??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Doki Re: a czy lekarz może IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 17.04.03, 07:05 Gość portalu: dentystka napisał(a): > Sam przeciez nie raz podkreslales, ze ryzyko powiklan zabiegu w znieczuleniu > ogolnym jest wieksze niz zabiegu w > znieczuleniu miejscowym. W tym przypadku samo znieczulenie niesie za soba wieks > ze ryzyko niz zasadniczy zabieg. Pewnie tak, choc wszystkie te wartosci sa tak male, ze prawie nie mierzalne. > Dlatego wydaje mi sie zasadne zawsze sprobowac "po dobroci", a jesli sie nie ud > a wspolpraca z pacjentem - wtedy > jak najbardziej - znieczulenie ogolne. Do tego czasu nie ma juz innego sposobu jak zagnac pacjenta w kat i rzucic sie na niego w kilku, dzgajac na oslep strzykawka z czyms, co szybko usypia. Masz tyle personelu pod reka? Nie mamy takich strzelb, jak weterynarze, a osoby z uposledzeniem umyslowym potrafia byc naprawde grozne: dla siebie i dla innych. > Mam sporo pacjentow z zakladu dla osob > uposledzonych umyslowo - i > naprawde sporadycznie zdarza mi ich odsylac na zabiegi w znieczuleniu ogolnym. Chyle czola- to rzadka sztuka. > Fakt, czasem zabieg, ktory > normalnie przeprowadzam w czasie jednej wizyty, zajmuje mi 3-4, Tu nikt by sie tak nie bawil. Woz albo przewoz. Czas to pieniadz. Oczywiscie, wiadomo, ze taki pacjent kosztuje wiecej czasu, ale nie 3-4 razy tyle... bo pacjent sobi > e wymysli np. jakis napad > padaczkowy.... Nikt nie dotknie pacjenta zaraz po napadzie padaczkowym. Najpierw ustawic padaczke, potem wrocic na zabieg. > Nie mowie, ze pacjent po zabiegu w znieczuleniu ogolnym jest ciezko chory, ale > wystarczajaco "sniety", zeby byl > problem z powrotem np. pociagiem 100 kilometrow. Widac z tego, ze znieczulac tez trzeba umiec. Pacjent po znieczuleniu ogolnym sam przechodzi ze stolu operacyjnego z powrotem do lozka, godzine pozniej sie ubiera, a po nastepnej godzinie dobija sie do dyzurki pielegniarek z pytaniem kiedy wreszcie puszcza go do domu. Sniety? Zrobi jeszcze tego samego wieczoru impreze dla znajomych. > bo.. niemal wszystkie gabinety st > omatologiczne sa na pietrze, gdzie > sie nie mozna dostac. Takze w szpitalach sa gabinety, a szpitale spelniaja, bo musza, normy dot. dostepnosci przez niepelnosprawnych. Twoja znajoma uparla sie na gabinet na pietrze. > I ta osoba naprawde czuje sie > dyskryminowana. I bardzo slusznie! Ale nie przez dentystow, mam nadzieje? > > Jest sytuacja w Polsce, w ktorej MUSISZ przyjac pacjenta, chociazby najbardziej > chamskiego: jesli pracuje sie w > ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (puz), masz psi obowiazek przyjac > kazdego pacjenta, ktory > sobie zechce do Twojego gabinetu przyjsc. Nie mozna mu dac zaporowej ceny, nie > mozesz go odeslac do > wszystkich diablow, bo Cie taki dupek szantazuje rzecznikiem praw pacjentow. N > ie raz mialam ochote osobiscie > wykrecic nr telefonu do kasy chorych i sluchawke wreczyc takiemu pacjentowi do > reki, zeby sie poskarzyl. Ale to on > bedzie mial racje, a Ty, mimo uczucia upokorzenia, musisz go przyjac. To znaczy > - Ty nie musisz, a ja tak. Gdzie tu > wolny zawod??? Patrz wyzej w watku: pisalem mniej wiecej tak: lekarze, ktorzy sie na to godza, sami sa sobie winni. Niektorzy czuja sie zmuszeni- kontrakty z kasa chorych to mizerne, ale w miare stabilne zrodlo dochodu. Ale najlepszym wyjsciem jest trzymac sie od kas chorych z daleka. Wtedy zawod bedzie moze nie calkiem, ale troche bardziej wolny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dentystka Re: a czy lekarz może IP: *.bielsko.dialog.net.pl 17.04.03, 23:20 Gość portalu: Doki napisał(a): > > . Ale najlepszym > wyjsciem jest trzymac sie od kas chorych z daleka. Wtedy > zawod bedzie moze nie calkiem, ale troche bardziej wolny. I tu sie z Toba zdecydowanie zgadzam. Szkoda tylko, ze moje szefostwo tego nie rozumie :-(( Pozdrawiam i zycze spokojnych i rodzinnych Swiat! Odpowiedz Link Zgłoś