Dodaj do ulubionych

a czy lekarz może

03.04.03, 11:20
odmówic przyjecia pacjenta, np wtedy, gdy ten pacjent
był tu 2 dni temu i np był bardzo chamski??
I czy może odmówić przyjęcia pijanego? (w poradni)
Obserwuj wątek
    • Gość: Doki jak najbardziej IP: *.9-200-80.adsl.skynet.be 03.04.03, 12:35
      barabara6 napisał:

      > odmówic przyjecia pacjenta, np wtedy, gdy ten pacjent
      > był tu 2 dni temu i np był bardzo chamski??

      Lekarz moze odmowic przyjecia kazdego pacjenta i pacjent
      nie musi byc chamski, wystarczy jak np. lekarzowi sie nie
      chce. Wyjatki od tej zasady to:
      1. sytuacje nagle. Nie mozna odmowic pomocy w stanie
      zagrozenia zycia, lub gdy opoznienie pomocy spowoduje
      znaczne pogorszenie stanu zdrowia pacjenta.
      2. gdy lekarz jest pracownikiem najemnym i ma w umowie o
      prace, ze musi przyjmowac wszystkich jak leci. Jednak
      lekarz, ktory zgodzil sie na takie warunki pracy, sam
      jest sobie winien.

      > I czy może odmówić przyjęcia pijanego? (w poradni)

      Tak, oczywiscie. Przyjmowanie pijanego nie ma sensu.
      Czlowiek pijany ma ograniczona zdolnosc rozpoznawania
      swoich czynow, informacje uzyskane od niego sa mniej
      wiarygodne, ma tez uposledzona pamiec i moze po prostu
      nie zapamietac zalecen.
      • dr_margot Re: jak najbardziej 05.04.03, 21:13
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > barabara6 napisał:
        >
        > > odmówic przyjecia pacjenta, np wtedy, gdy ten pacjent
        > > był tu 2 dni temu i np był bardzo chamski??
        >
        > Lekarz moze odmowic przyjecia kazdego pacjenta i pacjent
        > nie musi byc chamski, wystarczy jak np. lekarzowi sie nie
        > chce.
        hmmmm....dziwna zasada...
        I wydaje mi sie ze "hodowanie" lekarzy leniuchow to glowna przyczyna
        beznadziejnego stanu polskiej sluzby zdrowia.
        • slav_ Re: jak najbardziej 06.04.03, 09:51
          W odróżnieniu od przemówcy twierdzę że lekarz "nie może"
          (piszę w cudzysłowie bo chodzi o zasadę a nie o praktykę
          bo jak ktoś bardzo nie chce to nie ma siły...) odmówić
          przyjęcia pacjenta "bo mu się nie chce" - jeśli tylko
          jest "w pracy", tzn. gdy oferuje swoją usługę i to bez
          względu na jej formę (prywatna, "państwowa" itp) jeśli
          pacjent ma tytuł do uzyskania porady (zapłacił, ma
          stosowne ubezpieczenie). Nawet jeśli nie wywodzić tego
          obowiązku z zasad etyki to jest to ogólna zasada
          obowiązująca we wszystkich przypadkach oferowania swojej
          pracy.
          Jednak lekarz nie tylko może ale POWINIEN odmowić
          leczenia (zakładając że nie jest to stan zagrożenia życia
          ) osoby pijanej oraz osoby z którą jest w konflikcie
          (ww chamskie zachowanie) - nie naraża się dzięki temu na
          zarzuty złego leczenia i roszczenia wobec siebie a
          pacjenta uwalnia od dylematów czy przypadkiem lekarz "z
          zemsty" nie postępuje wobec niego nieprawidłowo. Relacja
          pacjent - lekarz jest jednak oparta na (choćby bardzo
          powierzchownym) zaufaniu a ww sytuacje niszczą je całkowicie.
          • Gość: Doki Re: jak najbardziej IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 07.04.03, 10:33
            slav_ napisał:

            > W odróżnieniu od przemówcy twierdzę że lekarz "nie może"
            > (piszę w cudzysłowie bo chodzi o zasadę a nie o praktykę
            > bo jak ktoś bardzo nie chce to nie ma siły...) odmówić
            > przyjęcia pacjenta "bo mu się nie chce" - jeśli tylko
            > jest "w pracy", tzn. gdy oferuje swoją usługę i to bez
            > względu na jej formę (prywatna, "państwowa" itp) jeśli
            > pacjent ma tytuł do uzyskania porady (zapłacił, ma
            > stosowne ubezpieczenie). Nawet jeśli nie wywodzić tego
            > obowiązku z zasad etyki to jest to ogólna zasada
            > obowiązująca we wszystkich przypadkach oferowania swojej
            > pracy.

            Lekarz jak najbardziej MOZE odmowic przyjecia w godzinach
            otwarcia praktyki, ale musi sie liczyc z konsekwencjami.
            Jesli pacjent przyjdzie w godzinach otwarcia praktyki i
            nie zostanie przyjety nie dlatego, ze jest kolejka, tylko
            dlatego, ze nie i juz, to lekarz w oczach pacjenta
            niewiele jest wart i pacjent do niego nie wroci. Wolne
            zawody sa wlasnie takie: wolne. Oznacza to m.in swobode w
            organizowaniu sobie rytmu pracy.
            Jesli lekarz pracuje na panstwowej posadce, to bedzie
            mial do czynienia z przelozonym za niedopelnienie
            obowiazkow wynikajacych z umowy o prace, ale praca na
            panstwowym to nie jest to.
            • slav_ Re: jak najbardziej 08.04.03, 23:24
              Mimo wszystko pozwolę sobie na odmienne zdanie. Nie
              poczuwam sie do prawa dzielenia pacjentów na tych których
              chce mi się i tych których nie chce mi się przyjmować. I
              nie sądzę by takie prawo nam dano, bez względu na sposób
              i miejsce pracy. Bo któż wtedy przyjął by tych
              "nieprzyjemnych", "trudnych","niekomunikatywnych" itp.
              Wieszając tabliczkę "przyjmuję od -do" biorę obowiązek
              przyjęcia każdego kto się zgłosi. Może się oczywiści
              zdarzyc że pacjent trafił pod zły adres lub że nie mogę
              mu pomóc ale mogę to stwierdzić dopiero PO przyjęciu go.
              Uważam że inne postępowanie jest nieetyczne.
              • lekarzyna zaklad slav, ze jestes lekarzem w Polsce 12.04.03, 05:17
                (jezeli jestes lekarzem) vide moj post powyzej. Drugi punkt dla mnie!!!
              • Gość: Doki Re: jak najbardziej IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 12.04.03, 06:38
                slav_ napisał:

                > Mimo wszystko pozwolę sobie na odmienne zdanie.

                Mysle, ze roznica bardziej tkwi w semantyce niz w
                odmiennym pogladzie, ale przeanalizujmy.

                Nie
                > poczuwam sie do prawa dzielenia pacjentów na tych których
                > chce mi się i tych których nie chce mi się przyjmować.

                A ja tak! To moje prawo: prawo swobodnego wyboru pacjenta
                i mam je zagwarantowane w ustawie o prawach pacjenta
                (tak!). Oczywiscie, nie chodzi o dzielenie pacjentow ad
                hoc, to nieprofesjonalne. Ale jesli np przychodzi po raz
                pierwszy nowy pacjent, a ja go nie chce, to nie przyjme,
                albo np zablokuje go cena.

                > I
                > nie sądzę by takie prawo nam dano, bez względu na
                sposób i miejsce pracy.

                Patrz wyzej. Mam takie prawo, ale korzystac z niego przy
                byle okazji wyglada nieprofesjonalnie. "Przymus"
                przyjmowania pacjentow jest wewnetrzny (wyplywa z mojej
                postawy jako przedstawiciela wolnego zawodu), nie
                zewnetrzny (obowiazek nalozony przez ustawodawce,
                pracodawce itp).

                Bo któż wtedy przyjął by tych
                > "nieprzyjemnych", "trudnych","niekomunikatywnych" itp.

                To juz ich problem. Moga przyjac bardziej akceptowalne
                formy zachowania, bedzie im latwiej zyc. W praktyce,
                odmowilem przyjecia pacjenta tylko raz, za uwagi odnosnie
                mojej narodowosci. Uwazam, ze postapilem slusznie.

                > Wieszając tabliczkę "przyjmuję od -do" biorę obowiązek
                > przyjęcia każdego kto się zgłosi.

                "Obowiazek" to zle slowo, bo obowiazek mozna
                wyegzekwowac. Jesli nie przyjme pacjenta, to kto mi co
                zrobi? Do sadu mnie podadza? No, chyba, ze co innego stoi
                w umowie o prace. Jednak moja praktyka ucierpi przez
                takie zachowanie, wiec lepiej jednak przyjmowac kazdego.
                Widzisz roznice? Dla mnie to fundamentalne: nikt mi
                przyjec nie narzuca, to ja sam je sobie narzucam. To
                podstawa wolnego zawodu.

                Może się oczywiści
                > zdarzyc że pacjent trafił pod zły adres lub że nie mogę
                > mu pomóc ale mogę to stwierdzić dopiero PO przyjęciu go.
                > Uważam że inne postępowanie jest nieetyczne.

                Jesli nie chodzi o przypadek nagly, nie ma niczego
                nieetycznego w przyjeciu pacjenta. Rownie nieetyczne jest
                przyjac pacjenta, skasowac go, a potem powiedziec, ze
                akurat ja nic nie moge zrobic.
                Poza tym przyjecie pacjenta skutkuje powstaniem umowy
                pacjent- lekarz. Sam fakt przyjecia pacjenta to juz
                przyjecie na siebie pewnych obowiazkow. Musze miec prawo
                odmowy bycia strona w umowie.
                • Gość: lekmedka Re: jak najbardziej IP: *.dip0.t-ipconnect.de 12.04.03, 22:14
                  doki, a nie sadzisz, ze mozliwosc nie przyjecia pacjenta bez podania powodu-
                  moze prowadzic do dyskryminacji, np narodowosciowej?
                  (bo oczywiscie- gdy pacjent zachowuje sie agresywnie- to jest to przypadek
                  szczegolny, ktory trzeba traktowac indywidualnie, takie zachowanie moze w
                  koncu byc nawet objawem choroby)
                  np w danym miescie wszscy lekarze "przypadkowo" nie maja ochoty przyjmowac
                  cyganow/czarnych/polakow- kogo tam chcesz?

                  pozdrawiam
                  • Gość: Doki Re: jak najbardziej IP: *.5-200-80.adsl.skynet.be 13.04.03, 08:37
                    Gość portalu: lekmedka napisał(a):

                    > doki, a nie sadzisz, ze mozliwosc nie przyjecia
                    pacjenta bez podania powodu-
                    > moze prowadzic do dyskryminacji, np narodowosciowej?

                    No i co z tego, ze prowadzi? Polityczna poprawnosc to
                    bzdura. Nie mozna mowic o dyskryminacji ze wzgledu na
                    cokolwiek w relacji pacjent- lekarz. Wizyta u lekarza to
                    nie prawa obywatelskie. W dziedzinie tych praw to masz
                    slusznosc, trzeba stac na strazy rownego traktowania. Ale
                    moja relacja z pacjentem jest o wiele bardziej prywatna.
                    Jezeli np nie lubie tej czy tamtej grupy, to nic tego nie
                    zmieni. Lepiej, zebym nie przyjal takiego pacjenta, niz
                    pogarszal moj kontakt z nim przez jakies osobiste anse.
                    Np uwazam, ze poglady Swiadkow Jehowy na transfuzje sa,
                    no jak to rzec, zeby nikogo nie obrazic... wiecie, o co
                    chodzi. Jednak szanuje ich poglady, dlatego zalatwiam to
                    tak, ze rozmawiamy o planie operacji, a jezeli nie mozemy
                    dojsc do porozumienia, prosze kolege, zeby znieczulal. Ja
                    tez mam sumienie, ktore moze dawac konflikty.

                    > np w danym miescie wszscy lekarze "przypadkowo" nie
                    maja ochoty przyjmowac
                    > cyganow/czarnych/polakow- kogo tam chcesz?

                    Pacjenci szybko dowiaduja sie gdzie jest lekarz, ktory
                    ich przyjmie. Wolnorynkowa konkurencja powoduje, ze
                    zawsze znajdzie sie ktos, kto sie nimi zajmie.
        • lekarzyna Re: jak najbardziej 12.04.03, 05:15
          widzisz Dr_Margot, tu masz zademonstrowana roznice miedzy lekarzem zachodnim i
          polskim. Na zachodzie jest on zalatanym czlowieczkiem rznacym i pilujacym zeby
          zarobic dolara albo dwa. Lata po poczekalni, ofukuje pacjento: tu nie siadac!
          Tamto nie ruszac! Zestressowany do granic obledu. A w Polsce? Nie wiem jak
          teraz ale dawniej to lekarz mogl sobie pozwolic na leczenie/myslenie o
          lelczeniu chociazby z nudow. Nie musial ganiac jak zwierze za kazdym dolarem.
          Teraz to sie zmienilo ale przeciez az tak szybko swiat sie nie zmienia. Na
          szczescie. Osobiscie wolalbym wybrac lekarza z Polski w Polsce raczej niz z
          (...) -wstawic odpowiedni kraj.

    • Gość: iskra Re: a czy lekarz może IP: *.trzepak.pl 08.04.03, 11:57
      Sama mialam podobny problem w 'tłusty czwartek':pacjent nieprzyjemnie
      śmierdział alkoholem ale na sugestię przełożenia wizyty na inny dzień
      zaprotestował bo "miał przecież wyznaczony termin tego dnia i czuje sie dobrze".
      Wizyta wymagała siedzenia na fotelu stom dość długo a finał był taki że
      pacjenta zemdliło i bylo to krępujące dla obydwu stron.
      • lekarzyna Re: a czy lekarz może 12.04.03, 05:18
        Trzeba bylo wyrzucic dziada z pokoju.
        • Gość: dentystka Re: a czy lekarz może IP: *.bielsko.dialog.net.pl 12.04.03, 21:46
          akurat splawic goscia "po spozyciu" to dla stomatologa stosunkowo prosta i oczywista sprawa (oswiadczam,ze z
          taka "premedykacja" nie przyjmuje, wyznaczam termin wizyty, gdy wytrzezwieje). Natomiast, tak z ciekawosci, Doki,
          czy odmowilbys przyjecia i leczenia pacjenta niepelnosprawnego umyslowo, "bo ci sie nie podoba"? Spychoterapia
          jest tu, niestety, czesto praktykowana...
          • Gość: Doki Re: a czy lekarz może IP: *.5-200-80.adsl.skynet.be 12.04.03, 21:54
            Gość portalu: dentystka napisał(a):

            > Natomiast, tak z ciekawosci, Doki,
            > czy odmowilbys przyjecia i leczenia pacjenta niepelnosprawnego umyslowo, "bo
            > ci sie nie podoba"? Spychoterapia
            > jest tu, niestety, czesto praktykowana...

            To zalezy. Na ogol pacjent "niepelnosprawny umyslowo", jak to okreslasz, przychodzi umowiony przez lekarza prowadzacego i jest zapowiedziany jako taki, wiec z gory wiadomo o co chodzi i wtedy nie widze problemu: albo umawiam sie z kolega, ze biore pacjenta, albo nie. Tu nie ma zaskoczenia. Nie o takim pacjencie rozmawiamy. Wrocmy do poczatku tego watku. Przychodzi pacjent, zachowuje sie po chamsku, wiec nie mam ochoty na kontynuowanie znajomosci.
            To nie zawsze jest spychoterapia. Na takich pacjentach trzeba sie znac, trzeba tez moc im poswiecic wiecej czasu i wysilku. Nie wszyscy na to ida. Co w tym dziwnego?
            • Gość: dentystka Re: a czy lekarz może IP: *.bielsko.dialog.net.pl 12.04.03, 22:53
              Gość portalu: Doki napisał(a):

              >
              >
              > To zalezy. Na ogol pacjent "niepelnosprawny umyslowo", jak to okreslasz, przych
              > odzi umowiony przez lekarza prowadzacego i jest zapowiedziany jako taki, wiec z
              > gory wiadomo o co chodzi i wtedy nie widze problemu: albo umawiam sie z kolega
              > , ze biore pacjenta, albo nie. Tu nie ma zaskoczenia

              Realia pracy Twoje i moje sa, niestety, rozne (z tego, co kojarze, jestes anestezjologiem), pracujesz w
              szpitalu, jako specjalista. Moja praca z zalozenia jest ambulatoryjna. Do Ciebie trafiaja pacjenci ze
              skierowaniem (mniejsza o formalnosci). ja funkcjonuje jako lekarz "pierwszego kontaktu" ,bez skierowan.
              U mnie na wizyte umawia sie pacjent osobiscie, a nie jego lekarz. Moze byc element zaskoczenia (dopoki
              pacjent nie siadzie na fotelu, nie wiem, z kim mam do czynienia).

              Wrocmy do poczatku tego watku. Przychodzi pacjent, zachowuje sie po ch
              > amsku, wiec nie mam ochoty na kontynuowanie znajomosci.
              Tu akurat jestesmy zgodni. W takiej sytuacji nie ma mowy o wzajemnym zaufaniu jako warunku
              powodzenia leczenia.

              To nie zawsze jest spychoterapia. Na takich pacjentach trzeba sie znac, trzeba
              > tez moc im poswiecic wiecej czasu i wysilku. Nie wszyscy na to ida. Co w tym dz
              > iwnego?
              Kazdy z nas wolalby miec pacjentow z duza kasa i malymi problemami. Tylko ci z mala kasa i duzymi
              problemami tez, niestety, choruja. I, niestety, czesto sa odsylani od Annasza do Kajfasza. W przypadku
              mojej dzialki czesto od drzwi sa odsylani na zabieg w znieczuleniu ogolnym, bez wnikania, czy mozna
              zabieg przeprowadzic w normalnych warunkach ambulatoryjnych.A najczesciej mozna!. Niestety,
              mozliwosc przeprowadzenia zabiegu stomatologicznego w znieczuleniu ogolnym w ramach
              powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (PUZ) jest tylko potencjalna i zadeklarowana na papierze:
              gabinetow kasy chorych ( ooops! sorki!NFZ) kontraktuja malo, wiec taki chory ma do wyboru:
              1.jechac 80-100 km do odpowiedniego gabinetu, a potem organizowac we wlasnym zakresie (i na swoj
              koszt) transport pacjenta do domu po zabiegu (wiadomo, w jakim stanie jest czlowiek po takim zabiegu);
              2. zaplacic kilkaset zlotych za zabieg "prywatny", z pominieciem PUZ w poblizu miejsca zamieszkania.
              3.czasem czekac na wspomniany zabieg w ramach PUZ poltora roku (bez przesady, autentyczne).

              Dla mnie jest to przyklad dyskryminacji ze wzgledu na stan zdrowia.
              • lekarzyna Re: a czy lekarz może 13.04.03, 04:51
                W zamierzchlych czasach gdy chodzilem do lekarzy to:

                1. Zapytalem pana doktora ile jednostek emanuje jego maszyna ktora wygladala
                jak z Auschwitz. O, nieduzo. Ile? Asystenka wie. Ile? Nie wiedziala. za kilka
                miesiecy w gazetach opisali ze ten stan nie ma przepisow na rentgeny i... i
                sprzedali im nowe maszyny. te stary mialy dawki konskie.

                2. Ta sama rozmowa u udekorowanego laurkami dentysty. Jakis przewodniczacy
                stanowych przedstawicielstw. Zapytalem go jak czyste sa jego narzedzia? Bardzo
                czyste. Czy moge zobaczyc jak to czysci i kto? Nie. A kiedy lustro bylo
                czyszczone. Wczoraj. O, a tu ten syf na obwodzie? Wrzask.

                A ile rentgen ma rentgenow? Wrzask.

                Czy jestem paronoikiem? Nie, ale to nie znaczy ze mnie nie chca dorwac...

                A dlaczego panie doktorze po czyszczeniu dziasel mam kurevski bol dziasel, i
                zaraz jakies zapalenie sie przyplatuje???

                To jest niemozliwe.

                Nie mowie ze wszyscy lekarze to gnoje, mowie ze tych dwoch lekarzy to kopletne
                gnoje. W USA, zeby nie bylo niedomowien.

                Ile godzin maja w programie w Polsce lekarze in spe na temat zywienia? W USA -
                dwie.

                15 lat temu widzialem ortepede w RFN. Boze, co za fachman! Fajny, przystojny,
                otworzyl wlasnie praktyke. Potem kasy pobcinaly zyski i jak go ostatnio
                widzialem to byl dziadek i to bardzo nieciekawy. Wiecie co? Jak ja mialbym tak
                wygladac po 15 latach, to ja pieprze taki zawod i takie pieniadze. Primum non
                nocere, nie? To primum to ja.
              • Gość: Doki Re: a czy lekarz może IP: *.5-200-80.adsl.skynet.be 13.04.03, 09:32
                Gość portalu: dentystka napisał(a):

                > Realia pracy Twoje i moje sa, niestety, rozne (z tego,
                co kojarze, jestes anes
                > tezjologiem), pracujesz w
                > szpitalu, jako specjalista. Moja praca z zalozenia
                jest ambulatoryjna. Do Cieb
                > ie trafiaja pacjenci ze
                > skierowaniem (mniejsza o formalnosci). ja funkcjonuje
                jako lekarz "pierwszego k
                > ontaktu" ,bez skierowan.

                Widzisz, a ja to widze dokladnie odwrotnie. Tylko
                pierwszy kontakt z Twoim pacjentem to niewiadoma, potem
                masz juz znanego pacjenta, a oni swojego stalego, znanego
                lekarza. U mnie zdecydowana wiekszosc, prawie wszystkie
                wrecz, to pierwsze kontakty, w dodatku przelotne.
                Pacjentow na intensywnej, ktorzy pojawiaja sie regularnie
                (np COPD czy niewydolnosc serca) to pamietam, ale ci na
                bloku operacyjnym- tylko jesli sami mi przypomna, albo
                znajde w historii choroby wlasne wpisy.

                > U mnie na wizyte umawia sie pacjent osobiscie, a nie
                jego lekarz. Moze byc elem
                > ent zaskoczenia (dopoki
                > pacjent nie siadzie na fotelu, nie wiem, z kim mam do
                czynienia).

                Do mnie pacjent w ogole sie nie umawia. To jest dopiero
                element zaskoczenia.

                <ciach>

                >> To nie zawsze jest spychoterapia. Na takich
                pacjentach trzeba sie znac, trzeba
                > > tez moc im poswiecic wiecej czasu i wysilku. Nie
                wszyscy na to ida. Co w t
                > ym dz
                > > iwnego?

                > Tylko ci z mala kasa i duzymi
                > problemami tez, niestety, choruja.

                Z powyzszego nie wynika, ze to Ty osobiscie musisz sie
                nimi zajmowac, choc oczywiscie jest to chwalebne.

                Nastepnie opisujesz problemy z zabiegami w znieczuleniu
                ogolnym. Nie ze wszystkim sie zgadzam, przede wszystkim
                chodzi mi o to, ze z faktu, ze jakis zabieg MOZNA (tj. da
                sie) zrobic bez ogolnego, nie wynika jeszcze, ze NALEZY
                go tak wykonac. Akurat zabiegi stomatologiczne w
                znieczuleniu miejscowym sa dosc niesympatyczne, co by nie
                robic. Ludzie o niskiej odpornosci psychicznej, np
                uposledzeni umyslowo, byc moze lepiej ze wybieraja
                znieczulenie ogolne (lub wybiera sie za nich). (NB: tylko
                przez pewien czas lubilem zabiegi stomatologiczne.
                Stomatolozka, ktora sie mna opiekowala, moglaby z
                powodzeniem byc Miss Polonia. Do dzisiaj pamietam te
                niesamowite oczy nad maska :-)))

                >(wiadomo, w jakim stanie jest czl
                > owiek po takim zabiegu)

                Wiadomo. W normalnym. 2-3 godziny po zabiegu pacjent
                czuje sie zupelnie normalnie, chociaz odradzamy
                prowadzenie samochodu czy podejmowanie zyciowych decyzji
                jeszcze przez 24 godziny. Nie rozumiem skad to
                przekonanie, ze po narkozie jest sie ciezko chorym.

                > Dla mnie jest to przyklad dyskryminacji ze wzgledu na
                stan zdrowia.

                Nie, to przejaw chamstwa systemu (w odroznieniu od
                chamstwa pacjentow, o ktorym jest ten watek). Slowa
                "dyskryminacja" uzywa sie ostatnio chetnie jako
                slowa-jokera, ktore przebija kazde inne (tak samo jest np
                ze slowem "antysemityzm"). Skoro cos dyskryminuje, to
                jest be. A ja w tym kontekscie bylbym ostrozny. To
                choroba dyskryminuje, nie system. System nie robi po
                prostu nic, zeby dyskryminacje zniwelowac. Mozemy sie
                spierac, czy w danych okolicznosciach jest to "sluszne",
                czy nie.
                • lekarzyna Re: a czy lekarz może 13.04.03, 12:11
                  slowo 'joker' - dobre, musze to zapamietac.... pelno takich slow w dzisiejszych
                  politycznie poprawnych czasach...

                  rasizm (tak ale przeciwko bialym), rownouprawnienie kobiet (ale dyskryminacja
                  mezczyzn), kobieta jest slaba (ale w sadzie ma wszystkie prawa tak jakby pila
                  brudzia z sedzia chociaz go na oczy nie widziala), byc pedalem to brzmi dumnie
                  (nie, nie brzmi to dumnie - to jest dewiacja jakich malo), masturbacja
                  jest 'be' (niby dlaczego?), picie piwa jest zdrowe (od kiedy), picie alkoholu
                  pomaga na krazenie (tak? No to chlusniem.), samochod na pozyczke jest ok (tak?
                  To moze lepiej od razu wziac dwa to nam dadza package deal), jedzenie aspartamu
                  jest dobre i zadne badania nie wykazuja ze cos jest z tym nie tak, zywienie
                  sobie a leczenie sobie (przeciez to jasne), miec dziecko w kratke to zaden
                  wstd, miec dziecko bez ojca i rodziny to jest naprawde nic dziwnego i tak ma
                  byc, idiota nie jest idota tylko 'szczegolnym'. System chamski? Pacjent jest
                  ostatnim chamem i jak sie z takim dogadac? Kupil kanape, dom i samochod na raty
                  a ze zdrowie sie popsulo po drodze (dziwne - dlaczego?) to przeciez wina
                  lekarzy i systemu! Pacjenci z jakims dziwnym uporem maniakow uwazaja ze lekarz
                  ma za zadanie zwrocic (dac jak nie bylo?) zdrowie ktore sami przechlali,
                  zniszczyli przez bledna alokacje wlasnych funduszy). Lekarz ma dac a jak nie da
                  to jest zly lekarz. Do tego najlepiej teraz, hey, po to wynaleziono przeciez
                  kortizon.

                  Lekarze sa wytworem systemu w jakim zyja (odkrywcze, nie?). Nie ogladalem
                  lekarza na oczy (nie, zeby mi ich brakowalo) od dobrych kilku lat i oby jak
                  najdluzej. Martwie sie ze tylko wypadek spowoduje ze bede ich musial zobaczyc.

                  Zauwazylem ze pomiedzy zywieniem a cwiczeniem fizycznym jest duza zaleznoc.
                  Nawet stare dolegliwosci zdrowotne ustepuja, takie co do ktorych lekarze
                  odpisali na straty (bo jest np zaciemnienie). Ludzki organizm ma zdolnosc
                  samonaprawy bo przeciez medycna wspolczesna nie ma wszystkich odpowiedzi i
                  dlugo ich nie bedzie miala ale wiadomo ze organizm ma zdolnosc sameonaprawy
                  wiec dlaczego z tego nie skorzystac? Dlaczego? Bo wtedy mogloby sie okazac ze
                  potrzebujemy lekarza to podciecia paznokci. U nog, na przyklad. A swoja droga,
                  to ciezko byc lekarzem jak przywioza mu pacjenta ktory nie zmienial majtek od
                  trzech dni a do tego ma jaks obfita ciote. Bo jest na przyklad 'szczegolny'.
                  Jak tu nie pic.
                • Gość: dentystka Re: a czy lekarz może IP: *.bielsko.dialog.net.pl 17.04.03, 00:42
                  Gość portalu: Doki napisał(a):


                  >
                  >
                  > Nastepnie opisujesz problemy z zabiegami w znieczuleniu
                  > ogolnym. Nie ze wszystkim sie zgadzam, przede wszystkim
                  > chodzi mi o to, ze z faktu, ze jakis zabieg MOZNA (tj. da
                  > sie) zrobic bez ogolnego, nie wynika jeszcze, ze NALEZY
                  > go tak wykonac. Akurat zabiegi stomatologiczne w
                  > znieczuleniu miejscowym sa dosc niesympatyczne, co by nie
                  > robic. Ludzie o niskiej odpornosci psychicznej, np
                  > uposledzeni umyslowo, byc moze lepiej ze wybieraja
                  > znieczulenie ogolne (lub wybiera sie za nich)
                  Sam przeciez nie raz podkreslales, ze ryzyko powiklan zabiegu w znieczuleniu ogolnym jest wieksze niz zabiegu w
                  znieczuleniu miejscowym. W tym przypadku samo znieczulenie niesie za soba wieksze ryzyko niz zasadniczy zabieg.
                  Dlatego wydaje mi sie zasadne zawsze sprobowac "po dobroci", a jesli sie nie uda wspolpraca z pacjentem - wtedy
                  jak najbardziej - znieczulenie ogolne. Mam sporo pacjentow z zakladu dla osob uposledzonych umyslowo - i
                  naprawde sporadycznie zdarza mi ich odsylac na zabiegi w znieczuleniu ogolnym. Fakt, czasem zabieg, ktory
                  normalnie przeprowadzam w czasie jednej wizyty, zajmuje mi 3-4, bo pacjent sobie wymysli np. jakis napad
                  padaczkowy....
                  >
                  > >(wiadomo, w jakim stanie jest czl
                  > > owiek po takim zabiegu)
                  >
                  > Wiadomo. W normalnym. 2-3 godziny po zabiegu pacjent
                  > czuje sie zupelnie normalnie, chociaz odradzamy
                  > prowadzenie samochodu czy podejmowanie zyciowych decyzji
                  > jeszcze przez 24 godziny. Nie rozumiem skad to
                  > przekonanie, ze po narkozie jest sie ciezko chorym.
                  >
                  Nie mowie, ze pacjent po zabiegu w znieczuleniu ogolnym jest ciezko chory, ale wystarczajaco "sniety", zeby byl
                  problem z powrotem np. pociagiem 100 kilometrow. Konieczny jest samochod, zeby bezpiecznie i spokojnie dowiezc
                  takiego czlowieczka do domu. A to kolejne kilkaset zlotych (dla rodziny nie posiadajacej swojego samochodu: sporo
                  ich w mojej okolicy). W malo ktorym gabinecie wykonujacym zabiegi stomatologiczne w Polsce sa przyzwoite warunki
                  do obserwacji pacjenta przez 2-3 godziny po zabiegu. Zwykle, niestety, jest to krzeselko ustawione w poczekalni.
                  Dobrze, jak sie zdarzy kozetka.
                  > > Dla mnie jest to przyklad dyskryminacji ze wzgledu na
                  > stan zdrowia.
                  >
                  > Nie, to przejaw chamstwa systemu (w odroznieniu od
                  > chamstwa pacjentow, o ktorym jest ten watek). Slowa
                  > "dyskryminacja" uzywa sie ostatnio chetnie jako
                  > slowa-jokera, ktore przebija kazde inne (tak samo jest np
                  > ze slowem "antysemityzm"). Skoro cos dyskryminuje, to
                  > jest be. A ja w tym kontekscie bylbym ostrozny. To
                  > choroba dyskryminuje, nie system. System nie robi po
                  > prostu nic, zeby dyskryminacje zniwelowac. Mozemy sie
                  > spierac, czy w danych okolicznosciach jest to "sluszne",
                  > czy nie.
                  No no,. elokwentny jestes. Trudno z Toba dyskutowac... Pewna moja bardzo bliska krewna, osoba poruszajaca sie
                  na wozku ( tetraplegik) ma, oglednie mowiac, utrudniony, dostep do leczenia stomatologicznego (a mieszka na
                  zgnilym Zachodzie, zadna zasciankowa Polska), bo.. niemal wszystkie gabinety stomatologiczne sa na pietrze, gdzie
                  sie nie mozna dostac. I nie ma zadnej mozliwosci wyboru lekarza, musi isc do jedynego gabinetu w miescie, ktory jest
                  na parterze. Czy jej sie lekarz podoba, czy nie. I ta osoba naprawde czuje sie dyskryminowana.

                  Jest sytuacja w Polsce, w ktorej MUSISZ przyjac pacjenta, chociazby najbardziej chamskiego: jesli pracuje sie w
                  ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (puz), masz psi obowiazek przyjac kazdego pacjenta, ktory
                  sobie zechce do Twojego gabinetu przyjsc. Nie mozna mu dac zaporowej ceny, nie mozesz go odeslac do
                  wszystkich diablow, bo Cie taki dupek szantazuje rzecznikiem praw pacjentow. Nie raz mialam ochote osobiscie
                  wykrecic nr telefonu do kasy chorych i sluchawke wreczyc takiemu pacjentowi do reki, zeby sie poskarzyl. Ale to on
                  bedzie mial racje, a Ty, mimo uczucia upokorzenia, musisz go przyjac. To znaczy - Ty nie musisz, a ja tak. Gdzie tu
                  wolny zawod???
                  • Gość: Doki Re: a czy lekarz może IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 17.04.03, 07:05
                    Gość portalu: dentystka napisał(a):

                    > Sam przeciez nie raz podkreslales, ze ryzyko powiklan
                    zabiegu w znieczuleniu
                    > ogolnym jest wieksze niz zabiegu w
                    > znieczuleniu miejscowym. W tym przypadku samo
                    znieczulenie niesie za soba wieks
                    > ze ryzyko niz zasadniczy zabieg.

                    Pewnie tak, choc wszystkie te wartosci sa tak male, ze
                    prawie nie mierzalne.

                    > Dlatego wydaje mi sie zasadne zawsze sprobowac "po
                    dobroci", a jesli sie nie ud
                    > a wspolpraca z pacjentem - wtedy
                    > jak najbardziej - znieczulenie ogolne.

                    Do tego czasu nie ma juz innego sposobu jak zagnac
                    pacjenta w kat i rzucic sie na niego w kilku, dzgajac na
                    oslep strzykawka z czyms, co szybko usypia. Masz tyle
                    personelu pod reka? Nie mamy takich strzelb, jak
                    weterynarze, a osoby z uposledzeniem umyslowym potrafia
                    byc naprawde grozne: dla siebie i dla innych.

                    > Mam sporo pacjentow z zakladu dla osob
                    > uposledzonych umyslowo - i
                    > naprawde sporadycznie zdarza mi ich odsylac na zabiegi
                    w znieczuleniu ogolnym.

                    Chyle czola- to rzadka sztuka.

                    > Fakt, czasem zabieg, ktory
                    > normalnie przeprowadzam w czasie jednej wizyty, zajmuje
                    mi 3-4,

                    Tu nikt by sie tak nie bawil. Woz albo przewoz. Czas to
                    pieniadz. Oczywiscie, wiadomo, ze taki pacjent kosztuje
                    wiecej czasu, ale nie 3-4 razy tyle...

                    bo pacjent sobi
                    > e wymysli np. jakis napad
                    > padaczkowy....

                    Nikt nie dotknie pacjenta zaraz po napadzie padaczkowym.
                    Najpierw ustawic padaczke, potem wrocic na zabieg.

                    > Nie mowie, ze pacjent po zabiegu w znieczuleniu ogolnym
                    jest ciezko chory, ale
                    > wystarczajaco "sniety", zeby byl
                    > problem z powrotem np. pociagiem 100 kilometrow.

                    Widac z tego, ze znieczulac tez trzeba umiec. Pacjent po
                    znieczuleniu ogolnym sam przechodzi ze stolu operacyjnego
                    z powrotem do lozka, godzine pozniej sie ubiera, a po
                    nastepnej godzinie dobija sie do dyzurki pielegniarek z
                    pytaniem kiedy wreszcie puszcza go do domu. Sniety? Zrobi
                    jeszcze tego samego wieczoru impreze dla znajomych.

                    > bo.. niemal wszystkie gabinety st
                    > omatologiczne sa na pietrze, gdzie
                    > sie nie mozna dostac.

                    Takze w szpitalach sa gabinety, a szpitale spelniaja, bo
                    musza, normy dot. dostepnosci przez niepelnosprawnych.
                    Twoja znajoma uparla sie na gabinet na pietrze.

                    > I ta osoba naprawde czuje sie
                    > dyskryminowana.

                    I bardzo slusznie! Ale nie przez dentystow, mam nadzieje?

                    >
                    > Jest sytuacja w Polsce, w ktorej MUSISZ przyjac
                    pacjenta, chociazby najbardziej
                    > chamskiego: jesli pracuje sie w
                    > ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (puz),
                    masz psi obowiazek przyjac
                    > kazdego pacjenta, ktory
                    > sobie zechce do Twojego gabinetu przyjsc. Nie mozna mu
                    dac zaporowej ceny, nie
                    > mozesz go odeslac do
                    > wszystkich diablow, bo Cie taki dupek szantazuje
                    rzecznikiem praw pacjentow. N
                    > ie raz mialam ochote osobiscie
                    > wykrecic nr telefonu do kasy chorych i sluchawke
                    wreczyc takiemu pacjentowi do
                    > reki, zeby sie poskarzyl. Ale to on
                    > bedzie mial racje, a Ty, mimo uczucia upokorzenia,
                    musisz go przyjac. To znaczy
                    > - Ty nie musisz, a ja tak. Gdzie tu
                    > wolny zawod???

                    Patrz wyzej w watku: pisalem mniej wiecej tak: lekarze,
                    ktorzy sie na to godza, sami sa sobie winni. Niektorzy
                    czuja sie zmuszeni- kontrakty z kasa chorych to mizerne,
                    ale w miare stabilne zrodlo dochodu. Ale najlepszym
                    wyjsciem jest trzymac sie od kas chorych z daleka. Wtedy
                    zawod bedzie moze nie calkiem, ale troche bardziej wolny.
                    • Gość: dentystka Re: a czy lekarz może IP: *.bielsko.dialog.net.pl 17.04.03, 23:20
                      Gość portalu: Doki napisał(a):

                      >
                      > . Ale najlepszym
                      > wyjsciem jest trzymac sie od kas chorych z daleka. Wtedy
                      > zawod bedzie moze nie calkiem, ale troche bardziej wolny.
                      I tu sie z Toba zdecydowanie zgadzam. Szkoda tylko, ze moje szefostwo tego nie rozumie :-((
                      Pozdrawiam i zycze spokojnych i rodzinnych Swiat!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka