Dodaj do ulubionych

Służba zdrowia oczami lekarki

10.11.08, 23:11
Nie wiem jak Was, mnie poruszył bardzo artykuł Agnieszki
Domanowskiej: "Pocałowałam Dudka po raz przedostatni" w gazeta.pl
zawierający relację żony lekarki o jej walce o życie męża lekarza-
profesora. Oto link do artykułu:

wyborcza.pl/1,76842,5859070,Pocalowalam_Dudka_po_raz_przedostatni.html

Obserwuj wątek
    • borderlineonline Trenerzy komfortu umierania? 10.11.08, 23:32
      Nikt nie słyszał o neurochirurgu opisywanym w artykule-
      fakty zmienione wiadomo czemu.
      Mam za sobą taką samą walkę i drogę- bardzo osobiście odebrałem ów
      tekst.
      Prawdziwe słowa- osób , które są w stanie terminalnym w Polsce się
      nie bada, nie leczy, nie rusza.
      Wizyta na internie- lekarz stał w progu.
      Prawdziwą, zorganizowaną , profesjonalną opiekę dostaliśmy dopiero z
      hospicjum.
      Umierać po ludzku....
      W sprawie obcowania ze śmiercią Lekarzy nie szkolą osoby
      przygotowane do tego ze strony psychologicznej, terapeutycznej,
      praktycznej,
      nie ma warsztatów , brak dyskusji- stąd młodzi uczą się od starszych-
      i tak powiela się pewien model.
      Może właśnie potrzebny byłby ktoś taki- jak trener obchodzenia się
      ze śmiercią?
      • loraphenus borderline, ja zwróciłem uwagę na co innego 11.11.08, 06:58
        pani dr opisywana w artykule - sugeruje błąd medyczny - nierozpoznania
        niedrożności p. pokarmowego - skutkujący zgonem.

        pytanie : gdzie zgłoszenie do prokuratury?
        pytanie 2: gdzie zgłoszenie podejrzenia popełnienia przestępstwa ?

        Tak po prostu sobie napisała, i zamknęła rozdział, skupiając się na ekspiacji
        swych wewnętrznych przeżyć?

        Cynizm i podwójny standard moralny?

        Najpierw chwytliwy akapit - na początek - "kochaliśmy się jak dzikie zwierzęta"
        - bla bla bla... żeby poczytność zwiększyć...

        A potem opisywanie przestępstw kradzieży zestawów żywieniowych, opisywanie swych
        eskpiacji?

        Cynizm i zniesmaczenie podwójne - bo wykorzystywała swe dojścia nieformalne...
        Zabierając szansę innym. Bo te wyniesione worki zywieniowe nie stanowiły stałej
        ekspozycji -tylko były dla kogoś przeznaczone.

        Kazdy lekarz w Polsce wie, jakie są standardy opieki - i że zmierzają ku
        gorszemu. Obchodzi to kogokolwiek ? Nie.

        Bedąc lekarzem - nie dziwi lekarza stażysty taki zastany stan rzeczy. Tylko
        -nasuwają mi się pytania:

        1. Czy zgłoszono zaniedbania do prokuratury by zrobiono z tym cokolwiek?

        Czy tylko- popyszczono w artykuliku na temat swych ekspiacji i dewiacji - oraz
        de facto na forum publicznym zdemaskowano swe kombinatorstwo i okradanie innych...

        Przperaszam, to wynoszenie tych worków, te nieformalne dojścia...

        A co ma powiedzieć syn czy córka terminalnie chorego, niezwiazanego z medycyną ?
        Kto opublikuje jej przemyślenia? Moralnie czyste, bo nie obarczone wynoszeniem
        żestawów żywienia pozajelitowego z oddziału...

        Kto? Nikt.

        Dno moralne. Czy dziennikarka zgłosiła do prokuratury podejrzenie popełnienia
        przestępstwa?

        Czy w polskim prawie zatajenie wiedzy o popełnionym przestępstwie nie jest de
        facto przestępstwem?

        Ja bardzo przepraszam - ale - orwellowskie dwójmyślenie się kłania.



        • andnow2 Też postawiłem sobie takie pytanie 11.11.08, 11:08
          loraphenus napisał:

          > A co ma powiedzieć syn czy córka terminalnie chorego,
          > niezwiazanego z medycyną?

          Myślę, że w kontekście tego forum zasadne jest jeszcze dalej idące
          pytanie: Czy wolno im się na tym forum swobodnie wypowiedzieć,
          przedstawić swój problem, czy nie zostaną zadziobani przez zwarty
          szwadron oblężonej twierdzy?

          Przedsmaku swobody dyskusji na tym forum o anomaliach służby zdrowia
          zaznałem, gdy usunięto wątek o znanym medialnie wypadku Huberta,
          któremu obecny na miejscu wypadku lekarz pogotowia nie udzielił
          pomocy medycznej, i tylko dzięki spostrzegawczości i determinacji
          policjantów po dwóch godzinach trafił do szpitala, gdzie uratowano
          mu życie. Wtedy postawiłem sobie pytanie, ciekawe jakby reagowali ci
          medyczni krzykacze, gdyby coś takiego dotknęło kogoś z ich bliskich?

          Nie wiem, czy opisany w przywołanym artykule kazus prof. Dudka jest
          oparty na zdarzeniach rzeczywistych. Znając jednak realia, niestety
          nie mam powodu poddawać tego w wątpliwość.

          Daleki jestem też od twierdzenia, że zawarty w artykule opis, to
          absolutnie chleb powszedni polskiej służby zdrowia. Ja jestem
          większym optymistą, a i mógłbym mnożyć opisy moich w międzyczasie
          bardzo wielu pozytywnych doświadczeń i wrażeń z kontaktów z
          lekarzami i innym personelem medycznym.

          Nie czuję też absolutnie żadnej "Schadenfreude", że i lekarzom nie
          jest lepiej w obliczu tragedii ich bliskich. Wierzę jednak, że mocna
          wymowa faktów przedstawionych w artykule otworzy oczy niektórym z
          żelaznych dyskutantów tego forum, atakującym w zarodku każdą krytykę
          istniejącego systemu, tak jak to miało miejsce w wypadku usunięcia
          wątku o wypadku Huberta.
        • cccykoria Re Loraphenus 11.11.08, 11:14
          Ty zawsze musisz "do pieca"

          Ty jako dr kochasz sie tylko po bozemu?

          "kochaliśmy się jak dzikie zwierzęta"

          Chyba jeszcze nie znalazles sie w takiej sytuacji-to
          dobrze ,bo inaczej bys "spiewal"

          Dlaczego nie zglosila do prokuratury? Odpowiedz sobie sam

          Pamietaj ,dopoki nie doswiadczysz czegos na sobie ,lub
          bliskich -nie zrozumiesz do czego czlowiek jest zdolny

          Postaw sie raz na miejscu autorki reportazu i napisz co
          bys zrobil?

          Wiem ,ze odp nie bedzie -bo Tys WIELKI Pan DOKTOR

          Znalam dr ,dla ktorych pacjent byl -nikim
          3 udary i jest teraz roslinka





          • loraphenus autorka reportażu 11.11.08, 11:36
            ma w nosie rzetelność przekazu. Ona ma ubarwiać i sprawiać, by ilość kliknięć na
            artykuł wzrosła. Przekłada się to na wartość reklamy danego portalu.

            Taki lajf. Gdyby tą gehennę przechodziła córka/żona/siostra/ wypisz wymaluj
            szwaczki/salowej/kioskarki/intendentki

            to nie było by artykułu, bo nie byłby medialny. Tutaj show -mix erotyzmu,
            perwersji, perseweracji, stopniowanie gniewu i odkrywanie faktów znanych na nowo....

            I nie Twoja sprawa co ja robię w swoim życiu, zwłaszcza seksualnym -tylko nie
            widzę żadnego celu by publicznie dokonywać ekspiacji swoich seksualności....

            Ale bez tego -artykuł nie byłby "trendy"

            Równie dobrze można było upikantnić - zakładałam lateksową maskę a on brał
            szpicrutę" -jaki to miało by związek merytoryczny z artykułem. Żaden. Bo liczy
            się treść, nie opakowanie. Treścią tego artykułu ma byc problem społeczny " brak
            standardów opieki paliatywnej w Polsce"

            A co jest na pierwszym planie ?

            Perseweracje, niespełniony psychotyczny erotyzm, pretensje i opisy wręcz
            przestępstw. Przeciwko mieniu, zdrowiu i zyciu.

            Relatywizm moralny tej lekarki polega na tym -że - przepraszam - nigdy nie
            uwierzę -że ONa- czyli Dr Rydzewska - nie uwierzę będąc lekarzem - NIE WIE,NIE
            WIEDZIAŁA - jaki jest poziom opieki nad ludzmi terminalnie chorymi w Polsce.

            Ona o tym wie i wiedziała -tylko dopóki jej to w sposób bezpośrednio nie
            dotkneło -to pisze swe uzwierzęcone ekspiacje.

            Czy Dr Rydzewska nie dokonała wartościowania osób w artykule , mówiac o chorej z
            DPS ? Czy nie składając jej śmierci w wyniku nierozpoznania niedrożności
            przewodu pokarmowego i zaniedbania procesu diagnostyczno-terapeutycznego - nie
            podzieliła ją na - ja i mój umierający mąż to Uebermenschen - i nam należy się
            maksymalna pomoc - macie ukraść dla mnie i męża profesora worki z żywieniem
            pozajelitowym, macie załatwić dojścia...

            Czy nie składając doniesienia do prokuratury nie podjęła się wartościowania
            życia ? Jakim prawem ?

            Czy chora z DPS - zaniedbana i zmarła w wyniku zaniedbań (nieumyślne
            spowodowanie śmierci) - nie podlega pod Kodeks Karny ? Czy w systemie moralnym
            Dr Rydzewskiej nie ma już wartościowania -że zgłasza się przestępstwa tylko
            przeciwko zdrowiu i życiu "Untermenschen" Nie odnoszą Państwo takiego wrażenia,
            iż w treści artykułu jest już zawarty sąd wartościujący ?

            Ona kpi z prawa i jeszcze się do tego przyznaje...

            Więc odstosunkuj się od mojej osoby ccykoria.

            Artykuł trąci hipokryzja i opływa w skrajny egotyzm. dodatkowo -jeśli nie jest
            fikcją literacką - osoby publicznie przyznają się do przestępstw z zakresu prawa
            karnego.

            Czyn został osądzony.. Mene , tekel ufarsim....

            Czyżby ?

            Czy Dr Rydzewska opisywana w artykule - ma moralne prawo do oceny, sama
            dokonując moralnego wartościowania?

            Czy oprócz skarcenia i peanu retoryki wobec lekarza - zrobiła cokolwiek by nie
            doszło do powtórki, by ofiara chorej z Domu Pomocy Społecznej była osądzona
            przez Sąd, by do dramatów nie doszło?

            Czy tylko egotystycznie liczył się jej interes, teraźniejsze kombinowanie leków
            i worków z żywieniem pozajelitowym....

            Czy takie postawy warte są naśladowania -czy są raczej -niezależnie od chęci
            przesłania pewnych treści - moralnie dwuznaczne ?

            Jeśli ten artykuł nie jest fikcją literacką - i jeśli jest pisany przez lekarza-
            to ubolewam nad tym, że do takiej moralności doszliśmy.

            Całe szczęście, że nie mam polskiego prawa wykonywania zawodu - bo chociaż przez
            to sie nie identyfikuję z takimi postawami.

          • cccykoria [...] 11.11.08, 12:10
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • borderlineonline goryczka cykorii 11.11.08, 12:59
              cccykoria napisała:

              > Jestes jedynym dr tu na forum ,ktorego nie lubie.A mam
              > prawo- i nic mi nie zrobisz
              > Twoje zycie seksualne mnie nie obchodzi -widac z tego ,ze
              > z Ciebie "cienki Bolek" skoro Cie tak oburzylo,co autorka
              > watku napisala.

              Cykoria- loraphenus po raz kolejny zaskakuje mnie swoją
              dojrzałością, umiejętnością dystansowania się do pewnych informacji,
              różnopłaszczyznowej oceny poruszanych problemów.
              Oczywiście- nie zawsze, czasem posty zalatują winem- ale wtedy sam
              do owej winy się przyznaje :-).
              Sam byłem kiedyś w takiej sytuacji- siedziałem w dyżurce u
              pielęgniarek na dyżurze, i usłyszałem, jak pielęgniarka z innego
              oddziału prosi o leki od nas- dla swojego syna.
              Ani drogie, ani niedostępne, ani wymyślate.
              po prostu= po co kupować , skoro w szpitalu są.
              Sam potrzebowałem zestawów do żywienia pozajelitowego, czy innych
              lekarstw- dostępnych tylko do lecznictwa zamkniętego- co znaczy, że
              nie można ich kupić w aptece dla siebie.
              Problem rozwiązałem wpłacając pieniądze na fundację szpitalną- i za
              pośrednictwem szpitala kupowałem owe środki.
              Było to uważane za dziwactwo, głupotę, objaw szaleństwa.
              W polskiej mentalności nie ma świadomości, że takie wynoszenie
              rzeczy z miejsca pracy to zwykła kradzież.
              Sprawa posądzenia o błąd- nierozpoznanie niedrożności-
              kiedy umiera najbliższa osoba - a jest się lekarzem, który nie
              obcuje na codzień z umieraniem- emocje, które zaczynają nami
              kierować wymieszane z teorią i brakiem doświadczenia praktycznego
              wypaczają widzenie świata.
              W relacji z umierania "Dudka" jest wiele bólu, emocji, rozpaczy-
              jest w tym wiele wspólnych odczuć z moimi.
              Ale jest i sporo medialności, pudru, podpicowania dla większego
              efektu.
              Taka prawda.
              A sprawa dzikiego kochania się- to co robi czy może Loraphenus-
              rzeczywiście nie jest Twoją sprawą Cykoria.
              Masz ochotę- pisz o sobie, są fora poświęcone takim sprawom.
              Ale czy ktoś opowiadający o śmierci ukochanej osoby rzeczywiście
              sięga do takich wspomnień?
              Kiedy patrzę na to z mojego podwórka- nie umiem sobie tego wyobrazić.
              Ale zachowuję tolerancję dla różnorodności.
              Z pozdrowieniem
              • loraphenus borderline...nie wiem czemu ludzie nie widzą, że 11.11.08, 16:46
                Pani Dr miała w nosie stan opieki terminalnej w Polsce. Miała to w nosie dopóki
                nie była zmuszona z tego skorzystać.

                Nikt z lekarzy na forum nie uwierzy w to że ona nie wiedziała jak jest. Bo każdy
                lekarz wie jak wygląda opieka terminalna w Polsce.

                Ale doktorka wolała tupnąć nóżką ! He skurczysyny! Ja jestem uebermensch i mój
                maż także jest uebermensch -dawajże leki, dawajże wszystko bo mi się należy
                extra service , bo ja lekarka....

                Dlatego nie widzi nic niewłaściwego w kradzieży, kombinowaniu, wywieraniu
                nacisków...A jak wiemy - w tym bałaganie - żeby dać jednej osobie terminalnie
                chorej, drugiej trzeba zabrać.

                Nie widzi nic moralnie nagannego w okradaniu innych pacjentów (kolega ukradł
                worki żywieniowe z oddziału...)

                Kombinowanie i załatwianie prywaty, kradzieże ( w mizerii polskiej ochrony
                zdrowia kradzież jednego worka oznacza brak tego worka, nie rozmnożą się przez
                pączkowanie)...

                Kiedy potraktowano jej męża standardowo, tak jak traktuje się wszystkich
                pacjentów terminalnych - święte oburzenie...

                I egotystycznie miała to dalej w nosie.

                Podobnie jak opisywaną śmierć chorej z DPS. Czy pisze o dalszych krokach -czy
                tylko pogroziła paluszkiem , wyzywając od konowałów? Cos się stało ?

                Artykuł to dno, a jak ocenimy moralnie -dno z pukaniem od spodu.

                Z opisem przestępstw i nadużyć. Każdy inteligentny człowiek zada sobie pytanie,
                zaraz zaraz, jakim prawem wartościujesz i oceniasz, jakim prawem zawłaszczasz
                mienie i zatajasz informacje o przestępstwie doktórko ?

                Takim prawem widocznie, że to jest moja sprawa i moja sprawa jest "mojsza niż
                wajsza "

                Po przeczytaniu artykułu w sumie nie wiadomo o co tej pani chodzi. Czy uskarża
                się na system, na niedouczonych lekarzy, a może na to ze bez znajomości nic nie
                można zrobić.


                Kolejna ciekawa sprawa jest to, ze pani Dr pisze z punktu widzenia
                doświadczonego lekarza lub biednej, rzuconej na głęboka wodę ( brutalnego świata
                medycyny) kobiety która traci męża, w zależności od tego jak jej wygodnie.

                Wydaje mi się, ze sytuacją w szpitalach można byc dla kogos zaskoczonym albo
                nie. Pani Dr pisze jak by było możliwe jedno i drugie na raz.

                A na koniec - zwłoki ze śmiercią mózgową technicznie można wentylować i odżywiać
                kilkanaście lat, marnotrawiąc ogromne środki...

                więc o co chodziło tej Pani 7 miesięcy po fakcie ?

                Kto się odważy zgłosić prokuraturze podejrzenie popełnienia przestępstwa ?

                • tara34 Re: borderline...nie wiem czemu ludzie nie widzą, 12.11.08, 17:41
                  jak Wy to nazywacie- prowokacja?
                  kolejna prowokatorka idealnej służby zdrowia
                  zapomninacie o jednym nie ma "nadludzi" jestescie lekarzami macie
                  rodziny ,dzieci ,matki ,zony ,siostry ,braci
                  nie życzę nikomu nieszczęścia, ale w obliczu takowego zapomnicie
                  kim jestecie staniecie się tacy sami jak Pani Dudek ,malutcy
                  bezsilni ,bezradni
                  śmierć zostawia "zgliszcza "
                  trochę pokory w życiu nie zaszkodzi
                  wiele kąsliwych tu opini jest nie na miejscu
              • cccykoria Re: borderlineonline 11.11.08, 20:18
                Moze rzeczywiscie przegielam- ale pierwszy zaczal
                loraphenus,to byo vice versa.
        • szlachcic [...] 11.11.08, 11:26
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • andnow2 pierdu, pierdu Oblężona Twierdzo 11.11.08, 16:19
        borderlineonline napisał:

        > Nikt nie słyszał o neurochirurgu opisywanym w artykule-
        > fakty zmienione wiadomo czemu.


        borderlineonline, chciałbym wierzyć, iż polskie środowisko lekarskie
        jest tak liczne, że naprawdę nie wiedziałeś, iż zarówno prof. Henryk
        Dudek, jak i jego żona dr Maria Rydzewska-Dudek, to rzeczywiste
        osoby praktykujące w Białymstoku. Wrzuć te nazwiska w Google, a
        przekonasz się, że autorka opisała historię realnie istniejących
        osób.
        • borderlineonline Re: pierdu, pierdu pulchny blondynku 11.11.08, 17:53
          Wrzuć te nazwiska w Google, a
          > przekonasz się, że autorka opisała historię realnie istniejących
          > osób.
          Widzisz- ja pytałem o tego profesora w środowisku neurochirurgów-
          nie ma ich w Polsce bardzo wielu- twierdzą, ze nie słyszeli o takiej
          osobie.
          Może po prostu ośrodek mało się udzielał, i dlatego profesor mało
          znany.
          A co do guglowania nazwisk-
          andnow- nie lubię tej metody, nie gugluję ludzi.
          Ale Twoją stronkę na naszej klasie oglądnałem z radością-
          prawdziwa obsesja Huberta-
          też wystawiam często swego psa- ciekawe czy los nas skrzyżuje?
          a to pierdu pierdu to takie bardzo w Twoim stylu blondasku.
    • szlachcic Re: Służba zdrowia oczami lekarki 11.11.08, 11:17
      "A taki młody lekarz mówi do mnie: - Oddech ćwiczy ... O, (słowo
      niecenzuralne) on się dusi! Dusi się!".

      a jest roznica miedzy cwiczeniem oddechu a duszeniem sie? moze nie ma
      _____________________
      "-Damy czopek .... -Wie pan, co to jest niedrożność mechaniczna?"

      a co wtedy jak w rodzinie nie ma lekarza? nie masz lekarza w
      rodzinie twoje szanse na przezycie sa mizerne, z lupiezem jedynie
      dosc duze
      ________________________

      "-Ta pani trafiła do nas, bo miała stan podgorączkowy,
      stwierdziliśmy sepsę ...... -Mogła dalej żyć"

      i sepsa firugruje jako przyczyna zgonu, czyli kolejny temat jaki
      poruszalem na tym forum
      ___________________________

      "-Tacy jak on wierzą tylko w tomografię, rezonanse, jakieś inne
      sranse

      i w firmy farmaceutyczne
      _________________________

      "-To najprostsza procedura, która kosztuje zero"

      Loraphenus mowi ze wszystko kosztuje, a to mundry czlowiek
      _________________________

      "-Wracam, a Dudek spuchnięty. Trzy razy większy, niż jak go
      zostawiałam"

      trzeba bylo nie wychodzic i kontrolowac najlepszych lekarzy na
      swiecie
      ________________________

      "-to anestezjolodzy robili zakłady o to, ile Dudek przeżyje"

      jakos mnie to nie dziwi, dlaczego?
      _______________________

      "-Beton. Mur. Bez szefa decyzji nie podejmą."

      pisalem juz wczesniej, organizacja pracy i struktura oddzialow
      szpitalnych w tym kraju i pozycja ordynatora to to wytwory oszolomow
      Ordynatorzy z premedytacja tak ksztaltuja zycie oddzialu aby bez
      wiedzy ordynatora nie mozna byloby pierdnac
      to w Polsce jest nagminne
      W Toruniu z 2 lata temu uciekl z leczenia psychiatrycznego pacjent
      Prawie zabil matke z dzieckiem
      konsultant wojewodzki oceniajac to wszystko powiedzial ze ordynator
      bral na siebie wszystkie obowiazki nie dopuszczajac do pacjentow
      innych lekarzy a nie byl w stanie wszystkimi sie opiekowac
      Co tam sie k... musialo dziac ze konsultant wojewodzki tak
      obsmarowal lekarza

      Ale loraphenusopodobni powiedza ze to klamstwo, ze pani doktor sobie
      to wymyslila, ze polscy lekarze sa najlepsi, ze opieka w Polsce jest
      na najlepszym poziomie itp itd
      Ale nie przejmujmy sie tym, to frustrat


    • mindflayer co ona opowiada... 11.11.08, 13:25
      Standard opieki mamy taki a nie inny. Nie stać nas na odpowiednią ilość wykwalifikowanej kadry pracującej na przyzwoitym sprzęcie.
      Z faktami "opowieści spod respiratora", wizyt w przychodni itp. nie można dyskutować, bo wierzę, że to mogło tak wyglądać.

      Zapytała profesora prowadzącego... o boże, to są tacy? A potem zapytała innego profesora, który powiedział, że "chłopak był do wyjęcia...". Ku..., komu ona wierzy! Sama mądrzy się ale jest niekompetentna, mylnie rozpoznaje śmierć mózgową i nie wie, jak rozpoznać duszność w wyniku niedrożności rurki intubacyjnej.
      Dla pani doktor wszystko jest takie łatwe. Kupić nowe rury (za co? ile potrwa przetarg?), stosować w domu żywienie TPN (kto zapłaci za mieszanki ukradzione 'wydane' ze szpitala? kto będzie leczył powikłania TPN?), jak coś trzeba to doktor zadzwoni do rektora, a ten obdarzony wszechmocą każe dyrektorowi szpitala coś zrobić...

      A mnie najbardziej ssie pytanie o Cancidas ("cansidas")? Najdroższy (i wcale nie najlepszy) lek przecigrzybiczy, 2200 zł za dzień leczenia, a potem ten lek idzie do kubła (?). Jakie były wskazania i kto za ten lek zapłacił?
      • czarnymarysia49 Re: co ona opowiada... 28.01.09, 09:20
        Ponieważ gnębi Cię problem skąd wziął sie cancidas odpowiem :
        kupiłam z własnej kieszemi, korzystając z pomocy kolegi, który ma
        niepubliczny ZOZ i wystawił zaptrzebowanie, które ja zrealizowałam.
        Podobnie jak dosłownie setki flakonów Tienamu, Sulperazon,
        Worykonazol, jesi Ci to coś mówi. Nie okradłam nikogo, co mi się
        zarzuca. Leczenie i rehabilitacja Heńka kosztowały mnie majątek.
        Jeśli interesują Cię jeszcze jakieś sprawy, to pokaż twarz, przyjedź
        do Białegostoku - pogadamy, obejrzysz faktury. Takie wypowiedzi jak
        Twoja doprowadziły mnie do nawrotu depresji. Pozdrawiam Klinikę
        Psychiatrii w Choroszczy. Maria Rydzewska - Dudek.
      • maryskard Re: co ona opowiada... 29.01.09, 08:52
        na temat śmierci mózgowej wiem więcej niż Ci się wydaje. Ręczę - i
        jeśli spytasz, po co w trzeciej dobie wykonywano Heńkowi
        tomografię, to uczciwie odpowiedzą, że do pełnego rozpoznania
        śmierci mózgowej brakowało jedynego elementu, o którym mowa
        w "Kryteriach" w fazie wysunięcia podejrzenia smierci mózgowej, etap
        stwierdzeń : "wykazano strukturalne uszkodzenie mózgu". Otóż nie
        wykazano. A gdyby wykazano, to stanęłabym przed propozycją
        zakończenia uporczywej terapii, którą zapewne poważnie i uczciwie
        bym rozważyła.Po drugim rzucie ciężkiej depresji doszłam już do
        siebie (KLiniko Psychiatrii w Choroszczy - bądź błogosławiona!) i
        jestem gotowa odpowiedzieć na każde pytanie. Jeszcze raz szczerze
        ubolewam nad tym, że pani "redachtor" puściła tekst bez mojej
        autoryzacji. Jak to wyartykułował ktoryś z forumowiczów "Henryku
        zbudź się" jest mniej więcej o tym zamym ale inaczej napisany. A to
        dlatego, że "prowincjonalna" Gazeta współczesna i Poranny szanują
        zasady etyki w publikacjach. Pozdrawiam : Maria Rydzewska - Dudek
    • marcinoit Re: Służba zdrowia oczami lekarki 11.11.08, 16:18
      biedna ,nieszczesliwa Kobieta przez nieszczescie ktore Ja spotkalo pozbawiona zdolnosci do bezstronnej oceny faktow. domyslam sie ze to cierpienie po stracie Kochanego Czlowieka spowodowalo brak profesjonalizmu w opisach procedur medycznych. szczegolnie ujela mnie opisem walki z obrzekami :)
      nie mniej dasie z tej emocjonalnej relacji wyszperac kilka prawd o "sytuacji sluzby zdrowia"
      • extorris Re: Służba zdrowia oczami lekarki 11.11.08, 16:54
        medyk sadowy powinien znac mechanizm stezenia posmiertnego...

        caly artykul bardzo emocjonalny, w wielu sytuacjach nie wierze w te "bledy"
        ktore zostaly rzekomo popelnione, bo opis nie przystaje do rzeczywistosci

        to z czym mozna sie zgodzic, to zupelny brak opieki pielegniarskiej,
        rehabilitacji, nadzoru
        brakuje sredniego personelu bardziej niz lekarzy, ale tego problemu nikt nie
        chce rozwiazac, powiedzialbym nawet, ze wszystkim sie oplaca

        krytyka wymierzona w "konowalow", nie tam, gdzie powinna byc adresowana
        ale co zrobic, jesli nawet niektorzy lekarze nie rozumieja jak to dziala...
        • aelithe Re: Służba zdrowia oczami lekarki 11.11.08, 20:32
          ex przede wszystkim brakuje standardów postępowania medycznego i dobrej
          organizacji. Efekt są ogromne braki personelu szczególnie pielęgniarek; brak
          instytucji opiekunów i psychologów spzitalnych.
      • szlachcic [...] 11.11.08, 16:59
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • cccykoria Ale sie usmialam:))))) 12.11.08, 20:20
          andnow ,szlachcic marcinoit-dawajcie wiecej:D

          Wiciu masz " postrzelaj" sobie:D
          • marcinoit Re: Ale sie usmialam:))))) 12.11.08, 21:29
            cccyckoria wypilas za duzo ;)??
            • cccykoria Re: Ale sie usmialam:))))) 12.11.08, 21:45
              Zaden alkohol ,tylko te watki o snajperze:))))
              a szczegolnie snajper na prezy....a hehe
    • wadera3 Re: Służba zdrowia oczami lekarki 28.01.09, 09:52
      Żenujący artykuł, mający chyba niewiele wspólnego z prawdą. Pomijam stan wiedzy
      autorki nt. opieki terminalnej.
      Pewne rzeczy po prostu nie mogły mieć miejsca.
      Inne zaś, jeśli miały (11 dni bez kupy) to w oddanie owej kochającej żony,
      trudno mi uwierzyć.
      Normalnie myślący, światły(patolog) człowiek, po dwóch, trzech dniach bez owej
      kupy staje na głowie żeby była.
      Albo zatkana mechanicznie rurka - w moim hospicjum, żony pacjentów-lekarki nie
      czekały na zapchanie, tylko(jeśli same nie czyściły)prosiły o pomoc. I nic
      dziwnego nie było, ani w zgłaszaniu problemu, ani w tym, że będąc fachowcami
      same się nieraz tym zajmowały.
      • maryskard Re: Służba zdrowia oczami lekarki 29.01.09, 08:27
        Ubolewam nad tym, że pani "redachtor" zmontowała z kilku godzin
        nargania na magnetofonie tekst i puściła go bez autoryzacji, ale nic
        na to nie poradzę (błędy językowe pomyłki co do daty, miejsca i
        innych szczegółów). Nie padły by również zapewne niektóre słowa,
        których obecnie żałuję.Co do rurki - była to rurka intubacyjna
        bodaj w 10 dobie po operacji, wówczas jeszcze nie dopuszczano mnie
        do czynności pielęgniarskich. W domu spędziliśmy dwa miesiące z
        respiratorem (Hellp) ssakiem, sondą dożołądkową, cewnikiem,
        trójkanałowym wejściem centralnym (drożne i nie zakazone przez 2
        miesiące) i rurką tracheotomijną. Wszystko to umiałam obsłużyć
        osobiście i na jałowo. Odpowiedziałam też na zarzut, jakobym
        okradała szpital i innych pacjentów z drogich specyfików. Jeśli
        jeszcze coś do mnie masz - pisz: maryr@onet.eu.
      • maryskard Re: Służba zdrowia oczami lekarki 29.01.09, 08:27
        wadera3 napisała:

        > Żenujący artykuł, mający chyba niewiele wspólnego z prawdą.
        Pomijam stan wiedzy
        > autorki nt. opieki terminalnej.
        > Pewne rzeczy po prostu nie mogły mieć miejsca.
        > Inne zaś, jeśli miały (11 dni bez kupy) to w oddanie owej
        kochającej żony,
        > trudno mi uwierzyć.
        > Normalnie myślący, światły(patolog) człowiek, po dwóch, trzech
        dniach bez owej
        > kupy staje na głowie żeby była.
        > Albo zatkana mechanicznie rurka - w moim hospicjum, żony pacjentów-
        lekarki nie
        > czekały na zapchanie, tylko(jeśli same nie czyściły)prosiły o
        pomoc. I nic
        > dziwnego nie było, ani w zgłaszaniu problemu, ani w tym, że będąc
        fachowcami
        > same się nieraz tym zajmowały.
        >
        >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka