Gość: dradam
IP: *.direcpc.com
11.11.03, 17:38
C = continuing
M = medical
E = education
Radze zagladnac pod :
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=1658336&kat=8173
Tygodnik Wprost zamiescil interesujacy artykul na temat jakosci (polskich)
testow wykrywajacych nowotwory.
Sprawa jest o tyle ciekawa, ze potraca o dwa znane zjawiska :
-primo, czy odpowiednie wykonanie testu (technicznie) sluzy wczesniejszemu
wykryciu nowotworu. Pare lat temu zrobiono porownanie testow wykonywanych na
przyklad w Europie ( glownie Skandynawia) i Ameryce Polnocnej. Testy
mammo "europejskie" byly wykonywane bardzo precyzyjnie ( ale niestety
bolesnie dla kobiet). Te w USA/Kanadzie = byly wykonywane bardziej
przyjemnie, ale odstepowalo sie dosc czesto od protokolu badania. Okazalo
sie, ze testy w Szwecji byly najlepsze = bo najwiecej nowotworow wykrywano i
najwczesniej.
-jak wiadomo, istnieje na swiecie, w wielu krajach, tak zwany system
referencyjny. Oznacza to, ze wyzszy szczebel posiada uprawnienia nie tylko do
przegladania rezultatow badan nadsylanych z jednostek "pierwszej linii" , gdy
istnieje niepewnosc czy jest nowotwor czy go nie ma. W systemie tym jednostki
nadrzedne maja prawo, a nawet obowiazek, nadzorowania jakosci badan
przeprowadzanych przez jednostki podstawowe. dbywa sie ta "kontrola jakosci "
w rozmaity sposob. Wraca sie do slajdow cytologicznych i przeglada na ile
trafne byly decyzje lekarzy pierwotnie je oceniajacych. A takze, gdy nowotwor
zostal mimo to wykryty za pozno, wraca sie do slajdow sprzed lat , aby je
przegladnac i poszukac czy bylo cos na nich co powinno zaalarmowac lekarzy.
Jest to szczegolnie wazne obecnie, kiedy na przyklad okazalo sie, ze
opisywane poprzednio klasy PAP nie maja sie wiele do klinicznych szans na
powstawanie i rozwoj nowotworu szyjki macicy. Miedzy innymi dlatego obecnie,
w nowoczesnej medycynie, nie uzywa sie klasyfikacji pierwotnej , ale tak
zwany "Bethesda system", ktory koreluje obrazy cytologiczne z obrazem (
szansami na rozwoj nowotworu) klinicznym.
Ale to tylko dygresja.
Coraz czesciej wykorzystuje sie do tych celow Internet. I to nie tylko do
uczenia lekarzy (radiologow, patologow) ale takze do przesylania obrazow do
oceny specjalistow z innych krajow. Jak wiadomo przeslanie obrazow wycinka
czy US/czy CT kosztuje mniej niz wyslanie calego pacjenta.
Nie wiem jak to wyglada w Polsce ?
Czy istnieje system referencyjny ? Czy istnieje przesylanie materialow do
oceny do innych, zagranicznych, osrodkow ?
Kolejno, w trakcie dyskusji wyplynela sprawa CME . Jak wiadomo, od szeregu
lat, miedzy innymi dzieki Internetowi , a takze technice TV/internetu
satelitarnego mozna sobie pozwolic na "miedzynarodowe" szkolenie lekarzy. I
tak sie robi na przyklad w Ameryce Polnocnej. Ja , mieszkajac, w centrum
Kanady moge ( i to robie) uczestniczyc w szkoleniu zorganizowanym przez
uniwersytet amerykanski. I vice versa. Co wiecej skok przez Atlantyk czy do
Australii ( najwyzszy na swiecie poziom diagnozowania i leczenia nowotworow
skory !) nie przedstawia wiekszego problemu.
Niesty, z gorycza musze wyznac, bardzo rzadko (no powiedzmy szczerze : wcale)
spotykam lekarzy z Polski uczestniczacych w takich imprezach. Mimo, ze wiele
z nich jest naprawde tanich albo wrecz za darmo.
Ja rozumiem, ze w Polsce brakuje pieniedzy na ochrone zdrowia i na
zatrudnienie lekarzy. Z chwila wejscia Polski do EU bedzie ona najubozszym
krajem , jezeli chodzi o ochrone zdrowia. Czechy, Estonia i wszyscy
pozostali "nowi czlonkowie" wydaja wiecej niz Polska. Nawet niebogata Grecja
wydaje 3 x wiecej niz Polska.
Ale wlasnie w warunkach tej powszechnej mizerii trzeba szukac rozwiazan
najtanszych, a efektywnych. I wydaje sie, ze siegniecie do pomocy nowoczesnej
techniki pozwoli wlasnie na owe "niedrogie" rozwiazania.
Choc nie sposob oprzec sie wrazeniu, ze "polskie" instytucje beda sie bronic
rekami i nogami przed przyjeciem takiego rozwiazania. Bo pozwoli ono na
ukazanie ich niskiego , fachowego, poziomu. Wlasnie poprzez porownanie z
poziomem "swiatowym".
W dyskusji na gazeta.pl pozwolilem sobie zamiescic dwa komentarze.
Pozdrawiam serdecznie