vlad 15.03.09, 16:39 do rozważań niedzielnych z bmj www.bmj.com/cgi/content/full/338/jan27_2/b86 W Pl głwnie skupiono się na wynikach audytu pracowni mrtg co do jakości badań. A co z reszta na której skupia sie przytoczony artykuł? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
young_doc Re: badac sie czy nie , oto jest pytanie 15.03.09, 17:20 Pacjentki nie oczekują od nas informacji o wszystkich pro i contra, oczekują rady: badac się czy nie. Skoro lekarze nie mogą się zdecydowac czy zalety przewyższają szkody, to mamy tego wymagac od pacjentek? A karawana i tak pojedzie dalej. Zbyt wiele zostało zainwestowane w siec mammografów by nagle zamykac sklepik, niezależnie od tego co pokaże analiza skuteczności tej akcji. Sam uważam że lepiej byłoby zagonic pacjentki do wymazów z szyjki - korzyści z którego to badania są bezdyskusyjnie większe - niż pchac się w potencjalnie mniej efektywne akcje. Ale przecież nikt tego nie liczy... Odpowiedz Link Zgłoś
vlad wujek dobra rada 15.03.09, 17:36 IMHO nie powinniśmy udzielać rad co do sposobu leczenia. Tu powinno się przedstawić dane co do możliwych efektów, działań nie -pożadanych, alternatywnych metod leczenia . Wybór nalezy do pacjenta. Natomiast w profilaktyce-każda profilaktyka jest lepsza niż jej brak. Ale należy poinformowac pacjenta , że nie ma badań i procedur idealnych . Biopsja niekoniecznie może trafić np. w zmianę zlosliwą. Cytologia też może być fałszywie ujemna. Po wyłyzeczkowaniu macicy i stwierdzeniu w hp zmiany z atypią czy raka może zdarzyć się, że w materiale pooperacyjnych nie ma utkania npl. MRTG będzie dalej wykonywane bo koszty nawet tego ułomnego screeningu i overdiagnosing w polskich realiach sa IMHO mniejsze niż koszty leczenia zaawansowanych postaci npl (szczeka mi opadła jak usłyszałem o kosztach chemioterapeutyków) Odpowiedz Link Zgłoś
young_doc Re: wujek dobra rada 15.03.09, 18:16 > IMHO nie powinniśmy udzielać rad co do sposobu leczenia. Jesli nie my to kto? Portale internetowe i kolorowe czasopisma? Zdecydowana większośc pacjentów jest tak niezorientowana że posłucha ślepo lekarza którego ufa; powiem więcej - oczekuje od lekarza że ten powie jakie jest najlepsze możliwe postępowanie, bo jeśli on nie wie, to kto? Mało kto próbuje podjąc odpowiedzialnedecyzje samodzielnie, jeszcze mniej osób jest do tego mentalnie i intelektualnie przygotowanych. Wybór należy do pacjenta? Owszem, wybór lekarza którego się poradzi. A lekarz na tyle przerasta przygotowaniem pacjenta ze jest w stanie tak przedstawic wszystkie za i przeciw że pacjent sam i z własnej woli świadomie wybierze rozwiązanie mu podsunięte. Co do wyboru nprogramów profilaktycznych w które najbardziej warto inwestowac nie podejmę dyskusji, gdyz nie uważam się za osobę kompetentną> Napiszę tylko że pewne wątpliwości co do akurat mammografii są podnoszone nie od wczoraj i przez niejeden autorytet. Odpowiedz Link Zgłoś
citocrescit S...tać czy leżeć...gdy alarm wyje :) 16.03.09, 01:13 Super fajny znalazłeś case, vlad! Po dogłębnej analizie doszedłem do pewnej analogii, która być może rzuci światło na zagadnienie. To jest dylemat taki jak : czy zakładać alarm w domu, czy nie. Wiadomo, że to kosztuje. Większość dni w roku (ok. 364-5, tj od 98.75 do 99,3, wynik znamienny) alarm milczy i pobiera prąd. Jak już zawyje, to w 99999 przypadkach na 10000 (dane skumulowane z męta-analizy prospektywnej) jest to alarm fałszywy, mocno stresujący a czasem cholernie kosztowny (gdy np. porzucamy zyskowny zabieg i lecimy na łeb na szyję do domu, a tam...mucha i to nie Ania,niestety). Co gorsza, znane są przypadki niezadziałania pod wpływem złodzieja, nawet gdy sprzęt jest sprawny (złodzieje bywają sprytniejsi niż alarmy). Gdyby przeznaczyć kasę za alarm na zakup flinty, pewność przydatności wzrosłaby (wg testów chichi-kwadrat strzelba sama strzela tylko w teatrze).W dodatku sprzedawcy alarmów naciągają, sami przekupują włamywaczy, aby włamywali (autentyk!). I tak dalej... A teraz zamieńmy słowo "alarm" na pojęcie "medycyna"...Ileż to możnaby zaoszczędzić - kto twierdzi, że życie człowieka ma się bezsensownie wydłużać - przecież jeszcze 200 lat temu 40-latkowie umierali masowo a często zdrowsi (bo od ciosu szabli) i szczęśliwsi (bo w obronie przedmurza lub czci niewieściej) niż w dzisiejszych mrokach relatywizmu, globalizacji i audio-tele. Puenta: wszystko zmienia fakt, jeśli zamówiliśmy alarm płacąc z góry a sprzedawca twierdzi że dostawa mu się nie opłaca, bo za często klienci są niezadowoleni... Może po prostu ustalmy, czy płacimy za swoje mammos (tzn Panie) czy wolimy grać w ruletkę z losem i niech ta decyzja będzie w gestii płacącego a nie wykonawcy? Odpowiedz Link Zgłoś
claratrueba jako posiadaczka biustu 16.03.09, 09:48 poczułam się nieco zaniepokojona. Należę do tych bodajże 62%, które wierzą, że regularne badania mammo, usg mogą uratować mi życie. Podobnie cytologia. Mam świadomość, że żadne badania nie są obciążone ryzykiem błędu. Natomiast zastanawiają mnie fragmenty artykułu mówiące o "niepotrzebnej mastektomii, radioterapii". Przecież o takim leczeniu nie decyduje sie na podstawie zdjęcia czy usg. Rozumiem, że biopsja może nie wykazać komórek nowotworowych mimo ich obecności, ale odwrotnie? Wykazanie ich obecności mimo ich nieobecności? Nie bardzo wierzę, że pomyłki typu zamiana materiału do analizy w laboratorium zdarzają sie w tak dużym procencie przypadków, a byłoby to jedyne logiczne uzasadnienie. Czy nie robi się biopsji ponownie, by potwierdzic niepokojący wynik lub mu zaprzeczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
extorris Re: badac sie czy nie , oto jest pytanie 16.03.09, 19:25 mysle, ze pozycja mammografii jako metody screeningowej jest jeszcze niezagrozona wynikom prac dotyczacych skutecznosci mammografii mozna bardzo wiele zarzucac, zreszta randomizowane badania na ktore autorzy powoluja sie (metaanaliza cytowana jako pozycja 2) moga miec zbyt maly horyzont czasowy, aby w pelni ocenic znaczenie screeningu interpretacja badan naukowych to zagadnienie, na ktorym moga sobie zeby polamac nawet wybitni epidemiolodzy, co dopiero tzw "szeregowy lekarz" tym bardziej nie nalezy pozostawiac decyzji samym pacjentom jesli nawet eksperci nie moga dojsc do porozumienia, czy mammografia przynosi korzysci, czy nie - to czy pacjent - osoba najczesciej niewyksztalcona i prosta ma zrozumiec na czym polega koncepcja "overtreatment"? pacjent oczekuje konkretnego zalecenia od lekarza i pomocy w podjeciu decyzji, sam jej podjac nie umie aktualnie zaleca sie wykonywanie mammografii dopoki to zalecenie nie zostanie zmodyfikowane, tzw. szeregowy lekarz nie ma nic do gadania, niestety stawiam tu 2 zarzuty prezentowanym wynikom: po pierwsze, porownywalne wyniki leczenia raka sutka przy screeningu i bez screeningu moga sie pojawic tylko wowczas, gdy kobiety sa swiadome wczesnych objawow klinicznych i od razu zglaszaja sie z nimi do lekarza prace pokazujace slaby efekt, badz brak efektu screeningu pochodza ze skandynawii - jak by to wygladalo w polsce? po drugie - mowa jest o overtreatment przy mammografii jako metodzie rutynowego screeningu, wynikajacym z falszywie dodatnich wynikow ale jesli kobieta zglasza sie do lekarza np z guzkiem piersi, to wykonuje sie... tez mammografie - dajaca tak samo wyniki falszywie dodatnie a zatem metoda diagnostyki raka polegajaca na poszukiwaniu objawow klinicznych, a nie screeningu grup ryzyka tez daje wyniki falszywie dodatnie, tez daje overtreatment czy brak screeningu zmniejsza zatem overtreatment? o ile? nie ma badan porownujacych to bezposrednio, head to head czyli informacja, ze mammografia skutkuje overtreatment nie jest rzetelna, bo bez mammografii overtreatment rowniez jest byc moze, w przypadku kobiet bardzo wyczulonych na najdrobniejsze zmiany i chetnie konsultujacych swoje watpliwosci z lekarzem odsetek overtreatment bedzie porownywalny? Odpowiedz Link Zgłoś