Dodaj do ulubionych

Przyjaciółka - kochanka

22.08.11, 15:11
Nie mój romans, ale stał się częścią także mojego życia i przyczyną solidnego zmartwienia.

"Kochanka" to moja najlepsza przyjaciółka - piękna, mądra, pewna siebie, silna osobowość, choć duch trochę niespokojny - ciągle żądny wrażeń (jej związki zawsze były nietuzinkowe).

Parę miesięcy temu związała się z żonatym facetem. Jest starszy o dwadzieścia parę lat, intelektualista, hedonista, czerpiący z życia, ile się da. Ma troje dorastających dzieci, z żoną dają sobie wiele swobody (tak twierdzi i myślę, że rzeczywiście tak jest). W jego związku z moją przyjaciółką od razu zasady były jasne - to nie jest miłość, on nigdy nie zostawi rodziny, chodzi o to, żeby dobrze się ze sobą bawić, spędzać przyjemnie czas, rozmawiać, kochać się. Ona też chciała tylko tego i weszła w ten układ bez skrupułów. Minęło parę miesięcy i układa im się świetnie. Nie tylko jest im dobrze w łóżku, ale też dogadują się świetnie - jeżdżą na wycieczki, wymieniają się książkami i filmami, bardzo dużo rozmawiają, snują nawet plany na bardzo daleką przyszłość (np. że za 20 lat ciągle będą tak żyć). Myślicie, że to jest realne?

Martwię się o nią po pierwsze właśnie dlatego, że zaczynam wierzyć, że to potrwa jeszcze bardzo długo (a sądziłam, że szybko się znudzą), a ona w tym układzie oddaje się bardziej - facet ma rodzinę, a ona będąc z nim nie jest w stanie związać się z nikim innym - niby może, ale on ją za bardzo zaprząta, poza tym potencjalny nowy partner mógłby mieć z tym problem wink.
Po drugie - angażuje się coraz bardziej. Niby jest tak jak było - seks plus przyjaźń, ale zaczyna niebezpiecznie wierzyć w to, że jest wyjątkowa i że on miał już tysiąc takich kochanek, ale takiej jak ona to jeszcze nie i nie wiadomo, jak się to skończy.
I po trzecie - nie pilnują się. Wszyscy - on, ona, jego rodzina (plus całe mnóstwo znajomych obojga) mieszkają w tym samym mieście. A oni nie obściskują się może na ulicy, ale chodzą na spacery, do kina, na piwo...

Myślicie, że to ma rację bytu? A jeśli nie, to czy ja mogę coś zrobić?
Obserwuj wątek
    • freedeedee Re: Przyjaciółka - kochanka 23.08.11, 20:31
      Jak jest im tak dobrze, to po co chcesz coś robić?smile Oczywiście najprawdopodobniej, ona jako kobieta, istota uczuciowa, zakocha się i będzie się czuła oszukana i zraniona, a przecież układ to jest układ. chociaż w głębi duszy chyba większość kochanek myślą 'a może jednak cos z tego będzie, mimo, że miał być tylko seks....'
    • madisia Re: Przyjaciółka - kochanka 23.08.11, 22:54
      Nic nie poradzisz! Wiem, bo sama jestem w takim dziwnym układzie, też na początku ustaliliśmy zasady, które nie raz "przypadkiem" łamałam. Od koleżanek, które go znały jeszcze przed tym jak się poznaliśmy słyszę do dziś: po co Ci to?? on się nie zmieni! Nie jesteś pierwsza! tyle, że ja znam jego przeszłość, wiem jaki jest i jak to się może skończyć, nie chcę aby się rozwodził, bo nie chcę się z nim wiązać na stałe, ale jest mi dobrze, jestem świadoma w co się wplątałam i wiem, że jeśli będę cierpieć to na własne życzenie, a koleżanki, które z dobrego serca chcą mnie "uchronić" tylko mnie stresują, więc jeśli chcesz nadal mieć przyjaciółkę to nie pouczaj jej, zrób to dopiero gdy spyta Cię co o tym sądzisz - możesz jakoś sprowokować taką rozmowę smile
    • brunog Re: Przyjaciółka - kochanka 24.08.11, 09:18
      Tego typu związki chociaż dość skomplikowane mogą dawać wiele szczęścia (wszystkim - łącznie z żoną) - wiele zależy tu od tego mężczyzny, tego jaką faktycznie ma umowę /z żoną/ (i jak mimo tej umowy ona do tego będzie podchodzić). Jeśli będzie w stanie pogodzić oba związki (czyli kochał obie i/lub "czynił" to co z tego wynika, wypełniał również swoje obowiązki) - to Twoja Przyjaciółka może przeżyć bardzo dobry, ciekawy okres w swoim życiu. Prawdopodobnie są w sobie zakochani - mało danych - często ludzie wstydzą się to sobie mówić lub mają umowę z kimś innym (np. "bzdurne" tylko seks, bez zakochiwania się). Moim zdaniem, Przyjaciółka nie powinna zamykać się na inne osoby (jeśli nie jest monogamiczna) - jeśli miałaby np. dwóch bliskich jej facetów, których kocha(!) (podobnie jak ten mężczyzna - dwie partnerki, może mieć więcej) czuła by się lepiej - jest równouprawnienie. Jeśli facet jest taki jak to opisałaś - z dużym prawdopodobieństwem zaakceptuje to(sam tak przecież ma), podobnie jak nowy, który by do nich dołączył(wejdzie w coś - nie należy go jednak oszukiwać). Moim zdaniem warto z nią rozmawiać - ale nie naciskać (jak prawie każdy potrzebuje akceptacji)- to są jej wybory(bądź przy niej - jak przyjaciel), niech zaufa swojej intuicji. Moim zdaniem warto kochać, bo nawet jeśli namiętność wygaśnie a nie stworzą nic dojrzalszego, to ból mija a przeżyć życie i nie kochać - jakoś tak..
      Pozdrawiam
      Bruno

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka