Dodaj do ulubionych

odciełam.....

22.12.11, 21:02
..pana od "rozrywki" jaką było GG na linii ze mną.
Odinstalowałam...żeby mnie nie kusiło. Od 3 tyg. odkąd on w domu to była jedyna forma kontaktu..zagadywał mnie po kilka razy dziennie, korzystając z nieuwagi żonki. Zaczeło mnie to męczyć, a właściwie "wygryzać" od środka. Spytałam dlaczego tu ciagle zagląda, zagaduje.., odpowiedział, że go to.. odpręża ..a potem... pewnie z ochotą i radością biegnie pomagac żonie w tłuczeniu orzechów (z którą oczywiście nie znajduje wspólnego języka od lat). Ani razu nie zadzwonił nawet na chwile..tylko to cholerne gg.
Nie będę robić wymówek (ja nie żona). Po prostu zniknełam elegancko, wcześniej wyjaśniając w dwóch słowach dlaczego i życząc milych świąt.

Jutro minełoby 5 m-cy znajomości. Serce troche boli...dusza też. Powinnam trochę popłakać, ale aż dziwne, że nie mogę. Mimo, że dla mnie tego typu emocje, są jak alkohol dla alkoholika..w pewnym momencie destrukcyjne.
Nawet nie mam z kim o tym pogadać...w święta siedzę sama...gorzej już być nie może.
Poproszę o pocieszenie....i wsparcie.

Obserwuj wątek
    • agus-ia76 Re: odciełam..... 22.12.11, 22:01
      wiem co czujesz
      pocieszam trzymaj się uncertain

      będzie dobrze!
      • red.inc Re: odciełam..... 22.12.11, 23:33
        cd.
        Nie mineły nawet 2 godziny od wysłania w kosmos GG i juz mail od niego ..że to wszystko "szanuje" i że przecież możemy sie kontaktować mailami i telefonem (!). Nie odpowiedziałam. Jutro tych maili zapewne będzie conajmniej 5.
        On nie wie jednego...że ja przestałam traktować tą znajomość "lekko", że sie zaangażowałam...i.....nigdy się o tym nie dowie. Nie wie jak bardzo mnie boli gdy opowiada cokolwiek o domu. Widać traktował mnie jak "kompleksowe" uzupelnienie tego czego mu brakuje w małżeństwie. Chociaż to trzeba być ślepym i głuchym. Opowiada że wiesza lampki świąteczne a ja "uderzam" w złość i złośliwości - taka moja "obrona" przed własnymi emocjami.
        Pierwszy raz w życiu "odcinam" od siebie faceta, który stał się dla mnie ważny..zbyt ważny jak na te warunki.. Ja jestem wolna, więc mam przekichane w tym układzie.

        • dzikarzeka Re: odciełam..... 23.12.11, 08:42
          Traktuje Cię jak lekką, łatwą i przyjemną odskocznię od wieszania lampek, tłuczenia orzechów, ucierania maku...
          Pewnie przez myśl mu nie przeszło, że się zaangazowałaś, że sama spedzasz święta...
          Ot, kolejny egoista.
        • fuzzystone Re: odciełam..... 23.12.11, 11:16
          Mnie zastanawia dlaczego nie możesz facetowi wyjaśnić, że obecna sytuacja przestała być dla Ciebie zabawną, że jest źródłem cierpienia i jako taką chcesz ją urwać (no bo raczej na happy end nie ma co liczyć w tym przypadku). Bez przesady, ten facet to dorosły człowiek, niech wie, że Ty też masz uczucia a co więcej, ta nowina raczej go nie zabije.
          • on99 Re: odciełam..... 23.12.11, 12:28
            Moim zdaniem raczej zacznie to wykorzystywać aniżeli zrozumie.
            • asdaa Re: odciełam..... 23.12.11, 13:00
              a co tu do wykorzystywania???
              Też uważam, że powinien wiedzieć...
              • red.inc Re: odciełam..... 23.12.11, 14:18
                asdaa napisała:

                > a co tu do wykorzystywania???
                > Też uważam, że powinien wiedzieć...


                no sama już nie wiemsad..Wydaje mi się, że wtedy on zamknie temat albo sam zacznie sie odsuwać powoli, a ja poczuje się znacznie gorzej. Chyba lepiej dla mnie ..dla mojej psychiki jak sie sama odsunę. Dbam już tylko o swój tyleksad..boję się bardziej poranić niż to już się stało.

          • red.inc Re: odciełam..... 23.12.11, 14:14
            > Mnie zastanawia dlaczego nie możesz facetowi wyjaśnić, że obecna sytuacja przes
            > tała być dla Ciebie zabawną, że jest źródłem cierpienia i jako taką chcesz ją u
            > rwać (no bo raczej na happy end nie ma co liczyć w tym przypadku).

            Wyjaśniałam wielokrotnie..na różne sposoby (nerwy też mnie już nie raz przy tym poniosły), że nie do strawienia jest dla mnie sytuacja tej całej ukradkowości. Tyle, że nie dodałam wzmianki o źródle cierpienia. Wszystko zwalam na to, że nie znoszę trójkątów..Nie wydam się przed nim, że cierpię bo nigdy nie będzie to "mój życiowy facet". Złamałam zasady po prostu..ale cholera..nie jestem z kamienia..To się stało sukcesywnie jakoś..i nawet nie wiem kiedy wymkneło mi się coś spod kontroli.
            On chce za wszelka cenę utrzymywać znajomość nawet bez łóżka..dla rozmów, chociaz doskonale zdaje sobie sprawę ze na łóżko i tak bedzie liczył. Jesli powiem, że sie zaangazowałam ma mnie podaną na talerzu jak "danie główne"..Nie do kobiety należy wywalanie jako pierwszej informacji o zaangażowaniu...On tego ode mnie najpewniej nie chce..chyba żeby mu jeszcze bardziej "ego" urosło..ale w rezultacie moje zaangazowanie wyląduje w koszusad.



    • rtq1 Re: odciełam..... 06.01.12, 17:29
      Napiszę kilka słów. Zainteresowała mnie ta lista. Jestem żonatym, który ma kogoś "na boku". Nie mam ochoty na wynurzenia co i jak, ale powiem jedno. Ta kobieta - kochanka - wie, że jeżeli na jej horyzoncie pojawi się ktoś bardziej dla niej sensowny niż ja, to odejdę bez złego słowa i nie będę jej dręczył. Nawet, jeżeli mi będzie ciężko (a będzie). Tak samo, jak stwierdzi, że chce być sama.
      A do osób, co mówią: czemu nie rozwiedziesz się z żoną itp. ty gnoju taki siaki dwulicowcu,... odpowiem: dzieci, kredyt, lokalny grajdołek, rodziny, sąd, alimenty, ból żony... bez wyraźnej potrzeby jaki sens jest zmieniać status quo? czasem lepiej milczeć i tyle.
      Jeszcze jedno, z kochanką jestem fair, mówię wprost, że nie odejdę od żony.
      Pozdrawiam.
      • skyes Re: odciełam..... 08.01.12, 17:33
        Piszesz: "z kochanką jestem fair, mówię wprost, że nie odejdę od żony", a czy pytałeś tej kochanki jak ona się czuje z tym twoim stwierdzeniem? Czy potraktowałes może jej uczucia i plany na przyszłość poważnie i troską, czy tylko zakomunikowałeś jej swoje stanowisko?
        Zauważ, że nie używam sformułowań emocjonalnych, które aż się cisną na usta, w stylu: egoistycznie, leserowato, olewczo, bezmyślnie, lekceważąco, etc.
        A także, że nie pytam czy wziąłeś pod uwagę stanowisko żony... i dzieci, of koz.
        • rtq1 Re: odciełam..... 08.01.12, 20:38
          Nie-żona to ostra atrakcyjna babka, jak jej cokolwiek nie będzie pasować, to mnie odstawi ot-tak. Amantów wokół niej nie brak. Maturę ma i nie tylko.
          Żonie muszę znaleźć kogoś, żeby się zakochali w sobie.
    • red.inc Re: odciełam..... 08.01.12, 20:16
      > Podziwiam Cię, kochana, że w tej bardzo trudnej sytuacji, umiałaś postąpić tak
      > mądrze i z tak wielką dbałością o siebie samą. Co prawda wcześniej wykazałaś si
      > ę lekkomyślnością (wg mnie), niemniej jednak teraz gratuluję Ci i trzymam za Ci
      > ebie kciuki! Pamiętaj - jesteś w swoim życiu NAJWAŻNIEJSZA dla siebie!

      Sytuacja się pozmieniała, a w zasadzie zmienia sie nadal..w taką, że ja siebie teraz "odcinam"..emocjonalnie! od tego wszystkiego. Generalnie nie oszczędzam w słowach..mówie co myśle. Nie oczerniam jednak..ale mówię, co myśle o sytuacji..chyba się nie nadaję na jakąkolwiek kochanke..
    • red.inc Re: odciełam..... 10.01.12, 10:09
      > Zupełnie tak jak u panów. Czy to, że pan nie może mieć
      > dzieci w wieku późniejszym umniejsza jego wartość jako człowieka? Nie, bo CZŁOW
      > IEK to nie jest istota tylko i wyłącznie do rozmnażania się - CZŁOWIEK ma być p
      > ełnią człowieczeństwa, czyli także zabawą, hobby, pracą, no i czasem - także ro
      > zmnażaniem się. smile

      tak...tylko jednego się u nas (kobiet) nie oszuka. Biologia/natura to nie tylko rozmnażanie się mówiąc tak wprost. Kobiety jednak są nastawione na relacje (różne..międzyludzkie), a mężczyzna na zadania, na ich wykonywanie, osiąganie celów. Do tego dążą z natury niejako i znajdują w tym satysfakcje..My znajdujemy w relacjach, związkach, miłości..i przez to sie często "gubimy". mocno dostając po tyłku od życia..
    • red.inc Re: odciełam..... 10.01.12, 10:13
      > Więc nie dbasz ani o uczucia żony ani tej drugiej pani. A
      > one są ludźmi, nie wiem czy wiesz co to znaczy być człowiekiem, być odpowiedzia
      > lnym za swoje życie i mieć uczucia, oraz dbać o cudze uczucia. Życzę ci, żebyś
      > kiedyś lepiej przejrzał na oczy.

      Spytałam tego "mojego" kiedyś czy kocha swoją żonę. Nie potrafił mi udzielić jednoznacznej odpowiedzi..wspomniał jedynie coś o tym, że ją szanuje bo wychowała jego dzieci.
      Inny mój kolega powiedział kiedys, że chciałby mieć dwie kobiety i najlepiej zeby się jeszcze lubiły.
      To się chyba nie ma o co czepiac nawet..bo tak po prostu jest..albo bywa..

      • skyes Re: odciełam..... 10.01.12, 12:28
        red.inc napisała:
        > Spytałam tego "mojego" kiedyś czy kocha swoją żonę. Nie potrafił mi udzielić je
        > dnoznacznej odpowiedzi..wspomniał jedynie coś o tym, że ją szanuje bo wychowała
        > jego dzieci.
        > Inny mój kolega powiedział kiedys, że chciałby mieć dwie kobiety i najlepiej ze
        > by się jeszcze lubiły.
        > To się chyba nie ma o co czepiac nawet..bo tak po prostu jest..albo bywa..

        Jest to może i piękny poetycko, ale nic-nie-znaczący bełkot.

        Z doświadczeń moich i niektórych koleżanek wynika, że jest grupa panów, którzy "kochają panie", po prostu i dokładnie tak: kochają kobiety. Wszystkie, bez wyjątku. To znaczy - im się tak wydaje, że wszystkie i że kochają.

        W praktyce "kochają" tylko te w miarę ładne, zadbane i takie, które są do nich nastawione choć trochę pozytywnie, albo nie-negatywnie. Aby dalej rozebrać ten twór ich umysłów wyjaśnię, że onacza to, że oni są zawsze gotowi, aby pokochać każdą taką panią.

        I teraz co to znaczy: pokochać? Oznacza to, że bedą dla niej zawsze grzeczni, mili, będą zagadywać mile "co słychać" (w domyśle: czy twój miły już może się ulotnił i jesteś wolna? mogę do ciebie "wpaść" - whatever that means=cokolwiek by to znaczyło smile), będą zapraszać w miłe miejsca i organizować spotkania, W jakim celu? Po to, aby zawsze mieć jakieś miłe panie "w zanadrzu". Oficjalnie będzie się to nazywało, że oni są mili i uczynni. Bo oni "kochają" kobiety.

        W praktyce - jeśli pan ma rozluźnione obyczaje, a tacy tak często mają - oznacza to, że pan skacze z kwiatka na kwiatek, chyba że natrafi podczas swoich wędrówek na panią, która mu założy dobry i mądry kaganiec na tę jego "dobroć". Kaganiec ma być mądry dlatego, że ci właśnie panowie mają bardzo silnie rozwinięty instynkt i każde wędzidła wyczują i będą się starali "uwolnić" (w ich nomenklaturze), czyli spuścić się ze smyczy, czyli szaleć gdzie się da.

        Wspomnę tutaj, dla równowagi o panach, którzy są bardziej odpowiedzialni, czytaj: lepiej rozumieją nasz, kobiet punkt widzenia i świadomie go wspierają. Oni wiedzą, że ta cywilizacja, jaka tutaj i teraz jest musi pomagać kobietom, bo one po urodzeniu dziecka mają nierówne szanse. A przeważnie rodzą dzieci należące do tych właśnie panów. Dzieci nie biorą sie z powietrza, jak do niedawna sądzono.
    • rtq1 Re: odciełam..... 04.02.12, 23:26
      Może jest tak, że przejrzałem na oczy, ale w sensie, że za młody byłem, 20 paroletni gówniarz, żeby przysięgać różne rzeczy pod groźbą piekła, traumy małżonki, izolacji społecznej itp., jeżeli przysięgi nie dotrzymam. Daleko mi do mentalności osoby, która załatwia sobie rentę, żeby nie pracować, jednak czuję się ofiarą systemu, w którym dorastałem, hipokrytycznego ciemnogrodu i teraz ja też mam dwie twarze.
      Oglądając w miarę realistyczne filmy o wojnie, różnych wojnach, ciśnie mi się na usta zdanie: Ci ludzie byli za młodzi, aby umierać. A ja byłem za młody, aby się żenić.
      Wiem, że istnieje duże prawdopodobieństwo zakończenia romansu, przez dyskomfort psychiczny tej kobiety, że jest tą drugą, "nielegalną". Godzę się z tym, ona ma prawo szukać odpowiedniejszego dla Niej człowieka i to jest w zasadzie nieuchronne. Co będzie dalej , nie wiem. Moją rolą jest to, aby nie żałowała tego czasu spędzonego ze mną, żeby nie był to czas stracony. Relacja tego typu nie składa się wyłącznie z namiętnych stosunków seksualnych, oprócz tego ludzie ze sobą rozmawiają, wymieniają doświadczenia, uczą się, pomagają sobie wzajemnie. Naprawdę, nie jestem w stanie oceniać tego typu relacji jednoznacznie negatywnie albo pozytywnie. Priorytetem jest spokój ducha. Pozdrawiam.
      • agus-ia76 Re: odciełam..... 05.02.12, 09:03
        >Priorytetem jest spokój ducha

        święta racja!w jakimkolwiek układzie by sie nie było
    • rtq1 Re: odciełam..... 08.02.12, 12:19
      Dzięki za rady i opinie. Z tym wzięciem sprawy we własne ręce to chodzi, żebym zakończył romans i ograniczył się do masturbacji? Tak będzie mniejsza szkodliwość społeczna czynu zabronionego.
      Pozdrawiam
      • atrytka do rtq1... 08.02.12, 12:29
        a czy odbyłeś szczerą rozmowę ze swoją żoną? czy Twoja ślubna jest świadoma tego, że działa na, że to tak ujmę: na Twoją szkodę?
        • rtq1 Re: do rtq1... 08.02.12, 12:50
          To trochę na odwrót. Była rozmowa, ale na zasadzie, że to ja jestem "szkodnikiem". To znaczy, że niekoniecznie wszyscy mężczyźni są szczęśliwi w małżeństwie. Nie jest tak, że żona mi szkodzi, raczej, że ona nie trafiła do końca na typ, na jaki chciała trafić. Tego jest świadoma. Więcej nie napiszę, bo to zbyt prywatne. Ja jej nie mam nic do zarzucenia.
    • atrytka Re: odciełam..... 08.02.12, 12:23
      skyes: hhmmm... jak się nie wie kogo oskarżyć, to się mówi: oni, lub system, a wziąć sprawy honorowo we własne ręce, to nie łaska?

      ***
      przecież wziął sprawy w swoje ręce...
      rozumiem, że nie podoba Ci się, że nie kroczy tą drogą, którą Ty podążasz?

      ***
      skyes... generalnie, masz dużo racji w tym co piszesz ( we wcześniejszych postach też). Wiem też, że nie zależy Ci specialnie na dawanie razów tutejszym forumowiczom smile. Chodzi tylko o zgłębienie tematu...
      Faktem jest, że każdy z nas powinien poznać siebie, zaprzyjażnic się ze swoją świadomościa i myśleć smile
      Najbardziej się boję tego, że w większości sprawy są " załatwiane" z niby z duzym pojęciem tego co sie robi.... sad

    • rtq1 honorowe wyjścia 09.02.12, 11:56
      1. seppuku.
      2. rozwód.
      oba odpadają, jakieś inne koncepcje?
      • k0k0rydza Re: honorowe wyjścia 11.02.12, 11:52
        @rtq1:
        napierw odpowiedz mi na moje pytania, żebym widziała, że traktujesz mnie i tę rozmowę powaznie; zadawanie mi kolejnych pytań i proponowanie, żebym rozwiazywała Twoje problemy nie podoba mi się. Co powiesz na te kwestie:
        - zmusili cię do służby Polsce, mnożenia dzieci i założenia sobie wędzidła na chucie? pozbawili cię rozumu i rozsądku, poczucia odpowiedzialności i poczucia powagi sytuacji? musiałeś wtedy być szybko przytulony, bo twa miłość by zagasła, zwiędła?

        - teraz wiesz, że KIEDYŚ byłeś za młody? czy pomyślałeś, że ona też była WTEDY za młoda, i że to się WAM OBOJGU dzieci zdarzyły w miedzyczasie? że jesteście OBOJE odpowiedzialni za WASZE życie?

        - czy umiałbyś wyjśc honorowo z tej sytuacji?

        - czy mężczyzna kończy się na swoich orzechach? Czy kobieta zaczyna się od swoich balonów?

        - sprawdź, czy nadal jej dotrzymujesz swojej przysięgi, jaką dałeś swojej wybranej kobiecie?


        @atrytka:
        Czy naprawdę pytasz mnie co w naszej cywilizacji oznacza słowo: "honorowo"? mało jest słowników wokół Ciebie?
        I druga sprawa: piszesz, że mnie rozumiesz, ale ja w Twojej wypowiedzi nie widzę, żeby to była prawda, czuję się raczej niezrozumiana...

        Aha, czy ten "karteluszek", który rtq1 podpisał, a o którym i Ty piszesz to nie jest przypadkiem to samo, co "wartości, przekazywane nam z pokolenia na pokolenie"? bo wtedy byś sobie sama przeczyła...
        • rtq1 Re: honorowe wyjścia 11.02.12, 13:00
          "proponowanie żebym rozwiązywała Twoje problemy nie podoba mi się"
          A mi się nie podoba sugerowanie, że proponuję, żebyś rozwiązywała moje problemy oraz sugerowanie, że mam problemy, z którymi sobie sam nie poradzę.
          Kończę niniejszym dyskusję z Tobą.
    • atrytka Re: odciełam..... 09.02.12, 13:33
      Skyes,
      doskonale rozumiałam o czym piszesz.
      Jednakże kto powiedział, że Twój sposób jest honorowy? Kto to określił? System, religia?
      Dlaczego przyjmujesz, że Twoje myślenie i działanie jest godne i prawe a Rtq1 nie? Wszystko jest tylko umową. Tak samo jak określenie, że czerwony to czerwony a nie niebieski.
      Musimy działać zgodnie z zasadnością jakiegokolwiek zapisanego karteluszka, czy wartości, przekazywanych nam z pokolenia na pokolenie? A co, jeśli ktoś ma inny system wartości? Kto powiedział, że gorszy?
      Może wg Rtq1, dobrze jest tak, że nie męczy żony, a sam jest zaspokojony. Powiesz zaraz, że żyje w kłamstwie... może wg Ciebie tak. A może jest to lepsze zło niż gorsze dobro?
      A może i żona jest wszystkiego świadoma ( choć Rtq1 o tym nie wie) i to wszystko, po cichu akceptuje?smile- taka malutka dygresja.... smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka