Dodaj do ulubionych

na rozstaju

01.04.13, 15:59
poznaliśmy się blisko dwa lata temu. mój związek był już upadły, jego "podobno" też. ja nie mieszkałam już z mężem on nadal ze swoją żoną tak. po roku rozwiodłam się, on nadal twierdził, że musi poukładać sobie życie, ale obiecywał wiele. wiele się wydarzyło, m.in. zaszłam w ciąże. niby u niego wszystko przybrało na "tempie". jego rozwod ustalony na kwiecien. ale dziecko nasze juz jest na swiecie. on go nie uznal. tlumaczy sie tym, ze jeszcze nie ma w rece papierka. miedzy nami uklada sie roznie. ciagle mam do niego pretensje - nie wierze juz. tyle razy mnie oszukał, pewnie tylko po to bym byla. ma swoje mieszkanie, ale nadal mieszka z zona i dziecmi. przeprowadza sie juz od pol roku. niedawno wspomnial, ze wszystko co obiecywal to - nie pamieta. co robic??
Obserwuj wątek
    • gocha033 Re: na rozstaju 01.04.13, 19:39
      bylo wczesniej myslec, co ?
      i nie spieszyc sie z tym dzieckiem.
      bo teraz - to nikt Ci nie doradzi - co robic.
      lawirowac i czekac na rozwoj wydarzen.
      wiecej sie chyba nie da.
    • janzuszek Re: na rozstaju 01.04.13, 21:00
      Nie rozumiem, termin rozwodu ustalony , a on nie wyprowadza się od żony i dzieci? sad
      Wydaje mi się,że jego żona raczej nie wie ,że ma się z nim rozwodzić.
      Facet łże!
    • sheep2 Re: na rozstaju 02.04.13, 01:13
      a o antykoncepcji słyszałaś?
    • justyna0609 Re: na rozstaju 03.04.13, 11:48
      Witam
      ja też mam problem z przeszłością mojego partnera, która nie stawia go w dobrym świetle.Jesteśmy razem blisko dwa lata, pracujemy w jednej firmie w oddzielnych działach - pokojach, mieszkamy razem praktycznie od początku związku, gdy coś się zaczęło pomiędzy nami tworzyć ja kończyłam pięcioletni związek, w którym od dłuższego czasu się nie układało natomiast mój aktualny partner był już jakiś czas po rozstaniu - nie mieszkał ze swoją partnerką był to raczej luźny związek - w mojej ocenie nie do końca ale to wyszło później.Mój partner jest rozwiedziony, rozwód nastąpił pięć lat przed naszym związkiem, później miał jeden poważniejszy związek ten przede mną, przyczyną rozwodu miała być zdrada jego żony, która nie wiedziała czego chce itd.Przyjęłam te informację zwłaszcza, że zachowanie mojego partnera, złość do byłej żony, opowieści o jego załamaniu itd wskazywały, że rzeczywiście wina leżała po jej stronie.Jednak nie wszystko mi w tej historii pasowało, jakieś przeczucie, zastanowienie, dlaczego to żona wniosła o rozwód, dlaczego to ona chciała go zniszczyć no i pocztą pantoflową natrafiłam na informację, że to on był niezbyt uczciwy całe małżeństwo a przyczyną końca był fakt, że znalazł sobie jakąś inną kobietę, chyba się nią zauroczył i zdradzał tą swoją żonę raczej bez skrupułów,żona dowiedziała się prawdy, chyba ulotnił się z domu, ta żona i jej siostry go szukały, nawet jego rodzice nie wiedzieli gdzie on jest.I tyle się dowiedziałam, postanowiłam jemu zasugerować co wiem i mam na to pisemne potwierdzenie, oczywiście wypieranie się, zarzuty, że ktoś go pomawia i ogólnie nie chciał rozmawiać bo drażliwy temat, nie nalegałam ale spokoju nie dałam,po kilku rozmowach i w jakimś odstępie czasu, kilka tygodniu temu przyznał po moim maglowaniu, że poznał w jakimś klubie kobietę no i zdradzał żonę aż to wyszło na jaw, chciał być z tą kochanką ale podobno przerosło ją to i po dwóch miesiącach się to rozpadło.Doszło do rozwodu, mój partner poległ na tym polu musiał spłacać żonę, dała mu w kość, zaczęła mu niszczyć wizerunek w pracy, wśród znajomych itd Pewne kwestie mam niejasne bo mój partner zapowiedział koniec tematu bo to jego przeszłość i drażliwy temat, nie wiem czy to była jedna zdrada czy było ich wiele czy rzeczywiście kiedy wyszło wszystko na jaw był bardzo bezczelny wobec żony, ile to trwało z tą kochanką czy była to oba kobieta ( on twierdzi, że tak ) czy jak on podaje ten kontakt zakończył się już parę lat temu po tych dwóch miesiącach, on się zarzeka, że tak ale .....Twierdzi, że musiał skłamać bo prawda od razu by go przekreślała ale przekonałam się, że kłamać to on jednak umie ...... Kontakt z moją poprzedniczką też miał być zakończony a jak zamieszkaliśmy razem to telefony się nie urywały od niej, maile, podobno pomimo rozstania to utrzymywał z nią kontakt, pomagał kupować meble, chodzili do wspólnych znajomych.Oczywiście wiele kontaktów zatajał, kasował zmieniał dzwonki, miał tez kilka pseudo przyjaciółek, które potrzebowały wypłakania się, rozmowy, taki z niego przyjaciel wszystkich kobiet, niestety nie wszystko dane było mi wiedzieć.I tak wygląda nasz związek, raz na miesiąc czy dwa wychodzi jakieś kłamstwo czasem drobne czasem poważane, ja szleję, on próbuje mi zarzucać ze jestem zbyt wnikliwa, później obiecuje, że nie skłamie więcej itd.Na początku mi obiecywał budowanie wspólnego życia, wspólne cele, teraz to już chyba nieaktualne, po tych kłamstwach nie mamy łatwego życia, ciągłe nerwy, szarpanina.Mówimy sobie, że się kochamy, nie siedzę sama w domu i nie wpatruję się w okno, on jest przy mnie, nie szlaja się z kolegami, jesteśmy w tej samej firmie, ale co będzie jak to się zmieni.Żonę też podobna bardzo kochał .......Mam obawę, że jak mu się znudzę to zacznie zdradzać i wcale nie będzie pytał czy może wyjść itd. Aktualnie ja mam 28 lat, on 38 lat, nie wiem czy wierzyć, że za wcześnie się ożenił, że związek go nie satysfakcjonował i się nie mógł dogadać stąd zdrady, nie wiem jak sprawdzić czy ma kontakt z kochanką, w mailu i telefonie nic nie ma , mam do niego wiele pytań ale nie wiem czy uzyskam odpowiedź i czy to będzie prawda - nawet nie wiem jak ta dziewczyna się nazywa.Czy rzeczywiście powinna przyjąć ze to nie mnie zdradził i dać spokój a może powinnam dać sobie spokój z nim bo jednak tyle kłamstw i nieprawdziwych historii, w końcu jest bezwzględny bo oczerniał byłą żonę tylko dlatego że nie kryła swojej złości po zdradzie i dała mu popalić.Nie wiem czy uznać, ze kłamał w dobrej wierze, nie chciał się przyznawać do błędów z małżeństwa, nie chciał martwić mnie tym, że była ciągle domaga się kontaktu.
      Myślę o tym wszystkim cały czas, histeryzuję, nie ufam.Zależy mi na nim i miałam nadzieję, że to już " ten " ale ja go chyba wcale nie znam.Szczere rozmowy, prośby tego nie zmienią, on tego nienawidzi a groźby nie działają.
      Taka to moja smutna historia ,
      jakieś rady ????
      Justine
      • maly.jasio Re: na rozstaju 04.04.13, 15:00
        justyna0609 napisała:
        jakieś rady ????

        uwielbiam takie telenovele.
        - zadnych rad.
        poza jedna: nie rozmyslac i zyc zyciem w tym ukladzie, jaki jest. - jesli warto oczywiscie.
        • justyna0609 Re: na rozstaju 04.04.13, 15:09
          no fakt trochę jak telenowela to brzmi ale to jednak życie,
          właśnie nad tym czy warto się zastanawiam bo jeśli i ze mną scenariusz się powtórzy to może się okazać, ze nie warto i nie wiem czy się chcę o tym przekonywać
          • gk-63 Re: na rozstaju 09.04.13, 10:11
            justyna a dlaczego miałby się ten scenariusz nie powtórzyć?aktor ten sam.
            • justyna0609 Re: na rozstaju 09.04.13, 10:43
              no właśnie dlaczego,
              bo łudzę się, że się, że każdy związek jest inny, bo głupio wierzę, ze miłość do mnie jest prawdziwa, że człowiek się uczy na błędach i może się zmienić,
              sam nie wiem w co wierzę, efekt jest taki, że funkcjonuję w ciągłej niepewności ale czy mam powody aby ufać
      • stasi1 W większości przypadków 04.04.13, 19:49
        przyczyną rozwodów jest zdrada męża, nie żony. Oczywiście nikt nie powie tak to ja zdradziłem dlatego żona mnie wyrzuciła ze swojego życia. W przypadku kobiety to tak samo jest aktualne.
        Kto zdradzał to zapewne nadal będzie to robił. Cóż to dla niego? Raz więcej. Zawsze najgorszy jest pierwszy raz, później to spływa jak woda po kaczce.
        Więc jak dlA KOGOŚ kto chce prawdziwej rodziny to raczej facet jest przekreślony
        • agus-ia76 Re: W większości przypadków 04.04.13, 21:14
          podac pana o alimenty i olac!
    • lisdene Re: na rozstaju 05.04.13, 14:56
      Baby są głupie...... Jeśli jeszcze nic nie zrobił w kierunku opuszczenia rodziny to nic nie zrobi....Olej gościa.
      • adela38 Re: na rozstaju 06.04.13, 17:36
        Powinnas zalozyc sprawe o ustalenie ojcowstwa i wystapic o nalezne dziecku alimenty. Co do faceta to radzilabym nie wpuszczac go do wlasnego domu...przynajmniej tak dlugo jak wszystko nie bedzie ustalone i czarno na bialym (ojcostwo i alimenty). nie radze tez wiazac sie z takim gosciem... jako dochodzacy jesli masz ochote ale gosc ewidentnie nie nadaje sie na stalego partnera i na meza...to klamca bez honoru...
    • gk-63 Re: na rozstaju 09.04.13, 10:16
      dziecko uznaje się bez rozwodu.Albo jest ojcem albo nie-w czym żona mu przeszkadza?Załatwiaj alimenty-nie czekaj na nic,sprawa nie trwa od miesiąca-miał czas na dotrzymanie obietnic.Teraz masz czas na prawne ich egzekwowanie i finansowe zadbanie o dziecko na kilkanaście lat.
      • hahahaha-hahahaha Re: na rozstaju 09.04.13, 11:33
        gk-63 napisał(a):

        > dziecko uznaje się bez rozwodu.Albo jest ojcem albo nie-w czym żona mu przeszka
        > dza?

        Jemu w niczym, ale jej może zacząć przeszkadzać, podpowiadając mężowi co ma robić, gdy ten prawnie stanie się ojcem dziecka.

        Załatwiaj alimenty-nie czekaj na nic,sprawa nie trwa od miesiąca-miał czas
        > na dotrzymanie obietnic.Teraz masz czas na prawne ich egzekwowanie i finansowe
        > zadbanie o dziecko na kilkanaście lat.

        I przez te kilkanaście lat prawowity tatuś będzie decydował o swoim dziecku w takim samym stopniu jak mamusia, co może doprowadzać do ciągłych problemów, nieporozumień i kłopotów. Jak jego żona będzie złośliwa, to mamusia nieślubnego dzidziusia może mieć prze ry pa ne.
        • vera_lake Re: na rozstaju 09.04.13, 12:50
          A może nie jest złośliwa? To czy będzie ojcem czy nie zależy tylko do niego, alimenty musi płacić. Ja jako kobieta nie pozwoliłabym sobie, żeby mojego dziecko miało w rubryce urodzenia miało "ojciec nieznany". Chciało się bzykać bez zabezpieczeń to ponosi się konsekwencje.
          • hahahaha-hahahaha Re: na rozstaju 09.04.13, 14:19
            vera_lake napisała:

            > A może nie jest złośliwa?

            Zapewne będzie zachwycona, że jej mąż musi płacić alimenty na bachora obcego dla niej.

            To czy będzie ojcem czy nie zależy tylko do niego, al
            > imenty musi płacić.

            Będzie płacił jak sąd przyzna, bo z tego co widać sam nie ma ochoty uznać bachora i łożyć na jego utrzymanie. Tylko czy warto dla paru groszy robić sobie dodatkowe piekło z życia. Facet prześle raz w miesiącu nędzną sumkę na konto mamusi bachorka, bo przecież ma rodzinę i na jej utrzymanie kasa jest potrzebna, więc sąd przyzna groszowe alimenty i będzie miał prawo decydować o swoim bachorze tak samo jak jego mamusia. Za założenie sprawy alimentacyjnej i zmuszenie go do płacenia tych paru groszy może zwyczajnie się mścić i mieć za każdym razem odmienne zdanie dotyczące wychowania i kształcenia bachora od jego mamusi, a pamiętaj, ze z chwila gdy uzna dziecko za swoje ma takie same prawa jak matka. Może nie zgodzić się na wybór szkoły dla bachora, na wyjazd np. za granicę. Matka bachora za każdym razem, gdy będzie potrzebny podpis ojca będzie musiała prosić kochanka, a ten może nie mieć czasu, może zwyczajnie nie podpisać, bo się nie zgadza, żeby bachor np. pojechał na wycieczkę szkolną i ma do tego prawo, bo jest prawnym ojcem tego bachora. Do tego dojdzie zachwycona żona kochanka ( zawsze może poradzić mężowi co zrobić), która z pewnością odwdzięczy się zapchaj dziurze z rozwalanie jej rodziny.
            big_grin

            Ja jako kobieta nie pozwoliłabym sobie, żeby mojego dziecko
            > miało w rubryce urodzenia miało "ojciec nieznany".

            Nie raz jest to duuuużo lepsze dla kochanki i jej nieślubnego bachora.

            Chciało się bzykać bez zabe
            > zpieczeń to ponosi się konsekwencje.

            Równie dobrze mogła się zabezpieczać matka bachora.
            • adela38 Re: na rozstaju 09.04.13, 18:55
              Chora jestes hahahaha...czy tylko czkawka cie meczy ?
              Zglasza sie pozew o stwierdzenie ojcowstwa jesli pan dobrowolnie nie uznal, sklada wniosek o alimenty na dziecko oraz o opieke nad dzieckiem dla siebie a dla kolesia ma sie w zanadrzu jakby cos wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich,(nie zwalnia to z alimentow). Alimenty naleza sie dziecku- tak samo jak kiedys spadek po ojcu. Matka ma obowiazek o nie wystapic- moze je odkladac chocby na ksiazeczke oszczednosciowa dziecka...moga sie przydac kiedys chocby na oplacenie studiow... Zona owega pana nie ma zadnego udzialu w sprawie dziecka, poza tym ze jej dochody sad tez moze brac pod uwage wyznaczajac wielkosc alimentow...
              Tu nie ma co sie szczypac tylko trzeba dzialac- to czysty obowiazek matki wobec dziecka.
              Mozna ewentualnie zastanowic sie jakie nazwisko ma nosic dziecko (nie musi po ojcu...)
              Mysle ze najlepiej zlozyc wniosek i potem powiadomic pana ze jak chce moze sam sie zglosic to mniej bedzie ciagania sie posadach...

              • facettt daj pokoj... 09.04.13, 20:08
                hahaha szaleje na punkcie kochanek - bo ich nie lubi.

                ja tam je mialem i nadal je lubie.
                a ze byly to rozsondne kobity - to zawsze szlo mi sie z nimi dogadac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka