Początek romansu typowy - fascynacja seksualna, emocjonujące spotkania, gorące smsy i maile itp.
Potem gościu jakby się wycofuje, nie proponuje spotkań, zero tematów o seksie, wymówki, że problemy, że dzieci i tak dalej.
Ale... No właśnie. Kontakt (pisemny) nadal trwa, o dupie Maryni w sumie, ale trwa. Wielka "przyjaźń", jakże to jest "cenna" znajomość ze mną, że on tak łatwo się nie podda. I wielkie skomlenie, gdy jeden dzień się nie odezwę i tak dalej
Po jakimś czasie proponuję spotkanie i znowu te same wymówki. A kiedy piszę, że już w to nie wierzę....milczenie (czego jak do tej pory nigdy nie było).
No i o co tu chodzi?