katalonja
30.06.18, 14:57
Jestem kochanką od kilku miesięcy, w układzie z mężczyzną, który podnieca mnie do bólu. Podobamy się sobie i zawsze mamy ochotę. Czuję, że zaczyna rodzić się też coś więcej, taki związek dusz. Ale nie chciałabym w którymś momencie zorientować się, że bardziej cierpię niż mam z tego przyjemność i radość. Jak, Waszym zdaniem, postępować, by nie przepaść z kretesem. Napiszcie jakieś główne zasady, może nawet w punktach, żebym mogła je wbić sobie do głowy i trzymać się ich ściśle. W zasadzie mogłabym sama od razu kilka stworzyć, ale wolę te od Was, będą miały dla mnie większą siłę oddziaływania. Z góry dziękuję.