anetka4663
13.01.09, 11:08
Zeszłego roku, sama przeszłam i przeżyłam dwa romanse. Dwa jedyne w
moim życiu i ostatnie. Nie byłam szczęśliwa w małżeństwie przez
swojego małżonka, dlatego tak łatwo się im poddałam. Nie powiem, że
nic na tym nie zyskałam bo owszem, większa pewność siebie, poczucie
atrakcyjności, uwagi, a w małżeństiw poprawa. Dlaczego poprawa? gdyż
zaczełam być obojętna wobec męża, a wtedy nastapiła jego zmiana.
Romanse zakończyłam, zakończenie każdego z nich było bolesne. To
jest prawda że romans uzaleznia jak narkotyk. Brakowało mi rozmów,
smsów, telefonów, bywały dni że najchętniej wyrzuciłabym telefon
przez okno, żeby tylko nie czekać na smsa od niego. Każdego dnia
pisałam sobie że wygram ten dzień, i sama pierwsza się nie odezwę do
tego drugiego. Jednak ciągle przegrywałam i dzwoniłam. Od Świąt się
zawziełam, nie piszę, nie dzwonię. Z jego strony cisza.
Ale żyję i oddycham. Tylko zmiana mojego męża mi pomaga i
potwierdza, że to był dobry krok, zamknąć coś co i tak nie miało
przysżłości, co sprawiało wyrzuty sumienia, moralności, ból,
teśknotę, uzależnienie.
Życzę wszystkim wytrwałości z zamknięciu i odcięciu się od tego
drugiego. Każdy pisze, że kocha itp. ale to nie do końca prawda, to
nie miłość to tylko zauroczenie.