Dodaj do ulubionych

Zniesienie habilitacji czy rzeczywista reforma?

28.01.04, 10:31
Po czarujacym liscie w Nature mantra "zniesc habilitacje" znowu
jest halasliwie obecna. Ale jako panaceum na grajdolstwo nauki
w Polsce powinna byc traktowana bardzo podejrzliwie. Jak sie
wydaje lansuja ja glownie ci ktorzy mieliby ochote wskoczyc
do obecnego cieplego grajdolka tylko ze przeszkadza im brak
habilitacji.

Czy habilitacje trzeba zniesc?
Oczywiscie i nie ma na ten temat zadnej dyskusji.

ALE zniesienie habilitacji przy zachowaniu grajdolstwa bedzie
dalszym krokiem w degeneracji bo umozliwi zagniezdzenie sie w
nauce elementu wrecz patologicznego.

Mozna wiec tylko mowic o rozwaleniu grajdola razem z jego malym
pryszczem jakim jest habilitacja.

Jak to zrobic?

Pierwszym krokime musi by urynkowienie. Wprowadzenie oplat za studia jest
podstawowym elementem. Zamiast gadania wystarczy zapoznac sie z tym co
robi Wielka Brytania teraz, oplaty juz byly ale beda znacznie podwyzszone
zeby bylo wiecej kasy na nauke i zeby ludzie traktowali nauke bardzo
powaznie:

news.ft.com/servlet/ContentServer?pagename=FT.com/StoryFT/FullStory&c=StoryFT&cid=1073281336801&p=1012571727092

A dlaczego oplaty? No, mowi sie duzo o modelu USA majac oczywiscie na mysli
ich top 20, tylko jakos pomija sie milczeniem ze top 20 to w zdecydowanej
wiekszosci insytytucje prywatne dzialajace na rynku. O tych sprawach mozna
sobie poczytac i problemach w Wielkiej Brytanii oraz co powinno sie zrobic:

If universities are to be truly free and sustainable, most students will
have to pay fees
www.economist.com/opinion/displayStory.cfm?story_id=2367742
When universities depend on taxpayers, their independence and standards
suffer
www.economist.com/opinion/displaystory.cfm?story_id=2367332
Nie dajmy sie wiec zwiesc haslu reformy w postaci zniesienia habilitacji.

Prawdziwa reforma to wprowadzenie rynku. Oplaty za studia to jeden
absolutnie podstawowy element - o tym jakos jednak nie chce sie mowic
prawdopodobnie dlatego ze w modelu rynkowym o kase na pensje trzeba bedzie
tez ciezko walczyc. Uzasadnia to podejrzenia ze zwolennicy zniesienia
habilitacji chcieliby sami wskoczyc do obecnego grajdola i z niego
korzystac. I to trzeba koniecznie zablokowac.

A w reformach to czy nie warto skorzystac z wzorow brytyjskich?

Tam rzecz jasna habilitacji nigdy nie bylo ale elitaryzm byl od wiekow
a teraz chcac byc w swiatowej czolowce wprowadza sie urynkowienie bo
innej drogi nie ma.

Obserwuj wątek
    • dinos88 tak prawdziwe,że az banalne 28.01.04, 16:08
      jest to co piszesz. Ja dodałbym tylko, że bez roaliczenia tego co jest zadnej
      reformy nie zrobisz. W wątku o artykule w Wyborczej (tłumaczenie z "Nature")
      jeden zdyskutantów prpomował aby inny (chyba kuku11) podał nazwiska profesorów
      mających zerowy dorobek naukowy. Ja myślę, że byłoby to bardzo dobrze, ale
      jeszcze lepiej byłoby zrobić to hurtem i poprosić Centralna Komisję ds Tytułu i
      Stopni Naukowych aby podała nazwiska wszystkich habilitowanych doktorów wraz z
      informacją za co ten stopień dostali. Na dziś to jest jedyny sposób na to co
      sie dzieje. A potem po odczarowamiu tej instytucji dokonć oceny. A przed
      urynkowieniem edukacji i tak nie uciekniemy. Przegladałem wczoraj ten artykuł
      z "Economist"-a. Anglicy juz to widza, a my obudzimy siepenie z reka w nocniku,
      ale lepij to niż spac w nieskończoność.
      • Gość: B.T., Zabrze Co tam te stopnie, tylko smieszą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.04, 22:58
        Może tak spróbować pozwolić aby porzadził pieniądz?

        Myślę, że dyskutowane tu problemy rozwiążą się same jeżeli damy porządzić
        pieniądzom, tak jak to rządzą one we wszystkich dziedzinach życia tylko nie w
        tzw. „nauce polskiej”:

        1. Stopnie i stanowiska naukowe. Staną się bez większego znaczenia.
        Ważniejszy ten pracownik N-B, który za więcej sprzedał wyniki swych badań. Mogą
        sobie uczelnie dawać stopnie jakie chcą, może być tych stopnia jak w wojsku,
        nie dwa ale np. dziesięć. Uczelnie aby zarobić więcej forsy za sprzedaż wyników
        badań będą się starały zatrudniać nie tych co mają jakieś tam stopnie, ale tych
        co potrafią prowadzić takie badanie, których wyniki mogą sprzedać.

        2. Publikacje naukowe. Po to aby sprzedawać wyniki badań, czy też pokazać
        się społeczności Świata, czego to się nie potrafi zrobić, pracownicy N-B i
        zespoły badawcze będą publikować swe prace. Będą to jednak publikacje wyników
        badań, a nie jak teraz wyników ściągniętych z sufitu lub podłogi. Pracownicy
        będą dbać o swą reputację.

        3. Rozpoznawanie problemów badawczych. Podczas wykonywania prac
        doświadczalnych wychodzą różne ciekawe problemy, które są natchnieniem do
        podejmowania nowych zagadnień badawczych. Obecnie w tym pędzie ilościowym
        pisania publikacji mało kto wykonuje prace doświadczalne, bo zabierają dużo
        czasu, kosztują no i trzeba takie prace umieć wykonać. Stąd pracownicy N-B nie
        mają rozeznania potrzeb badawczych problemów do rozwiązania i znajdowania
        nowych rozwiązań naukowo-technicznych.

        4. Pracownik N-B wykonujący użyteczne prace doświadczalne dla rynku
        światowego i krajowego ma swą cenę. Będzie więc poszukiwany przez pracodawców i
        ma szanse na wielkie zarobki. Obecnie takiego „publicystę” nikt nie potrzebuje,
        no bo i po co, nic nie zarobi dla przedsiębiorstwa, a kosztuje jego
        utrzymywanie.

        5. Badania podstawowe. Nie wiem skąd obecni pracownicy N-B czerpią wiedzę
        i tematy badawcze do wykonywania tzw. badań podstawowych (jak je sami tak
        nazywają) skoro nie wykonują prac doświadczalnych, nie posiadają dostatecznej
        wiedzy i doświadczenia aby zabierać się za badania podstawowe. Badaniami
        podstawowymi zwykle zajmują się doświadczeni pracownicy N-B, którzy mają
        doświadczenie w pracach badawczych użytecznych. Mając to doświadczenie i
        rozpoznanie potrzeb badawczych mogą te prace wykonywać. Śmieszy mnie zespół
        badawczy, który przez wiele lat (np. nasze PAN-y i uczelnie wyższe) nic
        użytecznego nie zrobiły (nie wykonali pracy badawczej użytecznej takiej która
        ktoś zakupił i wdrożył do praktyki) i opowiada, że zajmuje się badaniami
        podstawowymi, które, kiedyś... du du du!

        6. Podział na badania podstawowe i jakieś tam inne (np. stosowane). Ja
        dziele badania na: potrzebne i niepotrzebne (źle wykonane, naciągane,
        zerżnięte, z wymyślonymi wynikami badań, pod wymyśloną teoryjkę i inne).
        Jeszcze są takie pod serie publikacji. Myślę, że obecny podział na badania
        podstawowe i inne zniknie jak tylko działalnością NBR będzie rządził pieniądz.

        7. Nie potrzeba będzie jakiś komisji etyki, komisji mobingowej, komisji do
        stopniowania, komisji między uczelnianych i jeszcze tam wielu innych

        8. Nauczyciele akademiccy uczyliby studentów potrzebnej im wiedzy na rynku
        pracy, a nie jak teraz uczą (chyba – bo jedynie to robią), pisania publikacji.
        Nareszcie uczelnie produkowałyby absolwentów poszukiwanych w kraju i zagranicą,
        a nie jak to się dzieje obecnie – bezrobotnych i zmywających naczynia w barach
        w zachodnich krajach.

        9. No i wreszcie pracownik N-B będzie, podobnie jak wszyscy ludzie w
        Polsce, zarabiał dla kraju a nie pasożytował na biednych podatnikach jak to
        się dzieje obecnie.

        Co Wy na to?
        Z poważaniem, dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
        • Gość: Carmen Sandiego Nie ! IP: *.proxy.aol.com 29.01.04, 02:28
          Nie i to po stokroc nie.

          Wspolczesna cywilizacja zna cos takiego jak podzial pracy. Zadaniem naukowaca
          jest odkrywanie tajemnic natury. Zadaniem inzyniera uzycie tej wiedzy i
          zbudowanie urzadzenia ktore sie do czegos przyda. Zadaniem businesmena
          sprzedanie go i zarobienie na tym pieniedzy.

          Nie wyobrazam sobie aby rozwiazaniem bylo to ze naukowiec po zrobieniu odkrycia
          buduje jakas maszynke, a potem w Nyske i po hurtowniach probujac to sprzedac.

          Uzaleznianie nauki od praktycznych i to szybkich bo muszacych nastepowac w roku
          finansowym zastosowan badan jest zupelnie nie do przyjecia. Tak nigdy nie bylo,
          i dlatego kiedys nauka to bylo hobby bogatych ludzi majacych dochod z innych
          zrodel np. Kopernik czy Lavoisier. Z czasem zrozumiano ze w sumie sie oplaca
          finansowac nauke z podatkow, szczgolnie wtedy jak szybko trzeba zrobic bombe.
          Tym bardziej i to podkresle tym bardziej ze w skali budzetu sa to grosze.
          Naprawde nie rozumiem czemu o kazdy grosz dla nauki ida takie targi a wyrzuca
          sie miliardy. Prosze pomyslec co w polskiej nauce by spowodowalo ekstra 500 mln
          przeznaczone na kolej. Ja za jeden milion potrafie urzadzic laboratorium
          produkujace publikacje z czestotliwoscia lepsza i dokladniejsza niz rozklad
          jazdy PKP.

          ps. pomysl stopni wojskowych w nauce bardzo mi sie podoba, moze bylabym juz
          sierzantem.
          • Gość: B.T., Zabrze Są przecież różne prace badawcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 22:45
            Droga Carmen!
            Myślę, że trochę mnie nie zrozumiałaś i też nie za bardzo orientujesz się jakie
            to prace badawcze można wykonywać na uczelniach a ich wyniki sprzedawać.
            Zapewniam Cię, że możliwości są wielkie.

            1. PRACA ZESPOŁOWA. Uczelnie wyższe, a głównie politechniki powinny się
            specjalizować w pewnych kierunkach technicznych. Poszczególni pracownicy N-B
            współpracować ze sobą nad wykonaniem jakiegoś dzieła gotowego do sprzedaży.
            Marzy mi się coś takiego co stworzył prof. Natta na politechnice chyba w
            Mediolanie w latach 60' Stworzył On zespół pracowników (profesorów)
            politechniki o różnych specjalnościach: syntetyków organicznych, fizyko-
            chemików, analityków, speców wszelkiej maści i wykonali ogromne dzieło jakim
            było poznanie procesów polimeryzacji olefin, wyjaśnienie całkiem nowych
            konfiguracji łańcuchów polimerów, technologii otrzymywania i przetwórstwa
            poliolefin. Dziś, dzięki ich kolektywnej pracy mamy wszelkiego rodzaju
            opakowania od cieniutkich torebeczek foliowych, poprzez wiadra, rury do
            przesyłania mediów itp. Sprzeda(wa)li to wszystko MontEdisonowi. Natta wraz z
            Zieglerem dostali nagrodę Nobla. Mam też satysfakcję, że pracując również w
            tym temacie jeden z członków tego zespołu nawiązał ze mną korespondencję z
            prośbę o tłumaczenie na angielski urywków moich publikacji w
            polskich „Polimerach”. Oczywiście bałem się, bo wiesz jak w tamtych czasach
            bywało i słusznie, pracowałem za pieniądze polskich podatników, no ale miałem
            wytłumaczenie, przecież to zostało już opublikowane.
            2. PRACA DLA PRZEDSIĘBIORSTW CAŁEGO ŚWIATA. Popatrz, obecnie pracownicy
            uczelni wyższych i PAN-ów mogą współpracować z przedsiębiorstwami i
            instytucjami całego Świata oferując im wyniki swych badań, zarabiając w ten
            sposób pieniądze. Różnorodność tematyki jest tak ogromna, że każdy specjalista
            z pewnością kogoś znajdzie do zaoferowania swych wyników lub też usług. Mało
            tego te przedsiębiorstwa czekają na taką współpracę. Taką współprace mogą
            podejmować zarówno pracownicy N-B uniwersytetów jak też innych uczelni.
            Chciałbym tu przytoczyć przykład, ale nie znam więc może przytoczę mój.
            Wykonywałem i nadal wykonuje niewielkie prace dla czołowych przedsiębiorstw
            zagranicznych w mojej dziedzinie.
            3. UCZENIE STUDENTÓW I PRZYGOTOWYWANIE ICH DO PRACY. Popatrz Karmen. W
            mojej dziedzinie nie kształci się w całej Polsce specjalistów (synteza żywic i
            polimerów dla wyrobów malarskich i klejowych i wytwarzanie tych wyrobów). A w
            Polsce jest ok. 10 dużych i 100 małych wytwórni wyrobów malarskich i klejów. I
            wiesz, przy tym wielkim bezrobociu szukają specjalistów i nie znajdują.
            Pytanie, dlaczego żadna uczelnia nie zainteresuje się możliwością wykonywania
            pracy dla tych fabryk i wdrażaniu studentów do współpracy z tymi fabrykami, aby
            po zakończeniu studiów zagwarantować im pracę. Pomnóż takie możliwości razy
            ileś tam fabryk w Polsce. Jednak jest problem, nie ma kto tych studentów uczyć.
            4. Jeszcze inne możliwości, ale na dziś wystarczy. Upieram się przy swym
            poglądzie. Oj by się działo w Polsce, zapewniam Cię. I byłoby bardzo wiele tych
            publikacji, na które wszyscy naukowcy „nauki polskiej”w Polsce
            obłędnie „chorują”. I byłyby to publikacje poszukiwane, z wielką ilością
            cytowań, na które też wszyscy szalenie „chorują”

            Pozdrawiam
            dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
        • Gość: fantomas Re: Co tam te stopnie, tylko smieszą IP: *.godula.net 01.02.04, 13:32
          > Ważniejszy ten pracownik N-B, który za więcej sprzedał wyniki swych badań.

          A co z naukami, nie dającymi bezpośrednich korzyści materialnych?
          • Gość: B.T., Zabrze Re: Co tam te stopnie, tylko smieszą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.04, 22:54
            Wymień jakie to nauki to podpowiem Ci jak zrobić w tych naukach pracę badawczą,
            za którą cały świat bedzie się zabijał.

            Pozdrawiam
            • lukasz97 Re: Co tam te stopnie, tylko smieszą 01.02.04, 23:52
              uh.. chyba jednak nie lapiesz... nie chodzi o to jak robic cos co mozna sprzedac
              tylko jak robic cos, czego sprzedac sie nie da bo jest 'za daleko' od
              komercjalnych zastosowan. w/g twojego rozumowania tego typu dzialalnosc racji
              bytu by nie miala, nieprawdaz ? to i przyklad 'z zycia':

              paru kolegow z grupy popelnilo pare lat temu publikacji:
              Marcotte et al Nature 402:83-6,
              Marcotte et al Science 285:751-3
              Pellegrini et al PNAS 96:4285-8

              paru z nich usilowalo to sprzedac poprzez zalozona firemke. niestety okazalo sie
              toto komercyjnie nieatrakcyjne - firemk po 3 chyba latach wyciagnela kopytka.
              zgodnie z twoim rozumowaniem dzialalnosc kolegow miala by byc pomylka 'bo sie
              sprzedac nie da'.

              w rzeczywistosci artykuly cytowane byly po pareset razy - zaczela sie od nich
              tzw 'genomika funkcjonalna' ;o) a jeden z autorow mial problem z _nadmiarem_
              ofert pracy (wlacznie z profesura na Stanfordzie; odmowil, bo nie chcieli
              zatrudnic zony ;o)

              no ale coz, widac durne amerykany sie nie znaja na rzeczy... ;o)
              lukasz
              • Gość: rymarz Re: Co tam te stopnie, tylko smieszą IP: *.konst.silesianet.pl 02.02.04, 01:34
                Człowiek ma najróżniejsze potrzeby, m.in. także potrzebę wiedzy, którą
                zaspokaja „czysta nauka”. Kto chce ją całkowicie podporządkować tak zwanej
                praktyce, przeczy w rzeczy samej, by ludzie mieli inne potrzeby poza
                zwierzęcymi. – Józef Bocheński
                • Gość: B.T., Zabrze Re: Co tam te stopnie, tylko śmieszą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 02:04
                  Zgadzam się z Tobą całkowicie. Ale istnieje ranking potrzeb. Wolę jak te
                  potrzeby zaspakajane są doświadczeniem a nie wymyślanymi wynikami badań, jak to
                  się dzieje obecnie w Polsce, właśnie dla szybszego uzyskania stopni naukowych,
                  o czym to trwa tu dyskusja. Gdzyby wyniki badań były oparte o doświadczenia to
                  miałyby wartość rynkową. I wszystko by zagrało. I wartość i zaspokojenie
                  potrzeb intelektualnyc itp.

                  Pozdrawiam
                  • lukasz97 Re: Co tam te stopnie, tylko śmieszą 03.02.04, 09:18
                    > Gdzyby wyniki badań były oparte o doświadczenia to miałyby wartość rynkową.

                    poza tymi wynikami doswiadczen, ktore wartosci rynkowej nie posiadaja ;o)
                    nie wszsytka nauka sprowadza sie do politechnicznego rzemiosla.

                    lukasz
              • Gość: B.T., Zabrze Szkoda, że nie poszedł do poważnej firmy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.04, 01:58
                Szkoda, że nie poszedł do poważnej firmy. A ma możliwość. Cały Świat czeka na
                nowości i ciekawości. Musiałoby to być słabe bo firemka padła. A, to że
                opublikowane? Tyle różnych rzeczy się publikuje. W Sanfordzie zarobiłby
                wystarczająco aby żona nie musiała pracować.

                Pamietam w latach 70' jakiś Fin opublikował wyniki swych badań nad bezpośrednią
                syntezą poli(siarczku fenylenu). Wiesz ile było cytowań, ile nowych publikacji,
                dużo z Polski. Trwało to tak długo, aż ktoś normalny nie przebadał tego procesu
                (sprawdził tego Fina) i okazało się, że nie da się przeprowadzić takiej syntezy.

                Mogę Ci podać wiele podobnych przykładów.

                Pozdrawiam
                • lukasz97 Re: Szkoda, że nie poszedł do poważnej firmy 03.02.04, 09:24
                  Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

                  > Szkoda, że nie poszedł do poważnej firmy. A ma możliwość. Cały Świat czeka na

                  szkada ? a to niby dlaczego ? jedni lubia w firmie a inni wrecz przeciwnie ;o)

                  > nowości i ciekawości. Musiałoby to być słabe bo firemka padła. A, to że

                  no coz, nie zawsze 'niekomercyjne' znaczy 'slabe'...

                  > opublikowane? Tyle różnych rzeczy się publikuje. W Sanfordzie zarobiłby

                  acha.. w szczegolnosci w science i nature ;o)

                  > wystarczająco aby żona nie musiała pracować.

                  uh.. malo znasz tutejsza rzeczywistosc... ale zona akurat chciala a nie
                  'musiala' pracowac. zarobki sa takie czy inne, ale ciagle sporo ponad
                  minimum konieczne do przezycia (czy zmuszajace do wysylania zony do
                  pracy ;o)

                  > Pamietam w latach 70' jakiś Fin opublikował wyniki swych badań nad bezpośrednią
                  >
                  > syntezą poli(siarczku fenylenu). Wiesz ile było cytowań, ile nowych publikacji,
                  >
                  > dużo z Polski. Trwało to tak długo, aż ktoś normalny nie przebadał tego procesu
                  >
                  > (sprawdził tego Fina) i okazało się, że nie da się przeprowadzić takiej syntezy
                  > .
                  >
                  > Mogę Ci podać wiele podobnych przykładów.

                  a niby co z nich ma wynikac poza tym, ze oszustwa wszedzie sie zdarzaja ?

                  lukasz
    • warszawiak01 dr, dr hab, prod. zw., prof - schody do nikąd 29.01.04, 11:35
      Zgadzam się z Dyplonatą. Tytuły naukowe, a raczej ich zdobywanie nadają w dużym
      stopniu sens działaniu sporej częsci polskiego środowiska naukowego. To
      skupienie się na sprawnym zmienianiu co 4-5 lat wizytówek na nowe na dobrą
      sprawę zabija naukę. Nie wiem jak często słyszałem od moich kolegów, że nie
      wezmą udział w takiej czy innej konferencji, czy przedsięwzięciu badawczym
      bo "piszą doktorat/habilitację". Ktoś nie ma dorobku, przez kilka lat nie
      opublikował dosłownie niczego, ale "on pisze doktorat/habilitację". A kiedy w
      końcu napiszą, obronią się i wywalczą stołek zaczynają wyczekiwać emerytury,
      albo zaproszenia do Pałacu Prezydenckiego. Do tego na porządku dziennym są
      naukowcy, którzy przez całe swoje życie zawodowe pracowali w jednym zakładzie,
      w jednej katedrze, nie wyściubiając nosa poza środowisko 10-15 osób od
      magisterium po emeryturę. I w ten sposób tworzy się towarzystwo wzajemnej
      adoracji - nawzajem piszą o sobie opinie, nawzajem promują prace swych uczniów,
      nawzajem piszą recenzje ze swych prac.
      Zniesienie habilitacji będzie miało sens jedynie wtedy kiedy rozwali się tą
      całą skrukturę zasiedzenia. Może wzorem niemieckim zmuszać do pisania doktoratu
      poza osrodkiem macierzystym, tj. tym , który dał magisterium ?
      • dyplomata Rozwalenie grajdolstwa to sedno sprawy 29.01.04, 12:48
        warszawiak01 napisał:


        > Zniesienie habilitacji będzie miało sens jedynie wtedy kiedy rozwali się
        >tą całą skrukturę zasiedzenia. Może wzorem niemieckim zmuszać do pisania
        >doktoratu poza osrodkiem macierzystym, tj. tym , który dał magisterium ?

        To jest taki maly element. Ale samo wprowadzenie takiej reguly tez nic
        nie da bo przeciez ludzie w grajdole sa bardzo cwani wiec to obejda.
        Jedyna metoda to urynkowienie. Rynek ustala kto maja wartosc i na dluzsza
        mete prawidlowo, nie?

        • warszawiak01 Re: Rozwalenie grajdolstwa to sedno sprawy 29.01.04, 13:18
          Zgadzam się. Ale, niestety, obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie.
          Opór materii, jak sam zauważyłeś, jest ogromny. Do tego klub
          parlamentarny "Klika Profesorsko-Akademicka" już się postara, aby ustawę o
          szkolnictwie wyższym przyciąć do swojej skarlonej miary. Do tego dzielnie im
          sekunduje MEN (rozdawnictwo tytułów naukowych, szczególnie upragnionego
          Belwederskiego Profesora, to ważne narzędzie polityczne) i Rada Rektorów ( nie
          chcą zmian , która mogła by podkopać reputację "ośrodków akademickich o
          wiekowej tradycji"). Jak by tego było mało, to żeby wprowadzić odpłatne studia,
          najpierw trzeba zmienić konstytucję, a na to nie ma w tej chwili najmniejszych
          szans.
          Czyli na zmianę systemową w nauce polskiej przyjdzie nam jeszcze długo
          poczekać. Chyba, że system pieprznie po wejściu do UE, gdy okaże się, że dzięki
          stypendiom najlepsi studenci studiować będą za granicą, a polskim firmom bedzie
          się opłacało zamawiać badania i analizy na Zachodzie.
          Inaczej naukowej "klasy próżniaczej" nic nie ruszy. Najbardziej bawią mnie
          głosy, że trzeba "przejść przez Morze Czerwone" czyli poczekać aż
          nastąpi "naturalna wymiana pokoleniowa". Guzik z pętelką! Miejsce w tej klasie
          się dziedziczy z "mistrza" na "ucznia". A w polskiej nauce premiuje się
          miernych i biernych ale za to wiernych. Naukowi "infanci" najczęściej liczą, że
          wzorem mistrzów mogą po objęciu etatu tylko odcinać kupony od własnego dorobku.
          I tyle !
          • dyplomata Grajdolstwo bez habilitacji to... 29.01.04, 19:24
            warszawiak01 napisał:

            > Zgadzam się. Ale, niestety, obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie.
            > Opór materii, jak sam zauważyłeś, jest ogromny. Do tego klub
            > parlamentarny "Klika Profesorsko-Akademicka" już się postara, aby ustawę o
            > szkolnictwie wyższym przyciąć do swojej skarlonej miary.
            >...

            Masz oczywiscie pelna racje. Tu chodzi jednak o to zeby nie nabrac sie
            na haslo reformy w postaci zniesienia habilitacji. Wlasciwie nalezaloby
            postulowac albo pelna reforma albo nie robic nic bo samo tylko zniesienie
            habilitacji spowodowuje ze klika poszerzy sie o elementy zgola gangsterskie.
            • Gość: za Trzeba by znieść habilitację IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 31.01.04, 13:36
              www.forumakad.pl/archiwum/2004/01/artykuly/09-rozmowa_forum.htm
              Rozmowa z prof. Januszem Lipkowskim wiceprezesem PAN

              W jakim sensie habilitacje powodują rozproszenie badań?
              – Są dwa zasadnicze powody, które równocześnie są argumentami za likwidacją
              habilitacji. Po pierwsze, przeciwdziała ona, a co najmniej nie sprzyja, pracy
              zespołowej, gdyż ma przedstawić dorobek indywidualny. Po drugie, człowiek po
              doktoracie, który jest w okresie maksymalnej aktywności twórczej, zamiast
              ukierunkować swoje możliwości na odkrycia, działalność twórczą, ryzykowne
              wyzwania musi, niestety, podjąć badania, które szybko i pewnie doprowadzą go do
              habilitacji – te, wbrew założeniom, rzadko są naprawdę twórcze i wnoszą coś
              nowego do nauki. Mam świadomość, że mój pogląd na tę sprawę należy do
              mniejszości, nie jest też wyrazem oficjalnego stanowiska PAN w tej sprawie.
              .............

              Trzeba by znieść habilitację, aby umożliwić młodszym szybsze usamodzielnienie
              naukowe
              • dyplomata Grajdol w grajdole 31.01.04, 16:05

                A to mowi facet z PANu czyli grajdola w grajdole. Jesli mowimy
                o rozwalaniu grajdola to co robi jeszcze grajdol w grajdole?
                • niehab01 Ale władze uczelni pomagaja robic habilitacje 31.01.04, 16:24
                  -------------------------------------------------------------------------------
                  -
                  Krótki opis pomocy władz uczelni w przygotowaniu habilitacji znaleźć mozna
                  pod adresem

                  www.forumakad.pl/archiwum/2003/05/artykuly/14-za-tepienie_szkodnikow.htm

                  na łamach Forum Akademickiego. Autor został już zwolniony, bo nie "wyrobił
                  się" w czasie z habilitacją. Wnioskujacy to zwolnienie szef ma tzw. dorobek
                  naukowy kilkakrotnie mniejszy od zwalnianego pracownika. Fajne, co?

                  • dyplomata Gry w Grajdolku 31.01.04, 21:08
                    niehab01 napisał:

                    www.forumakad.pl/archiwum/2003/05/artykuly/14-za-tepienie_szkodnikow.htm
                    > na łamach Forum Akademickiego. Autor został już zwolniony, bo nie "wyrobił
                    > się" w czasie z habilitacją. Wnioskujacy to zwolnienie szef ma tzw. dorobek
                    > naukowy kilkakrotnie mniejszy od zwalnianego pracownika. Fajne, co?

                    To pokazuje ze ani zniesienie habilitacji ani robienie habilitacji nie zmienia
                    systemu grajdolstwa.

                    Jedyna metoda jest urynkowienie. Jezeli facet byl dobry to w innych miejscach
                    by go szukali i by sobie poszedl tam gdzie oferowali najlepsze warunki. Biedak
                    wplatal sie w gry w grajdole i padl ich ofiara. W sytemie grajdolstwa jego
                    wartosc rynkowa byla najwyzej zero a on wpadl jeszcze gorzej bo w negatywna.
                    • niehab01 Re: Gry w Grajdolku 31.01.04, 21:34
                      Tu było akurat trochę inaczej. Raz, ze gość ma zoobowiązania rodzinne, a
                      drugie, że chce jednak odzyskac co mu zabrali. A tak ogólnie, to dlaczego to
                      właśnie on ma spieprzać? A moze by tak sprawe wyprostować? Dzis on jutro byc
                      może Ty. Ucieczka nie jest rozwiązaniem sprawy.
                      • dyplomata W grajdole przegra 01.02.04, 18:21
                        niehab01 napisał:

                        > Tu było akurat trochę inaczej. Raz, ze gość ma zoobowiązania rodzinne, a
                        > drugie, że chce jednak odzyskac co mu zabrali. A tak ogólnie, to dlaczego to
                        > właśnie on ma spieprzać? A moze by tak sprawe wyprostować? Dzis on jutro byc
                        > może Ty. Ucieczka nie jest rozwiązaniem sprawy.

                        No jasne z grajdola nie ma gdzie uciekac. Zabranie rzeczy jest rzecz jasna
                        karygodne, tyle ze w obecnym systemie facet straci zdrowie na uzeranie sie
                        a na pewno wyniszczy swoje zdolnosci naukowe. Zasada grajdolstwa jest
                        niewychylanie sie.

                        W systemie zreformowanym milaby oferty z innych miejsc.
    • Gość: rymarz Re: Zniesienie habilitacji czy rzeczywista reform IP: *.konst.silesianet.pl 01.02.04, 12:11
      Wprowadzenie oplaty za studia jest logiczne, ale nie w obecnych warunkach w
      Polsce! Zobaczmy bowiem co dzieje sie juz teraz. Na sile trzyma sie studentow
      tumanow, bo to jest byc czy nie byc pracownikow "naukowych" uczelni. Nie ma
      studentow, nie ma pensum. Po wprowadzeniu oplaty za studia rozpeta
      sie "korupcja uczelniana". Znam przyklady platnych studiow doktoranckich
    • Gość: rymarz Re: Zniesienie habilitacji czy rzeczywista reform IP: *.konst.silesianet.pl 01.02.04, 12:18
      Wprowadzenie oplaty za studia jest logiczne, ale nie w obecnych warunkach w
      Polsce! Zobaczmy bowiem co dzieje sie juz teraz. Na sile trzyma sie studentow
      tumanow, bo to jest byc czy nie byc pracownikow "naukowych" uczelni. Nie ma
      studentow, nie ma pensum. Po wprowadzeniu oplaty za studia rozpeta
      sie "korupcja uczelniana". Znam przyklady platnych studiow doktoranckich, na
      ktorych zniesiono wszelkie egzaminy. Znam przyklady grozenia profesorom-
      wykladowcom zwolnieniem z pracy jesli nie przepuszcza odpowiedniej ilosci
      studentow przez egzaminy! Pierwsza i podstawowa rzecza jaka nalezy zrobic w
      nauce polskiej to zweryfikowac cala kadre naukowa. Weryfikacja musi byc
      dokonana przez naukowcow zachodnich. W efekcie prawdopodobnie wyleci z uczelni
      ok. 2/3 kadry, i bardzo dobrze. Rownolegle z tym nalezy zlikwidowac PAN i w to
      miejsce powolac nowa instytucje naukowa lub wcielic wybitnych naukowcow z PAN
      do zweryfikowanych uczelni. Potem wprowadzic oplaty za studia..
      • uubbuu Re: Zniesienie habilitacji czy rzeczywista reform 01.02.04, 14:36
        Gość portalu: rymarz napisał(a):

        > Wprowadzenie oplaty za studia jest logiczne, ale nie w obecnych warunkach w
        > Polsce! Zobaczmy bowiem co dzieje sie juz teraz. Na sile trzyma sie
        studentow
        > tumanow, bo to jest byc czy nie byc pracownikow "naukowych" uczelni. Nie ma
        > studentow, nie ma pensum. Po wprowadzeniu oplaty za studia rozpeta
        > sie "korupcja uczelniana".

        Ale innego wyjscia nie ma. Na bezpłatne studia na normalnym poziomie nie stać
        nawet bogatych Anglików.

        Znam przyklady platnych studiow doktoranckich, na
        > ktorych zniesiono wszelkie egzaminy. Znam przyklady grozenia profesorom-
        > wykladowcom zwolnieniem z pracy jesli nie przepuszcza odpowiedniej ilosci
        > studentow przez egzaminy!

        Ja to przeżyłem.

        Pierwsza i podstawowa rzecza jaka nalezy zrobic w
        > nauce polskiej to zweryfikowac cala kadre naukowa. Weryfikacja musi byc
        > dokonana przez naukowcow zachodnich.

        Bardzo dobry pomysł. Pierwszyn krokiem mogłaby byc weryfikacja w postaci
        opublikowania w Internecie dorobku pracujacych w uczelniach z podaniem za jaki
        dorobek dostali np. habilitację. Od czegos trzeba zacząć, a to sie da zrobic w
        pół roku.

        W efekcie prawdopodobnie wyleci z uczelni
        > ok. 2/3 kadry, i bardzo dobrze. Rownolegle z tym nalezy zlikwidowac PAN i w
        to
        > miejsce powolac nowa instytucje naukowa lub wcielic wybitnych naukowcow z
        PAN
        > do zweryfikowanych uczelni. Potem wprowadzic oplaty za studia..

        Pozdrowienia.
        • Gość: rymarz Re: Zniesienie habilitacji czy rzeczywista reform IP: *.konst.silesianet.pl 01.02.04, 19:47
          >Bardzo dobry pomysł. Pierwszyn krokiem mogłaby byc weryfikacja w postaci
          > opublikowania w Internecie dorobku pracujacych w uczelniach z podaniem za
          jaki
          > dorobek dostali np. habilitację. Od czegos trzeba zacząć, a to sie da zrobic
          >w
          > pół roku.
          Oczywiscie. Czarna lista dluznikow w Internecie juz jest...
          r
    • miriammiriam jedyna droga...... 01.02.04, 14:06
      Dyplomata rozbawił mnie do łez swoją ideą jedynie szłusznej drogi pt.
      urynkowienie. Pozwolę sobie przypomnieć, że ten rozdział już przerobiliśmy,
      tylko że kluczem było tu słowo "partia".
      Sama ida odpłatności za studia jest słuszna, tylko że nie tu i teraz, w Polsce
      w której wykształcenie tak się zdewaluowało, że nie jest już żadną inwestycja,
      gdzie studenci płacący czesne prezentuja postawe: płace więc wymagam m.in.
      pozytywnych ocen na egzaminach, gdzie nie ma obiektywnego rankingu uczelni,
      który byłby w jakikolwiek sposób przekładalny na mozliwość znalezienia pracy po
      ukończeniu lepszej - droższej, dającej lepsze przygotowanie - szkoły wyższej,
      etc. etc....
      Co do sprzedawalności badań to jest jeszcze taki myk który mozna nieśmiało
      nazwać etyką - tak wiem, ze to niemodne słowo - przykładowo nie trudno znaleźć
      chętnych na odkrycia z gatunku co zrobić aby z lepszym skutkiem wcisnąć
      konsumentowi reklamowane badziewie, tyle że mawet prawo nakłada tutaj pewne
      ograniczenia. Badania z zakresu implicit learning nie trudno byłoby spienieżyć,
      jednak nie wszystkim można handlować. Jest jeszcze sporo takich obszarów, które
      są zdefinicji niesprzedawalne na wolnym rynku, co nie znaczy że nie są
      uzyteczne społecznie.
      Suma sumarum, urynkowienie owaszem, ale pod pewnymi warunkami i ludzie na
      litość boską nie mówcie, że to jest jedyna droga bo się po prostu ośmieszacie.
      • Gość: DNM Re: jedyna droga...... IP: 207.44.154.* 01.02.04, 14:57
        Urynkowienie zastąpi naukę marketingiem naukowym.
        Przykład: Wpiszcie w googla "niebieska optoelektronika". To miał być sztandarowy
        przykład urynkowionej nauki. Polecam zwłaszcza dokumenty rządowe. Ubaw :( po
        pachy.
        Uwaga dla umysłów ścisłych inaczej – obiecanego niebieskiego lasera który miał
        zalać świat nie ma, nie było i nie będzie.
      • dyplomata Jedyna droga albo grajdol zostanie 01.02.04, 18:39
        miriammiriam napisała:

        > Dyplomata rozbawił mnie do łez swoją ideą jedynie szłusznej drogi pt.
        > urynkowienie. Pozwolę sobie przypomnieć, że ten rozdział już przerobiliśmy,
        > tylko że kluczem było tu słowo "partia".
        > Sama ida odpłatności za studia jest słuszna, tylko że nie tu i teraz, w
        > Polsce w której wykształcenie tak się zdewaluowało, że nie jest już żadną
        > inwestycja, gdzie studenci płacący czesne prezentuja postawe: płace więc
        > wymagam m.in. pozytywnych ocen na egzaminach, gdzie nie ma obiektywnego
        > rankingu uczelni, który byłby w jakikolwiek sposób przekładalny na mozliwość
        >znalezienia pracy po ukończeniu lepszej - droższej, dającej lepsze
        > przygotowanie - szkoły wyższej, etc. etc....

        Masz partyjne spojrzenie na sprawe i to wyjasnia twoj rozbaw. Urynkowienie
        jest tylko jednym z fragmentow procesu i samo w sobie oczywiscie nie
        doprowadziloby do niczego z wyjatkiem dalszej degeneracji. Ale na funudszach
        panstwowych zyskanych wskutek urynkowienia drugim fragmentem byloby utworzenie
        kilku uczelni bardzo elitarnych w powiazaniu z czolowymi placowkami zagranica.
        Wtedy rozpoczalby sie proces roznicowania wyksztalcenia.

        > Suma sumarum, urynkowienie owaszem, ale pod pewnymi warunkami i ludzie na
        > litość boską nie mówcie, że to jest jedyna droga bo się po prostu
        >ośmieszacie.

        Niestety to ty masz chyba ochote na zachowanie czesci grajdola. Mowiac o
        urynkowieniu mowa byla przede wszystkim o urynkowieniu ksztalcenia.
        Urynkowienie badan to inna sprawa.
        • Gość: Do. Re: Jedyna droga albo grajdol zostanie IP: *.66.203.62.dial.bluewin.ch 01.02.04, 19:17
          Czy mowieniem o tym, ze da sie to zrobic TYLKO przez urynkowienie nie hamuje
          sie innych prob zmian? Zniesienie habilitacji w jakims sensie chyba ulatwiloby
          inne zmiany.
          Jesli nie ma akceptacji jednego planu trzeba umiec szukac kompromisow
          dyplomato (ciekawy nick...). Zgadzam sie z wiekszosciami Twoich postulatow,
          ale nie uwazam, ze trzeba zrobic wszystko "na raz" - "bo inaczej sie nie
          da..." . Da sie, od czegos tylko trzeba zaczac.
          Pozdr.
          Do.
          • dyplomata Podkopem do grajdola 02.02.04, 08:10
            Gość portalu: Do. napisał(a):

            > Czy mowieniem o tym, ze da sie to zrobic TYLKO przez urynkowienie nie hamuje
            > sie innych prob zmian? Zniesienie habilitacji w jakims sensie chyba
            > ulatwiloby inne zmiany.
            > Jesli nie ma akceptacji jednego planu trzeba umiec szukac kompromisow
            > dyplomato (ciekawy nick...). Zgadzam sie z wiekszosciami Twoich postulatow,
            > ale nie uwazam, ze trzeba zrobic wszystko "na raz" - "bo inaczej sie nie
            > da..." . Da sie, od czegos tylko trzeba zaczac.

            Zaczynanie od zniesienia habilitacji spowoduje tylko wieksza degeneracje.
            Do stanowiska i pozycji dorwa sie elementy o jeszcze nizszym poziomie.
            Elementy te rozpowszechniaja argument ze jest masa znakomitych ludzi,
            koryfeuszy nauki, osob o najwyzszych walorach moralnych - tyle ze nie maja
            habilitacji. Zniesienie habilitacji mialoby jakoby od razu podniesc poziom
            nauki. Niestety jest to goovno prawda. Oprocz jakiegos marginesu zniesienia
            habilitacji domagaja sie ludzie ktorzy chca dostac sie do grajdola podkopem
            i potem go jeszcze wzmacniac.

            Zniesienie habilitacji i mianowanych centralnie prof. jest mozliwe tylko
            jezeli stworzony zostanie system w ktorym po tytule dr. bedzie automatycznie
            musialo byc podane skad i pod czyim kierunkiem uzyskany. Tak jak jest to
            powszechnie przyjete w krajach anglosaskich. Jezeli tego nie bedzie to nastapi
            kompletna ruina. A jak to zrobic? Chyba nie przez utrzymywanie panstwowo
            biurokratycznje struktury grajdola, co?
            • miriammiriam Re: Podkopem do grajdola 02.02.04, 12:22
              > Zniesienie habilitacji i mianowanych centralnie prof.
              --------co z tzw. profesorami uczelnianymi?
              >jest mozliwe tylko
              > jezeli stworzony zostanie system w ktorym po tytule dr. bedzie automatycznie
              > musialo byc podane skad i pod czyim kierunkiem uzyskany.

              czemu to ma niby służyć?
              kwestia pod czyim kierunkiem jest o tyle bezprzedmiotowa, że ów "kierunek"
              promotora b. często jest żaden. w praktyce praca nad doktoratem wyglada tak, że
              robi się swoje, pisze z tego sprawozdania dla dziekana co semestr (albo i nie),
              od czasu do czasu informuje promotora o tym, co się zrobiło, albo i nie - są
              tacy którzy wolą dostać od razu gotową prace, co się tyczy zwłaszcza niektórych
              niezwykle renomowanych i obleganych profesorów, cierpiących na notoryczny brak
              czasu. o przywłaszczaniu sobie wyników badań podopiecznych przez "promotorów"
              nawet nie wspomnę.
              kwestia gdzie też jest psu na budę, gdyż renoma jednostki akademickiej to jest
              u nas puste słowo, którego synomimem może być najwyżej "tradycja". co więcej ci
              sami pracownicy naukowi prowadzą po kilka prac doktorskich na róznych
              uczelniach jednocześnie. bardziej obrazowo rzecz ujmując "gdzie" i "pod czyim
              kierunkiem" niczego, absolutnie nie mówi o konkretnym naukowcu i poziomie jaki
              reprezentuje. najbardziej miarodajnym IMHO wskaźnikiem dorobku naukowego są
              publikacje w recenzowanych czasopismach.
              szopka z habilitacjami ma miejsce juz od kilku lat, z jednej strony prawdą
              jest, że to zaproa praktycznie blokująca mlodym naukowcom mozliwość twórczej
              pracy, z drugiej za zniesieniem habilitacji najgłośniej krzyczą wieczni
              adiunkci o mizernym dorobku, którzy konsekwentnie nic nie robią, zasłaniając
              się etykietą "praktyka". jest to na tyle silne lobby, ze tego typu ludzie
              wyrzuceni z jednego instytutu potrafili doprowadzić założenia drugiego w ramach
              tej samej jednostki akademickiej (sic!) wiem, że to brzmi nieprwdopodobnie, ale
              to prawda. instytut importował sobie jakiegoś profesora z prowincji, do tego
              kilku dojeżdżających na pół etatu + 2 docentów o peerelowskim rodowodzie,
              istnieje sobie i ma sie nieźle.
              nie podobają mi sie habilitacje, ale na ich zniesieniu w pierwszej kolejności
              skorzystaliby tacy, jak wyzej opisani. najpierw trzeba by wyczyścić świat nauki
              z tego elementu, jak to zrobić?
              urynkowienie kształcenia wydaje się sensowne, jadnak obecnie różnica między
              dziennymi i płacącymi za studia jest tak drastyczna, że wymieszanie jednych i
              drugich napewno skutkowałoby ogólnym obniżeniem poziomu nauczania. w zasadzie
              jest mi kompletnie obojetne czy studenci płacą czesne, czy nie. jesli jednak w
              wyniku urynkowienia kształcenie miałoby sie upodobnić do tego, co widze na
              wieczorowych i zaocznych, tudzież w prywatnych szkołach to nie wiem, czy warto
              za taką cenę ratować kiepską kondycję polskiej nauki... poza tym wprowadzenie
              czesnego automatycznie podwyższy wskaźnik bezrobocia - ci którzy dostali się na
              dzienne, ale rodziców nie stać na wyłożenie kasy zamiast statusu studenta będa
              mieli (w większości) status bezrobotnego, może to sie wydaje nieistotne, ale
              coś trzeba z tym fantem zrobić.
              nie wydaje mi się, aby kwestię uzdrowienia nauki polskiej mozna było
              rozpatrywać w oderwaniu od całokształtu realiów społeczno - ekonomicznych,
              czeka nas proces powolnych zmian, zlikwidowanie od jutra habilitacji i
              wprowadzenie oplat za studia od października 2004 nie uratuje od razu sytuacji,
              nie wiemy nawet czy jej nie pogorszy.
              • Gość: abc Re: Podkopem do grajdola IP: *.chello.pl 02.02.04, 22:39
                miriammiriam napisała:

                > za zniesieniem habilitacji najgłośniej krzyczą wieczni
                > adiunkci o mizernym dorobku, którzy konsekwentnie nic nie robią, zasłaniając
                > się etykietą "praktyka".

                Wydaje mi się, że tę dyskusję rozpoczął swoim listem do "Nature" dr hab. Cezary
                Wójcik, który ma ogromny dorobek i jest profesorem.
              • dyplomata Myslenie grajdolskie 03.02.04, 09:35
                miriammiriam napisała:

                > > Zniesienie habilitacji i mianowanych centralnie prof.
                > --------co z tzw. profesorami uczelnianymi?

                W systemie urynkowionym uczelnie maja stanowiska profesorow i
                tenury. Ludzie zglaszaja sie z konkursu i negocjuja place. Nie
                ma zadnych cial nadzorujacych. Ale oczywiscie nie ma tez cieplych
                panstwowych posadek. Uczelnie same musza miec kase.

                Jedynym nadzorem sa spoleczne komisja akredytacyjne.

                Ale moga istniec uczelnie nieakredytowane.

                Dyplomy moze dawac kazdy, nawet wysylac poczta. Tak jest w USA.
                Tyle ze dyplom bez podania nazwy uczelni i promotora ma wartosc
                kawalka papieru toaletowego.

                > >jest mozliwe tylko
                > > jezeli stworzony zostanie system w ktorym po tytule dr. bedzie automatyczn
                > > ie musialo byc podane skad i pod czyim kierunkiem uzyskany.
                > czemu to ma niby służyć?

                Temu ze wartosc tytulu ocenia sie nie po jego nazwie ale po nazwie placowki
                gdzie byl uzyskany. Oczywiscie na pierwszy rzut oka. Potem analizuje sie
                sprawy merytoryczne.


                > kwestia pod czyim kierunkiem jest o tyle bezprzedmiotowa, że ów "kierunek"
                > promotora b. często jest żaden. w praktyce praca nad doktoratem wyglada tak,
                >że robi się swoje, pisze z tego sprawozdania dla dziekana co semestr (albo i
                >nie), od czasu do czasu informuje promotora o tym, co się zrobiło, albo i
                >nie - są tacy którzy wolą dostać od razu gotową prace, co się tyczy zwłaszcza
                >niektórych niezwykle renomowanych i obleganych profesorów, cierpiących na
                >notoryczny brak czasu.

                Oczywiscie. Tak jest w GRAJDOLE. Jezeli reputacja placowki zalezy od jej
                opinii na rynku takimi metodami daleko sie nie zajedzie.

                o przywłaszczaniu sobie wyników badań podopiecznych przez "promotorów"
                > nawet nie wspomnę.
                > kwestia gdzie też jest psu na budę, gdyż renoma jednostki akademickiej to
                >jest
                > u nas puste słowo, którego synomimem może być najwyżej "tradycja". co więcej
                >ci sami pracownicy naukowi prowadzą po kilka prac doktorskich na róznych
                > uczelniach jednocześnie. bardziej obrazowo rzecz ujmując "gdzie" i "pod
                >czyim
                > kierunkiem" niczego, absolutnie nie mówi o konkretnym naukowcu i poziomie
                >jaki
                > reprezentuje. najbardziej miarodajnym IMHO wskaźnikiem dorobku naukowego są
                > publikacje w recenzowanych czasopismach.

                Tak jest w obecnym grajdole. Wlasnie celem urynkowienia jest likwidacja
                grajdola.

                Wez za przyklad USA. Mozna tam zamowic poczta Ph.D. z University of the
                Boondocks lub miec Ph.D. z Harvard University. Sam tytul Ph.D. ma znaczenie
                dokladnie zerowe. To co jest po tytule ma znaczenie absolutnie zasadnicze.
                Dlaczego? I wlasnie chodzi o to ze grajdol mozna rozwalic jesli wprowadzi sie
                reforme ze bedzie tak samo. Czy wtedy beda potrzebne jakies habilitacje?

                Mozna to zrobic jedynie poprzez urynkowienie i utworzenie 2-3 uczelni
                elitarnych.

                > urynkowienie kształcenia wydaje się sensowne, jadnak obecnie różnica między
                > dziennymi i płacącymi za studia jest tak drastyczna, że wymieszanie jednych
                >i drugich napewno skutkowałoby ogólnym obniżeniem poziomu nauczania. w
                >zasadzie
                > jest mi kompletnie obojetne czy studenci płacą czesne, czy nie. jesli jednak
                >w wyniku urynkowienia kształcenie miałoby sie upodobnić do tego, co widze na
                > wieczorowych i zaocznych, tudzież w prywatnych szkołach to nie wiem, czy
                >warto
                > za taką cenę ratować kiepską kondycję polskiej nauki... poza tym
                wprowadzenie
                > czesnego automatycznie podwyższy wskaźnik bezrobocia - ci którzy dostali się
                >na dzienne, ale rodziców nie stać na wyłożenie kasy zamiast statusu studenta
                >będa
                > mieli (w większości) status bezrobotnego, może to sie wydaje nieistotne, ale
                > coś trzeba z tym fantem zrobić.
                > nie wydaje mi się, aby kwestię uzdrowienia nauki polskiej mozna było
                > rozpatrywać w oderwaniu od całokształtu realiów społeczno - ekonomicznych,
                > czeka nas proces powolnych zmian, zlikwidowanie od jutra habilitacji i
                > wprowadzenie oplat za studia od października 2004 nie uratuje od razu
                >sytuacji, nie wiemy nawet czy jej nie pogorszy.

                Mowa jest o procesie urynkowienia. Tego nie da sie zrobic w 5 minut.

                Studia masowe sa oczywiscie konieczne i sa na calym swiecie.
                Ludzie jakos nie chca tez pamietac za najwiekszy chlam edukacyjny
                jest w USA bo patrza tylko na top 20.

                Wprowadzenie oplat jest konieczne zeby ludzie zaczeli traktowac studia
                powaznie.

                Ogromnie waznym elementem jest utworzenie kilku uczelni elitarnych.
                Tak jak we Francji, UK, nie mowiac o USA czy Indiach, Singapurze, Korei i
                Tajwanie

                W twoim mysleniu pobrzmiewa system grajdolstwa. Na przykladz ze poziom
                nauczania sie obnizy wiec roznych rzeczy nie wolno robic. W systemie
                rynkowym o poziomie nauczania zadecyduje rynek. Doktorat z Uniwersytetu
                w Pipidowie Gornej nie bedzie mial takiego znaczenia jak doktorat z
                uniwersytetu elitarnego. To samo ze studiami. Problem rozwiaze sie na
                rynku a grajdolstwo upadnie.


                • Gość: DNM Re: Myslenie grajdolskie IP: 207.44.154.* 04.02.04, 08:17
                  W Polsce nie ma zapotrzebowania na kosztownego absolwenta z elitarnego
                  uniwersytetu. Wśród 1000 absolwentów z byle jak kształcącej szkoły zawsze
                  znajdzie się paru geniuszy – tym się nasz rynek pracy zadowoli. Czyli jak mów
                  stary wic, uczelnia nie jest w stanie nikogo nauczyć, za wyjątkiem tych paru
                  studentów którym i tak nie jest potrzebna.
                  • niehab01 Do Dyplomaty 05.02.04, 18:32
                    W Twoich (mam nadzieję, że moge per Ty) wypowiedziach wyczuwam ton mentora
                    patrzacego z wyżyn na całe to "grajdolstwo". Otóż obawiam sie, że
                    to "grajdolstwo" to 90% polskiego szkolnictwa wyższego. Zyja tam ludzie,
                    którzy, z nieswojej zwykle winy sa tm gdzie są (nie wiem jak Ty, ale np. ja
                    miałem bardzo poważne problemy z kontaktami miedzynarodowymi za czasów PRL).
                    Urynkowienie niczego dzis nie zmieni, choc zgadzam sie z Tobą, że system jest
                    niewydolny i dakej długo tak nie pociagnie. Nie urynkowisz tego, bo nie bardzo
                    wiadomo co zrobić z masami młodzieży, dla których uczelnie są przechowalnią i
                    ratują Cię np. przed spotkaniem w nocy faeta co to skończyl szkołe srednią i
                    nie ma zadnego zajecia. wiem, ze jest to metoda fatalna, ale dziś niczego nie
                    wymyslisz, BO NIE MA FORSY. Ludzie nie maja forsy aby płacic za nauke. trzeba
                    by zrobic jakis system stypendiów i rozsadniej wydawac to co jest. Na głęboka
                    wode rynku lepiej wchodzic powoli, szczególnie tym, co nigdy jeszcze nie
                    pływali.
                    • dyplomata Do niehaba 06.02.04, 12:11
                      niehab01 napisał:

                      > W Twoich (mam nadzieję, że moge per Ty) wypowiedziach wyczuwam ton mentora
                      > patrzacego z wyżyn na całe to "grajdolstwo". Otóż obawiam sie, że
                      > to "grajdolstwo" to 90% polskiego szkolnictwa wyższego.

                      Powiedzmy 99%...

                      > Zyja tam ludzie, którzy, z nieswojej zwykle winy sa tm gdzie są (nie wiem
                      > jak Ty, ale np. ja miałem bardzo poważne problemy z kontaktami
                      > miedzynarodowymi za czasów PRL).

                      Jest ewidentne ze nalezy zmienic systemy a ludzie sie dopasuja (choc z bolami).
                      Tak jak PRL zostal (czesciowo) obalony w ekonomii i w sklepach sa gory towaru
                      a nie ma kasy zeby go kupic tak samo trzeba obalic grajdolstwo w nauce.


                      > Urynkowienie niczego dzis nie zmieni, choc zgadzam sie z Tobą, że system
                      >jest niewydolny i dakej długo tak nie pociagnie. Nie urynkowisz tego, bo nie
                      >bardzo wiadomo co zrobić z masami młodzieży, dla których uczelnie są
                      >przechowalnią i ratują Cię np. przed spotkaniem w nocy faeta co to skończyl
                      >szkołe srednią i nie ma zadnego zajecia. wiem, ze jest to metoda fatalna, ale
                      >dziś niczego nie wymyslisz, BO NIE MA FORSY.

                      Alez tu sie nie mowi zeby likwidowac masowe ksztalcenie. Chodzi o to zeby
                      zmienic przeplyw strumieni kasy. Czyli zamiast finansowac urzednicze posadki
                      dac rowniez prawo wyboru klientom czyli studentom.

                      >Ludzie nie maja forsy aby płacic za nauke. trzeba

                      Jak sie okazuje to nie jest prawda bo masa ludzi ksztalci sie w uczelniach
                      prywatnych wiec forsa jest.

                      > by zrobic jakis system stypendiów i rozsadniej wydawac to co jest. Na

                      Chodzi o zmiane rozliczen. Nic za darmo - a wiec studia platne ale stypendia
                      i pozyczki z oplat jak najbardziej. I w tym punkcie wlasnie nalezaloby sie
                      zaczac przygladac systemowi amerykanskiemu i brytyjskiemu. Nie pieprzyc
                      glupot o poziomie Harvardow tylko zapoznac sie jak dziala system w skali
                      masowej.

                      A wiec ksztalcenie masowe ale niedarmowe i ze wsparciem plus niewielka
                      elita, poczekac 20 lat i efekty beda.

                      >głęboka wode rynku lepiej wchodzic powoli, szczególnie tym, co nigdy jeszcze
                      >nie pływali.

                      No ale to trzeba w koncu zrobic bo i tak jest za pozno.
                  • dyplomata Masy i elitarnosc 06.02.04, 11:55
                    Gość portalu: DNM napisał(a):

                    > W Polsce nie ma zapotrzebowania na kosztownego absolwenta z elitarnego
                    > uniwersytetu. Wśród 1000 absolwentów z byle jak kształcącej szkoły zawsze
                    > znajdzie się paru geniuszy – tym się nasz rynek pracy zadowoli. Czyli jak
                    > mówi stary wic, uczelnia nie jest w stanie nikogo nauczyć, za wyjątkiem tych
                    > paru studentów którym i tak nie jest potrzebna.

                    Patrzysz na sprawe przez krzywe zwierciadlo. Ksztalcenie masowe jest wszedzie.
                    Ludzie jakos zapominaja ze najwiekszy chlam jest w USA bo sa wpatrzeni w Ivy
                    League. Wiec ksztalcenie mas jest w porzadku.

                    Ale úczelnie elitarne sa absolutnie niezbedne do utworzenia rynku naukowego
                    i ludzi wyksztalconych na poziomie swiatowym.

                    To czy w Polsce byloby zapotrzebowanie na absolwentow to drugorzedna sprawa
                    bo istota elitarnego ksztalcenia musialaby byc konkurencyjnosc w skali
                    globalnej. W miare rozwoju ekonomii przybywac bedzie miejsc pracy w Polsce
                    tez. Mozna powiedziec ze jest tez odwrotnie - bez elitarnego ksztalcenia
                    nie bedzie dobrych prac. Czyli zaczac nalezy od ksztalcenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka