Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce można robić karierę naukową - dziś...

    • Gość: itakdalej Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.chello.pl 24.04.04, 13:38
      Gość portalu: CGN napisał(a):

      > Czemu sie mafia doktorow (re)
      > habilitowanych z czasow komuny tak broni przed konkurencja Polakow z
      > dyplomami PhD czyli najwyzszym tytulem naukowym w krajach anglosaskich,
      > tytulem, ktory wystarcza w USA czy W. Brytanii do objecia stanowiska pelnego
      > profesora?

      Nie tylko komuny, ale ponieważ zmian w tym systemie nie było, nowi odtwarzają
      zachowanie tamtych.
      To jasne, dlaczego się broni. Bo tylko jakieś 30% tych habilitowanych ma szanse
      w rywalizacji z nimi. Większość ma zerowy dorobek naukowy, jeśli uwzględnić
      kryteria światowe:

      1. zatoka.icm.edu.pl/WoS/CIW.cgi

      albo:

      2. www.ingenta.com/ i jednocześnie:
      www.isinet.com/cgi-bin/jrnlst/jloptions.cgi?PC=master
      żeby wyodrębnić czasopisma z listy filadelfijskiej, które się jedynie liczą.

      Naukowo są na przegranej pozycji, ale administracyjnie to oni są w Polsce
      rozgrywajacymi i mają dostęp do prezydenta i parlamentu. Więc będą opóźniać,
      zniechęcać, rzucać kłody pod nogi, ile się da. To są mali, prymitywni ludzie,
      myślący tylko o swoim prywatnym interesie. I są przy tym niesłychanie cyniczni
      i przebiegli, z czego nawet są dumni. Jednemu z nich raz się coś wypsnęło na
      ten temat:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11786647
      Dlatego wobec nich najlepsza jest strategia zerowego zaufania. Przy rozmowach i
      spotkaniach należy przyjąć, że to nasz wróg, uśmiechać się i przyjaźnie z nim
      rozmawiać, ale zakładać, ze jego celem jest maksymalne zaszkodzenie nam i
      wprowadzenie w ślepą uliczkę. Więc nie warto mówić za dużo o sobie, albo
      mówić, ale nie pełną prawdę. Udawać że ich się słucha i przytakiwać, ale w
      duchu pokazywać "gest Kozakiewicza" i robić swoje.

      To są stuprocentowi cynicy. Bo jednocześnie tak oceniają system który u nas
      panuje:

      > Proces degrengolady
      > posunal sie juz tak daleko ze nie ma nikogo kto bylby wolny od niego.
      ...
      > Tak, tak, proste i obiektywne. Tyle ze wobec istniejacego kompletnego
      > zwyrodnienia zadne przepisy nie pomoga bo bedzie dzialal mechanizm
      > manipulacji.

      (wzięte z postu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=12159009 )


    • Gość: khmara Ten dokument trzeba rozpowszechnić IP: *.icpnet.pl 24.04.04, 19:43
      Ten dokument powinien znaleźć się na tablicach ogłoszeń na wszystkich
      uczelniach:
      ___________________

      www.krasp.org.pl/dok/dok/uchwala58.html
      Dokument nr 58/III
      Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

      Uchwała Prezydium KRASP
      z dnia 16 kwietnia 2004 r.
      w sprawie zwalczania niewłaściwych zachowań w środowisku akademickim

      Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) zwraca się
      do rektorów uczelni członkowskich KRASP, a także do rektorów innych polskich
      uczelni o podjęcie działań mających na celu wyeliminowanie z życia
      akademickiego zachowań mających znamiona wykroczeń przeciwko prawu i zasadom,
      jakimi powinno kierować się w swoim postępowaniu środowisko akademickie.

      Należy - poprzez odpowiednie decyzje władz uczelni i ich jednostek, a także
      zdecydowane działania poszczególnych nauczycieli akademickich - wydać
      zdecydowaną walkę ściąganiu i innym oszustwom egzaminacyjnym, sprzedawaniu i
      kupowaniu prac dyplomowych, wyłudzaniu nienależnych świadczeń i innym przejawom
      łamania norm prawnych i etycznych przez studentów.

      Działaniom tym musi towarzyszyć odpowiednie postępowanie kadry akademickiej.
      Plagiaty prac naukowych, nieetyczne zachowanie profesury wobec młodych
      pracowników naukowych i inne zachowania tego typu są nie do pogodzenia z
      funkcjonującymi od lat standardami akademickimi.

      Identyfikacji występujących problemów i poszukiwaniu właściwych dróg ich
      rozwiązywania dobrze służy prowadzona na niektórych uczelniach - np. w postaci
      otwartego forum dyskusyjnego w Internecie - debata na temat etycznych aspektów
      działalności akademickiej.

      Przewodniczący KRASP
      prof. dr hab. Franciszek Ziejka

      Otwarte Forum Akademickie
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11247023
      • Gość: jw OTWARTE FORUM AKADEMICKIE IP: *.autocom.pl 24.04.04, 21:05
        akson.sgh.waw.pl/biip/informacje/opisy/ESG.html
        Europejski Szczyt Gospodarczy, Warszawa '2004
        OTWARTE FORUM AKADEMICKIE W SGH

        poland.indymedia.org/pl/2004/04/5026.shtml
        Otwarte Forum Akademickie

        Otwarte Forum, towarzyszące Europejskiemu Szczytowi Gospodarczemu, odbędzie
        się w piątek 30 kwietnia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

        Na program Forum składają się trzy sesje:

        Akademicka sesja dyskusyjna
        Otwarta debata publiczna
        Robocza grupa dyskusyjna
        • Gość: khmara Re: OFA - WAŻNE PYTANIE do wszystkich!!!!!!! IP: *.icpnet.pl 24.04.04, 23:16
          Informacje o Forum gdzie nikt nie został zaproszonym.
          Otwarte Forum Akademickie
          poland.indymedia.org/pl/2004/04/5026.shtml
          Czy ktoś z OFA ma coś wspólnego z Otwartym Forum Akademickim SGH?
          Jeżeli do jutra nie otrzymam żadnej twierdzącej odpowiedzi na tym forum,
          rozsyłam listy z protestem do wszystkich zagranicznych uczestników
          Europejskiego Szczytu Gospodarczego w Warszawie. Ktoś chce bezprawnie
          zawłaszczyć nazwę OFA i przystroić się w piórka "reformatora". Ewidentnie mamy
          tu do czynienia z bardzo etycznym zachowaniem środowisk akademickich, gdzie
          zasady cytowania nie obowiązują. By the way, nazwa własna Open Academic Forum w
          internecie nie występuje, więc powoływanie się organizatorów na tradycję jest
          nieuprawnione.

          Polska chce zacząć członkowstwo w UE od międzynarodowego skandalu? Nie mam nic
          przeciwko temu.

          • khmara Re: Otwarte Forum na SGH 26.04.04, 16:31
            Nazwa imprezy towarzyszącej Światowemu Forum Gospodarczemu to - Otwarte Forum.
            Otwarte Forum Akademickie to wymysł SGH.
      • Gość: jw Re: Ten dokument trzeba rozpowszechnić IP: *.autocom.pl 24.04.04, 21:12
        Ten dokument trzeba rozpropagować razem z całym tekstem Dobre Obyczaje w Nauce:
        założenia i praktyka dostępnym na stronach www.naukowcy.republika.pl lub
        www.jwieczorek.ans.pl Dopiero wtedy będzie zrozumiały.
        Tekstu tego nie chciala wydrukować Alma Mater, ktorej opiekunem jest Rektor
        F.Ziejka szef KRASP
    • Gość: jw NEGATYWNA OCENA PKA IP: *.autocom.pl 25.04.04, 12:09
      Panstwowa Komisja Akredytacyjna na kilka dni przed wejsciem do Unii
      Europejskiej !!!patrz:

      www.men.waw.pl/pka/
      WSPÓLPRACA zagraniczna
      Strona w przygotowaniu

      AKTUALNOSCI
      Strona w przygotowaniu
      ---------------
      Na jakiej podstawie PKA dostała akredytację ?
      Moja ocena PKA według jej skali ocen - NEGATYWNA
      -----------------------------------------------------------------
      Aktualności na stronie
      www.jwieczorek.ans.pl
      nie mającej akredytacji PKA

      MOBBING NA UCZELNIACH
      <http://www.mobbbing.jwieczorek.ans.pl>
      ARTYKULY i POLEMIKI PRASOWE
      CUI BONO - SPOJRZENIE NA FINANSOWANIE NAUKI
      INNA PRAWDA O UCZELNIACH
      KONIEC Z FIKCJA W NAUCE
      STARY SYSTEM W NOWYCH SZATACH
      DOBRE OBYCZAJE W NAUCE - ZAŁOŻENIA A PRAKTYKA (UWr)
      Stan wojenny przede wszystkim
      Przydałaby się nowa Komisja Edukacji Narodowej
      Równe prawa dla wszystkich uczelni
      PROFESOROWIE I DECYDENCI
      LOJALNOŚĆ CZY KASA
      Profesor na kilku etatach - DYSKUSJA
      Profesor na jednym etacie - Komentarz
      Plagiatomafia
      POLSKA MORALNOŚĆ
      UDAR MÓZGU

      INNE TEKSTY
      PARAGRAF 22 A NAUKA POLSKA
      O KRASNOLUDKACH W INTERNECIE
      Jak zostałem uznany za spiskowca
      FIZJOLOGIA SMAKU A NAUKA POLSKA
      CO SŁYCHAĆ POD DYWANEM
      Co w nauce polskiej jest niezgodne z praktyka swiatowa

      Józef Stalin a nauka polska- wspomnienie osobiste w 50 rocznicę śmierci
      Geniusza Ludzkosci
      Wiersz anonimowego autora
      ETYKA ETYKÓW
      O naukach geologicznych w Uniwersytecie Jagielloñskim w latach 1975-2000 -
      inaczej

    • Gość: czytelnik lobby na rzecz nauki IP: *.autocom.pl 26.04.04, 08:12
      polityka.onet.pl/162,1159551,1,0,2443-2004-17,artykul.html
      'brak wiary w przyszłość sprawia, że społeczność naukowa w Polsce jest bierna i
      ogranicza się głównie do narzekania. W lutym byłem świadkiem spotkania elity
      polskich uczonych z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Oprócz licznych
      postulatów skierowanych pod jego adresem była również prośba o pomoc w
      zorganizowaniu lobby na rzecz nauki. Jeśli nie potraficie zorganizować takiego
      lobby wśród siebie samych, odparł prezydent, to czego oczekujecie od innych? Że
      podzielą się z wami swoimi pieniędzmi? W ostatnich piętnastu latach, jak nigdy
      przedtem, wyjątkowo dużo było naukowców we władzach państwowych. Mieliśmy
      premiera profesora, profesorów wicepremierów, ministrów, marszałków Sejmu,
      znaczących polityków i jakoś nie potrafili oni uchronić nauki polskiej przed
      zapaścią. Może więc, wzorem Francuzów, najwyższa pora zatroszczyć się o swój
      los? W ostateczności można zorganizować polsko-francuskie sympozjum i
      dowiedzieć się od nich, jak zdobyć poparcie tysięcy ludzi, także spoza swojego
      środowiska.'
      • khmara Re: lobby na rzecz nauki 26.04.04, 16:52
        > "W lutym byłem świadkiem spotkania elity
        > polskich uczonych z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Oprócz licznych
        > postulatów skierowanych pod jego adresem była również prośba o pomoc w
        > zorganizowaniu lobby na rzecz nauki. Jeśli nie potraficie zorganizować
        takiego
        > lobby wśród siebie samych, odparł prezydent, to czego oczekujecie od innych?
        Że
        >
        > podzielą się z wami swoimi pieniędzmi? W ostatnich piętnastu latach, jak
        nigdy
        >
        > przedtem, wyjątkowo dużo było naukowców we władzach państwowych. Mieliśmy
        > premiera profesora, profesorów wicepremierów, ministrów, marszałków Sejmu,
        > znaczących polityków i jakoś nie potrafili oni uchronić nauki polskiej przed
        > zapaścią."

        Co niestety wystawia negatywną cenzurkę zarówno prezydentowi, jak i tym co
        poszli prosić.

        ALe najlepsze świadectwo wystawiło sobie samo Ministerstwo Nauki:
        kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1158113&KAT=242
        "Niewiara w skuteczność działania nauki na rzecz rozwoju jest dosyć powszechna,
        a konsekwencją tego są decyzje polityczne dotyczące finansowania nauki. Nie
        tylko rządu, ale i parlamentu, choć ten ostatnio był mniej surowy dla nauki.
        Zjawisko to jest apolityczne i trzeba sięgnąć do praźródeł tego procesu. Jeżeli
        nauka nie pokaże podatnikom, że potrafi włączyć się w procesy rozwojowe, to
        długo nie będzie lepiej."

        A co to ministerstwo zrobiło, by wykazać społeczeństwu, że nauka może włączyć
        się w procesy rozwojowe? Czy stworzono jakikolwiek system zachęt, aby skłonić
        podmioty gospodarcze do finansowania badań naukowych w Polsce? Nie,
        Ministerstwo tylko liczy, że bez jego udziału i wysiłku nauka zacznie
        konsumować unijne pieniądze. Jeżeli ministerstwo nie wierzy, że jego
        działalność ma jakikolwiek sens, to po co ono jest?

        Jednak najlepsza jest wypowiedź pana wiceministra Bartosika na temat projektu
        ustawy:
        "Moim zdaniem, nie powinno się robić takiej ustawy wbrew opiniom
        zainteresowanych środowisk, choć niekiedy ich interesy są rozbieżne."

        Ciekawe, konsultowali tylko z tymi, którzy byli zainteresowani w tym, żeby nic
        nie zmieniać?
    • Gość: itakdalej O jeszcze jednym profesorze z tytułem (i hab.) IP: *.chello.pl 27.04.04, 07:40
      info.onet.pl/908920,11,item.html
      • Gość: JZ Re: O jeszcze jednym profesorze hab. IP: 146.21.1.* 27.04.04, 11:56
        to samo, pojawilo sie juz i w gazecie
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2043005.html
        ale to wyjatkowo podstawowy przypadek, dotyczacy systuacji _przyznania_ tytulu.
        DAleko stad jeszcze do _mozliwosci_ utraty tytulow za brak rezultatow pracy. A
        bez kijka nawet osly nie chca pracowac.

        Ale nie od razu krakow zbudowano. Z cikawoscia czekam jak to bedzie dalej.
        Moze najwyzsza komisja uzna ze nowy "profesor" w profesjonalnie tworczy sposob
        chociazby przekrecil pare idei? I za to nalezy mu sie emeryturka i cepla
        posadka do konca dzialalnosci i zycia!
        A jesli nawet takiej tworczosci nie bedzie i naaaaaaprawde sie nie nie da
        uratowac polskiego luminarza? To co zrobic? Zaprosic do belwederu i
        ceremeniolnie umuc mu rece z uscisku prezydenta? Do tego prowadzi calal bzdura
        z robieniem swietych krow. Wszystko potem wyglada jak swietokradztwo!

        Trzeba skonczyc z tym cyrkiem!

        JZ
    • Gość: jw RANKING WYŻSZYCH UCZELNI IP: *.autocom.pl 27.04.04, 15:09
      dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/04.27/Malopolska/05/05.html
      Ranking uczelni wyższych poznańskiego tygodnika WPROST wygral oczywiście
      Uniwersytet Poznański ale w niektorych kategoriach inni sa lepsi:
      ale 'UJ ma najwyższą liczbę profesorów tytularnych w porównaniu z innymi
      uniwersytetami. Otrzymał najwyższą kategoryzację Komitetu Badań Naukowych.
      Zdobył też najwyższą liczbę akredytacji Państwowej Komisji Akredytacyjnej. W
      tych kategoriach na pewno jesteśmy lepsi od Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w
      Poznaniu'
      W kateogrii najlepszych uczelni Europy póki co w pierwszej 100 nie ma żadnej
      polskiej uczelni, ale o tym się milczy. Jednakze jesli po wejściu do Unii
      wprowadzi się do rankingów kategorię profesorów namiestnikowskich z pewnością
      polskie uczelnie będą na pierwszym miejscu. Będzie radośc zwycięstwa, będzie
      się dużo pisać. Trochę cierpliwości.
    • Gość: itakdalej Koniec następnego supercwaniaka, wyćwiczonego IP: *.chello.pl 28.04.04, 12:40
      w kombinowaniu.

      Prof. Michał Płachta, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu
      Gdańskiego, któremu absolwentki uczelni zarzuciły popełnienie plagiatu i
      zawiadomiły o tym prokuraturę, zrezygnował z pracy na uniwersytecie.

      Dymisja została przyjęta - poinformował w środę PAP rektor UG, Andrzej Ceynowa.

      info.onet.pl/909929,11,item.html
      Ale to nawet nie jest wierzchołek góry lodowej. To jest jakiś drobny płatek
      śniegu na tym wierzchołku.
      Mimo wszystko tempo jest całkiem niezłe - w ciągu 2 tygodni 4 kompromitacje
      światka naukowego: pedofil, dwa plagiaty i finansowe kombinacje + ksenofobia na
      UW.


    • khmara Postualty Otwartego Forum Akademickiego 30.04.04, 18:12
      www.pfsl.pl/news.php?id=58
    • Gość: dr hab Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.med.uni-rostock.de 02.05.04, 13:42
      Po pryegladnieciu parunastu email stwierdzam ze w wiekszosci odpowiedzi
      pojawiaja sie mylne stwierdzenia. Otoz, nie problem w habilitacjach - czy sa
      czy tez nie - ale w tym jakej sa jakosci - ja mam doktorat zrobiony w kraju
      anglosaskim ale rowniez i polska habilitacje ktora sobie bardzo cenie. Nie
      calkiem jest prawda ze polska struktura naukowa jest calkiem skostniala - jest
      ona skostniala tylkio czesciowo - a top za sprawa ustawodastwa - w ostatnich
      kilkunastu latach pojawila sie ogromna ilosc absolutnych kretynow naukowych
      ktorzy wykozystujac zamieszanie kupili - zalatwili sobie tzw. ruskie
      habilitacje i tak naprawde nie ma ich po pewnym czasie jak oddzuielic od
      uczciwych naukowcow - moge wymienic liste takich cwaniakow jak ktos chce -
      chyba ci panowie jak i uczelnie ich zatrudniajace nie obrazua sie.

      Z drogiej strony patrzac na pozion nauki iot chociazby w Poznaniu, Warszawie
      itd itp nie da sie ukryc ze jest on barzo wysoki - i dr hab. reprezentuja
      bardzo wysoki poziom naukowy.

      • khmara Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 02.05.04, 13:52
        Szanowny doktorze habilitowany! Czy Niemcy rezygnują z habilitacji ze względu
        na ich niski poziom? A poziom habilitacji nie zależy od miejsca jej robienia,
        ale od dyscypliny naukowej - znam kilka słabych z Poznania i Warszawy również.
        Co więcej, przeszły przez CK, która nie jest instytucją regionalną.
        • hel0 Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 02.05.04, 21:53
          Caly problem nie tkwi w poziomie habilitacji, ale w poziomie nauki polskiej
          jako takiej. To przeklada sie w rownym stopniu na poziom doktoratow,
          habilitacji, a takze samych profesorow. Kazdy kto mysli o karierze naukowej
          zaklada ze sie do tego nadaje. Kazdy profesor gleboko wierzy ze jest dobry.
          Problem tkwi w systemie zewnetrznej weryfikacji. Dopoki opiera sie ona TYLKO I
          WYLACZNIE na ocenie powiazynych siecia wspolzaleznosci waskiej grupy dycydentow
          nic sie nie zmieni - czy sie zlikwiduje habilitacje czy tez nie. Dlatego w OFA
          szczegolnie popieram punkty 4,5,6.
          • Gość: itakdalej Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.chello.pl 02.05.04, 22:42
            hel0 napisała:

            > Caly problem nie tkwi w poziomie habilitacji, ale w poziomie nauki polskiej
            > jako takiej. To przeklada sie w rownym stopniu na poziom doktoratow,
            > habilitacji, a takze samych profesorow.

            Przecież my też wychodzimy od stwierdzenia, że z polską nauką jest źle.
            I chcemy coś zrobić, żeby wyjść z tego stanu!
            To tylko dyplomata twierdzi, że trzeba podnieść poprzeczkę przy habilitacji.
            OFA jest za jej zniesieniem, bo uważa, że jest to pozostałość systemu
            komunistycznego, bramka, przy pomocy której PZPR dopuszczała do grona
            decyzyjnego grzecznych i blokowała niepokornych. Poziom naukowy ubiegającego
            się nie miał zbyt dużego znaczenia. Bo ten poziom powinien być oceniany przez
            znaczenie tego co zrobił w świecie - mierzone np. liczbą publikacji na LF,
            miarę obiektywną i najważniejszą w krajach cywilizowanych, a nie przez to, czy
            ktoś się podoba czy nie. Teraz też musisz się spodobać na kolokwium gronu osób
            w 90% niekompetentnych (w twojej dziedzinie), nie narazić się wcześniej jakimiś
            odważnymi pomysłami albo krytyką teorii zasłużonych profesorów, bo inaczej
            zostaniesz w tajnym głosowaniu uwalony. I cała praca (zresztą niepotrzebna - bo
            rozprawy habilitacyjne wydawane na uczelniach to bezwartościowe gnioty, których
            nikt nie czyta) pójdzie na marne i będzie się za tobą ciągnął smród. Choćbyś
            miał więcej punktów za publikacje na LF niż najlepszy z profesorów! A, i
            jeszcze ma znaczenie, czy nie pochodzisz z instytutu, katedry czy zakładu
            którego szef się wcześniej naraził. To też cię uwalą, żeby się zemścić. Jest to
            chore, jest to coś co blokuje rozwój i podtrzymuje w nauce negatywną selekcję.
            OFA się nie boi kryteriów światowych w nauce, OFA z upragnieniem na nie czeka,
            dusząc się w tym, nieco tylko przemalowanym, komunistycznym skansenie jakim
            polska nauka wciąż jest.
            • Gość: itakdalej Zniesienie habilitacji to nie wszystko IP: *.chello.pl 02.05.04, 23:07
              Jest jeszcze coś gorszego niż habilitacje - tytuły profesorskie, czyli tzw.
              profesury belwederskie. To jest jakieś UFO w skali światowej. Nikt nie rozumie
              co to jest, i za granicą się nie wytłumaczy, o ile ten profesor jest lepszy od
              innego profesora, który tytułu profesora nie ma.
              Jesteśmy za tym, żeby najwyższym stopniem naukowym był (tak jak w USA, Wlk.
              Brytanii, Australii) doktor, a profesor był stanowiskiem na uczelni lub w
              instytucie PAN. Jeśli chodzi o to stanowisko, to, sądząc po poziomie obecnych
              profesorów (z tytułami czy bez), należałoby zdecydowanie zwiększyć wymagania,
              biorąc pod uwagę dorobek naukowy mierzony publikacjami na LF. Niestety,
              wiązałoby się to z przeglądem obecnych, zadowolonych z siebie, kadr...
            • hel0 Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 03.05.04, 02:15
              Popieram OFA bo jest to zawsze jakas konstruktywna propozycja, w miare realna i
              krotkoterminowa. Jednak na dluzsza mete sprawdzi sie tylko
              czesciowa`"prywatyzacja interesow" jednostki badwczej. Jezeli jednostki beda
              finasowane proporcjonalnie do dorobku (obojetnie jak miezonego - w naukach
              scislych i biologicznych moze byc LF) to same beda walczyc o tzw realnych
              profesorow dostarczajacych dorobku. Dlugoterminowo bez reformy finasowania
              Nauki Polskiej sie nie obedzie. Finanse statutowe powinny byc bardziej
              zroznicowane, aby slabe jednostki na prawde dotknal brak pieniedzy, a dobre
              stac bylo na powiekszanie kadry. Finansowanie grantowe w ramach JAWNYCH
              konkursow (publikowanie streszczen dorobkow i dorobku publikacyjnego
              kierownikow), oraz efekty dotychczasowych grantow. Przecierz znane sa przypadki
              gdzie kolejne ente granty dostaje osoba, ktora z poprzedniech pochwalila sie
              jedynie slaba publikacja w polskim czasopismie.
              Dla mnie osobiscie dyskusja o tytulach ma juz znacznie mniejsze znaczenie.
              • Gość: itakdalej Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.chello.pl 03.05.04, 11:27
                hel0 napisała:
                > Jezeli jednostki beda
                > finasowane proporcjonalnie do dorobku (obojetnie jak miezonego - w naukach
                > scislych i biologicznych moze byc LF) to same beda walczyc o tzw realnych
                > profesorow dostarczajacych dorobku.
                > Przecierz znane sa przypadki
                > gdzie kolejne ente granty dostaje osoba, ktora z poprzedniech pochwalila sie
                > jedynie slaba publikacja w polskim czasopismie.
                ...
                > Dla mnie osobiscie dyskusja o tytulach ma juz znacznie mniejsze znaczenie.

                Jeżeli nie będzie żadnego ruchu z tytułami i habilitacją, to nic się nie
                zmieni - dalej granty będą przydzielane i oceniane po kumotersku, w oderwaniu
                od wyników naukowych. Bo WIĘKSZOŚĆ OBECNYCH SAMODZIELNYCH NIE MA ŻADNYCH
                LICZĄCYCH SIĘ WYNIKÓW NAUKOWYCH, a rządzi polską nauką. Wystarczy zajrzeć do
                baz danych publikacji:

                1. zatoka.icm.edu.pl/WoS/CIW.cgi

                albo:

                2. www.ingenta.com/ i jednocześnie:
                www.isinet.com/cgi-bin/jrnlst/jloptions.cgi?PC=master
                żeby wyodrębnić czasopisma z listy filadelfijskiej, które się jedynie liczą.

                Poza tym, nauka to nie tylko granty. To także decyzje wpływające na ciebie
                podejmowane na szczeblu uczelni, wydziału, instytutu, katedry, wydziału,
                oddziału PAN, itp. Jeśli te decyzje podejmują ludzie słabi naukowo, to są duże
                szanse, że nie będą one dobrze służyły nauce, a ty ich nie będziesz szanować,
                tak jak i tych ludzi, a raczej przeciwnie, na ile się da, będziesz bojkotować i
                zwalczać.

                Dlatego piszemy, że zmiana systemu stopni i tytułów naukowych w Polsce jest
                WARUNKIEM KONIECZNYM powodzenia jakiejkolwiek reformy i poprawy sytuacji, ale
                NIE WYSTARCZAJĄCYM.
                • khmara Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 03.05.04, 12:10
                  Gość portalu: itakdalej napisał(a):
                  >
                  > Poza tym, nauka to nie tylko granty. To także decyzje wpływające na ciebie
                  > podejmowane na szczeblu uczelni, wydziału, instytutu, katedry, wydziału,
                  > oddziału PAN, itp. Jeśli te decyzje podejmują ludzie słabi naukowo, to są
                  duże
                  > szanse, że nie będą one dobrze służyły nauce, a ty ich nie będziesz szanować,
                  > tak jak i tych ludzi, a raczej przeciwnie, na ile się da, będziesz bojkotować
                  i
                  >
                  > zwalczać.
                  >
                  > Dlatego piszemy, że zmiana systemu stopni i tytułów naukowych w Polsce jest
                  > WARUNKIEM KONIECZNYM powodzenia jakiejkolwiek reformy i poprawy sytuacji, ale
                  > NIE WYSTARCZAJĄCYM.


                  Postulaty OFA to pewna całość. Nie chodzi o to, co wy myślicie o osobach
                  utytułowanych bez dorobku, tylko o to, co oni o was myślą. A logiczne jest, że
                  osoba utytułowana o słabym dorobku będzie zajadle przywilejów nienależnych a
                  dożywotnich bronić, bo nie ma interesu w dopuszczaniu konkurencji do żłoba. Nie
                  ma też interesu w zmianie reguł gry tak długo, jak długo te reguły de facto jej
                  pozycji bronią. Dlatego zniesienie tytułów nie jest ani mniej ani bardziej
                  ważne od pozostałych postulatów. Zniesienie (zbędnych) tytułów to koniec z
                  obecnym (feudalnym) porządkiem. Dalsze postulaty to zasady nowego
                  (demokratycznego) porządku.
      • Gość: zainteresowany Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.lan / *.autoguard.pl 03.05.04, 12:10
        dr hab.' moge wymienic liste takich cwaniakow jak ktos chce - '
        Bardzo proszę. Jestem zywo zainteresowany.
      • Gość: dr hab Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.med.uni-rostock.de 07.05.04, 14:40
        Widze ze moj list poruszyl dosc ciekawa dyskusje - ale dotyczyla one tylko
        ukladu czy habilitacja powinna byc czy tez nie. Otoz nie w tym sprawa - tylko w
        poziomie habilitacji - napewno znajdze sie pare bardzo slabych jak rowniez i
        pare rewelacyjnych habilitacji jak i doktoratow - co do kumoterstwa to jest ono
        wszedzie - w USA , w Niemczech w Polsce itd itp. Zawsze beda jakies czarne
        owce - natomiast to co mnie boli to jest plucie we wlasna kasze - jezeli ktos
        wjezdza z Polski i daje sobie rade za granica to bardzo dobrze i swiadczy to o
        tym ze nie jest jeszcze tak zle z naszym poziomem naukowym.

        Natomiast kompletnym dziadostwem jest uznawanie tytulow i stopni naukowych z
        Mongolii czy czegos takiego. Ot naprzklad w Petersburgu jest taki uniwersytet
        hercena - Jak chcecie miec habiltacje to sie tam zgloscie - i po problemie
        (pare tysiaczkow euro - biora rowiez w dolarach.

        Ja osobiscie wstydzilbym sie w ogole z czyms takim pokazywac (czesciowo
        odpowiadam na list "zainteresowanego" - i tu jest problem !!!! Nie ma
        gradacji co jest dobe a co zle - i w tym tkwi cale zlo.

        Reasumujac - nie ma co utyskiwac czy sa one potrzebne czy tez nie (dot.
        habilitacji) poprostu sa - podpasc mozna promotorowi niezaleznie od kraju
        (Hiszpania, Holandia, czy Honduras).

        Oczywiscie ze nalezy patrzec co dana osoba soba naukowo reprezentuje ( ale ilu
        jest wpanialych naukowcow ktorzy sa tylko postdokami u kompletnych blaznow -
        ktorzy potrafia wspaniale kims orac)

        Dlugo by jesze pisac - sadze ze ogolnie to co napisalem powinno wyjasniac moj
        punkt widzenia - calkowicie tez rozumiem punkt widzenia innych - i wcale nie
        twierdze ze jest bledny.

        Natomiast z "ruskich" to lubie tylkio pierogi a nie habilitacje czy tez
        doktoraty.
        • khmara Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 08.05.04, 18:17
          Gość portalu: dr hab napisał(a):

          > Po pryegladnieciu parunastu email stwierdzam ze w wiekszosci odpowiedzi
          > pojawiaja sie mylne stwierdzenia. Otoz, nie problem w habilitacjach - czy sa
          > czy tez nie - ale w tym jakej sa jakosci - ja mam doktorat zrobiony w kraju
          > anglosaskim ale rowniez i polska habilitacje ktora sobie bardzo cenie.

          > Reasumujac - nie ma co utyskiwac czy sa one potrzebne czy tez nie (dot.
          > habilitacji) poprostu sa - podpasc mozna promotorowi niezaleznie od kraju
          > (Hiszpania, Holandia, czy Honduras).

          Szanowny Panie Doktorze Habilitowany,
          Nie wątpię, że jako emigrant, względnie obywatel polski czasowo przebywający za
          granicą, ciepło Pan wspomina zrobioną w Polsce habilitację. Musiało być
          naprawdę miło, skoro nie zauważył Pan, że w przewodzie habilitacyjnym w Polsce
          nie występuje Promotor. Polska habilitacja jest, przynajmniej z założenia,
          całkowicie samodzielną pracą habilitanta. Trudno więc podpaść nieistniejącemu
          promotorowi. Podpaść natomiast można całkowicie anonimowemu superrecenzentowi
          Centralnej Komisji d/s Tytułów i Stopni Naukowych, a z utytułowanym anonimem
          trudno polemizować nawet, gdy twierdzi, że 2+2=54! Ale myślę, że przebywając na
          stałe lub czasowo we wschodnich Niemczech miał Pan niewiele sposobności, by się
          jakiemukolwiek luminarzowi nauki polskiej czymkolwiek narazić.

          > Natomiast z "ruskich" to lubie tylkio pierogi a nie habilitacje czy tez
          > doktoraty.

          O ruskich nie mam zdania, osobiście nie znam, a na podstawie narodowości nie
          oceniam. Znam natomiast profesorów z krajów byłego ZSRR pracujących w Polsce i
          wnoszących w rozwój polskiej nauki wkład nie gorszy niż ich polscy koledzy.

          Kwestię habilitacji uważam za temat o tyle istostny, że habilitacja jest
          pierwszym ze stopni w skostniałej sfeudalizowanej strukturze organizacyjnej
          nauki w Polsce. Ale może bliższy byłby Panu temat jakości tytułów profesorskich
          nadanych w Polsce, bo rozumiem, że takowego Pan jeszcze nie posiada. Jako miły
          argument na początek dyskusji podam fakt, że wielu profesorów z
          prowincjonalnych uczelni, mimo uznanego za granicą dorobku w swojej dziedzinie
          (np. liczne publikacje w czasopismach z listy filadelfijskiej oraz recenzje dla
          takowych), nie waży się nawet o taki tytuł występować, nie mając żadnych
          układów w radach instytutów prestiżowych uczelni, ani tym bardziej w CK. Trudno
          być prorokiem we własnym kraju.

          Z poważaniem,
          khmara
          • khmara Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 08.05.04, 18:21
            wielu profesorów z
            prowincjonalnych uczelni, mimo uznanego za granicą dorobku w swojej dziedzinie
            (np. liczne publikacje w czasopismach z listy filadelfijskiej oraz recenzje dla
            takowych), nie waży się nawet o taki tytuł występować, nie mając żadnych
            układów w radach instytutów prestiżowych uczelni, ani tym bardziej w CK.

            ERRATA: miało być w "radach wydziałów"
          • Gość: dr hab Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.med.uni-rostock.de 10.05.04, 07:53
            Nie cieplo robienia habilitacji nie wspominam - jest to koszmar ! Ale co Pan/Panie proponuje
            zamiat tego - doktoraty - szanowny Panie/Pani czy jest (bede uzywal na mniej liter do
            stukania) Pan swiadomy poziomu doktoratow w Polsce - wiekszosc z nich - zrobionych
            wlasnie na malych uczelniach to poprostu komletne dno - wspaniali doktoranci nie znaja
            zadnych jezykow (o przeporaszam znaja je jak profesor z e Szczesliwego Nowego Yorku).
            Tak wiec mamy nedzny poziom doktoratow i w mojej opinii habilitacje sa potrzebne.

            Ponadto - uwidaczna sie w Pankim liscie to co mnie oogolnie zaskakuje w polskiej
            mentalnosci "naukowej" - to jest konformizm - wiadomym jest ze habilitacje sie kupuje w
            krajach bylego ZSRR i to tyle. Kazda kupowana habilitacja jest to poprostu skaza na itak
            zarysowanym fundamencie polskiej nauki i jako taka powinna byc tepiona - rozumiem ze przez
            nie zajmowaie stanowiska nie tworzy sie wrogow - a moze samemu sie uda "klupic" i co
            wdtedy - lepiej nie zabirac glosu.

            Co do listy filadelfijkiej - to jest jeszcze cos innego o czym sie Panstow w ogole nie
            wypowiadaci - tj impact factor - otoz mozna miec 1000 pubilcacji o imp. fac. 0.02 i nie beda
            one nigdy rowne pubilkacji o imp. fac. 1, itd.

            Prawda jest to co Pan napisal o utytulowanym anonimie - wiec cos Panu opowiem - na
            uniwersytecie gdzie seid doktoryzowalem (Ph.D) jest taka zasada - jest 3 recenzentow - i nie
            mogaone byc z danego kraju. Ponaddto twoj promotor podaje liste minimum 5 recenzentow. Z
            tych tylko 3 jest wybranych i sa oni nie jawni - czywiscie mozna sie domyslac kto to jest ale
            to nie ma sensu i tak tto nic nie zmieni. Wracaja opinie - zalozenie sine qua non wszystkie
            musz byc na tak - no i zasiada tzw. komisja asesorow ktora sie temu jeszcze raz przyglada - i
            jak ma sie szczescie to sie zostaje coktorem - przypomina Panu to cos - nie jest to CK.

            Co do profesur tytularnych wlasnie sie dowiedzialem ze mozna je takze kupic w Rosji - nie wim
            jeszcze jak ale jak wygram w totolotka to se taka kupie i powiesze na scianie zeby przy piwku
            albo kielszku " stolicznaja" na nia popatrzec. I znowu wracamy do tematu - jakosci o to trzba
            dbac a nie o to czy cos jest czy tez nie.

            Reasumujac - rozumiem Pana/Pani rozgoryczenie co do habilitacji - to prawda ze jest to
            koszmar a i dla zycia niebezpieczny ( po uwaleniu w CK nie pozostaje nic innego jak sie w
            zasadzie powiesic - caly dorobek zycia szlag trafia) - dlateko tez, powtarzam, waznym jest
            ujednolocenie wymagan, nawet ustawa - jezeli to konieczne i zadbanie o ich jakosc nie ich
            zniesienie - tkore z wasadzie nie zmieni nic - oprocz tego ze na wielu malych uczelniach
            pojawilo by sie grono wspanialych profesorow z publikacjami w plomyczku lub swiersczyku.


            Pozdrawiam,

            • Gość: Józef Wieczorek Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.autocom.pl 10.05.04, 11:14
              Pańska wypowiedź jest zrozumiała skoro Pana marzeniem jest zdobycie tytułu ze
              wschodu na co by Pan przeznaczyl wygrana w Toto-lotka. To przejaw wyjątkowej
              prożności w sytuacji kiedy wielu polskich badaczy nie ma szans na zatrunienie w
              polskich placowkach 'naukowych' czy na otrzymanie pieniędzy na badania bo do
              systemu tzw. nauki polskiej po prostu nie pasuja. Jest to system kompatybilny
              z systemem radzicekim (i post-radzieckim) stąd zasadnośc Pańskich marzeń o
              zdobyciu takiego tytułu rodem np. z Białorusi. Z USA nie moglby Pan coś
              takiego przywieźć. Rozróżnianie polskich i post-radzieckich habilitacji nie ma
              sensu, one są kompatybilne - stąd ten problem. Pańskie marzenia są też
              komaptybilne z systemem nauki polskiej ktorej celem jest zdobywanie tytułów.
              To są tematy na szereg artykułów. Z niektorymi może się zapoznać na stronach
              www.naukowcy.republika.pl
              Jeden z tekstow zamieszczam poniżej - Tytuly ze wschodu.
              • Gość: dr hab Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.med.uni-rostock.de 10.05.04, 12:54
                Problem w tym ze nie odzul pan w mojej wypowiedzi sarkazmu - ale mniejsza z tym.\
                Drogi Panie - tytuly (czy tez stanowiska zdobywa sie wszedzie - a mowie to bo mialem swoja
                grupe badawcza w tzw. systemi anglosaskim). Tytulu takiego nei chce miec i nie bede - nie
                zauwazyl pan ze na dyplom bede parzyl popijajac stolicznaja - bo w zasadzie po takim
                dyplomie mozna sie tylko uchlac - ale znam osobiscie osobnika (2) ktorzy takie maja - i w
                dodatku wykanczaja polskich naukowcow. Powtarzam, nie w tym problem ze cos jest ale jakiej
                jest jakosci - w przypadku zniesienia habilitacji pojawi sie ogromny problem logistyczny co
                zrobic z tymi ktorzy je maja (i sa slabi) - wyrzucic ?! - nie przejdzie niezaleznie od ustroju i nie
                ma co o tym myslec - trzeba dzialac w tym co sie ma i ztym co sie ma.

                To prawda ze polacy nie maja sznans na zatrudnienie w polskich placowkach badawczych - a
                to miedzy innymi za sprawa sciegania miernej obcej sily roboczej - bo zamiast promowac
                swoich woli sie pseudo profesora z Ukarainy, Bialorusi, Rosji czy Tadzykistanu - zeby zalatwil
                swoim miernotom habilitacje - i moga oni siedziec po wsze czasy na uczelni i dlubac w nosie.

                Co do rozrozniania habilitacji to ma ono sens - widzi Pan trzeba dbac o swoje a nie to opluwac
                - jezeli jest zle to naprawiac a nie opluwac - bronic swojej racji stanu a nie obcych.

                Brac z zagraqnicy tylko takich ktorzy sa naprawde dobrzy i moga sie przyczynic do rozwoju
                mojego panstwa - (ich pensje placone sa z podatkow moich pana, i naszych rodzicow itd..)
                W to co teraz jest to jest poprostu wywozenie pieniedzy do rozji - to juz zreszta
                przerabialismy.

                Pozdrawiam,
                • Gość: jw Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.autocom.pl 10.05.04, 13:30
                  dr hab pisze 'Problem w tym ze nie odzul pan w mojej wypowiedzi sarkazmu - ale
                  mniejsza z tym.'

                  -To nie jest żaden problem. Ja to odczulem i podobnym się zrewanzowalem jednak
                  bez odczucia.
                  ja patrzę na naukę w Polsce systemowo a to zdaje się bardzo rzadki sposob
                  patrzenia. Samo odrzucenie hab nic lub niewiele zmieni (może nawet na gorsze)
                  tak jak nie zmienilo jej wprowadzenie. Trzeba zmiany systemu na otwarty i
                  kompatybilny nie z systemem (post-) radzieckimi lecz tym najwydajniejszym.
                • Gość: JZ ksiezycowe argumenty IP: 146.21.1.* 10.05.04, 16:29
                  Rozkosza bylo czytac Pana doniesienie. Jeszcze bardziej rozkoszna jest
                  mozliwosc skomentowania najwiekszych bzdur!

                  Gość portalu: dr hab napisał(a):
                  > jest jakosci - w przypadku zniesienia habilitacji pojawi sie ogromny
                  > problem lo
                  > gistyczny co
                  > zrobic z tymi ktorzy je maja (i sa slabi) - wyrzucic ?! - nie przejdzie
                  > niezale
                  > znie od ustroju i nie
                  > ma co o tym myslec - trzeba dzialac w tym co sie ma i ztym co sie ma.
                  prosze Pana problem logistyczny robi pan sam, na zasadzie "z igly widly". Nikt
                  nikogo z pracy wyrzucac nie bedzie ale pod warunkiem ze za placone im pieniadze
                  bedzie PRACA mierzona obiektywnie WYNIKAMI. Inaczej tak jak w normalnym swiecie
                  miejsce pracy zbankrutuje i praca sie w sposob naturalny "skonczy". Straszy
                  PAn tak jak ks rydzyk straszy ze zjedza nas Niemcy. jedyne do czego doprowadzi
                  zniesienie habilitacji i belwederskich profesurek to zmuszenie najlepiej
                  wyksztalconej czesci spoleczenstwa do pracy i umozliwienie odpowiedniego
                  nagradzania tych najbardziej zdolnych i najciezej pracujacych. Habilitycajnyne
                  rownianie w polsce jest rownaniem do dolu - TAk w placach jak i wynikach (czyli
                  ich braku).


                  > To prawda ze polacy nie maja sznans na zatrudnienie w polskich placowkach
                  badaw
                  > czych - a
                  > to miedzy innymi za sprawa sciegania miernej obcej sily roboczej - bo zamiast
                  p
                  > romowac
                  > swoich woli sie pseudo profesora z Ukarainy, Bialorusi, Rosji czy
                  Tadzykistanu
                  > - zeby zalatwil
                  > swoim miernotom habilitacje - i moga oni siedziec po wsze czasy na uczelni i
                  dl
                  > ubac w nosie.
                  Panie kochany, wylazi z pana ksenofobia i uprzedzenia niegodne obiektywnie
                  myslacego naukowca. Tfuj!



                  > Co do rozrozniania habilitacji to ma ono sens - widzi Pan trzeba dbac o swoje
                  a
                  > nie to opluwac
                  > - jezeli jest zle to naprawiac a nie opluwac - bronic swojej racji stanu a
                  nie
                  > obcych.
                  patriotyzm? W najlepszym razie zle pojety! Takie argumenty byly za czasu
                  sanacyjnej polski przedwojewnnej - a potem byla wojna i patriotycznych panow
                  oficerzykow diabli wzieli jak galopowali z _wlasnymi_ szabelkami na czolgi.
                  Potem jeszcze kolejny powiew "swojego" w postaci powstania warszawskiego ktory
                  dal powod dokladnego spacyfikowania i zniszczenia stolicy. "Ruskim nie damy"
                  Nie dalismy wiec sami wzieli, potem tylko jeszcze "patriotycznie" wywalilismy
                  pol entuzjazmu z wyzwolenia na odbudowa z niepotrzebnych zniszszczen. Czy tacy
                  jak pan nigdy sie ucza?



                  > Brac z zagraqnicy tylko takich ktorzy sa naprawde dobrzy i moga sie
                  > przyczynic
                  > do rozwoju
                  > mojego panstwa - (ich pensje placone sa z podatkow moich pana, i naszych
                  > rodzic
                  > ow itd..)
                  Taaaaaaak, "brac z zagranicy". Chce pan wzorem sowietow i korei polnocnej
                  porywac naukowcow? No, no! Bo ja jak mi nie zaplaca to sie nie dam "brac" i
                  bede wrzeszczal na cale gardlo, nawet mimo tego ze zapewne nie jestem
                  _naj_lepszy... "Noblisci wszystkich krajow, strzezcie sie" Polacy porywaja
                  najlepszych, tak? :-))))))))



                  > W to co teraz jest to jest poprostu wywozenie pieniedzy do rozji -
                  > to juz zresz
                  > ta
                  > przerabialismy.
                  A tymczasem jakos USA poswalaja wywozic kupe szmalu placac zagranicznym docom
                  i postdocom 2 razy tyle co na starym kontynencie ze nie wspomne o Chinach lub
                  Indiach i maja sie z tego powodu doskonale. Europa tyumczasem bije na alerm
                  o "drenazu mozgow".... a my nagle drenujac ruskich z ich mozgow
                  wywozimy "pieniadze do rosji"... No, no, ale blyskotliwe spostrzezenie!
                  Ale ma pan racje, te ideologie myslenia tez juz przerabialismy Ja to
                  nazywam : "Internacjonalistyczna ksenofobia stylu radzieckiego"... Oczywiscie
                  zaraz potem przyjada Niemcy w bialych mercedesach i beda wyssywac krew z malych
                  dzieci na mace dla Zydow. Jakby nie bylo maj ulatwona droge bo teraz otworzyli
                  granice. Ma Pan jeszcze jakies rewelacyjne spostrzezenia? Fajnie ze z tych
                  bzdur nabijac!

                  JZ
                • khmara Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 10.05.04, 18:37
                  Gość portalu: dr hab napisał(a):

                  > co
                  > zrobic z tymi ktorzy je maja (i sa slabi) - wyrzucic ?!

                  A co z nimi zrobiono w byłym NRD? IP: Rostock

                  > Co do rozrozniania habilitacji to ma ono sens - widzi Pan trzeba dbac o swoje
                  a
                  > nie to opluwac
                  > - jezeli jest zle to naprawiac a nie opluwac - bronic swojej racji stanu a
                  nie
                  > obcych.

                  Dla mnie racja stanu nie polega na heroicznej obronie skansenu naukowego, nawet
                  jeżeli jest własny. Racja stanu to reforma polegająca na wprowadzeniu
                  nowoczesnej struktury organizacyjnej, a nie ochrona naukowych kombatantów.

            • Gość: itakdalej Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.chello.pl 10.05.04, 12:04
              > Prawda jest to co Pan napisal o utytulowanym anonimie - wiec cos Panu
              opowiem -
              > na
              > uniwersytecie gdzie seid doktoryzowalem (Ph.D) jest taka zasada - jest 3 rece
              > nzentow - i nie
              > mogaone byc z danego kraju. Ponaddto twoj promotor podaje liste minimum 5
              recen
              > zentow. Z
              > tych tylko 3 jest wybranych i sa oni nie jawni - czywiscie mozna sie domyslac
              k
              > to to jest ale
              > to nie ma sensu i tak tto nic nie zmieni.

              Nie jest to wielka sztuka podać 4 osoby z najbliższego otoczenia i jedną
              zaprzyjaźnioną z zagranicy. Wówczas tajny wybór wyłoni wiadomo kogo.
              Jakby polskie doktoraty na tle zachodnich były takie kiepskie jak Pan pisze,
              młodzi polscy naukowcy nie robiliby takich karier na Zachodzie.
              Pan, rozumiem, zrobił doktorat w Niemczech i habilitację w Polsce. Niemcy
              zmieniają teraz swój system, chcąc przyśpieszyć kariery młodych,
              utalentowanych ludzi i odchodzą od habilitacji. Pan jako ten który ją posiada
              będzie jej bronił, skoro tak ją Pan przeżywał i tyle nerwów Pana kosztowała.
              Pan się po prostu boi o swoją pozycję w systemie bardziej konkurencyjnym. I
              chyba o to chodziło Niemcom, żeby ludzie nie spoczywali na laurach, jeżeli się
              zdecydowali na odejście od starego, skostniałego systemu. Niech Pan wróci do
              Polski, to Pan pozostanie świętą krową.

              Jeśli Pan zrobił habilitację w Polsce, to będąc uczciwym musi Pan jednak
              przyznać, że jako wypowiedź naukowa jest ona nic nie warta. Wydana jest w małym
              nakładzie na uczelni i zawiera to co już było w publikacjach w czasopismach,
              zebrane do kupy (to po co to robić?), albo co jest tak słabe, że nigdzie się
              nie ukaże (to za co ją dawać?).
              • Gość: dr hab Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.med.uni-rostock.de 10.05.04, 13:09
                > Nie jest to wielka sztuka podać 4 osoby z najbliższego otoczenia i jedną
                > zaprzyjaźnioną z zagranicy. Wówczas tajny wybór wyłoni wiadomo kogo.
                - tu musze przyznac ze jest to zwykle bradziazenie - moze dlatego ze nie napisalem
                wszystkiego - recenzentow zatwierdza komisja asesorow - ktora moze nawet dac swoich
                recenzentow - powim jedno - nie jest latwo - i tu idziemy do punku drugiego - w pojeciu
                naukowcow z zagranicy nie ma zadnej roznicy w Uniwersytecie z miasta X i Y - dlatego
                doktoraty traktowane sa zwyczajowo tak samo - wladze uczelni nie staraja sie promowac
                swoich szkol za granica (chyba ze wojewodztwa).


                >> Jakby polskie doktoraty na tle zachodnich były takie kiepskie jak Pan pisze,
                > młodzi polscy naukowcy nie robiliby takich karier na Zachodzie.

                Pytanie pierwsze ilu je robi - maly odsetek - nie powieidzialem ze wszystkie ale gros ich jest
                poprostu do luftu - a pozatym nie dostanie pan pozycji zaraz po doktoracie naweg w USA -
                potrzebny jest solidny postdok ktory miej wiecej jest odzweirciedleniem habilitacji. Raczej na
                odwrot - habilitacja powinna byc odzwierciedleniem postdoka.

                > Pan, rozumiem, zrobił doktorat w Niemczech i habilitację w Polsce. Niemcy
                > zmieniają teraz swój system, chcąc przyśpieszyć kariery młodych
                - nie doktorat zrobilem w kraju o systemie anglosaskim , a habilitacje w polsce, to prawda (z
                Niemcami) ale niemcy nie potepiaja swoich dotychczasowych habilitacji - owszem uznaja je i
                tych ktorzy sa slabi izoluja w prosty sposob poprzez nie dawanie im pieniedzy na badania -
                czy w polsce jes cos takiego ? Chyba nie ?

                > Jeśli Pan zrobił habilitację w Polsce, to będąc uczciwym musi Pan jednak
                > przyznać, że jako wypowiedź naukowa jest ona nic nie warta. Wydana jest w małym
                > nakładzie na uczelni i zawiera to co już było w publikacjach w czasopismach,
                > zebrane do kupy (to po co to robić?), albo co jest tak słabe, że nigdzie się
                > nie ukaże (to za co ją dawać?). - to prawda i ciezko mi tu z Panem polemizowac - w
                zasadzie powinno sie skladac dorobek naukowy. Nie chodzi tu o wartosc naukowa rozprawy
                habilitacyjej a raczej o to zeby byl jej slad - powiem wprost - habilitacje powinnos sie robic na
                podstawie dorobku naukowego to jest recenzowalnych publikacji.


                Co do obrony habilitacji - misle ze jestem juz w takim wieku (35<ᡠ) ze zaczynam widziec
                jak sie sprawy naprawde maja - glowa muru sie nie przebije - i potrzebna jest praca od podstaw
                ( a przede wszystkim zmiana mentalnosci)

                Ogolnie moj program mozna strescic tak - podniesc poziom naukowy doktoratow -
                uniwersytety powinny starac sie byc konkurencyjne - w wtedy habilitacje poprostu same
                znikna.

                Pozdrawiam,





                • Gość: JZ ksiezycowe argumenty cd. IP: 146.21.1.* 10.05.04, 17:54
                  Gość portalu: dr hab napisał(a):
                  > recenzentow - powim jedno - nie jest latwo - i tu idziemy do punku drugiego -
                  > w pojeciu
                  > naukowcow z zagranicy nie ma zadnej roznicy w Uniwersytecie z miasta X i Y -
                  > doktoraty traktowane sa zwyczajowo tak samo - wladze uczelni nie staraja sie
                  Po pierwsze, niektorych dyscyplinach uniwesytet Warszawski czy Jagiellonski
                  albo AGH sa jednak rozpoznawane za granica. Jesli nie lub jesli sie pochodzi z
                  mniejszego osrodka to przy redagowaniu CV zaleca sie wyjasnienie ze chodzilo
                  sei do najwiekszej szkoly w regionie (podajac np ilosc studentow) itp, itd,
                  oraz ze to 6 a nie np 10 jest najwyzszym stopniem ze studiow!
                  Po drugie, patologia panskiego mysleniu polega na szufladkowaniu ludzi: mgr,
                  dr, hab, prof - byl zdobyl zaliczyl - swieta krowa na zwsze z adekwatnym
                  dodatkiem do pensji lub emerytury! A tak naprawde na swiecie ani szata ani
                  tytul zdobi czlowieka - w nauce sa to WYNIKI, i to OSTATNIE WYNIKI. NA CV
                  najwazniejsza czescia jest lista publikacji lub patentow, potem jest lista
                  grantow i niezaleznego finansowania ktore sie zdobylo, potem projekty naukowe w
                  ktorych sie bralo udzial potem dopiero szkoly. Do zatrudnienia kogokolwiek
                  takie CV jest obracane dwa trzy razy i sprawdzane czy sie zgadzaja szczgoly. A
                  polskim raju habilitacyjnym, ma sie habilitacje to sie czlowiek nadaje juz na
                  cale zycie na swieta krowe, nawet jakby dostal totalnego klinicznie
                  udokomentowanego odmozdzenia to dalej taka osoba moglaby zasiadac w radzie
                  wydzialy i pobierac stosowne uposazenie z budzetu.


                  > >> Jakby polskie doktoraty na tle zachodnich były takie kiepskie jak Pan
                  > pisze,
                  > > młodzi polscy naukowcy nie robiliby takich karier na Zachodzie.
                  > Pytanie pierwsze ilu je robi - maly odsetek - nie powieidzialem ze wszystkie
                  > al
                  > e gros ich jest
                  > poprostu do luftu - a pozatym nie dostanie pan pozycji zaraz po doktoracie
                  > nawe
                  > g w USA -
                  > potrzebny jest solidny postdok
                  1) posdok jest najczesciej takze dobrze platny, w porownaniu ze srednia
                  2) Faktem jest ze za granica trudniej, bo trzeba stracic sporo czasu na
                  poznanie lokalnych zwyczajow, ukladow, jezyka i sposobow picia herbaty. NA tym
                  wlasnie polega marnotrawstwo polskiego zystemy ze zamiast zatrzymac WYBRANYCH
                  zdolnyc ludzi w kraju dajemy ich na wyssanie zachodowi. I nie ma zadnych
                  praktycznie mechanizmow powrotu. W szczegolnosci habilitacja jest autentyczna
                  ZAPORA przeciw powrotom, sczegolnie z krajow anglosaskich. Ale nawet i innych
                  tez. CZy ja mam czas i chez zeby jacys emerytowani pseudoluminarze komentowali
                  jakosc tego co w Szwecji uchodzi za "Dozent". PO co mi to za jedna dziesiata
                  tutejszej pensji?
                  3) poza tym w odroznieniu od polskiej habilitacji na postdocu sie pracuje bo
                  kazdy wie ze od tego beda zalezaly opcje i wynagrodzenie potem. W polsce nie
                  wchodzi sie na odciski, unika konfliktow i pisze bzdurne wyprcowanie
                  odizolowane od faktycznego swiata naukowego.



                  > ktory miej wiecej jest odzweirciedleniem
                  > habilit
                  > acji. Raczej na
                  > odwrot - habilitacja powinna byc odzwierciedleniem postdoka.
                  Moze powinna byc ale NIE JEST! postdoc to nie TYTUL NA CALE ZYCIE. Na dowolnym
                  poziomi kaeriry naukowej na zachodzie istnieje realne zagrozenie ze jak sie cos
                  isttnie nawali to trzeba bedzie zamiatac ulice. W polsce mozna gwalcic male
                  dziewczyniki - tytulu profesora ani emeryturki nikt juz nie odbierze. Noo,
                  chyba ze ma sie pecha i akurac sprawa sie dzieje w czasie prasowej nagonki na
                  jakosc srtodowiska naukowego jak w przypadku tego biedaka z gdanska... Mial
                  facet pecha... Tlum sie cieszy, a sytuacja jaka byla taka jest!


                  > Niemcami) ale niemcy nie potepiaja swoich dotychczasowych habilitacji
                  > - owszem
                  > uznaja je i
                  > tych ktorzy sa slabi izoluja w prosty sposob poprzez nie
                  > dawanie im pieniedzy n
                  > a badania -
                  > czy w polsce jes cos takiego ? Chyba nie ?
                  Na tym polega szkodliwosc pogladow JW i innych antygrubokreskowcow. Oto wylazl
                  strach z wielkimi oczami i boi sie. JA moge mowic za siebie i za OFA, nie za
                  oszolomow chcacych rozliczac wiecowcow Gierka 40 lat po szkodzie.
                  OFA nikomu nie chce zabrac tytulow, prawo nie dziala wstewcz.
                  OFA chce odebrac lub ograniczyc nadawnaie nowych wiecznych PRZYWILEJOW
                  wynikajacych z tych tytulow - obciazajace budzet i zabijajace konkurencje w
                  polskim srodowisku naukowym.
                  Tym samym OFA chce zaprzegnac co pracy naukowej wszystkich ktorzy sa w stanie
                  efektywnie tworzyc naukowo, od magistrow do profesorow wlacznie. ale nie na
                  koszt budzetu podzielonego "na statystyczna glowe" lecz PROPPORCONALNIE ZA
                  WYNIKI CIEZKIEJ PRACY.


                  > habilitacyjej a raczej o to zeby byl jej slad - powiem wprost - habilitacje
                  pow
                  > innos sie robic na
                  > podstawie dorobku naukowego to jest recenzowalnych publikacji.
                  PO co tracic czas na robienie takich "habilitacji", Wystarczy wystukac adres
                  odpowiedniej dla okreslonej dziedziny bazy danych i juz sie wie. Wie sie gdzie
                  publikowano, i kiedy. Widac impact factor. Wie sie takze czy niektore z
                  publikacji nie maj po 10 komentarzy czyli facet jest hohsztaplerm z ktorym sie
                  nikt nie zgadza. A w Polszcze, habilitacja, po cichutku, po swojemu i juz sie
                  jest krowa uswiecenie nietykalna na cale zycie! Potem kolejna "pomylak" i trzba
                  facetowi uroczyscie myc rece z uscisku pana prezydenta...



                  > Co do obrony habilitacji - misle ze jestem juz w takim wieku (35<ᡠ) ze
                  > zaczynam widziec
                  > jak sie sprawy naprawde maja - glowa muru sie nie przebije - i potrzebna jest
                  > praca od podstaw
                  > ( a przede wszystkim zmiana mentalnosci)
                  Co za bzdury,
                  JAka praca od podstaw? Mowimy o "tytularnie usankcjonowanym braku koniecznosci
                  pracy" jako podstawowym problemie polskiej nauki.
                  JAka zmiana mentalnosci? Z "mlodego gniewnego" ponizej 30 na "starego
                  konformiste" powyzej 35? Takie idealy Pan promuje? No, to szybko panu poszlo....



                  > Ogolnie moj program mozna strescic tak - podniesc poziom naukowy doktoratow -
                  To bzdura, JAk chce pan podniest poziom doktoratow? administracyjnie? Zostanie
                  pan pelnomocnimiem ministra d/s wysokosci doktoratow i bedzie Pan je
                  wlasnorecznie mierzyl centymetrem i podnosil uzywajac dzwigni prostej? Rozumiem
                  ze bedzie Pan chalturzyl zamiast mlodych doktorantow i oddawal zarobione
                  pieniadze ich zonom oraz odprowadzal habilitantom dzieci do przedszkola zeby
                  nie musiely opuszczac labolatorium... To PAn mial na mysli?
                  Jedyna rada jest wprowadzenie konkurencji - dobre doktoraty na skali swiatowej
                  takie ktore przynosza patenty lub niezaleznie oceniane publikacje powinny
                  dostawac pieniadze. wtedy wystrczy na zatrudnienie opiekunki do bachorow i nie
                  bedzie potrzba zadnych urzednikow!
                  Ale pan habilitowany oczywiswcie nie bedzie mial naleznego mu stolka w
                  ministerwie d/s...
                  • Gość: dr hab Re: ksiezycowe argumenty cd. IP: *.med.uni-rostock.de 11.05.04, 09:33
                    Szanowny Panie,

                    Po przeczytaniu Panskiego listu dochodze do wniosku ze ma pan jakis ogromny problem z
                    wlasna osobowoscia - nikt nie mowi chronieniu pedofili gwalcacych kogokolwiek -

                    przykro mi ale niestety nie dorosl pan do rzetelnej i konkretnej dyskusji - a wypisujac tego
                    rodzaju banialuki udowadnia pan ze nie powinien pan w zadnej mierze zajmowac sie nauka -
                    jezeli taka sie pan zajmuje.
                    • Gość: JZ Argumenty z drugiej strony ksiezyca. IP: 146.21.1.* 11.05.04, 15:18
                      Gość portalu: dr hab napisał(a):
                      > Szanowny Panie,
                      > Po przeczytaniu Panskiego listu dochodze do wniosku ze ma pan jakis ogromny
                      > pro blem z
                      > wlasna osobowoscia - nikt nie mowi chronieniu pedofili gwalcacych kogokolwiek
                      Hmmm, a szkoda, bo moze i powinno sie mowic. Odbycie kursu pedagogicznego i
                      dostanie habilitacji jest jak najbardziej formalnym upowaznieniem do
                      ksztalcenia mlodziezy, oceny ich osiagniec i prawem nadawania tytulow
                      naukowych... NA CALE zycie.
                      Wiec nawet jesli sie koniecznie uczepic sie mojego argumentu (pijacego do tego
                      co jest podstawa pokarma prasy w obecnych czasach), to habilitacji i _prawa_
                      kszatalcenia mlodziezy nie mozna odebrac nawet w takim krancowym przypadku.
                      Mozna wsadzic do wiezienia ale o mechanizmie wycofania uprawnien nie slyszalem.
                      Ale nawet i nie o to chodzi - chodzi o to ze pod tym katem kasta
                      pseudoluminaryjna zachowuje sie identycznie jak kasta postseminaryjna co
                      ostatnio wyplynelo w ohydnym kryciu podeofilii niektorych ksiezy katolickich
                      przez ich zwierzchnikow. Czy terez ma pan juz wyjasnione do czego nawiazywalo
                      moje porownanie?

                      > przykro mi ale niestety nie dorosl pan do rzetelnej i konkretnej dyskusji - a
                      w
                      > ypisujac tego
                      > rodzaju banialuki udowadnia pan ze nie powinien pan w zadnej mierze zajmowac
                      si
                      > e nauka -
                      > jezeli taka sie pan zajmuje.
                      Jesli chodzi o problemy z wlasna osobowoscia to obawiam sie ze panski dowod ma
                      zbyt plytkie podstawy aby mial jakakolwiek wartosc. Jesli na tej podstawie moge
                      cokolwiek sadzic o pana pracy naukowej, to wnioski sa rownie smutne,
                      szczegolnie ze nie odbiega to od caloksztaltu bezsensow ktore Pan powypisywal
                      jako propozycje uzdrowienia nauki polskiej.

                      Bez wzgledu na zlosliwy sposob pisania moje argumenty byly rzeczowe i godzily
                      w bezpodstawnosc Pana sugesti. Jedeyne na co Pana stac w odpowiedzi to
                      przyczepienie sie do jedynego, przesadzaonego z zalozenia porownania, i
                      wystawienie mi cenzurki "nienormalnego".

                      CZyli oficjalnie zostalem zaszufladkowany do nienormalnych, niehabilitowanych
                      niesamodzielnych nienadajacych sie nienaukowcow - a z takimi szanowny dr hab
                      panisko nie bedzie rozmawial. Niestety nie odbiega to w moim przekonaniu od
                      przecietnej obronnego zachowania pseudoluminaryjnych uswieconych krow: Z
                      motlochem najlepiej nie gadac! Ale zmartwie Pana: to sie powoli konczy!

                      No to co? napisze Pan jak mozna podnosic wysokosc doktoratow bez centymetra?

                      Czy tez skonczymy na ogolnicznach: narzekaniu na brak pieniedzy, na bylych
                      wiceministrow i ogolna degrengolade mlodziezy a takze na wplyw telewisji i
                      zucia gumy przez dzieci? No i czywiscie "z pelnym zrozumieniem i poparciem" i
                      ogromnymi "checiami" poprawy tego stanu....


                      JZ
                      • khmara Re: Argumenty z drugiej strony ksiezyca. 11.05.04, 15:37
                        Gość portalu: JZ napisał(a):

                        > Gość portalu: dr hab napisał(a):
                        > > Szanowny Panie,
                        > > Po przeczytaniu Panskiego listu dochodze do wniosku ze ma pan jakis ogromn
                        > y
                        > > pro blem z
                        > > wlasna osobowoscia - nikt nie mowi chronieniu pedofili gwalcacych kogokolw
                        > iek
                        > Hmmm, a szkoda, bo moze i powinno sie mowic. Odbycie kursu pedagogicznego i
                        > dostanie habilitacji jest jak najbardziej formalnym upowaznieniem do
                        > ksztalcenia mlodziezy, oceny ich osiagniec i prawem nadawania tytulow
                        > naukowych... NA CALE zycie.
                        > Wiec nawet jesli sie koniecznie uczepic sie mojego argumentu (pijacego do
                        tego
                        >
                        > co jest podstawa pokarma prasy w obecnych czasach), to habilitacji i _prawa_
                        > kszatalcenia mlodziezy nie mozna odebrac nawet w takim krancowym przypadku.
                        > Mozna wsadzic do wiezienia ale o mechanizmie wycofania uprawnien nie
                        slyszalem.

                        Formalnie rzecz biorąc, takie mechanizmy istnieją. Najwyższą karą
                        dyscuplinarną, jaką można orzec zgodnie z obowiązującą ustawą o szkolnictwie
                        wyższym, jest dożywotnie wydalenie z zawodu nauczycielskiego. W przypadku
                        odbywania kary pozbawienia wolności rozwiązuje się umowę o pracę z nauczycielem
                        akademickim. Nie wiem, czy w tym przypadku można delikwenta zatrudnić później
                        np. w PAN.

                        Habilitację i tytuł profesora można odebrać jedynie w przypadku, kiedy zostały
                        uzyskane na podstawie oszustwa, np. plagiatu. W sprawie plagiatów toczą się
                        jakieś postępowania, ale przypadku odebrania tytułu lub stopnia nie znam -
                        chyba jescze nie było.
                        • Gość: JZ dyskusja troche akademicka IP: 146.21.1.* 11.05.04, 15:56
                          Dyskusja zaczyna byc troche akademicka ale mzoe to is lusznie, ponoc jestesmy
                          akademikami choc niektorzy sie ponosc nie nadaja ;-)

                          khmara napisał:
                          > Formalnie rzecz biorąc, takie mechanizmy istnieją. Najwyższą karą
                          Przyjmuje do wiadomosci z tendencyjnym podkresleniem slowa "formalnie".


                          > Habilitację i tytuł profesora można odebrać jedynie w przypadku, kiedy
                          > uzyskane na podstawie oszustwa, np. plagiatu. W sprawie plagiatów toczą się
                          > jakieś postępowania, ale przypadku odebrania tytułu lub stopnia nie znam -
                          > chyba jescze nie było.
                          Do tego nawiazywalem porownaniem z pedofilia ksiezy. Srodowisko moze i ma
                          jakies mechanizmy ale nie sa one przejrzyste z zewnatrz i praktycznie nie
                          stosowane bo hierarchia trzyma sie kupy razem wietrzac w tejze kupie wzajemne
                          bezpieczenstwo. Faktycznie nie chodzi o ta nieszczesna pedofilie lecz znacznie
                          mniejsze ale za to powszechniejsze naduzycia ktore w zadnym wypadku nie
                          stanowia zadnej podstawy moranej dla stanowienia jakiegokolwiek wzorca dla
                          mlodziezy. Wiec po co? jeszcze raz pytam "po co" ten zbedny tytul?

                          Staram sie takze wykazac ze wszelkie dozywotnie _przywileje_ naukowe sa
                          _faktycznie_ dozywotnimi synekurami. A nawet jesli istnieja odpowiednie
                          przepisy lub zasady to wobec biernego oporu srodowiska sa one jedynie martwym
                          slowem. I beda dopoki prawo bedzie formalnie segregowalo jednostki dajac im
                          dozywotnie przywileje. KAzdy kazdemu bedzie chodzil na reke a nie po odciskach.
                          Szczegolnie ze wszyscy sa po jednej stronie zloba ktory jest fundowany przez
                          budzet panstwa, bezposrednio dla profesorow i posrednio przez budzetowe dotacje
                          uczelni oparte na skladzie osobowym.

                          Jest to cecha systemu patologicznego, dokladnie takiego jakim jest nauka w
                          Polsce.

                          JZ
                          • khmara Re: dyskusja troche akademicka 11.05.04, 16:06
                            Gość portalu: JZ napisał(a):

                            > Dyskusja zaczyna byc troche akademicka ale mzoe to is lusznie, ponoc jestesmy
                            > akademikami choc niektorzy sie ponosc nie nadaja ;-)
                            >
                            > khmara napisał:
                            > > Formalnie rzecz biorąc, takie mechanizmy istnieją. Najwyższą karą
                            > Przyjmuje do wiadomosci z tendencyjnym podkresleniem slowa "formalnie".
                            Użycie słowa 'formalnie' było jak najbardziej zamierzone.

                            > > Habilitację i tytuł profesora można odebrać jedynie w przypadku, kiedy
                            > > uzyskane na podstawie oszustwa, np. plagiatu. W sprawie plagiatów toczą si
                            > ę
                            > > jakieś postępowania, ale przypadku odebrania tytułu lub stopnia nie znam -
                            >
                            > > chyba jescze nie było.
                            > Srodowisko moze i ma
                            > jakies mechanizmy ale nie sa one przejrzyste z zewnatrz i praktycznie nie
                            > stosowane bo hierarchia trzyma sie kupy razem wietrzac w tejze kupie wzajemne
                            > bezpieczenstwo.
                            Vide postawa rektora Ceynowy wobec plagiatu prac magisterskich przez dziekana
                            Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego (odmowa wszczęcia
                            postępowania dyscyplinarnego) - więcej na stronach gdańskich GW.

                            > Staram sie takze wykazac ze wszelkie dozywotnie _przywileje_ naukowe sa
                            > _faktycznie_ dozywotnimi synekurami. A nawet jesli istnieja odpowiednie
                            > przepisy lub zasady to wobec biernego oporu srodowiska sa one jedynie martwym
                            > slowem. I beda dopoki prawo bedzie formalnie segregowalo jednostki dajac im
                            > dozywotnie przywileje. KAzdy kazdemu bedzie chodzil na reke a nie po
                            odciskach.
                            Święte słowa - dlatego właśnie ocena okresowa nauczycieli akademickich,
                            zapisana w obowiązującej ustawie, na większości uczelni nie jest w ogóle
                            dokonywana w odniesieniu do samodzielnych pracowników.

                            >
                            > Szczegolnie ze wszyscy sa po jednej stronie zloba ktory jest fundowany przez
                            > budzet panstwa, bezposrednio dla profesorow i posrednio przez budzetowe
                            dotacje
                            >
                            > uczelni oparte na skladzie osobowym.
                            >
                            > Jest to cecha systemu patologicznego, dokladnie takiego jakim jest nauka w
                            > Polsce.
                            >
                            > JZ
                • khmara Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 10.05.04, 18:52
                  Gość portalu: dr hab napisał(a):

                  >
                  > >> Jakby polskie doktoraty na tle zachodnich były takie kiepskie jak Pan
                  > pisze,
                  > > młodzi polscy naukowcy nie robiliby takich karier na Zachodzie.
                  >
                  > Pytanie pierwsze ilu je robi - maly odsetek - nie powieidzialem ze wszystkie
                  al
                  > e gros ich jest
                  > poprostu do luftu - a pozatym nie dostanie pan pozycji zaraz po doktoracie
                  nawe
                  > g w USA -
                  > potrzebny jest solidny postdok ktory miej wiecej jest odzweirciedleniem
                  habilit
                  > acji. Raczej na
                  > odwrot - habilitacja powinna byc odzwierciedleniem postdoka.

                  Postdoka nie można porównywać z habilitacją. Moja rówieśniczka w USA otrzymała
                  stanowisko assisstant professor bezpośrednio po doktoracie na macierzystej
                  uczelni, więc postdok nie jest obowiązkowy. Poza tym, przy przyjęciu na posadę
                  profesorską liczy się DOROBEK naukowy, a nie obowiązkowy staż postdoktorski.

                  >
                  > > Pan, rozumiem, zrobił doktorat w Niemczech i habilitację w Polsce. Niemcy
                  >
                  > > zmieniają teraz swój system, chcąc przyśpieszyć kariery młodych
                  > - nie doktorat zrobilem w kraju o systemie anglosaskim , a habilitacje w
                  polsce
                  > , to prawda (z
                  > Niemcami) ale niemcy nie potepiaja swoich dotychczasowych habilitacji -
                  owszem
                  > uznaja je i
                  > tych ktorzy sa slabi izoluja w prosty sposob poprzez nie dawanie im pieniedzy
                  n
                  > a badania -
                  > czy w polsce jes cos takiego ? Chyba nie ?

                  No właśnie.

                  r
                  > ozprawy
                  > habilitacyjej a raczej o to zeby byl jej slad - powiem wprost - habilitacje
                  pow
                  > innos sie robic na
                  > podstawie dorobku naukowego to jest recenzowalnych publikacji.

                  A sam dorobek w postaci recenzowalnych publikacji nie wystarczy? Będzie taniej
                  i z sensem. Koszt przewodu habilitacyjnego to coś ok. 10 000 zł, pokrywa
                  uczelnia, zamiast przeznaczyć te pieniądze na prowadzenie BADAŃ NAUKOWYCH.

            • khmara Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 10.05.04, 18:30
              Gość portalu: dr hab napisał(a):

              > Nie cieplo robienia habilitacji nie wspominam - jest to koszmar ! Ale co
              Pan/Pa
              > nie proponuje
              > zamiat tego - doktoraty - szanowny Panie/Pani czy jest (bede uzywal na mniej
              li
              > ter do
              > stukania) Pan swiadomy poziomu doktoratow w Polsce - wiekszosc z nich -
              zrobio
              > nych
              > wlasnie na malych uczelniach to poprostu komletne dno - wspaniali doktoranci
              ni
              > e znaja
              > zadnych jezykow (o przeporaszam znaja je jak profesor z e Szczesliwego Nowego
              Y
              > orku).

              Małe uczelnie z reguły nie mają prawa doktoryzowania - istnieją konkretne
              wymogi personalne (liczba pracowników samodzielnych w radzie
              wydziału/instytutu), aby uczelnia miała prawo doktoryzowania. A doktorant ma
              obowiązek zdać egzamin z języka obcego przed publiczną obroną pracy.

              Co w zamian? Podnieść poziom doktoratów. Do obniżenia poziomu doktoratów doszło
              wraz z wprowadzeniem czteroletnich obowiązkowych studiów doktoranckich. Proszę
              wybaczyć, ale tak bzdurnego ograniczenia czasowego nie ma nawet w Ameryce.

              > - wiadomym jest ze habilitacje sie
              > kupuje w
              > krajach bylego ZSRR i to tyle.

              Osobiście nie znam, więc nie zabieram głosu. Sprzeciwiam się jedynie
              ksenofobicznemu sformułowaniu: z ruskich - jedynie pierogi.

              > Co do listy filadelfijkiej - to jest jeszcze cos innego o czym sie Panstow w
              og
              > ole nie
              > wypowiadaci - tj impact factor - otoz mozna miec 1000 pubilcacji o imp. fac.
              0.
              > 02 i nie beda
              > one nigdy rowne pubilkacji o imp. fac. 1, itd.

              Szanowny dr hab. - można nie mieć NIC na liście filadelfijskiej i być
              profesorem tytularnym. I jest to w tym kraju dość częste zjawisko.

              >
              > Prawda jest to co Pan napisal o utytulowanym anonimie - wiec cos Panu
              opowiem -
              > na
              > uniwersytecie gdzie seid doktoryzowalem (Ph.D) jest taka zasada - jest 3
              rece
              > nzentow - i nie
              > mogaone byc z danego kraju. Ponaddto twoj promotor podaje liste minimum 5
              recen
              > zentow. Z
              > tych tylko 3 jest wybranych i sa oni nie jawni - czywiscie mozna sie domyslac
              k
              > to to jest ale
              > to nie ma sensu i tak tto nic nie zmieni. Wracaja opinie - zalozenie sine qua
              n
              > on wszystkie
              > musz byc na tak - no i zasiada tzw. komisja asesorow ktora sie temu jeszcze
              raz
              > przyglada - i
              > jak ma sie szczescie to sie zostaje coktorem - przypomina Panu to cos - nie
              jes
              > t to CK.
              >
              I to jest odpowiedź na pytanie, co zamiast habilitacji.


              > Co do profesur tytularnych wlasnie sie dowiedzialem ze mozna je takze kupic w
              R
              > osji - nie wim
              > jeszcze jak ale jak wygram w totolotka to se taka kupie i powiesze na scianie
              z
              > eby przy piwku
              > albo kielszku " stolicznaja" na nia popatrzec. I znowu wracamy do tematu -
              jako
              > sci o to trzba
              > dbac a nie o to czy cos jest czy tez nie.

              Tytuł profesora przyznaje Prezydent R.P., więc nie wiem, jak to można załatwić
              w Rosji.

              >
              > Reasumujac - rozumiem Pana/Pani rozgoryczenie co do habilitacji - to prawda
              ze
              > jest to
              > koszmar a i dla zycia niebezpieczny ( po uwaleniu w CK nie pozostaje nic
              innego
              > jak sie w
              > zasadzie powiesic - caly dorobek zycia szlag trafia) - dlateko tez,
              powtarzam,
              > waznym jest
              > ujednolocenie wymagan, nawet ustawa - jezeli to konieczne i zadbanie o ich
              jako
              > sc nie ich
              > zniesienie - tkore z wasadzie nie zmieni nic - oprocz tego ze na wielu malych
              u
              > czelniach
              > pojawilo by sie grono wspanialych profesorow z publikacjami w plomyczku lub
              swi
              > ersczyku.

              I wymóg habilitacji temu nie zapobiegł? No to po H ona jest?

              P.S. Przypuszczam, że prędzej zrobię habilitację niż zostanie ona zniesiona -
              proszę więc nie szukać w moich uwagach personalnych podtekstów.
              • Gość: dr hab Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: *.med.uni-rostock.de 11.05.04, 11:59
                Powodzenia, Mam nadzieje ze sie Panu to uda i to jak najpredzej.

                Konczac dyskuje musze dodac ze nie jestem przekonany czy to wlasnie habilitacja jest
                wszystkiemu winna tj. poziomowi nauki - raczej grono kolejnych ministrow nauki i innych tzw
                luminarzy nauki polskiej ktorzy dbaja raczej o swoje interesy i powiazania niz o interes kraju.

                Co do ksenofobii - to nim ne jestem i nie bylem poprostu wychodze z zasady najpierw zadbaj o
                iteres swojego kraju a potem o innych (szczsegolnie jezeli wspolpraca z koms nie przynosi
                korzysci - proste prawo rynku) - problem w tym nasza cecha narodowa jest udawanie
                internacjonalow a w rzeczywistosci takimi nie jestesmi.

                Tak na marginesie - to nie Pana - smiesza mnie stwierdzenia ze ktos kogos zna na zachodzie
                i wie jak tam jest - albo byl tam rok czy dwa - ja niestety spedzilem za granica panstwa ponad
                15 lat, dorobilem sie pozycji akademickiej i moze dlatego wiem ze nie jest w tym slawetnym
                USA tak wspaniale jak to sie oglada na westernach.

                Pozdrawiam,

                • Gość: JZ Lecimy na Marsa? ale prosze jeszcze nie uciekac! IP: 146.21.1.* 11.05.04, 15:38
                  Gość portalu: dr hab napisał(a):
                  > Konczac dyskuje
                  "Koncz wasc, koncz! Wstydu oszczedz"!

                  > musze dodac ze nie jestem przekonany czy to wlasnie habilitacja
                  > jest
                  > wszystkiemu winna tj. poziomowi nauki - raczej grono kolejnych ministrow
                  > nauki
                  > i innych tzw
                  > luminarzy nauki polskiej ktorzy dbaja raczej o swoje interesy i powiazania niz
                  > o interes kraju.
                  No prosze pana, to prosze sobie podac reka z JW. I sadzcie wspolnie tych
                  zdrajcow sprzedawczykow interesu narodowego, Na taczkach z gnojem powinniscie
                  ich wywozic. Nie beda sie nastepni pchali do jakichs zmian... A stolki zostana
                  dla jedynych genialnuch i nadludzkich kandydatow ktorzy nagle dokonaja cudu i
                  przmianie wode w wino. A moze to szanowny Pan "na ochotnika" by zechcial?



                  > Co do ksenofobii - to nim ne jestem i nie bylem poprostu wychodze z zasady
                  JAk mawiala jedna starsza pani: "Ja to k... rasistka nie jestem ale tych
                  smierdzacych brudasow to nie znosze". Czy dr hab jest starsza pania?



                  > najpierw zadbaj o
                  > iteres swojego kraju a potem o innych (szczsegolnie jezeli wspolpraca
                  > z koms nie przynosi
                  > korzysci - proste prawo rynku) - problem w tym nasza cecha narodowa
                  > jest udawanie
                  > internacjonalow a w rzeczywistosci takimi nie jestesmi.
                  Czyli internacjonalem Pan nie jest ale xsenofobem tez nie. Pomrocznosc
                  niejasna? ;-)))


                  > Tak na marginesie - to nie Pana - smiesza mnie stwierdzenia ze ktos kogos zna
                  > i wie jak tam jest - albo byl tam rok czy dwa - ja niestety spedzilem za
                  > granic
                  > a panstwa ponad
                  > 15 lat, dorobilem sie pozycji akademickiej i moze dlatego wiem ze nie jest w
                  "Kazda liszka swoj ogonek chwali" No to teraz juz tylko poprosimy zyciorys z
                  trzema recenzentami ;-)



                  > tym slawetnym
                  > USA tak wspaniale jak to sie oglada na westernach.
                  A ktore westerny Pan ogladal? Ja widzialem brod, smrod, biede, ciezka prace
                  polaczona z wiecznym zagrozeniem wymordowaniem przez bandytow lub indian ktorzy
                  z kolei tez byli bezwzglednie mordowani.
                  Czyzbysmy ogladali nie te same westerny? czy tylko niektorzy wola widziec
                  wylacznie "etos" nawet tam gdzie leje sie krew. Niestety taki sam realizm widze
                  w panskiej argumentacji n/t naprawy nauki polskiej. A to wcale nie zabawa w
                  Winnetou!

                  JZ

                  • Gość: dr hab Re: Lecimy na Marsa? ale prosze jeszcze nie uciek IP: *.med.uni-rostock.de 12.05.04, 08:18
                    Argumemntacja godna premiera (bylego) Leszka
                    • Gość: JZ Halo, halo, Houston?? IP: 146.21.1.* 12.05.04, 08:33
                      Gość portalu: dr hab napisał(a):
                      > Argumemntacja godna premiera (bylego) Leszka
                      Halo, halo? Czy to wszystkie panskie "argumenty"? A moze kanal komunikacyjny
                      zerwalo.. halo, halo??

                      Chyba dr hab udal sie do wypelniania innych wazniejszych obowiazkow i snucia
                      swych mrzonek wsrod odpowiednio utytulowanych i zgadzajacych sie z nim
                      konwersarzy. Jakby nie bylo musi sobie takze skleic ten centymetr do mierzenia
                      wysokosci polskich doktoratow a o dobra sklejke w tych czasch jest trudno,
                      szczegolnie wsrod marsjanskiego piasku.

                      JZ
                • khmara Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz 11.05.04, 15:54
                  Gość portalu: dr hab napisał(a):

                  > Powodzenia, Mam nadzieje ze sie Panu to uda i to jak najpredzej.
                  >
                  > Konczac dyskuje musze dodac ze nie jestem przekonany czy to wlasnie
                  habilitacja
                  > jest
                  > wszystkiemu winna tj. poziomowi nauki - raczej grono kolejnych ministrow
                  nauki
                  > i innych tzw
                  > luminarzy nauki polskiej ktorzy dbaja raczej o swoje interesy i powiazania
                  niz
                  > o interes kraju.

                  Zgadzam się, że to nie habilitacja per se jest czemukolwiek winna. Winien jest
                  cały feudalny system wiernopoddańczych zależności, tak cyzelowany przez kolejne
                  ekipy, by jak najbardziej utrudnić niewygodnym osobnikom dostęp do żłoba.
                  Nieważne, że ten żłób jest w połowie pusty, za to możliwości kantów wręcz
                  nieograniczone. Nieważne, że w tym żłobie cuchnie, ale przynajmniej dla
                  uprzywilejowanych jest swój własny i trzeba go bronić jak niepodległości. O
                  sprzątaniu i wyrzucaniu zgniłej karmy mowy być nie może. Habilitacja jest tylko
                  skromnym elementem tego systemu i to wcale nie ostatnim - potem profesura
                  belwederska i inne przywileje. Z interesem kraju to nie ma absolutnie nic
                  wspólnego. W innym wątku piszę, że system organizacji nauki w Polsce jest XIX-
                  wieczny. To jest duże uproszczenie. Przed wojną Banach, wybitny polski
                  matematyk, mógł być profesorem mimo, że jego formalna edukacja nie była zbyt
                  kompletna. Dzisiaj to jest absolutnie nie do pomyślenia. Dlatego upieram się
                  przy swoim - skansen, a habilitacja to tylko jeden z exhibitów w tym skansenie.

                  > Tak na marginesie - to nie Pana - smiesza mnie stwierdzenia ze ktos kogos zna
                  n
                  > a zachodzie
                  > i wie jak tam jest - albo byl tam rok czy dwa - ja niestety spedzilem za
                  granic
                  > a panstwa ponad
                  > 15 lat, dorobilem sie pozycji akademickiej i moze dlatego wiem ze nie jest
                  w
                  > tym slawetnym
                  > USA tak wspaniale jak to sie oglada na westernach.

                  Nic tu do śmiechu. Wspomniana przeze mnie dziewczyna, mimo młodego wieku ma
                  oszałamiający dorobek naukowy, można ją więc uznać za wyjątek potwierdzający
                  regułę. Nie opowiadam, jak tam jest. Moją intencją było ukazanie możliwości,
                  które w naszym kraju są nie do zrealizowania. To nie jest tak, że cudze
                  chwalicie, swego nie znacie. Znam swoje aż za dobrze i widzę, że dłużej już się
                  tak nie da.

                  >
                  > Pozdrawiam,
                  >
                  >
                • Gość: itakdalej Re: Czy w Polsce można robić karierę naukową - dz IP: 212.186.80.* 12.05.04, 10:37
                  Gość portalu: dr hab napisał(a):

                  > Tak na marginesie - to nie Pana - smiesza mnie stwierdzenia ze ktos kogos zna
                  n
                  > a zachodzie
                  > i wie jak tam jest - albo byl tam rok czy dwa

                  Akurat JZ jest za granicą (Szwecja) i to chyba dość długo.

                  > - ja niestety spedzilem za granic
                  > a panstwa ponad
                  > 15 lat, dorobilem sie pozycji akademickiej i moze dlatego wiem ze nie jest w
                  > tym slawetnym
                  > USA tak wspaniale jak to sie oglada na westernach.

                  Gratulujemy Panu i jesteśmy dumni, że Pan tak świetnie sobie radzi. Ale jeżeli
                  z tych 15 lat 10 było w NRD, to nie są to doświadczenia które chcielibyśmy
                  wykorzystywać. Jest nam bardzo przykro, że Pan nam broni tego co wprowadzono w
                  państwie które Pana zatrudnia, co rzeczywiście idzie w kierunku modelu
                  amerykańskiego. Czyżby Panu się to nie podobało? Bo jak inaczej tłumaczyć
                  antyamerykańską ironię?
    • khmara Poparcie dla OFA 03.05.04, 14:55
      Głosy poparcia dla OFA na forum Gdańsk-Sopot-Gdynia (dyskusja o plagiacie prof.
      Płachty):
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=57&w=12293721&a=12371656
      • Gość: czytelnik Ucieczka mózgów IP: *.autocom.pl 03.05.04, 22:20
        www.wprost.pl/ar/?O=59395&C=57
        Ucieczka mózgów za ocean Tygodnik "Wprost", Nr 1118 (02 maja 2004)

        Sowiecki system centralnego sterowania rządzi europejską nauką
        • khmara Re: Ucieczka mózgów 03.05.04, 22:48
          DOOOBRE!!!
        • Gość: itakdalej W takim razie u nas jest system północnokoreański IP: *.chello.pl 03.05.04, 22:58
          Bardzo dziękuję za tego linka. W tym artykule spodobało mi się szczególnie
          zdanie:

          Amerykańskie uczelnie postępują jak firmy oferujące wiedzę jako towar. Trudno
          się zatem dziwić, że za ocean wyjeżdżają najzdolniejsi i najbardziej prężni
          badacze. - Taki system sprzyja młodym, zdolnym i ambitnym naukowcom, zwłaszcza
          że nawet osoby z tytułami profesorskimi podlegają tam stałej weryfikacji -
          powiedział "Wprost" prof. Aleksander Wolszczan, który w 1991 r., po kilkuletnim
          pobycie w USA, odkrył pierwszy pozasłoneczny układ planetarny.

          A spodobało mi się dlatego, bo my (tzn. OFA) to dokładnie twierdzimy, od
          początku naszej dyskusji. Miłe, że jeden z najbardziej znanych w świecie
          polskich naukowców też tak uważa.
          "Wprost" jest nieco tendencyjne i zaślepione w swoim liberaliźmie i
          proamerykańskości. To jest bardzo uproszczona ocena, że cała Europa jest
          nieruchawa i gerontokratyczna. W różnych krajach wygląda to różnie, na pewno w
          Wielkiej Brytanii jest lepiej niż we Francji, a Niemcy unowocześniają swój
          system, np. niedawno zlikwidowali habilitacje. Nie pocieszajmy się, że u nas
          jest podobnie jak w Europie Zachodniej. To niemożliwe choćby dlatego, że oni
          mieli demokrację przez 50 lat, a my komunizm, i zmiany u nas po 89 roku (jeśli
          chodzi o naukę) były kosmetyczne. Jeżeli w "starej Unii" jest system sowiecki,
          to u nas północnokoreański.
          • Gość: czytelnik rezygnują najbardziej uzdolnieni młodzi badacze IP: *.autocom.pl 04.05.04, 09:14
            www.wprost.pl/ar/?O=59395&C=57
            'Z pracy w Polsce rezygnują nawet najbardziej uzdolnieni młodzi badacze, którzy
            nie muszą czekać na objęcie stanowiska do czasu odejścia na emeryturę swego szefa.'
            • khmara Sowiecki system centralnego sterowania 04.05.04, 10:57
              A mnie wkurza zdanie:
              "Polscy naukowcy, którzy pozostają w kraju, skupiają się głównie na zdobywaniu
              tytułów naukowych i publikacjach, a nie na praktycznym wykorzystaniu badań
              przydatnych w gospodarce" - alarmuje raport o stanie polskiej nauki,
              opublikowany przez Ministerstwo Nauki i Informatyzacji."

              Wygląda, jakby im to Thomalla pisał. Do samego raportu nie udało mi się dotrzeć.
              W USA 1% PKB to pieniądze na naukę z budżetu (u nas 0,37%). Tylko nikomu w USA
              nie przyszłoby do głowy, żeby z budżetu finansować prywatny biznes. Jeżeli ktoś
              coś robi dla gospodarki, to albo są to badania zamawiane, albo robi z myślą o
              tym, żeby wyniki opatentować i czerpać z tego korzyści pod swoim nazwiskiem.
              Pieniądze na badania daje się ze względu na wartość naukową wniosku, a nie
              wartość wdrożeniową. Jeżeli dla kogoś przydatność dla gospodarki jest
              miernikiem wartości projektu, to znaczy, że ma umysł totalnie zsowietyzowany.
              Bez względu na to, czy to jest Thomalla, Ministerstwo Nauki, czy Bruksela.

              • bum_cyk_cyk.hey Re: Sowiecki system centralnego sterowania 06.05.04, 13:13
                Czy wiecie. że wsród czterech najliczniejszych wątków tego forum trzy traktują
                o kondycji nauki w Polsce?
        • dyplomata Bez przesadyzmu 07.05.04, 09:58
          Gość portalu: czytelnik napisał(a):

          www.wprost.pl/ar/?O=59395&C=57
          > Ucieczka mózgów za ocean Tygodnik "Wprost", Nr 1118 (02 maja 2004)
          > Sowiecki system centralnego sterowania rządzi europejską nauką

          Bez przesadyzmu:

          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2055380.html
          Dogania nas Europa Zachodnia i azjatyckie tygrysy - alarmuje "The New York
          Times"

          Stany Zjednoczone są wciąż największym producentem i eksporterem nowoczesnych
          technologii, ale z roku na rok maleje dystans między nimi a europejską i
          azjatycką konkurencją - dowodzi ujawniony wczoraj raport Narodowej Rady Nauki,
          który raz na dwa lata trafia w ręce prezydenta USA


          Sprawa wyglada tak ze w EUropy porownywac do USA do niedawna nie bylo mozna
          bo przeciez kazdy z kilkunastu kraikow robil wszystko na swoje kopyto
          powielajac wyniki a nad dodatek kotlowalo sie to we wlasnym narodowym sosiku.

          Tam gdzie relatywnie od niedawna wysilki zostaly zjednoczone, wyniki zaczely
          dorownywac czy przewyzszac USA. Jako przyklady mozna podac European Southern
          Observatory www.eso.org, European Space Agency www.esa.int, CERN z jego Large
          Hadron Collider, czy tez w dziedzinie zastosowan rozwoj komunikacji
          mobilnej czy cyfrowej telewizji ktore bazuja na technice wymyslonej w EUropie
          przez koncentracje wysilkow i kasy.

          Latwo z tego zauwazyc ze w dziedzinie wielkich przedsiewziec EUropa wcale nie
          jest taka zla. Czego natomiast (jeszcze?) nie ma sa to duze idee ktore zaleza
          od mozgow jednostek, a ktorym sprzyja amerykanski system zabojczej konkurencji
          i imigracji. Warto jednak pamietac ze ubocznymi produktami systemu
          amerykanskiego sa ludzie kompletnie wypaleni i z odchyleniami lub wrecz chorzy
          psychicznie, to ci ktorych zabojcza konkurencja zniszczyla.
          • khmara Re: Bez przesadyzmu 08.05.04, 18:26
            dyplomata napisał:
            > Warto jednak pamietac ze ubocznymi produktami systemu
            > amerykanskiego sa ludzie kompletnie wypaleni i z odchyleniami lub wrecz
            chorzy
            > psychicznie, to ci ktorych zabojcza konkurencja zniszczyla.

            Ubocznym produktem polskiego systemu są za to naukowe miernoty, broniące
            własnych stołków bardziej niż niepodległości. Prędzej umrzem za habilitacje,
            niż zezwolim na wolną konkurencję. Habilitacja albo śmierć!
            • dyplomata Bez fanatycznego przesadyzmu 10.05.04, 12:47
              khmara napisała:

              > Ubocznym produktem polskiego systemu są za to naukowe miernoty, broniące
              > własnych stołków bardziej niż niepodległości. Prędzej umrzem za habilitacje,
              > niż zezwolim na wolną konkurencję. Habilitacja albo śmierć!

              Tak, tylko nie robmy zludzen ze oto w kuluarach czekaja tlumy genialnych
              uczonych ktorym ogloszenie genialnych wynikow uniemozliwia brak habu.

              Caly system trzeba zmienic a hab jest jego malym fragmentem. Tymczasem brakuje
              konkretnych idei jak system zmienic i to wykazala poprzednia dyskusja. Sa tylko
              ogolniki i uniki. Chce sie wyrwac od podatnikow kase nie proponujac w zamian
              nic realnego. To jest niedemokratyczne i nieetyczne. Zeby podatnikow przekonac
              trzeba jasno stwierdzic ze duza wiekszosc nakladow publicznych pojdzie na
              badania stosowane i technologiczne ktore przyczynia sie do postepu w kraju. I
              ze w tym celu stworzy sie system finansowania i oceny tych badan. Ale ta strone
              sprawy ofak starannie omija bo jest niewygodna.
              • Gość: itakdalej Bez tępego samozadowolenia IP: *.chello.pl 10.05.04, 13:35
                dyplomata napisał:
                >
                > Tak, tylko nie robmy zludzen ze oto w kuluarach czekaja tlumy genialnych
                > uczonych ktorym ogloszenie genialnych wynikow uniemozliwia brak habu.

                Nikt tak nigdy nie twierdził, bo jak Pan powinien był zauważyć, to co myślą
                niektóre haby, mamy w tak głębokim poważaniu jak i ich samych. Problem polega
                na tym, że te genialne wyniki nie przekładają się na pozycję albo znaczenie w
                kraju rządzonym przez ludzi bez żadnych osiągnięć. A szczególnie bolesne jest
                to, że nasi rodacy o uznanej pozycji w świecie nie mogą nic zrobić dla kraju
                bez habu, bo ich te rządzące miernoty traktują tak jak nas, tzn. jak śmieci.
                I jeszcze druga sprawa: słabi ludzie przy władzy oznaczają staczanie się nie
                tylko nauki ale i szkolnictwa wyższego. Programy studiów są nienowoczesne,
                krojone pod rządzących habów. Szkoda naszej młodzieży, której się wydaje że
                kończy dobre uczelnie i kierunki, a dostaje wiedzę sprzed 20-30 lat.
              • Gość: JZ Re: Bez fanatycznego przesadyzmu IP: 146.21.1.* 10.05.04, 15:56
                dyplomata napisał:
                > khmara napisała:
                > > Ubocznym produktem polskiego systemu są za to naukowe miernoty, broniące
                > > własnych stołków bardziej niż niepodległości. Prędzej umrzem za habilitacj
                > > niż zezwolim na wolną konkurencję. Habilitacja albo śmierć!
                > Tak, tylko nie robmy zludzen ze oto w kuluarach czekaja tlumy genialnych
                > uczonych ktorym ogloszenie genialnych wynikow uniemozliwia brak habu.
                W kuluarach czekaja DODATKOWI bec moze genialni naukowcy.Ale chodzi przede
                wszystkim aby wykorzystac tych co juz teraz maja habilitacjie. Nikt nikogo nie
                chece wyrzucac z pracy pod warunkiem ze PRACUJA. Habilitacja ani profesura nie
                moga byc synekuralnym zwolnieniem od dalszej pracy tak jak jest to obecnie!


                > Caly system trzeba zmienic a hab jest jego malym fragmentem. Tymczasem brakuje
                No to swietnie, poki co powtorze ze wielkie zmiany mozna rozpoczynac od malych
                fragmentow. Robienie czegos innego nazywa sie REWOLUCJA.



                > konkretnych idei jak system zmienic i to wykazala poprzednia dyskusja. Sa
                > ogolniki i uniki. Chce sie wyrwac od podatnikow kase nie proponujac w zamian
                > nic realnego. To jest niedemokratyczne i nieetyczne. Zeby podatnikow przekonac
                > trzeba jasno stwierdzic ze duza wiekszosc nakladow publicznych pojdzie na
                > badania stosowane i technologiczne ktore przyczynia sie do postepu w kraju.
                Pobral PAn zbyt wiele lekcji u dra Thomali. Nauka stosowana jest wylacznie
                stosowana CZESCIA nauki. Nie da sie jedynie wdrazac technologii, ktos musi je
                rowniez wymaslac, ktos musi takze wymyslac podstawy wymyslania. Inaczej
                znajdziemy sie w sytucji "ulepszania" telefonow stacjonarnych podczas gdy caly
                swiat bedzie wprowadzal 3G.


                > I
                > ze w tym celu stworzy sie system finansowania i oceny tych badan.
                O tym DOKLADNIE jest propozycja OFA. Ciagle Pan nie przeczytal?


                > Ale ta strone
                > sprawy ofak starannie omija bo jest niewygodna.
                Prropozycje OFA nie sa i nie beda szczegolowe. Nikt tutaj nie ani czasu ani
                sily zeby napisac propozycje ustawy. Sa natomiast ludzie ktorym sie za to
                placi. jedyne co OFA zada to uproszczenie im pracy poprzez redukcje ilosci
                tytulow (czyli w ustawie wylatuja cale rozdzialy o przywilejach i wymaganiach
                na odpowiednie tytuly) oraz uproszczenie (czy wrecz jak PAn nawoluje,
                urynkowienie") rozdzialu srodkow. To ostatnie jest nowoscia i wymaga pracy ale
                sa wzorce w dzialalosci KBN oraz bedzie zapewne duza pomoc z UE ktora chetnie
                podejmie sie prowadzenie restrukturyzacji nauki polskiej jako wzoru nowej nauki
                europejskiej. Moze wiec nawet znajda sie pieniedze z UE na powolanie
                niezaleznego grona ekspertow - trzeba sie tylko nie bac i zawolac o pomoc! Tyle
                tylko ze obecne elity sie boja by owe wolanie nie wykazalo ze "topili sie" w
                wodzie po kostki a dna nie bylo widac wylacznie z powodu ilosci brudu w tej
                wodzie.

                Odblokujmy smierdzace polskie bagienko naukowe!

                JZ
    • Gość: jw Wybór wypowiedzi w prasie !!! IP: *.autocom.pl 07.05.04, 14:27
      W ostatnim biuletynie Wiadomosci KSN problem ustawy o szkolnictwie wyższym w
      tym fragmenty dyskusji internetowych prowadzonych na forum GW też w tym
      watku !
      <http://www.solidarnosc.org.pl/~ksn/>
      WIADOMOŚCI KSN - Rocznik 2004
      SPIS TREŚCI numeru 3-4 (96-97):
      Wolna dyskusja o kondycji nauki polskiej.
      Jednak internet spelnia obywatelską role a dyskusje jednak coś dają mimo
      wszystko.
      • Gość: itakdalej Re: Wybór wypowiedzi w prasie !!! IP: *.chello.pl 13.05.04, 01:15
        W ogóle, to bardzo dobrze, że ktoś to opublikował na papierze. Ja ciągle mam
        wrażenie że to co my tutaj wypisujemy czyta bardzo mało osób, niewiele poza
        uczestnikami. Dzięki publikacji w KSN dyskusja o polskiej nauce będzie miała
        większy zasięg. Jest szansa, że ktoś ją przedrukuje, świetnie by było jakby to
        zrobił "Tygodnik Solidarność".
    • Gość: Józef Wieczorek TYTUŁY ZE WSCHODU IP: *.autocom.pl 10.05.04, 10:59


      TYTUŁY ZE WSCHODU - kilka refleksji niezależnego badacza o nauce polskiej
      Pan Jerzy Sadecki w Rzeczpospolitej z dnia 16 grudnia 2000
      (http://arch.rzeczpospolita.pl/a/rz/2000/12/20001216/200012160048.html?
      k=on;t=2000121620001217) przedstawił jak można omijać zgodnie z prawem polskie
      instytucje w celu otrzymania stopnia dr habilitowanego. Stosowanie takich
      procedur podobno jest dość pospolite w małych uczelniach, a raczej nie dotyczy
      uczelni renomowanych. W tych nie robi się habilitacji za granicą, tylko u
      siebie. Korzyść z 'importu' tytułów mają uczelnie, bo otrzymują nowego tzw.
      samodzielnego pracownika i ich pozycja rośnie, zgodnie z kryteriami oceny
      placówek. Mają z tego korzyść także uczelnie wschodnie, bo na robieniu u nich
      habilitacji mogą zarobić nawet 2000 dolarów, co np. dla uczelni białoruskich
      nie jest bez znaczenia. Obopólna korzyść. Więc nad czym tu rozpaczać? Takie
      praktyki są zresztą zgodne z prawem dotyczącym tzw. nauki polskiej
      kompatybilnej od wielu lat z nauką radziecką. Obie siostrzane nauki słusznie
      wyodrębniane są od nauki sensu stricto, tak jak kiedyś słusznie i uczciwie
      wyodrębniano demokrację socjalistyczną od demokracji sensu stricto. Demokracja
      socjalistyczna nie była przecież kompatybilna z demokracją s.s., tak jak nauka
      polska nie jest kompatybilna z nauką s.s. uprawianą np. w USA a jest
      kompatybilna z nauką radziecką (i jej córami z demoludów). Polscy naukowcy w
      sposób zasadny wyjeżdżają na wschód po tytuły, bo nie ma sensu wyjeżdżać w tym
      celu do USA, bo tam habilitacji się nie robi. Tam się robi naukę, naukę sensu
      stricto. Autor zdaje się rozpaczać, że niektórzy pracownicy małych uczelni
      omijają sito polskich komisji kwalifikacyjnych, które mają za zadanie
      utrzymywać odpowiedni poziom nauki polskiej. Problem leży jednak w tym, że te
      komisje zapewniają być może odpowiedni poziom nauki polskiej, ale nie
      zapewniają odpowiedniego poziomu nauki w Polsce w relacji do nauki s.s. Bo i
      nie mogą. Poziom tych komisji jest przecież zgodny ze standardami nauki
      polskiej a nie nauki s.s. Niżej podpisany w końcu lat 70-tych i i w latach 80-
      tych, kiedy zgodnie z niepodważalnymi opiniami anonimowych komisji dbających o
      odpowiedni poziom nauczania w renomowanych uczelniach polskich 'negatywnie
      oddziaływał na młodzież akademicką', stawiał dwóje studentom, którzy zbyt
      dobrze przyswajali sobie nauki członków CKK. No cóż, jeśli chce się
      przestrzegać poziomu nauki s.s nie można było opierać się na koryfeuszach nauki
      polskiej. Nic się w tym zakresie nie zmieniło. Ktoś kto nie podziela poglądów
      członków CKK czy jej następczyni Centralnej Komisji do spraw Tytułu Naukowego i
      Stopni Naukowych, reglamentującej rozdawanie stopni i tytułów, nie ma szans na
      oficjalne awanse tytularne w Polsce. Niezależny, nieprawomyślny naukowiec, nie
      ma już szans na szczeblu Rad Naukowych renomowanych uczelni, które same
      organizują zebrania i zbierają podpisy, że taki to a taki nigdy habilitacji
      mieć nie będzie, oczywiście bez jakiegokolwiek uzasadnienia merytorycznego.
      Zgodnie z naszym ustawodawstwem renomowane uczelnie realizują szczytne
      założenia nie do końca upadłego systemu: CAŁA WŁADZA W RĘCE RAD (para)
      naukowych. Oczywiście argumenty merytoryczne są w takich przypadkach zbędne, bo
      żeby takie mieć trzeba się trochę znać na nauce. A na to nie każdego stać.
      Władze uczelni dbają przy tym aby nazwiska członków takich Rad Naukowych nigdy
      nie zostały ujawnione, a zesłani na banicję delikwenci nigdy na uczelni nie
      mieli co szukać. Czynniki pozamerytoryczne tradycyjnie są decydujące w
      praktyce awansów w nauce polskiej. Ktoś kto naraził się niezależnymi poglądami,
      kto nie uzgodnił treści swoich prac z potencjalnymi recenzentami, jak
      nakazują 'dobre obyczaje', kto nie chce pisać ku czci i chwale decydentów nauki
      polskiej, na tytuły nie ma co liczyć. Szczególnie jeśli nie chce w tym celu
      jechać na wschód. To samo dotyczy środków płatniczych na prowadzenie badań,
      których dystrybucją w nauce polskiej zajmuje się KBN. Zgodnie z odpowiednimi
      (raczej nieodpowiednimi) ustawami członkowie Komisji 'grantowych' przydzielają
      je często sobie lub swoim bliskim, co zgodnie z realizowanym właśnie programem
      przeciw korupcji winno być zwane właśnie korupcją, ale zgodnie z nomenklaturą
      KBN jest to wygrywanie konkursów przez najlepszych z najlepszych. Naukowcy
      prezentujący odmienne poglądy naukowe i etyczne od obowiązujących w KBN na
      wygrywanie grantów nie mają co liczyć. Oczywiście nie mając pieniędzy na
      badania nie mają co liczyć na awanse w nauce polskiej tym bardziej, że naukowe
      prace hobbystycznie publikowane w zagranicznych czasopismach nie liczą się w
      nauce polskiej. Nie znajdują uznania oficjalnych ciał zajmujących się
      dystrybucją pieniędzy podatnika i dystrybucją tytułów (między siebie i między
      bliskich). Prywatnym uczonym można sobie być, ale na własny koszt. Nie można
      nawet mieć poczucia własnej wartości, bo to bardzo boli skundlonych decydentów
      nauki polskiej. KBN ma również ustawy żeby nie musiał się tłumaczyć na co
      pieniądze wydatkuje. Mimo, że w Sejmie przygotowuje się ustawy o dostępie do
      informacji, informacje o rezultatach grantów nie są dostępne podatnikowi. Można
      sądzić, że ich nie ma, skoro KBN ich dokumentacji nie prowadzi i w dostępnych
      informatorach nie można ich znaleźć. Polski podatnik nie ma takich problemów z
      zapoznaniem się z rezultatami projektów badaczy zachodnich na realizację
      których nie płacił nic. W Polsce podatnik, który płaci na badania, nie ma
      często żadnych szans aby zapoznać się z ich rezultatami. Odsyłanie podatnika do
      kierowników projektów, jak to robi KBN, z zapytaniem czy jako 'najlepszy z
      najlepszych' czegoś istotnego, uzasadniającego wydawanie publicznego grosza,
      gdzieś nie opublikował, jest po prostu aroganckie. Obecne ustawy o nauce
      polskiej powodują, że tzw. samodzielny pracownik jest w Polsce na wagę złota.
      Aby placówka była lepiej notowana i zarazem lepiej finansowana musi mieć jak
      najwięcej 'samodzielnych pracowników' (tzn. pracowników samodzielnie
      zapisujących na swoje konto nie zawsze im znane prace taniej siły roboczej).
      Niektórzy 'samodzielni' zatrudniani są zatem na wielu etatach. Nie trzeba dla
      nich nawet gabinetów, wystarczy ich obecność na liście płac i w ciałach
      kolegialnych. Taka fikcja jest w nauce polskiej normalna. Rzecz w tym, że
      posiadacze tytułów nie zawsze są samodzielni w badaniach i edukacji, a często
      posiadają wyraźnie mniej wartościowy dorobek od tzw. niesamodzielnych, ale za
      to niezależnych pracowników. Tzw. samodzielny pracownik na ogół nie ma interesu
      aby usamodzielnić niesamodzielnego a niezależnego pracownika. Zyskiwałby
      wówczas konkurenta. Samodzielni mają natomiast interes aby nikt ich nie mógł
      zastąpić. Wtedy mają byt zapewniony i mogą lamentować w mediach o powstawaniu
      luki pokoleniowej, nie zaznaczając oczywiście własnych 'zasług' w tym zakresie!
      Podnoszą krzyk o braku następców i konieczności zwiększania nakładów z kieszeni
      podatnika na działania księgowane po stronie wydatków na naukę i edukację.
      Oczywiście bez konieczności rozliczania się na co zostają one wydane. Media
      informując niekiedy o patologii nauki czy edukacji przytaczają na ogół
      przykłady z małych ośrodków, przeciwstawiając je na ogół ośrodkom silnym, gdzie
      ma być lepiej. Można w to wątpić. Pewne cechy raka toczącego naukę i edukację w
      Polsce obserwuje się we wszystkich szkołach, które podlegają tym samym ustawom.
      To, że w tzw. najlepszych uczelniach nie jest najlepiej może świadczyć
      chociażby Stanowisko Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego w sprawie finansowania
      szkolnictwa wyższego i nauki przyjęte na posiedzeniu w dniu 24 maja 2000 r. w
      którym uzasadnia się, że z przyczyn ekonomicznych 'doszło do niebezpiecznego
      osłabienia tempa pracy naukowej oraz rozwoju zwłaszcza młodszej kadry naukowej,
      do obniżenia poziomu nauczan
    • Gość: jw PERFEKCYJNY SYSTEM IP: *.autocom.pl 10.05.04, 16:46
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2064008.html

      Ktos kto zrobi międzynaradowa maturę może sobie iśc sobie na Oxford ale
      nie na nasza uczelnię. My tak nisko jeszcze nie upadliśmy. Niech zyje i
      zwycięża nasza swojska patentowana nauka polska !
      Apel do KRASP - tak trzymać. Nie będzie Oxford pluł nam w twarz !!!
    • khmara A co KRASP zrobi w z plagiatami profesorskimi? 10.05.04, 19:36
      W ostatnich miesiącach istny wysyp plagiatów profesorskich: Łach (praca
      doktorska), Płachta (prace magisterskie), Potępa (spisywał od kolegów). KRASP
      podaje szczegółowe wskazówki, jak zwalczać plagiaty w pracach magisterskich.
      Mnie się wydawało, że wystarczy dużo czytać w swojej dziedzinie, żeby plagiat
      magistranta wykryć. Rozumiem, że KRASP przygotowuje równie szczegółowy system
      zwalczania plagiatów w publikacjach profesorskich. Mam nadzieję, że rektor
      Ceynowa z Uniwersytetu Gdańskiego (dziekan wydziału prawa plagiatorem) jest
      szczególnie aktywny w pracach nad przygotowaniem takiego dokumentu.

      www.krasp.org.pl/dok/dok/dokument60.html
      Dokument nr 60/III
      Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich

      Propozycje Prezydium KRASP
      z dnia 30 kwietnia 2004 r.
      w związku z uchwałą z dnia 16 kwietnia 2004 r.
      w sprawie zwalczania niewłaściwych zachowań w środowisku akademickim
      Nawiązując do treści podjętej w dniu 16 kwietnia 2004 r. uchwały w sprawie
      zwalczania niewłaściwych zachowań w środowisku akademickim, Prezydium
      Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) zwraca się do rektorów
      uczelni członkowskich KRASP, a także do rektorów innych polskich uczelni o
      podjęcie działań mających na celu wyeliminowanie z życia akademickiego
      patologii związanych z pisaniem na zamówienie i handlowaniem pracami
      dyplomowymi, a także plagiatami i oszustwami egzaminacyjnymi.
      Wyeliminowaniu tego typu patologicznych zjawisk mogą służyć m.in. następujące
      działania władz uczelni i poszczególnych jednostek organizacyjnych:
      - Ograniczenie liczby dyplomantów pozostających pod opieką każdego z
      nauczycieli akademickich. Stworzyłoby to warunki do częstszych bezpośrednich
      rozmów opiekuna ze studentami oraz bardziej efektywnej bieżącej kontroli
      postępów dyplomantów. Jedną z możliwości takiej kontroli byłby wymóg
      przedstawiania i zaliczania (np. na seminariach) kolejnych fragmentów pracy
      dyplomowej.
      - Bardziej rygorystyczne traktowanie egzaminu dyplomowego, a w szczególności:
      - wymaganie obrony pracy dyplomowej, podczas której dyplomant byłby proszony o
      szczegółowe omówienie wybranego fragmentu pracy;
      - udział w egzaminie dyplomowym co najmniej jednego nauczyciela akademickiego z
      innego wydziału lub z innej uczelni.
      - Zmniejszenie wpływu oceny z pracy dyplomowej na wynik studiów, zwłaszcza na
      kierunkach studiów szczególnie podatnych na plagiaty i handel pracami, a w
      skrajnych przypadkach zastąpienie wymogu przygotowania pracy "obszernym"
      egzaminem dyplomowym o charakterze problemowym.
      - Zobowiązanie dyplomantów do dostarczenia elektronicznej wersji pracy
      dyplomowej, która mogłaby być porównana z dotychczas wykonanymi pracami w
      polskich uczelniach oraz po jej umieszczeniu w odpowiedniej bazie danych
      służyłaby jako materiał do porównań w przyszłości; praca taka powinna być
      uzupełniona standardową sumaryczną informacją np. w formacie zaproponowanym w
      systemie USOS.
      - Rozwiązania dotyczące organizacji i sposobu oceniania sprawdzianów (egzaminów
      i kolokwiów), które utrudniałyby korzystanie z niedozwolonej pomocy, a
      zwłaszcza:
      - rygorystyczne sprawdzanie tożsamości osób biorących udział w egzaminie;
      - formułowanie tematów sprawdzianów pisemnych w taki sposób, aby sprawdzana
      była umiejętność korzystania z wiedzy i twórczego myślenia, a nie opanowanie
      materiału pamięciowego;
      - przygotowywanie tematów na sprawdziany pisemne w co najmniej dwóch wersjach,
      odpowiednio rozdzielanych wśród piszących sprawdzian;
      - dopuszczenie możliwości korzystania z notatek i innych wskazanych pomocy
      dydaktycznych.
      - Ustalenie standardów postępowania komisji dyscyplinarnych w przypadkach
      plagiatów i oszustw egzaminacyjnych oraz spójne i konsekwentne stosowanie w
      uzasadnionych przypadkach surowych kar, z wydaleniem z uczelni i pozbawieniem
      dyplomu włącznie, a w przypadkach drobniejszych wykroczeń stosowanie kar
      uciążliwych dla studentów (np. umieszczenie na końcu kolejki w dostępie do
      krytycznych zasobów - atrakcyjnych przedmiotów obieralnych, praktyk
      zagranicznych itp.).
      Wprowadzeniu tych i innych środków zapobiegawczych powinno towarzyszyć
      szkolenie nauczycieli akademickich oraz odpowiednia akcja informacyjna wśród
      studentów.
      Należy podkreślić, że działania zmierzające do zapewnienia właściwych zachowań
      w środowisku akademickim muszą dotyczyć wszystkich i powinny obejmować także
      kontrolę poziomu przygotowania i prowadzenia zajęć dydaktycznych przez
      nauczycieli akademickich.
      Przewodniczący KRASP
      prof. dr hab. Franciszek Ziejka

      • Gość: jw odpowiedź ? KRASP IP: *.autocom.pl 10.05.04, 20:35
        Rektorzy KRASP piszą uchwale z dnia 30.04.2004'Wprowadzeniu tych i innych
        środków zapobiegawczych powinno towarzyszyć szkolenie nauczycieli akademickich'

        Ja rektorom KRASP w dniu 24.04.2004 skladalem ofertę:
        "mogę zaoferować prowadzenie zajęć na temat niewłaściwych zachowań w
        środowisku akademickim (etyka akademicka, mobbing akademicki, dobre obyczaje w
        nauce i edukacji), które winny być w programie wszystkich szkół wyższych"

        Traktuję to jako odpowiedż na moją ofertę chociaż bezpośrednio żaden z rektorow
        jeszcze na oferte nie odpowiedział (kilku potwierdziło odebranie oferty) - może
        poczta nie zdążyla dostarczyć.
        Ja mam spore doświadczenie w szkoleniu nauczycieli akademickich rowniez w
        zakresie nieuczciwości ale to w stosunku do mnie podejmowano środki
        zapobiegawcze (skuteczne!) i jak do tej pory KRASP w tej sprawie nie podjęła
        żadnej uchwały ani zadnych dzialań odcinających.
        Jeśli uchwala KRASP nie jest kolejnym dyrdymalem to roboty będę mial w
        bród.Ciekawe jak (czy) mnie obejmie walka z wieloetatowością. Jak do tej pory
        nawet jeden etat uważany jest za 'o jeden za wiele'.
        • rajchman Neofeudalizm w UE 11.05.04, 10:36
          Przyklady z "pomrocznej":
          1. Na UJ Pan Dziekan sprzedaje habilitacje - juz od 5-6 tys. zl dla
          posiadaczy prawdziwych dyplomow doktorskich (dla reszty pewnie nieco drozej)...
          2. Na UMCS Pan Dziekam twierdzi, ze doktorat z Lema nie jest prawdziwym
          doktoratem (Lema uwaza pewnie za autora marnawych bajek dla dzieci, no coz, jak
          ktos zakonczyl edukacje na podstawowce, a pozniej jechal torem "partyjno-
          ZMSowskim")...
          3. Stara Gwardia nie uznaje dyplomow z czolowych panstwowych uniwersytetow w
          Australii, bo sa one po angielsku, jezyku dla nich w 100% nieznanym... :(
          Zreszta po rosyjsku oni tez marnie gadali... :(
          4. I niech mi teraz ktos powie, ze owa "Stara Gwardia" (osoby wyksztalcone w
          100% w PRLu) nie jest realna przeszkoda w rozwoju nauki w Polsce...
          ljkel2@netscape.net
          • wako3 Prośba o pomoc 11.05.04, 13:51
            Szanowni Państwo,
            zwracam się do Was z gorącą prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu, który
            normalnie nie
            miałby prawa zaistnieć. Przydarzyło mi się otóż mieć konflikt z władzami
            Akademii
            Świętokrzyskiej w Kielcach i w efekcie wylądowałem w sądzie. Nie chcę zanudzać
            szczegółami
            sprawy, więc powiem tylko, że ważną w niej rolę ma porównanie tzw. „dorobku
            naukowego"
            uwikłanych w nią ludzi, m.in. mnie. Ja oceniam mój dorobek naukowy jako bardzo
            skromny, mam
            jednak podstawy sądzić, iż jest on kilkakrotnie większy niż niektórych moich
            adwersarzy.
            Wykazanie tego faktu miałoby w sądzie duże znaczenie. Nie mogę tego jednak
            uczynić, bo
            Akademia nie chce ujawnić w żadnej możliwej do zaakceptowania przez Sąd formie
            spisu tego
            dorobku. O spis ten staram się bezskutecznie (bo Prorektor ds. Nauki stwierdził
            przed dwoma laty,
            że dorobek naukowy pracowników jest chroniony Ustawą Ochronie Danych Osobowych)
            od prawie
            trzech lat. Jest wprawdzie wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w Krakowie z
            sierpnia
            ubiegłego roku nakazujący Uczelni ujawnić ten dorobek, ale Rektor stwierdził,
            że Akademia nie ma
            technicznych możliwości sporządzenia takiego wykazu i może mi go udostępnić
            jedynie do wglądu.
            Ja jednak potrzebuję nie tyle zapoznać się z tym dorobkiem, co przedłożyć w
            sądzie KONKRETNY
            DOKUMENT, na postawie którego mógłbym skutecznie uzasadniać moje racje. Jest
            już zbyt późno
            na starania o dorobek wszystkich (to byłoby najlepsze) pracowników
            interesującego mnie Wydziału
            Zarządzania i Administracji AŚ, wiec muszę ograniczyć się do osób, które z
            racji pełnionych
            funkcji winny mieć duży dorobek naukowy. Idzie o aktualnego Dziekana prof. dr
            hab. Antoniego
            Malinowskiego, który w poprzedniej kadencji był Prodziekanem ds. Nauki,
            aktualnego Prodziekana
            ds. Nauki prof. dr hab. Zbigniewa Gazdę oraz Zastępcę ds. Nauki Dyrektora
            Instytutu Zarządzania
            prof. dr hab. Andrzeja Szplita. Gdybym miał wykazać, że dorobek ten obejmuje
            wiele pozycji, to
            miałbym szanse znaleźć je np. przez internetowe wyszukiwarki lub kwerendę
            biblioteczna.
            Przejrzałem kilka baz danych, ale uzyskana w ten sposób informacja nie jest
            niestety miarodajna z
            dwóch zasadniczych powodów.
            1. Jest bardzo mało baz danych uwzględniających tematykę nauk społecznych i
            ekonomicznych, a bazy w całości poświęcone tej tematyce, to rarytas.
            Przejrzenie nawet wszystkich
            nie daje dobrej informacji o autorze, bo zawierają one prawdopodobnie znikomą
            część tego co w tej
            dziedzinie napisano (ja się na tym nie znam, ale taka jest powszechna opinia
            znanych mi ludzi
            zajmujących się naukami społecznymi). Ponadto za dostęp do niektórych trzeba
            płacić.
            2. Nie wszystkie prace, szczególnie z okresu przed 1990 rokiem są uwzględniane
            w
            katalogach on-line dostępnych mi bibliotek. Rzecz w tym, ze chodzi głównie (ale
            nie tylko, każda
            pozycja jest tu ważna) o prace z tego okresu, bo tylko takie mogły być
            kwalifikowane jako
            wymagany do dopuszczenia do kolokwium habilitacyjnego „znaczący dorobek
            naukowy", a o to
            właśnie idzie.
            Generalnie wszelkie dowody, że coś istnieje są łatwiejsze niż wykazanie, iż
            czegoś nie ma,
            ale tu jest dodatkowa trudność. Według mojej wiedzy w Polsce nie ma żadnego
            centralnego wykazu
            tego, co pracownicy uczelni napisali. Ze względu na bliski termin kolejnej
            rozprawy nie mam szans
            na uzyskanie potrzebnych mi informacji przez kolejny wyrok sądu. Nie mogę
            napisać do uczelni,
            które stopnie nadały, bo to jest też tajne (informacje, które posiadam nie sa
            oficjalnie potwierdzone), a w jedynym przypadku, który znam chodzi o uczelnię w
            byłej NRD, którą Niemcy natychmiast po zjednoczeniu rozwiązali. Ja po prostu
            nie mam do kogo
            zwrócić się o informacje.
            Gdyby zdecydowali się Państwo pomóc mi to bardzo proszę o przejrzenie katalogów
            w
            dostępnych Wam bibliotekach i napisanie na mój adres co w nich Państwo
            znaleźli. Byłbym też
            bardzo wdzięczny za wszelkie informacje o tym, jak można to udokumentować (np.
            adres
            internetowy katalogu on-line, być może pominąłem go). Z góry serdecznie
            dziękuję. W mojej opinii
            niczym Państwo nie ryzykują, ale chyba lepiej byłoby pisać pod pseudonimem np.
            z ogólnie
            dostępnych portali w rodzaju GW, WP, czy Onetu. Mnie zależy na informacji o
            stanie faktycznym,
            nic innego nie jest mi potrzebne.
            Łączę pozdrowienia, Waldemar Korczyński, adres wako3@gazeta.pl
            Kielce, 11 maja 2004


            • Gość: Kagan Re: Prośba o pomoc IP: *.res.pl / *.res.pl 11.05.04, 14:50
              wako3 napisał:
              Szanowni Państwo,
              zwracam się do Was z gorącą prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu, który
              normalnie nie miałby prawa zaistnieć. Przydarzyło mi się otóż mieć konflikt z
              władzami Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach i w efekcie wylądowałem w sądzie.
              Nie chcę zanudzać szczegółami sprawy, więc powiem tylko, że ważną w niej rolę
              ma porównanie tzw. „dorobku naukowego" uwikłanych w nią ludzi, m.in. mnie. Ja
              oceniam mój dorobek naukowy jako bardzo skromny, mam jednak podstawy sądzić, iż
              jest on kilkakrotnie większy niż niektórych moich adwersarzy.
              Wykazanie tego faktu miałoby w sądzie duże znaczenie. Nie mogę tego jednak
              uczynić, bo Akademia nie chce ujawnić w żadnej możliwej do zaakceptowania przez
              Sąd formie spisu tego dorobku. O spis ten staram się bezskutecznie (bo
              Prorektor ds. Nauki stwierdził przed dwoma laty, że dorobek naukowy pracowników
              jest chroniony Ustawą Ochronie Danych Osobowych) od prawie trzech lat. Jest
              wprawdzie wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w Krakowie z sierpnia
              ubiegłego roku nakazujący Uczelni ujawnić ten dorobek, ale Rektor stwierdził,
              że Akademia nie ma technicznych możliwości sporządzenia takiego wykazu i może
              mi go udostępnić jedynie do wglądu.
              Ja jednak potrzebuję nie tyle zapoznać się z tym dorobkiem, co przedłożyć w
              sądzie KONKRETNY DOKUMENT, na postawie którego mógłbym skutecznie uzasadniać
              moje racje. Jest już zbyt późno na starania o dorobek wszystkich (to byłoby
              najlepsze) pracowników interesującego mnie Wydziału Zarządzania i Administracji
              AŚ, wiec muszę ograniczyć się do osób, które z racji pełnionych
              funkcji winny mieć duży dorobek naukowy. Idzie o aktualnego Dziekana prof. dr
              hab. Antoniego Malinowskiego, który w poprzedniej kadencji był Prodziekanem ds.
              Nauki, aktualnego Prodziekana ds. Nauki prof. dr hab. Zbigniewa Gazdę oraz
              Zastępcę ds. Nauki Dyrektora Instytutu Zarządzania prof. dr hab. Andrzeja
              Szplita. Gdybym miał wykazać, że dorobek ten obejmuje wiele pozycji, to
              miałbym szanse znaleźć je np. przez internetowe wyszukiwarki lub kwerendę
              biblioteczna.
              Przejrzałem kilka baz danych, ale uzyskana w ten sposób informacja nie jest
              niestety miarodajna z dwóch zasadniczych powodów.
              1. Jest bardzo mało baz danych uwzględniających tematykę nauk społecznych i
              ekonomicznych, a bazy w całości poświęcone tej tematyce, to rarytas.
              Przejrzenie nawet wszystkich nie daje dobrej informacji o autorze, bo zawierają
              one prawdopodobnie znikomą część tego co w tej dziedzinie napisano (ja się na
              tym nie znam, ale taka jest powszechna opinia znanych mi ludzi zajmujących się
              naukami społecznymi). Ponadto za dostęp do niektórych trzeba płacić.
              2. Nie wszystkie prace, szczególnie z okresu przed 1990 rokiem są uwzględniane
              w katalogach on-line dostępnych mi bibliotek. Rzecz w tym, ze chodzi głównie
              (ale nie tylko, każda pozycja jest tu ważna) o prace z tego okresu, bo tylko
              takie mogły być kwalifikowane jako wymagany do dopuszczenia do kolokwium
              habilitacyjnego „znaczący dorobek naukowy", a o to właśnie idzie.
              Generalnie wszelkie dowody, że coś istnieje są łatwiejsze niż wykazanie, iż
              czegoś nie ma, ale tu jest dodatkowa trudność. Według mojej wiedzy w Polsce
              nie ma żadnego centralnego wykazu tego, co pracownicy uczelni napisali. Ze
              względu na bliski termin kolejnej rozprawy nie mam szans na uzyskanie
              potrzebnych mi informacji przez kolejny wyrok sądu. Nie mogę napisać do
              uczelni, które stopnie nadały, bo to jest też tajne (informacje, które posiadam
              nie sa oficjalnie potwierdzone), a w jedynym przypadku, który znam chodzi o
              uczelnię w byłej NRD, którą Niemcy natychmiast po zjednoczeniu rozwiązali. Ja
              po prostu nie mam do kogo zwrócić się o informacje.
              Gdyby zdecydowali się Państwo pomóc mi to bardzo proszę o przejrzenie katalogów
              w dostępnych Wam bibliotekach i napisanie na mój adres co w nich Państwo
              znaleźli. Byłbym też bardzo wdzięczny za wszelkie informacje o tym, jak można
              to udokumentować (np. adres internetowy katalogu on-line, być może pominąłem
              go). Z góry serdecznie dziękuję. W mojej opinii niczym Państwo nie ryzykują,
              ale chyba lepiej byłoby pisać pod pseudonimem np. z ogólnie
              dostępnych portali w rodzaju GW, WP, czy Onetu. Mnie zależy na informacji o
              stanie faktycznym, nic innego nie jest mi potrzebne.
              Łączę pozdrowienia, Waldemar Korczyński, adres wako3@gazeta.pl
              Kielce, 11 maja 2004
              K: Rozumiem o co Panu chodzi, ale czy nie lepiej machnac reka na te feudalne
              stuktury w PRL-bis i zmienic zawod, wyjechac za granice i zaczac od nowa? Z ta
              mafia sie w PRL-bis nie wygra, chyba zeby oddac sprawe do Europejskiego Sadu
              Praw Czlowieka - wtedy bym z checia pomogl np. w tlumaczeniach na angielski
              (niby mozna tam po polsku, ale wiadomo)...
              ljkel2@nmetscape.net
              • Gość: ljkel2@netscape Re: Prośba o pomoc IP: *.res.pl / *.res.pl 11.05.04, 14:51
                Mialo byc:
                ljkel2@netscape.net
            • khmara Re: Prośba o pomoc 11.05.04, 16:31
              wako3 napisał:
              > Wykazanie tego faktu miałoby w sądzie duże znaczenie. Nie mogę tego jednak
              > uczynić, bo
              > Akademia nie chce ujawnić w żadnej możliwej do zaakceptowania przez Sąd
              formie
              > spisu tego
              > dorobku. O spis ten staram się bezskutecznie (bo Prorektor ds. Nauki
              stwierdził
              >
              > przed dwoma laty,
              > że dorobek naukowy pracowników jest chroniony Ustawą Ochronie Danych
              Osobowych)
              >
              > od prawie
              > trzech lat.
              Bzdura. Naukowiec jest osobą publiczną.

              Jest wprawdzie wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w Krakowie z
              >
              > sierpnia
              > ubiegłego roku nakazujący Uczelni ujawnić ten dorobek, ale Rektor stwierdził,
              > że Akademia nie ma
              > technicznych możliwości sporządzenia takiego wykazu i może mi go udostępnić
              > jedynie do wglądu.
              Jeżeli mogą do wglądu, to mogą też zrobić ksero. Mają obowiązek dokonywać oceny
              okresowej wszystkich nauczycieli akademickich, a w arkuszach oceny powinny być
              wyszczególnione przez ocenianego publikacje. Możesz też spróbować sprawdzić,
              kiedy uzyskali stopień dr hab lub tytuł profesorski. W tym wypadku spis dorobku
              jest niezbędny celem przedstawienia Centralnej Komisji do spraw tytułów i
              stopni naukowych. Uczelnia co najmniej kręci. Jeżeli tego nie ma w rektoracie,
              to powinno być w dziekanacie (musiało przejść przez radę wydziału). Powołaj się
              na ustawę o dostępie do informacji i wystąp na piśmie, jeżeli masz jeszcze dość
              czasu. W ostateczności możesz spróbować powołać recenzentów na świadków, albo
              przynajmniej spróbować dotrzeć do kopii recenzji, musi być w protokołach z
              posiedzeń rady wydziału.

              Rozumiem, że chcesz wykazać, że dorobek mają skromny. W takim razie korzystanie
              z baz danych, wyszukiwarek, katalogów bibliotecznych (co z artykułami w
              czasopismach, pracach zbiorowych?) nie jest sposobem na wykazanie, że coś nie
              istnieje.

              • Gość: JZ Stare pieniackie metody IP: 146.21.1.* 12.05.04, 09:27
                khmara napisał:
                > wako3 napisał:
                > > Wykazanie tego faktu miałoby w sądzie duże znaczenie. Nie mogę tego jednak
                > > Akademia nie chce ujawnić w żadnej możliwej do zaakceptowania przez Sąd
                > Bzdura. Naukowiec jest osobą publiczną.
                Przynajmniej taki ktory korzysta ze srodkow publicznych pracujac na panstwowej
                uczelni. Zadaj odpowiedzi na pismie cytujac ustwowe terminy udzielania takich
                odpowiedzi powoluj sie na poprzednie pisma bez odpowiedzi. Gromadz dowody
                na "konsekwentnosc" odmawiania pomocy. Od sadu zazadaj powolania bieglego ktory
                moglby ocenic dorobek na miejscu. Jesli sam przedstawiles swoj dorobek to wtedy
                obowiazek przeciwwaznego dowodu spadnie na droga strone (lae oczywiscie na twoj
                koszt!). W najgorszym razie uczelnia bedzie mogla przeciagac sprawe zadajac
                powolania innych bieglych (prawdopodonbie juz na ich koszt), ale dowodzenie
                czegokolwiek i przdtem i na nowo to juz jest ich problem.

                > > ubiegłego roku nakazujący Uczelni ujawnić ten dorobek, ale Rektor stwierdz
                > > technicznych możliwości sporządzenia takiego wykazu i może mi go udostępni
                > > jedynie do wglądu.
                > Jeżeli mogą do wglądu, to mogą też zrobić ksero. Mają obowiązek dokonywać
                Nie wiem, ale jesli do wgladu, i "oczywiscie" nie maja ksero to mozesz przyjsc
                z wlasnym _zwyklym_ aparatem fotograficznym. Wcale nie zartuje. pamietaj tylko
                o tym aby obiektyw byl odpowiedni do robienia zdjec z niewielkiej odleglosci.
                Obawiam sie ze skanowanie czy fotografia cyfowa nie beda dopuszczone jako
                swiadectwa w sadzie ale moga sie tez przydac bo oszczedzisz na koszcie
                wywolywania niepotrzebnych zdjec. Nie znam prawa autorskiego w polsce ale na
                siecie dopuszczlne jest kopiowanie pojedynczych stron do rozdzialu wlacznie bez
                dodatkowych prosb. Jersli zabronia napisz pismo z prosba o wyjasnienie na
                pismie podstawy prawnej. (ewentualnie zapytaj khmary ;-)))


                > okresowej wszystkich nauczycieli akademickich, a w arkuszach oceny powinny
                > być
                > wyszczególnione przez ocenianego publikacje. Możesz też spróbować sprawdzić,
                > kiedy uzyskali stopień dr hab lub tytuł profesorski. W tym wypadku spis
                > jest niezbędny celem przedstawienia Centralnej Komisji do spraw tytułów i
                > stopni naukowych. Uczelnia co najmniej kręci. Jeżeli tego nie ma w
                > rektoracie,
                > to powinno być w dziekanacie (musiało przejść przez radę wydziału). Powołaj
                > się
                > na ustawę o dostępie do informacji i wystąp na piśmie, jeżeli masz jeszcze
                > czasu. W ostateczności możesz spróbować powołać recenzentów na świadków, albo
                > przynajmniej spróbować dotrzeć do kopii recenzji, musi być w protokołach z
                > posiedzeń rady wydziału.
                > Rozumiem, że chcesz wykazać, że dorobek mają skromny. W takim razie
                korzystanie
                > z baz danych, wyszukiwarek, katalogów bibliotecznych (co z artykułami w
                > czasopismach, pracach zbiorowych?) nie jest sposobem na wykazanie, że coś nie
                > istnieje.
                To wszystko prawda, poza tym byc moze sa jakies sprawozdania uczelni sa
                ogolniej dostepne. POza tym wydaje mi sei ze uczelnie maja obowiazek
                przechowywac kopie prac dyplomowych w bibliotekach, to kolejne zrodlo w ktorym
                mozna pogrzebac. Nawet jesli praca "zaginela" to powinien byc slad w
                indeksie "biblioteki".
                Ze swojej strony powinienes sie skupic bardziej na wykryciu jakiegokolwiek
                ISTOTNEGO naduzycia anizeli na udowadnianiu ogolnikow, w
                szczegolnosci "nieistnien". Jesli osoby te maja slaby dorobek a sporo tytulow
                to jest mozliwe ze w odpowiednich okresach mogly "uzupelniac" swoje zyciorysy
                niezgodnie ze stanem faktycznym. Przy lucie szczescia mozesz przerzucic ciezar
                obrony na druga strone.
                Czyli, jak sugeruje Khmara, postaraj sie o powyzsze dokumenty, poki
                nie "zagina" i szczegolnie w samocenach poszukaj "haka" w postaci podejrzanych
                sukcesow. A te juz latwiej sprawdzic przez zewnetrzne indeksy bo wiesz czego
                szukac. Jesli sa to pisma w wydaniach radzieckeij akademi napisz do radzeckich
                wspolautorow proszac o kopie - moze jak bedziesz mial szczescie to moze
                otrzymasz pisemna odpowiedz ze taki to a taki pan tam nigdy niebyl, czasopismo
                niegdy nie istnialo a oni nikogo takiego nigdy nie spotkali.

                Z pragmatycznego punktu widzenia, skup sie na potencjalnie najslabszym
                ogniwie - to on decyduje o sile calego lancucha.

                I jeszcze jedna rada na koniec... NAJWAZNIEJSZA: Nie uprawiaj pieniactwa!
                Baw sie w te zabawy TYLKO I WYLACZNIE jesli masz COKOLWIEK KONSTRUKTYWNEGO,
                ISTOTNEGO I MATERIALNEGO do wygrania. Jesli wylacznie
                szukasz "prawdy", "sprawiedliwosci" a co najgorsze "zemsty" to kup sobie pol
                litra na zapicie tej obsesji a zaoszczedzony na sadach i adwokatach czas i
                pieniadze przeznacz na znalezienie nowej pracy i lepszych ludzi.

                Masz jeszcze pare miliardow wiecej INNYCH szans!

                JZ

                • wako3 Re: Stare pieniackie metody 12.05.04, 11:11
                  Troche tych "konkretnych" nadużyc wskazałem. Np. "przepracowanie" 32 godzin w
                  ciagu dnia, zatrudnianie niezgodnie z kwalifikacjami nauczanie multimediów bez
                  komputera itp. To jednak nie robi wrazenia. Nie uprawiam pieniacwa, ale
                  bez "ruszania" takich spraw niczego nie da sie zrobić, a w moim odczuciu system
                  jest w wielu miejscach zły (jesli dobrze rozumiem dyskusje na tym forum,to
                  chyba wiekszośc dyskutantów ma poglady podobne). Chodzi o to, że takie
                  informacje winny byc ogólnie dostepne, a ich ukrywanie piętnowane przez
                  środowisko. Nie szukam ani "sprawiedliwości", ani "zemsty", ale chcę, aby
                  wiadomo było gdzie jestesmy, aby zasady działania tego systemu były jasne.
                  Jesli coś innego słyszy sie oficjalnie (np. rozmaite kodeksy etyczne), a coś
                  innego spotyka w życiu to coś powinno byc zmienione. Ja sie nie upieram, moze
                  trzeba np. zmienic kodeksy i usankcjonowac to co rzeczywiście jest. Chce tylko
                  wiedzieć "czego sie trzymać". Wiem, ze taką postawę mozna ocenic własnie
                  jako "szukanie sprawiedliwości", co brzmi pejoratywnie i wystawia mi złe
                  swiadectwo, ale ja sie naprawde pogubiłem. I mam wrażenie jest jeszcze kilku
                  takich zagubionych. Może o kilku za dużo?
                  • Gość: JZ Re: Stare pieniackie metody IP: 146.21.1.* 12.05.04, 12:06
                    wako3 napisał:
                    > Troche tych "konkretnych" nadużyc wskazałem. Np. "przepracowanie" 32 godzin w
                    > ciagu dnia, zatrudnianie niezgodnie z kwalifikacjami nauczanie multimediów
                    > komputera itp. To jednak nie robi wrazenia. Nie uprawiam pieniacwa, ale
                    bo to sa drobiazgi. Ale kto szuka to moze i znajdzie....


                    > chyba wiekszośc dyskutantów ma poglady podobne). Chodzi o to, że takie
                    > informacje winny byc ogólnie dostepne, a ich ukrywanie piętnowane przez
                    > środowisko. Nie szukam ani "sprawiedliwości", ani "zemsty", ale chcę, aby
                    > wiadomo było gdzie jestesmy, aby zasady działania tego systemu były jasne.
                    > Jesli coś innego słyszy sie oficjalnie (np. rozmaite kodeksy etyczne), a coś
                    > innego spotyka w życiu to coś powinno byc zmienione. Ja sie nie upieram, moze
                    > trzeba np. zmienic kodeksy i usankcjonowac to co rzeczywiście jest. Chce
                    > wiedzieć "czego sie trzymać". Wiem, ze taką postawę mozna ocenic własnie
                    > jako "szukanie sprawiedliwości", co brzmi pejoratywnie i wystawia mi złe
                    > swiadectwo, ale ja sie naprawde pogubiłem. I mam wrażenie jest jeszcze kilku
                    > takich zagubionych. Może o kilku za dużo?
                    Na pewno, na pewno jest ich o wiele, wiele za duzo.... i NIERSTETY bedzie.
                    Ale... porada praktyka: "sprawdz w lustrze czy nie jestes don Kichote'm".

                    I naprawde, wyjatkowo naprawde nie staram sie byc zlosliwy, naprawde! Ocen
                    swoje szanse na miejscu, zaraz obok i za granica... daj sobie tydzien czy tez
                    poczej na nastepna i TYLKO nastepna rozprawe. Postaw sobie deadline i podejmij
                    meska decyzje. Jesli sie zawahasz to rzuc moneta.
                    Wez pod uwage ze nawet w przypadku sukcesu sad nie zrekompensuje ci straconego
                    czasu ani w nauce ani zawodowo. A w przypadku porazki bedziesz nastepnym
                    wcieleniem JW obnoszacym sie sztandarem meczennictwa i uporczywie wyciagajacym
                    zmurszale upiory z trumien. Policz szanse i zastanow sie czy na to warto tracic
                    zycie!

                    "GET LIFE! A REAL LIFE!"

                    JZ
                    • Gość: jw Re: Stare pieniackie metody IP: *.autocom.pl 12.05.04, 13:38
                      Uprasza się JZ aby sie ...... od mojej osoby. Udowadniać, że nie jestem
                      wielbładem więcej nie będe uczynilem to na stronie www.jwieczorek.ans.pl
                      Swiat wartości milośnikow NIE jest mi calkiem obcy, stanowi calkowite
                      zaprzeczenie mojego swiata wartości. Nie czuje sie sfrustrwany ani nieudaczny z
                      tego powodou ,ze pozostalem wierny swoim wartościom a nie wartosciom NIE,ani
                      profesorówdoktorowhabilitowanychnaukipolskiej, ani tym ktorzy z nimi niby
                      walczą zachowując ich świat wartosci. Gdyby nauka w Polsce miała się
                      uksztaltowac wg wartości i poglądow JZ dla wielu pozostałoby jedynie
                      opuszczenie tego kraju tak jak po wygraniu np. Leppera.
                      • Gość: JZ "zgnily" kompromis lepszy niz g... IP: 146.21.1.* 13.05.04, 11:23
                        Gość portalu: jw napisał(a):
                        > Uprasza się JZ aby sie ...... od mojej osoby. Udowadniać, że nie jestem
                        > wielbładem więcej nie będe uczynilem to na stronie www.jwieczorek.ans.pl
                        Niestety ale nie moge, bo jest pan zby dobrym przykladem tego co uwazam jedna
                        z przyczyn niereformowalnosci polskiej nauki. Swoimi zadaniami "rozliczen"
                        i "sprawiedliwosci" stwarza pan zagrozenie. A za wyjatkiem pana malo kto ma
                        checi aby zakladac wlasne strony internetowe sluzace specyficznie udowadnianiu
                        ze sie nie jest wielbladem. OFA zada zewnetrznych automattycznych przejrzystych
                        srodkow oceny za aktualnosci a nie za historie.


                        > Swiat wartości milośnikow NIE jest mi calkiem obcy, stanowi calkowite
                        > zaprzeczenie mojego swiata wartości. Nie czuje sie sfrustrwany ani nieudaczny
                        > tego powodou ,ze pozostalem wierny swoim wartościom a nie wartosciom NIE,ani
                        > profesorówdoktorowhabilitowanychnaukipolskiej, ani tym ktorzy z nimi niby
                        > walczą zachowując ich świat wartosci. Gdyby nauka w Polsce miała się
                        Prosze pana szanownego.... Troche opanowania by sie przydalo. swiat nie jest
                        podzielony na dwa obozy: JW i "cala okropna reszta ktora sie z panem nie
                        zgadza"!


                        > uksztaltowac wg wartości i poglądow JZ dla wielu pozostałoby jedynie
                        > opuszczenie tego kraju tak jak po wygraniu np. Leppera.
                        Taaaak! i wyjechaliby do kraju rzadzonego przez Busha. Prosze mi powiedzec,
                        czy mam sie smiac czy plakac nad panskim argumentem? A poza tym, o jakie
                        KONKRETNE moje wartosci i poglady panu chodzi?


                        NA koniec powiem ze rozumiem dlaczego nie poprowadzil kiedys pan tej
                        nieszczesnej wycieczki w tatry, prawdopodobnie sam bym zrobil to samo, byc moze
                        dalej poszloby tez tak samo od szczegolu do eskalacji niecheci do otwartej
                        wojny. Grzebanie sie wszczegolach to cecha umyslow wybitnych ale tez i ich
                        slabosc bo sa bardziej podatne na obsesje. Obecnie wcale nie jest latwo ani
                        wyjechac ani przeniesc sie miedzy osrodkami w kraju, ale jest to mozliwe,
                        mozliwa jest takze praca samodzielna jak to Pan sam udowadnia. To sa
                        konstruktywne metody budowania swojej kariery zawodowej/naukowej i w ich
                        oparciu takze prywatnej. Grzebanie w ranach tylko boli i niesie nowa krew.
                        CZasem jesli rany sa swieze ma to sens ale rozdrapywanie starych _blizn_ to
                        bezsens. To dletego tak uporczywie rozrozniam TERAZ i TUTAJ od tego co bylo
                        dawno i gdzies, bo przeciez PRL byl faktycznie innym swiatem. Dajmy mu odplynac
                        w swiat starych fotografii w spokoju.

                        Wierze ze da sie pan kiedys przeciagnac na strone kompromisu, mimo ze
                        jest "zgnily". To i tak lepsze niz g... w ktorym lezy to cos nazywane polska
                        nauka.

                        JZ
                        • khmara Re: "zgnily" kompromis lepszy niz g... 13.05.04, 21:06
                          Gość portalu: JZ napisał(a):

                          > To dletego tak uporczywie rozrozniam TERAZ i TUTAJ od tego co bylo
                          > dawno i gdzies, bo przeciez PRL byl faktycznie innym swiatem. Dajmy mu
                          > odplynac w swiat starych fotografii w spokoju.
                          >
                          Czytałeś autobiografię Szplita? Ten facet istnieje tu i teraz, i chyba nie chce
                          odpłynąć.
                  • khmara Re: Stare pieniackie metody 12.05.04, 13:07
                    Ty ich pozwałeś czy oni Ciebie?
                    • wako3 Re: Stare pieniackie metody 12.05.04, 19:20
                      khmara napisał:

                      > Ty ich pozwałeś czy oni Ciebie?

                      Ja. Nie bardzo moge pisać o szczególach, bo sprawa jest "w toku".
                      • khmara Re: Stare pieniackie metody 12.05.04, 19:48
                        Przypuszczam, że to znasz:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=60&w=2268163&v=2&s=0
                        Daj znać, jak to wszystko się skończy.
                  • Gość: Kagan Re: Stare pieniackie metody IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 14:21
                    Prosze sie nie zalamywac przjsciowymi trudnosciami i pomyslec o pracy za
                    granica!
                    • wako3 Re: Stare pieniackie metody 12.05.04, 19:22
                      Gość portalu: Kagan napisał(a):

                      > Prosze sie nie zalamywac przjsciowymi trudnosciami i pomyslec o pracy za
                      > granica!

                      Ja tez myslę, że sa to trudności przejściowe. I nie ma powodu wyjeżdżać
                      (zwiewać?) za granice. Ale dziekuje wszystkim za wsparcie.


                      • Gość: JZ Nie przebijaj sciany glowa IP: 146.21.1.* 13.05.04, 10:56
                        wako3 napisał:
                        > Gość portalu: Kagan napisał(a):
                        > > Prosze sie nie zalamywac przjsciowymi trudnosciami i pomyslec o pracy za
                        > > granica!
                        > Ja tez myslę, że sa to trudności przejściowe. I nie ma powodu wyjeżdżać
                        > (zwiewać?) za granice. Ale dziekuje wszystkim za wsparcie.
                        "Zwiewac"? Oj, znowu czuje tutaj psudobohaterstwo. No coz mozesz jeszcze
                        przywiazac sie do klamki rektorowi wzorem Spartan pod Termopilami. Ale niestety
                        skoro Spartanie zrobili to pierwsi... to nikt juz cie juz nie zacytuje. Zas
                        tacy jak ja najwyzej obsmieja...

                        Pomysl KONSTRUKTYWNIE gdzie masz wieksze szanse na rozwoj naukowy, rozsadny
                        dochod i kariere. Jesli w kraju u siebie w tym unwersytecie z ktorym walczysz
                        to swietnie (potrzebujesz wygranej w sadzie), jesli w innym osrodku polsim to
                        jeszcze lepiej to swietnie (w tym przypadku wodzenie po sadach poprzedniego
                        dziekana ci ZASZKODZI) Jesli zagranica to tez swietnie (wodzenie po sadzach ci
                        nie pomoze tylko przeszkodzi jako strata czasu).
                        To so opcje (zapewne nie wszystkie ktore masz) policz zyski, koszty i szanse,
                        posumuj kazda z nich i dokonaj decyzji. Jesli potrzeba zostaw przeszlosc za
                        soba - (w razie czego zawsze mozesz sobie to odbic pozniej piszac z wygodnego
                        fotela z zagranicy - to masz ode mnie z autopsji :-)

                        Na koniec kolejny truizm:
                        Nie przebijaj sciany glowa szczegolnie gdy zaraz obok sa drzwi. To swiadectwo
                        glupoty absolutnie niegodnej naukowca!

                        JZ
                      • rajchman Re: Stare pieniackie metody 13.05.04, 11:01
                        A kto tu mowi o ucieczce? Teraz to zwyczajna emigracja, najczesciej czasowa...
                        Pozdr. i przepraszam, ze bardziej nie moge pomoc...
                        LK

                        wako3 napisał:

                        > Gość portalu: Kagan napisał(a):
                        >
                        > > Prosze sie nie zalamywac przjsciowymi trudnosciami i pomyslec o pracy za
                        > > granica!
                        >
                        > Ja tez myslę, że sa to trudności przejściowe. I nie ma powodu wyjeżdżać
                        > (zwiewać?) za granice. Ale dziekuje wszystkim za wsparcie.
                        >
                        >
          • Gość: JZ Kto sprzedaje te habilitacje? IP: 146.21.1.* 14.05.04, 15:58
            rajchman napisała:
            > Przyklady z "pomrocznej":
            > 1. Na UJ Pan Dziekan sprzedaje habilitacje - juz od 5-6 tys. zl dla
            > posiadaczy prawdziwych dyplomow doktorskich (dla reszty pewnie nieco
            drozej)...

            A wlasnie, kto sprzedaje te habilitacje? Masz jakies namiary?
            5 tys zlotych to zadan problem dla mnie, wiec moze obie strony zrobilyby
            interes. JA mialbym uprawnienia do kszalcenia w Polsce, pan dziekan pieniazki
            na pensje dla paru lokalnych cierpietnikow. Moze tylko budzet panstwa bylby
            troche stratny poprzez fakt ze wydaliby dodatkowe pieniadze za martwa-dusze
            pseudo-habilitanta. A ja mogbym sie po angielsku mianowac DSc i udowadniac
            amerykanskim kolegom tytularna wyzszosc swiat wielkanoscnych nad bozym
            narodzeniem.

            Zupelnie powaznie! zgodnie z zasada nieprzebijania glowy sciana - jesli moge
            kupic cos za moj tygodniowy dochod to wole to kupic anizeli marnowac pol roku
            czy caly rok na cos co uwazam za bezsens.
            Byc moze szalenstwo dziekana UJ nie jest szlenstwem lecz metoda ominiecia
            glupiego przepisu i otworzenia polskiego bagienka dla ludzi spoza systemu, nie
            majacych czasu na glupoty ale majacych pieniadze na to aby je ominac?

            Jestem karierowiczem? - alez OCZYWISCIE ze tak, staram sie najbardziej jak
            tylko moge! Chce zarabiac wiecej, pracowac mniej i miec jak najwiekszy wplyw na
            moje otoczenie. Wszystkim zainteresowanym doradze to samo, inne rozwiazania
            najczesciej koncza sie malkontenctwem ze "nic nie mozna zrobic" i ze swiat
            jest "taki okropny" i "niesprawiedliwy". A tak naprawde to tylko wina
            malkontentow ze nie wzieliscie sie do roboty zeby ten swiat zmienic!

            JZ
      • khmara Policyjna prowokacja na Akademii Bydgoskiej 12.05.04, 19:00
        info.onet.pl/918258,11,1,0,120,686,item.html
        Naukowiec zatrzymany za przyjęcie łapówki

        Wykładowcę z Akademii Bydgoskiej zatrzymała policja pod zarzutem przyjmowania
        od studentów łapówek za zaliczenia. Naukowiec wpadł na gorącym uczynku w
        efekcie policyjnej prowokacji.

        Zatrzymanemu 59-letniemu bydgoszczaninowi policjanci przedstawili zarzuty
        przyjęcia korzyści majątkowej od grupy studentów w zamian za pozytywny przebieg
        i wynik zaliczenia z prowadzonego przedmiotu - poinformował PAP w środę
        rzecznik kujawsko-pomorskiej policji, kom. Jacek Krawczyk.

        • wako3 Chyba sie zagadałem. 12.05.04, 20:11
          Trochę dałem sie wciagnac w dyskusje "z boku", a tak naprawde pomijająca to o
          co mi chodzi, tzn publikacje wspomnianych panów. Jesli znacie to napiszcie,
          czas mi ucieka, a chciałbym choćby móc powiedzieć, ze sie starałem. Mam zamiar
          wykorzystać jeden z podanych tu pomysłow, ale bardzo bym chciał móc stwierdzić,
          ze "ustaliłem, iz Pan XYZ napisał toito " albo "mimo usilnych poszukiwań nie
          udało mi sie znaleźć nic ponadto ..". Nie chciałbym tez byc zaskoczonym
          stwiewrdzeniem, ze np. Pan XYZ napisał jednak wiele ważnych rzeczy, a ja Go
          niesłusznie pomawiam o lenistwo. Gdybym mógł napisać, ze w bibliotekach B1,
          B2, ... Bn znaleziono tylko toito, to miałbym argument. To jest naprawde prośba
          o pomoc. Jesli więc cos znajdziecie, napiszcie. Pozdrawiam
          • khmara Re: Chyba sie zagadałem. 12.05.04, 20:53
            Potwierdź, czy dostałeś maila z adresami. Ta poczta jest dziadowska.
    • Gość: itakdalej W jakich krajach są państwowe tytuły zawodowe? IP: *.chello.pl 13.05.04, 08:19
      Dożywotnie. Takie jak tytuł profesora nauk jakichś.
      Mi się to tylko kojarzy z tytułami w b. ZSRR:
      Zasłużenyj Artist Sowietskowo Sajuza albo Narodnyj Artist Sowietskowo Sajuza.
      Tam też nadawano tytuły miastom: Gorod Gieroj Maskwa, Gorod Gieroj Minsk. W
      wielu krajach są nagrody państwowe (nie wiem czy są w USA), ale one nie
      przekładają się automatycznie, wedle ustawy, na dożywotnią pozycję w pracy.
    • bango6 Wybitna skromność profesora! 13.05.04, 17:03
      Khmara zainspirowałeś mnie zajrzałem i zanalazłem nawet coś dla wako3.
      Wprawdzie nie jest to jakiś wykaz, ale może was zaciekawi.

      Pochodzi z książki "Leksykon przedsiębiorczości" pod redakcją Andrzeja Szplita.
      I to nie z lat zamierzchłego PRL-u, lecz sprzed kilku lat

      cytuję:
      Szplit Andrzej odgrywa poważną rolę wśród grona współczesnych ekonomistów i
      działaczy zajmujących się problematyką organizacji i zarządzania.
      Urodził się 3 listopada 1942 r. W Kielcach w rodzinie inteligenckiej. Tutaj
      wychowywał się i ukończył szkołę średnią.
      W 1960 roku rozpoczął studia w Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu.
      Jego nauczycielem był Józef Kaleta, jeden ze zwolenników transformacji
      systemowej w Polsce, który wpajał mu nie tylko gruntowną wiedzę z ekonomii
      klasycznej, (J.A.Schumpetera, J. Burnhama, D. Bella i J.K. Galbraitha), ale i
      zasady funkcjonowania gospodarki wolnorynkowej.
      Wpływ Józefa Kalety na Andrzeja Szplita był bardzo znaczący, gdyż nie tylko –
      napisał pod jego kierunkiem pracę doktorską, ale i w pierwszym okresie swojej
      działalności naukowej przejął od swego mistrza poglądy na metodę badań i istotę
      zjawisk społeczno-gospodarczych.
      Uważa się za ucznia J. Kalety i jest zwolennikiem gospodarki rynkowej, szuka
      jednak dróg własnych.
      W 1967 r. Andrzej Szplit wrócił do Kielc. Przez 4 lata pracował jako nauczyciel
      ekonomii w szkole średniej, następnie awansował na stanowisko dyrektora
      przedsiębiorstwa produkcyjno-handlowego.
      W latach 1975-1980 pracował w służbach inwestycyjnych, pełniąc funkcję zastępcy
      dyrektora ds. ekonomicznych kieleckiego INWESTPROJEKTU. Pilnie obserwował życie
      gospodarcze i społeczne, dużo czytał, zapoznając się z dorobkiem światowej
      myśli ekonomicznej, filozoficznej i społecznej.
      Praca na stanowiskach kierowniczych w handlu i budownictwie stała się bodźcem
      do ukończenia Studium Podyplomowego z zakresu organizacji i zarządzania na
      Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.
      W 1980 r. Rozpoczął pracę w Politechnice Świętokrzyskiej, początkowo jako
      adiunkt w Instytucie Technologii i Organizacji Budownictwa, a następnie –
      zastępca dyrektora ds. dydaktycznych w instytucie Nauk Społecznych.
      W 1984 r. Odbył 5 miesięczny staż naukowy w Uniwersytecie w Lipsku, gdzie
      napisał „Studium o finansach w budownictwie”. Praca ta zrodziła się pod wpływem
      niedoskonałości zarządzania mieszkalnictwem w systemie nakazowo-rozdzielczym i
      była wstępem do przygotowywanej ogólnej teorii efektywności i rozwoju tego
      działu gospodarki.
      Dzięki znajomości języków obcych i dużemu dorobkowi naukowemu otrzymał
      stypendium habilitacyjne w Hochschule fuer Oekonomie w Berlinie, gdzie powstała
      obszerna praca habilitacyjna pod charakterystycznym dla tego okresu
      tytułem: „Porównywalne badania efektywności inwestycji mieszkalnictwa w krajach
      europejskich”. Był pierwszym Polakiem, który na tej berlińskiej uczelni zdobył
      tytuł doktora habilitowanego nauk ekonomicznych.
      Andrzej Szplit w pracy habilitacyjnej wykazał nie tylko ogrom erudycji i
      zdolności pisarskich, ale również dowiódł, że jest ekonomistą samodzielnym i
      zwolennikiem efektywnej gospodarki rynkowej. Przeciwstawiając się przeżytkom
      centralnego zarządzania i planowania opowiedział się za rozwojem własności
      prywatnej w budownictwie, zarówno w mieście jak i na wsi.
      W czasie pobytu na stażu i stypendium habilitacyjnym w Niemczech wykładał na
      Uniwersytecie w Lipsku, w Hochschule fuer Oekonomie w Berlinie i Hochschule
      fuer Technik und Wirtschaft w Mittweidzie.
      Po powrocie z Berlina w 1990 r. Był organizatorem dwóch zakładów w Politechnice
      Świętokrzyskiej: na Wydziale Budownictwa Lądowego – Samodzielnego Zakładu
      Ekonomiki i Marketingu w Budownictwie oraz Ogólnouczelnianego – Samodzielnego
      Zakładu Ekonomii, Zarządzania i Marketingu. W tym samym roku otrzymał nominacje
      na stanowisko profesora nadzwyczajnego i wychodząc naprzeciw potrzebom
      kształcenia ustawicznego utworzył w uczelni Szkołę Przedsiębiorczości i
      Biznesu. Doprowadził także do pomyślnego stanu kształcenie podyplomowe
      Jest jednym z inicjatorów opracowania założeń dydaktycznych i organizacyjno-
      finansowych kierunku studiów Zarządzanie i Marketing. Ostatnio spełnia
      statutowe obowiązki wynikające z zajmowanych stanowisk, m.in.: kierownika
      Samodzielnego Zakładu Ekonomii, Zarządzania i Marketingu; prodziekana Wydziału
      Mechanicznego, dyrektora Szkoły Przedsiębiorczości i Biznesu.
      Współpracuje z uczelniami krajowymi i zagranicznymi. Jest autorem wielu
      publikacji w opracowaniach krajowych i zagranicznych. Pełni funkcję
      przewodniczącego Zarządu Oddziału Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w
      Kielcach i jest członkiem Regionalnej Rady Naukowo – Gospodarczej przy
      Wojewodzie Kieleckim.
      Żonaty, ma dwoje dzieci, syn jest magistrem ekonomii, ukończył krakowską
      Akademię Ekonomiczną, córka kończy medycynę w Akademii Medycznej w Warszawie.
      Jest optymistą i ma duże poczucie humoru. Dla przedsiębiorczych rodaków w
      warunkach gospodarki rynkowej upatruje ogromne możliwości rozwoju.
      • khmara Re: Wybitna skromność profesora! 13.05.04, 20:29
        Jak rozumiem, pan jest wybitnym specjalistą od spraw gospodarki rynkowej
        Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Bardzo interesująca specjalność.
        • le.o.le.o Do JZ i jw 13.05.04, 21:35
          Ja troche nieuwaznie obserwuje toforuum ale zauwazyłem,że:
          1.jw pisz tu chybanajwiecej
          2. jw wystepujezwykle "pro publicobono'
          3. jw zauwżainatychmiast pokazuje innydraństwa w nauce i szkolnictwie
          4. jw maodwagę mowić prawdę prosto w oczy

          I.JZ ma takie same poglady na aktualny stanpolskiej nauki jak jw,ale radzi aby
          zapomnić izacząć od nowa w tymsamym składzie.
          II JZ chcewybaczć, ale nie wiadomo dokładnieco chce wybaczać, bo wybaczenie
          obejmuje tezzapomnienie.
          III JZuważa, że najlepiej edziejakwsyscy wyjadą.Jeszcze lepiej jak nikt uczciwy
          nie pójdzie dowyborów.ygra banda cwaniaków i wtedy okaze się,żeJZmial
          racje,bowPolsce syf będie ogromniasty.

          Idąc takdalej trzeba wypuścicbanytów, zapomnieć zaldziejom, a rachunek wysłać
          JZ do Szwecji.
          • Gość: JZ Re: Do JZ i jw IP: 146.21.1.* 14.05.04, 12:12
            le.o.le.o napisał:
            > Ja troche nieuwaznie obserwuje toforuum ale zauwazyłem,że:
            - to poczytaj troche _uwazniej_ przed formulowaniem nieproszonych personalnych
            ocen!

            JZ
        • Gość: itakdalej Re: Wybitna skromność profesora! IP: *.chello.pl 13.05.04, 23:53
          Na LF prof. dr hab. Andrzej Szplit jeszcze się nie zaznaczył, Ingenta wykazuje
          natomiast jego jedną publikację:
          Synergia i antysynergia w przedsiebiorstwie
          Szplit, A.
          Prace Naukowe- Akademii Ekonomicznej Imienia Oskara Langego We Wroclawiu, 2000,
          vol. 879, pp. 350-355
          WrocLaw; Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej we WrocLawiu

          Ale doceńmy i to. Ja znam wielu profesorów, którzy się od dziesięciu lat i
          więcej nie splamili żadną publikacją, nawet po polsku. ;-).
          • wako3 Re: Wybitna skromność profesora! 14.05.04, 12:19
            Dziękuję za te namiary. Jeśli macie cokolwiek wiecej napiszcie. Chodzi mi
            troche o czas; w połowie czerwca będzie mi to potrzebne. Ta (auto?)biografia
            jest rzeczywiscie zabawna.
      • Gość: JZ Wybitna przesada! IP: 146.21.1.* 14.05.04, 12:09
        bango6 napisał:
        > Khmara zainspirowałeś mnie zajrzałem i zanalazłem nawet coś dla wako3.
        > Wprawdzie nie jest to jakiś wykaz, ale może was zaciekawi.

        przepraszam, ale to jest zalosne... O co ci chodzi? O to ze gosc sie w ogole
        urodzil czy o to ze byl 4 lata nauczycialem w szkole sredniej? Czy o to ze jako
        pracownik naukowy w PRL szukal na sile uzasadnienia praw ekonomii
        socjalistycznej.
        CZy tez najzwyczjaniej chodzi ci o to ze facet urodzil sie za wczesnie i w
        niewlasciwym systemie a ty bys chcial jego posade? No to jest faktycznie powod
        do kary piekielnej. Na pewno JW wykaze mu ze poprowadzil jakiemus swojemu
        szefowi wycieczke do lokalnej restauracji mimo ze nie mial to nic wspolnego z
        jgo obowiazkami naukowymi. Zdecydowanie nalezy sie za takie wlasidupstwo kara
        smierci... Zaczynam rozumiec o czym mowil Dyplomata z tymi "podkopami"...

        No bo chyba jednak w tym szczegolnym przypadku nie czepiasz sie ze facet nie
        pracuje ani nie publikuje - jakby nie bylo cytujesz jego autobiografie z jego
        ksiazki i podajesz konkretne sytuacje gdzie cos zorganizowal! A jesli chodzi o
        styl to widzialm o wile bardziej "podkrecone" amerykanskich profesorow. Taki
        styl - wazne tylko zeby nie klamac - a tego wcvale nie wykazujesz.
        Jak widac pan profesor jest co najmniej na tyle inteligentny zeby sie nauczyc
        i zaadaptowac wzorce zachodnie. Wzorce, ktore (jakkolwiek byc moze
        nienajlepsze) sa wzorcami _dominujacymi_.

        Poczekaj Bango jeszcze pare lat, ktos i ciebie zacznie rozliczac za to ze za
        wczesnie sie urodziles!

        JZ

        PS: Chodzi mi o to ze idac twoim stylem myslenia masz prawo wymienic wszystkich
        fizykow przedeinsteinowskich z imienia jako idiotow ktorzy wierzyli ze mozna
        dodawac predkosci w nieskonczonosc. Co oczywiscie jest faktycznie totalnym
        idiotyzmem ale wiek temu wcale nie bylo... Podobnie jak z wiara w prawa
        gospodarki centralnie sterowanej!

        Nie chodzi o to co bylo kiedys i gdzies ale o to co jest tu i teraz.
        • Gość: itakdalej Re: Wybitna przesada! IP: *.chello.pl 14.05.04, 22:22
          Zgadzam się z JZ. Myśmy sobie czasów nie wybierali. Balcerowicz także pracował
          trochę w uczelni partyjnej przy KC PZPR (chyba WSNS). Nie wszystko teraz można
          powiedzieć głośno w środowisku naukowym (przed habilitacją), a wtedy tym
          bardziej nie można było. Nie widzę w tym nic złego, że jeździł do NRD.
          Jedyne o co można mieć zastrzeżenia, to mała ilość liczących się publikacji, w
          tym żadnej w czasopiśmie na LF. Za to są jeszcze - znalazłem w BN - 4 ksiązki
          po polsku. Może są bardzo dobre? Leniem ten człowiek nie jest.
          • zzuucc Re: Wybitna przesada! 15.05.04, 11:40
            Gość portalu: itakdalej napisał(a):

            > Zgadzam się z JZ. Myśmy sobie czasów nie wybierali.

            Świeta prawda. Wybieralismy jednak określone postawy wobec tych czasów. Kazdy
            relatywizm powinien miec swoje granice. Nie można obejmować gruba kreska
            wszystkiego. Nie trzeba nawet od razu karac, tylko nie przekłamywać. Bandzior
            ma zostać bandziorem, a kłamca kłamcą. Inaczej pogubimy sie w tym wszystkim. I
            nie ma to nic wspólnego z data urodzenia.

            • Gość: itakdalej Re: Wybitna przesada! IP: *.chello.pl 15.05.04, 12:40
              zzuucc napisał:

              >
              > Nie można obejmować gruba kreska
              > wszystkiego. Nie trzeba nawet od razu karac, tylko nie przekłamywać. Bandzior
              > ma zostać bandziorem, a kłamca kłamcą. Inaczej pogubimy sie w tym wszystkim.
              >
              Masz dowody że ten człowiek za Komuny szkodził innym? Bo to jest najważniejsze.
              Kłamać oficjalnie trochę musiał każdy, bo inaczej nie utrzymałby się w pracy.
              A ty teraz każdemu profesorowi mówisz prosto w oczy co o nim myślisz? Jeśli
              tak, to nie zrobisz w Polsce żadnej kariery - udupią cię przy najbliższej
              okazji; jeśli nie, to sam jesteś pogubiony.
              • zzuucc Re: Wybitna przesada! 15.05.04, 12:46
                Gość portalu: itakdalej napisał(a):

                > zzuucc napisał:
                >
                > >
                > > Nie można obejmować gruba kreska
                > > wszystkiego. Nie trzeba nawet od razu karac, tylko nie przekłamywać. Bandz
                > ior
                > > ma zostać bandziorem, a kłamca kłamcą. Inaczej pogubimy sie w tym wszystki
                > m.
                > >
                > Masz dowody że ten człowiek za Komuny szkodził innym? Bo to jest
                najważniejsze.
                >
                > Kłamać oficjalnie trochę musiał każdy, bo inaczej nie utrzymałby się w pracy.
                > A ty teraz każdemu profesorowi mówisz prosto w oczy co o nim myślisz? Jeśli
                > tak, to nie zrobisz w Polsce żadnej kariery - udupią cię przy najbliższej
                > okazji; jeśli nie, to sam jesteś pogubiony.

                Ależ to nieporozumienie!! Nic nie mówiłem o zadnym konkretnym człowieku. Tu
                chodzi raczej o zasadę.
                • Gość: itakdalej Re: Wybitna przesada! IP: *.chello.pl 15.05.04, 12:54
                  Jeśli ci chodzi o upiększanie życiorysu, to wszyscy to robią w gospodarce
                  rynkowej. To po prostu jest marketing, inaczej nie zdobędzie się klientów, np.
                  nie sprzeda się książki. Nikt nie pisze na obwolucie o tym co mu się w życiu
                  nie udało. Jak ktoś przesadza, to naraża się trochę na śmieszność w oczach
                  środowiska, ale nie uważam, żeby to było złe moralnie, albo niezgodne z etyką
                  naukowca. Życiorys to nie jest wypowiedź naukowa. Nawiasem mówiąc, marketing i
                  reklama to także jest okłamywanie.
      • juror101 Re: Wybitna skromność profesora! 11.10.04, 18:58
        Dzis dawali Nobla.

        Gazeta.pl > Wiadomości > Wiadomości dnia Poniedziałek, 11 października 2004
        Nobel za dynamikę makroekonomii
        HO AP SERWISY
        ¤ Nagrody Nobla
        mip 11-10-2004, ostatnia aktualizacja 11-10-2004 16:55

        Laureatami Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii zostali Norweg Finn E. Kydland i
        Amerykanin Edward C. Prescott za ich wkład w badanie dynamiki zjawisk
        makroekonomicznych: trwałości w czasie polityki ekonomicznej i sił rządzących
        cyklami w biznesie.

        O Panu Profesorze zapomnieli?! Karygodne niedbalstwo! Przeciez ci laureaci
        nawet nie wiadomo czy habilitacje maja. Kudy im do zyciorysu Pana Profesora.
        Ale nie przejmujmy sie. Jak nie maja to i tak nie mogliby w Polsce zajmowac
        zadnych powaznych stanowisk. A Pan profesor moze.
    • Gość: czytelnik zasady rzetelnej metodologii naukowej IP: *.autocom.pl 14.05.04, 12:36
      Przeczytalem :
      miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,2066695.html
      'Rada Naukowa o moralnej odpowiedzialności za prawdę historii

      Środowisko akademickie w dążeniu do pełnej prawdy powinny obowiązywać zasady
      moralne oraz stosowanie rzetelnej metodologii naukowej - podkreśla oświadczenie
      Rady Naukowej przy wielkim kanclerzu KUL, abp Józefie Życińskim'
      • Gość: JZ "Sami swoi" - powtorka nr 47 IP: 146.21.1.* 14.05.04, 15:17
        No coz, KUL, jest moja (nie)ulubiona uczelnia. Chcialbym wreszcie zobaczyc
        te "rzetelnie naukowe" dowody istnienia pana boga zaproponowane wlasnorecznie
        przez pana arcybiskupa kanclerza KUL ;-)

        Ale z cala reszta wypowiedzi sie zgadzam. Szukania w kartotekach,
        rozgrzebywanie dawnych grobow i zawisci jest jednym z problemow trapiacych tak
        cala polske jak i szczegolnie polska nauke. Mimo ze minelo ponad pol wieku
        nawet utytulowani i madrzy ludzie nie potrafia wyjsc spoza schematu
        prezentowanego przez Nowaka i Kargula z "Samych swoich".
        KAzdy wietrzy "podkop", podstep i machlojke, i do wspolnego plota nie
        podejdzie bez granata w kieszenie i nie blizej niz na trzy metry. Nic nawet nie
        szkodzi ze obie strony w brudnych kalesonach, po kostki w blocie i zamek w
        karabinie niektorym "wylata".

        Ludzie czy wy sie naprawde nigdy nie nauczycie?

        JZ

        • khmara Re: "Sami swoi" - powtorka nr 47 14.05.04, 17:39
          Gość portalu: JZ napisał(a):

          > No coz, KUL, jest moja (nie)ulubiona uczelnia. Chcialbym wreszcie zobaczyc
          > te "rzetelnie naukowe" dowody istnienia pana boga zaproponowane wlasnorecznie
          > przez pana arcybiskupa kanclerza KUL ;-)
          >
          Naukowe dowody na istnienie boga podał św. Tomasz z Akwinu ;-)

          Masz rację, że nie należy przesadzać z atakowaniem wszystkich za wszystko bez
          podania konkretnych dowodów, tylko trudno podać konkretne dowody na forum
          internetowym!!! O ile się nie mylę, sprawa waco była opisywana w prasie
          akademickiej, a oceniać człowieka i jego motywów przez internet nie będę. Nie
          mam pewności, czy rajchman dobrze zrozumiała sprawę ze sprzedawaniem
          habilitacji, ale wiem, że ludzie "z pomrocznej" istnieją i rzeczywiście są w
          stanie trząść wszystkim i wszystkimi, zwłaszcza w prowincjonalnym ośrodku.
          Zauważ, ile g... wypływa ostatnio w prasie - plagiaty prac doktorskich,
          magisterskich dokonywane przez promotorów, egzaminy i zaliczenia za stosowną
          opłatą, a to wszystko to jest tylko czubek góry lodowej. Wiele jest spraw,
          których ludzie nie ujawniają ze strachu, z wygodnictwa, z bezsilności... Poza
          tym są jeszcze sprawy, gdzie uduwodnienie czegokolwiek jest praktycznie
          niemożliwe. jw wspominał gdzieś o tłuczeniu kamieni nad jego głową. Wierzę w to
          w 100%, tym bardziej, że to w 100% zgodne z prawem.
    • Gość: czytelnik znani z niezależności profesorowie IP: *.autocom.pl 14.05.04, 18:40
      Przeczytałem :
      "Najłatwiej byłoby przyjąć, że hitlerowcy wyszli z teutońskiej kniei, leninizm
      zaś wyrósł wśród dzikich stepów Azji. Tymczasem podobne interpretacje byłyby
      przejawem strusiej polityki. Nie wolno metafizyki ludobójstwa sprowadzać do
      poziomu psychopatycznych działań malarza amatora z Braunau. Nie wolno udawać,
      że wszystko tłumaczą patologiczne cechy osobowości Józefa Dżugaszwili. Trzeba
      pamiętać, iż szaleńcze wizje wywoływały swego czasu entuzjazm w kręgu
      intelektualistów w różnych szerokościach geograficznych. W kręgu tych
      entuzjastów byli znani z niezależności profesorowie, szanowani nobliści,
      powszechnie znani twórcy o wielkich nazwiskach. Kilku z nich miało potem odwagę
      przyznać się do błędów i ocenić krytycznie swój romans z totalitaryzmem. Reszta
      nie próbowała nawet tłumaczyć, jakie mechanizmy sprawiły, że fascynacja
      barbarzyństwem była tak wysoko notowana w kregach pretendujących do miana
      współczesnej awangardy."

      (Józef Życiński w: Pięć dialogów)


      • zzuucc Pytanie do JZ 14.05.04, 19:46
        Rozumiem, że jestes zwolennikiem "grubej kreski". Czy mógłbys napisac
        precyzyjnie (Ty chyba jestes fizykiem?) gdzie ją umiejscowić? Chodzi zarówno o
        czas (np. czy na 13 maja 2004 roku czy np na 4 czerwca 1999) oraz przestrzeń
        (co zpominac, a czego nie. czy jesli np jakis pan kiedys kogos zabił, to
        wybaczamy, a jesli tylko okradł to nie. O takich sprawach fajnie jest mówic tak
        długo, jak długo nie potrzeba niczego konkretnego robic. Ja nie wiem czy mam
        szanować prawo i zasady moralne, czy liczyc na to, ze za 10 lat ktos inny
        postawi gruba kreska i powie, że to co dzis nabroiłem juz sie nie liczy. To
        jest bardzo konkretne pytanie, bo znajomośc odpowiedzi okresla moja postawe TU
        i TERAZ. Jeśli wiem, że opłaci sie kraść, bo za 10 lat bedzie gruba kreska, to
        musze tylko skalkulować ile ukraść (naswinic, narozrabiac itp.), aby sie
        opłacało. To jest ważne pytanie. Wrócmy wiec do sprawy. Powiedz jak Ty te
        kreske widzisz.
        • Gość: Filo Re: Pytanie do JZ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.04, 15:41
          Warto dzisiaj zajrzeć na strone
          www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040515/plus_minus_a_6.html
          i przeczytać ten artykuł! Warto go zachować we własnym archiwum!
          • zzuucc Re: Pytanie do JZ 15.05.04, 19:10
            Dobry tekst. Czy elity PRL-u nadaja sie do bycia elitami dziś? Czy nalezenie do
            elit PRL-owskich nie pozostawia jakiegos kalectwa moralnego? To sa pytania
            ogólne, ale mozna je równiez zawęzić do nauki. Nie chodzi tu o ludzi, którzy
            maja byli w elitach naukowych ze wzgledu np. na duzy dorobek naukowy, ale o
            tych, którzy robili kariery "pomagajac sobie" serwilizmem. Obawiam się, ze to
            pozostaje w charakterze i dzis będąc na topie moga wymagac tego samego od
            innych. To może byc poważny problem, bo "przyzwyczajenie to druga natura".

            Gość portalu: Filo napisał(a):

            > Warto dzisiaj zajrzeć na strone
            > www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040515/plus_minus_a_6.html
            > i przeczytać ten artykuł! Warto go zachować we własnym archiwum!
        • Gość: JZ Re: Pytanie do JZ IP: 146.21.1.* 17.05.04, 12:07
          zzuucc napisał:
          > Rozumiem, że jestes zwolennikiem "grubej kreski". Czy mógłbys napisac
          TAK


          > precyzyjnie (Ty chyba jestes fizykiem?) gdzie ją umiejscowić? Chodzi zarówno
          > czas (np. czy na 13 maja 2004 roku czy np na 4 czerwca 1999) oraz przestrzeń
          > (co zpominac, a czego nie.
          JAk prezycja cie zadowoli? 23 miejsca po przecinku? Historia jest bardziej
          skomplikowana od fizycznej czasoprzestrzeni bo ogromna w niej role odgrywaja
          ludzkie _emocje_. Jestm zwolenninkiem grubej kreski bo znam O wiele zbyt wielu
          ludzi ktorzy zyja tym co sie stala przed 1991 (to nie jest jedyna data ale
          dobra na poczatek ze odpowiem na twoje pytanie). I na dokladnie tej podstawie
          dziela spoleczenstwo na kategorie ludzi ktorym podadza i nie podadza reaki.
          Kara jest to byc moze mala ale i sad tez raczej slaby. A przede wszystkim
          niecelowy bo niczemu to nie sluzy. Budujemy a nie dzielmy.


          > czy jesli np jakis pan kiedys kogos zabił, to
          > wybaczamy, a jesli tylko okradł to nie. O takich sprawach fajnie jest mówic
          > tak długo, jak długo nie potrzeba niczego konkretnego robic. Ja nie wiem
          > czy mam
          > szanować prawo i zasady moralne,
          Ach widziesz na tym polega twoje blad myslowy, prawo jest konkretne
          (stosunkowo ;-) i nie jest to kwestia "szanowania" lecz dzialan w kierunku
          unikania kary.
          Jesli chodzi o moralanosc to dluzszego wykladu udzielilem w
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11994949

          W konsekwencji, nikt nie przestrzega "moralnosci" jako takiej bo jest
          wzgledna. Jesli chcemy byc dobrzy to przestrzegamy prawa i norm obyczajaowych
          stosownych dla danej epoki i otoczenia. Normy obyczajowe sa rozne: np w
          srodowisku procownikow PUBP z lat 40-50 norma bylo bicie czy wciskanie olowkow
          w uszy. 60 lat pozniej to okropne i autentyczne niemoralne... ale czy przezyles
          wojen, Niemcow, wymordowanie 6 milionow zydow zza plota, smierc polowy rodziny,
          spalenie domu, pare lat na syberii, i na koniec nawiedzonego sierzanta swiezo
          po szkole politycznej z moskwy mowiacego o wrogach ludu i na koniec paru
          brodatych facetow strzelajacych do Ciebie zza roga (Z ich wlasna historia)?
          Jestes pewien ze w takiej sytuacji sam bys nie bil jeszcze mocniej? Jesli tak
          to jestes lepszym czlowiekiem niz ja, bo ja nie wiem - ja tam nie bylem i tego
          nie przezylem.
          Najczesciej kategorycznych odpowiedzi "nie, a na pewno nie ja" udzielaja (z
          mojego doswiadaczenia) ludzie ktorzy potem bezczelnie kradna olowki z pracy (bo
          szef jest bogaty) lub najglosniej uczestnicza w plotkach (bo rpzeciez nikomu to
          nie szkodzi) .. lub najpredzej biegna z pochodniaz zeby podpalic stos (bo to
          byla taka "ochyda"). Ja w ogole jakos slabo wierze w cokolwiej lae szczegolnie
          slabo wierze ludziom wygrywajacym na trabkach "moralnosci", bo to zawsze
          jest "ich" i "specyficzna" moralnosc. Nogdy nie majaca nic wspolnego z
          chrzescijanskim nadstawianiem drugiego policzka na ktore tak czesto sei
          powoluja...

          Kolejnym przykladem wzglednosci jest "zdrada" Kuklinskiego. Zdradzil Polskie?
          Zdradzil PRL, Zdradzil Polakow? Zdradzil siebie? Byl moralny czy nie? Mysle ze
          ten konkretny pojedynczy przyklada pokazuje jak bardzo zmienil sie swiat po
          1990 i jak problematyczne jest sadzenie postepowan innych w tamtych warunkach.


          > czy liczyc na to, ze za 10 lat ktos inny
          > postawi gruba kreska i powie, że to co dzis nabroiłem juz sie nie liczy. To
          Widzisz, konkretne _przestepstwa_ sa zwykle powiazane z okrteslonymi okresami
          przedawnienia. Ze zmianami rezymow i ustrojow wiaza sie amnestie i "zamykanie
          spraw"- Tyle tylko ze nie w Polszcze. Bo Polacy sa narodem Mesjanskim i
          uwielbiaja rozdrapywac swoje rany/blizny i je pokazywac swiata. Ze nie spomne
          ze sami maja wiele z tej zabawy radosci.



          > jest bardzo konkretne pytanie, bo znajomośc odpowiedzi okresla moja postawe
          > TU
          > i TERAZ. Jeśli wiem, że opłaci sie kraść, bo za 10 lat bedzie gruba kreska,
          to
          > musze tylko skalkulować ile ukraść (naswinic, narozrabiac itp.), aby sie
          > opłacało. To jest ważne pytanie. Wrócmy wiec do sprawy. Powiedz jak Ty te
          > kreske widzisz.
          No coz jesli chcesz krasc i mordowac z nadzieja przeczekania lub na zmiany
          ustrojowe to zycze powodzenia ale lepiej przenies sie do ktoregos z panstw
          afryki. Zadna osoba przy zdrowym rozsadku nie bedzie opierac swojego
          postpowania na takich przeslankach. Wszyscy podejmujem y ryzykoa ale wejscie na
          droge rpzestepstwa nie polega na popelnieniu jednorazowego zlego czynu i
          odczekanie 10 lat. To jest ciagly proces Z ktorego bardzo trudno sie wyplatac.
          Grzebanie w przeszlosci jesli ckolwiek to wylacznie szkodzi dekryminalizacji
          powiazan postkomunistycznych. Zewnwtrzne zagrozenie cementuje dobrych w masie
          zlych i nikt nie wystawi glowy bo natychmist zyczliwi mu przypomna ze wyklasil
          plomienne przemowienie o Lenienie na akademi szkolnej w 1964. A potem doniosl
          dyrektorowi na kolege co sie z niego nasmiewal, kolege wyrzycona zeszkoly a
          jego ojciec zmarl na zawal. I do prasy z krwia na rekach niewinnego kolegi i
          jego ojca. A prasa z braku miejsca nie wspomni ze owze profesor byl wtedy 17
          letnim szczylem... A powtorze nie kazdy ma zapal jak JW robienia stron WWW
          udowadniajcych ze nie ma dwoch garbow!


          Na koniec w skrocie i zapewne niedokladnie... Granice wszelkich rozliczen
          widze ja jako zmiane ustrojowa z PRL na RP. Moze pierwsze wolne wybory, Moze
          nawet ograglostolowe wybory (one jeszcze nie byly wone, jako takie). To jesli
          chodzi o sprawy polityczne.
          Jesli zapomnimy o podzialach politycznych to byc mzoe uda sie uruchomic
          wieksze sily reformatorskie w srodowisku naukowym zeby je podzwignac z ruin.
          Czego sobie i wszystkim dzieciom zycze na dobranoc.

          JZ

          PS: Ja nie widze "grubej kreski" jako rozwiazania prawnago lecz raczej jako
          probe zmiany mentalnosci Polakow. Najlepszym pozbyciem sie uciazliwego swiadu
          (bez farmaceutyki) jest przestanie sie drapac gdzie swedzi. A my Polacy, na
          odwrot, drapiemy sie SAMI do krwi!

          • zzuucc Re: Pytanie do JZ 18.05.04, 17:48
            Czy nie sadzisz, ze "nawijajac" uciekasz w istocie od prostych pytań
            (odpowiedzi?). Ty chyba chcesz wszystko rozmydlić. Ja nie znalazłem w w Twej
            wypowiedzi odpowiedzi na żadne z postawionych pytań. A nie sądzisz, ze
            ludzie "starego układu" moga przenosic do "TU i TERAZ" nawyki z "TU i WCZORAJ"?
            I masz nowe opakowanie na stare gówno? Nie chodzi o to, aby ucinac głowy. Ale
            moze by tak odsunąc od decydowania? To nie jest zaden podkop pod grajdoł. Mozna
            to połączyc z maksymalna jawnoscią i wtedy dzisiejsi cwaniacy tez nie przejda.
            I dalej nie wiem w końcu czy mam wybaczac wszystkim i wszystko czy tylko
            wybrańcom i tylko draństwa w nauce.
            • Gość: JZ Re: Pytanie do JZ IP: 146.21.1.* 18.05.04, 18:55
              zzuucc napisał:
              > Czy nie sadzisz, ze "nawijajac" uciekasz w istocie od prostych pytań
              > (odpowiedzi?).
              > Ty chyba chcesz wszystko rozmydlić.
              Proste pytania sa ale najczasciej nie ma prostych odpowiedzi, zycie jest
              bardziej skomplikowane niz czarno biale westerny gdzie dobry kowboj nosi bialy
              kapelusz a bandyta ma czarny i na dodatek sie nie goli.
              Czy ja rozmydlam? Nie staram sei tego robic umyslnie. Najzwyczajnej nie da sie
              postawic prostych dat do rozliczania, ale mozna zmienic nastawienie z checi do
              rozliczania wszystkich i do konca zycia do NIECHECI do rozliczan i przeznaczyc
              ten sam wysilek, pieniadze i czas na rzeczy bardziej konstruktywne.




              > Ja nie znalazłem w w Twej
              > wypowiedzi odpowiedzi na żadne z postawionych pytań.
              Hmm wydalo mi sie co najmniej dwukrotnie powtorzylem date 1991
              jako "propozycje". Ale jeszcze raz podkresle ze jest to propozycja zalezna od
              wagi przestepstwa. W moim przekonaniu nalezy puscic w niepamiec jakiekolwiek
              przestepstwa z tamtych czasow wlacznie ze strzelaniem do robotnikow i rzucaniem
              ceglowek na policjantow. Ale to moje prywatne zdanie, sadzac jedynie ze
              skutecznosci farsy jak sa sady polityczne nad Jaruzelskim czy policjantami
              ktorzy bezpostrednio strzelali. Trzeba byc idoita zeby nie zauwazyc ze takie
              zachowanie jedynie wyrzadza szkode bo cementuje srodowisko postkomunistyczne
              zagrozeniem. Zysku z tego w ogole nie widze, wielokrotne w historii obcinanie
              glow tyranom w zadnym stopniu nie spowodowalo zmniejszenia liczby chetnych do
              wladzy.

              > A nie sądzisz, ze
              > ludzie "starego układu" moga przenosic do "TU i TERAZ" nawyki z
              > "TU i WCZORAJ"?
              TAk, jesli zapakujesz ich do jednego worka, i bedziesz traktowal wszystkich
              jak zlodziei i mordercow i kazdesz kazdemu zalozyc sobie strone internetowa
              udawadniajaca ze nie maja garba. Wtedy tak, najlatwiej bedzie im sie trzymac
              kupy, i chocby nawet najbardziej sasiadowi smierdzialo z geby trzymac sie go za
              rece. Bo jak nie... to na kazdego znajdzie sie haczyk! Wiec idz karm ten strach
              swoimi zadaniami "sprawiedliwosci dziejowej", ha, ha, ha!


              > I masz nowe opakowanie na stare gówno? Nie chodzi o to, aby ucinac głowy. Ale
              > moze by tak odsunąc od decydowania?
              No to dobrze ze nie bedziesz obcinal glow, ale odsuniecie od wladzy to tez
              kara, szczegolnie dla ludzi ktorzy cale zycie pracowali zeby do tej wladzy
              dojsc, I jedyna ich wina jest to ze urodzili sie w sytemi w ktorym praktycznie
              kazdy musial nalezec do PZPR zeby cos znaczyc. BEZPODSTAWNE odsuniecie od
              decydowania ludzi ktorzy potrafia sie przystosowac, ciezko pracuja, sa
              inteligentni i chca dzialsc na korzysc spoleczenstwa jest GLUPOTA! Niebanalnym
              problemem jest wszakze oddzielenie plew od ziarna ale tutaj OFA zaproponowalo
              jak radzi sobie z tym swiat. SA wzory z ktorych mozna czerpac. Nalezy
              odhermetyzowac system i poczekac kto jest w stanie pracowac a kto nadaje sie
              tylko na wczesna emeryture. A nie opowiadac jakiekolwiek bzdury o sadach i
              grupowym odsuwaniu od wladzy! Czy wiesz ze zadania odpowiedzalnosci grupowej sa
              niezgodne z konwencja genewska. Chcesz postapowac jak hitlerowcy, stawiac
              przechodniow pod mur bo nie potrafisz znalezc winnych?



              > To nie jest zaden podkop pod grajdoł. Mozna
              > to połączyc z maksymalna jawnoscią i wtedy dzisiejsi cwaniacy tez nie
              "maksymalna jawnosc" jak najbardziej, plus przejrzystosc zasad. POlecam zaady
              OFA.


              > I dalej nie wiem w końcu czy mam wybaczac wszystkim i wszystko czy tylko
              > wybrańcom i tylko draństwa w nauce.
              Zalezy czy jestes chrzescijaninem. Nawet jesli nie to zawsze wciaz pozostaje
              ci posluchac rady "co wolno wojewodzie to nie tobie ...". Niestety
              przekladalnej na praktyke w _kazdych_ warunkach spolecznych. Ale wciaz jednak
              mozna odroznic warunki feudalne (do ktorych podobna jest nauka w polsce) od
              kapitalistycznych (patrzac na zachod). W pierwszych bycie wojewoda przenosci
              sie "genetycznie" a w drugim przez prace. jesli chodzi o mnie to uwazam ze to
              drugie rozwiazanie przynosi wieksze zyski - czego sobie i wszystkim polakom
              zycze.

              JZ
              • zzuucc Re: Pytanie do JZ 18.05.04, 19:28
                No i dalej nie wiem, czy Ty nie rozumiesz, czy zrozumiec nie chcesz. Ani nie
                myslę nikogo stawiac pod ścianą, ani odsuwac kogokolwiek od władzy tylko
                dlatego, że sie wczesniej urodził. PRZECIWNIE, mysle, że wielu "wczesnie
                urodzonych" jest i bedzie wartosciowymi członkami tej społecznosci. Problem w
                tym, aby odsunąc tych, którzy szkodza. Szkodzą bo sie przyzwyczaili i inaczej
                nie potrafią, szkodzą w obawie, że ujawnnienie sposobu w jaki zdobyli stopnie
                czy tytuły moze im zaszkodzic i, krótko mówiąc, szkodza, bo ciagnie sie za nimi
                stary smród PRL-owskich sposobów na zarzadzanie nauka. Jeśli potrafili
                sie "przestawic", to można o wielu rzeczach zapomnieć. Ale wyrządzone ludziom
                krzywdy należy jednak naprawić. Inaczej mozna zwątpic w sens prawa, a stąd juz
                blisko do prawa pana Lyncha (jako miłosnik westernów masz tu chyba wyrobione
                poglądy). Ja podpisuje sie pod postulatami OFA, ale uważam, że nie mozna
                zapominac również tych, po których plecach ktos kiedys wchodził na szczeble
                swojej kariery. To zwykła ludzka solidarność i jakieś elementarne odwołanie do
                wartosci,które z dwunożnego ssaka robia CZŁOWIEKA, a ze ZBIORU ludzi
                SPOŁECZEŃSTWO. I nie ma to nic wspólnego z tym co mi zarzucasz. Nigdy nie
                myslałem, a na pewno nie pisałem o odpowiedzialności zbiorowej. Myslę zresztą,
                że samo ujawnienie dorobku naukowego i dróg tzw. kariery naukowej mogłoby
                bardzo uzdrowic sytuację. Nie wiem dlaczego tak ostro reagujesz na jakiekolwiek
                wzmianki o naprawianiu krzywd; przecież sam pewnie tez chciałbys, aby ci co
                Ciebie skrzywdzili zostali ukarani, a Ty abys uzyskał zadoścuczynienie. Chyba,
                ze całe życie szedłes od sukcesu do sukcesu niezaleznie od panujacych warunków.
                • Gość: JZ zostawmy ocene bogom i historii IP: 146.21.1.* 18.05.04, 21:03
                  zzuucc napisał:
                  > No i dalej nie wiem, czy Ty nie rozumiesz, czy zrozumiec nie chcesz. Ani nie
                  > myslę nikogo stawiac pod ścianą, ani odsuwac kogokolwiek od władzy tylko
                  > dlatego, że sie wczesniej urodził. PRZECIWNIE, mysle, że wielu "wczesnie
                  Niestety ale do tego wlasnie prowadza wszelkie proby rozliczania przeszlosci.
                  szczegolnie dalekiej. To byl inny swiat, powtorze: dajmy mu odejsc w swiat
                  starych fotografii.



                  > stary smród PRL-owskich sposobów na zarzadzanie nauka. Jeśli potrafili
                  > sie "przestawic", to można o wielu rzeczach zapomnieć. Ale wyrządzone ludziom
                  > krzywdy należy jednak naprawić. Inaczej mozna zwątpic w sens prawa, a stąd
                  Opowiadasz, Nawet zabojcy ks. Popieluszki wyszli na wolnosc po odbyciu kary a
                  ty chesz scigac i karac za jakies niematerialne krzywdy na karierze. opamietaj
                  sie! TO BYLO LATA TEMU W ZUPLNIE INNYM SWIECIE! JAk te krzywdy
                  chcesz"naprawiac"? Czy znasz mozliwosc przywracania ludziom mlodosci? Jesli nie
                  to sprobuj nie wplatywac dzieci w niesnaski rodzicow - to bedzie sie ciagnelo
                  pokoleniami!



                  > blisko do prawa pana Lyncha (jako miłosnik westernów masz tu chyba wyrobione
                  > poglądy). Ja podpisuje sie pod postulatami OFA, ale uważam, że nie mozna
                  > zapominac również tych, po których plecach ktos kiedys wchodził na szczeble
                  > swojej kariery. To zwykła ludzka solidarność i jakieś elementarne odwołanie
                  Ktos kiedys 15 albo 40 lat temu.... DAj spokoj! Nie rozgrzebuj blizn. NAwet z
                  szoku po smierci bliskich wychodzi sie po paru miesiacach... no chyba ze ktos
                  wpadnie w obsesje.. Ale to juz choroba - Nie wciagaj wszystkich na sile w te
                  chorobliwa obsesje. Swinstwo w pracy w obecnych warunkach psuje humor na rok
                  czy dwa potem powinienes albo wygryzc przeciwnika albo wyniesc sie na swoje
                  podworko. Rozpamietywanie urazow latami niczemu nie sluzy. Take rozpamietywanie
                  nosi cechy obsesji i to sie najzwyczajniej leczy!

                  > wartosci,które z dwunożnego ssaka robia CZŁOWIEKA, a ze ZBIORU ludzi
                  > SPOŁECZEŃSTWO. I nie ma to nic wspólnego z tym co mi zarzucasz. Nigdy nie
                  > myslałem, a na pewno nie pisałem o odpowiedzialności zbiorowej.
                  Oj, oj! znowu wietrze wartosci przez wielkie "W". O wzglednosci moralnosci
                  pisalem wczesniej
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11994949
                  Zapomnialem tylko dodac ze koscol przez dlugie lata mial doktryne ze murzyni
                  nie maja duszy... To co wszyscy amerykanie z "przeminaelo z wiatrem" tez nie
                  byli ludzie i nie mieli "spoleczenstwa"? Zdumiewajace!

                  > Myslę zresztą,
                  > że samo ujawnienie dorobku naukowego i dróg tzw. kariery naukowej mogłoby
                  > bardzo uzdrowic sytuację. Nie wiem dlaczego tak ostro reagujesz na
                  > jakiekolwiek
                  > wzmianki o naprawianiu krzywd; przecież sam pewnie tez chciałbys, aby ci co
                  > Ciebie skrzywdzili zostali ukarani, a Ty abys uzyskał zadoścuczynienie.
                  Bo nie da sie "naprawic krzywd": oddac straconej mlodosci, zawiedzionych
                  marzen ani niezdobytej kariery. Nie da sie ocenic obiektywnie tego co dzilao
                  sie kuluarami PKiN i KC lata temu. Z kogo powolasz komisje do przeznawania
                  Nobli "ktore by byly"? A jakiekolwiek sady na podstawie niepelnych danych
                  jedynie do czego doprowadza to do nowych "rejestrow krzywd" bo jednych
                  pominiesz a innym zaszkodzisz. To sie nigdy nie konczy! NAjstardszy mechanizm
                  historii.

                  > Chyba,
                  > ze całe życie szedłes od sukcesu do sukcesu niezaleznie od panujacych
                  > warunków.
                  Historia i bogowie to ocenia, mam nadzieje ze nie bedzie potrzeba sadow
                  ludzkich ;-)

                  JZ
                  • zzuucc Re: zostawmy ocene bogom i historii 19.05.04, 12:23
                    Gość portalu: JZ napisał(a):

                    >potem powinienes albo wygryzc przeciwnika albo wyniesc sie na swoje
                    > podworko.

                    Nie przekonałes mnie, ale wyjasniłes sporo.

                    Rozpamietywanie urazow latami niczemu nie sluzy. Take rozpamietywanie
                    >
                    > nosi cechy obsesji i to sie najzwyczajniej leczy!
                    >
                    > > wartosci,które z dwunożnego ssaka robia CZŁOWIEKA, a ze ZBIORU ludzi
                    > > SPOŁECZEŃSTWO. I nie ma to nic wspólnego z tym co mi zarzucasz. Nigdy nie
                    > > myslałem, a na pewno nie pisałem o odpowiedzialności zbiorowej.
                    > Oj, oj! znowu wietrze wartosci przez wielkie "W". O wzglednosci moralnosci
                    > pisalem wczesniej
                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11994949
                    > Zapomnialem tylko dodac ze koscol przez dlugie lata mial doktryne ze murzyni
                    > nie maja duszy... To co wszyscy amerykanie z "przeminaelo z wiatrem" tez nie
                    > byli ludzie i nie mieli "spoleczenstwa"? Zdumiewajace!
                    >
                    > > Myslę zresztą,
                    > > że samo ujawnienie dorobku naukowego i dróg tzw. kariery naukowej mogłoby
                    > > bardzo uzdrowic sytuację. Nie wiem dlaczego tak ostro reagujesz na
                    > > jakiekolwiek
                    > > wzmianki o naprawianiu krzywd; przecież sam pewnie tez chciałbys, aby ci c
                    > o
                    > > Ciebie skrzywdzili zostali ukarani, a Ty abys uzyskał zadoścuczynienie.
                    > Bo nie da sie "naprawic krzywd": oddac straconej mlodosci, zawiedzionych
                    > marzen ani niezdobytej kariery.

                    Ale mozna np. zapłacic za lata bez pracy. To sie przelicza. Mozna nawet
                    powiedzieć jak, np. w wysokości utraconych zarobków powiększonych o jakis
                    procent. Aby społeczeństwo na tym nie traciło winny mógłby np. partycypować w
                    kosztach. Inni widzac to byliby TU i TERAZ madrzejsi.


                    Nie da sie ocenic obiektywnie tego co dzilao
                    > sie kuluarami PKiN i KC lata temu. Z kogo powolasz komisje do przeznawania
                    > Nobli "ktore by byly"? A jakiekolwiek sady na podstawie niepelnych danych
                    > jedynie do czego doprowadza to do nowych "rejestrow krzywd" bo jednych
                    > pominiesz a innym zaszkodzisz. To sie nigdy nie konczy! NAjstardszy mechanizm
                    > historii.
                    >
                    Skad Ty wyciągasz takie pomysły?!! Nikt tu o niczym takim nie mówił. A cała
                    sprawa szybko sie kończy po zadośćuczynieniu krzywdom. Nie wiem dlaczego
                    mechanizm, który doskonale funkcjonuje od lat właściwie w kazdej dziedzinie
                    życia nie miałby być obecny akurat w nauce. Na całym swiecie jest tak, ze jak
                    wyrzadziłeś komus krzywde, to powinienes ja naprawic. Mam wrażenie, ze
                    usiłujesz niejasno powiedziec, ze uczonych, szcególnie polskich to nie dotyczy.
                    Wyjasnij prosze dlaczego.

                    > > Chyba,
                    > > ze całe życie szedłes od sukcesu do sukcesu niezaleznie od panujacych
                    > > warunków.
                    > Historia i bogowie to ocenia, mam nadzieje ze nie bedzie potrzeba sadow
                    > ludzkich ;-)
                    >

                    Doceniam Twa skromność, ale te ludzkie sady sa jednak pewniejsze (nb. historia
                    istnieje tylko w nas, jako byt semiotyczny i jej sądy sa jaknajbardziej
                    ludzkie). Ale i tak dobrze, ze postawiłęś te gruba kreskę w okolicach roku
                    1991, a nie np. wczoraj. (-:
                    > JZ
                    • Gość: JZ Re: zostawmy ocene bogom i historii IP: 146.21.1.* 19.05.04, 14:04
                      zzuucc napisał:
                      > Gość portalu: JZ napisał(a):
                      > >potem powinienes albo wygryzc przeciwnika albo wyniesc sie na swoje
                      > > podworko.
                      > Nie przekonałes mnie, ale wyjasniłes sporo.
                      Troche niejasny komentarz. Dla tych co niezrozumieli, lub moga nie zrozumiec
                      bez szerszego kontekstu, wyjasnie ze kontekst polega na wybraniu konstruktywnej
                      drogi albo udowodnienia swojej racji TU i TERAZ (czyli rok dwa - na tyle
                      dostaje sie granty i angaze pracy) a jesli sie nie uda to oddanie pola
                      przeciwniekowi i znalezienie innego zapewne lepszego (bo bez konfliktu) miejsca
                      pracy.


                      > > Bo nie da sie "naprawic krzywd": oddac straconej mlodosci, zawiedzionyc
                      > > marzen ani niezdobytej kariery.
                      > Ale mozna np. zapłacic za lata bez pracy. To sie przelicza. Mozna nawet
                      > powiedzieć jak, np. w wysokości utraconych zarobków powiększonych o jakis
                      > procent. Aby społeczeństwo na tym nie traciło winny mógłby np. partycypować w
                      > kosztach. Inni widzac to byliby TU i TERAZ madrzejsi.
                      1) prowadzie to to lawiny odszkodowan i procesow tak jak w USA.
                      2) rezultatem bedzie przede wszystkim dodatkowe sklocenie calego srodowiska
                      3) drugim podstawowym rezultem bedzie nabicie kiesy prawnikom.
                      4) trzecim rezultatem bedzie zwiekszony dochod mediow z opisywania rozpraw
                      5)...
                      6)...
                      7) byc mzoe bedzie przyznanie paru wyjatkowo i specyficznie poszkodowanym
                      odszkodowan ktore w zadnym stopniu nie beda zadawalajace dla zadnej ze stron.
                      8) nienawisc przeniesie na dzieci i wnukow!


                      > Nie da sie ocenic obiektywnie tego co dzilao
                      > > sie kuluarami PKiN i KC lata temu. Z kogo powolasz komisje do przeznawania
                      > > Nobli "ktore by byly"? A jakiekolwiek sady na podstawie niepelnych danych
                      > > jedynie do czego doprowadza to do nowych "rejestrow krzywd" bo jednych
                      > > pominiesz a innym zaszkodzisz. To sie nigdy nie konczy! NAjstardszy mechan
                      > izm
                      > > historii.
                      > Skad Ty wyciągasz takie pomysły?!! Nikt tu o niczym takim nie mówił. A cała
                      > sprawa szybko sie kończy po zadośćuczynieniu krzywdom. Nie wiem dlaczego
                      JAk powiedzial Maciej w "Panu Tadeuszu": "Glupi wy, Glupi, Glupi!"
                      CZy widziales zeby "wojny" albo niesnaski sie kiedykolwiek skonczyly? Nie!
                      Kazdy nowy zajazd, kazdy "odwet", prowadzi do nowego. Kazdy kolejny konflikt
                      jest w odwecie "za cos". Jak nie wystarczy historii bliskiej do chetni
                      pogrzebia w historii dalekiej. Zadna nienawisc nigdy nie zakonczyla sie po
                      zadnym doscuczynieniu. Szczegolnie ze ci co byli naprawde winni polegli walce
                      lub popelnili samobojstwo i sami spalili sie w bunkrze jak Hitler a placa
                      zwykle niewinni idioci ktorych brakiem chleba zapedzono najpierw na wiece a
                      potem do okopow!


                      > mechanizm, który doskonale funkcjonuje od lat właściwie w kazdej dziedzinie
                      > życia nie miałby być obecny akurat w nauce. Na całym swiecie jest tak, ze jak
                      > wyrzadziłeś komus krzywde, to powinienes ja naprawic. Mam wrażenie, ze
                      W bardzo krotkim terminie, tak! Ale sadzenie prywatnych szkod po latach nie
                      jest specjalnie praktykowane. NAwet w raju prawnikow jakim sa USA!

                      > usiłujesz niejasno powiedziec, ze uczonych, szcególnie polskich
                      > to nie dotyczy.
                      Chcialbym wierzyc ze dotyczy ich zdrowy rozsadek i mozliwosc policzania
                      bilansow strat i zyskow wynikajacych z grzebania w historii za pomoca IPNow i
                      tym podobnych instytucji.

                      > Wyjasnij prosze dlaczego.
                      wyjasnilem wyzej.

                      > > Historia i bogowie to ocenia, mam nadzieje ze nie bedzie potrzeba sadow
                      > > ludzkich ;-)
                      > Doceniam Twa skromność, ale te ludzkie sady sa jednak
                      > pewniejsze (nb. historia
                      > istnieje tylko w nas, jako byt semiotyczny i jej sądy sa jaknajbardziej
                      > ludzkie).
                      No to tutaj sie roznimy. NAlepszym przykladem jest to ze wlasnie ludzkie sady
                      przyniosly smierc tysiacom kobiet spalonych na stosach jakko czarownice. Nawet
                      kosciol tego nie chcial ale ludzie po wsiach skazywali i palili. W miare
                      obiektywna ocena wartosci przychodzi dopiero gdy sprawa sporu staje sie
                      nieistotna czyli w ocenie historycznej. Zreszta, wyglaszajac sady na miare
                      Cezara dalem sie w ciagnac w dyskusje bez odpowiedzi. Oczywiscie ze z dnia na
                      dzien ocenia mnie szef, co jakis czas oceniaja mnie sady kapturowe peer review,
                      za pare lat gdy bede szukal nowej pracy ocenia mnie inni na podstawie mojego CV
                      za "caloksztalt". Ale calosc da sie ocenic dopiero za lat 100 kiedy byc moze
                      okaze sie ze wygryzlem (czyli to ja dostalem grant i uscisk szefa a on nie)
                      siedzacego obok w pokoju nastepce einsteina bo smierdzial i mowil "od rzeczy".
                      Teraz tego nikt nie jest w stanie ocenic i wszyscy ktorzy mi wierza sadza ze to
                      jestem kanadytem na tego einsteina, szczegolniez e wiem co w trawie piszczy i
                      jakich slow kluczowych nalezy uzywac zeby dostac pieniadze.
                      To co? za 50 lat bedziesz mnie sadzil za to ze bezwzglednie wykorzystywalem
                      system grantowy i wspinalem sie do kariery po plecach innych? Dla mnie to jest
                      sczyt bezsensu ale patrzac na to oczyma tych co wychowali sie w polsce
                      powojennej za to ich chce sadzic mlodziez! I ja sie im nie dziwie!

                      Dlatego tez nawoluje do opamietania w tych nagonkach. Dajmy komunistom odejsc
                      w pokoju. Dzieki temu moze opowiedza wiecej jak bylo i historia bedzie wiedziec
                      wiecej. W obecnej sytuacji jedyne czego mozna sie spodziewac to milczenie
                      spojonego zagrozeniem muru nieufnosci. Nie bedzie ani sprawiedliwosci ani
                      wiedzy historycznej. A historia jak zwykle potoczy sie kolem dalej!

                      "Czy nikt sie nigdy niczego nie uczy?"

                      JZ





                      > Ale i tak dobrze, ze postawiłęś te gruba kreskę w okolicach roku
                      > 1991, a nie np. wczoraj. (-:
                      > > JZ
                  • zzuucc Re: zostawmy ocene bogom i historii 19.05.04, 12:26
                    Gość portalu: JZ napisał(a):

                    > zzuucc napisał:
                    > > No i dalej nie wiem, czy Ty nie rozumiesz, czy zrozumiec nie chcesz. Ani n
                    > ie
                    > > myslę nikogo stawiac pod ścianą, ani odsuwac kogokolwiek od władzy tylko
                    > > dlatego, że sie wczesniej urodził. PRZECIWNIE, mysle, że wielu "wczesnie
                    > Niestety ale do tego wlasnie prowadza wszelkie proby rozliczania
                    przeszlosci.
                    > szczegolnie dalekiej. To byl inny swiat, powtorze: dajmy mu odejsc w swiat
                    > starych fotografii.
                    >
                    >
                    >
                    > > stary smród PRL-owskich sposobów na zarzadzanie nauka. Jeśli potrafili
                    > > sie "przestawic", to można o wielu rzeczach zapomnieć. Ale wyrządzone ludz
                    > iom
                    > > krzywdy należy jednak naprawić. Inaczej mozna zwątpic w sens prawa, a stąd
                    >
                    > Opowiadasz, Nawet zabojcy ks. Popieluszki wyszli na wolnosc po odbyciu kary
                    a
                    > ty chesz scigac i karac za jakies niematerialne krzywdy na karierze.
                    opamietaj
                    > sie! TO BYLO LATA TEMU W ZUPLNIE INNYM SWIECIE! JAk te krzywdy
                    > chcesz"naprawiac"? Czy znasz mozliwosc przywracania ludziom mlodosci? Jesli
                    nie
                    >
                    > to sprobuj nie wplatywac dzieci w niesnaski rodzicow - to bedzie sie ciagnelo
                    > pokoleniami!
                    >
                    >
                    >
                    > > blisko do prawa pana Lyncha (jako miłosnik westernów masz tu chyba wyrobio
                    > ne
                    > > poglądy). Ja podpisuje sie pod postulatami OFA, ale uważam, że nie mozna
                    > > zapominac również tych, po których plecach ktos kiedys wchodził na szczebl
                    > e
                    > > swojej kariery. To zwykła ludzka solidarność i jakieś elementarne odwołani
                    > e
                    > Ktos kiedys 15 albo 40 lat temu.... DAj spokoj! Nie rozgrzebuj blizn. NAwet
                    z
                    > szoku po smierci bliskich wychodzi sie po paru miesiacach... no chyba ze ktos
                    > wpadnie w obsesje.. Ale to juz choroba - Nie wciagaj wszystkich na sile w te
                    > chorobliwa obsesje. Swinstwo w pracy w obecnych warunkach psuje humor na rok
                    > czy dwa potem powinienes albo wygryzc przeciwnika albo wyniesc sie na swoje
                    > podworko. Rozpamietywanie urazow latami niczemu nie sluzy. Take
                    rozpamietywanie
                    >
                    > nosi cechy obsesji i to sie najzwyczajniej leczy!
                    >
                    > > wartosci,które z dwunożnego ssaka robia CZŁOWIEKA, a ze ZBIORU ludzi
                    > > SPOŁECZEŃSTWO. I nie ma to nic wspólnego z tym co mi zarzucasz. Nigdy nie
                    > > myslałem, a na pewno nie pisałem o odpowiedzialności zbiorowej.
                    > Oj, oj! znowu wietrze wartosci przez wielkie "W". O wzglednosci moralnosci
                    > pisalem wczesniej
                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11994949
                    > Zapomnialem tylko dodac ze koscol przez dlugie lata mial doktryne ze murzyni
                    > nie maja duszy... To co wszyscy amerykanie z "przeminaelo z wiatrem" tez nie
                    > byli ludzie i nie mieli "spoleczenstwa"? Zdumiewajace!
                    >
                    > > Myslę zresztą,
                    > > że samo ujawnienie dorobku naukowego i dróg tzw. kariery naukowej mogłoby
                    > > bardzo uzdrowic sytuację. Nie wiem dlaczego tak ostro reagujesz na
                    > > jakiekolwiek
                    > > wzmianki o naprawianiu krzywd; przecież sam pewnie tez chciałbys, aby ci c
                    > o
                    > > Ciebie skrzywdzili zostali ukarani, a Ty abys uzyskał zadoścuczynienie.
                    > Bo nie da sie "naprawic krzywd": oddac straconej mlodosci, zawiedzionych
                    > marzen ani niezdobytej kariery. Nie da sie ocenic obiektywnie tego co dzilao
                    > sie kuluarami PKiN i KC lata temu. Z kogo powolasz komisje do przeznawania
                    > Nobli "ktore by byly"? A jakiekolwiek sady na podstawie niepelnych danych
                    > jedynie do czego doprowadza to do nowych "rejestrow krzywd" bo jednych
                    > pominiesz a innym zaszkodzisz. To sie nigdy nie konczy! NAjstardszy mechanizm
                    > historii.
                    >
                    > > Chyba,
                    > > ze całe życie szedłes od sukcesu do sukcesu niezaleznie od panujacych
                    > > warunków.
                    > Historia i bogowie to ocenia, mam nadzieje ze nie bedzie potrzeba sadow
                    > ludzkich ;-)
                    >
                    > JZ

                    Jeszcze tylko pytanko. Czy w sklepie, po włożeniu zakup.ów do koszyka i
                    podejściu do kasy mówisz "Bóg zapłać" czy sam płacisz?
                    • Gość: JZ placi bank ;-> IP: 146.21.1.* 19.05.04, 14:13
                      > Jeszcze tylko pytanko. Czy w sklepie, po włożeniu zakup.ów do koszyka i
                      > podejściu do kasy mówisz "Bóg zapłać" czy sam płacisz?
                      Ani jedno ani drugie. Daje karte kredytowa i placi bank. Biorac pod uwage
                      wplyw bankowosci na nasze zycie mozna powiedziec ze placi bog!-)))

                      ... szczegolnie wtedy placi jak bede niewyplacalny... wtedy takze zaplaci inny
                      bog wspolczesnosci czyli "panstwo" np w postaci kartek na chleb i zupki. Inni
                      bogowie, a w szczegolnosci ich ziemskie przedstawicielstwa czyli koscioly, maja
                      wieksza sklonnosc do pobierania oplat anizeli do placenia - dlatego byc moze im
                      niezbyt ufam.

                      JZ

    • Gość: czytelnik 'uczeni' IP: *.autocom.pl 15.05.04, 19:09
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2074696.html?as=4&ias=9
      'u nas mamy wielu "uczonych", którzy pisali magisterium o humanizmie
      Dzierżyńskiego, doktorat o wychowaniu według Włodzimierza Iljicza'
      J.Życiński
    • Gość: itakdalej D.Sc. wyższe od Ph.D, ale Ph.D. najwyższe ! IP: *.chello.pl 17.05.04, 13:44
      Doctor of Science
      From Wikipedia, the free encyclopedia.
      en.wikipedia.org/wiki/Doctor_of_Science
      Sc.D. or ScD is the abbreviation of the Latin Scientiae Doctor, which
      means "Doctor of Science". It is an academic doctoral degree on par with the
      wider known Ph.D. The Sc.D. is awarded predominantly in engineering sciences,
      whereas "classical" sciences seem to prefer the Ph.D. (Compare e.g. [1] and
      [2].)

      The "Doctor of Science" is sometimes also abbreviated DSc or D.Sc. However, in
      the United Kingdom, the D.Sc. is a higher doctorate which is issued by a
      committee on the basis of a long research and publication record.

      Ale w "Oxford Advanced Learner's Dictionary of Current English":
      doctor - (jako no. 2) person who has received the highest university degree: D~
      of Philosophy.

      Jak to w końcu jest ze stopniami naukowymi w Wielkiej Brytanii?
      • Gość: itakdalej Cambridge potwierdza IP: *.chello.pl 17.05.04, 14:42
        W "Cambridge Advanced Learner's Dictionary"
        doctor (EDUCATION) /"dQk.t@r/ US /"dA:k.t@`/ noun [C] (WRITTEN ABBREVIATION Dr)
        a person who has the highest degree from a college or university

        A może chodzi o to że D.Sc. nie jest stopniem nadawanym na uniwersytecie, tylko
        poza nim? Chyba że w Wikipedii są jakieś starocie.
        • Gość: itakdalej DSc wyższy czy niższy doktorat ? IP: *.chello.pl 19.05.04, 00:03
          Nikt mi nie chce pomóc. Żaden rodak z Wielkiej Brytanii nas nie czyta, więc sam
          zabrałem się za wyjaśnianie co to jest DSc. Przede wszystkim, mimo że w
          Wikipedii podane było, że jest to "wyższy doktorat" niż PhD, to on nie jest
          wyższy w takim sensie jak habilitacja, bo można mieć DSc bez PhD! I chyba
          przeważnie się ma.
          Na Oxfordzie można mieć DSc i:
          (według: www.fact-index.com/d/de/degrees_of_oxford_university.html)
          Doctor of Divinity (DD)
          Doctor of Medicine (DM)
          Master of Surgery (MCh) (the distinction between master and doctor was in
          medieval times not significant)
          Doctor of Civil Law (DCL)
          Doctor of Letters (DLitt)
          Doctor of Science (DSc)
          Doctor of Music (DMus)
          Doctor of Philosophy (DPhil)

          nawet bez MSc. Wystarczy licencjat (BSc):

          Bachelors in the higher faculties other than Medicine and Surgery can proceed
          to a doctorate in the same faculty without further examination, on presentation
          of evidence of an important contribution to their subject, e.g. published work,
          research, etc. Doctorates in the higher faculties may also be awarded honoris
          causa, i.e. as honorary degrees.

          Czyli to jest tytuł równoważny PhD (tak Amerykanie go traktują) nadawany przez
          uniwersytet w uznaniu wybitnych PUBLIKACJI lub BADAŃ bez potrzeby pisania
          rozprawy i publicznej obrony. Ewentualnie dla ludzi z innych ośrodków, jako
          honoris causa z uszczegółowieniem dziedziny.
          To to się ma nijak do naszej habilitacji, dawanej po wydaniu gniota i żenującym
          przedstawieniu przed radą starszych. Gdzie można nie mieć "important
          contribution to their subject, e.g. published work, research,", tylko trzeba
          być układnym i dobrze trafić w czas (żeby nasz zakład nie był zwalczany).

          Bardzo mało jest w sieci na temat DSc. Znalazłem jeszcze coś w Manchesterze:

          www.man.ac.uk/policies/dsc.html
          Nasze nieprzystawanie do Zachodu i mylenie pojęć w dziedzinie stopni i
          stanowisk naukowych jest aż żałosne.
          • Gość: itakdalej Poprawny link o Oxfordzie IP: *.chello.pl 19.05.04, 00:05
            Automat zrobił mi kawał, więc powtarzam:
            www.fact-index.com/d/de/degrees_of_oxford_university.html
          • khmara Doktorat to doktorat 19.05.04, 11:08
            Gość portalu: itakdalej napisał(a):

            > to on nie jest
            > wyższy w takim sensie jak habilitacja, bo można mieć DSc bez PhD! I chyba
            > przeważnie się ma.
            Nikt nie robi dwóch doktoratów z jednej dziedziny, bez względu na to, jak się
            ten doktorat nazwie.

            > nawet bez MSc. Wystarczy licencjat (BSc):
            Pod warunkiem, że dzieje się to w obrębie tej samej uczelni, a to nie jest
            typowa ścieżka kariery w krajach anglosaskich.

            >
            > Bachelors in the higher faculties other than Medicine and Surgery can proceed
            > to a doctorate in the same faculty without further examination, on
            presentation
            >
            > of evidence of an important contribution to their subject, e.g. published
            work,
            >
            > research, etc. Doctorates in the higher faculties may also be awarded honoris
            > causa, i.e. as honorary degrees.
            >
            > Czyli to jest tytuł równoważny PhD (tak Amerykanie go traktują) nadawany
            przez
            > uniwersytet w uznaniu wybitnych PUBLIKACJI lub BADAŃ bez potrzeby pisania
            > rozprawy i publicznej obrony. Ewentualnie dla ludzi z innych ośrodków, jako
            > honoris causa z uszczegółowieniem dziedziny.
            > To to się ma nijak do naszej habilitacji,
            No nijak zupełnie, bo
            1) doktorat to doktorat, a nie habilitacja,
            2) z tego, co znalazłeś, wynika jednoznacznie, że pisanie pracy doktorskiej nie
            jest niezbędnym wymogiem - można zostać doktorem na podstawie dotychczasowego
            dorobku, pod warunkiem spełnienia określonych kryteriów (np. 6 lat pracy na
            uniwersytecie w Manchesterze).


            dawanej po wydaniu gniota i żenującym
            >
            > przedstawieniu przed radą starszych. Gdzie można nie mieć "important
            > contribution to their subject, e.g. published work, research,", tylko trzeba
            > być układnym i dobrze trafić w czas (żeby nasz zakład nie był zwalczany).
            >
            > Bardzo mało jest w sieci na temat DSc. Znalazłem jeszcze coś w Manchesterze:
            >
            > www.man.ac.uk/policies/dsc.html

            > Nasze nieprzystawanie do Zachodu i mylenie pojęć w dziedzinie stopni i
            > stanowisk naukowych jest aż żałosne.
            Żałosne jest stałe mnożenie formalnych wymogów (habilitacja, akredytacja,
            książka profesorska; licencjat, magisterium, studia doktoranckie, bez których
            nie można zostać doktorem; obowiązek zrobienia doktoratu w ciągu 4 lat, albo
            konsekwencje finansowe) w sytuacji, gdy inni rezygnują nawet z wymogu napisania
            pracy doktorskiej!!!

            Habilitacja - akredytacja to skrót myślowy, bo przecież liczba habilitacji ma
            wpływ na akredytację. Rzecz w tym, że u nas jakakolwiek praca naukowa ma sens
            tylko wtedy, kiedy prowadzi do kolejnego stopnia, więc nie prowadzi się badań
            po to, żeby coś zbadać, tylko po to, żeby uzyskać kolejny stopień. Wpływ
            takiego podejścia na jakość wyników jest dość ewidentny.
            • khmara Re: Doktorat to doktorat 19.05.04, 11:32
              Oxford ma wszystko dokładnie poplątane, bo u nich się średniowiecze miesza z
              teraźniejszością. Co jest ważne:
              - undergraduate degrees - ekwiwalent naszych licencjatów
              - postgraduate degrees - ekwiwalent naszych magisteriów
              - research degree - doktorat
              Kropka, tzn. dalej nic nie ma.

              Najbardziej podoba mi się następujący fragment:
              "Due to pressure from employers and overseas applicants to conform with United
              States practice, which is also that of most other UK universities, the BLitt
              and the BSc were renamed masters' degrees. However, the more prestigious BD,
              BCL, BM BCh, BMus and philosophy BPhil degrees have seen no need to change."

              Prędzej Oxford się dostosuje do Ameryki, niż postpeerelowski skansen do reszty
              świata. Q ten postpeerelowski skansen ma nawet duży potencjał rozwojowy, ale
              tylko w zakresie mnożenia kolejnych bzdurnych przepisów, którym uczelnie w
              całym kraju muszą się podporządkować. Żadna uczelnia nie ma prawa pomyśleć
              samodzielnie, a wam się marzy, żeby samodzielnie myśleli habilitanci. Inna
              sprawa, że jak moja uczelnia coś wymyśli, to krew może zalać. To chyba dlatego,
              że za dużo decydentów u nas pracuje.
    • Gość: JZ Szwedzka "docentura" IP: 146.21.1.* 17.05.04, 17:24
      przejrzalem troche materialy dotyczace odpowiednika habilitacji w w Szwecji.
      oto pokrotce wyniki.
      Podstawa prawna jest niejasna: ustawa panstwowa o uczelniach wyzszych
      (högskoleförordningen (SFS 1993:100)) nie daje jednoznaczenego opisu procedur i
      uprawnien zwiazanych z tym stopniem w zwiazku z tym uczelnie same to reguluja
      _wewnetrznie_.

      W moim _lokalnym_ przypadku, informacje wskazuja ze zeby zostac "oavlönade
      docent" czyli docentem honorowych ( w znaczeniu bez dodatkowego wynagrodzenia)
      nalezy sie wykazac:
      1) wynikami naukowymi (imie na ok 10 publikacjach po doktoracie) i
      niezaleznoscia (co najmniej 2 publikacje bez promotora pracy doktorskiej)
      2) kompetencja (co najmniej 2 lata po PhD w pracy zawodowej zweiazanej ze
      stopniem)
      3) umiejtnosciami pedagogicznymi (odpowiednik 10 tygodniowego kursu full-time
      pegagogiki ALBO (!!!) wygloszenie godzinnego wykladu/seminarium pod ocene przez
      komisje, co najmniej 20-godzinnym pensum dydaktycznym semestralnie...
      Wytlumaczenia sa tutaj dlugie i zawile, wiekszosc wszakze wybiera bezstresowe
      seminaria bo i tak placi za nie instytucja i ma sie na to urlop i prawo
      dodatkowego narzekania na stosowne przepracowanie...
      4) zwiazkiem z uniwersytetem - potwierdzenie od szefa instytutu.

      NAlezy wypelnic do tego 16 stron podania:
      1) ogolniki, demografia, zwiazaek z uniwesytetem
      2) CV
      3-8) lista publikacji, artykululy, ksiazki, manuskrypty itp, itd..
      9-12) plan badan na przyszlosc
      13) propozycje recenzji, opieka naukowa
      14-17) doswiawadczenie pedagogicvzne

      Podanie jest ocenianae przez wewnetrzna rade naukowa w znanym skladzie plus co
      najmniej jednego recenzenta a zewnatrz. Swiadkowie sa zgodni ze docentury mozna
      przenosic miedzy instytucjami szwedzkimi ktore je stosuja ale wymaga to
      swoistych nostryfickacji jako ze tytul jak wspomnialem wyzej nie jest panstwowy
      ani regulowany ustawowo.


      Co w zamian?
      Latwiejszy dostep do srodkow grantowych (dla zewnwtrznych szedzkich
      grantodawcow tytul docenta ma oznaczac ze ktos jest zwizany i rozpoznawalny
      akademicko w tym osrodku) w odroznieniu od przyjezdnych lub przelotnych. Ale
      jest to ulatwienie formalne, bo do kazdego podania grantowego nalezy dolaczyc
      swoj CV i liste publikacji wiec sam tytul nie wystarcza (jest nb DOZYWOTNIM
      tytulem) lecz zawsze sprawdzaja co delikwent zrobil "ostatnio".
      Innym dodatkiem jest oficjalna mozliwosc tytulowania sie "profesorem" i
      pobierania stosownego dodatku do wynagrodzen.

      To by bylo na tyle krotkiego wprowadzenia, Innymi slowy szwedzka habilitacja
      jest raczej formalnosci anizeli jakimkolwiek "progiem kariery naukowej", w
      szczegolnosci majacym podnosci range zawodu lub jego kwalifikacje.

      Czego i zycze Polskiej nauce, albo idac jeszcze dalej, najzwyczajniej
      zniesienia wielkobrzmiacego zaswiadczenia o tym ze ze sie faktycznie zrobilo
      kurs pedagogiczny. Bo cala reszta to racjonalnie patrzac strata czasu. W
      szwecji te strate czasu zredukowano do godziny wykladu (dla autentycznie nie
      majacych czasu) + napisanie podania (czyli dla osob piszacych notorycznie
      podania grantowe, faktycznie "copy&paste").

      JZ
      • Gość: itakdalej Re: Szwedzka "docentura" IP: *.chello.pl 18.05.04, 00:23
        Dziękuję za obszerne informacje o systemie szwedzkim. Mimo pewnego
        podobieństwa, jest to jednak mądrzej wymyślona rzecz, gdyż:
        - o wszystkim decydują publikacje, tzn. nie trzeba pisać nikomu niepotrzebnego
        i niewiele wartego naukowo gniota,
        - ocena jest przez komisję, a nie przez wszystkich samodzielnych z danej
        jednostki jak w Polsce (czyli osoby w większości niekompetentne), w
        atmosferze "święta naukowego" (jeśli delikwent jest grzeczny i z lubianego
        zakładu) albo dintojry (w przeciwnym razie).
        - jest to tytuł lokalny, uczelniany

        Nie rozumiem tylko dlaczego wybierają "bezstresowe seminaria"? To raczej kurs
        pedagogiki jest bezstresowy.
        Jest też pewna sprzeczność w tych miejscach:

        > W moim _lokalnym_ przypadku, informacje wskazuja ze zeby zostac "oavlönade
        > docent" czyli docentem honorowych ( w znaczeniu bez dodatkowego
        wynagrodzenia)
        ...
        > Innym dodatkiem jest oficjalna mozliwosc tytulowania sie "profesorem" i
        > pobierania stosownego dodatku do wynagrodzen.

        Jakich wynagrodzeń? Zewnętrznych?

        I ostatnie trzy pytania:
        1) Czy można być profesorem nie będąc docentem?
        2) Czy można mieć doktorantów mając tylko Ph.D. ?
        3) Czy nie-docentów ktoś w ogóle pyta o zdanie w ważnych dla uczelni sprawach,
        czy tak jak w Polsce, traktuje się ich tak jak asystentów, tzn. nikt się z nimi
        nie liczy?
        • Gość: itakdalej uzupełnienie IP: *.chello.pl 18.05.04, 07:47
          Gość portalu: itakdalej napisał(a):

          > 3) Czy nie-docentów ktoś w ogóle pyta o zdanie w ważnych dla uczelni
          > sprawach, czy tak jak w Polsce, traktuje się ich tak jak asystentów,
          > tzn. nikt się z nimi nie liczy?

          Czy nie ma tego zjawiska, że najwięcej do powiedzenia mają stare pierniki,
          które już powinny być na emeryturze, nieaktywne naukowo - od lat żadnej
          publikacji napisanej ani nawet przeczytanej, żadnych kontaktów ze światem,
          interesują się głównie polityką. Oni decydują o tym jakie porządki będą
          panowały na uczelni jak oni wreszcie się wyniosą na emeryturę.
          • Gość: JZ Re: uzupełnienie IP: 146.21.1.* 18.05.04, 11:49
            Gość portalu: itakdalej napisał(a):
            > Czy nie ma tego zjawiska, że najwięcej do powiedzenia mają stare pierniki,
            > które już powinny być na emeryturze, nieaktywne naukowo - od lat żadnej
            > publikacji napisanej ani nawet przeczytanej, żadnych kontaktów ze światem,
            > interesują się głównie polityką. Oni decydują o tym jakie porządki będą
            > panowały na uczelni jak oni wreszcie się wyniosą na emeryturę.
            Raczej nie, oczywiscie sa mniej i bardziej produktywni ale szefowstwa
            instytucji (porzynajmniej w moim przypadku) sa przechodnie i odbywaja sie na
            podstawie konkursu co pare lat ze swoich ale i z dostapem ludzi z zawnatrz.
            Czesto brakuje chetnych na poswiecenie polowy czasu przerzycaniu papierkow lub
            wzieciu odpowiedzialnosci i wtedy pojawiaja sie klopoty. Ale tych ktorzy
            nadmiernie uprawiaja polityke bez przemieniania jej w srodki pieniezne sytem
            wymienia dosc szybko. Nie jestm w pozycji aby odzielac wlasnych obserwacji wiec
            powtarzam tutaj zaslyszane opinie.
            Z wlasnego podworka wiem ze niektorych profesorow wysylaja jak najszybciej na
            emeryture a dla innych jest i pokoj i pieniedze na badania. Z wlasnego
            okrojonego doswiadczenia widze ze sposob postepowania koreluje z iloscia
            wynikow wyprodukowanych i wciaz produkowanych przez tych profesorow. Ale trudno
            uogulniac na caly kraj.

            POza tym wladza szwedzka jest znacznie bardziej rozproszona anizeli
            hierarchiczna. wikszoscia spraw i tak zarzadzaja komisje lub powolane ad hoc
            posiedzenia. Czyli znowu troche szersza roznica w stylu.

            JZ
            • Gość: itakdalej Re: uzupełnienie IP: *.chello.pl 18.05.04, 22:53
              Gość portalu: JZ napisał(a):

              > Z wlasnego podworka wiem ze niektorych profesorow wysylaja jak najszybciej na
              > emeryture a dla innych jest i pokoj i pieniedze na badania.
              ...
              > POza tym wladza szwedzka jest znacznie bardziej rozproszona anizeli
              > hierarchiczna. wikszoscia spraw i tak zarzadzaja komisje lub powolane ad hoc
              > posiedzenia.

              To mimo pozornego podobieństwa to jest zupełnie inny świat...
        • Gość: JZ Re: Szwedzka "docentura" IP: 146.21.1.* 18.05.04, 11:39
          Gość portalu: itakdalej napisał(a):
          > Nie rozumiem tylko dlaczego wybierają "bezstresowe seminaria"? To raczej kurs
          > pedagogiki jest bezstresowy.
          Moja wina za niejasnosc, kurs jest prowadzony jako jednodniowe lub weekendowe
          seminaria rozsiane to i tam przez dluzszy czas. Chodzilo mi oczywiscie o kurs
          jako preferowany sposob "zaliczania" nie zas o ten jednorazowy wyklad
          dla "szybkich".


          > > W moim _lokalnym_ przypadku, informacje wskazuja ze zeby zostac "oavlönade
          > > docent" czyli docentem honorowych ( w znaczeniu bez dodatkowego
          > wynagrodzenia)
          > > Innym dodatkiem jest oficjalna mozliwosc tytulowania sie "profesorem" i
          > > pobierania stosownego dodatku do wynagrodzen.
          W branzy lekarskiej za przyjemnosc obejrzenia nogi przez profesora placisz
          wiecej. Mimo ze tytul jest akademicki to przeklada sie wprost na wyzsza stawke
          w pracy zawodowej, szczegolnie praktyce prywatnej. "honorowosc" oznacza ze
          _uniwersytet_ nie placi za to ani grosza wiecej. Prawdopodobnie podobnie jest
          wsrod technicznyc zawodow, za konsultacje u profesora firma musi zaplacic
          wiecej niz tylko doktorowi.



          > 1) Czy można być profesorem nie będąc docentem?
          Do tego musialbym przejrzec wymagania na stopien profesorski i przeprowadzic
          wywiad srodowiskowy. Moze jak znajde czas to cos napisze.


          > 2) Czy można mieć doktorantów mając tylko Ph.D.?
          Pytanie troche akademickie. Formalnie nie wydaje mi sie zeby byly przeszkody.
          Faktycznie uniwersytet preferuje ludzi z potwierdzonym zwiazkiem z
          uniwersytetem (czyli takich ktorzy nie odplyna i nie zostawia problemu innym na
          glowie) zas studenci preferuja opiekunow co najniej o dwie generacje starszych
          i znanych na swiecie ktorzy w obecnym stanie praktycznie zawsze maja jaks forme
          profesury, wlacznie ze szedzkim odpowiednikiem profesury belwederskiej - ludzie
          mi mowia ze takie byly przyznawane ale teraz juz nie albo niezwykle rzadko (ale
          temat na odrebne badania). Wiec praktycznie kazdy doktorant ma promotora
          profesora, Zmam ludzi bez habilitacji ktorzy maja doktorantow ale, musialbym
          sprawdzic czy dla bezpieczenstwa w papierach nie figuruje "prof" - jesli tak to
          sadzac po wrazeniach prof jest wylacznie ko-opiekunem. Syetem szwedzki jest
          wyjatkowo socjalistycznie plaski.


          > 3) Czy nie-docentów ktoś w ogóle pyta o zdanie w ważnych dla uczelni
          > sprawach,
          > czy tak jak w Polsce, traktuje się ich tak jak asystentów, tzn. nikt się z
          Norma sa tajne formularze oceny szefowstwa i jakosci pracy. Wiec nawet
          sprzataczki sa pytane. Rady instytucji sa otwarte dla zainteresowanych.
          Aczkolwiek glosowanie idzie za pieniadzmi. Zasadniczo tutejsze rozwiazanie
          polega na tym ze ludzie "znaja swoje miejsce" i nie laza tam gdzie traciliby
          czas. Wiec ponownie pytanie nie jest w pelni kompatybilne z lokalnym stylem.
          W moim odczyciu system nie jest idealny - jest zbyt duzos tagnacji. ostatnio
          pojawilo sie niezadowolenie bo w odroznieniu od lat poprzednich jest coraz
          mniej pieniedzy panstwowych na badania. Stad tez odczuwa sie trend ku
          przyciagnieciu stulu i wartosci amaerykanskich. Wiekszosc szwedow naukowo
          jezdzi na saksy do USA ale tutaj wracaja zeby miec dzieci i wakacje. Dlatego
          tez pytaniem nie jest czy ktos sie ich pyta lecz probleme jest w tym ze maja
          nikle checi na udzielenie odpowiedzi...

          JZ



          • Gość: itakdalej Dla nas to świat z bajki IP: *.chello.pl 18.05.04, 23:14
            Gość portalu: JZ napisał(a):

            > Gość portalu: itakdalej napisał(a):
            > > Nie rozumiem tylko dlaczego wybierają "bezstresowe seminaria"? To raczej k
            > urs
            > > pedagogiki jest bezstresowy.
            > Moja wina za niejasnosc, kurs jest prowadzony jako jednodniowe lub weekendowe
            > seminaria rozsiane to i tam przez dluzszy czas. Chodzilo mi oczywiscie o kurs
            > jako preferowany sposob "zaliczania" nie zas o ten jednorazowy wyklad
            > dla "szybkich".

            To system szwedzki i nasz to jest niebo i ziemia. U nas jak samodzielni, w
            większości niekompetentni (jako tacy - bo nie musieli mieć żadnych osiągnięć
            naukowych żeby nimi zostać, i w danej dziedzinie - bo jak jest ich dużo w
            radzie, to duży jest też rozrzut ich zainteresowań) są nastawieni niechętnie
            (na przykład im się nie podobasz jako człowiek, bez żadnego konkretnego i
            obiektywnego powodu, a ty po prostu źle się czujesz i dlatego się nie
            uśmiechasz), to choćbyś stanął na głowie, uwalą cię w tajnym głosowaniu po
            kolokwium. I potem już masz "wilczy bilet" do końca życia. Podobnie jest w CK,
            choć tam ocena jest na podstawie papierów, ale Polska jest mała i wszyscy
            wszystkich znają.

            > Norma sa tajne formularze oceny szefowstwa i jakosci pracy. Wiec nawet
            > sprzataczki sa pytane. Rady instytucji sa otwarte dla zainteresowanych.

            Aż się nie chce wierzyć! U nas po habilitacji nikogo się nie ocenia. Można nie
            przychodzić na zajęcia, nic nie robić albo wyżywać się w niszczeniu psychicznym
            i fizycznym podwładnych (mobbing to zbyt delikatne określenie na to co się
            często dzieje), mówić bzdury i, jeśli nie molestujesz studentek (pedofilem w
            Polsce profesor może być, o czym świadczy niedawno opisywany przypadek) i jeśli
            nie złapano cię na plagiacie, to nic ci nie grozi.
            Nasz system jest zupełnie, zupełnie niepodobny nawet do tego który panuje
            w "socjalistycznej" Szwecji.
          • Gość: JZ Re: Szwedzka profesura IP: 146.21.1.* 19.05.04, 14:39
            > > 1) Czy można być profesorem nie będąc docentem?
            od napadnietego na korytarzu profesora "krolewskiego" (czyli odpowiednika
            naszego belwederskiego - z gory uprzedze pytanie ze nie wiem czy dostaje pensje
            na ta okazje):

            a) mozna byc bez przeszkody profesorem tylko po doktoracie. Docentura jest
            wszakze naturalnym latwiejszym sposobem awanasu, szczegolnie "na miajscu".
            Profesury poza tym trybem sa albo z konkursu w wyjatkowa goracych dzedzinach
            nauki albo fundowane przez firmy poprzez grant na specyficzne badania. W
            ogloszeniu pojawia sie wtedy wymaganie habilitacji lub "rownorzednego
            doswiadczenia" czyli niejako docentura jest testowana ad hoc.

            b) profesury krolewskie sa czyms od czego sie dochodzi (nie wyjasnila/nie
            wiedzila w jakim stopniu) na rzecz systemu profesur jako _stanowisk_
            fundowanych ze srodkow grantowych lub wlasnych uniwersytetu. Decyzje o
            wymaganiach podejmuja w umowie uniwesytet i instytucja fundujaca stanowisko.
            Konkurs najczesciej przeprowadza uniwersytet samodzielnie.


            C) potwierdzil ze do prowadzenie magistrow lub doktorantow nie trzeba miec w
            szwecji niczego ponad PhD. Wrecz przeciwnie, aby dostac docenture warto miec
            _juz_ doswiadczenie w czyms takim czyli _poprzednio_ byc opiekunem lub
            wykladowca. Zgadza sie to takze z moimi wczesniejszymi wrazeniami.

            Na koniec zastrzezenie: Nie jestem specjalista w tym zakresie i nie mam
            szczegolowej wiedzy o szwedzkim systemi przyznawania stopni naukowych -
            powtarzem w najlepszej wiedzy informacje zaslyszane i to co moge w dostepnym
            czasie sprawdzic na internecie. Im wyzsze stopnie tym mniejsze grono i
            zainteresowanych i informantow i tym trudniej o obiektywnosc.

            JZ

            • Gość: itakdalej Nasz system po reformie mógłby tak wyglądać IP: *.chello.pl 20.05.04, 00:11
              Jeszcze raz bardzo dziękuję za tak obszerne przedstawienie nam systemu
              szwedzkiego. Wydaje mi się, że model szwedzki to jest dla nas kierunek zmian.
              Przynajmniej na początku. Bo ja bym się jednak bał skakać od razu do systemu
              amerykańskiego. Choćby dlatego, że nie wiadomo co zrobić z tymi co już mają
              habilitacje. W modelu szwedzkim decentura jest atutem w konkursie, a nie
              zaświadczeniem że jest się świętą krową, jak u nas habilitacja.
              Ale przede wszystkim system szwedzki jest, w odróżnieniu od naszego, otwarty i
              oparty na ocenie AUTENTYCZNEGO DOROBKU NAUKOWEGO, a nie układach.
              Żeby nasz otworzyć, należy:
              - odejść od habilitacji jako stopnia naukowego albo zmodyfikować wymagania na
              takie, jakie są w Szwecji przy stopniu docenta
              - odejść od pisania rozpraw habilitacyjnych na rzecz przedłożenia spiętych
              razem publikacji; jak ktoś będzie miał za mało, to komisja mu powie, że musi
              dołożyć jeszcze ileś nowych w krótkim czasie, to jego ocena się zmieni.
              - dać możliwość wyboru wykładu (przed kilkuosobową kompetentną komisją, czyli
              nie żadnego kolokwium przed tłumem samodzielnych, z których większość nie wie o
              co chodzi) albo kursu pedagogicznego zakończonego egzaminem (jak w Szwecji),
              żeby potwierdzić, że jest się w stanie zapewnić wysoki poziom zajęć
              dydaktycznych
              - pozwolić doktorom opiekować się doktorantami (wtedy nie będzie tej głupiej
              bariery przed rodakami bez hab. z Zachodu, i młodzi naukowcy - w najlepszym
              okresie twórczym - będą mogli tworzyć zespoły badawcze)
              - wyrzucić do kosza tytuł profesora (belwederkę)
              - dać możliwość szybkiego uzyskania stanowiska profesora doktorom - nie
              docentom o wybitnych osiągnięciach naukowych (to też zlikwiduje barierę przed
              powrotem rodaków z Zachodu)

              Na wszystkie stanowiska byłyby jawne konkursy. Byłaby także przeprowadzana
              stała ocena całej kadry (wszyscy by wypełniali anonimowe ankiety) od dołu do
              góry przez komisje spoza danego ośrodka.
      • Gość: Carmen S. Zamiast propozycji OFA IP: *.ppp.uno.edu 18.05.04, 09:12
        Czytam co wymyslil niejaki Ziejka:

        - Rozwiązania dotyczące organizacji i sposobu oceniania sprawdzianów (egzaminów
        i kolokwiów), które utrudniałyby korzystanie z niedozwolonej pomocy, a
        zwłaszcza:
        - rygorystyczne sprawdzanie tożsamości osób biorących udział w egzaminie;

        I dochodze do wniosku ze jak ktos ma nawet problemy z tozsamoscia studentow na
        egzaminie to nauka polska (i to moja Alma Mater) jest takim szambem ze
        pozostaje juz tylko zabetonowac jak sarkofag w Czernobylu.

        W miejsce wiec poniekad slusznych ale gornolotnych propozycji OFA proponuje cos
        bardziej prostego i wykonalnego. Zamiast rozliczac naukowcow z liczby
        publikacji w miedzynarodowych czasopismach zaczac od rozliczania z OBECNOSCI w
        pracy. I jak w HiLu, trzy bumelki i na ulice. Efektywnosc nakladow do efektow
        bedzie piorunujaca.
        • Gość: JZ Naukowy lagier nad wisla. IP: 146.21.1.* 18.05.04, 11:15
          Gość portalu: Carmen S. napisał(a):
          > W miejsce wiec poniekad slusznych ale gornolotnych propozycji OFA proponuje
          "poniekad" slusznych? A co w nich jest _nie_slusznego? Ale i tak sie ciesze bo
          w odroznieniu od poprzednich zdan o bezensownosci jakichkolwiek wskaznikow
          jakosci prac naukowych jednak jest to postep!
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11730954&a=11730954
          > bardziej prostego i wykonalnego. Zamiast rozliczac naukowcow z liczby
          > publikacji w miedzynarodowych czasopismach zaczac od rozliczania z OBECNOSCI
          > pracy. I jak w HiLu, trzy bumelki i na ulice.
          Taaaak ;-), Do tego co najwyzej 10 minut w ubikacji dziennie racjonowane na
          kartki, wszystko nalezy wpisac na karte pracy i uzyskac podpis samodzielnego
          naukowca ktory mialby prawo wtargniecie do ubikacji celem sprawdzenia czy sie
          przypadkiem sfrustrowany doktorant niemoralnie nie onanizuje. Przeciw
          naduzyciom nalezy powolac lotne trojki superrecenzentow w bialych kapturach
          sprawdzajacych tak ubikacje jak i stojacych pod nimi samodzielnych. Nad
          zarzadzaniem tym cyrkiem moralnosci beda krolowali d-o-c-e-n-c-i i zapanuje
          wzorowy lad i porzadek.... Ale o tym juz pisalem!
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861&a=10418254
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861&a=10418556
          > Efektywnosc nakladow do efektow
          > bedzie piorunujaca.
          Mowi pani o takich efektach jak _smierc_ i _zweglenie_ tkanek? Czy widziala
          pani co zostaje z czlowieka po uderzeniu przez piorun? Nie jest to widok
          przyjemny... Czy nie wystarczylo pani 30 milionow wiesniakow wymarlych po
          rewolucji pazdziernikowej? Chce pani przeprowadzac _piorunujace_ eksperymenty
          na nauce polskiej? Nie zycze powodzenia!

          PAni CArmen, sam nie wiem czy mam sie smiac czy plakac z pani sugestii. Po
          wzorow w systemie nauki radzieckiej
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11730954&a=11753659
          zaczyna pani wprost rekomendowac _mikrozarzadzanie_.... Swietnie, rozumiem ze
          sto lat po 1905 bedzie nowa rewolucja. Juz sie boje co bedzie w 2018!

          A z konkretnych pytan to chcialbym wiedziec jak Pani widzi zysk ze smuszenia
          naukowca do np skupienia sie i czytania literatury w pokoju dzielonym przez
          trzy osoby (taki jest chyba standard w polsce) z ktorych jedna myje tylko raz w
          miesiacu (czy tez za to tez pani wyrzucalaby z pracy?). JAk widzi pani
          mozliwosc nawiazania wspolpracy naukowej? Czy jeden z naukowcow bedzie musial
          skladac podanie o "przepustke" .. (no to wtedy dopiero pojawi sie
          mozliwosc "udupiania" lub chodzenia "na raczke"), Szef jak rodzic powie: "zakaz
          wychodzenia i ogladania telewizji" i "do kata gowniarzu"!. Czy w pracy nalezy
          rowniez siedziec wtedy jak obok na budowie przez czaly dzien wali mlot
          pneumatyczny. A na koniec czy Archimedesa tez wyrzycilaby pani z pracy!?
          Przeciez po prostu sie dran byczyl w wannie zanim zawolal to swoje "heureka"!

          Prosze Pani Carmen, prawdopodobnie umarlbym z zatrucia alkoholowego zanim w
          pijanym zwidzie zobaczylbym te szalone tlumy polakow z emigracji wracajace do
          tak centralnie zarzadzanego lagra nauki polskiej... Prawdopodobnie nawet
          odporni na wszystko rosjanie omijaliby ten kraj szerokim lukiem.. no chyba zeby
          koniecznie chcieli zwierdzic proponowany przez pania komunistyczny skansen!

          Nie, nie bede sie smial - poplacze!

          JZ
          • Gość: Carmen S. Re: Naukowy lagier nad wisla. IP: *.ppp.uno.edu 18.05.04, 18:32
            No i sam potwierdzasz to co mam na mysli piszac ze niektorzy naukowcy maja
            problemy z myciem sie.

            Chodzi mi o to aby zrozumiec poziom problemu. Wyszukane leki to mozna stosowac
            w szpitalu w Zurichu, a jak sie jest w Kongo to zaczac nalezy od tego aby
            powiedziec ludziom ze przed jedzeniem to nalezy myc rece a wode ze studni to
            trzeba gotowac. Dlatego nazwalam postulaty OFA poniekad slusznymi, bo sa jak te
            wyszukane leki. Smutne jest dla mnie to ze "morde" nauce przyprawiaja
            przerozne "szkoly businesu" a obrywaja za to ci co wciaz cos reprezentuja jak
            wydzialy nauk scislych.
            • zzuucc Re: Naukowy lagier nad wisla. 18.05.04, 18:48
              Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

              > Smutne jest dla mnie to ze "morde" nauce przyprawiaja
              > przerozne "szkoly businesu" a obrywaja za to ci co wciaz (JESZCZE, ALE NIE
              WIADOMO JAK DŁUGO) cos reprezentuja jak
              > wydzialy nauk scislych.

              Prawda, niestety.
            • Gość: JZ Nie da sie wziasc polowy cywilizacji IP: 146.21.1.* 18.05.04, 19:16
              Gość portalu: Carmen S. napisał(a):
              > No i sam potwierdzasz to co mam na mysli piszac ze niektorzy naukowcy maja
              > problemy z myciem sie.
              Tyle tylko ze nie na tym polega nauka. Osobiscie jestem w stanie wyslucjac
              kazdego geniusza, nawet jesli sei nie myje. Szczegolnie jesli jest to wyklad a
              ja moge siedziec z daleka. Ale zebym mial miec nakazanie od 8 do 16 siedziec
              zamkniety w nim w pokoju... LITOSCI!


              > Chodzi mi o to aby zrozumiec poziom problemu. Wyszukane leki to mozna
              > stosowac
              > w szpitalu w Zurichu, a jak sie jest w Kongo to zaczac nalezy od tego aby
              > powiedziec ludziom ze przed jedzeniem to nalezy myc rece a wode ze studni to
              > trzeba gotowac.
              Zanim przyszli biali ludzie do konga to kongijczyscy jakos sobie spokojnie
              sami dobrze radzili. Przede wszytkim bylo wiecej puszczy wic mniej sobie
              nawzajem szczali i sr... do strumykow wiec mozna bylo myc jedzenie w strumyku
              a nie studni. poza tym mieli wspaniale acz bolesne metody pozbawiania swych
              kobiet pociagu seksualnego wic nie bylo tylu chorob wenerycznych. jedli jedna
              reka a podcierali sie druga.
              Niestety przyszli katoliccy kaznodzieje, przywiezli cukierki of ktorych psuja
              sie zeby, wygonili szamana ktory wypedzal dzieci, przekonali ze obrzezanie
              kobiet jet totalnym barbarzynstwem, pokazli ze nalezy jesc nozem i widelcem
              (mycie naczyn pozostawiajac do nauki nastepnemu pokoleniu). No i mamy KONGO
              takie jak dzisiaj...

              > Dlatego nazwalam postulaty OFA poniekad slusznymi, bo sa jak te
              > wyszukane leki.
              Niestety jedynym ratunkiem sa nowoczesne leki. Nie da sie wziac polowy
              cywilizacji zapominajac o reszcie. polska nauka nie bedzie czlonkiem nauki
              swiatowej jesli jedyne co z tego wezmiemy to zadanie kompatybilnego
              przelicznika dolarowego zarobkow. Potrzeba rowniez zaadoptowac mechanizmy
              zachecania do pracy. Zadne ustawianie cerberow czy czasu pracy nie pomoze.
              Zadne oficjalne wymagania podnoszenia "wysokosci doktoratow" nie pomoga!
              Doktoranci ani postdoce w USA nie pracuja 12 godzin dzienni bo ich ktos zamyka
              przymusem w labolatorium! Robia to bo maja warunki zapokojenia wlasnej
              ciekawosci i daltego ze widza ze praca i wyniki przynosza ZYSK przeliczalny na
              slawe i pieniadze.
              Trzeba zadac rozliczania i nagradzania wynikow pracy i OFA proponuje jak to
              robic.


              > Smutne jest dla mnie to ze "morde" nauce przyprawiaja
              > przerozne "szkoly businesu" a obrywaja za to ci co wciaz cos reprezentuja jak
              > wydzialy nauk scislych.
              Szkoly businessu sa maszynka robienia pieniedzy ale w medycynie ani technice
              nie jest lepiej, wszedzie tam gdzie sa wieksze pieniadze pojawiaja sie lepkie
              rece. A coz moze ukrasc matematyk, liczbe pi? Ale powinien byc na tylke
              inteligentny by zaobsewowac mechanizm i z nim walczyc. Ale wspolczesni naukowcy
              wola sie grzebac w historii.

              JZ
        • khmara Re: Zamiast propozycji OFA 18.05.04, 16:38

          Gość portalu: Carmen S. napisał(a):
          > Czytam co wymyslil niejaki Ziejka:
          >
          > - Rozwiązania dotyczące organizacji i sposobu oceniania sprawdzianów
          (egzaminów
          >
          > i kolokwiów), które utrudniałyby korzystanie z niedozwolonej pomocy, a
          > zwłaszcza:
          > - rygorystyczne sprawdzanie tożsamości osób biorących udział w egzaminie;
          >
          > I dochodze do wniosku ze jak ktos ma nawet problemy z tozsamoscia studentow
          na
          > egzaminie to nauka polska (i to moja Alma Mater) jest takim szambem ze
          > pozostaje juz tylko zabetonowac jak sarkofag w Czernobylu.

          C. b. d. u. (co było do udowodnienia, jak ktoś ze szkoły nie pamięta).
          Nawiasem mówiąc, niejaki Ziejka jest przewodniczącym Konferencji Rektorów
          Akademickich Szkół Polskich. I tacy ludzie, z taką znajomością realiów, w
          imieniu całego środowiska akademickiego opiniują projekty ustaw dotyczących
          szkolnictwa wyższego.

          >
          > W miejsce wiec poniekad slusznych ale gornolotnych propozycji OFA proponuje
          cos
          >
          > bardziej prostego i wykonalnego. Zamiast rozliczac naukowcow z liczby
          > publikacji w miedzynarodowych czasopismach zaczac od rozliczania z OBECNOSCI
          w
          > pracy. I jak w HiLu, trzy bumelki i na ulice. Efektywnosc nakladow do efektow
          > bedzie piorunujaca.

          A mnie się to rozwiązanie podoba. Serio. Już liczę te zastępy samodzielnych,
          którzy na przychodzenie do pracy nie mają czasu.

          Szkoda tylko, że mało realistyczne. Jak wszyscy przyjdą jednocześnie, to się
          nie zmieszczą - w pokoju 10 osób i 5 biurek. Komputer przypada 1 na 20
          pracowników. Przyjść do pracy można, ale po co, skoro pracować w pracy się nie
          da (pomijając dydaktykę).
    • Gość: czytelnik rozwiązywanie problemow IP: *.autocom.pl 18.05.04, 20:39
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040518/kraj/kraj_a_2.html
      Magister na sprzedaż
      Sejm przyjrzy się handlowaniu pracami dyplomowymi
      Obrona przed kupionymi tytułami
      ............
      Niedawno rozmawialiśmy z kierownictwem ministerstwa i zastanawialiśmy się, czy
      nie warto w ogóle zrezygnować z prac magisterskich i zastąpić je egzaminem na
      koniec studiów. Wówczas problem zniknie.
      =====================================================================
      Ostatnio wystąpily problemy z maturami, gdyby je zlikwidowac problem zniknie.
      Sa tez problemy z doktoratami, gdyby je zlikwidowac problem zniknie.
      Mimo problemow maja być jednak zachowane habilitacje i profesury
      namiestnikowskie. Ten problem nigdy nie zniknie.

    • Gość: czytelnik kariera naukowa po polsku IP: *.autocom.pl 20.05.04, 12:42
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040519/publicystyka/publicystyka_a_5.html
      Maciej Rybiński -napisał:
      "W PRL awans edukacyjny ludu pracującego miast i wsi odbywał się za
      pośrednictwem awansu awangardy. Politycy kończyli studia - towarzyszu rektorze,
      na którym jestem roku? na trzecim? oj, coś to powoli u was idzie - i robili
      doktoraty. Na lewicy pełno jest utytułowanych autorytetów naukowych, które
      doktoryzowały się z knowań imperializmu amerykańskiego (znów aktualne w UE),
      roli organizacji partyjnej w wykonywaniu zadań planowych przedsiębiorstwa albo
      z fizjologii skoku przez skrzynię. Zdobywano wykształcenie w czynie partyjnym i
      bywało ono w ramach politycznych represji odbierane. Zdzisławowi Grudniowi
      odebrano brawurowo obroniony tytuł doktora metalurgii, jak wtedy mówiono, za
      pracę "Jak prościć drut koło rzyci" tylko dlatego, że był z Katowic, kiedy
      należało być spod Lenino. "
      No i mamy to co mamy. Mamy tez zapomnieć o przeszłości, o genezie
      dzisiejszości. GRUBA KRESKA.
      • zzuucc Re: kariera naukowa po polsku 20.05.04, 13:34
        Gość portalu: czytelnik napisał(a):

        > www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040519/publicystyka/publicystyka_a_5.html
        > Maciej Rybiński -napisał:
        > "W PRL awans edukacyjny ludu pracującego miast i wsi odbywał się za
        > pośrednictwem awansu awangardy. Politycy kończyli studia - towarzyszu
        rektorze,
        >
        > na którym jestem roku? na trzecim? oj, coś to powoli u was idzie - i robili
        > doktoraty. Na lewicy pełno jest utytułowanych autorytetów naukowych, które
        > doktoryzowały się z knowań imperializmu amerykańskiego (znów aktualne w UE),
        > roli organizacji partyjnej w wykonywaniu zadań planowych przedsiębiorstwa
        albo
        > z fizjologii skoku przez skrzynię. Zdobywano wykształcenie w czynie partyjnym
        i
        >
        > bywało ono w ramach politycznych represji odbierane. Zdzisławowi Grudniowi
        > odebrano brawurowo obroniony tytuł doktora metalurgii, jak wtedy mówiono, za
        > pracę "Jak prościć drut koło rzyci" tylko dlatego, że był z Katowic, kiedy
        > należało być spod Lenino. "
        > No i mamy to co mamy. Mamy tez zapomnieć o przeszłości, o genezie
        > dzisiejszości. GRUBA KRESKA.

        Dobry wpis. a moze zróbmy ankiete. Mozna głosować na nastepujace opcje.
        1. GRUBA KRESKA bezwarunkow np od 1991 roku.
        2. GRUBA KRESKA, ale ograniczona do okreslonych czynów, np. nie akceptowac
        stopni i tytułów opisanych przez Czytelnika
        3. NORMALNE PRAWO z NORMALNYM przedawnieniem, ale karaniem za przestepstwa i
        odbieraniem nienależnych korzysci i przywilejów (np. opisanych przez Czytelnika
        stopni i tytułow)
        Ja głosuje za tzecia opcją,J.Z.pewnie za pierwsza, a co pozostali?

        • Gość: JZ Odbierzecie tytul krolewski Poniatowskiemu IP: 146.21.1.* 20.05.04, 17:42
          Odbierzecie tytul krolewski S.A. Poniatowskiemu, ostatniemu krolowi Polski.
          Zamiast ratowac Polske bratal sie z inteligencja i Ruskimi. Z jego winy zabory,
          to dopiero przestepstwa. Nic to ze ponad dwa wieki temu. ;-)

          JZ
        • khmara Re: kariera naukowa po polsku 20.05.04, 19:13
          zzuucc napisał:
          > 3. NORMALNE PRAWO z NORMALNYM przedawnieniem, ale karaniem za przestepstwa i
          > odbieraniem nienależnych korzysci i przywilejów (np. opisanych przez
          Czytelnika
          >
          > stopni i tytułow)
          > Ja głosuje za tzecia opcją,J.Z.pewnie za pierwsza, a co pozostali?
          >
          Skoro wywołujesz do tablicy...
          Normalne prawo z przedawnieniem, karaniem za przestępstwa - tak.
          Odbieranie tytułów za sam temat pracy to absolutne przegięcie.
          • zzuucc Re: kariera naukowa po polsku 21.05.04, 14:38
            khmara napisał:

            > zzuucc napisał:
            > > 3. NORMALNE PRAWO z NORMALNYM przedawnieniem, ale karaniem za przestepstwa
            > i
            > > odbieraniem nienależnych korzysci i przywilejów (np. opisanych przez
            > Czytelnika
            > >
            > > stopni i tytułow)
            > > Ja głosuje za tzecia opcją,J.Z.pewnie za pierwsza, a co pozostali?
            > >
            > Skoro wywołujesz do tablicy...
            > Normalne prawo z przedawnieniem, karaniem za przestępstwa - tak.
            > Odbieranie tytułów za sam temat pracy to absolutne przegięcie.

            Ależ nikt nie pisał o odbieraniu tytułow. A jesli juz to tylko wtedy, gdy tytuł
            jest a pracy nie ma. Ale generalnie chodzi o to, aby nie robic z tego jaj. Były
            takie prace, w których cytowania "klasyków" to 50% tresci. Ja zreszta pisałem
            tylko o EWIDENTNYCH przekretach i sugerowałem ich wyjasnienie.
            • khmara Re: kariera naukowa po polsku 21.05.04, 15:37
              zzuucc napisał:
              Były
              >
              > takie prace, w których cytowania "klasyków" to 50% tresci.

              Ktoś te prace recenzował i podważanie tych recenzji nie ma sensu. Cytowania są
              jak najbardziej na miejscu w opracowaniu o charakterze monograficznym.
              Tytuł można odebrać, jeżeli został nadany na podstawie fałszywych przesłanek,
              takich jak np. plagiat.
    • Gość: czytelnik KARIERA PLAGIATOW IP: *.autocom.pl 21.05.04, 10:05
      www.gazetaprawna.pl/dzialy/6.html?
      numer=1208&dok=1208.6.388.2.3.1.0.1.htm

      'PLAGA PLAGIATÓW
      To już nie choroba, ale prawdziwa epidemia

      Coraz częściej dochodzi do plagiatu nie tylko prac magisterskich, ale nawet
      rozpraw doktorskich i habilitacyjnych'
    • Gość: czytelnik link do plagi plagiatów IP: *.autocom.pl 21.05.04, 13:35
      www.gazetaprawna.pl/dzialy/6.html?numer=1208&dok=1208.6.388.2.3.1.0.1.htm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka