wodzianka
23.03.11, 11:13
Modlę się o powrót tematu in vitro i zarazem drżę przed tym. Jestem w czwartym miesiącu ciąży, wynikłej dzięki temu zabiegowi. Zanosi się na to, że zarówno starania o dziecko (poprzednie niemal trzy lata, a złaszcza ostatnie półrocze), jak i jego narodziny we wrześniu przypadną na czas sporów ideologicznych. I robi mi się smutno na samą myśl o takiej perspektywie. Czy znowu usłyszę, że dziecko jest moim "kaprysem"? Że narodziło się dzięki śmierci swojego rodzeństwa? Że jestem morderczynią?
Moja sytuacja (a w podobnej jest przecież mnóstwo kobiet) była taka, że do zapłodnienia drogą naturalną mogło dochodzić, ale nie było warunków do zagnieżdżenia się zarodków. Czyli "Matka Natura" oraz Pan Bóg najwidoczniej z rozmysłem skazali podczas mojego pożycia małżeńskiego "na śmierć" dziesiątki "istot ludzkich". Interwencja medyczna pomogła. W wyniku in vitro powstało w kilku próbach łącznie sześć zarodków, z których jeden jest obecnie stworkiem fikającym koziołki w moim brzuchu. To lepiej czy gorzej niż "w sposób naturalny"? Co na to Państwo Pouczalscy?
A Panu Hartmanowi dziękuję za mądrą wypowiedź.