Dodaj do ulubionych

Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys. ...

IP: *.molgen.mpg.de 08.11.04, 19:19
Dobrze, ale dyscypliny rozwijane w Polsce sa ciagle bardzo teoretyczne.
Teoretyczna fizyka, matematyka, albo astronomia sa oczywiscie lepsze od
wyjazdu wszystkich naukowcow za granice i calkowitego upadku. Takie dyscypliny
istnieja w kazdym rozwinietym kraju i nie sa niepotrzebne. Jednak nauka na
swiecie to przede wszystkim walka o stworzenie i przechwycenie grup
zajmujacych sie tematami owocujacymi gruba forsa, ktora przysporzy miliony z
podatkow - leki, informatyka praktyczna itp. Na zbudowanie tego (wlasciwie od
podstaw) Polska nie ma zadnego pomyslu.

Obserwuj wątek
    • Gość: teoretyk Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys IP: 200.232.138.* 08.11.04, 22:20
      Matematyka polska byla czolowa na swiecie
      a jeszcze jest jedno z bardzo dobrych. Ma ona to do siebie
      ze prawie nic nie kosztuje, do niej nie potrzeba
      labarotoriow itp. A jak sie ma cos na pierwszorzednym
      poziomie swiatowym to nie warto tego niszczyc dajac zero
      funduszy. Takze rozwijanie takich dziedzin jak informatyka
      zalezy od wyksztalcenia matematycznego. Wiec
      utrzymywanie porzadnego finansowania matematyki
      (co jest prawie nic porownujac do innych dziedzin)
      to strategiczny interes:
      a) aby brac udzial badaniach
      na najwyzszym poziomie swiatowym w jakies choc dziedzinie
      (pewnie jedynej)
      b) aby utrzymywac porzadne wyksztalcenie informatykow.

      Pozatym, to 40 tys euro brzmia fantastycznie. Nareszcie
      mlodego naukowca bedzie stac na mieszkanie. To warto bylo
      do EU.
      • Gość: closs Głupku,te 40tys.euro nie jest na mieszkanie!! IP: *.athome235.wau.nl 08.11.04, 23:32
        Nie są to pieniądze do wzięcia do ręki, ale jest to typowy grant badawczy, z
        którego trzeba się rozliczyć. Właśnie sam się przygotowuję do złożenia wiosną
        takiej aplikacji, żeby mieć kasę na badania po powrocie do kraju...
    • Gość: y [...] IP: *.mad.east.verizon.net 09.11.04, 02:32
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: STYPENDTYSTA Czemu klamiecie? Wrocila propagana sukcesu? IP: *.azvu.nl 09.11.04, 09:27
        Hej, czemu nie napiszecie calej prawdy? Zeby dostac te 40 000 euro, uczelnia
        polska musi wylozyc min. drugie tyle ze swojej strony (czyli 40 000 euro z
        budzetu uczelni). 2 tygodnie temu moj projekt zostal zatwierdzony przez
        Bruksele, ale uczelnia zapraszajaca teraz wycofuje sie z negocjacji, bo
        stwierdzili, ze nie maja srodkow na zaplacenie swojej czesci.
        • Gość: Grzes Re: Czemu klamiecie? Wrocila propagana sukcesu? IP: *.cpd.uva.es 09.11.04, 09:41
          No wlasnie autorzy zapomnieli podkreslic wyraznie ze trzeba miec dwa lata
          stypendiium marie Curie - ja sam bede mial 19 miesiecy wiec sie nie moge
          ubiegac. Ponadto to wcale nie jest nowy pomysl tylko juz od conajmniej 3 alt
          dziala. Autor naprawde moglby lepiej poszukac. Chyba ze sa jakies nowe greguly.

          Poza tym nie stwierdzil jasno czy zeby dostac pieniadze od FNP trzeba miec
          wczesniej grant FNP czy nie.

          Strasznie metnie napisany ten artykul

          No i pieniadz enie sa na place tylko na badania...
          • Gość: Porfirion Co i komu placi Bruksela... IP: 193.51.104.* 09.11.04, 10:29
            Kilka uwag do poprzednich komentarzy:

            - w artykule jasno pisze ze tylko ci co mieli 24 miesieczne stypendium Marie
            Curie moga to dostac. Podobnie o "powrotnych grantach" FNP jest wyraznie
            zaznaczone ze sa dla "swoich stypendystow".

            - Uczelnia wcale nie musi dolozyc tyle samo - warunkiem koniecznym takiego
            grantu jest jednak to ze uczelnia(instytut) zatrudnia te osobe na przynajmniej 2
            lata.

            uklony

            porfirion
            • Gość: Polak Patriota ue to szfindel, jak i ameryka, czyli zydowo IP: *.sup.waw.pl / *.rev.sup.waw.pl 09.11.04, 10:41
            • Gość: Grzes Re: Co i komu placi Bruksela... IP: *.fam.cie.uva.es 09.11.04, 12:22
              porfirion

              Tak ale artykul jest tak skontruowany ze robi wrazenie ze cos nowego sie stalo.

              A te stypenida sa juz od lat!!! Nic nowego.
              • Gość: Porfirion Re: Co i komu placi Bruksela... IP: *.ihes.fr 09.11.04, 12:52
                Stypendia Marie Curie sa od lat.

                Granty reintegracyjne sa od 2 lat (6 program ramowy) efektywnie perwsze w
                Polsce pojawily sie chyba w tym roku albo pod koniec zeszlego...

                uklony

                Porfirion
            • miss_dronio Re: Co i komu placi Bruksela... 11.11.04, 22:04
              > - Uczelnia wcale nie musi dolozyc tyle samo - warunkiem koniecznym takiego
              > grantu jest jednak to ze uczelnia(instytut) zatrudnia te osobe na
              przynajmniej
              > 2
              > lata.
              No właśnie. Znam osobe, która dostała taki grant reintegracyjny. Wróciła na
              nasz Wydział z propozycja przyjęcia jej do pracy z takim grantem. Obeszła
              wszystkie 20 Zakładów. NIKT SIĘ NIE ZAINTERESOWAŁ! Żaden kierownik żadnego
              Zakładu.....
    • agajan Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys 09.11.04, 09:42
      Mysle ze to jest dobra inicjatywa, aby ulatwiac powroty. Taki grant na
      rozkrecenie badan zawsze bardzo sie przyda; wczesniej tez oczywiscie mozna bylo
      sie starac o grant w kraju, z KBN, ale aby go dostac najlepiej bylo byc
      zwiazanym juz z jakims krajowym instytutem, tu miec grupe, itd, i tak sie kolko
      zamyka.

      Jest jeszcze jedna sprawa, to nie tylko jest tak ze po powrocie do kraju moze na
      nas czekac puste biurko, ale wrecz tego biurka moze nie byc wcale. Osoby, ktore
      wyjechaly kilka lat temu biorac urlop bezplatny z macierzystego uniwersytetu, a
      po powrocie czeka tam na nie staly etat, chocby i z golym biurkiem, sa moim
      zdaniem i tak w nienajgorszej sytuacji. Obecnie coraz czesciej, w moim
      isntytucie juz od kilku lat, z mlodymi ludzmi po doktoracie podpisuje sie umowe
      na czas okreslony, 3 lub 5 lat. Jasne, ze byloby niezle wyjechac w tym czasie na
      2-3 lata za granice na staz, nawet nie tyle dla pieniedzy, ale by nie utkwic w
      tej "rurze", ze do emerytury siedzimy w tym samym miejscu i robimy to samo. Z
      tym ze kiedy chcemy juz z tego stazu wrocic, to moze sie zdarzyc tak, ze nikt
      nie jest juz z nami zwiazany
      zadna umowa, i po pierwsze moze byc tak ze od nowa startujemy w konkursie np. na
      stanowisko adiunkta, gdzie wieksze szanse bedzie mial ktos "stad", znajomy, z
      ukladu... praca jest niestety dobrem deficytowym, o czym wszycy wiedza. Po
      drugie, moze sie wrecz zdarzyc, ze nie bedzie zadnego konkursu, bo instytut nie
      dostal pieniedzy na nowy etat, a woli przyjac paru doktorantow jako "sile
      robocza", niz lozyc na jednego pracownika, za calym jego zusem, ubezpieczeniem,
      emerytura itd.
      Powyzsze argumenty, jak rowniez to ze dla nikogo nie jest tajemnica, ze
      jakkolwiek stypendium za granica mozna zdobyc latwo, to staly etat juz nie, bo
      pierwszenstwo np. we Francji zawsze maja miejscowi, sklaniaja niestety czasem
      mlodych polskich naukowcow do trzymania sie stolka...
      • Gość: Grzes Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys IP: *.fam.cie.uva.es 09.11.04, 10:24
        Masz racje.

        Ja sam wracam po 9 latach. Zrobilem doktorat w Oksfordzie, poptem mialem dwa stypendia. na razie wracam na etat na czas okreslony - za kogos kto jest za granica. Byc moze uda mi sie dostac posade adiunkta za rok.
        W dodatku bede musial zaplacic za nostryfikacje doktoratu co bedzie mnie kosztowac miedzy 4 a 5 tyd zlotych!! I jak tu wracac do kraju?
        A z drugiej strony w mojej dziedzinie jest b. malo miejsc a moj przyszly szef w polsce ma leb na karku i mysle ze naukowo to bedzie bardzo dobre.
        Niestety zanalezienie pozycji w dziedzinie ktora nas naprawde interesuje moze byc dosc trudne. Poza tym zmiana miejsca zamieszkania co 2-3 lata tez nie jest przyjemna - ja to robilem juz 3 razy i mam dosc.
        • agajan Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys 09.11.04, 11:32
          No wlasnie. Tym bardziej ze niewielu z nas to samotni Don Kichoci, pieknoduchy
          takie jak wypowiadajaca sie tutaj Pani Ewa. (Przeczytalam wruszjaca, bardzo
          emocjonalna wypowiedz, do ktorej podala odnosnik... no ale dla mnie to troche
          inne czasy, problemy typu brak paszportu czy niemoznosc wyjazdu na konferencje
          miedzynarodowa to juz historia, ja tego nie doswiadczylam, za to wiem cos o tym,
          ze mozna szukac i nie znalezc pracy). Wiekszosc ma jednak rodziny, przeciez maz
          czy zona tez maja swoje plany zyciowe, nie moga i nie musza uganiac sie to tu to
          tam za wciaz zmieniajacym miejsce pobytu wspolmalzonkiem. Zdobycie uprawnien do
          swego zawodu w danym kraju (architekt czy ekonomista - to znane mi przypadki),
          nauczenie sie nowego jezyka, tez zabiera troche czasu, nie zawsze daje efekty. A
          dzieci? Dlaczego maja co pare lat zmieniac szkole, kolegow? A starzy rodzice -
          pozostac w kraju bez opieki, zdani na laske naszego funduszu zdrowia...

          Ja osobiscie studia i doktorat zrobilam w Polsce, teraz, aby nie zgnusniec,
          chcialabym pojechac na staz zagraniczny. I pewnie to zrobie, mam ofetre, rzuce
          sie na "gleboka wode" i wywroce do gory nogami cale zycie rodzinne,
          stabilizacje, jaka z trudem niedawno osiagnelam. Ale z powodow o ktorych
          napisalam, po prostu boje sie, co mnie moze czekac po powrocie. I wciaz sie
          zastanawiam czy warto: dla dobra nauki? Jako ogolnoswiatowego podstawowego
          dobra? Czy nas ktos za to naprawde ceni, czy tylko sami sobie takie zludzenia
          stwarzamy, ze robimy cos tak waznego?
        • klaryska do G´rzes -nostryfikacja doktoratu? 09.11.04, 12:43
          ' W dodatku bede musial zaplacic za nostryfikacje doktoratu co bedzie mnie
          koszto
          > wac miedzy 4 a 5 tyd zlotych!! I jak tu wracac do kraju?'

          czy nie wystarczy ,ze Polska jest cz. UE. Naprawde trzeba nostryfikowac
          doktorat w Polsce? Jak wyglada procedura?
          pozdrawiam
    • Gość: mil Wageningen, nie Wegeningen IP: *.science.uva.nl 09.11.04, 09:52
      Wageningen, nie Wegeningen.

      Ach, ci dziennikarze, wystarczyloby w google wpisac, zeby zweryfikowac, ale to
      oczywiscie za duzo roboty...
    • Gość: Ewa Kostarczyk Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 09:56
      Szczególnie zachwyca omówienie sytuacji dr Litwinienki, który w Polsce
      ma „swobodę badawczą” zamiast pieniędzy, natomiast w Kanadzie ma pieniądze
      ale „musiałby zmienic kierunek zainteresowań”.
      Panie Doktorze, coś wyglada na to, że po prostu nie lubi Pan dotrzymywać kroku
      współczesnym natomiast lubi Pan podróżować i kupować aparaturę za pieniądze,
      które może lepiej wykorzystaliby inni?

      A jeśli chodzi o powrotu do kraju to zachęcam lekturę:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13505095&a=16062944&wv.x=2
      Dobór przykładów oficjalnych wywiadów dziennikarzy GW jest specyficznie
      propagandowy.
    • Gość: Matthias Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys IP: *.physiologie.uni-wuerzburg.de 09.11.04, 10:11
      Znam aktualny przypadek, kiedy naukowiec po polskim doktoracie, 14 latach pracy
      naukowej na zachodzie i zrobionej tam habilitacji nie ma szans otrzymania etatu
      w Polsce. Brak podobno godzin dydaktycznych, aby go zatrudnic na uczelni.
      Dodajmy, on chce przyjechac bez 40 tysiecy z Brukseli, za to z obietnica
      przywiezienia sprzetu w celu urzadzenia specjalistycznej pracowni oraz
      propozycja wspolpracy naukowej ze znaczacymi placowkami naukowymi w Europie.
    • Gość: r39 Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys IP: *.ifpan.edu.pl 09.11.04, 12:33
      Fatalny artykuł. Raz 40 tys. euro, w innym miejscu
      40 tys. zł. Drobiazg. Niby pisze się, że to grant,
      czyli jakby pieniądze na badania, ale między wierszami
      przekazuje się nam informację, czy też raczej
      niedwuznacznie sugeruje, że to jednak raczej na drobne
      wydatki związane ze stresem (? - do mnie to jakoś
      nie dociera) powrotu.

      Ja ten sygnał z Brukseli rozumiem tak: wy tam buraki
      jakoś wleźliście do lepszego towarzystwa, trudno,
      ale niech wam się nie wydaje, że będziecie nam tu
      podbierać - nie byle jakie w końcu - miejsca pracy.
      Trochę nas to będzie kosztować, ale drugie tyle niech
      dopłacą wasi rodacy. To dlatego dajemy sporo, niech
      ta druga strona na drugi raz się dobrze zastanowi
      zanim nam tu podrzuci swoich młodych i jakoby zdolnych.
      To nie polska uczelnia/instytut ma płacić, tylko ta,
      w której odbywał się staż? Może i tak, ale nie
      potrafię wywnioskować tego jednoznacznie z podanego
      tekstu. Zwyczajne matactwo albo skrajna nieudolność
      w przekazywaniu informacji.
      Natomiast wprost rewelacyjny materiał dla decydentów
      (tych na NIE), władnych przydzielić albo nie przydzielić
      'środki' na naukę. Dzięki, GW!


      • Gość: Porfirion Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys IP: *.ihes.fr 09.11.04, 12:56
        40 tysiecy euro daje Bruksela na grant integracyjny.
        40 tysiecy zlotych daje FNP swoim stypendystom na grant powrotny.

        No dobra, moze artykul nie jest rewelacyjnie napisany ale jak sie potrafi
        czytac ze zrozumieniem... :)

        I jaki sygnal z Brukseli?

        Co do sygnalu dla decydentow to osobna sprawa, ale oni nie biora pod uwage
        takich artykulikow.

        uklony

        Porfirion

    • Gość: kk Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys IP: *.chem.uw.edu.pl 09.11.04, 12:50
      Leki - proszę bardzo. Każda nowoczesna firma farmaceutyczna zatrudnia
      przynajmniej grupę teoretyków fizyków/chemików. To pozwala skrócić czas
      porzebny na wprowadzenie leku kilka razy.

      Podobnie w innych dziedzinach. Także tych najbardziej topowych obecnie
      (nanotechnologia chociażby).
      • Gość: gosc Re: Naukowiec wraca, Bruksela wypłaca - do 40 tys IP: *.leom.ec-lyon.fr 09.11.04, 18:27
        Taak - szczegolnie w Polsce firmy farmaceutyczne prowadza zakrojone na szeroka
        skale prace badawcze nad nowymi lekami. A juz od firm nanotechnologicznych to
        sie wprost roi. Co do czasu wprowadzenia leku - smiem sie nieco nie zgodzic.
        Owszem, dzieki metodom modelowania molekularnego znacznie szybciej mozna
        opracowac struktury czasteczek o pozadanych wlasciwosciach. Ale proby kliniczne
        i tak sa bardzo dlugotrwale. Wiec w to skrocenie "kilka razy" to nie bardzo
        wierze. W tej chwili cala procedura wprowadzenia na rynek nowego leku to chyba
        z 10 lat od momentu rozpoczecia badan.
    • Gość: jo Re: Naukowiec wraca ... IP: *.fbx.proxad.net 09.11.04, 13:44
      wlasnie probuje "troche" wrocic, tzn. kontynuowac moj doktorat na dwoch
      uczelniach jednoczesnie (Sorbona/UW)po podpisaniu umowy dowiedzialam sie, ze na
      UW nie przysluguje mi legitymacja studencka, szefowa biura ds wspolpracy z
      zagranica mowi, ze status doktoranta w polsce jest niejasny i w zwiazku z tym
      nic mi nie przysluguje (ZUS na przyklad), a o znizkach na kolej (duzo podrozuje
      w zwiazku z badaniami) nie mam co marzyc; moja znajoma probujaca podpisac
      podobna umowe miedzyuczelniana tylko z UJ spotyka sie z oporem i mimo, ze nie
      chce zadnego stypendium od uczelni, to UJ chce od niej wyegzekfowac oplate za
      studia doktoranckie ...
      to chyba nie wymaga konkluzji na temat naukowiec wraca
      • Gość: Lilia Re: Naukowiec wraca ... IP: 193.190.11.* 09.11.04, 14:08
        Pisze sie 'wyegzekwowac', pani doktor, 'wyegzekwowac'.
        Uklony,
        • Gość: BEZ KOMENTARZA haha naukowiec-wyegzekfowany... IP: 194.145.131.* 09.11.04, 14:45
          sluszna uwaga lilio. nareszcie cos mądrego:) żartowałam!
      • Gość: BEZ KOMENTARZA Re: Naukowiec wraca ... IP: 194.145.131.* 09.11.04, 14:22
        wiesz o co chodzi??!! nikt nie chce mieć tylko 'połowy' naukowca w swoich
        szeregach. ja jako studentka, wypowiadam się w imieniu wielu innych studentów z
        pełną odpowiedzialnością za swoje słowa: nie chcemy miec na uczelniach
        adiunktów, doktorantów i profesorów, którzy nie mają dla nas chwili czasu, bo
        są w bezustannych rozjazdach... Podrożują sobie po świecie, a nam nie ma kto
        zaliczeń wpisać do indeksów!!! nie ma do kogo iść na konsultacje!!! Wykałady
        ciągle odwoływane!!! Jeden termin egzaminu w sesji, uwalenie połowy a nastwpny
        egzamin we wrześniu, bo profesor w podróży!!!!!!!!!!!!! nie dobrze mie sie robi
        na wspomnienia o tego typu sytuacjach i stresie, na jaki narażaja nas ci
        pseudonaukowcy, którzy maja nas w dupie. Ciągła pogoń za kasą i sławą miesza im
        w głowach! I zapominają z czasem o swojej misji. przecież do cholery, to nie my
        jesteśmy dla profesorów tylko odwrotnie!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: BEZ KOMENTARZA O jej... jacy ci naukowcy biedni... IP: 194.145.131.* 09.11.04, 13:58
      Az sie serce kraje, ze ci naukowcy tacy delikatni. słuchajcie, skoro oni tacy
      nieprzystosowani do życia, to po co tyle staran, aby wrócili do kraju... Takie
      ofiary losu, które same nie są w stanie poradzić sobie na rynku pracy, tylko
      trzeba im pomagać jak dzieciom, niech sobie zostaną tam, gdzie są...
      Ja tułam się po świecie juz pare lat w poszukiwaniu lepszego życia, bo wiem, ze
      w Polsce nikt nie da mi szansy na rozwój kariery (jestem inżynierem). I co?
      Jakoś sobię radzę (mam pracę w zawodzie za granicą. Czasem chciałabym już
      wrócić. Nikt nie pomoże mi jednak, gdy zdecyduję sie na ten krok, musze radzić
      sobie sama.
      A tu... nasi naukowcy... sierotki takie.... stresy popowrotne przeżywają...
      Ależ współczuje...
      Może powinni stworzyć grupę wsparcia z pieniędzy budżetowych. Wiecie, spotkania
      z psychoterapeutami i terapie grupowe. Myślę, ze to dobry pomysł. Musimy
      wspierac naszych wybitnych naukowców!!!

      -wierna kibicka drużyny polskich geniuszy-
      • o.porfirion Re: O jej... jacy ci naukowcy biedni... 09.11.04, 14:19
        No, jasne ze serce sie kraje...

        Bo wlasnie o to chodzi by w Polsce byly szanse na rozwoj kariery zwlaszcza w
        czyms co wymaga myslenia !

        Bo to nie chodzi o tych ludzi, kazdy sobie jakos da rade i bez terepii
        grupowej. Chodzi o przyszle pokolenia - by mialy sie gdzie i od kogo uczyc
        tutaj!

        uklony

        porfirion
        • Gość: Bez_komentarza Re: O jej... jacy ci naukowcy biedni... IP: 194.145.131.* 09.11.04, 14:41
          dziekuje za odpowiedz. masz racje porfirionie, ale dlaczego własnie osoby,
          które postanowiły (czasem z braku innych perspektyw) pozostać na uczelni na
          studiach doktoranckich ( a wierz mi, ze znam paru osłów, którzy zostali na
          uczelni, bo stwierdzili, ze i tak niczego lepszego nie znajdą...). Dlaczego
          więc to stanowi tę uprzywilejowaną grupę, która musi otrzymywać dotacje, które
          mają złagodzić szok po powrocie. A co na przykład z najlepszymi lekarzami,
          inżynierami, architektami itd??? Pracują za granica i marzą o tym, by wrócić do
          kraju. Nikt się nad nimi nie lituje...

          (skoro jesteś tak sztucznie nadmuchany, to postaram ci sie dorównać):
          Z poważaniem
          Bez komentarza
      • Gość: anna Re: O jej... jacy ci naukowcy biedni... IP: *.w82-123.abo.wanadoo.fr 10.11.04, 01:03
        Hej, kolezanko ktora pyta czy "wiemy o co chodzi" , nie chodzi o delikatnosc. Po prostu o to, by
        kierownicy polskich placowek ruszli sie i sprawdzili, czy moze da sie cos zrobic. Ja sie dzis poddalam,
        wiec kochani studenci polscy, nie bedziecie musieli sie obawiac moich wyjazdow.

        A szanownej pani inzynier powiem jeno, ze mam we Francji swietna posade, z zacna iloscia funduszy
        wszelakich. Z UJotem chcialam wspolpracowac ZA DARMO, w zwiazku z tym, ze wyjatkowo sobie cenie
        pewnego tam profesora.
        Wrocic do Polski na stale nie mam absolutnie zamiaru, powiedzmy, ze z powodow rodzinnych.
        Natomiast myslalam, ze moze fajnie byloby popracowac z zacnymi naukowcami, jak kiedys pracowalam
        z Anglikami, w oficjalnych jakichs kadrach. Ale nie. Oficjalne kadry sa zamkniete.
        a. zielinska
    • redakcja Proszę o kontakt 09.11.04, 14:00
      Proszę o kontakt naukowców, którzy próbują wrócić do Polski po dłuższym pobycie
      za granicą. Poszukuję również osób, które chciały wrócić (np. po zrobieniu
      doktoratu za granicą), ale zrezygnowały, bądż też takie, którym powrót się
      udał. Mój adres e-mail: andrzej.holdys@agora.pl.

      Andrzej Hołdys
      Gazeta Wyborcza
      Dział Nauki
      • Gość: Ewa Kostarczyk Re: Proszę o kontakt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 15:47
        > Proszę o kontakt naukowców, którzy próbują wrócić do Polski po dłuższym
        pobycie
        >
        > za granicą. Poszukuję również osób, które chciały wrócić (np. po zrobieniu
        > doktoratu za granicą), ale zrezygnowały, bądż też takie, którym powrót się
        > udał.

        A co z tymi, którzy mieli wszelkie atuty a powrót się nie udał?
        Do sedesu i popłukać!



      • Gość: Carmen S. Re: Proszę o kontakt IP: *.ppp.uno.edu 09.11.04, 18:46
        Niech szanowna redakcja nie bedzie taka naiwna, jak ktos chce wrocic do kraju
        to nie powie szczerze co mysli o panujacej sytuacji, bo to mu zamknie drzwi raz
        na zawsze. A ci co probowali a ich nikt nie chcial to jak powiedza co mysla
        zyskaja tylko miano frustrata i nieudacznika, lub wichrzyciela i pieniacza.

        Z mojego nienaukowego przegladu sytuacji wynika ze wrocic chcieliby prawie
        wszyscy, roznica polega tylko na tym na jakich warunkach. W tej grupie
        wiekszosc jednak wrocilaby „po kosztach” to znaczy na stanowistko mniej wiecej
        odpowiadajace dorobkowi naukowemu. Za tym naogol kryje sie makiaweliczny plan,
        ktory polega na tym ze osoba ktora spedzila lata na Zachodzie dosc latwo
        wyprzedzi w podaniach o granty tych co siedza w gajdole (zakladajac znowu ze
        podania podlegaja ocenie merytorycznej a nie genetycznej). Niestety ich plan
        zostal juz dawno przejrzany przez zaprawionych w dyplomacji dywanowo-biurowej
        gerontow, bo ci dobrze wiedza ze „za komuny” wiele karier bylo robionych ta
        metoda ze wysylano goscia, czesto za pieniadzie lewicujacej amerykanskiej
        fundacji jak Forda lub Fulbrighta, on tam kupil sobie kilka ksiazek, kilka
        innych skserowal, wrocil, zamknal je w biurku i co jakis czas oglaszal
        przeczytane w nich rewelacje jako swoje. Przy zalosnym podowczas dostepie do
        literatury byla to metoda na wykreowanie lokalnej naukowej gwiazdy. Wniosek –
        nikt sobie konkurencji nie sciagnie na leb.

        Sprawa jest bowiem bardziej prosta niz sie wydaje. Wrocic moga ci co juz maja
        uklady, ale ci z kolei nie wyjezdzaja a jak wyjezdzaja to na takie staze na
        ktorych i tak im pensja w Polsce leci. Ci ktorzy ukladow nie maja moga liczyc
        na cyniczne usmiechy, kryjace slowa „i po co ci to bylo”, na wyklad ze poziom
        uczelni w Polsce jest tak wysoki ze nie moze uznawac na ladne oczy doktoratow z
        jakiegostam Princeton, bo amerykanie sa glupi co wie kazde dziecko.

        Pozostaje wtedy szukac posady w akwizycji proszku do prania, albo zabrac sie z
        powrotem.
        • Gość: Ewa Kostarczyk WRÓCIĆ CHCIELIBY PRAWIE WSZYSCY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 19:22
          Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

          > wrocić chcieliby prawie wszyscy, roznica polega tylko na tym na jakich
          warunkach. W tej grupie
          > wiekszosc jednak wrocilaby „po kosztach” to znaczy na stanowistko m
          > niej wiecej
          > odpowiadajace dorobkowi naukowemu. Za tym naogol kryje sie makiaweliczny
          plan,
          > ktory polega na tym ze osoba ktora spedzila lata na Zachodzie dosc latwo
          > wyprzedzi w podaniach o granty tych co siedza w gajdole (zakladajac znowu ze
          > podania podlegaja ocenie merytorycznej a nie genetycznej). Niestety ich plan
          > zostal juz dawno przejrzany przez zaprawionych w dyplomacji dywanowo-biurowej
          > gerontow, bo ci dobrze wiedza ze „za komuny” wiele karier bylo robi
          > onych ta
          > metoda ze wysylano goscia, czesto za pieniadzie lewicujacej amerykanskiej
          > fundacji jak Forda lub Fulbrighta, on tam kupil sobie kilka ksiazek, kilka
          > innych skserowal, wrocil, zamknal je w biurku i co jakis czas oglaszal
          > przeczytane w nich rewelacje jako swoje. Przy zalosnym podowczas dostepie do
          > literatury byla to metoda na wykreowanie lokalnej naukowej gwiazdy.


          I oto właśnie chodzi! Super podsumowanie istoty rzeczy.

          Uwaga: chyba chcą młodych wplątać w pęta dozgonnej wdzieczności?

          Zmiany systemowe nazywamy reformą.
          Zmian tych nie są w stanie przeprowadzić osoby wypromowane przez system.
          Interesem takich osób jest potrzymanie próchniejącego systemu, któremu są
          wdzięczne za uzyskane nobilitacje.
          Reformy przeprowadzają zazwyczaj osoby kontestujące, czyli reformatorzy.
          Może warto czasem dać im głos nie tylko na FORUM Gazety?
        • miss_dronio Re: Proszę o kontakt 11.11.04, 22:07
          podpisuję sie pod kazdym zdaniem.
      • Gość: itakdalej Do Pana red. Hołdysa IP: *.chello.pl 10.11.04, 09:12
        redakcja napisała:

        > Poszukuję również osób, które chciały wrócić (np. po zrobieniu
        > doktoratu za granicą), ale zrezygnowały, bądż też takie, którym powrót się
        > udał.

        Mam nadzieję że, choć z listu to nie wynika, jest Pan również zainteresowany
        wypowiedziami osób, które chcą wrócić i mają z tym kłopoty, albo wróciły i im
        się nie udało.
        Jeśli tak, ukazało się na tym Forum kilka znamiennych wypowiedzi, właściwie
        jednobrzmiących. Powinny one Panu dać do myślenia - jeśli człowiek nie ma
        układów, skądkolwiek by nie wrócił z Zachodu, system traktuje go jak obce ciało
        i się pozbywa, nie ma zamiaru korzystać z wiedzy i umiejętności z najlepszych
        uczelni świata:

        Przypadek 1 - CGN / Prymus (to chyba ta sama osoba od roku wciąż usiłująca
        znaleźć dla siebie miejsce w kraju):

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11035891
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11036030
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11036307
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11037516

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17385886&a=17434723
        Szczególnie interesujące jest to co spotkało tego pana w Rzeszowie. Nie musieli
        tam szukać wcale kontaktów z najlepszymi uniwersytetami w świecie, człowiek
        który w nich spędził dużo czasu sam do nich przyszedł i chciał coś z tego czego
        się nauczył w wysoko notowanych uniwersytetach przekazać studentom w Rzeszowie.
        Ale to nikogo nie interesuje. Lepiej jak studentów będzie uczyła hab. Słowaczka
        w swoim języku. Że będą siedzieć jak na tureckim kazaniu, że nic się nie
        nauczą - kogo to obchodzi!
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13505095&a=16713145
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13719933&a=16719950

        Przypadek 2 - Ewa Kostarczyk:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=15945573&a=16032975
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=15945573&a=16067530

        • Gość: itakdalej Pomyłka - środkowa część tekstu Ewy Kostarczyk IP: *.chello.pl 10.11.04, 09:21
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=15945573&a=16059091

          Przepraszam, teraz ja się pomyliłem.

          Jeszcze raz wszystkie trzy części tekstu Ewy Kostarczyk "MOJE TRZY POWROTY DO
          KRAJU":
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=15945573&a=16032975
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=15945573&a=16059091
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=15945573&a=16067530
        • Gość: itakdalej A dlaczego tak jest? IP: *.chello.pl 10.11.04, 09:43
          Bo nasz system jest niekompatybliny z systemem anglosaskim a jest kompatybilny
          z systemem w byłych krajach demokracji ludowej. Dlatego lepsza Słowaczka z
          pipidówka której studenci nie rozumieją niż Polak z uniwersytetu który jest w
          trzeciej lub czwartej dziesiątce uniwersytetów świata (gdy żadnego polskiego
          nie ma w dwusetce - chodzi mi o najnowszy ranking The Times:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17385886&a=17385886).

          Pisał o tym na Forum GW jeszcze przed wszystkimi rankingami i dyskusjami Pan
          Wieczorek:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861&a=10303371

          Czas tylko potwierdził to co było w jego liście.
          • ekostar Re: A dlaczego tak jest? 10.11.04, 11:46
            POLITYCY A SPRAWA NAUKI: Polscy politycy totalnie stronią od tematu nauki. Nic
            dziwnego. Nauka, której podstawowym celem jest dążenie do prawdy, jest z
            definicji zaprzeczeniem polityki. Ponieważ jednak wchodzimy w ostatni sezon
            debaty politycznej przed przyszłorocznymi wyborami, warto się przyjrzeć, co
            ugrupowania pretendujące do przejęcia od skompromitowanej do reszty lewicy
            władzy, mają nam do zaproponowania w sferze reformy szkolnictwa wyższego. Ten
            temat wydaje się być dla polityków mało ciekawym. Nie wymagam zajmowania się
            tym problemem ani od Samoobrony, SLD czy nawet Ligii Polskich Rodzin. Ale brak
            uszczegółowień w kwestii reformy szkolnictwa wyższego i nauki na kanwie
            programów PO czy PiS’u jest zastanawiająca. Obydwie te partie odwołują się
            zarówno do pewnej kultury oraz systemu wartości podobnych dla ich potencjalnych
            wyborców. Co te obydwie partie mają nam: pedagogom i naukowcom do zaoferowania?
            W przeprowadzonej ostatnio analizie podobieństw oraz różnic w programach tych
            ugrupowań (Gazeta Wyborcza 3.11.04) problem nauki oraz szkolnictwa nawet nie
            zaistniał.
            Józef Kalisz zaangażowany publicystycznie w reformę szkolnictwa wyższego
            postuluje: do podjęcia tej reformy potrzeba nam mądrego parlamentu i rządu,
            który zrozumie fundamentalną wagę nauki dla silnego państwa. Aby jednak w
            parlamencie pojawili się właściwi ludzie, konieczne jest wprowadzenie
            jednomandatowych okręgów wyborczych, a w Konstytucji RP zmiana ordynacji
            wyborczej na większościową „…Tylko w ten sposób można wyeliminować głosowanie
            na skompromitowane „partyjne listy wyborcze” i wybierać najlepszych ludzi, a
            nie „partie”. Istniejący obecnie w Polsce system wyłaniania tzw. „elit
            sprawujących władzę” nie stwarza dużych nadziei na sensowne reformy również w
            polskiej nauce. Zgodnie z Konstytucją RP, „projekt ustawy o zmianie Konstytucji
            może przedłożyć, co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat lub Prezydent
            Rzeczypospolitej". Jest to jedyna droga do zmiany Konstytucji. Kto i kiedy ją
            wykorzysta? Planowane referendum w tej sprawie może stać się ważną procedurą
            inicjatywną.” (www.kontrateksty.pl/index.php?
            action=show&type=news&newsgroup=3&pf=1&id=346)

            ZAPROSZENIE DO DYSKUSJI NAD REPREZENTACJĄ W PAŃSTWOWYCH ORGANACH
            USTAWODAWCZYCH ORAZ ADMINISTRACYJNYCH PROBLEMÓW NAUKI I SZKOLNICTWA POLSKIEGO
            OSÓB, KTÓRE NIE BOJĄ SIĘ IDENTYFIKACJI, A WŁASNE POGLĄDY MOGĄ FIRMOWAC
            WŁASNYM PODPISEM.

            POLITYCY A REFORMA SZKOLNICTWA WYŻSZEGO I NAUKI

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17516580
            • Gość: KB Re: A dlaczego tak jest? IP: *.amb.bydgoszcz.pl 10.11.04, 13:29
              Pani Ewo,
              Z wielką radością uścisnąłbym Pani rekę. Nareszcie ktoś zwrócił uwage na
              prawdziwe przyczyny biadolenia nad losem polskiej nauki i na jedyna możliwą
              drogę odmiany tego losu. Gratuluję przytomności umysłu oraz biegłej analizy
              ciągów przyczynowo-skutkowych.
              Karol Bialkowski, Bydgoszcz.
              • Gość: Ewa Kostarczyk Re: A dlaczego tak jest? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 14:19
                Dziekuję.

                ZAPROSZENIE DO DYSKUSJI NAD REPREZENTACJĄ W PAŃSTWOWYCH ORGANACH
                USTAWODAWCZYCH ORAZ ADMINISTRACYJNYCH PROBLEMÓW NAUKI I SZKOLNICTWA

                Na Forum: POLITYCY A REFORMA SZKOLNICTWA WYŻSZEGO I NAUKI

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17516580

            • colage Re: A dlaczego tak jest? 11.11.04, 09:09
              O przepraszam! Pani Renata-Ku..k-Beger jest na biezaco w temacie wyzszej
              edukacji z racji podjecia studiow na UAM!
              Juz sam nie wiem, co sadzic o poznaniakach...
              ;-)
              Uklony,
      • Gość: JZ A blizsze szczegoly? IP: 146.21.1.* 21.11.04, 14:55
        redakcja napisała:
        > Proszę o kontakt naukowców, którzy próbują wrócić do Polski po dłuższym
        > za granicą. Poszukuję również osób, które chciały wrócić (np. po zrobieniu
        > doktoratu za granicą), ale zrezygnowały, bądż też takie, którym powrót się
        Skoro juz padly powody dla ktorych moze byc malo chetnych (polecam odpowiedz
        od Carmen) to moze by Pan redaktor podal jawnym tekstem cel takiego kontaktu i
        sposob zabezpieczenia zainteresowanych osob przed ewentualnymi represjami ze
        strony srodowiska. No chyba ze redakcja chce zrobic kolejne igrzysko
        gladiatorow, porzucajac potem krwawiace trupy w piasku i opakowaniach po
        popcornie zeby pogonic za wychodzacym z kina tlumem. Potem moze jeszcze tylko
        powrocic do tematu za kilka lat w trybie historycznym zeby pokazac tym razem
        juz rozkladajace sie trupy. Jesli chodzi o nazwiska i wyzwiska po to aby
        pierwsza strona GW byla ciekawsza to nikomu nie polecam dobrowolnego udzialu
        tym widowisku!

        Jesli nie o to chodzi to ciekawia mnie szczegoly bo ze wzgledu na specyfike
        srodowiska naukowego utrzymanie nazwisk w tajemnicy jest niezwykle trudne (o
        efektach jeszcze raz polecam list Carmen!). O ile nie odbedzie sie to na
        poziomie ogolnego ekstraktu z doswiadczen nie przekraczajacego tego co mozna by
        niemalze wprost zacytowac z watkow odpowiednich dyskusji na tym forum. Ale
        wtedy po co Wam bezposredni kontakt?

        Wiec, bardzo prosimy o szczegoly...

        JZ
    • Gość: gaduła Naukowiec wraca - po cholerę !!! IP: *.iod.krakow.pl / 149.156.29.* 09.11.04, 14:01
      ja byłem też w takie sytuacji, dawali pracę, kase i jeszcze za mną dzwonili
      przez dwa lata do kraju, żeby przyjechać i pracować !!!

      do tej pory jestem "wdzieczny" bardzo mojej rodzinie że mnie zmusiła do
      pozostania w kraju i zrobiła wszystko abym pozostał,

      teraz już dwoje moich dorosłych dzieci pracuje na zachodzie !!!

      tu kasy na badania nie ma a unijne projekty i kasa to nie dla nas, a jeszcze
      obcina sie kase na badania gdy nasz przemysł nie zamawia i nie ma pieniedzy na
      rozwój !!!



      • Gość: Lilia Re: Naukowiec wraca - po cholerę !!! IP: 193.190.11.* 09.11.04, 14:11
        A ja kiedys uslyszalem w przyplywie szczerosci od syna jednego takiego geniusza,
        co to z rodzina kilka lat spedzil w USA: 'Tacy ludzie w ogole nie powinni
        zakladac rodzin'. Praca praca, ale nie samym chlebem czlowiek zyje...
        • Gość: Bez k... Re: Naukowiec wraca - po cholerę !!! IP: 194.145.131.* 09.11.04, 14:25
          oh jej 'lilio', poruszyłaś mnie do głebi. To takie głębokie... Ludzie! jak nie
          macie nic ciekawego do napisania, to nie marnujcie naszego czasu!
          • agajan Re: Naukowiec wraca - po cholerę !!! 09.11.04, 19:24
            Pani Bez k... rowniez nie ma nic ciekawego do przekazania, a pisze, glownie w
            tonie agresywno-obelzywym. Tym razem jako kto: biedna studentka, ktorej nie ma
            kto wpisac trojczyny z egzaminu poprawkowego, bo wszyscy wyjechali, czy tez jako
            dzielna pani inzynier, od lat robiaca kariere w zawodzie za granica, a moze
            jeszcze w innym wcieleniu? (To drobna zlosliwosc z mojej strony, ale nie podoba
            mi sie taka agresja.)

            Pani Lilii odpowiem, ze pewnie nie powinni zakladac rodzin nie tylko
            naukowcy-pasjonaci, ale i inni, ktorzy 100 proc. swojej energii zyciowej
            poswiecaja realizacji swojej pasji, tak juz jest, ze ktos wtedy musi cierpiec.
            Jednak mysle ze wiekszosc osob, zwlaszcza kobiet-naukowcow, naprawde sie stara,
            aby te sprzeczne interesy ze soba pogodzic, i np. planuje swoj wyjazd na
            stypendium i powrot do kraju w terminie dogodnym dla dzieci, gdy maja rozpoczac
            szkole. To nie jest latwe, niestety, moze byc np. tak, ze pomimo, ze z naszej
            strony wszystko jest ok. i dopiete na ostatni guzik, to tutaj akurat jakis
            profesor nie chce w pore odejsc na emeryture i z powrotu nici...
          • colage Re: Naukowiec wraca - po cholerę !!! 11.11.04, 09:11
            Jak nie masz nic innego do roboty w pracy, to moze przejdz sie na spacer z
            dzieckiem albo psem? Zbyt dlugie pzesiadywanie przed komputerem moze wpedzic w
            paranoje...
            Uklony,
            • Gość: ekostar Re: Naukowiec wraca - po cholerę !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 10:20
              colage napisał:

              > Jak nie masz nic innego do roboty w pracy, to moze przejdz sie na spacer z
              > dzieckiem albo psem? Zbyt dlugie pzesiadywanie przed komputerem moze wpedzic w
              > paranoje...

              A ja bym jednak Forumowiczow zachęcała do wgłebienia się w teksty na temat
              problemow nauki w Polsce.


              Aktualny system szkolnictwa wyższego i nauki wymaga głębokich zmian.
              O tym mówią zarówno pracownicy naukowo-dydaktyczni jak i studenci oraz ich
              rodzice. W mediach pojawiły się oficjalne informacje o tym, że studenci coraz
              częściej są oszukiwani przez uczelnie. Do biura rzecznika praw studenta
              przychodzi codziennie kilkadziesiąt skarg na uczelnie, które prowadzą płatne
              studia:
              miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2374288.html
              Bezpośrednie dyskusje toczą się w formie komentarzy na ukazujące się artykuły w
              wydaniach internetowych różnych czasopism (GW, Polityka, Przegląd, Gazeta
              Prawna, Tygodnik Powszechny itp.)

              p://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=39)

              www.gazetaprawna.pl/dzialy/28.html?numer=1316&dok=1316.28.489.3.19.2.0.1.htm

              (www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?
              numer=1325&dok=1325.2.615.3.27.1.0.1.htm)

              polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1197343&MP=1
              www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=31

              tygodnik.onet.pl/1547,1195766,0,340263,dzial.html
              polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1176405&MP=1
              www.forumakad.pl/archiwum/2004/10/04-notatki_przewodniczacego_rgszw.htm
              Na łamach Forum Nauka wydań on-line Gazety Wyborczej:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=16289850&a=16338278
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=32
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13505095&a=16062944&wv.x=2

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&wv.x=2&a=17452516
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=17380129&wv.x=2&a=17390801

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&wv.x=2&a=17452516
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=17429600&a=17436169

              Istnieją też strony WWW specjalistyczne, poświęcone sprawom naukowców:

              www.naukowcy.republika.pl

              Przeczytanie tych stron znakomicie przybliży Państwu problem.

    • Gość: czytelnik Strategia lizbońska a sprawa nauki w Polsce IP: *.autocom.pl 09.11.04, 15:58

      Nie sposób przyznać racji autorom artykułu „Nauka do potęgi klucz” (Rzepa,
      4.11.2004), którzy stwierdzają , że w Unii Europejskiej, a w Polsce w
      szczególności „kariera naukowa powinna przyciągać coraz więcej osób” gdyż celem
      szeroko zakrojonej strategii rozwoju zjednoczonej Europy (tzw. strategii
      lizbońskiej) jest - „więcej lepiej wykwalifikowanych naukowców dla całej
      Europy”. Co więcej, autorzy artykułu podkreślają, że najlepsza metoda rozwoju
      nauki polega na „promowaniu współzawodnictwa wśród naukowców i instytutów
      badawczych”. Jest to stwierdzenie bardzo istotne, jeżeli weźmie się pod uwagę,
      iż współautorem artykułu jest Marek Belka, premier Rzeczypospolitej Polskiej.
      Tymczasem, deklaracje zawarte w tym artykule stoją w wyraźnej sprzeczności z
      tym co dzieje się w naszym kraju. Kolejne pokolenia polskich naukowców albo
      porzucają karierę naukową, albo kontynuują ją poza granicami naszego kraju,
      najczęściej nie w krajach UE, lecz poza oceanem. Polskie uniwersytety plasują
      się co najwyżej w czwartej lidze światowego rankingu szkół wyższych, bez
      perspektyw na wyraźną poprawę. Poszczególne osoby lub grupy badawcze, które
      prowadzą wartościowe badania naukowe i odnoszą uznawane na świecie sukcesy,
      czynią to najczęściej dzięki pieniądzom z trudem zdobywanym za granicą.
      Wykwalifikowani naukowcy - w kraju stosunkowo biednym - są często wręcz
      represjonowani za to, że wybijają się ponad przeciętną. Z wieloetatowością
      wśród profesorow kontrastuje coraz większa bezeetatowość wśród absolwentów
      szkół wyższych, w tym doktorów. Dzieje się tak dlatego, że polska nauka
      pozostaje pod kontrolą starzejącego się lobby profesorskiego, składającego się
      w większości z uczonych noszących w sobie jarzmo PRL-u. Dobieranie sobie
      podwładnych według kryteriów genetyczno-towarzyskich i nade wszystko zasady
      lojalności, skutecznie eliminuje kreatywność, inicjatywę i niestandardowe
      myślenie, bez czego trudno sobie wyobrazić współczesną naukę. Pozostaje
      tytułomania, nepotyzm, wieloetatowość, plagiaryzm. Niestety Sejm pracujący nad
      nową ustawą o szkolnictwie wyższym opiera sie w głównej mierze na projekcie
      złożonym przez prezydenta RP, bardzo dalekim od standardów najbardziej
      wydajnego w nauce systemu anglosaskiego. Jeżeli zasadnicze założenia projektu
      prezydenckiego petryfikującego obecny system zostaną przegłosowane przez Sejm,
      to strategia lizbońska w Polsce pozostanie jedynie na kartkach papieru. Jeżeli
      w Polsce nie dokona się reformy systemu organizacji i finansowania nauki na
      wzór anglosaski, wprowadzając wypróbowane rozwiązania oparte na konkurencji i
      współzawodnictwie, to polskie ośrodki naukowe nie sprostają konkurencji na
      obszarze Europejskiej Przestrzeni Badawczej. O ile fundusze w ramach
      dotychczasowych programów ramowych UE były rozdzielane według klucza
      politycznego, to granty na badania z Europejskiej Rady ds. Badań będą w
      większości rozdzielane na zasadzie otwartego konkursu projektów badawczych.
      Może to doprowadzić w przyszłości do sytuacji, że polscy podatnicy będą
      finansować badania w świetnych ośrodkach badawczych UE w Heidelbergu,
      Oksfordzie czy Paryżu, podczas gdy pozostałości polskich ośrodków badawczych
      będą dogorywać z zupełnego braku funduszów. Z punktu widzenia UE jako całości
      jest to rozwiązanie korzystne, jednak czy jest to rozwiązanie korzystne dla
      naszego kraju?

      Cezary Wójcik, Dallas

      Józef Wieczorek, Kraków

      • Gość: bangi Re: Strategia lizbońska a sprawa nauki w Polsce... IP: 129.81.192.* 09.11.04, 16:31
        Panowie Wojcik i Wieczorek (i wielu innych
        wypowiadajacych sie w dyskusjach na temat
        przyszlosci nauki w Polsce...) maja racje -
        potrzebna jest CALOSCIOWA i zdecydowana
        reforma systemu. Drobne "zabiegi kosmetyczne"
        nie powstrzymaja upadku!
        • Gość: Józef Wieczorek Re: Strategia lizbońska a sprawa nauki w Polsce.. IP: *.autocom.pl 09.11.04, 17:14
          Dziekuje za głos poparcia. Rozwinięcie naszych poglądow na
          www.naukowcy. republika.pl - artykuły, Forum Dyskusyjne. Zapraszamy !
      • Gość: itakdalej Korekta IP: *.chello.pl 11.11.04, 22:35
        Gość portalu: czytelnik napisał(a):

        >
        > Nie sposób przyznać racji autorom artykułu „Nauka do potęgi klucz”
        > (Rzepa,
        > 4.11.2004), którzy stwierdzają , że w Unii Europejskiej, a w Polsce w
        > szczególności „kariera naukowa powinna przyciągać coraz więcej osób”
        > ; gdyż celem
        > szeroko zakrojonej strategii rozwoju zjednoczonej Europy (tzw. strategii
        > lizbońskiej) jest - „więcej lepiej wykwalifikowanych naukowców dla całej
        > Europy”.

        Całkowicie się zgadzam z tym listem, tylko moim zdaniem na samym początku
        zabrakło jednego "nie". Powinno być: "Nie sposób NIE przyznać racji autorom
        artykułu ... że w Unii Europejskiej, a w Polsce w szczególności „kariera
        naukowa powinna przyciągać coraz więcej osób”. "

        "Nie sposób" to to samo co "Nie da się". Panowie chyba w pośpiechu gdzieś
        stracili jedno "nie", a w tym akurat zdaniu musi być podwójne przeczenie.
        Proszę nie potraktować tej uwagi jako złośliwości, ja też popełniam błędy (np.
        dzisiaj napisałem "sosjlaizmu" zamiast "socjalizmu"), ale Panów wypowiedzi,
        szczególnie wspólne, mają bardzo duży ciężar gatunkowy, powinny być bezbłędne.
    • Gość: r39 wprost trudno uwierzyć IP: *.ifpan.edu.pl 10.11.04, 14:57
      w to wszystko, co tu się wypisuje. Więcej
      skromności, towarzysze omc (o mało co) doktorzy!
      Nie będzie komitetów powitalnych oczekujących
      na wasz łaskawy powrót zza granicy. Bo niby
      dlaczego miałyby być? POŁOWA naukowców wszechczasów
      żyje (teraz). Jak sądzicie, ilu z nich przejdzie
      do historii? Słusznie, bardzo niewielu. A wam,
      nie wiedzieć czemu, prawie wszystkim wydaje się,
      że to właśnie wam, i tylko wam, to się przydarzy.

      Rzeczywiście, tak z ręką na sercu, jesteście tacy
      genialni i niezbędni dla ludzkości?

      Otóż nie. Na pewno nie przydarzy się tym, którzy
      są zajęci przede wszystkim tym, jak wyciągnąć skąd
      się da jak najwięcej, jak piszecie 'kasy'.
      Np. nie mając najmniejszego zamiaru powrotu (i bardzo
      dobrą posadę za granicą, patrz wyżej) próbuje się
      naciągnąć szacowny uniwersytet na ekstra dopłaty do
      swojego prywatnego zauroczenia pewnym jego profesorem.
      Nie prościej wyjść za niego? Nie, bo to nie przyniesie
      kasy, prywatnej kasy, ot co.
      No właśnie. Jestem po prostu przerażony jak wielki
      odsetek tu piszących przedkłada życie 'z nauki' nad
      rzeczywiste osiągnięcia naukowe. I ma to być wyraźnie
      lepsze życie, niż przeciętnego innego obywatela.
      A nie podlegającą dyskusji przepustką do takiego życia
      ma być sam fakt spędzenia jakiegoś czasu za granicą,
      co i tak częściowo odbyło się na koszt tutejszego
      podatnika.
      Powołaniem naukowca jest zdobywanie wiedzy o rzeczywistości
      i dzielenie się nią z innymi. I dlatego rację ma
      studentka, nawet jeśli jest trójkową studentką jak ktoś
      'dowcipnie' usiłował sugerować. Są znakomite szanse,
      że owa 'krotochwilna' uwaga może stać się samospełniającą
      przepowiednią po lekturze przytłaczającej większości
      wypowiedzi na tym forum.
      'Robię' w fizyce już ponad 25 lat i dobrze wiem, jak trudno
      jest wymyśleć czy zrobić coś naprawdę nowego. Zwłaszcza
      w tematach zwanych tu 'topowymi'. Przecież sława i chwała
      i tak już spadła na ich inicjatorów. Każdy następny jest
      w najlepszym wypadku drugi. A tu, jak w sporcie, liczy
      się pierwszy. Kto z was może się wykazać byciem tym
      pierwszym, no niechby i drugim? Jakoś nie widzę ...
      Domaganie się w tych okolicznościach gwiazdki z nieba
      jawi mi się jako po prostu nieprzyzwoite.
      Ja się od takich postaw odcinam. I nie obchodzi mnie to,
      że jestem w mniejszości. Przypadki zachowań niegodnych
      zawsze się zdarzają. Jedyną skuteczną radą na nie jest
      jak najdalej posunięta jawność rozmaitych postępowań.
      I tego się domagajcie, a nie premii za swoje, nie zawsze
      uzasadnione, ambicje czy za osiągnięcia, które dopiero
      nastąpią (albo i raczej nigdy _nie_ nastąpią). W waszych
      wypowiedziach łatwiej wyczytać zawiść, że 'gerontom'
      było łatwiej robić ze wszystkich balona. Najchętniej
      wcielilibyście się w ich role. A takim sposobem możemy
      dojść tylko do nikąd. Więc po co jeszcze do tego
      dopłacać?!

      • Gość: anna Re: wprost trudno uwierzyć IP: *.bnf.fr 10.11.04, 16:26
        bardzo trudno sie proawdzi dialog z kims, kto wie rzeczy z gory. dodam tylko,
        ze zaproponowalam pokrycie WSZYSKICH kosztow, z pryawtnej kieszeni, zwiazanych
        z moim pobytem w Pl (oplata dla recenzentow, za obrone, wreszcie pensja dla
        profesora), bo wlasnie problem pieniedzy byl postawiony jako pierwszy.
        teraz problemem byla zla wola urzednikow, nie potrafie znalezc innego powodu
        (jak powiedzialam, historie zamknelam wczoraj, negatywnie).
        zreszta, raczej nie sadze, by sytuacja interesowala Pana naprawde.
      • agajan Re: wprost trudno uwierzyć 10.11.04, 17:44
        Szanowny panie,

        Nie zamierzalam polemizowac z rzekoma "studentka"/"inzynierem", gdyz takim tonem
        jakim wypowiada sie ta osoba rozmawiac nie potrafie. Jesli kogos urazila
        zlosliwosc, to przepraszam, nie mam nic przeciwko studentom trojkowym.

        Chetnie ustosunkuje sie natomiast do panskiej wypowiedzi, choc przyznam ze
        poczulam sie nieco zmieszana z blotem.
        Po pierwsze, geniuszem i odkrywca rzeczywiscie byc bardzo trudno, nie tylko w
        fizyce. To, kto przejdzie do historii nauki, pokaze czas, i mysle ze na biezaco
        bardzo trudno to ocenic, zostawmy wiec te kwestie nastepnym pokoleniom. Z reka
        na sercu, nikt kto ma choc troche skromnosci, nie powiedzialby ze jest niezbedny
        dla ludzkosci. Czy to jednak panskim zdaniem oznacza, ze naukowcy maja sie
        przestac zajmowac swoja praca, i isc kopac rowy, bo i tak nie wynajda prochu po
        raz drugi? "Finansujmy najlepszych i tylko ich": ile razy juz to slyszelismy,
        tylko jak wybrac tych najlepszych, sposrod kogo, jesli beda sami ci najlepsi? I
        jakie obiektywne kryterium pozwoli nam stwierdzic, ze mamy do czynienia z
        potencjalnym geniuszem, np. studentem, i wylowic go z grona "ambitnych oslow"?
        Zrobic im testy na IQ?
        Nauka posuwa sie do przodu malymi krokami, nieraz to sa dwa kroki do przodu, a
        trzy do tylu. Wiele odkryc dokonuje sie przypadkiem, w sprzyjajacej atmosferze.
        Te atmosfere tworza tez ludzie przebywajacy wokol, stymulujacy geniusza, ktoremu
        przyjdzie sie podpisac pod dzielem i zdobyc dozgonna slawe. Dalej, do wielu
        badan - dajmy na to w fizyce doswiadczalnej - potrzebne sa liczne grupy ludzi,
        jeden tytan pracy nie jest w stanie przeprowadzic zakrojonego na miesiace czy
        lata eksperymentu. Potrzebni mu sa studenci, wspolpracownicy.
        Moglabym tak jeszcze dlugo, ale chce powiedziec tylko, ze naprawde nie uwazam,
        ze naukowcow jest obecnie o wiele za duzo. Moze tylko troche za duzo?...

        Kolejna sprawa to tzw. "kasa". To oczywiste, ze nauka jest misja, sluzba
        publiczna (tak jak i polityka, tylko ktory z politykow sie tym przejmuje?).
        Robienie tego dla pieniedzy, prywatnych korzysci, jest niemoralne, powinno byc
        potepiane.
        Ale prosze jednak nie zapominac, ze naukowiec to tez czlowiek. Nie zyje tylko
        marzeniami, ma rodzine, swoje potrzeby. A za wykonywana prace po prostu ma prawo
        oczekiwac wynagrodzenia, a nie pracowac tylko w imie wyzszych idei. Sprawa do
        dyskusji jest wysokosc tych wynagrodzen, czy ma to starczyc na wille z basenem,
        czy tylko na namiot, ale nikt nie ma prawa wymagac, aby naukowiec chodzil glodny
        i bosy, bo powinno mu wystarczyc, ze moze zajmowac sie swoim hobby. Nie chodzi
        mi o cyniczne wykorzystywanie mozliwosci "zycia z nauki" na koszt podatnikow. Po
        prostu, jesli ktos wywiazuje sie ze swoich obowiazkow, naukowych i
        dydaktycznych, to ma prawo do wynagrodzenia i nie musi sie wstydzic, ze go
        wogole oczekuje.

        Nie domagam sie gwiazdki z nieba. Ani komitetow powitalnych po powrocie ze
        stypendium. Ani nawet specjalnych "punktow" za to, ze wogole na nie pojechalam,
        choc samodzielne zorganizowanie sobie takiego wyjazdu wymaga na pewno wiekszego
        wysilku i wyrzeczen, niz siedzenie na jednej posadzie przez cale zycie. Nagroda
        niech bedzie tylko, i az, mozliwosc zdobycia wiedzy, zrobienia choc tego jednego
        malego kroczku w strone odslonienia tego, czego teraz nie wiemy. I tylko
        mozliwosc, bo moze jak Pan twierdzi, ten krok _nigdy_ nie nastapi.
        Chcialabym za to, aby praca po powrocie nadal w swoim zawodzie byla po prostu
        mozliwa. Niech to beda konkursy, niech je wygrywaja najlepsi, ktorzy sie
        sprawdzili, z najwiekszym dorobkiem i sznsa na to, ze cos ciekawego beda robili
        nadal. Ale, po pierwsze, niech kryteria tych konkursow beda jasne i sprawiedliwe
        dla wszystkich. Merytoryczne. Niech liczy sie w nich kandydat, jego dorobek,
        potencjal i osobowosc, a nie to, czy pasuje do jakiejs grupy, albo czy jego
        prace sa np. za bardzo "teoretyczne", podczas gdy "my tu sie nastawiamy bardziej
        na zastosowania", itd.

        Nie mam tez nic przeciwko czasowym kontraktom, odnawianym na podstawie
        obiektywnej oceny czlowieka. Ani habilitacjom. Ale najlepiej, gdyby takie
        kontrakty mieli wszyscy, a nie tylko mlodzi, ktorych mozna "wykopac" gdy staja
        sie niewygodni. A habilitacja spelnialaby doskonale swoja role, gdyby zostala
        jedynie jako bodziec do ciaglej intensywnej pracy, z narzuconym terminem, w
        ktorym nalezy sie zmiescic. Natomiast to gleboko niesprawiedliwe, ze istnieja
        takie "swiete krowy", ktore raz zdobywszy tytul i dozywotnia posade moga sobie
        teraz pozwolic na przychodzenie do pracy 1 raz na tydzien, unikanie
        jakiejkolwiek dzialalnosci dydaktycznej czy nawet popularyzatorskiej, za to z
        ich powodu instututy potrafia sie wykrecac od przyjmowania nowych osob do pracy
        "bo nie ma na nowy etat, bo mamy za duzo docentow".

        I prosze tylko nie mowic, ze przemawia tu zawisc. Nie ma czego zazdroscic
        ludziom, ktorzy sa wypaleni.
        Za to jest niestety, przyznam sie tu do negatywnych uczuc, niekiedy zal do tych,
        ktorzy na poczatku swoich karier nic nie musieli, wszystko mieli z gorki, od
        posady asystenta tuz po studiach, ze stazem pracy wliczonym do emerytury
        (nedznej, to prawda), az po profesure, i ktorych nikt nie stawial pod sciana,
        zmuszajac do pakowania sie i wyjazdu, z obludna argumentacja, ze to dla ich
        wlasnego dobra.

        To tyle, przepraszam za rozwleklosc, choc i tak nie wyczerpalam tematu.
        Pomine tylko komentarz na temat "wychodzenia za maz za profesora". To bylo
        ponizej pasa.
        • Gość: ewa stypendia specjalne=socjalne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 20:31
          czy te specjalne stypendia - a to dla powracajacych, a to dla mlodych, a to dla
          kobiet...sa wogole potrzebne? Dlaczego aby dostac dostac grant mamy uzywac
          argumentow socjalnych typu 'powracajacej-mlodej-kobiety' czy kryteria naukowe
          nie powinny byc wystarczajace?
          ewa
          • agajan Re: stypendia specjalne=socjalne? 10.11.04, 20:56
            Czy to pytanie konkretnie do mnie? Jesli tak, to tu, w tym artykule i dyskusji,
            nie zauwazylam, aby stypendia mialy byc przeznaczone szczegolnie dla kobiet.
            Limitu wieku chyba tez nie ma. Natomiast jest ono przeznaczone dla
            powracajacych, i to co przyswiecalo pewnie tworcom takiego programu, to idea,
            aby powracajacy stypendysta mial do zaoferowania placowce, w ktorej chcialby
            pracowac, cos wiecej niz tylko swoja "genialna osobe". Bo co do tej genialnosci,
            to natychmiast znajdzie sie liczne grono sceptykow, ktore podda ja w watpliwosc.

            Oczywiscie, najlepiej by bylo, gdyby liczyly sie zawsze tylko kryteria
            merytoryczne. I nie bylaby potrzebna zadna szczegolna ochrona dla nikogo, bo
            nikt nie mialby nigdy zadnych szczegolnych, pozamerytorycznych przywilejow. Moze
            kiedys, miejmy nadzieje, tak bedzie.
            Na razie liczne sa na swiecie programy majace ulatwic dostep do nauki (czy tez
            np. miejsc w parlamencie) roznym, dyskryminowanym dotad, mniejszosciom. Wiec
            chyba cos jest niestety na rzeczy.
            • Gość: ewa Re: stypendia specjalne=socjalne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 11:01
              pytanie jest natury ogolnej, Z wlasnego doswiadczenia wiem ze programy Unijne
              sa pelne absurdalnych ograniczen i zalecen. Np co do projektow typu STREP
              (sciesle naukowe) wg zalecen Unijnych 80% wystapienia grantowego powinno
              dotyczyc np social impact, gender isue, wystapienie powinno zawierac plan pracy
              na niemal kazdy miesiac na kilka lata do przodu do tego diagramy wzjemnych
              realcji miedzy grupami, a np menagment skills isa tak samo oceniana jak czesc
              naukowa wystapienia etc. Podobnie idiotyczne sa przepisy regulujace np
              projekty RTD- tzn research training - w tym projekcie moga zatrudnic 'mlodych'
              ale tylko OBCYCH, efekt 'przyjezdnemu' doktorantowi place 7tys miesiecznie,
              Polskiemu nie moge wyplacic nawet zlotowki. Wspomne jeszcze ze jako szef
              takiego projektu tez mam pensje kilka razy mniejsza niz moj Unijny doktorant.
              A co do tego konkretnego programu o ktorym tu sie dyskutuje to dla mnie tez cos
              jest nie tak, dlaczego akurat dla 'powracajacego', dlaczego ktos kto pracowal w
              Polsce nie ma szans na skorzystanie z tych funduszy???? Dlaczego tworcom
              takiego programu, nie przyslo do glowy ze rowniez pracujacy w polsce naukowiec
              moze chciec i miec cos do zaoferowac placowce w ktorej chialby nadal pracowac.
              ewa
              • agajan Re: stypendia specjalne=socjalne? 11.11.04, 13:24
                Zgadzam sie. Duzo tych ograniczen jest niepotrzebnych, i powoduje absurdalne
                sytuacje. Przykladowo, jesli najlepszym, spelniajacym z nawiazka wszystkie
                wymagania naukowe kandydatem na postdoka finansowanego z programu w sieci
                europejskiej jest Japonczyk, to nie mozna go przyjac. I choc innych kandydatow
                nie ma, lub pozostali daleko w tyle, to fundusze trzeba bedzie po prostu
                zwrocic, bez mozliwosci ich jakiegokolwiek wykorzystnia. Oczywiscie, biurokraci
                zarobia na przesylaniu na prozno dokumentow w te i spowrotem.
                Inna rzecz to wysokosc stypendiow w takich programach, ustalona na sztywno z
                gory, bez uwzglednienia lokalnych warunkow w danym kraju. Rodzi to takie
                sytuacje, jak Pani opisala: stypendium na poziomie 2 tys. euro jest na rozsadnym
                poziomie jesli sie przebywa w Niemczech, ale gdy taki stypendysta wybierze
                Polske, to okazuje sie ze zarabia wiecej od swego przelozonego czy nawet
                dyrektora placowki.
                Nie wiem, co tutaj sklonilo decydentow do ustalenia takich warunkow, usiluje to
                zrozumiec. Moze chodzi o to, zeby zachecac do tej wymiany, a gdyby mlody Niemiec
                czy Francuz dowiedzial sie, ze ma pojechac na "dziki wschod" i miec stypendium
                nizsze od zasilku dla bezrobotnych w jego kraju, to wogole by zrezygnowal?
                Faktem jest jednak, ze dysproporcje miedzy starymi a nowymi krajami w Unii sa
                znaczne, i za nim sie wyrownaja, to trzeba by brac jakos pod uwage ze one istnieja.

                Dlaczego zas nie mozna skorzystac z takich programow we wlasnym kraju, tylko
                trzeba byc powracajacym/wyjezdzajacym? Czy nie mozna wogole, to nie odpowiem, bo
                nie wiem. Moze by sie cos znalazlo, ale to wymaga przekopania sie przez tony
                dokumentow w Internecie.
                Pewnie generalnie chodzi o to, aby ludzie ruszali sie, jezdzili, stad np.
                obwarowania ze nie mozna byc dluzej w danym kraju niz 2 lata, czy tez nie mozna
                bylo tu przebywac na stale przez dluzszy czas wczesniej, itp. Ale czy to jest
                rzeczywiscie takie swietne i dla wszystkich i w kazdym przypadku, to juz nie mam
                pewnosci.
                • o.porfirion Dobre pytania ale zly adresat.... 11.11.04, 14:45
                  Odpowiadam o bezsensownosci regulacji: programy europejskie nie sa (NIE SA!)
                  zamiast programow narodowych. Z zalozenia to narodowe finansowanie nauki powinno
                  zapewniac zatrudnianie doktoranta polskiego w Polsce a niemieckiego w Niemczech.
                  Fundusze europejskie maja byc po to, zeby ponadto chcialo sie komus zatrudnic
                  Francuza w Polsce (a jemu tu przyjechac!) a Polaka w Wielkiej Brytanii, na
                  przyklad. Ogolnie - zeby nawiazywala sie wspolpraca miedzy ludzmi i instytucjami
                  w Europie.

                  Niestety typowy blad (wmawiany przez wladze i media) - ze teraz to jest ekstra,
                  bo sa (dla nas) programy europejskie: Otoz NIE - programy europejskie maja byc
                  dodatkiem (a sa malym dodatkiem - pieniadze przechodzace przez Bruksele to kilka
                  procent < 5%) finansowania WSPOLPRACY NAUKOWEJ (a nie samej nauki) w
                  poszczegolnych krajach EU.

                  Wiec zarowno doktoranci w RTN jak i te stypendia Marie Curie jak i granty
                  reintegracyjne sa z zalozenia ograniczone do "poruszania sie".

                  Wiec adresatem pytania "a dlaczego nie mozna zatrudnic Polaka" czy tez "dlaczego
                  ktos kto pracowal w Polsce nie ma szans na skorzystanie z tych funduszy???"
                  powinien byc chyba minister Kleiber i Rzad RP - innymi slowy, Bruksela nam nie
                  da zadnych ekstra pieniedzy (a i tak te co daje to po prostu sa te co my
                  wplacilismy...)

                  A co do wysokosci pieniedzy itp... To jest problem, niestety mozna go rozwiazac
                  prosto (dac gosciom 1000 zlotych na miesiac?) i czekac na chetnych :) albo w
                  sposob skomplikowany (podniesc pensje - przynajmniej niektorym...). Ale znow,
                  adresat to nie Bruksela tylko Rzad RP i Sejm RP (uchwalajacy budzet).

                  uklony

                  • Gość: ewa Re: Dobre pytania ale zly adresat.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 20:17
                    nie do konca tak, celem programow naukowych i tych krajowych i tych
                    europejskich ma byc rozwoj nauki, wymiana naukowa ma byc srodkiem a nie celem.
                    Kraje Unii, takze Polska, placa spore sumy do wspolnej 'naukowej' kasy, ale te
                    pieniadze sa wydawane bardzo malo efektywnie. Blad jest juz na starcie, spora
                    czesc tych pieniedzy jest bowiem wydawana nie granty ale na ..... organizawanie
                    idiotycznych konferecji o tym jak 'jak przygotowywac granty', na utrzymywanie
                    bezuzytecznych Krajowych Punktow Kontaktowych (czy ktos, kiedys skorzystal z
                    ich pomocy, ja probowalam z zerowym rezultatem) itd. A co do samych grantow -
                    jak moze byc dobrze jezeli czesc merytoryczna projektu tylko w niewielkim
                    stopniu decyduje o przyznaniu pieniedzy (tylko w 15%, taka czesc oceny dostaje
                    sie za watrosc merytoryczna projektu). No a jak sie juz pienidze dostanie to
                    tez je trudno wydac racjonalnie, nawet jak sie bardzo chce.
                    • o.porfirion Re: Dobre pytania ale zly adresat.... 11.11.04, 21:51
                      Celem programu europejskiego jest rozwoj nauki poprzez rozwoj wspolpracy, stad z
                      zalozenia nie moze byc tak ze grant dostaje jedna instytucja, czy Polak na
                      badania w Polsce. Ja nie chce tu bronic tezy czy tak jest slusznie czy nie: tak
                      JEST - szkoda tylko ze przedstawia sie to inaczej i masz pretensje do programu
                      brukselskiego - podczas gdy program europejski powinien byc dodatkiem do
                      finansowania nauki u nas. On jest jaki jest - dobrze ze jest (bo kilka
                      wyjazdowych stypendiow FNP to kropla w morzu...) ale sluzy pewnym okreslonym
                      celom (jak - to inna sprawa).

                      To jak sie ocenia to wszystko to inna sprawa. Sa gdzies zwierzenia ekspertow
                      (www.grantyeuropejskie.pl/index.php?nr=43)... moze nie jest tak zle?

                      A co do racjonalnego wydawania pieniedzy - kazde pieniadze mozna wydac
                      racjonalnie. Jakbym mial to bym juz moze potrafil racjonalnie wydac :)
                      Jakem osiolek.
                      • Gość: Bingo i poco wracac? IP: *.client.comcast.net 13.11.04, 03:29
                        Te 40 tys to nie jest wystarczajaca zacheta. Mozna wykorzystac to doswiadczenie
                        jako dobry punkt na c.v. i znalezc sobie dobra prace. Np tu w Californi fizyk z
                        doktoratem moze zarabiac na start 120 tys dolarow rocznie ( w tutejszej firmie
                        electronicznej w Krzemowej dolinie gdzie ja mieszkam i pracuje). ludzie z dobrym
                        dorobkiem naukowym moga zarabiac wiecej, zwlaszcz w prywatnych uniwersytetach i
                        instytutach badawczych.

                        Bingo.

      • node Re: wprost trudno uwierzyć 15.11.04, 02:09
        Szanowny r39,

        Wydaje mi sie ze mijasz sie z istota problemu. Problem jest w tym, ze mlodzi
        maja lepsze warunki rozwoju za granica niz w Polsce. I nie chodzi tu bynajmniej
        o pieniadze, ktore wpadaja bezposrednio do prywatnej kieszeni, co sugeruje
        twoja wypowiedz.

        Problem w tym, ze ci 'towarzysze omc' sa o wiele lepiej traktowani w obcych
        krajach niz we wlasnym. Pobyt za granica jest calkiem obiektywnym sprawdzianem
        wartosci
        • Gość: ekostar Re: wprost trudno uwierzyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 08:15
          node napisał:

          > Podsumowujac
          • node Re: wprost trudno uwierzyć 16.11.04, 18:17
            ekostar,

            > CHODZI O PROSTE PRAWO DO GODNEJ (NA MIARĘ MIEDZYNARODOWĄ) PRACĘ WE WŁASNYM
            > KRAJU!

            Ja osobiscie nie postrzegam tego jako prawa, czegos co mi sie nalezy. Zgodze
            sie z toba, ze kazdy kraj powinien dbac o wlasny potencjal ludzki, ale jak tak
            sie nie dzieje w Polsce to trudno... a nie mam ambicji naprawiania tego. Po
            prostu szkoda zycia. Wole zajmowac sie tym co lubie.

            Jest naprawde glaboko cos nie tak, jak w obcym kraju mozna duzo latwiej znalezc
            wlasne miejsce niz w Polsce.

            > TO NIE JEST PROBLEM CZYJEGOŚ KOSMOPOLITYZMU CZY TEŻ JEGO BRAK!

            Mysle, ze to jest tak naprawde problem. Ale to juz temat na inna dyskusje.

            > recepta na wyjazd nie jest receptą dla rozwiązania problemu

            Nie jest recepta do rozwizania problemu polskiej nauki, ale jest rozwiazaniem
            problemu 'egzystencjonalnego' danej jednostki. ;)
    • agajan Dla rozluznienia nastroju... 15.11.04, 15:11
      Spotyka Jasio stara nauczycielke z liceum po latach*
      - No co u ciebie slychac Jasiu, co porabiasz?
      - A wie Pani, chemie wykladam.
      - Niemozliwe, a gdzie Jasiu?
      - W "Biedronce".

      *przebywania na stazach podoktorskich w czolowych swiatowych uniwersytetach

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka