Gość: . IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.07, 18:11 Nie jestem fizykiem! Załóżmy, że mam kawałek metalu. Ochłodzę go dokładnie do temp. bezwzględnego zera. Jak się będzie zachowywał. jak będzie wyglądał? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
madcio Re: Materia w temp. bezwzględnego zera. 07.03.07, 19:16 Po pierwsze, nie mamy arma... ups, to nie tu. Jeszcze raz. Po pierwsze, obnizenie temperatury do DOKŁADNIE zera absolutnego jest NIEMOŻLIWE. Dziękuję za uwagę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: . Re: Materia w temp. bezwzględnego zera. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.07, 17:16 No dobrze, jeśli temp. absolutnego zera moze być tylko w teorii, to jak teoretycznie zachowywałby się w niej kawałek metalu o który pytam. A czym charakteryzyją się ciała w temp osiągalnej maksymalnie zbliżonej do tego stanu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ferrum to tak... IP: 82.139.11.* 10.03.07, 17:25 > No dobrze, jeśli temp. absolutnego zera moze być tylko w teorii, to jak > teoretycznie zachowywałby się w niej kawałek metalu o który pytam. co do tego pytania to sytuacja jest podobna do tej gdybys pytał o to co by było jakbyśmy rozpedzili coś do prędkości światła... nie da sie tego zrobić i ciezko na ten temat teoretyzować.... > A czym charakteryzyją się ciała w temp osiągalnej maksymalnie zbliżonej do tego > > stanu? co do drugiego pytania to nie wiem :) Odpowiedz Link Zgłoś
madcio Re: Materia w temp. bezwzględnego zera. 10.03.07, 17:42 > No dobrze, jeśli temp. absolutnego zera moze być tylko w teorii, to jak > teoretycznie zachowywałby się w niej kawałek metalu o który pytam. Ile to, teoretycznie, według ciebie zero dzielone przez zero? > A czym charakteryzyją się ciała w temp osiągalnej maksymalnie zbliżonej do > tego stanu? Makroskopowe ciała to nie wiem. Co do atomów - się robi taki fajny kondensacik Bosego-Einsteina. en.wikipedia.org/wiki/Bose%E2%80%93Einstein_condensate Odpowiedz Link Zgłoś
losiu4 Re: Materia w temp. bezwzględnego zera. 13.03.07, 18:36 madcio napisał: > Ile to, teoretycznie, według ciebie zero dzielone przez zero? a to już zależy od tego, jakie zero stoi w liczniku, a jakie w mianowniku ;) Pozdrawiam Losiu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leonard3 Re: Materia w temp. bezwzględnego zera. IP: 83.238.144.* 13.03.07, 21:23 to9 jest niestety zwyklym rzemieslnikiem nauki. Dalem mu szanse wykazania sie mysleniem. Ale biedak jak cos nie wygoogluje , to pomyslec samodzielnie nie potrafi. Nic dziwnego , ze ta polska nauka to wszystko miernota. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moveyourbody Re: Materia w temp. bezwzględnego żera. IP: *.rtk.net.pl 17.03.07, 00:06 Co się z Tobą stało się ? To forum jest smutne bez Ciebie :( Odpowiedz Link Zgłoś
losiu4 Re: Materia w temp. bezwzględnego zera. 13.03.07, 18:34 Gość portalu: . napisał(a): > No dobrze, jeśli temp. absolutnego zera moze być tylko w teorii widzisz, chodzi o to, że własnie z samej _teorii_ wynika, iż tego sie nie da zrobić :) no chyba że udałoby Ci sie _praktycznie_ zero bezwzględne osiągnąć... wtedy możnaby coś powiedzieć :) Pozdrawiam Losiu Odpowiedz Link Zgłoś
t09 Re: Absolutnego zera nie mozna osiągnąć, ale 10.03.07, 22:00 nie jest to równiez stan, którego istnienie fizyka wyklucza. Wystarczy wziać jakikolwiek podręcznik mechaniki statystycznej (dla niefachowców: "mechanika statystyczna", "fizyka statystyczna" i "termodynamika statystyczna" to są zasadniczo synonimy), i tam wiele razy mozna sie natknac na stwierdzenuia typu: "w temperaturze absolutnego zera dany układ zachowywałby sie tak a tak...". Przykład? Moge łatwo podać, bo własnie w przysżłym tygodniu będę przerabiała takie zagadnienie. Mianowicie, teoria gazu elektronowego (często nazywanego też "gazem Fermiego") w metalach. Rozważania zaczynamy od zachowania tego gazu w temperaturze absolutnego zera. Purysci beda sie stawiać, że nie w T=0, a przy T --> 0, co nie jest dokładnie tym samym - ale w danym przypadku nie ma podstaw do przypuszczania, że pomiedzy stanami w T=0 i T tylko nieslkończenie małym, ale jednak niezerowym, będzie jakaś istotna róznica. Co zaś do systemu bozonów, to można dokładnie powiedzieć, jak będzie sie on zachowywał w temperatyurze zera bezwzględnego. Zera bezwzglednego nie mozna osiagnąć, to jest dość powszecnie znana rzecz. Mniej znaną rzecząjednak jest, że istnieją UJEMNE temperatury bezwględne. I nie jest to wcale w dzisiejszych czasach taki znów bardzo egzotyczny stan. Niewykluczone nawet, że ktoś z czytających te słowa będzie miał w kieszeni układ, który może znaleźc sie w stanie ujemnej temperatury bezwględnej w wyniku bardzo prostej czynnosci (prosze nie podejrzewać mnie o robienie tutaj głupawych dowcipów). Odpowiedz Link Zgłoś
ciekawski11 Re: Absolutnego zera... 10.03.07, 22:41 Czy przy tym stanie ustaje ruch w atomach? Jeżeli tak, to dlaczego ujemne elektrony nie spadają na dodatnie jądra ? Czy dlatego, że ustaje (jest zabroniony)ruch ? Odpowiedz Link Zgłoś
t09 Re: Absolutnego zera... 10.03.07, 23:34 ciekawski11 napisał: > Czy przy tym stanie ustaje ruch w atomach? > Nie, to nieporozumienie. W mikroświecie żaden ruch nigdy nie ustaje. Rzecz polega na tym, że w temperaturze bezwzglednego zera wszyskie mikroobiekty wchodzace w skład danego układu sa W STANIE PODSTAWOWYM (ground state), który jednak nie jest w żadnym wypadku jednoznaczny z BEZRUCHEM. W okolicach zera bezwzglednego totalnie juz zawodzi myslenie kategoriami fizyki klasycznej. Jeśli chodzi o zjawiska cieplne, to nie trzeba nawet jechać bardzo nisko z temperaturą, żeby zobaczyć, jak fizyka klasyczna sie "wykłada". Manifestację kwantowych praw mozna już dostrzec w zachowaniu tak z pozoru prostej cechy ciał, jak ciepło właściwe. Tak ca. 150 lat temu panowie Dulong i Petite odkryli takie empiryczne prawo, że ciepło własciwe ciał stałych z duża dokładnością wynosi 3R/mol niezaleznie od substancji (R to tzw. "stała gazowa" wystepująca w równaniu stanu gazu doskonałego i wynoszaca 8.314 Joula/Kelvin dla jednego mola gazu). Jakis czas pózniej udało się tę regularnosc wytłumaczyc na gruncie fizyki klasycznej, w oparciu o tzw. "zasade ekwipartycji energii". Z zasady tej - wyprowadzonej teoretycznie - wynika właśnie ta wartosć 3R. Dodatkowo, zasada ekwipartycji energii przewiduje, że wartosc ta powinna byc stała w całym zakresie temperatur, począwszy od najniższych. No, ale w pewnym momencie dwaj Polacy, Olszewski i Wróblewski, dokonali pierwszego w historii skroplenia powietrza, azotu i tlenu, co otworzyło drogę do fizyki niskich temperatur. No i ludzie zaczęli mierzyć ciepło własciwe ciał w zakresie az do temperatury ciekłego azotu (78 K) i zrobiła sie konsternacja, bo sie okazało, ze w tym zakresie ciepło własciwe zdrowo odchyla sie w dół od reguły Dulonga-Petite'a. Jak nauczono się uzyskiwac jeszcze niższe temperatury z początkiem XX wieku, to już zobaczono, ze ciepło właściwe moze być dziesiątki, setki razy niższe od wartosci 3R. I to wciąz jeszcze w zakresie teperatur nie "podchodzącym" pod zero bezwzgledne. Okazalo się, że to dziwne zachowanie ciepła własciwego w niskich (ale wcale jeszcze nie tych "ultraniskich"!) temperaturach to nic innego, jak przejaw kwantowej natury materii. Wytłumaczenie, podane przez Einsteina w roku chyba 1905, jest prościutkie i dzis wzór na zaleznośc ciepła własciwego od temperatury wyprowadza sie zaraz na początku typowego kursu termodynamiki statystycznej, bo jest to bardzo dobry przykład na zastosowanie metod tzw. "formalizmu kanonicznego", który jest "koniem roboczym" we wspólczesnej fizyce zjawisk cieplnych. Odpowiedz Link Zgłoś
ciekawski11 Re: Absolutnego zera... 11.03.07, 00:30 > Nie, to nieporozumienie. W mikroświecie żaden ruch nigdy nie ustaje. Rzecz > polega na tym, że w temperaturze bezwzglednego zera wszyskie mikroobiekty > wchodzace w skład danego układu sa W STANIE PODSTAWOWYM (ground state), który > jednak nie jest w żadnym wypadku jednoznaczny z BEZRUCHEM. To wytłumaczenie mi się podoba i przypadkowo (chyba) pasuje do róznych symulacji na gruncie fizyki klasycznej. A dlaczego elektrony nie spadają na jądra ? Odpowiedz Link Zgłoś
t09 Re: Absolutnego zera... 11.03.07, 02:32 ciekawski11 napisał: > A dlaczego elektrony nie spadają na jądra ? Z tej samej przyczyny, dla której nie spadaja na jadra i w temperaturze pokojowej, i w temperaturze 1000 stopni. Bo nie mogą. Gdyby mogły, to by spadały w każdej temperaturze. Niestety o zjawiskach cieplnych źle uczą, stąd wiele nieporozumień i naiwnych wyobrażeń. Dam taki przykład. Wyobrażmy sobie układ fizyczny, składający sie z "mikroobiektów", z których każdy moze przyjmować szereg stanów energetycznych. Przypiszmy tym stanom numerki, według wzrastającej wartości energi: E0, E1, E2, E3,... . Stan E0 to ten o najniższej możliwej energii, stan E1 to stan o wyższej energii niz E0, ale niższej od E2, i tak dalej. W teperaturze zera bezwzglednego wszystkie te mikroobiekty znajda sie w stanie E0, a żaden z nich nie będzie w stanie E1, E2, i tak dalej. Procent mikroobjektów, które znajdują sie w danym stanie, w jezyku zawodowym nazywa się "obsadzeniem" lub "populacją" tego stanu. Zatem w temperaturze zera bezwzglednego obsadzenie stanu E0 wynosi 100%, a każdego pozostałego stanu wynosi 0%. Teraz podnieśmy temperaturę naszego układu. Co sie dzieje? W układzie pojawiają sie "wzbudzenia", tzn. mikroobjekty zaczynają przechodzić do wyższych stanów energetycznych. Innymi słowy, obsadzenie stanów E1, E2, E3 zaczyna wzrastać. Oczywiście, automatycznie obsadzenie stanu E0 musi maleć. No i tutaj właśnie łatwo jest zrobić bład w rozumowaniu. Mianowicie, skoro mikroobjekty stopniowo przechodzą do coraz wyzszych stanów energetycznych, to w końcu satn E0 zostanie całkiem pusty - jego obsadzenie zmniejszy sie do zera. No wiec, takie rozumowanie nie jest poprawne. Otóz obsadzenie stanów podlega prawu, które stanowi, ze obsadzenie stanu o niższej energii zawsze musi byc wyższe od obsadzenia stanu o energii wyższej. Matematycznie wyraża to tzw. "czynnik Boltzmanna", czyli słynna funkcja exp(-E/kT). Jest to funkcja malejąca - innymi słowy, im wyzsza energia, tym obsadzenie stanu jest niższe. I jest to słuszne w KAŻDEJ temperaturze powyżej zera bezwzglednego. Tak więc, sposród wszystkich mozliwych stanów, STAN PODSTAWOWY zawsze będzie tym o NAJWIĘKSZYM OBSADZENIU. Zatem - gdyby najniższy możliwy stan energetyczny atomu polegał na tym, ze elektrony by pospadały na jądra, to w każdej temperaturze znaczna liczba atomów by jeszcze pozostawała w takim stanie. Innymi słowy, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Absolutnego zera... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 11.03.07, 03:07 t09 napisała: > Niestety o zjawiskach cieplnych źle uczą, stąd wiele nieporozumień i naiwnych > wyobrażeń. No właśnie. Też mam z tym problem, choć jakoś egzystuję. Tak mnie nurtuje, jakie jest obrazowe "przejście" od skwantowanych stanów energetycznych do klasycznego prostego modelu gdzie temperatura to średnia energia kinetyczna (prędkość ruchu) atomów czy cząsteczek i jak się ma do tego stan eletronów w atomach . To tak a propos tych ujemnych temperatur, które wspomniałeś ale jak widzę dotyczą raczej elektronów. Odpowiedz Link Zgłoś
t09 Re: Absolutnego zera... 11.03.07, 10:16 Gość portalu: w++ napisał(a): > t09 napisała: > > > Niestety o zjawiskach cieplnych źle uczą, stąd wiele nieporozumień i naiw > nych > > wyobrażeń. > > No właśnie. Też mam z tym problem, choć jakoś egzystuję. Tak mnie nurtuje, jaki > e > jest obrazowe "przejście" od skwantowanych stanów energetycznych do klasycznego > prostego modelu gdzie temperatura to średnia energia kinetyczna (prędkość ruchu > ) > atomów czy cząsteczek... To nie jest zupełnie tak. Z temperaturą sprawa jest bardziej złozona. Średnia energia kinetyczna jako miara temperatury - owszem, takie cos wynika z tzw. "kinetycznego modelu gazów", ale to nie jest zbyt ogólna teoria i odnosi sie ona tylko do specyficznych układów (tzn. do gazów w pewnym zakresie temperatur i koncentracji). Jeśli podchodzic ogólnie do zagadnienia temperatury, to trzeba ja definiować w bardziej "wyrafinowany" sposób - jako pochodną energii danego systemu wzgledem jego entropii. Jest w tym jednak już spora doza abstrakcji, bo entropia to pojęcie wcale abstrakcyjne, nie? Średnia energia molekuł jako miara temperatury zawodzi wszędzie tam, gdzie zaczyna dominować kwantowa natura zjawisk. Chocby w przytoczonym przez mnie przykładzie ciepła właściwego ciał stałych. Tak jak napisałem, ciepło to zaczyna malec w niskich temperaturach. Co powyższe oznacza w tłumaczeniu na zwykły "ludzki jezyk"? Ano, ciepło właściwe, ujmując najprościej, to jest ilość energii, którą trzeba dodać do układu, żeby jego temperatura wzrosła o jedna jednostkę (na przykład, żeby podniesc temperaturę jednego mola substancji o jeden stopień Kelvina, trzeba dodać do niego 25 Jouli energii). Gdyby średnia energia molekuł była "dobrą" miarą temperatury, to dodanie takiej samej "porcji" energii zawsze, w każdych warunkach, by podnosiło temperature o tyle samo. Tymczasem, fakt, że ciepło własciwe w niskich temperaturach maleje oznacza, że w takim wypadku potrzeba MNIEJ energii na podniesienie temperatury o tyle samo! Wiec ten model po prostu tu zawodzi. Żeby móc dobrze opisać temperature w zakresie, gdzie ona jest niska, nie mozna juz tylko rozpatrywać samej energii - trzeba przyjrzeć sie tez entropii. Teoria robi sie dużo bardziej skomplikowana. Ale nie aż tak bardzo skomplikowana, żeby sie nie dawała "ugryźć". Prawdę powiedziawszy, duza częsc moich zawodowych obowiazków polega na wprowadzaniu młodych adeptów fizyki własnie w zawiłosci tej teorii. Nie jest to moze zajęcie, które jest "pasja mojego zycia" - wolałbym móc sie zajmowac nieco innymi rzeczami. Ale na chlebus i masełko do niego trzeba jakoś zarobić, więc człowiek musi robic to, co mu Szefowstwo nakazuje... i jak się ma do tego stan eletronów w atomach . Tu dotnałes waznego w wcale nie tak prostego zagadnienia. Najprostsza odpowiedź jest taka: fizyka zjawisk cieplnych zawsze zajmuje się układami złozonymi z N atomów, i naogół chodzi o duze N. Pojedynczy atom znajduje sie wiec w otoczeniu znacznej liczby innych atomów (najprostsza sytuacja jest taka, że wszystkie one sa jednakowe). Cały ten układ N atomów ma jakąs tam temperaturę. No i teraz "pojedynczego członka tej zbiorowości", czyli indywidualny atom, mozna uważac za "mikroukład" będący w termicznej równowadze z całą tą resztą. Dalej traktując sprawę według tej samej "linii ideologicznej", mozemy obliczyc srednia energię indywidualnego atomu. Na którą bedzie sie skadać jego energia kinetyczna, oraz energia jego "wewnetrznych stanów". Czyli własnie energia wzbudzonych elektronów. Jeśli takim "indywidualnym członkiem zbiorowosci" nie bedzie atom, tylko np. molekuła (jak w przypadku chociażby wielu znanych gazów, które składaja sie z dwu- lub wiecej atomowych cząsteczek - np. H2, O2, czy CO2), to te ich "wewnętrzne" stany energetyczne pochodza nie tylko ze wzbudzeń elektronów wzgledem jadra. Dużo ważnioejsze okazuja sie tzw. "stany rotacyjne" (cząsteczka to jakby wirujaca "hantla", która ma pewien moment bezwładnosci), jak równiez "stany wibracyjne". Te ostatnie biorą się z tego, że czasteczka to jakby kulki połaczone sprezynkami i moga drgać, z czym wiaze siepewna energia. Stany wibracyjne i rotacyjne mają dużo większy wpływ na własności gazów w "zwykłaych" temperaturach, niz wzbudzenia poziomów elektronowych. Bo żeby np. w zwykłym wodorze uzyskać znaczne "obsadzenie" PIERWSZEGO wzbudzonego poziomu elektronowego (jego energia wynosi, o ile pamiętam, cos 10.6 eV powyżej stanu podstawowego, czyli "najnizszego"), to trzeba by ten wodór ogrzać do temperatury kiludziesięciu tysiecy stopni! Z tego m. in. powdu w widmie swiatła słonecznego nie występuja wyrażne linie EMISYJNE wodoru, choć wodoru jest na powierzchni Słońca pod dostatkiem. Ale teperatura powierzchni Slońca to "zaledwie" 6000 stopni, czyli jeszcze wciaz za mało, zeby uzyskać istotne wzbudzenie atomowych poziomów wodoru - no, a żeby wodór wysyłał fotony odpowiadajace "opadaniu" elektronów z tych wzbudzonych poziomów (czyli własnie owe "linie" czy "prążki emisyjne"), to trzeba najperw te poziomy wzbudzić, nie? To tak a > propos tych ujemnych temperatur, które wspomniałeś ale jak widzę dotyczą raczej > elektronów. Niekoniecznie. Akurat pojęcie ujemnej temperatury bezwglednej pojawiło sie po raz pierwszy w ramach badania magnetycznego rezonanu JĄDROWEGO. Wiele jąder atomowych jest takimi mikroskopowymi "magnesikami". Maja bowiem spin, a spin zawsze powoduje, ze cząstka posiada dipolowy moment magnetyczny, czyli własnie zachowuje się jak malutki magnesik, czy malutka igiełka kompasowa. Normalnie w rezultacie cieplnych fluktuacji w układzie z takimi jadrami beda one ustaione choaotycznie, czyli połowa igiełek będzie "wskazywac pólnoc", a połowa będzie "wskazywac południe". Jeśli jednak przyłozymy zewnetrzne pole magnetyczne, to WIEKSZOSC igiełek sie ustawi w kierunku tego pola (im silniejsze pole, tym więcej). No i jeśli teraz pole wyłaczymy, to co sie stanie? Ano, system wróci do poczatkowego stanu fifty-fifty. Ale okazuje sie, że często wraca nader POWOLI. Bo nie ma niczego, co daje tym jadrom od razu solidnego "kopa". No i o takim układzie, w którym po wyłaczeniu pola wciaz trwa nierównowaga, mozna powiedzieć, ze ma on UJEMNĄ temperature bezwzgledną. Do tego jednak trzeba sie posłuzyc definicja temperatury, która podałem na poczatku - ze jest to pochodna energii po entropii. Inaczej nie da sie tego zrozumieć. A wiec, jest to pojecie jednak dosc abstrakcyjne. Sa jednak "bliższe życiu" systemy o ujemnej tempreaturze bezwzględnej. Zasadniczo takim systemem jest każdy pracujacy laser. Jednak tak sie złozyło, ze fizycy laserowi wywodza sie z innej "szkoły", niz ci od jadrowego rezonansu magnetycznego. No i zamiast używania pojecia "ujemnej temperatury bezwzględnej", woleli wprowadzic swoje własne i intuicyjnie prostsze - mianowicie "odwróconego obsadzenia stanów", czy "odwróconej populacji". Jednak z punktu widzenia fizyki jest to dokładnie to samo, co "układ o ujemnej temperaturze bezwzględnej". Żeby dodac jeszcze abrakadabry, zapytam: czy układ znajdujący sie w stanie ujemnej temperatury bezwzglednej jest ZIMNIEJSZY od bezwzglednego zera? Otóz nie! Prawidłowa odpowiedż jest: nie, układ u ujemnej temperaturze bezwzgłednej jest GORĘTSZY od nieskończonosci! Nic nie bujam, stwierdzenie takie jest absolutnie poprawne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: w++ Re: Absolutnego zera... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 13.03.07, 05:30 t09 napisała: > To nie jest zupełnie tak. Z temperaturą sprawa jest bardziej złozona. Wielkie dzięki t09 że poświęciłeś czas i pomogłeś mi sobie "pozbierać do kupy" zagadnienie temperatury, które w pewnych obszarach rzeczywiście bazuje na uproszczeniach i to jakoś wystarcza. > definiować w bardziej "wyrafinowany" sposób - jako pochodną energii danego > systemu wzgledem jego entropii. Jest w tym jednak już spora doza abstrakcji, bo > entropia to pojęcie wcale abstrakcyjne, nie? No, fakt. Co prawda mając już choćby śladowe pojęcie o entropii, to akurat udział entropii w definicji temperatury pomaga w zrozumieniu skąd się bierze minus przy temperaturach bezwzględnych związanych z ośrodkami w których zachodzi inwersja obsadzeń. Co prawda nie mam dalej pojęcia jak fakt ujemnej temperatury zgrać z drugą zasadą termodynamiki a ściślej przy jej prostej definicji pochodzącej od Clausiusa, co uznać w takim wypadku za temperaturę wyższą a co niższą. Czy na przykład jaki wpływ ma ujemna bezwzględna temperatura atomów ośrodka w konkretnym przypadku n.p. diody laserowej, z którą pod względem temperatury nic się nie dzieje oprócz tego że się nagrzewa. Ale podejrzewam że podobnie jak przytoczyłeś w przykładzie z wodorem, udział stanów energetycznych atomów w wypadkowej temperaturze ośrodka lasera, będzie i tak będzie pomijalnie mały. > To nie jest zupełnie tak. Z temperaturą sprawa jest bardziej złozona. Średnia > energia kinetyczna jako miara temperatury - owszem, takie cos wynika z tzw. > "kinetycznego modelu gazów", ale to nie jest zbyt ogólna teoria i odnosi sie on > a > tylko do specyficznych układów (tzn. do gazów w pewnym zakresie temperatur i > koncentracji). Tak mi się coś przypadkiem skojarzyło z neutronami, nie pytaj dlaczego ;). I zaintrygowało mnie jak to jest w ich przypadku. Nie mają swoich elektronów, nie sklejają się w cząstki itp. . Trochę pamiętałem sprawę neutronów termicznych ale zwykle ten temat jest traktowany bardzo pobieżnie jako część innych zagadnień. Pogrzebałem trochę i napotkałem zaskakującą jak dla mnie informację. Energia kinetyczna atomów czy cząstek, jak to tutaj obrazowo wyłożyłeś, jako funkcja temperatury dla materii złożonej z atomów jest tylko pewnym przybliżeniem, słusznym w praktyce w pewnym zakresie warunków. Ale nie dla neutronów, przechodzących przez pewne (złożone z lekkich jąder) ośrodki, gdzie zależność jest super dokładna (chyba?) a wzór na zależność prędkości średniej od temperatury tego ośrodka jest fascynująco prosty i nie powikłany jakimiś innymi zależnościami. Tak sobie myślę, że badanie widma prędkości neutronów w takim układzie było by chyba jedyną praktycznie bezpośrednią i też może dokładną metodą pomiaru temperatury bezwzlędnej. No tyle że chyba złożoność aparatury do tego rodzaju badań raczej przesądza o tym że taki "termometr" jest bez sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
ciekawski11 Re: Absolutnego zera... 11.03.07, 07:33 Dziękuję za interesujący wykład na zbliżony temat. Dalej jednak nie wiem dlaczego elektony nie spadają na jądra, niezależnie od temperatury. "Bo nie mogą" wydaje mi się zbyt ogólną odpowiedzią. Co równoważy przyciąganie mas z przeciwnymi ładunkami? Odpowiedz Link Zgłoś
t09 Re: Absolutnego zera... 11.03.07, 08:53 ciekawski11 napisał: > Dalej jednak nie wiem dlaczego elektony nie spadają na jądra, niezależnie od > temperatury. "Bo nie mogą" wydaje mi się zbyt ogólną odpowiedzią. > > Co równoważy przyciąganie mas z przeciwnymi ładunkami? Można by prawdopodobnie wyliczyć kilka powodów - ja podam pierwszy, który mi w tej chwili przychodzi do głowy. Weźmy atom wodoru, najprostszy ze wszystkich. Elektron nie moze "opaść" na proton, bo zabrania tego zasada zachowania momentu pędu. Elektron ma spin ("wewnętrzny" moment pędu) 1/2 i proton też ma spin 1/2. Gdyby sie miały połaczyć, to musiałaby powstać cząstka o spinie zero albo 1. A takiej cząstki nie ma - neutron też ma spin 1/2. Chociaż to nie jest może dobry argument może, bo odwrotny proces (rozpad neutronu na elektron i proton) zachodzi - bilans momentu pędu sie wtedy zgadza, bo w takim rozpadzie powstaje jeszcze neutrino. Inna próba znalezienia szybkiego wyjaśnienia - no, ja powołałbym sie na Równanie Schroedingara, wyrażające prawo fizyczne, któremu podlega wzajemny ruch protonu i elektronu. Przez rozwiązanie R. S. otrzymuje się m. in. energie skwantowanych stanów atomu wodoru, no i "elektron opadnięty na proton" nie jest jednym z tych możliwych rozwiązań. Obawiam sie jednak, że ta odpowiedź też Pana nie zadowoli, bo jest jakoś "mało poglądowa". Muszę pomyśleć, może jednak coś "bardziej pogladowego" mi przyjdzie na myśl. Odpowiedz Link Zgłoś
ciekawski11 hipoteza + 0 - 11.03.07, 10:37 t09 napisał: (...) > Muszę pomyśleć, może jednak coś "bardziej pogladowego" mi przyjdzie na myśl. Nie wykluczone, że wspólnie podejrzewamy to, że ta hipoteza może być trafna: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=48929234&a=48929234 Oczywiście gryzie się z Kanonami współczesnej fizyki. Za to bardzo ładnie i poglądowo tłumaczy np. dlaczego elektrony nie spadają na jądra. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
t09 Re: Jeszcze o opadniu elektronów na jądra 11.03.07, 11:32 Czuje sie nieco zaambarasowany, że nie ptrafie udzielic "z marszu" prostej odpowiedzi na pytanie, czemu takie zjawisko nie występuje. Czuje więc potrzebę złozenia pewnych wyjasnień. Otoz, ja sie zajmuje zasadniczo fizyka doswiadczalną dotyczącą pewnej wąskiej grupy zagadnień - no i głownie uwage skupiam na nich i nie próbuję objac swoim niedoskonałym umyslem CAŁEJ fizyki. Co do pewnych faktów leżących poza moja dziedziną, to przyjmuje je na zasadzie "jest, jak jest", i nie próbuję ich dalej zgłebiać. Na studiach fizycznych uczono mnie, jak każdego, najpierw mechaniki klasycznej. Jeśli "po linii" tej mechaniki podejsc do atomu, to, oczywiście, należy oczekiwać, ze elektrony opadna na jądra. No, ale wiedziałem już, ze to nie następuje. I ze powodów, dlaczego nie następuje, trzeba juz szukac na gruncie fizyki kwantowej. Kiedy przyszła z kolei pora na zgłebianie tej ostatniej na studiach, to dowiedziałem sie o prawch rządzącym ruchem cząstek w mikroswiecie. Pierwsza podstawowa prawda, której nas uczono, było, ze prawa mechniki klasycznej na tym poziomie juz nie obowiązuja. Niektóre pojecia z mechaniki klasycznej, np. toru, traca w ogóle ważnosc. Czy miało to oznaczać, ze między mechanika klasyczna i kwantową zachodzi sprzecznosc? Nie, absolutnie nie! Po prostu prawa rzadzące ruchem mikrocząstek, gdy je "przenosic" na obiekty duże, czyli makroskopowe, PŁYNNIE PRZECHODZĄ w prawa mechaniki klasycznej. Do rozważań dotyczących zjawisk zachodzacych w mikroswiecie trzeba jednak uzywac wyłacznie tych "praw mikro". No i nauczono mnie tych podstawowych praw, podstawowego równania, czyli Równania Schroedingera, które "zastępuje" równania dynamiki Newtona, gdy schodzimy na poziom mikroświata. No i też musaiłem sie nauczyć całego tego skomplikowanego formalizmu matematycznego, którym człowiek sie musi posługiwać, jeśli chce to równanie Schroedingera uzyć do rozwiazywania konkretnych problemów. Jednym z przykładów zastosowania Równania schroedingera, który każdy student fizyki musi poznać, jest rozwiazywanie atomu wodoru. No i ja przeszełem przez te "tortury" (żartuje, ale jednak zrozumienie teorii atomu wodoru oparta na równaniu Schroedingera wymaga "przegryzienia sie" przez kolosalna ilosc matematyki!). Poznałem wiec podstawowe tajniki tego rozwiazania. No i teraz co do najnizszego mozliwego poziomu energetycznego elektronu w atomie wodoru: otóz, wynika on precyzyjnie z tej teorii. Wartość energii elektronu w stanie, gdy jest ona najniższa, mozna zmierzyć z niebywała dokładnoscia - no i wartosc uzyskiwana z rozwiazania Równania Schroedingera zgadza sie z ta wartościa "jak ulal", z dokładnoscią do zadziwiającej liczby pozycji dziesietnych. Fakt ten więc niesłychanie mocno "uwiarygodnia" cała tą teorię. Przy tym, z teorii tej równiez jasno wynika, ze najnizszy mozliwy stan energetyczny elektronu absolutnie nie polega na tym, ze elektron ten "opada" na jadro. No więc, wszystko to, czego się dowiedziałem, mozna by zwieźle streścić w dwoch punktach: 1) Z teorii kwantowej opartej na równaniu Schroedingera wynika, że elektron w atomie wodoru ma pewien stan o najnizszej energii, i stan ten jest STANEM ORBITALNYM - podobnie, jak wszystkie inne stany o energiach wyższych. 2) Szereg ilosciowych przepowiedni wynikających z teorii opartej na Równaniu Schroedingera można skonfrontowac z wynikami pomiarów, no i każdym bez wyjatku przypadku zdodnosc okazuje sie znakomita. W takiej sytuacji, ja uznałem, ze mogę uwierzyć w słusznosc tej teorii i dalszych pytań juz nie musze zadawać. Co zas do pytania, czemu elektron nie opada na jadro, znalazlem sobie taka krótka odpowiedź: "nie opada, bo po prostu prawa rządzące mikroswiatem na tego rodzaju zjawisko nie zezwalają". A dlaczego nie pozwalają? Ano, dlatego, ze są takie, jakie są. DLACZEGO zaś sa takie, a nie inne? No cóz, tego jeszcze dokładnie nie rozumiemy - na razie wiemy tylko, że są, jakie są. Kiedys moze odkryjemy prawa jeszcz bardziej podstawowe i z nich dopiero wyniknie, dlaczego te znane w obecnej chwili prawa są takie, a nie inne. Co zas do "sprzecznosci" z wnioskiem, który wynika z rozumowania opartego ma dynamice Newtona: trzeba sie po prostu pogodzić z faktem, ze równań Newtona nie mozna stosować do opisu zjawisk zachodzących w mikroswiecie. Ponieważ prowadzą do całego szeregu wniosków, które okazują sie byc w jawnej sprzeczności z doświadczeniem. Mozliwosc "opadniecia" elektronu na jądro to tylko jeden z tych fałszywych wniosków, które wynikaja z prób opisu przy pomocy mechaniki klasycznej. Takich przykładów zjawisk, w przypadku których wszelkie interpretacje oparte na mechanice Newtona totalnie zawodzą, mógłbym podać znacznie więcej - chociażby z tego poletka fizyki, które sam uprawiam, czyli badania materii skondensowanej przy pomocy rozpraszania neutronów. O mechanice newtonowskiej trzeba w ogóle zapomnieć, gdy sie robi takie badania. Dosłownie NICZEGO by sie nie udało na jej gruncie wytłumaczyć. Nie wiem, czy ten mój długi wywód Pana zadowoli - ale przynajmniej starałem sie "zrobić co w mojej mocy", by choc troche rozjaśnic sprawy (o ile ich nie rozjasniłem, tylko raczej zaciemniłem, to sie sumituje - ale zapewniam, że przynajmnie kierowały mną szlachetne pobudki, a nie chec zagmatwania spraw). Odpowiedz Link Zgłoś
ciekawski11 Re: Jeszcze o opadaniu... 11.03.07, 19:14 Biorąc pod uwagę uwarunkowania i okoliczności, które Pan wskazałeś - pozostaję pod wielkim wrażeniem pańskiej otwartości i życzliwości w stosunku do autora niekonwencjonalnych, alternatywnych propozycji opisu rzeczywistości. Ryszard ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leonard3 Re: Jeszcze o opadniu elektronów na jądra IP: *.adsl.inetia.pl 12.03.07, 20:29 Kolego to9, Ja mam dla kolegi propozycje rozwazenia pewnej intelektualnej prowokacji. Zaluzmy ,ze w ALTERNATYWNYM kosmosie grawitacja jest jednym z podstawowych i pierwotnych elementow kosmosu. Na skutek zapadania sie masywnych gwiazd tworza sie kolapsary ,ktore sa grawitacja czysta (niezwiazana z materia) i dlatego nie wytwarzajaca ani czasu ani przestrzeni w punkcie geomerycznym zwanym osobliwoscia. W kosmosie tym grawitacja istnieje rowniez z formie zwiazanej z materia. Grawitacja (niezwiazana z materia) = grawitacja (zwiazana z materia) + materia Czyli materia = grawitacja (niezwiazana z materia) - grawitacja (zwiazana z materia) W kolapsarze zachodzi subdivision (fragmentacja materi) dajac w wyniku wylacznie grawitacje niezwiazana stanowiaca osobliwosc kolapsara. Uzywajac analogii do wody i lodu materia to tylko forma "zamrozonej"grawitacji. A teraz czas na moje pytanie: Czy ziemska materia poddana brutalnej fragmentacji w kolapsarze mogla by dac w efekcie czysta grawitacje ( w sensie w jakim grawitacja istnieje w osobliwosci kolapsara alternatywnego Kosmosu, a nie Einsteinowskie zakrzywienie czaso-przestrzeni)? Odpowiedz Link Zgłoś
kanarek2 Elektron opadł, ale kwantowo:) 14.03.07, 22:25 W pewnym sensie, czyli w sensie kwantowym - by zostać przy przykładzie atomu wodoru - stan 1s to właśnie elektron który opadł na jądro. Klasycznie: elektron to cząstka punktowa i naładowana, jądro atomowe też. W stanie podstawowym elektron 'opadł' na jądro, czyli elektron i proton są 'bardzo blisko siebie'. Kwantowo: elektron podlega zasadzie nieoznaczoności Heisenberga. Zgodnie z nią elektron *nigdy* nie jest całkowicie zlokalizowany w jedym punkcie, np. na jądrze atomu. Owszem, prawdopodobienstwo znalezienia elektronu na jądrze jest największe, a ze wzrostem odległości od jądra prawdopodobienstwo znalezienia elektronu szybko maleje. Elektron w atomie wodoru jest niemal całkowicie zlokalizowany w kuli o promieniu okolo 10^(-8) cm (jest to tzw. promień Bohra). Uwaga dla t09: 1 Ry to energia wynikająca z lokalizacji Dx=aBohr, co daje odpowiednie Dp=h/Dx, czyli energie kinetyczną, którą dalej zrównujesz z Epot zgodnie z zasada ekwipartycji. Pozdrawiam, k. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: t0g Re: Elektron opadł, ale kwantowo:) IP: 12.45.62.* 15.03.07, 07:54 Drogi Kanarku, Masz świeta rację we wszystkim, co piszesz. Z Twojego postu od razu widać, że ma się do czynienia z fachowcem. Wiec obawiam się, że moje dywagacje w tym wątku odebrałeś jako bełkot. Ale zaraz postaram sie usprawiedliwić. Mechanike kwantową to ja znam co nieco, nawet przyszło mi parę razy wykładać kurs na podobnym poziomie, co "Pierwsze Kwanty", które sam z kolei brałem przed laty na Wydziale Fizyki UW. Ja niby nie jestem teoretykiem, ale na amerykańskich uczelniach obowiązuje zasada, ze każdy "faculty member" musi umiec poprowadzic dowolny kurs z zakresu, że tak powiem, "podstawowej paczki". Wiec pare razy akurat tak sie złozyło, że na mnie padło i musiałem tego uczyć, choc uczenie kwantów to nie moje ulubione zajecie. No dobrze, więc na pewno już zdażyłes pomylec - skoro facet twierdzi, ze zna mechanike kwantowa, to czemu taki bełkot uprawia? Czemu od razu nie wytłumaczy wszystkiego w stosownym jezyku, czyli jezyku funkcji falowej? (tak ja Ty to de facto robisz). No więc, ja juz na tym forum bywam (z przerwami) od trzech lat i mam pewne doświadczenia. No i naiczyłem sie, żeby jak ognia w ogóle unikać jezyka funkcji falowej, bo na Forum mechanika kwantowa ma paru zaprzysięgłych wrogów, którzy maja dosłownie alergie na jej punkcie i jak tylko usłyszą, że człowiek wdaje sie w interpretacje na jej gruncie, to sie rzucaja z kłami i pazurami i dyskusja natychmiast zamienia sie w pyskówę. No wiec w niniejszym wątku ja próbowałem jakoś kunktatorzyć, "mówic ogródkami". Oczywiście, na dobra sprawę należało by zacząć od tego , żeby twardo oswiadczyć: "W swietle dzisiejszej fizyki, przy stanie teorii na dzień dzisiejszy, pytanie , czemu elektorny nie 'opadną' na jadra jest całkowicie pozbawione sensu". I dalej wyjasnić, że współczesma fizyka całkowicie odrzuca myślenie o elektronie jako małej twardej kulce, która zachowuje się tak jak kula bilardowa i jedyna różnica polega na tym, że jest od niej dużo, duzo mniejsza. Zjawiska w mikroświecie sa straszliwie wręcz sprzeczne z naszą intuicją i dlatego znalezinie jakiegos dobrego sposobu, żeby wytłumaczyć rzeczy ludziom obeznanym najwyżej tylko z mechanika newtonowską, to jest bardzo wielka sztuka. Ja sie obawiam, że nie jestem w tym przypadku najlepszym nauczycielem. Odpowiedz Link Zgłoś
kanarek2 Re: Elektron opadł, ale kwantowo:) 15.03.07, 22:12 Drogi T0g, pracujemy w podobnej dziedzinie, i - jak sądzę - znam i cenię Twoje prace. Bywam tu bardzo rzadko, a to dlatego że admin moderuje to forum w sposób bardzo umiarkowany, mówiąc eufemistycznie. I oczywiście rozumiem kłopoty z dialogiem z częścią piszących tu. Pozdrawiam, k. Odpowiedz Link Zgłoś
winoman Re: Elektron opadł, ale kwantowo:) 16.03.07, 01:48 > Bywam tu bardzo rzadko, a to dlatego że admin moderuje to forum w sposób bardzo > umiarkowany, mówiąc eufemistycznie. I oczywiście rozumiem kłopoty z dialogiem z > częścią piszących tu. No a ja dopiero teraz skojarzyłem z bywalcem forum MK :-) Kłopoty z dialogiem? Czasem tak, ale da się wytrzymać. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
kanarek2 Re: Elektron opadł, ale kwantowo:) 16.03.07, 15:11 > Kłopoty z dialogiem? Czasem tak, ale da się wytrzymać. > Pozdrawiam! Odpozdrawiam! k. Odpowiedz Link Zgłoś
t09 Re: No, niestety, jak zwykle, w miare rozsądny 17.03.07, 22:35 na początku wątek zamienił się z "think-tank" w "septic tank" (septic tank to po angielsku tyleż, co szambo) i nam, zawodowcom, drogi Kanarku, nie pozostaje nic innego, jak dyskretnie sie oddalić. Intryguje mnie, "ktoś Ty zacz", skoro, jak piszesz, pracujesz w podobnej, jak ja, tematyce - więc zajrzyj, prosze, do e-mailu. Odpowiedz Link Zgłoś
leonard3 Re: No, niestety, jak zwykle, w miare rozsądny 18.03.07, 01:21 to9, ales tys mistrz formy i bon-ton. Jak fryzjer na Titanicu. Niestety oprocz formy nie ma tresci, jestes miernota i ignorancik. Odpowiedz Link Zgłoś
t09 Re: No własnie, Drogi Mistrzu, oddalam się, 18.03.07, 05:47 by moja miernota i ignoranctwo nie kłuły Szanownego Mistrza w oczy. Odpowiedz Link Zgłoś
ciekawski11 Porównanie 18.03.07, 11:11 leonard3 napisał: > ...Jak fryzjer na Titanicu. > ... Masz Pan jakieś przesłanki uzasadniające przywołanie Titanica ? Jeżeli tak, to jakie ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leonard3 Re: Porównanie IP: *.adsl.inetia.pl 18.03.07, 11:47 To forum to Titanic nudy na medialnym oceanie. Odpowiedz Link Zgłoś
ciekawski11 Re: Porównanie 18.03.07, 12:11 Gość portalu: leonard3 napisał(a): > To forum to Titanic nudy na medialnym oceanie. Mnie Titanic kojarzy się z Fizyką na oceanie niewiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasiu (nie gupi) [ ... ] IP: *.rtk.net.pl 16.03.07, 22:14 Wiadomość zostaua przesunięta ze wz(ędu na hipokryzję. Tytu: "Do 2 kanarków i t69" szukaj.gazeta.pl/szukaj/0,52001.html?VE_szukaj_a=Jasiu+%28nie+gupi%29&ile=20&sort=data_desc&spojnik=and&forum=32&poz=0&A_szukaj=autor&zywe=2&x=9&y= 5 Odpowiedz Link Zgłoś
llukiz Re: Absolutnego zera... 11.03.07, 20:21 > Czy przy tym stanie ustaje ruch w atomach? Bo to jest tak. Im wolniej atomy się poruszają tym niższa temperatura. W końcu stają i wtedy mamy zero. A potem zaczynają chodzić do tyłu i wtedy mamy temp ujemną. Taki dowcip... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J_n_g Re: Apsolutnego zera... IP: *.rtk.net.pl 16.03.07, 22:48 llukiz napisał: > Bo to jest tak. Im wolniej atomy się poruszają tym niższa temperatura. W końcu > stają i wtedy mamy zero... > Taki dowcip... To się chyba zgadza z tym, że nie atomy tylko elektropozytony. W końcu prawie stają i mamy prawie zero. To nie jest dowcip... Odpowiedz Link Zgłoś
leonard3 Re: Materia w temp. bezwzględnego zera. 17.03.07, 01:48 Jedynym miejscem w kosmosie gdzie istnieje dokladnie temperatura bezwzglednego zera jest punkt geometryczny osobliwosci kolapsara. Nigdzie tego nie wygooglujecie, nigdzie tego nie wyczytacie. Zeby to zrozumiec , trzebz miec IQ 162. Dlatego nie spodziewam sie od was zadnej odpowiedzi prostaczki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pies_na_teorie IQ = 162 [ cm2 ;] IP: *.rtk.net.pl 17.03.07, 13:52 >Nigdzie tego nie wygooglujecie, nigdzie tego nie wyczytacie. Zeby to >zrozumiec , trzebz miec IQ 162. Dlatego nie spodziewam sie od was zadnej >odpowiedzi prostaczki. Przy założeniu ok. 3 - 4 cm średnicy - wychodzi długość ok. 13 - 17 cm. Czyli nic szczególnego, nieprawdaż ? > Jedynym miejscem w kosmosie gdzie istnieje dokladnie temperatura >bezwzglednego zera jest punkt geometryczny osobliwosci kolapsara. Radziłbym nie podniecać się wyłącznie tą temperaturą. Podobnie jak czas - temperatura nie jest realną wielkością fizyczną. Są to zastępcze wielkości (wynikające z pomieszania pojęć) prowadzące do bałaganiarskich układów jednostek i konieczności stosowania różnych stałych fizycznych (tzn. przeliczników). Odpowiedz Link Zgłoś
leonard3 Re: IQ = 162 [ cm2 ;] 17.03.07, 15:06 Pies, te przeliczniki cie gubia, bo dlugosc jest 48 a srednica 5 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pies Re: IQ = 162 [ cm2 ;] IP: *.rtk.net.pl 18.03.07, 23:09 leonard3 napisał: > Pies, te przeliczniki cie gubia, bo dlugosc jest 48 a srednica 5 ...chyba u konia, wtedy Ajkju byłoby ok. 754. Co prawda koń ma duży łeb, ale bez przesady ... Odpowiedz Link Zgłoś