Jazda w przestworza

07.04.09, 16:29
"Proszę wyobrazić sobie choćby polskich kierowców, którzy nagle dostają szansę
szarżowania w przestworzach."

To jawne wyartykulowanie wlasnych kompleksow mogl sobie autor podarowac.
Wypadki w Polsce biora sie ze stanu drog badz ludzkiej glupoty, nie z faktu ze
sa Polakami.
    • test1410 Re: Jazda w przestworza 07.04.09, 18:43
      I tak i nie,
      owszem duża ilość wypadków jest spowodowana stanem infrastruktury, ale także
      nielogicznym i bezsensownym jej zaplanowaniem.

      A co do kierowców, to wjedź na drogę w Polsce - tyle buractwa i chamstwa, to
      także są przyczyny wypadków.
      PS
      Dlaczego wg władz w Wielkiej Brytanii postrachem dróg są kierowcy z Europy
      Wschodniej?
      • pan-samochodzik Bardzo bzdurne konkluzje. 08.04.09, 18:16
        Sam artykuł zaczął się fajnie i rzeczowo, ale konkluzje...Na
        przykład to że mamy takich fatalnych i kozaczących kierowców daje
        niby wnioskować że: "z powyżej wymienionego powodu trudno oczekiwać,
        by sytuacja latających samochodów diametralnie się poprawił".

        To jest zwykła komunistyczna bzdura. Już od dawna piszę że Polacy
        tak wrośli w ten komunistyczny system zakazów i nakazów, że bez
        papiera niczego im nie wolno robić. Sami siebie ubezwłasnowalniają -
        jak to własnie uczynił autor.
        W tylu krajach nie robi się z tego żadnej mecyji tylko pozwala
        ludziom latać, a u nas co katastrofa to dokręcanie śruby.
        Tak samo jak z patentami żeglarza, sternika... W USA, Kanadzie,
        Australii, i masie innych państw nikt nawet nie wie co to jest karta
        żeglarska. Wsiadasz na dowolnej wielkości jacht, prawie że na statek
        i płyniesz - jeśli jest to w celach turystycznych. I nie ma
        znaczenia czy żaglowy czy motorowy. Dopuszczalna moc silnika w
        łodzi? A co to takiego? Patent, licencja - a co to takiego?
        Ech ta Polska. Władze bardziej boją sie o nas niż my sami...

        Albo zastosowania: karetka, samolot rolniczy... Akurat do tego ten
        pojazd się na pewno nadawał nie będzie.

        Jedno jest pewne - jeśli będzie w miarę dobrze latał i jeździł, to w
        USA i Kanadzie będzie miał wielu amatorów i pies z kulawą nogą nie
        będzie się martwił o "zaśmiecanie" nieba. A licencję amatorską jest
        w tych krajach zdobyć łatwo. Tym niemniej nie będzie to jakaś
        zatrważająca liczba w porównaniu z ogromną masą prywatnych awionetek
        które już tam latają. Szacuję że w Ameryce co 10 osoba ma licencję
        pilota a co 20-ta własną awionetkę. Osobiście znam 5 pilotów
        amatorów.
        • smutas Re: Bardzo bzdurne konkluzje. 09.04.09, 06:37
          Prawie madrze piszesz. Musisz jednak brac pod uwage powierzchnie krajow, o
          ktorych wspominasz - Australia, Stany czy Kanada. Zdobycie uprawnien pilota
          faktycznie nie jest tak trudne jak w Polsce, czy ogolnie w Europie. 5000 dol +
          kilkadziesiat godzin lotu wystarcza. Mozna nawet nosic okulary, jesli poprawia
          wzrok do 20/20. "Badanie lekarskie" czesto sprowadza sie do oswiadczenia, ze nie
          ma sie utrat swiadomosci lub zawrotow glowy (cukrzycy odpadaja). Nawigacja tez
          nie jest zbyt zlozona - wystarczy trzymac sie autostrad, bo wszystkie sa
          budowane na zasadzie polnoc-poludnie i wszchod-zachod. Do latania na
          "Ultralekkich" licencja nie jest wymagana. A Polska? No coz, ze wzgledu na
          miedzynarodowe korytarze powietrzne nie ma zbyt duzo miejsc by mozna bylo sobie
          polatac.

          Patent zeglarza / sternika jachtowego JEST w tych krajach wymagany. Nikt nie
          czepia sie wedkarzy na motorowkach na malych akwenach, ale nie polecam
          zapuszczania sie na Great Lakes bez wymaganych uprawnien. Dotyczy to lodzi
          motorowych oraz zaglowych. I oczywiscie, ze istnieje cos takiego jak Patent
          Zeglarski - podstawowa jego forma jest "Coastal Skipper Certificate". Nie
          wspominajac o plywaniu na otwartych wodach w strefach miedzynarodowych.
          • pan-samochodzik Nie ma patentów żeglarskich - NIE istnieją! 09.04.09, 19:41
            Też bardzo mądrze napisałeś - poważnie. I nawet bym ci uwierzył że w
            Ameryce istnieją patenty żeglarskie. Uwierzył bym, gdym nie mieszkał
            w Kanadzie 8 lat, a w USA 13. No i gdybym nie był zapalonym
            żeglarzem oczywiście.

            Nie wiem skąd wziąłeś soje informacje, ale ja piszę wszystko z
            autopsji - sprawdzone. Mam wielu kolegów w pracy którzy są pilotami.
            Najczęściej są jedynie współwłaścicielami awionetek (zasady
            maszoperii). Czasem latam z nimi w delegacje. Firma zwraca im za
            paliwo i wszyscy są zadowoleni (taniej niż bilet lotniczy).
            Na początku zawsze robię w portki, a potem się przyzwyczajam.

            Co do żeglarstwa - to akurat jest to MOJA działka. Miałem wiele
            jachtów od małych po duże. Mieszkam na Wielkich Jeziorach i przez
            Coast Guard byłem kilka razy sprawdzany. Pływałem też Nowy Jork -
            Bahamy, Karaiby, Nowy Jork - Detroit rzeka Hudson a potem Erie Barge
            Cannal i wielkimi jeziorami do domu (46 ogromnych śluz po drodze).

            Wiem co piszę. Nie ma w Kanadzie wymaganych patentów ani
            żeglarskich, ani motorowodnych. Nie ma maksymalnej powierzchni żagli
            do których nie potrzeba uprawnień, nie ma maksymalnej mocy silnika
            by pływać BEZ UPRAWNIEŃ. Jest jedynie maksymalna długość jachtu -
            ale ta chyba wynosi 60 stóp (20 metrów). I jest wymóg że możesz tak
            pływać jedynie w celach rekreacyjnych.
            Jest to jeden z powodów że w Ameryce pływają setki tysięcy skuterów
            wodnych - żadnych uprawnień nie było potrzeba na nie do niedawna.
            Niestety po serii wypadków, w Kanadzie wprowadzono obowiązek
            przeszkolenia dla młodych osób (nie pamiętam poniżej jakiego wieku
            bo mnie to nie dotyczy). Ale takie przeszkolenie jest tylko
            teoretyczne, zajmuje pół godziny i świadectowo że go odbyłeś daje ci
            nawet sklep w którym kupujesz jetskii.

            Pamiętam mój pierwszy zakup łodzi. Był to spory (jak mi się wtedy
            wydawało) jacht żaglowy - Buccaneer 27. Miał 27 stóp długości, czyli
            8,2m. Wysoka kabina, prysznic w środku... bajka.
            Mieszkałem w Windsor w Kanadzie - po drugiej stronie jeziora Saint
            Clair od Detroit. Kupiłem ten jach w Detroit (konkretnie w Mt.
            Clemens) bezpośrednio od dealera. Jacht był oczywiście nie nowy.
            Chciałem nim płynąć do Kanday (tylko 25 mil) więc pytam dealera
            jakie patenty są wymagane. A on nie kuma. Więc tłumaczę jak chłop
            krowie na miedzy, a on wciąż nic. Normalnie nie wie o czym mówię.
            W końcu wytłumaczyłem jak to jest w Polsce i dopiero załapał. Mówi -
            nic nie trzeba. Tylko dowód własności i to nie musi być na jachcie.
            Wsiadaj i płyń do Kanady.
            Nie uwierzyłem. Zmusiłem go by zadzwonił do US Coast Guard, i do
            kanadyjskiego Coast Guard. Mówią: nic nie trzeba! Kazali wsiadać i
            płynąć.
            No to wsiadłem z bratem i popłynąłem. Po przypłynięciu do mojej
            mariny, zadzwoniłem z budki do Urzędu Celnego - taki wymóg (numer
            telefonu wywieszony na budce w każdej marinie). Podałem nazwę
            jachtu, skład załogi i prawie na siłę wcisnąłem im że MAM coś do
            zadeklarowania/oclenia - cały jacht! Nie byli zachwyceni że im
            zakłócam spokój, no ale przyjęli zgłoszenie i umówiliśmy się na
            konkretny dzień że spotkamy się w mojej marinie na moim jachcie.
            Przyjechali, weszli na pokład, odpisali co mieli odpisać z mojej
            umowy kupna i powiedzili ża dostanę pocztą cło do zapłaty.
            Do tej pory nie dostałem. Ponad 20 lat. Zresztą już w Kanadzie nie
            mieszkam...

            Dodam jedynie - nie kupujcie Buccaneera! Najgorszy jacht na świecie.
            Ma płytki kil - dobry na jezioro St. Clair (część wielkich Jezior) -
            ale bardzo wysoką wolną burtę, więc wiatr robi z tobą co chce.
            Powyżej 6-ki nie zrobisz zwrotu przez sztag nawet z pomocą silnika.
            Tylko rufa! Kiedy go sprzedałem byłem najszczęścliwszy człowiekiem
            na ziemi.

            Potem kupiłem sobie jacht motorowy podobnej wielkości. Silnik V8 -
            7L pojemności. Żadnych pozwoleń nie trzeba aby pływać.
            A potem miałem wiele różnych innych jachtów i w Kanadzie i w USA.
            Mają wiele wody powiadasz? A mają, ale mają też taką ilość jachtów
            że potrafi być czasami ciasno.

            Jest prawdą że Coast Guard czasem zatrzymuje i sprawdza, ale
            sprawdza JEDYNIE WYPOSAŻENIE! No i dokumenty załogi jeśli wracasz z
            zagranicy (prawo jazdy/paszport/zielona karta). Otóż nie musisz mieć
            patentu, ale MUSISZ przestrzegać przepisów. Od tego nie ma
            zwolnienia i mandaty są. Bardzo ważne by wyposażenie było sprawne i
            takie jakie jest wymagane dla danej łodzi.
            O kapokach, kotwicy, radiostacji, gaśnicy, światłach nawet nie
            wspomnę. To to właśnie sprawdzają - o patent nie spytają jednym
            słowem.

            A Coastal Skipper Certificate? Nawet nie wiem dokładnie co to jest.
            Myślę że dobrowolny certyfikat, pomocny zwłaszcza gdy chcesz
            wypożyczyć duży jacht. Ale ja zawsze wypożyczałem bez tego.
            Podawałem jaki jacht ja sam mam. Czasem wypłynęli ze mną na godzinę
            by się upewnić. To wszystko. Pływam od dziecka jeszcze w Polsce,
            więc nie zawracałem sobie głowy dobrowolnymi szkoleniami i
            certyfikatami.
            A może uprawnia ten certyfikat do pływania zarobkowego? Nie wiem.
            Wiem natomiast na pewno - nie ma oficjalnego wymogu mieć COKOLWIEK.
            Dotyczy to śródlądzia, wielkich jezior, i oceanu.

            AHOJ!

            PS. Najwspanialsze pływanie jest po Mazurach. Mówię to poważnie.
            Jeziora idealnej wielkości a jaka atmosfera! Może znów uda mi się w
            tym roku? Tylko te papiery i formalności... Ja swoją książeczkę
            żeglarską trzymam w Polsce - bo tylko tam jej potrzebuję!
          • pan-samochodzik Witaj Smutas 10.04.09, 19:55
            Śnieg stopniał u nas przewczoraj więc siedzę sobie dzisiaj na
            werandzie, i nagle słyszę nad głową samolocik. Patrzę w górę, mała
            biała awionetka.
            Za pół godziny słyszę nad głową samolocik. Patrzę w górę - czerwona
            dwusilnikowa awionetka. Normalne, prawda? Daleko powyżej nich
            krzyżyjące się smugi samolotów pasażerkich których nawet nie
            słychać. Normalne, prawda?
            I olśniło mnie! Przypomniałem sobie co napisałeś. Pisałeś o tłoku
            na polskim niebie... Sobie myślę - jakim tłoku? Większym niż nad
            moją głową w USA?
            Często jestem w Polsce i żadnego tłoku nie widzę. Może w promieniu
            kilku kilometrów od lotniska, ale ileż tych lotnisk jest w Polsce?
            A oprócz Warszawy jak często lądują tam samoloty?
            Ja nie pamiętam z Polski bym widział jedną awionetkę nad głową albo
            ułamek tych samolotów pasażerskich jakie widzę w Stanach.
            Dlatego i w kwestii tego "tłoku" zaczynam mieć wątpliwości.

            Zacznijmy od tego, że awionetki latają na zdecydowanie niższej
            wysokości (tego jestem zupełnie pewien) i mają zakaz wchodzenia w
            przestrzeń powietrzną w określonym promieniu wokół lotnisk
            komercyjnych (prawie jestem tego pewien). Więc nie ma zagrożenia
            kolizji awionetek z samolotami pasażerskimi i to bez wzgędu na
            ilość korytarzy powietrznych. Pasażerski leci na wysokościokoło 7
            kilometrów - awionetka jak leci na 4 to jest bardzo wysoko.
            W promieniu 60 km mam 3 lotniska pasażerskie w tym 2 międzynarodowe.
            Często (gdy wiatr zmieni kierunek?) przelatuje nademną wiele
            samolotów pasażerskich schodzących do lądowania. Myślę że są około
            2 km nad ziemią bo już widać szczegóły ich kadłuba.
            Równocześnie w tym smaym promieniu jest ponad 15 małych lotnisk dla
            awionetek. O niektórych nawet nie miałem pojęcia. Prawie co
            miejscowość to ma swoje malutkie lotnisko. Najlepiej to widać z
            góry gdy się leci dużym samolotem. To tak jakby Mokotów miał swoje
            lotnisko, Praga swoje, o Raszynie nawet nie wspomnę - tam musowo.

            I tak to jest w Ameryce. Jak to wszystko funkcjonuje? Nie wiem. Nie
            jestem pilotem. Ale strasznie nie lubię ograniczania człowieka
            przez zbędne przepisy które niby "o niego dbają". A jeszcze
            bardziej nie lubię gdy sami krzyczymy by sobie prykręcać śrubę.

            Miałeś rację z tymi okularami. Trzech z pięciu moich znajomych
            pilotów nosi okulary. I czemu nie?
            Pozdrawiam!
            • smutas Re: Witaj Smutas 10.04.09, 21:57
              Hej Panie Samochodzik :-) Pozdrowienia z Kanady:-)
              Nie ma to jak fachowa i rzeczowa wypowiedz. Z zaglami mam tyle wspolnego, ze
              slucham shanties i jeden z moich kolegow spiewa w jednej z takich kapel -
              Mechanicy Shanty. Poddaje sie Twojej wiedzy w temacie. Ja sugerowalem sie
              ogloszeniam radiowymi, szczegolnie jesiennymi gdy zacheca sie do brania udzialu
              w kilkumiesiecznych kursach "na sucho" z nawigacji i obslugi przyrzadow, radia
              by pozniej moc zdawac egzaminy na zeglarza. Jak wynika jest to nie tyle
              naciaganie - bo wiedzy nigdy zbyt wiele - co niekonieczne. Z czasow polskich
              pozostaly mi wspomnienia latania na "szybowczykach". I o ile przepisy sie nie
              zmienily to dalej twierdze, ze korytarze powietrzne sa w Polsce wielkim
              utrudnieniem dla turystycznego latania. Zgadzam sie z toba w sprawie pulapow
              lotu roznych maszyn ale Polska musi stosowac sie do przepisow FAA i tego tak
              latwo sie nie przeskoczy. Ma to zwiasek z szerokoscia tych korytarzy 15km dla
              miedzynarodowych 10 dla krajowych - pare takich korytarzy i nie zostaje za wiele
              dla turystow. Zgloszenie lotu tez jest niezlym zadaniem. Minimum to 30 min przed
              wylotem ale w rzeczywistosci dla pilota "C" to jekies 3 dni. Prywatnych
              samolotow w Polsce rowniez nie ma tyle co w Stanach ze wzgledu na cene. Mala
              Cessna to 150 moze 200 tys dol. godzina charterowanego lotu to 200dol/h. Do tego
              dochodza przepisy o terenach zabudowanych. A w Polsce jest gesto. Nie wolno
              latac nizej niz 300m / 1000ft normalnym samolotem. Motolotnie oczywiscie nie
              popadaja w ta kategorie a i na nie trzeba miec licencje.

              Tez nie lubie durnych przepisow, dlatego w Polsce nie ma mnie juz od lat.

              cheers Tomek
              • pan-samochodzik Re: Witaj Smutas 10.04.09, 23:09
                Nie zrozum mnie źle - uważam że porządne szkolenia i certyfikaty są
                dobrą rzeczą - zwłaszcza dla nowicjuszy. Ale rzeczą jeszcze lepszą
                jest to, że nie są one obowiązkowe i że nie musisz mieć papierów by
                sobie pływać czy latać na ultralekkich. Chcesz się zabić? Be my
                guest! Nikt ci w tym przeszkadzał nie będzie.

                Dodać tylko trzeba, że nie zwalnia to nikogo z obowiązku
                przestrzegania wszystkich przepisów. Są egzekfowane dosyć
                rygorystycznie.

                A z tymi korytarzami - to czy sięgają one aż "do ziemi"? Nie jest to
                na przykład korytarz 10 km szeroki ale zaczynający się na 6 km
                wysokości i kończący dajmy na to na 10 km? Zostawiało by to wciąż
                masę miejsca do latania pod tym korytarzem. Jedynie wokół lotniska
                strefa sięgała by "do ziemi". Tak to rozumiałem i tak to sobie
                kombinuję...

                A co do innych ograniczeń, zgłoszeń przed lotem itd., to samo się
                nie zlikwiduje. Trzeba o wszystko walczyć jak walczyli w Polsce
                żeglarze o zniesienie obowiązku posiadania patentu by pływać
                żaglówkami mniejszymi niż z bodaj 12 m2 żagla i silnikiem mniejszym
                niż 7 kW. Nie jest to wiele, ale lepsze niż nic. Może da sie kiedyś
                to rozszerzyć.

                Wesołych Świąt!
                Janek
                • smutas Re: Witaj Smutas 11.04.09, 00:32
                  oj, pamiec juz nie ta :-) miedzynarodowe korytarze to 20km szerokosci. Dla
                  krajowych i miedzynarodowych podstawa to 900m, a konczy sie na 12km. Musisz tez
                  brac pod uwage rozdzielenie ruchu w pionie. Przeciwne kierunki rozdzielone sa
                  300m. Czyli dla "maluchow" nie zostaje zbyt duzo od 300m do 900m = dwa
                  samolociki moga poruszac sie w tym samym kursem jeden na 300m drugi na 900m.
                  Innym problemem jest tzw. manewrowosc. Na pierwszy rzut oka przepisy wydaja sie
                  smieszne. Pierwszenstwo w powietrzu maja aerostaty, potem sa szybowce, liniowce,
                  ... itd. Daje to sytuacje gdy duzy 747 musi omijac maly szybowiec lub balon :-)
                  Dlatego latanie szybowcami jest coraz bardziej ograniczane. Na "fali" nie ma
                  specjalnie przeszkod by wzbic sie na 11tys metrow co oczywiscie koliduje z
                  normalnym ruchem. A szybowiec musi trzymac sie "noszen", "kominow" itp by nie
                  pierdyknac w chlopska zagrode :-) I tu cos co rozni latanie od plywania. Jak tu
                  wlepic takiemu piratowi powietrznemu mandant? Jak postawic radar z milicjantem
                  na trzeciej chmurce na lewo? Niebezpieczenstwo jest jednak duze. Nie chodzi
                  tylko o niefortunnego pilota ale o to w co walnie spadajac. Zreszta na wodzie
                  tez moze dojsc do tragedii. Ale panie Janku, jestem z toba. Paragrafy powinne
                  byc sprowadzone do minimum.

                  Rowniez Swiat Zdrowych i Wesolych zycze :-) Tomek
                  • pan-samochodzik Korytarze 11.04.09, 17:02
                    No to niezłe fujarstwo panie Tomek. Myślałem że podstawa była by
                    wyższa. Czy tak samo jest w Ameryce? Tak na chłopski rozum wydaje
                    mi się to absurdalne. No bo taki korytarz może iść przez cały kraj.
                    W jaki sposób więc awionetka może go przeciąć skoro nie wolno jej w
                    niego wlatywać? Schodzić pod każdym na 900m?
                    Chyba że nie rozumię jak to działa. Porozmawiam w poniedziałek z
                    pilotami w pracy. Pewnie mnie oświecą.

                    A na wodzie jest podobnie - żagłówka ma pierwszeństwo przed
                    frachtowcem czy motorówką. Z tym że nigdy nie chcesz sprawdzać czy
                    frachtowiec o tym pamięta :) Najczęściej to wogóle cie nie widzi...
                    Masz radio to pytasz czy cię widzi.
                    Gdy płynąłem Erie Barge Cannal to ogromne pchacze zapowiadały przez
                    radio którą burtą będą mnie wyprzedzać. Taka kurtuazja. Uciekałem
                    wtedy na sam skraj wytyczonego bojami na wodzie kanału (poza nim
                    było płyciutko) ale i tak przechodziły tak blisko że strach. Nie
                    zwalniały prędkości nawet odrobinę. Brr... a potem życzyły miłej
                    podróży!

                    Mandaty? To wydaje się być proste. Ładnie poproszą cię przez radio
                    o numer samolotu i twoje nazwisko i przyślą ci pocztą mandat albo
                    wezwanie na rozprawę. Masa awionetek ma już chyba transpondery,
                    więc nawet pytać nie muszą.

                    No to Wesołych!
                    • smutas Re: Korytarze 11.04.09, 21:29
                      Smacznego Swieconego :-)

                      Od mojego latania minelo juz jakies 20 lat... no i postepujace zwapnienia w
                      mozgu daja sie we znaki :-) Za moich czasow jedynym cywilnym radarem byl
                      zblizeniowy na Okeciu. O ile dobrze pamietam 120km zasiegu. Cala reszta kraju
                      byla pod obserwacja ruskiego Air Force. Informacja plynela tylko w jedna strone
                      od cywilow do armii. Armia nie udzielala zadnych wyjasnien. Dlatego tak waznym
                      bylo kontrolowanie ruchu droga "papierowa". Latanie ot tak sobie raczej sie nie
                      zdarzalo. Ale tez gwoli wyjasnienia. Awionetki jak najbardziej moga kozystac z
                      korytarzy powietrznych, a w zasadzie powinny. I to kolejny gwozdz w tym
                      kabarecie. Powiedzmy lecisz sobie z Lublina do Katowic. Skladasz plan lotu z
                      czasami i data wylotu.A w odpowiedzi dostajesz "lepszy" plan. Bo kto to widzial,
                      zeby tak sobie poleciec na kreche z jednego lotniska do drugiego. O nie :-)
                      Musisz leciec przez Poznan, a najlepiej jakbys tam wyladowal i poczekal 3
                      godziny. O ale nie masz licencji na ILS i latanie po ciemku. Coz, czekasz do
                      rana dna nastepnego :-) Takie to byly czasy. Wspominac fajnie ale za cholere za
                      nimi nie tesknie.

                      Jak lata sie w Stanach? Nie wiem, a bardzo chetnie poslucham co Twoi znajomi
                      lotnicy powiedza.
                      O, i jedna mala nowinka. W Kanadzie wymagane sa certyfikaty na "plywwanie". Dzis
                      gadalem z kolega, zapalonym "zabawkowiczem - wodniakiem". Ten przepis
                      wprowadzono w zeszylm roku. Ale Kanada to prawie socjalizm, wiec nie dziwi nic.

                      Ahoj
                      • pan-samochodzik Re: Korytarze 14.04.09, 00:01
                        Dzięki za życzenia i szybko póki pamiętam:
                        Class A restricted airspace, czyli obszar zastrzeżony rozciaga się
                        od 18 tys stóp (5,5 km) i wyżej.
                        Również lotniska są podzielone na klasy A, B, C, D, i wokół każdego
                        rozciąga się obszar (niekoniecznie koło) który jest zastrzeżony.
                        Okazuje się że tylko ogromne lotniska należą do klasy B gdzie
                        promień wokół lotniska wynosi 30 mil. Zdaje się że Okęcie nie
                        kwalifikowało by się do klasy B. A na pewno żadne inne polskie
                        lotnisko. Wokół klasy C obszar zastrzeżony to promień 5 mil (chyba).
                        Czasami ten promień zwiększa się wraz ze wzrostem wysokości (taka
                        odwrócona piramida schodkowa).
                        Nad większością lotnisk przestrzeń nie jest kontrolowana, nie ma
                        wieży kontrolnej ani żadnych restrykcji latania. Przykład – lotnisko
                        w Sarni w Ontario (po drugiej stronie rzeki od amerykańskiego Port
                        Huron). Tam lądują duże samoloty pasażerskie, ale jedyne co robią to
                        ogłaszają wszystkim w powietrzu na częstotliwości 123.0 że schodzą
                        do lądowania, albo że będą startowały. Sęk w tym, że nie każdy mały
                        samolot musi mieć radiostację lub monitorować 123.0, więc jak
                        powiedział mój znajomy lotnik „can be trouble”. Z tym że dodał,
                        pasażerskie samoloty mają na pokładzie radar który powinien widzieć
                        inne samoloty wokół nich.

                        A więc dalej od lotnisk można latać czym się chce nawet bez
                        radiostacji. Nie ma żadnej konieczności wypełniania planu lotu lub
                        proszenia kogokolwiek o jakiekolwiek pozwolenie. Aby wlecieć do
                        strefy zastrzeżonej czyli powyżej 18 tys stóp (5,5 km), albo do
                        strefy zastrzeżonej wokół lotniska należy nawiązać dwustronną
                        łączność radiową, mieć w samolocie transponder, i uzyskać
                        pozwolenie. Pytałem się czy trzyba to pozwolenie uzyskać przed
                        startem, powiedział że nie, jedynie przed wejściem w strefę. Powyżej
                        18 tys stóp nie ma żadnego problemu z uzyskaniem pozwolenia, ale jak
                        powiedział prawie nikt tam nie wychodzi bo na tej wysokości to już
                        trzeba mieć tlen.
                        Podobno szybowce nie dostały by pozwolenia na wejście w strefę wokół
                        lotniska, nawet z transponderem (chyba że awaria). Tyle że jeszcze
                        raz powtarzam – lotnisk kategorii B nie ma ktowie ile.

                        Co do mandatów, powiedział że są dawane. Nie ma większego problemu
                        ze zidentyfikowaniem ciebie nawet jeśli nie masz transpondera.
                        Sprawdzą tylko na jakim lotnisku wylądowałeś i dojdą czyj to był
                        samolot i kto nim leciał. Nie zapominajmy że Ameryka mimo braku
                        pozwoleń i licencji, jest państwem policyjnym.

                        Jeśli o pływanie chodzi, to zszokowałeś mnie. Zresztą znajomego
                        Kanadyjczyka który ma jacht też władze zaszokowały. Okazuje się że
                        przed rokiem wprowadzono ten durny certyfikat – „proof of
                        competency” (ale jedynie dla łodzi z silnikiem). Od 15-września
                        będzie obowiązywał wszystkich Kanadyjczyków.
                        Żeby go dostać trzeba odbyć krótki kurs, ALBO już mieć tzw. kartę
                        operatora łodzi (którą było łatwo zdobyć), ALBO przed wypożyczeniem
                        łodzi odfajkować tzw. checklist co wolno a czego nie wolno. Ten
                        ostatni jest ważny tylko na czas wypożyczenia. Innymi słowy nie
                        potrzeba mieć certyfikatu by wypożyczyć łódź i legalnie nią pływać.
                        Wystarczy odfajkować kwadraciki na „liście bezpiecznego pływania”. I
                        tu na marginesie – uczcie się polscy ustawodawcy jak NIE ZABIJA się
                        rodzimego biznesu, w tym wypadku wypożyczalni łodzi.

                        No i jest też ostatnia możliwość - zdać test „on line” i otrzymać
                        pocztą certyfikat. Podobno zajmuje to pół godziny nauki i 10 minut
                        test. Niby niewielki problem, ale jednak... no i miej to dziadostwo
                        zawsze ze sobą. Jak mogliście pozwolić rządowi żeby was czymś takim
                        w Kanadzie uraczyli?

                        Ten żeglarski temat spowodował że nabrałem ochoty by wrócić do
                        projektu który zaniechałe 6 lat temu. Otóż skonstruowałem z bratem
                        deskę surfingową z wbudowanym silnikiem i napędem wodno-odrzutowym.
                        Była to raczej deska jak windsurfingowa w napędem. Co prawda zajeło
                        nam to wiele lat i masę prototypów, ale wyszło i śmigało. To
                        najczęściej na niej byłem zatrzymywany przez policję. Bardziej z
                        ciekawaości, choć i mandaty za brak gaśnicy chcieli mi dawać. Albo
                        za robienie fal w no-wake zone. Możesz w to uwierzyć?! Welcome to
                        America!

                        Możesz zobaczyć podobną deskę googlując nazwę Powerski. To nasza
                        konkurencja która nawet używa naszego "trademarku" - jetboard.
                        Wciąż nie mają jej w produkcji, a nasza była lżejsza i bardziej
                        płaska. Zabiły ją przepisy o czystości spalin silników do personal-
                        watercraft, a tak zakwalifikowano nasz pojazd. Mieliśmy silnik dwu-
                        suwowy. Trochę czasu już minęło i teraz zaczynają być dostępne
                        silniki czterosuwowe od motocykli które mogły by się nadawać. Te
                        spełnieją przepisy, więc...
                        Zobaczymy.

                        Ahoj!
                    • smutas Ciekawostka 13.04.09, 23:08
                      znalazlem cos takiego, co dotyczy wodniakow na polnocy Kanady:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23005&w=92792718cheers
                    • stefan4 Re: Korytarze 14.04.09, 23:20
                      pan-samochodzik:
                      > A na wodzie jest podobnie - żagłówka ma pierwszeństwo przed
                      > frachtowcem czy motorówką. Z tym że nigdy nie chcesz sprawdzać czy
                      > frachtowiec o tym pamięta :)

                      Bardzo rozsądnie.

                      Wydaje mi się, że ten przepis o pierwszeństwie dla żagli jest mocno archaiczny. Pochodzi z czasów, gdy pływały wielkie żaglowce bez silników; a statki mechaniczne to były małe zwrotne motorówki. Jasne było, że powinny ustępować żaglowcom.

                      Obecnie statki żaglowe to na ogół jachty, niezbyt wielkie, a za to zwrotne, i zaopatrzone w sprawny silnik pomocniczy startujący na naciśnięcie guzika i mogący je łatwo wyciągnąć z opresji. Natomiast obecne motorowe statki transportowe to czasem prawie pływające miasta, zwykle dla oszczędności zbyt skąpo obsadzone załogą.

                      Taki statek dostrzega jacht raczej na ekranie radaru niż bezpośrednio (jachty mają obowiązek noszenia reflektorów radarowych), albo też zostaje przez jacht wezwany przez radio. Ale zwykle nie może wykonać żadnego skutecznego manewru dla uniknięcia kolizji, z powodu swojej olbrzymiej bezwładności. Wobec tego prawo drogi dla żagli jest i tak iluzoryczne.

                      Ja myślę, że bezpieczniej byłoby tej iluzji nie podtrzymywać i zmienić ten przepis. Pierwszeństwo uzależnić od możliwości manewrowych, jakoś tam mierzonych i ogłaszanych światłami czy innymi sygnałami; zresztą tak właśnie przepisy traktują statki mające awarię, zajęte pracami wodnymi, czy połowem.

                      Nadmieniam, że sam jestem raczej żeglarzem niż użytkownikiem spalinowych mastodontów, więc proszę mi nie zarzucać stronniczości.

                      - Stefan
    • dala.tata Re: Jazda w przestworza 07.04.09, 19:00
      no niby taaaaak. tyle ze dlaczego to wjazd na terytorium Polski wiaze sie z
      natychmiastowym radykalnym wzrostem idiotow na drogach?
    • mariuszmarzec Jazda w przestworza 08.04.09, 07:34
      Szerokość 8 m PRZY ZŁOZONYCH SKRZYDŁACH? Może lepiej przeczytać post przed
      publikacją? No i ten wniosek - tylko w Polsce jest buraczano na
      drogach...wystarczy pojechać do Włoch czy Grecji o Egipcie nie wspomnę aby
      wyleczyć się z kompleksów. O jakosci naszych dróg nie wspomniam, tak samo o ich
      idiotycznym oznakowaniu oraz nadmiarze znaków drogowych.
      • dala.tata Re: Jazda w przestworza 08.04.09, 20:11
        a ktos mowil ze tylko w Polse? mozna tez pojechac do Mexico CIty, nigdzie nie
        widzialem tylu debili uwazajacych ze na pewno zdaza, za kazym razem po
        kilkunastu na raz.
Pełna wersja